21.12.12, 16:41
Posłuchajcie mojej historii.
Jestem mężatką 4 lata. Pierwszy rok małżeństwa był ciężki ponieważ mąż był na delegacji...widzieliśmy się tylko kilka godzin tygodniowo. I wtedy zaczęłam pić, z tęsknoty, nudów. Problem się pogłębiał nawet kiedy mąż już był w domu. Jemu coraz bardziej to przeszkadzało-zrozumiale. Obiecywałam że przestane, ale to były puste słowa, było dobrze kilka miesięcy, potem znów zaczęłam. Miałam do niego duże pretensje ze zawsze zostawia mnie samą...delegacje, ogólnie ma taką prace-cały czas w obiegu. A także ze wszystkie decyzje materialne on sam podejmuje-bez konsultacji ze mną. Tak samo jeśli mi proponuje coś żeby razem zrobić-np.jech.na basen, a ja nie mam ochoty - to zamiast szukać rozwiązania innego to mówi to ja sam jadę. I tak zawsze z każdą sprawa-SAM. On miał pretensje ze mam mało zajęć, a jak już mam to sa to...pierdoły. Nie szanuje moich zainteresowań. Kiedyś mu nie przeszkadzały. Moje picie sie pogłębiało, czułam się co raz bardziej samotna z tym wszystkim. To trwało 2 lata...przez ten czas wycięłam mężowi dużo pijackich numerów- np.spędziłam kilka nocy poza domem nie mówiąc mu gdzie jestem. Było tego tak dużo że mąż już całkowicie stracił do mnie zaufanie. Nie dziwię sie, ale...zaczęłam działać. Skończyłam niedawno 40-stodniową terapie AA, chodzę na mitingi, staram się to wszystko naprawić. Uwierzyłam w siebie-bo zawsze miałam niskie mniemanie o sobie, zwłaszcza w towarzystwie męża. On kiedy chodziłam na terapie nie mieszkał ze mną...zostawił mnie z tym samą-jak zawsze. Teraz mieszkamy znów razem ale ja nic do niego nie czuje już. On tez nie ma zaufania. Czy jest sens naprawiania to?...któryś raz z kolei? Ja nie chce. Mąż ma jeszcze nadzieje jakieś...w kilku procentach-jak to powiedział. Na dodatek pojawił się w moim życiu ktoś komu ufam, kto szanuje mnie taka jaką jestem, zna mnie na wylot-bo poznał mnie na terapii
Obserwuj wątek
    • nowel1 Re: dylemat 21.12.12, 16:52
      Ty już zdecydowałaś.
      • mar.kan Re: dylemat 21.12.12, 17:04
        niby tak, ale rodzice mają takie pretensje ze nie ratuje swojego małżeństwa że szok, cały czas płacze mama. To taka presja że masakra.
        • anbale Re: dylemat 21.12.12, 17:12
          Powiesz za jakiś czas mężowi "zostałam z tobą bo mama płakała, że szok"?

          A tak swoją drogą, nie rozmawialiście na terapii o tym, żeby nie podejmować najważniejszych życiowych decyzji w czasie "trzeźwienia"? Z ciekawości pytam.
    • mayenna Re: dylemat 21.12.12, 18:16
      Jeśli tego kogoś poznałaś na terapii lub bardzo szybko po to radzę zaczekać z wychodzeniem w nowy związek.
      Porozmawiaj o tym ze swoim terapeutą.
    • triss_merigold6 Re: dylemat 21.12.12, 18:50
      Po pierwsze nie użalaj się nad sobą.
      Terapeuci bardzo zdecydowanie odradzają wchodzenie w nowe związki i w ogóle radykalne zmiany w życiu przez co najmniej rok od rozpoczęcia trzeźwienia. Twój nowy partner jest na razie tak samo niestabilny jak Ty, więc niczego nie możecie sobie zapewnić.
    • kowalka33 Re: dylemat 21.12.12, 18:51
      Tak.. gdyby napisał tu facet ze przepił kilka lat bo czuł się samotny i wyciął parę pijackich numerów a poza tym żona nie wspiera no i on kogoś poznał i właściwie to on nie wie co ma robić dostałby sto kopów i słusznie. Moja koleżanka w końcu uwolniła się od pijaka -takiego co odstawił wiele pijackich numerów , przebywał również na niezliczonych terapiach a jakże. I też miał identyczne teksty o wparciu, rodzinie i tym podobne dyrdymały. Sam przez lata rodzinie zgotował piekło na ziemi no ale on nigdy nie miał wsparcia. Rozczula mnie ta potrzeba wsparcia , za sam proces trzezwienia nalezy się medal....
      • ellareth Re: dylemat 21.12.12, 19:23
        Sam przez lata rodzinie zgotował
        > piekło na ziemi

        Mam wrażenie że to nie do końca ten sam kaliber.
        Zaś co do potrzeby wsparcia w takich okresach, tak. Jest potrzebna.
        • nastja Re: dylemat 21.12.12, 20:26
          Alkoholizm to trudny temat. Z tego co piszesz - o swoim życiu, o tym że potrzebujesz wsparcia - myślę, że powinnaś zastanowić się nad swoim uzależnieniem jeszcze głębiej. Nie będziesz odczuwała wsparcia jeśli sama mocno nie staniesz na własnych nogach - nie znajdziesz wsparcia ani w małżeństwie ani z nowym partnerem. Sama musisz pokochać i poznać siebie - wiem, wiem że to banalnie brzmi ale taka jest prawda. Wtedy będziesz mogła realnie ocenić sytuację. Nie radzę podejmować decyzji pochopnie, bo ktoś pojawił się w Twoim życiu i dziś wydaje się partnerem idealnym. Wiedz, że do szczęścia potrzebujesz tylko jednej osoby - samej siebie. Poczekaj kilka miesięcy, czy tyle ile będziesz potrzebowała. I zajmuj się sobą, chodź na mitingi AA, może poczytaj jeszcze o współuzależnieniu - bo ty mi się wydaje problem jest złożony - jesteś uzależniona od wsparcia innych a tak naprawdę z problemami powinnaś sobie radzić sama. Mnie zajęło 8 lat zanim to zrozumiałam i jestem własnie na początku mojej drogi do wyzdrowienia, wyleczenia się z toksycznej miłości i współuzależnienia. Polecam Ci lekturę "Koniec współuzależnienia" Beattie Melody i "Toksyczna miłość" Pia Mellody, może jeszcze "Leczenie uzależnionego umysłu" Lee Jampolsky. Wszystkiego dobrego i powodzenia!
    • tricolour Moim zdaniem źle robisz... 21.12.12, 21:08
      ... angażując się w związek z alkoholikiem sama będą na początku drogi.

      Bądźmy szczerzy: sto dni abstynencji to jest nic. O trzeźwości mowy nawet nie ma, bo ona przyjdzie - jeśli w ogóle przyjdzie - za kilka lat. Tymczasem pakujesz się w toksyczny związek sama ledwo stojąc na nogach. Owszem - dostaniesz od partnera wsparcie, ale też dostaniesz łomem w łeb jeśli się upije ciągnąc Ciebie znów do rynsztoka.

      Na poważne decyzje życiowe poczekaj kilka lat.
      • teuta1 Re: Moim zdaniem źle robisz... 21.12.12, 21:31
        Większość facetów zwiewa od pijaczek gdzie pieprz rośnie i nie deklaruje nawet kilku procent woli naprawy małżeństwa. Nic do niego nie czujesz... A może w ogóle dopiero uczysz się czuć cokolwiek na nowo? Powoli kobieto, powoli.
        • triss_merigold6 Re: Moim zdaniem źle robisz... 21.12.12, 22:52
          Dokładnie, 100 dni abstynencji to jest nic. Po roku przychodzi jaki taki przytomny kontakt z własnymi emocjami, a potem zwykle depresja - normalne stadium w procesie trzeźwienia. Dopiero później można rozważać angażowanie się w jakieś związki.
          A to, że faceci zostawiają alkoholiczki to IMO normalne. Panowie mają lepszy instynkt samozachowawczy jeśli o to chodzi.
    • odnawialna Re: dylemat 22.12.12, 00:52
      W Twoim poście widać istną mieszankę. Wygodę, wybielanie siebie i szukanie usprawiedliwienia, obwinianie... eh, pokręcone to.
      Jedynym powodem picia jesteś TY SAMA. Mąż nie przystawiał Ci pistoletu do głowy i nie zmuszał do picia. Ja rozumiem Twoje powody, sama jestem uzależniona (choc nie od alkoholu). Ale Ty usprawiedliwiasz się mężem.
      Za ustalanie relacji w Waszym małżeństwie byłaś odpowiedzialna na równi z mężem, ale Ty wolałaś się poddać i uciec od problemów - znieczulić alkoholem.
      I sorry, nie obwiniaj męża o swoje uzależnienie, o brak wsparcia podczas terapii (przecież odcięcie od alkoholika to klasyka postępowania, zalecana przez terapeutów). Picie i leczenie to Twoja broszka, a nie męża. Szkoda, że jeszcze tego nie widzisz, mimo terapii.
      Twój mąż stracił do Ciebie zaufanie, a jednak mimo Twoich numerów, daje do zrozumienia, że z jego strony są szanse odbudowy związku. A przecież to on jest tu pokrzywdzonym. A Ty? Ty szukasz pocieszenia w ramionach innego. Znamienne, że ten drugi zrozumie, pogłaszcze po główce, bo przecież sam postępował podobnie, czyli pełna akceptacja. Zastanowiłabym się, czy na pewno darzysz tego drugiego uczuciem? czy nie chodzi przypadkiem o zaspokojenie potrzeby akceptacji, zrozumienia? To łatwo pomieszać z miłością i nie na darmo terapeuci przestrzegają przed związkami podczas terapii i bezpośrednio po niej.
      Zeby było jasne, nie namawiam Cię do naprawy, czy rezygnacji z małżeństwa. Tylko Ty możesz o tym zdecydować. Ale prosiłaś o opinię, no to piszę co widzę. A pytanie mam: czy Ty czujesz się winna, że piłaś?
    • smarhta Re: dylemat 22.12.12, 04:19
      > Czy jest sens naprawiania to?...któryś raz z kolei? Ja nie chce. Mąż ma j
      > eszcze nadzieje jakieś...w kilku procentach-jak to powiedział. Na dodatek pojaw
      > ił się w moim życiu ktoś komu ufam, kto szanuje mnie taka jaką jestem

      Idealizacja i dewaluacja to kolejne, mniej niedojrzałe mechanizmy. 40-letnia mężatka mówi: 'Chyba poznałam mężczyznę mojego życia. Nie myślałam, że jeszcze spotkam kogoś, z kim czułabym się tak wyjątkowo. Teraz widzę, jaki ten mój mąż nieciekawy, nie rozmawia ze mną, najwyżej coś odmruczy. Jak ja mogłam z nim tak długo wytrzymać!'. Ta kobieta idealizuje kogoś, kogo zna od dwóch miesięcy, i jednocześnie dewaluuje męża, z którym jest od kilkunastu lat, kto na wielu etapach życiowych był dla niej bardzo ważny, a kiedyś była w nim bardzo zakochana. Niekoniecznie musi być niedojrzałe to, że rozważa odejście, tylko że decyzję opiera na nieadekwatnej wizji rzeczywistości, co grozi bolesnymi rozczarowaniami.

      Cytat z artykulu Dorośli jak dzieci, polecam nie tylko mar.kan ale i wszystkim innym, ktorzy chcieliby sie dowiedziec czegos na temat dojrzalosci mechanizmow obronnych i ich pulapek. Mysle, ze to wlasnie im w duzej czesci "zawdzieczamy" to, ze tu na to forum zagladamy...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka