Dodaj do ulubionych

A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie....

10.02.12, 23:21
Wychowałem się w rodzinie alkoholika, kiedyś miałem żal do taty że pił, że stworzył nam takie dzieciństwo. Ile razy policja była u nas to nie zliczę.
Dziś nie mam do niego żalu, wiem że nas kochał, mama opowiadał mi jak przeskakiwał przez płot do mnie do szpitala żeby mnie bawić, na bramie nie chcieli go wpuścić,
teraz nie mam o to do niego żalu, kochał nas, tylko nie mógł sobie poradzić.
Alkohol był silniejszy od niego.
I matka wytrzymała z tatą ponad 35 lat, z mężem alkoholikiem. To ona chodziła po pieniądze do jego pracy, to ona wybudowała dom, to ona wszystkiego doglądała, tato co by się dało to wszystko z domu zamienił by na alkohol.
Dziś rozwód w podobnej sytuacji byłby już kilka razy co najmniej.
Inne pokolenie....
Obserwuj wątek
    • buba2002 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 10.02.12, 23:29
      usprawiedliwiasz ojca, a nie żal Ci matki?
      dzielna kobieta, ale nie każda znajdzie w sobie tyle siły
      kiedy facet zawiedzie, trzeba pomyśleć o dzieciach
      chciałbyś, żeby Twoje dzieci doświadczyły tego, co Ty?
      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 21:59
        Nie, nie usprawiedliwiam ojca, ale już nie mam do niego żalu.
        I powiem że dziękuję Bogu że miałem mimo wszystko takiego ojca niż miałbym go nie mieć w ogóle.
        Matkę szanuję i podziwiam, żyje do dziś, schorowana, opiekujemy się nią.
        Inne pokolenie chyba
        • garibaldia Wzorzec na życie 12.02.12, 10:39
          jasamale napisał:

          > Nie, nie usprawiedliwiam ojca, ale już nie mam do niego żalu.
          > I powiem że dziękuję Bogu że miałem mimo wszystko takiego ojca niż miałbym go n
          > ie mieć w ogóle.
          > Matkę szanuję i podziwiam, żyje do dziś, schorowana, opiekujemy się nią.
          > Inne pokolenie chyba


          Wzorzec na życie z domu dostaliście taki,
          że Twoja siostra wolała nie wychodzić za mąż (ze strachu by nie powielić masakrycznego życia własnej matki) a obecnie uwiązała się jako matki pielęgniarka rezygnując z własnego rozwoju i innej organizacji życia
          a Ty ożeniłeś się późno i nie potrafiłeś utrzymać satysfakcjonującego związku.

          Naprawdę nie widzisz, jak wam rodzice skrzywili życie swoją głupotą i uzależnieniem/współuzależnieniem?
          Powielacie patologię emocji bo "zwykłe" życie w małżeństwie jest wam niedostępne i zbyt boli.
      • zalosny.jestes Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 10:32
        Życzmy sobie takich właśnie kobiet na naszej drodze i przeciwieństw ojców i mężów opisanych w tym wątku a świat będzie lepszy smile
    • garibaldia Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 10.02.12, 23:34
      A sam też pijesz?
    • mama_myszkina Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 10.02.12, 23:35
      Rozpaczliwa próba uratowania obrazu ojca. Chyba potrzebna Ci terapia, bo takie okłamywanie siebie ma złe skutki.
      • altz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 11:12
        mama_myszkina napisała:

        > Rozpaczliwa próba uratowania obrazu ojca. Chyba potrzebna Ci terapia, bo takie
        > okłamywanie siebie ma złe skutki.

        Myślę, że to nie musi być tak. Są osoby, o których myślimy dobrze, chociaż piją.
        Gdyby nie piły, pewnie byłyby świetne cały czas, a tak, zmarnowały swój potencjał.
        Sam znam takie osoby, nie jest to jedynie moje spostrzeżenie. W ciągu ostatnich kilku miesięcy dwa razy rozmawiałem w podobnym tonie o takich dwóch różnych osobach, myśleliśmy podobnie z moimi rozmówcami.
        Kiedyś więcej się piło i piło tak podle, do skutku. W niektórych środowiskach osoba, która nie piła i nie paliła była wyjątkiem. A taką matkę, która "sama" postawiła dom trzeba podziwiać. Piszę w cudzysłowie, bo nie wierzę w taką samotną walkę z budową, nigdy takiej kobiety nie spotkałem, a spotkałem wielu facetów, którzy faktycznie sami wybudowali.
        • garibaldia Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 13:35
          > która "sama" po
          > stawiła dom trzeba podziwiać. Piszę w cudzysłowie, bo nie wierzę w taką samotną
          > walkę z budową, nigdy takiej kobiety nie spotkałem,


          A ja spotkałam smile Wybudowała sama, własnym pomysłem i za swoje. I nie jest z wykształcenia inzynierem budownictwa big_grin
          Fakt , ze otoczenie w większości jej odradzało, a szczególnie starsze kobiety z oburzeniem gdakały "po co ci dom, przecież męza nie masz, nie poradzisz sobie" itd tongue_out
          • argentusa Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 16:02
            To jeszcze 2. W tym ja sama. Tak, sama wybudowałam dom. Eksio nie byłzainteresowany jakimkolwiek udziałem, poza dostarczaniem gotówki wpewnej części. Jest jeszcze jedna rozwódka, która od a do z wybuowała dom sama. Stać ją było i głowę ma na karku to sobie poradziła. Moja osobista znajoma. Łatwo i jej i mi nie było ale da się . Kwestia motywacji i środków. - to a propos, że się takich kobiet nie zna.
            Inna rzecz, że są srodowiska , w któych kobieta to nieporadne dziecię.
            Ar.
            • altz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 20:37
              Ja o tym wybudowaniu poważnie napisałem, a Wy sobie chyba jaja robicie. smile
              Faktycznie są babki, co machają kielnią? Czy raczej budują, jak Stalin budował? big_grin
              Serio umie wylać fundamenty, postawić i o tynkować ścianę? Jakoś nie wierzę w to, nie znam ani jednej takiej babki, ale może znam tylko środowisko, w którym kobiety są nieporadne. wink
              Takie kobiety, które nadzorowały budowę też znam, ale same niewiele zrobiły. Pomagały zbroić i wytyczać piony, pracowały przy wykopach. I to wszystko.
              Facetów budujących dom od A do Z znam wielu.
              Żeby nie było, słyszałem o kobiecych brygadach, ale na oczy takiej jeszcze nie widziałem.
              • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 21:09

                ale może znam tylko środowisko, w którym k
                > obiety są nieporadne. wink

                Dlatego możesz w nim brylować.
                • argentusa Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 08:42
                  oj, niegrzeczna Zmęczona, niegrzeczna, złośłiwa (a tytytyty wink)
                  Ja tam wolę pracę intelektualną u siebie. Doceniam pana hydraulika bo jak mi złaczka od wody poleciała to moim myśleniem by się nie naprawiła. Ale nie mam zamiaru udowadniać, że gdyby ktos nie wymyślił projektu domu to machajacy kielnią mógłby rumowisko postawić. ot, każdy ma inną rolę do spełnienia i nie ma lepszej czy gorszej. W społeczeństwie obie role sa potrzebne.
                  Ale,ze w dzisiejszych czasach to organizacja i marketing robią biznes, to jest prawda. Dobry produkt/usługa SAMA się nie wypromuje.
                  Ar.
              • garibaldia Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 10:17
                Altz, nie rozśmieszaj.....
                Przypomniało mi się, jak pierwszy raz mieszkanie urządzałam. Fachowiec wykończył podstawowe rzeczy, w jednym miejscu trzeba było styk podłogi ze ścianą zabezpieczyć specyficzną listwą. Naszukałam się takiej po sklepach, poczekałam aż pan przyjdzie znowu i nabożnie dałam "fachowcowi" bo dużo się wcześniej o tym tyle nagadał jak to trudno będzie zrobić.., a on przyciął listwę nożem, wycisnął super-glue, i docisnął do podłogi.... Faktycznie fachowo i niezastąpienie nie byłabym w stanie sama tego zrobić big_grinbig_grinbig_grinbig_grin

                Altz, uświadom sobie, że własnoręcznie to ciężką pracę fizyczną wykonują ci, których nie stać na zapłacenie za to innym lub ci, którzy nie są w stanie zarabić na to pracą umysłową .
                Jest jeszcze nieliczna grupa osób dla których różne "rękodzieła" to hobby.
                A tak w praktyce to do noszenia pustaków i tych najprostszych prac przy budowie, to zatrudnia się pijoka ze wsi dając mu niedużą dniówkę i flaszkę na koniec dnia. Jedyny warunek-flaszka na koniec roboty a nie wcześniej tongue_out

                • altz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 11:07
                  Zgadzam się w szerokim zakresie.
                  Fachowcy uważają, że są niezastąpieni i że mają wręcz tajemną wiedzę i umiejętności. big_grin
                  Mnie też to śmieszy. Są jednak prace, do których trzeba się przyłożyć i trochę popracować, żeby mieć fach w ręku. Takie porządne spawanie, to nie jest prosta rzecz, wylewanie fundamentów, kładzenie tynków, stawianie dachów czy umiejętność prawidłowego zbrojenia. Są też prace proste, za które szkoda płacić duże pieniądze, ale ktoś to musi zrobić.

                  Czyli jednak nie znasz kobiety, która by sama postawiła dom? wink
                  Miałem stawiać sam dom od początku do końca, nie udało się, zabrakło pieniędzy. Ale wszedłem w temat i wiem coś na ten temat. Nie gardzę fizycznymi, a u Ciebie jakoś czuję lekką pogardę.
                  Często ludzie budują sami, bo oszczędzają 50% kosztów pracy i mają pewność, że zostało to zrobione zgodnie z planami i nie trzeba tego poprawiać. Fachowców jest za mało. Jest dużo ludzi, którzy byliby fachowcami, ale są rozpijani przez inwestorów płacących wódką. big_grin
                  • garibaldia Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 11:20
                    Mówił Ci już ktoś że Ty zwykły upierdliwiec jesteś , który jak sobie coś ubzdura to wszystko intrpretuje tak by jakimś cudem wyszło na jego, mimo, że co innego napisane i widać, ze nie wychodzi?

                    Kiedyś był wielki jazgot mężczyzn, gdy kobiety założyły firmę remontowo-wykończeniową. Że baby nie umieją, nie nadają się, itd. I ktoś, słusznie zapytał "dlaczego kobietom odmawia się prawa do ZARABIANIA na pracach, które bardzo często same wykonują w domu bo na męza się doczekać nie mogą". tongue_out

                    Każdy zarabia TAK JAK UMIE I POTRAFI.
                    Twój dylemat "dlaczego kobiety na ogół słabsze fizycznie od męzczyzn, nie wykonują ciężkich prac fizycznych, nie dżwigają wiader betonu ani worków cementu" . No widzisz.... jak do tej pory nie zrozumiałeś, to już nie wiem jak Ci wytłumaczyć big_grinbig_grinbig_grin chyba nie jest to możliwebig_grinbig_grinbig_grin

                    • altz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 11:37
                      garibaldia napisała:

                      > Mówił Ci już ktoś że Ty zwykły upierdliwiec jesteś , który jak sobie coś ubzdur
                      > a to wszystko intrpretuje tak by jakimś cudem wyszło na jego, mimo, że co inneg
                      > o napisane i widać, ze nie wychodzi?
                      No przyznaj się, że nie znasz. big_grin Wiem, jak Ci jest trudno się przyznać. wink

                      > Kiedyś był wielki jazgot mężczyzn, gdy kobiety założyły firmę remontowo-wykończ
                      > eniową. Że baby nie umieją, nie nadają się, itd. I ktoś, słusznie zapytał "dla
                      > czego kobietom odmawia się prawa do ZARABIANIA na pracach, które bardzo często
                      > same wykonują w domu bo na męza się doczekać nie mogą". tongue_out
                      Mi się to bardzo podoba i wspieram takie kobiety, nawet zachęcam. Mógłbym pracować z taką kobiecą brygadą, nie miałbym żadnych z tym problemów.

                      > Twój dylemat "dlaczego kobiety na ogół słabsze fizycznie od męzczyzn, nie wykon
                      > ują ciężkich prac fizycznych, nie dżwigają wiader betonu ani worków cementu" .
                      > No widzisz.... jak do tej pory nie zrozumiałeś, to już nie wiem jak Ci wytłumac
                      > zyć big_grinbig_grinbig_grin chyba nie jest to możliwebig_grinbig_grinbig_grin

                      To nie jest mój dylemat. Technologia poszła ostro naprzód. Już tak się nie buduje, jak piszesz.
                      Teraz "modne" są cienkie zaprawy o dobrych parametrach izolujących, a wylewki robi się albo w środku miksokretem albo fundamenty z samochodu z gruszki.
                      Czasami jednak trzeba coś przynieść i wtedy kobiety budują z odległości. big_grin
                      • garibaldia Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 11:42
                        a znasz faceta który sam w pojedynkę wybudował dom od kopania fundamentów, przez wylewki, ściany, konstrukcje, instalacje prąd/gaz/woda/wentylacja/kominek, dach, tynki, zabudowa kuchni, zakup firanek? tongue_outtongue_outtongue_outtongue_out

                        no przyzanaj się że nie i już nie nudź dłużejsmile
                        • altz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 21:35
                          garibaldia napisała:

                          > a znasz faceta który sam w pojedynkę wybudował dom od kopania fundamentów, prze
                          > z wylewki, ściany, konstrukcje, instalacje prąd/gaz/woda/wentylacja/kominek, da
                          > ch, tynki, zabudowa kuchni, zakup firanek? tongue_outtongue_outtongue_outtongue_out
                          Znam kilku, co sami zbudowali. Zabudowę kuchni też robili, ale sprzęt i firanki to już żony albo przyszłe babki wybierały. Głupcy, mogli już sami to zrobić. wink
                          Znam też takich, co razem budowali z żoną i ci byli najbardziej zadowoleni i zmotywowani. big_grin
                      • heksa_2 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 11:45
                        Altz napisał: Czasami jednak trzeba coś przynieść i wtedy kobiety budują z odległości.

                        Niestety budowa to już ostatni bastion męskiej dominacji wink
      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 22:57
        Tak sądzisz?
        To zobacz tutaj: jasamale.blogspot.com
        Może zmienisz zdanie, bo ja znam więcej podobnych przypadków jak tam opisuję.

        Nie usprawiedliwiam ojca, ale nie mam już do niego żalu.
        I powiem więcej, dziękuję Bogu że miałem takiego ojca niż miałbym go nie mieć wcale.
        Gdy był trzeźwy był wspaniałym człowiekiem.
        • kiszczynska Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 15.02.12, 21:14
          jasamale napisał:


          > I powiem więcej, dziękuję Bogu że miałem takiego ojca niż miałbym go nie mieć w
          > cale.

          ale głupol!
      • zalosny.jestes Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 10:33
        Brak perspektywy. Cóż...bo to złodziej i pijak, bo każdy pijak to złodziej...
    • nowel1 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 10.02.12, 23:38
      > I matka wytrzymała z tatą ponad 35 lat, z mężem alkoholikiem. To ona chodziła p
      > o pieniądze do jego pracy, to ona wybudowała dom, to ona wszystkiego doglądała,
      > tato co by się dało to wszystko z domu zamienił by na alkohol.

      Biedna kobieta. Dostała jedno życie, i spędziła je na kombinowaniu, jak odebrać kasę męża żeby jej nie przepił.
      Efekt? Nieszczęśliwy, sfrustrowany jasamale.
      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:26
        smile nie jestem nieszczęśliwy i sfrustrowany tak bardzo smile chociaż nie udało mi się założyć rodziny, myślę jednak że nie z powodu że tato pił, i w domu nieraz były awantury.
        Może powiem tak, że dziękuję Bogu że miałem takiego tatę niż miałbym go nie mieć wcale.
        Nie mam już dziś do niego żalu.
        Gdy był trzeźwy był wspaniałym człowiekiem.
        Jasamale
    • argentusa Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 01:07
      To prawda, inne pokolenie.
      Dla mnie sytuacja nie do przyjęcia, chociaż znam i moje rówieśnice, które w ten sposób "żyją".
      Jeśli ktos chce tak żyć, nie mnie oceniać.
      Teraz taką postawę straktuje się jako współuzaleznienie. Coś pewnie w tym jest.
      No i świadomosć społeczna jest trochę inna.
      Tak samo jak nie chciałabym aby dzieci traktowano podobnie jak w XIX w. tak nie chciałabym aby model opisany przez jasamale był w jakikolwiek sposób "usprawiedliwiany". Podobnie jak karcenie fizyczne, zgoda na pajdokrację itp.
      Ar.
    • plujeczka Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 09:17
      wybacz ale żałosna jest twoja argumentacja-matka która sie zaharowuje i ojeciec wielki ALKOHOLIK hołubiony przez państwo i dzieci,idz w diabły z takim hymnem pochwalnym na cześć ojca-jedno jest pewne alkoholicy nie powinni miec dzieci bo jak widać ich alkoholizm okaleczył najbardziej..........szkoda mi Ciebie-tylko prosze tych bzdur nie opowiadaj swoim dzieciom jesli je posiadasz---jestem ex zona alkoholika wiec oczom nie wierzę jak mozna miec "zryty beret" pochodząc z takiej rodziny.
      Gdyby twoja mama wzieła rozwód wiele lat temu ty przynajmniej miałbys szanse byc w miarę normalnym a tak jestes DDA
      • heksa_2 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 09:23
        I nie chciałbyś karać żony śmiercią. Beret zryty na maksa.
        • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:40
          śmiercią nie, ale w tyłek powinna dostać porządnie, i powinna być napiętnowana publicznie,
          zobacz tutaj: jasamale.blogspot.com
          może zmienisz zdanie
          • eeela Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 02:10

            > zobacz tutaj: jasamale.blogspot.com

            W wielu miejscach rozpowszechniasz link do bloga, w którym podajesz wszystkie dane personalne swojej byłej żony? Uważaj, bo cię jeszcze do sądu pozwie o stalking - i będzie miała świętą rację.
            • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 12:02
              Dane są zmienione, ale tylko ze względu na dziecko.
              Jeśli piszę nieprawdę niech mi udowodni, a przeproszę wszystkich i poniosę konsekwencje.
              Ja potrafię udowodnić że było tak jak piszę.
              • malgolkab Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 09:29
                jasamale napisał:

                > Dane są zmienione, ale tylko ze względu na dziecko.
                nawet jeśli dane (nazwisko, adres) zmieniłeś to i tak zamieściłeś np. zdjęcia domu teściów, kościoła, w którym braliście ślub itd.
          • malgolkab Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 09:27
            poczytałam ten blog i moim zdaniem żadne z was nie było gotowe do małżeństwa. Czy choć przez moment którekolwiek z Was pomyślało o osobnym mieszkaniu dla Waszej (nowej) rodziny? Nie, woleliście dochodzić się z którą mamusią mieszkać, czyja rodzina ważniejsza i dlaczego...i niezmiernie mnie to dziwi, bo oboje byliście po 30-stce, a zachowanie, które opisałeś (was obojga) jest raczej typowe dla 18 - latków...
            • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 23:16
              nie bardzo było nas stać na własne osobne mieszkanie, ale po roku już widziałem co się dzieje i byłem gotowy zamieszkać osobno, choćby coś wynająć
      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:33
        po latach patrzenie się zmienia smile
        myślę że wyrosłem na nie najgorszego człowieka, wpojono mi mimo wszystko zasady,
        Nie chciałbym rozwodu rodziców, i powiem więcej że dziękuję Bogu że miałem chociaż takiego ojca niż miałbym go nie mieć wcale.
        Gdy był trzeźwy był wspaniałym człowiekiem. Kochał nas.
        Jasamale
        • moniapoz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:47
          > po latach patrzenie się zmienia smile

          a u mnie się nie zmieniło : całe dzieciństwo modliłam się o rozwód rodziców i dziś też mam im za złe, że zrobili to jak już byłam osobą dorosłą - bez sensu te małżeństwa dla dobra dzieci, de facto wychodzi mi to bokiem w życiu dorosłym i mam duży duży żal....

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:09
            a przysięga? dane słowo? a zasady?
            • nowel1 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:19
              Różne ludzie mają zasady.
              I uwierz mi: zasada, że jedna osoba ma poświęcić swoje życie, aby druga mogła bez konsekwencji, bez odpowiedzialności pić i lekceważyć swoją rodzinę, nie jest najlepszą z nich.
            • zalosny.jestes Większość kobiet ma tylko jedną zasadę... 12.02.12, 10:35
              Ten z większymi zasobami jest lepszy wink
              • moniapoz Re: Większość kobiet ma tylko jedną zasadę... 12.02.12, 11:26
                jeszcze nie poszedles na ta terapie ? smile)
                obsesja pieniezna.....hehe...iwszystkie kobiety sa zle i takie same ...hehe
                • jasamale Re: Większość kobiet ma tylko jedną zasadę... 12.02.12, 21:17
                  Przeciwnie, większość kobiet jest jeszcze dobra na szczęście, są odpowiedzialnymi żonami i matkami, tylko ja miałem szczęście trafić na taką na jaką trafiłem.
                  Najciekawsze że przez dwa lata byłem dla niej normalny, odpowiedzialny, i dobry, dopiero po ślubie stałem się przeciwieństwem tych cech smile

                  I jeszcze jedno, w pozwie do Sądu Biskupiego napisali że byłem za spokojny.
                  Rozumiem że jak pije, bije, znęca się fizycznie i moralnie to źle,
                  ale za spokojny to też nie może być smile smile
            • mala2012 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 14:23
              Ale przysięga na jaką sie powołujesz prócz słów "i nie opuszczę Cie aż do śmierci" zawiera też "ślubuję Ci miłość, wiernośc i uczciwość małżeńską"

              jeżeli jedno z małżonków nie kocha, nie jest uczciwe to dlaczego oczekiwac od drugiego żeby w imię źle pojetej "ważności przysięgi" cierpiał przez całe zycie... Nie jest to sprawiedliwe i uczciwe
        • malgolkab Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 09:33
          jasamale napisał:

          >
          > Gdy był trzeźwy był wspaniałym człowiekiem. Kochał nas.
          świetnie, po rozwodzie z Twoją matką dalej mógłby być wspaniałym człowiekiem i Was kochać, gdyby chciał.
          • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 09:43
            Rozwód (albo sama jego groźba) mogłaby skłonić go do podjęcia leczenia; wtedy byłby non stop wspaniałym człowiekiem...
          • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 23:01
            Rzeczywiście dom widać, nie będę mówił który, kto zna wieś wie który. Chodzi mi o sąsiadów i ich krewnych. Uważam że powinni znać prawdę i wiedzieć o kim piszę. Są bezpośrednio jakby zainteresowani. Osoby z dalszych stron Polski są zainteresowani pośrednio, nie potrzebują znać personaliów, chodzi tylko o temat.
            • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 23:05
              > Rzeczywiście dom widać, nie będę mówił który, kto zna wieś wie który. Chodzi mi
              > o sąsiadów i ich krewnych. Uważam że powinni znać prawdę i wiedzieć o kim pisz
              > ę.

              PO CO?? Żeby siebie wybielić czy opluć żonę??
              • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 23:19
                Pani żona mówi do wszystkich że to ja ją zostawiłem i dziecko.
                Ludzie powinni znać prawdę.
                • ciociacesia technicznie rzecz biorac 15.02.12, 08:53
                  to ich zostawiles wyjezdzajac za granice i nie zostawiajac srodkow na zycie (te 3000 potraktowala jako zwrot naleznej jej czesci prezentów slubnych)
                  ja nie twierdze ze tamta strona jest bez winy, ale co ci po tym ze powiem ze oboje ponosicie wine? dziecko tym przytulisz? naprawde powinienes isc na terapie, skoro sam nie widzisz ze to wszystko u was od poczatku bylo nie tak
                  • jasamale Re: technicznie rzecz biorac 16.02.12, 00:05
                    Nie powinienem był się z nią żenić, taka jest moja wina uważam.
                    Ale nigdy nie przypuszczałem że ludzie potrafią być tacy.
                • malgolkab Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 15.02.12, 09:19
                  jasamale napisał:

                  > Pani żona mówi do wszystkich że to ja ją zostawiłem i dziecko.
                  > Ludzie powinni znać prawdę.
                  a co Cię obchodzi zdanie jakichś tam ludzi? mój ex, który się wyniósł z domu (nie pierwszy raz z resztą) w środku nocy też chodził i wszystkim opowiadał, że go wyrzuciłam, tak samo jak opowiadał, że chciałby jak najwięcej czasu spędzać z dzieckiem itd. A ja szczerze - miałam to głęboko, bo jak ktoś znał nas oboje to sam wyciągał odpowiednie wnioski, a jak nie to nie mój problemsmile
                  • ciociacesia ja sie przejmowalam 15.02.12, 09:29
                    wiec troche wiecej mam dla autora zrozumienia.
                    trudno bylo mi sie pogodzic z tym dlugo. ale w koncu tez przestalam sie przejmowac
                    • malgolkab Re: ja sie przejmowalam 15.02.12, 10:27
                      ciociacesia napisała:

                      > wiec troche wiecej mam dla autora zrozumienia.
                      > trudno bylo mi sie pogodzic z tym dlugo. ale w koncu tez przestalam sie przejmo
                      > wac
                      takie przejmowanie się nic nie daje, jedynie może szaszkodzić (chociażby zdrowotnie:/) zawsze znajdą się ludzie, którzy będą mieć negatywne zdanie na nasz temat z różnych powodów czy to w życiu prywatnym czy służbowym - tak to już jest. Mi osobiście zależy na zdaniu osób bliskich. Z resztą każy ma swój rozum i jeśli jego zdanie o mnie zależy od tego kto mu co na mój temat powie, to dla mnie takie zdanie jest nic nie warte.
                      • ciociacesia ze nic nie daje to wiadomo 15.02.12, 10:36
                        ale bardzo trudno jest prrzestac sie przejmowac. wydaje mi sie ze autorowi bez pomocy sie moze nie udac skoro przez tyle czasu pielegnowal w sobie to poczucie krzywdy.
                        • jasamale Re: ze nic nie daje to wiadomo 16.02.12, 21:25
                          trzeba sobie przebaczać,
                          szkopuł w tym że pani żona i jej rodzice dalej twierdzą że byłem i jestem zły,
                          skoro byłem i jestem zły, tak jak opisali w pozwie to po co im ktoś taki jak ja???
                          • zmeczona100 Re: ze nic nie daje to wiadomo 16.02.12, 21:38
                            Androny.
                            Na przebaczenie trzeba sobie zasłużyć.

                            > skoro byłem i jestem zły, tak jak opisali w pozwie to po co im ktoś taki jak ja
                            > ???

                            No przecież nie jesteś im potrzebny, więc w czym problem? Po co utrzymywać mieli fikcję?

                            Jasamale, ile związków z kobietami miałes i jak one długo trwały- w stanie kawalerskim?
                            • jasamale Re: ze nic nie daje to wiadomo 16.02.12, 21:42
                              no tak nie zasłużyłem,

                              nie miałem zbyt dużego powodzenia u kobiet, ze trzy znajomości kilku dniowe, i jedna tak z rok znajomości
                              • zmeczona100 Re: ze nic nie daje to wiadomo 16.02.12, 21:53
                                > nie miałem zbyt dużego powodzenia u kobiet, ze trzy znajomości kilku dniowe, i
                                > jedna tak z rok znajomości

                                No to widzisz- nie tylko Twoja żona jest złą kobietą; tamte też Ci się nie trafiły.
                  • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 00:09
                    no właśnie, kto Cię zna to wie, ale jeśli nie jesteś w nie swoim środowisku to Cię nie znają.
                    A jeśli jeszcze słyszeli od swoich dobrych znajomych że ten opuścił dziecko i zonę, to mogą stanąć przed Tobą i napluć Ci w twarz
                    • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 00:18
                      > no właśnie, kto Cię zna to wie, ale jeśli nie jesteś w nie swoim środowisku to
                      > Cię nie znają.

                      A co Cię obchodzi zdanie, opinia osób, które Cię nie znają?? Wytłumacz mi to.
                      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 00:31
                        Makłówka to nie jest moje środowisko, jestem tam przybłędą,
                        Komu byś uwierzyła sąsiadowi, swoim krewnym których znasz od początku życia gdyby mówili różne paszkwile na kogoś czy tej osobie do której się te paszkwile odnoszą, ale której nie znasz, nic Cię ta osoba nie obchodzi.
                        A ja tam jeżdżę, tam jest moja Ania malutka, i mnie tam palcami pokazują że ja zostawiłem żonę i dziecko a teraz jeszcze śmiem domagać się kontaktow
                        • malgolkab Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 09:31
                          jasamale napisał:


                          > A ja tam jeżdżę, tam jest moja Ania malutka, i mnie tam palcami pokazują że ja
                          > zostawiłem żonę i dziecko a teraz jeszcze śmiem domagać się kontaktow
                          A ty dalej swoje... całe zycie zamierzasz się przejmować zdaniem obcych ludzi?
                          • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 21:31
                            tak, przejmuję się,
                            gdyby ktoś mówił kłamstwa na twój temat, na ulicy by Cię palcami pokazywali, nie przejmowała byś się????
                            • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 21:35
                              big_grin Odpowiem za siebie- kompletnie mnie nie obchodzi to, co na mój temat myślą ci, którzy mnie nie znają.
                              Dlaczego? Bo moje życie nie polega na tym, aby spełniać oczekiwania innych smile
                              Żeby przejmować się takimi pierdółkami, to wiesz co? Trzeba mieć po prostu życie bezproblemowe. Zazdroszczę więc.
                              • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 21:46
                                ja im patrzę prosto w oczy,
                                ale jak by ktoś jeszcze do twojego dziecka mowił że jesteś zła, zostawiłaś je itp,
                                też byś się nie przejmowała??????
                                • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 21:55
                                  > ale jak by ktoś jeszcze do twojego dziecka mowił że jesteś zła, zostawiłaś je i
                                  > tp,
                                  > też byś się nie przejmowała??????

                                  big_grin

                                  Dzieci też mają swój rozum. Widzą, obserwują i wyciągają wnioski. A do tego mają krótką pamięć.
                                  • esteraj Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 17.02.12, 00:08
                                    zmeczona100 napisała:

                                    > > ale jak by ktoś jeszcze do twojego dziecka mowił że jesteś zła, zostawiła
                                    > ś je i
                                    > > tp,
                                    > > też byś się nie przejmowała??????
                                    >
                                    > big_grin
                                    >
                                    > Dzieci też mają swój rozum. Widzą, obserwują i wyciągają wnioski. A do tego maj
                                    > ą krótką pamięć.

                                    Tutaj Zmęczona nie zgodzę się z Tobą.
                                    Dziecko, któremu wpoiło się, że rodzic jest zły, bo tak mówiła matka, dziadkowie i na domiar cała rzesza innych ludzi, zaczyna w to wierzyć i nie chce żadnych kontaktów z ojcem.
                                    Znam to z bliskiego mi przykładu.
                                    Po śmierci matki wmówiono dzieciom, że ojciec jest nieodpowiedzialny, że nie potrafi się nimi zająć i odcięto go zupełnie od jakichkolwiek kontaktów. Dzieci były małe i wychowywali je dziadkowie (rodzice matki). Każda próba nawiązania więzi była natychmiast utrudniana.
                                    W tym czasie bezsilny ojciec swoje smutki znieczulał alkoholem. Gdy dzieci już dorosły, utwierdziły się w przekonaniu, że ojciec nie jest niczego wart.
                                    Owszem, była to również jego wina, bo zabrakło mu wiary, siły i wytrwałości.
                                    Gdy umarł, żadne z dzieci nie przyszło na pogrzeb, bo żal im było rezygnować ze swoich wakacyjnych planów.
                                    Na jakich ludzi wyrośli? Są dobrzy i łagodni, cisi, ulegający wpływom otoczenia i o niskim poczuciu wartości.
                                    Smutne.
                                    • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 17.02.12, 23:24
                                      tak, smutne
                                      nie daj Boże żeby moja Ania na taką osobę wyrosła
                                  • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 17.02.12, 23:20
                                    taki maja swój rozum że dziecko mi powiedziało: OCZEPISZ SIE O MNIE CZY NIE!!!?
                                    A mama mówi z kuchni, powiedziałaś Aniu, zamykaj drzwi bo zimno
                            • malgolkab Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 20.02.12, 22:31
                              jasamale napisał:

                              > tak, przejmuję się,
                              > gdyby ktoś mówił kłamstwa na twój temat, na ulicy by Cię palcami pokazywali, ni
                              > e przejmowała byś się????
                              mam taką zasadę - nie przejmuję się czymś na co nie mam wpływu. Staram się swoim zachowaniem sprawiać, by ludzie nie mieli powodów do negatywnych opinii na mój temat, jeśli mimo to mają (opierając się na np. pomówieniach) to ich prawo i ich problem. Wszystkich nie zadowolę... od kiedy przyjęłam taką postawę jest mi dużo lepiej, a i nie tracę niepotrzebnie energii
                              • luciva Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 21.02.12, 13:45
                                Jasamale, ale dlaczego oni skaczą do bitki na Ciebie, skoro to żona odeszła?
                                • a_ja_zawsze_w_drodze Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 21.02.12, 18:26
                                  czytać nie potraficie? przeca pan jasno napisał, że domagał się przepisania domu na siebie by być z żoną. bo mu się należy cudzy dom (jeśli dobrze zrozumiałam dom jej rodziców). nie przepisali znaczy żona odeszła. nie pozwoliła się kochać. nie doceniła 250 złotych od pana na siedem miesięcy z niemowlakiem. nie doceniła, że jej kupił (ze wspólnych weselnych pieniędzy) paltocik, aha i chyba sukienkę (sztuk 1) jej kupił, gdy była w ciąży i sukienka była potrzebna. bo żona nie była potulną mamusią, którą tatuś tłukł po pijaku, bo nie doceniła, że jest własnością takiego miłego i dobrego człowieka, który tylko chciał by pozwoliła się kochać (czytaj: jej rodzice na gołodupca przepisali swój dom co by poczuł, że żona pozwala się kochać)
                                  • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 21.02.12, 21:29
                                    A jakbyś się czuła gdyby Ci ktoś powiedział żebyś uciekała stąd, że dom w którym mieszkasz nie należy do Ciebie, i żebyś sobie poszła, gdzie chcesz.
                                    Przecież gdy się pobieramy to co należy do niej jest moje, a to co moje jest jej.
                                    Ale ja się dowiedziałem że mam stamtąd uciekać,
                                    więc potem gdy doszło do ostatecznej rozmowy, powiedziałem że jeśli mam tam mieszkać to chcę żeby dom był przepisany na mnie, nie zależało mi na domie, mam swój rodzinny, ale chciałem żeby mi już nigdy nikt nie powiedział uciekaj stąd!!!
                                    ja się z Makłówką nie żeniłem, i mieszkać tam nie muszę,
                                    a zostawiłem nie 250 ale 3250 zł.
                                    paltocik, sukienkę, i inne drobiazgi kupowałem z własnych zarobionych pieniędzy
                                    Chyba też troszkę nie potrafisz czytać zawsze_w_drodze, albo nie dokładnie
                                    • a_ja_zawsze_w_drodze Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 21.02.12, 21:41
                                      potrafię czytać kochany, aż za dobrze.
                                      nie, to nie tak, że co jej to twoje. wspólnota majątkowa obowiązuje w okresie trwania małżeństwa. a skoro co twoje to moje, co moje to twoje (bo to chyba działa w obie strony a nie tylko w twoją - nie działa? tak właśnie myślałam) to jakie 'kupiłem jej paltocik, kupiłem jej sukienkę" - to były tak samo jej pieniądze jak i twoje. pieniądze weselne też były tylko twoje, bo to ty kupiłeś wyprawkę i meble z tych pieniędzy. ach jak ślicznie. znowu łzy wzruszenia przesłoniły mi świat.
                                      jakoś zapomniałeś się odnieś do potulnej żonki, która ni słowem się nie odezwie jeno wielbi.
                                      • luciva Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 10:32
                                        Jasamale, na logikę:
                                        Piszesz, że nagrywasz, bo wyzywają, krzyczą.
                                        Dlatego, że nagrywasz biorą się za bitkę - ok, to kapuję.
                                        Ale nagrywasz dlatego, że krzyczą i wyzywają, czyli - najpierw zaczęli wyzywac i krzyczeć, w odpowiedzi na to potem Ty ich zacząleś nagrywać.
                                        A więc pytanie - dlaczego zaczęli wyzywać i krzyczeć? Sami Cię wygnali, żona odeszła, po co więc i o co te ich krzyki?
                                        • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 10:38
                                          luciva napisała:

                                          > Jasamale, na logikę:

                                          big_grin big_grin big_grin


                                          "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
                                        • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 23:31
                                          Sam się nad tym zastanawiam czasem, tacy ludzie już widocznie, taki charakter, tak na nich działam przypuszczalnie.
                                          Kiedyś gdzieś przeczytałem że to normalne zachowanie że gdy kogoś tak potraktuje to potem następuje coś takiego jak złość, wściekłość na sam widok już tego kogoś,
                                          jakiś psycholog się tak wypowiadał
                                      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 23:00
                                        jednak nie umiesz czytać dokładnie zawsze w drodze,
                                        tam wyraźnie jest napisane że paltocik, sukienkę, i inne rzeczy kupiłem za zarobione własnymi rękami pieniądze, wyprawka za pieniądze które zarobiłem w Irlandii,
                                        oczywiście że to działa w obie strony
                                        sama odpowiadasz sobie na swoje pytania zawsze w drodze? i potem na tej podstawia osądzasz innych? smile

                                        nie mogę odpisać wszystkim bo nie starcza mi czasu, zapraszam na bloga postaram się coś napisać
                                        • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 23:20
                                          jasamale napisał:


                                          > tam wyraźnie jest napisane że paltocik, sukienkę, i inne rzeczy kupiłem za zaro
                                          > bione własnymi rękami pieniądze, wyprawka za pieniądze które zarobiłem w Irland
                                          > ii,

                                          Pomnika oczekujesz, czy po co to napisałeś?

                                          Napisz jeszcze, że myłeś zęby po każdym posiłku i brałeś prysznic wieczorny, nim położyłes się do łóżka. No i że torby z zakupami jej nosiłeś i łóżeczko dla dziecka złożyłeś.
                                          • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 23:37
                                            bo niektórzy mi tu zarzucają że użyłem do tego pieniędzy z wesela, a potem jeszcze jej część zostawiłem jej na dziecko
                                    • malgolkab Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 10:54
                                      jasamale napisał:

                                      >
                                      powiedziałem że jeśli mam tam mie
                                      > szkać to chcę żeby dom był przepisany na mnie, nie zależało mi na domie, mam sw
                                      > ój rodzinny, ale chciałem żeby mi już nigdy nikt nie powiedział uciekaj stąd!!!
                                      a czemu jak zona początkowo mieszkała z Tobą u Twojej matki, to nie proponowałeś przepisania domu na żonę?
                                      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 23:13
                                        Ależ wy ludzie dziwni jesteście, ja swojej żony z domu nie wyganiałem, nawet nigdy jej nic przykrego nie powiedziałem,
                                        i nie chciałem żadnego przepisywania dopóki nie zaczęli dawać mi do zrozumienia że nie mieszkam u siebie, że to nie jest także mój dom, dopóki mi nie powiedzieli uciekaj stąd!!!
                                        Jak sobie wyobrażasz mieszkanie w domu, gdzie normalne jest przecież że czas od czasu trzeba coś zainwestować, naprawić, teść zaczął przebąkiwać o ociepleniu domu, żebyśmy zrobili to na spółkę (zaraz po ślubie) a potem mógłby mi ktoś powiedzieć uciekaj stąd! To tak się robi???
                                        Zrobiłem to tylko dla żony, jeśli chciała mieszkać w swoim domu rodzinnym ze mną.
                                        Ja ślubu z Mikłówką nie brałem, i mieszkać tam nie muszę.

                                        Szwagier teraz mieszka z nami i dobrze jest, jest zadowolony, ale my mu nawet przez myśl nie dajemy do zrozumienia że ten dom mógłby nie być jego.
                                        Jest jego tak jak i jego żony a mojej siostry!

                                        Rozumiesz teraz malgolkab? Małgosia tak? smile
                                        A jeśli chcieli żebym dalej tam mieszkał to
                                        • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 23:16
                                          > Jest jego tak jak i jego żony a mojej siostry!

                                          Tej starej panny, czy to jakaś inna?
                                          • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 23:39
                                            mam jedną siostrę
                                            • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 23:50
                                              Tę, której nie mogłeś zostawić samej z rodzicami, bo ona sama jest i też musiała pracować?
                                              • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 23.02.12, 00:00
                                                tak, w tamtym roku był ślub, już nie jest sama, mam nowego szwagra, fajny gość smile
                                        • malgolkab Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 23.02.12, 12:36
                                          jasamale napisał:

                                          >
                                          > Jak sobie wyobrażasz mieszkanie w domu, gdzie normalne jest przecież że czas od
                                          > czasu trzeba coś zainwestować, naprawić, teść zaczął przebąkiwać o ociepleniu
                                          > domu, żebyśmy zrobili to na spółkę (zaraz po ślubie) a potem mógłby mi ktoś pow
                                          > iedzieć uciekaj stąd! To tak się robi???

                                          >
                                          > Szwagier teraz mieszka z nami i dobrze jest, jest zadowolony, ale my mu nawet p
                                          > rzez myśl nie dajemy do zrozumienia że ten dom mógłby nie być jego.
                                          > Jest jego tak jak i jego żony a mojej siostry!
                                          szwagier prawa do domu i tak nie ma, więc inwestować też będzie nie w swoje. Jeśli dom byłby Twojej siostry, to mógłby ewentualnie żądać zwrotu połowy kosztów z majątku wspólnego poniesionych na majątek odrębny małżonka. Jeśli dom jest Twojej mamy, to może co najwyżej sponsorować teściową. Sytuacja analogiczna, więc szwagier też nie powinien się nic dokładać jak mieszka, chyba, że przepiszecie dom na niego?
                                          • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 23.02.12, 21:34
                                            Dom jest także szwagra, siostra mu mówi że mieszka u siebie, jest za nim
                                            • kami_hope Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 23.02.12, 21:49
                                              Szwagier ma prawo własności potwierdzone notarialnie, czy tylko siostra mu mówi, że "mieszka u siebie"? - te dwie sprawy czynią różnicę, czyż nie? smile
                                    • yoma Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 11:43
                                      > a zostawiłem nie 250 ale 3250 zł.

                                      Zostawiłeś 250. 3000 było z prezentów ślubnych. Innymi słowy, zdecydowałeś, że utrzymywać dziecko mają wasi goście weselni.

                                      Prezentów ślubnych było zresztą 6 tysięcy coś, ale połowę przeputałeś, kiedy nie miałeś pracy. Po czym zażądałeś przepisania na siebie domu rodziców żony i wyjechałeś za granicę, pozostawiając łaskawie żonie z niemowlęciem wspomniane 250 zł. I ty się dziwisz, że rodzice żony nie chcą mieć z tobą nic wspólnego?

                                      Chłopie, spójrz raz prawdzie w oczy. Zostawiłeś żonę i dziecko na łasce rodziców i gości i zwiałeś, a teraz robisz wielki krzyk?
                                      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 22.02.12, 23:57
                                        Może trzeba było zostać jednak, po dwóch latach takiego traktowania klęknąć i przeprosić za wszystko, może by się zlitowała i nie kazała mi się wynosić, przypuszczalnie dalej traktowała by mnie tak jak wcześniej, z pomocą rodziców, w końcu miała wsparcie, no bo przecież byłem winny, nawet przepraszałem, nie wiem ile bym tak wytrzymał??? Może rok, dwa, może 4 a może nawet do dzisiaj. Jeśli bym prędzej nie skończył ze sobą, a czuję się mocnym człowiekiem, psychicznie też, więc może bym dotrwał.
                                        Może ta malotka by mi pomogła, i zapytała by się czasem mamusiu dlaczego krzyczysz na tatę???
                                        A dlaczego babcia i dziadzio nie lubią taty???
                                        Może powinienem wytrwać.
                                        Nie wytrzymałem, przepraszam Aniu nie wytrzymałem.

                                        Nie daję rady wszystkim odpisać, zapraszam na Bloga jutro tam napiszę
                                • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 21.02.12, 21:15
                                  Między innymi dlatego na przykład że ja często nagrywam to jak mnie traktują, co o mnie mówią dziecku, to jak mnie wyzywają i krzyczą na mnie, to wszystko dzieje się przy dziecku,
                                  mam dużo takich nagrań, przedstawiłem je w sądzie, na razie sąd nie dopuścił ich jako dowodu,
                                  Bo oni mówią że traktują mnie bardzo dobrze, nie bronią mi dostępu do dziecka, i w ogóle są dla mnie mili i uprzejmi.
                                  Ale pokazałem te nagrania, no i skoczyli do bitki.
                                  Wcześniej też bo zapytałem na przykład o sok dla dziecka, bo nie chcę mu chemii dawać, więc dowiedziałem się że oni wiedzą co dziecku dawać, no i awantura gotowa, też skakali do bitki
                                  • a_ja_zawsze_w_drodze Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 21.02.12, 21:31
                                    ach jak ślicznie. wzruszyłam się do łez. jakoś tak jednak ominąłeś mój wpis na temat tego, co to znaczy dać się kochać. bardzo kosztowne to twoje 'dać się kochać'.
                                    a swoją drogą to wypominanie pani żonie, już ex, że wiek nie taki, uroda nie taka etc. przez kogoś kto przez ileś tam lat nie był wstanie (co i nie dziwne) znaleźć żadnej chętnej.
                                    obudź się chłopie, idź na terapię. może i z ciebie coś będzie
                                    • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 23.02.12, 00:01
                                      dziękuję za wskazówki, może pójdę
                              • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 21.02.12, 21:04
                                Widzisz, mnie nie jest tak całkiem obojętne co o mnie sądzą i mówią
            • heksa_2 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 23:18
              jasamale napisał:
              Chodzi mi o sąsiadów i ich krewnych. Uważam że powinni znać prawdę i wiedzieć o kim piszę. Są bezpośrednio jakby zainteresowani.

