nangaparbat3
30.12.12, 15:41
Dla nieco młodszych bywalczyń i bywalców forum - rozstałam się z mężem 13 lat temu, mamy dziecko, on po jakichś trzech latach związał się z inną panią, ma z nią dwoje dzieci, teraz mieszka z jeszcze inną. Rozstając się miałam przekonanie, że nie będę się wiązać na stałe, zaliczyłam parę flirtów i 2 romanse, jestem sama, pracuję dużo, i w sumie mi dobrze.
A odkrycie takie:
pojechałam po corkę, ale też zobaczyć się z exem, dowiedziałam się, że dziecko w drodze - on dobiega 50 (młodszy ode mnie), zmęczony, trochę przestraszony, ale też widać, że się cieszy, kocha panią z którą jest i ewidentnie jest kochany. Naszej córce przygotował w swoim nowym domu pokój, starannie, z sercem.
Odjeżdżałyśmy, stał za płotem i patrzył na mnie, ja na niego - na zmęczoną, pobrużdżoną twarz, surową i smutną, nie mam pojęcia, o czym myślal
Natomiast coś zupełnie zdumiewającego poczułam ja - dotarło do mnie, że wciąż w jakiś sposób go kocham, spokojnie, łagodnie, jak brata czy przyjaciela z dawnych lat, a może nawet raczej jak przyjaciółkę, bo to bez erotycznego zabarwienia, ale jednak słowo "kocham" wydało mi sie najodpowiedniejsze. I cieszę się z tego.