Dziś mój mąż ma urodziny...nie byłam w stanie się przemóc i powiedzieć mu: wszystkiego dobrego. Jedyne, co mogłam zrobić, to poprosić synka, żeby zrobił tacie laurkę i powiedzieć mężowi: tylko tyle mogę dla ciebie zrobić.
Jeszcze mieszkamy razem, ale mąż odchodzi, bo...nie widzi siebie w tym związku (16 lat). Ja właściwie też siebie nie widzę po tych wszystkich jego niewiernościach i kłamstwach. On bierze całą winę na siebie, bo jak twierdzi - to z nim jest coś nie tak. A ja szukam winy w sobie...na pewno moim błędem było to, że nie umiałam tupnąć nogą, kiedy zaczął swoje pierwsze flirty.
No a tak w ogóle to teraz jest zakochany...
ps. na laurce od synka wszystkie serduszka są niebieskie, a nie jak dotychczas bywało - czerwone. Czy ja się doszukuję jakiś podtekstów?...
Ściskam wszystkich forumowiczów, trzymając się kurczowo Waszego motta: po burzy zawsze wychodzi słońce