              Nie rozumiem? Mieliście wspólną żonę? Dlaczego są bezpośrednio zainteresowani? Myślałam do tej pory, że małżeństwo to sprawa 2 osob. To zaiste afgański lub pakistański model rodziny, kiedy o sprawach małżonków decydują krewni i sąsiedzi. Zresztą stale się do tych wartości i rytuałów odwołujesz: kar cielesnych, więzienia, odbierania dziecka matce. I do wyższości prawa boskiego nad ludzkim. Dla mnie wszystko, co wypisujesz, to kosmos.
              • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 23:26
                ja tam przyjeżdżam do dziecka, pani była żona i jej rodzice rozpowiedzieli wokoło że to ja ją zostawiłem i dziecko, komentarze na mój temat aż huczą po wsi, doszły nawet do mojej miejscowości 20 km dalej.
                Chcę opowiedzieć jak było, jeśli mowię nieprawdę niech mi kto pokażę a wszystkich przeproszę.

                Rozumiem Cię trochę, w końcu jesteś kobietą
                Zajrzyj jutro na bloga to cały ten kosmos podsumuję smile
                • heksa_2 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 15.02.12, 00:09
                  Jakie znaczenie ma moja płeć? Ja pytam dlaczego krewni i sąsiedzi są BEZPOŚREDNIO zainteresowani?
                  • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 00:23
                    Ponieważ mieszkają obok lub mają kontakt z tą rodziną jako krewni, a pani żona, jej rodzice do nich wszystkich mówią jak to ja jestem zły, nieodpowiedzialny, i że to ja zostawiłem żonę i dziecko i odszedłem. Bezpośrednio stykają się z tą sprawą chcąc czy nie chcąc.
                    Więc należy im przedstawić fakty, żeby nie żyli w kłamstwie.
                    Ludziom z Polski nie potrzeba wiedzieć o kogo konkretnie chodzi, ludziom z poza tego okręgu znajomych poddałem tylko temat, że taki przypadek jak mój sie wydarzył, można teraz dociekać przyczyn, dyskutować nad tym przypadkiem, nie musi być to umiejscowione
                    • malgolkab Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 09:32
                      jasamale napisał:

                      > Ponieważ mieszkają obok lub mają kontakt z tą rodziną jako krewni, a pani żona,
                      > jej rodzice do nich wszystkich mówią jak to ja jestem zły, nieodpowiedzialny,
                      > i że to ja zostawiłem żonę i dziecko i odszedłem. Bezpośrednio stykają się z tą
                      > sprawą chcąc czy nie chcąc.
                      > Więc należy im przedstawić fakty, żeby nie żyli w kłamstwie.
                      jesli ci ludzie faktycznie są tacy jak mówisz, to i tak Ci nie uwierzą, więc szkoda zachodu... daj sobie spokój z przekonywaniem do siebie całego świata, bo nic ci to nie da
                      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 16.02.12, 21:38
                        masz rację nie uwierzyli jak do nich poszedłem,
                        ale media, gdy wpadnie im coś przypadkiem do rąk, przez osoby trzecie nie uwikłane bezpośrednio w tę sprawę,
                        mnie nie uwierzą, ze mną nawet nie chcą rozmawiać, ale osoby trzecie to co innego, przynajmniej przeczytają,
                        a internet jest taką jakby osoba trzecią
              • ciociacesia ale czego tu nie rozumiec? 15.02.12, 08:58
                zostawia cie maz, krzywdzi i oszukuje a przed ludzmi gra pokrzywdzonego i rozpowiada jak to ty go porzucilas, wyrzycilas i zle potraktowalas. normalne ze czlowiek sie przeciw temu buntuje. warto jednak by ten etap przejsc i pomyslec o czyms wiecej niz udowadnianiem kto ma racje i czyja wina, bo ludzie i tak zawsze beda za ta strona ktora bardziej lubia albo z kim konflikt im wiekszy dyskomfort przysporzy... i nawet jak uwierza ze wina malzonki to i tak ja usprawiedliwia bo tak im wygodniej, bo to z nia maja na codzien do czynienia...

                a co robic? placic alimenty i rozmawiac bez obrzucania drugiej strony chocby i slusznymi oskarzeniami.
    • buba2002 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 10:52
      Reasumując oba wątki:
      1. Kobieta, która odchodzi od męża, jest zła. Powody nieistotne...
      2. Takiej kobiecie trzeba odebrać alimenty za karę, a najlepiej dzieci, bo jest wypaczona, bez sumienia i nie wychowa dzieci. Wychowa zapewne ojciec...
      3. Facet, który pije, poniewiera jest niewinny, bo to wszystko przez alkohol.
      4. Ojciec alkoholik kocha swoje dzieci, nawet jeśli funduje im "atrakcje", tylko ten alkohol...
      5. Chwalebne jest poświęcić spokój i dobro rodziny dla alkoholika, bo on kocha, tylko jest słaby, uzależniony i w ogóle biedny.
      Jestem zachwycona logiką i błyskotliwością swojego wywodu...
      • garibaldia Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 12:44
        Wynika z tego, że jeśli facet chleje na maksa i żona od niego odejdzie, to należy dzieci zostawić z ojcem (przypominam-chlejącym na maksa)
        bo alkoholizm to drobiazg, alkoholik przecież bardzo kocha dzieci i na pewno dobrze je wychowa.
        brak nałogów ale odejście od małżonka to ciążka niemoralność, takim osobom należy dzieci odbierać bo są niewydolne wychowawczo

        Faktycznie zachwycające.
        • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 22:17
          nie piję, napatrzyłem się dość, nie piję alkoholu

          nie wybudowała domu własnymi rękami wyłącznie, tato też pomagał, ale to Ona wszystko organizowała, doglądała, trzymała kasę, i tatę trzeba było pilnować bo zdarzało się że sprzedał coś z budowy na wódkę.

          nie, nie jestem za oddawaniem dzieci alkoholikom na przykład jeśli żony od nich odejdą, to nie o to chodzi, ale znam przypadki że On się stara jak może, o piciu nawet nie ma mowy, troszczy się o rodzinę, żonę, dzieci, pracuje, przynosi do domu pieniądze, a jednak ona odchodzi, bo na przykład nie może się z nim dogadać, znalazła sobie kogoś innego itp.
          O takich przypadkach piszę, także jeśli on odchodzi od niej z podobnych powodów, powinien ponieść surową konsekwencję, z więzieniem z ciężką pracą o chlebie i wodzie włącznie.
          • mola1971 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 22:23
            jasamale napisał:
            > O takich przypadkach piszę, także jeśli on odchodzi od niej z podobnych powodów
            > , powinien ponieść surową konsekwencję, z więzieniem z ciężką pracą o chlebie i
            > wodzie włącznie.

            To nie byłaby konsekwencja, to byłaby zemsta.
            Konsekwencją jest samodzielne/samotne rodzicielstwo najczęściej.
            Takiej kary, o jakiej piszesz, nawet mordercy nie ponoszą. Zachowaj zatem proporcje.
            Pomijam już to, że kobiety niezmiernie rzadko odchodzą bez powodu (mężczyźni zresztą też). Może z czasem ten powód zrozumiesz, jeśli pozbędziesz się chęci zemsty.
            • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:55
              Nie chcę się mścić, chcę tylko dziecko.
              Byłem zły dla nie, nieodpowiedzialny, niezaradny, w porządku, po co jej ktoś taki jak ja???
              Chcę tylko dziecko i zniknę z jej życia, nie chcę od niej alimentów, ani niczego innego.
              jasamale.blogspot.com
              • mola1971 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:04
                Ło Matko Polko! Następny piszący bloga zamiast działać, jeśli naprawdę dziecko chce???
                To już chyba jakaś choroba społeczna sad
                Jeśli naprawdę zależy Ci na dziecku, to idź na korepetycje do Errora. I całkowicie poważnie to piszę.
                • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:29
                  Działam także,
                  ale uważam że ludzie powinni poznać prawdę bo ona mówi do wszystkich naokoło że to ja ją zostawiłem i dziecko.
                  • mola1971 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:33
                    A co Cię obchodzą inni ludzie? Co ludzi obchodzi Twoja, subiektywna prawda?
                    Nie pisz bloga (Internet nie zapomina, Twoje dziecko to, co piszesz może kiedyś przeczytać), skup się na działaniu.
                • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 01:16
                  . I całkowi
                  > cie poważnie to piszę.

                  Dżizas, Molka...
                  Dziecko chcesz na zmarnowanie dać???
                  • mola1971 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 12:58
                    Nie wiem czy na zmarnowanie. Wszak zielonego pojęcia nie mam jaka jest matka. Być może ojciec jest mniejszym złem. Bo z tego co pisze, jasno wynika, że dobrem na pewno nie jest.
                    • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 22:26
                      Jeśli ktoś odstępuje od przysięgi małżeńskiej to powinien być publicznie napiętnowany uważam.
                      Dziecku kiedyś powiem jak mama postąpiła z tatą, teraz jest za mała i nie chcę jej mieszać w głowie. Ale jak dorośnie powiem jej, i pokażę jak mama mówi żebym sobie poszedł, że chce tylko pieniędzy.
                      Teraz nie chcę jej wyrywać na siłę, nie,
                      ale prawdę trzeba znać.
                      • mola1971 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 22:34
                        Tak też myślałam. Wyłącznie chęć zemsty Tobą kieruje.
                        Najpierw sam dorośnij a dopiero potem dziecku w głowie mąć.
                        Masz poważne problemy z głową. Lecz to.

                        Póki co odejście od męża/żony nie jest (i mam nadzieję, że nigdy nie będzie) przestępstwem. Nie rozumiem zatem za co Twoją żonę piętnować? Za to, że wybrała inne życie, bez Ciebie? Ma do tego prawo, bez względu na to czy Tobie się to podoba czy też nie. Akt małżeństwa to nie jest akt własności.

                        A za to, że upubliczniasz w Necie dane osobowe żony, może Cię spotkać całkiem realna kara, bo łamiesz prawo.
                      • argentusa Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 01:06
                        tak, tak... bo tak mówi jasamale.
                        Chcesz zrzucić swoje frustracje na córkę? A masz pewność, że ona otrzymując tę wiedzę nie powie ci: mam to w głebokim poważaniu? I co wtedy? Córkę też potępisz, bo śmiała mieć inne zdanie niz Ty?
                        Dorośnij (niedojrzałośc emocjonalna to też charakterystyczne dla DDA). A potem daj zyć innym. W tym matce twojego dziecka. Sam ją wszak wybrałeś na żonę. Odpowiedzialnośc za swój zły wybór na kogo przerzucisz?
                        Ar
                        • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 12:14
                          nie, bo jeśli wyrośnie na uczciwego człowieka, potrafiącego obiektywnie spojrzeć na wszystko to oceni sprawiedliwie mamę i tatę.
                          Jeśli nie to szkoda dziecka.

                          Nie chcę nic od niej, nie liczę już na miłość, chcę tylko dziecko.
                          Nie będę wyrywał jej jednak na siłę jak ona, ale chcę je wychowywać,
                          skoro byłem dla niej zły, może znajdzie się ktoś dla kogo będę dobry. I dam temu komuś wszystko to co jej chciałem dać.
                          Chcę malotkę tylko i zniknę z jej życia
                      • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 09:26
                        > Jeśli ktoś odstępuje od przysięgi małżeńskiej to powinien być publicznie napięt
                        > nowany uważam.

                        A jeśli został oszukany przy składaniu tej przysięgi? Bo przysięga małżeńska wiąże i zobowiązuje dwie strony; wypowiadając ją zobowiązujesz się do jej wypełniania. A Ty przecież oszukałeś swoją żonę i teraz wymagasz, aby ona dochowała Ci tej przysięgi, chociaż Ty jej nie wypełniłeś i nie mogłeś (nadal nie możesz i móc już nie będziesz) wypełnić.

                        Uczciwość polega na tym, że jak coś wymusiłeś przez kłamstwo, brak gotowości do podjęcia zobowiązań, to przyznajesz, że grałeś nie fair, a więc obietnice, przysięgi z Tobą nie są ważne.

                        Piszę, ale sama nie wiem, po co. Ja po prostu wiem, że dla Ciebie jest to czarna magia i zrozumienie tego- ponad Twoje możliwości.
                      • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 09:35
                        PS

                        jasamale napisał:

                        > Dziecku kiedyś powiem jak mama postąpiła z tatą, teraz jest za mała i nie chcę
                        > jej mieszać w głowie. Ale jak dorośnie powiem jej, i pokażę jak mama mówi żebym
                        > sobie poszedł, że chce tylko pieniędzy.
                        > Teraz nie chcę jej wyrywać na siłę, nie,
                        > ale prawdę trzeba znać.

                        Twoja córka będzie dorastać w normalnym domu, bez skutków i bagażu w postaci alkoholizmu rodziców, więc doskonale zrozumie sytuację, tj. to, dlaczego jej matka od Ciebie odeszła.

                        Mój syn dorastał w rodzinie, gdzie jego ojciec jest toćka w toćkę jak Ty- też jego ojciec (a właściwie ojczym, matka podporządkowana całkowicie jego woli; z tym, że teść do tego był przemocowcem fizycznym) jest niedojrzały emocjonalnie, małżeństwo to wg niego niewolnictwo, związek to po prostu baba z dziećmi i on pan; do tego podejrzliwy, zazdrosny, zaborczy, bez poczucia humoru itp. Jak myślisz, czy mój syn żałuje, że się rozstaliśmy? Otóż nie- bo jemu też przeszkadzały te cechy, a ponadto poznał na sobie, że "nie każdy tak ma", bo miał i ma nadal kontakt z rodziną z mojej strony, ma kolegów i koleżanki i tam ojciec jest "zdrowy". Mój syn po prostu męczy się w towarzystwie swego własnego ojca.
                        • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 12:19
                          W jaki sposób ją oszukałem??? Bo nie rozumiem.

                          A przed ślubem nie widziałaś że twój mąż jest taki jak opisałaś???
                          • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 23:07
                            > W jaki sposób ją oszukałem??? Bo nie rozumiem.

                            To mnie w ogóle nie zaskakuje.

                            >
                            > A przed ślubem nie widziałaś że twój mąż jest taki jak opisałaś???

                            A skąd to niby miałam wiedzieć?? Skąd miałam wiedzieć, że on ma być pan i władca, skoro razem nie mieszkaliśmy? Skąd miałam wiedzieć, że nie nadaje się na ojca, skoro ojcem został dopiero po ślubie??
                            Opierałam się na jego przysiędze, przyrzeczeniu- on mi obiecywał, że będę miała z nim raj na ziemi i w tym mnie nie oszukał. Kłopot w tym, że ten raj miał wyglądać wg jego zamysłu i doświadczeń z dzieciństwa i one zupełnie były różne od moich. Dla niego ideał męża to facet, który nie pije, nie bije i nie chodzi na baby; dla mnie to akurat żaden ideał, tylko podstawowe wymogi i oczekiwania.
                            • altz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 10:15
                              zmeczona100 napisała:

                              > Opierałam się na jego przysiędze, przyrzeczeniu- on mi obiecywał, że będę miała
                              > z nim raj na ziemi

                              Ale dziecinne podejście do życia, wierzyć w takie głupoty, szok! Myślę, że ta niedojrzałość Ci została, dlatego jesteś taka zjadliwa. big_grin
                              • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 11:33
                                O tak, obiecywał mi lazurowe, bezkresne morze, palmy kokosowe nad głową, złoty piasek, zimne drinki i błogie lenistwo po kres życia.
                                Nie tak wygląda raj?
                                • altz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 14:57
                                  Śmiesznie brzmi, ja bym od razu pogonił precz taką osobę. smile
                                  • zmeczona100 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 15.02.12, 09:11
                                    Ja chrzanię...


                                    Znaczenie przenośne, ukryte a znaczenie dosłowne- wiesz, o czym w ogóle mowa?
          • altz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:03
            jasamale napisał:

            > nie wybudowała domu własnymi rękami wyłącznie, tato też pomagał, ale to Ona wsz
            > ystko organizowała, doglądała, trzymała kasę, i tatę trzeba było pilnować bo zd
            > arzało się że sprzedał coś z budowy na wódkę.
            Spodziewałem się tego, że to ojciec budował, a matka trzymała w garści i gdy trzeba było kogoś innego do pomocy, organizowała fachowców.
      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:47
        smile Źle pojęłaś mój wywód, może dlatego że niepełny.
        Pisząc o ojcu alkoholiku dałem do zrozumienia że mimo iż był tym alkoholikiem matka wytrzymała z nim 35 lat.
        Ja mimo że praktycznie nie piję, starałem się kochać moją żonę jak tylko potrafiłem najmocniej, pracowałem dla niej, dla dziecka, troszczyłem się o nich, powiedziała że mnie nie chce, spakowała moje rzeczy i powiedziała żeby sobie poszedł.

        Zobacz tutaj: jasamale.blogspot.com
        może zrozumiesz
        • heksa_2 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:08
          I tym blogiem chcesz wywalczyć dziecko? Nie bądź śmieszny. To jak machanie szabelką. I nic nie kosztuje.
          • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:12
            Nie nie tylko tym.
            Ale też uważam że ludzie powinni poznać prawdę. Ona naokoło do wszystkich opowiada że to ja ją zostawiłem i dziecko.
            I jeśli tam cokolwiek nieprawdziwego piszę jestem z całą odpowiedzialnością gotowy ponieść konsekwencje.
            • heksa_2 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:38
              Jeśli naprawdę chcesz dziecka, to o nie walcz. W sądzie, a nie na blogu. Naprawdę można.
    • kajda28 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 11:28
      Alkoholizm straszna choroba, nijak nie sposób jej pojąć.
      Czy wśród oparu alkoholu szukać człowieka? Czy warto? Czy czemuś to służy?
      Kochać czy nienawidzieć?
      To chyba zależy od tego co nam daje więcej spokoju, tak aby nam było lepiej.
      Zawsze jest tak że zapominamy złe chwile, że po latach wybielamy - taka nasza natura.
      Warto się jednak zastanowić, wyciągnąć wnioski.

      Na drugiej szali współuzależnienie - też choroba pozbawiona logiki, sensu.
      Pomaganie alkoholikowi za cenę własnego zdrowia, szczęścia, życia.

      • garibaldia Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 10:44
        > Na drugiej szali współuzależnienie - też choroba pozbawiona logiki, sensu.
        > Pomaganie alkoholikowi za cenę własnego zdrowia, szczęścia, życia.

        Kajda...żeby to ty tylko własnego...
        Na ogół dzieci od małego są ćwiczone i zaganiane do tego samego.

        I potem takie skutki. Że chore emocjonalnie kaleki nie umieją żyć szczęśliwie.
    • triss_merigold6 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 11:57
      Wyrazy współczucia dla matki.
    • sunnychris Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 13:03
      przeczytałem raz jeszcze wypociny autora w tym wątku jak i w drugim.... i albo jest to prowokacja nie wiem tylko czemu służąca albo wyjątkowo rozbudowany syndrom dda.
      • kasper254 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 16:53
        1, Szacun, jasamale. Człowiek nie powinien wstydzić sie swoich korzeni. A twoja mama to dzielna, mądra kobieta.
        2.Frustracji mają to do siebie, że niewiele rozumieją z argumentacji, dopóki agresja nie zlegitymizuje formy. Tak czy siak to tylko żyg gombromiczowskie.
        • argentusa Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 19:24
          Jest nadzieja!
          To pokolenie umrze pierwsze. Jest szansa, że nadejdzie inny wzorzec. Okrutne? Prawdziwe.
          I dzięki Bogu.
          Kasper, zmień leki. Naprawdę. Jest coraz gorzej.
          Ar.
          • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:19
            Ten inny pozytywny wzorzec już jest od dawna, ale jest wyszydzany jako zaściankowy i przestarzały. Kto chce być trendy powinien brać nowoczesne wzorce, no więc coraz więcej ludzi bierze.
            • anbale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:30
              Wyniosłeś na ołtarze swoją matkę, za to, że utargała jakoś wasze życie mimo balastu w postaci alkoholika. Twoje prawo- ale można tez inaczej spojrzeć na sprawę. Gdyby nie była taką heroiczną siłaczką, gdyby potrafiła postawić szlaban ojcu, dała mu ponieść konsekwencje chlania- może poszedłby się leczyć, może by pomogło, może miałbyś trzeźwego ojca? Kto wie, Może to byłby dopiero powód do dumy- a nie to, że matka zniosła wszystko, że heroicznie naszarpała się z pijakiem do samego końca, ze zdołała upilnować, żeby wam chałupy nie rozniósł po melinach...
              A wzory życia i współżycia zmieniają się w społeczeństwie. Dzięki temu nie mieszkamy w jakiniach, nie zjadamy się nawzajem, nie wbijamy się na pale...Dzięki tej cholernej ewolucji obyczajów.
              • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:41
                Wątpie czy poszedłby na leczenie, raczej umarłby gdzieś pod płotem jak jego brat zmarł przy fundamentach, też lubił wypić i nie dbał o siebie.

                Masz trochę racji, zgadzam się z Tobą, jednak zasady i wartości są zawsze uniwersalne, i nie zmieniają się od tysięcy lat, i tych zasad przede wszystkim powinniśmy się trzymać, bo jeśli trochę sobie poluzujemy to możemy zgubić granicę.
                Tak było od wieków i było dużo mniej rozwodów.
        • kobieta306 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 19:59
          Kasper, rozumiem, że jak sam się zwiążesz z alkoholiczką (nigdy nic nie wiadomo wink ) i posiedzisz z nią w mękach kilka lat, to będziesz dzielnym, mądrym mężczyzną?
          • triss_merigold6 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 20:19
            On jest fanem opcji, że trzeba nieść swój krzyż. D
            • kasper254 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 22:55
              Czyż nie gorszą opcją jest nieść głupotę, triss?
              • argentusa Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 01:14
                a jak to jest nieść i jedno i drugie kasper?
          • kasper254 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 22:53
            Nie wiem, kim będę, kobieto. Wiem jednak, że trzeba trwać tak długo, ile można, gdy wymaga tego dobro dzieci. Ile wymaga tego rodzina. Bez niej jesteśmy jak manekiny w supermarkecie. Wsłuchaj się w tej wymianie zdań w słowa, które są puste, jak jajka-wydmuszki i ulotnem, jak wiatr. Łatwo być z kimś, gdy jest dobrze.
            Nie piszę tego na podstawie opowieści celuidowych tych, którzy zmieniają modele, lalki, niedobrane kończyny. W mojej rodzinie alkohol był chlebem powszednim dla tych, którzy nawet wieku średniego nie dożyli.
            • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:05
              Zgadzam się Kasper
            • garibaldia Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 10:48
              > W mojej rodzinie alkohol był chlebem powszednim
              > dla tych, którzy nawet wieku średniego nie dożyli.


              Czyli jesteś DDA ? I nigdy nie podjąłeś terapii? To życie będzie boleć...aż do końca. Podziękuj rodzinie za taki "chleb powszedni". I przynajmniej swoich dzieci
              • garibaldia Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 10:50
                dzieci nim nie karm, bo ich także będzie życie boleć nieporównywalnie bardziej od tych którzy zwykłym chlebem byli karmieni.
        • anbale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 20:49
          kasper254 napisał:

          > 1, Szacun, jasamale. Człowiek nie powinien wstydzić sie swoich korzeni. A twoja
          > mama to dzielna, mądra kobieta.
          Racja! Dzięki tej dzielnej mądrej kobiecie tato mógł się spokojnie upijać przez długie lata, stworzyła mu cieplarniane warunki do rozwijania i pielęgnowania nałogu, żadnych konsekwencji, ona wszystko uniesie.
          Dzieci mogą być dumne z tego korzenia.
          • triss_merigold6 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 21:10
            Dzieci parszywy kod kulturowy poniosły do własnych związków. Doprawdy urocze. uncertain
            • sunnychris Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 21:16
              no i próbują zarażać tym innych.... uncertain
              • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:24
                Przepraszam nie umiem pisać z wszelkimi zasadami pisowni, i jeszcze ciekawie, ale to co piszę piszę szczerze to co myślę.
                Tak to prowokacjasmile chciałbym podjąć temat, może chociaż niektórych dopadnie z tego powodu refleksja, i może coś przez to się uratuje
                • heksa_2 Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 00:43
                  Ależ my w większości jesteśmy w tej samej sytuacji. Tylko zamiast pisać bloga zabraliśmy się za swoje własne życie. Wiem, że niedotrzymanie obietnicy przez kogoś, kogo się kochało i z kim się wiązało przyszłość, jest bolesne. Ale nie da się zmusić nikogo do miłości.
                  • sunnychris Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 08:07
                    ja na to nie patrze jak niedotrzymanie obietnicy... przysięga sama w sobie jest delikatnie mówiąc niedoskonała.
                    Ludzie się poznają, zakochują, chcą być razem i czują, że partner to ten jedyny.... i jest OK.... ale mija troche czasu, ludzie poznają się lepiej.... albo po prostu zmieniają się tak jak wszystko inne i powoli okazuje się, że partner nie jest już idealny.... no i co ?!? trwać i żyć przeszłością bo kiedyś był... żyć w takim stanie ??

                    "Człowiek kocha albo nie kocha, i żadna siła na świecie nie ma na to wpływu. Możemy udawać, że nie kochamy. Możemy przywyknąć do drugiej osoby. Możemy przeżyć całe życie w przyjaźni i wzajemnym zrozumieniu, założyć rodzinę, kochać się każdej nocy i każdej nocy mieć orgazm, a mimo to czuć wokół żałosną pustkę, wiedzieć, że czegoś ważnego brakuje. "
                    • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 21:02
                      Po to jest czas narzeczeństwa żeby się zdecydować czy chcę przeżyć z tym człowiekiem swoje życie czy nie!?
                      Tylko wtedy jeśli będziemy przestrzegać takich zasad gdzie słowo będzie miało znaczenie będziemy mieli zdrowe społeczeństwo, i będziemy się rozwijać.
                      • sunnychris Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 12.02.12, 21:13
                        masz racje i nie... po drodze mogą wyniknąć zdarzenia/sytuacje/zachowania które zmieniają nastawienie partnera i moim zdaniem trzeba to uszanować... choć nie zawsze jest to miłe dla drugiej strony... ale co ja tam wiem wink
                      • argentusa Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 01:13
                        no taaaak, ale że alkoholicznie dopuszczalne. Zdrowe ale patologiczne, za to dotrzymujące obietnic.
                        JAkie to szczęście, że jest inaczej.
                    • odnalazlem_siebie Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 17.02.12, 17:24
                      ten cytat - jest swietny !! i faktycznie, zaakceptować zmiany, pogodzić się z nimi i pójść dalej.
                      • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 17.02.12, 23:32
                        ja się chce pogodzić, szkopuł w tym że Im na tym nie zależy, lub nie chcą.
                        Dalej twierdzą że jestem taki jak opisali wcześniej
                  • jasamale Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 13.02.12, 12:00
                    ale czasami i po rozwodzie jeszcze jesteśmy napiętnowani bo okazuje się że niektórzy sądzą że to ty porzuciłaś żonę/męża, i bronią ci dostępu do dzieci, i wszytko co złe mówią o tobie dziecku, i tylko alimenty masz płacić regularnie
                    więc czy nie należy się bronić???? czy mam być bierny jeśli plują na mnie, a przecież wiem jak było, mam nawet nagrane jak pani żona mówi że mnie nie chce i wygania za domu, wraz ze swymi rodzicami,
                    czy należy być biernym????
                    • argentusa Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 14.02.12, 11:44
                      Za bierną to ja się nie uważam, ale też równo mi lata co o mnie mówią ludzie.
                      Mają prawo gadac co chcą, sądzić co chcą. Zależy mi wyłacznie na opinii ludzi, na których mi zależy. A cała reszta świata może produkowac legendy na mój temat i mi to wisi.
                      Ar.
    • moniapoz Re: A co z moim tatą mamo?? Inne pokolenie.... 11.02.12, 23:05
      DDA.....bez terapii?

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • zmeczona100 Klasyka gatunku- DDA... 12.02.12, 01:12
      Jasamale, przeczytałam Twój blog.

      Wiesz, dlaczego nie widzisz tego, co widzi tu większość? Bo byłeś wychowywany w patologicznej rodzinie i jak sądzę nie miałeś znajomych, przyjaciół, wychowywanych inaczej, niż Ty, a do tego nie potrafisz spojrzeć na problem nieco szerzej. Dlatego Ty nie zauważasz patologii, w której dorastałeś, nie zauważasz też konsekwencji, które ponosisz teraz, jako dorosły (Dorosłe Dziecko Alkoholika- DDA). A te konsekwencje to m.in. zaburzony obraz siebie, innych, spłycenie życia uczuciowego, rozumienie obowiązków, praw itd. Jasamale, o tym, czy dwoje ludzi będzie ze sobą na wieki, nie decyduje prawo- to oni sami kształtują własny związek, są za niego odpowiedzialni.

      Ale to nie jest tak, że jedna osoba odpowiada za drugą i np. żona alkoholika sama może tak postępować, aby tworzyć normalny, udany związek ze swym pijącym mężem. Ty wyrosłeś w patologii i wg Ciebie miłość polega na tym, że wystarczy pracować, pomagać przy dziecku i twierdzić, że to dla kobiety wszystko- i ona już powinna być za to nie tylko dozgonnie wdzięczna, ale powinna Cię kochać na zawsze. Ale to nie jest miłość- to są obowiązki, które wziąłeś na siebie, podpisując akt ślubu. Ty uważasz, że wystarczy nie być takim, jak Twój ojciec i już jesteś wspaniały jako mąż. A to nie jest prawda! Dla osób, wychowywanych w takiej patologii, jak Ty (i mój mąż), wydaje się, że jak chłop nie pije, nie bije to jest idealnym kandydatem na męża. Dla kobiet, które są w takich związkach, ich syn wówczas jest tym wspaniałym, cudownym mężczyznom i jeśli jego żona nie doceni tej wspaniałości, to z nią jest coś nie tak, jest do niczego i to ona jest winna.

      Żeby chuop nadawał się na partnera (a nie tylko na męża), to jednak trzeba o wiele więcej- np. zainteresowania drugim człowiekiem, jego sprawami, bezinteresowna pomoc, świadomość, że jest najważniejszy na świecie i że poszłoby się za nim nawet w ogień. A Ty piszesz na blogu:

      "Mnie dużo nie trzeba, odrobinę ciepła, dobre słowo, trochę serca, uczucia, czasem jakiegoś bliższego fizycznego kontaktu z kobietą którą sobie wybrałem, porozmawiać".

      Poza tym ważniejsza dla Ciebie była Twoja "stara" rodzina- a po slubie to jednak Twoja nowa rodzina powinna stać na pierwszym miejscu. Piszesz:

      "Ponieważ ja nie mogłem tak nagle zostawić mojej rodziny w której się dotąd wychowywałem, tam została moja matka która ma 75 lat (nie może już chodzić) i siostra niezamężna. Ja obiecywałem im (także w imieniu mojej żony) że będę mieszkał jeszcze przez pewien czas z nimi, więc starałem się dotrzymywać słowa".

      Ty, żonaty, musiałeś być przy matce; A Twoja niezamężna siostra nie dałaby rady sama, z Twoją pomocą w razie potrzeby...

      Poza tym, traktujesz swoją żonę jak osobę, która nie docenia tego, że "ją chciałes"pisząc np.:

      "Wydawało się że moja przyszła żona doceni to że ktoś chciałby ją pokochać, tyle lat była przecież sama. Gdy się z nią żeniłem miała (o ile dobrze liczę) trzydzieści trzy lata, wydawało się że doceni to że zdarza się jej towarzysz do dalszego życia, że nie będzie sama. I starałem się kochać Ją jak potrafiłem najlepiej, starałem się być dla niej miły, dobry, starałem się troszczyć o nią jak umiałem najlepiej i na ile mnie było stać".

      A w ogóle powinna też docenić, że od czasu do czasu coś jej kupiłeś:

      "Mówiła że nie ma sukni-kupiłem, czegoś cieplejszego-kupiłem, potem była w ciąży, było gorąco nie miała w czym chodzić-kupiłem sukienkę ciążową".

      Traktujesz ją jak rzecz, którą mozna naprawić, jak się popsuje:

      "Moja żona była i jest nadal ładną kobietą, ma tylko trochę wadę postawy. Można ją poprawić, trzeba tylko regularnie ćwiczyć".

      Twoja niedojrzałość (chociaż miałes już ponad 35 lat...) aż bije po oczach, np.:

      "Ja tłumaczyłem że można sobie wszystko spokojnie wyjaśnić, prosiłem, gniewałem się. Wiele razy powtarzałem mojej żonie że jeśli da się kochać, da się lubić to będę dla niej pracował, będę dbał o rodzinę, będzie miała samochód, kino domowe, i co tylko będzie chciała".

      "Tylko to boli bo ja starałem się kochać moją żonę, starałem się dla niej, ale Ona tego nie doceniła".

      "Ja z kolei mówiłem że gdybyśmy żyli wcześniej jak mąż i żona w zgodzie i miłości to samochód bym jej kupił".

      "Poniżej przedstawię sumę poszczególnych wydatków które poniosłem w ciągu tylko pięciu miesięcy (miesiąc przed urodzeniem się dziecka do koń- ca grudnia kiedy to po nowym roku 2006 wyjechałem za granicę)".

      "I jak wyjeżdżałem za granicę 09.01.2006 to jej mówiłem że ma 3000 zł i dodałem jeszcze 250 zł. I powiedziałem że jakby się dała kochać to by wszystko było inaczej".

      " Przyjadę w lecie do Polski, wtedy spróbuję ostatecznie porozmawiać z żoną. Na razie uważam że ma pieniądze na dziecko. Ja swoją połowę wydałem na wspólne małżeńskie wydatki".

      Uważasz, że to, co Twoje, to jest Twoje, a to, co żony- też powinno być Twoje (bo stracisz władzę?):

      "Moja żona mieszkała u mnie (w moim domu rodzinnym, jak umawialiśmy się przed ślubem) w sumie około dwa miesiące może".

      "Wyrzucili mnie, powiedzieli żebym uciekał z ich domu, moja żona wiele razy dawała mi do zrozumienia że to jest jej dom (podkreślała to, wcześniej też się wyprowadzałem kilka razy, ponieważ moja żona nie była szczęśliwa ze mną), więc im powiedziałem że jeśli chcą żebym tam mieszkał to niech przepiszą dom na mnie, wtedy będę wiedział że mnie z niego nikt nie wygoni i będę dbał o niego".

      Miłość to nie deklaracje, kupowanie DVD, samochodu czy praca zawodowa; miłość to czyny.

      "Ta druga babcia nie kocha, bo jak była malutka, i byliśmy jeszcze razem to będąc u mnie w domu wolała kota bawić niż dziecko. Może i moja matka nie jest taka wylewna jak babcia z Makłówki, ale też kocha chrumeczka, wystarczy spojrzeć jak patrzy na zdjęcia.

      Bo widzisz, tak zachowuje się kobieta, która po wielu latach życia z alkoholikiem zatraciła mozliwość odbierania i okazywania uczuć (bo musiała się znieczulić po to, aby jakoś żyć w tej swojej koszmarnej rzeczywistości 24/ 7), przestała czuć, zobojętniała. Ciebie tak samo wychowywała- dawała jeść, opierała, kupowała ksiżzki do szkoły i uważała, że to wystarczy, aby Cię wychować. A to zbyt mało, aby w przyszłości stworzyć trwały, satysfakcjonujący obie osoby związek partnerski.

      Dlatego Ci się nie udało. I bez terapii DDA nie uda, bo nie zrozumiesz, skąd ta Twoja klęska sie wzięła i na czym rzeczywiście polega miłość:

      "Może znajdzie się Ktoś dla kogo będę do życia, i dam temu komuś wszystko to co chciałem pani Marioli dać".

      Dostrzegam w Tobie klasyczne cechy dorosłego, wychowywanego w rodzinie ze współuzależnieniem alkoholowym. Jesteś ofiarą wyborów, które dokonała Twoja matka. I tak naprawdę to ona zniszczyła Ci życie.
      • zmeczona100 Re: Klasyka gatunku- DDA... 12.02.12, 01:19
        "Mężczyznom"- łorety, olaboga!

        Dla kobiet, które są w takich związkach, ich syn
        > wówczas jest tym wspaniałym, cudownym mężczyznom i jeśli jego żona nie doceni
        > tej wspaniałości, to z nią jest coś nie tak, jest do niczego i to ona jest winn
        > a.

        Skutki picia wódki i siedzenia do póxna przy kompie uncertain Toż wiem, że powinno być "mężczyzną" uncertain
        • esteraj Re: Klasyka gatunku- DDA... 12.02.12, 01:45
          Zmęczona, bardzo dobrze napisane (pomimo picia wódki). smile
        • scindapsus Re: Klasyka gatunku- DDA... 13.02.12, 11:30
          tylko co z tego że dobrze napisane, jak nie dotrze
          no nie dotrze
          Przykre to i smutne
      • garibaldia Klasyka gatunku- DDA...Autorowi życia nie starczy 12.02.12, 10:33
        Autorowi życia może nie starczyć by sobie przepracować z psychologami (pewno nie pójdzie bo po co..) swoje własne problemy, głęboko wkodowane w dzieciństwie i rzutujące na jego życie jeśli mając lat ok 40ci on tak intensywnie gloryfikuje rodzinę chorą alkoholową.
        Ale "dzięki" "złej/niewdzięcznej/nieprawej/niemoralnej/itd" żonie może nadal ze sobą nic nie robić, bo, wiadomo- to "jej wina". Można pozostać na resztę życia w samozachwycie i nieuznawaniu rzeczywistości.
        W dzisiejszych czasach jest tyle literatury i fachowców którzy się problemem uzależnień i współuzależnień zajmują, że udawanie iż wychodząc z patologicznej rodziny samemu nie ma się problemu do przepracowania- nie ma już racji bytu.
        • heksa_2 Re: Klasyka gatunku- DDA...Autorowi życia nie st 12.02.12, 11:41
          Autor bloga traktuje małżeństwo jak transakcję handlową. Kupił sobie żonę, nie dość, że niemłodą, to jeszcze z wadą postawy. I do tego kupił jej sukienkę na lato i paltocik na zimę. A tu okazało się, że żona oprócz reakcji na zimno/ciepło ma także uczucia. Po prostu niepodzianka... Własność się zbuntowała. Niestety polski system prawny nie spełnia oczekiwań właściciela. Nie pozwala własności ukamienować albo choćby obciąć nosa wzorem afgańskim. To przynajmniej ją obsmaruje na blogu. Na wszelki wypadek z imienia i nazwiska i wizerunku. Na miejscu autora modliłabym się, żeby żona miała tak samo niską świadomość prawną, bo niestety KK I KPC się kłania.
          • jasamale Re: Klasyka gatunku- DDA...Autorowi życia nie st 13.02.12, 11:53
            Przepraszam ale jeśli bierzemy ślub to wszystko co moje staje się także automatycznie własnością mojej żony, a wszystko co żony staje także i moje. Nie potrzebowaliśmy domu bo mieliśmy gdzie mieszkać, były tam sprzęty ułatwiające i uprzyjemniające życie więc także nie potrzebowaliśmy tego, ale akurat była potrzebna sukienka, paltocik tak jak napisałem.
            Kupiłem to nie nie dlatego jak tutaj niektórzy piszą że zacząłem uważać iż posiadłem żonę na własność ale że zacząłem uważać iż powinienem się troszczyć o tę osobę która zdecydowała się spędzić ze mną życie.
            Chyba tak między innymi wyraża się miłość że troszczymy się o kogoś, nie patrzymy na siebie, na swoje korzyści ale chcemy z siebie tej drugiej osobie dać wszystko co mamy najlepszego i na co nas stać.
            CZYLI MIŁOŚĆ PRZEDE WSZYSTKIM. A na miłość składa się przecież wiele rzeczy, to dobre słowo na co dzień, to uśmiech, to codzienna troska o tę osobę, to praca dla tej osoby, to wspieranie tej osoby zarówno duchowo jak i fizycznie w jej codziennej pracy, zamierzeniach, podtrzymywanie na duchu itp.
            Ja tak przynajmniej pojmuję MIŁOŚĆ.
            Może się mylę, niech mnie ktoś poprawi jeśli tak.

            A co do konsekwencji karnej za treści zamieszczone na tym blogu to piszę wszystko z całą tego świadomością. I jeśli cokolwiek napisałem nieprawdziwego jestem gotowy ponieść całą odpowiedzialność.
            Moja była pani żona do wszystkich swoich krewnych, swoich sąsiadów mówi że to ja ją zostawiłem i dziecko.
            Komu byście Państwo uwierzyli, sąsiadowi, krewnemu którego znaliście 30 lat, czy przybłędzie która przyszła do tej wsi, do tej rodziny, ale okazała się nieodpowiedzialna, zła, zostawiła żonę i dziecko, komu byście Państwo uwierzyli????
            Ujawnił bym jeszcze adres, imie i nazwisko, i tylko ze względu na dziecko tego nie zrobię!
            Dziecko jest niczemu nie winne że matce popierniczyło się w głowie.
            Już nie liczę na miłość od niej.
            Ale malotki nie zostawię. Chciałbym żeby wyrosła na uczciwą i mądrą kobietę.
      • jasamale Re: Klasyka gatunku- DDA... 14.02.12, 00:25
        Wybacz ale chyba jestem za mało inteligentny na twój post.
        Większości wywodów nie rozumiem smile

        Ależ ja zamierzałem z deklaracji przejść do czynów, tylko nie zdążyłem.
        Niektóre wprowadziłem w czyn to ktoś mi tu zarzucał że traktuję małżeństwo jako transakcję handlową, kontrakt smile
        Oczywiści że liczą się przede wszystkim czyny. Słowa bez czynów niewiele znaczą.

        Co to jest to DDA w końcu??? smile

        Czyli że moja matka powinna się rozwieść tak???
        Oj ludzie ludzie.
        Bez komentarza.
    • kami_hope Naruszenie prawa do prywatności. 12.02.12, 16:27
      Podałeś na blogu dane osobowe swojej żony, jak myślę bez jej wiedzy. Wypisywanie szczegółów życia prywatnego, znieważanie za pomocą środków masowej komunikacji podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
      W Polsce istnieje prawo do prywatności, a za jego naruszenie nakładane są określone sankcje - I dobrze! Bo podobne działania są oburzające i krzywdzące osoby dotknięte naruszeniem ich praw.
      Żenujące jest to, że w walce o własną wizję świata (kontrowersyjną zresztą, przypominam: apelujesz o konsekwencje dla osób, które rezygnują z trwania w związku małżeńskim, tym samym apelujesz o karanie ludzi, którzy mają niezbywalne prawo do decydowania o sobie, do wyrażania wolnej woli i postępowania według tejże) krzywdzisz innych i łamiesz prawo.
      Właśnie to co TY robisz, ze swoją moralnością krzyżackiego rycerza jest karygodne, a nie to, że żona już nie chce z Tobą być.

      • zmeczona100 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 12.02.12, 22:34
        Nie naruszył prawa - nazwisko, imię i nazwa wsi jest fikcyjna; tak przynajmniej napisał na blogu.
        • kasper254 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 13.02.12, 06:02
          Jaka to łaska losu, że feminizm - przynajmniej w tej części "rodzinnej" - tudzież tryndy psychologiczne o zamianie miłości w uzależnienie, zwązków rodzinnych w sieci powiązań o charakterze technicznym (np. DDA) itd. powstały ostatnio, w kulturze konsupcjonistycznej, hedonistycznej, będąc jej konsekwencją.
          Gdyby to się stało wczesniej, nie byłoby wielkiej literatury Dostojewskiego, Szołochowa, Puszkina, romantyzmów, wynurzeń Mickiewicza do Maryli W. , ckliwej Młodej Polski itd. Jak miałaby pisać Szymborska, choćby uzależnieniu tego jednego ponad liczbę? Jak było pisać o uzależnieniu, jaką dać motywację wyjazdu na Sybir? 'Uzależniłam się" od ciebie? To do psychologa z chutoru, on jak trzeba, wyleczy z nałogu, albo da - jak trzeba - w mordę.
          Związki rodzinne, np. w "Stu latach..." miałyby inną konstrukcję: handlowo-techniczno-uzaleznieniową. Itd., itd. Takie refleksje, na marginesie meandrów wątku nieszczęsnego bohatera tematu.
          • argentusa Re: Naruszenie prawa do prywatności. 13.02.12, 09:14
            Całe szczęście, niektórzy nie potrzebują mieć alkoholicznej motywacji do tworzenia dzieł. (i nie piszę tu o różnych ...zlewiskach czy grocholach.
          • zmeczona100 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 13.02.12, 09:40
            Że tak wspomnij przy okazji, że feminizm narodził się z walki kobiet o takie same prawa, jak mają mężczyźni. I nie chodziło o prawo do pracy w kopalni czy na hucie, ale o podstawowe prawa każdego człowieka. Bo skoro wcześniej tych praw kobiety nie miały, to nie były ludźmi? A jeśli były, to dlaczego były zróżnicowane prawa ze względu na płeć?

            Z czynnym alkoholikiem można być naprawdę szczęsliwym, nawet z przemocowcem. Wystarczy tylko znaleźć odpowiednią kandydatkę- zahukaną dziewczynę, wychowywaną w takiej samej patologii, dla której wartość stanowi każdy mężczyzna, który zechce mieć ją za żonę. Jesli ktoś ma taką definicję szczęścia, to ma do tego prawo. Ale nie narzucaj jej każdemu, bo każdy ma swoje własne potrzeby, wymagania i oczekiwania. Bo każdy jest wolnym człowiekiem.
            • kasper254 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 14.02.12, 12:05
              Mylisz się, zmęczona 100, feminizm nie z tego się zrodził. Prawa kobiet uzyskały konkretny sens w ramach ewolucji praw podmiotowych, uwarunkowań ustrojowo-prawnych, cywilizacyjnych. Feminizm to produkt hedonizmu, konsumpcjonizmu, "utowarowienia" człowieka, śmierci tradycyjnie rozumianej rodziny.
              Ja niczego nikomu nie narzucam. Zbyt przecierpiałem ja, a także moje dzieci, gdy moja była żona, a przy tym - niestety - ich matka, realizowała model uzyskiwania wolności do- i od- kosztem - wydawałoby się - najbliszych. To jest właśnie kościec feminizmu: liczę się "ja" i moje tylko prawa.
              • kami_hope Re: Naruszenie prawa do prywatności. 14.02.12, 14:53
                Kasper, widzę, że niewiele się u Ciebie zmienia. Obstawanie przy starych poglądach i kurczowe trzymanie się tej samej postawy nie przyniesie Ci ani chluby ani zdrowia. Zauważ, że świat się zmienia… Życie ma właśnie to do siebie, że ciągle biegnie do przodu, tętni energią, wszystko ulega rozwojowi… Jeśli nie wskoczysz na ten nurt życia, to tak jakbyś już umarł. Zrozum, że nawet jak usilnie będziesz obstawał przy swoim, to świat się i tak nie zatrzyma. Zostaniesz z tyłu. Sam.
                Nie rozumiem na co komu kultywowanie teorii-trupów? To wbrew naturze Kasper!
                • altz Re: Naruszenie prawa do prywatności. 14.02.12, 15:06
                  Na początku feminizm, to był bunt i brak zgody na złe traktowanie kobiet.
                  Teraz przykleiła się do tego łatka równouprawnienia, a przecież nie o to chodzi. Chodzi o takie wychylenie w drugą stronę, żeby po odpracowaniu przez system po stronie kobiet zostało więcej, niż po stronie mężczyzn.
                  Nie ma się co oburzać, kto walczy, ten ma. Mężczyźni też z czasem założą ruch walczący o równouprawnienie mężczyzn. wink Będą się malować, robić fikuśne fryzury i tak przychodzić od pracy, chodzić po mieście w samych majtkach przykryci zwiewnymi przezroczystymi pelerynkami, namiętnie eksponować gołe torsy i ponętne usta. big_grin
                  • mola1971 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 14.02.12, 23:24
                    altz napisał:
                    Mężczyźni też z czasem założą ruch w
                    > alczący o równouprawnienie mężczyzn. wink Będą się malować, robić fikuśne fryzur
                    > y i tak przychodzić od pracy, chodzić po mieście w samych majtkach przykryci zw
                    > iewnymi przezroczystymi pelerynkami, namiętnie eksponować gołe torsy i ponętne
                    > usta. big_grin

                    Przecież to już się dzieje. Wygóglij sobie Michała Szpaka. Jest też model(???) reklamujący damskie biustonosze. I jeszcze wielu innych.
                    Wcale mi się to nie podoba. Kobieta powinna być kobietą, a mężczyzna mężczyzną. Ale co zrobić? Zmiany... Kijem rzeki nie zawrócimy.
                • endrju579 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 14.02.12, 16:01
                  kami_hope napisała:

                  > Nie rozumiem na co komu kultywowanie teorii-trupów? To wbrew naturze Kasper!


                  Równie dobrze można zapytać na co komu zamiłowanie do Antyku.
                  Nie zgadzam się z tradycjonalistycznymi poglądami Kaspra, ale cenię go za wysoką kulturę przekazu i jego konsekwencję.
                  Za to panie, które w tym wątku krzyczą o wolności obyczajowej za chwilę znowu zmienią front - jak tylko o napisze jakaś kobieta od której odszedł mąż, to wtedy raptownie okaże się że pan nie powinien był odejść, a skoro odszedł, to powinien ponieść konsekwencje (w postaci alimentów na nią naprzykład).
                • kasper254 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 15.02.12, 11:01
                  U mnie, kami, faktycznie nie zmienia się pogląd na podstawowe kategorie moralne. Zbytnio jednak ulegasz modziewybrażanych zmian. Człowiek na przestrzeni tysięcy lat dokonał znikomej ewolucji. Ten, który patrzył w niebo i bał się ognia i piorunów, był podobny nam: myślący, czujący, zagubiony. Dla niego, podobnie jak i dla dzisiejszego przeciętnego współczesnego człowieka, rodzina była wszystkim. Ratował ją wszelkimi siłami, a głównie bronił potomstwa. W odróżnieniu od tych fanów nowych teorii egocentrycznych. A co to są "teorie-trupy"? Myślisz o Sokratesie, Hobbesie, Kancie, Rousseau?
                  • garibaldia Re: Naruszenie prawa do prywatności. 16.02.12, 00:43
                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,133192564,133204159,Re_O_przemocy_w_rodzinie_mojej.html
                    Kacper, ale o jakiej y rodzinie mówisz i jakich dzieciach? Bo chyba nie takich w/w modeli?których przecież mnóstwo wokolo w róznorakich konfiguracjach.
                    Czy nie jest tak że to rodzina się kojarzy z ostatnim bastionem gdzie bezkarnie można używać przemocy? czy TAKA rodzina lub raczej małżeństwo (bo dzieci przynależności do danej rodziny nie wybierają) jest warte utrzymania razem za wszelką cenę.. "Stare" teorie egocentryczne gdzie "rodzina" to obszar gdzie są władcy i poddani, własciciele i niewolnicy.
                    W takim schemacie rodziną się jest tylko z racji zapisu genetycznego. Bo dzieci uciekają z domu "byle dalej" a brat z siostrą mieszkając za płotem nie odzywają się do siebie piętnasty rok. "Rodzina" gdzie każdego obcego się lepiej traktuje, lub od niego dostaje lepsze traktowanie, nie niesie w sobie żadnego pozytywnego wydźwięku.
                    Choć piękna jest przynależność do wielkiego rodu, świadomość korzeni i gałęzi w różnych częsciach świata . Fasada piękna lecz "syf" niektórych pojedynczych małżeństw robiących sobie i dzieciom zbrodnię na emocjach odziera ze złudzeń świadomych tego. Bo fasada może być piękna także miłością w pojedynczych mieszkaniach, nie tylko maską zakładaną do wyjścia na zewnątrz.
                    • kami_hope Re: Naruszenie prawa do prywatności. 16.02.12, 21:09
                      Jestem z doskoku, więc przepraszam, że się nie odniosę w pełni.
                      Garibaldia, oddałaś sens mojej myśli. Bo właśnie to, uważam za archaiczne, niecywilizowane i wręcz złe – trwanie przy strukturach rodzinnych dla samego trwania. Gdzie nie przykłada się wagi do jakości życia i szczęścia, a jedynie do trwania. Bo to trwanie ma na celu głównie, by utrzymać się i przetrwać w „wrogim świecie”. Gdzie wojna, głód, kumoterstwo, itd. Gdzie jednostka bez oparcia klanu nie miałaby siły przebicia lub choćby przetrwania. Struktura rodzinna, która daje złudne poczucie bezpieczeństwa, bo tak w rzeczywistości staje się więzieniem.
                      Współczesność jest bardziej otwarta na jednostkę. Każde indywidualne życie ma wartość (niezależnie od tego skąd pochodzi, od wyznawanej religii, stanu posiadania, jakiej jest orientacji seksualnej, itd.). Dzisiaj wstydem jest patrzenie na człowieka stereotypowo. I dobrze… Ja opowiadam się za rozwojem, za kultywowaniem życia, a przede wszystkim za jak najlepszą jakością tego życia. Po to by ludzie mogli być szczęśliwi, zdrowi i mogli w pełni przeżywać radość życia. Ideał? No tak… ale do tego dążę. I sama widzę jak z każdym rokiem, z każdym moim wysiłkiem, moje życie jest coraz lepsze, coraz więcej w nim szczęścia, coraz więcej dobrych życzliwych ludzi, zaś mniej tych toksycznych, chorych i na różne sposoby zaburzonych. Przedziwne, jak nasz obraz wewnętrzny (mikrokosmos), ma przełożenie na obraz zewnętrzny (makrokosmos). Jak wewnętrzna przemiana, prowadzi do szczęśliwych „zbiegów okoliczności” i do poprawienia jakości życia.
                      Jestem przekonana, że świat zmienia się od samego siebie . A taka zmiana, powinna zacząć się od rozprawienia się z własną ciemną stroną, wydobycia jej na światło dzienne, by potem ją oswoić, zharmonizować… oczyścić się wewnętrznie.
                      Niektóre teorie, jak np. kultywowanie „rodziny” (w jej archaicznym rozumieniu) nie przystaje do rozwoju cywilizacyjnego. Ludzka psychika jak wszystko inne również ewoluuje… I człowiek współczesny już nie godzi się na zło w imię czegoś tam. Dobro – ogólnie pojęte – jest priorytetem, a wszystko inne powinno służyć temu do jego rozwoju, a nie odwrotnie.
                      • zmeczona100 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 16.02.12, 21:31
                        Otóż to, kami!
                        Lubię to smile
                      • mola1971 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 16.02.12, 21:52
                        Zgadzam się z tym, co Kami napisałaś. Od siebie dodam tylko tyle, że wg mnie rodzina nadal jest ważna, nadal ma dla człowieka ogromne znaczenie. Tyle, że zmienił się model rodziny. Rodzina to już niekoniecznie mama, tata i dzieci (tudzież dziadkowie, ciotki, wujkowie etc.). Rodzina to po prostu ludzie bliscy, ludzie, których kochamy. Więzy krwi nie mają już takiego jak kiedyś znaczenia, podobnie instytucja małżeństwa.
                        • argentusa Re: Naruszenie prawa do prywatności. 17.02.12, 15:04
                          Cytuję w całości Molkę.
                          też tak uważam.
                          Zwłaszcza w wielości wariantów rodziny.
                          I moja rodzina jest pełna. Miłości i wsparcia. Mimo, że do mężczyzny zamieszkujacego z nami moje dzieciaki nie mówią tato, a do kobiety mieszkającej z ich ojcem nie mówią mamo.
                          Za to mają dodatkowe 2 osoby, którym na nich zalezy.
                          Ar.
                      • kasper254 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 17.02.12, 10:32
                        Ależ nie masz za co przepraszać, Kami, że nie odniesiesz się w pełni. Choćbyś pisała rok bez przerwy to i tak nie odniosłabyś się do niej. Jej nie ma.
                        Garibaldia oddała sens Twojej myśli. ..No, cóż, jeśli widok pojedyńczego drzewa oddaje sens lasu, to nie ma o czym mówić.
                        Skąd ta niezłomna wiara w prawdę, iż trwanie jest jedynym celem rodziny? I skąd ta prawda?
                        Współczesność, Kami, okaleczyła człowieka. Jest figurką w markecie, której cząstki można dowolnie dopasować, ukształtować, zmienić itd. Brak granic między "sacrum" i "profanum" jest przekleństwem jednostki, okrywa go mgłą.
                        Już Ci to pisałem, że ludzka psychika nie drgnęła nawet o milimetry w przeciągu setek tysięcy lat: jest tak samo okrutny, bezradny, słaby, jak wówczas, gdy koczował pod gwiażdżistym niebem. Być może jednak - wówczas miał wewnątrz prawo moralne, jak mówił Kant. Nie wiem.
                        I mylisz się w kwestiach ocen normatywów moralnych. Nie ma dobra ogólnie pojętego. To tak, jak gdyby się powiedziało, że kamień jest moralny. Jest tylko dobro pojedyńczego człowieka. Reasumując, człowiek wyzuty z rodziny - tego kręgu, który daje bezpieczeństwo, sens, wartość - jest rzucony na pastwę nieznanych sił "społecznych" społeczeństwa, które niszczą.
                        I ostatnie - aby orzec, że nowe struktury a la rodzinne spełnią swą funkcję, związaną a akceptacją jednostki , a głównie bezpieczeństwem, trzeba setek lat. Ty, widzę, już wybiegłaś naprzód, stąt ten upajający obraz: "szczęście", "rozwój", "radość" itd. O, piękna młodości.
                        • kami_hope Re: Naruszenie prawa do prywatności. 18.02.12, 01:08
                          Na czym polega to okaleczenie człowieka, Kasper?
                          Sacrum i profanum są sztucznymi wymysłami, na użytek władzy i różnych rodzajów instytucji, które to roszczą sobie prawo do decydowania o tym jak człowiek powinien żyć, co dobre, a co złe. Często wypowiadając się w imieniu boga, a co najgorsze, w jego imieniu osądzając i karząc.
                          Zaś rozróżnienie dobra od zła jest zupełnie proste. Wszystko co przynosi człowiekowi szczęście jest dobre, to co jest krzywdzące – jest złe. Napisano w Piśmie, że „po owocach ich poznacie”. I jeśli widzę człowieka, który emanuje złą energią, tj. wytwarza wokół siebie napięcie lub sam w sobie jest napięty, to wiem, że popełnił gdzieś błąd, lub żyje w środowisku które rzuca cień na jego stan ducha. I taki stan mroku – że tak to ujmę – nie ma nic wspólnego z moralnością/niemoralnością, itp. Nawet jeśli to (jego) środowisko daje pewnego rodzaju bezpieczeństwo, to jednak ma destrukcyjny wpływ. Takie stany umysłu, rodzą złe myśli, które zaś mają przełożenie na relacje z innymi ludźmi. I to właśnie TO, co czytam w Twoim poście. Lęk egzystencjalny! Lęk przed „wrogim” społeczeństwem. Lęk przed złem czyhającym gdzieś za rogiem.
                          Więc ja Tobie mówię Kasper, że to są tylko złudzenia (te wszechobecne zagrożenia). Te lęki, to właśnie ciemne obszary naszego ducha, z którymi nie chcemy się zmierzyć, a jedynie zabezpieczamy się od zewnątrz. Tworzymy rodzinę jako strukturę, taki mur, który odgradza nas od świata. Poszukujemy partnera idealnego, który ma nas obdarzyć miłością, któremu będziemy mogli w pełni zaufać, itd… Wierzymy, że istnieje jakaś zasada, system, cokolwiek, co da nam poczucie bezpieczeństwa. Bo tak bardzo się boimy! A prawda jest taka, że nie istnieje NIC (nic z zewnątrz), co mogłoby uwolnić nas z tego lęku. Zawsze będziemy chcieli więcej i kolejnych gwarancji bezpieczeństwa. Okopujemy się co raz bardziej i co raz dalej nam do szczęścia. Nie istnieje nic, co byłoby gwarantem bezpieczeństwa, ani dla nas samych, ani dla naszych dzieci. Życie w ogóle jest niepewne. Jedyne, na co mamy największy wpływ, to na samych siebie. I w taki sposób, jaki siebie ukształtujemy, taką wytworzymy emanację. I ludzi podobnych sobie będziemy przyciągać.
                          Jeśli pragniemy miłości i bezpieczeństwa, musimy najpierw poczuć się bezpiecznie jako jednostka, świadoma własnego istnienia, własnej mocy życia, musimy najpierw pokochać samego siebie. Wtedy dopiero odczujemy, czym miłość jest i wtedy będziemy mogli ją dzielić… i ta energia do nas wróci. Bo najnormalniej w świecie ludzie będą chcieli z nami być. Będą czuli się szczęśliwi przebywając w naszym towarzystwie.
                          I tu nie ma żadnej wielkiej filozofii, sekretów, sacrum, profanum, żadnego intelektualizowania! Ot, prosta energia miłości łącząca ludzi.
                          Jeśli nie wytwarzasz energii miłości, to żadna struktura nie zapewni Ci poczucia bezpieczeństwa ani szczęścia, ani czegokolwiek. Jedynie złudzenia.
                          Ale każdy wybiera sam. Ty Kasper chcesz się ubrać w filozoficzny gorset lub inne złudne gwaranty, Twoja wola. Ja wybieram prostolinijną czystość, radość, otwartość i miłość. Wybieram, kochać bo CHCĘ, a nie bo MUSZĘ. . I takie relacje chcę z ludźmi mieć, oparte na wyborze, a nie przymusie. Na nic mi czyjeś zobowiązanie, jeśli byłoby okupione nieszczęściem, przymusem, itp.
                          Trzeba wybierać tych, którzy nas chcą, bo nie należy mylić miłości z niewolnictwem serca.

                          I tak, nie uda mi się wyrazić słowami w pełni tego co mi się myśli. A tym bardziej trudno mi będzie dotrzeć do osób o dalece odmiennej świadomości. Ja zresztą nie nalegam aby kogokolwiek przekonywać. Każdy ma swoje życie, i tak jak o nie zadba, takie przyniesie mu owoce.
                          Ja życzę Tobie Kasper szczęścia!!
                          Ja myślę że tak naprawdę, to Ty bardzo pragniesz być szczęśliwy i tęsknisz za przeżywaniem wewnętrznej wolności. Tylko, że chyba boisz się otworzyć na świat i przyjąć to, co ma do zaoferowania. Może stoisz w obronie przegranych spraw, nie dlatego, że jesteś przekonany co do ich słuszności lecz jedynie dlatego, że je dobrze znasz, związałeś się z nimi i wolisz „klepać starą biedę” mimo, że już dawno otworzyły się przed Tobą nowe możliwości. Nie chcesz przyznać się (przed samym sobą), że ten stary świat już nie ma racji bytu, bo musiałbyś wtedy zacząć ŻYĆ, otworzyć się na nowy (nieznany Tobie!) świat, bałbyś się w nim zgubić. A tak, to masz rzeczy powtarzalnie znane, nic to, że już nieaktualne i wiadomo, że błędne, ale mimo wszystko dają poczucie kontroli.


                          • kasper254 Re: Naruszenie prawa do prywatności. 18.02.12, 20:32
                            1.Tak ładnie i z sensem napisałaś, Kami, że trudno ci nie odpowiedzieć. Jednak tylko parę lużnych uwag.
                            Okaleczenie współczesnego człowieka polega na tym, że więzi rodzinne zostały zastąpione innymi; o charakterze majątkowym, gospodarczym, użytkowym: jesteś moim bliskim, dopóki możesz być użyteczny. Po drugie: jest samotny, a największe zagrożenie płynie od najbliższych.
                            Mylisz się co do sensu "sacrum" i "profanum" i patrzysz na te instytucje instrumentalnie. Ciekawy jestem, jaka to energia miłości łączy ludzi np. Francji, Niemiec, USA? Są wręcz wyzuci z miłości, żyjąc w świecie, w którym forma zastąpiła materię. My dostajemy się w ten sam krąg.
                            Tylko w sekcie można demonizować upiory i zaklinać dobre duchy, W życiu doświadczenia setek pokoleń tworzą instytucje. Ty chciałabyś je tworzyć mocą tylko demiurgiczną, jednym posunięciem, samorodnym aktem, przemianą swojej natury.
                            Na ewolucję światów patrzysz nadto rewolucyjnie: nie ma racji bytu "nowy świat", zbudowany od dymu z komina. Nie ma w ogole czegoś takiego, jak "nowy świat" w odniesieniu do ludzkich instytucji, jak np. rodzina. Tworzy się inne. Po prostu inne. Człowiek zniewolony, szarpiąc się chaotycznie, nie radzi sobie z własnym życiem. Będąc asortymentem, utowarawia innych. Skąd więc u niego wybór miłości? Lalka na wystawie może tylko prezentować swoje wdzięki.
                            • kami_hope Re: Naruszenie prawa do prywatności. 19.02.12, 19:09
                              Lubię czytać Twoje posty Kasper. Często nie podzielam Twoich poglądów, ale na pewno szanuję.
                              „Energia miłości” – tak poetycko sobie to nazwałam – nie jest własnością jakiegoś kraju, rasy, społeczności, i in. To taka trudna w nazwaniu pra-energia życia, którą trudno zobaczyć, a jedynie można odczuć. I mimo, że nie da się ją uchwycić, to wiemy, że jest.
                              To, coś takiego, co odpowiednio pielęgnowane, prowadzi do ludzkiego szczęścia. Wyraża się w obszarze myśli (poprzez dbałość o czystość myśli i uczuć) oraz materii, która jest dziełem naszych działań.
                              „Nowy świat” - to pokolenia przyszłości, będą konsekwencją tego, co my-dzisiejsi damy im w posagu. Przyszły model rodziny i tak będzie się różnił od tego, który mamy dzisiaj. Bo dzisiaj – mogłabym rzec – żyjemy w „pokoleniu przejściowym”. Zostaliśmy wychowani w określonych systemach, w których to zaczęliśmy się dusić i dostrzegliśmy wady. Zaczęliśmy sprzeciwiać się skostniałym wzorcom postępowania. Chcemy żyć inaczej, lepiej, szczęśliwsi, zdrowsi… Tyle, że wchodzimy na nowe tereny, jeszcze nie sprawdzone, robimy to po omacku. I owszem, nie zawsze są to próby, które przynoszą sukcesy. Tylko, że nie ma innej drogi rozwoju. Ona prowadzi również przez błędy i z tego trzeba sobie zdawać sprawę. Ale to „cena”, którą trzeba zapłacić, bo bez niej ciągle będziemy tkwili w starych strukturach, które szczęścia współczesnemu człowiekowi już nie dają.
                              Zmieniają się warunki ekonomiczne, nowe odkrycia naukowe obalają mity, mamy szerszy dostęp do wiedzy – tym samym MY się zmieniamy, a skoro i my się zmieniamy, to i związki jakie tworzymy z ludźmi też mają inną jakość. To nie jest rewolucja. To naturalny proces ewolucyjny. Ewolucja, w której jedno jest niezmienne: energia miłości = energia życia. Ta siła nas prowadzi… Zobacz, nawet w tak zwyczajnej (niezwyczajnej wink ) sytuacji, kiedy czujemy się zakochani, kiedy mówimy „kocham”, to mamy taką moc, że góry moglibyśmy przenosić. Wtedy i piękniej wyglądamy i zdrowiej się czujemy, i z większą łatwością pokonujemy trudy codzienności, a w końcu odnosimy sukcesy.
                              Kasper, to miłość nas nakręca, a nie zabezpieczająca umowa (jakkolwiek demiurgicznie to brzmi – tak myślę suspicious ).
                      • jasamale Re: Naruszenie prawa do prywatności. 18.02.12, 00:11
                        Ciekawe jak będzie wyglądał świat za 100, 200, 500 lat Kami w tym rozwoju cywilizacyjnym? smile
                        Kto będzie wychowywał wtedy młode pokolenie???
                        A może już rodzice nie będą potrzebni, bo dzieci będą z probówki, a seks będzie skierowany na przyjemność tylko, postęp cywilizacyjny smile

                        Myślę że powinniśmy kultywować naszą tradycję, wiarę, zasady które zostały nam przekazane przez poprzednie pokolenia, zachować wszystko to co pozytywne.
                        A z tego postępu cywilizacyjnego powinniśmy także wybrać to co pozytywne, służące rozwojowi człowieka, i co nie jest w sprzeczności z wartościami które służyły nam od wieków.
                        • kami_hope Re: Naruszenie prawa do prywatności. 18.02.12, 01:25
                          Nie jestem prorokiem. Ale myślę, że ludzkość będzie trwała nadal. Wierzę również, że kolejnym pokoleniom będzie żyło się lepiej niż nam dzisiaj. Oczywiście, ludzie będą mieli swoje problemy i raju na ziemi nie będzie. Będą nowe szczepy bakterii i inne odmiany wirusów, podczas gdy już dawno nauka poradzi sobie z nowotworami i AIDS. Będą zmieniać się warunki klimatyczne, a inżynierowie będą starali się znaleźć kolejne rozwiązania aby ułatwić człowiekowi życie. Nie zmieni się jedno – jak sądzę – życie wciąż będzie chciało powstawać z energii miłości, i jeśli nawet nauka będzie wspierać powstawanie życia, to jego jakość i rozwój, będzie zależało od energii miłości właśnie! (jak mi się ładnie napisało wink )
          • jasamale Re: Naruszenie prawa do prywatności. 14.02.12, 00:33
            Czytam z zainteresowaniem smile
      • jasamale Re: Naruszenie prawa do prywatności. 13.02.12, 12:30
        Nie przeczytałaś dokładnie, tam wyraźnie jest napisane że dane są zmienione.
        • kami_hope Re: Naruszenie prawa do prywatności. 14.02.12, 14:36
          A jeśli tak, to zmienia postać rzeczy. Zwracam honor więc.

          Co nie znaczy jednocześnie, że podzielam Twoje poglądy tongue_out
    • altz Tabletka odczulająca potrzebna od zaraz 13.02.12, 10:38
      Myślę, że wszystko przez ten brak pastylki szczęścia.
      Miłość to często chore i nierokujące uzależnienie.
      Za 20 lat ludzie będą się z tego śmiali.
      Córka się zakochała w nieodpowiednim partnerze? Pastylka i po kłopocie!
      Ktoś musi wyjechać za granicę, ale emocje z rodziną nie pozwalają mu się rozwijać? Pastylka i po sprawie!
      A po rozwodzie jeden z rodziców dostanie opiekę nad dzieckiem, a drugi dostanie obowiązkową serię środków odczulających i będzie spokojniej.
      Zbyt emocjonalnie podchodząca do dzieci matka? Malutka pastylka!
      Ktoś ma opory, żeby oddać starych rodziców na kompost? Duża dawka i po sprawie!

      Jasamale, mleko się wylało. Kobieta nie chce z Tobą być, to daj jej spokój. Może włączyły jej się hormony, może naoglądała seriali, a życie okazało się inne? Może oboje namieszaliście trochę albo mieliście zupełnie inną wizję związku? Już się tego nie dowiesz.
      Nie warto chodzić po ludziach i opowiadać, jaki jesteś dobry, a żona zła, ludzie Cię w końcu za to znienawidzą. Zajmij się dzieckiem, bądź zawsze dla dziecka, postaraj się o miejsce dla dziecka w swoim domu. Wszyscy cierpią w takiej sytuacji, pewno żona też cierpi. Nie mów o niej źle, choćbyś miał powody. Nie dawaj jej powodów do utwierdzania się i mówienia: "Wariat, miałam jednak rację!". Przekreślasz w ten sposób możliwość powrotu do siebie. Może dojrzejecie, może będziecie chcieli do siebie wrócić? Może już nie będziesz chciał, a ona będzie chciała? Nie wiesz tego.

      Jak to mówią: baba z wozu, koniom lżej! Możesz być jeszcze szczęśliwy, jak się ze wszystkim uporasz. Czego całej waszej trójce życzę!
      • jasamale Re: Tabletka odczulająca potrzebna od zaraz 20.02.12, 01:58
        Altz ja jej już dałem spokój, nie chcę mieć z nią nic wspólnego już, nie bardzo wyobrażam sobie żebyśmy byli razem, to co przez tyle lat byłem nie do życia a nagle znów stałbym się odpowiedzialny i do życia???? Jak miałoby wyglądać to nasze wspólne życie??? Jako mąż i żona znowu? Nie znasz szczegółów jeszcze, niektóre szczegóły pominąłem tam na blogu, wstyd mi po prostu.
        Nie twierdzę że jest mi całkiem obojętne co się z nią stanie, życzę jej żeby była szczęśliwa mimo wszystko. Taką drogę sobie wybrała nie mogę jej na siłę ciągnąć za sobą, szczęść jej Boże.
        Ale dziecka nie mogę zostawić, nie zażyłem pastylki jeszcze. I nie chciałbym zażyć.
        Skupiam się na nim Altz.
        I jeśli by tylko dziecko wróciło do mnie, to zniknę z jej życia, nie będzie musiała mnie oglądać. Robię co mogę żeby przynajmniej mieć z dzieckiem kontakt taki jak jeszcze pół roku temu.

        • argentusa Re: Tabletka odczulająca potrzebna od zaraz 20.02.12, 08:54
          Jasamale,
          myślę, że to o czym piszesz jest po prsotu nierealne.
          Nie znikniesz ż zycia eks, bo WASZA wspólna córa jest mała. I potrzebuje kontaktu z obydwojgiem rodziców. Zatem, nawet jeśli dostaniesz opiekę nad dzieckiem to i tak będziesz musiał się kontaktowac z jej mamą, choćby dlatego, żeby ustalić spotkania ich obu.
          To utopia -myslenie, że jak mała będzie z Toba to eks zniknie z Twojego życia a Ty z jej.
          Ar.
          • jasamale Re: Tabletka odczulająca potrzebna od zaraz 20.02.12, 21:48
            Ar,
            na pewno nie wyjadę z dzieckiem nigdy za morza ani w dalekie krainy, przypuszczalnie dalej bym był w okolicy w której mieszkam teraz.
            Ale nie przychodził bym do jej domu, nie narzucał jej się, nie musiała by mnie oglądać tak jak teraz gdy przychodzę do dziecka (na początku po rozwodzie powiedziała że w ogóle mnie nie chce widzieć, ale widocznie rodzice albo ktoś inny uświadomił jej że mam prawo widywać się z dzieckiem, postraszyłem też sądem i ustąpiła).
            Nie musiała by się denerwować gdy przyjdę, u siebie czuje się bardzo pewnie, i jak nieraz przyjdę do dziecka, to drze się na mnie, jej rodzice to nawet do bitki skaczą czasami, i to wszystko przy dziecku.
            A gdy mnie nie ma to podobno pani eks nie denerwuje się, jest spokojną normalną kobietą i kochającą matką.
            Wygląda więc na to że moja obecność tak ją wzburza, więc między innymi chciałbym to zmienić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka