taliaa
04.09.11, 21:55
Od jakiegoś czasu podczytuję to forum i zastanawiam się nad sensem swojego małżeństwa. Od naszego ślubu minęły trzy lata, mamy małe dziecko. Młodzi stażem, ale nie tak młodzi wiekiem. Zamieszkaliśmy razem dopiero po ślubie i wtedy poznałam męża z innej strony. Problemem jest jego sztywność i skąpstwo. Wczoraj wróciłam do domu z zakupów i po raz kolejny usłyszałam pretensje, że kupiłam dziecku smoczek w markecie zamiast zamówić go taniej na allegro. Oprócz smoczka jeszcze jakieś śliniaczki, rajtuzy i parę skarpetek... Nawet mi tego nie pokazuj - usłyszałam. Tak jest za każdym razem tzn. nie wolno mi spontanicznie kupić owoców po drodze do domu ani czegokolwiek bez porównania cen np. w innych sklepach, w internecie. Pewnego dnia kupiłam dziecku dres na allegro, ale przez roztargnienie nie zaznaczyłam, że chcę dostać jakieś punkty, wtedy odmówił zapłacenia za ten dres. W domu czepia się mnie nieustannie np. o to, że napisałam listę zakupów na czystej kartce, a nie na zadrukowanym paragonie, że wrzuciłam śmieci do złego woreczka, kiedyś że podczas mycia naczyń zmyłam etykiety ze słoiczków, o to że w ciągu dnia myję naczynia, a nie stoją brudne do wieczora (szkoda wody, płynu), o to że dziecko chcę kąpać codziennie. Wszystko to pewnie brzmi dla niektórych śmiesznie, ale ja nie mam już siły. Po prostu wiem, że jestem z człowiekiem, który swoim postępowaniem uprzykrza mi życie. Dom nie jest domem tylko miejscem, gdzie przeżywam ciągły stres - co tym razem jest nie tak. Wciąż się kłócimy. Chciałabym odejść, bo czuję, że on się nie zmieni - w tej chwili w ogóle nie dostrzega, że niszczy nasze życie. Tylko jak to zrobić, gdy mamy małe dziecko, bez którego pewnie żadne z nas nie wyobraża sobie życia...