fagas555
25.12.11, 00:40
Witam !
Jestem w trakcie rozprawy rozwodowej ( złożyłem pozew).Wyprowadziłem się sam 7 miesiecy temu z fajnego domu na który ciężko charowałem od rana do wieczora.Mam dwoje dzieci - nastolatków- miałem wielką nadzieję , że któreś z nich przynajmniej zadzwoni z życzeniami świątecznymi (do tej pory dzwonili jezeli czegoś potrzebowali a tata z chęcią realizował).To moja pierwsza, samotna Wigilia w życiu (rodzina owszem proponowała przybycie lecz nie chciałem byc ciężarem) i niestety przeżyłem rozczarowanie bo zadne z dzieci nie zadzwoniło czy choćby nawet nie napisało smsa.Nadmieniam ,że przed odejsciem nie bylem awanturnikiem czy jakimś takim a wręcz przeciwnie zapewniałem materialnie ile było w mojej mocy.Niestety powód rozwodu jest obustronny .Dzieci do tej pory przebywaja z matką ja płacę dobrowolne alimenty,mieszkam osobno,spotkania z małołoletnimi raczej nie sa utrudniane przez ex.Retoryczne pytanie : dlaczego żadne z dzieci nie zadzwoniło z prostymi życzeniami lub tp...?Owszem zdaje sobie sprawe ,że ex zapewne nie zachęcała do tego ale...
Sorry za osobiste zwierzenia ale naprawdę zastanawiam się teraz czy ja nie popełniłem jakiegos błędu w dotychczasowym wychowaniu ?
Dzieci sa dla mnie wazne tego nie ukrywam.
Pozdrawiam i zachęcam do dyskusji.