momolist
04.07.11, 00:32
Jestem 4 lata po rozwodzie, który zresztą przebiegł bardzo "pokojowo". Z byłym mężem staram się utrzymywać poprawne stosunki- mamy córkę i zawsze będziemy jej rodzicami więc czy nam się to podoba czy nie zawsze będziemy w jakimś sensie ze sobą związani. Problem w tym że po tych kilku latach porozwodowej euforii, wolności i myśli, że już nic nie muszę przyszła cholerna samotność. Chciałoby się dzielić z kimś codzienną radość z sukcesów córki, czy też - choć staram się sobie radzić i nieźle mi to wychodzi- jest mi chwilami bardzo ciężko, po prostu samotnie. I brakuje kogoś, kto po prostu powie" nie martw się, wszystko będzie dobrze". Samotność uwiera, ale godzenie się na bylejakość i zgniłe kompromisy już nie dla mnie. Jak sobie radzicie? Nie ukrywam, że szukam wsparcia, bo wpadłam w jakiś niefajny dołek z którego trzeba się szybko wygrzebać.