Dodaj do ulubionych

Alimenty na żonę?

11.12.11, 17:08
Witam.
Jesteśmy małżeństwem z długim stażem, niestety coś już między nami wygasło i mamy inne podejście do życia.nie możemy dogadać się między sobą. Oczywiście nie uważam że nie ma w tym mojej winy.
Coraz częściej myślę o rozwodzie, w związku z tym mam pytanie, kiedy należą się alimenty na żonę?
Zona ma 33 lata, pracuje na umowę zlecenie ( miesięcznie ok 400 zł netto).
Mamy dzieci w wieku 12 i 14 lat. Czy w przypadku rozwodu, muszę płacić alimenty na nią?
Nie mam żadnych nałogów ( nie piję nie palę brak kochanek.),sam utrzymuję dom i rodzinę, żona nie dokłada się do budżetu domowego.
Chciałbym rozwodu bez orzekania o winie.
Czy jest to w ogóle możliwe, jeżeli małżonka nie będzie chciała się rozwieść?
Oczywiście jeżeli chodzi o dzieci, to zdaję sobie sprawę z obowiązku alimentacyjnego.
Czy ktoś był w podobnej sytuacji?

Obserwuj wątek
    • mayenna Re: Alimenty na żonę? 11.12.11, 18:53
      Jak ma na imię to 'pękniecie'?

      Na dorosłą osobę, jeśli nie będzie rozwodu z twojej wyłącznej winy, bardzo trudno jest dostać alimenty.
      Jak ona sobie da radę z dwójką dzieci po rozwodzie?
      • malwi-na356 Re: Alimenty na żonę? 11.12.11, 19:11
        Będzie żyła z alimentów na dzieci i regularnie je podwyższała żeby jej starczało na życie.....
        • gazeta_mi_placi Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 11:38
          A tak z ciekawości: ile wynoszą przeciętne (najczęściej przyznawane) alimenty na dzieci?
          Bo jak na mój pustawy Gazeciany łeb aby dorosła kobieta się utrzymała łącznie z dwójką dzieci potrzebowałaby minimum 2000zł alimentów.
          Czy w Polsce często przyznaje się 2000zł na dwójkę dzieci?
          • der1974 Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 16:13
            Na moje wyczucie i doświadczenie zawodowe: 1-5% przypadków.
            • gazeta_mi_placi Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 16:24
              Ale sądząc po forum gdzie ponoć wiele matek "utrzymuje się" z alimentów przyznanych na dziecko (według eksów, a czasem według następczyń) to jakieś 80% big_grin
              • zalosny.jestes Nie ważna jest kwota... 18.03.12, 22:52
                Jeżeli matka dziecka zarabia na miesiąc 1200 złotych a otrzymuje na dziecko np 800 złotych alimentów to z czystym sumieniem odpowiadam TAK! Utrzymuje się z alimentów i jest pijawką.
                W KRIO funkcjonują dwa KRETYŃSKIE zapisy (całość jest kretyńska, ale te dwa są ekstremalnie):
                1)Wysokość świadczenia na podstawie dochodów a nie potrzeb dziecka.
                2)Tak zwane możliwości zarobkowe określane przez panią w todze na podstawie jej widzimisie i spreparowanych dowodów powoda (oczywiście w sądzie wystarczy jak pani zezna...pan niestety musi podeprzeć się teczką papierów).
          • zakletawmarmur Re: Alimenty na żonę? 15.03.12, 18:42
            Z tego co doczytałam, kilka lat temu było to niecałe 400 zł/dziecko. Ale może są to już nieaktualne danesmile
    • mayenna Re: Alimenty na żonę? 11.12.11, 19:22
      Czytam tan Twój post i nie rozumiem: nie da się nic zrobić żeby uniknąć rozwodu? Bo samo wygaśniecie to mało, żeby niszczyć rodzinę swoim dzieciom. Z tego co piszesz to nie macie żadnego poważnego powodu do rozstania, jeśli nie ma nikogo innego w Twoim życiu. Czy żona wie, że myślisz o rozwodzie?
      Rozwód to ogromna trauma, krzywda, która dotknie każdego z członków twojej rodziny. Jeśli jest szansa na dalsze wspólne życie to ją wykorzystaj. Porozmawiaj z nią i spróbujcie razem naprawić wasze małżeństwo.
    • dziad47 Re: Alimenty na żonę? 11.12.11, 20:56
      Jeżeli mi nie uwieżysz w to co ci napisze, to poczytaj sobie posty z tego forum i zobaczysz jak wiele nieszczęścia dla rodzin z powodu rozwodów. Jest takie twierdzenie, że lepiej jest ratować stary zwiazek niż budować nowy. Co do meritum to twoja mayonka nawet jak pracuje to ma prawo do uyzskania alimentw na siebie. Bo po rozwodzie warunki życia małzonka nie mogą ulec pogorszeniu. I pierwszą rzeczą którą na sąd postanawia to tzw. zabezpieczenie czyli do czasu zakończenia postępowania rozwodowego sa takie tymczasowe alimenty. Więc może lepiej zacznij od terapi, medjacji i zastanowienia. Pozwodzenia
      • errare_humanum_est Re: Alimenty na żonę? 11.12.11, 21:03
        dziad47 napisał:

        > Co do meritum
        > to twoja mayonka nawet jak pracuje to ma prawo do uyzskania alimentw na siebie
        > . Bo po rozwodzie warunki życia małzonka nie mogą ulec pogorszeniu.

        Coś takiego (alimenty w przypadku pogorszenia warunków życia) to jest tylko przy rozwodzie z orzeczeniem winy. Jeżeli rozwód będzie bez orzekania, to każdy z małżonków może domagać się alimentów, ale tylko gdy bez własnej winy popadnie w niedostatek i raczej nie jest łatwo je uzyskać. Młoda, sprawna kobieta będzie miała zdecydowanie malutkie szanse.
    • beznadziejnyfacet Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 10:50
      Dzięki za wyjaśnienia,
      Nie chciałem rozpisywać się o powodach, zależało mi po prostu na krótkiej
      odpowiedzi.Temat opisałem w poprzednim poście:

      forum.gazeta.pl/forum/w,1182,126048512,126048512,Chce_zeby_zona_poszla_do_pracy_czy_slusznie_.html
      Wiem że rozwód to trauma przede wszystkim dla dzieci, ale z drugiej
      strony kiedy w domu są ciche dni, lub się kłócimy, też to przeżywają.
      Zastanawiam się jednak nad konsekwencjami finansowymi takiego kroku.
      I nie wiem co lepsze, męczyć się jeszcze parę lat ? Czy zaczynać układać życie na nowo.
      Tak czy tak nikt tutaj nie wygra, bo każde z nas wyjdzie z tego przegranym. Czy osoby które tutaj piszą i są po rozwodzie żałują tego? Czy wolałyby cofnąć czas i trwać dalej w związku, w którym nie czują już spełnienia?
      • mayenna Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 11:45
        "Układać sobie życie na nowo" - dla mnie to stwierdzenie jest kluczowe w tym poście. Wynika z niego, ze uważasz, że ułożysz sobie życie lepiej niż masz teraz, że z kimś innym nie będzie tych problemów, które masz.. To jest prawda. Będą jednak inne problemy.

        Zastanów się czy Twoja żona ma możliwość znalezienia pracy.Jakie ma wykształcenie? Bo urodziła dziecko w młodym wieku i może po prostu nie mieć zawodu, a co z tego wynika - problemy ze znalezieniem pracy.Jak widać sytuacja się poprawiła bo ona poszła chociaż na część etatu więc masz postęp. Namawiaj ja do zwiększenia czasu pracy o ile ma taką możliwość.


        Nie bierzesz pod uwagę jeszcze jednej sprawy: ona ma dwa etaty: dom i ten częściowy.Jak zwiększa wymiar pracy zawodowej to ty powinieneś zwiększać proporcjonalnie swój wkład w prowadzenie domu i opiekę nad dziećmi. Zastanów się nad tym bo fajnie przyjść do domu i już nic nie robić tylko odpoczywać po pracy. To też jest jej wkład w wasze małżeństwo.

        Kłótnie są w każdym domu. Rozwód to coś o wiele gorszego.

        Zastanów się czy to ciebie nie dopada kryzys wieku średniego. Masz stabilne, nie najgorsze małżeństwo nad którym można popracować bo jak widać do żony jednak komunikaty docierają, a ty chcesz więcej, lepiej, łatwiej. Rozwód może ci tego nie przynieść.

        Oprócz konsekwencji finansowych może się tak stać, ze stracisz dzieci.

        Jak sobie wyobrażasz sprawy mieszkaniowe? Gdzie będziesz mieszkał, albo gdzie pójdzie mieszkać twoja rodzina?

        Cały czas jednak myślę, że jest ktoś trzeci.
      • lampka_witoszowska Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 11:53
        może zacznijcie to pęknięcie rozpracowywać od terapii?
        rozwieśc się zawsze człowiek zdąży

        o ile jeszcze nie podjąłeś ostatecznej decyzji
      • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 11:59
        przeczytalam ten watek na Forum Partnerstwo i sie przerazilam.
        jak mozna byc tak leniwa (rozleniwiona) osoba - dzieci w wieku 12 i 15 lat na prawde nie potrzebuja juz mamusi caly czas, przeciez to sa nastolatki ktore maja juz swoje zycie i nie trzeba ich na raczkach nosic. prace domowe oczywiscie sa absorbujace ale rozumiem, ze jak sie nie pracuje to sie je wykonuje na biezaco wiec zabieraja mniej czasu.

        dlatego rozumiem Twoja bezsilnosc ale moze faktycznie jest tak, ze Twoja malzonka nie tyle nie chce isc do pracy tylko sie tego po tylu latach panicznie boi i nie wie jak sie za to zabrac? nie wierzy w siebie ? albo ma taki wzorzec wyniesiony z domu...nie wiem, ale mi sie to w glowie kompletnie nie miesci...

        z drugiej strony nie sadze zeby rozwod byl najlepszym rozwiazaniem w tej chwili....ale cos musi sie stac zeby sie Pani obudzila z tego wygodnego serialowego letargu i spojrzala na siebie i swoja przyszlosc...oraz na wasz zwiazek...

        (sorry za brak polskich liter ale cos mi sie spsulo w komputerze)


        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • mayenna Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 12:55
      beznadziejnyfacet napisał:

      > Zona ma 33 lata, pracuje na umowę zlecenie ( miesięcznie ok 400 zł netto).
      > Mamy dzieci w wieku 12 i 14 lat. Czy w przypadku rozwodu, muszę płacić alimenty
      > na nią?
      > Nie mam żadnych nałogów ( nie piję nie palę brak kochanek.),sam utrzymuję dom i
      > rodzinę, żona nie dokłada się do budżetu domowego.
      Na co zona wydaje te 400 zl, które zarabia?
      Jej wkład w budżet domowy to prowadzenie domu. Oferty pracy dla gosposi w Warszawie, obejmującej prowadzenie domu i opiekę nad nastolatkami sa w okolicach 2000 zł.
      • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 13:02
        mayenna napisała:


        > Jej wkład w budżet domowy to prowadzenie domu. Oferty pracy dla gosposi w Warsz
        > awie, obejmującej prowadzenie domu i opiekę nad nastolatkami sa w okolicach 200
        > 0 zł.
        a jakiej opieki wymagają nastolatki na codzień? większość nastolatków wraca sama ze szkoły i przygrzewa sobie obiad (lub robi jakiś prosty). większość ludzi pracuje, a też zajmują się domem i brudem nie zarastają, więc z tym prowadzeniem domu to lekka przesada...
        • altz Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 13:08
          >> Oferty pracy dla gosposi w Warszawie, obejmującej prowadzenie domu i opiekę nad
          >> nastolatkami sa w okolicach 2000 zł.


          > a jakiej opieki wymagają nastolatki na co dzień?
          Kiedyś takie usługi w dobrych domach oferowały pokojówki. Jak któraś zaszła w ciążę z nastolatkiem, to się ją odprawiało i brało następną. Dobre mamy wiedziały, że wstrzymywanie się od seksu jest niezdrowe! wink
          Może o to chodzi? big_grin
        • mayenna Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 13:24
          Policz dokładnie: miała 18 lat jak urodziła dziecko. Gdzie był wtedy pan? Nie myślał o tym, ze ona możę nie mieć potem szans na pracę. Drugie dziecko urodziło się 3 lata później. Kiedy ona mijała zdobyć zawód? A teraz on by chciał żony aktywnej zawodowo i żeby partycypowała w utrzymaniu. tylko to jest nierealne. To ze ona dorabia te 400 zł i od czerwca jednak pracę jakąś znalazła to już jest sukces. Facet powinien się cieszyć, ze jednak ona cos robi w tym zakresie. A on rozmyśla jak ją jednak rzucić i ile go to będzie kosztowało.


          • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 17:06
            mayenna napisała:

            > Policz dokładnie: miała 18 lat jak urodziła dziecko. Gdzie był wtedy pan? Nie m
            > yślał o tym, ze ona możę nie mieć potem szans na pracę. Drugie dziecko urodziło
            > się 3 lata później. Kiedy ona mijała zdobyć zawód? A teraz on by chciał żony a
            > ktywnej zawodowo i żeby partycypowała w utrzymaniu. tylko to jest nierealne.
            tylko dzieci w międzyczasie poszły do przedszkola, szkoły i w tym czasie pani gdyby chciała mogłaby się dokształcać, mozliwości w chwili obecnej jest sporo w tym temacie (studia, kursy darmowe lub z niewielkim wkładem współfinansowane przez UE, PUP itd.) - tylko kluczowe tu są właśnie chęci. Więc, moim zdaniem, jest to jak najbardziej realne
            • mayenna Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 17:41
              Malgolka, robiłaś taki kurs?
              Podstawówka + kurs po którym i tak trzeba pracownika doszkolić, bez znajomości - marne szanse na zatrudnienie.
              Jaka ktoś ma już jakieś wykształcenie to taki kurs jest dobra opcja na drugi zawód.
              • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 18:07
                mayenna napisała:

                > Malgolka, robiłaś taki kurs?
                > Podstawówka + kurs po którym i tak trzeba pracownika doszkolić, bez znajomości
                > - marne szanse na zatrudnienie.
                nie wiemy jakie pani ma wykształcenie, to, że urodziła w wieku 18 lat, nie znaczy, ze nie ma matury czy nawet studiów (mam kilka koleżanek, które urodziły w wieku 18-19 lat) i zdały maturę, a jak dzieci poszły do przedszkola - studia.
                kursy są przeróżne, akurat pracuję przy organizacji takich i myślę, że oferta jest tak bogata, że każdy może coś znaleźć. A najlepiej założyć, że to nic nie da i czekać na zbawienie.
                Nie wiem czemu założyłaś, że pani ma tylko podstawówkę, ale nawet jeśli, to myślę, że przy 2 tak dużych dzieci spokojnie mogła podchodzić eksternistycznie do matury (przy większości CKU są licea eksternistyczne za darmo).
                > Jaka ktoś ma już jakieś wykształcenie to taki kurs jest dobra opcja na drugi za
                > wód.
                znam ludzi, którzy zdobywali wykształcenie w wieku lat 20 i więcej, ale oni tego chcieli
                • mayenna Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 18:24
                  Gdyby ona miała wykształcenie i skończyła studia w małżeństwie to pan by o tym raczej napisał. Wszak kończyłaby je na jego koszt, a pieniądze sa dla niego bardzo istotne.
                  Ogólnie tutaj nic nie wiadomo o całej sytuacji, ale jest wskazanie, że ona się 'wyleguje'. ogląda seriale, chodzi. na plotki.Nie wiadomo na co wydaje swoje 400 zł, ale do budżetu domowego sie nie dokłada.
                  Ja to widzę tak: kobieta zastosowała się do prośby męża, a on nadal trwa przy koncepcji rozwodu. Czyli nie chodzi o pracę, ani o jej lenistwo.
                  .
          • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 13:19
            "Kiedy ona mijała zdobyć zawód? A teraz on by chciał żony a
            > ktywnej zawodowo i żeby partycypowała w utrzymaniu. tylko to jest nierealne."

            Sama sobie zaprzeczasz. Skoro twierdzisz, że:


            "Jej wkład w budżet domowy to prowadzenie domu. Oferty pracy dla gosposi w Warszawie, obejmującej prowadzenie domu i opiekę nad nastolatkami sa w okolicach 2000 zł.

            I jest to prawdą, to niech idzie i zamieni swoje umiejętności na pieniądze. No chyba, że te wyliczenie jest, że tak powiem, z rzyci wzięte, a ten wkład wcale nie taki cenny.
            • lampka_witoszowska Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 13:55
              z tego, coz kolei mnie wiadomo, to niedocenianie pracy któregokolwiek kończy się jeśli nei rozwodem, to przynajmniej tradycyjnymi awanturami, kto wazniejszy

              może rozwiązaniem jest, jeśli już tak uczciwie liczyć, życie w pojedynkę?
              bo wypadałoby oczekiwać samodoskonalenia partnera w celu uzyskiwania ciągłych podwyżek, a to się kompletnym absurdem w końcu okaże
              i co robić z tymi, którzy wygrali w totolotka? no, nie daj Bóg, żeby taka żona latami wcześniej się awanturowała, że mąż wydawał pieniądze na kupony... tu już rozwód z jej winy na mur wink

              jak sie w edwoje dogadać nei potrafią, to żadne "sprawiedliwe" wyliczenia sensu nei mają
              alb się ludzie cenią nawzajem za wkład, jaki by nei był, albo szlag trafia spokój w rodzinie i lepiej niech każdy idzie w swoją stronę
            • mayenna Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 19:57
              Do Warszawy trochę daleko może mieć i tam cach raczej bez zobowiązań. Rodziny nie zostawi. To tylko pan kombinuje jak tu sie całej rodziny za jednym zamachem pozbyć.

              Wedlug mnie nie jest to sprzeczne.
              • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:54
                > Do Warszawy trochę daleko może mieć i tam cach raczej bez zobowiązań. Rodziny n
                > ie zostawi.

                Chcący szuka sposobu a niechcący powodu. rzecz w tym, że pani każda praca śmierdzi. W wojsku pruskim mawiali: koń ma duży łeb - to niech się martwi. Tak i pani. Niech się pan o pieniądze martwi i robi szpagaty a mnie pieniądze nie interesują - mają być.

                > To tylko pan kombinuje jak tu sie całej rodziny za jednym zamachem
                > pozbyć.

                A to wszystko wyczytałaś w swojej szklanej kuli Made in P.R.C.?
          • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 18:29
            mayenna napisała:

            > Policz dokładnie: miała 18 lat jak urodziła dziecko. Gdzie był wtedy pan?


            W pracy, w której zarabiał pieniądze między innymi, żeby ją utrzymywać.
            W domu, bo po pracy pomagał jej przy dzieciach i w prowadzeniu domu.


            > Nie myślał o tym, ze ona możę nie mieć potem szans na pracę.


            Szans na pracę w wyuczonym zawodzie sprzedawcy nie ma żadnych
            33letnia kobieta?! Wolne żarty! Może zaraz zacząć wypłacać jej przedwczesną
            emeryturę? Taką specjalną dla osób dotkniętych chyba jakąś chorobą,
            bo kobieta jeszcze złotówki składek na emeryturę nie odprowadziła,
            no a teraz, wiadomo, 33letnia staruszka żadnej pracy już nie uświadczy big_grin



            >A teraz on by chciał żony a
            > ktywnej zawodowo i żeby partycypowała w utrzymaniu. tylko to jest nierealne.


            Dobry humor tobie dopisuje. To ja jeszcze raz wspomnę o jej wieku:
            kobieta MA 33 lata! Skończyła szkołę zawodową handlową. Jest z zawodu
            sprzedawcą. Dalej znalezienie pracy nie ma w tym zawodzie, kiedy dzieci
            są już nastolatkami? big_grin


            To
            > ze ona dorabia te 400 zł i od czerwca jednak pracę jakąś znalazła to już jest
            > sukces.


            Wielki oklaski dla tej pani big_grin Całe 400 złotych zarabia. I jest to sukces.
            A na tym forum i nie tylko tym ciągle piszą kobiety, że 500 złotych
            alimentów na dziecko to nie pieniądze, a śmiech na sali.


            > Facet powinien się cieszyć, ze jednak ona cos robi w tym zakresie.


            Co najmniej powinien podskakiwać i tańczyć z radości. Dać na mszę
            dziękczynną i pójść na klęczkach do Częstochowy, że podziękować
            za tak dzielną żonę, a ją samą nosić na rękach i całować ślady, które
            ta zostawia, wszak udało mu się po 5 latach namawiania żony do podjęcia
            pracy zarobkowej skłonić ją do zarabiania całych czterech setek...
            • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 18:39
              > 33letnia staruszka żadnej pracy już nie uświadczy big_grin

              nie wiem czemu skojarzyło mi się to z agentem Tomkiem smile też emeryt...no ale prace znalazł smile

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • mayenna Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 19:54
              Na Mazurach praca sprzedawcy w sklepie bez matury i doświadczenia jest niemożliwa. Możesz taką dostać jak masz znajomości albo staniesz w swoim sklepie.I Tautchinski możesz poszukać takiej posady w okolicach Elku a ja na nią znade 10 chętnych kobiet od ręki.
              U mnie to jeszcze z grupą inwalidzką chcą, nawet na salowe czy do sprzątania.Nie brakuje jednak ofert do pilnowania małych dzieci po 8-10 godzin dziennie za 400 - 600 zł.

              Tautschnski, pan na pewno w domu nie pomagał tak codziennie i uczciwie we wszystkim. Jakby to robił, to wiedziałby co robi jego zona.
              • maciekqbn Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:13
                mayenna napisała:

                > Na Mazurach praca sprzedawcy w sklepie bez matury i doświadczenia jest niemożli
                > wa.

                No to pani idzie do szkoły i w dwa lata "robi" maturę. Moze nawet zdobyć jakiś dodatkowy zawód w tym czasie... Wystarczy chcieć. Dzieci są duże i zdrowe (autor wątku nic nie wspomina, że są chore/upośledzone/wymagające szczególnej opieki 24h). Podobnie jak pani.

                Nie chciałem się oddzywać w tym wątku, bo sam mam podobne doświadczenia jak autor, więc jestem zdecydowanie nieobiektywny. Mayenna i yoma, solidarność jajników rozum Wam odbiera. Przy okazji jestem pozytywnie zaskoczony sensownym podejściem do sprawy innych pań, chyba jeszcze nie jest tak źle z kobietami smile
                • mayenna Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:28
                  Ale on jej do szkoły nie wysyła tylko do pracy bo jak nie to rozwód. Wszak on sie nie zastanawia jak ona ma prace dostać, nie szuka jej posady, nie proponuje że wykształci ale oczekuje że ona prace znajdzie i to szybko.
                  • maciekqbn Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:38
                    mayenna napisała:

                    > Ale on jej do szkoły nie wysyła tylko do pracy bo jak nie to rozwód. Wszak on s
                    > ie nie zastanawia jak ona ma prace dostać, nie szuka jej posady, nie proponuje
                    > że wykształci ale oczekuje że ona prace znajdzie i to szybko.

                    A tamta pani swój rozum ma? O przyszłości myśli? A co będzie jak pan któregoś dnia padnie na zawał? Znajdzie drugiego frajera do finansowania jej lenistwa? To nie będzie już takie proste.
                    Moim zdaniem można to podsumować następująco: głupota, lenistwo, bezmyślność. Jeśli do tego dodać fakt, że po kilkunastu latach uczucie się wypaliło, to w pełni rozumiem autora wątku. Jest bardzo OK wobec tej pani, która miała wiele czasu na wykształcenie się i zrobienie czegoś ze swoim życiem. Od 5 lat ja motywuje do działania. w końcu miarka się przebrała.
                    A tu niektóre panie twierdzą, że pan jest be bo znudziło mu się po 5 latach utrzymywanie pasożyta. Zauważ, iż piszę _od 5 lat_ zakładam po Twojemu, że wcześnie istotnie mieli układ, iż pan pracuje, pani zajmuje się domem, co jednak w żaden sposób nie blokowało możliwości kształcenia się tej pani.

                    Ni chce tu nikogo obrażać, ale uważam, że takiego nieroba może zrozumieć tylko inny nierób. A piszę tak, bo jak dziś pamiętam, jaki czułem się "pokrzywdzony" gdy w wieku 24 lat mama pogoniła mnie do pracy, po kilku latach ściemniania na urlopach dziekańskich. To jednak był impuls, który zdecydowanie przeorientował moje podejście do życia, za co jestem dozgonnie wdzięczy mojej rodzicielce. Po tym kopie dostałem drugiego w pracy i to pozwoliło mi się pozbierać, obronić dyplom i zerwać z pasożytniczym trybem życia.
                  • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 23:58
                    mayenna napisała:

                    > Ale on jej do szkoły nie wysyła tylko do pracy bo jak nie to rozwód. Wszak on s
                    > ie nie zastanawia jak ona ma prace dostać, nie szuka jej posady, nie proponuje
                    > że wykształci ale oczekuje że ona prace znajdzie i to szybko.



                    PISAŁ też, że dla pani żony jest praca w jej wyuczonym zawodzie
                    sprzedawcy - w Biedronce i jeszcze w innym miejscu. Jednak pani
                    się nie chce podjąć tego wyzwania. A prosi żonę już od PIĘCIU LAT,
                    żeby w końcu zechciała podjąć pracę zarobkową, bo dzieci już podrosły,
                    a z jednej pensji żyje się coraz trudniej. Pani żona jednak na wszelkie
                    sugestie w tej materii odstawia histerie i strzela fochy, więc po latach
                    mąż zaczął myśleć o rozwodzie jako ostatecznym rozwiązaniu tej kwestii.
                    Nie zamierza całe swoje życie zasuwać na wyjątkowo leniwą kobietę,
                    której w niesmak praca, taka praca, jaką wielu wykonuje. Pracy fajnej,
                    super płatnej, dającej niemal lub aż rozkosze podobne do orgazmów tak wielu nie ma i nie może to być warunkiem, żeby ktoś zdrowy, młody
                    w końcu zechciał zacząć zarabiać na siebie i na własne dzieci.
              • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 23:52
                mayenna napisała:

                > Na Mazurach praca sprzedawcy w sklepie bez matury i doświadczenia jest niemożli
                > wa.

                To co proponujesz tej 33-letniej kobiecie? Niepodjęcie już nigdy
                pracy, bo wymagają matury? A co z dziećmi, które ma na utrzymaniu?
                Przypominam, iż do łożenia na dzieci zobowiązani są oboje rodziców.
                Jak to często się tu pisze, powietrzem dzieci się nie nakarmi, a dzieci
                z pieluch już dawno odchowane, więc argument, że matka nimi się
                zajmuje w ramach swojej rodzicielskiej działki, to przepraszam, ale
                między baje i bujdy proszę włożyć. Poza dziećmi czas w końcu zacząć
                odkładać na swoją emeryturę, której pani żonie nikt nie da tylko dlatego,
                że kilkadziesiąt lat temu (kiedy to osiągnie wiek emerytalny) urodziła
                dwójkę dzieci.
              • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 10:37
                mayenna napisała:

                > Na Mazurach praca sprzedawcy w sklepie bez matury i doświadczenia jest niemożli
                > wa. Możesz taką dostać jak masz znajomości albo staniesz w swoim sklepie.I Taut
                > chinski możesz poszukać takiej posady w okolicach Elku a ja na nią znade 10 chę
                > tnych kobiet od ręki.
                Mayenna, ale Ty się zdecyduj - najpierw piszesz, ze pani zajmuje się domem i wyceniasz tę pracę wg stawek warszawskich, potem nagle pojawiają się Mazury... to może pracę w domu tez wyceniaj wg stawek mazurskiej wioski i wyjdzie 500 zł, a nie 2000

                > Tautschnski, pan na pewno w domu nie pomagał tak codziennie i uczciwie we wszys
                > tkim. Jakby to robił, to wiedziałby co robi jego zona.
                to samo co robi jego żona, robi większość kobiet, tylko one jeszcze dodatkowo pracują
                • zalosny.jestes No ale czemu Ty się dziwisz? 15.12.11, 09:19
                  malgolkab napisała:
                  > Mayenna, ale Ty się zdecyduj - najpierw piszesz, ze pani zajmuje się domem i wy
                  > ceniasz tę pracę wg stawek warszawskich, potem nagle pojawiają się Mazury...

                  Większość kobiet interpretuje rzeczywistość tak jak jest im w danej chwili wygodnie.
                  • mayenna Re: No ale czemu Ty się dziwisz? 15.12.11, 09:45
                    Oczywiście. A mężczyźni mysia jednotorowo.smile Jesli akurat nie myśla o seksiesmile

                    Malgolka, niech pan po prostu doliczy do budżetu domowego to co ona wypracowuje sama: sprzatanie, gotowanie, prasowanie, opieka nad dziecćmi, odrabianie z nimi lekcji. przetwory domowe, czy prowadzenie ogródka i pokalkuluje, ze to tez jest konkretny dochód i korzyśc rodziny, ze dzieci z kluczem na szyi nie chodzą.
                    Ale ja rozumiem że on chce zmiany. Ja go pytam czy ta zmiana jest możliwa i pokazuje inne spojrzenie na żonę - nie jako nieroba bo to szacunku jej nie przysporzy i faktycznie kolejne dzieci nie będą miały domu. Oni oboje musza zrozumieć swoje sytuację i realnie patrzeć na oczekiwania. Moim zdaniem obie strony powinny troch zmienić podejście a nie tylko jedna - żona. Bo rozwód pana z odpowiedzialności za rodzinę nie zwolni.
                    U niej jest postęp w kwestii pracy - mały ale jest. A on jak musli o niej źle, tak myśli, bo on ma swoja wizje a czy jego oczekiwania sa realne do wykonania to nawet nie pisze.

                    Malgolka, za co ta pani ma się uczyć? Nie wiadomo czy w ogóle tam gdzie mieszka ma taka możliwość. Najłatwiej jest powiedzieć len i obibok, ale to niekoniecznie jest prawda.Nawet środowisko, w którym zyja, model rodziny jaki przyjęli ma wpływ. Pan sam przyznaje, że mieli podział a jemu sie to przejadło. To teraz po prostu trzeba czasu, pomocy i zrozumienia tej kobiety żeby mogła sama ruszyć.
                    • malgolkab Re: No ale czemu Ty się dziwisz? 15.12.11, 12:48
                      mayenna napisała:

                      > Oczywiście. A mężczyźni mysia jednotorowo.smile Jesli akurat nie myśla o seksiesmile
                      >
                      > Malgolka, niech pan po prostu doliczy do budżetu domowego to co ona wypracowuje
                      > sama: sprzatanie, gotowanie, prasowanie, opieka nad dziecćmi, odrabianie z nim
                      > i lekcji. przetwory domowe, czy prowadzenie ogródka i pokalkuluje, ze to tez je
                      > st konkretny dochód i korzyśc rodziny, ze dzieci z kluczem na szyi nie chodzą.
                      ok, tylkę tę pracę wyceniłaś wg stawek warszawskich, tj 2000 zł, a już resztę traktujesz w kategoriach wisoki na Mazurach.. nie wiemy czy pani pielęgnuje ogródek i robi przetwory, ale nawet jak to zauważ, że większosć ludzi i tak "prace domowe" wykonuje, mimo, że pracują zawodowo. Dzieci mają 12 i 14 lat, czy postulujesz, by do osiągnięcia pełnoletności dziecka, jeden z rodziców nie pracował? jeśli kogoś na to stać i obu stronom to pasuje, to ok, ale z opisu nie wynika, by ta rodzina mogła sobie na to pozwolić
                      > Ale ja rozumiem że on chce zmiany. Ja go pytam czy ta zmiana jest możliwa i pok
                      > azuje inne spojrzenie na żonę - nie jako nieroba bo to szacunku jej nie przyspo
                      > rzy i faktycznie kolejne dzieci nie będą miały domu.
                      > U niej jest postęp w kwestii pracy - mały ale jest. A on jak musli o niej źle,
                      > tak myśli, bo on ma swoja wizje a czy jego oczekiwania sa realne do wykonania t
                      > o nawet nie pisze.
                      on pisze, że praca jest, tylko zona nawet nie pójdzie na rozmowę z ogłoszenia, nie wykazuje żadnego zainteresowania. Podejrzewam, że gdyby widział chęci z jej strony (wysyłanie cv, szukanie ofert, chodzenie na rozmowy) to tez by rzecz inaczej traktował
                      >
                      > Malgolka, za co ta pani ma się uczyć? Nie wiadomo czy w ogóle tam gdzie mieszka
                      > ma taka możliwość.
                      chociążby obsługi kasy fiskalnej (jak kończyła szkołę jeszcze tych kas nie było) - pan pisał, że kursy są. chociażby dowiedzieć się jaka w ich regionie jest możliwosć zrobienia eksternistycznie matury (bezpłatnie), przeglądnąć oferty bezpłatnych kursów
                    • kami_hope Re: No ale czemu Ty się dziwisz? 16.03.12, 01:14

                      mayenna napisała:

                      > Malgolka, za co ta pani ma się uczyć? Nie wiadomo czy w ogóle tam gdzie mieszka
                      > ma taka możliwość.

                      Ja miałam na uczelnię ponad 300 km. Jeździłam z dwiema przesiadkami (co najmniej). Czas podróży ok. 10 godz. Najpierw był wyczyn aby dostać się do Warszawy, a później kilkugodzinne oczekiwanie na pociąg/autobus do Bydgoszczy (często byłam zaczepiana przez dworcowych meneli lub innych "zafascynowanych moją urodą" panów - nie było to miłe, oj nie). Pamiętam, że jak pierwszy raz wysiadłam w Bydgoszczy, to ze wszystkich sił powstrzymywałam płacz, bo tak się bałam, że sobie nie poradzę, że się zgubię, że jestem "za mała" do "tak wielkiego" życia.
                      Ale zwalczyłam strach w sobie. I krok po kroku zdobywałam kolejne horyzonty.
                      I też czułam nie raz lenistwo. I często niesprawiedliwość, bo ja pracowałam i jeszcze jeździłam "na koniec świata" by się uczyć i jednocześnie byłam zobowiązaną żoną... o tym, że kilka lat w jednych butach przechadzałam nawet nie wspominam... A inni chodzili na imprezy, jeździli za granicę, mieli fajne ciuchy i w ogóle byli cool.
                      Wszystko rodzi się w głowie!!
                      Ja zawsze sobie myślałam "mam rozum, dwie ręce - muszę zrobić z tego użytek".
                      Są ludzie, którzy przez niepełnosprawność nie są wstanie samodzielnie się utrzymać, a chcą... (choćby niedawno był tu na forum niepełnosprawny chłopak, który prosił o wsparcie - ale wyśmiany był, bo wróżby w zamian oferował, no to ja się pytam - a co miał zaoferować jak przykuty do wózka jest, bo sparaliżowany?!)
                      Więc taką panią, która jest zdrowa i mogłaby pracę podjąć, ale tego nie robi - nie tłumaczy nic, to jest pospolite lenistwo i egoizm (ten w najgorszym wydaniu).
                  • malgolkab Re: No ale czemu Ty się dziwisz? 15.12.11, 12:22
                    zalosny.jestes napisał:

                    > malgolkab napisała:
                    > > Mayenna, ale Ty się zdecyduj - najpierw piszesz, ze pani zajmuje się dome
                    > m i wy
                    > > ceniasz tę pracę wg stawek warszawskich, potem nagle pojawiają się Mazury
                    > ...
                    >
                    > Większość kobiet interpretuje rzeczywistość tak jak jest im w danej chwili wygo
                    > dnie.
                    >
                    widocznie mam to szcęście, że obracam się wśród mniejszości i sama do niej należęsmile
            • argentusa Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 09:48
              Ja się generalnie nie zgadzam z tau.
              Ale tutaj ma facet rację:
              > W pracy, w której zarabiał pieniądze między innymi, żeby ją utrzymywać.
              chociaż niekoniecznie było tak:
              > W domu, bo po pracy pomagał jej przy dzieciach i w prowadzeniu domu.
              przypuszczam ,że wątpię

              Szans na pracę w wyuczonym zawodzie sprzedawcy nie ma żadnych
              > 33letnia kobieta?! Wolne żarty! Może zaraz zacząć wypłacać jej przedwczesną
              > emeryturę? Taką specjalną dla osób dotkniętych chyba jakąś chorobą,
              > bo kobieta jeszcze złotówki składek na emeryturę nie odprowadziła,
              > no a teraz, wiadomo, 33letnia staruszka żadnej pracy już nie uświadczy big_grin
              >
              No to jest faktycznie jakaś farsa. 33 lata to jest wiek AKURAT na prace, bo: dzieci odchowane, już nie fiubżdziu w głowie i najczęściej takim zalezy na pracy. PRzy założeniu,że sa normalni.

              > za tak dzielną żonę, a ją samą nosić na rękach i całować ślady, które
              > ta zostawia, wszak udało mu się po 5 latach namawiania żony do podjęcia
              > pracy zarobkowej skłonić ją do zarabiania całych czterech setek...
              obiema rękami i do tego nogami się podpisuję.
              Bo ja jednak z tych pracujacych i do tego nie lubiących pasożytowania gospodarczego na innych. (inaczej gdyby Państwo oboje na taki układ poszli, tu jednak panu wyraźnie to nie odpowiada).
              I dla mnie BRAK CHĘCI do pracy jest powodem do rozwodu.
              Ar.
              • altz Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 10:27
                > Bo ja jednak z tych pracujacych i do tego nie lubiących pasożytowania gospodarc
                > zego na innych. (inaczej gdyby Państwo oboje na taki układ poszli, tu jednak pa
                > nu wyraźnie to nie odpowiada).
                > I dla mnie BRAK CHĘCI do pracy jest powodem do rozwodu.

                Trochę bardziej czuję przepływ pieniędzy, niż przeciętny miś i mnie też oburza nieuzasadnione nicnierobienie. Starzy ludzie mówili "kto nie pracuje, ten nie je!" i to było uczciwe. W naszych czasach dołożyliśmy do tego "o ile nie może pracować", na to też się zgadzam. Cwaniactwo kosztem wszystkich powinno być bezwzględnie potępione. Nie jest, bo wielu osobom wydaje się, że to ktoś daje za darmo, czuwa nad nami ręka opatrzności z nie kończącym się workiem pieniędzy. big_grin
                Będziemy mieli kłopoty z emeryturą i to jest fakt, struktura społeczeństwa bardzo się zmienia. Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, że jeśli w Polsce się pogorszy, to młodzież ucieknie z kraju i będzie jeszcze gorzej. Uczmy cwaniactwa, nie zdziwmy się, że będziemy w przyszłości zbierać tego owoce.

                Mam też pozytywne obserwacje. Moja Obecna pyta się czasami czy mi nie pomóc w jakieś pracy i faktycznie chce pomóc, nawet w tzw. męskich pracach. Dla mnie jest to coś zupełnie niespotykanego, żeby kobieta chciała pomagać sama z siebie, nie czuła się królewną i taką pracą upokorzona.
                • argentusa Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 10:55
                  nawet w tzw. męskich pracach. Dla mnie jes
                  > t to coś zupełnie niespotykanego, żeby kobieta chciała pomagać sama z siebie, n
                  > ie czuła się królewną i taką pracą upokorzona

                  Altz, bo ona jest NORMALNA.
                  Nie jest fochowatą księżniczką tylko normalną kobietą, która najprawdopodobniej jest na tyle dojrzała, żeby wiedziec, że motylki i uniesienia mogą iść w parze z partnerstwem. Skoro jest fajnie jak facet gotuje, to równie fajnie jest jak pani gwożdziki powbija czy też załątwi zmianę opon w aucie. (przy okazji dumna z siebie smile)) )
                  I tego panu gratulujemy smile

                  Ar.
      • eeela Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 13:25
        > Jej wkład w budżet domowy to prowadzenie domu. Oferty pracy dla gosposi w Warsz
        > awie, obejmującej prowadzenie domu i opiekę nad nastolatkami sa w okolicach 200
        > 0 zł.

        Jak kogoś stać na gosposię, to ją zatrudnia, a jak nie stać, to nie zatrudnia i też sobie radzi. Praca jednego z małżonków jedynie w domu to luksus, na który można sobie pozwolić, jeśli ich na to stać. Rodziny Beznadziejnego na to nie stać, i tyle.
        • mayenna Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 13:31
          eeela napisała:
          Rodziny Beznadziejnego na to nie st
          > ać, i tyle.

          Fakt. Alimenty na dzieci wyjdą mu taniejsmile
          Nikt jakoś nie zauważył, ze zona jednak stara się o jakąkolwiek pracę. Facet moim zdaniem szuka pretekstu do rozwodu.



          >
          • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 17:08
            mayenna napisała:


            > Nikt jakoś nie zauważył, ze zona jednak stara się o jakąkolwiek pracę. Facet mo
            > im zdaniem szuka pretekstu do rozwodu.
            >
            >
            z tego co pamiętam, to beznadziejny praktycznie żonę do tej pracy zmusił, choć może mylę z innym forumowiczem w podobnej sytuacji. Każdy normalny człowiek się o pracę stara, tym bardziej gdy ma odchowane dzieci - nie widzę w tym nic chwalebnegosmile
            > >
            • mayenna Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 17:54
              On nam tu wykłda, że żona nic nie robi i siedzi w domu bo ma takie widzimisię. Moim zdaniem kobieta pracy po prostu nie może znaleźć bo o takową na niektórych terenach jest po prostu trudno.Wiesz ile ja znam kobiet, które prowadzą dom bo nie mają innego wyjścia? Na wsiach jest mnóstwo takich.W mojej gminie jak dzielili prace przy kopaniu rowów melioracyjnych i pielęgnacji zieleni to zainteresowanych było więcej niż miejsc. Wójt losowania robił, żeby sprawiedliwie było. A płaca była mniejsza niż 800zł.

              A my tu pana utwierdzimy w przekonaniu że dobrze robi porzucając nieroba.
              On wyraźnie szuka usprawiedliwienia dla rozwodu.Kobieta jednak coś zrobiła w kierunku pracy bo te 400 zł zarabia, a on zdaje się tego nie zauważył.Nadal kombinuje jak tu się rozwieść i zaoszczędzić.
              • zalosny.jestes Ja nie wiem jak to jest, że jajniki nie mają 15.12.11, 09:27
                takiego zrozumienia dla facetów płacących alimenty. Ma mieć i już! Dziecko musi jeść.
            • yoma Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 18:16
              > Każdy normalny człowiek się
              > o pracę stara, tym bardziej gdy ma odchowane dzieci

              W sensie odchowała dzieci, a teraz kopnąć w dupę, bo nierób?
              • lampka_witoszowska Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 18:32
                właśnie
                bo jak kobieta SIEDZI w domu, to wiadomo: budzi się, siada i tak siedzi do nocy...
                • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 19:58
                  lampka_witoszowska napisała:

                  > właśnie
                  > bo jak kobieta SIEDZI w domu, to wiadomo: budzi się, siada i tak siedzi do nocy
                  > ...
                  >
                  jak nie ma małych dzieci w domu, to nie wiem co właściwie robi...
                  • lampka_witoszowska Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 07:23
                    ja do nastolatki w domu mam jeszcze trochę czasu, już pomijam gotowanie, opieranie, sprzątanie i takie tam rozrywki dnia codziennego, jednak niemój ma dziecię, córkę, która jest wsadzona w opiekę naprzemienną
                    przez te kilka lat wędrowała między domem matki i naszym
                    jutro ma urodziny smile
                    ale nei o tym
                    podczas ciąży byłam w domu
                    jej srednia ocen skoczyła o 1.0 w górę
                    to tak trochę na marginesie, trochę nie smile
                    • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 10:44
                      lampka_witoszowska napisała:

                      > ja do nastolatki w domu mam jeszcze trochę czasu, już pomijam gotowanie, opiera
                      > nie, sprzątanie i takie tam rozrywki dnia codziennego, jednak niemój ma dziecię
                      > , córkę, która jest wsadzona w opiekę naprzemienną
                      > przez te kilka lat wędrowała między domem matki i naszym
                      > jutro ma urodziny smile
                      ja wróciłam do pracy kiedy syn poszedł do przedszkola (niecałe 3 lata), brudem nie zarastam, obiad codziennie jest, dla syna tez mam czas.
                      moja mama była 5 lat na wychowawczym, potem wróciła do pracy, tez brudem dom nie zarastał, a oboje z bratem mieliśmy wzorowe świadectwa.
                      większość ludzi, którzy mają dzieci, pracuje, większość też sprząta, gotuje, prasuje i zajmuje się dziećmi.
                      czasem jak mam wolne kiedy syn jest w przedszkolu i postanawiam zostać w domu, to po 3 godzinach nie wiem co robić z czasemwink a dom mam dość spory...
                      > ale nei o tym
                      > podczas ciąży byłam w domu
                      > jej srednia ocen skoczyła o 1.0 w górę
                      > to tak trochę na marginesie, trochę nie smile
                      • lampka_witoszowska Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 11:29
                        i ok
                        ale, jak sama piszesz, nawet jeśli większość tak robi, to nei znaczy, że to jedyna słuszna droga

                        choć ja się nasłuchałam na temat mojego wychowawczego- jakie to egoistyczne i do tego patologiczne przywiązanie dziecka z tego wyniknie... a poz atym niemój tez by chciał być na wychowawczym, ale nei może, bo ja już jestem
                        masakra jakaś z tym narzucaniem innym, jak mją żyć i cym się w życiu zajmować
                        niech każdy robi swoje
                        i nie krzywdzi innyc
                        i będzie dobrze
                        • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:04
                          lampka_witoszowska napisała:

                          > i ok
                          > ale, jak sama piszesz, nawet jeśli większość tak robi, to nei znaczy, że to jed
                          > yna słuszna droga
                          jasne, że niesmile ważne, żeby wszyscy zainteresowani byli zadowoleni, a tu ewidentnie tak nie jest. Są małżeństwa, gdzie obydwu stronom pasuje, że jedno pracuje, a drugie nie i to jest ich wybów.
                          > choć ja się nasłuchałam na temat mojego wychowawczego- jakie to egoistyczne i d
                          > o tego patologiczne przywiązanie dziecka z tego wyniknie...
                          też byłam na wychowawczym i jesli 2 raz miałabym tę możliwość na pewno bym skorzystała
                          • lampka_witoszowska Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:44
                            ja też
                            i dlatego ustawa żłobkowa nam się wyłożyła, bo prawie każda mama, z jaką rozmawiam, chciałaby być w domu z małym dzieciem

                            oni nie sa sobą zainteresowani, chyba
                            a temat pracy jest taki sam jak i posiadania dzieci - da siĘ dogadać, jeśli ludzie się kochają, wspierają i rozumieją swoje wzajemne podejścia
                            inaczej różnice w zdaniach na te tematy, w których kompromis jest niemożliwy, rozwalają małżeństwo

                            szkoda

                            jest dużo małżeństw, w których takie kwestie są rozwiązane - bo oboje chcą być ciągle rodziną
              • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 12.12.11, 19:57
                yoma napisała:

                > > Każdy normalny człowiek się
                > > o pracę stara, tym bardziej gdy ma odchowane dzieci
                >
                > W sensie odchowała dzieci, a teraz kopnąć w dupę, bo nierób?
                nie, w sensie, że przy małych dzieciach ciężko podjąć pracę, szczególnie gdy nie ma się kogoś do pomocy, a po zapłaceniu opiekunce zostaje na dojazd do pracy. Z jakiegoś powodu urlop wychowawczy można wybrać do czasu ukończenia przez dziecko 4 r.ż
              • zalosny.jestes Klasyka. Odchowała dzieci...to czyje są te dzieci? 15.12.11, 09:29
                Jego? Jej? Może jednak ich...? Może jednak CHOWANIE dzieci to też zapewnianie im środków do życia a nie tylko siedzenie w domu i prowadzanie do szkoły? Szkoda gadać. Teraz jeszcze do klasyki brakuje tylko zrobienia z dzieci środka do uzyskania piniędzy od ich ojca. Wymiotować mi się chce...przepraszam.
                • moniapoz Re: Klasyka. Odchowała dzieci...to czyje są te dz 15.12.11, 09:33
                  Żałosny smile brakowało tu Ciebie smile
                  I Twoich pociesznych uwag smile

                  ------
                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  • mayenna Re: Klasyka. Odchowała dzieci...to czyje są te dz 15.12.11, 09:48
                    moniapoz napisała:

                    > Żałosny smile brakowało tu Ciebie smile
                    > I Twoich pociesznych uwag smile
                    Mnie tezsmile
                    Jeszcze jednego brakujesmileQ.. cos tam, ale on chyba już swojego doszedł to wrócił do stałego nickasmile
                • mayenna Re: Klasyka. Odchowała dzieci...to czyje są te dz 15.12.11, 09:46
                  zalosny.jestes napisał:

                  > Jego? Jej? Może jednak ich...? Może jednak CHOWANIE dzieci to też zapewnianie i
                  > m środków do życia a nie tylko siedzenie w domu i prowadzanie do szkoły? Szkoda
                  > gadać. Teraz jeszcze do klasyki brakuje tylko zrobienia z dzieci środka do uzy
                  > skania piniędzy od ich ojca. Wymiotować mi się chce...przepraszam.
                  Zwymiotuj moze się ci poprawi.
                  Współczuję doświadczeń.
          • zalosny.jestes Nie wyjdą mu taniej, bo jak tobół się zorientuje 15.12.11, 09:25
            że to koniec to użyje wszelkich metod, nawet tych z pogranicza prawa, żeby chłopa udupić. To jest typ pijawki i trzeba się tu liczyć z wszystkim.
    • beznadziejnyfacet Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 11:14
      jeżeli chodzi o pieniądze to owszem, żona zarabia i całą kwotę ma dla siebie i nie oto mi chodzi, tylko jest to praca na umowę zlecenie. Dzisiaj jest, jutro nie ma. Poza tym z tego żadnych praw emerytalnych raczej nie nabędzie( może się mylę). Wiem że kobietom się wydaje, że jak prowadzą dom to nie powinno wymagać się więcej. Ale drogie Panie, co dalej po odchowaniu dzieci? Czy to zwalnia już z jakiegokolwiek myślenia o przyszłości? Czy kobieta mając 40 lat ( dzieci wyszły z domu), jest już dożywotnio zwolniona z obowiązków? I co dalej - przepuszczać życie przez palce? ( odchowałam to odczep się?)
      Nie usprawiedliwiam się, bo sam byłem wychowany w rodzinie gdzie ojciec ponosił ciężar utrzymania rodziny. Tylko teraz życie weryfikuje taki model życia. W naszym przypadku nigdy nie odżegnywałem się od obowiązku pomocy w domu, po pracy z dziećmi na spacer, na weekendy ja zajmuje się domem żeby żona mogła odpocząć.
      A ja się pogubiłem w tym wszystkim i sam już nie wiem, jak to wszystko rozwiązać. Dzieci już nie wymagają takiej opieki jak kiedyś, robią lekcje, trzasną drzwiami i tyle siedzą w domu.
      Nie chcę podejmować pochopnych decyzji, dlatego tutaj napisałem. Może się czepiam.
      Może szukam dziury w całym, a może kryzys wieku średniego tylko dokąd to wszystko doprowadzi? ale proszę odwróćcie sytuację że to facet siedzi w domu, a kobieta pracuje, jaki będzie wynik?
      P.S żona ma wykształcenie zawodowe- handlowe.
      • lampka_witoszowska Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 11:31
        no, dobrze
        a co konkretnie żona o tym mówi, kiedy rozmawiacie?
        jakie ma podejście do sprawy?
        • beznadziejnyfacet Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 11:39
          żyj dniem dzisiejszym, nie ważne co będzie potem.
          Zresztą temat kończy się tym że jej nie interesują pieniądze, a ja mam nie interesować się jej życiem. Rozmowy na temat naszej przyszłości dawno się już skończyły.
          • lampka_witoszowska Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:40
            dobrze
            ona się ni interesuje pieniędzmi, ok
            to się nei interesuj jej życiem
            poukłada je po rozwodzie, prędzej czy później

            więc w czym problem? dlaczego musi iść do tej pracy? czy Ty tylko nie chcesz płacenia na nią alimentów? ale skoro ja nei interewsują pieniądze, to chyba o alimenty na siebie nei wystąpi?
          • scindapsus Jakby się nie kręcił 13.12.11, 18:25
            znasz to powiedzenie?
            napiszę ci jak ja to widzę.Jesteś w doopie.Wiem doskonale jak cięzkie jest zycie z osobą bez pracy.Wyszłam za mąż za gościa pracującego, wylądowałam w zyciu z wiecznie bezrobotnym.
            Ale to już historia
            twoja żona, jeśli dobrze liczę miała 18 lat jak zaszła w pierwszą ciążę.
            W tym wieku powinna się bardziej szkołą interesowac ale już pozamiatane.
            Co byc nie zrobil i tak zostaniesz potępiony
            Ze ona się podwiecała, że zamiast do szkół to CI (z podkresleniem) dzieci wychowywała i dbała abys się rozwijał.
            Może się tak umawialiście, a teraz Cię to gniecie.
            nie wiem i nie dociekam.

            Młoda jest, gdyby tylko chciała to mogłaby jeszcze o lepszą przyszłośc dla siebie powalczyc.
            Ale moze nie chce
            a moze uwaza ze chciałes panią to rób na nią

            Nie wiem co Ci radzic
            Nie zazdroszczę sytuacji.
      • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 11:55
        > proszę odwróćcie sytuację że to facet siedzi w domu, a kobie
        > ta pracuje, jaki będzie wynik?

        No cóż, znam takich. Pobrali się bodaj jeszcze na studiach, po czym ona poszła do pracy w budżetówce, a on został na uczelni i pisał doktorat. I pisał... i pisał... i pisał..., w końcu go z tej uczelni wywalili, bo ile można pisać doktorat, a on nadal pisał. Ona sobie w tej budżetówce spokojnie awansowała, teraz zajmuje całkiem wysokie stanowisko, a on pisał. W tej chwili są w wieku tużprzedemerytalnym.

        On, oprócz pisania doktoratu, zajmował się domem. Uczciwie, solidnie i rzetelnie. I jeszcze, o zgrozo, dzieci nie mieli.

        Zmierzam do tego, że po pierwsze, można. Po drugie, w opisanym modelu nikt nikogo nie zaczął wypychać nagle po piętnastu latach do pracy.

        > Czy kobieta mając 40 lat ( dzieci wy
        > szły z domu), jest już dożywotnio zwolniona z obowiązków? I co dalej - przepusz
        > czać życie przez palce? ( odchowałam to odczep się?)

        A mnie się coś widzi, że szukasz kija, żeby psa uderzyć. Już mi się naprawdę nie chce gadać, że ten dom się sam nie posprząta - ale tak naprawdę, to o co ci chodzi? Nie o pieniądze, bo ile ta żona zarobi bez żadnego doświadczenia zawodowego na kasie w Biedronce? O poczucie sprawiedliwości społecznej, że ty musisz ruszać co rano dupę z domu do roboty, a ona nie? Czy może żona siedzi i jęczy, że się jej nudzi? Jak nie siedzi i nie jęczy, to i nie przepuszcza przez palce, więc faktycznie nic ci do tego. Nie jesteś jej ojcem, żeby mówić, co jest przepuszczaniem, a co nim nie jest. A i ojciec ma do tego prawo tylko do pewnego momentu.
        • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:06
          Noż kurka...jak jest związek to chyba on może też coś powiedzieć ? Nie musi być jej ojcem przecież. tez do końca nie rozumiem motywacji autora, ale nie rozumiem w ogóle czemu usprawiedliwiacie kobietę - pomijając już emeryturę której faktycznie nie dostanie to naprawdę nikt mi nie wmówi, że sprzątanie i gotowanie to jest jakieś straszne wyzwanie które może tu być wymówką. Kobiety pracujące też sprzątają i gotują i jakoś dają radę.
          Wiem, że ludzie są różni i wybierają różne sposoby życia - kiedyś się umówili, że tylko on będzie pracował a teraz on widzi to inaczej - nie ma do tego prawa ?
          oczywiście powinien ją wspierać w poszukiwaniu pracy jakoś delikatnie motywować a nie wymuszać, ale ma prawo zmienić zdanie nawet jeżeli wcześniej umawiali się inaczej i ma też prawo jej to komunikować.

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:30
            Oczywiście, że ma prawo zmienić zdanie, ale nie ma prawa stosować szantażu "odchowałaś moje dzieci, to marsz do pracy, bo rozwód".
            • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:50
              ja tego szantażu nie widzę, pierwszy wątek jaki był założony przez autora był zdaje się z czerwca, więc te przepychanki trwają już jakiś czas


              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:59
                No wybacz, że nie czytam i nie zapamiętuję wszystkich wątków od czerwca...
                • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 21:04
                  nie no spokojnie...autor dał linka jako wyjaśnienie tego, że o rozwodzie myśli smile
                  ja też nie żyje jego życiem smile)

                  ------
                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 21:08
                    No jest link. Przepraszam, nie zauważyłam. smile
                    • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 21:18
                      Dobra. Wypisuję się z dyskusji, bo po co dublować wątki i poglądysmile
            • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:53
              yoma napisała:

              > Oczywiście, że ma prawo zmienić zdanie, ale nie ma prawa stosować szantażu "odc
              > howałaś moje dzieci, to marsz do pracy, bo rozwód".
              hm, a może układ był taki, że żona pójdzie do pracy jak dzieci pójdą do przedszkola/szkoły, a w międzyczasie to ona zmieniła zdanie? bierzesz to pod uwagę?
              • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 13:19
                Tego nie wiemy, ale jeśli tak, to do szkoły poszły bodaj sześć lat temu i chyba był czas to przedyskutować.

                Czy to znaczy, że uważasz, że on ma prawo zmienić zdanie, a ona nie?
                • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 13:22
                  yoma napisała:


                  >
                  > Czy to znaczy, że uważasz, że on ma prawo zmienić zdanie, a ona nie?
                  jasne, że nie i nigdzie tego nie napisałam. dziwi mi tylko, że ty z góry zakładasz jedną, możliwą wersję...
                  • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 14:40
                    Po prostu zastanawiam się, jakbym się poczuła, urodziwszy dziecko w wieku lat 18, wychowawszy je, a po drodze drugie, i usłyszawszy nagle, że mam oprócz własnego domu wziąć sobie na głowę drugi albo zapieprzać na kasę do Biedronki (bo innej roboty z takim wykształceniem raczej nie znajdę).

                    Poza tym 12 i 14 lat to jeszcze nie są dorosłe dzieci, nie oszukujmy się. Dopiero się zacznie.
                    • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 15:14
                      Jasne, bo według ciebie, jest już tak zasłużona, że powinna dostać medal i siedzieć sobie na czterech literach do ko0ńca życia.

                      własn
                      > ego domu wziąć sobie na głowę drugi albo zapieprzać na kasę do Biedronki (bo in
                      > nej roboty z takim wykształceniem raczej nie znajdę).

                      Jak rozumiem, tam pracuje gorszy rodzaj człowieka. gdzie tam naszej bohaterce kalać się taką niegodną pracą.
                      • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 16:08
                        Dlaczego mi wkładasz w klawiaturę to, czego nie napisałam? Nie, nie gorszy rodzaj. Po prostu na podstawie podanych informacji nie widzę powodu poza widzimisię męża, dla którego żona miałaby nagle przestać wykonywać pracę wykonywaną od lat 15 i zacząć z entuzjazmem wykonywać całkiem inną pracę dla kilkuset złotych. Nie było mowy o tym, że to kilkaset złotych jest kluczowe dla przeżycia rodziny.

                        Nie mówiąc o tym, że coś czuję, że w takim razie szanowny autor po paru miesiącach napisałby "w mojej rodzinie coś pękło, nie mam wspólnych tematów z żoną, ja ciężko pracuję, a ona jest sprząta po domach..." albo jakoś tak.

                        Naprawdę myślisz, że nigdy niepracujacy człowiek płci żeńskiej z wykształceniem zawodowym nagle znajdzie znakomicie płatną i satysfakcjonująca pracę?
                        • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 19:23
                          > Dlaczego mi wkładasz w klawiaturę to, czego nie napisałam? Nie, nie gorszy rodz
                          > aj.

                          Ale to napisałaś. Że co najwyżej znajdzie pracę w Biedronce albo przy sprzątaniu jakby to było coś gorszego.

                          > Po prostu na podstawie podanych informacji nie widzę powodu poza widzimisię
                          > męża, dla którego żona miałaby nagle przestać wykonywać pracę wykonywaną od la
                          > t 15 i

                          To jasne jak słońce, że wymaganie od dorosłego człowieka aby się sam utrzymywał (już nie wspomnę o potomstwie) to fanaberia jakaś jest.

                          zacząć z entuzjazmem wykonywać całkiem inną pracę dla kilkuset złotych.
                          > Nie było mowy o tym, że to kilkaset złotych jest kluczowe dla przeżycia rodziny
                          > .

                          O! Już kilkaset złotych? Niedawno mówiłaś o 2 tysiącach. I nie, nie musi być kluczowe. Wystarczy, że facet ma dosyć być jedynym filarem na którym wisi byt materialny rodziny. I nie może być tak, że jeden człowiek wypruwa sobie żyły a drugi machnie od czasu do czasu miotłą i wrzuci mrożonkę do garnka. To jest po prostu niemoralne. I nie musi z entuzjazmem.

                          > Naprawdę myślisz, że nigdy niepracujacy człowiek płci żeńskiej z wykształceniem
                          > zawodowym nagle znajdzie znakomicie płatną i satysfakcjonująca pracę?

                          A ilu ludzi ma taką pracę? 5%? Chyba i to zbyt wiele. Takie rzeczy to tylko w Erze. Jeżeli pan nia ma dobrze płatnej lub satysfakcjonującej pracy, to może zostać w domu?
                          • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 21:05
                            >
                            > O! Już kilkaset złotych? Niedawno mówiłaś o 2 tysiącach.

                            Jesteś pewien?

                            > Jeżeli pan nia ma dobrze płatnej lub satysfakcjonującej pracy, to może zos
                            > tać w domu?

                            A OK, niech zostanie. Przymuszona pani pójdzie do tej pracy, do której ją tak wszyscy wypychacie, i naprawdę jestem ciekawa, które lepiej sobie poradzi.

                            > jeden człowiek wypruwa sobie żyły a dru
                            > gi machnie od czasu do czasu miotłą i wrzuci mrożonkę do garnka.

                            Hmmm... czyżby machający miotłą byli jakoś gorsi?

                            Dowcip polega na tym, że ta kobieta nic innego nie umie. Kura domowa to jest jej praca i zawód. Skoro tak, skoro autor wypruwa sobie żyły, żeby utrzymać rodzinę - to czemu się nie dokształci?

                            Nie mam nic przeciw pracy zawodowej kobiet, naprawdę. Ale skoro pan autor zdecydował się na założenie rodziny i zrobienie dziecka osiemnastolatce, to fakt, że mu się odwidziało nagle czy tam od czerwca, jest po prostu nieuczciwy.
                            • eeela Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 21:43
                              to fakt, że
                              > mu się odwidziało nagle czy tam od czerwca, jest po prostu nieuczciwy.

                              Pan w zalinkowanym przez siebie wątku wspominał, że prosi żonę o pójście do pracy od pięciu lat, czyli zaczął krótko po tym, jak dzieci poszły do szkoły. Przez te pięć lat zdążyłaby i maturę zrobić, i studia, i jakiś wolontariat, kiedy dzieci są w szkole, żeby doświadczenia trochę złapać.

                              A nieuczciwe to jest żerowanie na cudzej pracy.
                            • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 21:57
                              > Hmmm... czyżby machający miotłą byli jakoś gorsi?
                              >
                              Nie. Ale ile zabiera czasu machanie na 40-70 m2 powierzchni? Nawet przy założeniu, że robi to codziennie? Ja, amator, przejadę mopem 150 m2 w jakąś godzinę i to z przerwami. Ta samą godzinę pani z serwisu sprzątającego jedzie po całym piętrze z 20 pokojami laboratoryjnymi, włącznie z opróżnianiem koszy, i jeszcze sobie z koleżanką pogada.

                              > Nie mam nic przeciw pracy zawodowej kobiet, naprawdę. Ale skoro pan autor zdecy
                              > dował się na założenie rodziny i zrobienie dziecka osiemnastolatce,

                              A pani to taki worek bezwolny. I skąd założenie, że to pan zrobił dziecko a nie ona jemu?

                              > to fakt, że
                              > mu się odwidziało nagle czy tam od czerwca, jest po prostu nieuczciwy.

                              Nie od czerwca tylko od 5 lat.. I w czym nieuczciwy? Jak ci pracodawca wręcza wymówienie po X latach pracy, to też jest nieuczciwy? Śmiała teza.
                              • yoma Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 16:13
                                > I skąd założenie, że to pan zrobił dziecko a nie
                                > ona jemu?

                                A stąd, że wymaga to paru ruchów niegodnych filozofa, ze strony pana smile
                                • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 17:02
                                  yoma napisała:

                                  > > I skąd założenie, że to pan zrobił dziecko a nie
                                  > > ona jemu?
                                  >
                                  > A stąd, że wymaga to paru ruchów niegodnych filozofa, ze strony pana smile


                                  Niekoniecznie. W pozycji na jeźdźca to pani wykonuje te ruchy big_grin
                                  • yoma Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 18:05
                                    No tak, ale wtedy by go musiała powalić i skrępować smile
                                    • eeela Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 22:20
                                      Sugerujesz, że to on ją powalił i skrępował, i zrobił dzieci na siłę, nie pytając jej o zdanie?
          • barbara_w5 Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:45
            moniapoz napisała:


            > Wiem, że ludzie są różni i wybierają różne sposoby życia - kiedyś się umówili,
            > że tylko on będzie pracował a teraz on widzi to inaczej - nie ma do tego praw
            > a ?

            no nie ma do tego prawa, bo do czegos sie zobowiazal, a ona ma teraz blisko 40 lat. Sku..sun.
            • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:57
              ona ma 33 lata...bez przesady...ja będzie chciała to coś zmieni w swoim życiu, nawet dla swojego własnego pożytku i dobra.

              a jednak uważam, że zawsze w związku można zmienić zdanie i dyskutować = komunikacja słowo klucz. ma się do tego prawo....


              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • altz Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 21:17
              barbara_w5 napisała:

              > no nie ma do tego prawa, bo do czegos sie zobowiazal, a ona ma teraz blisko 40
              > lat. Sku..sun.

              Ludzie od poważniejszych umów odchodzą np. rozwodząc się.
              Pani może popracować do 70 lat i jeszcze na emeryturę nazbierać.
              Wszystkich nas czeka praca do 70, nie ma zmiłuj.
        • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:07
          yoma napisała:

          > . Już mi się naprawdę ni
          > e chce gadać, że ten dom się sam nie posprząta - ale tak naprawdę, to o co ci c
          > hodzi?
          hm, czyli jak 2 ludzi p[racuje to nikt nie sprząta i jest wieczny syf? albo jak ktoś jest samotnym, pracującym rodzicem? sprzątają wg Ciebie tylko niepracujący?
          • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:29
            Nie. Chodzi mi o to, że skoro do tej pory był klarowny podział zajęć - ja zarabiam, a ja sprzątam - to ja się nie dziwię tej żonie, że nie chce się jej gadać, kiedy po piętnastu czy ilu tam latach słyszy: Od dzisiaj zarabiasz i sprzątasz, bo jak nie, to rozwód.
      • mayenna Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:05
        beznadziejnyfacet napisał:

        > jeżeli chodzi o pieniądze to owszem, żona zarabia i całą kwotę ma dla siebie i
        > nie oto mi chodzi, tylko jest to praca na umowę zlecenie. Dzisiaj jest, jutro
        > nie ma. Poza tym z tego żadnych praw emerytalnych raczej nie nabędzie( może się
        > mylę).
        Żeby miec prawa emerytalne to trzeba przepracować minimum 30 lat.Ona tych praw raczej i tak nie nabędzie. Jak chciałeś żeby miała emeryturę to trzeba było poczekać z dziećmi i najpierw po szkole dać kobiecie popracować.Miałaby posadę, na którą mogłaby wrócić, miałaby zabezpieczenie emerytalne i nie było by tego problemu.Teraz jej jest dużo trudniej.
        Ty pracujesz w jednym miejscu bez przerwy 12 lat. Czemu nie spróbujesz znaleźć innej pracy skoro to takie łatwe?
      • mayenna Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:49
        Na co ona te pieniądze wydaje? O to Cie pytam, a nie czy ma dla siebie. A jak dla siebie to co to znaczy? Jedzenie kupuje, daje dzieciom, przepija?

        Jesli jest u was praca, ona ma do niej kwalifikacje i muzę dostać a problemem jest tylko jej nastawienie to można powalczyć o zmianę zdania. Może ktoś z rodziny mógłby z nią o tym porozmawiać? Rozwód to nie jest rozwiązanie. Najbardziej ucierpią na nim dzieci, ale to akurat zupełnie ciebie nie interesuje, a szkoda...

      • zalosny.jestes W przekonaniu większości jajników już samo 15.12.11, 09:32
        urodzenie dzieci zwalnia je z jakichkolwiek obowiązków do końca życia a facet powinien do śmierci płacić im za to haracz. Myślenia nie zmienisz...tu trzeba pokoleń i zmiany mentalności.
        • malgolkab Re: W przekonaniu większości jajników już samo 15.12.11, 11:22
          zalosny.jestes napisał:

          > urodzenie dzieci zwalnia je z jakichkolwiek obowiązków do końca życia a facet p
          > owinien do śmierci płacić im za to haracz. Myślenia nie zmienisz...tu trzeba po
          > koleń i zmiany mentalności.
          w tym wątku akurat panie o takich poglądach są w mniejszości, więc wyluzuj...
    • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 12:07
      Bardzo dobrze znam tylko jednego babsztyla (eufemizm),
      który ma zasądzone alimenty na siebie od byłego męża.
      Na początku (lata temu) dostała 100 złotych, na dzisiaj
      wynoszą 200 zł. Kobieta zhańbiła się pracą (jej słowa)
      będąc 20latką. Wyszła za mąż, żeby nie pracować.
      Na śniadania jej mąż wyjeżdżający w delegacje w odprasowanym
      przez siebie garniturze otrzymywał obierki po ziemniakach,
      jej plwociny i kocie odchody - regularnie! - i to ją cholernie
      bawiło. Kiedy miała zły humor, na jego głowie lądował
      kosz ze śmieciami. Facet w końcu uciekł od niej po 20 latach.
      Znalazł kobietę, z którą przeżył wiele dobrych lat. Jego druga
      żona zmarła i teraz mieszka sam. Z tamtą ma córkę. W czasie,
      kiedy się rozwodzili Z JEGO WINY (kochanka!) córka była
      dorosła i choć matka naciskała, ona nie wystąpiła o alimenty
      na siebie mimo że jeszcze się uczyła (zmieniała szkołę za
      szkołą, bo jest dość tępa, a praca fizyczna byłaby obrazą).
      Ojciec wspierał i wspiera (dawno jest już emerytem) tę swoją
      córkę. Jest tak niedorzeczny, że oprócz tych 200 złotych
      niesprawiedliwych alimentów na swoją byłą, pomaga jej
      na co dzień opłacając część rachunków za jej mieszkanie.
      Sąd pewnie więcej by zasądził od eks męża tej jędzy,
      ale córka wiedząc, jaka to była wina jej ojca, świadczy
      na korzyść ojca i uświadamia matce, że jeśli ta będzie
      próbowała więcej od brać nienależnej jej kasy, zostanie
      ona sama. Mateczka pobierająca dwieście złotych alimentów
      na siebie i posiadająca stały zasiłek z opieki jest dumna,
      że udało jej się całe życie przebimbać, kiedy inni, którzy
      nic nie mają całe życie pracując, musieli zasuwać, by
      mieć często niewiele więcej niż ona.
      • dorata351 Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 13:43
        A mi tam żal takiej kobiety. Całe zycie w domu przesiedzieć, bez pracy. Ja bym zwariowała. Nie chce mi się rano wstawać, ale lubię pracować.
      • zmeczona100 Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 00:03
        Mateczka pobierająca dwieście złotych alimentów
        > na siebie i posiadająca stały zasiłek z opieki jest dumna,
        > że udało jej się całe życie przebimbać, kiedy inni, którzy
        > nic nie mają całe życie pracując, musieli zasuwać, by
        > mieć często niewiele więcej niż ona.

        To tylko chwilowe. Kiedy córka się usamodzielni, to opieka już taka chętna na zasiłki dla pani nie bedzie- to córka zostanie zobowiązana do pomocy matce.
    • eeela Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 15:29
      Jestem zdumiona wypowiedziami w tym wątku. Nie wiedziałam, że jest wciąż tyle kobiet popierających życiowe nieróbstwo. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że osoba zajmująca się domem i dwojgiem nastolatków ma o wiele mniej pracy niż osoba utrzymująca cały dom i RÓWNIEŻ uczestnicząca w domowych obowiązkach - bo Beznadziejny podkreśla, że on się od takowych wcale nie miga. A nawet gdyby się migał i po pracy jedynie poświęcał czas dzieciom, nie zajmując się przy tym domem, i tak miałby więcej obowiązków niż żona. No dajcie spokój, dziś się nie pierze na tarze, nie nosi wody ze studni ani węgla z szopy do rozpalenia w piecu, prace domowe nie zajmują całego dnia, a dzieci w wieku szkolnym nie wymagają ciągłej uwagi. Kobieta miała mnóstwo czasu, żeby się dokształcić, zdobyć jakieś doświadczenie i pójść do pracy, żeby wyrównać wkład wysiłku w funkcjonowanie domu i rodziny. Pozostawanie w takiej sytuacji w domu na utrzymaniu męża to luksus, a nie niezbyte prawo, i jeśli mąż uważa, że nie stać go już na to więcej, to przyzwoita, uczciwa kobieta idzie w takiej sytuacji do pracy, a nie żeruje na czyimś wysiłku, bo jej tak wygodniej.
      • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 16:10
        > Kobieta miała mnóstwo czasu, żeby się dokształcić, zdobyć jakieś doświad
        > czenie i pójść do pracy,

        Zgoda. Ale podstawowe pytanie brzmi, czy przez te piętnaście lat była o tym mowa, czy też męża przestało być stać tak z dnia na dzień.
        • eeela Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 17:06
          A sama żona jest zwolniona od myślenia o przyszłości rodziny? Dlaczego do tej pory nie zaczęła się kształcić i zdobywac doświadczenia z własnej inicjatywy? W końcu Beznadziejny nie pisze, że opływają w luksusy, tylko że ledwo wiąże koniec z końcem. Sam żonie zwrócić uwagi - jak twierdzą niektórzy w tym wątku - nie może, bo a) łamie umowę b) szuka pretekstu c) na pewno ma kogoś na boku d) alimenty na dzieci wyjdą taniej. A ja tam się nie dziwię, że facetowi się skończyła cierpliwość, skoro od lat się szarpie, żeby stykło na wszystko, a małżonka od czasu wysłania dzieci do placówek edukacyjnych spędza czas na oglądaniu seriali, niezdolna do samodzielnej refleksji.
          • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 17:20
            o właśnie tak, czemu ona jest zwolniona z myślenia ? tylko dlatego, że młodo urodziła dzieci i potem je odchowała ? no odchowała, może jeszcze nie do końca, ale zdecydowanie powinna wziąć uwagi męża pod rozwagę.
            faktycznie bez doświadczenia zawodowego, bez super wykształcenia i kursów ma małe szanse na znalezienie ekstra pracy, ale po pierwsze musi chcieć a po drugie powinna szukać możliwości dokształcenia się.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 18:42
          yoma napisała:

          >. Ale podstawowe pytanie brzmi, czy przez te piętnaście lat była o tym mow
          > a, czy też męża przestało być stać tak z dnia na dzień.



          Od 5 lat PROSI żonę, żeby w końcu podjęła pracę zawodową.
          Prośby kończą się jej fochami, awanturami z jej strony.
          Tę kobietę po prostu nie interesuje praca zarobkowa.
          Tak się ustawiła w tym związku, że to on ma na cały dom
          zarabiać. A pracę pani może spokojnie podjąć zgodną
          ze swoim wykształceniem. Najczęściej pracuje się, żeby
          mieć za co opłacać rachunki i mieć co jeść. A w tej rodzinie
          NIE PRZELEWA SIĘ. I mamy teraz taką sytuację, że oto
          33letnia pani siedzi w domu, kiedy dzieci są w szkole a później
          zajmują się swoim życiem. Ile można? Kiedy ta kobieta ma
          podjąć pracę zarobkową? Kiedy będzie miała 50 lat?!
          Czy raczej - NIGDY? No bo urodziła dwójkę dzieci big_grin
          • barbara_w5 Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:48
            No i co z tego, ze jej nie interesuje praca zawodowa. NIe kazdy chce praciwac..
            Nie kazdy musi. Chamowi odbilo i teraz chce odleciec, ale coz.. prboelm jest, bo zona moze chciec alimetow. i dobrze. Dostanie po jajacach, to sie nauczy, ze slowa sie odtrzymuje. odchowala jajorobowi 2 dzieci, a on teraz uznal ja za nieprzydatna i do orboty.
            A co on niby takiego orbi, ze tka sie zmęćzył..
            Debil.
            • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 20:59
              O, początkujący troll. Kiepsko ale próbuj dalej. Jak to mówią: trening czyni mistrza. Patrz za co płacą gazecie.
            • altz Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 21:20
              barbara_w5 napisała:

              > No i co z tego, ze jej nie interesuje praca zawodowa. NIe kazdy chce praciwac..
              Ale każdy musi. I była żona do pracy też pójdzie, nie ma zmiłuj.
            • argentusa Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 09:58
              Ale przecież nie musiała SAMA tych dzieci "odchowywać ' Mogli się odchowywaniem podzielić. Kwestia wybrania tego, kto jest rodzicem mojego dziecka.

              W sprawach zarabiania na siebie jestem radykałką. Nierobów nie toleruję.
              (w przypadku, gdy w małżeństwie nie ma zgody na utrzymywanie jednego przez drugie, jak jest zgoda -nic mi do tego)
              Poza tym dzeci się odchowuje do jakiegoś czasu. Potem mają same dbać o siebie, a rodzice tak samo. I nie mam zamiaru pracowac na zasiłki dla tej pani. I innych ludzi też. (wiem, wiem nie mam innego wyjścia, ale podobać mi się to nie musi)
              Ar.
          • yoma Re: Alimenty na żonę? 13.12.11, 21:07
            Ty o sobie, czy o autorze, czy jest was jeden?
            • szizumami Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 09:28

              kiedys policzyłam -ile zarobiłam ,a ile wydałam na chore dzieci w 1 miesiacu---wychodziło 3/4 pensji

              a wychodzac z domu-dziecko odrywałam od cycka,kaszlace przekazywałam mamie
              szłam z płaczem do pracy
              jak siedziałam w domu --to naturalne leczenie i obywało sie bez antybiotyków
              innym razem -zanim weszłam do domu,otwiera drzwi sasiadka i oznajmia że syn z córka tłukli sie na klatce[tzn wysypali sie z domu w trakcie bójki]
              nastepnym razem nie obeszło sie bez pogotowia
              po takich róznorodnych akcjach--w pracy trzęsły mi sie rece..a pensja--no cóz--starczała na takie normalne zycie--czyli opłaty na czas i pełniejsza lodówka..i nic wiecej
              tak to czasem bywa z praca mamy

              drodzy panowie -mysla że wieksze dzieci nie stanowia problemu
              a czy wiedzą do ilu lat nie mozna dziecka zostawiac samego w domu

              --dzieci robia eksperymenty--np--mój 11 letni sasiad-wyrzucał z 4 pietra płonące gazety
              nie kazdy siedzi i gra non top na kompie...
              • z_mazur Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 09:56
                Mam małą prośbę.

                Błędy zdarzają się każdemu, ale język polski ma dosyć jasno określone pewne kwestie dotyczące pisowni (jak np. rozpoczynanie zdań z wielkiej litery) i interpunkcji.

                Twoje posty, przez niestosowanie się do tych zasad, są bardzo nieczytelne.
                • szizumami Re: to do mnie? 14.12.11, 10:47
    • beznadziejnyfacet Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 10:57
      Do osób które uważają że urodzenie dzieci zwalnia kobiety z odpowiedzialności:
      CO MAM POWIEDZIEĆ CÓRCE JAK CHCE NOWE BUTY, LUB SUKIENKĘ, A MI ZOSTAJE TYLKO NA ŻYCIE?
      A jak będą dzieci chciały iść na studia, to co sorry?
      Nie stać nas, radźcie sobie same?
      Z mamą przejedliśmy całą kasę i nic nie odłożyliśmy dla Was?
      Komu stanie się większa krzywda, dzieciom czy mojej żonie?
      Nie zaprzeczam, że zakładając rodzinę podział był, ona dom, ja utrzymanie rodziny, ale po prostu z czasem dzieci wymagały mniej opieki, a koszty utrzymania rosły. Ostatnie trzy lata są najgorsze. I co mam zrobić? Jeżeli zaczyna brakować, kraść, czy wypchać żonę do pracy?
      Do oburzonych, może lepiej kraść, ale jak mnie zamkną to urwie się koryto.
      • argentusa Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 11:09
        Beznadziejny, Ty pewnie juz wiesz, co masz zrobić.
        Jak facet jest pasożytem domowym, to większosc pań sie takiego pozbywa. Nie widzę powodu, by w drugą stronę tez to nie działało.
        Ar.

        ps. tak, - urodziłam dzieci (i nie tylko wink, sama je wychowuję i jeszcze o zgrozo pracuję, mam czas dla siebie, rozwijam się zawodowo i łażę na fitness. I to wszystko z trójką dzieci. I do tego czas na miłośc mam. Można? Można.
        Pewnie, że nie trzeba mieć tego wszystkiego. Ale spóbować COŚ ze sobą zrobić można. Tylko, że to jest jednak ciężka praca. A nie każdemu się chce.
        pps. I wybaczcie, ale znam parę (na szczęście mało) kobiet, które nie mając innych zajęc poza prowadzeniem domu (to nie jest łatwa i lekka praca, to fakt!) są tak ograniczone intelektualnie i społecznie, że ręce opadają. A i problemy, które te panie mają mnie po prostu śmieszą. Ale co kto lubi.
      • szizumami Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 11:13
        Ty nam nie tłumacz
        a rozmawiaj i mów to ,co tu ---żonie
        może zmien forme
        idz gdzies,wino do domu przynies ,wolna chate zrób
        i zmien nastawienie do niej
        może to nie kwestia niechcenia tylko twoich żadań i opryskliwości
        • szizumami Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 11:14
          miałam na mysli idzcie gdzies w inne miejsce pogadac["idz gdzies"
          --,,...[]ąę
          • beznadziejnyfacet Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 11:28
            próbuję rozmawiać od dłuższego czasu, nie chcę się tłumaczyć, po prostu pytanie na tym forum było inne, inaczej rozwinął się wątek. Nie wiem co chce zrobić, nie podjąłem żadnej decyzji. Biorę wszystkie za i przeciw, nie jest mi łatwo po kilkunastu latach wszystko od tak przekreślić. Ale kiedy jest czas na podejmowanie tak trudnych życiowych decyzji?
            Ciekaw jestem ile kobiet żyje w błogiej nieświadomości o czym myśli ich facet?
            Ile się zdziwiło, że wszystko wg nich wszystko ułożone, a pewnego dnia Pan po prostu zamknął drzwi za sobą i nie wrócił? Ja chociaż próbuję z żoną rozmawiać, ale jest to rozmowa dziada z obrazem.
            • altz Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 11:32
              Porozmawiaj jeszcze raz, a potem wnieś do sądu o alimenty na dzieci. Kobiety tak by zrobiły, a mamy przecież równouprawnienie!
            • mayenna Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:21
              Nie jest to rozmowa dziada z obrazem bo jednak pracę znalazła. Nie odpowiadasz na moje pytanie: czy ona ma możliwość pracy?
              Jak córka chce nowe buty to jej tłumaczysz, że nie stać was bo nie ma pieniędzy.Kupisz jej za jakiś czas.Abo rozmawiacie razem z zoną czy ona za swoje nie może tych butów kupić.
              Wiele młodych osób pracuje i studiuje zaocznie bo rodziców zwyczajnie nie stać na ich studia.
              • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:38
                mayenna napisała:

                > Nie jest to rozmowa dziada z obrazem bo jednak pracę znalazła. Nie odpowiadasz
                > na moje pytanie: czy ona ma możliwość pracy?


                Pracę za 400 złotych?

                Żarty sobie stroisz.
                Takie zarobki są fajne, jeśli w wakacje
                nastolatek podłapie jakieś roznoszenie
                ulotek.


                Już odpowiedział, że znalazł, bo jej się nie chciało szukać,
                pracę dla niej w Biedronce i w jeszcze innym sklepie - pracę zgodną
                z jej handlowym wykształceniem.



                > Jak córka chce nowe buty to jej tłumaczysz, że nie stać was bo nie ma pieniędzy


                Jak to? Ma chodzić w dziurawych, bo mamie się nie chce pracować?

                Chyba warto by tu przytoczyć, tak ulubiony przez kobiety żądających
                alimentów na dzieci, arkusz Grzybkowskiego czy jak tam on się zwie.


                > Wiele młodych osób pracuje i studiuje zaocznie bo rodziców zwyczajnie nie stać
                > na ich studia.

                Dobre! A tyle zdążyłem się naczytać, i to w całkiem świeżych
                postach, jacy to niegodziwi są ojcowie wywalający swoje dzieci
                do pracy i zaocznego studiowania (w ogromnej większości nic
                niewartego).

                Wynika z tego, że dziecko:

                - ma chodzić w tych butach, które ma, choćby były
                dziurawe

                - po ukończeniu szkoły średniej iść do pracy

                A wszystko to tylko dlatego, że 33-letniej mamusi
                nie chce się pójść do pracy big_grin
                • mayenna Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:42
                  Wiesz, że są miejsca, ze do biedronki też nie przyjmują?

                  • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:46
                    mayenna napisała:

                    > Wiesz, że są miejsca, ze do biedronki też nie przyjmują?


                    Najwyraźniej do tej, w której okolicy mieszkają, szukają
                    a przynajmniej szukali chętnych do pracy.

                    Poza tym co to za argument? Bezrobotnemu ojcu sąd
                    na dzień dobry zasądza alimenty po 500 złotych na dziecko.

                    Liczą się MOŻLIWOŚCI ZAROBKOWE, no panie, przecież
                    to na okrągło się tutaj wałkuje! big_grin
                    • rybak Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 16:03
                      Nigdy nie myślałem, że to powiem... Ale wydaje mi się, że Tautschinsky TYM RAZEM może mieć... rację?
                      • mola1971 Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 17:07
                        Rybaku, Tautschinsky tym razem nie tylko może, ale ma rację smile
                        W każdym razie ja się z nim zgadzam w 100%.
                        • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 18:07
                          i ja zgadzam się w zupełności z panem T.
                      • argentusa Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 08:41
                        Ja też siezgadzam.
                        Co więcej, dociera do mnie nie tylko logika argumentacji, ale też wydźwięk, hmmm emocjonalny wypowiedzi.
                        Ar.
                        ps. Tau - nie ciesz się, nie przystepuję do Twojego fanklubu wink
                  • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 19:40
                    mayenna napisała:

                    > Wiesz, że są miejsca, ze do biedronki też nie przyjmują?
                    >
                    to jeśli to takie miejsce to może mąż też wcale dobrze nie zarabia i po prostu go nie stać na utrzymywanie" 3 dziecka"?
                    • mayenna Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 23:32
                      Malgolka, nie wiem. On tu nie pisze nic o znaczacych okolicznościach. Sama utrzymywałam męża więc wiem jak to jest. Ale bywały momenty, że faktycznie tej pracy nie było. Po prostu biorę pod uwagę jeszcze kilka czynników niz pozostali wypowiadający się, Nie wiemy nawet skąd pan jest a ma to wpływ na możliwość zatrudnienia.
                      Niedawno na przystanku rozmawiałam z kasjerka w Tesco, która wróciła z Warszawy po latach do Ełku i była zszokowana, że pracy nie ma a i płace są inne niż w Warszawie.Gdyby nie to ze dziecko małe i nie ma się kto nim zając to wróciłaby do Warszawy. A tak to mąż pracujący jako kierowca w MZK zarabia tyle, że wynajmuje mieszkanie w Warszawie i w Ełku utrzymuje rodzinę mieszkającą w domu rodziców.
                      • mola1971 Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 23:40
                        Mayenko, ja Twoje podejście w tym wątku rozumiem, ale umknął Ci jeden szczegół. Z tego co wyczytałam Autor wątku znalazł żonie pracę - w Biedronce. Zatem odpada motyw braku pracy w jej rejonie. Praca jest tylko trzeba chcieć pracować. A na co liczy kobieta po szkole handlowej zawodowej? Przecież to jest praca w jej zawodzie. Jeśli chce zarabiać dużo to musi się najpierw napracować, szkołę skończyć etc. Nie ma nic za darmo. W każdym razie nawet w Biedronce zarobi więcej niż 400 PLN, które obecnie zarabia. Biorąc pod uwagę rosnące potrzeby dorastających dzieci to każda dodatkowa złotówka w budżecie domowym jest ważna.
                        • mayenna Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 08:32
                          mola1971 napisała:

                          > Mayenko, ja Twoje podejście w tym wątku rozumiem, ale umknął Ci jeden szczegół.
                          > Z tego co wyczytałam Autor wątku znalazł żonie pracę - w Biedronce.
                          Mozesz pokazać, gdzie on to napisał i czy to nie przypadkiem ta praca za 400 zł?Bo faktycznie nie widzę takiego wpisu.
                          • mola1971 Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 10:00
                            Tutaj. Obecnie płaca minimalna wynosi coś ponad 1.380 PLN, więc nawet pracując za płacę minimalną zarobi więcej niż 400 PLN.
                            • mayenna Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 10:23
                              Mola, u mnie tez sa takie oferty, teoretycznie.W praktyce jak coś jest to znajomi dostają. Do castoramy było kilku chętnych na jedno miejsce.
                              On tu nie pisze że znalazł jej pracę. Tylko ogólnie ze są ofertysmile
                              Minimalna minus podatek to na reke wychodzi ok. !000 zł.I ja wiem, że to juz realna kwota.
                              Ale muzę ona rzeczywiście nie może znaleźć innej roboty. Pól etatu w tych marketach to może być akurat 400 zł . Ciekawe co ona dokładnie robi.
                              Mnie jeszcze interesuje je postawa o której pan nie pisze. czy żona np. była zarejestrowana jako bezrobotna? To tez w pewien sposób pokazuje czy ona nie chce pracy.
                              To co pan pisze o jej odpowiedziach na jego propozycje pójścia do pracy to ja dziele przez aspekt emocji.Pan naciska, ze wskazaniem ze ona nierób i on ja utrzymuje to sie broni jak umie.
                              Moja przyjaciółka pracująca w momentach gdy mogła, prowadząca dom tez słyszy od byłego ze cały majątek to jego bo nic w zryciu nie robiła, a to kompletna bzdura. Nie mówiąc o tym ze jak zaczęła pracować na zmiany po rozwodzie to on uważał, że dzieci zaniedbuje.
                              Czasem mężczyźni nie bardzo wiedzą czego chcąsmile

                              Nie wiem jak tu jest i pokazuje panu, ze niekoniecznie jest tak, jak on sobie myśli.

                              Zobacz, że pan ma wizje tego co ona powinna, a nie dopuszcza do siebie faktów, że ona coś jednak zrobiła i pracuje. Nadal jest nie tak: nie taka posada i nie tak płatna.To mnie zastanawia.
                              • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 12:15
                                > Mola, u mnie tez sa takie oferty, teoretycznie.W praktyce jak coś jest to znajo
                                > mi dostają. Do castoramy było kilku chętnych na jedno miejsce.
                                > On tu nie pisze że znalazł jej pracę. Tylko ogólnie ze są ofertysmile

                                Gdyby aktywnie szukała pracy i nie mogła znaleźć, to, jak sądzę tematu by nie było. Ale tak nie jest. Nie wiem czego ty wymagasz. Aby dyrektor przyszedł z ofertą pracy na srebrnej tacy i błagał ją aby zechciała pracować? Najlepiej po obiedzie aby w humorze była. I jak jej miał znaleźć pracę? Za nią na interview pójść miał? Z byka spadłaś? Przecież by go tam śmiechem zabili. I jeszcze jedno. Jeżeli rynek pracy jest trudny, to tego pana też to dotyczy. Może pracę stracić i szybko nie znaleźć. W takim otoczeniu, normalna osobniczka, tym bardziej starała by się znaleźć pracę aby rodzina nie została na lodzie i nie uległa degradacji. Ale ta pani ma to najwyraźniej w czterech literach.

                                >Nie mówiąc o tym ze jak zaczęła pracować na zmiany po rozwodzie to on uważa
                                > ł, że dzieci zaniedbuje.

                                No, moja droga. Pojechałaś na całego. Praca możę być nie tylko zmianowa i dodatkowo inaczej sprawy wyglądają, jeżeli jest pełna rodzina i pracują na przemian i któreś jest w domu a inaczej przy samotnym rodzicielstwie.

                                > Czasem mężczyźni nie bardzo wiedzą czego chcąsmile
                                >

                                A jednak. Patrz wyżej.

                                > Zobacz, że pan ma wizje tego co ona powinna, a nie dopuszcza do siebie faktów,
                                > że ona coś jednak zrobiła i pracuje. Nadal jest nie tak: nie taka posada i nie
                                > tak płatna.To mnie zastanawia.

                                Nic nie zrobiła, bo dla reszty rodziny się nic nie zmieniło.
                                • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 12:28
                                  scibor3 napisał:

                                  >
                                  > > Zobacz, że pan ma wizje tego co ona powinna, a nie dopuszcza do siebie fa
                                  > któw,
                                  > > że ona coś jednak zrobiła i pracuje. Nadal jest nie tak: nie taka posada
                                  > i nie
                                  > > tak płatna.To mnie zastanawia.
                                  >
                                  > Nic nie zrobiła, bo dla reszty rodziny się nic nie zmieniło.
                                  dokłądnie tak, podejrzewam, że gdyby pan dostał podwyżkę lub dodatkowe zlecenie, to uważałaby, ze to ma iść na rodzinę, a nie na pana oszczędności.
                                  Poza tym, faktycznie, super pomysł odkładać na "czarną godzinę", gdy dziecko ma dziurawe buty...
                • altz Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:49
                  > Wynika z tego, że dziecko:
                  >
                  > - ma chodzić w tych butach, które ma, choćby były
                  > dziurawe
                  >
                  > - po ukończeniu szkoły średniej iść do pracy
                  >
                  > A wszystko to tylko dlatego, że 33-letniej mamusi
                  > nie chce się pójść do pracy big_grin

                  Możliwe, że jeszcze będzie dokładać mamie, gdy już znajdzie sobie pracę po własnoręcznie opłaconych studiach, bo przecież mama urodziła i biedna siedziała 10 lat w domu. Smutne, ale obawiam się, że dzieci nigdy nie uwolnią się od bezrobotnej stale matki.
        • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 11:45
          szizumami napisała:

          > Ty nam nie tłumacz
          > a rozmawiaj i mów to ,co tu ---żonie
          > może zmien forme
          > idz gdzies,wino do domu przynies ,wolna chate zrób
          > i zmien nastawienie do niej
          > może to nie kwestia niechcenia tylko twoich żadań i opryskliwości


          Kobiecie, która jest nierobem, od kilkunastu lat siedzącym
          w domu na utrzymaniu męża, od 5 lat PROSZONYM (sic!),
          żeby podjęła pracę, bo pieniędzy mało, ma tłumaczyć,
          żeby łaskawie zaczęła pracować?!

          W odwrotną sytuację byłoby:

          wystaw walizki
          wykop dziada za drzwi
          pozwij o alimenty
          zniszcz go
          nie marnuj sobie z nim życia
          on się nie zmieni
          co za kanalia
          co za gnida
          kobieto, uciekaj póki możesz
          znalazł sobie dziadyga głupią
          myśl o dzieciach
          dzieci to widzą i to się na nich odbije
          daj mu dwa tygodnie na znalezienie pracy

          itd. itd.


          A co tu czytamy? Mężusiu, nie irytuj swojej
          wspaniałej żony, która urodziła dzieci, ma 33 lata,
          więc jest za stara na pracę, karierę. Dla ciebie
          poświęciła się, mogła (w domyśle) być dzisiaj
          co najmniej dyrektorem i zarabiać 30 tysięcy na rękę,
          a wszystko poświęciła dla ciebie.

          Do założyciela wątku:

          Pogoń swoją kobietę do pracy. Im dłużej
          będziesz z tym zwlekał, tym będzie gorzej
          dla ciebie. Już dziś, jak możesz przeczytać,
          twoja 33 letnia żona jest według kobiet
          za stara na podjęcie pracy. Przed sądem,
          kiedy jej stuknie 50 lat i do tego czasu będzie
          siedziała tobie na karku, też będziesz inaczej
          wyglądał niż dziś, kiedy mam ona zaledwie nieco
          30 lat. Dzisiaj popuścisz, jutro za to zapłacisz.
          Nie daj sobie wmówić, że jest chłopem, mężczyzną,
          więc musisz utrzymywać dorosłą kobietę tylko dlatego,
          że kiedyś urodziła dzieci.
          • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 11:59
            > Pogoń swoją kobietę do pracy

            Nie ulega wątpliwości, że nie powinien jej gonić, tylko normalnie rozmawiać
            a w tej rozmowie jasno powiedzieć, że jak się do roboty nie zabierze to on nie chce być w takim związku. Komunikat powinien być jasny i czytelny, przekazany bez obwiniania i zbędnych emocji....no chyba, że On chce kolejne parę lat się męczyć i jęczeć ...

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 13:40
              moniapoz napisała:

              > Nie ulega wątpliwości, że nie powinien jej gonić, tylko normalnie rozmawiać


              Na normalne rozmowy 5 lat życia i bycia w tym związku.
              Jego dramatem będzie separacja od dzieci, bo choć pani się
              miga od pracy czyli nie partycypuje w utrzymaniu domu, sądu
              to nie będzie obchodziło.

              Jeszcze jedno mi przyszło do głowy, bardzo prozaiczne, bardzo
              często wykorzystywane przez żony, kiedy to mąż nie łoży na rodzinę:

              Możesz złożyć wniosek do sądu o zabezpieczenie rodziny.
              Uchylanie się od pracy zarobkowej przez mężczyznę skutkuje
              tym, że pani w todze zza biurka przyklepuje konkretną kwotę
              od takiego ojca na rzecz żony NIE PATRZĄC na to, czy pan
              ma pracę.

              W tym przypadku mamy do czynienia z Piotrusiem Panem
              W Spódnicy. Jej troski materialne nie interesują, żyje na pełnym
              luzie (który traci, kiedy mąż przypomina jej o podjęciu pracy),
              są pieniądze - fajnie, nie ma - jakoś to będzie.

              • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:03
                Faktycznie rozmawia o tym już 5 lat, może źle to robi, może ona nie kumata, nie wiem.
                Jednak moim zdaniem On kiedyś musi podjąć decyzję czy to toleruje czy nie, a jak nie to decyzja może być jedna, chyba, że chce się męczyć i jęczeć kolejne 5 lat. Jeśli zdecyduje się na rozwód to może faktycznie żona złoży wniosek o alimenty na siebie (jest takie duże prawdopodobieństwo), a jak na to, że 33 letnia młoda zdrowa kobieta chce alimentów na siebie bo nie pracuje, spojrzy sąd - nie wiem.
                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:09
                  Dlatego to on zamiast jęczeć powinien wyjść z inicjatywą i złożyć
                  wniosek o zabezpieczenie rodziny i żądać pieniędzy od uchylającej
                  się od pracy żony. Musi się do tego przygotować, żeby udowodnić
                  przed sądem (bo leniwa żonka będzie kontrowała), że jego luba
                  uchyla się od podjęcia pracy, czym uszczupla byt rodziny.
                  Na pewno taki ruch lepszy od dalszego zasuwania na leniącą się żonę.
                  • mayenna Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:26
                    Żona w sądzie przedstawi swoja umowę o prace, powie, ze pracy nie ma, ze pracuje dodatkowo w domu i to nic nie da.
                    Potem wystąpi o rozwód z jego winy bo ja ekonomicznie gnębi, o alimenty na dzieci i na siebie i tak to się skończy. Wszak ty tutaj głosisz że sady są za babami.
                    • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:42
                      mayenna napisała:

                      > Żona w sądzie przedstawi swoja umowę o prace, powie, ze pracy nie ma, ze pracuj
                      > e dodatkowo w domu i to nic nie da.
                      > Potem wystąpi o rozwód z jego winy bo ja ekonomicznie gnębi, o alimenty na dzie
                      > ci i na siebie i tak to się skończy. Wszak ty tutaj głosisz że sady są za babam
                      > i.


                      Czyli ma żyć dalej pod buciorem leniwej żony, bo w sądzie może
                      przegrać? big_grin

                      Spokojnie, przygotuje się, ma szansę może nie na wygraną, ale
                      na pewno pozbędzie się takiego pasożyta żyjącego na jego grzbiecie.
                      Alimentów żona na siebie nie otrzyma, jeśli facet nie spaprze sprawy.
                      Jest młoda, zdrowa i - leniwa, uchyla się od pracy mimo ich problemów
                      finansowych - to też będzie mógł udowodnić. To nie on uchyla się
                      od partycypowania w utrzymaniu żony, tylko to leniwa kobieta nie zamierza
                      podjąć pracy.
                    • zalosny.jestes Dwa małe błędy...reszta OK. 15.12.11, 09:47
                      mayenna napisała:

                      > Potem wystąpi o rozwód z jego winy bo ja ekonomicznie gnębi

                      PSYCHICZNIE się nad nią znęca wysyłając ją do pracy (oczywiście w sądzie jajnik przedstawi to zupełnie inaczej).

                      > Wszak ty tutaj głosisz że sady są za babam

                      Nie on głosi, tylko to jest fakt. Nie sądy dodajmy, tylko panie z wąsami w togach. Ja jak obserwuje kobiety orzekające w sądach rodzinnych to jestem zdanie, że powinny one mieć zakaz wykonywania tego zawodu. Sędzia musi być odporny na kombinacje, naginanie rzeczywistości, płacze, żale itp. A tu mam jeszcze cykl miesiączkowy...ech. Tragedia.
                      • mayenna Re: Dwa małe błędy...reszta OK. 15.12.11, 09:50
                        No to radlcie chłopakowi niech się rozwiedzie i zakosztuje smile
                        Czyli na moich radach może lepiej wyjść.
                  • mayenna Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 15:53
                    Chciałam ci jeszcze powiedzieć ze 400 zl to są np. alimenty na dwoje dzieci jakie dostaję, albo moje opłaty za media, albo stypendium mojej córki.Nie lekceważ więc tak jej wkładu bo sąd może uznać że przy jej sytuacji to wiek szych mozliwości zarobkowych nie ma.
                    • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 17:42
                      Jakiego wkładu? Ta pani te 400 zł zużywa "na waciki". Swoje waciki.
                      • mayenna Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 19:31
                        Na co idą te pieniądze to pan tak naprawdę nie wie. Nie umie powiedzieć co żona za nie kupuje.
                        • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 12:18
                          Może wydawać na waciki, przegrać w kasynie, przećpać, przepić albo odłożyć sobie do skarpety. Nie ma to żadnego znaczenia. Całe utrzymanie domu jest nadal na głowie pana.
                    • eeela Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 17:44
                      Nie lekceważ
                      > więc tak jej wkładu

                      Jakiego wkładu? Przecież Beznadziejny pisał, że ona tych 400 złotych nie dokłada do domowego budżetu, tylko wydaje na siebie.
                      • mayenna Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 19:37
                        Co to znaczy wydaje na siebie? Kupuje jedzenie sobie, ciuchy, wódkę?
                        Nie wydaje mi sie aby te pieniądze traciła bo on by nie omieszkał napisać.Moim zdaniem wydaje na bieżące potrzeby.Wnioskuje to z jej postawy: znalazła jakąś pracę, stara się a mąż za nia robi zakupy. Mnie to przypomina 'Plac Zbawiciela'. ale może sie mylę i kobieta faktycznie leniwa i odrzuca lepsze oferty pracy bo woli za 400 zł wysłuchiwać pretensji męża ze nie zarabia i jest darmozjad.
                        • zalosny.jestes Co druga przywołuje Plac Zbawiciela... 15.12.11, 09:50
                          mayenna napisała:

                          To ma wywołać poczucie winy i wizje samobójstwa samicy z powodu qrestwa samca. UWAGA! Manipulacja....!!!!!Uciekać!
                • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 17:45
                  > Faktycznie rozmawia o tym już 5 lat, może źle to robi, może ona nie kumata, nie
                  > wiem.

                  Skoro jest na tyle niekumata, że nie rozumie prostej informacji, przekazywanej przez 5 lat, to niech się wystara o rentę dla umysłowo upośledzonych.
                  • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 17:55
                    wiesz, może to i pomysł smile z tą rentą...kasę bez wysiłku by miała....
                    ale z drugiej strony chyba coś nie teges z komunikacją w tym związku jeżeli facet 5 lat mówi
                    a ona nie słucha i ma to gdzieś.....
                    kompletnie nie rozumiem jak można 5 lat tak się męczyć i nie podjąć jakiś bardziej drastycznych kroków (znaczy on się męczy co sam napisał)

                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                    • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 18:03
                      moniapoz napisała:

                      > wiesz, może to i pomysł smile z tą rentą...kasę bez wysiłku by miała....
                      > ale z drugiej strony chyba coś nie teges z komunikacją w tym związku jeżeli fac
                      > et 5 lat mówi
                      > a ona nie słucha i ma to gdzieś.....
                      jak to, zakomunikowała mu przecież, że ma się nie wpieprzać o jej życia... jak widać komunikacja nie u wszyustkich oznacza to samosmile
                      2 sprawa - nie rozumiem tak bezmyślnych ludzi - gdyby bezmyślny zmarł, to ona nawet nie dostanie renty po nim, bo nie ma ukończonych 50 lat
                      >
                      > ------
                      > Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                      > Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                      • moniapoz Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 18:46
                        > jak to, zakomunikowała mu przecież, że ma się nie wpieprzać o jej życia... jak
                        > widać komunikacja nie u wszyustkich oznacza to samosmile

                        sorry, ale w takim razie co to za związek jest ? bo nie kumam....i czemu facet się na to zgadza? tylko ze strachu przed alimentami ? musi być coś co go przy Niej trzyma....nie wierzę, że tylko strach.
                        ------
                        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                        • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 19:37
                          moniapoz napisała:

                          > > jak to, zakomunikowała mu przecież, że ma się nie wpieprzać o jej życia..
                          > . jak
                          > > widać komunikacja nie u wszyustkich oznacza to samosmile
                          >
                          > sorry, ale w takim razie co to za związek jest ?
                          dla mnie żaden
                          > .i czemu facet
                          > się na to zgadza? tylko ze strachu przed alimentami ? musi być coś co go przy
                          > Niej trzyma....nie wierzę, że tylko strach.
                          miłość? przyzwyczajenie? nieumiejętność w podejmowaniu decyzji? nadzieja, że "będzie lepiej"?
                          > ------
                          > Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                          > Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • szizumami Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 14:18
              no i monia napisała obiektywnie nieszowinistycznie
              i sprawiedliwie..
              ----
              tałtek nie pultaj sie tak,
              bo wiesz..zawał
            • yoma Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 16:11
              moniapoz napisała:

              >
              > Nie ulega wątpliwości, że nie powinien jej gonić, tylko normalnie rozmawiać
              > a w tej rozmowie jasno powiedzieć, że jak się do roboty nie zabierze to on nie
              > chce być w takim związku.

              No otóż to.

              Ja się zgadzam, że 33 lata to jest piękny moment, żeby zacząć nowe życie i przyznam, że nawet pana rozumiem - tylko ta rozmowa powinna być przeprowadzona dziesięć lat temu. Kiedy dzieci miały 4 i 2 lata, a nie 14 i 12, a pani miała 23. Ktoś tu zabradziażył sprawę i pani się przyzwyczaiła, a pan niestety próbuje to załatwić w najgorszy możliwy sposób. Bo w tym momencie powiedzieć "do roboty albo wypad z baru" to jest najgorszy możliwy sposób.

              No chyba że pan ma już totalnie w du.
              • eeela Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 17:46
                Pan zaczął rozmawiać o problemie pięć lat temu, po tym, jak dzieci poszły do szkoły. Pięć lat tłumaczenia o konieczności pójścia do pracy to za krótko? Pięć lat proszenia o pójście do pracy twoim zdaniem równa się powiedzeniu "do roboty albo wypad z baru"?
              • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 14.12.11, 17:53
                yoma napisała:



                >
                > Ja się zgadzam, że 33 lata to jest piękny moment, żeby zacząć nowe życie i przy
                > znam, że nawet pana rozumiem - tylko ta rozmowa powinna być przeprowadzona dzie
                > sięć lat temu.
                rozmowa miała miejsce 5 lat temu, o czym była juz kilkakrotnie mowa. Młodsze dziecko miało wtedy 7 lat i poszło do szkoły, a pani miała lat 28 - też za stara już była?
        • zalosny.jestes Tak, utrzymuj wałkonia przez 20 lat 15.12.11, 09:42
          a później kłaniaj się jeszcze z winkiem, żeby krowie wytłumaczyć oczywiste rzeczy.
          Tragedia. Tłumaczyć to można komuś, kto jest w stanie cokolwiek zrozumieć i chce przyjąć do wiadomości podstawowe zasady rządzące tym światem. Jak można dyskutować z debilem, który na każdą logiczną argumentację odpowiada NIE BO NIE?
          • szizumami Re: Tak, utrzymuj wałkonia przez 20 lat 15.12.11, 10:16
            z winem,czy bez jesli ktoś jest żałosny
            to i tak mu nic nie pomoze,,

            jestem zdania własnego i zasłyszanego od innych kobiet,które musiały lub przymuszone przez facetów do siedzenia w domu przy dzieciach---że W KOBIETY INTERESIE JEST nie zaniedbac pracy zawodowej i wykształcenia
            i nawet kosztem porzadku w domu,obiadu na czas i nawet karmienia cyckiem---powinny DLA WŁASNEGO DOBRA I WŁASNEJ SATYSFAKCJI ŻYCIOWEJ-nie ogladac sie na facetów i ICH KASE
            i nawet powiem ,niech mnie zrozumieja ludzie ---za bardzo nie poswiecac sie dzieciom--
            BO TO SIE NIE OPŁACA i można obudzic sie z obiema raczkami w nocniku
            dzieci ,praca,szkoła, zainteresowania---na szczycie piramidy NA RÓWNI
            zdrowie wyglad,dom,seks i inne
            --po środku

            DZIAD--na samym dole
            i tego sie trzymac
            a beda nas szanowac i doceniac
            • szizumami Re: Tak, utrzymuj wałkonia przez 20 lat 15.12.11, 10:30
              tylko sterylizacja!
              ale fachowa-tak żeby układu nerwowego nie uszkodzić
              inaczej bylibyscie nieprzydatni!
            • malgolkab Re: Tak, utrzymuj wałkonia przez 20 lat 15.12.11, 11:26
              szizumami napisała:


              >
              > DZIAD--na samym dole
              > i tego sie trzymac
              > a beda nas szanowac i doceniac
              a dziad, to rozumiem - mąż/partner?
              • szizumami Re: Tak, utrzymuj wałkonia przez 20 lat 15.12.11, 12:58
                specyficzny mąz/partner
              • zalosny.jestes Szacun dla tej pani... 15.12.11, 13:22
                malgolkab napisała:

                > a dziad, to rozumiem - mąż/partner?

                Jako jedna z nielicznych tu opisała wprost podejście większości kobiet do swoich partnerów. Pozostałe panie dalej idą w zaparte...Cóż...nie da się zmienić łatwo stereotypów wbitych do głowy w dzieciństwie.
                • tautschinsky Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 13:48
                  zalosny.jestes napisał:

                  >Cóż...nie da się zmienić łat
                  > wo stereotypów wbitych do głowy w dzieciństwie.


                  Tylko tych, które są kobietom wygodne.
                  • mayenna Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 17:53
                    tautschinsky napisał:


                    > Tylko tych, które są kobietom wygodne.
                    >
                    >A te wygodne dla mężczyzn to mogą pozostać ? No to panowie: jak się wstawia pralkę?
                    Nazwisko wychowawców waszych dzieci?

                    • tautschinsky Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 18:48
                      mayenna napisała:

                      > tautschinsky napisał:
                      >
                      >
                      > > Tylko tych, które są kobietom wygodne.
                      > >
                      > >A te wygodne dla mężczyzn to mogą pozostać ?

                      A które to są te wygodne dla mężczyzn?

                      Bo dzisiaj mężczyzna ma obowiązek pracowania.
                      Natomiast kobieta dalej najwyraźniej ma mieć
                      prawo do pracy, ale już nie ma to być jej obowiązkiem.
                      W tym wątku już chyba kilkanaście postów natłukłaś,
                      w których próbujesz usprawiedliwić matkę - nieroba,
                      a jej 400 złotych z dorywczej pracy usilnie nazywać
                      chcesz wkładem w budżet rodzinny. Z 33 letniej
                      z zawodu sprzedawczyni czynisz staruszkę, która
                      do końca życia już nie powinna pracować, bo jaką
                      karierę zrobi - dyrektorem jej nie mianują, a to może
                      by ją interesowało. Ta kobieta ma, jeszcze raz powtórzę:
                      OBOWIĄZEK pracowania na rzecz rodziny, nikomu
                      łaski nie robi, są dzieci, które trzeba nakarmić. Ojciec
                      ze swojej strony wywiązuje się pracując. Matka dwójki
                      dzieci w wieku 12 i 14 lat "musi" zostać w domu, żeby
                      się opiekować dziećmi i oczywiście tym samym poświęca
                      się dla rodziny big_grin




                      No to panowie: jak się wstawi
                      > a pralkę?
                      > Nazwisko wychowawców waszych dzieci?


                      Dzisiaj wstawiłem dwie, wczoraj wstawiłem jedną.
                      Średnio wstawiam jedną dziennie. Mam napisać
                      instrukcję obsługi odpalania pralki? big_grin Uff, zmachałem
                      się tą pracą. A.... pranie też rozwiesiłem, żeby nie było,
                      że pewnie samo z pralki wyskoczyło i się powiesiło.

                      Nazwisk wychowawczyń nie podam z oczywistych powodów.
                      Napiszę tyle, że w jednej szkole na wywiadówce byłem
                      trzy tygodnie wcześniej, a u drugiej miesiąc temu i robię
                      to od lat.
                      • mayenna Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 19:15
                        Tautschinski, może i ideał z ciebie, ale te poglądy...smile
                        • eeela Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 20:07
                          Nie śledzę kariery Tautchinskiego na forum, ale w tym wątku nie zauważyłam, żeby prezentował jakieś kontrowersyjne poglądy.
                          • mayenna Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 20:11
                            eeela napisała:

                            > Nie śledzę kariery Tautchinskiego na forum, ale w tym wątku nie zauważyłam, żeb
                            > y prezentował jakieś kontrowersyjne poglądy.
                            Zapamiętałam mu post w którym matkę dwumiesieczniaka do pracy wysyłał.
                            Archiwum możesz poczytaćsmile
                            • scibor3 Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 21:22
                              Urlop macierzyński naszych matek trwał IIRC 3 miesiące, połóg, na ogół, trwa 1.5 miesiąca, więc co w tym takiego szokującego? Jak się nie ma miedzi to się w domu ...nie siedzi. "Życie to niejebajka".
                              • mayenna Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 22:06
                                scibor3 napisał:

                                > Urlop macierzyński naszych matek trwał IIRC 3 miesiące, połóg, na ogół, trwa 1.
                                > 5 miesiąca, więc co w tym takiego szokującego? Jak się nie ma miedzi to się w d
                                > omu ...nie siedzi. "Życie to niejebajka".
                                To i tak luksusysmile dawniej na wsi, kobieta przychodziła z pola, rodziła zawijała noworodka i z powrotem na pole.

                                Jak pomyślisz trochę to sam dojdziesz co w tym jest złe.
                                • scibor3 Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 22:46
                                  A to skąd? Z filmów typu "Pachnidło"? Za dużo wyobraźni a za mało znajomości historii.
                                  • mayenna Re: Szacun dla tej pani... 15.12.11, 23:12
                                    U mnie krucho z Historia , u ciebie z kilkoma innymi dziedzinami wiedzy. Fajnie się bawię, ale to już tylko wyzłośliwianie się. .
                                    • scibor3 Re: Szacun dla tej pani... 16.12.11, 09:58
                                      Pewnie tak ale ja się nie staram chwalić tym publicznie.
                    • zalosny.jestes Nie no, tymi pytaniami to mnie rozwaliłaś na amen 16.12.11, 06:58
                      Jeszcze zapytaj jak się pomidorową gotuję wink Nie wiem do końca co to znaczy "wstawić pralkę" (być może chodzi o wniesienie po schodach) ale z programatorem pralki, zmywarką, mopem, żelaskiem nie mam najmniejszego problemu. Zresztą większość kobiet demonizuje "obsługę domu" jako heroizm a ja z punktu widzenia faceta, który został sam i musi radzić sobie z wszystkim twierdzę, że to wszystko w porówaniu do trudności zdobycia ODPOWIEDNICH zasobów jest śmieszne i nie warte uwagi. To są podstawowe rzeczy, które powinien potrafić i robić każdy. Dodam jeszcze, że nie tylko znam nazwiska wychowawcy mojego dziecka, ale i nazwiska większości nauczycieli, na wywiadówki też w większości chodzę ja, podręczniki kupuje ja...a jajnik leży do góry doopą i kombinuje z mamusią jak tu jeszcze więcej kasy ode mnie wyrwać. Brrr. Chroń na panie Boże przed takim elementem!
                      • argentusa Re: Nie no, tymi pytaniami to mnie rozwaliłaś na 16.12.11, 09:06
                        Żałosny, to jak to się stało, że taki element na matkę dziecia swego wybrałeś? (pytam bez złośliwości).
                        Ar.
                        • zalosny.jestes Zakochałem się? Znasz to uczucie? 18.12.11, 11:25
                          Wątpię...większość z was kalkuluje....i później mam przez to nieszczęścia. Pal licho z nami...dzieci szkoda.
                      • zmeczona100 Re: Nie no, tymi pytaniami to mnie rozwaliłaś na 16.12.11, 10:45
                        Zresztą więks
                        > zość kobiet demonizuje "obsługę domu" jako heroizm

                        Dlatego niezmiennie nurtuje mnie to, że panowie uciekają od tego typu obowiązków. Skoro to takie proste, łatwe i przyjemne, to od czego tu uciekać?

                        a ja z punktu widzenia facet
                        > a, który został sam i musi radzić sobie z wszystkim


                        Biedactwo... Faktycznie, musisz; gdybyś miał żonę/ partnerkę, to już nie musiałbyś, a ewentualnie mógłbyś (pomóc, wyręczyć itp.). Cóż za skłonność do zamiany nic nie znaczących, łatwych i przyjemnych czynności na obowiązki- gdy życie w parze zamienia się na życie w pojedynkę...
                        • malgolkab Re: Nie no, tymi pytaniami to mnie rozwaliłaś na 16.12.11, 13:14
                          zmeczona100 napisała:

                          > Zresztą więks
                          > > zość kobiet demonizuje "obsługę domu" jako heroizm
                          >
                          > Dlatego niezmiennie nurtuje mnie to, że panowie uciekają od tego typu obowiązkó
                          > w. Skoro to takie proste, łatwe i przyjemne, to od czego tu uciekać?
                          >
                          ale jacy panowie? wszyscy? jest wielu takich, którzy nie uciekają i wykonują je na równi z żoną albo i w większym stopniu. Za to znam wiele przypadków pań, "zostaw, nie rób, ja to zrobię lepiej"
                          • zalosny.jestes Skąd ja to znam... 18.12.11, 11:30
                            Zostaw ja to lepiej zrobię...chciałabym, ale sie boję...nie chce mi się prasować twoich koszul, ale co mama powie...ale co teściowa powie...LUDZIE!!!!!!!!!!!
                        • zalosny.jestes Re: Nie no, tymi pytaniami to mnie rozwaliłaś na 18.12.11, 11:29
                          zmeczona100 napisała:


                          > Dlatego niezmiennie nurtuje mnie to, że panowie uciekają od tego typu obowiązkó
                          > w. Skoro to takie proste, łatwe i przyjemne, to od czego tu uciekać?

                          Nie uciekam i nigdy nie uciekałem. Co w tym nadzwyczajnego? Co innego jak kobieta czy facet siedzi w domu a druga połówka poluje. Większość kobiet woła w takiej sytuacji o równouprawnienie w obowiązkach domowych a to już jej moim zdaniem objawem pasożytnictwa.

                          > Biedactwo... Faktycznie, musisz; gdybyś miał żonę/ partnerkę, to już nie musiał
                          > byś, a ewentualnie mógłbyś (pomóc, wyręczyć itp.). Cóż za skłonność do zamiany nic nie znaczących, łatwych i przyjemnych czynności na obowiązki- gdy życie w p
                          > arze zamienia się na życie w pojedynkę...

                          Szczerze mi współczujesz czy tylko podnosisz dramatyzm swojej wypowiedzi? Nie zamienię w życiu swojej obecnej egzystencji na bycie na stałe w kimkolwiek! To się zwyczajnie nie opłaci (nie patrzeć mi przez pryzmat pieniędzy bo rozstrzelam - to do kobiet).
            • argentusa Re: Tak, utrzymuj wałkonia przez 20 lat 16.12.11, 08:55
              Wypisz wymaluja - ja smile Zadowolona, choć rozwidziona. A być moze i dlatego co powyżej napisała Sziszu, rozwód nie byłdla mnie tragedią (jak niektórzy forumowicze czasem próbują mi wmówić). Bo mimo wszelkich nacisków, warto zadbać o siebie. Nie wiem czy to się opłaca, czy nie, mnie idea poświęcenia jest obca, jak egzotyczne języki wink
              • zalosny.jestes Tobie się podoba bo ty się rozwiodłaś z exem ale 18.12.11, 11:31
                nadal pozostajesz w związku z jego portfelem. Jemu ten stan też odpowiada (pewnie mniej, ale za cenę spokoju rzuci Ci jakieś ochłapy, żebyś nie pruła się z nim po sądach). Miałaś szczęście poprostu...
    • beznadziejnyfacet Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 10:28
      Zastanawiam się po prostu, jak wyjść z takiej sytuacji. Wiem że są dwa wyjścia i żadne nie jest proste, albo rozwód, albo dalej być w związku.
      Zostają jeszcze dzieci które bardzo kocham, no i problem lokalu. Ja niestety nie mam gdzie się wyprowadzić, a mieszkanie jest na kredyt, co i tak już komplikuje całą tą sytuacje. W przypadku rozwodu żona też nie ma dokąd pójść, bank nie przepisze na nią mieszkania bo nie ma wystarczających dochodów. Pozostaje sprzedać i zostajemy z marnymi groszami i bez dachu nad głową. Jedynym rozwiązaniem jakie mi się nasuwa po przeczytaniu waszych wpisów , to przeczekać aż dzieci wyjdą z domu.
      Może też do tego czasu żona zmieni podejście do życia?

      ps.
      Hipermarketów jest więcej niż banków, o dużej galerii nie wspomnę, a o małych sklepikach nie ma co wspominać.
      Zarobione pieniądze żona odkłada na czarną godzinę ( cokolwiek to znaczy)..



      • mayenna Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 10:32
        No to macie oszczędności na te studia. Nie przepuszcza, nie przetraca to w czym jest problem?

        To ze są galerie, sklepiki i markety nie oznacza, że ona może dostać tam w każdej chwili pracę.
        Wez to pod uwagę.
        • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 11:41
          mayenna napisała:

          > No to macie oszczędności na te studia. Nie przepuszcza, nie przetraca to w czym
          > jest problem?
          >
          > To ze są galerie, sklepiki i markety nie oznacza, że ona może dostać tam w każd
          > ej chwili pracę.
          > Wez to pod uwagę.

          Facet pisze, że nic z tego co zarobi nie zostaje, dzieci nie mają
          butów, mieszkanie na kredyt, pieniądze są im potrzebne do tego
          by po prostu dychać, bo teraz byle większy wydatek ich pogrąży.
          A ty w odpowiedzi o tym jak fajnie, że mamusia jest w domu i
          dziecko z kluczem nie musi latać (dzieci lat 12 i 14). W końcu
          facet konkluduje, że po przeczytaniu postów widzi dwa wyjścia:

          1. przeczekać aż dzieci trochę podrosnąć i odejść od pasożyta
          siedzącego mu na karku (i taki pasożyt pewnie zjawi się za
          parę lat na forum z ojejej! gwałcą! poświęciłam się rodzinie!
          On chciał, żebym nie pracowała, a teraz mnie porzuca.
          I takie panie napiszą, jaka z niego podła gnida. Że trzymał
          biedaczkę siłą w domu, choć ta chciała robić karierę!!!!

          2. Rozwód i braku dachu dla niego, dla niej i dla dzieci.

          Pisze też, że wokół jest praca w zawodzie wyuczonym
          żony. Ale nawet gdyby jej nie było, to co? Do końca
          życia ma się taka osoba nie przekwalifikować, poszukać
          pracy gdzieś dalej, bo nie ma jej w okolicy?

          Następnym razem, kiedy zjawi się jakaś "biedna" kobieta
          pisząca o swoim mężu, któremu nie chce się pracować,
          choć praca jest lub jej nie ma, mam nadzieję, że też
          przeczytam - a co tam, niech facet siedzi w domu a ty
          kobieto dalej zapierniczaj na cały dom, utrzymuj swojego
          męża-nieroba, siebie i dzieci, którym jeśli zrobią się dziury
          w butach należy powiedzieć, że pieniążków nie ma big_grin
        • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 12:25
          mayenna napisała:

          > To ze są galerie, sklepiki i markety nie oznacza, że ona może dostać tam w każd
          > ej chwili pracę.
          > Wez to pod uwagę.
          ale przeciez facet wyraźnie pisze, że ogłoszenia o pracę w ich okolicy są (zgodne z wykształceniem handlowym żony), tylko ona nawet się tym nie zainteresuje.
          Widocznie nie mieszkają na mazurskiej wiosce...
      • szizumami Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 11:28
        przepraszam cie[dałes niejako prawo do wejscia z butami piszac tu]--ale odnosze
        wrazenie że nie mówisz o wielu istotnych rzeczach, ani o tym co na to ona
        odkłada n aco--może chce w coś zainwestowac--ma jakies plany?szkoła--bnie wiem chodzi czy kurs--jesteś w stanie zrozumieć że nie kazdy pracodawca godzi sie na wolne,wtedy kiedy ktoś chce[problem z grafikiem]fory maja studenci-wadomo z akich powodów
        a może i ona nie czuje sie z toba szczesliwa--i z tym zwiazane sa odkładane pieniadze
        nie wiem czy dobrze kojarze--mówisz nie ma kochanki
        ale zdaje sie była!
        jesli sie myle to przepraszam
        a jesli nie to warto uderzyć sie w piersi
        -czy powiedziałem o wszystkim co istotne! tak czy siak
        powodzenia
        • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 12:25
          Jak to na co odkłada pieniądze? Aby zabezpieczyć. Siebie. Ja za to mam wrażenie, że usilnie próbujesz znaleźć kija aby uderzyć psa.
    • beznadziejnyfacet Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 12:19
      Kochanki? a w którym miejscu o tym pisałem?
      Zresztą nie mam czasu ani ochoty na takie rzeczy.
      Mam problem z jedną kobietą i mam jeszcze sobie dokładać kolejnych kłopotów?
      Wiesz jaką satysfakcję miałaby żona?
      Przecież rozpad małżeństwa z mojej winy.
      To najlepiej szufladkować:
      kobieta się nie podoba - ma kochankę
      Pan niezadowolony - kryzys wieku średniego
      itd.

      Jeżeli chodzi o pieniądze, to nie wiem, może przeczuwa że ten układ długo nie wytrzyma i zbiera na taką ewentualność?

      Odnośnie pracy:
      ogłoszeń nie brakuje, nawet przez firmy pośredniczące- oferują z kursem obsługi kasy fiskalnej.
      Tak wiem że z tego nie ma kokosów, ale większość nie zaczyna od stanowiska dyrektora.
      Za to można zdobyć doświadczenie.
      Jeżeli chodzi o Biedronkę, to z tego co wiem od znajomych , bardzo zmieniło się podejście do pracowników.
      Oczywiście niezadowolonych wszędzie się znajdzie.
      Życzę miłego dnia,
      wychodzę zarabiać kolejne złotówki
      smile


      • szizumami Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 12:52
        zaznaczyłam że moge sie pomylic,ze to nie ty ....
        --
        nie pies i nie kij
        bo psa tez szkoda
        [psiuńcia!]
        --
        jesli ty głównie finansujesz,a ona odkłada dla siebie--ty nie wiesz na co--to d... nie zwiazek
        i oboje macie problem-warto to w koncu porzadnie i definitywnie obgadać
        a nie powinieneś wkurzac sie że ci sie nie chce to tamto---sam rozpoczaleś watek!
        boisz sie rozwodu,boisz sie o dzieci?---to podejmij działania w zwiazku--i tez odkładaj na swoje prywatne konto
        nie pomaga tłumaczenie--to na kazdego jest haczyk
        nie ma co biadolić--co bedzie --tylko działac
      • mayenna Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 17:36
        Chyba nie szukałeś dawno pracy, skoro uważasz, ze to jest takie proste.
        Ogłoszeń jest, ale dla kobiet jednak znacznie mniej. Firma pośrednicząca także nie gwarantuje, że znajdzie pracę. Oni często tworzą sobie po prostu bazę CV.Ogłoszenie nie oznacza, ze dostaniesz pracę.
        Nie odpowiedziałeś czy była zarejestrowana jako bezrobotna?

        Pytałeś co robić: poszukać lepiej płatnej pracy, wyjechać za granicę i to jest chyba najlepsze rozwiązanie. Zarobisz a jednocześnie będziesz sam.Spróbujesz jak to jest bez rodziny, w nowej sytuacji.

        Co z dziećmi, jesli wystąpisz o rozwód? Z kim zostaną? Przy jej niezaradności życiowej, bez mieszkania czarno to widzę.


        • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 18:58
          > Pytałeś co robić: poszukać lepiej płatnej pracy,

          Przecież to jasne jak słońce. Dla kobiet nie ma ofert pracy a dla mężczyzn lepsza praca leży na ulicy i woła "weź mnie!"

          > wyjechać za granicę i to jest
          > chyba najlepsze rozwiązanie. Zarobisz a jednocześnie będziesz sam.Spróbujesz j
          > ak to jest bez rodziny, w nowej sytuacji.

          I jeszcze sprzedaj nerkę aby pasożyt miał lepsze życie! Ty masz je dwie a pasożyt tylko jedno życie.
          • mayenna Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 19:13
            Mogę doradzić żarzycie leków odrobaczających ale to nie pomoże.

            Skoro ona ma szukać lepszej pracy to on chyba też może? To jest konstruktywne rozwiązanie kwestii braku pieniędzy.


            Widzisz inne rozwiązania? Doradź koledze.
            Dla mnie rozwód był czymś najgorszym przez co przeszłam. Dla moich dzieci też. Gdybym mogła trwać w małżeństwie, gdyby mój eks nie pił, nie zdradzał i robił to co zona Beznadziejnego to trwałabym.
            • mayenna Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 19:14
              *zażycie - errata
            • scibor3 Re: Alimenty na żonę? 15.12.11, 21:08
              > Mogę doradzić żarzycie leków odrobaczających ale to nie pomoże.

              Mogę polecić weterynarza. Mojemu kotu pomogło. Może tobie też. W każdym bądź razie, doradzam nie lekceważyć.

              > Skoro ona ma szukać lepszej pracy to on chyba też może? To jest konstruktywne r
              > ozwiązanie kwestii braku pieniędzy.

              Nie, ona ma szukać pracy dla _dorosłego_ człowieka i efekty tej pracy powinna odczuwać cała rodzina a nie tylko jej skarpetka.

              > Widzisz inne rozwiązania? Doradź koledze.

              Co kto lubi. Dać ultimatum, że jak nie zacznie traktować poważnie poszukiwania pracy, to złożyć pozew o alimenty, jak nie dotrze to o rozwód, przynajmniej przestanie utrzymywać jedno "dziecko" i skupić się na tych prawdziwych. Z mieszkaniem jest faktyczny kłopot i tu już dużo zależy od konkretnych liczb.
            • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 16.12.11, 09:34
              mayenna napisała:


              >
              > Skoro ona ma szukać lepszej pracy to on chyba też może? To jest konstruktywne r
              > ozwiązanie kwestii braku pieniędzy.
              a skąd wiesz, że nie szuka? a może ona by łaskawie swoje 400 zł dołożyła do budżetu, żeby on mógł sobie cos odłożyć?
              >
              > Widzisz inne rozwiązania? Doradź koledze.
              ja widzę, kobieta ma zacząć aktywnie szukać pracy i możliwości dokształcania.
              > Dla mnie rozwód był czymś najgorszym przez co przeszłam. Dla moich dzieci też.
              > Gdybym mogła trwać w małżeństwie, gdyby mój eks nie pił, nie zdradzał i robił t
              > o co zona Beznadziejnego to trwałabym.
              a dla mnie był czymś najlepszym co mogłam zrobić, a moje dziecko ma wreszcie normalny dom, gdzie jest cicho, spokojnie i miło. W życiu nie trwałabym w związku z pasożytem, któremu się nic nie chce, tylko dlatgeo, że nie pije i nie zdradza...
            • argentusa Re: Alimenty na żonę? 16.12.11, 09:44
              A ja nie trwałabym.
              Bo u nas rozwód nie był czymś najgorszym. I mam nadzieję, że dla moich dzieci też nie. (same mówią, że jest ok i fajnie i lepiej niz w "zimnym", nerwowym domu wcześniej.
              I tu jest róznica. Ludzie mają różnie.

              AR.
        • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 16.12.11, 09:28
          mayenna napisała:

          > Chyba nie szukałeś dawno pracy, skoro uważasz, ze to jest takie proste.
          > Ogłoszeń jest, ale dla kobiet jednak znacznie mniej. Firma pośrednicząca także
          > nie gwarantuje, że znajdzie pracę. Oni często tworzą sobie po prostu bazę CV.Og
          > łoszenie nie oznacza, ze dostaniesz pracę.
          taaaa, lepiej więc siedzieć na dupie i nie robić nic. Kursy - bez sensu, matura - bez sensu, szukanie pracy - bez sensu, bo i tak mnie nie zatrudnią.
          Naprawdę nie rozumiesz, ze jemu chodzi o to, ze ona nie robi nic, żeby tę pracę podjąć?


          > Co z dziećmi, jesli wystąpisz o rozwód? Z kim zostaną? Przy jej niezaradności ż
          > yciowej, bez mieszkania czarno to widzę.
          no, fakt, to lepiej utrzymywać jeszcze nieroba przez kolejne 15 lat
          • argentusa Re: Alimenty na żonę? 16.12.11, 09:46
            Jak się facet uprze, to dzieci będą z nim. I będą miały lepsze wzorce niż nierób rodzicielski.
            A ja k nie będa, to uczestnicząc czynnie w ich życiu facet będzie miał szansę pokazać potomstwu, że wzorzec prezentowany przez mamę nie jest jedynym i obowiązujacym. A moze nawet zechcą zostawić mamuśkę.
            Ar.
            • malgolkab Re: Alimenty na żonę? 16.12.11, 13:35
              argentusa napisała:

              > Jak się facet uprze, to dzieci będą z nim. I będą miały lepsze wzorce niż nieró
              > b rodzicielski.
              > A ja k nie będa, to uczestnicząc czynnie w ich życiu facet będzie miał szansę p
              > okazać potomstwu, że wzorzec prezentowany przez mamę nie jest jedynym i obowiąz
              > ujacym. A moze nawet zechcą zostawić mamuśkę.
              > Ar.
              lubię to!
    • beznadziejnyfacet Re: Alimenty na żonę? 16.12.11, 23:46
      Dziękuję wszystkim za Wasze wpisy,
      Trudno będzie podjąć jakąś konkretną decyzję.
      Obawiam się zmian, ale nie chodzi tu o mnie, tylko o moje dzieci.
      Moje zachowanie (wobec żony) wywraca ich spokojny świat do góry nogami, bo to ja się czepiam mamusi. Nie bardzo rozumieją, o co toczymy między sobą walkę i jakie w przyszłości przyniesie to konsekwencje.
      Cokolwiek bym nie zrobił dotknie ich to prędzej czy później.
      Rozwód - dotknie ich teraz,( mogą mi tego nie wybaczyć - tego się boje najbardziej)
      Status quo - dotknie ich w przyszłości w przypadku chęci do dalszej nauki etc.

      Smutne jest to że dobrych małżeństw, jest bardzo niewiele, ja osobiście nie znam takiego które wytrwało by próbę czasu.
      Pozostaje mi tylko jeszcze raz podziękować, sam fakt że nie tylko ja mam takie poglądy, podnosi na duchu smile

      Przy okazji chciałbym życzyć wszystkim WESOŁYCH ŚWIĄT, żeby w te święta spełniły się wasze najskrytsze marzenia. Mam nadzieję (tego sobie życzę), że ta historia zakończy się mimo wszystko happy endem.
      • szizumami Re: Alimenty na żonę? 17.12.11, 00:17
        Równiez i Tobie zyczymy i wszystkim-
        aby ten czas świateczny,szczególnie przy stole był
        skruszeniem lodu i obysmy wszyscy byli syci nie tylko jadła
        ale miłości i zrozumienia

      • mola1971 Re: Alimenty na żonę? 17.12.11, 00:55
        Wesołych Świąt (mimo wszystko) i trzymaj się ciepło smile
        Twoja historia na bank zakończy się happy endem boś dobry człowiek.
        • tautschinsky Re: Alimenty na żonę? 17.12.11, 11:26
          Żeby bycie dobrym gwarantowało happy end byłoby pięknie smile

          Z życzeniami świątecznymi jeszcze się wstrzymam - cały tydzień do nich.
        • tonyolomanolo Re: Alimenty na żonę? 18.12.11, 00:55
          mola1971 napisała:

          > Wesołych Świąt (mimo wszystko) i trzymaj się ciepło smile
          > Twoja historia na bank zakończy się happy endem boś dobry człowiek.

          A skąd wiesz ze to dobry człowiek ?
          Bo tak pisze ?
          Za każdym nikiem kryje się człowiek , ale jaki człowiek tego nigdy się nie dowiesz dopóki dobrze nie poznasz .
          Nie twierdze że jest zły , ale o nikim kogo się zna tylko z tego co pisze tu na forum nie można powiedzieć ze jest dobry albo zły , winny albo niewinny ?
          • mola1971 Re: Alimenty na żonę? 18.12.11, 01:26
            Skąd? To się kobieca intuicja nazywa tongue_out Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła smile
            Zawiodłam się tylko gdy jej nie słuchałam.
            • tonyolomanolo Re: Alimenty na żonę? 18.12.11, 01:35
              Ja tam wierzę tylko w mędrca szkiełko i oko smile
              • mola1971 Re: Alimenty na żonę? 18.12.11, 01:44
                A to se wierz tongue_out Chłopy tak mają, baby mają inaczej wink
                • tonyolomanolo Re: Alimenty na żonę? 18.12.11, 01:53
                  Więc jakby nie patrzeć to Anna Grodzka to dla mnie chłop z jajami przynajmniej podjęła męską decyzję smile
                  • mola1971 Re: Alimenty na żonę? 18.12.11, 02:00
                    Czy to męska decyzja była? Raczej ta zgodna z naturą smile Od urodzenia babą była, ino uwiezioną w męskim ciele.
                    • tonyolomanolo Re: Alimenty na żonę? 18.12.11, 02:01
                      Ale trzeba mieć jaja by se to czy tamto usunąć ?
                      • mola1971 Re: Alimenty na żonę? 18.12.11, 02:03
                        A tego to ja już nie wiem. Nigdy jaj nie miałam. Od urodzenia mam jajniki smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka