30.06.10, 10:47
Witam. Czytam was od dawna, piszę po raz pierwszy. Jestem żoną od 12 lat,
wcześniej 5 lat byliśmy parą. Historia jakich wiele: mąż znudzony życiem
codziennym, dzieckiem [8 lat], pewnie mną też.
ukrywanie telefonu, laptopa, w końcu zdrada. Wyprowadził się na 4 miesiące,
podczas których nie interesował się niczym.
Chciałam ratować małżeństwo, proponowałam terapię rodzinną [mailem, telefon
wyłączył - tłumaczył że się zepsuł. potem się przyznał].
Wrócił. Po tygodniu - dwóch [nie wiem dokładnie] powtórka z rozrywki. Nie
wraca na noce, nie informuje mnie kiedy będzie. Telefon milczy. Wiem, że ma
drugi - ale nie do kontaktu ze mną..Ostatnio nie widział się z nami 4 dni, po
czym nagle wrócił na noc.
Ma pracę zmianową, od grudnia nie znam jednak jego grafików, tak naprawdę nie
mam więc pojęcia kiedy naprawdę wychodzi do pracy a kiedy do niej.

Wiele lat temu z jego strony była już podobna sytuacja, byliśmy wtedy młodzi,
myślałam że damy radę. Chciałam to jakoś poskładać. Starałam się być dobrą
żoną, jednak gdy dziś na to patrzę, to mam wrażenie że wciąż mu czegoś
brakowało. Coś ciągle było nie tak.
Potem urodziła się córka, która niestety obiektywnie mówiąc irytowała go od
pierwszych dni. Nie lubił się nią zajmować, codzienne obowiązki go
denerwowały. Uciekał w internet, nowe znajomości. najwyraźniej znalazł to
czego szukał sad
Mąż nie chce o niczym ze mną rozmawiać, chociaż rzuca w przestrzeń że ja nic
nie rozumiem, że on mnie kocha i teraz nie wie co dalej [?]
Niczego nie tłumaczy.

A teraz mój problem [proszę się nie śmiać]: kocham męża. Kocham go naprawdę,
chciałam się z nim zestarzeć, chciałam z nim patrzeć jak dorasta nasze dziecko
- miałam kiedyś nadzieję, że dzieci ale na pomysł o drugim dziecku [dawno to
było]zareagował alergicznie sad
Myślę o separacji, na którą niestety nie stać mnie w tej chwili [uprzedzając
ewentualne domysły: pracuję, pracowałam od 18 roku życia zresztą, ale wciąż
się dokształcam, mamy też kilka kredytów w tym mieszkaniowy]. Wciąż jednak
nie umiem się zdecydować, nie potrafię w pięć minut przekreślić tego życia.
Myślę też o córce, która ojca bardzo kocha i bardzo za nim tęskni. podczas
jego nieobecności pogorszyło się jej zachowanie w szkole, oceny jeszcze się
trzymają [to dopiero pierwsza klasa] ale widzę jak bardzo jej ciężko sad Nie
mam pewności, czy "po" mąż będzie chciał się z nami w jakkolwiek kontaktować,
a to po raz kolejny złamałoby jej serce.
o swoim sercu nie będę nawet pisać sad
Chciałam zapytać co pomogło Wam podjąć ostateczną decyzję? Jak udało się wam
to zrobić? Chętnie wysłucham rad osób "dzieciatych"

Czuję, że rozpadam się na kawałki..
Obserwuj wątek
    • puzzle33 Re: decyzja 30.06.10, 11:19
      Wyobraź sobie, jak przy boku męża będzie wyglądało dalsze życie
      Twoje i córki. Trzymaj się faktów, nagromadzonych przez wspólne
      lata, nie popadaj w marzenia, jak powinno być. Inaczej - zdobądź się
      na obiektywizm i realizm.
    • olgucha_3 Re: decyzja 30.06.10, 11:40
      Czytam jakby o sobie. Właśnie przerabiam to samo. Odejście- powrót i znów
      odejście. Przeczytaj mój post Zdrada. Ja już podjęłam decyzję. Rozwód i to z
      jego winy. Rzuca się teraz szantażuje, gada głupoty, robi mi na złość, ale parę
      dni od tego co się stało już inaczej patrzę na to wszystko. Poszedł?? No i
      dobrze, mimo że serce boli, że kocham go nadal to już go nie chcę. Bo to już nie
      jest ten człowiek w którym zakochałam się ponad 20 lat temu. Co do tego, że Twój
      mąż dziwnie się zachowuje, ma dziwny wzrok, dziwnie gada to ja przerabiałam to
      samo. Wyglądał jak zaklęty albo naćpany. Kobieto dasz radę, ja już powolutku
      wstaję z ziemi i wierzę, że sobie poradzimy. Trzymaj się cieplutko.
      • red-dry Re: decyzja 30.06.10, 14:58
        olgucha_3 napisała:

        > Czytam jakby o sobie. Właśnie przerabiam to samo. Odejście- powrót i znów
        > odejście. Przeczytaj mój post Zdrada.

        Czytałam. Współczuję Ci i podziwiam, że dojrzałaś już do decyzji. Ja jeszcze nie
        jestem pewna.

    • laura_fairlie Re: decyzja 30.06.10, 11:49
      > podczas
      > jego nieobecności pogorszyło się jej zachowanie w szkole, oceny
      jeszcze się
      > trzymają [to dopiero pierwsza klasa] ale widzę jak bardzo jej
      ciężko
      myślisz, że będzie jej łatwiej na takiej huśtawce? Raz ojciec jest,
      raz go nie ma, potem znowu wpada? To już lepiej postawić sprawę
      jasno.

      Myślę o separacji, na którą niestety nie stać mnie w tej chwili
      [uprzedzając
      > ewentualne domysły: pracuję, pracowałam od 18 roku życia zresztą,
      ale wciąż
      > się dokształcam, mamy też kilka kredytów w tym mieszkaniowy].
      Hm, majątek i długi są z reguły wspólne. Chociaż podobno nic tak nie
      gwarantuje trwałości małżeństwa, jak wspólne kredyty.

      Kocham go naprawdę,
      > chciałam się z nim zestarzeć, chciałam z nim patrzeć jak dorasta
      nasze dziecko
      ale to chyba nie był jego pomysł na życie. Im wcześniej to sobie
      uświadomisz, tym lepiej. Dla ciebie.

