Dodaj do ulubionych

Moja beznadzieja

13.08.10, 14:02
Jaki sens ma życie gdy wracasz do domu i nikt na ciebie nie czeka z dobrym słowem,czy choćby z uśmiechem na twarzy a wszystko za co się weźmiesz to totalna beznadzieja. Świat szary choć słońce i pogoda zachęca do życia. Wstajesz rano i myślisz jaki będzie beznadziejny tym razem kolejny dzień. Nie chce mi się żyć, wciąż w głowie mam głupie myśli. Inni chcą żyć nawet już nie dla kogoś tylko dla siebie a JA! Głupia, beznadziejna, słaba i zakompleksiona osoba, która kiedyś umiała walczyć o siebie, chcieć zmieniać świat. Wszystko się zmieniło bo gdy osoba najbliższa podcina Ci skrzydła pozostaje tylko bolesny upadek z dużej wysokości swojej beznadziejności.Kochać za wszystko, być przy Nim zawsze i odejść w zapomnienie tak nagle. Żyć pod jednym dachem z osobą Ci najbliższą ale nie móc powiedzieć prawdy o uczuciach, potrzebach, zmartwieniach czy skrytych pragnieniach. Nie wyjeżdżajcie mi tylko z stwierdzeniami" Idź do dobrego psychologa- bo chodzę, Idź do psychiatry - bo chodzę ale to mi nie pomaga. Kiedy przychodzi taki dzień jak dziś dociera do mnie że jestem sama. Psycholog nie ma dla dla mnie czasu, a psychiatra każe brać więcej i więcej leków. Ja chcę się obudzić z tego koszmaru, chcę otworzyć oczy rano i powiedzieć do męża że miałam straszny sen. Chcę odzyskać swoje życie, jego sens. Przecież to nie zbrodnia, POMÓŻCIE PROSZĘ BO ZWARIUJE SAMA ZE SOBĄ!!!!
Obserwuj wątek
    • puzzle33 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 14:11
      Psycholog z psychiatrą nic nie wskórali, a Ty odwołujesz się do
      internetowego forum???
      • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 14:17
        Nie wiem co mam już robić, czy tylko w łeb sobie strzelić?
    • panda_zielona Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 14:17
      Kup sobie psa,albo lepiej weź ze schroniska.Będziesz miała do kogo
      twarz otworzyć,a on Ci się odwdzięczy miłością bezgraniczną.
      • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 14:22
        Mam psa i kocham Ją ale to wciąż nie to!!
    • esteraj Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 14:19
      Napisz proszę trochę więcej, dlaczego czujesz, że Twój mąż podcina Ci skrzydła.
      Czyżby wciąż Ciebie krytykował, nie potrafił słuchać? Co się stało, że doszło do
      takiej sytuacji? Ze wszystkiego jest jakieś wyjście, czasami trudne, ale
      naprawdę możliwe. Napisz, co leży Ci na sercu.
      • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 14:44
        Mieszkam W Poznaniu od 4 lat z mężem i kochanym psiakiem. Jesteśmy z mężem ze
        sobą od 13 lat ale 21 września wszystko się zmieni. Mam rozprawę rozwodową, bo
        chcę aby mój mąż mógł być znów szczęśliwy. Wszystko się popsuło po
        przeprowadzce. Nowa praca mojego męża przysłoniła mu cały świat. Ja nie umiałam
        się długo odnaleźć w wielkim mieście i zaczeliśmy się od siebie oddalać aż we
        wrześniu nie będzie już nas. Po drodze były wyzwiska jaka to ja jestem
        beznadziejna i że żałuje tych lat ze mną. Wyjechała do Niemiec do pracy aby
        uciec od niego, odnaleźć siebie samą i poznałam kogoś. Nie planowałam tego ale
        byłam taka samotna, zakompleksiona i czułam się nieszczęśliwa. Popłynęłam a
        teraz tego żałuje, strasznie żałuje. Mój mąż ma racje że mnie nie chce, ale to
        co się stało to nie tylko moja wina. On mnie tak nienawidził i teraz nienawidzi
        bardziej. Myślałam że będziemy umieli to jakoś posklejać ale niestety. Nie mam
        pracy, mieszkamy w jednym mieszkaniu w dwóch różnych pokojach. Umieram patrząc
        na niego a wyprowadzić nie ma się dokąd i nie umie się odnaleźć. Płacę za błędy,
        swoje i jego::::::sad((((((
        • esteraj Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 14:49
          Ty zdajesz sobie sprawę, co popchnęło Ciebie do zdrady, a on nie widzi swojej
          winy. Jak na razie on tego nie zrozumie i nie ma chyba co się łudzić. Gdyby
          naprawdę Ciebie kochał, byłaby jakaś szansa.
          Czy macie dzieci?
          • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 15:26
            Nie mamy dzieci, a zdrady nie planowałam. Chciałam czuć się znów potrzebna i to
            mnie zwiodło
            • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 19:26
              skoro chciałaś czuć sie potrzebna-trzeba było rozwieżć się, i wejśc w związek z kimś, przy kim taak sie czułaś...
              wybacz mą bezpośredniosc, ale obarczaanie winą kogoś za swoj wybryk jest zwykłym chaamstwem i dziecinadą.
              • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 19:46
                To jest właśnie ten paradygmat, który paraliżuje forum. Melani, jej wina-
                oczywiście. Ale to nie wszystko, na bogów! Nie czytałaś, że żałuje? Gdzie Ty
                widzisz chamstwo?
                Jej mąż, skoro mu tak źle, też mógłby coś z tym zrobić, nie uważasz? To jest z
                kolei obszar jego winy. Jako i obszarem jego współwiny jest to, co doprowadziło
                ich oboje do kryzysu, a pośrednio i zdrady.

                Poza tym, nic nie wiesz o uwarunkowaniach tej zdrady. Nic.

                Ludzie, przekroczcie wreszcie to myślenie...
                • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 20:00
                  Alez jemu było dobrze-nie zdradzał.....
                  jej było źle-co komunikowała.
                  ale chyba nie na tyle źle, aby zrezygnować z dostojstwa mianA "żony"
                  ja widze ze ona żaluje-jak każdy kto dopuscił sie zdrdy i cierpi....
                  dla mnie, osobiście, zdrada nie ma wytłumaaczenia.
                  skoro jest ci źle-odejdź..i żyj tak jak chcesz oraz daj życ innym tak jak chca.
                  • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 20:50
                    melani73 napisała:

                    > Alez jemu było dobrze-nie zdradzał.....

                    Chyba powinno mu zależeć na tym, by jej TAKŻE było dobrze, prawda?

                    > jej było źle-co komunikowała.

                    A on się z tym nie liczył- z tym, o czym mówiła...

                    > ale chyba nie na tyle źle, aby zrezygnować z dostojstwa mianA "żony"

                    Powodów do tego mogło być mnóstwo. Ty ich nie znasz.

                    > ja widze ze ona żaluje-jak każdy kto dopuscił sie zdrdy i cierpi....

                    Nie każdy, nie każdy... I dobrze, ze nie każdy. Np. ten, który dośwaidczył z
                    drugiej strony obojętności lub innego zła.

                    > dla mnie, osobiście, zdrada nie ma wytłumaaczenia.

                    NO I O TO CHODZI. Tymczasem, ma- te wytłumaczenia. Tylko Ty ich nie chcesz
                    dopuścić do siebie. Zdrada to złożone zjawisko.

                    > skoro jest ci źle-odejdź..i żyj tak jak chcesz oraz daj życ innym tak jak chca.

                    No właśnie. Czemu on nie odchodzi? Poza tym- z odejściem się człowiek mierzy. To
                    nie szast prast. Ale tego ani nie chcesz widzieć, ani tym bardziej- docenić.
                    • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:10
                      ależ to ona powinna odejścskoro to jej przestalo odpowiadać..
                      a skąd wiesz jaka była prawda?
                      skąd wiesz czemu on ją nagle zaczął wyzywać??
                      nie znsz prawdy tak dsamo jak i ja.
                      i to nie on dopuścił sie oszustwa ale ona.
                      ona nic nie pisze o tym,aaby otwarcie mu mówiła, że jest jej źle, że nie zniesie dłuzej takiego życia, że ich życie zmieniło sie nagle taak-że ona tego nie aakceptuje..
                      najwyraźniej przytakiwała..
                      tylko nam pisze co czuła..
                      a on przecież nie jest jasnowidzem..
              • panda_zielona Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 20:28
                ale obarczaanie winą kogoś za swoj wybryk jest zwykły
                > m chaamstwem i dziecinadą.
                Ależ Ona nie obarcza winą męża,ale właśnie siebie.Żałuje tego co
                zrobiła.A jak pisze nienawiść,jej mąż okazywał długo przed
                zdradą.Moim zdaniem nie można nazywać tego chamstwem,raczej wołaniem
                o pomoc.Prawdopodobnie teraz to już musztarda po obiedzie,bo mąż
                uważa się za skrzywdzonego wielce.
                • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 20:41
                  więc skoro tak czuła sie znienawidzona-mogła przecież odejsc..przeciez tak źle bylo....
                  aale nie..łatwiej po cichu robić schdzki...
                  a póxniej-cierp ciało jak chciało..
                  poza tym-ona wuraznie obarcza go współwiną...naawet o tym pisze..
                  a ja uwazam że sokoro komus jest aż tk brdzo źle-powinien odejśc i zacząc życie od nowa.unikając zdrad i oszustw.
                  • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 20:45
                    wybaczcie,ale nie toleruję oszustwa.
                    nie ma dla niego wytłumaczenia.
                    właśnie najgorsze dla mnie jest, gdy ktoś w domu udaje przykładną żonę/męża-a rzeczywistośc pokazuje zupełnie co innego...
                    • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:07
                      Wielu ludzi nie oszukuje. Walczy o związki. Nawiązuje też relacje bez oszustw.
                      Nic nie wiesz o tym, czy oszukiwała, czy też nie.
                      • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:11
                        przecież zdrada to nic innego jak oszustwo , i to w najgorsyej formie ...
                        • esteraj Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:19
                          To by było bardzo proste, odejść i zacząć nowe życie, jednak w każdym tli się
                          nadzieja, że może coś się zmieni...
                          Czasami można mówić, że coś boli, że jest nam źle, ale słowa nie docierają do
                          partnera, jego to nie obchodzi...lub jest bardziej zajęty sobą...
                          Poza tym w takiej sytuacji ciężko jest określić swoje uczucia. Z jednej strony
                          jest źle w obecnej chwili, ale kiedyś było dobrze i ta nadzieja nie pozwala
                          podjąć radykalnych kroków.
                          • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:22
                            Estero-nikt nie powiedział że to proste.
                            aczkolwiek uważam-za uczciwe i rozsądne.
                            czy nie uważasz że to lepsze wyjście niż oszukiwanie i zdradzanie?? a gdy mleko sie rleje-zrzucanie winy na "złego "partnera który nas zaniedbywał??
                            • esteraj Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:28
                              Również tak jak Ty uważam, że zdrada jet zła i jej nie popieram, ale gdyby
                              ludzie byli tacy mądrzy, to nie popełnialiby błędów i nie byłoby nieporozumień.
                              Życie to ciągła nauka, a uczymy się na błędach, czasami innych a czasami na swoich.
                              • esteraj Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:34
                                Dopiero po czasie można stwierdzić, czy nasz wybór był właściwy i jakie są jego
                                konsekwencje. Określamy to jako zło i jako dobro. W ekstrymalnych warunkach
                                ludzie łamią swoje zasady. Nie chce tu moralizować, ale Piotr zdradził
                                Chrystusa, a potem on ustanowił go opoką kościoła.
                                Tylko ludzie o zatwardziałych sercach nie potrafią przebaczać. Życie sprawia nam
                                różne niespodzianki i wystawia na różne próby.

                                Nie mów hop,dopóki nie przeskoczysz.
                                • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:39
                                  Być może..jednak nie potrafię zaufać komuś, kto zdolny jest do tkich czynów..
                                  bo prędzej czy poźniej jego prawdziwa natura znów wyjdzie na swiatło dzienne...
                                  przeżyłam to...wiem co to zrezygnować z malżenstwa, ból po zdradzie, zaczynanie z maleńkim dzieciąątkiem od lyżeczki na drugim końcu Polski..
                                  dziś jestem silniejsza-ale tylko dzieki temu, że nie uznaję tegoż zachownia ..
                                  • esteraj Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:48
                                    Nie wszyscy są tacy sami i nie można mierzyć jedną miarą.
                                    Ty trafiłaś na taki a nie inny przypadek. Potrafiłaś wyciągnąć naukę z błędów
                                    innych. To dobrze, że masz tak mocny kręgosłup moralny.
                                    Myślę, że autorka postu dość już przeżyła i szczerze okazuje skruchę.
                                    Nie potępiam też jej męża, bo to dla niego również bardzo trudne.
                                    Jedyne co pozostaje, to pogodzić się z zaistniałą sytuacją i rozpocząć nowe
                                    życie dając sobie nawzajem szanse na lepsze jutro.
                                • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:42
                                  Wiesz co, Esteraj, oni by Piotra ukrzyżowali. I Jezusa kolejny raz też. A co!
                                  Zdradził? Żydów zdradził! i już.
                                  To ludzie bezwzględni i bezmyślni. Zapiekli. Czasem, a czytam to forum już kilka
                                  lat, to łapię się na tym, że rozumiem, dlaczego zostali zdradzeni. I że na tym
                                  forum, człowiek może stać się TYLKO GORSZYM.
                                  • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:49
                                    A więc..
                                    CHWAŁA ZDRADOM I ZDRADZAJCYM smile
                                    przeciez oni sa bezwładnymi biednymi kukiełkami, które robią co chcą pod chwilką zapomnieniasmile
                                    CHWAŁA IM smile
                                    • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:55
                                      Ta jest! I chwała okrutnej obojętności! I złym związkom! I bezmyślności! I
                                      mściwości!
                                      I...czemu jeszcze?

                                      A co do tej chwilki zapomnienia- tak. Czasem to ratuje życie.
                  • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:11
                    melani73 napisała:

                    > poza tym-ona wuraznie obarcza go współwiną...naawet o tym pisze..

                    Bo JEST wspólwinny.

                    > a ja uwazam że sokoro komus jest aż tk brdzo źle-powinien odejśc i zacząc życie

                    Żeby odejść, trzeba przejść trudny proces. Jakby odeszła szybko, to by
                    zarzucono, że nie walczyła o związek.

                    > od nowa.unikając zdrad i oszustw.

                    Tu nie ma nic "powinien". Jest, jak jest. Takimi postulatami to piekło brukowane....
                    • melani73 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 21:14
                      nie...yzskaabz syacunek do samej siebie i jego...
                      no..ale skoro lepsyzm Roywiyaniem jest osyustwo...
                  • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 14.08.10, 18:20
                    Żeby wszystko było takie proste jak Ci się wydaje. Odejść jest łatwo oczywiście
                    masz rację ale walczyć i mieć nadzieję na wybaczenie jest trudniej. Kiedy umrze
                    cała nadzieja a umrze 21 września wtedy się poddam i uznam swoją winę i za to że
                    zdradziłam i za to że kochałam
                    • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 14.08.10, 18:53
                      Nadziei nie można stawiać na upokorzeniu. A Ty się teraz upokarzasz. Czekasz, aż
                      pan łaskawca zechce Ci wybaczyć. To droga donikąd-zawsze będziesz tą żałującą,
                      upokarzającą się. Na tym się nie da zbudować niczego wartościowego. Musi być
                      równowaga pozycji, rozumiesz?
                      Gdyby miał Ci wybaczyć, to BY TO JUŻ ZROBIŁ, rozumiesz? Czas jest tu bardzo
                      ważny- "wybaczenie po latach" nie jest wybaczeniem, jest obojętnością. Tu był
                      potrzebny SKOK. Jego skok, bo Twój już się dokonał.
                      Zrozum, Bosmanko, to jest jego wielka wina. OBECNA.

                      Nie idź w to. Weź ten rozwód i więcej nie przepraszaj. Zrób to z godnością.
                      Pokaż, że cenisz siebie.
                      Zacznij wychodzić z domu. Jak najczęściej. Zacznij rozdzielać przestrzenie.
                      Jeżeli ma się coś przełamać, to teraz tylko od jego strony. On musi poczuć, że
                      odchodzisz. I albo go to ruszy- albo nie.
                    • puzzle33 Re: Moja beznadzieja 14.08.10, 20:48
                      I co, bosmanko, zyskałaś tu pomoc?
                      • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 16.08.10, 19:11
                        Znalazłam tu pomoc i wiarę w to że może być lepiej!!
                        • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 16.08.10, 19:19
                          Będzie lepiej. Swoje już przeszłaś. Przyjdzie taki moment, że poczujesz, jak
                          ogromną i wartościową przestrzeń pokonałaś...
                        • puzzle33 Re: Moja beznadzieja 16.08.10, 20:11
                          Cieszę sięsmile))
                          • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 16.08.10, 20:17
                            No, fajnie że się cieszysz, ale nie przywitałaś jej tu życzliwie.
        • panda_zielona Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 16:18
          bosmanka110 napisała:
          Po drodze były wyzwiska jaka to ja jestem
          > beznadziejna i że żałuje tych lat ze mną.
          Mówiłaś mu,że Cię takie traktowanie boli?
          Wyjazd do Niemiec był waszą wspólną decyzją,czy tylko Twoją żeby
          uciec?.O zdradzie powiedziałaś mu sama,czy dowiedział się od osób
          trzecich?.Jeżeli nienawidził Cię już wcześniej to i tak pewnie
          rozstalibyście się,a wpadłabyś w jeszcze większą traumę słuchając
          dalej wyzwisk.
          • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 14.08.10, 18:28
            O wyjeździe do Niemiec zdecydował on, ja nie chciałam do samego końca. to miało
            nam pomóc ale nie pomogło a zaszkodziło jeszcze bardziej. On wie że go
            zdradziłam bo to czuł, nie musiałam mówić. Takie rzeczy się czuje. Po prostu się
            czuje!!!
    • esteraj Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 15:32
      Jeśli nie macie dzieci, a tak wnioskuję z Twojego postu, to sytuacja nie jest
      taka zła. Pracę zawsze można jakąś znaleźć. Przecież masz jakieś doświadczenie.
      Nie kieruj się wielkimi ambicjami, że musi być to coś super. Zacznij od niższego
      pułapu, nigdy nie wiadomo jakie mogą pojawić się możliwości. Jak długo byłaś w
      Niemczech? Znasz niemiecki? Może warto to wykorzystać. Jeśli Twój mąż pomimo tak
      głębokiej skruchy nadal się psychicznie na Tobie znęca, a podejrzewam, że tak
      jest, to nie jest wart tego by z nim być. Jakim okrutnym musi być człowiekiem?
      Rozumiem, że mogło go to bardzo zaboleć, ale mógł powiedzieć, że nie jest w
      stanie sobie z tym poradzić i powinien dać Ci spokój. Ale tak dokładnie nie
      znamy Twojej historii.
      • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 15:50
        Dlaczego po tym wszystkim wciąż go kocham a nienawidzę. Mam ogromne problemy z
        odnalezieniem siebie.
    • esteraj Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 15:57
      Przecież nikt nie zabroni Ci go kochać. Jeżeli będziesz ciągle ok wobec niego,
      to jeszcze lepiej, ale ni zmusisz jego do miłości. Może kiedyś to nastąpi, że
      będzie potrafił Ci wybaczyć, teraz jest to dla niego zbyt trudne.
      • jarkoni Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 16:17
        Już postanowiliście, że będzie rozwód? Kto o tym zdecydował i złozył pozew?
        A na co dzień rozmawiacie ze sobą? O czymkolwiek? Czy cisza?
        Jak to wygląda?
        • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 14.08.10, 18:32
          Pozew złożyłam ja ale oboje o tym zdecydowaliśmy. Na co dzień rozmawiamy jak
          normalni ludzie. Nasi nowi sąsiedzi gdy dowiedzieli się że się rozwodzili to
          powiedzieli że to nie możliwe bo wyglądamy na bardzo dobre i zgodne małżeństwo.
          Dziwne to ale prawdziwe
    • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 17:42
      Bosmanko,
      kiepsko to wygląda. Ktoś tu już napisał, że on Cię nie kocha. Będziesz się dalej
      w tym szamotała, między nienawiścią a miłością, i to Cię wykończy,a naprzód nie
      poprowadzi.
      Nie ma między Wami podstawowego zrozumienia. Nie przerabiacie na bieżąco, a tym
      bardziej wstecz problemów. Cokolwiek zrobiłaś, i cokolwiek w związku z tym on
      postanowił czy postanowi, powinno być to uczynione na bazie ZROZUMIENIA.
      Bezinteresownego zrozumienia.
      Rozumiem, o czym piszesz w sporej mierze. Sama przez podobną pustkę między
      ludźmi przechodziłam. Wiem, co to znaczy nie móc powiedzieć, bo nie ktoś nie
      robi temu przestrzeni.
      Zasługujesz na to, by nie być samotną. Każdy zasługuje.
      Pomyśl o tym, bo i tak już jesteś dostatecznie poraniona.
      Moim zdaniem, Ciebie trzyma przy tym uczuciu miłości poczucie winy. Obojętność
      Twojego męża jest dla nich zwierciadłem odbijającym i zwielokrotniającym je. To
      niedobra perspektywa.
      Spróbuj się zmierzyć z Twoim poczuciem winy. Znajdź rzeczywiste powody i
      uwarunkowania tego, co się wydarzyło. Nic się nie dzieje bez przyczyny.
      Już nie potrzeba więcej Twojego bólu. Wystarczy.
      • jarkoni Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 19:05
        Ładnie to napisałaś Krezzz
        • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 13.08.10, 19:17
          Dzięki smile
    • yoma Re: Moja beznadzieja 14.08.10, 19:19
      > nikt na ciebie nie czeka z dobrym słow
      > em,czy choćby z uśmiechem na twarzy

      Weź kota
      • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 15.08.10, 13:48
        To dla ciebie ma być śmieszne? Dla mnie nie jestsad
    • potwor_z_piccadilly Re: Moja beznadzieja 15.08.10, 12:31
      Wcale nie jest powiedziane ze on nic do Ciebie nie czuje. Sadze ze nawywijalas
      bo jak tlumaczyc pogorszenie Waszych stosunkow po przeprowadzce. To jakas
      dziwaczna i trudno zrozumiala sytuacja. Wiekszosc kobiet na swoim kwitnie.
      Urzedza mieszkanie, upina firanki, snuje plany a u Was, bryndza. Co znaczy "nie
      moglam sie odnalezc" ? Strasznie pokrecona z Ciebie osoba.
      Rady w trzech punktach.
      - Nie rozwodzcie sie. Tylko separacja bo rozwod to koniec, separacja daje
      jeszcze nadzieje ze czas zagoi rany.
      - Koniecznie znajdz prace. To Cie uniezalezni a tym samym podniesie na duchu.
      - Na koniec najwazniejsze i troszke sie rozpisze. Kiedys na wsiach przed
      wejsciem do chalup zamocowane byly postawione na sztorc stalowe plytki. Sluzyly
      do usuwania ze spodow gumiakow lajna by nie wnosic go do domu. Wam tez i wielu
      innym potrzebne jest podobne urzadzenie by do domow nie wnosic z zewnatrz brudow
      jak, stresy zawodowe, problemy wlasne, problemy innych itp. Dom ma byc enklawa.
      Miejscem wytchnienia w atmosferze pielegnowanej charmonii. Powiesz, jest za
      pozno. Nigdy nie jest za pozno. Twoje dzisiejsze zalamanie to efekt wyrzutow
      sumienia, swiadomosci utraty czegos i niewiadoma przyszlosc.
      Ja szanse na lepsze w Waszym zwiazku widze. Nie dzis, nie jutro ale moze cos
      jeszcze zaskoczyc bo facet tez ma kolo tylka. Gamon nie zamocowal stalowej plytki.
      • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 15.08.10, 13:46
        To miłe co napisałaś/łeś bo nie znasz mnie a jedynie moją opowieść i wierzysz że
        może znajdę wyjście z sytuacji w jakiej się znalazłam. Wiesz jednak że do
        miłości nikogo zmusić się nie da, a ja czuję iż mój mąż już mnie nie kocha.
        Nienawidzę siebie, że pogubiłam się i zdradziłam Go, bo nikt nie zasługuje aby
        być zdradzonym. Kocham męża ale już nie wiem czy walka wciąż ma sens. Życie mamy
        tylko jedno więc może pora się poddać?
        • krezzzz100 Re: Moja beznadzieja 15.08.10, 14:33
          Tego nikt tu Ci nie powie, czy warto walczyć lub czy pora się poddać, bo tylko
          Ty i on wiecie, jak jest naprawdę (albo mniej więcej wiecie).
          Ja Ci chciałam wskazać tylko to, że nie warto iść drogą poniżenia ani wyrzutów
          sumienia bez końca, bo do niczego dobrego to nie prowadzi.

          Niestety, tak to już jest, że czasem o jasność trudno. Ja, paradoksalnie,
          pewność co do słuszności mojej drogi zyskałam PO rozwodzie. Pewne zachowania,
          przedtem symptomatyczne, ale nie na tyle, by wzbudzić jasną refleksję, objaśniły
          się. Dziś mogę się sobie tylko dziwować, że tego nie widziałam. I uwierz,
          dziwuję się.

          Wygląda na to, że Ty będziesz podejmować swoje decyzje w podobnej niejasności.
          Współczuję Ci. Ale nic nie da czekanie w nieskończoność. Trzeba kierować się
          różnymi przesłankami- ja radzę właśnie tym, że on nie szanuje (albo nie umie
          sobie tego zinterpretować) tego, ze uznałaś swoją winę i że żałujesz. Dla mnie
          to byłaby jednak w miarę jasna przesłanka do rozstania. Ale może dla Ciebie - nie.
          W każdym razie spróbuj znaleźć pewne kryteria, którymi zaczniesz się kierować,
          inne niż upokorzenie.

          Jeszcze jedno. Ponoć powodzenie związku po zdradzie (w sytuacji skruchy) zależy
          JUŻ TYLKO od postawy drugiej strony. A tę postawę widzisz przecież. JA bym do
          tego dołożyła także stan JEGO refleksji w materii tego, co się stało. A ten,
          jeśli dobrze zrozumiałam, jest mizerny.

    • zebra12 A ja myślę, że on Cię nadal kocha 15.08.10, 19:59
      Gdybyś mu była obojętna, to Twoja zdrada w ogóle by go nie ruszyła.
      Mój mąż mnie zdradził i gdy się o tym dowiedziałam, nie czułąm NIC.
      Zero reakcji, złości, oburzenia, zawodu, no zupełnie NIC. Nie
      kochałam go i było mi obojętne czy i z kim to robi. Jak się kogoś
      kocha, to zdrada boli.
      Reakcja Twojego męża świadczy o tym, że mu na Tobie zależy.
      Wstrząsnęło nim to, co się stało. Teraz tylko zależy czy umie
      wybaczyć... Może poradnia pomoże?
      • bosmanka110 Re: A ja myślę, że on Cię nadal kocha 16.08.10, 19:33
        Nic już nie pomoże bo mój mąż już mnie nie chce, mówi że nie kocha a to że
        mieszkamy pod jednym dachem niczego nie zmienia. Jestem tylko osobą, z którą
        niestety musi mieszkać. Przykre ale prawdziwe!
    • esteraj Re: Moja beznadzieja 16.08.10, 10:29
      Droga Bosmanko, dlaczego twierdzisz, że kochasz swojego męża?
      Czy po tym całym zdarzeniu Twój mąż zmienił się na lepsze, mniej Ciebie
      upokarza? A może tak manipuluje Tobą, by wywołać jak największe poczucie winy i
      to poczucie winy każe Ci twierdzić, że go kochasz?

      Zastanawiam się czy to co teraz czujesz to miłość, czy jednak poczucie straty.
      Tutaj musisz być szczera sama ze sobą, bo bywa tak, że oszukujemy samych siebie.
      Czy uważasz, że gdyby nie doszło do Twojej zdrady, Wasze relacje byłyby lepsze?
      Jak zachowuje się obecnie Twój mąż, bo oprócz tego, że nie jest w stanie Ci
      wybaczyć, to nic nie wynika.
      • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 16.08.10, 19:08
        Jest w tym dużo racji co piszesz. Nie wiem czy nadal kocham swojego męża czy po
        prostu bardzo boję się samotności i tego że bez niego nie dam sobie rady. Wiem
        że świat nie kończy się na nim ale dziś niestety nie jest mi łatwo pogodzić się
        z tym iż 13 lat bycia razem skończą się za niecały miesiąc. Dziś mój mąż już
        mnie nie kocha i chce żyć beze mnie a mi jedynie zostaje to zaakceptować. Muszę
        sobie wybaczyć i jakoś uwierzyć w siebie bo cała ta sytuacja dużo zabrała mi z
        siebie (rak godności, szacunku do samej siebie).
        • mroovechka Re: Moja beznadzieja 17.08.10, 13:59
          Powinnaś przede wszystkim skończyć z poczuciem winy i
          rozpamiętywaniem swojej zdrady. Co się stało to się nie odstanie,
          zrobiłaś co zrobiłaś i nie możesz tego żałować całe życie, musisz
          zaakceptować ten fakt. Oczywiście jak większość z nas masz problem z
          akceptacją utraty, w Twoim przypadku małżonka, ale przecież Ty go
          już dawno straciłaś. Dla niego sytuacja jest komfortowa bo ciągle
          się biczujesz a jego wynosisz pod niebiosa. Zastanów się dlaczego to
          nie on wystąpił o rozwód. Głowa do góry! Nie ma tego złego co by na
          dobre nie wyszło!
    • baabcia Re: Moja beznadzieja 17.08.10, 19:54
      dobrze zatytułowałaś watek
      moja beznadzieja

      jesli chcsz naprawdę cos ze soba zrobic to zacznij walczyć o siebie i dla siebie

      bez sensu jest mówienie drugiej osobie lub mnie jestem fajna - sam popatrz na
      sens takiego postepowania

      rozpadło się cos , a Twoja walka teraz zeby on ... to i tamto i jeszcze cos nie
      ma sensu
      Ty musisz skupić się na sobie - sam sobie musisz się zacząc podobać
      To bardzo trudne
      ale trzeba zacząc mysleć o sobie nie o nim - on jest osobnym facetem i ma prawo
      robić co chce
      a Ty musisz robić to co lubisz to co chcesz i to co pozwoli Ci uwierzyc w siebie
      Jesli teraz masz dołową opcje - jestem denna i nikomu sie nie podobam - no to
      czego chcesz od chłopiny? Co on ma rozumieć czy za co Cię lubic?
      Kiedy zwiazek się rozpada trzeba zainwestować resztki sił w siebie!
      I jesli mnie by ktos pytał to uwazam ze nalezy jak najszybciej rozstawać się i
      spylać na drugi koniec świata smile nie potykać sie o siebie nie konkurować nie
      sledzić - zając się soba i zrobić wszystko zeby zostawić w głowie wyłacznie
      dobre wspomnienia - bo to kawał naszego zycia
      i mozemy lepszych nie mieć

      Psycholog moze pomóc ale nic za Ciebie nie zrobi, leki tez mogą sie przydać ale
      tylko po to żeby złapać grunt pod nogami i dac radę;


      • bosmanka110 Re: Moja beznadzieja 19.08.10, 15:43
        Masz w 100% rację, iż powinnam skupić się na sobie i zadbać o siebie, walczyć tylko i wyłącznie o siebie. Nie jest to łatwą sprawą powoli się o tym przekonuje. Wierzę jednak iż nie można zmusić nikogo do miłości czy akceptacji drugiej osoby. Z drugiej jednak strony czy ratowanie mojego małżeństwa po tak licznych niemiłych czasem nawet brutalnych sytuacjach miało by jakiś sens? Oboje nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi i nigdy nie będzie jak kiedyś, więc najlepiej będzie gdy w zgodzie rozstaniemy się a ja nauczę się żyć dla siebie i wyłącznie dla siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka