Dodaj do ulubionych

Mama - czy zawsze wie, co robi???????

09.04.12, 12:05
Mama to pierwsze słowo które wymawia dziecko. Mama to dla malutkiego dziecka ktoś kto towarzyszy od początku kiedy otworzyło oczki, stale obecna, dziecko wodzi za nią oczami. Tato jest jakby gdzieś na dalszym planie, chociaż jeśli będzie tak samo często z dzieckiem jak mama to dziecko też się przywiąże.
Dziecko jest ufne i wierzy we wszystko co powie mama. I jeśli tylko nauczy się mówić i cokolwiek rozumieć o wszystko pyta mamę.
Jakże więc mamie nie wierzyć w to co mówi. Mama to wyrocznia, ktoś kto wszystko wie.
Na słowie mamy cały świat się opiera, to więź emocjonalna którą dobry Bóg stworzył między matką i dzieckiem, i której rozerwanie grozi destrukcją zupełnym rozbiciem obojga, tak dziecka jak i matki.
Jaka więc wielka odpowiedzialność ciąży na matce za dziecko. Za dziecko które jej ufa bezgranicznie, które pójdzie wszędzie gdzie mama każe, i zrobi wszystko co mama powie.
Z wiekiem pojawia się, kształtuje się własne zdanie, ale to zdanie własne niby też kształtuje się w oparciu o zdanie mamy między innymi, i to zdanie mamy ma ogromny i podstawowy wpływ na zdanie własne dziecka.
Jeśli mama akceptuje tatę, jest miłość, mama i tato są razem, uzupełniają się, to dziecko wzrasta w takiej rodzinie, rozwija się, prawidłowo kształtuje się jego osobowość, jego zdanie o otaczającej dziecko rzeczywistości przekazywane zgodnie przez mamę i tatę, nie negowane się wzajemnie.

Dziecko wierzy we wszystko co powie matka, i pójdzie za nią wszędzie.
Ale co się dzieje gdy mama kłamie??? Gdy mama pobudzona własnym egoizmem, wmawia dziecku że tylko ona jest dla dziecka dobra, tylko ona go kocha, tylko ona wie co robi, tylko ona ma rację.
Co się dzieje gdy ciągnie dziecko w złą stronę?
Gdy tworzy w dziecku taki sam egoizm jaki w niej siedzi?
Gdy dziecku przedstawia ojca w jak najgorszym świetle, że tato jest taki, śmaki, owaki. Że tato jej nie kocha itp.
Wspierana przez dziadzia i babcię.
Dziecko w to wszystko uwierzy.
Bo jak mamie nie wierzyć???????????
Przecież mama ją kocha.

Czy należy zgadzać się na to wszystko, być biernym???
Czy przemilczeć w imię dobrych chęci (nie pogarszając i tak już złej sytuacji między tatą a dzieckiem) bo jeśli tato zacznie się buntować to rozpocznie się jeszcze większa nagonka.
Obserwuj wątek
    • lampka_witoszowska Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 12:21
      zależy, co chesz osiągnąć

      jeśli nei piszesz o konkretnych zachowaniach, tylko o własnym, subiektywnym odbiorze sytuacji, to nei wiem, czy jest na to rada - zwykle bardzo się przywiązujemy do naszego odbioru i jest on jedynym słusznym, każda inna możliwość jest niemożliwa

      jeśli pytasz, czy mama zawsze wie, co robi - powinna zawsze wiedzieć, co robi jak każdy dorosły człowiek, ale jak i każdy dorosły człowiek miewa chwile zwątpienia, niewiedzy i przerażenia, czasem działa pod wpływem impulsu, robi rzeczy głupie - ale czy metodycznie i w zaplanowany sposób robi dziecku specjalnie krzywdę, nie wiem, takiego przypadku nie znam

      jeśli pytasz, czy podjąć walkę z matką, bo nei podoba Ci się to, co matka robi - to pewnie nie zajmiesz się swoją chęcią walki tylko powojujesz i wcale do tego nei potrzebujesz zachęty
      • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 18:39
        Co chcę osiągnąć?
        Chciałbym mieć kontakt z dzieckiem taki jak miałem jeszcze pół roku temu.
        Chciałbym wziąć malotkę na spacer, na lody, na plac zabaw, i żeby zobaczyła drugą babcię, bo dotąd zna tylko jedną, i to jest podobno najlepsza babcia na świecie.
        Dotąd nie mogłem jej nawet z płot zabrać, bo podobno jestem nieodpowiedzialny.
    • altz Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 12:24
      Tyle stereotypów w jednym tekście, zasługuje na jakąś nagrodę. big_grin

      Począwszy od pierwszego słowa, różne są pierwsze słowa dzieci. Żadne moje dziecko nie powiedziało jako pierwsze "mama", wśród znajomych też było ciekawie i zdarzało się, że matki miały o to pretensje.
      Tato może być na drugim planie, ale nie musi. Znam takie sytuacje, gdy mama jest na drugim planie, ale muszę przyznać, że w patologicznych rodzinach matki bywają lepsze od ojców.
      Dziecko wierzy w to, co powiedzą rodzice, nie tylko matce.
      Odpowiedzialność leży po obu stronach, w każdym razie powinna.
      i tak dalej.
      Szkoda pisać, bo nawet nie wiem, w jakim celu powstał ten tekst.

      • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 18:33
        Tak napisałem o mamie żeby podkreślić rolę matki, to nie reguła że zawsze pierwsza jest mama oczywiście.

        Oczywiście że odpowiedzialność leży po obu stronach.
        Ale co się dzieje gdy jedna strona mówi o sobie że jest jak najbardziej odpowiedzialna a zachowuje się tak jak opisałem pogrubioną czcionką?? Co wtedy?????
        • altz Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 19:28
          jasamale napisał:

          > Ale co się dzieje gdy jedna strona mówi o sobie że jest jak najbardziej odpowie
          > dzialna a zachowuje się tak jak opisałem pogrubioną czcionką?? Co wtedy?????
          Większość dzieci ma swój rozum i się w końcu połapie.
          Części się to spodoba i takie dzieci trzeba spisać na straty, jak to w przyrodzie, nie wszystko się udaje.
          • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 21:33
            Przyroda czasem bywa brutalna, tam często wygrywa kto silniejszy.
            Czy między ludźmi też tak ma być?????
            To może się polać krew. Pozabijamy się nawzajem.

            Nie jestem aż tak agresywny.
            Ale nie potrafię spisać na straty kogoś kogo kocham.
    • katja75live Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 12:30
      Po pierwsze w jakim wieku jest dziecko. Jezeli ma 2-3 latka to zgoda, takiemu da sie wiele wmowic, ale juz od 4-5 lat dziecko ma wlasne ocy i uszy i wykryje kazde matactwo. Takie nastawianie dziecka przeciwko drugiemu rodzicowi zawsze, powtarzam zawsze konczy sie zle, dla rodzica ktory to probuje. Nawet jezeli zale matki sa uzasadnione, to mowienie o tym dziecku zle sie skonczy. Taki maly czlowiek jak wyrosnie odwroci sie w strone drugiego rodzica i pozostanie w nim zal do tego, ktory go wychowywal.
      Co robic- na pewno nie isc na wojne z matka, nie dolewac oliwy do ognia (to juz wystarcajaco trudna sytuacja), robic swoje (w miare mozliwosci), jak sie nie da to chocia pisac listy i w zadnym wypadku nie oczerniac matki.
      • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 18:28
        Niestety kiedy jest starsze dziecko też się da zmanipulować. Właśnie kiedy jest młodsze 2-3 latka to jest trudniej go nastawić anty bo dziecko czuje że ten ktoś z kim się spotyka (przeważnie tato) jest miły, też się fajnie z nim bawi, przynosi zabawki, więc trudno byłoby dziecku wmówić że jest inaczej. No chyba że ten ktoś sam się o to prosi i dziecko stresuje czy nawet bije. Taki ktoś w jak najmniejszym nawet dziecku budzi anty uczucia.

        Jeśli chodzi o mnie to dziecko ma 6,5 roku i do tego czasu miałem z nim wspaniały kontakt.
        Przychodziłem (mieszka z mamą i jej rodzicami) i bawiliśmy się w różne zabawy, i chociaż krzyczeli na mnie, nawet do bitki skakali przy dziecku, wymyślali różne rzeczy na mnie, i mówili dziecku to widocznie nie tak intensywnie i skutecznie bo dziecko chciało żebym przyjeżdżał, i jak czasem nie dałem rady przyjechać, to nawet miała pretensje że czekała a ja nie przyjechałem.
        Od pół roku to się zmieniło o 180 stopni, tak z tygodnia na tydzień prawie, w przeciągu miesiąca, dziecko przestało się odzywać do mnie, a gdy raz przyszedłem to usłyszałem że nie chce żebym przyjeżdżał, i usłyszałem: OCZEPISZ SIE O MNIE CZY NIE!!!!?

        Nie chcę iść na wojne z matką, nie myślę jej oczerniać, ani mówić złych rzeczy dziecku o mamie. Chociaż swoje zdanie o niej mam, zawsze dziecku mówiłem o mamie dobrze i mówiłem że mama ją kocha.
        Ale nie chciał bym stracić kontaktu z dzieckiem.
        Teraz gdy przychodzę to bawi się z mamą i kuzynkami a mnie traktuje jak powietrze, nie mówi nic do mnie, chociaż zerka na mnie co chwila. Jeśli dłużej taka sytuacja będzie to mogę całkowicie stracić z nią kontakt.

        Zgłosiłem sprawę do sądu ale sąd się nie śpieszy, wysłał kuratora do mamy dwa razy nawet, mama, dziadzio i babcia przedstawili odpowiednio sprawę, że tato się nie interesuje, różnych głupot naopowiadali, dziecko też powiedziało że nie chce widzieć taty, i sąd dał temu wiarę.
        A ja mam nagrania jak jeszcze pół roku temu bawimy się w najlepsze.
        Czepiam się wszystkich urzędów, mediatora sądowego, zastanawiam się nad prokuraturą (adwokat powiedział że trzeba by na to jakis paragraf znaleźć bo inaczej prokuratura nie będzie chciała się tym zająć)
        Uruchomiłem bloga, piszę tam wszystko mniej więcej na bieżąco i co wydarzyło się wcześniej (oni bardzo boją się opini publicznej, więc może tą drogą coś wskóram i nie będą przestawiać dziecka)
        Sam nie wiem za co się złapać.

        Dlatego zadałem to pytanie, biorę każde zdanie pod uwagę i wszystko rozważę.
    • magda_nr_34 Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 19:27
      przykre kiedy w wojnie między dorosłymi cierpi dziecko, które siłą rzeczy nastawiane przez jedną stronę bądż co bądź boi się okazać drugiemu rodzicowi że może tak nie myśli. starsze dzieci same rozumieją i widzą i mają już swoje zdanie. Ja n a początku wojny z esksem w rozmowach często bardzo niepochlebnie wyrażałam się o jego matce, komentowałam jaką jest beznadziejna w moim odczuciu babcią, nie komentowałam tego do dzieci ale w lużnych rozmowach z siostrą i co? Moje dzieci nie chciały ani iść do babci, ani żeby ona przyszła do nich, swój błąd próbuję naprawić bo nie miałam i nie mam prawa dyktować dzieciom kogo i za co mają kochać, lubić. Wytrwale musisz być przy dziecku, będzie widziało prędzej czy później, że nie jest tak, jak mama, babcia i dziadek mówią. 6 latek to już duże dziecko (ale też łatwo takiemu dziecku wbić poczucie krzywdy jakie mama doświadcza).
      Pzdr.Inna
      • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 21:25
        Widzisz Ty zrozumiałaś po czasie swój błąd, starasz się go naprawić.
        Nie wszyscy jednak tak mają, nie wszystkich stać na to żeby się przyznać, i tym bardziej starać się naprawić.

        Przyjeżdżam dalej tak jak przyjeżdżałem, choć już nie 2 razy w tygodniu a raz, ograniczyli mi, jeśli przyjadę w niedzielę to mnie już nie wpuszczą, bo byłem w sobotę.
        Jednak jestem traktowany jak powietrze.
        • inna_nowa_ja Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 09.04.12, 21:38
          smutne to o czym piszesz, ja po prostu wiem, że kiedyś moje dzieci same będą mogły ocenić sytuacje i relacje panujące w rodzinie, moja mama jest wściekła na mojego m za to, że skopał mi zycie i kiedyś zdarzało jej się oczerniać go i nazywać:drań, prostak, prymityw. Ja łatwego dzieciństwa nie miałam i powiedziałam mamie, że bez wzgledu na to jak bardzo ojciec pił, urządzał awantury jako dziecko bardzo go kochałam i bardzo przeżywałam wszystkie kłótnie. Dlatego nie uzurpuję sobie prawa żeby wmawiać dzieciom kto jaki jest. Teraz walczę, żeby mój prawie eks jak nie może przyjechać a obiecał to żeby chociaż sms-a wysłał, bo dzieci czekają, bo syn nie idzie do kolego bo tatuś przyjedzie.
          Może też Twojej żonie potrzeba czasu, ja nie od razu zrobiłam się taka mądra, wyrozumiała, nie ukrywam, że forum tez mi pomogło, bo w moich pierwszych postach wylewa się złość i jad w stosunku do rodziny m.
          Spróbuj też porozmawiać z żoną, że dziecko to nie karta przetargowa ani tarcza w którą można napieprzać ile wlezie.
          • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 10.04.12, 21:33
            Myślisz że nie próbowałem rozmawiać, i to nie raz, nic nie dociera.
            Ty przynajmniej zrozumiałaś po czasie.
            W moim przypadku na zrozumienie się nie zanosi, pomijając to że spakowała moja rzeczy i kazała się wynosić.
            Teraz wszystkim naokoło mówi że to ja ją zostawiłem.
            Trwa to tak już 6 lat, i na refleksję się nie zanosi.
    • zmeczona100 Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 10.04.12, 21:46
      Dla przypomnienia- poprzednie wątki tegoż jasamale:

      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,133248177,,Witamy_na_nowej_drodze_zycia_.html?s=0
      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,133249421,133249421,A_co_z_moim_tata_mamo_Inne_pokolenie_.html
      Żeby mieć szersze pojęcie, z kim "się gada".
      • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 11.04.12, 11:40
        Myślałem że coś konstruktywnego napisałaś, jakiś argument za albo przeciw chociaż.
        No ale cóż, dziękuję przynajmniej za reklamę smile
        Pozdrawiamsmile
    • fraaa widocznie sobie zasluzyles 11.04.12, 14:37
      na ta opinie

      pomimo pieknego epickiego postu nie uwieze ze matka dziala na szkode wlasnego dziecka celowo

      matka moze kochac glupio madrze ale celowo dziecka nie skrzywdzi predzej siebie a dziecko chroni tak jak umie i potrafi jezeli uzna ojca za zagrozenie to takze przed ojcem i nie ma zmiluj

      takze ja tego nie kupuje

      ale czytalo sie nawet dobrze

      • tom-74 Re: widocznie sobie zasluzyles 11.04.12, 14:49
        Matka nie działa celowo na szkodę dziecka. Ona ma dziecko w głębokim poważaniu. Traktuje je jako narzędzie do realizacji swoich celów. Może nieświadomie, a może z premedytacją. Jest więcej ojców w podobnej sytuacji. Niestety, ja też do tej grupy należę.
        Czy na to zasłużyłem?
        Nie sądzę.
        • jasamale Re: widocznie sobie zasluzyles 11.04.12, 23:15
          Nie wiem czy Ty zostawiłeś żonę czy żona Ciebie. Czy tobie się odechciało czy jej?
          Nie znam twojej historii ale Ci wierzę, skoro mówisz że nie zasłużyłeś na to.


          Myślę że moja pani eks nawet nie wie jaką krzywdę dziecku wyrządza.

          Gdyby więcej takich osób się znalazło, porzuconych, wyrzuconych ojców i matek, których partnerom/partnerkom znudziło się po prostu małżeństwo, i postanowili zostać singlami.
          Gdyby więcej takich osób się znalazło, można by utworzyć społeczność, grupę, a myślę że i ludzie dobrej woli których nie dotknął podobny przypadek też by się dołączyli.
          Można by występować przed sądami, tworzyć grupę nacisku żeby takie postępowanie nie uchodziło bezkarnie, żeby wiązało się z ciężkimi konsekwencjami.
          Dziś rozwodów jest coraz więcej a więc i ludzi których dotyczy podobny przypadek jest też coraz więcej.
          Możemy zapobiec wielu rzeczom. Zależy tylko ile nas będzie i jak będziemy zorganizowani i zdeterminowani.
          • zmeczona100 Re: widocznie sobie zasluzyles 11.04.12, 23:19
            Nie zapomnij wspomnieć, że to Ty odszedłeś od żony i dziecka, wybrałeś swoich rodziców, i że to Ty wniosłeś o rozwód smile
            Tak, że to, do czego nawołujesz, brzmi smiesznie w Twoich ustach.
            • jasamale Re: widocznie sobie zasluzyles 11.04.12, 23:36
              Masz rację że to ja wniosłem o rozwód. Ale to nieprawda że wybrałem rodziców.
              Ja chciałem małżeństwa ale mieszkać nie z rodzicami. Ani jej ani moimi.
              Chciałem wynająć coś i pójść na swoje.
              Pani eks powiedziała że ostatecznie jeszcze możemy spróbować i że robi to tylko dla dziecka.
              Ale kategorycznie musi mieszkać u swoich rodziców. Na co ja się nie zgodziłem, i wniosłem o rozwód. Bo ślubu z Makłówką nie brałem.
              Nie czytałaś dokładnie bloga.

              Gdybym tam mieszkał dłużej pewnie już bym dawno się pod pociąg rzucił albo by mnie w wariatkowie zamknęli.
              Przed sądem powiedziała że mnie nie chce.
              Wcześniej też twierdziła że mnie nie chce i że ta próba ostateczna to tylko dla dziecka.
              Ale wyprowadzić się od rodziców z Makłówki dla dziecka już nie potrafiła.
              • esteraj Re: widocznie sobie zasluzyles 11.04.12, 23:48
                Czy było warto wnosić o rozwód? Co Ci to dało?
                • jasamale Re: widocznie sobie zasluzyles 12.04.12, 00:16
                  Gdybym tam dalej mieszkał, nie wiem czy bym dotrwał do tego czasu???????
                  Tak jak pisałem czuję się silnym człowiekiem, także psychicznie, ale nie wiem????
                  Albo pod pociąg, w najlepszym razie wariatków.
                  Mieliby satysfakcję że mieli rację, bo przecież normalny nie jestem.
      • jasamale Re: widocznie sobie zasluzyles 11.04.12, 22:57
        Tak uważasz? To zajrzyj tu: jasamale.blogspot.com
        Zobaczysz jak postępuje mama.

        Myślę że ona nawet nie zdaje sobie sprawy jak krzywdzi dziecko.
        • esteraj Re: widocznie sobie zasluzyles 11.04.12, 23:29
          Jasamale, szczerze mówiąc to ja już się pogubiłam w Twojej sytuacji, bo tak naprawdę to Ty wniosłeś o rozwód, kiedy Twoja żona upomniała się o pieniądze dla siebie i dla dziecka gdy pracowałeś za granicą. Mam wrażenie, że to właśnie pieniądze stanęły Wam kością w gardle.
          Nie było Ciebie przy rodzinie, gdy być może najbardziej byłeś im potrzebny.
          Matka pozostawiona z małym dzieckiem potrzebuje miłości, wsparcia i bliskości drugiego człowieka, a przede wszystkim męża.
          Sam przekonałeś się, że chyba decyzja o wyjeździe nie była najlepszą, bo był to przełomowy moment w Waszym małżeństwie.
          Wydaje mi się, że całą odpowiedzialność za Wasz rozpad chcesz przenieść teraz na żonę.
          Jak napisałeś, żona powiedziała Ci, że na dziecko trzeba płacić. Niestety jest to jeden z głównych elementów dbania o dziecko. Jako ojciec musisz zapewnić mu byt, co oznacza zaspokojenie również potrzeb materialnych jak ciepły dom, ubrania, lekarstwa, jedzenie...
          • jasamale Re: widocznie sobie zasluzyles 12.04.12, 00:10
            Zajrzyj do odpowiedzi który napisałem dla "Zmęczonej" Esteraj.
            Tam jest częściowa odpowiedź na twoje wątpliwości.

            Dla mnie momentem przełomowym było otrzymanie pozwu z Polski o alimenty, dwa miesiące po tym gdy wyjechałem do Anglii. Takim drugim momentem przełomowym było gdy mi powiedziała że: LUDZIE NIE ŻYJĄ ZE SOBĄ ALE NA DZIECI PŁACĄ.

            A jak było Esteraj gdy byłem w Polsce?????
            Gdy się dziecko urodziło przecież byłem w Polsce. Urodziła się ostatniego sierpnia. Wyjechałem do Anglii 9 stycznia. Przez te miesiące do 9 stycznia, karmiłem dziecko, usypiałem, zabawiałem, jeździłem do lekarza, pracowałem dla nich i dawałem pieniądze.
            W tym czasie byłem podobno nieodpowiedzialny, nie zachowywałem się normalnie, co chwila o cokolwiek były nerwy i krzyki. A babcia z dziadkiem twierdzili że jestem złym mężem dla ich córki.
            Nie miałem tam nic do powiedzenia. Traktowali mnie jak piąte koło u wozu w tym małżeństwie. Moim małżeństwie.
            Moja rodzina nie była, na chrzcie, tak jak napisałem dobrze że ja byłem.

            To nie jest tak że winę próbuję zwalić na nią a siebie wybielić.
            Przeciwnie, uważam że też nie byłem idealny, i zarzucała mi na przykład że chodzę zaniedbany. Ale ja nigdy nie przywiązywałem wagi do stroju i ubierałem to co mi pod rękę wpadło. To dla niej zacząłem bardziej na tę dziedzinę zwracać uwagę.

            Tak jak Ci kiedyś pisałem Esteraj, różnica między mną a moją panią eks jest taka że mnie zależało na tym małżeństwie, i gotów byłem poświęcić wiele dlatego aby się udało, przeprowadziłem się nawet mimo jej obietnic że będziemy mieszkać u mnie, przeprowadziłem się do niej. Zacząłem bardziej dbać o ubiór, o siebie co mi zarzucała.
            Ona natomiast zaczęła uważać że cokolwiek zrobi, powie, cokolwiek się stanie, to ja i tak nie mam wyjścia bo się z nią ożeniłem.
            Stawiała mnie przed faktami dokonanymi, nie pytając mnie o zdanie, a zdanie swoje zaczęła uzgadniać ze swoimi rodzicami.
            I jeszcze te nerwy, na każdym kroku.
            Miałem dość.
            Wyjechałem.
            • esteraj Re: widocznie sobie zasluzyles 12.04.12, 13:12
              Jasamale, z tego co napisałeś na końcu postu:
              > Stawiała mnie przed faktami dokonanymi, nie pytając mnie o zdanie, a zdanie swo
              > je zaczęła uzgadniać ze swoimi rodzicami.
              > I jeszcze te nerwy, na każdym kroku.
              > Miałem dość.
              > Wyjechałem.
              wynika, że jednak "opuściłeś" rodzinę.
              Wiem, że Twoje założenie było inne, bo według Ciebie, chciałeś dać czas na przemyślenie żonie i zmusić ją do refleksji. Jak się okazało, tym ruchem strzeliłeś sobie w kolano.
              Zostałeś oskarżony o porzucenie rodziny i zmuszony do płacenia alimentów.
              I szczerze mówiąc, tak to z boku wygląda.
              To była Twoja ucieczka od kłótni, wrzasków i nieporozumień.
              Jasamale, szkoda, że nie wziąłeś pod uwagę wszystkich czekających Ciebie konsekwencji.
              To, że liczyłeś, że Twoja żona się nad czymś zastanowi, było typowym, pobożnym życzeniem.
              I to życzenie się nie spełniło.
              Czy byłeś aż tak pewny swojej pozycji, by myśleć, że żona będzie zabiegała o Ciebie i Twój powrót?

              Piszesz:
              > Ona natomiast zaczęła uważać że cokolwiek zrobi, powie, cokolwiek się stanie, t
              > o ja i tak nie mam wyjścia bo się z nią ożeniłem.
              > Stawiała mnie przed faktami dokonanymi, nie pytając mnie o zdanie, a zdanie swo
              > je zaczęła uzgadniać ze swoimi rodzicami.

              Czy wyjeżdżając za granicę nie wyszedłeś z tego samego założenia, że ona jako Twoja żona nie ma innego wyjścia jak trwać przy Tobie do końca dni? I Ty bezkarnie możesz sobie opuścić dom?
              No to udowodniliście sobie wzajemnie, że Wasze przyrzeczenia zdały się psu na budę.
              Zaczęliście toczyć ze sobą wojnę, zamiast współpracować.

              Nurtują mnie te słowa:
              > W tym czasie byłem podobno nieodpowiedzialny, nie zachowywałem się normalnie, c
              > o chwila o cokolwiek były nerwy i krzyki. A babcia z dziadkiem twierdzili że je
              > stem złym mężem dla ich córki.

              Czy możesz podać jakieś konkretne przykłady, na jakiej podstawie oni tak uważali?
              I z jakiego powodu chcieli Ciebie bić, bo nie powiesz przecież, że grzecznie siedziałeś, nic nie mówiłeś, a oni doskakiwali na Ciebie z pięściami.

              Jasamale, popełniłeś kilka taktycznych błędów i takie są tego skutki.
              Powinieneś przewidywać każdą możliwą konsekwencję i odpowiednio się do niej przygotować.
              Teraz próbujesz wskórać coś pisząc blog (nieprzychylny eks żonie), coś tam nagrywasz (szukasz na nich haka) i czy naprawdę wierzysz w to, że to poprawi Twoją sytuację?
              Jasamale, przypomnę Ci, że kto mieczem wojuje od miecza ginie.
              Twoje wcześniejsze "stawianie" się, czyli wyjazd, narobił Ci szkody, a Ty ciągle chcesz dalej kroczyć tą samą drogą... Ja Ci powiem, że popełniasz błąd.
              • jasamale Re: widocznie sobie zasluzyles 12.04.12, 18:15
                Tak, opuściłem, wyjechałem na trzy miesiące, miałem zamiar przywieźć pieniądze jak za pierwszym razem.
                Nie tak wyobrażałem sobie małżeństwo.
                Nie byłem pewny niczego.
                Ale żyć w takim małżeństwie to już lepiej sobie w łeb strzelić.
                Może i tak to wygląda z boku jak napisałaś Esteraj.
                Pewnie patrząc na podobną sytuację z boku też spokojnie bym rozważał za i przeciw.
                Nie przeżyłaś tego Esteraj to nie wiesz.
                Teraz mam spokój. Nikt się na mnie nie drze.
                Tylko małej Ani nie mogę widzieć
    • braktalentu Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 12.04.12, 11:07
      "Czy należy zgadzać się na wszystko i być biernym?"

      A jak myślisz? Czy Twojemu dziecku bardziej będzie służyła Twoja bierność, czy aktywność.
      A jeżeli nie zgadzasz się na wszystko, to jaka Twoja aktywność leży w interesie dziecka. Co możesz zrobić, jakie podjąć działania?

      "Czy przemilczeć w imię dobrych chęci (nie pogarszając i tak już złej sytuacji między tatą a dzieckiem) bo jeśli tato zacznie się buntować to rozpocznie się jeszcze większa nagonka."

      Czy istnieje inna forma "nie zgadzania się" niż bunt prowokujący nagonkę? Co można zrobić, żeby dziecko nie identyfikowało się z opinią mamy, jednocześnie nie odbierając temu dziecku oparcia w postaci tak istotnej jak matka osoby?

      Czy to kolejny wątek z serii "pojeździjmy trochę po mojej Ex, która szkodzi dziecku i ma niefajnych starych, czy naprawdę szukasz rozwiązania?



      • esteraj Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 12.04.12, 13:46
        braktalentu napisała:

        > Czy istnieje inna forma "nie zgadzania się" niż bunt prowokujący nagonkę? Co mo
        > żna zrobić, żeby dziecko nie identyfikowało się z opinią mamy, jednocześnie nie
        > odbierając temu dziecku oparcia w postaci tak istotnej jak matka osoby?

        Tak, wydaje się, że Jasamale rzeczywiście zna tylko taki sposób "niezgadzania się" jak bunt prowokujący nagonkę. Zauważ jednak Braktalentu, że jednak zwraca się do innych, by podali jakieś inne pomysły. Jakie masz konkretne propozycje?

        braktalentu napisała:
        > Czy to kolejny wątek z serii "pojeździjmy trochę po mojej Ex, która szkodzi dzi
        > ecku i ma niefajnych starych, czy naprawdę szukasz rozwiązania?

        Trafne spostrzeżenie.
        Jasamale, musisz w końcu wziąć odpowiedzialność w swoje ręce. Dość narzekania. To nie oni są winni, że jest jak jest. Oni są tacy jacy są i ogłaszanie o tym całemu światu na nic się zda. Ty musisz tak zadziałać, żeby było ok.

        Nie zgodzę się ze słowami, które napisałeś na blogu:
        "Ale to tata jest zły, no bo jak mama, babcia i dziadzio wszyscy drą się na tatę, to na pewno tata musi być zły."
        Pamiętam takie sytuacje z dzieciństwa, kiedy to mama krzyczała na mojego ojca. On siedział potulnie lub zrobił co mu kazano, i wiesz co, gdy mama wspominała o rozwodzie, to ja wiedziałam, że chcę być z tatą, bo on jest taki biedny, a mama jest niedobra.

        Jasamale, robisz z siebie ofiarę, ale to nie jest takie do końca szczere. Może dziecko to wyczuwa...?
        Wydaje mi się, że Twoje zachowanie, uległość, cichość w stosunku do rodziny eks, jest jednak prowokujące. Oni wiedzą, że przychodzisz do nich jak Judasz, by mieć kolejny dowód dla sądu. Dlatego wciąż Ciebie ignorują i traktują jak powietrze. Twoje intencje nie są czyste (w ich mniemaniu), czekasz na ich potknięcie, na ich błąd.

        Nad tym powinieneś popracować. Powinieneś przestać być ich wrogiem. Może zacznij ich traktować jak obcych ludzi, bez żadnych uprzedzeń, u których przebywa tylko Twoja córka?
        Bez tego wrogiego nastawienia może zacząłbyś się normalnie zachowywać, a nie jak ofiara losu, którą wszyscy odrzucają i traktują jak powietrze.
        • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 12.04.12, 19:08
          Nie narzekam, może w moim pisaniu jest troszkę sarkazmu i goryczy. Ale i cieszyć się nie mam z czego.
          Więc przepraszam jeśli gorycz się czasem wyleje, będę starał się trzymać w ryzach.

          Staram się żeby było ok. Nie jestem niczyim wrogiem.
          Możemy nawet zostać przyjaciółmi jeszcze.
          Jednak żeby tak się stało to trzeba sobie otwarcie wszystko wyznać, i to co się mówiło odwołać, do wszystkiego się przyznać. To tak jak oczyszczenie, wymiecenie przeszłości która nas przytłacza, obciąża.
          Jeśli chciałabyś zostać czyjąś przyjaciółką, a miałabyś coś na sercu w stosunku do tej osoby to czy nie podeszłabyś do tej osoby i nie powiedziała szczerze wszystkiego??????
          To co się zrobiło złego, i to co dobre.
          Ja cały czas trzymam taką wyciągniętą rękę, i nie czekam na potknięcia, na kolejne błędy.
          Tylko że oni plują na tę rękę, plują od 6 lat.
          Ignorują mnie dopiero od pół roku.

          Pierwszy raz skoczyli do bitki, gdy się Ania urodziła, moja eks wyszła ze szpitala, były takie nerwy z jej strony, i ze strony jej rodziców że uciekłem na parę godziny do mojego domu rodzinnego.
          Gdy wróciłem skoczyli do pierwsze z pretensjami, a gdy wyrwało mi się niecenzuralne słowo skoczyli do bitki bo zostawiłem żonę chorą.
          Kolejny raz bo odkryli że nagrywam ich.

          Ten blog ma swój cel.
          Jest, będzie jak zwierciadło, gdzie wszystko to co zrobią będzie się ukazywać na bieżąco.
          Złagodnieją, przyznają się do wszystkiego, może zostaniemy przyjaciółmi nawet, będzie na blogu.
          Zabronią mi dostępu do dziecka, nastawią ją przeciwko także się ukarze na blogu.
          Zamierzam rozpropagować go w Makłówce, uczynić z znanym, tam prawie każdy ma neta.
          Może takie zwierciadło, jeśli będą mieli świadomość że wszystko co zrobią odbije się od razu szeroko naokoło, wpłynie na nich że będą się hamować w zachowaniu wobec mnie, i dziecko przestaną nastawiać przeciwko, czując na sobie oczy opinii wokoło.
          • kasiamasia Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 12.04.12, 20:30
            Wczesniejszy wpis z 24 lutego/ slowa jasamale

            W dzień gdy wyszła ze szpitala po porodzie dowiedziałem się ze jestem nie do życia. Byłem już tak skołowany i miałem tak wszystkiego dość że trzasnąłem drzwiami i pojechałem do domu. Jak przyjechałem po około trzech godzinach to jej rodzice rzucili się do mnie z pretensjami i do bitki że zostawiłem Mariolkę chorą i pojechałem. Powiedzieli żebym oddał pieniądze z wesela bo to ich część. Więc oddałem. I jak wyjeżdżałem za granicę 09.01.2006 to jej mówiłem że ma 3000 zł i dodałem jeszcze 250 zł. I powiedziałem że jakby się dała kochać to by wszystko było inaczej. Za te pieniądze kupiła sobie samochód Tico, a mnie podała do sądu o alimenty, że nic nie daję na dziecko
            Czyli kochajacy maz odbierajacy zone (z dzieckiem, zaraz po porodzie), z buzujacymi hormonami, prawdopodobnie poszyta i zmeczona i oczekujaca opieki i pomocy
            a co dostala
            Byłem już tak skołowany i miałem tak wszystkiego dość że trzasnąłem drzwiami i pojechałem do domu. Jak przyjechałem po około trzech godzinach to jej rodzice rzucili się do mnie z pretensjami i do bitki że zostawiłem Mariolkę chorą i pojechałem.

            Co do utrzymywania dziecka i zony po porodzie: w monencie kiedy wyjezdzal zarobic za granice na 3 miesiace zostawil zonie:
            I jak wyjeżdżałem za granicę 09.01.2006 to jej mówiłem że ma 3000 zł i dodałem jeszcze 250 zł.
            Tylko ze te 3000 zl to te z prezentow slubnych (jej czesci, oddal je 5 miesiecy wczesniej w czasie klotni po przyjezdzie ze szpitala, druga polowa on sam rozdysponowal),
            z te 250 zł to byl JEGO wklad w utrzymanie rodziny
            przez nastepne 3 miesiece. Jak rozmawial z zona przez telefon (juz z zagranicy) i ona pytala o pieniadze na utrzymanie (dziecka i siebie) to on nie wyslal
            bo przeciez ON jej zostawil 3250zl!!!!
            Jasamale zostawil "swoj samochod" z kluczykami koledze przed wyjazdem.
            Zona kupila za"swoje" 3tys samochod by mogla sie przemieszczac z dzieckiem
            (( o ktorym wczesniej mowila, jasmale p[owiedzial ze jej kupi uzywanego malucha).
            A meza za granica poprosila o pieniadze na bierzace utrzymanie dziecka.
            A Jasamale zadnych pieniedzy nie wyslal i sie tylko pozniej zdziwil 2 miesiace pozniej ze dostal zawiadomininie ze zona wystapila o alimenty na dziecko.
            Jasamale sie obrazil i z planwanego 3 miesiecznego wyjazdu zrobil sobie 7 miesieczny
            (bez odwiedzin kraju). Czy w tym czasie udalo mu sie dokladac do utrzymania corki finasowo
            nie wiem. Na pewno nie widzial jej przez te 7 miesiecy i chyba nie bylo to takie wazne dla niego w tym czasie. Potem widywal corke raz na 4-6 tygodni.
            Po 2008 twierdzil ze odwiedzal corke czesciej, Matka z rodzina nie ograniczala mu dostepu do corki (ale nie pozwolono mu jej zabierac poza jej miejsce zamieszkania......a on ma przeciez takie wielki plany co by chcial z nia robic).
            Kiedy zaczela sie wojna: Matka z rodzina zoorientowala sie ze jasamale szuka dowodow i
            nagrywa (bez ich wiedzy i w ich domu) i chce tego uzyc przeciwko nim.
            No jasamale im pokazal (i jeszcze pokaze), wystapil do sadu, i zbiera dowody, i oczernia, i pisze blog w ktorym "pisze tylko prawde, prawde i naprawdziwsza SWOJA prawde"
            a tak naprwde wyciaga brudy i szkaluje rodzine EX PANI ZONY.
            • kasiamasia nieporozumienie-Jasamale czego oczekujesz od RiCD? 12.04.12, 20:42
              Swiat widziany oczyma Jasamale jest taki jakis inny,
              niz swiat widziany oczami ludzi tutaj na tym forum.
              Jasamale dzieje sie krzywda!!!!!,
              ale sam nie zauwaza krzywdy ktora sptkala z jego strony jego wtedy zone i corke.
              Jasamale nie potrafi przyznac sie do winy i bledow popelnionych w przeszlosci i popelnianych teraz.
              Jaki jest jego cel "opisywania" jego punktu widzenia na blogu
              i w tym samym szkalowania ex zony i jej rodziny.
              Bo wies musi znac "jego" prawde i jego krzywdy!!!
              Jasamale, co planujesz rozniesc do wszystkich domow we wsi reklamowki z adresem swojego bloga?
              Jasamale, co obchodzi Cie , co mysla o Tobie ludzie ktorych nie znasz?
              A gdzie w tym jest Jasamale Twoja dojrzalosc i odpowiedzialnosc?????
              Pomysl, co bedzie czula w przyszlosci twoja corka, czytajac twojego bloga i wpisy na forum?
              Mam nadzieje ze wyrosnie na madra kobiete i bedzie to tylko zazenowanie zaslepieniem Ojca.


              Tutaj przepraszam za wyrazenie:
              "z prawda jak z doopa, kazdy ma swoja"
              • jasamale Re: nieporozumienie-Jasamale czego oczekujesz od 13.04.12, 00:00
                Już dawno zauważyłem że wiele ludzi na forum, w różnych komentarzach pod różnymi artykułami mają bardziej odchylone od normy poczucie przyzwoitości, poczucia sprawiedliwości, uczciwości, i ogólnie pojętych uniwersalnych wartości.
                Może dlatego że jest się anonimowym (bo przecież kto będzie dochodził wpisu po numerze IP)
                można napisać coś bardziej ze swojego punktu widzenia.
                A punkt widzenia zależy od punktu siedzenia często.
                Większość komentujących to kobiety, i negatywnych komentarzy mniej lub bardziej jest tak około 80-90 %
                Natomiast wśród mężczyzn negatywnych komentarzy jest już o dziwo dużo mniej, około 30-50 % i są dużo bardziej ostrożniejsze.
                Czy to dlatego że i ja jestem rodzaju męskiego i mężczyzna potrafi mnie zrozumieć????
                A kobieta choćby i czytała słuszne argumenty, historię która gdyby kobietę spotkała stanęła by za nią murem.
                W przypadku mężczyzny będzie nastawiona negatywnie.
                To znak że nie wszyscy są tutaj obiektywni.
            • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 12.04.12, 23:19
              Tylko że u niektórych osób to wygląda tak jakby te hormony buzowały cały czas bez przerwy.
              W moim przypadku u mojej eks żony zaczęły buzować zaraz po ślubie, z każdym miesiącem coraz bardziej. Po porodzie to już zupełnie się rozszalały, i nie szło nad nimi zapanować.
              Dziwne że nie dały znać o sobie przed ślubem???
              Były ukryte, zakamuflowane??????? Nie mam pojęcia. Ale siedziały cicho.

              Tyle się opisałaś Kasiu a i tak nic nie rozumiesz i nie dokładnie doczytałaś.
              Tam na blogu pisze wyraźnie że zostawiłem samochód koledze ponieważ ona bała się w zimie jeździć, do tego jeszcze z dzieckiem.
              A mojej pani żonie powiedziałem że gdyby się dała kochać to pieniądze bym dał, i przysyłał.
              A dać się kochać to wystarczy być miłym, po prostu dać się lubić.
              Tylko tyle, ale nawet tego nie potrafiła. Pewnie hormony przeszkadzały, rozbudziły się i nie dały.

              Czy pisanie prawdy nazywasz szkalowaniem???
              To jak nazwiesz kłamstwo???
              Gdybym mówił o niej nieprawdziwe rzeczy to jak byś to nazwała Kasiu??????????
              • kasiamasia Jasamale z tym samochodem to krecisz 13.04.12, 05:02
                > Tyle się opisałaś Kasiu a i tak nic nie rozumiesz i nie dokładnie doczytałaś.

                Tak, bo jestem kobieta, a kobiety z definicji rodza sie glupie i nie potrafia zrozumiec prostych (ani doczytac) przekazow informacyjnych, szczegolnie twoich. Sorry

                > Tam na blogu pisze wyraźnie że zostawiłem samochód koledze ponieważ ona bała si
                > ę w zimie jeździć, do tego jeszcze z dzieckiem.

                Problem z internetem jest taki ze jak sie cos wklei to czasami mozna odzyskac wersje przed
                "poprawieniem"


                Kopia orginalnego wpisu z lutego -marca

                " (...) poprosiłem mojego przyjaciela (On jest lepszym kierowcą niż ja) o przysługę. Zostawiłem mu samochód i telefon i poprosiłem go że gdyby moja żona zadzwoniła to żeby ją podwiózł do lekarza z dzieckiem lub gdziekolwiek gdzie będzie chciała. Po przyjeździe wszystko bym uregulował. Wiedziała o tym, wystarczyło zadzwonić, nie skorzystała ani razu".
                Kopia “poprawionego” wpisu- aktualna na stronie twojego bloga
                - wyroznia sie inna czcionka

                “Gdy wyjeżdżałem za granicę, także, ponieważ moja żona obawia się jeździć samochodem w zimie (jeszcze z dzieckiem), nie ma doświadczenia więc poprosiłem mojego przyjaciela (On jest lepszym kierowcą niż ja) o przysługę. Zostawiłem mu samochód i telefon i poprosiłem go że gdyby moja żona zadzwoniła to żeby ją podwiózł do lekarza z dzieckiem lub gdziekolwiek gdzie będzie chciała. Po przyjeździe wszystko bym uregulował.”

                A w odpowiedzi na pytanie na twoim blogu napisales:
                jasam Mar 6, 2012 12:15 PM

                (……………………….)
                Samochód stał u niej na ogrodzie, a kluczyki zostawiłem u kolegi tylko dlatego że akurat była zima i ona niepewnie czuła się w zimie jako kierowca. Jeśli kluczyki chciała wystarczyło tylko powiedzieć.

                A ja mam proste pytanie:
                Skoro twoja zona tak bardzo bala sie jezdzic zima
                to dlaczego zaraz po twoim wyjezdzie, w styczniu, kupila sobie samochod??
                Dlaczego kupowala samochod jezeli mogla miec kluczyki do twojego auta?


                Jasamale, to ktora z Twoich wersji przeszlosci pokrywa sie z prawda?
                • kasiamasia Przepraszam wszystkie Panie 13.04.12, 05:17
                  Przepraszam wszystkie Panie, jest to tylko sarkastyczna manifestacja,
                  samobiczowanie i pokazanie uleglosci naleznej macho.
                  Sorry

                  > Tak, bo jestem kobieta, a kobiety z definicji rodza sie glupie i nie potrafia
                  > zrozumiec prostych (ani doczytac) przekazow informacyjnych, szczegolnie twoich.
                  • jasamale Re: Przepraszam wszystkie Panie 13.04.12, 13:49
                    Nie Kasiu, nie jesteś głupia, bardziej tendencyjna. Uważam że gdyby podobną historię do mojej opisywała kobieta, popierała byś ją jeśli nie w całości to w ogromnej większości, wspierała byś ją, doradzała itp.
                    • altz Re: Przepraszam wszystkie Panie 13.04.12, 18:02
                      Nabroiłeś chłopie i tyle. Jakieś dziwne rozwiązywanie problemów przez ucieczkę, dziwne propozycje składane żonie, nie do przyjęcia, finansowanie rodziny wymagające od żony cudów i teraz też takie dziwne akcje z nagrywaniem, jakieś blogi, pytania sugerujące jedynie słuszną odpowiedź itd.
                      Jednym słowem, mętne to wszystko!

                      Poznałem ostatnio dość dobrze faceta z Twoich stron, niezły gość, w porządku, ale uparty i nie znoszący sprzeciwu, że hej! Przez swój upór ciężki gość, jak wypije, bije w mordę i nie pyta. wink
                      Jak go sobie przypomnę, to trochę Cię rozumiem. big_grin
                      • jasamale Re: Przepraszam wszystkie Panie 13.04.12, 23:37
                        Tak jak napisałem wcześniej do Esteraj, można rozwiązywać problemy jeśli dyskutujemy na argumenty. Jeśli argumenty zamieniają się w pretensje to próżna dyskusja i trzeba dać sobie spokój bo można rozstroju nerwowego się nabawić w najlepszym wypadku.

                        A które propozycje składane żonie były nie do przyjęcia????????
                        Albo finansowanie rodziny które wymagało cudów od żony, możesz wyjaśnić?????? smile

                        Zacząłem dokumentować, nagrywać to co żona i jej rodzice mówią i robią jeszcze przed rozwodem, w czasie rozwodu, i po aż do teraz.
                        Robię i robiłem to po to aby mi nikt nie powiedział że to ja zostawiłem żonę i dziecko.
                        Tam wyraźnie jest pokazane jak żona mówi że mnie nie chce!!!
                        A teraz jak mnie traktuje gdy odwiedzam dziecko.

                        A skąd wiesz z jakich stron jestem???? smile
                        • altz Re: Przepraszam wszystkie Panie 14.04.12, 07:34
                          jasamale napisał:

                          > Tak jak napisałem wcześniej do Esteraj, można rozwiązywać problemy jeśli dyskut
                          > ujemy na argumenty. Jeśli argumenty zamieniają się w pretensje to próżna dyskus
                          > ja i trzeba dać sobie spokój bo można rozstroju nerwowego się nabawić w najleps
                          > zym wypadku.
                          Wybierasz argumenty, jak Ci się podoba, jak rodzynki z ciasta. Ważne jest natomiast wszystko, nawet ton głosu, gesty i sytuacja, po któreś coś zostało powiedziane i zaproponowane. To nie jest rozmowa robotów, tylko ludzi, którzy się kłócą i sobie nie ufają, więc tym bardziej można się doszukiwać złych intencji.

                          > A które propozycje składane żonie były nie do przyjęcia????????
                          > Albo finansowanie rodziny które wymagało cudów od żony, możesz wyjaśnić?????? :
                          > )
                          Wyjechałeś na 7 miesięcy zostawiając 3000 zł i jak myślę, zamykając temat pieniędzy.
                          Ani pomocy męża, ani pieniędzy z tego wyjazdu, które by jakoś rekompensowały całą sytuację.

                          > Zacząłem dokumentować, nagrywać to co żona i jej rodzice mówią i robią jeszcze
                          > przed rozwodem, w czasie rozwodu, i po aż do teraz.
                          > Robię i robiłem to po to aby mi nikt nie powiedział że to ja zostawiłem żonę i
                          > dziecko.
                          Tak wygląda, że liczą się za bardzo inni ludzie, a głos żony najmniej.
                          Ja znam te klimaty, wiem, co ludzie potrafią mówić o zostawieniu rodziny i jakie ploty powstają, ale to i tak nie powinno być najważniejsze.

                          > Tam wyraźnie jest pokazane jak żona mówi że mnie nie chce!!!
                          > A teraz jak mnie traktuje gdy odwiedzam dziecko.
                          Kobieta zawsze będzie miała żal o to, że nie wyszło, baby takie są.
                          Może i mówi, że nie chce, ale czy to jest takie ważne?
                          Wystarczy odczytać emocje, zobaczyć zachowanie i wszystko widać, nie trzeba mówić.
                          Najgorzej jest, gdy ktoś traktuje drugiego, jak powietrze, to jest dopiero przeżycie. smile

                          > A skąd wiesz z jakich stron jestem???? smile
                          Mały kraj.
                          • jasamale Re: Przepraszam wszystkie Panie 14.04.12, 14:34
                            Altz, musiałbym Ci puścić parę nagrań, słyszałbyś ton, poznałbyś sytuację, słyszał jak ludzie rozmawiają, jak żona zwraca się do męża, jak traktuje męża itp.
                            Słychać tam także mnie, nie tylko ją, więc widać różnicę jak ja ją traktowałem a jak ona mnie.
                            Myślałem czy nie udostępnić tych nagrań na blogu, ale doszedłem do wniosku że to byłoby rozpowszechnianie ich a tego nie chcę.

                            Gdy wyjeżdżałem miałem w planie 3 miesiące od 9 stycznia do Świąt Wielkanocnych.
                            Przywiózłbym ze sobą pieniądze.
                            Ale ponieważ dostałem w Marcu pozew o alimenty (wiesz jak to boli??? od własnej żony takie coś dostać) mimo że powiedziałem jej że jeśli się da kochać to będzie wszystko w porządku.
                            Znakiem tego nic nie zrozumiała, żadnej refleksji nad sobą nie poczyniła.
                            Do ostatniej chwili szarpałem się ze sobą, jechać czy nie?????
                            Nie pojechałem, chociaż bardzo Anię chciałem widzieć.
                            Pomocy w domu miała aż nadto, gdy tam mieszkałem czasem ciężko było się dopchać do dziecka.

                            Liczyła się dla mnie żona przede wszystkim, w czasie małżeństwa była na na pierwszym miejscu, liczyłem się z jej zdaniem i uzgadniałem z nią wszystko, także wyjazdy zagraniczne, (drugi już mniej, ale wtedy już zaczęło się sypać)
                            Ona natomiast większość rzeczy spraw uzgadniała ze swoimi rodzicami, mnie stawiając przed faktami dokonanymi.

                            Dla mnie jest ważne co kto mówi.
                            Trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny i słowa.
                            Bo inaczej jak polegać na takim człowieku który dziś mówi tak, a za dwa dni postąpi jak mu się odwidzi????


                            • zmeczona100 Re: Przepraszam wszystkie Panie 14.04.12, 14:46
                              jasamale napisał:


                              > Gdy wyjeżdżałem miałem w planie 3 miesiące od 9 stycznia do Świąt Wielkanocnych
                              > .
                              > Przywiózłbym ze sobą pieniądze.

                              No widzisz, jaka ona tępa- nie chciała czekać! Podła!!!

                              A propos- a Ty w tym czasie, podczas tego pobytu, jadłeś coś i opłacałeś rachunki za dach nad głową tam, poza Polską?


                              > Ale ponieważ dostałem w Marcu pozew o alimenty (wiesz jak to boli??? od własnej
                              > żony takie coś dostać)

                              Boli jak cholera- kiedy ktoś nie pojmuje, że życie kosztuje...

                              mimo że powiedziałem jej że jeśli się da kochać to będz
                              > ie wszystko w porządku.

                              <rzyg, rzyg>

                              > Znakiem tego nic nie zrozumiała, żadnej refleksji nad sobą nie poczyniła.

                              Twoja siostra bliźniaczka??


                              > Ona natomiast większość rzeczy spraw uzgadniała ze swoimi rodzicami, mnie stawi
                              > ając przed faktami dokonanymi.

                              Uzgadnia się coś z partnerem, a nie z biernym wykonawcą.

                              >

                              > Trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny i słowa.

                              Dobrze, że o tym wspomniałeś. Jakich obowiązków się podjąłeś, podpisując z żoną cyrograf w kościele/ USC? A na czym miała polegać Twoja odpowiedzialność, kiedy żona była w ciąży i po porodzie?

                              > Bo inaczej jak polegać na takim człowieku który dziś mówi tak, a za dwa dni pos
                              > tąpi jak mu się odwidzi????

                              No właśnie... Jak polegać na kimś, kto składa przysięgę przed Bogiem, a później ją łamie, składając pozew o rozwód...
                            • altz Re: Przepraszam wszystkie Panie 14.04.12, 15:03
                              jasamale napisał:

                              > Przywiózłbym ze sobą pieniądze.
                              > Ale ponieważ dostałem w Marcu pozew o alimenty (wiesz jak to boli??? od własnej
                              > żony takie coś dostać) mimo że powiedziałem jej że jeśli się da kochać to będz
                              > ie wszystko w porządku.
                              Kupiłbym słonia na łańcuszku. smile
                              Deklaracje nie liczą się, liczą się fakty. Trzeba niektóre sprawy uzgadniać z małżonką, pytać się, jak by chciała, żeby było, ile zostawić jej pieniędzy i czy sobie poradzi sama?
                              Nie ma zmiłuj, to jest małżeństwo, trzeba wiele rzeczy uzgadniać.
                              "Jeśli się da kochać" - dla mnie brzmi jak szantaż. Mi się nie podoba, a co dopiero kobiecie, tym bardziej, że kobiety uważają się za lepsze, ładniejsze, mądrzejsze, wymagają hołdów i prezentów, jednym słowem średniowieczny władca, a Ty sobie pozwoliłeś na tryb przypuszczający. big_grin

                              > Dla mnie jest ważne co kto mówi.
                              > Trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny i słowa.
                              > Bo inaczej jak polegać na takim człowieku który dziś mówi tak, a za dwa dni pos
                              > tąpi jak mu się odwidzi????
                              Nie da się tak z małżeństwem, teraz się nie naprawia, tylko wyrzuca. wink Nie podpasowałeś żonie, to Cię pogoniła. Byłaby wyrzuciła, sam wyjechałeś wcześniej, tym gorzej dla Ciebie, bo zabrałeś jej taką przyjemność! Jak można było tak zrobić? big_grin
                              Oboje mieliście problemy z komunikacją i z rozpoznaniem potrzeb u drugiej strony, a do tego powinniście brać neospazminę. wink
                              Ciesz się, że to poza Tobą, teraz najważniejsze to uspokoić sytuację, wtedy z dzieckiem też się ułoży.
                              • jasamale Re: Przepraszam wszystkie Panie 14.04.12, 15:20
                                Jesteś brutalny Altz, ale muszę w niektórych miejscach przyznać Ci rację niestety.
                                Próbowałem uspokoić, prosiłem, tłumaczyłem, jak to mówią dawałem marchewkę.
                                Teraz już mi tylko kij został, marchewka się wyczerpała
                • jasamale Re: Jasamale z tym samochodem to krecisz 13.04.12, 13:45
                  Nie wszystko da się dopisać w szczegółach Kasiu, zawsze coś można zinterpretować inaczej.
                  Tak to prawda że samochód stał u niej na ogrodzie, i jak wyjeżdżałem pytałem się czy chce, czy będzie jeździć? Mówiła że nie bo jest zima. Więc dałem kluczyki koledze, i poprosiłem go że gdyby czego potrzebowała, to żeby przyjechał i ją podwiózł gdzie by chciała. On jest rolnikiem, nie pracuje na etacie więc jest dość elastyczny czasowo.
                  Numer telefonu do kolegi jej zostawiłem. Nie skorzystała ani razu.

                  Samochodu też nie kupiła sobie od razu w styczniu jak tylko wyjechałem. Ale dopiero na wiosnę, brat akurat sprzedawał Tico, ona wcześniej czasem go używała, i podobał jej się, więc pieniądze 3000 zł które jej zostawiłem wydała na ten samochód właśnie.
                  Jak przyjechałem w lipcu to samochód już był.
                  • altz Re: Jasamale z tym samochodem to krecisz 13.04.12, 18:07
                    jasamale napisał:

                    > Samochodu też nie kupiła sobie od razu w styczniu jak tylko wyjechałem. Ale dop
                    > iero na wiosnę, brat akurat sprzedawał Tico, ona wcześniej czasem go używała, i
                    > podobał jej się, więc pieniądze 3000 zł które jej zostawiłem wydała na ten sam
                    > ochód właśnie.
                    > Jak przyjechałem w lipcu to samochód już był.
                    Może pomyślała, że nie będzie się prosić i ma dość?
                    Samochód kupiła i uważa, że jest jej?
                  • esteraj Re: Jasamale z tym samochodem to krecisz 13.04.12, 19:26
                    Czy to jest ważne, gdzie stał samochód, kto miał nim jeździć?
                    Dla mnie bardziej istotne jest to, jak zapatrywała się na ten pomysł małżonka.
                    Czy zgodziła się na ten układ? Czy czuła, że ta propozycja jest w trosce o nią, czy jako rodzaj złośliwości? Czy takie rozwiązanie było narzucone, czy wspólnie ustalone?
                    Czy jako żonie ufałeś jej Jasamale? Czy gdyby była taka potrzeba, drogi byłyby suche, niezaśnieżone, czy wtedy żona mogłaby w pełni korzystać z Twojego samochodu, a kolega mógł oddać jej kluczyki?
                    A poza tym, czy ona nie mogła mieć kluczyków u siebie i poprosić jakąś inną osobę?
                    • puzzle33 Re: Jasamale z tym samochodem to krecisz 13.04.12, 19:33
                      esteraj napisała:

                      > Czy to jest ważne, gdzie stał samochód, kto miał nim jeździć?
                      > Dla mnie bardziej istotne jest to, jak zapatrywała się na ten pomysł małżonka.
                      Czułabym się urażona, gdyby kluczyki powędrowały do kolegi. W moim odczuciu powinny być u mnie, a kolegę poprosiłabym za kierownicę w razie takiej potrzeby.
                      • jasamale Re: Jasamale z tym samochodem to krecisz 13.04.12, 22:29
                        Zgoda, może powinienem jej zostawić i już.
                        Ale przecież pytałem się czy chce?
                        To mówiła że nie chce.
                        Zgoda to mój błąd, powinienem jednak jej zostawić.
                    • jasamale Re: Jasamale z tym samochodem to krecisz 13.04.12, 22:23
                      Mogła jeździć, pytałem się czy będzie jeździć, mowiła że nie bo jest zima, na dodatek oni mieszkają w teranie troszkę górzystym i często tam zasypuje. Dlatego dałem kluczyki koledze i powiedziałem jak to opisałem.
                      Oczywiście że mogła jeździć kiedy tylko chciała i gdzie. Samochód był do jej dyspozycji, i jeździła nim czasem. Uważałem że to co moje jest i jej także. Tak przecież jest w małżeństwie.
                      Tak ufałem jej. Jest dość dobrym kierowcą, jeździ według przepisów, aż za bardzo skrupulatnie czasem.
              • kasiamasia Jasamale- za Dniem swira 13.04.12, 05:07
                "Moja jest tylko racja, i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!"

                Albo moze wolisz ten z Samych swoich:

                "Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie"
          • luciva Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 13.04.12, 08:18
            > Ja cały czas trzymam taką wyciągniętą rękę, i nie czekam na potknięcia, na kole
            > jne błędy.
            (...)
            Kolejny raz bo odkryli że nagrywam ich.
            (...)
            > Ten blog ma swój cel.
            > Jest, będzie jak zwierciadło, gdzie wszystko to co zrobią będzie się ukazywać n
            > a bieżąco.


            Jesteś pewny, że nie czekasz na błędy i potknięcia? Że masz wyciągniętą rękę do zgody?
            Bo ja nie..........

            Dziwne że nie dały znać o sobie przed ślubem???
            Były ukryte, zakamuflowane??????? Nie mam pojęcia. Ale siedziały cicho


            Widzisz Jasamale, hormony po ciąży zdecydowanie różnią się od tych sprzed. Poczytaj trochę o tym. Faceci powinni mieć szeroką wiedzę na temat organizmu kobiety, skoro decydują się na dzieci. Rozwala mnie, gdy w dzisiejszych czasach facet nie ma o tym pojęcia.
            Więc, nie, to nie dziwne, że przed ślubem nie dały o sobie znać.
            Całkiem normalne.

            A, jeszcze jedno. To, że po przyjeżdzie żony z dzieckiem ze szpitala, pojechałeś do domu rodzinnego to dla mnie totalna porażka. I całkowicie nie dziwię się wybuchowi złości z jej strony. Zawiodłeś w jednym z najważniejszych momentów.

            • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 13.04.12, 13:59
              Tak i te hormony z tamtego czasu zamieszkały w niej już na stałe, gdy zamieszkałem u niej i mieszkają w niej do teraz.
              Czy widziałaś kobietę która ciągle drze się na męża?? Która ciągle ma pretensje, ciągłe nerwy itp??? Bo ja widzę wokół siebie wiele rodzin, i kobiet, one też mają hormony, i jakoś znoszą to ze spokojem, i cierpliwością.
              Słyszałem o przypadkach jak moja pani eks, ale to nie były szczęśliwe rodziny, związki.

              Pojechałem na 3 godziny około, miała rodziców, brata, bratową, miał się nią kto opiekować.
              Nie byłem tam potrzebny, darła się tylko od południa na mnie.
              • yoma Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 17.04.12, 13:22
                Nie wytrzymam z tym kmieciem. Żona wróciła po porodzie z jego maleńkim dzieckiem, a ten ją raczył odwiedzić na trzy godziny około?? Łaskawca, kurrrr.....
        • braktalentu Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 12.04.12, 21:52
          Nie umiem znaleźć w poście Jasamale miejsca w którym prosi o jakieś propozycje / pomysły. Jest kilka pytań, ale raczej bardzo ogólnych i retorycznych. Jasamale nie zwraca się o pomysły.
          Mam wrażenie, że szuka współczucia, nie pomocy.
          Konkretne propozycje otrzymał od Ciebie w poprzednich wątkach. Bardzo konkretne. Skorzystał?
          Mam wrażenie, że Jasamale wykonuje mnóstwo pozornych ruchów. Niby stoi z ręką wyciągniętą do zgody, ale ta zgoda ma być na Jego warunkach. Niby zależy Mu na kontaktach z córką, ale energię wykorzystuje na walkę z byłą żoną i teściami. Jakbym czytała nastolatka, który swoimi fochami próbuje zmanipulować i kontrolować dorosłych. Wyjadę - niech się żona zastanowi nad sobą. Upublicznię bloga - niech się boją. Pozwolę Wam się przeprosić i zostaniemy przyjaciółmi jak się przyznacie do krzywd, które mi wyrządziliście.
          Jakby nie widział, że Jego teatralne gesty na nikim nie robią wrażenia. Wyjechał - żona zaakceptowała Jego decyzję i zajęła się swoim życiem, szantażuje teściów blogiem - chyba są odporni, albo jeszcze się nie zorientowali, deklaruje możliwość przyjaźni - nikt nie ma ochoty zaprzyjaźnić się z Nim. Żona wyraziła to jasno: ludzie ze sobą nie żyją, ale na dzieci płacą. Czytaj: nie chcę z Tobą żyć, oczekuję, że będziesz łożył na nasze dziecko. Jasamale nie usłyszał.
          Był zajęty upowszechnianiem bloga i wyciąganiem ręki.


          • esteraj Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 12.04.12, 23:18
            Braktalentu, muszę przyznać, że trafnie to oceniłaś.
            Wierzę jednak, że Jasamale ma dobre intencje, tylko metoda jest niewłaściwa.
            Podejrzewam, że są to mocno zakorzenione przekonania, że strachem i groźbą można każdego nagiąć. Przecież od wieków Kościół Katolicki straszył nas piekłem i cierpieniami, wymuszając posłuszeństwo. Tylko, że ludzie są coraz bardziej oświeceni i nie dają się już sobą manipulować.

            Jasamale, zmień proszę podejście, bo ciągle czekasz na przemianę swojej eks i jej rodziców, wtedy zostaniecie przyjaciółmi. Ja proponowałabym Ci być dla nich przyjacielem, bez względu jaki mają do Ciebie stosunek.
            To nie oznacza, że masz być potulny jak baranek i robić co Ci każą.
            Masz dążyć do swojego celu, ale kontrolować swoje działania, czy aby im nie szkodzą, nie wyrządzają krzywdy.
            • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 13.04.12, 00:21
              Oj Esteraj, ależ ja przecież nie mam złego stosunku do nich, do mojej pani eks itd.
              Ja im życzę jak najlepiej a nawet modlę się za nich.

              /To nie oznacza że masz być potulny jak baranek i robić co Ci każą./ smile smile ha
              to jak nie będę potulny to będzie konflikt, i to natychmiastowy.
              Zresztą gdy nawet byłem potulny też był konflikt.

              Dąże do celu, i kontroluję swoje działania. Czy im zaszkodzą? Nie jest to moim zamiarem.
              Szkodzić i mścić się. Ale czasami prewencja przynosi pozytywny skutek, gdy nic innego już nie pomaga.

              To pytanie zadałem żebyście wypowiedzieli się co sądzicie? Czy lepiej siedzieć cicho mając kontakty jakie się ma, licząc że może kiedyś jak dziecko podrośnie samo nakieruje się bardziej w stronę ojca. Czy już teraz walczyć o lepsze kontakty z urzędu, gdzie matka będzie pod nadzorem instytucji i będzie zmuszona mówić dziecku o ojcu pozytywnie, zmuszona z urzędu.
              Ale widzę że jest tu wiele wypowiedzi tendencyjnych, mających niewiele wspólnego z obiektywnym spojrzeniem na zagadnienie.
              • braktalentu Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 12:57
                "Czy już teraz walczyć o lepsze konta
                > kty z urzędu, gdzie matka będzie pod nadzorem instytucji i będzie zmuszona mówi
                > ć dziecku o ojcu pozytywnie, zmuszona z urzędu."

                Jak wyobrażasz sobie zmuszenie matki z urzędu do mówienia o ojcu pozytywnie?
                Co takiego pozytywnego mogłaby powiedzieć o Tobie żona?
                Może" "wiesz Aniu, tatuś to dobry człowiek, jak się zdenerwuje to nie robi awantur tylko wyjeżdża na kilka miesięcy i jeszcze 250PLN na życie dla Ciebie zostawił."
                • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 14:43
                  po prostu nie mówić do lepiej nic niż mówić źle.
                  Ja o niej do dziecka niczego złego nie mówię.
                  Lepiej wyjechać niż robić awantury przy dziecku.
                  • zmeczona100 Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 14:49
                    jasamale napisał:

                    > po prostu nie mówić do lepiej nic niż mówić źle.

                    Zaraz, zaraz. Chodziło Ci przecież o urzędowe przymuszenie matki do mówienia dobrze o Tobie, a nie do milczenia, więc jak to jest?
                    • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 14:55
                      Jeśli ma mówić źle o mnie dziecku to lepiej niech nic nie mówi.
                      Ja o niej do dziecka mówię pozytywnie,
                      chociaż mam o niej swoje zdanie.
      • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 12.04.12, 18:03
        Czasami to już nic nie myślę.
        Szukam rozwiązania, biorę każde zdanie pod uwagę.
    • esteraj Przyjaźń 12.04.12, 22:59
      Jasamale napisałeś:
      "Jeśli chciałabyś zostać czyjąś przyjaciółką, a miałabyś coś na sercu w stosunku do tej osoby to czy nie podeszłabyś do tej osoby i nie powiedziała szczerze wszystkiego??????
      To co się zrobiło złego, i to co dobre.
      "

      Masz rację, poszłabym do tej osoby i poprosiła ją o szczerą rozmowę.
      Niemniej musi tu być zachowana pewna zasada. Mówiłabym o swoich uczuciach i spostrzeżeniach, ale za wszelką cenę unikałabym oskarżania drugiej osoby, coś na zasadzie: byłeś taki niedobry, zaniedbywałeś mnie i dlatego ja musiałam zrobić to co zrobiłam.
      W takiej sytuacji mamy przerzucanie odpowiedzialności na drugą osobę i usprawiedliwianie siebie.
      Powinny paść takie słowa: czułam się odrzucona i zaniedbana, było mi bardzo ciężko, dlatego posunęłam się do takich czynów.
      W tym przypadku mówię o swoich odczuciach, przedstawiam mój subiektywny punkt widzenia, nie oskarżam, choć staram się usprawiedliwić.

      Teraz Jasamale zauważ jaki błąd popełniasz w pisaniu swojego bloga.
      Weźmy chociaż ostatni wpis z 11 kwietnia 2012:
      "To że mojej pani eks się odmieniło i postanowiła znowu zostać singlem w porządku. "
      Jak to jej się odmieniło, skoro to Ty wniosłeś o rozwód?
      Masz pretensje, że mówi iż ją opuściłeś, a potem okazuje się, że faktycznie wyjechałeś, bo nie mogłeś znieść rodzinnej atmosfery...
      W powyższych przykładach jest właśnie przerzucanie odpowiedzialności za Twoje czyny na eks żonę.
      Piszesz o próbach pobicia Ciebie, ale nie podajesz powodów, skąd te zamiary się biorą.
      Nie wykazujesz chęci zrozumienia ich motywacji.
      Skąd moje odczucie, że robisz z siebie ofiarę?
      Umniejszasz swoją wartość opierając się na opiniach żony i jej rodziców:
      " Po co im ktoś taki jak ja? To tylko kula u nogi ktoś taki jak przedstawiają w około, w Sądzie cywilnym, biskupim, do wszystkich krewnych i sąsiadów.
      Dobrze że stamtąd poszedłem. Po co im ktoś taki jak ja?
      "

      "Ja jestem bierny jak tam przyjdę do dziecka, nie wnoszę pretensji, nie awanturuję się że mnie tak traktują, nie protestuję. Protesty tylko by pogorszyły i tak złą już moją sytuację, ponieważ oni nie liczą się z niczym i z nikim, przy dziecku krzyczą na mnie, nawet do bitki skaczą. A dziecko wtedy skulone. Ale to tata jest zły, no bo jak mama, babcia i dziadzio wszyscy drą się na tatę, to na pewno tata musi być zły."

      Może warto byłoby zmienić swoją postawę. Jeśli masz dobre i szczere zamiary, nie musisz siedzieć jak skazaniec.

      Dalej mamy:
      Ten blog ma swój cel. (...) Może takie zwierciadło, jeśli będą mieli świadomość że wszystko co zrobią odbije się od razu szeroko naokoło, wpłynie na nich że będą się hamować w zachowaniu wobec mnie, i dziecko przestaną nastawiać przeciwko, czując na sobie oczy opinii wokoło.

      To znowu Twoje pobożne życzenie. Czy dobrze to przemyślałeś? Czy nie zakładasz, że skutek publikacji może tylko pogłębić wojnę?

      Jasamale, mogę podzielić się moją taktyką, której staram się trzymać.
      Po pierwsze zawsze podejmuję próbę ugodowego rozwiązania sprawy. Przedstawiam swój punkt widzenia i moje propozycje. Potem wysłuchuję drugiej strony.
      Jeżeli "przeciwnik" idzie w zaparte, ignoruje mnie, nie chce kompromisu, uprzedzam go o konsekwencjach. Jeżeli dalej to nic nie daje, przechodzę do czynów.

      Analogia do Twojej sytuacji:
      Podejmujesz wszelkie próby ugodowego załatwienia sprawy. Prosisz o częstsze spotkania z córką. Uzasadniasz swoją prośbę i dążysz do kompromisu.
      Jeśli to nic nie daje, a matka nastawia negatywnie dziecko przeciwko Tobie, uprzedzasz jakie kroki zamierzasz podjąć. W Twoim przypadku opublikowanie bloga, wezwanie mediatora itp.
      Dzięki temu, sam możesz dowiedzieć się, co druga strona zrobi w takiej sytuacji i jak się do tego przygotować. Możesz wtedy podjąć świadomą decyzję i skalkulować opłacalność konsekwencji.
      Jest jasność sytuacji. Jesteś przygotowany na każdą ewentualność.
      • jasamale Re: Przyjaźń 13.04.12, 00:44
        Nie wiem gdzie zauważyłaś Esteraj że ja piszę że ona jest niedobra, że ją oskarżam.
        Jest coś takiego na blogu albo gdzieś tutaj do kogoś tak napisałem????????
        To że moje pisanie stawia ją w negatywnym świetle to fakt. Ale o nic jej nie oskarżam.
        Przeciwnie, uważam że jako matka teraz nie mogę jej nic zarzucić jeśli chodzi o dbanie o dziecko, jego rozwój intelektualny.
        Jednak jeśli chodzi o nią jako o matkę całokształt, mam na ten temat swoje zdanie, i bezpośrednio nigdy go nie wyraziłem.

        To że ja wniosłem o rozwód to już było pokłosie.
        Wcześniej było: LUDZIE NIE ŻYJĄ ZE SOBĄ ALE NA DZIECI PŁACĄ.
        I przed sądem mówiła także że mnie nie chce.

        Próba ugodowa już była dawno i prośby niewiele pomogły, i konsekwencje uświadomiłem. Chociaż o blogu nie wspomniałem.
        Mediator z urzędu był przed miesiącem, wysłał list, nie odpowiedziała nic, dalej robi to co robiła poprzednio.
    • zmeczona100 Dlaczego tu pisze? 13.04.12, 10:41
      Jasamale tutaj pisze, a właściwie kopiuje z bloga swoje wcześniejsze wpisy, bo na blogu nikt ich nie komentuje. Proste. A jemu się tak nudzi.

      Przyjaźń???????
      Jeśli Ty poważnie myślisz o przyjaźni, w tej sytuacji, co Ty im zrobiłeś, co się między Wami wydarzyło, to jest tylko jedno pewne- nie masz pojęcia co to takiego jest przyjaźń; podobnie zresztą, jak miłość ("dałbym jej pieniądze i byłoby wszystko ok, gdyby tylko dała się kochać"). Sorry, ale jesteś kaleką emocjonalną.
      • jasamale Re: Dlaczego tu pisze? 13.04.12, 14:12
        Między małżonkami powinna być przyjaźń nie uważasz?
        I ja tak sobie to wyobrażałem.
        I wszystko było na dobrej drodze przed ślubem.
        Byliśmy na pielgrzymce razem, gdy papież Jan Paweł II był w Krakowie, spaliśmy razem w budce telefonicznej, dzieliły nas wspólne przeżycia, imprezy, mieliśmy wspólnych znajomy, i potrafiliśmy z sobą rozmawiać.
        Po ślubie też chciałem żeby tak było.
        Chciałem się zaprzyjaźnić z jej rodzicami, zacząłem im pomagać w gospodarstwie.
        Ale zacząłem słyszeć różne słowa więc się trochę wycofałem.
        Nie pchałem się nigdzie gdzie czułem że mnie nie chcą.

        Piszę tutaj bo chciałem poznać zdanie osób postronnych na nurtujące mnie niektóre tematy.
        Poznałem, w większości są tendencyjne i tak jak napisałem do Kasimasi,
        jeśli by to kobieta pisała tego bloga, i miała podobną historię do mojej to w całości albo w ogromnej większości popierała byś ją, była byś nastawiona do niej pozytywnie, doradzała byś itp.

        Zauważ że większość negatywnych komentarzy 80-90 % pochodzi od kobiet.
        Od mężczyzn jest ich już zdecydowanie mniej.
        Otrzymałem dużo więcej pozytywnych komentarzy od mężczyzn, niż od kobiet.
        • zmeczona100 Re: Dlaczego tu pisze? 14.04.12, 13:44
          > Między małżonkami powinna być przyjaźń nie uważasz?

          Uważam.

          Ale Ty deklarujesz, że nawet teraz mógłbyś się z nimi zaprzyjaźnić (poczytaj swoje posty). A to jest myślenie magiczne.
          • jasamale Re: Dlaczego tu pisze? 14.04.12, 14:53
            Tak jeśli by się przyznali do wszystkiego co zrobili i jak postąpili. To jest jak oczyszczenie.
            Czy jeśli masz do coś do kogoś to jeśli chcesz się z tym kimś pogodzić to czy nie powiesz szczerze jak było, przyznasz się do błędów, przeprosisz, i obiecasz że od tego momentu będziesz starać się ze wszystkich sił żeby nie szkodzić, żeby mówić prawdę, starać się kochać po prostu.

            Jest powiedziane: NIE CZYŃ DRUGIEMU CO TOBIE NIE MIŁE
            Znasz to?????
            Bo moja eks chyba nie zna
        • yoma Re: Dlaczego tu pisze? 17.04.12, 13:25
          > Piszę tutaj bo chciałem poznać zdanie osób postronnych na nurtujące mnie niekt
          > óre tematy.
          > Poznałem, w większości są tendencyjne

          Jasamale, jest takie stare powiedzenie:

          Jeśli ktoś ci mówi, że jesteś koniem, możesz popukać się w czoło. Jeśli mówią to dwie osoby, zacznij się zastanawiać, a jeśli trzy, kup siodło...
          • jasamale Do Yomy i wszystkich zreformowanych 17.04.12, 20:20
            Widzisz jak niedokładnie czytasz.
            Nie że odwiedziłem na trzy godziny, tylko wyjechałem na trzy godziny do swojego domu rodzinnego. Po trzech godzina przyjechałem z powrotem.

            Rozumiem że należysz do osób zreformowanych, jak Zmęczona, Kasiamasia itp.
            Ja wolę podążać staroświecką drogą

            Nie wiem czy czytałaś w dzieciństwie taką bajkę, gdy mama kazała małemu chłopcu iść na targ i sprzedać ostatnią krowę bo nie mieli co jeść.
            Idzie więc mały chłopiec i spotkał żyda, i żyd się pyta - dokąd idziesz chłopcze?
            A on na to - idę na targ żeby sprzedać naszą ostatnią krowę.
            Żyd mu mówi - ależ to nie krowa to koza - a koza była o wiele tańsza.
            Chłopiec odrzekł - co wy mówicie, przecież to krowa którą mama mi powierzyła.
            I poszedł. Przebiegły żyd nasłał na chłopca swojego człowieka. Ten mówi - sprzedaj mi chłopcze tę kozę.
            Chłopiec odpowiada - to nie koza to krowa przecie - i poszedł dalej.
            Za zakrętem spotyka kolejnego człowieka - sprzedaj mi młodzieńcze tę kozę - mówi ten.
            Głupoty mówicie panie toż to krowa - mówi chłopiec i idzie dalej.
            Za lasem spotyka kolejnego człowieka - kupię od ciebie tę kozę - mówi nieznajomy.
            Zrozpaczony chłopiec który już wcześniej się zastanawiał czy ta jego krowa to może faktycznie koza jest. Postanowił sprzedać ją nieznajomemu za cenę którą ten zaproponował.
            Na targ nie dotarł. Wrócił do domu i opowiedziała wszystko matce. Ta załamała ręce i poszła sama szukać krowy którą kupili ludzie bez serca chcąc się wzbogacić na ludzkiej krzywdzie.
            Już nie pamiętam czy końcówka taka byłą, ale bajkę dobrze pamiętam.

            Mam swoje zdanie, dotrzymuję słowa, staram się postępować uczciwie, nie tak jak moja pani eks żona. W kościele przysięga a potem mówi: MOŻESZ SOBIE IŚĆ PRECZ! NIE CHCĘ CIĘ!!!
    • esteraj Konkrety 13.04.12, 12:30
      Jasamale, zajmijmy się Twoim pytaniem:

      Czy lepiej siedzieć cicho mając kontakty jakie się ma, licząc że może kiedyś jak dziecko podrośnie samo nakieruje się bardziej w stronę ojca. Czy już teraz walczyć o lepsze kontakty z urzędu, gdzie matka będzie pod nadzorem instytucji i będzie zmuszona mówić dziecku o ojcu pozytywnie, zmuszona z urzędu.

      1. Absolutnie nie pogarszać sytuacji przez nasyłanie (BEZ UPRZEDZENIA) urzędników i rozpowszechnianie bloga.

      2. Prośby i negocjacje.
      W punkcie drugim, nie wiem jak to u Ciebie wyglądało, bo mówiłeś, że żona nie chciała z Tobą rozmawiać lub mówiła, że powinieneś się domyślić.
      Poza tym, kiedy przychodzisz, to siedzisz i nic nie mówisz (tak zrozumiałam Twoje wpisy).
      Jak przebiegały Wasze rozmowy? Czy podejmujesz dalsze próby? Jeśli tak, to jakie?
      Ja zaproponowałam komunikację listową, jeśli werbalna jest niemożliwa.

      3. Udowadniać, że interesujesz się sprawami dziecka. Pytać o jego zdrowie, o potrzeby typu ubrania, akcesoria dziecięce itp. (nie tylko zabawki i poświęcanie godziny czy dwóch raz w tygodniu), a także o jego rozwój, relacje z rówieśnikami...
      Tutaj muszę pochwalić Twój pomysł z jazdą na rolkach, myślę, że powinien wypalić.

      4. Wnosić uzasadnienie o częstsze kontakty ojca z dzieckiem, czyli musisz przekonać, że jesteś potrzebny w życiu córki, jakie będzie miała z tego korzyści

      5. Nie krytykować publicznie osób zajmujących się wychowaniem dziecka. To przyniesie tylko dalszą izolację Ciebie od córki, negatywne nastawienie i buntowanie (w ich mniemaniu chronienie) dziecka przed własnym ojcem.

      6. Uprzedzanie o działaniach i konsekwencjach.
      Jeśli zbierasz jakieś dowody na ich negatywne zachowanie, zawsze powinieneś o tym uprzedzić. Powiedzieć: "Słuchajcie, wasze zachowanie jest karygodne, jeżeli dalej będziecie tak robić, zacznę to nagrywać i przedstawię w sądzie.
      Nie szykanujcie mnie, bo opublikuję bloga, gdzie dokładnie przedstawiam Wasze działania, może to źle wpłynąć na Wasz wizerunek w społeczeństwie.
      Jeżeli nie pozwolicie mi częściej widywać Ani, będę starał się sądownie uregulować kontakty, gdyż jestem prawowitym ojcem i nie mam ograniczonych praw rodzicielskich, co jest jednoznaczne, że mam takie same prawa i obowiązki wobec córki."

      7. Przejść do działania, ale tylko wtedy, gdy wcześniejsze metody i próby nie przyniosły efektów.

      Jeszcze jedno:
      Ale widzę że jest tu wiele wypowiedzi tendencyjnych, mających niewiele wspólnego z obiektywnym spojrzeniem na zagadnienie.

      Ja powiedziałabym, że wszystkie wypowiedzi są bardzo cenne. Powinieneś wziąć je pod uwagę, gdyż pozwalają na głębsze wniknięcie i zrozumienie Twojej sytuacji.
      Obiektywne spojrzenie czy też rady, mogą mieć niewielką wartość, ponieważ tylko dostosowane do danego przypadku, mogą przynieść określony efekt.

      Dokładna analiza Twojej historii, jaką przedstawiła Kasiamasia, może już odpowiedzieć Ci na pytanie: jaką reakcję wywoła Twój blog?

      Jasamale, sam zauważyłeś, że odbiór Ciebie poprzez blog i wpisy jest w 80-90% nieprzychylny. A tu na forum są to obce osoby, które oceny dokonywały jak najbardziej obiektywnie. Czy spodziewasz się, że ludzie z Makłówki lepiej go dobiorą?
      Ja Ci powiem, że to będzie strzał w kolano (ale w Twoje).
      Nie każdemu chce się zagłębiać w psychikę człowieka i ją analizować. Rozpowszechnisz blog i stworzysz tylko sensację, a ludzie je lubią i ważne, żeby coś się działo.
      Będą dokładać swoje trzy grosze i jeszcze bardziej podgrzewać atmosferę, byle tylko było ciekawiej. Najbardziej poranieni z całej afery będziecie Wy wszyscy, czyli bliscy Ani.

      Nie wiem gdzie zauważyłaś Esteraj że ja piszę że ona jest niedobra, że ją oskarżam.
      Jest coś takiego na blogu albo gdzieś tutaj do kogoś tak napisałem????????


      Jasamale, musiałabym zbyt wiele cytować zdań i rozpatrywać jakość ich przekazu.
      Powiem tylko, że skoro większość odbiera Twoje wpisy jako szykanowanie eks małżonki i niesprawiedliwe jej oskarżanie, to weź to proszę pod uwagę. Oznacza to, że forma jest niewłaściwa i błędnie oddaje Twoje intencje.

      • jasamale Re: Konkrety 13.04.12, 14:37
        O blogu uprzedzić, to nie takie proste, oni są wrogiem internetu, i nie zdają sobie jeszcze sprawy co to jest blog. Chociaż brat ma internet to głównie dzieci go używają do gier.
        Ale spróbuję, zresztą uprzedzałem o czym innym, to znalazło się to w prokuraturze że ją szykanuję, molestuję psychicznie itp.
        Sama widzisz że uprzedzanie niewiele daje. Pisałem sms-y, i listownie było ostatnio miesiąc temu, pan mediator napisał list w którym przedstawił wszystkie konsekwencje sądowe, i inne jeśli będzie dalej postępowała tak jak postępuje.

        Rozmawiać wcześniej też próbowałem wiele razy, to że nagrywam to już wiedzą. Sąd nie wziął tego jako materiał dowodowy więc się nie przejmują i uważają że to niegroźne tak już.
        Zresztą ostatnio wymyślili nowy sposób. Jest cisza, więc nie ma co nagrywać. Czasami nawet wyłączam dyktafon bo mi się już zapycha pamięć. Każde nagranie jest takie same prawie, bawią się, grają itp, więc już dałem sobie spokój prawie.

        Interesować się interesuję, ale cokolwiek zapytam to ona mi nie odpowie. Pytałem wiele razy.

        Tak jak pisałem tutaj do Kasimasi, do Zmęczonej, większość komentarzy jest faktycznie negatywnych do mnie, do tego co robię, i zrobiłem dotąd.
        Ale zauważ Esteraj że większość tych komentarzy pochodzi od kobiet.
        Gdyby to kobieta pisała tego bloga, gdyby miała podobną historię do mojej to jestem zdania że wiekszość komentarzy od tych samych osób byłoby pozytywnych, wspierały by ją, doradzały, pomstowały na wyrodny rodzaj męski itp.
        Od mężczyzn dostaję dużo mniej negatywnych komentarzy.
        Dużo więcej zdarza się pozytywnych.
        • esteraj Re: Konkrety 13.04.12, 15:34
          jasamale napisał:
          > Ale spróbuję, zresztą uprzedzałem o czym innym, to znalazło się to w prokuratur
          > ze że ją szykanuję, molestuję psychicznie itp.

          A czego to dotyczyło, przed czym uprzedzałeś i co znalazło się w prokuraturze?

          > Sama widzisz że uprzedzanie niewiele daje.

          Uprzedzanie daje ten komfort, że nie robisz czegoś celowo i złośliwie, ale jest to Twój krok do obrony. Pozostawiasz przeciwnikowi wybór i nie może mieć pretensji, że czegoś nie wiedział.

          > Rozmawiać wcześniej też próbowałem wiele razy, to że nagrywam to już wiedzą
          > Zresztą ostatnio wymyślili nowy sposób. Jest cisza, więc nie ma co nagrywać.

          A co Ty byś zrobił na ich miejscu, gdybyś wiedział, że każde słowo może być użyte przeciwko nim? Owszem dojrzały człowiek zachowywałby się przyzwoicie i nie bałby się nagrań, ale oni traktują Cię jak wroga i takie zachowanie jest dla nich bardziej wymowniejsze.

          Jasamale, już kilka razy zauważyłam, że Ty uciekasz przed problemami. Wycofujesz się.
          Na przykład, gdy żona po porodzie miała do Ciebie pretensje, walnąłeś drzwiami i poszedłeś, gdy teściowie mieli jakieś "ale" podczas Twojej pomocy w gospodarstwie, zacząłeś się wycofywać, potem uciekłeś za granicę...
          Jasamale, problemom trzeba stawiać czoła, a nie uciekać przed nimi.
          Wiem, że przychodzą momenty, kiedy jest się w czarnej d..ie i nie wiadomo co zrobić, ale mnie uczono, i sama się przekonałam, że nie można chować głowy w piasek. Trzeba tak drążyć temat, aż rozwiązanie przyjdzie. Gorsze, lepsze, ale jednak...

          Sama doświadczyłam tego, że najlepszym sposobem, gdy ktoś ma do mnie pretensje, albo o coś mnie oskarża, pytam się, dlaczego tak sądzi, co według niej robię źle, co mogę zmienić. Czasami przepraszam, że wywołuję w kimś negatywną reakcję i tłumaczę, że nie taki miałam zamiar.
          Człowiek ma tendencje do usprawiedliwiania się i przerzucania winy na drugiego. Jeśli ktoś zwraca mi uwagę, staram się mu podziękować, bo w ten sposób dowiaduję się jak jestem odbierana przez innych.
          Nie jest to przyjemne i pierwszy mój odruch jest: nie masz racji, mylisz się, przecież ja jestem ok, to Ty źle mnie odbierasz albo wymyślasz. Potem jednak zastępuję to słowem: dziękuję, nie byłam świadoma, że z boku tak to wygląda.

          Chodzi o to, żeby nie schodzić z ringu, żeby się nie poddawać, żeby skonfrontować się z przeciwnikiem.

          > Gdyby to kobieta pisała tego bloga, gdyby miała podobną historię do mojej to je
          > stem zdania że wiekszość komentarzy od tych samych osób byłoby pozytywnych, wsp
          > ierały by ją, doradzały, pomstowały na wyrodny rodzaj męski itp.

          Jestem na forum od trzech lat i czytam wiele wypowiedzi. Uwierz mi, że nie są one jednak takie tendencyjne. Fakt, że zdarza się często, że ludzie kierują się stereotypami czy własnymi doświadczeniami, ale po dłuższym czasie i rozpoznaniu podchodzą obiektywnie. Tak mi się wydaje.
          Hm... chociaż zdarzają się takie wątki, że szkoda gadać...
          Dobra mniejsza z tym.
          Chodzi mi o to, że podobny odbiór może mieć Twój blog w Makłówce i co wtedy zrobisz?
          Tutaj na forum możesz jeszcze coś wyjaśnić, napisać, a tam nie zmusisz nikogo by dalej czytał to co napisałeś.
          Ludzie na forum nie mają bezpośredniego wpływu na Twoją sytuację, tamci już mieć będą.
          • jasamale Re: Konkrety 13.04.12, 23:05
            Uprzedzałem że podam wszystko do publicznej wiadomości, że ludzie się dowiedzą jak ze mną postąpiła i jak postępuje teraz, jak ze mną postępują jej rodzice.
            Mówiłem jej to wszystko, i pisałem, przeważnie przez sms-y.
            To w prokuraturze zgłosiła że jej grożę i ją nękam.
            A ja chcę mieć tylko normalny kontakt z dzieckiem.
            Już nie chcę z nią być, nie chcę małżeństwa z nią. Wybiłem sobie już to z głowy.
            Ale dziecko chcę żeby mnie znało i pamiętało, i chcę mieć wpływ na jego wychowanie.

            Zostać i rozmawiać można Esteraj gdy rozmawia się na argumenty.
            Gdy argumenty są zastępowane przez gadkę:"to zachowuj się normalnie", powtarzaną na okrągło we wszystkich odmianach i przypadkach, gdy babcia z dziadziem mówią do córki: "gdzieś Ty miała oczy jak go brałaś dziewczyno", na dodatek wszystko to się dzieje o kilkadziesiąt decybeli głośniej niż zwykle ludzie się porozumiewają, do tego jeszcze dochodzą emocje, to masz wyobrażenie jak nie trzasnąć drzwiami i nie pójść choćby gdziekolwiek byle nie w takim domu.

            Ja zdaję sobie sprawę że ich krewni i niektórzy sąsiedzi odrzucą blog, i nie będą chcieli czytać.
            Ale niektórzy przeczytają. A wiesz że plotki się rozchodzą.
            Ktoś powie: słuchaj wiesz co się u Państwa Szybki dzieje??? Podobno tak nastawili dziecko przeciwko Mirkowi że teraz do niego w ogóle się nie odzywa.
            A przecież w tamtym roku widziałam jak bawił się z nią, i rozmawiała z nim, z tatą.
            Na to liczę Esteraj.
            Że ten blog będzie takim odbiciem.
            I zawsze ktoś z Makłówki coś tam przeczyta
        • braktalentu Re: Konkrety 13.04.12, 21:35
          "pan mediator napisał list w którym przedstawił wszystkie konsekwencje sądowe, i inne jeśli będzie dalej postępowała tak jak postępuje."

          Albo źle przeczytałeś co napisał mediator, albo kłamiesz, albo zmień mediatora.


          • blue_ania37 Re: Konkrety 13.04.12, 21:59
            Patrzenie tylko na własny koniec nosa....guzik przynosi....
            Trzeba się podnieść i iśc dalej....
            przeżywanie, że żona powiedziała, że na dzieci sie płaci....
            Można tym żyć....tylko po co?
            Jezu....chciałabym tylko takie słowa usłyszeć od męża....smile
            Ogarnij się...wyjedż gdzieś...kup psa.....zapisz się na basen.
            Żyj!

            A
            • jasamale Re: Konkrety 13.04.12, 23:24
              Ogarnąłem się Aniu, chodzę na basen, próbuję zacząć wszystko na nowo.
              Psa jeszcze nie mam ale kto wie? smile


          • jasamale Re: Konkrety 13.04.12, 23:20
            Dlaczego, dobrze napisał.
            Wezwał ją w moim imieniu do poważnej rozmowy o dziecku.
            Dodał że to najlepsze rozwiązanie dla dziecka i dla nas.
            Procesy sądowe są uciążliwe, kosztowne i stresujące, można tego uniknąć rozmawiając.
            Czy coś złego napisał??????
            • esteraj Mediator 13.04.12, 23:39
              To jaka była odpowiedź eks żony na pismo mediatora?
              Czy zupełnie to zignorowała?
              • blue_ania37 Re: Mediator 13.04.12, 23:49
                Ja, dobra naiwna kobieta jestemsmile więc piszę,
                rozumiem żal o dziecko, naprawdę rozumiem, i wspólczuję, jedyne co mogę rzec to dać sobie spokój, żeby emocje mogły opadnać.
                Nie warto tym żyć, i się ładować, bo to nide nic nie przynosi...
                Prawa, zabezpieczenie kontaktów ( nie kumam,że nie możesz jej wziąść) I SPOKÓJsmile\a
                • jasamale Re: Mediator 14.04.12, 02:38
                  No nie mogę wziąć Ani bo mi jej nie dadzą.
                  Gdyby dali, nie było by całej tej sprawy w sądzie, tego bloga.

                  Ale jeśli teraz dam sobie spokój to stracę ją na dobrych kilka lat, jeśli nie na zawsze.
            • braktalentu Re: Konkrety 15.04.12, 14:35
              "Dlaczego, dobrze napisał."

              Mediatora obowiązuje bezstronność. Pisząc Ex o sądownych i innych konsekwencjach, które poniesie w wyniku swojego zachowania wobec dziecka mediator wykazał się brakiem
              bezstronności. Bo o JAKICH zachowaniach mógł pisać bezstronnie nie wysłuchawszy drugiej strony?
    • esteraj Zajmijmy się teraźniejszością 13.04.12, 23:59
      Chyba dosyć już roztrząsania tego, co stało kilka lat temu.
      Rozwiedliście się, nie jesteście już razem i wspólnie się do tego przyczyniliście. Gdyby ona i jej rodzice nie krzyczeli, a Ty byłbyś bardziej stanowczy i nie pozwalał sobie na te krzyki, może byłoby inaczej. Tak czy inaczej "mleko się rozlało".
      Podczas rozwodu nie ustaliliście ilości Twoich spotkań z dzieckiem. Szkoda.
      Opiekę nad dzieckiem przyznano matce i to ona teraz decyduje, kiedy i jak często możesz widywać córkę.
      Chciałeś częściej, ale matka Ci to utrudnia, najprawdopodobniej odgrywając się na Tobie. Mało tego, nastawia dziecko przeciwko Tobie. Sytuacja rzeczywiście nieciekawa.
      Co można z tym zrobić?
      Najlepiej byłoby szukać ugody, ale jak sam powiedziałeś, Twoja żona "olała" mediatora.
      Ma w głębokim poważaniu Twoje chęci częstszego widywania Ani.
      Co mówi na ten temat prawo?
      Co w przypadku, gdy matka utrudnia widzenia ojca z dzieckiem?
      No tak, przed sądem oni mogą lub nawet to robią, zaprzeczyć, że to ma miejsce.
      Ty zbierasz nagrania w celu przedstawienia dowodów.
      Rzeczywiście, uprzedzeni przed takim faktem, unikają "złapania" ich na gorącym uczynku. Stosują ciszę.
      No i tutaj zawieszenie, co dalej? Czy wnosiłeś o uregulowanie ilości spotkań sądownie?
      Pewnie gdzieś to napisałeś, ale ja chyba nie doczytałam. Możesz to jeszcze raz wyjaśnić?
      • jasamale Re: Zajmijmy się teraźniejszością 14.04.12, 02:34
        Esteraj jesteś jedną z niewielu osób tutaj które potrafią popatrzeć na sprawę z boku, obiektywnie, i coś doradzić. Jestem Ci bardzo wdzięczny, jeszcze raz dziękuję.

        Na mediatora nie ma żadnego odzewu, a już będzie miesiąc około gdy list został wysłany.

        Złożyłem w tamtym roku w lecie wniosek o uregulowanie kontaktów z dzieckiem.
        Tak naprawdę to od tamtego czasu Ania zaczęła się zmieniać.
        Wcześniej też jej mówili różne rzeczy, ale nie wiem czy może mało intensywnie, czy może nie docierało jeszcze to do niej w każdym razie miałem wspaniały z nią kontakt.
        Gdy zauważyłem co się dzieje, w listopadzie złożyłem kolejny wniosek o uregulowanie chociaż kontaktów tymczasowych na czas gdy trwa sprawa z tego pierwszego wniosku.
        Ten drugi wniosek jest jakby w tym pierwszym wniosku.
        Sąd dwa razy odrzucił mi go z powodów formalnych, nie opłaciłem, i nie zrobiłem kopi, za trzecim razem wszystko już było w porządku formalnie, to sąd mi odrzucił uznając wniosek za bezzasadny. Sąd oparł się na wywiadzie kuratora sądowego który był 2x w miejscu zamieszkania Ani. Oni naświetlili odpowiednio sprawę, i Ania powiedziała że nie chce widzieć taty. I sprawa załatwiona.
        Byłem u adwokata, poradził mi żeby napisać jeszcze odwołanie, ale nie zdążyłem, zresztą powiedział że niewiele by to dało.
        Napisałem skargę do prezesa, czekam. Też podobno to niewiele da. Sądy są podobno niezależne, i nie można naciskać na nich.

        Adwokat właśnie poradził mi tego mediatora, no ale niestety.
        Mówił też że mogę pójść do prokuratury ale muszę znaleźć paragraf.
        Skakali do bitki, przy dziecku.
        Stosowanie gróźb pobicia, działanie na szkodę dziecka, przedstawię nagrania - Byłem się pytać w prokuraturze, kazali złożyć zawiadomienie.
        Zamierzam to zrobić żeby ją eks troszkę przestraszyć, może umityguje się troszkę.
        Jak nie marchewką to kijem, innego wyjścia nie widzę.
        Adwokat powiedział że prokuratura być może umorzy, postępowanie, wtedy można jeszcze raz złożyć, jeśli drugi raz umorzy wtedy można złożyć w sądzie sprawę cywilną.
        Taka jest procedura.
        Innego wyjścia nie widzę, to może być trochę skuteczne, jest jednak długotrwały proces.

        Szybszy skutek może być z tym blogiem.
        Myślę napisać artykuł do lokalnej gazety, opisać całą sprawę, jak sąd mnie potraktował, jak traktują mnie w Makłówce, jak nastawiają dziecko itp, poprosić o pomoc.
        Czytałem już takie artykuły na różne tematy, dotyczące bezpośrednio konkretnych osób.
        Nie mam tylko na razie pomysłu jak zrobić żeby jak najwięcej ludzi kupiło to wydanie akurat.
        Może jakąś lokalną promocję? Do każdej gazety jakiś drobny prezent na przykład. smile

        Wiem że czytając to z boku może się wydać trochę szalone, i nieprawdopodobne, ale chwytam się wszystkiego na co mogę zrobić, co mi do głowy przyjdzie.
        Z blogiem nosiłem się z zamiarem już od kilku miesięcy, jednak brakowało czasu zawsze.
        W artykule była by wzmianka o blogu właśnie i tak by się to w Makłówce rozpropagowało.
        Na skutek trzeba by już tylko czekać, ale myślę że byłby już dużo szybszy, jeśli nie natychmiastowy.
        Musieli by zareagować jeśli się tylko dowiedzą że są opisywani.
        Mogą mnie włóczyć po sądach o szkalowanie i zniesławienie, ale już rozmawiałem z adwokatem na ten temat.
        Szkalowanie i zniesławienie ma miejsce wtedy gdy rozpowszechniam nieprawdziwe wiadomości. W tym przypadku to ja prostuję wiadomości które o mnie rozpowszechniono w tej miejscowości, mam na to świadków.
        A wiadomości, fakty z bloga potrafię udowodnić.
        Po za tym wszystkie dane są tam zmienione, tak że bezpośrednio nie można do nich tego odnieść. Jednak osoby, stamtąd myślę że skojarzą fakty, i poznają zdjęcia charakterystyczne swojej wioski.

        To tak w skrócie planuję. Nic innego nie przychodzi mi do głowy.
        Pani w sądzie w sekretariacie powiedziała że z czasem dziecko zacznie dorastać, i zacznie mieć swoje zdanie.
        Może i tak ale to jeszcze nieprędko nastąpi. A na dodatek nikt nie zagwarantuje mi że to zdanie Ani w przyszłości będzie przychylne dla taty.
        Ja nie chcę stracić z nią kontaktu i chociaż teraz się nie odzywa do mnie, to ja i tak przychodzę, i powiedziałem jej, że chciałbym sobie na nią chociaż popatrzeć.
        Bawić się ze mną nie musi jeśli nie chce.

    • kasiamasia moze to miejsce bedzie lepsze 14.04.12, 06:07
      Jasamale, skoro nie wykazujemy wystarczajacego zrozumienia dla twojej sytuacji
      moze powinienes sprawdzic te strone internetowa:
      "no co ty Tato – być ojcem mimo wszystko"
      nocotytato.org.pl/
      Natrafilam na to forum przed 15 -toma miesiacami i wydawalo mi sie one
      "ze jest to forum z twarza cierpiacego rodzica (glownie ojca)"
      po rozpadzie rodziny. Moze tam beda mogli udzielic Tobie lepszego wsparcia.
      Bo tutaj wyglada na to ze tylko ciebie atakujemy i krytykujemy.


      Do innych bywalcow RiCD:
      Ale ku mojemu smutkowi trafil tam takze donabate (dzieci.skonecki.eu)
      i zaczal sie tam bardzo, bardzo aktywnie udzielac.
      Takze czesto wypowiadal sie tam cronat.gold (www.izaikuba.pl)
      i podejrzewam wiele innych osob, ktore wczesniej odwiedzaly RiCD.
      Ku mojemu przerazeniu po "uaktywnieniu" sie donabate (Szawel)
      forum kompletnie zmienilo swoj charakter................
      Mozecie sie tylko domyslac w ktorym kierunku poszy dyskusje
      • klapouchy-mis Re: moze to miejsce bedzie lepsze 14.04.12, 09:09
        Kasiumasiu, pisz za siebie co rozumiesz a czego nie rozumiesz, a swoją drogą trzeba być nieźle szurniętym żeby wersjonować sobie blogi kolejnych ojców, co Ci to daje ?
        • kasiamasia Re: moze to miejsce bedzie lepsze 14.04.12, 18:20
          klapouchy-mis napisał:

          > Kasiumasiu, pisz za siebie co rozumiesz a czego nie rozumiesz, a swoją drogą tr
          > zeba być nieźle szurniętym żeby wersjonować sobie blogi kolejnych ojców, co Ci
          > to daje ?


          Jasamale napisal ze jestem tendencyjna, niczego tutaj nie rozumniemy i tylko wiekszosc z Nas go tutaj tylko krytykuje.
          Wczesniej tutaj bylo paru ojcow (takze piszacych blogi o bolu niespelnionego aktywnego ojcostwa i "wrednych" ex), ktorzy takze narzekali na brak zrozumienia na RiCD.
          Przeniesli sie na tamto forum i wyglada ze znalezli tam, tego za czym szukali
          (zrozumienie i wsparcie). Moze tamto forum bedzie mu bardziej pomocne.
    • klapouchy-mis Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 09:05
      Jasamale,

      to nie mała Ania chce żebyś się od niej odczepił, tylko jej matka usiłuje się pozbyć ciągnącego się za nią "ogona" w postaci byłego męża. Słów dziecka nie bierz do siebie, bo nie ono je wymyśliło. Pewnie niewiele to da, ale spóbuj porozmawiać z jakąś psycholożką/pedagożką jak dotrzeć do dziecka zindoktrynowanego przez matkę i dziadków.

      Mediator Ci nie pomoże, bo nic nie może. Niestety w tym konflikcie to Ty jesteś słabszy i choćbyś trafił na najlepszego mediatora, to w praktyce nie dysponuje on żadnymi środkami żeby nakłonić do rozmów stronę występującą tu z pozycji siły. Równie dobrze możesz dać parę złotych księdzu proboszczowi, żeby się za Tobą wstawił jak będzie chodził po kolędzie czy coś i tak samo nic to nie da.

      Możesz poprawić sytuację wywalając byłej małżonce i teściom konkretniejszą kasę na dziecko,
      wtedy zaczęliby Cię trochę szanować i skorygowali nastawienie dziecka.
      Ale nie licz na to, że za pieniądze kupisz bliskość z dzieckiem i realny wpływ na jej wychowanie. Ot, kasę z chęcią przyjmą, będą może trochę milsi, trochę bardziej kurtuazyjni, lecz zasadnicza filozofia ich postępowania i tak będzie kręciła się wokół sentencji "ludzie ze sobą nie żyją, ale na dzieci płacą". Dopuszczą wtedy do normalniejszych Twoich relacji z dzieckiem, ale i tak będzie to trochę jak przez szybę, na tyle żebyś bez szemrania dokładał środków finansowych znacznie większych niż zasądził sąd.
      Co do sądu, to clue jego nastawienia do sprawy leży... w słowach sekretarki. Czyli daj se panie spokój, jak dziecko podrośnie to może samo zacznie z Tobą gadać. Gdybyś wywalczył w sądzie powiedzmy ze dwa całe weekendy i miesiąc wakacji, to byłoby to prawdopodobnie wsytarczajaco satysfaksonujące, żeby rozwiązać Twój problem. Niestety, sądy rodzinne w podobnych konfliktach nawet jeśli widzą patologiczne zachowanie matki, to stoją na stanowisku, że dla dobra dziecka lepiej nie ingerować. Niech ojciec sam próbuje załatwić sprawę z matką i jej rodziną, a jeżeli nie da rady to trudno, nic na siłę. Dlatego w sądzie Cię zlewają i tak się będzie ta sprawa ciągnęła przez kolejne notatki kuratorów, rozprawy, przez badania psychologiczne w RODK itp., aż w końcu jak już będą musieli coś orzec to orzekną powiedzmy dwa spotkania w miesiącu w miejscu zamieszkania matki i wrócisz do punktu wyjściowego. Pisałem, żebyś wziął se do tej sprawy jakąś porządną, miejscową adwokatkę, może jej się uda z jej kumpelą sędzią załatwić coś więcej, ale i na to szanse z każdym kwartałem maleją.
      Pisaniem pism po Prezesach i prokuraturach w każdym razie nic nie ugrasz, bo zwyczajnie wszyscy mają to w dupie.

      To by było na tyle, a wybór należy do Ciebie smile
      • altz Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 09:27
        klapouchy-mis napisał:

        > Mediator Ci nie pomoże, bo nic nie może. Niestety w tym konflikcie to Ty jesteś
        > słabszy i choćbyś trafił na najlepszego mediatora, to w praktyce nie dysponuje
        > on żadnymi środkami żeby nakłonić do rozmów stronę występującą tu z pozycji si
        > ły. Równie dobrze możesz dać parę złotych księdzu proboszczowi, żeby się za Tob
        > ą wstawił jak będzie chodził po kolędzie czy coś i tak samo nic to nie da.
        Tu mam inne zdanie. Może faktycznie warto porozmawiać z księdzem?
        Ksiądz jako mediator byłby dobry w ich stronach, tak myślę.
        Tylko żadnych pieniędzy na to, bo sobie można zrazić jeszcze jedną osobę.

        Najważniejsze, to jakoś ocieplić stosunki między rodzicami, czyli żadnego nagrywania i blogów, a wypada pokazać, że się poważnie traktuje drugą stronę.
        To, że cała rodzina jest przeciwko, to też świadczy o tym, że konflikt jest w pełni rozkwitu, nie można ignorować zdania babci i dziadka, wbrew pozorom, mają sporo do powiedzenia.
        Wypada też zauważać pewne gesty. Jeśli żona mówiła, że będzie rozmawiać, o ile mąż będzie się zachowywał normalnie, to była próba nawiązania kontaktu i tak to trzeba było zrozumieć.
        Można było zapytać, co znaczy zachowywać się normalnie i czego oczekuje od męża? A przedtem wypić szklankę wody i się uspokoić, żeby do rozmowy doszło.

        Myślę, że ten mediator jest do zmiany. Dał się wciągnąć w gierki, mediator nie jest od tego, żeby wysyłać pisma z pogróżkami, co też się stanie matce, jeśli będzie się zachowywać, jak obecnie. To nie jest rola mediatora.

        Sądy głupie nie są, znają lokalne nastroje i uwarunkowania i nie chcą robić zadymy. Myślę, że normą jest, że matka się zajmuje dziećmi, a chłop jest do roboty.

        Co do blogów, nie znam osoby, której blog by pomógł w rozwiązaniu konfliktu.
        • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 15:33
          Altz, jestem gotów przestać nagrywać, zlikwidować bloga jeśli wrócą mi poprzednie kontakty z dzieckiem, żebym mogł je wziąć na spacer, do mojego miejsca zamieszkania itp.
          Ania pytała się wcześniej czy mama pozwoli, to powiedziała że kategorycznie nie!!!!

          Co do bloga to jest on w konkretnym celu, przeczytaj wpis który napisałem wczoraj w nocy dla Esteraj
          • zmeczona100 Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 15:40
            Altz, jestem gotów przestać nagrywać, zlikwidować bloga jeśli wrócą mi poprzedn
            > ie kontakty z dzieckiem, żebym mogł je wziąć na spacer, do mojego miejsca zamie
            > szkania itp.

            Po pierwsze- to jest szantaż. Oni Ci przecież wyraźnie powiedzieli, że oczekują od Ciebie normalnego zachowania. Uważasz, że nagrywanie, upublicznienie bloga to są normalne zachowania?
            Po drugie- co się takiego stało, że zaczęto realizować kontakty wg obowiązującego prawa?

            Po trzecie wreszcie- to, że nie odpisujesz na mojego posta ("tak to było") nie sprawi, że stanie się on niewidoczny dla innych.
          • altz Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 15:50
            jasamale napisał:

            > Co do bloga to jest on w konkretnym celu, przeczytaj wpis który napisałem wczor
            > aj w nocy dla Esteraj
            Ja to czytałem, ale blogiem nic nie zyskasz. Najwyżej, jeszcze jedna osoba powie, że zaczyna rozumieć Twoją żonę i określi Cię odpowiednio.
            Najpierw trzeba rozmawiać, potem wymagać i karać, ale powinieneś zacząć od pokazania dobrej woli, co po nagrywaniu, to będzie bardzo trudne, niestety.
            Może znajdź kogoś, komu oboje ufacie i wam obojgu ufa? Uzgodnijcie jakieś zasady zawieszenia broni? Obecna sytuacja nikomu nie służy.
            • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 16:18
              Przez około 5 lat nie mieli pojęcia że są nagrywani, pokazywałem dobrą wolę, próbowałem rozmawiać, prosiłem, tłumaczyłem itp.
              Nic nie pomagało.
              To że są nagrywani dowiedzieli się jakieś 1,5 roku temu.
              • altz Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 16:36
                jasamale napisał:

                > Przez około 5 lat nie mieli pojęcia że są nagrywani, pokazywałem dobrą wolę, pr
                > óbowałem rozmawiać, prosiłem, tłumaczyłem itp.
                > Nic nie pomagało.
                > To że są nagrywani dowiedzieli się jakieś 1,5 roku temu.

                Dobrze, że Ci nóg nie powyrywali, jak się dowiedzieli! big_grin
                5 lat nagrywać kogoś, to są dopiero jaja!
                Nie da się rozmawiać i dogadywać, jeśli się jednocześnie nagrywa i szpieguje, choćby dlatego, że to widać.
                I na co czekałeś pięć lat? Trzeba było się rozwieść i dać żyć żonie, może by Cię za to szanowała?
                • kasiamasia Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 19:19
                  altz napisał:

                  > jasamale napisał:
                  >
                  > > Przez około 5 lat nie mieli pojęcia że są nagrywani, pokazywałem dobrą wo
                  > lę, pr
                  > > óbowałem rozmawiać, prosiłem, tłumaczyłem itp.
                  > > Nic nie pomagało.
                  > > To że są nagrywani dowiedzieli się jakieś 1,5 roku temu.
                  >
                  > Dobrze, że Ci nóg nie powyrywali, jak się dowiedzieli! big_grin
                  > 5 lat nagrywać kogoś, to są dopiero jaja!
                  > Nie da się rozmawiać i dogadywać, jeśli się jednocześnie nagrywa i szpieguje, c
                  > hoćby dlatego, że to widać.
                  > I na co czekałeś pięć lat? Trzeba było się rozwieść i dać żyć żonie, może by Ci
                  > ę za to szanowała?

                  Ja wiem ze nie rozumie tego co czytam, ale probowalam ustawic sobie to chronologicznie:
                  Styczen 2006 - Jasamale wyjezdza do pracy za granice -zostawia zone z 4 1/2 miesiecznym dzieckiem ( 250 zl swoich pieniedzy oraz druga polowa pieniedzy z prezentow slubnych przekazanych zonie wczesniej w czasie awantury po porodzie)
                  Sierpien 2006- Powrot Jasamale (na krotko) po 7 miesiacach niebycia w kraju i nie lozeniu na utrzymanie dzieka i zony, ale za to po awanturach przez telefon i w konsekwencji
                  sprawy w sadzie o alimanty na utrzymanie dziecka. Dziecko ma prawie roczek.
                  Sprawa o rozwod winiesiona przez Jasamale
                  z bloga jasamMar 6, 2012 12:38 PM
                  (.........) W czasie rozwodu dziecko miało rok i 1-2 miesiące.

                  czyli ??? Pazdziernik 2006?

                  Dzien dzisiejszy:
                  dziecko ma 6.5 roku
                  Minelo prawie 5.5 lat od rozwodu (wniesionego przez Jasamale).
                  I sam Jasmale przyznaje sie ze:
                  > jasamale napisał:
                  > > Przez około 5 lat nie mieli pojęcia że są nagrywani, pokazywałem dobrą wo
                  > lę, pr óbowałem rozmawiać, prosiłem, tłumaczyłem itp.
                  > > Nic nie pomagało. To że są nagrywani dowiedzieli się jakieś 1,5 roku temu.
                  I sam Jasmale prezentuje jak to "ladnie" zachowuje sie w czasie odwiedzin corki
                  wiedzac ze wszystko sam nagrywa, a rodzina Matki dziecka tylko rzuca sie do bitki
                  awanturuje, a Jasmale taki niewinny potulny baranek, szukajacy milosci i zrozumienia.
                  Bo przeciez gdyby Oni przyszli, przyznali sie, pokajali, to on by im wybaczyl, przyjaznilby sie
                  I nawel i pokochal.
                  Czy naprawde mozemy byc pewni ze to Jasmale (zbierajac dowody) sam nie wszczynal tych awantur? Zeby miec te dowody.
                  Moze rodzina Matki dziecka nie jest az tak klotliwa jak jest przedstawiana.

                  • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 23:41
                    Noo musiał bym Ci dać do posłuchania Kasiu, tam wyraźnie słychać kto zaczyna.
                    • kasiamasia Jasamale-powodzenia 15.04.12, 01:51
                      jasamale napisał:
                      > Noo musiał bym Ci dać do posłuchania Kasiu, tam wyraźnie słychać kto zaczyna.

                      Nie dziekuje, nie skorzystam.

                      Jasno widac ze twoje postepowanie (wedlug Ciebie) jest jedynym slusznym
                      i jakos nie zauwazasz ze nie przynosi Tobie wymarzonych efektow.
                      Zostaje mi tylko zyczyc Tobie, zeby za parenascie lat twoja corka,
                      po przeczytaniu wszystkiego co piszesz, chciala sie dac kochac.
                      Powodzenia.
                      • jasamale Re: Jasamale-powodzenia 15.04.12, 21:36
                        Nie jedynie słuszne, ale nie mam innego wyjścia, innych sposobów już wypróbowałem.
                        Dziękuję Kasiu, liczę że to się stanie już za kilka miesięcy
                • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 23:45
                  No przez trzy lata nie tak często bo byłem za granicą, i do Polski przylatywałem raz na miesiąc, dwa miesiące, kupowałem bilety kilka miesięcy wcześniej i przylatywałem żeby wiedzieć dziecko.
      • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 14.04.12, 15:14
        Dziękuję Misiu, wszystko bardzo trafnie ująłeś.
        Jeszcze raz dziękuję za wszystkie twoje słowa i rady, przemyślę to
      • jasamale Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 15.04.12, 00:12
        Tak to dobrze opisałeś że aż skopiowałem sobie twój wpis, żeby go przeczytać na spokojnie gdzie indziejsmile
    • esteraj Zajmijmy się teraźnieszością 14.04.12, 11:30
      Kasiamasia podała dobrą stronę.
      nocotytato.org.pl/
      Poczytałam kilka wątków. Pocieszające może być to, że Jasamale nie jest sam z takim problemem, ale cholernie smutna i zatrważająca jest niesprawiedliwość stosowana wobec ojców.
      Jak widać, potrzeba dużo czasu, by taka mentalność, jak wykorzystywanie dziecka do odgrywania się matki na ojcu, uległa zmianie. Wiadomo, że każdy przypadek jest inny i należałoby go rozpatrywać indywidualnie, ale w większości idzie to jednym schematem.

      Osobiście nie mam takich doświadczeń, ale mimo to przedstawię moje propozycje.

      Jedną z nich jest znalezienie dobrego, sprawdzonego i skutecznego adwokata. Najlepiej z udokumentowanymi efektami i jak to sugerował Kłapouchy, który miałby jakieś układy z sędzią. Fakt, że może być to kosztowny interes, ale ja wzięłabym nawet jakąś pożyczkę, bo stawką jest dziecko. W sadzie liczą się twarde dowody, odpowiednie artykuły, na które można się powołać i przekonujące argumenty. Dobry prawnik jest w stanie zdziałać "cuda".

      Druga opcja, to dążenie za wszelką cenę do ugody. Tutaj trzeba by schować honor w kieszeń i efekty mogą być dwojakie, zależy od upartości i podłości drugiej strony.
      Poprosiłabym o rozmowę i zadała podstawowe pytania:
      1. Czego ode mnie oczekujecie?
      2. Jaki jest Wasz cel?
      3. Jak długo zamierzacie i dlaczego się na mnie mścicie?
      4. Co mogę zmienić i jaką dacie mi gwarancję, że to co zrobię przełoży się na częstsze spotkania z dzieckiem?
      5. Co znaczy zachowywać się "normalnie" według was? Konkretne żądania.

      No tak, tylko co zrobić, gdy "przeciwnik" powie: spadaj, nie mamy ochoty z tobą gadać, twój czas już minął...?
      Tutaj mamy problem, bo to oni rozdają karty.
      Jak ja sobie to wyobrażam?
      Zakładam, że matka jest podczas Twoich spotkań z córką. Jeżeli nawet nie chce rozmawiać, możesz prowadzić monolog, może w ten sposób sprowokujesz do rozmowy. Nie może być tu żadnych złośliwości i oskarżeń z Twojej strony, bo mimo wszystko, dziecko będzie świadkiem, no chyba, że uda Ci się z eks żoną porozmawiać na osobności.
      Jak mówiłam, honor i emocje w tym czasie chowamy głęboko. Nie robić z siebie ofiary czy sługusa, ale stanowczo i konkretnie dążyć do uzyskania odpowiedzi na powyższe pytania.

      Jasamale, czy możesz dać chociaż jeden przykład, gdy rzucali się na Ciebie z łapami? Jak do tego doszło?
      Chciałabym sobie jakoś zobrazować tę sytuację i ocenić z jakim rodzajem ludzi masz do czynienia.
      • jasamale Re: Zajmijmy się teraźnieszością 14.04.12, 15:57
        Zajrzę na tę stronę wieczorem,
        Postaram się znaleźć adwokata, dobrego, kłopot w tym że nie mam kogo spytać czy ten jest dobry czy nie, nie mam nikogo kto by mi polecił kogoś.
        Finansowo też nie stoję za dobrze, pracuję, i jeszcze dorabiam sobie po pracy,
        ale musiałem niedawno wyremontować lokal, jeszcze nie jest skończony, i praktycznie wszystkie pieniądze ładuję w ten lokal i materiały, dochodu to na razie nie przynosi wielkiego, więc dokładam z tej pracy, jeszcze alimenty, ZUS, jak na razie kiepsko stoję, mam nadzieję że w przyszłości się poprawi smile
        Pytałem o ceny adwokata to powiedział mi że 640 zł, będę musiał znaleźć podobne pieniądze, odpadły by mi pisanie pism przynajmniej, nie wiem tylko jakiego adwokata????

        Do bitki skakali kilkakrotnie, trzymał mnie brat raz i dziadzio drugi raz.
        Pierwszy raz gdy nie wytrzymałem i w dzień gdy wyszła ze szpitala, wieczorem miałem już tak wszystkiego dość, położyłem się cichutko koło dziecka, spało. Weszła do pokoju, zaświeciła światło, i z buzią do mnie że ona się męczy, a ja leżę, że jestem nie do życia, a mała córka brata mówi: ciociu znajdziesz sobie innego męża, dziecko się obudziło, zaczęło płakać, nie wytrzymałem, trzasnąłem drzwiami i pojechałem do domu.
        Gdy przyjechałem po około 3 godzinach skoczyli do bitki że zostawiłem żonę chorą po porodzie.

        Drugim razem gdy dowiedzieli się że są nagrywani.

        Groźby i starty do bitki słyszałem jeszcze w innych przypadkach, jednak w tych dwóch już mnie trzymali.
        Wszystkie przypadki oprócz tego tuż po porodzie, gdzie Ania była malutka, działy się przy dziecku, i Ania wszystko slyszała i siedziała skulona.
    • zmeczona100 A to było tak: 14.04.12, 13:30



      > Jeśli chodzi o mnie to dziecko ma 6,5 roku i do tego czasu miałem z nim wspania
      > ły kontakt.

      > Przychodziłem (mieszka z mamą i jej rodzicami) i bawiliśmy się w różne zabawy,
      > i chociaż krzyczeli na mnie, nawet do bitki skakali przy dziecku, wymyślali róż
      > ne rzeczy na mnie, i mówili dziecku to widocznie nie tak intensywnie i skutecz
      > nie bo dziecko chciało żebym przyjeżdżał, i jak czasem nie dałem rady przyjecha
      > ć, to nawet miała pretensje że czekała a ja nie przyjechałem.
      > Od pół roku to się zmieniło o 180 stopni, tak z tygodnia na tydzień prawie,


      > Złożyłem w tamtym roku w lecie wniosek o uregulowanie kontaktów z dzieckiem.
      > Tak naprawdę to od tamtego czasu Ania zaczęła się zmieniać.
      > Wcześniej też jej mówili różne rzeczy, ale nie wiem czy może mało intensywnie,
      > czy może nie docierało jeszcze to do niej w każdym razie miałem wspaniały z nią
      > kontakt.
      > Gdy zauważyłem co się dzieje, w listopadzie złożyłem kolejny wniosek o uregulow
      > anie chociaż kontaktów tymczasowych na czas gdy trwa sprawa z tego pierwszego w
      > niosku.

      Naczytał się chłopina Walczących ojców czy jakoś tak i postanowił pokazać, kto tu rządzi. I miało mu w tym pomóc prawo. Bidak zapomniał, że to broń obosieczna.
      Skoro nie było podstaw do składania wniosku o uregulowanie kontaktów (bo nie miał problemów z ich realizacją), to jego była postanowiła iść tą samą drogą- chcesz załatwienia sprawy wg prawa? No to wszystko będzie zgodnie z literą prawa (czyt. zgodnie z wyrokiem). Nic mnie, ale i nic więcej, a dodatkowo- radź sobie sam, staraj się sam, my nie będziemy Twoim przewodnikiem w sprawie spędzania czasu z córką.
      Czy to niedojrzałe zachowanie matki? Patrząc "prawnie"- nie; tak samo, jak i zachowania Jasama (wniosek do sądu o uregulowanie kontaktów). Trzeba było udowadniać, kto ma władzę i jak ma tańczyć Twoja była? Trzeba było robić po swojemu, bez zastanawiania się, jakie mogą być konsekwencje swoich decyzji?

      Masz się zachowywać normalnie, ale Ty nie masz pojęcia, co robisz nie tak. Jak Cię czytam, to akurat Twój brak rozumienia i oceny własnych zachowań zupełnie mnie nie dziwi. Czy:
      - wyjazd za granicę i brak finansowowego wsparcia dla rodziny pozostającej w kraju
      - uniemożliwienia samodzielnego korzystania przez żonę z samochodu (może, ale tylko wtedy, gdy za kierowcę będzie robił ten konkretny kolega--> wymuszanie, podporządkowanie, ograniczenie, kontrola)
      - chwalenie się, jak to się wspomogło żonę zakupem paltocika
      - podkreślane, jaka łaskę zrobiło się starej pannie, proponując jej małżeństwo, chociaż ona garbata
      - zakładanie spraw w sądach bez rzeczywistej potrzeby
      - ofiarowanie "miłości" warunkowej (będę cię kochać, jak się dasz lubić, będziesz miła itp.)
      - opuszczenie żony po porodzie z powodu takiego, że przecież miała zapewnioną opiekę innych

      ... są to zachowania normalne?

      To tylko wybrane przykłady z tego, co opisałeś (traktując je jako normę); a co z tymi, o których nie wspomniałeś (bo okazji nie było)? Jeśli w tak podstawowych, oczywistych sprawach zachowujesz się "nienormalnie", to jaka jest szansa, że w tych bardziej skomplikowanych sprawach zachowujesz się inaczej?

      Wg mnie jesteś przypadkiem beznadziejnym, bo nie ma możliwości, aby dotarło do Ciebie to, co robisz niewłaściwie wg przyjętych zasad współżycia społecznego. Ty po prostu nie przyswajasz pewnej wiedzy, a z racji wieku i środowiska, w jakim się wychowałeś, nie jesteś w stanie zrozumieć i zmienić swojego sposobu patrzenia na rodzinę, dziecko i swoją rolę jako ojca, męża, zięcia...
      • jasamale Re: A to było tak: 14.04.12, 16:11
        Przeczytaj to co odpisałem dla Altz-a, do Esteraj, przeczytaj wpis Kłapouchego Misia może coś zrozumiesz bo ja już nie mam siły Tobie odpisywać.
        • zmeczona100 Re: A to było tak: 14.04.12, 16:16
          Biedaku, nikt Cię nie rozumie... Co za pech!
          Ach
          • jasamale Re: A to było tak: 14.04.12, 16:20
            Niektórzy rozumieją, a niektórzy nie, do tych drugich Ty należysz niestety.
            • zmeczona100 Re: A to było tak: 14.04.12, 16:29
              Idę się pociacham z rozpaczy.
        • altz Re: A to było tak: 14.04.12, 16:41
          jasamale napisał:

          > Przeczytaj to co odpisałem dla Altz-a, do Esteraj, przeczytaj wpis Kłapouchego
          > Misia może coś zrozumiesz bo ja już nie mam siły Tobie odpisywać.

          Czytaj to, co pisze Zmęczona. W tym przypadku nie zdziwiłbym się, gdyby żona i rodzina żony tak myślała, jak to widzi Zmęczona.
          • jasamale Re: A to było tak: 14.04.12, 23:55
            Altz ja jej tłumaczę że wolę mieszkać pod mostem niż w domu z taką żoną,
            a ona dalej swoje, że nie łożyłem na dziecko, że wziąłem rozwód itp.

            Tak wziąłem rozwód, ale przed rozwodem wyraźnie usłyszałem że mnie nie chce, że mogę pójść precz i robić co chcę, żebym tylko na dziecko płacił
            I nie jestem pewny czy gdybym tam został, to dziś chodziłbym po tym świecie.
    • esteraj Co było pierwsze, kura czy jajko? 14.04.12, 21:15
      Cała ta dyskusja opiera się o to, kto pierwszy zaczął konflikt.

      Na początku Jasamale wraz z żoną ustalili, że będą mieszkać w jego domu. Potem, jednak żona wolała być u rodziców, na co Jasamale dla jej dobra się zgodził. Tam pomagał w gospodarstwie. Coś jednak się nie podobało teściom i zaczęły się docinki i pretensje. Może nie powiedzieli wprost, czego oczekują od zięcia i chcieli półsłówkami coś mu zasugerować, lub pomagał, a im to się spodobało, po czym chcieli zrobić z niego parobka... Jasamale poczuł się wykorzystywany i niedoceniony. Zaczął odpuszczać.
      Dalej wiemy, że żona zaczęła go ignorować i większość problemów omawiała z rodzicami.
      Został zepchnięty na boczny tor. Nie był u siebie, co często mu podkreślano.
      Błędem było unoszenie się honorem i wycofywanie, zamiast podejmowanie prób w rozwiązywaniu problemów.
      Konflikt był spowodowany innymi wyobrażeniami co do instytucji małżeństwa.
      Mamy próbę pobicia. Dlaczego? Bo Jasamale nie domyślił się, że żona potrzebowała pomocy i po pracy położył się przy dziecku. Jego błąd, że się nie zapytał, czy aby czegoś nie trzeba zrobić. Żona popełniła błąd, że jasno mu nie powiedziała, co jest do zrobienia.
      Awantura gotowa. Żona miała przewagę, gdyż nagle zlecieli się teściowie.
      Cóż było robić, gdy emocje w pełni pobudzone?
      Trzasnąć drzwiami i wyjść - odruch bezwarunkowy -ochrona własnego życia i zdrowia.
      Można było postąpić inaczej, niestety. Czyli uspokoić żonę, przeprosić, że się nie wiedziało i wyjaśnić zajście.
      No cóż, wrogość narastała.
      Jasamale postanowił wyjechać za granicę. Zostawiając 3250zł, sądził, że pieniądze będą z przeznaczeniem na życie. Uzgodnił z żoną kwestię korzystania z samochodu.
      Mimo to, żonie trafiła się okazja kupna samochodu od brata i kasę rozdysponowała inaczej.
      Potem były pretensje, że Jasamale nie przysyła pieniędzy, a przecież miał je przywieźć, kiedy wróci.
      Podczas jego nieobecności, uzmysłowiła sobie, że tak naprawdę to jej dobrze jest samej, tym bardziej, że ma bliskich obok siebie. Jasamale miał zatem pełnić funkcję bankomatu.

      LUDZIE ZE SOBĄ NIE ŻYJĄ, ALE NA DZIECI PŁACĄ

      To tak, jak powiedzieć kobiecie, że jest do rodzenia dzieci i do stania przy garach.
      Hm..., która z nas przyjęłaby takie słowa bez oburzenia?
      A co by było, gdyby z tego oburzenia przestała mężowi gotować obiady? Ten zapewne odciąłby ją od gotówki i tak usadził, by zrozumiała gdzie jej miejsce.
      Co by było dalej? Nieuległa kobieta wniosłaby o rozwód, bo szkoda życia przy takim pacanie.
      No to mamy analogię do postępku Jasamale.

      Po rozwodzie Jasamale przychodził do dziecka. Bywał tak często, jak tylko mógł.
      Relacje między dzieckiem a ojcem były coraz lepsze. Zaniepokoiło to eks żonę i dziadków, bo nie daj Bóg córka zobaczyłaby w nim autorytet. Poza tym, być może Jasamale według nich był za szczęśliwy i nie poniósł odpowiedniej kary za niespełnienie ich oczekiwań...
      No to, gdy Jasamale przychodził w niedzielę do dziecka, tamci zamykali przed nim drzwi, bo przecież raz w tygodniu, to już wystarczająco...
      Prawnie oni są opiekunami, a że kontakty nie zostały sądownie ustalone, no to wyrażali zgodę według własnego uznania.
      • zmeczona100 Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 14.04.12, 21:43
        Nie, Esteraj, nie chodzi o to, kto pierwszy zaczął (bo to dziecinada by była), ale o przyczynę. Można pisać jeszcze tysiąc różnych wersji mniej czy bardziej prawdopodobnych historii, a można też odnieść się do tego, co sam opisał Jasamale- tj. do faktów, a nie ich interpretacji.

        > LUDZIE ZE SOBĄ NIE ŻYJĄ, ALE NA DZIECI PŁACĄ

        > To tak, jak powiedzieć kobiecie, że jest do rodzenia dzieci i do stania przy ga
        > rach.

        Piekne porównanie.

        A ja mam inną interpretację:

        > LUDZIE ZE SOBĄ NIE ŻYJĄ, ALE NA DZIECI PŁACĄ

        tj. nawet, jak wyjeżdżasz za granicę, to dalej masz obowiązki wobec rodziny, którą stworzyłeś.

        Ale tu nie chodzi o interpretacje, ale o to, że gość jest niereformowalny, bo nie rozumie prostych zasad i prawa, które dotyczą najnormalniej w świecie nawet nie małżeństwa, ale osób sobie bliskich.

        Takie mętne tłumaczenie jego postępowania to tylko woda na jego młyn.
        Przecież patrząc z boku na to, co on tu wypisuje, to od razu rysuje się obraz człowieka, który absolutnie nie nadaje się na ojca czy męża.
      • jasamale Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 15.04.12, 00:08
        Bardzo dobrze to opisałaś Esteraj. Tak było.
        Ja nie twierdzę że nie popełniałem błędów.
        Ale zależało mi na tym małżeństwie, na rodzinie.
        Żeby jednak był związek to musi być dobra wola do bycia razem z obydwu stron.
        W moim przypadku uważam że to nie do końca był związek małżeński.
        • esteraj Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 15.04.12, 01:05
          Jasamale, wiesz, mój opis to tylko kontr interpretacja do powyższych opisów.
          Tak naprawdę nie wiem, dlaczego nagle zdecydowałeś się na sądowne ustalenie kontaktów z dzieckiem. Pamiętam tylko, że raz w niedzielę zamknęli przed Tobą drzwi, gdy przyszedłeś do córki. Pisałeś również, że Twoje spotkania wcześniej były poprawne.
          Co było rzeczywistym powodem?
          Czy wiadomość o tym, że ich nagrywasz, czy zbyt bliska więź, która się między Tobą a dzieckiem tworzyła?
      • esteraj Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 15.04.12, 01:10
        Jasamale, wciąż oczekujesz, że tamta rodzina Ciebie przeprosi za popełnione błędy.
        Powiedz mi proszę, jakie Ty wyciągnąłeś refleksje z Waszego pożycia małżeńskiego?
        Do czego się przyznałeś, czy przeprosiłeś? (Nie pisz proszę tylko o dziurawych skarpetkach wink)
        • jasamale Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 15.04.12, 01:53
          Zamknęli mi drzwi przed nosem i to wiele razy, tak w niedzielę jak i na tygodniu gdy akurat wcześniej skończyłem pracę lub miałem wolne.

          Uregulowanie kontaktów z dzieckiem, miałem to już dawno zrobić, tylko zabierałem się do tego trochę opieszale. Zdawałem sobie sprawę że absolutnie się nie zgodzą na inne kontakty niż u nich w domu, dlatego zbierałem dowody jak mnie w tym swoim domu traktują.
          Zbierałem dowody jak wyglądają moje kontakty z Anią, zdawałem sobie sprawę że mogą ją próbować nastawić przeciwko mnie, próbowali to już wcześniej, tylko się nie dało, była za mała, ale zapowiadali że jak podrośnie to sama oceni jaki tata jest i co jest wart.
          Widocznie już oceniła, ocenia teraz.

          Nie tyle oczekuję przeprosin, nie zależy mi na przeprosinach aż tak bardzo, ile oczekuję że przyznają się do wszystkiego przed swoją rodziną, przed sąsiadami do których mówili jaki to ja jestem zły i że porzuciłem żonę i dziecko.
          Ani słowa nie wspomnieli jaka ta żona była dla swojego męża.

          Tak wyciągnąłem refleksje takie:
          -10 razy się zastanów zanim się z kimś zwiążesz, dlaczego ta druga osoba chce z tobą być?????
          -pamiętaj że jeśli jesteś dla kogoś dobrym, kochasz tę osobę, starasz się dla niej, troszczysz się o nią, to nie zawsze możesz dostać to samo.
          -jeszcze raz patrz dlaczego ta osoba chce z tobą być????
          • esteraj Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 15.04.12, 02:27
            > Zbierałem dowody jak wyglądają moje kontakty z Anią, zdawałem sobie sprawę że m
            > ogą ją próbować nastawić przeciwko mnie, próbowali to już wcześniej, tylko się
            > nie dało, była za mała, ale zapowiadali że jak podrośnie to sama oceni jaki tat
            > a jest i co jest wart.
            > Widocznie już oceniła, ocenia teraz.

            W tym przypadku, w zupełności Ciebie rozumiem.
            Powiedz mi jeszcze proszę, co mieli Ci do zarzucenia po rozwodzie, gdy przychodziłeś do dziecka.
            Przecież od tamtego czasu minęło pięć lat, a to kupa czasu, żeby taka sprawa jak niby opuszczenie żony z dzieckiem, już dawno powinna być zażegnana.
            Alimenty rozumiem, że płaciłeś, dzieckiem się interesowałeś, interesów już z Tobą nie mieli, bo nie byłeś mężem, to o co im chodziło? Czemu się na Ciebie rzucali?
          • esteraj Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 15.04.12, 02:30
            jasamale napisał:

            > Zamknęli mi drzwi przed nosem i to wiele razy, tak w niedzielę jak i na tygodni
            > u gdy akurat wcześniej skończyłem pracę lub miałem wolne.

            Ale dlaczego to robili? Wyjaśnili to jakoś?
            • jasamale Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 15.04.12, 23:00
              Tak, bo na przykład byłem wczoraj i widziałem już Anię, więc za często nie można.
              Dziadzio raz powiedział: Idź do sądu, niech sąd Ci przyzna więcej widzeń!!

              Dlaczego po rozwodzie mnie atakowali???
              Nie wiem Esteraj, tacy ludzie.
              Mogę tylko przypuszczać że jednym z powodów było że nie wytrzymałem i poszedłem stamtąd.
              Ja chciałem pójść i wziąć żonę i dziecko ze sobą, ale ona powiedziała że kategorycznie tam musi zostać.
              Ja z Makłówką się nie żeniłem.
              Myślę że to jeden z powodów, taki charakter po prostu.
              Nie rozumiem tylko jak to możliwe że przed ślubem 2 lata było ok. Jak to możliwe??????????
              Po ślubie już jest kontrakt, i wszystko wolno.
              Kiedyś przyszliśmy do jej pracy w odwiedziny już z dzieckiem. Jej koledzy zaczęli się pytać dlaczego nic się nie odzywam, dlaczego jestem taki cichy???
              (Przeważnie byłem dość wesołym i pogodnym człowiekiem, nieraz z jej kolegami i koleżankami z pracy byliśmy na różnych imprezach).
              Moja pani eks tylko się uśmiechnęła pod nosem.
              Ja nic nie odpowiedziałem.
              • zmeczona100 Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 15.04.12, 23:10
                jasamale napisał:


                > Ja chciałem pójść i wziąć żonę i dziecko ze sobą, ale ona powiedziała że katego
                > rycznie tam musi zostać.
                > Ja z Makłówką się nie żeniłem.

                A Twoja żona wychodziła za mąż za Twoją matkę i siostrę?


                > Kiedyś przyszliśmy do jej pracy w odwiedziny już z dzieckiem. Jej koledzy zaczę
                > li się pytać dlaczego nic się nie odzywam, dlaczego jestem taki cichy???

                No właśnie- dlaczego taki byłeś?
                Byłeś przemęczony opieką nad żoną po porodzie i nad córką?
        • jasamale Re: Co było pierwsze, kura czy jajko? 15.04.12, 02:18
          Ale przede wszystkim oczekuję że wróci mi dziecko, że przestanie nastawiać ją przeciwko mnie, że przekona ją żeby znów zaczęła się bawić z tatą.
          Że będę mógł zabrać ją na spacer, do mojego domu rodzinnego itp
          Na tym najbardziej mi zależy.
    • esteraj Zachowanie normalne 15.04.12, 02:17
      Zmęczona, muszę przyznać, że ładnie wyłuszczyłaś Jasamalowskie oceny zachowań:

      - wyjazd za granicę i brak finansowowego wsparcia dla rodziny pozostającej w kraju

      Teoretycznie wyjazd był skonsultowany z żoną.
      Jak Jasamale umawiałeś się co do pieniędzy? Czy miałeś je wysyłać, czy miałeś przywieźć, gdy wrócisz?
      Czy żona prosiła Ciebie o wsparcie finansowe? Czy poinformowała o zamiarach kupna auta i czy skonsultowała to z Tobą?
      Jak wyobrażałeś sobie Wasze stosunki po powrocie? Jakie miałeś plany?

      - uniemożliwienia samodzielnego korzystania przez żonę z samochodu (może, ale tylko wtedy, gdy za kierowcę będzie robił ten konkretny kolega--> wymuszanie, podporządkowanie, ograniczenie, kontrola)

      Tutaj Jasamale już wytłumaczył, że żonie to chyba to odpowiadało, bo przystała na tę propozycję. Chyba że... była zła na męża, że wyjeżdża i już wtedy nie chciała od niego żadnej łaski. Decyzja o wyjeździe nie była podjęta w takich do końca dobrych relacjach...

      - chwalenie się, jak to się wspomogło żonę zakupem paltocika

      To faktycznie wydaje się śmieszne, bo przecież skoro jest się razem i pieniądze są wspólne, to nikt nikomu niczego nie kupuje. Równie dobrze żona mogłaby powiedzieć, że kupiła sobie palto ze wspólnych pieniędzy, bo zrobiło się zimno.
      Tak więc w tym miejscu, Jasamale powinieneś napisać, że kupowaliście wspólnie palto, czy jakiś tam sprzęt do domu. WSPÓLNIE. Ewentualnie, Ty na rzecz tych potrzeb (które bardziej może miały służyć małżonce), zrezygnowałeś z ubioru czy lepszego samochodu (który bardziej sprawiłby frajdę Tobie).

      - podkreślane, jaka łaskę zrobiło się starej pannie, proponując jej małżeństwo, chociaż ona garbata

      No garbata nie była, ale miała jakiś defekt.
      Przyznaję, że jest to żenujące.

      - zakładanie spraw w sądach bez rzeczywistej potrzeby

      Potrzeba była, bo przecież najlepiej jest mieć czarno na białym co wolno i kiedy, a nie być uzależnionym od czyiś humorów. Popieram. Chociaż, nawet sądowne regulowanie może odbyć się polubownie.

      - ofiarowanie "miłości" warunkowej (będę cię kochać, jak się dasz lubić, będziesz miła itp.)

      Też jestem przeciwna miłości warunkowej. Wiadomo, że zawsze mamy cieplejsze uczucia i lepszy stosunek do osób, które spełniają nasze oczekiwania, są miłe i nam przychylne.
      Jednak, czy nie lepiej sprawić by te osoby CHCIAŁY być dla nas życzliwe, niż je ZMUSZAĆ do tego?
      Tutaj jest zasada, co zasiejesz, to zbierasz. Pole zarasta chwastami lub są słabe plony, to może trzeba dać nawóz, albo zastosować opryski.

      - opuszczenie żony po porodzie z powodu takiego, że przecież miała zapewnioną opiekę innych

      Fakt, że Jasamale dałeś sobie chyba wejść na głowę. Powinieneś wtedy wszystkim podziękować, ale to jest Twoja żona, Twoje dziecko i dopóki jesteś mężem, to Ty sam się zajmiesz swoją rodziną. A tak, to wyszło jak wyszło. Oni zepchnęli Ciebie na drugi plan, Ty czułeś się skołowany, bo przecież byli dla żony bliżsi niż Ty sam.
      Rozumiem, że taka pomoc jest cenna i nie można zupełnie się odcinać, ale jakieś granice powinieneś postawić. W końcu facet jesteś.
      • jasamale Re: Zachowanie normalne 15.04.12, 02:28
        Tak granicę powinienem postawić.
        Najlepiej przyłożyć w tyłek, jak nic innego już nie pomagało.
        Tak jak mąż Sary którą historię opisałem.
        Poskutkowało, małżeństwo się ostało.
        • heksa_2 Re: Zachowanie normalne 15.04.12, 10:06
          I to jest zamknięcie tematu. Autor jest nierformowalny.
        • klapouchy-mis Re: Zachowanie normalne 15.04.12, 13:43
          Jasamle,

          Sary mąż, z tego co kojarzę, był nielegalnym imigrantem z Afryki,
          i moim zdaniem wykorzystał dziewczynę do legalizacji swojego pobytu w UK.
          Nie jest tu on najlepszym wzorem postępowania z kobietami i mam nadzieję,
          że Sara jako obywatelka Hiszpanii oraz UE prędzej czy później się obudzi i zakończy
          ten niefortunny związek.

          A powracając do tematu, to Twoja sytuacja nie jest jeszcze taka zła, są ojcowie którzy całymi latami nie widzieli swoich dzieci, a Ty dziecko jednak widujesz i wciąż masz spore możliwości manewru.

          Jeśli córka chodzi już do szkoły/przedszkolnej zerówki, to spóbuj porozmawiać
          z jej pedagogami na temat sytuacji i zachowania dziecka, może coś podpowiedzą.

          Warto przy jakiejś okazji podarować małej coś fajnego, kup jej np. nowy rowerek.
          Oni niech gadają, a dziecko niech sobie kmini, że ten ojciec na którego tak nagadują chyba nie jest taki zły, skoro przychodzi i przynosi fajne rzeczy.

          Jeśli chodzi o odrzucony wniosek o zabezpieczenie kontaktów na czas trwania procesu,
          to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby złożyć kolejny taki wniosek. Możesz zawnioskować
          żeby kontakty te odbywały się np. na terenie szkolnej świetlicy, na terenie Terenowego
          Komitetu Praw Dziecka czy w jakimś innym neutralnym miejscu. Przemyśl dobrze gdzie możliwe
          byłyby takie kontakty i jak argumentować dlaczego kontakty w miejscu zamieszkania matki
          mijają się z celem. Może Twój poprzedni wniosek był mało przemyślany i tym razem sąd będzie przychylniejszy.
          Może warto też, żeby Twoi rodzice ze swojej strony złożyli wniosek o kontakty z wnuczką
          np. raz w miesiącu w ich miejscu zamieszkania, oni też mają do tego prawo, a tamta rodzina
          z tego co rozumiem im broni.

          A zajadłością krytyki pod swoim się nie przejmuj, często pochodzi ona ze stron pań, które delikatnie mówiąc mają wyraźne trudności w relacjach z mężczyznami.
          • zmeczona100 Re: Zachowanie normalne 15.04.12, 14:09
            > Nie jest tu on najlepszym wzorem postępowania z kobietami

            Jak to- nie? Nieważne, jak- ważne, że postępuje skutecznie. Utrzymał małżeństwo? Utrzymał- i o to chodzi Jasamale. A co go obchodzą jakieś tam dyrdymały i zdanie innych.
          • kasiamasia do klapouchy-mis 15.04.12, 17:44
            klapouchy-mis napisał:
            .....
            > A zajadłością krytyki pod swoim się nie przejmuj, często pochodzi ona ze stron
            > pań, które delikatnie mówiąc mają wyraźne trudności w relacjach z mężczyznami.

            klapouchy-mis, jak juz Jasamale napisal nie rozumiem i nie potrafie czytac
            natomiast ty twierdzisz ze:
            "zajadłością krytyki, pochodzi ona ze stron pań, które delikatnie mówiąc mają wyraźne trudności w relacjach z mężczyznami".
            Czytalam i nie zauwazylam specjalnie ostrej krytyki Jasamale, tylko proby zwrocenia mu uwagi ze jego punkt widzenia (i postepowanie) nie jest nawet zblizone to powszechnie akceptowanych norm spolecznych i srodowiska w ktorym przebywa/przebywal.
            Padlo nawet pare pomocnych rad i sugestii.
            Jedyna reakcja Jasamale jest" Ma byc tak jak JA chce", prawa innych nie maja znaczenia.
            Klapouchy-mis przy braku argumentow atakujesz panie majace wyraźne trudności w relacjach z mężczyznami, nie znajac ich i ich historii.
            Natomiast bronisz Jasmale ktory w swoich prawie 40 latach zycia
            moze sie pochwalic 2-letnim malzenstwem z rozsadku,
            2 letnim na papierze, bo przez rok nie widzial swojej rodziny.
            Czyli On ma fantastyczny rekord budowania zwiazkow z kobietami,
            tylko trafila mu sie jedna taka co to pomimo jego calej milosci, troski, opieki i pomocy,
            wyrzucila go z zycia dziecka calkowicie i zrobila z niego bankomat.
          • jasamale Re: Zachowanie normalne 15.04.12, 22:42
            Tak Sary mąż był imigrantem z Bengalu, z pewnością nie jest dobrym przykładem na postępowanie z kobietami. To ostateczność takie postępowanie.
            Jednak niejedna kobieta gdyby czuła nad sobą twardą rękę powściągnęła by swoje słowa i nerwy, szczególnie panie pokroju mojej eks żony które myślą że prawo, środowisko, rodzice tak ich chroni że mogą mężczyznom nawtykać, szarpać nerwy, nakłaść ile wlezie a on wszystko zniesie, przyjmie, bo przecież co zrobi, nie uderzy jej bo by wyszło że ją bije.

            Tak Ania chodzi do zerówki, mówisz żeby porozmawiać z pedagogami, może i dobry pomysł, jednak pewnie odeślą mnie do sądu rodzinnego. Pomyślę.
            No i na pewno wkurzę tym matkę, gdy byłem pod szkołą i zrobiłem zdjęcie do bloga, to już znalazło się to w prokuraturze że znęcam się nad nią psychicznie smile

            Rowerek kupiłem jak miała 3,5 roku około, był troszkę na wyrost, teraz jest jak znalazł, zawsze coś przynosiłem gdy ją odwiedzałem tera przeważnie zabieram to ze sobą, zostawiłem parę razy, nie było żadnej reakcji.
            To też fakt że troszkę mi się pomysły wyczerpały co jej fajnego przynieść, jestem częstym gościem sklepów z zabawkami, nie mam nieograniczonych możliwości finansowych, parę rzeczy wybrałem, biorę po koleji gdy jadę, żadnej reakcji.

            No tak, tylko że jeśli będę tak składał te wnioski, to dokumenty do RDK (nie wiem czy dobrze nazwałem, to to badanie przez psychologów dziecięcy, specjalistów, czy dziecko jest ustawiane czy nie) nigdy ze sądu nie trafią. A powiedziano mi że od momentu wpłynięcia dokumentów ze sądu 0,5 roku.
            Pani w sekretariacie powiedziała że za każdym razem gdy składam wniosek, oni muszą ściągnąć akta, i wniosek rozpatrywać.
            Być może nie napisałem go profesjonalnie, myślę wynająć teraz adwokata, przynajmniej pismo napisze, doradzi, i zajmie się sprawą, mnie czasem czasu brakuje na ślęczenie przed kolejnymi wnioskami.

            Pomyślę o tych spotkaniach w neutralnym miejscu, dzięki.

            Nie dobieram sobie tak bardzo do głowy te wszystkie opinie i krytykę,
            po Makłówce już mi skóra trochę zgrubiała smile
            • zmeczona100 Re: Zachowanie normalne 15.04.12, 23:06
              > Tak Sary mąż był imigrantem z Bengalu, z pewnością nie jest dobrym przykładem n
              > a postępowanie z kobietami. To ostateczność takie postępowanie.
              > Jednak niejedna kobieta gdyby czuła nad sobą twardą rękę powściągnęła by swoje
              > słowa i nerwy,

              Czy to działa "we dwie" strony, tzn. kobieta też się tak może zachowywać, gdy nic innego nie działa, a została doprowadzona do ostateczności?
              • altz Re: Zachowanie normalne 15.04.12, 23:22
                zmeczona100 napisała:

                > Czy to działa "we dwie" strony, tzn. kobieta też się tak może zachowywać, gdy n
                > ic innego nie działa, a została doprowadzona do ostateczności?

                Ależ, po co to "może"? big_grin
                Przecież tak się zdarza, potem jest awantura o to, że mąż tak doprowadził żonę do ostateczności: "Jak mogłeś mnie doprowadzić do takiego stanu?" wink
                Kobiety też bywają przemocowcami.
                • zmeczona100 Re: Zachowanie normalne 15.04.12, 23:40
                  Nie było to pytanie do Ciebie.
              • jasamale Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 00:25
                Zmęczona, czytałem Twoje przemyślenia w wątku który założyłaś

                Uznanie, że kobieta się nie nadaje do bycia (wstawić dowolny zawód), nie bierze się z tego, że kobiety nie mogą i nie potrafią tego robić, ale z tego, że w głowach paru facetów ubzdurało się, że ponieważ oni chcą to robić, kobiety tego robić nie mogą - wyjaśnia prof. Płatek i dodaje: - Jest to społecznie skonstruowana wizja, która stwierdza, że kobieta nadaje się do gotowania i utrzymywania faceta

                Znakiem tego, według Ciebie kobiety mogą być górnikami, stolarzami, hutnikami, elektrykami, mechanikami itp.
                Czy to są zawody jakoś specjalnie chronione przed kobietami??
                Oczywiście z racji tego że praca górnika, hutnika jest ciężka przyjmujący do pracy w tym zawodzie popuka się w czoło widząc kobietę startującą do takiej pracy i dla jej dobra pewnie jej odmówi.
                Jednak już żadne ograniczenia nie są płciowe nie są stosowane dla zawodu stolarza, mechanika, elektryka itp.
                Prawda jest taka Zmęczona że kobiety nie interesują się w tymi tematami, nie mają takiej pasji, zmysłu technicznego potrzebnego w tych zawodach.
                Nie mają takiej siły fizycznej jak mężczyźni potrzebnej bardzo często do wykonywania tych zawodów.
                Natura nie wyposażyła kobiety dostatecznie w te cechy potrzebne dla tych zawodów.

                Za to wyposażyła je w wiele innych cech, cech kobiecych które sprawdzają się bardzo dobrze w innych zawodach gdzie dominują kobiety a mężczyźni sprawdzają się w tych dziedzinach bardzo rzadko lub wcale, pielęgniarka, przedszkolanka, nauczycielka, ekspedientka, urzędniczka i matka.
                Tak Pan Bóg już to poukładał kształtując na początku kobietę i mężczyznę.
                Pchanie się więc do typowo ciężkich typowo męskich zawodów jest więc wbrew fizycznej i merytorycznej naturze kobiety.

                Twój wpis więc że kobiety mogą robić to samo co mężczyźni jest dowodem na to że nie wiesz co piszesz, lub wiesz co piszesz ale zaślepiona teraźniejszymi trendami zrównania mężczyzn i kobiet we wszystkim rozprzestrzeniasz takie poglądy.
                Muszę przyznać że takich jak Ty jest bardzo wiele kobiet.
                Niestety współczesny świat wyhodował was na swoją zgubę chyba jeśli w przyszłości wasz trend zwycięży.

                Wojciech Cejrowski miał dziś program o Meksyku.
                Mówił że tam gdzie jeszcze ludzie żyją blisko natury tam jest podział na typowo męskie i żeńskie zajęcia. I obie płcie są tam z tego zadowolone.
                W Europie, w Ameryce cywilizacja zniszczyła ten podział i dlatego powstają takie anomalie jak powyżej.


                W mojej wsi w której kiedyś mieszkałem było małżeństwo. Mieli dwójkę dzieci, byli rolnikami.
                Postanowili zbudować sobie dom gdyż mieszkali w starym drewnianym gospodarstwie.
                Mężczyzna był zaradny, umiał wiele rzeczy sam sobie zrobić, taka złota rączka.
                Postanowili że będą budować go powoli własnymi rękami. Z powodu oszczędności bardzo często pomocnikiem była jego żona. On murował, ona mieszała zaprawę, nosiła cegły, jakieś mniejsze pustaki itp. Pomocnicy byli tylko gdy wylewali strop i było potrzeba więcej ludzi.
                Dom rósł, w ciągu dwóch lat wybudowali parter, piętro i przykryli. Stan surowy, bez okien i drzwi.
                Wykończyć już nie zdążyli razem gdyż żona zmarła.
                Miała parę lat po trzydziestce.

                Tak często kończyłyby kobiety gdyby chwyciły się typowo męskich zawodów Zmęczona

                Twoje wpisy w moim wątku także są typowe i tendencyjne.
                Tak jak napisałem Zmęczona gdyby tego bloga który piszę prowadziła kobieta, twoje wpisy, komentarze byłyby zupełnie inne.
                • altz Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 07:25
                  jasamale napisał:

                  > Prawda jest taka Zmęczona że kobiety nie interesują się w tymi tematami, nie ma
                  > ją takiej pasji, zmysłu technicznego potrzebnego w tych zawodach.
                  > Nie mają takiej siły fizycznej jak mężczyźni potrzebnej bardzo często do wykony
                  > wania tych zawodów.
                  > Natura nie wyposażyła kobiety dostatecznie w te cechy potrzebne dla tych zawodó
                  > w.
                  Nie przesadzaj, talerzem potrafi rzucić, że się rozbije na przeciwległej ścianie, a deski nie przytnie? wink
                  Po prostu nie ma mody na takie zawody dla kobiety. Przed wojną kobiety też nie jeździły samochodami, bo to było podobno za ciężkie dla kobiety, nie pracowały przy taśmie w fabryce, teraz pracują i czasami dźwigają ciężkie elementy i klną pod nosem i żadna z tego powodu nie umiera.
                  Będzie taka moda i następne przesilenie, to kobiety będą stolarzami.

                  > Za to wyposażyła je w wiele innych cech, cech kobiecych które sprawdzają się ba
                  > rdzo dobrze w innych zawodach gdzie dominują kobiety a mężczyźni sprawdzają się
                  > w tych dziedzinach bardzo rzadko lub wcale, pielęgniarka, przedszkolanka, nauc
                  > zycielka, ekspedientka, urzędniczka i matka.
                  Patrz choćby na Zmęczoną. Wyobrażasz sobie ją jako przedszkolankę? big_grin Przecież nie ma cierpliwości, nie nadaje się do takiej pracy.
                  Jasne, że zasadniczo kobiety mają więcej cierpliwości, ale to jest chyba wyćwiczone i nie każda tak ma.

                  > Wojciech Cejrowski miał dziś program o Meksyku.
                  > Mówił że tam gdzie jeszcze ludzie żyją blisko natury tam jest podział na typowo
                  > męskie i żeńskie zajęcia. I obie płcie są tam z tego zadowolone.
                  > W Europie, w Ameryce cywilizacja zniszczyła ten podział i dlatego powstają taki
                  > e anomalie jak powyżej.
                  Cejrowskiego lubię, ale na krótko. wink Jest seksistą i nawiedzonym wyznawcą swojej religii, poza tym nie szanuje ludzi.
                  Podział w Amazonii jest prosty i jedyny, pan bierze dzidę i wychodzi na dzień lub dwa na polowanie. Ktoś przez ten czas musi zostać z dzieckiem i je karmić piersią, zaskakująco jest to kobieta. wink Jak już karmi, to zostaje w wiosce, bo jest tam bezpieczniej, niż na zewnątrz. Zajmuje się przy okazji gospodarstwem, uprawi ogródek i czeka na męża z wałówką. Myślę, że tam to wynika z karmienia piersią i bycia w ciąży, bo trudno się ciężarnej przeciskać przez dżunglę z dzieckiem na plechach i maczetą w ręku. Jest to sensowny podział w takich warunkach, w naszej cywilizacji nie jest to takie oczywiste.

                  > Wykończyć (domu) już nie zdążyli razem gdyż żona zmarła.
                  > Miała parę lat po trzydziestce.
                  Jeśli chcesz iść do Faktu, to masz moje referencje! Nadajesz się! smile
                  Powinieneś napisać, na co zmarła i czy przyczyną był wysiłek czy zaniedbanie?
                  Ludzie na wsi niechętnie się leczą, ale nawet gdyby przyczyną była przepuklina (co się zdarza i panom), to się takie rzeczy leczy w większości przypadków i prawa do pracy.

                  > Tak często kończyłyby kobiety gdyby chwyciły się typowo męskich zawodów
                  Do wysiłku trzeba się przygotować, tu jest podstawowy problem. Lansuje się wśród kobiet modę na cherlawego chudzielca o gładkiej cerze, taka osoba przy poważnej pracy fizycznej faktycznie może sobie zrobić krzywdę, choćby uszkodzić kręgosłup.
                  Kobiety mają mniejszą wagę, a narzędzia często są przystosowane do mocniej zbudowanych mężczyzn.
                  Są też kobiety duże i mocne, ale rzadko chcą pracować w "męskich" zwodach, a gdy chcą, utrudnia im się to.

                  Rozmowa zaczęła się od prowokacji w przytoczonym tekście, ale gdyby było inaczej, to kto by się zainteresował tematem? wink
                  • yoma Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 15:22
                    > Podział w Amazonii jest prosty i jedyny, pan bierze dzidę i wychodzi na dzień l
                    > ub dwa na polowanie. Ktoś przez ten czas musi zostać z dzieckiem [cut] Zajmuje się przy okazji gospodarstwem,
                    > uprawi ogródek i czeka na męża z wałówką. Myślę, że tam to wynika z karmienia p
                    > iersią i bycia w ciąży,

                    A także z tych subtelnych różnic w mózgu, które sprawiają, że kobieta jest w stanie zajmować się kilkoma rzeczami naraz. Mówię poważnie i bez żadnej dyskryminacji, bo tak po prostu jest. Facet ma zadanie liniowe: pobrać dzidę, wyjść, ubić zwierza, wrócić. Kobieta w tym czasie dziecko nakarmi, chatę obrządzi, wcześniej ubitego mamuta oskóruje, zrobi sobie naszyjnik z muszelek i jeszcze z psiapsiółkami poplotkuje, facet nie dałby rady.

                    Ale w tych społeczeństwach facet wykonuje swoje zadanie liniowe, czyli przynosi do chaty ubitego zwierza. Zostawienie żonie z niemowlęciem 250 zł na 7 miesięcy trudno uznać za ubicie zwierza.

                    > > W Europie, w Ameryce cywilizacja zniszczyła ten podział i dlatego powstaj
                    > ą taki
                    > > e anomalie jak powyżej.

                    JAsamale, na forum Społeczenstwo występuje koleś o ksywie Oszołom z Radia Maryja. Pogadaj z nim, może się zaprzyjaźnicie? smile
                    • jasamale Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 19:55
                      Zauważ że gdy wracał z tym zwierzem to żona nie witała go nerwami i darciem się.
                      O tym część komentujących zapomina,
                      a ja dlatego między innymi uciekłem
                      • esteraj Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 23:41
                        jasamale napisał:

                        > Zauważ że gdy wracał z tym zwierzem to żona nie witała go nerwami i darciem się
                        > .
                        > O tym część komentujących zapomina,
                        > a ja dlatego między innymi uciekłem

                        A kto ich tam wie... smile
                        Może też krzyczała i mówiła: Ty taki i owaki, dwa dni Ciebie nie było, a Ty małego zająca przywlokłeś. Jak wyobrażasz sobie, że nakarmię nim dzieci, jak sam zjesz połowę?!
                        A wyobrażasz sobie, że tamta mieszkająca obok w jaskini to nosi skórę z niedźwiedzia, a ja to muszę marną "zajęczyznę" nosić!!! big_grin

                        • jasamale Re: Zachowanie normalne 17.04.12, 22:29
                          No może czasem trafił się niedźwiedź to skóra była większa smile
                    • altz Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 20:05
                      yoma napisała:

                      > A także z tych subtelnych różnic w mózgu, które sprawiają, że kobieta jest w st
                      > anie zajmować się kilkoma rzeczami naraz. Mówię poważnie i bez żadnej dyskrymin
                      > acji, bo tak po prostu jest.
                      Coś w tym jest. Jakoś kobiety lepiej wykonują wiele rzeczy na raz, chyba również dlatego lepiej sobie radzą z tym bałaganem, co go mają w głowie. wink Te wszystkie koleżanki, pierdółki, ozdóbki, słowa i kolory, normalny facet nie dałby rady. big_grin

                      > Facet ma zadanie liniowe: pobrać dzidę, wyjść, ubi
                      > ć zwierza, wrócić.
                      Myślałem, że byłaś w wojsku albo miałaś znajomego żołnierza. Powinno być pobrać dzidę, a później zdać dzidę. big_grin
                      Skupienie się na jednym celu ma też duże plusy, można podejmować szybko decyzje i działać przy tym precyzyjnie.
                      • yoma Re: Zachowanie normalne 17.04.12, 13:17
                        Altz, ja wręcz chciałam napisać "wyfasować dzidę", ale się powstrzymałam smile

                        Oczywiście, że skupienie na jednym ma plusy. Toż i obwarowałam wypowiedź zastrzeżeniami, że nic w tym złego. Faceci myślą jedno-, a facetki wielotorowo i to jest ułatwienie ewolucyjne i tak jest smile

                        > Jakoś kobiety lepiej wykonują wiele rzeczy na raz, chyba równie
                        > ż dlatego lepiej sobie radzą z tym bałaganem, co go mają w głowie. wink

                        Za bałagan próżnoś krytyki się spodziewał, nie dam ci prztyczka ani klapsa smile Ułatwienie ewolucyjne, powiadam. Facet nie dałby rady jednocześnie karmić piersią młodszego i pilnować starszego, a kobieta musi.

                        Jeszcze gdyby obie płcie zdawały sobie z tego sprawę i stosowały w praktyce, ileżby to rzeczy ułatwiło...
                  • jasamale Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 19:39
                    Altz dzięki za rozluźnienie tematu smile masz specyficzne poczucie humorusmile
                    to bardzo pomocne w dzisiejszych czasach, spróbuję się tego choć trochę nauczyć smile

                    Cejrowski jest dla mnie mądrym i spostrzegawczym człowiekiem, a seksistą????
                    No to ja też jestem seksistą smile
                    • altz Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 19:57
                      jasamale napisał:

                      > Altz dzięki za rozluźnienie tematu smile masz specyficzne poczucie humorusmile
                      > to bardzo pomocne w dzisiejszych czasach, spróbuję się tego choć trochę nauczyć
                      > smile
                      Najśmieszniejsze jest to, że ja piszę najczęściej zupełnie poważnie, taki był ten tekst. Natomiast ludzie myślą, że ja żartuję. big_grin

                      > Cejrowski jest dla mnie mądrym i spostrzegawczym człowiekiem, a seksistą????
                      > No to ja też jestem seksistą smile
                      Zrobiłeś wielki krok w dobrym kierunku, że to rozpoznałeś. wink
                      U Ciebie to nie jest bardzo groźne dla innych, bardziej Tobie to przeszkadza w życiu.
                      Cejrowski jest spostrzegawczy wobec innych, to cenię u niego, u siebie nie zauważa bardzo wielu rzeczy i chyba jest z tego dumny! big_grin
                      • jasamale Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 21:58
                        Ja nawet nie wiem co znaczy seksista????
                        Już patrzę w co wdepnąłemsmile
                        Żeby czasem ludzie w kominiarkach nie wpadli do mnie rano smile
                        Teraz takie czasy
                        • heksa_2 Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 23:56
                          Nareszcie wypowiedziałeś to, co wszyscy widzą od początku. A teraz się sobie przyjrzyj bliżej.
                • zmeczona100 Re: Zachowanie normalne 16.04.12, 08:37
                  Ble, ble, ble

                  Równouprawnienie nie polega na tym, że baby mogą robić to samo, co chuopy (i odwrotnie)- coś Ci się pokręciło.

                  O tym, co kto może i powinien nie decyduje płeć- jak to sugerujesz, ale posiadane umiejętności i kwalifikacje. I o to chodzi w równouprawnieniu.

                  Szkoda gadać- i tak nie kumasz, o co chodzi.
                  Idealną żoną dla Ciebie byłaby kobieta z pokolenia Twojej matki, bo nawet nie Twoja rówieśnica, o młodszych nie wspominając nawet.
                  Wyjdź do ludzi, zobacz świat inny, niż w tej Twojej rodzinie i wiosce i wtedy może dotrze, że świat nie jest taki, jak Ci się wydaje, jakie masz pobożne życzenia, ale jest zupełnie inny- i nie ma sensu zawracać Wisły kijem, tylko zaakceptować, że jest jak jest.

                  EOT
      • jasamale Re: Zachowanie normalne 15.04.12, 23:27
        Esteraj, to że napisałem o zakupie paltocika i paru innych rzeczy to nie po to żeby się chwalić, ale aby pokazać że troszczyłem się o bieżące potrzeby żony, nie potrzebowała lodówki, butów, rowera, czy czegoś tam jeszcze tylko akurat paltocika w tym momencie.
        I jeśli napisałem że kupiłem ze swoich pieniędzy to nie dlatego żeby się chwalić, ale żeby podkreślić że pracowałem dla niej, i troszczyłem się o nią jak mogłem najlepiej, i na ile mnie było stać.

        - podkreślane, jaka łaskę zrobiło się starej pannie, proponując jej małżeństwo,
        > chociaż ona garbata
        >
        > No garbata nie była, ale miała jakiś defekt.
        > Przyznaję, że jest to żenujące.
        Że też wszystko musicie wypunktować i wyolbrzymić.
        Nie uważam że zrobiłem jej łaskę żeniąc się z nią, ani ona nie zrobiła też łaski mnie. Żeniłem się świadomie, wierząc że biorę odpowiedzialną osobę, która wie co to jest miłość, małżeństwo, rodzina.
        • esteraj Słowa mają moc 16.04.12, 14:37
          jasamale napisał:
          > Nie uważam że zrobiłem jej łaskę żeniąc się z nią, ani ona nie zrobiła też
          > łaski mnie. Żeniłem się świadomie, wierząc że biorę odpowiedzialną osobę, która
          > wie co to jest miłość, małżeństwo, rodzina.

          Jasamale, większość konfliktów bierze się z nieodpowiedniego doboru słów lub ich kontekstu.
          Podam przykład handlowy i użycie słowa "ale"
          Możemy powiedzieć:
          Ten sprzęt jest dobrej jakości i funkcjonalny, ale drogi.
          lub:
          Ten sprzęt jest drogi, ale wart swojej ceny i bardzo funkcjonalny.
          Wystarczy mała zamiana, a jakże zmienia nastawienie klienta.

          Drugi przykład, w ocenie kobiety, gdy ta pyta się męża, jak wygląda:
          Wyglądasz świetnie, ale popraw jeszcze fryzurę (kobieta skoncentruje się na drugim członie zdania i zapamięta tylko, że z jej fryzurą jest coś nie tak)
          lub:
          Popraw troszkę fryzurę, ale wyglądasz świetnie (w tym przypadku poprawienie fryzury będzie miało mniejsze znaczenie, większa uwaga pójdzie na świetny wygląd)
          W lingwistyce jest mnóstwo takich niuansów. Lepiej dobrze przemyśleć co się mówi i jaki będzie miało to wydźwięk.

          Wracając do powyżej zacytowanych słów, przytoczę Twój wpis z bloga:

          "Wydawało się że moja przyszła żona doceni to że ktoś chciałby ją pokochać, tyle lat była przecież sama. Gdy się z nią żeniłem miała (o ile dobrze liczę) trzydzieści trzy lata, wydawało się że doceni to że zdarza się jej towarzysz do dalszego życia, że nie będzie sama"

          Bardzo mi przykro Jasamale, ale z tych słów wynika, że w jakiś sposób zrobiłeś jej łaskę biorąc ją za żonę. Nie wzbudza to sympatii do Ciebie.
          Jakbyś się poczuł, gdyby żona napisała o Tobie:
          Mirek był już starzejącym się kawalerem, miał już swoje lata i wciąż był sam. Powinien być wdzięczny i docenić to, że nareszcie trafiła mu się towarzyszka życia.

          Dalszy wpis o zakupie dla niej ubioru też jest mało przyjazny. Ciągle piszesz "kupiłem", gdzie tu przejaw wspólnoty?

          Twoja żona mogłaby napisać:
          Mój mąż kupował rzeczy do ubrania i coś tam do domu, ja kupowałam mu do zjedzenia wszystko co lubił, chciał schabowego, dostał schabowego, miał ochotę na pizzę, ugniatałam do niej ciasto i kładłam najlepsze składniki..., chciał golonkę, biegłam do sklepu mięsnego... itp. itp.

          Jasamale, jak można łatwo zauważyć w drugim przykładzie, Twój udział byłby umniejszony, a bardziej podkreślony żony. Budzi to odpowiednie nastawienie czytelnika.

          Tekst do poprawki.
          • esteraj Re: Słowa mają moc 16.04.12, 14:42
            Ps. Żebym nie została posądzona o plagiat, przykłady lingwistyczne zaczerpnięte są z filmiku
            www.youtube.com/watch?v=u_3HcMSmgYI - Adam Dębowski
          • jasamale Re: Słowa mają moc 16.04.12, 21:38
            Esteraj, te wpisy na blogu, do Sądów cywilnego i biskupiego, "Moja historia małżeńska"
            wszystko to było pisane zaraz po rozwodzie, w emocjach, nie zastanawiałem się nad każdym słowem, jak ktoś postronny to odbierze.
            Było to pisane dla sądu, wyjaśnienie, nieraz po nocach, zmęczony po pracy.
            Pisałem szczerze to co myślę i czuję w danym momencie.

            Ty analizujesz każde zdanie, słowo prawie bez takich emocji jakie mnie dopadły wtedy. Czy ujęte jest tak czy inaczej.
            Ja musiałem to napisać i wysłać, dać odpowiedź na zarzuty które mi stawiano.

            "Wydawało się że moja przyszła żona doceni to że ktoś chciałby ją pokochać, tyl
            > e lat była przecież sama. Gdy się z nią żeniłem miała (o ile dobrze liczę) trz
            > ydzieści trzy lata, wydawało się że doceni to że zdarza się jej towarzysz do da
            > lszego życia, że nie będzie sama"

            Kiedyś gdzieś w jakiejś gazecie, jeszcze za kawalera przeczytałem że jeśli ktoś długo jest sam tym bardziej ceni sobie związek który mu się zdarza, bardziej potrafi docenić partnera/partnerkę.
            Zapamiętałem to i w tym kontekście, mając to właśnie w pamięci tę myśl z gazety napisałem to co powyżej.
            Na blogu są oryginalne pisma jakie wysyłałem i jakie dostawałem, nawet jeśli błąd mi się zdarzył nie poprawiałem, pozmieniałem tylko imiona i nazwiska i nazwy miejscowości.
            Mogłem to upiększyć, teraz na chłodno już bardziej przeczytać i pousuwać niewygodne dla mnie treści. Nie zrobiłem tego.
            Chciałam żeby były oryginały.


    • kasiamasia Do zmeczonej- zazdroszcze cierpliwosci 16.04.12, 02:32
      Zmeczona, nie szkoda Tobie czasu i enegii. Wiem chcialas pomoc i poradzic, ja tez, (albo mi sie tylko wydawalo, bo zostalam posadzona o krytyke (i warcholstwo)).

      Po komentarzu
      jasamale napisał: (16.04.12, 00:25 )
      > Zmęczona, czytałem Twoje przemyślenia w wątku który założyłaś
      > Uznanie, że kobieta się nie nadaje do bycia (wstawić dowolny zawód), nie bierze
      > się z tego, że kobiety nie mogą i nie potrafią tego robić, ale z tego, że w gł
      > owach paru facetów ubzdurało się, że ponieważ oni chcą to robić, kobiety tego r
      > obić nie mogą - wyjaśnia prof. Płatek (......)

      Mnie sie juz nawet smiac nie chce.
      Dzwonili w jakims kosciele, ale po co i dlaczego??
      Chyba juz za pozno, tylko tych kobiet zal (szczegolnie tej malej).
      • zmeczona100 Re: Do zmeczonej- zazdroszcze cierpliwosci 16.04.12, 08:40
        To było w ramach odstresowania wink
        Wiem, że to przypadek kompletnie niereformowalny, o wąskich horyzontach, skupiony tylko na sobie i zupełnie nie/nadający się do życia we współczesnym, zróżnicowanym społeczeństwie.
        Tak więc odpuszczam już sobie i nie będę mącić mu spokoju nocy wink
    • esteraj Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić mężczyźn 16.04.12, 15:11
      Czy nie mogłoby być tak pięknie, żeby każdy mógł robić to co chce, żeby nikt nikomu nic nie narzucał i nie oceniał?

      Jak kobieta ma ochotę zostać górnikiem czy hutnikiem, to niech nim będzie. Ma wolny wybór i czy po takiej pracy padnie na pysk, to jest już jej sprawa.

      Jak facet chce być pielęgniarzem, przedszkolarzem (cholera, nie wiem jak to odmienić), nauczycielem, ekspedientem, urzędnikiem itp., to niech sobie będzie. Ważne, żeby zawód ten wykonywał z pasją i zaangażowaniem.

      Cokolwiek człowiek by nie robił, to zawsze powinien mu się należeć szacunek i to rozwiązałoby wszystkie konflikty.
      • jasamale Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 16.04.12, 19:48
        Oczywiście Esteraj, masz rację ale tak nie do końca uważam smile

        Bo gdybym na przykład miał żonę którą kocham to nie dał bym jej zostać hutnikiem, górnikiem, czy pracować na budowie jak mężczyźni.
        Podejrzewam że większość mężczyzn w Polsce i na świecie też by tak postąpiła.
        Myślę że domyślasz się czemu Esteraj
        • yoma Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 17.04.12, 13:34
          I widzisz, przyjacielu - równouprawnienie polega na tym, że żona może mieć dokładnie w dupie, czy jest "dasz", czy nie.
          • yoma Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 17.04.12, 13:35
            Ups przepraszam. Czy jej "dasz".
          • esteraj Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 17.04.12, 14:49
            Yoma, słuszna uwaga, z tym że...
            kobiety w dzisiejszych czasach stały się bardzo butne i mówią dosadnym językiem typu:
            "równouprawnienie polega na tym, że żona może mieć dokładnie w dupie, czy jej "dasz", czy nie" (być górnikiem lub hutnikiem).
            A czy nie można by tak:
            "dziękuję za troskę, pozwól jednak, że sama zdecyduję, co będę robić a co nie"

            Najpierw człowiek chce być bardzo samodzielny i walczy o swoją wolność, potem ma pretensje, że nikt mu nie pomaga i nikt się nie troszczy...
            Albo odwrotnie, najpierw oddaje swoją wolność w ręce drugiego człowieka, a potem ma pretensje, że czuje się jak w złotej klatce.

            Czy nie można iść drogą środka, pamiętając o najważniejszym: SZANUJ DRUGIEGO CZŁOWIEKA
            • yoma Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 17.04.12, 14:57
              > A czy nie można by tak:
              > "dziękuję za troskę, pozwól jednak, że sama zdecyduję, co będę robić a co nie"

              Oczywiście masz rację. Pop prostu już nie mam siły do tego excusez le mot tłuka ludzkim językiem przemawiać, a i szacunku coś do niego nie czuję.
              • esteraj Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 17.04.12, 15:17
                yoma napisała:
                > Oczywiście masz rację. Pop prostu już nie mam siły do tego excusez le mot tłuka
                > ludzkim językiem przemawiać, a i szacunku coś do niego nie czuję.

                A widzisz Yoma, ja twierdzę, że sukces odnosi się dzięki cierpliwości, konsekwencji i spokojowi.
                Najlepiej te cechy w sobie ćwiczyć, im trudniejsze ćwiczenia, tym trwalsze efekty wink
                • yoma Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 17.04.12, 15:25
                  Również zgoda, ale wiesz... nie zależy mi na sukcesie, którym byłoby osiągniecie szacunku do Jasamalego, wybacz smile
                  • jasamale Do Yomy i wszystkich zreformowanych 17.04.12, 20:33
                    A ja Ciebie szanuję Yoma, mimo że jesteś jaka jesteś

                    Niedokładnie czytasz.
                    Nie że odwiedziłem na trzy godziny, tylko wyjechałem na trzy godziny do swojego domu rodzinnego. Po trzech godzina przyjechałem z powrotem.

                    Rozumiem że należysz do osób zreformowanych, jak Zmęczona, Kasiamasia itp.
                    Ja wolę podążać staroświecką drogą

                    Nie wiem czy czytałaś w dzieciństwie taką bajkę, gdy mama kazała małemu chłopcu iść na targ i sprzedać ostatnią krowę bo nie mieli co jeść.
                    Idzie więc mały chłopiec i spotkał żyda, i żyd się pyta - dokąd idziesz chłopcze?
                    A on na to - idę na targ żeby sprzedać naszą ostatnią krowę.
                    Żyd mu mówi - ależ to nie krowa to koza - a koza była o wiele tańsza.
                    Chłopiec odrzekł - co wy mówicie, przecież to krowa którą mama mi powierzyła.
                    I poszedł. Przebiegły żyd nasłał na chłopca swojego człowieka. Ten mówi - sprzedaj mi chłopcze tę kozę.
                    Chłopiec odpowiada - to nie koza to krowa przecie - i poszedł dalej.
                    Za zakrętem spotyka kolejnego człowieka - sprzedaj mi młodzieńcze tę kozę - mówi ten.
                    Głupoty mówicie panie toż to krowa - mówi chłopiec i idzie dalej.
                    Za lasem spotyka kolejnego człowieka - kupię od ciebie tę kozę - mówi nieznajomy.
                    Zrozpaczony chłopiec który już wcześniej się zastanawiał czy ta jego krowa to może faktycznie koza jest. Postanowił sprzedać ją nieznajomemu za cenę którą ten zaproponował.
                    Na targ nie dotarł. Wrócił do domu i opowiedziała wszystko matce. Ta załamała ręce i poszła sama szukać krowy którą kupili ludzie bez serca chcąc się wzbogacić na ludzkiej krzywdzie.
                    Już nie pamiętam czy końcówka taka byłą, ale bajkę dobrze pamiętam.

                    Mam swoje zdanie, dotrzymuję słowa, staram się postępować uczciwie, nie tak jak moja pani eks żona. W kościele przysięga a potem mówi: MOŻESZ SOBIE IŚĆ PRECZ! NIE CHCĘ CIĘ!!!

                    • yoma Re: Do Yomy i wszystkich zreformowanych 17.04.12, 21:07
                      A ja cię nie szanuję. Nie mam ani szacunku, ani litości dla ludzi, którzy nie raczą łożyć na swoje dzieci, gorzej - stawiają warunki, kiedy ewentualnie raczą. Niezależnie od płci osoby.

                      Bajka o kozie tyczy się ciebie. Wyjechałeś, zostawiłeś żonę z 250 zł. Twierdzisz, że tak nie było, bo zostały pieniądze od gości, łaskawco. Złożyłeś pozew o rozwód - teraz twierdzisz, że to żona kazała ci iść precz. Pamiętasz żonie, że przysięgała - nie pamiętasz, że ty przysięgałeś też. I choćby cały świat przestawił ci dowody, że sprzedałeś kozę, ty będziesz jęczał, że ci się krzywda dzieje, bo to była krowa.

                      Masz swoje zdanie, i owszem. Jesteś zabetonowany w tym zdaniu tak, że tylko cię do Wisły wrzucić i patrzeć, jak bulgocze. Jesteś w swoim mniemaniu doskonały, tylko świat ze szczególnym uwzględnieniem Makłówki czy jak jej tam i forum jest zły, i żadne krzyki i płacze nie przekonają cię, że białe jest białe. Ale koza pozostanie kozą, choćbyś ją pięć razy przemalował na czarno w białe łaty.

                      Takich ludzi też nie szanuję. I nie dziw się, że nie szanuje cię żona. I dla mnie EOT, bo po trzecie nie szanuję mazgajowatych facetów wychowanych w piaskownicy (mamaaaaa, a Pawełek mnie bije! Kochane forum, a żona robi mi krzywdę! Kochani chłopcy z forum, a baby na tym forum są takie paskuuudneee!).
                    • heksa_2 Re: Do Yomy i wszystkich zreformowanych 17.04.12, 21:22
                      Nie dość, że jesteś seksistą, to jeszcze antysemitą.
                      Jednak postulowałabym z dużej litery...
                      • jasamale Re: Do Yomy i wszystkich zreformowanych 17.04.12, 22:40
                        Ale podobno mój seksizm nie jest groźny smile
                        i tylko mnie trudno z tym żyć
                        • kasiamasia Re: Do Yomy i wszystkich zreformowanych 17.04.12, 23:35
                          Jasamale, miales okazje od wczoraj sprawdzic znaczenie slowa seksizm
                          i jestem pewna ze w dalszym ciagu nie wiesz o czym mowisz.
                          Ludzie czesto radza, zeby nie uzywac slow ktorych znaczenia sie nie zna
                          bo mozna sie osmieszyc.
                          Slowo to nie niczego wspolnego z seksem (jako aktem wspolzycia lub samo......)
                          słownik wyrazów obcych
                          seksizm (Europa)
                          (ang. sexizm z łc. sexus ‘płeć’wink dyskryminacja z powodu płci.
                          Za Wiki
                          Seksizm (z ang. sexism, sex – "płeć") to pogląd, że kobiety i mężczyźni nie są sobie równi lub że nie powinni posiadać równych praw. Zazwyczaj sprowadza się do "wiary w wyższość mężczyzn i wynikających z niej dyskryminujących zachowań wobec kobiet"
                    • kasiamasia Sobie wypraszam 17.04.12, 21:51
                      jasamale napisał:

                      > Rozumiem że należysz do osób zreformowanych, jak Zmęczona, Kasiamasia itp.
                      > Ja wolę podążać staroświecką drogą
                      (......)
                      > Na targ nie dotarł. Wrócił do domu i opowiedziała wszystko matce. Ta załamała r
                      > ęce i poszła sama szukać krowy którą kupili ludzie bez serca chcąc się wzbogaci
                      > ć na ludzkiej krzywdzie.
                      (.......)
                      > Mam swoje zdanie, dotrzymuję słowa, staram się postępować uczciwie, nie tak jak
                      > moja pani eks żona. W kościele przysięga a potem mówi: MOŻESZ SOBIE IŚĆ PRECZ!
                      > NIE CHCĘ CIĘ!!!

                      <do osób zreformowanych, jak Zmęczona, Kasiamasia itp
                      Czy moglbys mi prosze wytlumaczyc co przez to rozumiesz?
                      Bo ja nawet nie wiem czy mam sie obrazic!?
                      Oj prosta kiebita jestem i juz niemloda (oj trudno zmienic i zreformowac).
                      Ale moze przeszlam metamorfoze i jestem zreformowana?
                      A nie zauwazylam?!!!

                      Na czym mialaboby polegac zreformowanie mnie?
                      • heksa_2 Re: Sobie wypraszam 17.04.12, 21:55
                        Nie dajesz się bić i ośmielasz się mieć własne zdanie.
                      • jasamale Re: Sobie wypraszam 17.04.12, 22:25
                        Zmęczona napisała:
                        Wiem, że to przypadek kompletnie niereformowalny, o wąskich horyzontach, skupiony tylko na sobie i zupełnie nie/nadający się do życia we współczesnym, zróżnicowanym społeczeństwie.


                        Od Ciebie Kasiu też czytałem podobne komentarze.
                        Rozumiem że Ty jesteś zreformowana, cokolwiek by to miało znaczyć, cokolwiek Zmęczona i wszystkie panie mnie krytykujące miały i mają na myśli
                        • kasiamasia Re: Sobie wypraszam 17.04.12, 23:11
                          Jasamale, tak nie znalazles poklasku z mojej strony, ale nie pamietam zebym nazywalala Cie tutaj "niereformowalnym" lub zebym uzywalala obrazliwych slow w stosunku do Ciebie.
                          Glownie cytowalam twoje wlasne wypowiedzi.

                          Tutaj, kiedy uzywasz okreslenia ze jestem "zreformowana" uzywasz je kontescie,
                          ktory ja rozumiem za obrazliwy.
                          Czy naprawde zapraszasz mnie do dyskusji na swoim poziomie?
                          Czy mam sie czuc zaproszona do dyskusji z uzyciem obrazliwych epitetow?

                          jasamale napisał:
                          > Zmęczona napisała:
                          > Wiem, że to przypadek kompletnie niereformowalny, o wąskich horyzontach, sku
                          > piony tylko na sobie i zupełnie nie/nadający się do życia we współczesnym, zróż
                          > nicowanym społeczeństwie.
                          >

                          >
                          > Od Ciebie Kasiu też czytałem podobne komentarze.
                          > Rozumiem że Ty jesteś zreformowana, cokolwiek by to miało znaczyć, cokolwiek Zm
                          > ęczona i wszystkie panie mnie krytykujące miały i mają na myśli
                          • jasamale Re: Sobie wypraszam 18.04.12, 20:22
                            Bez przesady Kasiu,
                            niereformowalny czy zreformowana nie są słowami obraźliwymi,
                            gdyby tak było to i ja powinienem czuć się obrażony na Zmęczoną, nie mówiąc już o Yomie.
                            Ale prawdę mówiąc one mają gdzieś czy ja jestem na nich obrażony czy nie smile

                            Poziomu dyskusji chyba nie zaniżam, jeśli już to podwyższam smile
                            przeczytaj wpisy Yomy smile

                            Nie chce mi się sprawdzać wszystkich twoich wpisów, ale idę o zakład że użyłaś słowo niereformowalny smile
                            • kasiamasia Re: Sobie wypraszam 19.04.12, 16:37
                              jasamale napisał:
                              > Nie chce mi się sprawdzać wszystkich twoich wpisów, ale idę o zakład że użyłaś
                              > słowo niereformowalny smile
                              O co chcialbys sie zalozyc? Ja tez!! Zaproponuj cos fajnego.

                              > Poziomu dyskusji chyba nie zaniżam, jeśli już to podwyższam smile

                              Pradopodobnie wzrostem, ale tylko wtedy kiedy jestes wyzszy niz 180 cm
                    • zmeczona100 Zreformowana się odzywa 19.04.12, 10:52
                      Jasamale, kto się nie rozwija, ten się cofa. To tak w kwestii reform.

                      Ty wolisz tkwić w średniowieczu i uważasz, że masz do tego prawo. Jasne, OK. Żyj sobie, jak chcesz, ale chłopie, nie oczekuj, że świat ma się przystosować do Ciebie, kumasz? Nie oczekuj, że wszyscy mają zaakceptować Twoje zachowania, popierać je i rozumieć- my nie żyjemy w średniowieczu, tak jak Ty! Skoro żyjesz w naszej epoce, to podporządkuj się naszym zasadom współżycia w sprawach, które nie dotyczą tylko Ciebie, ale Twoich relacji z innymi osobami.

                      To jest tak, jakbyś chciał, aby Ciebie traktować wg starych zasad, sprzed reformy systemu ochrony zdrowia, bo Ty chcesz mieć szybko, sprawnie i od ręki i żeby działało tak samo, jak dawniej. Chłopie, życie się zmienia, problemy się zmieniają, a służba zdrowia działa dzisiaj na innych zasadach, bo została zreformowana. Ci, którzy to wiedzą (i się z tym pogodzili, bo wyjścia innego nie mają), korzystają z tego, co są w stanie dzisiaj osiągnąć od stystemu. A Ty dalej tkwisz niezreformowany, w czasach, kiedy do lekarza ogólnego szło się pod gabinet i czekało na swoją kolej; i dziwisz się, że teraz nie decyduje kto pierwszy przyszedł, ale kolejka wynika z zarezerwowania wizyty na konkretną godzinę.

                      EOT tym razem na poważnie!
                      • esteraj Re: Zreformowana się odzywa 19.04.12, 14:48
                        No nie wiem Zmęczona, czy z tą służbą zdrowia to dałaś dobre porównanie.
                        Dla mnie jest to najbardziej potrzebująca dziedzina, gdzie reforma jest najszybciej potrzebna, bo ta obecna to o kant d..y potłuc. Ze złego systemu w jeszcze gorszy. (Gorszy jest tylko ZUS)
                        Trudno, żeby się do niej dostosowywać, a jeszcze gorzej się z tym godzić.

                        służba zdrowia działa dzisiaj na innych zasadach, bo została zreformowa
                        > na. Ci, którzy to wiedzą (i się z tym pogodzili, bo wyjścia innego nie mają), k
                        > orzystają z tego, co są w stanie dzisiaj osiągnąć od stystemu.

                        Czyżby według Ciebie Zmęczona miało się tolerować łapówkarstwo w lepszym stylu i oszukiwanie społeczeństwa?

                        Kurczę, jakoś Ciebie nie zrozumiałam sad
                        • zmeczona100 Re: Zreformowana się odzywa 19.04.12, 19:05
                          esteraj napisała:


                          >
                          > Czyżby według Ciebie Zmęczona miało się tolerować łapówkarstwo w lepszym stylu
                          > i oszukiwanie społeczeństwa?
                          >
                          > Kurczę, jakoś Ciebie nie zrozumiałam sad

                          No niestety- całkowicie w tym masz rację, zupełnie nie załapałaś, o czym pisałam.
                          • esteraj Re: Zreformowana się odzywa 19.04.12, 23:09
                            No nie załapałam Twojej aluzji Zmęczona, bo ja blondoką jestem smile
                            Mniejsza z tym, chciałaś zakończyć temat, to nie będę Cię męczyć.
                            • zmeczona100 Re: Zreformowana się odzywa 19.04.12, 23:14
                              Zakończyłam z jasamem, a nie z innymi wink

                              Chodziło mi o to, że teraz do lekarza rodzinnego (i większości specjalistów) przychodzi się na konkretną godzinę, bo są zapisy i nie trzeba kwitnąć przed jego gabinetem przez kilka godzin, aby się do niego dostać. Dotknęłam jedynie jednego aspektu reformy.
                              A niereformowalny Jasam przyszedłby pod gabinet i usiłował wprowadzić swoje zasady, tj. wleźć nie wg godziny zapisu, ale wg tego, po kim pojawił się pod gabinetem smile
                              Gdzie w tym łapówki? smile

                              Jasam ponadto nie odróżnia reformowalnego od zreformowanego smile Ale to tak na marginesie wink
                              • esteraj Re: Zreformowana się odzywa 20.04.12, 10:35
                                zmeczona100 napisała:

                                > Zakończyłam z jasamem, a nie z innymi wink
                                >
                                > Chodziło mi o to, że teraz do lekarza rodzinnego (i większości specjalistów) pr
                                > zychodzi się na konkretną godzinę, bo są zapisy i nie trzeba kwitnąć przed jego
                                > gabinetem przez kilka godzin, aby się do niego dostać. Dotknęłam jedynie jedne
                                > go aspektu reformy.
                                > A niereformowalny Jasam przyszedłby pod gabinet i usiłował wprowadzić swoje zas
                                > ady, tj. wleźć nie wg godziny zapisu, ale wg tego, po kim pojawił się pod gabin
                                > etem smile
                                > Gdzie w tym łapówki? smile

                                To dam inny przykład, jeśli pytasz o łapówki.
                                Tak, wszyscy teraz czekają na zabiegi w kolejce miesiącami - ci uczciwi i naiwni.
                                Inni sprytniejsi, idą do specjalisty na wizytę, dają 1/3 tego ile musieli by zapłacić od ręki, by nie czekać miesiącami i termin zabiegu mają już w następnym tygodniu.
                                Jeszcze inni pójdą i zapłacą grubą kasę za zabieg (nie będą wcale czekać) pomimo, że służba zdrowia jest bezpłatna (płaci się składki).
                                Nie chcę nawet myśleć o tym całym chorym systemie. Aż mnie głowa rozbolała.
                                Że też rzesza imbecyli nami zarządza...

                                Jak to się ma do Jasamala?
                                Fakt, może zamiast iść bezpośrednio pod gabinet, lepiej byłoby zagadać z recepcjonistką, uśmiechnąć się do niej i może numerek dostałby właśnie na ten dzień, w którym przyszedł.
                                Ot, taka różnica.

                                Jakoś dalej nie kumam, co chciałaś powiedzieć.
                                Jedynie mogę Ci przyznać rację, że Jasamale chce na siłę utrzymać dawne zasady i wartości.
                                Żonie dać klapsa i przywołać ją do porządku.

                                Nijak jakoś nie mogę tego zestawić z Twoim przykładem o służbie zdrowia.
                                • zmeczona100 Re: Zreformowana się odzywa 20.04.12, 11:30
                                  Esteraj, Tobie skojarzyła się reforma służby zdrowia z łapówkami (tak, jakby ich wcześniej nie było). A mi chodziło o reorganizację i dostępność do lekarza.

                                  > Fakt, może zamiast iść bezpośrednio pod gabinet, lepiej byłoby zagadać z recepc
                                  > jonistką, uśmiechnąć się do niej i może numerek dostałby właśnie na ten dzień,
                                  > w którym przyszedł.
                                  > Ot, taka różnica.

                                  Nie smile Tak było KIEDYŚ smile
                                  Teraz nie musisz wychodzić z domu, nie musisz nawet zrobić tego osobiście, bo wystarczy telefon i ... zostajesz zapisana na wybrany termin i godzinę. Nie musisz więc zagadywać z recepcjonistą ani się do niej uśmiechać. A na dzień, w którym się przyjdzie, też można dostać w ten sam sposób numerek- pod warunkiem, że są wolne smile A na gabinetach lekarskich najczęściej jest napis "Przyjęcia wg kolejności numerków"- a to dlatego, że mimo zapisu na konkretną godzinę, to zdarzają się tacy niereformowalni, jak Jasamale, tj. przyjeżdżają skoro świt i kwitną pod gabinetem do godziny otwarcia, a potem się wykłócają z innymi (którzy przyszli na konkretną swoją godzinę), że jak to, przecież byli wcześniej i dlatego muszą być przyjęci zaraz, natychmiast, bo czekają długo (po kij przyłazili tak wcześnie, skoro wiedzieli, że lekarz zaczyna przyjmować o innej godzinie, a zapisani są na konkretną godzinę?).

                                  I w tym jest podobieństwo do Jasama- świat się zmienia i nie musimy tego akceptować, oczywiście, ale nikt nie będzie dostosowywał się do niereformowalnych, bo im nowe nie pasuje. Ale, aby zobaczyć, że świat się zmienia, nie stoi w miejscu, to trzeba wyjść ze swojej norki i zobaczyć, jak żyją inni. Takim, jak jasam nie jest to potrzebne- oni żyją dla siebie, w swoim znanym sobie, bezpiecznym miejscu i mają ciągle pretensje, że nie dzieje się tak, jak oni by chcieli. Co z tego, że kiedyś baby tyrały, całowały po stopach swego pana, który zrobił im łaskę żeniąc się z nią, który pracuje, słuchały się go, bo inaczej pan mógłby się zbiesić i jeszcze ją zostawić i cóż ona biedna wtedy by sama zrobiła? To było KIEDYŚ; teraz baby są w stanie utrzymać się samodzielnie, a skoro pracują zawodowo, to pozostałe obowiązki mają dzielić z nimi im partnerzy, czyli nie ma tak, że baby to są od garów i dzieci, a chłopy od przynoszenia pieniędzy do domu. Skoro obydwoje pracują, to obydwoje zarabiają na utrzymanie własnej rodziny i obydwoje zajmują się praniem, sprzątaniem, opieką nad dziećmi. Ale jasamale tego nie rozumie- dla niego kobieta to ktoś taki, jak jego babka czy matka- podporządkowana całkowicie mężczyźnie, zniewolona przez niego, posłuszna, bo inaczej kara ją spotka (Jasam złożył przecież pozew, bo babę chciał zmusić do małżeństwa i spełniania jego wymogów). Tylko, że trafił na babę współczesną, a nie z poprzedniej epoki mentalnej. Tak, jak do gabinetu lekarza i oczekuje, że skoro przyszedł, to ma być wg jego zasad.

                                  Czy teraz jaśniej się wyraziłam?
                                  • esteraj Re: Zreformowana się odzywa 20.04.12, 13:20
                                    No dobra, już Ciebie zrozumiałam Zmęczona.

                                    Poniekąd mogłabym się zgodzić, ale
                                    > Skoro obydwoje pracują, to obydwoje zarabiają na utrzymanie własnej rodziny i o
                                    > bydwoje zajmują się praniem, sprzątaniem, opieką nad dziećmi
                                    Jasamale pisał, że dzieckiem się zajmował i nie robił żadnego problemu.
                                    Co do gotowania i sprzątania, to nie wiem. Zresztą, jeśli np. w tym czasie pomagał swoim teściom w gospodarstwie, lub miał taki układ z żoną, to może nie musiał.
                                    Właściwie to ten aspekt podziału obowiązków w małżeństwie Jasamala nie został opisany.

                                    > Ale jasamale tego
                                    > nie rozumie- dla niego kobieta to ktoś taki, jak jego babka czy matka- podporz
                                    > ądkowana całkowicie mężczyźnie, zniewolona przez niego, posłuszna, bo inaczej
                                    > kara ją spotka (Jasam złożył przecież pozew, bo babę chciał zmusić do małżeństwa
                                    > i spełniania jego wymogów).

                                    Chyba jednak nie do końca o to chodzi. Jasamale chciał się opiekować i troszczyć o swoją kobietę, jednak ta miała to gdzieś, a to dlatego, że nawet nie zauważyła jego intencji, bo on być może wpływał na poczucie jej wolności i swobody.

                                    W ogóle dla człowieka największą wartością jest jego wolność i suwerenność.
                                    Jeżeli ktoś będzie chciał naruszyć tę sferę, nawet w dobrej wierze, to wywoła tylko wojnę.
                                    Dlatego mamy powiedzenie, że "dobrymi chęciami jest droga do piekła wybrukowana".
                                    Nikt nie może wiedzieć lepiej niż sam zainteresowany, co jest dla niego dobre.
                                    Tutaj Jasamale popełnia błąd, mówiąc, że nie pozwoliłby pracować swojej kobiecie w kopalni czy hucie.
                                    Jego dobre intencje są nic nie znaczące, bo w tym kontekście mamy naruszenie wolności drugiego człowieka.
                                    Przypominają mi się inne przykłady, jak np. kobieta zrobiła mężowi przyjęcie imieninowe, nie konsultując tego z nim. On był oburzony, że ta nie wzięła jego zdania pod uwagę, a to było ważniejsze niż sam fakt dobrych chęci.

                                    To jest jeden z podstawowych grzechów człowieka, gdy podejmuje decyzje za drugiego, sądząc nawet, że będzie to dla jego dobra.

                                    Tylko, że trafił na babę współczesną, a nie z popr
                                    > zedniej epoki mentalnej.

                                    Dziękuję za taką współczesność, kiedy kobieta mówi: Ludzie ze sobą nie są, tylko na dzieci płacą.
                                    • heksa_2 Re: Zreformowana się odzywa 20.04.12, 15:55
                                      Esteraj, chyba w swojej słynnej empatii jesteś ździebko stronnicza i czytasz między wierszami coś, czego tam absolutnie nie ma.

                                      Napisałaś: "Jasamale chciał się opiekować i troszczyć o swoją kobietę, jednak ta miała to gdzieś, a to dlatego, że nawet nie zauważyła jego intencji, bo on być może wpływał na poczucie jej wolności i swobody".
                                      Kiedy chciał się troszczyć? Wyjechał bez jej zgody za granicę i zostawił ją bez kasy. Troszczyć się chciał w intencjach, ale na intencjach się skończyło.

                                      Napisałaś też: "Dziękuję za taką współczesność, kiedy kobieta mówi: Ludzie ze sobą nie są, tylko na dzieci płacą".
                                      Żona jasamale powiedziała coś zupełnie innego. A prawie czyni różnicę: Ludzie ze sobą nie są, ale na dzieci płacą.
                                      Między tylko a ale jest zasadnicza różnica. A powiedziała to, kiedy Jasamale dobrowolnie wyjechał i na dziecko nie płacił. Zwróciła mu uwagę, że NAWET jeśli ze sobą nie są, to mają obowiązek łożenia na dzieci. Z twojej wypowiedzi wynika, że zona chciała od jasamale wyłącznie pieniędzy. A ona chciała przynajmniej pieniędzy. I pamietaj, że to on się z żoną rozwiódł. Dobrowolnie i bez przymusu. Na własne życzenie.

                                      • esteraj Re: Zreformowana się odzywa 20.04.12, 17:22
                                        Ok. Heksa masz rację, nie chciało mi się szukać dokładnego cytatu i rzeczywiście ten oryginalny nabiera innego znaczenia.
                                        Gdzieś jednak oboje musieli się źle zrozumieć i dalej poszło lawinowo ku upadkowi.
                                        Na początku zakładam, że oboje chcieli dobrze, później zła interpretacja intencji doprowadziła do rozłamu.
                                        Zauważ jednak Heksa, że Jasamale szedł na ustępstwa i pomimo wcześniejszych uzgodnień dla dobra żony przeprowadził się z nią do teściów. Chciał, żeby czuła się szczęśliwa. Kupował jej także rzeczy, których potrzebowała.
                                        Od którego momentu się posypało, tego nie wiem.
                                        • jasamale Re: Zreformowana się odzywa 20.04.12, 22:08
                                          Dziękuję Esteraj, lepiej bym tego nie wyjaśnił na pewno, jeszcze raz dziękuję.

                                          Może nie tyle zła interpretacja, bo nawet jeśli powiemy coś głupiego, w nerwach, w emocjach, to zawsze można przeprosić, sprostować, wyciągnąć rękę powiedzieć przepraszam, poniosło mnie, nie gniewaj się, nie chciałem/nie chciałam.
                                          Ja wiele razy tak robiłem, przepraszałem, chociaż czasem nie rozumiałem już za co.

                                          Z drugiej strony właśnie tego brakło. Zamiast tego były nowe pretensje i nerwy.
                                          I choćbyś człowieku nie wiadomo jak się starał, choćbyś sobie flaki wypruł, to pani żona, i jej rodzice i tak będą twierdzić że jesteś zły.
                                • puzzle33 Re: Zreformowana się odzywa 21.04.12, 11:31
                                  esteraj napisała:

                                  > Jasamale chce na siłę utrzymać dawne zasady
                                  > i wartości.
                                  > Żonie dać klapsa i przywołać ją do porządku.
                                  ... i niech się da kochać wreszcie!
                                  • jasamale Re: Zreformowana się odzywa 21.04.12, 21:26
                                    Nie, nie liczę na to.
                                    Chcę tylko żeby nie nastawiała dziecka przeciwko mnie, i żeby mi nie przeszkadzała w kontaktach z nim.
                        • jasamale Re: Zreformowana się odzywa 19.04.12, 19:25
                          Także uważam że to żadne porównanie.
                          To pseudo reforma nie reforma zdrowia.
                          Do łapówkarstwa i oszukiwania społeczeństwa jeszcze bym dodał biurokrację.
                          Widziałem jak to działa u Anglików. Tam też można się umówić na wizytę. W gabinecie jest tylko lekarz, nie ma pielęgniarki, zbada, doradzi, wydrukuje recepte (coś jak bilet kolejowy)
                          U nas w każdym gabinecie musi być oprócz lekarzy pielęgniarka, kolejki są nieraz kilkunastoosobowe.
                          Tam jak się umówiłem to zawsze były przede mną najwyżej dwie, trzy osoby.
                          Albo tam mniej ludzie chorują, albo coś jeszcze innego sprawia że to wszystko idzie sprawniej.
                          Może kilkudziesięcioletnie doświadczenie co najmniej.
                          U nas to jest najwyżej kilkunastoletnie, ciągle jeszcze eksperymentujemy smile
                      • jasamale Re: Zreformowana się odzywa 19.04.12, 19:48
                        Rozumiem Zmęczona że moralnie chcesz mnie zreformować, moje wartości.
                        Bo chyba nie jeśli chodzi o życie codzienne.
                        Na co dzień jakoś sobie radzę w tym nowoczesnym świecie XXI wiek smile widzisz nawet komputera używam, tak więc staram się nadążyć za duchem czasu smile

                        Natomiast wartości którymi się kieruję faktycznie mam stare, co najmniej średniowieczne smile
                        korzeniami sięgające czasów Jezusa Chrystusa, a nawet wcześniej.
                        Czyli te wartości uważasz Zmęczona należy we mnie zreformować tak???

                        Twoje porównanie do reformy systemu Opieki Zdrowotnej, jest żadne.
                        To nie reforma, to jest pseudo reforma.
                        A więc jeśli ......eeh Zmęczona smile
                        • zmeczona100 Re: Zreformowana się odzywa 19.04.12, 20:52
                          Już odpowiedziałam wcześniej i tylko powtórzę: EOT
                • jasamale Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 17.04.12, 22:09
                  Esteraj mam nadzieję że twój mąż zdaje sobie sprawę co za skarb ma w domu. Powinien Cię na rękach nosić za twój charakter.
                  • esteraj Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 18.04.12, 11:23
                    jasamale napisał:

                    > Esteraj mam nadzieję że twój mąż zdaje sobie sprawę co za skarb ma w domu. Powi
                    > nien Cię na rękach nosić za twój charakter.

                    Wiele nauczyłam i uczę się od mojego męża. W pewnych dziedzinach, lub raczej przekonaniach, był dla mnie wzorem.
                    Naturalnie nie jest ideałem, bo tacy nie istnieją, mnie też jest do niego daleko. Był u nas czas burzliwy i stawaliśmy się dla siebie podli. Aż przyszło pytanie: dlaczego tak się dzieje, czemu widzimy tylko czubek własnego nosa, widząc jedynie złe intencje w drugim człowieku?
                    STOP
                    Czy tego chcemy? Dokąd zmierzamy?
                    Postawiliśmy przede wszystkim na szacunek, potem głębsze wczytywanie się w przekaz drugiego człowieka i przyzwoitość.
                    Zdarza się, że emocje chcą przejąć kontrolę nad racjonalnym myśleniem. Wtedy jedno upomina drugiego.
                    Czy mój mąż zdaje sobie sprawę, że ma skarb w domu? (ale Jasamale połaskotałeś moje ego, miło słyszeć taką ocenę, miałeś mnie nie chwalić, bo w głowie mi się poprzewraca... wink)
                    Myślę, że mnie ceni i widzi we mnie dobrego człowieka. To jest dla mnie bardzo ważne.
                    Ja również cieszę się, że mam mądrego i przyzwoitego człowieka. Jest ok.
                    Nie nosi mnie na rękach (co za szkoda), chyba dlatego, że pewne rzeczy stają się normą i nie są niczym szczególnym.
                    • jasamale Re: Kobiety nie mogą robić tego,Co chcą robić męż 18.04.12, 20:46
                      Szacun, jeszcze raz szacun dla Was oboje Esteraj.
                      Cieszę się że Wam się udało.
                      Widzisz Wam się udało bo obydwoje zrozumieliście dlaczego tak się dzieje.
                      Obydwoje potrafiliście wyzbyć się swojego egoizmu jeśli choć w jednym z Was było go trochę.

                      W moim przypadku tak nie było, dlatego nam się nie udało.
    • xyz180 Re: Mama - czy zawsze wie, co robi??????? 18.04.12, 07:41
      zmeczona100 zdemaskowana- koniec opluwania omc exa smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka