bajo_71
12.12.10, 18:07
Do napisania skłonił mnie watek o tym, czy samotna mama ma szanse na spotkanie mężczyzny, który pokocha również jej dzieci. Mam świadomość, że to co teraz napisze, nie spotka się raczej z przychylną opinią, szczególnie kobiet, niemniej jednak zaryzykuję.
Jestem tatą 7 letniej dziewczynki, która obecnie mieszka ze mną. Staram się poświęcać jej tyle czasu, aby czuła się kochana i bezpieczna, chociaż poświecenie to może niezbyt odpowiednie słowo. Cieszę, się ze córka mieszka ze mną i kocham ją nad życie. Od naszego rozwodu minęło 3 lata. W tym czasie nie myślałem, aby na nowo ułożyć sobie życie. Rok temu poznałem jedna kobietę, bardzo wrażliwą, mądrą i atrakcyjną. Ma dwoje dzieci, jedno w wieku mojej córki. Zaczęliśmy się spotykać. Na początku nie definiowaliśmy tego jako randki. Chodziliśmy do kina, na spacery, czasami do restauracji. Niby jak znajomi, ale coś wisiało w powietrzu. Bałem się przekroczyć tej subtelnej granicy, bo przyznaję że kiedy opowiadała o swoich dzieciach czułem się dziwnie, nie wiem sam jak zdefiniować to uczucie, może było to poirytowanie pomieszane z lękiem i obawą, że nigdy nie będę potrafi zaakceptować jej dzieci. Nie chciałem jej ranić mówiąc wprost o moich obawach, dlatego ograniczyłem nasze kontakty do minimum. Nie ukrywam, że bardzo mi się podobała i starałem się zmienić zdanie. Kiedyś zaprosiła mnie do domu, wykręcałem się, dość jednak nieudolnie i któregoś dnia zjawiłem się u niej na obiedzie. Spędziłem z nimi ponad trzy godziny. W tym czasie jedyne co czułem to wyrzut sumienia, że czas który poświęcam obcym dzieciom, odbieram mojej córce. Nie kontynuowałem tej znajomości, nie potrafiłem. Nie jestem zimnym, czy pozbawionym uczuć człowiekiem, tak mi się wydaje. Wiem, że nie potrafiłbym pokochać i wychowywać cudzych dzieci. Wziąć za nie odpowiedzialność. Dla mnie to jednak bariera nie do pokonania.