Dodaj do ulubionych

Do samotnych ojców pytanie

25.12.11, 00:40
Witam !
Jestem w trakcie rozprawy rozwodowej ( złożyłem pozew).Wyprowadziłem się sam 7 miesiecy temu z fajnego domu na który ciężko charowałem od rana do wieczora.Mam dwoje dzieci - nastolatków- miałem wielką nadzieję , że któreś z nich przynajmniej zadzwoni z życzeniami świątecznymi (do tej pory dzwonili jezeli czegoś potrzebowali a tata z chęcią realizował).To moja pierwsza, samotna Wigilia w życiu (rodzina owszem proponowała przybycie lecz nie chciałem byc ciężarem) i niestety przeżyłem rozczarowanie bo zadne z dzieci nie zadzwoniło czy choćby nawet nie napisało smsa.Nadmieniam ,że przed odejsciem nie bylem awanturnikiem czy jakimś takim a wręcz przeciwnie zapewniałem materialnie ile było w mojej mocy.Niestety powód rozwodu jest obustronny .Dzieci do tej pory przebywaja z matką ja płacę dobrowolne alimenty,mieszkam osobno,spotkania z małołoletnimi raczej nie sa utrudniane przez ex.Retoryczne pytanie : dlaczego żadne z dzieci nie zadzwoniło z prostymi życzeniami lub tp...?Owszem zdaje sobie sprawe ,że ex zapewne nie zachęcała do tego ale...
Sorry za osobiste zwierzenia ale naprawdę zastanawiam się teraz czy ja nie popełniłem jakiegos błędu w dotychczasowym wychowaniu ?
Dzieci sa dla mnie wazne tego nie ukrywam.
Pozdrawiam i zachęcam do dyskusji.
Obserwuj wątek
    • superemka Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 01:22
      A czy Ty zadzwoniłeś? Rozumiem, że jest Ci przykro, ale może im też jest przykro, że tata nie zadzwonił, a i ex może to wykorzystać przeciwko Tobie...

      tak więc proponuję telefon w dłoń i wyślij chociaż smsy do dzieci
    • altz Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 01:24
      > Retoryczne pytanie : dlaczego żadne z dzieci nie zadzwonił
      > o z prostymi życzeniami lub tp...?

      Odpowiedź jest prosta. Zawsze to Ty załatwiałeś sprawy i organizowałeś. Dzieci się przyzwyczaiły i nadal biernie czekają na Twój ruch, może nawet niemiło zostały zaskoczone, że tata nie zadzwonił?
    • fagas555 Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 01:30
      Może macie i rację ale skoro tata nie zadzwonił to może właśnie po raz pierwszy czekał...
      Właściwie to tak naprawde było.Dzieci to juz nie oseski (14 i 16 lat).
      Teraz musze wyczyscic w głowie moje nastawienie lecz ciężko uwierzcie mi...
      • superemka Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 01:41
        ale takie "sprawdzanie" czy dzieci zadzwonią to trochę głupie, poza tym nawet jeśli mają 14 i 16 lat to i tak to tylko dzieci, dla których ojciec ma być wsparciem a nie odwrotnie i które Cię potrzebują zwłaszcza w tym trudnym okresie - ich rodzice się rozchodzą a nie urządzać jakieś podchody kto pierwszy się odezwie

        to w końcu Ty jesteś dorosły a nie Twoje dzieci

        sory za krytykę zwłaszcza w święta...
        • fagas555 Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 01:57
          Sorry ale sa na tyle dorosle ,że taki prosty gest jest w ich zasiegu.
          Piszesz ,że ex moze to wykorzystać przeciwko- rozwin temat proszę...
          • superemka Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 02:00
            1. ale ten prosty gest jest też w Twoim zasięgu (będę twardo stała na swoim)
            2. rozwijając temat ex - zawsze może powiedzieć - "co to za ojciec co nawet nie zadzwonił do dzieci w wigilię"
          • superemka Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 02:03
            czy Ty naprawdę nie odezwałeś się w wigilię do dzieci bo chciałeś sprawdzić czy one się do Ciebie odezwą??
            • fagas555 Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 02:19
              jednak sie nie zgodzę z Twoja teorią bo :
              a) mogło sie cos stac nieprawdaż
              b) czemu czekałem? bo chciałem oddzielic część materaialną od innej czyli tata to kasa a Wigilia moim zdaniem to taka okazja
              c) częsciowo zgadzam się z Twoja teoria lecz patrz punkty powyzej...
              • superemka Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 02:33
                ok, mogło coś Ci się stać (na szczęście jesteś cały i zdrowysmile ale jakoś nie mogę uwierzyć, że dzieci mogą być takimi materialistami uncertain

                i nie sądzę, że wigilia to jest moment na takie testy...
        • mama_myszkina Re: Do samotnych ojców pytanie 30.12.11, 14:16
          Święte słowa. To ojciec ma być wsparciem, bo torodzice się rozwiedli i zafundowali dzieciom chaos. A ten usadził się na pozycji ofiary i czeka... .
    • maciekqbn Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 03:02
      Moim zdaniem powinieneś był Ty zadzwonić odczekawszy jakiś czas (np. do godz. 20) by dać dzieciom "szansę" na wykazanie się. Później przy jakiejś okazji porozmawiac o tym z nimi, by miały szansę zrehabilitować się w przyszłości.

      Nastolatki nie przywiązują wagi do tego typu spraw i Twoje rozczarowanie czy smutek z powodu tej sytuacji może być dla nich niezrozumiały, jeśli im tego nie wyjaśnisz. No chyba, że to bardzo wrażliwe dzieciaki są... to by był powód do zmartwienia. Jednak 95% nastolatków jest raczej wrażliwych ale na punkcie swojej własnej osoby. Wrażliwość na potrzeby i odczucia innych przychodzi z wiekiem/doświadczeniem.
      • fagas555 Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 03:51
        Bardzo dziekuje za cenne uwagi jednak sytuacja nie jest taka prosta bo ex jest bardzo zainteresowana zeby moje relacje z dziecmi byly dupiate bo w sadzie bedzie mogla to wykazac.Ja jednak nie walcze o wynik w sadzie tylko o dobre relacje z dziecmi nawet w zaistnialej sytuacji lecz nic na sile bo to czasami dziala w odwrotna strone jak sadze...
        Pozdrawiam mimo poznej pory.
        • andres_nin Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 09:39
          akurat tak się złożyło, że przerabiałem bardzo podobną sytuację i na bazie własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że to niestety Twoja rola jest żeby zadzwonić ..
          bez względu na to jak wyglądały wasze relacje z żoną i na ile dzieci rozumieją powody Twojej wyprowadzki to patrząc z ich perspektywy to Ty opuściłeś ich świat (w rozumieniu czegoś co traktują jako swój dom) więc nie licz na odruchy na które może było by z trudem stać osobę dorosłą
          moje były w podobnym wieku, też nie zadzwoniły, ja też czekałem i się nie odezwałem, potem sie dowiedziałam o tym jak bardzo im zależało żebym to ja się odezwał
        • triss_merigold6 Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 11:08
          Rozumiem, że Ci przykro ale Ty powinieneś był zadzwonić.
          Nastolatki przeważnie są egoistycznie skoncentrowane na sobie i nie myślą tzn. myślą, ale w inny sposób niż dorośli. Niekoniecznie popełniłeś gdzieś błąd wychowawczy, bo prostu masz dzieci w durnym wieku.
        • andres_nin Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 15:14
          jak chcesz walczyć o dobre relacje to się nastaw na to, że będziesz bardzo długo się starał bez widocznych efektów ..
          a potem w pewnym momencie może Ci powiedzą że jesteś ok
          a Ty byś chciał już ...
          na dziś to jest kwestia Twojej potrzeby akceptacji z ich strony, że Cię nie skreśliły, a tak naprawdę to co one wiedzą o przyczynach rozpadu waszego małżeństwa?, a nawet jak coś tam wiedzą to dla nich wygląda to tak, że to Ty sie wyprowadziłeś z waszego wspólnego domu więc nie oczekuj cudów
          sorry że tak prosto walę, ale to nie jest tylko kwestia egoizmu nastolatków czy ich roztargnienia
          moim skromnym zdaniem
          w święta samotnym ojcom nie chce się miłosiernych kitów pociskać - przynajmniej niektórym smile
          • kalafior1968 Re: Do samotnych ojców pytanie 04.08.12, 12:54
            jak tak bardzo chcecie nam pomagac to pomozcie nam prace znalezc zeby bylo za co utrzymac dziecko pozdro
        • moniapoz Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 15:26
          Odpowiem Ci z punktu widzenia dziecka, mój tata wyprowadził się co prawda jak byłam już dorosła, ale w domu rodzinnym został mój brat (nastolatek). Początkowo do głowy nam nie przyszło, żeby dzwonić do ojca w Święta, oczekiwaliśmy, że to on właśnie będzie robił jakiś gest w naszym kierunku. Z biegiem lat sytuacja się unormowała, ale dużo w tym było wysiłku ze strony ojca, który zawsze wychodził z inicjatywą kontaktów. Obecnie sytuacja wygląda tak, że sami dzwonimy do niego w Wigilię, a w pierwsze bądź drugie święto odwiedzamy, ale do tego punktu dochodziliśmy dość długo.


          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • szizumami Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 15:38
            przepraszam za okreslenie "za duzo w dupke" dzieciom nie warto pchac
            bo własnie taki moment przychodzi że zdziwione sa--iż mama i tata tez ludzie i potrzeby
            nie tylko ty ytaki bład popełniałes
        • yoma Re: Do samotnych ojców pytanie 27.12.11, 13:02
          > ex jest
          > bardzo zainteresowana zeby moje relacje z dziecmi byly dupiate bo w sadzie bedz
          > ie mogla to wykazac.

          - Wysoki Sądzie, i widzi Wysoki Sąd, jaki to ojciec! Nawet w święta do dzieci nie zadzwoni!

          Sorki Fagas, ale dałeś ciała. To ty powinieneś był zadzwonić. Uzasadnienie: 1. to ty, w odróżnieniu od nastolatków, jesteś dorosły; 2. to tobie zależało.
    • lampka_witoszowska Re: Do samotnych ojców pytanie 25.12.11, 20:19
      nie jestem samotnym ojcem, ale zastanawiam się, jak Ty byś się czuł jako nastolatek, gdyby ojciec Ci się wyprowadził z domu
      ja beznadziejnie
      do głowy by mi nei przysżło, buy do niego dzwonić
      bo po prostu miałabym masę żalu i wściekłości do niego
      (o ile sytuacja byłaby taka, jak piszesz, gdyby szalał dodatkowo po alkoholu, pewnie odetchnęłabym z ulgą)

      - czy jako nastolatek tez miałeś pstro w głowie i patrzyłeś, ile które z rodziców Ci funduje? bo nei sądzę, by dzieci, nie oduczane wszelkich pozytywnych uczuć były aż tak materialistycznie nastawione
      • fagas555 Re: Do samotnych ojców pytanie 26.12.11, 00:05
        A jednak dzis pojechałem do dzieci z prezentami i udało mi się porozmawiać z córką(16 lat) w cztery oczy.Zupełnie inaczej wtedy rozmawia niz przy ex co jest zrozumiałe lecz zdziwiony byłem kiedy powiedziała ,że nie dzwoniła bo ex przeciez zapraszała mnie na Wigilię a ja odmówiłem co było niestety kłamstwem...Myslę ,iz ta krótka ,spokojna rozmowa wiele nam wyjasniła i bedzie dobrze w przyszlości.
        Pozdrawiam .
        • hjaaaa Re: Do samotnych ojców pytanie 26.12.11, 15:42
          Moj ojciec, ktory mnie zostawił przed urodzeniem, tez potrafil mi takie pytanie zadac: dlaczego to JA nie odzywam sie do niego???

          Mialam wtedy 18 lat i widzialam go pierwszy raz w yzciu! Gdy dzownil-a dzwonil raz na 8 lat, a potem nigdy, to mowil slyszac mnie w telefonie: daj matkę. Ta bepzosredniosc zawsze mnie intrygowała. Jkaby mnie znal, ale znać nie chciał. I to nastawienie: ze to ja, ja o jestem kobieta czy ja, bo mam dlug wdziecznosci za 100 zl alinetw, czy jak?
          Dodatkwoo oczekwiał, co dla mnie juz wtedy było niepojętne, że mu daruje dlug laiemtaxcyjny, bo ot przeciez moja matka bla ta zla i go posadzila. Probowal mi wmowic, ze jestem w mowie z matka i dlatego chcep ieniedzy!!(?). Totlane nieprozumienie i niezrozumienie. Zresztą mial kilka kobiet w swoim zyciu: moją matkę, swoją, swoja matkę, druga corke, kolejnę parterki i byla dokladnie taka smama postawa, niezleznie od ich wieku, pokrewinstwa, kontaktow: przebaczcie mi kboiety, darujcie, cego chcecie, wysilcie sie, dajcie, pozmoznie, odciążcie itd.
          Ten post mi o tym przypomnial: o jakims prawie do odzwjemnienia sie, do wdzieczności, w sytuacji pozostawienia dzieci..
          • kalpa Re: Do samotnych ojców pytanie 27.12.11, 02:29
            Z własnego doświadczenia powiem Ci tak: nastolatek może nie rozumieć, że tobie jest smutno i że potrzebujesz ich gestów- jako nastolatka byłam dla mojego taty okropna, a potem jeszcze okropniejsza jako dwudziestolatka. Nie brakowało mi go. Nie czułam potrzeby, żeby sie z nim kontaktować.. smutne, dziś mi bardzo łyso z tego powodu. W okolicach trzydziestki powolutku to zaczęło sie zmieniać. Dziś mam prawie 40 i do taty dzwonie co tydzień. Jest moim ukochanym tata i az trudno mi uwierzyć, że kiedyś byłam wredna dla niego. Zapomniał, nie wypomina, tuli i kocha jak zawsze.
            Byc może twoje dzieci nie dojrzały jeszcze do myślenia: tacie jest smutno. Wcale nie musi to byc konsekwencja Twoich błędów.
            Zadzwoń sam, kiedyś porozmawiaj, ale nie licz na zbyt wiele. Tylko nie zamykaj sie, nie obrażaj zbyt mocno- dzieci na ogół wracają do rodziców jak dojrzeją- to czasem jednym zajmuje kilka innym kilkanaście lat, żeby odkryć słodycz relacji z rodzicem na nowo.
            Bądź dobrej myśli smile
            A przy jakiejś okazji pogadaj z nimi smile
            Choć jeśli ich mama - nawet nie złośliwie, ale z bólu własnego- nastawia ich przeciwko Tobie, to z powodu dziecięcej lojalności wobec mamy mogą być zniechęcone do kontaktu.
            Powodzenia, wszystkiego dobrego smile
            • fagas555 Re: Do samotnych ojców pytanie 27.12.11, 11:00
              Dzięki Kalpa za najfajniejszy i najtrafniejszy moim zdaniem post (: dużo w nim pozytywnej energii.
              Czasem trzeba jednak swoje oczekiwania zostawic gdzies z boku i działać "na chłodno".
              Jak widać tego muszę się niestety nauczyć...Dzieci zapewne są pod wpływem ex w końcu z nią mieszkają.Ja jednak nie chcę być kojarzony tylko i wyłącznie jako osoba , która spełnia ich materialne zachcianki więc daleka droga mnie czeka...Zapewne czas zrobi swoje i dzieci na pewne problemy inaczej spojrzą i je ocenią. Wydorośleją po prostu.Jeszcze raz serdecznie dziękuję za wszystkie posty i oby nadchodzący szybko Nowy Rok był dla wszystkich lepszy a problemów rodzinnych było jak najmniej (najlepiej wcale).Pozdrawiam.
    • laura_fairlie Re: Do samotnych ojców pytanie 27.12.11, 10:26
      A ja mam nieco podobny problem - ale ze strony mamy.
      Otóż mój eks mąż oczekuje od swoich córek, lat niemal 16 i niemal 13, że dziewczątka, chcąc z nim spędzić Wigilię i I BN, zadzwonią i zaproszą się na ową Wigilię i I BN. Co do Wigilii - miał informację (ode mnie), że jeśli chce, może spędzić z nimi czas od 19-tej (z długoletniej praktyki wynika, że i tak nigdy nie mieli Wigilii wcześniej niż o 20-tej), wyrobimy się do tej pory. Jeszcze dwa dni przed wigilią marudził, że on nie wie, o której i czy w ogóle itd. Nie drążyłam - skoro nie ma ochoty, nikt go nie będzie zmuszał. W I BN (dzień miał podany 3 tygodnie wcześniej), dziewczyny miały być na obiedzie. Skończyło się na tym, że po kontakcie z ich własną ciotką, a siostrą eksa, zawiozłam je do nich, bo ich własny ojciec oczekiwał na telefon, że one chcą przyjechać i tak ogólnie, to dlaczego nie zadzwoniły w Wigilię z życzeniami (nie zadzwoniły, bo miały się widzieć w I BN). Chciały jechać, ale nie miały ochoty na wykonywanie wiernopoddańczych telefonów i słuchanie pełnych pretensji komentarzy ze strony taty (że robią mu łaskę, że go nie kochają, nie szanują, że nie tak traktuje się własnego ojca). Czy dorosły od lat człowiek nie mógłby po prostu zakomunikować: "Wigilię robimy o 19-tej, 20-tej (niepotrzebne skreślić), a w I BN - obiad jest o ... , chciałbym was widzieć, dziewczyny. Termin jest uzgodniony z mamą. " - tylko wyprawiać takie cyrki?
      Ja wysłuchałam pretensji, że nie uczę dzieci dzwonić z życzeniami do jego rodziny (miał na to 9 i 12 lat, sam mógł nauczyć), że dzieci nie zadzwoniły do niego z życzeniami imieninowymi (imienin nigdy nie obchodził, one też nie obchodzą i on też nigdy im życzeń z tej okazji nie składa) - szlag mnie trafił, nie chciałam się wdawać w żadne dyskusje w tym momencie, ale przyrzekłam sobie, że ostatni raz przykładam rękę do kontaktów córek z eksem i zasypywanie rowów pomiędzy nabzdyczonymi nastolatkami i równie nabzdyczonym tatusiem.
    • der1974 Re: Do samotnych ojców pytanie 27.12.11, 11:18
      Jedyną rozsądną odpowiedzią jest: ZAPYTAJ DZIECI CZEMU NIE ZADZWONIŁY.

      Wszelkie żale musisz w sobie schować, bo to Ty jesteś dorosły i Ty odpowiadasz za relację z dziećmi, a nie one.
    • mama_myszkina Re: Do samotnych ojców pytanie 30.12.11, 14:15
      A to nie Ty powinienieś przypadkiem zadzwonić do dzieci? Przecież to nastolatki, dlaczego wymagasz od nich dojrzałości czterdziestolatka?

      Poza tym, strasznie się koncentrujesz w swoim poście na sprawach materialnych. Jeśli takie wartości przekazałeś dzieciom, to nie będzie łatwo.
      • blackglass Re: Do samotnych ojców pytanie 30.12.11, 14:35
        No cóż mój maż uważa ze jest super tatą, dziecko nawet nie zauważy kiedy wyjeżdża, jak nie widzi go przez długi czas nawet nie zapyta o niego...ale jak mnie nie widzi jeden dzień ( zostaje z tata), pisze smsy typu kocham cie, i tęsknie, wróć szybko tongue_out

        Dzieci tęsknią, piszą itp do rodzica który poświecą im najwięcej czasu a nie tego które więcej zarabia itp tongue_out
        • zmeczona100 Re: Do samotnych ojców pytanie 30.12.11, 15:23
          Ooo, to tak, jak mój syn- nawet z letniego wyjazdu na obóz młodzieżowy słał mi co chwila SMSy, żeby mi przekazać, w jakim cudnym miejscu jest, albo co ciekawego robi. A z wyjazdu zagranicznego pisał co chwilę, gdzie są, jaką granicę przekraczają, w jakich korkach stoją (akurat to był Kraków). Nawet nocą mnie dręczył wink A miałam nadzieję, że trochę od niego odpocznę wink Hłe, hłe, a po powrocie, podczas powitania, ściska i przytula, jakby mnie rok nie widział- a że przerasta mnie o ponad głowę (aktualnie ma 195 cm), to widok jest komiczny big_grin

          No cóż, po prostu chce się ze mną dzielić wszystkim (no może większością wink ) - jak to z bliską sobie osobą. Z ojcem ma kontakt telefoniczny raz na 2-3 tygodnie, przez kilkanaście sekund- kiedy ojciec dzwoni, aby się z nim umówić na spotkanie...
          • tricolour A to jakieś novum jest... 03.01.12, 10:11
            ... że nagle Twój syn spotyka się z ojcem regularnie co 2-3 tygodnie, bo twierdziłaś, że żadnego kontaktu nie ma. Nic a nic.

            No nie dalej niż przed tygodniem na mój pomysł, że syn sam może pogadac z ojcem o alimentach przy jakimś spotkaniu odparłaś "pogadałby gdyby mógł" z czego wynikało, że nie ma fizycznej możliwości zamienić z ojcem choć słowo.

            A tu nagle regularnie co 2-3 tygodnie po telefonicznym umówieniu się na spotkanie.
            • zmeczona100 Re: A to jakieś novum jest... 03.01.12, 10:59
              Dżizas, Tri... Z Tobą jest naprawdę źle.
              Na jakiej podstawie sądzisz, że tamta dyskusja dotyczyła MOJEGO syna?????????????????? Gdzie napisałam, że ojciec nie utrzymuje żadnych kontaktów z naszym synem???????????

              Pop.eprzyło Ci się dokumentnie, bo mój syn ani nie jest pełnoletni (aby miał rozmawiać z ojcem o podwyżce alimentów), ani nie jest tak zupełnie pozbawiony kontaktów ze swoim ojcem.

              Owszem, pisałam "pogadałby gdyby mógł" i było to o dorosłym synu założycielki wątku, który ze swoim ojcem nie ma kontaktów od ponad roku- sprawdź sobie po drzewku.

              Tak więc, drogi Tri, wiesz, że gdzieś coś dzwoni, ale ani co, ani gdzie to już nie ogarniasz.
              Jak już chcesz koniecznie zabierać głos w sprawach osób, które tu pisują, to wypadałoby po prostu najpierw poznać ich historię, ich posty.
              • zmeczona100 Re: A to jakieś novum jest... 03.01.12, 11:05

                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,131717902,131717902,podwyzszenie_alimentow.html
                To dla ułatwienia, abyś nie wykręcał się, że nie wiesz, w którym to było wątku.

                PS Czyżbyś zasugerował się wzrostem mojego syna? Ahhhh.... On jest w grupie 3% osób wg wieku i płci, którzy są tacy wysocy. Wysoki ojciec, matka, dziadek i sporo kuzynostwa po matce- trzech chłopaków ponad 2 m, grających w siatkę lub kosza.
              • tricolour Rób Ty sobie co chcesz... 03.01.12, 14:05
                ... od 2 lat jęczysz na forum jak to sama wychowujesz syna i jak bardzo potrzebna jest Ci wielka kasa, bo ojciec syna olał zupełnie, a kasa adekwatna do wkładu w wychowanie. Tak jest od 2 lat w wielu postach. Teraz zaś wynika, że kontakty regularne: telefoniczne, osobiste.

                W sumie co teraz napiszesz na forum o sobie to i tak o kant dupy rozbić, bo łgarstwo. Wcale też się nie dziwie ani postawie exa jak i sądu.
                • argentusa Re: Rób Ty sobie co chcesz... 03.01.12, 14:08
                  uuuu sielankę rodzinną szlag trafił?
                  • tricolour Wniebowzięta byś była, co? 03.01.12, 20:24
                    Niestety musze cię zmartwić, że rodzina piękna, słoneczna i szczęśliwa wbrew twoim szmaciarskim insynuacjom.
                    • zmeczona100 Re: Wniebowzięta byś była, co? 03.01.12, 23:31
                      To skąd ta konieczność odreagowania właśnie tutaj?
                    • argentusa Re: Wniebowzięta byś była, co? 05.01.12, 05:14
                      dosyć specyficzny sposób emanowania szczęsciem wink
                      ale co kto lubi.
                      Najlepszego.
                      Ar.

                • zmeczona100 Re: Rób Ty sobie co chcesz... 03.01.12, 23:28
                  > W sumie co teraz napiszesz na forum o sobie to i tak o kant dupy rozbić, bo łga
                  > rstwo. Wcale też się nie dziwie ani postawie exa jak i sądu.

                  Byłoby to śmieszne, gdyby nie było żałosne.

                  Uroiłeś sobie coś w głowie i tego się trzymasz. Ty masz paranoje, że mój syn jest dorosły, że ojciec z nim nie utrzymuje kontaktów, ale wg Ciebie to ja łżę. Może jednak zastanów się nad tym, co tu piszesz i po co, bo to nie świadczy o mnie- wbrew temu, czego chciałbyś- ale o Tobie.

                  > Wcale też się nie dziwie ani postawie exa jak i sądu.

                  To jeszcze- do kompletu- dopisz o postawie sądu. Po prostu jestem ciekawa co Ci się uroiło w tym temacie.

                  Teraz zaś wynika, że kontakt
                  > y regularne: telefoniczne, osobiste.

                  No ja wiem, że dla Ciebie, tj. osoby, która swoje obowiązki ojcowskie sprowadziła do bankomatu, mój "mąż" jawi Ci się jako ideał chodzący. Ale ja taka łaskawa nie jestem, bo on dokładnie tak samo, jak Ty bierze udział w wychowaniu syna na poziomie ZERO. Kilka (nie kilkanaście!) godzin w miesiącu, podzielone na 1-2 spotkania i kilkadziesiąt sekund połączenia telefonicznego miesięcznie nazywasz kontaktem regularnym... Niech Ci będzie. Tyle tylko, co to ma wspólnego z wkładem w wychowanie dziecka...

                  Pisz dalej i wymyslaj, o czym to ja rzekomo pomstuję w swoich postach od 2 lat. Żeby było ciekawiej, to 1,5 roku temu pisałam tu o ich wyprawie w góry, a kilka tygodni temu o tym, jak to ojciec przed sądem "walczył" o możliwość spędzenia ze swoim jedynym dzieckiem części świąt.

                  A na koniec- moja rada, taka od serca. Jeśli masz zamiar zabierać głos w jakiejś sprawie, to najpierw zapoznaj się z tym, co dana osoba pisała, żebyś się więcej nie ośmieszał. Pisze tu chyba z kilkadziesiąt osób dziennie i jeśli Zmęczoną zapamiętujesz ciągle, to może czas zastanowić się nad tym, czy to faktycznie Zmęczona, czy może jednak masz paranoje. To ostatnie zresztą nie byłoby dziwne ani zaskakujące, wszak ojciec kilkumiesięcznego malucha jest przemęczony przynajmniej tak, jak jego matka.

                  Chociaż po Twojej aktywności na forum można wnioskować o tym, że jednak masz sporo czasu wolnego, tylko dla siebie, więc to raczej nie wina przemęczenia.
                  • tricolour Tak. Wyprawa w góry. Pamiętam... 04.01.12, 08:03
                    ... ten jezusmaryja ton, bo syn z ojcem w góry jadą. Olaboga buty! Hehehehe... Świetna ilustracja tego o czym piszę.

                    Hmmm... to ja może zapytam, wiesz, żeby wiedzieć, żeby mi się tak nie roiło: czy Ty w dalszym ciągu, po ponad dwóch latach, jesteś dalej żoną, a syn nie ma orzeczonych ostatecznie alimentów?
                    • zmeczona100 Re: Tak. Wyprawa w góry. Pamiętam... 04.01.12, 23:42
                      tricolour napisał:

                      > ... ten jezusmaryja ton, bo syn z ojcem w góry jadą. Olaboga buty! Hehehehe...
                      > Świetna ilustracja tego o czym piszę.

                      Owszem- ilustracja Twoich urojeń.
                      Od razu widać, że z górami masz takie doświadczenie, jak ja z astronomią; gdybyś choć raz był w górach (ale w wysokich, a nie np. w Bieszczadach czy Świętokrzyskich), to rozumiałbyś, o czym był tamten wątek.

                      Ale co tam- nieważne, o czym pisze Zmęczona; ważne, co Ty uważasz i chcesz widzieć.
                      Kolejny raz mam skojarzenia Twojej osoby z "moim"- klapki na oczach i niemożność ogarnięcia problemu tak, aby dostrzec jego istotę. Jednym słowem "Wiem, bo wiem i to wiem lepiej od innych czy samych osób, których to dotyczy".


                      >
                      > Hmmm... to ja może zapytam, wiesz, żeby wiedzieć, żeby mi się tak nie roiło: cz
                      > y Ty w dalszym ciągu, po ponad dwóch latach, jesteś dalej żoną, a syn nie ma or
                      > zeczonych ostatecznie alimentów?

                      Nie zamierzam pisać kolejny raz o tym samym- skoro tak dobrze mnie "znasz" z tego forum, to przecież znasz odpowiedzi i na te pytania.

                      Nie tak dawno usilnie chciałeś, abym napisała o rzekomym moim udziale w rozpadzie małżeństwa i jaka to ja musiałam być, skoro "mąż" zwiał do innej. A przecież już dawno temu wspominałam tu o tym, że omc ex to socjopata. Taka "konfiguracja" świadczy o tym, że nie masz pojęcia o tym, nad czym usiłujesz dyskutować, bo gdybyś miał pojęcie, to wiedziałbyś, że "nie da się" stworzyć zgodnego, szczęśliwego małżeństwa z osobą, która ma jakiekolwiek zaburzenia osobowości, więc nie ma takiej możliwości, aby związek się nie rozpadł- albo formalnie, albo "tylko" faktycznie. Mogłabym więc stawać na rzęsach, a efekt byłby dokładnie taki sam.
                      Teraz mnie zapytaj jeszcze o to, czy proponowałam "mężowi" terapię, to Cię śmiechem zabiję.
                      • altz Re: Tak. Wyprawa w góry. Pamiętam... 05.01.12, 00:47
                        zmeczona100 napisała:

                        > gdybyś miał pojęcie, to wiedziałbyś, że "nie da się" stworzyć zgodnego, szczęś
                        > liwego małżeństwa z osobą, która ma jakiekolwiek zaburzenia osobowości

                        Każdemu można coś przypisać, w szczególności jakieś zaburzenie osobowości. Bywa, że z jedną osobą mają te zaburzenia, a z drugą już nie i to jest dopiero ciekawostka. wink
                        Nazwanie kogoś "socjopatą", to bardzo poważny zarzut.
                        • zmeczona100 Re: Tak. Wyprawa w góry. Pamiętam... 05.01.12, 00:57
                          Nie filozofuj.
                        • argentusa Re: Tak. Wyprawa w góry. Pamiętam... 05.01.12, 05:16
                          Co prawda, to prawda. Jak to mawiają, nie ma osób zdrowych, są tylko niezdiagnozowane wink
                          Ar.
                          ps. Altz, czy ja się ostatnio nie za czesto z Tobą zgadzam? Aż mnie to zastanowiło.
                      • tricolour Zmęczona, nie kręć... 05.01.12, 08:07
                        ... "Od razu widać, że z górami masz takie doświadczenie, jak ja z astronomią; gdybyś choć raz był w górach (ale w wysokich, a nie np. w Bieszczadach czy Świętokrzyskich), to rozumiałbyś, o czym był tamten wątek" - wątek był o tym, że syn butów nie miał, a potrzebował na wyjazd. Ty zaś zamiast mu te buty zwyczajnie kupić ja normalny człowiek, to jęczałaś na forum, że skoro ojciec chce jechać w góry z synem, to powinien mu nabyć te buty. Ten warunek był żenujący, na co wiele osób wskazywało. I tak dalej...

                        Zresztą to interesujące, że rozmawiasz z paranoikiem, wyszłaś za mąż za socjopatę, tenże socjopata po odejściu związał się z socjopatką, a Ty jedna normalna i zdrowa. I normalna, zdrowa matka żąda większego udziału socjopaty w wychowaniu jedynego syna i karze socjopatę większymi alimentami za rozpad związku.

                        To dopiero!
                        • zmeczona100 Re: Zmęczona, nie kręć... 05.01.12, 09:31
                          tricolour napisał:

                          wątek był o tym, że sy
                          > n butów nie miał, a potrzebował na wyjazd.

                          "Wejście zaplanowane ponoć od strony słowackiej. O
                          Rysach wiem tylko tyle, że z polskiej strony jest bardzo trudne, ze
                          słowackiej- łatwiejsze.

                          Ale czy 13-latek bez większego doświadczenia, bez odpowiednich butów- da
                          radę???? "

                          forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115225016,115225016,Rysy_od_strony_slowackiej.html
                          Ty zaś zamiast mu te buty zwyczajnie
                          > kupić ja normalny człowiek,

                          O widzisz. Ja nienormalna, bo nie chciałam kupić butów (wydatek nie przewidziany w alimentach), a on normalny, bo nie miał zamiaru kupować synowi bezpiecznych butów na ich wspólną wyprawę w Tatry Wysokie. Specyficzna definicja normalności.

                          to jęczałaś na forum, że skoro ojciec chce jechać
                          > w góry z synem, to powinien mu nabyć te buty. Ten warunek był żenujący, na co w
                          > iele osób wskazywało.

                          Ty, tałczyński, krezzzz, z.mazur. Co Was łączy? Płacicie alimenty.

                          >
                          • tricolour Krezzz słowa nie mówiła o alimentach... 05.01.12, 09:58
                            ... stanę w jej obronie choć się z nią nie zgadzałem. Nie pisała o alimentach, bo w opiece naprzemiennej - można było się domyślać - alimenty stron wzajemnie się bilansują.

                            Poza tym: Ty też będziesz musiała płacić alimenty. Realną kasę gdy syn dorośnie i wyprowadzi się. Nawet zapytałem Cię o ich wysokość, bo zwykła uczciwość nakazuje rozłożyć wydatki na dorosłe dziecko po równo między rodziców. Pamiętasz swą odpowiedź? Ty już teraz literą prawa zabezpieczasz się przed równym, połówkowym udziałem. Tyle w kwestii Twojego płacenia alimentów: chcesz płacić mniej skoro możesz, czym dajesz dowód (już teraz) na to, że inaczej traktujesz siebie jako biorcę, a inaczej jako płatnika.

                            A wracając do tych butów: rzeczywiście powodem do niechęci zakupu butów może być brak pieniędzy. Jednak Ty za pierwszy argument podałaś: nie kupię butów, bo wycieczka, to nie mój pomysł. W moim rozumieniu dziwne.
                            • zmeczona100 Re: Krezzz słowa nie mówiła o alimentach... 05.01.12, 10:20
                              tricolour napisał:

                              > ... stanę w jej obronie choć się z nią nie zgadzałem. Nie pisała o alimentach,

                              Boschchchch.... A gdzie JA pisałam o alimentach????

                              forum.gazeta.pl/forum/w,24087,115225016,115227048,Re_Rysy_od_strony_slowackiej.html
                              "Od razu widać, o co Zmęczonej chodzi- o kasę! Nie tam o żadne bezpieczeństwo czy
                              wygodę. O to, by ojciec kupił, nie ona (...). A buty można kupić na wyprzedaży (obecnie ma się ku końcowi) nawet za 200 zł".

                              Łączą Was alimenty- czyli to Wy dajecie kasę, więc w Waszym interesie jest tracić jak najmniej.

                              > bo w opiece naprzemiennej - można było się domyślać - alimenty stron wzajemnie
                              > się bilansują.

                              Mogę się tylko domyślać, że jeśli są małoletnie dzieci, to sąd musi w wyroku zapisać wysokość alimentów i miejsce zamieszkania dziecka. Pierwsze słyszę, że krezzzz miała opiekę naprzemienną.

                              >
                              > Poza tym: Ty też będziesz musiała płacić alimenty. Realną kasę gdy syn dorośnie
                              > i wyprowadzi się.

                              Dokąd?

                              Nawet zapytałem Cię o ich wysokość, bo zwykła uczciwość naka
                              > zuje rozłożyć wydatki na dorosłe dziecko po równo między rodziców.

                              Zapewnienie mu mieszkania (własnej kawalerki) i spłata kredytu do momentu jego usamodzielnienia się finansowego to jeszcze mało z mojej strony?




                              Jednak Ty za pierwszy argument podałaś: nie kupię butów, bo w
                              > ycieczka, to nie mój pomysł. W moim rozumieniu dziwne.

                              No w moim świecie jest tak, że plany życiowe dostosowuje się do planu finansowego, a nie odwrotnie. Skoro facet jest dorosły, to nie powinien się dziwić, że każdy wyjazd czy wyprawa- zwłaszcza taka- pociąga za sobą koszty, a skoro wyprawy nie było w ustalonym planie finansowym i nie obejmowała obojga rodziców z dzieckiem, więc zdziwienie budziłoby, gdybym miała obowiązek realizować wszelkie nieuzgodnione ze mną wydatki. Gdybym żądała, aby pan ojciec dokładał się do corocznych moich wyjazdów letnich z synem, to miałabym coś z głową.
                              • tricolour Zaczynasz już bredzić... 05.01.12, 10:34
                                ... sama sobie zaczynasz przeczyć.

                                1. Był cały wątas o opiece naprzemiennej u Krezzi. Bez sensu było nawet poruszać sprawę alimentów.

                                2. Dokąd wyprowadzi się syn? Jego sprawa. Może dwie dzielnice dalej, jak moja córka, a może za ocean.

                                3. Chcesz mu kupić kawalerkę? A gdzie chcesz kupić skoro nawet nie wiesz dokąd syn się wyprowadzi? Dwoma zdaniami doprowadziłaś pomysł zakupu kawalerki do sprzeczności traktując przy tym syna jak przedmiot, którego umocowanie mamusia ma swoich (a nie syna) życiowych planach.

                                4. No i kuriozum: "No w moim świecie jest tak, że plany życiowe dostosowuje się do planu finansowego, a nie odwrotnie" - po tym zdaniu mąż przestał być socjopatą, a stał się zwyczajnym facetem.
                                • zmeczona100 Re: Zaczynasz już bredzić... 05.01.12, 10:50
                                  tricolour napisał:

                                  > ... sama sobie zaczynasz przeczyć.

                                  O tak.
                                  >
                                  > 1. Był cały wątas o opiece naprzemiennej u Krezzi. Bez sensu było nawet porusza
                                  > ć sprawę alimentów.

                                  Może dla Ciebie sensu to nie miało, ale prawda jest taka, że rzekoma opieka naprzemienna u krezzz nie była przyklepana sądownie. Dlatego alimenty musiały być zasądzone. Zresztą, nie rozeszerzaj, tradycyjnie, dyskusji, bo akurat w tym wypadku zupełnie o co innego chodziło.

                                  >
                                  > 2. Dokąd wyprowadzi się syn? Jego sprawa. Może dwie dzielnice dalej, jak moja c
                                  > órka, a może za ocean.

                                  Skoro to jego sprawa, to o co Ci chodzi?
                                  >
                                  > 3. Chcesz mu kupić kawalerkę? A gdzie chcesz kupić skoro nawet nie wiesz dokąd
                                  > syn się wyprowadzi?

                                  To pytam raz jeszcze- gdzie się wyprowadzi, jak nie będzie miał gdzie mieszkać? Pod most?

                                  Dwoma zdaniami doprowadziłaś pomysł zakupu kawalerki do spr
                                  > zeczności traktując przy tym syna jak przedmiot, którego umocowanie mamusia ma
                                  > swoich (a nie syna) życiowych planach.

                                  Trzymaj się tego ze wszystkich sił. Klapki na oczach, problemy z logiką.

                                  >
                                  > 4. No i kuriozum: "No w moim świecie jest tak, że plany życiowe dostosowuje się
                                  > do planu finansowego, a nie odwrotnie" - po tym zdaniu mąż przestał być socjop
                                  > atą, a stał się zwyczajnym facetem.

                                  Wypij za jego zdrowie w takim razie.
                                  • altz Re: Zaczynasz już bredzić... 05.01.12, 11:06
                                    > To pytam raz jeszcze- gdzie się wyprowadzi, jak nie będzie miał gdzie mieszkać?
                                    > Pod most?

                                    To już jest jego pomysł. Młodzi wynajmują razem mieszkanie i tak zaczynają, jakoś nikt z tego powodu nie umiera z głodu ani zimna. A jeśli rodzic chce dać prezent, to jego wola, ale na pewno nie obowiązek.

                                    Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane! wink
                                    Coś obiecujesz, ale jak do tej pory, to nie kupiłaś dziecku butów, bo miałaś inne plany. big_grin Ja rozumiem, że powinna być jakaś próba ugody, powiedzmy koszty po połowie, ale nie natychmiastowa negacja. Takie buty służą przez cały rok do chodzenia po górkach (również latem) i na pewno kilka sezonów zimowych, to nie są jakieś buty specjalistyczne, jak pod narty.
                                    • zmeczona100 Re: Zaczynasz już bredzić... 05.01.12, 11:15
                                      > To już jest jego pomysł. Młodzi wynajmują razem mieszkanie i tak zaczynają, jak
                                      > oś nikt z tego powodu nie umiera z głodu ani zimna.

                                      Wynajmowanie mieszkania przez 5 lat jest dobrym pomysłem???? Od kiedy???

                                      Takie buty służą przez cały rok do c
                                      > hodzenia po górkach (również latem) i na pewno kilka sezonów zimowych, to nie s
                                      > ą jakieś buty specjalistyczne, jak pod narty.

                                      Dobrze się czujesz?
                                      • tricolour Nie "od kiedy" tylko DLACZEGO! 05.01.12, 11:23
                                        Moja córa wyprowadziła się od mamy choć ona ma spore mieszkanie, a ja dom. Mogła spokojnie mieszkać tu albo tam. Nie chciała.

                                        Chciała sama. DLATEGO: chciała samodzielnie. Nawet za cenę obniżonego standardu życia, bo jedne alimenty w całości pochłania wynajem. To jest cena samodzielności, której się uczy, bo taką podjęła decyzję, którą wspierają oboje rodzice.

                                        Więc nie "od kiedy" tylko DLACZEGO.
                                        • zmeczona100 Re: Nie "od kiedy" tylko DLACZEGO! 05.01.12, 11:34
                                          tricolour napisał:

                                          >
                                          > Więc nie "od kiedy" tylko DLACZEGO.

                                          Dlatego, że po pięciu latach będzie miał już coś własnego, z częścią spłaconego kredytu, a miesięczna rata zazwyczaj oscyluje wokół kwoty za wynajem, czyli nie opłaca się wynajmowanie?
                                          • tricolour I będzie też przywiązany do ziemi... 05.01.12, 12:20
                                            ... jak chłop pańszczyźniany, a przecież może mieć inne plany.

                                            Chodzi o to, że takie "własne" mieszkanie może skutecznie stłumić ambicje poprzez zamianę marzeń i planów na twardy w istocie argument jakim jest mieszkanie. Chodzi o to, że rodzic zawsze może podarować kawalerkę, ale bez narzucania się z nią i bez organizowania siłą życia młodego człowieka. Chodzi o to, że Ty już wręcz zaplanowałaś tę kawalerkę, a to może oznaczać, że skoncentrujesz życie syna wokół tej darowizny zamiast pozwolić mu na swobodny wybór życiowej drogi.

                                            Chodzi też o to, że taka droga darowizna wiąże syna z Tobą niepotrzebnym poczuciem wdzięczności za rzecz, która niekoniecznie musi być związana z planami syna. A co będzie jeśli syn mieszkanie sprzeda (no bo skoro jego, to jego) a kasę przepije, przegra na giełdzie lub wyda w inny sposób, z Tobą nieuzgodniony i zły w Twoim rozumieniu? Podeszłabyś do tego normalnie czy miałabyś żal za trwonienie majątku TWOJEGO życia.
                                            • tricolour No i jeszcze jedno... 05.01.12, 12:41
                                              ... czy taka kawalerka nie jest formą kompensacji własnych problemów na zasadzie: mnie się w życiu nie ułożyło, to niech syn ma jak najlepszy start? Sobie od ust odejmę, aby dziecko (stary koń) miało?

                                              To jest ważne pytanie. Odpowiedź na nie to odpowiedź na ile dziecko traktujemy jako osobnego i autonomicznego człowieka, któremu w życiu mamy obowiązek pomagać. Z tym, że pomoc oznacza tylko i wyłącznie zachowanie, o które dziecko poprosi. Poprosi w takim rozumieniu (żebyś nie myślała, że ma się czołgać i na klęczkach) że wyrazi swoje potrzeby z uwzględnieniem naszych potrzeb.
                                            • zmeczona100 Re: I będzie też przywiązany do ziemi... 05.01.12, 12:58
                                              Rzeczywiście! Masz rację! W końcu mieszkanie to wyrok dożywotni! I w dodatku bez mozliwości jego zamiany na inny! O, ja biedna- zupełnie nie pomyslałam o tym....

                                              Jesli masz problem z niepotrzebnym (?) poczuciem wdzięczności wobec własnych rodziców, to nie wylewaj swoich uprzedzeń na innych, ale jeśli Ci to przeszkadza, to po prostu poszukaj dobrego terapeuty.

                                              EOT
                                          • argentusa Re: Nie "od kiedy" tylko DLACZEGO! 05.01.12, 16:40
                                            > Dlatego, że po pięciu latach będzie miał już coś własnego, z częścią spłaconego
                                            > kredytu, a miesięczna rata zazwyczaj oscyluje wokół kwoty za wynajem, czyli ni
                                            > e opłaca się wynajmowanie?
                                            Nawet przy moim pragmatycznym podejściu do życia, uważam, że są ważniejsze sprawy niż "opłaca się" czy "nie opłaca". Poza tym, wg mnie, doświadczenie samofinansowania się albo życia jak dziecię chce - jest najcenniejsze i najbardziej wartościowe. Droższe od wszystkich pieniędzy świata. Do bólu to powtarzam i wciskam swoim dzieciom do łebków. Mimo, że ja problemów finansowych nie mam.
                                            No i nie będę za dorosłe dziecię decydować, co dla niego jest lepsze.
                                            Rozumiem doskonale córę Tri. Mój tata, prywaciarz tak zwany, od zawsze powiadał: chcesz coś, zarób przynajmniej połowę. Resztę mogę/nie moge dołożyć. I wyszło mi to tak na zdrowie, że sama umiem na się zarobić, a majątek nie był problemem w moim byłym małżeństwie.
                                            Ar.
                                            • zmeczona100 Re: Nie "od kiedy" tylko DLACZEGO! 06.01.12, 00:23
                                              > Nawet przy moim pragmatycznym podejściu do życia, uważam, że są ważniejsze spra
                                              > wy niż "opłaca się" czy "nie opłaca".

                                              Mój pragmatyzm z kolei mówi mi, że praktyczniej będzie, jeśli pieniądze zostaną w rodzinie, a nie będą wkładane do cudzej kieszeni wink

                                              Poza tym, wg mnie, doświadczenie samofina
                                              > nsowania się albo życia jak dziecię chce - jest najcenniejsze i najbardziej war
                                              > tościowe.

                                              Comiesięczne obliczenia raty spłaty we frankach- to na pewno jest doświadczenie bezcenne wink A ile w tym gimnastyki smile Jestem wdzięczna rodzicom (przymusowo, tri?), że nie musiałam się tak doświadczać smile

                                              > No i nie będę za dorosłe dziecię decydować, co dla niego jest lepsze.

                                              Ekhm... Kiedy dzieć osiągnie samodzielność i będzie mógł decydować o sobie, to ja też będę się kierowała już tylko tym, co jest dla mnie najlepsze.

                                              > Rozumiem doskonale córę Tri

                                              A ja za to ni w ząb nie pojmuję, dlaczego Tri twierdzi, że córka nie będzie mu przymusowo wdzięczna do końca życia, że współfinansował jej "zachcianki" wink

                                              Kurczę, nie sądziłam, że będę musiała to wyłożyć jak kawę na ławę.

                                              Jeśli nie chcę, aby młody poszedł w ślady ojca i wyrósł na żądnego obsługi, to nie zamierzam z nim mieszkać tak długo, jak Włoszki. Wynająć owszem, można. A co po ukończeniu studiów? Znowu wynajmowanie i czekanie latami, aż uzyska się zdolność kredytową, aby sobie zakupić parę metrów własnego M? Czy może powrót do mamusi na kolejne lata?

                                              Mój zamysł jest zupełnie inny- sprzedaż mieszkania (bo dla mnie samej chałupa będzie za duża) i kupić dwie kawalerki- pewnie kredytu nie dałoby się całkowicie ominąć, ale... przy dużym wkładzie własnym raty nie byłyby wyższe, niż koszty wynajmowania stancji. Dlatego nie widzę nic nierozsądnego, dziwnego, głupiego czy nadzwyczajnego w tym, aby inwestować w mieszkanie dla syna, a tym samym poprawić mu start w samodzielne życie- bez dodatkowego obciążenia z mojej strony (bo przecież raty kredytu= wynajem stancji). A jak się ma własne mieszkanie, choćby częściowo na kredyt, to można je sprzedać i kupić w innym mieście/ kraju, a można wynająć i zyskami opłacać kredyt na nowe mieszkanie.

                                              > : chcesz coś, zarób przynajmniej połowę. Resztę mogę/nie moge dołożyć.

                                              Uuuu...... "Młody, z kilkuletnim doświadczeniem, znajomością trzech języków obcych i pensją w wysokości dwukrotnej średniej krajowej"- i ma zdolność kredytową big_grin Pytanie tylko, gdzie ma mieszkać, nim ją zdobędzie wink

                                              Tak ja to widzę i jeśli się to komuś nie podoba, to nie mój problem.

                                              Wrócę do "pewności wszelkiej" Tri o tym, jak to obowiązkowa wdzięczność zniewoli mi syna. No cóż, Tri sądzi innych wg siebie, a ja- wg siebie, więc skoro ja nie jestem zniewolona przez moich rodziców, to nie sądzę, abym potrafiła to wpoić mojemu dziecku smile
                                      • altz Re: Zaczynasz już bredzić... 05.01.12, 15:56
                                        zmeczona100 napisała:

                                        > Wynajmowanie mieszkania przez 5 lat jest dobrym pomysłem???? Od kiedy???
                                        Czasami tak ludzie chcą i mają prawo. Moja znajoma ze studiów miała w nosie własne mieszkanie, zbiera co roku pieniądze i wyjeżdża dwa razy w roku na ciekawe wycieczki zagraniczne. Tak lubi, dobrze że nie wszyscy są klonami. big_grin
                                        Co ciekawe, ta osoba nie przyznaje się nigdy do swoich wyjazdów, bo środowisko by ją wyklęło. Prosiła mnie nawet, żebym nie zdradzał nikomu, tak zrobiłem.

                                        >> Takie buty służą przez cały rok
                                        > Dobrze się czujesz?
                                        Tak sobie, a Ty widzę, że jeszcze gorzej. Co prawda już nie wyzywasz, ale odpowiadasz w dziecinny sposób. wink Kup sobie dobre buty trekingowe, sama zobaczysz, że warto.
                                        • argentusa Re: Zaczynasz już bredzić... 05.01.12, 16:43
                                          Altz, zapominasz, że dzieciom stopa rośnieeeeeee i rośnieeeeeei rośnieeee.
                                          Wiem, co piszę smile - sama biegam po górach w Mainzlach od paru sezonów (po błotach i bagienkach też w nich). Ale bachorkowi to bym się pięc razy zastanowiła czy warto pakować w dobre trecki tyle forsy. Dobre trecki (nawet z decathlonu) to conajmniej 150 PLN.
                                          Ar.
                                          • altz Re: Zaczynasz już bredzić... 05.01.12, 16:59
                                            argentusa napisała:

                                            > Ale bachorkowi to bym się pięc razy zastanowiła c
                                            > zy warto pakować w dobre trecki tyle forsy. Dobre trecki (nawet z decathlonu) t
                                            > o conajmniej 150 PLN.

                                            Ja nie miałem problemów z kupieniem sensownych butów za 70 złotych, chociaż i zdarzały się takie za 150. Myślę, że się nie da przeczekać i zamrozić dziecko na czas, aż przestaną mu rosnąć stopy. Poza tym, trzeba uczyć dzieci wybierać dobre rzeczy (niekoniecznie drogie) i pewności własnej wartości, że warto dla nich to zrobić, chociaż są to bachorki i do tego rosną im stopy!
                                            • argentusa Re: Zaczynasz już bredzić... 06.01.12, 07:30
                                              Ano nie da sięzamrozić -szkoda, cholera, mój wczesny nastolatek miał 5 róznych rozmiarów w ubiegłm roku! - bo mu nóżka urosła aż tak! I moja wypowiedź odnosiła się do tych paru sezonów w jednych treckach wink.
                                              Ar.
                                        • zmeczona100 Re: Zaczynasz już bredzić... 05.01.12, 23:51

                                          Kup sobie dobre buty trekingowe, sama zobaczysz,
                                          > że warto.

                                          Mam je od 5 lat i pewnie do końca życia będą mi służyć. Dlaczego? Bo od jakichś 22 lat mam ten sam rozmiar obuwia.
                                          No i znowu Ci odpowiedziałam w dziecinny sposób.
                        • zmeczona100 PS 05.01.12, 09:33
                          tricolour napisał:


                          > Zresztą to interesujące, że rozmawiasz z paranoikiem, wyszłaś za mąż za socjopa
                          > tę, tenże socjopata po odejściu związał się z socjopatką, a Ty jedna normalna i
                          > zdrowa. I normalna, zdrowa matka żąda większego udziału socjopaty w wychowaniu
                          > jedynego syna i karze socjopatę większymi alimentami za rozpad związku.
                          >
                          > To dopiero!

                          No widzisz- teraz popaprańców wyczuwam od razu. Kwestia doświadczenia życiowego.
                          • tricolour Gdybyś miała doświadczenie życiowe... 05.01.12, 09:49
                            ... to byś co najwyżej oceniała zachowanie, a nie ludzi. Nie dawałabyś się ponosić aż takim emocjom, by obrażać ludzi. Gdybyś miała to doświadczenie, to ja bym nie był popaprańcem, mąż socjopatą, a jego ukochana kobieta socjopatką tylko dlatego, że się kochają.

                            Gdybyś miała doświadczenie albo chciała je nabywać, to byś się zastanawiała dlaczego ludzie coś robią, a nie kim są, że to robią.
                            • zmeczona100 Re: Gdybyś miała doświadczenie życiowe... 05.01.12, 10:02
                              O tak, daję się ponosić emocjom. Co ja bym bez Ciebie, Tri zrobiła? Nawet, biedaczka, nie wiedziałabym, co odczuwam, czy mam, czy nie mam doświadczenia. Bezcenny jesteś.

                              Czy socjopata normalnieje tylko dlatego, że "kocha" innego socjopatę? A może doświadczenie u partnera powoduje, jak to insynuujesz, że socjopata nagle przemienia się w normalnego?

                              A teraz zagadka dla Ciebie- po czym się wnioskuje, że ktoś jest lub nie jest socjopatą? Po jego deklaracjach czy zachowaniu? A może wygląda inaczej?

                              No i czekamy na kolejną odsłonę Twoich paranoi:

                              Gdybyś miała to doświadczenie, to ja by
                              > m nie był popaprańcem

                              ?
                            • zmeczona100 Re: Gdybyś miała doświadczenie życiowe... 05.01.12, 10:04
                              > Gdybyś miała doświadczenie albo chciała je nabywać, to byś się zastanawiała dla
                              > czego ludzie coś robią, a nie kim są, że to robią.

                              O tak, zaiste świetne podejście. Zastanawiać się, dlaczego ktoś zamordował i nie nazywać go mordercą, tylko starać się wyjaśnić przyczynę jego zachowań (czyt. szukanie winnych, przez których popełnił ten czyn).

                              Nie, Tri. Irracjonalnych zachowań nie da się zrozumieć. Prawda oczywista, więc tym bardziej zaskakuje, że Ty jej zaprzeczasz.
                              • tricolour Dokładnie tak... 05.01.12, 10:23
                                ... warto wiedzieć dlaczego ludzie mordują choćby po to, by kierować życiem młodych ludzi w taki sposób, by mord nie był sposobem na załatwianie jakichkolwiek spraw. Ze też to Ci umyka...
                                • zmeczona100 Re: Dokładnie tak... 05.01.12, 10:30
                                  O matkojedyna.....

                                  Wejdź w statystyki, to się dowiesz, dlaczego ludzie popełniają morderstwa. I kto "zawinił".
                                  • tricolour Napisałem: UMYKA CI! 05.01.12, 10:42
                                    Umyka ci to, że są powody, przez które ludzie w ogóle sięgają do morderstwa jako sposobu załatwiania spraw. Rozumiesz? Jeśli ktoś morduje przy rabunku, to równie ważne jest z jakiego powodu chęć pieniędzy przekłada się na chęć rabunku, morderstwa.

                                    Albo inaczej: kiedyś ktoś tu pisał (może i Nanga), że chłopak idąc do szkoły kopał kubły, wywalał śmieci, niszczył. Na pytanie po co to robi odpowiedział, że ma w domu taką sytuację rodzinną, że jeśli po drodze dla kompensacji nie zniszczy paru śmietników, to boi się, że kogoś w szkole zabije.

                                    Dziwi mnie, że jesteś tak powierzchowna, że nie dostrzegasz takiego aspektu.
                                    • zmeczona100 Re: Napisałem: UMYKA CI! 05.01.12, 10:56
                                      A mnie dziwi, że nie rozumiesz, że te całe powody wynikają z wychowania- setki razy na forum o tym tłukłam- ostatnio kilka 2-3 dni temu i to w odpowiedzi na Twoje posty.

                                      Co to za filozofia pojąć, że człowiekiem kieruje albo choroba, albo motywy, a te ostatnie z kolei są, najogólniej mówiąc, związane ze środowiskiem, w jakim się wychowuje??
                                      • tricolour To powinnaś raczej izolować syna... 05.01.12, 11:08
                                        ... od zgubnego wpływy socjopaty z dziada pradziada, nie? Na dodatek związanego z socjopatką, który to związek socjopatię potęguje i może rozplenić na kolejne pokolenie.

                                        Nie uważasz, że jako zdrowa i odpowiedzialna matka powinnaś chronić syna przed zgubnym wpływem chorego ojca i jego nikłe zainteresowanie odbierać bardziej jako szczęście?
                                        • zmeczona100 Re: To powinnaś raczej izolować syna... 05.01.12, 11:18
                                          A Ty zauważ, że powinieneś przynajmniej mieć blade pojęcie, o czym próbujesz dyskutować.
                                          • tricolour To żebym miał choć blade pojęcie... 05.01.12, 11:31
                                            ... to napisz dlaczego zależy Ci, na częstszych kontaktach syna z chorym, dysfunkcyjnym, toksycznym ojcem?
                                            • zmeczona100 Re: To żebym miał choć blade pojęcie... 05.01.12, 11:38
                                              Nic nie wiem o tym, jakoby ojciec dziecka chorował albo stwarzał zagrożenie dla syna. To po pierwsze.

                                              Po drugie, bo może chcę mieć wolne przynajmniej weekendy, miesiąc wakacji i tydzień ferii?
                                              • tricolour Czyli "po pierwsze"... 05.01.12, 11:57
                                                ... pozostaje toksyczność i dysfunkcja, których nie negujesz. Po drugie: toksyczny wpływ ojca i jego dysfunkcyjny wpływ razem z partnerką-socjopatką ma dla Ciebie mniejsze znacznie od własnego odpoczynku od syna. Bo Tobie nie chodziło o własny wypoczynek tylko o odpoczynek od dziecka, które chcesz dać - wedle swojej teorii - w ręce socjopaty i socjopatki wiedząc z małżeńskiego doświadczenia jak zgubny może być wpływ takiego tandemu na młodego człowieka.

                                                A może inaczej: cudza i mnoga socjopatia potrzebna jest tylko na potrzeby nieudanego małżeństwa, by ująć jednym słowem klęskę, a odpowiedzialność odrzucić od siebie.

                                                To drugie rozwiązanie jest bardziej prawdopodobne ponieważ załatwia wiele spraw: sprawę odejścia męża (bo socjopata), ujmuję "rzeczowo" rolę jego nowej partnerki (też socjopatka, kurwa jej mać!), załatwia sprawę wysokich alimentów (literą prawa zasłaniasz chęć zemsty za porzucenie), a jednocześnie chcesz częstszych kontaktów syna z ojcem (bo to żaden socjopata przecież więc niech się zajmie synem gdy ja chcę odpocząć).

                                                Tylko takie ujęcie spraw okołorozwodowych uprości rzecz do jednego, krótkiego akapitu, jak to było u Krezzz, skoro już o niej mówiliśmy. Ona też dorabiała piętrowe teorie (szczególnie do faceta) zamiast przyjąć, że drogi się czasem rozchodzą, a ludzie rozstają.
                                                • tricolour I żebym był dobrze zrozumiany... 05.01.12, 12:09
                                                  ... ja nie twierdzę, że mam rację: ja podaję Ci jakiś pomysł dla mnie wynikający z tego, co wyczytałem. Dlatego pytałem czy dopuszczasz w ogóle myśl o własnej (oczywiście częściowej) odpowiedzialności za nieudane małżeństwo i relacje porozwodowe, bo dla mnie taka współodpowiedzialność wynika wprost z współtworzenia związku.
                                                • zmeczona100 Re: Czyli "po pierwsze"... 05.01.12, 12:09
                                                  Powtórzę kolejny raz- marnujesz swój talent i wyobraźnię pisarską.

                                                  Kilka godzin w miesiącu łącznie, na 1-2 spotkania, w tym ponad połowa czasu to film w kinie lub karting - weź sobie wyobraź ten toksyczny wpływ na dziecko i dysfunkcjonalność ojca (podczas zamawiania posiłku i jego konsumpcji), i jeszcze rzekomy wpływ jego kochanki, hehe- z odległości 80 km. No nie ma to, jak dobudować sobie teorie na własne potrzeby- dosłownie jak Krezzz.


                                                  A co do mojej odpoczynkowej argumentacji za tym, aby syn spędzał czas z ojcem- ponoć wiesz o mnie więcej, niż ja sama, ponoć z moich postów z tego forum, więc nie dostrzegłeś ironii?

                                                  EOT
                                                  • tricolour Rozumiem to EOT... 05.01.12, 12:24
                                                    ... bo poza EOT jest to, o czym piszę, a czego unikasz.

                                                    Tyle, że nic tak nie rośnie po swojemu jak problemy pozostawione same sobie.
    • niutka Re: Do samotnych ojców pytanie 30.12.11, 18:15
      Jestem juz jakis czas po rozwodzie... ale chlopacy - nastolatki (choc maja dobry kontakt z ojcem) nie zadzwoniliby do niego, z prostej przyczyny: nawet do glowy by im to nie przyszlo. Ale on zadzwonil (po raz pierwszy) do chlopcow z zyczeniami (pewnie chcial sie popisac przed next).
    • garibaldia Re: Do samotnych ojców pytanie 02.01.12, 20:18
      Teraz doczytałam jeszcze ten wątek.
      Czyli tata w wigilie nie zadzwonił do dzieci z życzeniami , bo właśnie w ten dzień postanowił przetestować dzieci czy one mu pierwsze złożą życzenia.
      Zaś w sylwestra kochanego tatę szlag trafił bo jakoś nie zainteresował się wcześniej czy jego dzieci gdzieś spędzają sylwestra a tu matka dzieci bez jego wiedzy pozwoliła nastolatce iśc do koleżanki na sylwestra...

      Autor- opanuj się, przestań grać cierpiętnika największego w okolicy pokrzywdzonego i dorośnij do bycia samodzielnym odpowiedzialnym rodzicem. Bo dajesz ciała i jak tego ciągu nie przerwiesz to dzieci naprawdę zaczną unikać roszczeniowego i konfliktowego tatusia.
    • zapalniczka5 Re: Do samotnych ojców pytanie 03.01.12, 08:25
      A Ty zadzwoniłeś do dzieci z życzeniami? Podzieliłeś się opłatkiem? Pomyślałeś o jakimś prezencie, choćby drobiazgu?
      Zapewnienie dóbr materialnych to nie wszytsko. Dzieciom potrzebni są rodzice a nie ich pieniądze.....
    • heksa_2 Re: Do samotnych ojców pytanie 04.01.12, 01:15
      Szkoda, ze kobiety wybieraja na mezow takich niedojrzalych facetow. Wyprowadziles sie z domu (czytaj: opusciles rodzine), odmowiles udzialu w wigilii mimo zaproszenia, nie zadzwoniles do dzieci z zyczenimi. Wyobrazasz sobie, jakie biedne i opuszczone musza sie czuc twoje dzieci? Ojciec nawet nie zlozyl im zyczen i nie chcial z nimi spedzic wigilii. Takie sa fakty. Jestes niedojrzaly, rzucasz fochy i do tego chcesz, zeby pytali cie o pozwolenie wyjscia na impreze. Zastanow sie nad soba, bo stracisz te dzieci bezpowrotnie. I dorosnij wreszcie. Ty jestes rodzicem. A zachowujesz sie jak gowniarz.
      • argentusa Re: Do samotnych ojców pytanie 04.01.12, 08:51
        Heksa, z klawiatury mi wyjęłaś.
        Dorosnąć - kluczowe, ale bolesne doświadczenie. Nieosiągalne dla częsci populacji.
        Szkoda.
        Ar.
      • fagas555 Re: Do samotnych ojców pytanie 06.01.12, 02:47
        Hej pisząc rodzina( byc może niefortunnie) miałem na myśli dalszą- mojego wujka i ciocię a nie dzieci czy ex...Od nich zaproszenia nie dostałem.
        Po drugie jakim prawem wydajesz wyrok na mojej osobie (wyszedłes z domu więc jesteś winny).Zapytaj może najpierw DLACZEGO!!!!!!!!
        Tylko ,że gówniarz jak mnie okresliłaś nie przejmuje się raczej , iż dzieci nie zadzwoniły.
        Prawdziwa przyczyna jest zupełnie inna i chyba jednak jasna ale nie dla szanownej forumowiczki bo przeciez każdy samiec to samo zło .
        P.S. impreza Sylwestrowa tak ale GDZIE Z KIM JAK DŁUGO to proste przecież..
        Dlatego własnie mam żal do ex , iz nie raczyła mnie tylko poinformować (nie pytac o zgodę nawet) ale zrozum ,że ona chciała tak naprawde pokazać kto tu teraz rządzi i kto jest ważniejszy .
        To cos jak ty na forum.
        Ale w końcu Heksa jesteś.
        Sorry Heksa 2.
        • niutka Re: Do samotnych ojców pytanie 06.01.12, 18:08
          Odpisuje tu a nie w drugim twoim watku, o sylwestrze (bo czasem mnie po prostu rece opadaja i nie chce mi sie pisac). Mimo ze jestem po rozwodzie juz jakis czas i chlopacy maja kontakt z ojcem, to tez nie poinformowalabym o ich planach sylwestrowych. Sam moze zadzwonic... Tak jak ty!
    • heksa_2 Re: Do samotnych ojców pytanie 05.01.12, 12:25
      Czy kazdy watek musi byc zasmiecany jakimis personalnymi pyskowkami? Moze nalezaloby zalozyc watek Personalne pyskowki albo Ring albo cos rownie atrakcyjnego i tam sie okladac?
    • kami_hope Re: Do samotnych ojców pytanie 06.01.12, 01:28
      Z tego co napisałeś wynika, że zostałeś zaproszony na wigilię ale nie przyjąłeś zaproszenia, bo „nie chciałeś być ciężarem”. Później zadajesz „pytanie retoryczne”...
      I tak w zasadzie to trudno zrozumieć o co Ci chodzi? Jest tu jakiś błąd w Twoim rozumowaniu. Bo wydałeś rodzinie komunikat, mniej lub bardziej jasny, że wigilii z nimi nie spędzisz. Później zaś jesteś zdziwiony, że nikt do Ciebie nie dzwoni. (przecież komunikat był, że „nie chcesz”wink.
      Trudno powiedzieć czy popełniłeś błąd w wychowaniu dzieci, ale zapewne popełniasz błędy w komunikacji.
      Najprościej jak potrafię: aby otrzymać od kogokolwiek „coś”, trzeba to odpowiednio wcześniej zakomunikować. Realizacja naszych oczekiwań zależy w bardzo dużej mierze od tego właśnie, jak jasno i jednoznacznie potrafimy wyrazić nasze myśli, poglądy i oczekiwania. Jeśli okazujesz otoczeniu swoje wycofanie, to otoczenie odbiera Cię jako osobę wycofaną. Jeśli zaś oczekujesz od innych, że powinni się domyślać Twoich myśli, pragnień czy oczekiwań i do tego by je realizowali w sposób zgodny z Twoimi wyobrażeniami, mogłabym się pokusić o podejrzewanie manipulacji otoczeniem (dla kompensacji pewnych braków psychicznych – że tak powiem) lub egocentryzm, brak dojrzałości czy infantylność.
      Ponadto, na podst. Twojego tekstu mogę wnioskować również, że przez wszystkie lata skupiałeś się na materialnej stronie funkcjonowania rodziny, gubiąc gdzieś po drodze inne wartości „dnia codziennego”; być może te są mniej atrakcyjne dla osoby, która skupiła się na budowaniu „fajnego domu”, ale jednak nie do przecenienia jako wartości na których jest budowana rodzina i więzi rodzinne.
      Jak dla mnie, to w Twojej rodzinie zabrakło więzi i zdrowej komunikacji. No i oczywiście za odpowiednie porozumienie z własnymi dziećmi jesteś odpowiedzialny TY, a nie one. Bo to Ty jesteś dorosły, Ty jesteś ojcem, Ty je uczułeś sposobów komunikacji. Ty odszedłeś… Więc tak jesteś postrzegany, jako ten który „odszedł” i ten, który „nie chce”.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka