Dodaj do ulubionych

Wyprowadzam sie od meza

30.10.11, 13:30
Mam 35 lat, dwojke malych dzieci i dwa miesiace temu podjelam decyzje o rozstaniu z mezem. Powod: brak pozycia seksualnego, problemy wlasciwie juz od poczatku. Pobralismy sie mimo tego, wierzac naiwnie, ze milosc, ktora nas zreszta do dzisiaj jakos laczy, jest w stanie rozwiazac kazdy problem. Nie umialam z wlasnym mezem pojsc do lozka, a on z milosci do mnie dzielnie i cierpliwie to znosil. Walczylam 10 lat, podejmowalam rozne terapie w przekonaniu, ze cos jest ze mna nie tak. Ucieklam w macierzynstwo majac nadzieje, ze przy dzieciach nie bede tesknic za namietnoscia. Kiedy sie rok temu zakochalam we wlasnym szefie, zorganizowalam sobie druga ciaze z mezem, zeby uniemozliwic sobie jakiekolwiek pole manewru. Nie pomoglo. Wdalam sie w romans, zerwalismy po dwoch miesiacach, bo podwojne zycie bylo nie do zniesienia, a rozwod niewyobrazalny. Pol roku probowalam o nim zapomniec, w koncu po porodzie podjelam decyzje o odejsciu od meza. Wlasnie teraz sie wyprowadzam i probuje ogarnac wlasne emocje: wiedzialam, ze bedzie trudno, bo poza seksem wszystko inne w naszym malzenstwie funkcjonowalo i swojemu mezowi nie mam nic do zarzucenia. Mam poczucie kleski i zniszczenia, ktore sieje wokol. Wyprowadzam sie z mieszkania, ktore sama znalazlam i urzadzilam, trace poczucie bezpieczenstwa i grunt pod nogami, ktory budowalismy wspolnie przez 10 lat. W glebi ducha wydaje mi sie, ze jest to sluszna decyzja, ale cholernie mi trudno z tym wszystkim. Czy ktos z Was przeszedl przez cos podobnego? Czy to normalne, ze tak to bardzo boli, nawet, jesli to ja odchodze?
Obserwuj wątek
    • kalpa Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 13:37
      Na pewno jest ci trudno... a co do decyzji... u nas też był ten problem, tylko odwrotnie i też mimo wszelkich prób ... nie udało mi sie uszczęśliwić męża. Inna pani to się udalo - czasem sex ... po prostu dzieli zamiast łaczyć... smutne to, ale tak jest sad
      trzymaj sie
      • errormix Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 14:04
        Czytając takie posty jak ten autorki, coraz poważniej zastanawiam się nad pożegnaniem się z wami na tym forum. To już chyba nie moje pokolenie. Nie mój sposób myślenia.

        A co do odpowiedzi kalpy, to ma pytanie: "> Na pewno jest ci trudno... a co do decyzji... u nas też był ten problem, tylko odwrotnie i też mimo wszelkich prób ... nie udało mi sie uszczęśliwić męża."

        Ty też chciałaś uszczęśliwić męża zdradzając go, a później robiąc sobie z nim dziecko, by odciąć sobie drogę ucieczki w rozwód?
        • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 17:13
          nie odchodz, wlasnie potepilam autorkesmile
          i chyba zmienie zdanie na twoj temat.

          errormix napisał:

          > Czytając takie posty jak ten autorki, coraz poważniej zastanawiam się nad pożeg
          > naniem się z wami na tym forum. To już chyba nie moje pokolenie. Nie mój sposób
          > myślenia.
          >
          > A co do odpowiedzi kalpy, to ma pytanie: "> Na pewno jest ci trudno... a co
          > do decyzji... u nas też był ten problem, tylko odwrotnie i też mimo wszelkich
          > prób ... nie udało mi sie uszczęśliwić męża."
          >
          > Ty też chciałaś uszczęśliwić męża zdradzając go, a później robiąc sobie z nim d
          > ziecko, by odciąć sobie drogę ucieczki w rozwód?
          >
    • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 13:57
      Trzymaj się?

      Chyba raczej niech mąż się trzyma i dzieci powołane na świat, bo ich mama potrzebowała się czymś zająć.
    • ewela1_1 Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 14:13

      Hmm, piszesz, że łączy was do dziś miłość z mężem, mimo to nie mogłaś się przełamać pójść z nim do łózka?. A co z Toba było nie tak?, skoro nawet terapia nie pomogła.

      Ale jednak z szefem mogłaś?

      Nie ogarniam.
      -------------
      "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
    • ronald.tusk A ja wrzucę tu jeden z moich ulubionych cytatów... 30.10.11, 14:45
      "Facet odchodząc od żony rozbija rodzinę, kobieta odchodząc od męża kończy związek bez perspektyw."
      • mola1971 Re: A ja wrzucę tu jeden z moich ulubionych cytat 30.10.11, 18:00
        ronald.tusk napisał:
        > "Facet odchodząc od żony rozbija rodzinę, kobieta odchodząc od męża kończy zwią
        > zek bez perspektyw."

        Eee, to jest tylko wycinek równouprawnienia w rozumieniu kobiet tongue_out smile
      • ajatrzy Re: A ja wrzucę tu jeden z moich ulubionych cytat 30.10.11, 18:42
        Bywa i tak, ale przyznaj, ze to wyświechtany stereotyp. KAŻDY przypadek jest inny.
        PS.Stać Cię na więcejsmile
    • tesknotazabija Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 15:22
      Na wszystko co teraz masz i w jakiej sytuacji się znalazłaś zapracowałaś sobie sama. To co w tym wszystko boli najbardziej, to nie Ty sama (przynajmniej dla mnie-świadomie podejmowałaś wszystkie decyzje), ale przede wszystkim dzieci, które skrzywdziłaś ogromnie. Nie mniej skrzywdziłaś męża, jak również samą siebie.
      Masz 35 lat, a mnie brakuje tu gdzieś dojrzałości życiowej. Decydować się na drugie dziecko, by jak napisałaś uniemożliwić sobie jakiekolwiek pole manewru. Jak to brzmi? Słyszysz co Ty mówisz dziewczyno?
      Nie jest mi Ciebie żal. Współczuję tylko mężowi, bo podnieść się po takim czymś jemu na pewno nie będzie łatwo.

      • riki_i Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 15:55
        Ja nie rozumiem, jak można brać ślub z kimś, kto jest dla nas odpychający/obojętny seksualnie. Jeszcze bardziej nie rozumiem, jak można z kimś takim robić sobie dziecko.

        Natomiast robienie kolejnego dziecka w sytuacji gdy wiadomo, że ze związkiem jest mogiła, to akurat niestety bardzo popularna metoda polskiego masochizmu. Też nie rozumiem, ale przynajmniej wiem o co chodzi, bo obserwowałem wielokrotnie wśród znajomych.
        • kalpa do Errora 30.10.11, 16:18
          Error, ja wyszłam za mąż z miłości, tylko wtedy nie wiedzieliśmy oboje- bardzo, bardzo młodzi, że satysfakcji w sexie nie zastąpi nic innego. Byliśmy zafascynowani filozofiami wschodu, sztuką samodoskonalenia i sex był daleko, daleko na innym planie. Dziś wiem, że do wspólnego życia trzeba się zgrać na wielu poziomach. A ... i pewnych rzeczy zmienic sie nie da. Przynajmniej ja nie umiałam fizjologii zmienić- nie pomogła terapia, sport, praca- pojawiła się inna kobieta, która dala mu to, czego ja nie miałam/nie umiałam itp. Czy stało sie dobrze, czy nie- nie wiem. W trójkącie życ nie chciałam, to nie miało dla mnie sensu, za bardzo mnie bolała moja własna porażka. Nie oceniam tego już i nie roztrząsam- płace cenę za to, że kiedyś wyszłam za mąż z miłości a nie z dopasowania w sferze sexu...
          a czy autorka robi dobrze czy źle... nie wiem też. Tkwić w związku na siłę... by dzieci miały rodzinę, płakać nocami, tęsknić za innym- przeżyłam to jako kobieta, której mąż stał przy oknie patrząc jak jego miłość idzie ulicą i płakał z rozpaczy, że przegrał szanse na szczęście. Nie wiesz error jak to boli - dlatego jak słyszę, ze ktos sie z kims męczy, to naprawdę nie mam pojęcia co powiedzieć poza... trzymaj się. Bo co innego możesz powiedzieć? Pouczać? moralizować? Po co? Tkwic na siłę? Nie sadzę, żeby jej mąż był szczęśliwy wiedząc, ze jej źle...
          to sa cholernie trudne sprawy... ale "samodzielność" tez nie jest łatwa, dlatego drugi raz nie wiem czy miałabym odwagę zacząć ją po raz drugi...
          mimo wszystko pozdrawiam autrokę watku, życzę jej poukładania swoich spraw jak najkorzystniej dla wszystkich...
          • errormix Re: do Errora 30.10.11, 16:41
            Ja to doskonale rozumiem. Ale zawsze wychodziłem z założenia, że seks jest tylko dopełnieniem miłości. A tam, gdzie jest miłość, mimo że nie ma seksu, nie powinno być zdrady czy robienia sobie dzieci tylko dlatego, że jedna strona boi się rozwodu, a druga ma zbyt szybki wytrysk, albo nie takie potrzeby jak trzeba.

            I wcale nie jest tak, że się mądrzę, że jestem fizyk-teoretyk. Ja to też znam z autopsji. Ze swojego małżeństwa.

            Ale nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, by z tego powodu rozstawać się, kłócić, albo myśleć o rozwodzie. Bo intymne problemy, jakie spotykały mnie w małżeństwie były dla mnie wyzwaniem, a nie powodem do tego, by się z niego ewakuować. Bo prawdziwa miłość jest nie wtedy, gdy - jak to ostatnio powiedział jakiś szajbus z czerwonymi włosami - "seks jest dwa razy dziennie i jeszcze raz rączką", tylko wtedy, gdy zrozumiemy, że miłość, to nie film, gdzie kochankowie obowiązkowo i w tej samej chwili dochodzą do szczytu rozkoszy.

            A może to jest po prostu tak, że wiele osób traktuje seks i potrzeby z nim związane jako tabu. Woli zbyć milczeniem, albo półsłówkami pytania drugiej strony. Autorka napisała wyraźnie, "mąż znosił to dzielnie w imię miłości". Bo ten facet ją po prostu kochał!

            A ona poszła do łóżka z innym.
      • knokkelmann1 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 17:54
        autorka nikogo nie skrzywdzila. jej post jej bardzo rzeczowy, smutny i logiczny. nie jest falszywa, jest szczera do bolu. bardzo rzadka rzecz w dzisiejszych czasach. po prostu kolejna z niespodzianek jakie niesie ze soba zycie. nikt tu nie zawinil i nikt nie poniosl kary. tak juz sie zdarza i tyle. o jakiej dojarzalosci ty mowisz? o umiejetnosci klamania w zywe oczy? o oszukiwaniu samej siebie? pozdrawiam autorke postu. trzymaj sie
        • tesknotazabija Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 18:40
          O normalnej dojrzałości życiowej, dziwię się, że muszę to tłumaczyć. Autorka ma lat 35, nie jest już gówniarą i będąc już dojrzałą kobietą decyduje się na drugie dziecko, aby uniemożliwić sobie pole manewru. Dla jednego może to i heroiczne zachowanie, dla mnie niedojrzałe.
          Ja w przeciwieństwie do Ciebie, widzę tu krzywdę wszystkich stron - przede wszystkim dzieci, mąż i w sumie autorka wątku również.
          Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie uderza w tym wszystkim - romans z szefem. Dla mnie brak jakichkolwiek zasad.

          Pierwszy raz chyba zgodzę się z panami wypowiadającymi się na tym forum, że wyjątkowo delikatnie panie podchodzą do sytuacji kiedy to kobieta zdradziła męża itd ( i nie mam tu na myśli wyzywania kogokolwiek od suk, bo jestem daleka od takiego zachowania). Gdyby ten sam wątek założył facet, wypowiedzi i reakcja pań byłaby zupełnie inna.


      • a_dynka Re: Wyprowadzam sie od meza 16.04.14, 19:34
        staram się ciebie zrozumieć, ale w takiej sytuacji trzeba było iść na zakupy po nowe buty a nie organizować dziecko ! Myślałaś ze dasz radę pociągnąć tą niemoc do końca życia? to się nie uda
    • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 16:26
      Ja w pierwszym momencie pomyślałam, że ten post to jakaś prowokacja.
      I być może tak jest.

      To, co opisuje autorka trąci po prostu zaburzeniami osobowości - nastawnienie na eksploatację innych ludzi (w tym dzieci), związki oparte o wykorzystywanie partnerów do zaspokajania własnych potrzeb, kompletny brak empatii, realizacja własnych celów za wszelką cenę i bez pomyślunku jakie spustoszenie poczyni to w życiu rodziny i innych ludzi.
    • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 17:11
      szkoda,ze jednak istnieja takie kobiety,jak ty. mezczyzni kolokwialnie mowia na takie "suki",ale mnie to okreslenie pasuje jedynie w okresleniu plci psa. przez gardlo nie przejdzie mi wiec nazwanie ciebie takim epitetem.
      szkoda goscia. moglby miec inna , fajna kobiete,np.taka jak ja, uczciwa, lojalna i umiejaca znalezc szczescie w prozie zycia. ale juz ktos madrzejszy napisal ksiazke pt."dlaczego mezczyzni kochaja zolzy",wiec ja moge sie podpisac jedynie pod jej trescia.
      ps. jak zwykle -szkoda dzieci.
      • errormix Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 17:16
        Chyba zaczynam cię lubić. Ale nie trolluj więcej smile
        • kalpa Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 17:47
          Nie wiem czy takie osądzanie ma sens. Autorka nie pisze szczęśliwa, ze znalazła innego. Pisze, bo jej bardzo, bardzo źle. To nie sa łatwe sprawy i napisanie, że szkoda męża, bo mógł miec inną lepsza żone jest... moim zdaniem... nie na miejscu. Z tego co pisze autorka przeszła bardzo długą droge, zeby zmienić wiele, poprawic . Ja też wiele zrobiłam, żeby nam bylo dobrze - nie udało sie... jej tez sie nie udalo... szkoda, po prostu szkoda, ze nie wyszlo. I bez wzgledu po której stoi sie stronie... zawsze boli... mój exmąż też cierpiał, ze mnie zostawia z dziecmi.. i to był autentyczny smutek, żal... nie umial inaczej, ja też nie umialam... szkoda, że nie wyszlo... i tyle.
          • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 21:26
            Kalpa przeczytałam Twój wpis i naprawdę Ci współczuję.
            Ale nie nazwałabym "poprawianiem związku" tego co robi autorka wątku.
            Nie widzę nic pozytywnego w zdradzaniu partnera, w powoływaniu na świat dzieci tylko z tego powodu żeby sobie samemu czymś wypełnić życie.
            Drugi człowiek to nie przedmiot, czy narzędzie, którego sobie można poużywać w celach poprawienia komfortu własnego życia.
            Jedno dziecko miało wypełnić pustkę, drugie dziecko cudownie uzdrowić małżeństwo - i co?
            I nie przydały się.
            Szkoda, że nie można ich odesłać z powrotem.

            Naprawdę uważasz, że dla ratowania małżeństwa "wszystkie chwyty dozwolone"?
            • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 22:06

              Sytuacja Autorki wątku jest nie do pozazdroszczenia.
              Kiedy po raz pierwszy czytałam post Violi pomyślałam, że jedyne rozwiązanie to terapia - ale przeczytałam jeszcze raz i pisze, że próbowała, i to nie raz. I nie pomogło.

              Cóż, wydaje się że mnóstwo kobiet zachodzi w ciąże, żeby "złapać" męża - albo ratować małżeństwo.
              Sama znam wiele takich przypadków.
              Nie pochwalam, ale też nie widze powodu do aż takiego gniewu. I zauważ: Viola zdecydowała się na drugie dziecko nie zeby męza przywiązać do siebie (co jest własnie całkiem częste), ale by przywiązać siebie do męża. Ja w tym widzę jakiś heroizm - obłędny, niedorzeczny, ale heroizm.
              Nie rozumiem Violi, właściwie żadnego z jej kolejnych wyborów, poza tym ostatnim - ma rację, że odchodzi, osobno mogą (choć nie muszą) być szcześliwsi - i ona, i mąż. I jeśli mąż jest przyzwoitym człowiekiem, całkiem możliwe, że uda im się zadbać wspólnie o dzieci.
              Tu na forum obrzucono ją wyzwiskami - czy dlatego, że zrezygnowała z romansu i urodziła dziecko, żeby ratować małżeństwo, w którym nie była szczęśliwa?
              • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 22:13
                Nie Nanga - odwrotnie.
                Nawiązała romas i poczęła dziecko żeby "ratować" małżeństwo.
                I nie heroizm tylko egoizm.
                • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 22:15
                  Ale co "odwrotnie"? Poczęła dziecko, żeby sie przywiązać do rodziny.
                  • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 22:22
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Ale co "odwrotnie"? Poczęła dziecko, żeby sie przywiązać do rodziny.

                    Robimy dzieci tylko po to żeby się nam do czegoś przydały?
                    Nie widzisz jakiegoś głębszego sensu w powoływaniu na świat dzieci?
                    • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 22:45
                      Oczywiście że widzę. Oczywiście że nie podoba mi sie zachodzenie w ciążę dla celu innego niż po prostu urodzenie dziecka. Ale to praktyka nagminna i nigdy jeszcze nie słyszałam, żeby uprawiające ją kobiety były obrzucane obelgami.
                      • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 22:59
                        Nie widzę w wątku obelg.
                        Jest za to dużo krytyki.
                        I dobrze.
                        "praktyka nagminna" nie oznacza jeszcze, że to dobra praktyka.
                        • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 23:29
                          Może czytaj uważniej?
                          Nie napisałam nigdzie, ze to dobra praktyka. Na odwrót.
                          NAzywanie kogos "suką" czy pisanie, że "myśli dupą", nie jest obelgą? To co nią jest?
                          • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 01:06
                            Pendzacy_królik napisała w jaki sposób mężczyźni określają kobiety postępujące tak jak autorka wątku. Dosadnie.
                            Ale dla estetyki możemy poprzestać na nazwaniu tego skrajnym wyrachowaniem.
                            • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:36
                              dokladnie tak. ale czytanie ze zrozumieniem nie jest najsilniejsza strona forumowiczow. sama nieraz cos opatrznie zrozumiem. autorka widocznie gryzie sumienie,jesli postanowila sie ujawnic ze swoim problemem.czyli, nie jest do konca fair wobec meza. i ona to dobrze wie, tylko szuka sprzymierzencow.na szczescie niewielu ich tu znalazla.

                              wendd napisała:

                              > Pendzacy_królik napisała w jaki sposób mężczyźni określają kobiety postępujące
                              > tak jak autorka wątku. Dosadnie.
                              > Ale dla estetyki możemy poprzestać na nazwaniu tego skrajnym wyrachowaniem.
                          • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:39
                            nanga,jestes wyjatkowo wkurw.......ca. przeczytaj sobie jeszcze raz moj post. napisalam tam WYRAZNIE,ze przez gardlo nie przejdzie mi slowo suka w stosunku do autorki watku. wiec kobieto nie prowokuj mnie znowu.

                            nangaparbat3 napisała:

                            > Może czytaj uważniej?
                            > Nie napisałam nigdzie, ze to dobra praktyka. Na odwrót.
                            > NAzywanie kogos "suką" czy pisanie, że "myśli dupą", nie jest obelgą? To co nią
                            > jest?
                            • altz Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:51
                              pendzacy_krolik napisała:

                              > nanga,jestes wyjatkowo wkurw.......ca. przeczytaj sobie jeszcze raz moj post. n
                              > apisalam tam WYRAZNIE,ze przez gardlo nie przejdzie mi slowo ...
                              Słowo padło, zupełnie niepotrzebnie i w odpowiednim kontekście, więc się nie oburzaj.
                              Jak ktoś nie chce czegoś napisać, to tego nie pisze, nie sugeruje, nie inspiruje się czymś i tyle, warto zamknąć temat i nie brnąć dalej. I niech tak będzie.
                              • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:54
                                co padlo? suka? suka to pies. nic nie mam do psow.ale zimna suka, to juz faktycznie obelga.
                                i pozwol,ze bede sama rozwiazywala moje spory.
                                altz napisał:

                                > pendzacy_krolik napisała:
                                >
                                > > nanga,jestes wyjatkowo wkurw.......ca. przeczytaj sobie jeszcze raz moj p
                                > ost. n
                                > > apisalam tam WYRAZNIE,ze przez gardlo nie przejdzie mi slowo ...
                                > Słowo padło, zupełnie niepotrzebnie i w odpowiednim kontekście, więc się nie ob
                                > urzaj.
                                > Jak ktoś nie chce czegoś napisać, to tego nie pisze, nie sugeruje, nie inspiruj
                                > e się czymś i tyle, warto zamknąć temat i nie brnąć dalej. I niech tak będzie.
                                • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:03
                                  > i pozwol,ze bede sama rozwiazywala moje spory.

                                  Altz wypowiedział się w moim, nie w twoim, imieniu, i jestem mu za to bardzo wdzięczna.
                              • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:01
                                Dzięki, Altz smile
                            • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:00
                              Cóz, mamy o sobie podobne zdanie.
                      • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:33
                        bo niewiele kobiet sie w realu przyzna do tego procederu.dla mnie to obrzydliwe.
                        nangaparbat3 napisała:

                        > Oczywiście że widzę. Oczywiście że nie podoba mi sie zachodzenie w ciążę dla ce
                        > lu innego niż po prostu urodzenie dziecka. Ale to praktyka nagminna i nigdy jes
                        > zcze nie słyszałam, żeby uprawiające ją kobiety były obrzucane obelgami.
        • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 17:12
          a jak wyglada trollowanie? bo czytalam o tym,ale nie wiem, na czym polega?

          errormix napisał:

          > Chyba zaczynam cię lubić. Ale nie trolluj więcej smile
          >
      • mayenna Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:52
        Królik, czytałaś tę książkę?

        Nie pochwalam zdrady. Nazywanie innej osoby suką i podkreślanie tym swojej cnoty, podoba mi się jeszcze mniej.Szkoda, ze moderacja zostawiła ten post.
        • zabelina Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 22:32
          mayenna napisała:

          > Królik, czytałaś tę książkę?
          >
          > Nie pochwalam zdrady. Nazywanie innej osoby suką i podkreślanie tym swojej cnot
          > y, podoba mi się jeszcze mniej.Szkoda, ze moderacja zostawiła ten post.

          Moderacji, ten post się podobał...
    • triss_merigold6 Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 18:08
      Eeee nie rozumiem. Żyjesz w XXI wieku w kraju, powiedzmy, europejskim a nie w Afganistanie czy innej dziczy. Jakim cudem mogłaś sądzić, że miłość i małżeństwo pokonają Twoje opory seksualne/brak pociągu fizycznego do faceta?!
      IMO jeśli funkcjonowało "wszystko poza seksem" to znaczy, że nie funkcjonowało nic.
    • nextvivi Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 20:52
      Odnoszę wrażenie, że autorka wątku mysli tylko doopą. W małżeństwie wszystko bylo ok, za wyjatkiem seksu.
      Popracuj nad sobą, spróbuj coś zmienić (w sprawach seksu), zamiast oczekiwać czegoś od męża może go zaskocz...
      Kobieta która zamiast o dzieciach mysli o swoim tyłku, jest dla mnie ... brak słów.
    • der1974 Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 22:51
      Nie przejmuj się tym co piszą. Postawiłaś sprawe uczciwie i jasno. To akurat budzi szacunek.

      Czasem seks nie wychodzi, czasem dla kogoś jest to tak ważne, że nie może żyć bez dobrego seksu. Czy to tak trudno zrozumieć? Nie jesteśmy wszyscy tacy sami.
    • ekscytujacemaleliterki Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 23:12
      Nie ogarniam.
      Masz dwójkę dzieci, tak?
      Czyli sex z mężem był.

      Łatwiej Ci było wdać się w romans niż zrobić sobie dobrze w łóżku z mężem, tak?

      Cóż, mi by było trudniej zorganizować skok w bok niż łóżko z partnerem!

      Drugie dziecko, żeby nie brnąć w romans?
      Wszystko co napisałaś to dla mnie przesłanki do unieważnienia małżeństwa w kościele z powodu Twojej niedojrzałości.

      Ale racja, odejdź. Tak będzie lepiej dla Twojego męża - a przy okazji - dorośnij.
      • kalpa Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 23:33
        Krytyka nie daje niczego poza ulżeniem... sobie.... niestety. I w sumie niewiele wniesie do życia Violi, która i tak sie wije w poczuciu winy. Ja tez uwazam za bezsensowne powoływanie na świat dzieci, by ratowały cokolwiek. Ale to sie już stalo, one są i... nie mam pojęcia, czy jest jakiekolwiek dobre wyjście z takiej sytuacji. Bo jednak .. to kolejna samotna mama i kolejne dzieci, które nie maja pelnej rodziny. Ale może też kolejne, które nie beda świadkami dramatu rodzicow, którzy się znienawidzili. Kiedyś było mniej rozwodow... ale wcale chyba nie wiecej przez to szczęśliwych malżeństw. I naprawdę nie jestem zwolenniczką rozstawania się, rozwalania rodziny.
        • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 30.10.11, 23:54
          Kalpa, a skąd wiesz, że "samotna mama"? Może "samotny tato"?
          • kalpa Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 08:28
            może... nie wiem...
    • violadamore Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 12:32
      Po pierwsze, Kalpa dzieki za wsparcie i za slowa obrony. Gwoli informacji tym wszystkim, ktorzy obrzucili mnie blotem: 10 lat walki o poprawe zycia seksualnego to moim zdaniem sporo. Probowalismy wieloktrotnie terapii indywidualnych (ja sama) i malzenskich. Dla mnie stosunek byl horrorem, bol i ogromna frustracja, bo wiedzialam, ze seks moglby byc czyms wspanialym, a nie tylko zrodlem problemow. Nie sadze, zeby ktos kto tego sam nie przezyl, byl w stanie to zrozumiec. Decyzja o drugim dziecku byla glupia, oczywiscie. Mialam nadzieje, ze uda mi sie tym zabic uczucie do innego mezczyzny i uchronic przed romansem i rozwodem, ze znajde spelnienie w zyciu rodzinnym, w dzieciach. Kiedy sie zorientowalam, ze to nie dziala, probowalam jeszcze terapii i rozmow z seksuologami. Nikt nie dawal szans na to, abysmy z mezem mogli miec udany pod wzgledem seksualnym zwiazek, chodzilo raczej o to, czy jestesmy w stanie zaakceptowac biale malzenstwo, czy nie. Z mojej strony jest to niemozliwe, mozecie nazwac to jak chcecie. Zdradzac meza nie chce, ani nie chce zyc w zakonnym stanie. KOnsultowalismy sie tez w sprawie dzieci, powiedziano nam, ze jesli tylko z ich powodu mamy zostac razem, to lepiej tego nie robic, ze dzieci nie beda szczesliwe w nieszczesliwym malzenstwie. Wyprowadzam sie 4 km od mieszkania, w ktorym zostaje moj maz, robimy wszystko tak, aby on mial jak najczestszy, w miare mozliwosci codzienny kontakt z dziecmi. Zostawiam umeblowany pokoj dzieciecy, dziewczynki beda mialy dwa domy, jeden z mama, jeden z tata. Co do meza, mysle ze jemu tez bedzie lepiej z kims, kto go bedzie w pelni akceptowal. Obrzuccie mnie teraz wyzwiskami, nawyzywajcie od suk. Dlatego, ze chce zyc uczciwie, ale w spelnieniu. Ze nie zamierzam sie poswiecic na oltarzu rodziny i miec zal potem do calego swiata, ze mnie do tego zmusil i czegos waznego w zyciu pozbawil.
      • errormix Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 14:28
        Gdyby twój post pojawił się tutaj np. rok temu ze szczegółami opisałbym ci co ja rozumiem pod pojęciem "autopsji", o której pisałem w swoim poście wyżej. Jeśli to co napisałaś o swoim małżeństwie i współżyciu, to wg ciebie jest białe małżeństwo, to moje była chyba... przezroczyste, a ja do dzisiaj dziewicą jestem.

        Jednak teraz nie jestem tutaj już tak anonimowy, jak kiedyś, więc sobie daruję, bo życie intymne, to nie temat o którym powinno się opowiadać na lewo i prawo.

        Ale prawda jest taka, że nie wzruszyła mnie twoja historia. Nie wzruszyły mnie twoje terapie, ani to że horror przeżywałaś. Wbrew temu co się wydaje, są tutaj ludzie, którzy potrafili sobie w małżeństwach poradzić z o wiele większymi problemami.

        Nie wzruszyło mnie wyznanie, że nie chcesz zdradzać męża. Bo ty już go zdradziłaś. A teraz przez rozwód chcesz tę zdradę usankcjonować.

        I nie zapomnij powiedzieć mu, że go zdradziłaś.
        • triss_merigold6 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 15:04
          Jeśli ktoś chce być masochistą to jego wola i wybór więc Twoje wywody Error nijak mnie nie przekonują.
          Zdradziła i co z tego? Miała dorosła, pełnosprawna kobieta z jakimś libido resztę życia spędzić w celibacie i to samo oferować mężowi?
          • plujeczka Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 15:21
            nikt nie ma prawa wyywania nikogo od suk, co to za okreslenie i co ma dac |obrzuconemu"- to dorosla kobieta, nie ułozyła się im podobnie jak nam wielu na forum, jednym nie układa się bo maz zdradza, drugim bo zona, jeszcze innym bo wtraca się rodzina itp. powodow mozna podac tysiace, dziewczyna podła prawdziwy powód to wszystko. Skrzywdzila siebie bo wszak sekasualnośc to sprawa bardzo wazna dla kobiety, skrzywdziła meza bo seks nie zastąpi uczuć, czułości i świetnie zorganizowanej, czułej rodzinki,skrzywdzila dzieci bo nie umiala stworzyc prawdziwego domu-tylko tak naprawdę co to da takie forumowe "samobiczowanie"
            Czasu dziewczyna nie cofnie, teraz czas na decyzje, ktore być może pozwolą ocalic resztki szacunku do siebie i w moarę poprawne relacje ojca z dziećmi, przy odrobinie dobrej oli obojga to moze się udać i kazde z nich osobno moze jeszcze stworzyć zwiazek czy nowa rodzinę nie raniąc się wzajemnie ocalajac resztki pewnie i dobrych wspomnień. Czego autorce z całego serca zyczę jak rownież jej mężowi.Nie rzucjamy kamieniami za każdym na tym forum"...........bo i satysfakcja z tego mizerna a jakoś odala nas od czlowieczeństwa.
            • puzzle33 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 16:05
              plujeczka napisała:

              > Nie rzucjamy kamieniami za każdym na tym forum"...........bo i satysfakcja
              > z tego mizerna a jakoś odala nas od czlowieczeństwa.
              Jestem za. Jeśli ktoś przychodzi tutaj z problemem, to raczej on powinnien stać się tematem roztrząsań, a nie ocena osoby, która zdobyła się na znaczący samokrytycyzm.
            • zabelina Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 16:20
              plujeczka napisała:
              Nie rzucjamy kamieniami za każdym na tym forum"...........bo i satysfakcja
              > z tego mizerna a jakoś odala nas od czlowieczeństwa.

              Trafiłaś w sedno.
              Osobiście mam wiecej szacunku do osoby, która jest świadoma popełnionych błędów i stara się nie błądzić dalej niż do osób, które całą odpowiedzialność za błędy zrzucają na druga stronę...
        • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 17:21
          errormix napisał:

          > Ale prawda jest taka, że nie wzruszyła mnie twoja historia. Nie wzruszyły mnie
          > twoje terapie, ani to że horror przeżywałaś. Wbrew temu co się wydaje, są tutaj
          > ludzie, którzy potrafili sobie w małżeństwach poradzić z o wiele większymi pro
          > blemami.

          Nie pomyliły Ci się aby fora?
      • puzzle33 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 16:00
        violadamore napisała:

        > Nikt nie
        > dawal szans na to, abysmy z mezem mogli miec udany pod wzgledem seksualnym zwia
        > zek, chodzilo raczej o to, czy jestesmy w stanie zaakceptowac biale malzenstwo,
        > czy nie.
        Wybacz, ale nie jestem skłonna uwierzyć w te słowa.

        > Obrzuccie mnie teraz wyzwiskam
        > i, nawyzywajcie od suk.
        Nie istnieje dobry powód, aby obrzucać drugiego człowieka obelgami.
      • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 17:16
        dla mnie sprawa jest prosta jest milosc, jest dobry seks. inaczej to nie zadna milosc tylko przyjazn. nie kochalas go,dlatego wam seks nie wychodzil. bol podczas stosunku to sprawa dopasowania fizycznego tylko blokady psychicznej.
        ja,mimo,ze bardzo sie z mezem kochalismy i co za tym idzie, mielismy fantastyczny seks, zdecydowalam sie tylko na jedno dziecko.wiec tym bardziej nie rozumiem twojej logiki.

        > eksuologami. Nikt nie
        > dawal szans na to, abysmy z mezem mogli miec udany pod wzgledem seksualnym zwia
        > zek, chodzilo raczej o to, czy jestesmy w stanie zaakceptowac biale malzenstwo,
        > czy nie. Z mojej strony jest to niemozliwe, mozecie nazwac to jak chcecie. Zdr
        > adzac meza nie chce, ani nie chce zyc w zakonnym stanie. KOnsultowalismy sie te
        > z w sprawie dzieci, powiedziano nam, ze jesli tylko z ich powodu mamy zostac ra
        > zem, to lepiej tego nie robic, ze dzieci nie beda szczesliwe w nieszczesliwym m
        > alzenstwie. Wyprowadzam sie 4 km od mieszkania, w ktorym zostaje moj maz, robim
        > y wszystko tak, aby on mial jak najczestszy, w miare mozliwosci codzienny konta
        > kt z dziecmi. Zostawiam umeblowany pokoj dzieciecy, dziewczynki beda mialy dwa
        > domy, jeden z mama, jeden z tata. Co do meza, mysle ze jemu tez bedzie lepiej z
        > kims, kto go bedzie w pelni akceptowal. Obrzuccie mnie teraz wyzwiskam
        > i, nawyzywajcie od suk. Dlatego, ze chce zyc uczciwie, ale w spelnieniu. Ze nie
        > zamierzam sie poswiecic na oltarzu rodziny i miec zal potem do calego swiata,
        > ze mnie do tego zmusil i czegos waznego w zyciu pozbawil.
        • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 17:30
          pendzacy_krolik napisała:

          > dla mnie sprawa jest prosta jest milosc, jest dobry seks. inaczej to nie zadna
          > milosc t ylko przyjazn.


          To niewiele wiesz o miłości.

          nie kochalas go,dlatego wam seks nie wychodzil.


          bol podc
          > zas stosunku to sprawa dopasowania fizycznego tylko blokady psychicznej.

          Więc?

          > ja,mimo,ze bardzo sie z mezem kochalismy i co za tym idzie, mielismy fantastycz
          > ny seks, zdecydowalam sie tylko na jedno dziecko.wiec tym bardziej nie rozumiem
          > twojej logiki.

          >

          I jak widzisz wielka miłość, fantastyczny seks i słuszne decyzje nie pomogły.
          • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:21
            zmeczenie materialusmile przedobrzylismy i tyle.aczkolwiek nic straconego. nie rozwiedlismy sie,wiec nie rozumiem twojego ostatniego zdania. poza tym, pokaz mi tu kogos, kto przezyl tyle lat w milosci co ja, czyli 22 lata?
            no,czekam? a moze ty?

            nangaparbat3 napisała:

            I jak widzisz wielka miłość, fantastyczny seks i słuszne decyzje nie pomogły.
            >
            • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:07
              Ja? ja jestem samą miłością, jeśli już tongue_out
        • triss_merigold6 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 17:40
          Bzdura. Można mieć bardzo dobry seks bez cienia zaangażowania uczuciowego.
          • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:22
            tiaaaa..... chyba,ze jest sie dziwka.

            triss_merigold6 napisała:

            > Bzdura. Można mieć bardzo dobry seks bez cienia zaangażowania uczuciowego.
            • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:08
              Upiłaś się?
              • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 11:54
                bezczelna, to slabe okreslenie ciebie.

                nangaparbat3 napisała:

                > Upiłaś się?
            • triss_merigold6 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:46
              Cóż, współczuję braku doświadczeń.
      • kasper254 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:43
        1.Takie wynurzenia, viola, w których jedno nie trzyma się kupy drugiego, to się nazywa bełkot hedonistyczny: "wspaniały seks", "spełnienie", "białe małżeństwo", "życie uczciwe" i "w spełnieniu". A potem z następnym to samo i to samo. Przecież to market.
        2. Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki Llosy to przy tym mały psikus. Ale jeszcze jak się doda do tego sprawdzanie przyrodzenia przed ślubem - to już są chyba same jaja. Czy tobie, viola (a i innym; ukłony dla kalpy), zdaje się, że behawioryzm ogranicza się tylko do ruchów frykcyjnych?
    • tautschinsky Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 17:38
      Niezmienna ta optyka kobiecego widzenia spraw wszelakich.

      Zasada główna kobiet jest prosta: byle kobiecie było lepiej.

      Mężczyzna porzucający kobietę i rozwalający rodzinę
      z powodu seksu byłby ostatnią tępą kanalią myślącą
      rozporkiem, nie głową.

      Kobieta jest rozsądną osobą, która czegoś chce od życia
      i niechby to było barłożenie, to należy się jej błogosławieństwo.
      • mayenna Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 19:50
        tautschinsky napisał:


        > Mężczyzna porzucający kobietę i rozwalający rodzinę
        > z powodu seksu byłby ostatnią tępą kanalią myślącą
        > rozporkiem, nie głową.
        >
        > Kobieta jest rozsądną osobą, która czegoś chce od życia
        > i niechby to było barłożenie, to należy się jej błogosławieństwo.

        Miałam nadzieję, że przynajmniej pochwalisz kobiety za wyzwanie wiarołomnej od suk. Jak widać mężczyźnie, nomen omen, nie dogodziszsmile Malkontent z Ciebie, Tautschinskysmile
        >
        >
    • wawrzanka Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 18:18
      violadamore napisała:

      > Czy to normalne, ze tak to bardzo boli, nawet, jesli to ja odchodze?

      Normalne. Poświęciłaś 10 lat na to, aby nie odejść, a jednak Ci się nie udało, więc to musi boleć. Nie będę bawiła się w psychologa, bo Ty już byłaś na terapii. Mówisz o miłości do męża, ale z tego, co piszesz to tylko on Ciebie kochał, a Ty - zadowolona, że ktoś Cię kocha i dobrze rokuje - na siłę szłaś z nim do łóżka.

      Jak można inaczej rozumieć ten wstręt do seksu? Chyba, że chodzi o jakieś sprawy, których nie chcesz tu poruszać, ale to jakby bez znaczenia, bo tak czy siak go nie pragnęłaś. Jak więc to możliwe, że go kochałaś? Niemożliwe. Później (tak sądzę) przywiązałaś się do niego i pokochałaś jako człowieka, to normalne.

      Ja miałam trochę podobnie. To mój mąż mnie zdobył i choć problemów intymnych pozornie nie było (dopóki mnie nie zdradził), to jednak nasz związek był przemocowy: on się we mnie zakochał pierwszy, on mną rządził, on mnie zdradził, on mnie oskarżył o rozbój rodziny, gdy zażądałam rozwodu. Teraz po latach mam takie wnioski, że młode kobiety powinny się dobrze zastanowić, zanim pozwolą się zdobyć facetowi, który średnio przypada im do gustu, choć dobrze rokuje.

      Nie doceniamy porywów serca, a na nie warto czekać choćby całe życie (oczywiście konfrontować z rozsądkiem). Gdy ich nie ma, a kobieta wpakuje się w jakąś "zdroworozsądkową" historię to nikt nie wyjdzie z niej szczęśliwy, tak jak to się stało w Twoim przypadku: ani Ty, ani Twój mąż, ani dzieci nie wyszliście dobrze na tym, że robiłaś coś na siłę.

      Teraz to mogę Ci jedynie życzyć, abyś myślała na zimno, bo to jest Ci najbardziej potrzebne w tym trudnym czasie i jeszcze długo będzie. Wypisz swoje cele na kartce papieru, zastanów się w jakiej kolejności masz się do nich zabierać i nie załamuj się - ratuj co masz do uratowania. Twojego męża bardzo mi żal. Wiem, że Ci przykro, ale cóż, żal mi faceta.
      • kalpa napiszę szczerze... 31.10.11, 19:23
        A ja jednak zdobędę sie na odwagę i w jakiś sposób obnażę, ale myślę, że ... to niektórym oczy otworzy i zrozumieją...
        tak się złożyło, że mój exmąz byl obdarzony przez naturę bujnie. I dla mnie sex z nim był bolesny. Nie wiedziałam, że przyczyną może byc... sory za szczerość ... długość i szerokość przyrodzenia męskiego. I ani on nie mógł się spełnić ani ja, bo jak mnie zaczynało bolec to sie cofałam, a on wycofywał. I ja sie zmuszałam do tolerowania bólu, on do... niewchodzenia. I tak trwaliśmy w tej naszej frustracji, mimo uczucia do siebie, przyjaźni i zrozumienia. W końcu... on padł pierwszy, spotkał inną kobietę, zrozumiał, ze może byc inaczej. Ale wrócił do mnie, do żony, bo jednak mnie kochał. Lata mijały, zaliczyliśmy terapie, nic nie działało. Wciąż myślałam, ze to moja wina, że się blokuje itp. W końcu się rozeszliśmy, on poznał kogoś z kim mu dobrze. A ja... cóż... postanowiłam, ze tez kogoś poznam. I ... po nowym doświadczeniu z innym mężczyzną opadła mi szczęka. Było cudownie, bez bólu. I jeszcze wtedy nic nie zrozumiałam. Ale potem spotkałam kilku mężczyzn, i albo mnie bolało, albo było pięknie. Dziś wiem, ze fizjologia, budowa ma znaczenie- nie wiedziałam tego 20 lat temu. Gdybyśmy wiedzieli, może byłoby inaczej... może... bo ja go kochałam bardzo. I on mnie też... mimo wszystko.
        Wiolka, sex nie musi boleć... i nawet nie powinien! Bo jak boli, to cholera, jak ma być przyjemnie??
        Gdybym miała córkę, to powiedziałabym jej to na pewno- żeby sprawdziła PRZED ślubem, czy jej z nim dobrze.
        • zabelina Re: napiszę szczerze... 31.10.11, 19:31
          Kalpa, chapeau bas...chylę czoła...
          • pendzacy_krolik Re: napiszę szczerze... 31.10.11, 20:29
            aj waj,ale mi tajemnica. seks to seks.
            zabelina napisała:

            > Kalpa, chapeau bas...chylę czoła...
        • pendzacy_krolik Re: napiszę szczerze... 31.10.11, 20:28
          no sory,ale ja dalej nie rozumiem. mnie nigdy nic nie bolalo. pochwa kobiety potrafi sie dostosowac do czlonka roznych rozmiarow. inna sprawa,ze operator czlonka byl do dupy. nie robil tego z wyczuciem, ot i cala tajemnica wielkiego czlona!
          ps.Nie opuszcza sie kobiety z powodu wielkiego czlona!
          kalpa napisała:

          >Nie wiedziałam, że przyczyną może byc... sory za szczerość
          > ... długość i szerokość przyrodzenia męskiego. I ani on nie mógł się spełnić an
          > i ja, bo jak mnie zaczynało bolec to sie cofałam, a on wycofywał. I ja sie zmus
          >
    • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:24
      Seks to nie tylko ruchy frykcyjne.
      Można go uprawiać i zażywać na wiele przyjemnych i zupełnie nie bolesnych sposobów.
      No ale do tego jeszcze trzeba się nawzajem chcieć.
      • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:30
        otoz to. jesli ludzie nie maja zahamowan to sobie poradza bez wzgledu na rozmiary. swoja droga, dla mnie naprawde to ciemnogrod zwalac na rozmiar czlona. a co maja powiedziec azjaci?!
        wendd napisała:

        > Seks to nie tylko ruchy frykcyjne.
        > Można go uprawiać i zażywać na wiele przyjemnych i zupełnie nie bolesnych sposo
        > bów.
        > No ale do tego jeszcze trzeba się nawzajem chcieć.
      • errormix Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:51
        Lubię to!
        • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:56
          ale co?
          • errormix Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 20:58
            Wiedziałem, że ktoś zapyta big_grin
            • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 11:55
              jedyna,zainteresowana Twoimi postami

              errormix napisał:

              > Wiedziałem, że ktoś zapyta big_grin
              >
      • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:12
        Twoje poczucie taktu przyprawia o zawrót głowy.
        • zabelina Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:42
          Nanga, szkoda prądu...są tacy, co nigdy nie będą w stanie wyjść poza płaski horyzont swojego myślenia...
          • kasper254 Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 21:48
            Masz rację, zabelino. Error wyfrunął tak daleko, że fale jego konkretnego myślenia przydusiły innym horyzont. To się zdarza, szczególnie pod napięciem.
            • ciaglenadiecie Re: Wyprowadzam sie od meza 31.10.11, 22:07

              Violu, napisałam Ci na gazetowy.Przeczytaj proszę.Pozdrawiam.
    • d1artagnan Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 11:25
      Uczciwie postawiłaś sprawę i część osób dziarsko broniła Twojego prawa do udanego seksu, ale mam wrażenie że zgubiłyście jeden dość istotny aspekt sprawy.
      Mianowicie Twoja postawa byłaby jeszcze klarowniejsza, gdybyś wyprowadzając się pozostawiła dzieci z mężem. Oczywiście jeśli mąż wyrażał wolę zaopiekowania się dziećmi. Jako że pisałaś o nim poza sferą seksulalną raczej w superlatywach, to zakładam jednak że byłby gotów się opiekować.
      Twierdzisz, że mężowi będzie lepiej z kimś, kto go będzie w pełni akceptował, ja uważam (o ile faktycznie zależy Ci na jego dobrym samopoczuciu) że mąż najwięcej skorzystałby nie na zamieszkaniu z kolejną kobietą, ale właśnie na możliwości dalszego zamieszkiwania ze swoimi dziećmi. Ty nadal miałabyś z nimi jak najczęstszy - w miarę możliwości codzienny - kontakt i dokładałabyś się mężowi do utrzymania dziewczynek, a dziewczynki nie straciłyby na rzecz wyprowadzki z mamą swojego dotychczasowego, umeblowanego pokoiku, co Ty na to ?
      • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 11:49
        d1artagnan napisał:

        Twoja postawa byłaby jeszcze klarowniejsza, gdybyś wyprowadzając się
        > pozostawiła dzieci z mężem. Oczywiście jeśli mąż wyrażał wolę zaopiekowania si
        > ę dziećmi. Jako że pisałaś o nim poza sferą seksulalną raczej w superlatywach,
        > to zakładam jednak że byłby gotów się opiekować.

        Ja się zgadzam, w ogóle uważam, że jeśli oboje partnerzy są OK i mają rownie dobrą i bliską relację z dziećmi, to - jeśli one się nie sprzeciwiwają - powinny zostać z tym z rodziców, które zostaje porzucone.
        Inna sprawa, że to brzmi dobrze (?) w teorii, w praktyce może być bardzo różnie. Chociaż w tym przypadku wyobrażalam sobie, że dzieci zostają z ojcem.
        • mayenna Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 11:58
          Biorąc pod uwagę problemy jakie ma z sama sobą ta dziewczyna, z ogromnym pogubieniem i dramatyzmem jej sytuacji osobistej, też wyobrażam sobie, że dzieci zostaną z tatą. On wydaje mi się stabilniejszy.
          • kami_hope Re: Wyprowadzam sie od meza 02.04.14, 00:47
            I ja sie dolacze do Waszych opinii Nango i Mayenno. Dodam do tego, ze autorka watku bedzie raczej kierowala swoja energie do poszukiwan satysfakcjonujacego partnera. A byc moze ma szczegolne wymagania, to te poszukiwania moga potrwac. Nie sadze aby to byl dobry klimat dla dzieci, ktore moglyby obserwowac roznych panow krecacych sie kolo mamy. Mysle, ze na poczatku kobieta powinna rozwiazac swoje problemy, zaufac ojcu dzieci i zdecydowac sie na zamieszkanie dzieci z ojcem. I ja tu ciagle widze - ten istotny - "powod" dla ktorego powstalo to drugie zycie. Ono powstalo z glupoty - musze to powiedziec. Dlatego nalezy w jak najwyzszym stopniu zadbac o to dziecko (prosze nie zrozumiec, ze pomijam to pierwsze) i zrekompensowac mu tak daleko jak mozliwe straty, jakie ponosi z powodu rozbicia rodziny. Nie dzieci wina, ze rodzice popelniaja bledy. Trzeba za te bledy odpowiedziec - przed dziecmi!
      • tautschinsky Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 11:51
        d1artagnan napisał:


        > Mianowicie Twoja postawa byłaby jeszcze klarowniejsza, gdybyś wyprowadzając się
        > pozostawiła dzieci z mężem. Oczywiście jeśli mąż wyrażał wolę zaopiekowania si
        > ę dziećmi.


        I to w całej tej sprawie teraz jest kluczowe.

        Niestety jest tak, że najpewniej zabierając swoje seksualne skarby
        odbierze też ojcu jego dzieci. A jak wiadomo, nawet gdyby
        się kobieta szlajała, każdej nocy miała nowego ogiera w łóchu,
        sąd takiej dzieci nie odbierze powierzając dzieci ojcu. Oczywiście
        też nie będzie się opierała, by alimenty były solidne - bo dzieciom
        (czytaj jej skrzywdzonej, bo niezaspokojonej) się należą jak psu
        buda. W swej łaskawości może nawet na początku postanowi,
        że pozwoli na możliwe najczęstszy kontakt ojcu z dziećmi i vice versa.

        Ale fakt najważniejszy jest taki - co najmniej trzem osobom zniszczyła
        życie.
        • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 12:17
          E tam zaraz zniszczyła.
      • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 11:59
        b.rozsadne i zyciowe podejscie. naszej autorce wszakze, zalezy przede wszystkim na dobrym seksie.gdyby zalezalo jej na rodzinie,zacisnelaby zeby,przelknelaby ten sporadyczny, bolesny seks i wychowywala z mezem dzieci,az do wieku, w ktorym uzna,ze czas juz na zrealizowanie jej potrzeb . bo na tym m.in.polega dojrzalosc i odpowiedzialnosc za drugiego czlowieka.

        • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 12:19
          A co ty możesz wiedzieć o "przełykaniu bolesnego seksu" skoro sama miałaś taki fantastyczny? Udzielanie podobnych pouczeń w kontekście twoich deklaracji graniczy z szaleństwem.
          • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 12:39
            bo seks nie byl nigdy dla mnie najwazniejszy.i nawet,jesli nie bylby fantastyczny to tez bym ni rozpaczala. przestan mnie juz przesladowac,ok?
            nangaparbat3 napisała:

            > A co ty możesz wiedzieć o "przełykaniu bolesnego seksu" skoro sama miałaś taki
            > fantastyczny? Udzielanie podobnych pouczeń w kontekście twoich deklaracji grani
            > czy z szaleństwem.
            • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 12:46
              Nic nie poradzę, nie mogę się powstrzymać, it's beyond my control, jak mawiał bohater ekranizacji "Niebezpiecznych związków".
              • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 12:52
                popisujesz sie

                nangaparbat3 napisała:

                > Nic nie poradzę, nie mogę się powstrzymać, it's beyond my control, jak mawiał b
                > ohater ekranizacji "Niebezpiecznych związków".
                • nangaparbat3 Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 15:43
                  Nie, Słońce, ale jak Ciebie czytam, po prostu świruję.
                  • mayenna Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 16:15
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Nie, Słońce, ale jak Ciebie czytam, po prostu świruję.
                    Nie Ty jednasmile))
                    • heksa_2 Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 17:23
                      Też świruję.
                      • zmeczona100 Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 17:32
                        Dołączam.
                        • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 17:43
                          Dałybyście już spokójsmile
                          Królik jest po prostu spontaniczny i bezpośredni do bólusmile
                          Ale też swój urok masmile
            • mayenna Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 12:47
              Królik, bo seks to jak sól w potrawach: niby nie najważniejsza, a spróbuj coś ugotować bez niejsmile
              • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 12:53

                seks bez czulosci nic nie znaczy.dla mnie.tego mi brakowalo przez ostatnie lata. lampka czerwona sie zapalila.



                mayenna napisała:

                > Królik, bo seks to jak sól w potrawach: niby nie najważniejsza, a spróbuj coś u
                > gotować bez niejsmile
    • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 12:29
      A ja nie mam pojęcia co byłoby dobrym rozwiązaniem.
      Autorka co prawda zaprezentowała się w swoim poście paskudnie - ale to tylko kilka zdań.
      I nie ma co ferować wyroków - może jest dla swoich dzieci dobrą matką.
      Nasze zadowolenie z życia to na pewno ważna sprawa ale priorytetem powinno być jednak dobro dzieci - tych małych przede wszystkim.
      I powinny żyć w stabilnym, przyjaznym i bezpiecznym domu - nawet jeśli jest to dom tylko z jednym rodzicem w środku.

      Jakoś tak już jest, że wyskoki matki odbiera się dużo gorzej niż to samo w wydaniu ojca.
      Może dlatego, że kobietom stawia się większe wymagania moralne.
      Moja trzydziestoparoletnia znajoma pogodziła się i poukladała sobie stosunki ze swoim ojcem, który porzucił jej matkę z trójką małych dzieci i założył nową rodzinę.
      Ale nadal nie może wybaczyć matce tego poczucia porzucenia i zaniedbywania, kiedy oglądała ją razem z młodszym rodzeństwem "układającą" sobie życie z kolejnymi mężczyznami w przedpokoju na dywanie, czy na stole w kuchni.
      Powiecie może, że to jakaś patologia była, dom z marginesu społecznego.
      Przeciwnie - duży zasobny dom, z mamą prężną bizneswomen w środku.
      Tyle, że ani stabilny, ani przyjazny dzieciom.
      • pendzacy_krolik Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 12:38
        juz napisalam,jestes wspaniala z Twoimi radami! podpisuje sie pod wszystkim,co napisalas.
        wiesz, dlugie lata myslalam,ze wychodzac za mojego meza dostalam dar od Boga i wielbilam go bardziej niz wlasne dziecko,choc go nie zaniedbywalam,. teraz tego zaluje,ale tez nie potepiam siebie.moj maz mial mi zastapic ojca, ktory byl ,a jednoczesnie nic go nie obchodzilo. meza moze lada dzien nie byc a moj syn pozostanie, u boku innej kobiety,ale to zawsze bedzie moje dziecko.


        wendd napisała:

        > A ja nie mam pojęcia co byłoby dobrym rozwiązaniem.
        > Może dlatego, że kobietom stawia się większe wymagania moralne.
        >Ale nadal nie mozna wybaczac tego poczucia porzucenia i zaniedbywania,
      • d1artagnan Re: Wyprowadzam sie od meza 02.11.11, 10:05
        wendd napisała:

        > Jakoś tak już jest, że wyskoki matki odbiera się dużo gorzej niż to samo w wyda
        > niu ojca.
        > Może dlatego, że kobietom stawia się większe wymagania moralne.


        Nie zgadzam się, o ile nie mówimy np. o Iranie, gdzie kobieta zdradę może przypłacić ukamienowaniem. U nas nikt nikomu do łóżka w domu ani na imprezach integracyjnych nie zagląda, a sądy częściej powierzają opiekę nad dziećmi matkom bez względu na to kto zdradzał i jeśli komuś stawiają tu większe wymagania to właśnie raczej ojcom. Reakcje na perypetie Clintona, Berlusconiego czy Marcinkiewicza też świadczą o tym, że opinia publiczna źle odbiera niewiernych mężczyn. W przypadku kobiet nie jest to tak oczywiste, a celebrtytkom łatka osoby seksualnie wyzwolonej pomaga. Bo wizerunek kobiety silnej i wyzwolonej jak powiedzmy Rihanna czy Doda jest na topie.
        • wendd Re: Wyprowadzam sie od meza 02.11.11, 19:42
          Ja nie pisalam o tym jak to "prowadzenie się" odbiera otoczenie.
          Pisałam o odczuciach dzieci w tym względzie.
    • ajatrzy Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 13:11
      A ja uważam, że każdy ma prawo do szczęścia. I nazywajcie sobie to jak chcecie - egoizm, egocentryzm, zapatrzenie we własny pępek. Prawda jest taka, że większość z nas myśli przede wszystkim o sobie -(w większym bądź mniejszym stopniu) Odwagą, głupotą lub może po prostu desperacją jest publiczne pytanie o tak intymne sprawy. Nikt, kto nie znalazł się w twojej skórze nie poczuje tego co ty. Bardzo łatwo nam jest osądzać innych, tym łatwiej jeśli się z czymś nie zgadzamy, lub czegoś nie akceptujemy. Nie daj się wkręcić, nie dręcz się, zrobiłaś jak czujesz i to ty a nie my będziesz z tym żyć i ponosić tego wszelkie konsekwencje. Trzymaj się. Bez względu na rozmiar twoich win (niektórzy już wydali wydali na ciebie wyrok) znalazłaś się w bardzo trudnej sytuacji. Potrzebujesz teraz siły i wiary w siebie. Tego ci życzę. I pamiętaj, mamy jedno życie, tylko od nas zależy jak je przeżyjemy. Opinie innych są ważne, ale nie dajmy się zwariować. Uczucia innych również, ale czy musimy przy tym zapominać o sobie???
      • lastsenses a ja uważam, że każdy ma prawo do błędów 01.11.11, 19:15
        i nie wiem co w Was wstąpiło;-/
        tęskonota, która sama ma dziecko z rozwodnikiem, który nie utrzymuje kontakttów z dziecmi (nie dało do myślenia?)
        error - zawsze mi się wydawało, że jesteś wyważony i obiektywny - ale ostatnie Twoje posty są na poziomie pedzacego królika - mnie to by zaniepokoiło.
        Znaleźliśmy się na tym forum, bo każdy z nas popełnił jakiś błąd - i nie jest naszą rolą oceniać kto większy. oceniać jest łatwo. a jak macie wylewać swoje frustracje na "nowych" zamiast działać konstruktywnie i pomocnie (kalpa, nanga - dzięki, że jesteściewink to może czas zająć się czymś innym? - radio maryja np - tam potrzebują wyroczni i jedynie słusznych opinii i recept.
        • tesknotazabija Re: a ja uważam, że każdy ma prawo do błędów 01.11.11, 19:30
          lastsenses, zahaczyłaś o moją osobę, więc tylko dodam, że mój jeszcze mąż nie utrzymuje kontaktu tylko z naszym synem. Z dwójką dzieci z pierwszego małżeństwa ma dobry i regularny kontakt. Dzieci kochają go przeogromnie i ma z nimi bardzo dobre relacje. Pisałam o tym w moim watku, więc nie wiem skąd dopisałaś sobie tą historię. Jak więc sama widzisz, nie miało mi co dać do myślenia. Niecelny strzał z Twojej strony niestety, co nie znaczy, że nie popełniłam w życiu błędów.


          • lastsenses Re: a ja uważam, że każdy ma prawo do błędów 01.11.11, 19:37
            przepraszam w takim razie - czytałam Twój wątek i bardzo Ci kibicowałam (a jednak coś mi umknęło jak widać). Chcę po prostu powiedzieć, że nie powinniśmy tu być sędziami - i tak nam wszystkim jest trudno. Po prostu pomagajmy.
            • mayenna Re: a ja uważam, że każdy ma prawo do błędów 02.04.14, 07:33
              Nie wiem po której stronie byłam, ale przyjmijmy, że moralistów. Jak zwykle podłubię w tym: zastanawia mnie co sprawia, że po takim czasie masz potrzebę napisania jak to Ci się cudownie ułozyło? Czemu?
    • noboru_terao Re: Wyprowadzam sie od meza 01.11.11, 18:44
      Nie zapomnij zrujnowac mezowi zycia do konca. Wysokie alimenty i problemy z widzeniem dzieci, pamietaj smile) W sadzie zwal wszystko na niego. Powodzenia!
    • magda_el Re: Wyprowadzam sie od meza 02.11.11, 11:11
      cześć
      ja mam do Ciebie taka prośbę violadamore - jak będziesz się rozwodziła nie zapomnij wspomniec w sądzie, że zdradziłaś męża ze swoim szefem.
    • justynany do violadamore 08.11.11, 09:42
      a czy wasze pozycie seksualne zawsze bylo takie jak opisalas? moze na poczatku waszego zwiazku bylo inaczej? bo jesli tak to jaka masz pewnosc ze za kilka lat nie bedziesz tak sie czula wzgledem nowego partnera?
    • violadamore Re: Wyprowadzam sie od meza 01.04.14, 23:14
      Zalozylam ten watek 2, 5 roku temu, i dopiero teraz odwazylam sie przeczytac wszystkie wpisy. Cale szczescie, ze oszczedzilam sobie tej smutnej lektury. Jesli autorzy wpisow pod moim watkiem kraza jeszcze w eterze, to moze zainteresuje ich krotkie sprawozdanie z tego, jak potoczyly sie losy moje i mojej rodziny. Otoz rzeczywiscie rozstalam sie z mezem, wyprowadzilam sie z domu i zwiazalam z "szefem". Jestesmy odtad razem i po raz pierwszy w zyciu mam zwiazek, w ktorym wszystko jest na wlasciwym miejscu. Z moim bylym mezem dzielimy opieke nad dziecmi na pol, w zwiazku z czym nie dostaje od niego zadnych alimentow i jest to dla mnie ok (to info dla tych, ktorzy sugerowali, abym nie zapomniala zedrzec z bylego skore). Mieszkamy w odleglosci 4 km od siebie, w zwiazku z czym dzieci maja regularny i bezproblemowy kontakt z obojgiem rodzicow, (to dla tych, ktorzy orzekli, ze rujnuje dzieciom zycie, pozbawiajac je ojca). Z bylym mezem pozostajemy w dobrych, przyjacielskich relacjach, nawet panowie byly i obecny potrafia sie podwozic wzajemnie samochodem. Gdyby ktos mial jeszcze jakies pytania odnosnie suk, kurew i myslenia doopa, to prosze bardzo, postaram sie odpowiedziec. Chyba ze uznam, ze szkoda czasu. Pozdrawiam wszystkich "moralistow".
      • kami_hope Re: Wyprowadzam sie od meza 02.04.14, 01:08
        Happy end po prostu.

        Teraz dopiero zauwazylam ze to wygrzebany watek. I wiesz co? Tak sobie pomyslalam, po przeczytaniu wszystkich wpisow. Dostalas swietne wsparcie od Kalpy. Podzielila sie wlasnym intymnym doswiadczeniem, za co chcialabym przekazac Kalpie wyrazy szacunku. Dostalas slowa krytyki i moralizowania tez. I tak sobie mysle, ze w sumie to dobrze ze sa "moralisci" wsrod nas. Swiat wyglada jakby lepszy, lub chociaz tylko wiedza, ze sa ludzie z intencja tworzenia lepszego swiata daje jakas nadzieje, wiare, ze wiemy, co jest dobre, a co zle.
        Pozdrawiam wszystkich "moralistow" - z tym, ze inaczej, nie z ironia, a z sympatia.
        Ciebie rowniez pozdrawiam i zycze szczescia.
      • kasper254 Re: Wyprowadzam sie od meza 02.04.14, 07:53
        1.No, proszę, jaki radosny finał. Radość jest jednak przedwczesna, kochana violu, ma charakter poranny, a przed Wami jeszcze długi dzień, wieczór i noc. Skąd wiesz, co będzie po 1 652 pójściu do łóżka z nową torpeda, gdy się np. zatnie, gdy pójdą osie czy wały..? A może Ciebie dotknie syndrom znudzenia egzystencjalnego i nic już nie będzie na "właściwym miejscu". Filozofia, psychologia, nauki polityczne - zakwestionowały jedną prawdę, niezmienną, stałą. Radość jest przedwczesna także i dla dzieci. Nie wiem, czy wiesz, że za Twoje rozdarcia moralne, poszukiwania "szczęścia", luksusu w łóżku i poza nim zapłacą najbardziej dzieci. Stygmatyzm rozbitej rodziny może (nie musi) im towarzyszyć zawsze. Będą narażone (bardziej niż inne dzieci, wychowane w pełnych rodzinach) na nieudane życie osobiste, depresje, fobie, myśli samobójcze itd.
        2."Moraliści", jak piszesz drwiąco, odwołują się do czegoś, co jest stałe, ponadczasowe, co jest dane człowiekowi, który odróżnia dobro od zła. I ku temu nie trzeba niewinności Kami czy pouczań pozytywistów. Ona czy Kalpa może nie odróżniają przyjemności dupy od niezmienności wartości moralnych, ale wielu - jak powyżej wskazani - tak. Tego nie uczy się na uniwersytetach. Dlatego krzywda najsłabszych (np. dzieci) zawsze będzie krzywdą, choćbyśmy nie wiem, jakich szukali usprawiedliwień, racjonalizacji, odniesień.
        3.Możesz uznać, viola, że szkoda czasu. Też Cię zrozumiem: także lubię seks, chociaż nie jest wartością wyższą od dobra moich dzieci.
      • tricolour Generalnie rzecz ujmując... 02.04.14, 09:18
        ... to sprawa budzi moje obrzydzenie.

        Bo do łózka z mężem pójść nie mogłaś, ale świadomie sobie takiego faceta za męża wzięłaś i jeszcze dwójkę dzieci zrobiłaś. Drugie dla zabawy. Przez dzieworództwo pewnie, wszak kiedyś myszy lęgły się z worków po zbożu.

        Dla mnie sprawa miałaby sprawiedliwy finał gdyby szef porzucił Cię dla młodszej i powabniejszej.
      • kachaa17 Re: Wyprowadzam sie od meza 03.04.14, 22:12
        Ja chciałam coś dodać od siebie na temat seksu, dopasowania w seksie czy odczuwania dyskomfortu. Tak się składa, że współżycie z moim mężem też czasami powodowało u mnie ból i dyskomfort. I mogłabym pewnie sobie tak myśleć, że to brak chemii czy coś w tym stylu. Bywało różnie ale generalnie raczej gorzej niż lepiej. Aż tu nagle, po kilkunastu latach jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z tym samym człowiekiem zaznałam niesamowitego seksu. I dopiero wtedy zobaczyłam jak może być fajnie, bezproblemowo, bez kombinowania, tak zwyczajnie bez wielkich starań i przygotowań. Dodam, że mąż był moim pierwszym partnerem seksualnym w sensie stosunków więc nie miałam porównania. W moim przypadku chodziło o moje wewnętrzne spięcie i jakąś taką chroniczną złość, która nie pozwalała mi się odprężyć na tyle, żeby móc poczuć jakąś bliskość. Dodam tylko, że mąż też odczuł zmianę bardzo pozytywnie. Nie wpłynęło to jednak na ogólną poprawę naszego życia małżeńskiego.
        Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że nastąpi u mnie taki przełom w seksie to bym nie uwierzyła.
    • rar.ely nie ma milosci 02.04.14, 09:55
      bez seksu
      blad popelnilas na samym poczatku wiazac sie z czlowiekiem z ktorym nie bylo chemii potem juz byl bład za błedem i konsekwencje teraz probujesz to jakoś naprawic albo raczej moze "stanąć w prawdzie " lepiej późno niz wcale

      wyrzuty sumienia mozesz miec mniejsze bo nawet koscioł mowi żeby bez pożadania nie wchodzić w malżeństwo bo ono sie nie uda

      swoja droga ciekawi mnie Twoj mąż jak on to wytrzymal i z jakiego powodu tkwił w tym ? zaniedbał sie ? rozpił ? spasł ? masturbował przed kompem czy miał kochanki ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka