Dodaj do ulubionych

cholerny czas....

18.10.11, 20:56
Niby leci tak szybko a wciąż stoi w miejscu, dla mnie stoi w miejscu. Uciekłam od przeszłości, straty, rozczarowania, zawiedzenia, od wszystkiego co było i nie wróci a wciąż na samą myśl o swoim ex ryczę z tęsknoty jak głupia. Ja już tak nie chce!!! Chce żyć normalnie, chcę przestać się zadręczać że to moja wina iż tak wszystko się ułożyło. Jak mam to zrobić jak wciąż kocham??? Jak?????
Obserwuj wątek
    • kobieta306 Re: cholerny czas.... 18.10.11, 21:01
      a ile tego czasu minęło tydzień, rok, dwa???
      • maria220 Re: cholerny czas.... 18.10.11, 21:03
        próbowałaś poznać kogoś?
    • errormix Re: cholerny czas.... 18.10.11, 21:49
      bosmanka110 napisała:

      Twój nick wydał mi się znajomy więc zerknąłem do archiwum. I oto co znalazłem:

      lipiec 2010 - "rozwiedliśmy się, on siedzi na portalu randkowym, a ja go kocham, pomóżcie", grudzień 2010 - "on mnie przestał kochać, ale ja go kocham, pomóżcie"
      grudzień 2010 - "mam przyjaciela w Niemczech, ale nadal kocham ex, pomóżcie"
      luty 2011 - "prowadzimy osobne życie, ale ja go kocham, pomóżcie"
      lipiec 2011 - "wyprowadzam się, ale go kocham, pomóżcie"
      sierpień 2011 - "nadal go kocham, pomóżcie"
      dzisiaj - "wciąż go kocham, pomóżcie"

      Co masz zrobić? Masz się przestać nad sobą rozczulać. To przede wszystkim. Poważne decyzje rodzą poważne konsekwencje. Rozwód był poważną decyzją, ale nie byłaś gotowa na konsekwencje. Co gorsza, wraz z upływem czasu te konsekwencje ewidentnie cię przerastają.

      Ty nie szukasz pomocy. Ty nie jesteś zainteresowana zmianą sytuacji, w jakiej się znalazłaś. Ty nie korzystasz z rad, które tutaj, na forum, dostajesz.

      Ty emanujesz swoim uczuciem. Zwyczajnie żywisz się nią. Samobiczujesz. Oddychasz przeszłością i boisz się zaczerpnąć teraźniejszości, bo wydaje ci się, że się udusisz. Z jednej strony ci z tym źle, ale z drugiej nie możesz bez tego żyć. To ci się podświadomie podoba.

      Znam takie przypadki. To klasyczne przykłady osób, które są uzależnione. Ubezwłasnowolnione. Które każdego ranka budzą się i zaczynają dzień od wspominania, rozpamiętywania, płaczu i wzdychania. Nie tylko nie wyobrażają sobie, że można zacząć dzień inaczej. One tego po prostu nie chcą. Ty też nie chcesz.

      Zwykle staram się tutaj nie udzielać rad wprost, ale tobie dam. Nawet dwie. Pierwsza to taka, byś po prostu znalazła kogoś komu będziesz mogła się wygadać, kogoś kto cię wysłucha nawet jeśli będziesz po raz setny mówiła mu, że ty nadal kochasz exa.

      A druga rada to taka, byś poszła do jakiegoś lekarza, z nim też pogadała i poprosiła o leki antydepresyjne. Wbrew obiegowym opiniom współczesna medycyna czyni cuda, a w twoim przypadku nic tak nie jest potrzebne, jak właśnie cud.

      Trzymaj się i powodzenia
      • argentusa Re: cholerny czas.... 19.10.11, 10:51
        > Ty nie szukasz pomocy. Ty nie jesteś zainteresowana zmianą sytuacji, w jakiej s
        > ię znalazłaś. Ty nie korzystasz z rad, które tutaj, na forum, dostajesz.
        >
        > Ty emanujesz swoim uczuciem. Zwyczajnie żywisz się nią. Samobiczujesz. Oddychas
        > z przeszłością i boisz się zaczerpnąć teraźniejszości, bo wydaje ci się, że się
        > udusisz. Z jednej strony ci z tym źle, ale z drugiej nie możesz bez tego żyć.
        > To ci się podświadomie podoba.

        BINGO smile wg mnie świetna diagnoza. Ja bym powiedziała, że nalezy przepracowac żałobe po związku i zacząć żyć do przodu a nie przesżłością. Umarł. Związek umarł dla Ciebie. Teraz zyjesz bez niego i sama masz kształtować swoje zycie.
        Powodzenia
        Ar.
    • dorata351 Re: cholerny czas.... 19.10.11, 07:53
      ja nie mogę się pozbierać po każdym kontakcie z nim. Kontaktujemy się bardzo rzadko, tylko jak to konieczne, a potem przez kilka dni dochodzę do siebie. Czy kocham, raczej nie, bo jak po tylu złych rzeczach kochać. Ja mam żal, złość za to, że na zawsze pozostanie mi nieufność do drugiego człowieka, bo ufałam i zostałam oszukana przez osobie mi najbliższą. Staram się nie mysleć o tym co było szkoda życia, nie interesuję się jego sprawami, ale cały czas gdzieś jeszcze boli. Nie chcę nikomu źle życzyć, ale w jego przypadku niestety takie życzenia się w mojej głowie pojawiają. Ale podobno czas leczy rany, więc zajmuję się swoim zyciem i już dawno nie płaczę w poduszkę. Myślę, że w Twoim przypadku z miłością to nie ma wiele wspólnego, po prostu zatrzymałas się gdzieś po drodze. Pozdrawiam i zyczę kroku naprzód.
    • ewela1_1 Re: cholerny czas.... 19.10.11, 09:22
      Jesli to trwa rok, dwa, znaczy, że nie odrobiłas lekcji z żałoby i czas na niewiele sie zda, bo będzie tylko przedłużał twe męki. W tym rozumieniu, że nadal go kochasz, bo generalnie czas wpływa na korzysc, ale pod warunkiem, że zamknęliśmy pewien etap w sercu i głowie.

      Leki antydepresyjne i wizyta u lekarza, czy psychologa to dobry pomysł, bo to co opisujesz może nie mieć zbyt wiele wspolnego z miłością, a wlasnie z uzależnieniem, nostalgią za tym co było, tęsknotą nie za miłoscią, a tylko jej wyobrażeniem, która zatrzymała się na wyidealizowanym obrazie męża.

      -------------
      "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
    • wawrzanka Re: cholerny czas.... 19.10.11, 11:48
      bosmanka110 napisała:

      Jak?????

      Zwyczajnie. Podjąć wysiłek. Wyznaczyć sobie cel i dążyć do jego realizacji. Przestawić się na inne tory.

      Teraz Twoim celem jest autodestrukcja: lubisz użalać się nad przeszłością, ale właśnie aplikujemy Ci detox, więc musisz znaleźć sobie innny cel, przykro mi, kochanasmile Nawet jeśli na początku miałabyś powłóczyć nogami, bez Twojego wysiłku nasze rady na niewiele się zdadzą. Gdy jednak podejmiesz ten wysiłek i zobaczysz efekty zaczniesz płynąć zamiast kurczowo trzymać się barierki. I zobaczysz jakie to wspaniałe.

      Wyznacz sobie cel, w którym pomieścisz uczucie do eksa; cel bez uczuć jest pusty, nie będziesz miała siły do jego realizacji. Kochasz psy? Zacznij ratować te ze schroniska. Jest ktoś w Twojej rodzinie, kto potrzebuje pomocy? Wyciągnij rękę. Lubisz dzieci? Podejmij się jakiejś pracy społecznej dla nich. Sama wiesz. Mnie też wydawało się, że tęskniłam za eksem. Dopiero, gdy kopnęłam go w d... dowiedziałam się, że tęskniłam za czymś zupełnie innym. Za takimi chwilami, w których czujesz na pewno, że oddychasz pięknem tego świata nie sama, lecz z kimś. Za chwilami, których zawsze mi brakowało, a których i tak z nim nie miałam.
    • kim-ja-jestem Re: cholerny czas.... 19.10.11, 12:41
      Tabletki pomogą lub nie pomogą, w każdym bądź razie stłumią przyczynę.
      Kopać ex w d..., może i przyjemne, ale tylko chwilowo. Kolejny przykład próby zajęcia się skutkiem a nie przyczyną, podobnie jak znalezienie nowego zajęcia.
      Tu należy dojść do punktu wyjścia, by zrozumieć co się dzieje - jaki jest prawdziwy lęk, który wywołuje takie niekończące się emocje.
      Należy bardziej zająć się tym co się dzieje tak naprawdę wewnątrz. Taki bowiem przykład postępowania (tęsknoty przybierającej różne oblicza) jest typowym szukaniem szczęścia na zewnątrz nas a nie tego, które jest niezmienne i pewne wewnątrz.
      Może czas najwyższy spotkać się z ex i poczuć wtedy co się tak naprawdę do niego czuje, by nie bujać w obłokach swoich ułudnych i wyimaginowanych myśli na jego temat.
      Pytasz się co dalej, jak żyć. A czy życie wokół Ciebie się zatrzymało, czy raczej wciąż podąża swoim krokiem - a tylko Ty wciąż żyjesz przeszłością, która w chwili obecnej nie ma żadnego znaczenia, a wszystko można zacząć od nowa - bo takie jest życie.
      Należałoby raczej zadać sobie pytanie jaki jest prawdziwi sen życia i co sytuacje życiowe (również taka jak rozwód) nas nauczyły?
      • wawrzanka Re: cholerny czas.... 19.10.11, 12:49
        kim-ja-jestem napisał:

        > Kopać ex w d..., może i przyjemne, ale tylko chwilowo.

        > Należałoby raczej zadać sobie pytanie jaki jest prawdziwi sen życia i co sytuac
        > je życiowe (również taka jak rozwód) nas nauczyły?

        O sens życia najlepiej zapytać Monty Pythonasmile A nuż Ci powie, że są nim chwilowe przyjemności?wink
    • zjm1111 Re: cholerny czas.... 20.10.11, 18:45
      a moze Ty go wcale nie kochasz? moze to tylko tęsknota za tym co było albo lęk przed samotnością???
      • bosmanka110 Re: cholerny czas.... 20.10.11, 19:40
        Sama nie wiem czy to miłość czy tęsknota, czy jestem od niego uzależniona czy nie. Wiem jedno układam sobie życie na nowo z nowym facetem, którego niestety nie umie pokochać, i znów jestem nienormalna. Uciekłam i postawiłam na wyrachowanie, czy to dobrze? Sama nie wiem!!! Brak mi mojego byłego ale codziennie staram się z tym walczyć. Czasem jest lepiej czasem gorzej ale nie umie się odciąć od przeszłości i to chyba najbardziej mnie boli!!!!
        • wawrzanka Re: cholerny czas.... 20.10.11, 22:03
          Teraz to mnie zszokowałaś.... jak to układasz sobie życie z facetem, którego nie umiesz pokochać? Czy wiesz, co robisz temu facetowi? A może to jakaś daleko idąca metafora?
        • argentusa Re: cholerny czas.... 21.10.11, 08:18
          ooo a fe, nieładnie. Rzuciałbym w cholerę od ręki (na miejscu faceta).
          A poza tym głupota kosmiczna. Bo się czkawką NA PEWNO odbije i znowu będziesz w tym samym miejscu.
          • bosmanka110 Re: cholerny czas.... 22.10.11, 21:52
            Wiem że to nienormalne iż jestem z facetem którego nie kocham ale on o tym wie. Nigdy go nie okłamywałam co do uczuć do niego. On potrzebuje mnie a ja jego i tak jakoś to leci choć moje serce i tu czuję iż dostanę po łapach zostało przy moim ex. Wierzę głęboko iż kiedyś to serce wróci do mnie i zrobi się w nim miejsce dla kogoś nowego. Nie umie walczyć z uczuciem, choć się staram ale są momenty kiedy totalnie wymiękam i mam ogromnego doła. Sami wiecie że życie bez miłości nie ma sensu!!! Prawda??????????
            • argentusa Re: cholerny czas.... 23.10.11, 07:19
              Matko jedyna, kobieto jakich Ty bajek się naczytałaś? Chciałabym się mylić, ale wyglada mi to na uzależnienie od emocji!
              "jestem z facetem którego nie kocham ale on o tym wie." - i co to zmienia w opinii o Tobie?
              Sami wiecie że życie bez miłoś
              > ci nie ma sensu!!! Prawda??????????
              wybióczo sie zgodze, tylko naprawdę mało jest ludzi, którzy żyją bez miłości w ogóle. Jestem pewna, że nie żyjesz BEZ MIŁOŚCI. (Jeśli kochasz siebie to jest ot juz zycie w miłosci, jeśli kochasz dzieci, bliskich, masz pasję -tak samo).
              Zdaje się Ty chcesz żeby wszystkie twoje problemy rozwiązał ktoś inny niz ty sama. I jego miłość do Ciebie. Bo bez tego życie nie ma sensu.
              Dorośnij, dojrzej bo sama sobie robisz kuku.
              Tekst " iż kiedyś to serce wróci do mnie i ." jest dla mnie pretensjonalny i trąci nastolatką. I założę się o duże pieniądze, że dopóki nie zmienisz pogladów w tej sprawie, nie zbudujesz dobrego normalnego związku, nawet jeśli trafi Ci się książę z bajki (ale to to tylko w bajkach). Coraz bardziej jednak do mnie dociera, ze fajni faceci nie szukają romantycznych nastolatek patrzących nierealnie na życie. Takie to padają ofiarami niedojrzałych chłopców. A potem cierpią jeszcze bardziej.
              Ar.
              • wawrzanka Re: cholerny czas.... 23.10.11, 10:23
                Argentussa, piszesz bardzo rozsądnie, jednak najnowszy post autorki wiele wnosi. Ona przynajmniej nikogo nie okłamuje. Żyje z kimś, kogo nie kocha, bo nie potrafi być sama. To kwestia osobowości, a nie dojrzałości. Tutaj nawet nie muszę dodawać, że "tak mi się wydaje". Znam starych ludzi (wdowców i wdowy), którzy zwyczajnie z samotnością sobie nie radzą. Osoba, którą kochali odeszła na zawsze wraz z ich sercem i nie ma już szansy na to, że to serce do nich wróci. Oczywiście - co silniejsi zapisują się na uniwersytet trzeciego wieku, nawiązują nowe znajomości, włączają się w życie dzieci, realizują swoje pasje. Nie ma co jednak udawać, że to jest szczęście. To jest po prostu życie, ale już nie tak szczęśliwe, jak z miłością tego życia. W przypadku starych ludzi taka samotność nie musi być straszna: długo się na nią przygotowywali, mieli czas, żeby zawczasu pogodzić się z nieuchronnością losu i jakoś ją sobie wytłumaczyć. W dodatku pięknie jest (był taki film dokumentalny), gdy oni cały czas kochają i właściwie prawie nic się nie zmienia poza tym, że zamiast wspólnych spacerów po parku chodzą samotnie na cmentarz. Z tego czerpią siłę, bo ich miłość nie skończyła się wcale, mają wiele wspomnień, a często także wiele do zrobienia w imieniu osoby, która odeszła.

                Tylko, że Bosmanka nie jest stara i lekarstwem dla niej będzie druga miłość. A ta nie przychodzi na zawołanie i nikt nie wie kiedy i dlaczego przychodzi. Osoba oczekująca na miłość tak jak Bosmanka może czekać trochę dłużej. Bo nie ma zbyt wiele do zaoferowania; tylko swoje oczekiwanie i balast do zrzucenia w postaci faceta, któremu trzeba będzie kiedyś powiedzieć: "słuchaj, zakochałam się". Czy ona czeka na tę miłość, żeby zrzuciła razem z nią ten balast? To już jest nadużyciesmile
                • argentusa Re: cholerny czas.... 23.10.11, 12:53
                  > Tylko, że Bosmanka nie jest stara i lekarstwem dla niej będzie druga miłość. A
                  > ta nie przychodzi
                  Wawrzanko, ale Bosmanka nie jest przypadkiem staruszki KOCHAJĄCEJ. Nawet przykładem młodej kobiety KOCHAJĄCEJ. One nie kocha. A w "związku" jest.
                  Jeśli jest tak że Bosmankę ma uleczyć miłość, to obawiam się, że ona nie wyzdrowieje nigdy. Strzeż mnie Panie od ludzi, którzy w miłości szukają lekarstwa. Bo w mojej opinii do przyjęcia miłosci gotowi są wyłącznie Ci, którzy tę miłość mogą dać. A nie jej szukają by wziąć. Tacy, zawsze będą nienasyceni i niespełnieni.
                  Czego jednak Bosmance nie życzę i wierzę, że może zmienić postrzeganie świata z korzyścią dla siebie i swojego przyszłego Ukochanego.
                  Ar.
                  ps. a prpopos miłośći: jak słyszę "jesteśmy połówkami" to widzę jakichś, przepraszam za wyrażenie, półmózgowych.
                  • wawrzanka Re: cholerny czas.... 23.10.11, 18:21
                    argentusa napisała:

                    > Czego jednak Bosmance nie życzę i wierzę, że może zmienić postrzeganie świata z
                    > korzyścią dla siebie i swojego przyszłego Ukochanego.
                    > Ar.
                    > ps. a prpopos miłośći: jak słyszę "jesteśmy połówkami" to widzę jakichś, przepr
                    > aszam za wyrażenie, półmózgowych.

                    No to weźmy symbol jin i jangsmile "Jesteśmy połówkami" brzmi idiotycznie. Nie wiem, czy Bosmanka potrafi zmienić postrzeganie świata, ani też czy miłość ją uzdrowi. Może tak być, a może nie. Fakt jest taki, że ciągle szuka jakiegoś wsparcia i źle się czuje w układzie, którego nie potrafi zmienić. Nie jest na tyle podła, żeby oszukiwać, albo korzystać z kasy bogatego gościa zdradzając go na boku, takich przypadków jest niemało. Powinnaś Bosmanko chyba iść na jakąś terapię... bo to za długo trwa.
                    • bosmanka110 Re: cholerny czas.... 23.10.11, 20:27
                      Wiecie ci czytam te wasze wypowiedzi i zastanawiam się co tak naprawdę w was siedzi?? Zazdrość, złość, brak zrozumienia czy fakt iż żyję w związku który nie koniecznie daje mi ulotną miłość ale szczęście z uśmiechu każdego dnia i bezpieczeństwa że jutro nie zostanę porzucona bo ktoś po 13 latach małżeństwa się odkochał. W moim obecnym związku jest wszystko oprócz miłości z mojej strony. Ja jestem kochana i czuję to codziennie. Czy to jest złe? Nie mnie to oceniać ale jedynie facetowi z którym żyje na co dzień. Jeśli chodzi o tęsknotę za swoim ex nie umie zmienić tego choć bardzo ciężko nad tym pracuje. Był przy mnie tyle lat że może jestem od niego uzależniona, ale czy przez to jestem złą osobą że jestem z kimś innym i go nie kocham?? Jeśli tak to na stos ze mną i niech mnie spalą za to że walczę ze swoimi słabościami

                      • satoja Re: cholerny czas.... 23.10.11, 20:46
                        Tiiiaaa... na pewno wszyscy ci zazdroszczą chorych emocjonalnych układów , obecnego związku z wyrachowania i głośnego chlipania po kątach za jakimś exem . tongue_out
                        Idzź kobieto do psychologa nie męcz ludzi na forach , siebie i swojego obecnego "opiekuna" którego zapewniasz że go nie kochasz (masochista jakiś czy coś z nim nie tak że nie stać go na zdrowy związek tylko chce być z osobą która mu mówi "nie kocham cię") ,
                        jak ci tak świetnie to o co ci chodzi?
                      • wawrzanka Re: cholerny czas.... 23.10.11, 21:25
                        bosmanka110 napisała:

                        > Wiecie ci czytam te wasze wypowiedzi i zastanawiam się co tak naprawdę w was si
                        > edzi??

                        No to już jest przesada! Próbujemy Ci pomóc, a Ty się zastanawiasz co tak naprawdę w nas siedzi. A może byś tak zastanowiła się, co siedzi w Tobie? To nie o "nas" wątek miał być, tylko o Twojej tęsknocie za eksem. Powodzenia "czarownico" - szkoda stosu dla Ciebie.
                        • satoja Re: cholerny czas.... 23.10.11, 21:29
                          no nie bądź bezczelna. autorce się należy współczucie, zrozumienie, głaskanie po główce, i same pochwały. nie wiesz o tym?! nie wolno jaśniepańci skrytykować, a jak ktoś śmie to zrobić to znaczy, że ten ktoś jest wredny jej obecnego chłopa zazdrości!
                          • bosmanka110 Re: cholerny czas.... 24.10.11, 19:22
                            To nie tak!!! Wiem sama dokładnie że mam niezdrowo pod sufitem, że jestem z facetem którego nie kocham a chlipe po kątach za swoim ex. Sama też siebie nie rozumie i dlatego tu jestem, piszę do Was abyście mogli mi pomóc zrozumieć dlaczego tak właśnie jest tzn. dlaczego nie umie sobie poradzić z tym iż mój ex mnie już nie kocha, że musieliśmy się rozwieść i to dlaczego znajduję się obecnie w takim związku. Co do psychologa to na razie odpada ale biorę leki, które powinny pomagać. Kiedyś pomagały!!! Chce wiedzieć czy ta moja tęsknota za ex to choroba czy może coś czego nawet nie umie nazwać bo strasznie się męczę zadręczając się poprzez wspomnienia tego czego już nie ma. Jestem chora ale jak mam się wyleczyć, wie ktoś? Będę wdzięczna za wszystkie rady, nawet te najbardziej brutalne bo nie wyrabiam już!!!!
                            • errormix Re: cholerny czas.... 24.10.11, 21:48
                              Ale tutaj nikt nie jest w stanie ci pomóc.

                              Spójrz, dobre rady jadą do ciebie od wielu miesięcy jak transport podpasek do sklepu. Ty musisz tylko do niego wejść, wybrać takie, które ci pasują i wsadzić sobie w majtki.

                              Nie oczekuj od nas, że my ci będziemy w tych majtkach grzebać. My tylko tutaj ci doradzamy - na zasadzie: na pierwsze dni okresu podpaski bardziej chłonne, na kolejne już mniej. Prawdę mówiąc, ty nawet tych podpasek nie musisz wybierać, tylko wziąć np. tampon, ale koniec końców chodzi o to, żebyś poczuła się bardziej komfortowo.

                              Na pocieszenie dodam tylko, że jakiekolwiek podpaski czy tampony wybierzesz, to okres i tak minie. To tylko kwestia czasu. Nawet mnie, facetowi wydawało się, że wykrwawię się na śmierć, a jednak przeżyłem.

                              Tyle tylko, że u mnie to chyba hemoroidy były.

                              P.S. Przepraszam za drastyczne porównanie, ale - po pierwsze - chciałaś żebyśmy tobą "wstrząsnęli", a po drugie - nic tak do kobiety nie przemawia jak coś z czym sama musiała się dotychczas zmagać i jakoś jej się udawało.
                              • argentusa Re: cholerny czas.... 25.10.11, 09:19
                                O kurczę ale mi się podoba to, co piszesz. Bardzo zgrabna analogia wink
                                Ale do fanclubu jeszcze się nie zapisuję.
                                Ar.
                                • errormix Re: cholerny czas.... 25.10.11, 10:44
                                  Bo rozwód jest jak okres. Trzeba tylko w odpowiednią liczbę podpasek się zabezpieczyć.
                      • argentusa Re: cholerny czas.... 25.10.11, 09:23
                        "szczęście z uśmiechu każdego dnia i bezpieczeństwa że jutro nie zostanę porzucona bo ktoś po 13 latach małżeństwa się odkochał"
                        może też byc tak: po 16 miesiącach on się zakocha w kims, kto zakocha się w nim...

                        i ze złudnego poczucia bezpieczeństwa nici.
                        Wygląda na to, że kopię leżącego. To nie tak. spokoju ducha i poczucia bezpieczeństwa trzeba poszukac w SOBIE. Jak już będziesz kompletna, to nowy zwiazek da Ci szczęście a nie będzie "deską ratunkową", która moze wszak spróchniec.
                        zyczę powodzenia w odnajdywaniu swojej siły.
                        Ar.
    • maria220 Re: cholerny czas.... 24.10.11, 19:57
      nie wiem bosmanka czy to cie pocieszy ale może po prostu postaraj się wytłumaczyć sobie odejście męża jako lekcję dla siebie samej... ja tak to odbieram w związku ze mną, ja też byłam zakochana nasz związek trwał od zawsze bo byliśmy razem 10 lat...pierwszy poważny chłopak pierwszy seks narodziny syna wspólne mieszkanie zabawy z synem wyjazdy marzenia pasje... też zostałam poważnie skrzywdzona w związku z jego odejściem, mimo że w momencie gdy odchodzil nie czułam już miłości a przyzwyczajenie, był jednak ze mną od zawsze kiedy pamiętam...wszystko co przeżyłam to była część jego...nie załamałam się jednak bo zrozumiałam, że dopiero w momencie kiedy odszedł ja zaczęłam wierzyć w siebie, w swoją wartość, wreszcie poczułam w sobie siłę, że muszę teraz poradzić sobie sama ze wszystkim...uwierzyłam w to, że zasługuje na szczęście, zasługuje na to żeby ktoś mnie kochał liczył się ze mną a nie po prostu tolerował...wierzę bosmanka, że to nie koniec mojego życia a kolejny etap, który pomoże mi bardziej poznać siebie, swoją wartość, możliwości, które we mnie drzemią a o których do tej pory nie miałam pojecia...spróbuj spojrzeć na ten rozwód z innej strony...postaraj się odnaleźć w nim coś pozytywnego i skupiaj się na tym, ehhh przepraszam że taki długi post ale mi też chyba było to potrzebne...
      • bosmanka110 Re: cholerny czas.... 25.10.11, 19:45
        No i się poryczałam czytając wasze cenne rady i uznając iż jestem na tyle beznadziejnym przypadkiem iż nawet nie wiem jak mam się zabrać za własne życie. Jestem stara i głupia i choć każdego dnia próbuję nie myśleć za dużo o przeszłości idzie mi to opornie. Może faktycznie to że podobne jak u marii220 mój ex był ze mną od zawsze tak trudno mi żyć bez niego. Gdy w drodze do pracy robię sobie rachunek z poprzedniego dnia proszę Boga bo jestem osobą wierzącą aby odpędził ode mnie codzienne myśli o moim ex bo są one dla mnie torturą. Może jednak dzięki tym torturą stanę się silniejsza? Długa droga przed mną!!!!!!!!!!
        • jagienka_2 Re: cholerny czas.... 26.10.11, 12:29
          Wydaje mi się, że wchodzenie w nowy związek, gdy się jeszcze nie uporałaś ze starym, to nie najlepszy pomysł. Nie ma czasu na odbycie żałoby, rozebranie na czynniki pierwsze tego, co było, na szukanie siły w sobie i radości z tego, że ją odnalazłaś. Mnie to zajęło dwa lata, ale to indywidualna sprawa. Nie przejmuję się ponagleniami w stylu "lata lecą kobieto", "to niemożliwe, żebyś była tak długo sama". Możliwe. Gdyby nie ten czas, nadal nie wiedziałabym, kim jestem i czego chcę.
          • rozpieprzonypolatach Re: cholerny czas.... 27.10.11, 21:52
            witaj,

            po pierwsze dzień dobry smile ja mam już też rozwód za sobą i to ja zostałem kopnięty w d... sad
            obiecałem sobie , że jak sie wygrzebie z beznadzieji(trwałą pół roku) to na pewno coś napiszę do ludzi którzy cierpią sad doskonale cie rozumiem, oto moje rady - czesc juz znasz i sa banalne ale działają
            1. sport, dużooooo, tak ze padasz na ryj, ja dużo biegałem, chodziłem, robiłem pompki, tobie proponuję bieganie i moze jakiś fitnes czy co tam dziewczyny lubiąsmile
            2. praca, wiem ze ciezko sie odnalezc w robocie, ja zajałem sie rozwojem firmy i juz są efekty, jutro realizuje pierwsze zlecenie, trzymajcie kciuki
            3. pasja, ja ją chyba odnalazłem, choć jest zupełnie z innej beczki...nie sadzilem że takie cos może mnie zakręcić - na poczatku chodziłem na spotkania i po prostu tyrałem tam fizycznie jako koleś od przynies zanies pozamiataj, teraz już inny etap smile
            4. przepracowanie emocji i wyciągniecie wnisków - mam juz chyba czysty łeb, wiem gdzie ja dalem ciała i choc to nie tłumaczy mojej ex - rozwalila malzenstwo z dzieckiem...bo się zakochała smile po kilku miesiącachsmile - cóż bywa i jużsmile już nie zadaje sobie pytania jak mogla mi to zrobić??? skoro nie kocha takiego fajnego gościa(choć z wadami) to jej strata i jużsmile
            5. nieszukanie sobie na sile innej laski - byłem z jedną przez miesiąc i jak się rozebrała to powiedziałem że chce mi się spać sad, nie chciałem nikogo ranić po prostu, teraz też nie szukam i jakoś same mnie znajdują smile - choć trzymam się na dystans - nie wiem jak długo jeszcze, choć do konca nigdy juz chyba nikomu oprocz rodziny na 100 % nie zaufam
            6. czas leczy rany, u mnie okres rekonwalescencji smile trwał 6 mieiscy, a przez pierwsze wyłem, motałem się, ćwiczyłem i żałowałem...teraz już wiem że nie było czego, na szczescie w ostatnim momencie odszedłem z honorem...prawie smile, ale mam poczucie że zrobilem wszystko zeby zawaczyc o rodzine i mam czyste sumienie, choć wiem też że wina rozpadu leży po mojej stronie
            7. rodzina - moja mama ukochana smile i tyle
            8. znajomi - wiedzieli co jest grane i moglem sobie przy nich pokur...na ex, teraz już tego nie robię, życzę jej szczescia...no dobra przesadzam smile ale nie życze już jej żle smile
            9.własna godność - zachowaj ją - nie pisz, nie kontaktuj sie, nie myśl(to jest najtrudniejsze sad, nie obwiniaj się - czy na prawde chcesz osobe ktora cie nie kocha????
            10. będzie dobrze - uwierz że bedzie dobrze !!!

            to tyle, życzę wszystkim jak najszybszego poskładania się do kupy smile!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka