lm99
23.02.11, 14:57
Mam kłopot. Rozwiodłem się 5 lat temu. Moja była odeszła, w najgorszym dla mnie momencie, bo miałem kłopoty ze zdrowiem a co za tym idzie i z pracą ( po rozwodzie się okazało że do kochanka ) . Nie miałem siły walczyć byłem załamany bo kochałem bardzo i ufałem bardzo, przeżywałem to, płakałem całe noce, błagałem by wróciła, smsowałem, dzwoniłem- nie było kłutni, nie było awantur, wszystko było ok. Nie dałem rady walczyć o nią i o winę i rozwiodłem się z nią za porozumieniem stron - nie miałem twardych dowodów że ma kochanka, nawet nie wiedziałem gdzie się wyniosła pod moją nieobecność.
Cztery miesiące po rozwodzie zadzwoniła że chce się spotkać- spotkanie:
: błagała bym pozwolił jej wrócić bo nie ma się gdzie podziać, nie ma pieniędzy, nie ma przyjaciół, nie stać jej na wynajm, na paliwo........) Płakała, wyła, łkała 3 godziny. Przyznała się że ,,on - kochanek ją wygonił, że była głupia ,że żałuje, przepraszała ,, Wydało się że była z nim że miała kochanka ,że odeszła do kochanka, ale co z tego bo po fakcie. Więc rozwód za porozumieniem i tyle. Na szczęście nie wniosła nic do majątku i nie było podziału. Fakt zabrała wiele cennych rzeczy, np samochód itp.
Pierwszy związek, na początku bosko....ale jakoś brak zaufania i zerwałem po pół roku.
Drugi związek trwa / trwał 4 lata i 3 mieś do dziś. Mieszkamy razem od 2 lat, u mnie. Było super. Wiadomo były kłutnie, ciche dni, przepychanki kto ma więcej do powiedzenia itp nigdy poważne, nie było ich dużo, zawsze szybko kończyło się ugodą i długą sielanką. Normalnie jak w poważnym związku / małżeństwie.
Do czasu.... ( 2 mieś temu się zaczęło ) Gdy zaczęły się poważniejsze posunięcia dotyczące naszego życia, związane ze sporymi finansami ( Budowa domu, na mojej ziemi ,nawet aż za dużej działce , o znacznej wartości ) Dopuki nie zacząłem wydawać kasy ( swojej ) na formalności, opłaty, geodezja, mapy, projekty, zmiany,przyłącza, pozwolenia.... Ona zaczęła się zmieniać - do diabła - po 4 latach zaczęła pokazywać pazurki i swój charakterek. Zaczęła się stawiać, sprzeciwiać. Nie musiałem budować bo mam duże mieszkanie,ale ona twierdziła że źle się tu czuje bo tu mieszkała moja była, poza tym marzy jej się dom ( mi też się marzył )
Trudno kasa poszła...ale miał to być nasz dom za pieniądze moje i część jej kasy na wykończenie.
Zatrzymałem wszystko, zaparłem się - bo teraz straciłem zaufanie. Jak teraz taka jest to co będzie jak już postawię dom na mojej ziemi i zamieszkam z nią w tym domu. Ona za wiele nie włoży w ten dom. Działka jest tak duża i takiej okolicy że za nią pobudował by i wykończył ze 3 domy spokojnie i pod klucz.
Mam problem- bo kocham ją, ale straciłem do niej zaufanie, boję się że jak się pogodzę, odpuszczę jej, postawię dom, wykończymy i zamieszkamy w tym domu, to dopiero pokaże pazurki, i co wygonię ją ? Powie że nie ma się gdzie podziać, włożyła powiedzmy 100.000,- i nigdzie nie idzie, chyba że ją spłacę na jej warunkach. Ślubu nie mamy - i nie planowaliśmy puki co, ale mieliśmy notarialnie załatwić że budujemy razem, że żyjemy w konkubinacie. Na Marzec ( umówiona ekipa ) - Zadzwoniłem, odwołałem że niby mróz, że jeszcze będzie zmiana w projekcie, inaczej fundamenty itp, łyknęli bo mają jeszcze pracę w cieple, ona nic nie wie, myśli że na początku Marca idziemy do notariusza....
Czy można kochać, ale nie ufać, czy może ja jej nie kocham już ?
Fakt , po tym jak odeszła była żona straciłem zaufanie do ludzi, nawet do najbliższych.
Teraz jestem w kropce, nie ufam też jej. Ale 4 lata ufałem nad wszystko. Teraz patrząc z perspektywy czasu ona jest całkiem inną osobą niż była. Jest leniwa, po pracy tylko do łóżka i ogląda seriale- na przemian z wiadomościami, już nie robi nic. Ale jeszcze nie tak dawno w domu była jak mrówka - dopuki nie wydałem kupy kasy na załatwianie formalności, materiały...
Czy ja jakiś przewrażliwiony jestem, i nie powinienem tak myśleć? Może przesadzam ? Pytań mam bez liku....
Ale teraz już tak nie cieszę się gdy widzimy się po pracy, nie ma tej iskry, nie ma chęci - z obu stron czuć napiętą strunę.... tylko chwila aż pęknie.
Brakowało mi jej obecności - teraz brakuje mi samotności, brakuje mi spokoju, brakuje mi mojego kanału TV, mojej muzyki, moich przyjaciół których ona nie akceptuje a ja z nimi czuję się jak ryba w wodzie bo są weseli i wyluzowani....
Sam nie wiem, jestem w kropce. Jak ten związak się rozpadnie to już żadnej koiecie nie zaufam.