      • red-dry Re: decyzja 30.06.10, 14:54
        tak. Widocznie to nie był jego pomysł na życie. Nie rozumiem po co w takim razie
        był ślub, nigdy na to nie naciskałam.
        Wielu rzeczy nie jestem teraz zresztą w stanie pojąć.
        Może nie muszę rozumieć. Może to tylko jego sprawa.
        Ale ja to jedno, na razie się rozsypałam, ale jestem dorosła. Muszę sobie
        poradzić, muszę jakoś przeżyć - choć na razie nie wyobrażam sobie tego. A jak
        wytłumaczyć to dziecku?
        Jak ona sobie ma poradzić z naszymi wyborami? Bardzo cierpi, a przecież nie mogę
        jej traktować jak dorosłego, równego sobie partnera do rozmów. Wiem że będzie
        strasznie, myślę że to ja jako ta co przy niej została "oberwę" za to, że już
        nie chcę z tatusiem mieszkać. Jak z nią rozmawiać?
        • olgucha_3 Re: decyzja 30.06.10, 15:00
          Powiem Ci tak. Wiek dziecka nie ma tu znaczenia. Mój syn ma 18 lat i też nie
          rozumie czemu ojciec odszedł. Na pożegnanie nie powiedział mu nawet, że go
          kocha, że mu na nim zależy. Młody się zaciął w sobie i nie chce mieć z nim na
          razie żadnego kontaktu. Nigdy nie kieruj się dobrem dziecka, bo fikcja stwarzana
          przez kolejne lata też nie będzie dla niej dobra. Trzymaj się. pozdrawiam.
        • enesta Re: decyzja 30.06.10, 15:54
          Ty i wasza córka stanowicie chyba taką przystań dla niego. Wie że
          coś ma i to mu wystarcza.
          Tolerujesz jego zniknięcia w imię posiadania rodziny, a on
          wykorzystuje to. Nie możesz pozwolić na to by twój partner znikał i
          wracał bo ma taki kaprys.
          To jest brak szacunku i brak granic. Czy masz jakieś wymagania?
          On widzi jak bardzo Tobie zależy na rodzinie (nawet chyba nie tyle
          na nim) jak bardzo martwisz się o dziecko. Córka będzie silna gdy
          zobaczy Twoją pewność w podjęciu decyzji. Nawet gdy dojdzie do
          rozwodu to chyba kontakty ojca z dzieckiem będzie większy niż teraz.
          Często tak bywa, choć nie zawsze. Ja odnoszę wrażenie że on żyje
          jeszcze swoim drugim życiem, może powinnaś spytać się, gdzie jest
          jak go nie ma?
          • red-dry Re: decyzja 30.06.10, 16:24
            nie mam po co pytać gdzie znika. przyznał się do romansu, więc chyba nietrudno
            zgadnąć. Czasem zaprzecza, wracając np o 24 mówi że był na meczu z kolegami i
            nie tłumaczy nic więcej. Trudno w to uwierzyć.
            Stawiałam granice, oczywiście. Jego powrót po kilku miesiącach miał być
            równoznaczny z terapią dla nas. Teraz nie ma już o czym mówić - na terapię nie
            ma co liczyć, zresztą nie da się z nim teraz rozmawiać. Jest tak jakbym mówiła
            do ściany.
            Powiedział że się nie wyprowadzi, bo nie ma dokąd i że to również jego
            mieszkanie. To niestety prawda.To mieszkanie mamy głównie dzięki mojemu ojcu,
            nasz kredyt jest niewielkim wkładem w wartość mieszkania. Nie zastanawiałam się
            wcześniej nad opcją rozwodu i nie przyszło mi do głowy zabezpieczać się przed
            taką ewentualnością.
            Może powinnam mieszkanie kupować na siebie, teraz już za późno.
            Ale czy to oznacza, że teraz może robić co chce i wracać kiedy chce, najczęściej
            w środku nocy lub nad ranem?
            Córka nie pyta o niego za często. Ostatnio jak przyszedł o normalnej godzinie,
            to wyszła do swojego pokoju, nie chciała z nim rozmawiać.
            Potem płakała w nocy. Udaje supermenkę, ale to tylko mała dziewczynka. Nie wiem,
            co mam zrobić.
            • enesta Re: decyzja 30.06.10, 17:50
              red-dry napisała:

              > nie mam po co pytać gdzie znika. przyznał się do romansu, więc
              chyba nietrudno zgadnąć.
              Red, przyznał się do romansu i..
              Nie chce go ta Pani na co dzień?, piszesz że wraca, że ma romans,
              może poproś by określił się- przychodzi w odwiedziny czy jak?. Ja
              odnoszę wrażenie że mu nie zależy na „klejeniu” waszej rodziny. Nie
              stara się nawet odrobinę.
              Piszesz:
              > Ale czy to oznacza, że teraz może robić co chce i wracać kiedy
              chce, najczęście
              > j w środku nocy lub nad ranem?
              Oczywiście że nie, i to są te granice, on musi podjąć decyzję odejść
              lub przeprosić i żyć z wami, ale normalnie, tak jak żyje rodzina. Ty
              cały czas akceptujesz to poprzez nic nie robienie z tym.
              W sprawach finansowych musisz poradzić się prawnika, mieszkanie
              kupione przed ślubem ze środków finansowych Twojego ojca- jest
              szansa, inaczej pewnie trudno.
              I jeszcze:
              „Córka nie pyta o niego za często. Ostatnio jak przyszedł o
              normalnej godzinie,
              > to wyszła do swojego pokoju, nie chciała z nim rozmawiać.
              > Potem płakała w nocy. Udaje supermenkę, ale to tylko mała
              dziewczynka. Nie wiem
              > ,
              > co mam zrobić.”

              Córka będzie kopiować Ciebie, jak Ty poukładasz sobie to wszystko,
              to uwierz mi – ona również. Ale zadbaj o ich kontakty, jeśli
              oczywiście dojdzie do rozwodu.
              • red-dry Re: decyzja 30.06.10, 18:09
                enesta, właśnie wczoraj zadałam to pytanie: czy mam tą dzisiejszą wizytę
                traktować jako odwiedziny?
                oczywiście cisza.
                Myślę że ta Pani to jakaś młoda siksa [tak było poprzednio, może to go "kręci"].
                Sprawdzać nie zamierzam, po co mi to.
                Najwyraźniej ona nie ma własnego mieszkania, te 4 miesiące kiedy go nie było
                mieszkał w wynajętym pokoju [chociaż sądząc po wysokości czynszu - pewnie było
                to mieszkanie]. oczywiście wersja oficjalna jest taka że mieszkał sam, że chciał
                sobie wszystko poukładać, że miał depresję. Podobno chodził do specjalisty i
                brał leki. To są rewelacje mailowe, które mi podał w okresie gdy zbierał się do
                powrotu i "chciał wszystko naprawić". Niestety jak go spytałam niedawno, to nie
                umiał podać ani nazwiska lekarza ani nazwy leków..
                Nie stara się, masz rację. Nie usłyszałam ani słowa które mogłoby o tym
                świadczyć. Czyny mówią same za siebie.
                Niedługo mam krótki urlop, planowany od roku - miał być wspólny, jadę tylko z
                córką, po prostu będzie luźniej w pokoju. Jadę w miejsce, gdzie będzie pełno
                małżeństw z dziećmi, w tym nasi wspólni znajomi. To minus. Plus jest taki, że
                będę z dala od niego i poza zasięgiem sieci komórkowej.
                Spróbuję przemyśleć sobie to wszystko podczas tego wyjazdu.
            • nangaparbat3 Re: decyzja 30.06.10, 17:58
              Jeśli tak, to nie bardzo masz na co czekac.
              A możliwości zamiany mieszkania na dwa małe? Albo odnajmujesz jeden pokój i z
              tych pieniędzy spłacasz męża?
              Lepiej mieszkac z kimś całkiem obcym niż tak.
        • laura_fairlie Re: decyzja 30.06.10, 16:27
          Myślisz, że twoja córka mniej cierpi na takiej huśtawce? Ojciec
          wraca, wyprowadza się, 4 miesiące bez kontaktu, wraca, znowu się
          wyprowadza.

          Oboje musicie podjąć decyzję - czy chcecie to ratowac (i jak) czy
          też rozstajecie się. W tym pierwszym przypadku nie ma oczywiście
          gwarancji, że uratujecie, ale przynajmniej własnemu dziecku
          będziecie mogli powiedzieć, że próbowaliście to zrobić. Tylko że
          ratować muszą obie strony. Sama tego nie zrobisz.
          W drugim przypadky sytuacja robi sie jasna - wiadomo, że będzie
          boleć i trzeba dać dziecku czas na ten ból - i pomóc jej przez to
          przebrnąć.Ale tego się nie uniknie. Za to poboli - a potem już
          będzie lepiej. Przynajmniej powinno.
          To jest jak życie w zniszonym domu - albo można go wyremontować,
          albo zburzyć - a po zburzeniu można budować coś nowego. Ale w starym
          żyć się już nie da.
          Jeśli zdecydujecie się na rozwód - poszukaj literatury na ten temat,
          zanim powiecie dziecku, pomocy psychologa itp.
          To nie ty nie chcesz mieszkać z tatusiem, to wy - dorośli-
          zdecydowaliście bądż zdecydujecie, że nie będziecie już mieszkać
          razem, dlaczego więc masz za to obrywać?

          >Nie rozumiem po co w takim razi
          > e
          > był ślub, nigdy na to nie naciskałam.
          Bo może wtedy chciał się z tobą ożenić, a teraz zmienił zdanie?
          Wtedy kochał, a teraz już nie?
          Ludzie w okolicach rozwodu wygadują różne bzdury i głupoty, których
          normalnie nie myślą i nie powiedzieliby.
    • nangaparbat3 Re: decyzja 30.06.10, 15:11
      Znam kilka starych kochających sie małżeństw. W połowie z nich wiem o jakiejś
      zdradzie, romansie w przeszłości, czasem o licznych zdradach. A jednak widzę, że
      ci ludzie są z sobą bardzo mocno związani.
      Co do tej drugiej połowy - po prostu nie wiem, jak było.

      Ja bym się zastanowiła, przemyślała, Kochac się i byc z soba przez kilkadziesiąt
      lat nie jest łatwo, nie ma szansy, by było zawsze jak trzeba.
      Radziłabym jedno: nie dawaj się nakręcac innym, sama daj sobie czas, przede
      wszystkim musisz wiedziec, czego chcesz, na co masz szanse, to wymaga spokoju,
      czasu i odrobiny dystansu.
      Pewnie wróciłabym do pomysłu terapii czy chociaż mediacji, jeśli zechce wrócic
      zrobiłabym z tego warunek. Z drugiej strony zastanów się dobrze, czy przypadkiem
      przez te 4 miesiące co go nie było nie było Ci lepiej - bo to całkiem możliwe.
    • ef.endir Re: decyzja 30.06.10, 17:19
      1. Nie stawiając granic, nie pytając dajesz zgodę na to co Cię spotyka.
      Albo zaczniesz mówić "nie", albo nie masz co liczyć na jakąkolwiek zmianę.
      2. Decyzja. wiem, że brak decyzji to też decyzja ale .... tak się nie da. W
      dodatku z dzieckiem. I albo podejmiesz decyzję sama albo z mężem. Lepiej z nim
      (ale nie zawsze się da). Nikt nie powie Ci z całą stanowczością jaką decyzję
      powinnaś podjąć. To niestety Twój problem i nie możesz nikogo za to winić.
      Porady typu: "zostaw go" albo "ratuj małżeństwo bo to najważniejsze" - olej.
      3. Konsekwencja. Jak już podejmiesz decyzję, nie zastanawiaj się czy zrobiłaś
      dobrze. Idź dalej. Czas, żeby obejrzeć się za siebie przyjdzie potem.

      I powodzenia. Z każdą godziną, kiedy już będziesz miała to wszystko poukładane -
      będzie Ci łatwiej.
      • red-dry Re: decyzja 30.06.10, 17:55
        nie jest tak, że nie stawiam granic. Stawiam, ale on ich nie przestrzega. Pytam,
        już nie zawsze ale pytam. Odpowiedzi niestety brak, on nie chce rozmawiać.
        Proponowałam żeby wyprowadził się , do niej albo gdziekolwiek. Tłumaczyłam, że
        dopóki nie poukładamy tego między sobą nie możemy być razem. Że nie życzę sobie
        by wracał nad ranem, ani żeby znikał na kilka dni. Że mnie to boli, że przeżywa
        to również nasze dziecko.
        Żadnej reakcji.
        Nie mogę przecież wymienić zamków, mieszkanie jest wspólne. Choć naprawdę byłoby
        to pewnie całkiem niezłe rozwiązanie..

        Nikogo nie zamierzam winić za swoje wybory, przyszłam po radę. Wy już wiecie co
        jest dalej. Jeśli macie dzieciaki wiecie też czego można się spodziewać. A dla
        mnie to jak spacer nocą po cienkim lodzie na środku jeziora.
        Dlatego chętnie posłucham tych, co już na drugim brzegu.

        Dzięki że jesteście.

        • ef.endir Re: decyzja 30.06.10, 18:11
          > nie jest tak, że nie stawiam granic. Stawiam, ale on ich nie przestrzega.


          Przepraszam, ale..... granica - dla mnie - ma to do siebie, że się jej nie
          przekracza. I mówienie, że ktoś stawia granice ale nie są one przestrzegane -
          ..... to tak jak by ich nie było.



          > Nikogo nie zamierzam winić za swoje wybory, przyszłam po radę. Wy już wiecie co
          > jest dalej. Jeśli macie dzieciaki wiecie też czego można się spodziewać. A dla
          > mnie to jak spacer nocą po cienkim lodzie na środku jeziora.
          > Dlatego chętnie posłucham tych, co już na drugim brzegu.



          no to Ci ich udzielamsmile Byłem w takiej sytuacji, też wydawało mi się, że stawiam
          granice i ona ich nie przestrzega, też pytałem i odpowiedzi nie było itd. Aż w
          końcu granice POSTAWIŁEM! I się ucięło.
          A co na drugim brzegu...? Mnóstwo problemów, nauka życia od nowa i .... wiele
          radości. Łatwo nie jest ale już można zacząć pomalutku planowaćsmile
        • enesta Re: decyzja 30.06.10, 18:14
          red-dry napisała:
          > Żadnej reakcji.

          To jak zaproszenie do podjęcia decyzji przez Ciebie, porozmawiajcie
          więc o rozwodzie i sposobie rozwiązania problemu mieszkaniowego
          Pytanie czy jesteś gotowa na taką rozmowę bez wymuszania na nim
          powrotu, poprawy, rozmowę o faktach i najlepszym wyjściu już bez
          mydlenia oczu.
          Jeśli będzie wracał do tego że kocha was to koniecznie w czynach (i
          terapia małżeńska jak najbardziej). Pozdrawiam i życzę siłysmile
          • ef.endir Re: decyzja 30.06.10, 18:21
            enesta napisała:

            > red-dry napisała:
            > > Żadnej reakcji.
            >
            > To jak zaproszenie do podjęcia decyzji przez Ciebie,


            No właśnie. Tego już nie chciałem mówić. ...
            To jest to postawienie granicy. Albo....albo... I wyciąganie konsekwencji.
            Mówieni, że boli, że musicie się zastanowić co dalej, że tak nie można....
            (znasz to przecież) to nie stawianie granic.
            • enesta Re: decyzja 30.06.10, 18:32
              Myślę Ef, że autorka to wie, tylko pragnie potwierdzenia, bo ma
              świadomość że to koniec tego co było sensem jej życia. Nam z boku
              łatwiej ocenić to obiektywnie, pod warunkiem że ktoś opisuje dużo
              faktów. Żałuje że sama wcześniej tu nie trafiłam , może kubeł zimnej
              wody 8-7 lat temu dobrze by mi zrobiłsmile
              • red-dry Re: decyzja 30.06.10, 19:11
                Macie rację w tym, że sytuacja dojrzała do decyzji.
                Nie mogę dalej tak żyć.
                Przemyślę jeszcze sprawę czy rozwód czy separacja [chyba łatwiej będzie ją
                otrzymać] i czy z jego winy. Mam jakieś dowody, ale nie wiem jak on zachowałby
                się w sądzie.
                Nie wiem też co z mieszkaniem, nie wyobrażam sobie życia z nim pod jednym dachem
                "po".
                Nie mam partnera do rozmów, więc sama muszę znaleźć jakieś rozwiązania.
                Kredyty na głowie, w tym jeden tylko na mnie. Pensja marna, następny kredyt nie
                wchodzi w grę, a jego nie bardzo mam z czego spłacić sad
                Z drugiej strony ostatnia przeprowadzka miała miejsce mniej niż rok temu, i nie
                chciałabym fundować dziecku kolejnej, zwłaszcza w tej sytuacji. Może wynajem
                pokoju, tak jak ktoś tu sugerował. To jest jakieś wyjście. Muszę chyba zacząć
                zapisywać sobie te pomysły .
                Jeszcze pytanie, wiem ile kosztuje pozew, taką sumę jestem w stanie pożyczyć,
                ale chciałabym wiedzieć ile czasu mija mniej więcej od złożenia pozwu do
                pierwszej rozprawy?
                Zamierzam podjąć próbę rozmowy z mężem zanim złożę papiery, zobaczę co z tego
                wyniknie.
                • olgucha_3 Re: decyzja 30.06.10, 19:29
                  Nie zabieram głosu, bo ja właśnie zaczynam taką drogę. Natomiast co do długości
                  oczekiwania na rozprawę to tylko zależy od ilości takich spraw w Twoim sądzie
                  rejonowym.
                • ef.endir Re: decyzja 30.06.10, 20:40
                  skoro sytuacja dojrzała, to......
                  - rozmowa z mężem, (ale musisz wiedzieć czego chcesz). I teraz dopiero
                  zaczniesz ustalać granice!smile A potem troszkę konsekwentnego zachowania i
                  będziesz wiedziała co dalej.
                  A długość oczekiwania na sprawę rozwodową zależy tylko od tego ile spraw tego
                  typu leży w sądzie okręgowym.
                  U mnie było to 4 miesiące.

                • laura_fairlie Re: decyzja 01.07.10, 15:36
                  Ale już nie musisz go obsługiwać.
              • ef.endir Re: decyzja 30.06.10, 20:42
                wiem!smile
                i dlatego chciałem, żeby sama to powiedziała.
                Jak się samemu coś głośno powie - brzmi to zupełnie inaczej niż gdy słyszymy to
                w czyichś ustachsmile
    • nangaparbat3 Re: decyzja 30.06.10, 21:01
      Jeśli juz pisalaś to wybacz, ze przeoczylam, ale nie mam sily czytac wszystkiego
      od nowa: czy rozmawialas z męzem o rozwodzie? Nie w kłótni, ale spokojnie, jak o
      problemie,który trzeba rozwiazac, zadaniu, ktore powinniscie może zrealizowac?
      Bo najtaniej to wypada, kiedy rozwodzacy dogadaja sie najpierw między sobą. I
      finansowo, i czasowo, i emocjonalnie - najtaniej.
      • red-dry Re: decyzja 30.06.10, 21:05
        spokojnie
      • red-dry Re: decyzja 30.06.10, 21:15
        spokojnie porozmawiać to nie z moim mężem niestety. Już samo porozmawiać jest
        jak na razie niewykonalne sad
        Mówiłam już mężowi o tym, że skoro nie chce dłużej być ze mną to trzeba pomyśleć
        o separacji. Bo ja myślę o separacji na razie. Pytałam jak on widzi wyjście z
        tej sytuacji, co z mieszkaniem.
        Mówiłam do ściany.
        Spróbuję porozmawiać z nim jeszcze raz, jeśli nic z tego nie wyjdzie to po
        powrocie z moich wakacji składam pozew.
        Jak dam sobie radę dalej nie mam pojęcia.
        kocham go, wiele mogłabym z siebie dać, żeby to uratować.
        Ale sama nie podołam, a jestem sama .
        To strasznie brzmi, teraz gdy to piszę. Jestem sama w swoim małżeństwie.
        Więc nie ma po co.
        Idę się upić sad

        • nangaparbat3 Re: decyzja 30.06.10, 21:23
          Uważaj na siebie smile
          • red-dry Re: decyzja 01.07.10, 10:13
            kolejna samotna noc za mną. decyzja podjęta
            moje serce już nie istnieje, w środku mam tylko pustkę
            nie wiem jak żyje się bez serca
            dopiero zaczynam


            • olgucha_3 Re: decyzja 01.07.10, 10:27
              Red trzymaj się, ja już tak od trzech tygodni próbuję sklejać życie. Jest
              ciężko, ale jakoś daję radę. Nie ukrywam, że siedzę i wyję, bo nadal go kocham,
              a on robi wszystko, żeby mi nie dać zapomnieć o sobie. Wiem, że muszę stanąć na
              nogi, na razie raczkuję, ale przyjdzie dzień że stanę na prostych nogach,
              podniosę głowę do góry i powiem JESTEM SZCZĘŚLIWA!!!!!
              • red-dry Re: decyzja 01.07.10, 12:48
                była rozmowa, chociaż to za dużo powiedziane
                Wymiana zdań przez mail i telefon służbowy
                Najpierw było "zrób jak uważasz, zrobisz co zechcesz"
                Więc ok, powiedziałam że separacji, on żebym poczekała z wnioskiem do powrotu z
                wakacji [?]
                nie mówi dlaczego
                zgadza się na wniosek z jego wyłącznej winy, ale prosi żeby wniosek dopiero po
                moim powrocie
                nie wiem co chce przez to ugrać
                Płaczę cały czas, bo już wiem że nic z tego nie będzie. On nie chce.
                Dziecko go nie interesuje, chociaż "czasem może będzie chciał córkę widywać" Na
                razie się nie wyprowadzi i nadal będzie wracał jak chce.
                To jego słowa. Nie mam dokąd w tej chwili się wyprowadzić, a ta sytuacja
                przygniata mnie dosłownie do podłogi.


                • enesta Re: decyzja 01.07.10, 15:37
                  Red, trzymaj się,
                  Napiszę Ci co myślę,
                  On zna Ciebie bardzo dobrze, wie że zawsze grał na zwłokę… i dobrze
                  było.
                  Zaszczycił Cię mailem i rozmową przez telefon komórkowy i jeszcze
                  dyktuje warunki kiedy masz złożyć pozew??
                  Na Twoim miejscu powiedziałbym że jeśli znajdzie czas na rozmowę
                  dziś lub najpóźniej jutro, to zaczekam, jeśli nie to decyzję
                  podjęłam (w końcu należy mi się fajny urlop, a nie oczekiwanie na
                  cud którego nie ma i pewnie nie będzie)
                  Oczywiście wiem jakie to trudne, ale jeśli Ty już myślisz „wiem że
                  nic z tego nie będzie- on nie chce” to znaczy że nie ma się co
                  oglądać do tyłu.
                  Moim zdaniem.
    • hanyszka Re: decyzja 01.07.10, 10:55

      Myślę, że ostatnim swoim zdaniem sama sobie odpowiedzialaś na
      pytania zadane w poście...Mnie właśnie coś takiego pomogło.
      Poczucie, że zanikam, że przy nim gasnę, usycham, nie ma mnie. Że
      tak nie chcę i nie mogę żyć. Rozumiem, że kochasz, bo i ja kochałam,
      bardzo. Tyle, że każdą miłość można zabić, jeśli ktoś (tj. kochana
      osoba) nad tym mocno i przez dłuższy czas pracuje. Każdą.

      Trzymaj się. Większość z nas wie, jak boli to, co opisujesz. Tylko,
      jak to tu gdzieś przeczytałam, przychodzi taki moment, kiedy wiesz,
      że myślenie, że on to Ty, a Ty to on, zaczyna tracić sens. Po prostu
      Ty to Ty a on to on - i to wcale nie boli aż tak bardzo jak się
      wcześniej myślało.
    • niedowiary77 Re: decyzja 01.07.10, 12:55
      red-dry napisała:


      > Chciałam zapytać co pomogło Wam podjąć ostateczną decyzję?


      WIZJA CZARNEJ PRZYSZŁOŚCI !!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka