Przejrzałam pobieżnie wątek "chrzcielny" zapoczątkowany przez michszyb i wiecie co, ja nie rozumiem, skąd tyle agresji. Zarówno w postępowaniu autora wątku i jego małżonki jak też komentatorów.
Przecież kurczę, każdy z nas robił te dzieci chyba z miłości (ja na pewno, chciałam mieć dzieci z mężem i je wspólnie wychować). A więc przecież chyba większość par jednak zaczynała małżeństwo przynajmniej z jakimkolwiek pozytywnym uczuciem.
Czemu to się kończy wodospadami żółci??? Co do tego doprowadza?
Jakie błędy popełniliście w waszych małżeństwach że kończą się nie tylko rozwodem ale też taką nienawiścią.
Dla porządku: ja swoje błędy zidentyfikowałam