Witajcie.
Dzisiaj zalapalam mega doła, pt" jak życ Panie Premierze"? Zarabiam płacę nominalną, pracuję w prywatnej firmie- pracodawcy jak nie muszą płacic więcej to kto im każe? Mam rowniez dodatkowe 600 zł, ale to i tak za mało. Mam wyzsze ekonomiczne wyksztalcenie. Mieszkam z rodzicami, na usamodzielnienie się nie ma szans, przynajmniej ich nie widzę. Moi rodzice są osobami majętnymi, ale na pomoc finansowa nie bardzo mogę liczyć. tzn. w sensie takim,zeby pomogli mi sie usamodzielnić, jednak jesli chodzi o dzieci mogę być spokojna, w razie jakby mi sie cos stało, źle pod wzgledem finansowym im raczej nie będzie, bo rodzice o to zadbają- zwłaszcza tata. Ale ja chce życ tez dla siebie, czuję się trochę zamknięta w złotej klatce. Moje dzieci mają wszystko, nic im nie brakuje, maja swoje pokoje, ale ja nie mam za grosz SWOJEGO zycia, zero prywatności. Matka toksyczna- ale to temat rzeka. Tata moich dzieci sie calkowicie wymiksował i ma ich w d...nic mi nie pomaga. W tej rozpaczy az myśle, by rzucic wszystko i wyjechac za granicę, na początku sama, bo raczej z dziećmi nie bedzie to takie proste. Chcialabym jednak cos zmienic w swoim zyciu i jedyne co mi dzisiaj przyszlo do glowy to emigracja