Dodaj do ulubionych

czy warto w ogóle brac ślub?

17.02.11, 09:52
Obecny (rozwodnik) twierdzi, że nie warto, bo po ślubie ludzie się mniej starają.
Ja twierdzę, że warto, bo to wyższy stopień zaangażowania. Ale ja nigdy nie byłam niczyją żoną.
Jak Wy na to patrzycie z perspektywy swoich doświadczeń? Warto czy nie warto? Czy, gdybyście weszli w nowy związek, bralibyście ślub, czy raczej wolelibyście żyć w konkubinacie?
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 09:57
      Sprawa jest raczej skomplikowana. Ale przede wszystkim sadze, ze facet ktory wykreca sie od slubu ze swoja kobieta nie jest wart zainteresowania i poswiecania czasu. Next!
      • zawsze-basia Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 10:11
        Tez tak uwazam.Mozna zyc bez slubu i nie jest to nic zlego.Ale jak facet mowi,ze slubu nigdy nie wezmie,to znaczy,ze nie dojrzal do zwiazku i lepiej w taki uklad sie nie angazowac.Dla mnie to znaczy,ze chce miec otwarta furtke i przy najmniejszej trudnosci ucieknie.
        • lejla81 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 10:30
          Owszem, Basiu, ale ja nie jestem przekonana, czy tak naprawdę ślub coś zmienia. Po ślubie facet też może przy najmniejszej trudności uciec (poczytaj sobie wątek Tęsknoty), więc może jednak nie warto. Obecny argumentuje, że bez ślubu musisz ciągle zdobywać ukochaną osobę, właśnie po to żeby nie odeszła. Po ślubie druga strona jest już zdobyta, więc po co się starać.
          • maheda Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 10:59
            Może uciec, ale nie jest tak łatwo już wykręcić się od odpowiedzialności.
            • olowas1 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 17:54
              Piękna odpowiedź. Może powiedz od razu, że związać się ma z Tobą dobrowolnie, bo miłość wiekuista i Ty go też kochasz i w ogóle jest cacy, ale trzymać go ma groźba sankcji, Niech zgadnę - w razie czego po kieszeni i wara od dzieci?
              Smutny ten argument.
              A naiwnie romantycznych mało jakoś.
              Pozdrawiam. Olgierd
          • maheda Swoją szosą - sama sobie przeczysz 17.02.11, 11:03
            lejla81 napisała:

            > Owszem, Basiu, ale ja nie jestem przekonana, czy tak naprawdę ślub coś zmienia.
            > Po ślubie facet też może przy najmniejszej trudności uciec (poczytaj sobie wąt
            > ek Tęsknoty), więc może jednak nie warto. Obecny argumentuje, że bez ślubu musi
            > sz ciągle zdobywać ukochaną osobę, właśnie po to żeby nie odeszła. Po ślubie dr
            > uga strona jest już zdobyta, więc po co się starać.

            Skoro zawsze - jak piszesz - można uciec również po ślubie, to znaczy, że też po ślubie trzeba ciągle zdobywać ukochaną osobę, żeby nie odeszła.

            Albo myślisz tak - albo inaczej smile
            Zdecyduj się.
            • lejla81 Re: Swoją szosą - sama sobie przeczysz 17.02.11, 11:19
              Ja uważam, że o ukochaną osobę zawsze warto się starać.
              • maheda Re: Swoją szosą - sama sobie przeczysz 17.02.11, 11:35
                Też tak uważam, że warto zawsze się starać, a ślub jest dla mnie jakimś wyrazem odpowiedzialności za drugiego człowieka i jego uczucia.

                Ale w Twojej wypowiedzi była sprzeczność.
                Swoją szosą - wynikająca pewnie z postawy pana, który już raz na własnej skórze przekonał się, że ślub nie jest na wieczność, a teraz się upiera, jakoby na wieczność był wink
                • lejla81 Re: Swoją szosą - sama sobie przeczysz 17.02.11, 12:30
                  Nie, Mahedo, nie jest sprzeczna smile Uważam, że w małżeństwie trzeba się o siebie nadal starac, ale nic nie gwarantuje, że małżonek się na nas nie wypnie. Pomimo to wciąż jestem zdania, że warto. Hmm... może trochę z ciekawości??
      • tom-74 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 10:12
        > (...) facet ktory wykreca sie od slubu ze swoja kobieta nie jest wart zainteresowania i
        > poswiecania czasu.

        Ciekawe podejście. W takim razie facet może powiedzieć, że kobieta, która dąży do ślubu może mieć nieczyste intencje i nie jest warta poświęconego jej czasu....
        Z mojego doświadczenia, małżeństwo jest dla kobiet najbardziej atrakcyjną formą związku. Nasze orzecznictwo zabezpiecza kobiety w ogromnym stopniu, ograniczając mężczyzn w przypadku rozpadu do minimum (oddaj co zarobiłeś, płać alimenty i się ciesz, że tylko tyle jej daliśmy, a jak ci nie starcza, to znajdź lepszą pracę lub dodatkową a najlepiej ze trzy, bo biedna skrzywdzona kobieta potrzebuje na waciki; a skoro chcesz się spotykać ze swoim dzieckiem, to zapłać więcej, to przecież towar jak wszystko...).
        W naszym społeczeństwie niestety nadal pokutuje stereotyp faceta - niewiernego pijaka i przemocowca usprawiedliwiający wszystkie postępki kobiety. Niewiele osób próbuje dostrzec drugą stronę medalu.
        Podsumowując:
        Dla faceta małżeństwo to najmniej korzystny układ.
        Przykro to pisać, ale ja się już na to nie piszę.
        • lejla81 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 10:28
          No właśnie, Obecny ucieszył się, że jego była żona zawarła nowy związek małżeński, bo to zwalnia go z obowiązku pomagania jej w przypadku popadnięcia w niedostatek. Szczerze, to byłam zdziwiona, że coś takiego istnieje. Czy to działa w obie strony? Czy jak mężczyzna popada w niedostatek, to była żona też ma prawny obowiązek go wspomagać, jeśli nie zawarł nowego związku? (rozwód był bez orzekania o winie)
          • triss_merigold6 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 10:33
            Tak, przez okres do 5 lat po rozwodzie, musi być sprawa i uzasadnienie.
          • tricolour Nieładnie, że się ucieszył... 18.02.11, 13:45
            ... jeśli już, to powinien to przyjąc obojętnie jeśli nic nie czuje do byłej żony.

            Takie ucieszenie się nie wygląda dobrze.
        • zmeczona100 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 20:24
          > Z mojego doświadczenia, małżeństwo jest dla kobiet najbardziej atrakcyjną formą
          > związku.

          Gdyby istniał obowiązek sprawowania opieki naprzemiennej nad dzieckiem/ dziecmi po rozwodzie, to również dla facetów małżeństwo stałoby się atrakcyjne i najbardziej korzystną opcją finansową.
          • olowas1 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 18:01
            zmęczona, możesz wyjaśnić, co masz na myśli? Też jestem za opieką naprzemienną w sytuacji rozpadu, ale dlaczego to ma być argument za małżeństwem i o jakie finanse chodzi? Dzięki z góry.
            Pozdrawiam, Olgierd
      • olowas1 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 17:57
        entully.makker napisała:

        > Sprawa jest raczej skomplikowana. Ale przede wszystkim sadze, ze facet ktory wy
        > kreca sie od slubu ze swoja kobieta nie jest wart zainteresowania i poswiecania
        > czasu. Next!

        Post zawiera wewnętrzną sprzeczność. najpierw deklaracja o skomplikowaniu sprawy, a potem uproszczenie, że bardziej nie można. Jakieś rzeczowe argumenty poproszę. A potem możesz dalej przyjmować swoich pacjentów/ klientów/ petentów. Od liderki towarzystwa wiedźm polskich oczekujemy światła prawdy, a nie prostackiego wzruszenia ramionami. smile
        Pozdrawiam. Olgierd
        • tully.makker Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 18:29
          Gdyby dobry bog obdarzyl cie umiejetnosci przeczytania calego watku, to wiedzialbys, ze to rozwinelam w innym miejscu. No ale bozia nie dala...

          Ja mam takie standardy w relacjach z mezczyznami, ale jest mnostwo kobiet, ktore maja znacznie nizsze. Bez problemu znajdziesz panny i damy, ktore dadza ci dupy nawet bez pierwszej randki, np w kiblu w klubie i chetnie wprodza sie do ciebie tego samego wieczora, a po 10 latach beda plodzic lzawe watki na forach z serii czy n mnie naprawde kocha. Naprawde, jesli takiej kobiety poszukujesz, to bedzie ci duzo latwiej ja znalezc niz kogos podobnego do mnie.
          Musisz jednak wiedziec, ze sa mezczyzni, ktorzy maja nieco wyzsze oczekiwania.
          Kazdemu wedlug potrzeb.
      • sueellen Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 19:11
        A jeśli mówi tak kobieta? Jest mi dobrze tak jak jest. Mieszkamy razem, mamy dziecko, nie kłócimy sie, nie szarpiemy - po co to psuć malżeństwem?
        • tully.makker Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 19:27
          Pytanie brzmi - czy gdyby twojemu facetowi zalezzalo na slubie, potrzebowalby tego do szczescia, to wzialabys ten slub?
          • sueellen Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 19:37
            Pirwszemu zalezalo i juz nie jestesmy razem
            drugiemu nie zalezy i moge smialo powiedziec ze jestesmy szczesliwi
            • tully.makker Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 20:58
              A ja pytam, co by bylo gdyby zalezalo?
    • mozambique Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 10:12
      rozwodnik juz to pzrezył, ślub i rozwód
      juz nie czuje potrzeby przezywania tego znowu

      ty tego jeszcze nei pzrezyłas , a jezeli chcesz , jesli ty czujesz taką potrzebę to mu to powiedz - czemu TY masz ponosic konsekwencje JEGO błedów zyciowych ?

      jesli twoja potzreba ustabilizowania waszego zwiazku bedzie dla niego niewiele ważna to sądze podobnie - panu uprzejmie podziekowac i rozejrzec sie za takim kóry tego typu wahań nie bedzie miał
    • triss_merigold6 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 10:38
      Miałam 2 śluby, do trzeciego mi się nie spieszy. Ściślej rzecz biorąc: ślubu zdecydowanie nie chcę. Po ślubie mężczyźni się psują i mniej starają.
      Aktualny fanem ślubów nie jest, ale gdybym chciała to by się dostosował. Jestem w ciąży, załatwiamy teraz różne bankowe formalności, jeśli będzie kiedyś prawna możliwość legalizacji konkubinatów na wzó PACS to zalegalizujemy.
      Gdyby facet twierdził, że ślub nigdy, po jego trupie i w ogóle nie, to bym traktowała go podejrzliwie.
      • lejla81 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 10:59
        Mój tak nie twierdzi, prowadzimy raczej takie swobodne rozmowy w tonie przekomarzania wink
        • maheda Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 11:01
          Ale z przekomarzania - o ile zrozumiałam Twoją wypowiedź - wynika jasne i stanowcze NIE faceta.
          • lejla81 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 11:17
            Nie, nie wynika, zresztą wzięcie z nim (ani z kimkolwiek innym) ślubu nie jest moim życiowym celem. Jestem już na takie cele za stara wink
      • maheda Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 11:00
        triss_merigold6 napisała:

        > Gdyby facet twierdził, że ślub nigdy, po jego trupie i w ogóle nie, to bym trak
        > towała go podejrzliwie.

        Świnte słowa...
    • hanyszka Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 11:12
      Ja się akurat dobrze czułam w małżeństwie, "lubiłam" być żoną i lubiłam, gdy Ex się tak do mnie zwracał.

      Co jednak nie zmienia faktu, że małżeństwo niczego nie gwarantuje. Słowa "i że cię nie opuszczę" nie mają w praktyce żadnego znaczenia i nie znałam nikogo, kto by się w kryzysie małżeńskim czy też stojąc przed perspektywą nowego (niby lepszego) związku, na serio do nich odnosił.
      Są konkubinaty trwalsze i poważniejsze niż niejeden, sakramentalny, czy nie, oficjalny związek.

      Z drugiej strony - nie jestem zwolennikiem wizji, że małżeństwo to grób miłości i że ludzie się przestają starać, tj. panowie zamieniają w kanapowe brzuchate misie, a panie w rozmemłane matrony.

      Małżeństwo ma sens i znaczenie jedynie praktyczne, wiele spraw ułatwia. Dla relacji, budowania bliskości i dla trwałości urzędowy papir nie ma IMHO znaczenia żadnego. Można je zawierać, można nie. Bez różnicy.

      ----------
      Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
      • errormix Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 11:45
        Pewnie, że warto. Czy chciałabyś, abym do ciebie przez całe życie mówił: "Lejlo, moja ukochana konkubino".
        • lejla81 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 12:26
          Ojej, Error, czy my już jesteśmy na etapie zawierania małżeństwa? (rumienię się)
          Mógłbyś do mnie mówić po prostu "Moja ukochana Lejlo" smile
          Mój Eks tak zazwyczaj mnie przedstawiał znajomym - Moja Lejla. Ze względu na wózek z zawartością w postaci dziecięcia, który pchaliśmy przed sobą, nie mógł niestety wybrnąć z tego w inny sposób, chociaż pewnie bardzo by chciał. Obecnemu na początku kilka razy przydarzyło się powiedzieć o mnie "koleżanka", ale oświadczyłam mu, że jeszcze raz tak powie i nie chcę go więcej widzieć. Wziął to sobie do serca i teraz jestem dla wszystkich "jego najukochańszą Lejlą".
          PS. Jeśli Ty twierdzisz, że jednak warto, to znaczy, że warto.
        • mayenna Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 12:39
          errormix napisał:

          > Pewnie, że warto. Czy chciałabyś, abym do ciebie przez całe życie mówił: "Lejlo
          > , moja ukochana konkubino".
          Mój brat sie nie ożenił i w związku z tym mamy: jego 'narzeczona' i ja, mnóstwo problemów.
          Mam też ogromny problem jak mówić o Emilce. Dla mnie jest członkiem rodziny i bratową, dla obcych utworzywszy nazwę 'narzeczona'.

          Ślub to gest zaufania i oddania drugiej osobie. Jeśli potrzebujemy tak marnych znaków jak bukiet róż w Walentynki to ten gest ma ogromne znaczenie.
          >
    • tully.makker Rozwine swoja wypowiedz 17.02.11, 12:22
      Na wlasnym przykladzie - slub nie jest mi do szczescia ptorzebny. Zyje ze swoim facetem od 10 lat, spodziewamy sie drugiego dziecka. Chlop sie oswiadczyl, i regularnie podtrzymuje gotowosc wziecia slubu gdybym ja zachciala. Ja z kolei sprawdzam, czy to jest naprawde dla neigo wazne, bo wtedy pewni bym sie przelamala. Na razie mamy zgodnosc, ze moze kiedys ale teraz wolimy inwestowac w nowa lodowke i Navibota. Aha, chlop przedstawia mnie wszem i wobec jako swoja zone.

      Wiec czy slub warto brac i czy to cos zmienia? Mysle, ze tak naprawde wiele zmienia gotowosc mezczyzny do wziecia slubu. Jak widac w watku, w spoleczenstwie pokutuje przekonanie ze slub sluzy kobiecie, a dla mezczyzny jest dopustem bozym. Dla mnie to bzdura, ale pamietajmy , ze nasz facet tez byl wystawiony na stereotypy. Jesli facet nie jest w stanie zlozyc deklaracji, ze chce ze mna byc do konca zycia i nie wyraza gotowosci, by te chec przypieczetowac aktem prawnym, to po co mi taki facet? Moze sluzyc celem seksualno rozrywkowym, i nie mam nic przeciwko konceptowi fucking friend, pod warunkiem ze obie strony maja jasnosc, ze nie jest to nic wiecej.
      • lejla81 Re: Rozwine swoja wypowiedz 17.02.11, 12:33
        Zobaczę, Tully, za 10 lat, jak będzie z jego deklaracjami. Na razie czas przydatności mojego związku do zawarcia małżeństwa jeszcze nie minął wink
        • tully.makker Re: Rozwine swoja wypowiedz 17.02.11, 13:06
          Hmm, nie czekalabym na oswiadczyny dluzej niz 2 lata. Ale to ja.
          • lejla81 Re: Rozwine swoja wypowiedz 17.02.11, 13:14
            Dwa lata jeszcze nie minęły smile Też nie zamierzam dłużej czekać.
            • malgolkab Re: Rozwine swoja wypowiedz 17.02.11, 13:27
              lejla81 napisała:

              > Dwa lata jeszcze nie minęły smile Też nie zamierzam dłużej czekać.
              to mnie zotał rok z hakiemwink ale 2 lata to dobra opcja wink
              • tully.makker Re: Rozwine swoja wypowiedz 18.02.11, 11:14
                Kobiety, ale czy wy mieszkacie z facetami, ktorzy sie wam nie oswiadczyli?
                • lejla81 Re: Rozwine swoja wypowiedz 18.02.11, 12:45
                  Ja tak. Sądzisz, że to coś złego? wink
                  • tully.makker Re: Rozwine swoja wypowiedz 18.02.11, 12:55
                    Wiesz co, pytanie jest takie, czy to jest rozsadne czy nie, biorac pod uwage, co chcesz osiagnac. Zle - w jakim sensie moglby byc zle?

                    Chodzi mi o to, ze jesli myslisz o stalym zwiazku, takim do konca zycia, a jeszcze masz dzieci, ktore sie przywiazuje do kolejnego pana i beda przezywac rozstanie, to IMHO lepiej zaczekac, az sobie wyrobicie oboje pewnosc, ze to cos co jest na cale zycie (oczywiscie wiadomo, ze wszystko moze sie nie udac - ale kwestia tego, jakie sa wasze intencje) zanim zamieszka sie razem.
                    • lejla81 Re: Rozwine swoja wypowiedz 18.02.11, 14:52
                      Hmm... wiesz, Tully, z Eksem byliśmy zaręczeni, nawet zanim razem zamieszkaliśmy i zanim urodziło się nam dziecko i nic kompletnie z tego nie wynikło. Decyzja o wspólnym zamieszkaniu nie była podjęta szybko, czy pochopnie.
                      • tully.makker Re: Rozwine swoja wypowiedz 18.02.11, 18:32
                        No masz, ja wiem, ze to niczego nie gwarantuje. Ale sadze, ze warto miec pewne minimalne wymagania na wejsciu, zeby bylo na czym budowac.
                    • sueellen Re: Rozwine swoja wypowiedz 18.02.11, 19:20
                      > Chodzi mi o to, ze jesli myslisz o stalym zwiazku, takim do konca zycia, a jesz
                      > cze masz dzieci, ktore sie przywiazuje do kolejnego pana i beda przezywac rozst
                      > anie, to IMHO lepiej zaczekac, az sobie wyrobicie oboje pewnosc, ze to cos co j
                      > est na cale zycie

                      Z eksem bylam 5 lat i bylismy zareczeni. I co? I nic. Ani wspolnego mieszkania, ani dzieci ani, na całe szczeście, malzenstwa. z obecnym jestem 4 lata (mieszkamy ze soba 3), jedno dziecko, zadnych planow malzenskich, planujemy za to 2 dziecko i kupno domu.
                      • tricolour A czyją własnością będzie dom? 19.02.11, 14:10
                        O wspólnocie ustawowej mowy nie ma więc propocjonalnie do wkładu? Potem darowizna dla konkubenta? Kto zapłąci podatki?

                        A co z dziećmi i dziedziczeniem majątku?
                        • zmeczona100 Re: A czyją własnością będzie dom? 19.02.11, 14:48
                          > O wspólnocie ustawowej mowy nie ma więc propocjonalnie do wkładu?

                          Ale popatrz na korzyści, gdyby im się mimo wszystko nie udało- zamiast włóczyć się po sądach i dzielić majątek, wystarczy po prostu znaleźć kupca na swoje udziały wink
                        • sueellen Re: A czyją własnością będzie dom? 19.02.11, 17:09
                          Nie mieszkamy w Polsce wiec to trochę inna bajka. Prawdopodnie joint tenants czyli 50:50 a gdy jedno z nas umiera, drugie automatycznie staje sie wlascicielem calosci
      • tricolour Przedstawia jako swoją żonę... 18.02.11, 13:31
        ... ciekawe dlaczego przedstawia konkubinę jako swoją żonę? Bo wstyd mieć konkubinę? Bo wstyd nie mieć żony?

        Dlaczego wprowadza otoczenie w błąd zamiast mówić jak jest?
        • tully.makker Re: Przedstawia jako swoją żonę... 18.02.11, 18:34
          A to do mnie to pytanie? A skad mam wiedziec, czemu moj chlop robi to czy tamto? Moze chce na wszelki wypadek ostrzec wszystkich mezczyzn, ze jestem jego? A moze uwaza nasz zwiazek za swiety? A moze: (wpisac 15 innych opcji)
    • tautschinsky Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 12:36
      Nie warto choćby z dwóch powodów.
      Pieniądze przez ciebie zarobione stają się "wspólne"
      i żeby tak nie było, trzeba się trochę napocić -
      już choćby dlatego nie warto. No i po ewentualnym
      rozwodzie można wdepnąć w alimenty na byłą big_grin
      Po rozstaniu się nawet z wieloletnią partnerką może się
      ona co najwyżej pocałować - kasy o faceta nie zassie.

      Problemem zawsze pozostają dzieci, bo niezależnie
      od rodzaju związku lub jego braku między rodzicami
      po ustaniu związku kobieta NADAL chce żyć z pieniędzy
      mężczyzny, a dziecko jest do tego narzędziem.
      • lejla81 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 12:54
        Oj, Tautschinsky, która Cię tak skrzywdziła! ;P
        • haneczka-1 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 13:48
          "Swiety spokoj" kosztuje tylko tyle ile wynosza alimenty.
          Tautschinsky -czy Ty wiesz ile wysilku kosztuje wychowanie dziecka?
          Moj ex placi na 2 dzieci lacznie 1000zl.Wystarcza to na oplacenie mieszkania,gazu,pradu.
          Dzieci potrzebuja jedzenia,ubrania,drobnych na rozrywki,ksiazek do szkoly,wyjazdow na wycieczki,na wakacje.Dzieci choruja,lekarstwa sa b.drogie.Fryzjer kosztuje,remonty w domu,zakup nowej lodowki,lozka dla dzieci,meble-jak szafa,biurko.
          Nocne wstawanie do dziecka z goraczka,sprzatanie,gotowanie,zakupy,wywiadowki,rozmowy z dzieckiem,rozwiazywanie problemow.Sad to wszystko wycenil na 500zl od dziecka.
          Z checia bym zaplacila alimenty i miala swiety spokoj ale dla mnie obcowanie z dziecmi jest bezcenne.Wychowuje je na dobrych ludzi i jestem dumna,ze sama daje rade.
          • lejla81 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 14:19
            Daj spokój, Haneczka, T. jest znanym mizoginem, nie ma mu co tłumaczyć rzeczy oczywistych.
          • hwast1 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 12:37
            No żesz kużwa, trzymajcie mnie !!!
            Fryzjer - jesli to chłopcy to około 10 pln za jedno strzyźenie.
            Lodówka ? Co jaki czas ją kupujesz ? Co miesiąc ?
            Ksiązki do szkoły ? Zwykle raz na rok, we wrześniu.
            Łóżko, biurko, szafa ? Nie badz smieszna. Zanim wykopałaś chłopa z domu, dawno już zapewne stały.
            Wycieczki ? Ile ich w ciągu roku szkolnego może byc ? Dziesięć ?
            Wywiadówki, rozmowy z dzieckiem ( sic !! ) sprzatanie, nocne wstawanie !!!!!
            Za to też sobie Mamunia liczy ? ? Jak, ryczałtem czy moze od godziny ?

            Skoro obcowanie z dziecmi jest dla ciebie tak bezcenne, to sie moze nie handrycz o zdechłe pare groszy. Alimenty starczają Ci TYLKO na czynsz, opłaty i media.
            Biedactwo. Tylko ? Tylko ?
            • sinsi Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 13:38
              bosiu.. a Ty hwast to chyba się dziećmi nie opiekujesz sam? prawda?
              moja znajoma. dostaje 300zł alimentów na dziecko. i to nieregularnie, bo pan się obraża że baba śmie czegoś od niego chcieć. A dzieci troje. i ex w niczym jej nie pomaga przy dzieciach, wszystkie problemy z nimi musi rozwiązać sama i nieraz płacze w poduszkę bo już nie ma siły całości ogarnąć ani fizycznie, ani psychicznie. Cała jej wypłata(a ma wolny zawod i jak lata z wywieszonym językiem za pracą to zarabia nieźle) wchodzi w dom i ciągle brakuje na odbicie się. Oszczędności zero. Koszty mieszkania to ok 1000zł. A jedzenie, ubranie, higiena, rozrywka dla wszystkich?... W styczniu zachorowala, chora jeździłą do klientów póki dała rady, ale nie dała aż tak, więc musiała odpuścic pracę i nie ma za co zapłacić rachunków, musi pożyczać, bo ex ma to gdzieś że dzieci nie mają co jeść. Dziecko ze szkoły pojechało na najtańsze ferie =500zł. a trzeba jeszcze kupić buty, kurtkę zimową bo wyrosło, plecak bo stary się rozleciał, itd itd. I to wszystko razy trzy. Z czego? Najstarsze dziecko nie chce chodzić na żadne płatne zajęcia i imprezy organizowane w szkole bo wie, że to kosztuje a nie mają pieniędzy, a równocześnie jest mu wstyd że koledzy mają na wiele rzeczy a on nie. Wpada w kompleksy na tle finansów. Dzieci czekają co miesiąc na wpływ wypłaty matki z długą listą rzeczy które są im potrzebne. Kobieta też nie może pracowac od rana do wieczora bo co rusz są obowiązki wobec dzieci, na które musi znaleźć czas. O życiu osobistym nie mówiąc. To zupełnie inne życie niż żyć samemu, miec cały czas do dyspozycji i raz w miesiącu zrobić przelew alimentów. O jakichkolwiek fryzjerach, wspólnym kinie, odpłatnej nauce języka dla dzieci, remoncie mieszkania, wakacjach, perspektywie posłania na studia - nawet nie myśli. Dzieci zdolne, ale zaraz po średniej szkole pójdą do roboty, czy chcą czy nie. Bo tatuś ma w nosie ich utrzymane i pomoc w wychowaniu, podział odpowiedzialności za dzieci. No może najmłodszemu dziecku się lapsnie, że gdy starsi się usamodzielnią to matka najmłodsze da rady utrzymać na lepszym poziomie, bo jej zarobki podzielą się na dwie osoby a nie na cztery.
          • tricolour Droga Haneczko... 18.02.11, 13:39
            ... jeśli tysiąc złotych alimentów starcza na mieszkanie, prąd i gaz to oznacza (bo można wyliczyć) że czynsz z prądem i gazem kosztuje 4000zł, czyli sam czynsz około 3000zł.

            Nie ma tak wysokich czynszów nawet w dwustumetrowym apartamencie w centrum Wrocławia.
            • sinsi Re: Droga Haneczko... 18.02.11, 13:52
              a jak wyliczyłeś takie kwoty?

              moi znajomi -> mieszkanie własnościowe 70 m -> czynsz z opłatami ok 800zł+prąd
              inni-> mieszkanie kwaterunkowe 45m -> opłaty za mieszkanie ok 700zł
              inni -> 130m -> sam gaz w sezonie grzewczym ponad 3 tys

              prawdopodobnie chodzi o to, że udział exa wynosi jakiś niewielki procent tego co rzeczywistości dzieci kosztują . wszak alimenty nie mają pokrywac jedynie kosztów mieszkania dzieci ale gro innych kosztów ktore zostały wymienione, co sugerowałabym panom zauważyć zanim zaczną rozbierac na drobne sformuowanie że alimenty starczają na opł. mieszkania.
              • tricolour Właśnie trzeba rozbierać... 18.02.11, 13:59
                ... wszak chodzi o pieniądze.

                Gdy płacisz za coś, za cokolwiek, to masz prawo wiedzieć za co płacisz. Kupując chleb w sklepie widzisz cenę za chleb. Tylko za chleb, a nie za coś jeszcze innego, a cenę chleba możesz sobie tylko jakos oszacować.

                Podobnie jest z alimentam. Gdy matka mówi, że tysiąc starcza jedynie na mieszkanie, prąd i gaz, to znaczy, że tylko na mieszkanie prąd i gaz, no bo jaki może mieć cel we wprowadzaniu rozmówców w błąd. To jest o tyle ważna sprawa, że alimenty mają być RZETELNIE wyliczone i jasno wyrazone, by nie było takiego kuriozalnego przypadku jaki mamy teraz, że sam czynsz wynosi ok. 3000zł, co jest absurdem. Druga strona słusząc absurdalne wymagania finansowe ma prawo uważać, że jest naciągana i konflikt gotowy... a po co?
                • sinsi Re: Właśnie trzeba rozbierać... 18.02.11, 14:15
                  Odnośnie podejścia do alimentów;
                  u znajomej, mąż kilka miesięcy przed rozwodem robił szczegółowe wyliczenia ile dzieci kosztują, nie przejmując się wysokością jej zarobków ani nie konsultując z nią potrzeb dzieci wymyślał nowe odpłatne rozrywki dla dzieci, robił drogie zakupy i wszystko spisywał na kartce kaząc jej podpisywać i oddawać mu połowę wszelkich wydatków. Kobieta zapożyczała się ale mu oddawała. Potem był rozwód, mąż się wyprowadził, płaci 300zł na dziecko (zarobki na czarno i nie ma jak udowodnić że go stać na więcej) i..... ma w nosie, że wg jego samego wyliczeń przed rozwodem, utrzymanie dzieci kosztowało kilkakrotnie więcej. Co więcej, gdy kobieta nalegala na wyższe alimenty facet przychodził do dzieci z kartkami na których nawypisywane miał "swoje obecne koszy utrzymania" (wiele nieprawdziwych i zawyżonych) i udowadniał dzieciom że on więcej płacić nie może, właściwie wcale nie powinien płacić alimentów bo wydaje na życie więcej niż zarabia a wszystko przez złą matkę która chciała rozwodu.

                  Gdy ktoś kocha swoje dzieci to wie ile kosztują przynajmniej w przybliżeniu i nie robi opiekunce/owi dzieci awantur że z 300zł coś bierze dla siebie, albo, że zawyża zlośliwie koszty mieszkania. Wiesz o tym.
                  • tricolour Jak najbardziej masz rację... 18.02.11, 14:23
                    ... jednakże nie zawsze można się dogadać po przyjacielsku, czasem trzeba zwyczajnie wyliczyć i do sądu.

                    A wtedy dobrze by było gdyby wyliczenie było rzetalne i konkretne do bólu. By druga, niechętna strona nie miała cienia wątpliwości na co te alimenty idą.
                    • sinsi Re: Jak najbardziej masz rację... 18.02.11, 14:46
                      Ja jestem za, lepiej szczegóły czarno na bialym niż rozmemłanie i niedopowiedzenia. Na pewno przedstawienie płacącemu alimenty jasnego wyliczenia kosztów poniesionych na dzieci jest skuteczniejsze w wymowie niż tylko hasło "daj więcej bo dajesz za mało".

                      Z tym, że w wielu przypadkach te szczegółowe wyliczenia tez na nic, bo ktoś nie zamierza płacić więcej i tyle.
                    • zmeczona100 Re: Jak najbardziej masz rację... 19.02.11, 14:01
                      tricolour napisał:

                      > ... jednakże nie zawsze można się dogadać po przyjacielsku, czasem trzeba zwycz
                      > ajnie wyliczyć i do sądu.
                      >
                      > A wtedy dobrze by było gdyby wyliczenie było rzetalne i konkretne do bólu. By d
                      > ruga, niechętna strona nie miała cienia wątpliwości na co te alimenty idą.

                      Strona niechętna do wydatkowania pieniedzy albo kłamie w żywe oczy, że np. dziecko tyle nie je, nie zużywa, albo faktycznie nie ma o tym pojęcia, więc jęczy, jak to jest okradana przez te wredne małpy. Dlatego nawet najbardziej rzetelne wyliczenia nic mogą nie dać.
                      idealnie by było, aby taki niechętny miał dziecko pod opieka przez pół roku- wtedy sam, na własnej skórze przekonałby się, ile dziecko jest "warte".
              • hwast1 Re: Droga Haneczko... 18.02.11, 14:03
                Sprawiedliwośc społeczna wymagałaby takiej kalkulacji : Koszt utrzymania mieszkania dzieli się na dwa ( szanowna małżonka + dzieci ) .Roszczeniowa pani płaci swoją połowę oraz polowę z częsci dzieci.Byłemu męzowi pozostaje do pokrycia w sumie 1/4 ogolnych kosztów lokum.

                • zabelina Re: Droga Haneczko... 18.02.11, 14:10
                  Licząc w ten sposób, to Haneczce zostaje 750 złotych miesięcznie na dwoje dzieci w wieku szkolnym. To chyba żaden miód???
                  • tricolour Owszem, żadem miód... 18.02.11, 14:15
                    ... dlatego alimenty na dzieci powinny być wyższe. Pięćset złotych to stanowczo za mało.

                    I dochodzimy do sedna: za niskie alimenty zamast zostac podwyższone drogą rzetelnej kalkulacji stają się elementem nieczystej rozgrywki za pomocą absurdalnego czynszu. Prowadzi to dosłownie do niczego!
                • sinsi Re: Droga Haneczko... 18.02.11, 14:40
                  aha. sprawiedliwość mówisz.
                  a co z resztą udzialu w kosztach dzieci od nieroszczeniowego exa? jedzenie, rozrywki, nauka, kursy, wyjazdy, ferie, wakacje, bilet do zoo, ubranie, buty, składki w szkole, zabawki, rower, komputer, rolki, cd, kieszonkowe by nastolatek mógl swojej dziewczynie kupić loda albo prezent na urodziny, itd itp mnóstwa mniejszych i większych drobiazgów z ktorych rośnie calkiem duża suma ? też ex się dołoży, w połowie utrzymania dzieci, czy zatrzyma się na zapłaceniu kosztów udzialu w mieszkaniu i będzie wrzeszczal że to już za dużo?

                  • tricolour Trzeba doliczyć.... 18.02.11, 14:53
                    ... "jedzenie, rozrywki, nauka, kursy, wyjazdy, ferie, wakacje, bilet do zoo, ubranie, buty, składki w szkole, zabawki, rower, komputer, rolki, cd, kieszonkowe by nastolatek mógl swojej dziewczynie kupić loda albo prezent na urodziny, itd itp".

                    A gdy sie doliczy to sprawdzić czy jakos nie wyszło (co się może zdarzyć) zbyt wiele. Żeby budżet dwoja pracujących rodziców udźwigął dwa gospodarstwa + alimenty.
                    • sinsi Re: Trzeba doliczyć.... 18.02.11, 15:09
                      oczywiście, że nie wszystkie dzieci muszą mieć prywatnego kucyka, naukę gry w tenisa i terenowy samochod na 17te urodziny. smile Standard życia dziecka to wypadkowa statusu obojga rodziców. I wszystko ok, bo dla jednych 500zł alimentów wystarczające dla innych śmiesznie malo, jednak nie ok gdy jedno z rodziców się wypina na finansowanie dzieci "co z oczu to z serca".
                    • tully.makker Re: Trzeba doliczyć.... 19.02.11, 19:25
                      A gdy sie doliczy to sprawdzić czy jakos nie wyszło (co się może zdarzyć) zbyt
                      > wiele. Żeby budżet dwoja pracujących rodziców udźwigął dwa gospodarstwa + alime
                      > nty.

                      No jak kogos nie stac na dzieci, to trzeba naciagnac lateks na penisa.
                • tully.makker Re: Droga Haneczko... 18.02.11, 18:24
                  No to chyba tak wlasnie liczy - suma czynszu, elektyrcznosci itp podzileona na ilosc osob w lokalu, pomnozona przez liczbe dzieci i podzielona na pol. A jak inaczej?
                  • sueellen Re: Droga Haneczko... 19.02.11, 19:32
                    Nie zgodze się, bo osoba na stałe sprawująca opieke nad dziecmi jest przez to obciazona ich wychowaniem i przez to ograniczona czasowo. Nie ma mozliwosci dodatkowo dorobic, brac nadgodzin a w razie choroby dzieci to ona bierze wolne.
                • z_mazur Re: Droga Haneczko... 18.02.11, 19:04
                  A moim zdaniem, żeby byłu uczciwie, to powinno się policzyć różnicę pomiędzy kosztami utrzymania mieszkania w którym matka mieszkałaby sama gdyby nie miała dzieci (powiedzmy M2), a kosztami mieszkania, które zajmuje z dziećmi (powiedzmy M4).

                  Jedynie ta różnica powinna być wliczona do kosztów utrzymania dzieci.

                  Podobnie media. Duża część opłat za media, to opłaty stałe, ponoszne niezależnie od ilości zużytych mediów, te koszty matka gdyby mieszkała sama i tak by ponosiła, więc nie powinny być liczone jako koszty utrzymania dzieci, jedynie same koszty zużytych mediów.
                  • tully.makker Re: Droga Haneczko... 18.02.11, 19:26
                    z_mazur napisał:

                    > A moim zdaniem, żeby byłu uczciwie, to powinno się policzyć różnicę pomiędzy ko
                    > sztami utrzymania mieszkania w którym matka mieszkałaby sama gdyby nie miała dz
                    > ieci (powiedzmy M2), a kosztami mieszkania, które zajmuje z dziećmi (powiedzmy
                    > M4).

                    Kolejny oszczedny na wlasnych dzieciach. Ale wszak tak tatusiowie tak kochaja swoje pociechy i tak strasznie sie o nie troszcza. A znasz takie przyslowie: skapy 2 razy traci? Pobiezne wyliczenia w mojej wlasnej sytuacji pokazuja, ze takie koszty znacznie przewyzszylyby wklad czynszowy wyliczony metoda tradycyjna. Nie mowiazc juz o tym, ze matka singielka moglaby zamieszkac u jakiegos milego pana, a z dziecmi to tak nie bardzo za szybko. Wtedy co, tatus mialby dolozyc 100% oplat za mieszkanie?

                    Oj zalosne, zalosne. A potem placzecie, ze sady nie przyznaja wam dzieci. Mysle, ze kadzy sedzia, ktory odwiedzilbychoc raz to forum, nieprzyznalby dziecka najlepszemu nawet z ojcow, bez watplienia ze szkoda dla wielu dzieci.
                    • z_mazur Re: Droga Haneczko... 19.02.11, 01:56
                      Czyli kochanie dzieci sprowadza się do finansowych nakładów. Ten tatuś bardziej kocha, który daje matce więcej kasy i nie obchodzi go na co idą pieniądze. Oj żałosne, żałosne.

                      Już dawno doszedłem do wniosku, że dyskusja z Tobą nie ma sensu, ale nadal potrafisz mnie w tym upewnić.

                      Alimenty uwzględniają pewną sytuację standardową. Różnica czynszy między wspomnianymi mieszkaniami wynosiłaby w większości miast w Polsce około 100-200 zł, czyli alimenty powinny uwzględniać połowę tej kwoty.

                      A co jak z matką niesingielką zamieszka jakiś pan? Mamusia zrezygnuje z części alimentów, bo koszty utrzymania mieszkania jej się zmniejszą? Oczywiście pod warunkiem, że ten pan będzie się dokładał do czynszu.

                      I takie personalne przytyki w stylu "kolejny oszczędny" są zwyczajnym chamstwem. W Twoim przypadku to jest jednak norma, nie potrafisz dyskutować, bez personalnych wycieczek. O mojej sytuacji finansowej, sposobie opieki nad dziećmi i ich finansowaniu nie wiesz nic, więc z łaski swojej...
                      • tully.makker Re: Droga Haneczko... 19.02.11, 11:25
                        No ja wiem,z e jest bardzo wielu ojcow, ktorych milosc do dzieci jest tak wielka i swieta, ze bron boze nie wolno jej mieszac z czyms tak prozaicznym jak pieniadze. tatus kocha, a matka utrzymuje i wykonuje wszelkie obowiazki. Ach, coz to za milosc, normalnie sie wzruszylam.

                        Nie wiem, jak lozysz na swoje dzieci i ile. Widze, natomiast, ze na forum celujesz w promowaniu postawy unikania na maksa ponoszenia przez ojca odpowiedzialnosci finasowej za potomstwo. I na tej podstawie cie oceniam. Bo nawet zakladajac, ze ty wypelniasz swoje obowiazki finasowe wobec dzieci, to poglady, ktore tu prezentujeszmoga sprawic, ze niejeden ojciec uzna, ze ma prawo obcinac i tak juz zazwyczaj groszowe alimenty. A takich ojcao jest niestety bardzo znaczny odsetek i ty godnie wpisujesz sie w trend.
                        • z_mazur Re: Droga Haneczko... 19.02.11, 12:09
                          Jakie poglądy? Że alimenty to środki na utrzymanie dziecka?

                          No rzeczywiście dla niektórych pań, to bardzo kontrowersyjny pogląd.

                          A skoro na utrzymanie dziecka, to w ich wyliczeniu powinno się uwzględniać tylko wydatki związane z utrzymaniem dzieca? No rzeczywiście zgroza.

                          Nie obchodzi mnie, co który ojciec chce obcinać. Jeśli matka będzie w stanie jak najbardziej obiektywnie obliczyć te koszty i przedstawić w sądzie, to tym mniejsze ryzyko, że facet poczuje się oszukany i wykorzystany, co może wręcz zmniejszyć ochotę przed uchylaniem się od zobowiązań. Wielu ojców nie ma nic przeciwko utrzymywaniu swoich dzieci, ale jak najbardziej może mieć przeciwko jakimkolwiek związkom finansowym z matką tych dzieci.

                          Im mniejsze pole do konfliktu w zakresie tego, czy dany koszt jest rzeczywiście związany z dzieckiem a nie z byłą żoną, tym mniejsze ryzyko, że ojciec będzie się od łożenia na dziecko uchylał. Zwykły mechanizm psychologiczny, o którym kobiety, co widać na tym forum bardzo często zapominają.

                          Wyliczenie, na zasadzie, tu około, tu mniej więcej, a tu zaokrągliłam, bo w sumie to nie wiem dokładnie ile, nawet u mnie wywołałoby wrażenie, że jestem zwyczajnie rżnięty w dupę.

                          Pisałem już o tym. Moja eks mieszka w bardzo dużym mieszkaniu jak na 3 osobową rodzinę. Gdyby w wyliczeniu kosztów utrzymania dziecka posłużyła się wysokością czynszu za te konkretne mieszkanie na pewno zrodziłoby to we mnie opór. Na szczęście moja eks należy do grupy tych rozsądnych i umiejących liczyć kobiet.

                          Nic mi do tego w jakim mieszkaniu mieszka moja eks, ale wiem, że mojej córce do normalnego funkcjonowania wystarczy jeden pokój.
                          • zmeczona100 Re: Droga Haneczko... 19.02.11, 13:58
                            Wielu ojców nie ma nic przeciw
                            > ko utrzymywaniu swoich dzieci,

                            Myślę, że należy się zastanowić, gdzie im postawić pomnik.

                            > Nic mi do tego w jakim mieszkaniu mieszka moja eks, ale wiem, że mojej córce do
                            > normalnego funkcjonowania wystarczy jeden pokój.

                            To mój jakiś nienormalny- potrzebuje jeszcze łazienki, ubikacji, kuchni, no o przedpokoju.
                            • z_mazur Re: Droga Haneczko... 19.02.11, 14:03
                              > Wielu ojców nie ma nic przeciw
                              > > ko utrzymywaniu swoich dzieci,
                              >
                              > Myślę, że należy się zastanowić, gdzie im postawić pomnik.

                              Czy ja napisałem, że to coś wielkiego? Stwierdziłem prosty fakt.

                              > To mój jakiś nienormalny- potrzebuje jeszcze łazienki, ubikacji, kuchni, no o p
                              > rzedpokoju.

                              I to wszystko pewnie do wyłącznej dyspozycji, z niezależnym wejściem? smile
                        • tricolour A skąd sie biorą groszowe alimenty? 19.02.11, 12:12
                          Bo po lekturze forum najczęściej jest to około 500zł choć wiadomo, że to za mało.

                          Nie uzyska się wyższych alimentów drogą kombinacji z zawyżonym czynszem. Czy nie lepiej raz usiąść i policzyć?
                        • plain.dad Re: Droga Haneczko... 19.02.11, 13:15
                          tully.makker napisała:

                          > No ja wiem,z e jest bardzo wielu ojcow, ktorych milosc do dzieci jest tak wielk
                          > a i swieta, ze bron boze nie wolno jej mieszac z czyms tak prozaicznym jak pien
                          > iadze. tatus kocha, a matka utrzymuje i wykonuje wszelkie obowiazki. Ach, coz t
                          > o za milosc, normalnie sie wzruszylam.
                          W tym wątku widać bardzo twoją aktywność i jasne zasady - szkoda, że tu
                          forum.gazeta.pl/forum/w,24087,122347312,122355490,Re_Odebranie_praw_do_dziecka.html
                          nie widać twojej walczącej aktywności
                          Rozumiem, że tu chodzi o ojca a tam o matkę ??
                        • zmeczona100 Re: Droga Haneczko... 19.02.11, 14:03

                          tully.makker napisała:

                          > No ja wiem,z e jest bardzo wielu ojcow, ktorych milosc do dzieci jest tak wielk
                          > a i swieta, ze bron boze nie wolno jej mieszac z czyms tak prozaicznym jak pien
                          > iadze. tatus kocha, a matka utrzymuje i wykonuje wszelkie obowiazki. Ach, coz t
                          > o za milosc, normalnie sie wzruszylam.

                          big_grin
                          Samo sedno big_grin
            • plujeczka Re: Droga Haneczko... 19.02.11, 06:25
              wtracę się co do czynszu, moja siostra mieszka w TBS, ma 60 m mieszkanie, płaci 1300 zł czynszu , plus ogrzewanie, śwyatło, gaz yo daje razem 2000 zł. Mieszkanie w starej, odremontowanej kamienicy, 3 wysokie pietro żadne luksusy i nie apartament .Nieststey są takie czynsze.................
              • tricolour Dwa tysiące to nie cztery tysiące... 19.02.11, 12:09
                ... poza tym skoro wyliczasz "gaz, prąd i ogrzewanie" to czym siostra ogrzewa mieszkanie? Węglem?
                • nicol.lublin Re: Dwa tysiące to nie cztery tysiące... 19.02.11, 14:45
                  no pewnie grzejnikami na ścianie big_grin za które dostaje się najzupełniej oddzielne rachunki od firmy ciepłowniczej (czy jak ją tam zwać)
    • zmeczona100 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 20:34
      Ślub jest tylko dla tych, którzy mają pewnośc, że to własnie z tą wybraną osobą będą razem do końca życia.
      Tyle teorii.
    • paryz_nie_paryz Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 20:39
      jako przyszła rozwódka (za tydzień rozprawa) mogę powiedzieć tak: w tej chwili siłą by mnie nikt przed ołtarz nie zaciągnął.. dzieci nie mamy, rozstajemy się bez kłótni i awantur, a jednak muszę się zgodzić z Twoim obecnym partnerem, ludzie się naprawdę po ślubie mniej starają.. teraz uważam, że ślub nie był nam do niczego potrzebny, byliśmy szczęśliwsi, kiedy nie byliśmy małżeństwem.
    • tesknotazabija Re: czy warto w ogóle brac ślub? 17.02.11, 21:45
      Nigdy nie miałam wielkiej potrzeby bycia żoną. Decyzje o ślubie podjeliśmy z mężem z przyczyn różnych. Ślub był wyjątkowo skromny, bo jak niektórzy z Was wiedzą jestem drugą żoną mojego męża i uszanowałam jego wolę, że nie chce robić wielkie pomby po raz drugi. Zgodnie ustaliliśmy, że na ślubie będziemy tylko my i nasi rodzice. W rezultacie byli tylko moi, gdyż jego stwierdzili, że nie akceptują tej decyzji, bo jestem za młoda i na pewno go okradnę z pieniędzy i go zostawię smile
      Wspominam ten dzień bardzo miło, ale z w sumie teraz żałuję, że zdecydowałam się na ten krok. I nie dlatego, że po ślubie mąż się zmienił czy mniej starał. Odnoszę nawet wrażenie, że okres po ślubie był najpiękniejszym okresem w naszym wspólnym życiu. Czułam się tak bardzo odpowiedzialna za mojego męża ... Kochałam ogromnie i czułam się bardzo kochana.
      Dzisiaj jako kobieta zdradzona, porzucona przez męża (ślad po nim zaginął, a mieszka dosłownie kilka kilometrów ode mnie) mogę powiedzieć, że żałuję, że był ślub bo teraz będę musiała chodzić po sądach i przed obcymi ludźmi opowiadać co, kiedy, gdzie i z kim robię, co czuję itd.
      Jeżeli kiedyś zdarzy się tak, że na mojej drodze stanie jeszcze jakiś mężczyzna z którym będę chciała spędzić resztę życia, to na ślub na pewno się już nie zdecyduję.
      Ja rozumiem Lejla Twojego partnera. Nie doszukuję się w jego zachowaniu jakichś ukrytych intencji.
      Życzę Ci wszystkiego co najlepsze smile
      • mps61132 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 12:04
        Dla mnie ślub to głupota mimo że jestem mężatką,ale nieszczęśliwą.Babcia mi zawsze powtarzałam "dziecko po co ci ślub żeby prać,sprzątać i kłócić się o wszystko" no właśnie....
        po co???? bez papierka i przysięgi może też być ok a nawet śmiem twierdzić że duuużo lepiej bo chociaż się staramy, szanujemy zabiegamy o partnera a po ślubie...po co jak i tak klamka zapadła i "pieczątka" przybita!!!! Potem jest szara codzienność,zero romantyzmu.
        Żałuję ślubu jak cho...lera i drugi raz tego błędu nie popełnie.
    • puzzle33 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 12:52
      Żadnych papierzysk i pieczątek. Dokument na miłość? Co za bzdurasmile
    • a.b1 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 14:58
      za dużo straciłam po rozwodzie
      fakt odpracowałam to, nawet z nawiązką
      nie mam jednak ochoty, cyklicznie co kilka lat dorabiać się
      Mój partner proponował mi małżeństwo, jednak zrozumiał kiedy odmówiłam
      Łączy nas dziecko, a to dla mnie więcej znaczy niż ślub, bo jak się zdążyłam przekonać, ślub łączyć może na parę lat, dziecko na znacznie dłużej, poza tym oboje mamy motywacje do tego by wspólnie się dorabiać i nie oszukiwać, bo tak naprawdę nie krzywdzilibyśmy siebie tylko naszego szkraba
      Każdy musi nabyć własnego doświadczenia, a odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta
    • kajda28 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 15:15
      Wczoraj coś mój L. w żartach dodał że jesteśmy niezalegalizowanym związku- oczywiście ja jako kobieta już zaczełam myśleć co on miał na myśli smile

      Dostałam od niego 2 pierścionki żaden nie zaręczynowy, wtedy bym odmówiła. A teraz? Kocham, ale chyba bardziej mi pasuje taki układ jaki jest. Wiem że muszę się starać o niego, on stara się o mnie. Boję się że ślub coś by popsuł, zmienił. Mimo wszystko trzeba by jakoś przeorganizować życie.
      Nie jestem gotowa na ślub, nawet nie zaczynam tego tematu więc nie wiem co na to mój L. Ale on dla mnie wszystko więc nawet by się okajtał smile Choć czasami mówię o nim "mąż", nie byłabym zakłopotana gdyby ktoś mnie nazwał jego żoną.
    • sueellen Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 19:09
      Nigdy nie byłam niczyją żoną i być nią nie chcę, no może na starość mi coś odbije.
      Jeśli nie wezmę ślubu, nigdy się nie rozwiodę smile
      • mayenna Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 19:58
        Nie wiem jak Ci wytłumaczyć, że to nie rozwód boli. Przed zdradą i innymi bolesnymi powodami rozwodu się nie ustrzeżesz.Wypalić się też może.

        A dzieci?
        • sueellen Re: czy warto w ogóle brac ślub? 18.02.11, 21:21
          > A dzieci?

          Mamy jedno, planujemy jeszcze drugie smile
          • mayenna Re: czy warto w ogóle brac ślub? 19.02.11, 08:30
            Czyli skomplikowana sytuacja prawna.
            Pytałam o dzieci bo w świecie gdzie jest mama i tata i wszyscy maja to samo nazwisko trudno jest czasem dzieciom zrozumieć taka sytuacje jak wasza.Porównanie do rówieśników i odstępstwa od 'normy' bywają trudne dla dzieci. Problem potrafi powracać w różnym wieku.

            Dla mnie to było by zbyt skomplikowane do życiasmile Gotowość do ślubu jest dla mnie po prostu bardziej istotna.Ma dla mnie duże znaczenie.

            • tully.makker Re: czy warto w ogóle brac ślub? 19.02.11, 11:19
              Pytałam o dzieci bo w świecie gdzie jest mama i tata i wszyscy maja to samo naz
              > wisko trudno jest czasem dzieciom zrozumieć taka sytuacje jak wasza.

              Teraz taka sytuacja jest bardzo czesta, przynajmniej w duzych miastach i nikt, przynajmniej w moim otoczeniu, sie jej nie dziwi.
              • mayenna Re: czy warto w ogóle brac ślub? 19.02.11, 20:05
                Możliwe. Jesli nie ma przeszkód by być rodzina to czemu jednak nie?
                Jednak ja mówię o swoich odczuciach. Dla mnie postawa która chce ślubu jest ważna.
            • sueellen Re: czy warto w ogóle brac ślub? 19.02.11, 12:18
              Akurat w przypadku mojego dziecka posiadanie jednego nazwiska byloby dziwne. Ojciec mojego dziecka jest Hiszpanem a w Hiszpanii z zasady ma się dwa nazwiska - pierwsze po ojcu, drugie po matce. Jedno nazwisko oznacza, że ojciec nieznany...
    • demon_hrabiego Re: czy warto w ogóle brac ślub? 19.02.11, 08:12
      Mnie tam wszystko jedno czy żyję ze ślubem czy bez ślubu, tak i tak dobrze. Ale z prawnego punktu widzenia warto i na razie nie ma w tym kraju innej alternatywy, bo propozycje dotyczące związków partnerskich są szybko odkładane na półkę po histerycznych protestach Episkopatu i ultra-katoli.
    • sauber1 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 19.02.11, 12:11
      lejla81 napisała:

      > Obecny (rozwodnik) twierdzi, że nie warto, bo po ślubie ludzie się mniej staraj
      > ą.
      > Ja twierdzę, że warto, bo to wyższy stopień zaangażowania. Ale ja nigdy nie był
      > am niczyją żoną.
      > Jak Wy na to patrzycie z perspektywy swoich doświadczeń? Warto czy nie warto? C
      > zy, gdybyście weszli w nowy związek, bralibyście ślub, czy raczej wolelibyście
      > żyć w konkubinacie?

      Nie warto !!!
    • gazeta_mi_placi Re: czy warto w ogóle brac ślub? 19.02.11, 15:49
      Oczywiście, że warto, po ślubie na szczęście można sobie już dużo odpuścić i człowiek żyje na większym luzie big_grin
      • mayenna Re: czy warto w ogóle brac ślub? 19.02.11, 20:08
        Jesli o mnie chodzi to jest odwrotnie. Przed ślubem się mniej staram. Mnie małżeństwo zobowiązuje bo mąż jest jeden
        narzeczonych mogę mieć cały tabunsmile
    • melani73 Re: czy warto w ogóle brac ślub? 19.02.11, 22:37
      Czy warto brać ślub?- moim skromnym zdaniem NIE. NIE WARTO.
      Przemawiają za tym do mnie moje i moich bliższych tudzież dalszych znajomych.
      Ze ślubu wyniknęły same problemy i tragedie życiowe.
    • mantha Re: czy warto w ogóle brac ślub? 20.02.11, 13:28
      Moim zdaniem slub to zawracanie glowy - wiekszosc znajomych po pieknych slubach i hucznych weselach teraz jest juz dawno po rozwodach, i tylko wielkie problemy z tego wynikaja (zazwyczaj podzial kasy), a my zyjemy sobie juz 11 rok razem po 17 latach znajomosci i konca nie widac... w razie rozstania nie ma zadnej kasy o klotnie, bo i niewiele wspolnego mamy, moze zlomiasty komputer jedynie.
      kiedys myslalam ze moze by wziac slub - ale - zaczelam sie zastanawiac, przygladac tym co te sluby pobrali i nie znalazlam zadnego sensownego argumentu ZA, po prostu gdzies tam gleboko w srodku czuje ze jest to do niczego niepotrzebne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka