24.11.12, 20:15
Właśnie mąż oznajmił, że mnie już nie kocha. Dokładnie w takich słowach.
Jak to określił, chce wolności, chce ułożyć sobie życie z kimś innym. Złoży pozew o rozwód.
Jestem finansowo niezależna (dobrze zarabiam)- mamy rozdzielność majątkową od kilku lat.
Wiem, że szukał w necie nowej towarzyszki życia. Spotykał się. Widocznie znalazł...
Zapowiedział, że będzie walczył w sądzie o rozwód bez orzekania o winie.
Mamy dziecko, studiuje dziennie. Ma 20 lat. Na dziecko nie ma ochoty płacić..... bo mnie stać je utrzymać. Co jest prawdą.

Powiedzcie mi, czy warto walczyć o rozwód z jego winy? Czy sobie nerwów darować.
Jestem zagubiona. Kompletnie.
Obserwuj wątek
    • logicman Re: Co teraz? 24.11.12, 20:25
      Aleś sobie lekkoducha znalazła. Na dziecko i tak będzie musiał płacić czy chce czy nie. To, że Ciebie stać na utrzymanie dziecka - tym lepiej dla dziecka, zapewnisz mu wszystko czego potrzebuje.
      W całej tej sytuacji dobre jest to, że tak szybko pozbędziesz się gościa, z którym przyszłość byłaby dla Ciebie ciężarem (sądząc po jego stosunku do dziecka). Kto ma 20 lat, Ty czy on? Jeśli on, to będziesz do końca życia płaciła za swoją głupotę. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.
      • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 20:30
        Wyjaśniam: dziecko ma 20 lat smile
        • moniapoz Re: Co teraz? 24.11.12, 20:32
          dziecko studiuję ?
          • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 20:34
            Tak. Studia dzienne. Politechnika.
            • moniapoz Re: Co teraz? 24.11.12, 20:42
              hmmm...to znaczy, że ojciec nie ma raczej wyboru ale o alimenty musi wystąpić dziecko, bo jest pełnoletnie.
              • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 20:46
                Wiem. Dziecko wystąpi. Bo, do cholery, ojciec jest zobowiązany....
                Ale ja mam dylemat, czy walczyć o winę męża w rozpadzie małżeństwa.... Czy warto?
                • taki_drugi Re: Co teraz? 24.11.12, 20:57
                  Orzeczenie wyłacznej winy męża posłuży tylko i wyłacznie do twojego lepszego samopoczucia. I do niczego więcej, no chyba że stracisz pracę, popadniesz w nędzę, to wtedy ex jako jedyny winny mógłby płacić na ciebie alimenty. O ile byś o nie wystąpiła.

                  Kiedyś, w biurach matrymonialnych albo anonsach prasowych dawało się zdanie "rozwiedziona nie ze swojej winy".. że niby kryształowa big_grin Teraz to już nie ma żadnego znaczenia.
                  • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 21:03
                    Moje samopoczucie i tak sięgnęło poziomu kreta na Żuławach sad
                    • taki_drugi Re: Co teraz? 24.11.12, 21:08
                      No więc daj sobie spokój z tą winą. Rozwód i tak będzie i tak. On i tak sobie pójdzie i tak. Może przez pierwsze 2-3 lata będziesz jeszcze opowiadała wszystkim, że się rozwiodłaś, ale "nie ze swojej winy", bo będziesz się lepiej z tym określeniem czuła, ale później przestaniesz na to zwracać uwagę. Masz idealną sytuację, dziecko duże, jedna rozprawa i do domu. W pciewnym razie co najmniej kilka rozpraw, świadkowie, odwołania, pranie brudów, wzajemne oskarżanie, a w efekcie.... i tak rozwód.
                      • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 21:30
                        Doradzasz rozwód bez orzekania?

                        Wiesz.... nie chcę być z facetem, który nie chce mieć nic wspólnego z własnym synem.
                        • logicman Re: Co teraz? 24.11.12, 22:52
                          mari_g7 napisała:

                          > Doradzasz rozwód bez orzekania?
                          >

                          Zdecydowanie tak, nie ma stresy, upokarzających scen przed sądem, nie wydasz na adwokatów.

                          > Wiesz.... nie chcę być z facetem, który nie chce mieć nic wspólnego z własnym s
                          > ynem.

                          I wcale Ci się nie dziwię.
                          • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 22:59
                            Nie kręcą mnie sądowe przepychanki.
                            Ale, przyznam, czuję się zagubiona w czasoprzestrzeni sad
                            • logicman Re: Co teraz? 24.11.12, 23:15
                              Tja, lost in space... z czasem Ci to przejdzie wink

                            • altz Re: Co teraz? 25.11.12, 00:00
                              mari_g7 napisała:

                              > Nie kręcą mnie sądowe przepychanki.
                              > Ale, przyznam, czuję się zagubiona w czasoprzestrzeni sad

                              Jakieś wyrzuty sumienia musiał mieć, skoro postarał się odseparować i skłócić z Tobą wykorzystując syna, widoczne źle mu nie było związku. Nie wierzę, żeby to była prawda, takie rzeczy się zauważa przez 20 lat. wink
                              To działa u niektórych, że trzeba komuś zrobić przykrość, żeby sumienie nie gryzło tak mocno.
                              Jeśli będziesz złośliwa i nerwowa, robiła wymówki, to będziesz uczestniczyła w tej grze.
                              Niech idzie w świat i szuka swojego szczęścia. wink
                              • mari_g7 Re: Co teraz? 25.11.12, 00:09
                                Niestety, nie jestem złośliwa.
                                Jego wyrzuty sumienia wiszą mi...kalafiorem.
                                Wymyślił, że to ja chciałam mieć dziecko.... ponad 20 lat temu!
                                To jawna nieprawda.
                                Ale dziś wywalił mi to prosto w oczy.

                                Chyba przyjmę rozwód bez orzekania o winie. Choć to on jest jedynym winnym.
                                • tautschinsky Re: Co teraz? 25.11.12, 10:16
                                  mari_g7 napisała:

                                  > Chyba przyjmę rozwód bez orzekania o winie. Choć to on jest jedynym winnym.


                                  To nie ulega żadnej dyskusji. Dobre samopoczucie i przekonanie o
                                  swojej nieskazitelności dalej ma się dobrze u kobiet big_grin
                                  • kirkunia Re: Co teraz? 28.11.12, 21:20
                                    >To nie ulega żadnej dyskusji. Dobre samopoczucie i przekonanie o
                                    swojej nieskazitelności dalej ma się dobrze u kobiet

                                    Trzy razy tak!
                                    Jesteśmy w tym prawie tak dobre jak samczyki!
                                • tricolour Może i on jest jedynym winnym... 25.11.12, 11:42
                                  ... ale z tego nie wynika, że jest wyłącznie winny ze względu na Waszą współodpowiedzialność.

                                  Na forum panuje powszechna opinia, że gdy kobieta zdradzi, to oznacza,że miała powód, bo bez powodu by nie zdradzała.
                                • nangaparbat3 Re: Co teraz? 12.01.13, 09:56
                                  Wymyślił, że to ja chciałam mieć dziecko.... ponad 20 lat temu!
                                  > To jawna nieprawda.
                                  > Ale dziś wywalił mi to prosto w oczy.

                                  Mari, wychodzi jakbys Ty nie chciala wtedy dziecka. Musisz uważać jak formułujesz myśli, bo w żadnym wieku nie jest fajnie dowiedzieć się, że rodzice nas nie chcą teraz i nie chcieli kiedy sie rodzilismy.
                            • kirkunia Re: Co teraz? 28.11.12, 21:18
                              Zrób sobie w myślach rachunek potencjalnych zysków i strat, a potem uruchom wewnętrznego leniucha, nie kop się z koniem i posłuchaj rad współforumowiczek smile

                              Masz idealną sytuację, żeby wyjść z tego oszczędzając sobie stresów i upokorzeń.
                              Trzymam kciuki smile
        • tautschinsky Re: Co teraz? 24.11.12, 22:07
          mari_g7 napisała:

          > Wyjaśniam: dziecko ma 20 lat smile


          "Dziecko" jak się patrzy. Może wyjść za mąż, ożenić się, odpowiada
          w pełni za swoje czyny, może bez słowa wyjechać w świat, może się
          bawić w naukę, może pracować, może zacząć rodzić dzieci lub je robić
          - ale jak chce - dalej być 'dzieckiem' żerującym na rodzicu big_grin
          • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 22:57
            Masz jakiś problem ze sobą???
            • buba2002 Re: Co teraz? 24.11.12, 23:10
              Nie przejmuj się, ja już przywykłam do tego typu odpowiedzi. Chyba ma problem...
            • argentusa Re: Co teraz? 25.11.12, 16:37
              Mari, Tau to taki folklor forumowy.
              Włącz w profilu ukrywania jego odpowiedzi i z głowy. Co byś nie napisałą, zasługujesz na negację z racji płci. Przyjdzie czas - nauczysz się ignorować smile)))
      • moniapoz Re: Co teraz? 24.11.12, 20:31
        zrozumiałam, że dziecko ma 20 lat....ale może źle zrozumiałam

        jak dla mnie rozwód bez orzekania o winie chyba, że jest Ci ta wina jakoś niezbędnie potrzebna
        do dalszego życia, rozliczeń itp.

        no ale jak orzekanie o winie to pójdą pieniądze, czas i nerwy

        ale co kto lubi - z Twojego stylu pisania wnioskuję, że zaskoczona nie jesteś, tylko jak widz obserwowałaś męża poczynania....
        • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 20:38
          Dobrze zrozumiałaś.
          Co do stylu pisania - starałam się w miarę składnie napisać, co i jak.
          • moniapoz Re: Co teraz? 24.11.12, 20:49
            sorki, ale odebrałam Twój styl jako osoby pogodzonej z losem, która się raczej spodziewała takiego scenariusza - być może tak nie jest ale tak to odebrałam.

            co do orzekania winy to ja akurat jestem przeciwniczką ale na tym forum znajdziesz wiele zwolenniczek które walczyły do upadłego, bo było im to z jakiegoś powodu bardzo potrzebne (przeważnie z powodów psychologicznych)

            musisz rozważyć sama czy chcesz prania brudów (prawie zawsze niestety), zepsucia relacji z exem a całkiem możliwe, że także na linii ex-dziecko, opłacenia prawników i wielu rozpraw, czy też wolisz rozstać się szybko i bezproblemowo.

            zastanawiam się czemu mąż chce się wymigać od alimentów na dziecko .....nie ma między nimi więzi ?


            • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 20:59
              Radzisz rozstanie polubowne?
              W sumie, nie bardzo mnie kręci roztrząsanie w wielu rozprawach mojego i Jego życia.
              Co do dziecka: usłyszałam właśnie, że to JA chciałam dziecko, więc JA mam płacić.....
              Po 20 latach usłyszeć... niezapomniane sad
              • moniapoz Re: Co teraz? 24.11.12, 21:10
                Jak pisałam dla mnie walka o orzeczenie winy to walka w której zbyt wiele się traci:
                czasu , pieniędzy, nerwów a często i są straty psychologiczne u dzieci. Ale są osoby którym jest to bardzo potrzebne, bo psychicznie im takie orzeczenie winy daje wiele - poczytaj to forum to zrozumiesz. Niedawny wątek kobiety000 może Ci dać obraz - jej to było potrzebne choć ja akurat tego nie rozumiem, ale wiele osób rozumie ją doskonale.

                Postawy Twojego męża kompletnie nie rozumiem - ale akurat jeżeli dziecko się uczy i chce wystąpić o alimenty (bo jak rozumiem inaczej się nie da z ojcem dogadać) to w sumie mąż niewiele ma do gadania. Pozostaje składać wniosek i czekać na decyzję sądu.
                • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 21:47
                  Moni... nie zależy mi na alimentach na dziecko.
                  Ale wqrwia mnie to,że facet olewa swoje dziecko!
      • zalosny.jestes Ja to widzę tylko jako plus... 26.11.12, 12:04
        Po co Ci tobół? Jesteś samodzielna, niezależna...najbardziej zrobisz na złość chłopu pokazując się z nowym, młodszym partnerem a nie szarpiąc go po sądach. Zadbaj o siebie, znajdź pasję a chłopy będą walić drzwiami i oknami. I nie wbijaj sobie do głowy babskiej iluzji ze szklanką wody na starość bo to mrzonka.
    • tricolour Z orzekaniem winy nie jest tak łatwo... 24.11.12, 21:26
      ... bo orzeka się WYŁĄCZNĄ winę. Zatem wystarczy, że mąż powie (i jakoś udowodni) że czuł się zaniedbany i wina jest obopólna.

      Poza tym - jak wynika z Twoich słów - mąż się spotykał z kobietami. Czyli wielokrotnie. A Ty co? Nic? No to nie wykazałaś się dbałością o małżeństwo skoro Ci nie zależało... i po wyłącznej winie męża.
      • mari_g7 Re: Z orzekaniem winy nie jest tak łatwo... 24.11.12, 21:32
        Dowiedziałam się o tym PO fakcie. Powiedział mi, ot, po prostu.
        • tricolour W kazdym razie przemyśl sprawę... 24.11.12, 21:41
          ... ja generalnie jestem za orzekaniem winy jeśli ta wina jest bezsporna. Jednakże cena poczucia sprawiedliwości bywa czasem za wysoka.
          • mari_g7 Re: W kazdym razie przemyśl sprawę... 24.11.12, 21:45
            Jak ocenisz to, że mąż SZUKA w necie nowej partnerki?
            Jak ocenisz SMSa:" kocham Cię, pamiętaj o tym"....
            • tricolour Bez powodu chyba bym nie szukał? 24.11.12, 21:52
              No nie udawałbym kochającego męża i jednocześnie za plecami szukał nowej kobiety. Raczej sobie wyobrażam, że coś się dzieje latami, na co przymyka się oko, a co wyżera zasoby małżeństwa do stanu obojętności. A to wspólna sprawa...
              • mari_g7 Re: Bez powodu chyba bym nie szukał? 24.11.12, 22:02
                Ile lat byłeś w związku? /wybacz, ze pytam/...

                • tricolour A z dziesięć... 24.11.12, 22:04
                  .. teraz znów od trzech lat.
                  • mari_g7 Re: A z dziesięć... 24.11.12, 22:11
                    Ja dwadzieścia pięć.....
              • buba2002 Re: Bez powodu chyba bym nie szukał? 24.11.12, 22:05
                To zależy, co uznamy za powód. Mają 20-letniego syna, więc pewnie wiek i staż małżeński taki, że mogło wejść pewne znudzenie, znużenie, smuga cienia, chęć przeżycia czegoś nowego. Łabędzi śpiew. Bywa, ale czy to jest powód, by uznać za winną rozpadu drugą stronę?
                Alimenty młody sam sobie musi załatwić. Odpuść sobie, nie wnikaj. Ty chciałaś - owszem, ale on jest ojcem. Inna sprawa, że syn pewnie jest zachwycony, że ojciec się na niego wypiął. Pomyśl, że jego samopoczucie jest zapewne super.
                Rozwód z orzekaniem o winie odpuściłabym sobie, ale ja nie jestem typem wojownika. Ja z tych, co lubią spokój (święty) i szukają jasnych stron życia. Eksowi powiedziałam "wszystkiego dobrego" i spadaj. On też był zaniedbany i nieszczęśliwy, nie troszczyłam się o niego, tylko zajmowałam ciężko chorym ojcem, który i tak zmarł...
                Mari, wiem, że na początku trudno, bo wszystko się sypie i człowiek nie umie się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Trzeba czasu, by to sobie poukładać.
                Co na tę całą sytuację syn? Mój miał w momencie rozwodu 19 lat i był dla mnie dużym wsparciem, po prostu dlatego, że był.
                • mari_g7 Re: Bez powodu chyba bym nie szukał? 24.11.12, 22:49
                  Buba....
                  Czy On miał powód?
                  Zaklinam się, że nie. Miał wyprane, ugotowane, a i nocna zmiana nie szwankowała smile
                  Dziecko dopieszczone. Jakżeby inaczej.

                  Ot, zapragnął zmiany. Wymiany.
                  A niech mu tam.


                  Powiedziałam mężowi: wszystkiego dobrego Ci życzę. Ale nie chcę mieć nic wspólnego z Tobą nigdy więcej"



                  • buba2002 Re: Bez powodu chyba bym nie szukał? 24.11.12, 23:14
                    Skąd ja to znam... Mari, uszy do góry! Ja rozumiem, że niełatwo po tylu latach zaczynać od nowa. Ale warto. Życz mu szczęścia i tyle. Odpuść, załatw rozwód i spróbuj odzyskać równowagę. Pomyśl o sobie. Tyle jeszcze przed Tobą. Uwierz...
                    • mari_g7 Re: Bez powodu chyba bym nie szukał? 24.11.12, 23:59
                      Na razie jestem na etapie szoku. Ryczę w swój mankiet. Czy to pomoże?
                      Nie wiem.
                      Poryczę sobie. Dzień, dwa.... noc.




                      Ja pierdzielę, cieżko sad
                      • kirkunia Re: Bez powodu chyba bym nie szukał? 28.11.12, 21:27
                        No trochę czasu upłynie, jak długo - to już indywidualnie. Dobrze rokuje:
                        a) że jesteś niezależna i zdajesz sobie z tego sprawę
                        b) że masz włączony zdrowy rozsądek i trochę dystansu
                        c) że zdajesz sobie sprawę że boli i jest podle, ale że to minie.

                        Dasz radę.

                        A z ciekawosci - jak w tym zachowuje się syn?
      • kobieta-000 Re: Z orzekaniem winy nie jest tak łatwo... 25.11.12, 17:09
        Ja powiem tak: to prawda, ze z orzekaniem o wyłącznej winie nie jest łatwo.
        Mój mąż założył sobie że znajdzie 1% mojej winy i rozwód ( którego on nie chciał bo kochanka go pili do ślubu, a on niechętny-jego słowa ) będzie za obupólną winą.
        I pomimo jego "starań": że ja głodziłam dzieci karając je w ten sposób za złe zachowanie, że stosował kary cielesne i psychiczne, że chodziły brudne, ze nie kupowałam im żadnych rzeczy ani zabawek ani podobno podręczników, że nie chodziłam na wywiadówki, że nie dbałam o ich zdrowie, że to niby ja ubezwłasnowolniłam mężulka, wywierałam nie niego wpływ, tzn wybierałam mu znajomych, miejsca naszych zagranicznych miejsc na urlop, sposoby spędzania wolnego czasu, nie oddawałam mu się 6x dziennie , bo on chciał, miał potrzebę , miał taki temperament.
        I wszystko po to by udowodnić mi że musiał mnie zdradzać.
        Jak wiemy nie udało mu się.
        Uzyskałam 21.11.2012 rozwód w WYŁĄCZNEJ winy męża.

        Pozdrawiam ciepło.
        Do autorki, nie brnij w orzekanie o winie jeśli nie jest Ci to koniecznie potrzebne. A widzę że nie jest:
        syn dorosły ( na studiach przyda mu się grosz od tatusia i niech wystąpi o to ),
        Ty zaradna finansowo,
        sam romans pewnie trudno udowodnić przed Sądem i raczej w Twoim przypadku nie warto się gnojkiem zajmować.
        Szczęśliwsza będziesz gdy będziesz bez niego. Wszystko przed Tobą.

        ps. Ja walczyłam o rozwód z WYŁĄCZNEJ WINY Niewiernego ale wcale nie ze względu na to bym chciała występować o alimenty na siebie. Nie zniżyłaby się do tego ( nie chciałabym by później mi zarzucał i kontrolował na co wydaję "jego" pieniądze ).
        Zawalczyłam o spokój, sprawiedliwość. Dla siebie i synów. Kiedyś ( zwłaszcza starszy syn dostrzeże to i "wróci" - dosłownie i mentalnie do mnie i brata ).
    • altz Re: Co teraz? 24.11.12, 21:53
      Ja Ci zazdroszczę sytuacji. Dziecko to już dorosły facet, jesteś zupełnie niezależna, współpraca z mężem nie jest Ci potrzebna do niczego, mało kto tak ma przy rozwodzie.
      Sytuacja przykra, bo nie tego się można było spodziewać po mężu, ale tragicznie nie jest. Niech idzie sobie i nie wraca, kawał życia jeszcze przed Wami, szkoda tracić czas na sądowe przepychanki.
      • buba2002 Re: Co teraz? 24.11.12, 22:08
        Dokładne tak. Dojrzała, samodzielna, dorosły syn, stabilna sytuacja finansowa... To dużo jak na początek. Wiele można jeszcze zrobić ze swoim życiem. Mówię, bo to przerobiłam.
        • buba2002 Re: Co teraz? 24.11.12, 22:13
          A, jeszcze jedno! Syn sam się z ojcem kontaktuje i ja go na oczy nie muszę oglądać. Jak czytam, co przeżywają niektórzy, co muszą się w różnych sprawach spotykać i jeszcze sobie grzeczności świadczą, to moja sytuacja wydaje mi się komfortowa.
          Była jedna sprawa rozwodowa, pół godziny i zakończyło się moje prawie 20-letnie małżeństwo... Nie zdecydowałabym się na sądowe przepychanki i udowadnianie co kto zrobił i zaniedbał... Po co? Szkoda zdrowia, szkoda życia i szkoda pieniędzy.
          Od pewnego czasu efektywnie uprawiam "wdupiemanie".
      • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 22:10
        Nie zazdrość. Poniosłam porażkę.
        To, że współpraca z mężem nie jest mi do życia potrzeba...cóż to znaczy?
        Jedynie to ,że bez niego nie umrę w niedostatku.



        • buba2002 Re: Co teraz? 24.11.12, 22:16
          Poczekaj trochę... Ja po trzech latach widzę to inaczej - ja odniosłam sukces, bo mam spokój, kochające, fajne dziecko i świetnego partnera. I w ogóle jestem szczęśliwa. A eks - nie bardzo. Nawet z synem się nie bardzo dogaduje...
        • anbale Re: Co teraz? 24.11.12, 22:17
          mari_g7 napisała:

          > Jedynie to ,że bez niego nie umrę w niedostatku.
          >
          To wcale nie jest mało. Są kobiety, które mają do wybory chory związek i tolerowanie chamstwa męża albo życie pod mostem.
          A po tym wszystkim co mąż zrobił/powiedział mogłabyś nadal tkwić z nim w stadle małżeńskim jak gdyby nigdy nic? (pozwól, że spytam)
          • mari_g7 Re: Co teraz? 24.11.12, 22:53
            Ann...
            Dla Nas... mnie i męża... nie ma już wspólnej drogi. Nie po tym SMSie " kocham Cię"....

            • heksa_2 Re: Co teraz? 26.11.12, 22:23
              mari_g7 napisała:
              Dla Nas... mnie i męża... nie ma już wspólnej drogi. Nie po tym SMSie " kocham Cię"....

              Jak facet pisze, że kocha, to znaczy, że pisze. Albo ma erekcję.
              Wiem, nie jest to miłe, ale naprawdę nie jest ciebie wart i tego się trzymaj.
    • lampka_witoszowska Re: Co teraz? 25.11.12, 10:39
      ja bym sobie darowała orzekanie winy - ale to ja, lubię święty spokój, o ile ktoś nie depcze mi z uporem maniaka po odciskach

      co teraz?
      teraz zaczniesz normalnie, radośnie żyć pełnią życia smile
      patrz, jesteś młoda, silna, zarabiasz i na siebie, i na dziecko, więc sprawę alimentów w ostateczności możesz zostawić dziecku, wspierając w jego podjętej decyzji

      nikt Cię nei będzie oszukiwał w kwestii babek, spędzania czasu, bo w końcvu na cholerę nam chłop, który z nami tego czasu spędzać nei chce (o ile nei odstraszamy jakoś nadmiernie... ale wtedy w sumie mądry chłop wie, że łatwiej rozmawiać i domagać się normalności niż szukać kochanki na boku)

      będzie dobrze, naprawdę!
      • azja001 Re: Co teraz? 25.11.12, 11:22
        Nie starałabym sie o orzekanie o winie. Potraktowałabym to jak kolejny etap w swoim życiu(może wcale nie najgorszy) jak sie może juz za chwilę okazać. Cieszyłabym sie swoim samotnym zyciem ile wlezie, szukałabym nowych znajomości, pasji, cieszyłabym sie czasem spędzonym z dorosłym prawie dzieckiem. Na faceta, który tak wyraża sie o dziecku, które tyle lat wychowywał nie warto nawet splunąć. Prawdopodobnie przechodzi kryzys wieku średniego, ale czy to może uzasadniać bezwzględność wobec najbliższej nam osoby?
        A co do alimentów to starać sie o nie jak najbardziej.
        • zegnaj_kotku Re: Co teraz? 25.11.12, 12:07
          Mam podobną sytuację tylko dziecko sporo młodsze wink
          nie decydowałam sie na rozliczenia i udowadnianie winy. Niektórzy się dziwią... ale mi to bardziej odpowiada. Wyłączna wina jest bardzo trudna do udowodnienia a do tego mnie skutecznie zniecheca wyciąanie wszystkich brudów, powoływanie świadków itp.
          Wolę się zająć przyszłością i teraźniejszościa anie utknąć na kilka najblizszych lat w rozdrapywaniu przeszłości.
    • malgolkab Re: Co teraz? 25.11.12, 14:07
      Rozwód z orzekaniem o winie ma, w moim odczuciu, sens jedynie wtedy gdy zachodzi realna obawa, że współmałżonek może chcieć alimenty na siebie. W innym przypadku nie warto, chyba, że chcesz spędzić następne kilka lat w sądzie piorąc brudy...
      Dziecko jest pełnoletnie, więc sprawę o alimenty zakłada samo.
      • nandita_7 Re: Co teraz? 26.11.12, 10:19
        Mari, słusznie piszesz, by ci nie zazdrościć. Lecz, mimo wszystko, wyraźnie widać, że wśród naszego rozwodniczego grona masz sytuację niezłą pod wieloma względami. Moim zdaniem - szkoda życia marnować na długi rozwód z orzekaniem o winie (bo to musi potrwać...). Szkoda nerwów, zdrowia i zmarnowanego czasu, który można wykorzystać lepiej - zadbać o dziecko, no ok, dorosłe jest - ale mimo wszystko na pewno jakoś tę sytuację przeżywa. Zadbaj o siebie przede wszystkim. Kto wie, czy najlepsza część twojego życia nie jest dopiero przed tobą. Trzymaj się. Pozdrawiam ciepło. N.

        PS. Pozew składa on?
    • mari_g7 Re: Co teraz? 27.11.12, 09:58
      Witam po trzech dniach. Sporo myślałam nad tą nową dla mnie sytuacją.
      Co nieco "nowości" też dorzucił mąż. Zaczął się "targować". Chce abym mu dała rozwód bez orzekania o winie, bo to co mi w sobotę mówił to nie koniecznie jest tak. Że wcale nie ma kochanki, tylko się rozglądał. Kilka razy się spotykał. No, przecież wciąż z nami mieszka, nie? Ale się wyprowadzi, tylko ten rozwód bez orzekania chce, więcej nic. I w ogóle o co mi chodzi, przecież zarabiam więcej niż on, starcza mi na życie i utrzymanie syna. I on naprawi ten żyrandol w pokoju syna (od dwóch miesięcy się za to zabierał tongue_out )
      Między wierszami usłyszałam , że właściwie to jemu będzie ciężko finansowo. Biedny on.
      Zaczynam się zastanawiać, czy nie chodzi mu przypadkiem o alimenty ode mnie.
      • argentusa Re: Co teraz? 27.11.12, 12:23
        Mari, spokojnie.
        Rzeczywistość jeszcze-męża dopadła.
        Na alimenty na siebie to on raczej szans nie ma. Spokojnie smile
        Jak się targuje, to możesz spokojnie przemyśleć co chcesz osiagnąć dla siebie.
        W brak kochanki nie wierzę. Może nie na stałe ale dorywczo ZAWSZE się ktoś znajdzie.
        A marzeniem większosci "nieszczęśliwych" w małżeństwie jest: status quo w domu a na boku emocje. Tego chcesz?
        Nie przywiązywałabym ŻADNEJ wagi do tego, co mówi jeszcze-mąż. W takiej sytuacji mężczyzna na ogół powie Ci wszystko co chcesz usłyszeć, tylko z tego powodu, byś "zmiękła".
        Mam kumpla od serca, który ma 4. żonę - i wierz mi, wiele mnie wyedukował w kwestiach rozstań. Być może właśnie dlatego dla mnie rozwód nie był jakimś strasznie rujnującym przeżyciem.
        Ar.
        • mari_g7 Re: Co teraz? 10.01.13, 22:59
          Kochani, dziękuję wszystkim za wypowiedzi smile
          U mnie sporo się wyjaśniło.
          Mąż ma stałą kochankę od dwóch lat. Mam na to dowody. Zresztą, mąż mi sam to przyznał. Pani przyznała się swojemu mężowi. Tak, pani jest mężatką. Oboje wyprowadzili się ze swoich domów na koniec roku. Pani zostawiła dziecko. Wynajmują mieszkanie. Planują ślub.
          Mąż (jeszcze mój) jutro składa pozew o rozwód bez orzekania o winie. Nic nie zapłacił na syna, nic nie dołożył do rachunków za dom. "Nie zapłacę, bo musiałem wynająć mieszkanie, zapłacić kaucję...." Tyle usłyszałam przez telefon. Cudne, prawda? tongue_out
          A ja?
          Przepłakałam w cholerę nocy. I wystarczy. Teraz chodzę na terapię do psychologa. Syn też. Pomaga utrzymać poczucie własnej wartości, pomaga wyznaczyć nowe cele w życiu.
          Jestem na etapie:gorzej już nie będzie, tylko lepiej, uwolniłaś się od gada, ŻYJ!

          Tylko.......
          Tylko, że ja go, do cholery, jeszcze kocham.......

          Rozum jedno, serce drugie.......


          • eluthiena Re: Co teraz? 11.01.13, 13:31
            Oj to musi boleć, skoro kochasz...Rozumiem, że byłaś szcześliwa przez cały czas trwania waszego małżeństwa? Mąż zaspokajał wszystkie twoje potrzeby psychiczne? Czułas się kochana i doceniana? Czułaś że masz przyjaciela?Jeśli tak - to przykro bardzo, jeśli nie? - pomyśl że masz szansę znowu to wszystko poczuć.... I polecam jogę - ciało wspaniale na ciało i duchawink
            A te ostatnie 2 lata jak już miał kochankę? - niczego nie podejrzewałaś?
            • xciekawax Re: Co teraz? 11.01.13, 18:51
              argentusia dobrze pisze...

              Do Autorki, doskonale Cie rozumiem, ale wierz mi... teraz jeszcze go kochasz, ale za pare miesiecy juz nie bedziesz. Ba! moze dopiero zlosc w Tobie wstapi (chociaz moze teraz nie jest ci znane to uczucie wink )

              a po wszystkich emocjiach, (a bedzie ich sporo, jak kolowrotek) bedziesz juz miala exa i wszystko z nim zwiazane w nosie. smile i poczujesz sie szczesliwa, bardziej szczesliwa niz jak kiedykolwiek bylas z ex.

              A teraz: zrob tak jak ty chcesz. Jezeli chcesz rozwodu z jego winy - to tak zrob. Nie ogladaj sie na jego uczucia. On Ci juz pokazal gdzie jego priorytety stoja.

              Boli, wiem ze boli, ale przestanie. A potem bedziesz sie pukala w glowe dlaczego ty lze za niego uronilas, wkoncu nie wart. (wiele z nas tu tak mialo).

              PS: jestes bardzo silna. To bardzo dobrze rokuje dla Ciebie smile
              Psycholog to fajna podpora - mi duzo pomogl.
          • mayenna Re: Co teraz? 11.01.13, 19:04
            Zacznij się na siłę odkochiwać, tak rozumowo.
            Masz mocne dowody na winę męża w rozpadzie rodziny. Nigdy nikomu tu nie radziłam jej orzekania, ale jeśli potrzebujesz tego, jak ma ci to pomóc to wystąp o to.
            Mąż ma obowiązek partycypować w kosztach utrzymania syna. Możesz wnieść do sądu o zasadzenie alimentów od grudnia.
            Wiem jak boli cię to wszystko teraz. Czas jednak zrobi swoje. Coś musi się skończyć by było miejsce na nowe. Trzymaj się. Pozdrawiam.
            • mayenna Re: Co teraz? 11.01.13, 19:08
              Może mu uświadom, że zanim zaplanuje ślub to niech się rozwiedzie. jako strona niewinna rozpadowi możesz nie zgodzić się na rozwód i sprawa się przeciągnie nawet na lata.
              Mnie zezłościła postawa twojego męża więc ty tez się w końcu na niego rozzłość. Może to pomoże pokonać uczucia.
              • xciekawax Re: Co teraz? 11.01.13, 20:03
                ja sie rozwiodlam blyskawicznie poki ex byl zakochany w nowej dziewuszce aby przypadkiem mu sie nie odmienilo wink bo gdyby nagle nie chcial rozwodu to musialabym wydac wiecej kasy na rozwod, albo rozeszlabym sie na slabszych warunkach.

                Ja mysle ze autorka ma Asa w rekawie i powinna wykorzystac go. Jej warunki, tak jak ONA chce, itd... To rowniez daje dawke self-esteem, ze stawia sie warunki wkoncu, a nie tylko obiadki robic i gacie prac niewiernemu. wink
                • mayenna Re: Co teraz? 11.01.13, 23:29
                  Właśnie to chciałam jej uświadomić: teraz to ty decydujesz jak i kiedy się rozwiedziecie.
          • soniaaa Re: Co teraz? 12.01.13, 10:02
            Bardzo ci wspolczuje bolu jakiego doswiadczasz i rozumiem doskonale. Niedawno i moj maz oswiadczyl, ze mnie juz nie kocha. To jest cos, czego nie potrafie ogarnac, ale jak widac zdarza sie. Zwlaszcza, ze to nasze kolejne malzenstwa i jestesmy dopiero 3 lata po slubie. Drugi rozwod wcale nie boli mniej.
            Jezeli chodzi o twoja sytuacje, to mysle, ze dobrym posunieciem byloby poproszenie meza o zrzeczenie sie praw ojcowskich w zamian za zaniechanie wystapienia o alimenty. Ewidentnie widac, ze typ jest niedojrzaly. Masz juz doroslego syna i z tego co pisalas to dasz rade sama go utrzymac. Zrzeczenie sie praw ojcowskich uniemozliwi ojcu w przyszlosci wystapienie o alimenty od syna. A skoro pan nieodpowiedzialny to nigdy nie wiadomo w jaki niedostatek popadnie i czy nie trzeba bedzie na niego lozyc w przyszlosci. Nie wiem, co inni o tym mysla, ale ja naprawde rozwazylabym taka mozliwosc.
            • mozambique Re: Co teraz? 12.01.13, 14:17

              Zrzeczenie sie praw ojcowskich uniemozliwi ojcu w przyszlosci wystapienie o alimenty od syna."

              jestes tego absolutnie pewna ??????????????????????
              obowiazek alimentacyjeny ( w obie strony ) wynika nie z posiadania praw rodzicielskich a ze stosunku pokrewienstwa ( ustalenie ojcostwa)
              prawa rodzielskei mozan miec lub nie miec ale ojcem jest sie ustalonym raz na zawsze ( chyba ze podejmie sie sprawe zaprzeczenie ojcostwa)
              Alimentów na rodzica mozna uniknąc pod pewnymi warunkami ale akurat praw rodzicielskich w tych warunkach nie wymieniono

              alimenty.wieszjak.pl/inne-alimenty/253539,Alimenty-na-rzecz-rodzica-czy-zawsze.html
              • altz Re: Co teraz? 12.01.13, 14:54
                mozambique napisała:
                > Alimentów na rodzica mozna uniknąc pod pewnymi warunkami ale akurat praw rodzic
                > ielskich w tych warunkach nie wymieniono
                >
                > rel="nofollow">alimenty.wieszjak.pl/inne-alimenty/253539,Alimenty-na-rzecz-rodzica-czy-zawsze.html

                Już tak się nie orzeka przy faktycznych problemach. Rodzic nie dostanie alimentów do ręki, ale wtedy pójdzie do domu opieki i dzieci będą musiały płacić przeciętnie kilkakrotnie więcej za utrzymanie, niż by płaciły jako alimenty. Ktoś musi płacić te pieniądze, komunizm się skończył, chociaż tęsknota u niektórych w głowach się kołacze. wink
                Będziemy bogatsi, to nie będzie takich alimentów, szacuję, że to może być już w 2080 roku. smile
                • mozambique Re: Co teraz? 12.01.13, 15:22
                  jesli tatus obecnie bedzie sie sam uchylal od placenia alimentow ( co zapowiada) to jzu jest pewien argument w reku na przyszlosc
                  • altz Re: Co teraz? 12.01.13, 16:04
                    mozambique napisała:

                    > jesli tatus obecnie bedzie sie sam uchylal od placenia alimentow ( co zapowiada
                    > ) to jzu jest pewien argument w reku na przyszlosc
                    To kto zapłaci za taką mamusię? Czy Ty? Ja nie zamierzam. Zaraz skieruję komornika do rodziny i zupełnie mnie nie obchodzi, że mamusia tamtym dzieciom nie płaciła. Ja nie zamierzam i już, a całego świata nie zbawię, choćbym nie wiem, jakie miał pieniądze.
                    Pieniądze muszą się skądś wziąć, cuda tylko w kościele. wink
                    O skali problemu niech świadczy akcja WOŚP - zbiera się 40-50 mln zł, a na Sylwestra kupuje materiały wybuchowe i inne za 150 mln zł. Sprzęt z WOŚP widać, a tych światełek przy wielkiej masie nie widać. Teraz staruszków jest bardzo mało, a będzie jak w Niemczech 30% populacji, schorowanych i długowiecznych, więc bardzo kosztownych w utrzymaniu. Wtedy już chętnych do płacenia za jakąś rodzinę się nie znajdzie. Skala problemu przerośnie wszystkich, nie ma innego wyjścia, niż płacenie rodzony za swoich krewnych albo zajęcie się samemu opieką.
              • soniaaa Re: Co teraz? 12.01.13, 15:07
                Absolutnie to ja pewna nie jestem niczego. Rozwazylabym jednynie taka mozliwosc, a przed podjeciem decyzji upewnila sie co do jej skutkow.
    • nangaparbat3 Re: Co teraz? 12.01.13, 10:47
      Świat jest szeroki i piekny, a mąż okazał sie skorkojadem. Wydaje się, ze uzyskanie rozwodu z jego wyłączna winą nie powinno byc wielkim problemem, na swiadka proponuje męża kochanki. najwieksze niebezpieczeństwo widzę w tym, ze moze syn bedzie musiał stawać w sądzie, a to na 100% rujnujace dla niego i jego relacji i z tobą, i z ojcem.
      Przyjaciołce w podobnej do Twojej sytuacji pomagalam robic laleczki, w ktore mogla sobie powbijac szpilki - dobry sposob na wyrażenie złości, serio.
      Żyrandol we wlasnym pokoju dwudzistoletni student politechniki powinien naprawić samodzielnie, a jak nie umie, wezwac fachowca (chyba ze tatko jest fachowcem).
      Natomiast jego psim obowiazkiem jest płacic alimenty na studiujace dziecko, nie ma dyskusji.
      Tak naprawdę problemem jest relacja ojciec-syn, bo to relacja niezmiernie ważna i fatalnie byłoby ją zniszczyć, syn jest dorosły, ale pilnuj, zeby nie uczestniczył w tym wszystkim, nie czul sie zobowiazany stać po Twojej stronie, powinien byc jak tylko sie da wylączony z Waszego konfliktu.
      Rozstalam sie z mężem jak mialam 43 lata, corka jeszcze wtedy mala, ja nie byłam niezależna finansowo, bardzo mało zarabialam. Teraz ona studiuje, ex, który chciał sie uwolnic od rodzinnych obowiazkow, ma troje nowych dzieci, a ja przeżylam jak dotąd najbardziej twórcze i owocne lata zycia - zamiast prac skarpetki, podawać do stołu i wysłuchiwac empatycznie narzekania na stosunki w pracy.
      Trzymam kciuki i zobaczysz, będzie dobrze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka