Dodaj do ulubionych

mur nie do przebicia

04.11.11, 00:42
Jak Wszyscy na tym forum czuję się zagubiona i nie wiem od czego zacząć. Od 10 lat małżeństwo 2 dzieci. Nigdy nie było większych rewelacji w naszym związku czasem lepiej czasem gorzej, jak wszędzie. Tłumaczyłam sobie,że nie ma związków idealnych. Nigdy się nie kłóciłam z mężem, ba z rozmową zawsze był problem tzn.(ja mówiłam on słuchał). Tutaj wydaje mi się leży największy problem ON nie potrafi rozmawiać, nie potrafi podjąć decyzji, o wszystkich rzeczach muszę pomyśleć sama i zrobić sama. Nie bede wymieniac co bo lisy by mi brakło. Napiszę co jest na jego głowie bedzie szybciej. Wstac, pojsc do pracy, zaplacic prad, telefon i rate kredytu. Czasem odebrac dziecko ze szkoły. Na reszte musze zapracowac sama. Na wszelkie pytania moze zrobimy tak lub tak (kwestia remontu, wakacji, odziezy dla dzieci itd.) pada odpowiedz "nie wiem", "zrobisz jak zechcesz", "nie znam się" "ychy".
Cały wolny czas to komputer i fora eksperckie (elektronika, fotografia). Mieszkamy w domu który dostałam od moich rodziców, mieszka w nim równiez moja mama, która pomaga w opiece nad dziecmi. Nigdy nie wtracala sie w nasz zwiazek. Od jakiegos czasu moj mąż zaczął totalnie ignorować moją mamę (traktuje ja jak powietrze, nie mowi dzien dobry, wogole nic do niej nie mówi). Grzecznie porosiła o rozmowę, żeby wyjaśnić sytuację wyprosił ją z pokoju i powiedział że nie bedzie z nią rozmawiał bo nie ma ochoty. Ostatnio zwyzywał ją od k..w starych, bo nie zamknęła drzwi za sobą a on przeciez zapalił w piecu. Dotarło do mnie, że dalej tak być nie może. Nie dosyc ,że wcale nie uczestniczy w życiu rodziny to jeszcze obraża. Albo nie mówi nic albo reaguje zlością Nie mogę ciągle kogoś prosić o to, żeby zamienił ze mną słowo, żeby się zainteresował mną dziećmi. NIe piszcie mi proszę żeby z nim porozmawiać tylko może ktoś zna ten typ charakteru i napisze JAK to zrobić żeby porozmawiał? Ja nie mam już koncepcji jak do niego dotrzeć, czasem mam wrażenie że zbudował mur wokół siebiie, że ma problem ze sobą i trzeba mu pomóc, a czasem wydaje mi się,że ma totalnie wszystko w d...e. Bez względu na to co by się nie stało to zawsze ja szukałam zgody porozumienia. On nigdy przenigdy nie powiedział przepraszam. Obraził się nie wiadomo o co a ja chodziłam za nim i dopytywałam o co chodzi? co się stało? itd. itd. powoli wracało do normy (patrz kilka zdań wyżej - komunikacja na poziomie yhy, nie wiem). Ostatnio co raz częściej myślę o rozwodzie bo nie wytrzymuję psychicznie. Proszę napiszcie jak postępować z takim człowiekiem, ja nie wiem czy on juz taki jest, czy ma jakies uczucia?Jak do niego dotrzeć?
Obserwuj wątek
    • ronald.tusk Zawsze był taki? 04.11.11, 06:17
      Na moje oko facet ma permanentną depresję albo jest typem introwertyka. Nie wiem czy w takiej sytuacji można mu pomóc...terapia wstrząsowa przez pozew rozwodowy wydaje mi się ryzykowna. Sama musisz zdecydować czy chcesz tkwić w tym czy zrezygnować.
      • pawcia1aga Re: Zawsze był taki? 04.11.11, 06:45
        Zawsze od początku małżeństwa ja musiałam o wszystkim pomyśleć bo on miał czas. Wieczory przy komputerze ja młoda żona musiałam się zająć oglądaniem tel albo czytaniem książek. Gdy byłam w ciąży wręcz zabiegałam o kontakt o bliskość rozmowę, odpowiadał "przecież jestem". Wiadomo że były też lepsze chwile ale było ich zdecydowanie mniej. On ma własny świat i nikogo z rodziny tam nie dopuszczasad
        • triss_merigold6 Re: Zawsze był taki? 04.11.11, 09:33
          I wtedy trzeba było kopnąć go w d... zamiast pozwalać aby Cię ignorował.
          • tautschinsky Re: Zawsze był taki? 04.11.11, 15:07
            triss_merigold6 napisała:

            > I wtedy trzeba było kopnąć go w d... zamiast pozwalać aby Cię ignorował.



            Chyba ktoś cię bardzo skrzywdził, biedaczko, na terapię, na terapię
            biegiem. Coś ci podpowiem - JEJ mąż NIE jest twoim byłym ani ci
            wszyscy inni, którym trzeba było dać według ciebie kopa. Co druga
            twoja wypowiedź, bo nie rada, to kop w d... Wyluzuj, bo ci w końcu
            druga żyłka w oku pęknie i już nic ci nie pomoże.
    • ona_37 Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 09:25
      Na takie zachowanie może wpływać wiele czynników i różne przyczyny,obok charakteru którego nie da się całkowicie zmienić ale można go "wypracować"ma na pewno jakiś problem,może w pracy ale niekoniecznie problem może być w domu?
      Przypomnij sobie czy przed ślubem zachowywał się tak samo,w jakiej rodzinie się wychował,jakie wartości wyniósł z własnego domu,miał traumy w przeszłości?
      Początki depresji dla osób obok są niezauważalne,ale zmiana w zachowaniu,wycofanie się z życia,problemy z spaniem itp.powinno być sygnałem ,że coś jest nie tak.
      Rozwód nie rozwiązuje problemu a kończy związek.
      Niestety trzeba rozmawiać ale bez emocji.
    • plujeczka Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 09:53
      trudno coś doradzić bo przyczyn takiego zachowania moze byc kilka a recept na zmianę-żadnych.
      Nie piszesz jaki był przed slubem i z jakiego domu pochodzi to bardzo wazne, przypomnij sobie jak zachowywaliu sie jego rodzice , w jaki sposób odnosili się do siebie.Może to facet bez ambicji, planów na zycie dobrze mu tak jak jest i nie stara się niczego w zyciu zmienić ponieważ aktualnasytuacja mu odpowiada. Tak naprawde niewiele z siebie daje i niewiele oczekuje.
      Dziwi mnie zmiana jego zachowania w stosunku do twojej mamy?-pachnie albodepresją albo zwykłym chamstwem , które było wczesniej tylko pewnie jak wielu z nas starałaś się w jakiś sposób to wytłumaczyć.
      Nie sądzę aby rozmowa z nim cokolwiek zmieniła to raczej chyba dialog jednostronny.
      Spróbuj porozmawiać z psychiatrą lub psychologiem narazie sama bo raczej na wizytę trudno bedzie go namówić.
      Jesli dalej się nie poprawi a ty nie dasz rady ciagnąć tego związku to cóz pozostaje rozwód, twój dom wiec z pozbyciem się faceta nie będzie kłopotu -ale bedzie wymagało "zachodu" i tyle a moze aż tyle a pózniej zycie z dziećmi.
      Zreszta i tak jesteś samotna w tym zwiazku to właściwie jaka to róznica rozwódka czy samotna mężatka?=a jednak o wiele spokojniej poza tym pomysl jak to bedie wyglądało Wasze zycie kiedy oboje przejdziecie naemeryturę? br,br -mnie własnie ta mysl zmobilizowała do rozwodu.
      • pawcia1aga Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 15:00
        plujeczka właśnie tu mam problem bo nie umiem zdiagnozować czy to kwestia charakteru (flegmatyk+melancholik) w połączeniu z depresją(męża brat swego czasu spędził 3 mce na oddziale psychiatrycznym) czy to charakter w połączeniu ze zwykłym chamstwem i lenistwem.
    • errormix Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 11:34
      Czy powódka kocha męża?
    • eloach Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 13:20
      Czy zastanawiałaś się dlaczego do tego doszło, że Twój mąż nic nie robi?
      Może to było tak, że wyręczałaś go niepotrzebnie z wielu zadań, sądząc, że zrobisz to lepiej.
      Może krytykowałaś jego decyzje.
      Facet wycofał się i zamknął w swoim świecie.
      Czy jest teraz sposób na to, by to zmienić?
      Hm... będzie trudno.
      Zacznij prosić go o jakąś przysługę, a następnie pochwal.
      Prawdopodobnie przychodzi Ci do głowy, że nie będziesz miała za co go docenić, ale dobrze byłoby znaleźć choćby najmniejszy powód.
      Cofnij się pamięcią wstecz i wydobądź te chwile, kiedy było ok. Powiedz co wtedy czułaś i jak ważne było jego wsparcie.
      Zapytaj, czemu teraz tak się zmienił, czy Twoja mama mu w czymś zawiniła, czy ma jakieś problemy, czy potrzebuje pomocy. Jak widzi Waszą przyszłość i do czego zmierza.
      To oczywiście łagodniejsza metoda.

      Niestety może być tak, że Twój mąż tak bardzo zamknął się w sobie i tak wszystko zignorował, że dobrocią nic nie zmienisz.
      Wtedy rzeczywiście pozostaje nic innego jak wstrząs w formie rozwodu.
      Niemniej, nie mogą być to tylko puste słowa na zasadzie zastraszenia, ale konkretne postanowienia poparte gotowymi rozwiązaniami.
      • pawcia1aga Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 14:56
        Dzieki wszystkim za pomoc. Odpowiem moze na klika wpisów na raz. Na pytanie czy go kocham szczerze nie wiem, ale jakies uczucie jest bo mi zależy bardzo żeby ten nasz związek ratować. Na pytanie o dom rodzinny epoka lodowcowa mieszkanie nie remontowane od 45 lat, teściowie na zasiłku przedemerytalnym siedzą oglądają telewizję i narzekają na wszystko. Byłam u nich teraz po pomoc żeby z nim porozmawiali (pierwszy jedyny raz) uznali,że on jest dorosły wiec nie bedą sie wtrącać i nigdy nie był wylewny i sie nie zwierzał. Teściowa powiedziała, że ona może cały dzień nie mówić i jej nie przeszkadza "więc to pewno ma po mnie". W całym naszym 10letnim zwiazku były tez dobre chwile, ale właśnie chwile.
        • errormix Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 17:17
          Na pytanie sądu, czy powódka kocha męża, powódka powiedziała wyraźnie: "jakies uczucie jest bo mi zależy bardzo żeby ten nasz związek ratować". Wynika z tego, że miłość powódki do pozwanego nie wygasła do końca i tym samym nie doszło do pełnego rozkładu emocjonalnego.

          Tyle tylko, że ma ona już serdecznie dość tego, że pozwany ma ją w dupie. Więc to właśnie należałoby zmienić.

          Sąd sugeruje, aby powódka przestała żebrać o uczucie i uwagę pozwanego, ale zaproponowała mu na piśmie mediacje, a jeśli chce faktycznie pójść po bandzie, to złożyć pozew o separację. Powódka zaoszczędzi sobie w ten sposób kosztów (separacja 300 zł, rozwód 600 zł), a także zostawi sobie i pozwanemu "furtkę" w postaci szansy ewentualnego powrotu. Da tym samym wyraźny znak, że ma już dosyć bycia w czyjejś dupie i w razie fiaska gotowa jest odejść na dobre.

          UZASADNIENIE

          Powódka, mimo skomplikowanej sytuacji w związku, wyraźnie wskazuje, że wkradła się do niego małżeńska nuda, zrezygnowanie, szara codzienność i ewidentny brak komunikacji. A przecież nie było tak od początku. Strony kochały się, wspierały, wieczorami szeptały sobie "Kocham cię", a w ciągu dnia pomagały sobie wzajemnie. To może jeszcze wrócić. Potrzebne jest tylko zaangażowanie dwóch stron. Aktywne zaangażowanie.

          W omawianym przypadku, "postraszenie" pozwanego rozwodem może odnieść zupełnie odwrotny skutek do oczekiwanego. Pozwany, z racji swojego ewidentnie introwertycznego usposobienia, może zamknąć się w sobie jeszcze bardziej, odczuć pozew rozwodowy jako szantaż i ku zaskoczeniu powódki, rozwieść się, mimo że tak naprawdę on tego nie chce.

          Proszę się brać więc do roboty i nie zawracać sądowi głowy.

          Poproszę na salę następne małżeństwo!!!!
          • pawcia1aga Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 19:15
            dziekismile
          • niutka Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 19:47
            Moja przyjaciolka wniosla pozew o rozwod bez orzekania, nie mieszkali ze soba jakies 1,5 roku (dwojka malych dzieci). Dostali rozwod na pierwszej sprawie, mimo iz powiedziala, ze kocha meza... On powiedzial, zekochal ale teraz juz nie.

    • wawrzanka Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 15:02
      pawcia1aga napisała:

      > Proszę napiszcie jak postępować z takim człowiekiem,

      Skoro właśnie o to prosisz....
      Złożyć pozew o rozwód. Zawsze będziesz mogła się wycofać - jedyne, co stracisz to kilkaset złotych, ale skoro wyczerpałaś wszystkie inne możliwości? Zdaje się, że on jest przyzwyczajony do Ciebie jak do własnego cienia, tyle, że gadającego. Zaskocz go czymś, wstrząśnij. Spraw, żeby to on chciał rozmawiać z Tobą. Potrafisz to? Bijesz głową w "mur nie do przebicia" zamiast rzucić granat.

      Moje małżeńskie mieszkanie należało do exa - faceta podobnego do Twojego męża, więc się wyprowadziłam i w wynajmowanym mieszkaniu ze łzami kapiącymi na klawiaturę pisałam politycznie poprawny pozew rozwodowy, choć powinnam była wystąpić o jak najwyższe alimenty i orzeczenie winy. Teraz to wszystko wyszło mi na dobre, choć miałabym dużo łatwiej, gdybym się nie patyczkowała. Ty jesteś w o tyle komfortowej sytuacji, że mieszkasz w swoim domu i nie musisz się nigdzie wyprowadzać. Złożenie pozwu może być tylko straszakiem, który uratuje Wasze małżeństwo, ale skoro już tu jesteś i tak cierpisz to przestań trzepotać skrzydłami jak złowiony w sidła ptak, bo Twój mąż tylko na to patrzy znudzony i nawet mu się nie chce ręką machnąć.
      • pawcia1aga Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 19:26
        właśnie tak jest, że jest przyzwyczajony do mojej obecności do mojego gadania i nadskakiwania, przywykł do tego jak do powietrza. Przywykł również do tego, że jak on obrazi sie nie wiadomo o co to ja chodze i pytam "co sie stało" "tak nie można, żyjmy w zgodnie bo dzieci, bo rodzina, bo o zwiazek trzeba dbac itd."Po ostatniej akcji z moją mamą oczywiście też przestał się odzywać ale ja tez postanowiłam zastosować jego metodę. Skoro sie nie odzywasz to znaczy że nie potrzebujesz, to ja tez postanowiłam się nie odzywać. Jest mi ciężko ale wytrzymuję nie powiedziałam ani jednego słowa bezpośrednio do niego i wiecie co jest zdezorientowany. Nigdy sie tak nie zachowywałam. Trochę to dziecinne ale może chociaż trochę da mu do myślenia i poczuje namiastkę tego, co ja czuję dość często. Co do separacji i rozwodu, kompletnie nie mam pojęcia jak się do tego zabrać i zwyczajnie sie boję.
    • ada828 Re: mur nie do przebicia 04.11.11, 22:31
      Miej kochanka, a po latach gdy kochanek Tobie się znudzi będziesz miała wspaniałego męża. Proszę o odczytanie bez ironii.
      • emilia.nowa Re: mur nie do przebicia 05.11.11, 00:30
        Mnie 2 rzeczy zastanawiaja.
        Po pierwsze to czy on nie podejmowal zadnych decyzji i dlatego Ty musialas wszystko sama ogarniac . Czy bylo odwrotnie - Ty ciagle podejmowalas decyzje za Was dwoje i wreszcie on sie wycofal.
        A druga sprawa to Twoja mama. Czy mieszkacie razem czy mama ze swojego domu przeprowadzila sie do Was zeby pomoc przy dzieciach i tak juz zostalo. Jesli tak to czy decyzje o tym czy mama ma z Wami mieszkac podjelas Ty czy podjeliscie ja wspolnie ?
        Tobie moze sie wydawac ze Twoja mama sie nie wtraca a maz moze widziec to inaczej. Moze wolalby mieszkac tylko z Toba i dziecmi. Moze ma poczucie ze z mama tworzycie druzyne a on jest obok, sam. Stad jego zlosc na mame, nerwy mu puscily.
        Ja szczerze mowiac w podobnej sytuacji tez bym byla podlamana. Nie wyobrazam sobie mieszkac z mama mojego meza - moze nie jest to obca osoba ale dla mnie dom to maz i dzieci. Moze Twoj maz tez tak czuje.
        Jesli on nie chce rozmawiac to moze rozgada sie jak zostaniecie sami. Mama z Wami caly czas i moze on sie blokuje.
        • plujeczka Re: mur nie do przebicia 05.11.11, 06:23
          odpowiedż na swoje rozterki uzuskałaś podczas wizyty u teściowej, dom skamieniały, nicsie w ni9c nie robi od ponad 40 lat- teraz popatrz na męża to wypisz wymaluj odzwierciedlenie domu z którego wyszedł czyli leń śmierdzący, człowiek bez ambicji z żona , która we wszystkim wyręcza meża , teraz po latach pwienie kiedy troche odchowałaś dzieci jest Ci ciezkko i oczekujesz wsparcia i pomocy ale leń to leń- po latavh takiego beznadziejnego, gnusnego życia trudno oczekiwać ,że mażnagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaznie w domu pomagać, remontować i nosić zone na rekach, facet dodatkowo niczego dobrzego nie wyniósł z domu.Raczej bedzie trudno, byc moze pomogłaby Wam terapia małżeńska ale kto lenia zmusi do pójścia na terapię i opowiedzenia o sobie i własnych "wyczynach" życiowych.
          Ktos Ci poradził separację ,skutki podobne do rozwodu tylko za maż wyjść nie możesz i tyle.Spróbuj prozmawiać z mezem, powiedz czego od niego oczekujesz jednak kiedy nic się nie zmieni w twoim małzeństwie to albodozyjesz w nim do emerytury "bez zadnych fajerwerków" lub pogonisz lenia z domu na cztery wiatry , o tyle masz dobrze ,ze dom jest twój i dziekuj opatrzności ,że tak jest.
    • heksa_2 Re: mur nie do przebicia 05.11.11, 08:41
      Raczej mąż zamieszkał w domu autorki. Pewnie nigdy nie czuł się jak u siebie. Zawsze był gościem. Więc wycofał się i zamknął w sobie.
      • errormix Re: mur nie do przebicia 05.11.11, 08:52
        Bardzo mądrze powiedziane. Lubię to!
        • emilia.nowa Re: mur nie do przebicia 05.11.11, 09:41
          Ja właśnie też tak go odbieram , wycofał się i mi tego męża szkoda zwyczajnie ...
          Ja wiem ze w kilku postach nie mozna oddać kilku lat życia, atmosfery itd ale jak tak sobie czytam to biedny on jest.
          On się po prostu odizolował od Was. Nie jest szczęśliwy, być może ma depresję.

          Dalej jestem ciekawa czy to dom mamy czy mama się do Was wprowadziła. Bo jeśli chcesz ratować małżeństwo i mama ma swój dom to poprosiłabym żeby na trochę dała mu odetchnąć. Może to pomoże mu się otworzyć.
          • pawcia1aga Re: mur nie do przebicia 05.11.11, 11:49
            To dom formalnie mój (czyli zapisany na mnie, otrzymałam go od rodziców jak byłam panną) mama w nim mieszka bo tak było ustalone w momencie przepisywania, tato nie żyje od 6 lat. Mama opiekowała się dziećmi, żebym ja mogła pracować. Wiadomo, że nie pracuję tylko dla przyjemności ale i dla pieniędzy, bo z tego co zarobi mąż to ciniutko by było. Właśnie minęło 10 dni jak przestałam rozmawiać odzywać się.Coś chyba drgnęło, od kilku dni patrzył na mnie ukradkiem w oczekiwaniu, że coś powiem, wybuchnę zrobię awanturę, a ja nic kamienna twarz (taka jak często u niego się pojawiała). Przedwczoraj cały wieczor czytał córce bajki, wczoraj wziął ich na pizze, dopytywał co u nich, a dziś spokojnym opanowanym tonem przemówił do mnie całe dwa słowa PIERWSZY. Nie mam strategi co dalej.
            • easyblue Re: mur nie do przebicia 05.11.11, 15:32
              Skoro coś drgnęło, musisz być konsekwentna: nie nabierać się na jego smutne miny, nie ustępować gdy zrobi Ci się go żal, nie dawać się nabrać na to, co kiedyś.
              Zachowuj się jakby był powietrzem - skoro zaczyna go to boleć, to dobry znak!
              Myślę, że w końcu przemówi. Jak zainicjuje rozmowę postaraj się nie wylewać wszystkich żalów /facet i tak nie zapamięta wiecej niz jedensmile/, tylko odnieś się krótko do tego, co powie. Musi wiedzieć, że teraz Ty rozdajesz karty, jego czas już sie skończył. Musi jednak też czuć, że jeżeli wykaże odrobinę dobrej woli, staniesz się dla niego inna i jeżeli się postara, będziecie tworzyć dobrą rodzinę. Ale to zależy tylko od NIEGO. Musi to zrozumieć - nie będzie chciał się zmienić, musi się liczyć z tym, że Ty nie będziesz miałą ochoty znosić jego zachowania. No i o miłośći też jest dobrze zapewnić, o tym że zależy Ci na nim i chciałabyś u jego boku... się zestarzećsmile Ale - wszystko to krotko, bo długie przemowy nie mają sensu.
              Trzymam kciukismile
            • wawrzanka Re: mur nie do przebicia 06.11.11, 17:55
              pawcia1aga napisała:

              > Co do separacji i rozwodu, kompletnie nie mam pojęcia jak się do tego zabrać i
              > zwyczajnie sie boję.

              W takim razie nie jesteś gotowa i obyś nigdy nie była, bo rozwód to paskudna sprawa. Ja byłam gotowa, złożyłam pozew, a efekt był taki, że ex zaczął szaleć z rozpaczy, co było dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Byłam pewna, że perspektywa rozwodu go ucieszy, bo w końcu nikt nie by mu nie zabierał jego cennego czasu, którzy przeznaczał w 90% na "rozwój osobisty" i w 10% na umacnianie więzi rodzinnych. No... ale u mnie sytuacja była inna, Twoja jest o wiele bardziej optymistyczna i nie tylko uratujecie to małżeństwo, ale wręcz będziecie szczęśliwsi po kryzysiesmile Tylko musicie oboje podjąć pewien wysiłek.

              Wykorzystaj kryzys! Bierz się w garść - to Wasz czas. Zmień metody działania. Jak? To zależy od Twoich możliwości, od męża, od Twojej determinacji. Mogę podsunąć Ci kilka sposobów z mojej wyobraźni - może któryś przypadnie Ci do gustu?

              1. Przypomnij sobie coś, co zawsze chciałaś robić, ale porzuciłaś z braku czasu (pływanie, pisanie, czytanie, pieczenie, fotografowanie, robienie ludzików z kasztanów) - znajdź na to czas i rób regularnie.
              2. Poproś męża, aby jego wychodzenie z dziećmi na spacer, czy pizzę raz w tygodniu (wtedy Ty będziesz mogła zająć się sobą) stało się ich wspólnym rytuałem - będą Ci zawsze opowiadać, co widzieli, co robili itp.
              3. Nie ma nic gorszego, niż skwaszona mina i narzekania domowników - bez względu na to, czy jest to mąż, żona, babcia, teściowa, kot, czy pies - zamiast więc mieć do męża pretensję o to, że przegląda fora o fotografii - wyciągnij go w plener i róbcie zdjęcia. To też może być regularny rytuał.
              4. Od czasu do czasu wybierz się na małą wycieczkę sama, albo z dziećmi - niech mąż zostanie sam w domu i zrobi Wam kolację (mamę też zabierz ze sobąwink.
              5. Teraz Twoja kolej - wypisz cztery kolejne punkty - już nie z wyobraźni, tylko z życia, o których ja nie mam pojęcia, a Ty tak, bo tylko Ty znasz swoje życie.
    • wendd Re: mur nie do przebicia 05.11.11, 09:34
      Nie sądzę aby straszenie kogokolwiek rozwodem było dobrą metodą na poprawę jakości związku.
      Jak zrozumiałam autorka chciałaby aby mąż był bardziej otwarty, komunikatywny i zaangażowany w związek, a nie żeby tkwił przy niej ze strachu przed rozstaniem i rozwodem.

      Jak macie problem z rozmową to napisz do niego list albo maila.
      Spokojny, stonowany i przemyślany.
      Pisząc sama będziesz miała okazję ogarnąć swoje emocje, przemyśleć i ogarnąć sprawy dla siebie ważne.
      Nie strasz go, nie oskarżaj, nie stawiaj pod ścianą. Napisz jak zmieniło się wasze życie i z czym Ci źle, czego Ci brak.
      Nie zapomnij zaznaczyć, że kochasz go i chcialabyś żyć z nim, a nie obok niego.
      Poproś o odpowiedź i spokojnie na nią poczekaj.
      Jeśli mąż ma problemy z wyrażaniem siebie na zewnątrz i introwertyczny charakter będzie mu łatwiej w ten sposób przekazać Ci co czuje.

      O rozwodzie rozmawia się wtedy kiedy jesteśmy pewni, że chcemy się rozwieść.

      • mayenna Re: mur nie do przebicia 05.11.11, 13:12
        Lubię to!smile

        Rozwód nie jest sankcja ani straszakiem. To ostateczna ostateczność jak już nie ma nic.Takiego rozwiązania nie bierze się nawet pod uwagę, dopóki nie nadchodzi definitywny koniec.To jest dla mnie wyjście ewakuacyjne, wykorzystywane jak pożar niszczy wszystko.
        Doradzam jeszcze zmianę jednej rzeczy co pewien czas. Nie wszystkiego na raz. Zmiany małymi krokami.
        Miałam podobna sytuację mieszkaniową jak Ty. Myślę, że popełniłam błąd mieszkając z rodzicami. Część problemów jakie miałam wynikała z tej sytuacji. Rodzice zawsze oceniają, zawsze będą po czyjejś stronie, zawsze mają swoją wizję życia, a nawet słuchanie o niej bywa uciążliwe po tylu latach.
        • era_nosiciela Re: mur nie do przebicia 06.11.11, 17:24
          W swoim poprzednim małżeństwie tez miałam fabrykę lodu. Moje słowa odbijały się od niego jak fale radiowe. Trwało to kilka dobrych lat, bo myślałam, że życie musi tak wyglądać i chyba dlatego tak wyglądało. Byla dłuższa poprawa, potem tymczasowa, regres, później został przy zapewnieniach słownych, a na końcu nie pozostawiał już nawet złudzeń.
          • pawcia1aga Re: mur nie do przebicia 06.11.11, 18:39
            Dziękuję Wam wszystkimsmile bardzo mi pomogliście. Coś w nim drgnęło są obietnice i zapewnienia (bardzo skąpe w słowa) a nigdy wcześniej ich nie było. Może może...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka