Dodaj do ulubionych

"Doły" w trakcie terapii

11.11.13, 19:13
Czy wpadanie w nastrojowe „doły” w trakcie terapii to coś normalnego? Z trwającą od niedawna terapią wiąże się u mnie coś jeszcze: mam takie uczucie, jakbym miała zdartą jakąś warstwę obronną (sorry, nie umiem tego dobrze wyjaśnić) i wszystko dociera do mnie jakoś tak strasznie intensywnie. Staram się nad tym nie zastanawiać, tylko że nie bardzo mi wychodzi.
Z góry dzięki, jeśli ktoś zechce podzielić się swoimi wrażeniami.
Obserwuj wątek
    • kruku33 Re: "Doły" w trakcie terapii 11.11.13, 20:28
      Czesc.
      Tak, jak najbardziej doly pojawiaja sie w czasie terapii. Ale to dobrze, to znaczy, ze psycholog zmusza Cie do myslenia i podejmowania jakichs decyzji.To bedzie trwalo niestety... cala psychoterapia ma czasem dwa rozne zadania:
      1) pokazac Ci siebie - zebys zwrocila uwage na swoje zachowanie i sprobowala je zmienic, jesli nie jest ono poprawne (w najwiekszym skrocie)
      2) pokazac Ci rzeczywistosc - czyli dokladnie zobrazowac problem, bez udzialu Twojego/partnera i przelozyc to na "szeroko rozumiany normalny zwiazek".
      Osobiscie moge napisac, ze wpadalem raz w stan uniesienia, raz w stan kompletnej apatii. Po czasie okazalo sie, ze psycholog (sztuk 2 tak dla potwierdzenia) mieli racje od samego poczatku. Tylko moje przekonania nie pozwolily na to sie godzic.
      Powodzenia, badz silna.
      • anderikka Re: "Doły" w trakcie terapii 11.11.13, 21:23
        Hej,
        Kruku, dziękuję Ci bardzo za Twoją odpowiedź. To, co napisałeś o swoich reakcjach, jest dla mnie uspokajające, bo już ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy może wpadam w jakąś depresję - czego bym bardzo nie chciała, choćby ze względu na dziecko. Na terapię chodzę razem z ojcem mojego dziecka, bo zadaniem było nauczenie nas normalnej komunikacji. Przy tej okazji psycholog wyciąga mnóstwo rzeczy, i jak widać, wywraca wszystko do góry nogami -u mnie przynajmniej, bo mój eks (chyba) lepiej to znosi, chociaż jemu się też „dostaje”.
        Mój psycholog na pewno, tak jak Twój, też ma ze wszystkim rację. Tylko ciężko uporać się z tymi dołami... I poza tym wcale nie jest łatwo wprowadzać w życie jego wskazówki, jeśli nawet dokładnie wiem, co w danym momencie powinnam zrobić (czy Ty też tak miałeś?), to jest dla mnie bardzo, bardzo zaskakujące.
        Dziękuję bardzo za życzenia powodzenia i siły smile
        • kruku33 Re: "Doły" w trakcie terapii 12.11.13, 19:49
          Hej Anderikko,
          Nie martw się na zapas. Słuchanie o sobie i tym co się stało boli, często też nie zgadzamy się z tym, co słyszymy. To musi wywołać jakąś reakcję - gdyby tak nie było zmieniłbym psychologa od razu smile
          Naprawdę świetnie, że razem chodzicie na terapię. Nie ma też chyba większego znaczenia, kto bardziej dostaje. Może i jedna i druga strona coś zrozumie. Gdyby moja eks-żona chciałaby pójść na terapię, myślę, ze nadal moglibyśmy być razem, bo pewne rzeczy, sposób myślenia potrzebują przewartościowania.
          Często pomagają banalne rzeczy - dzienniczek uczuć (! jakkolwiek to brzmi), spisanie strat i zysków, opisanie negatywnych/pozytywnych uczuć do męża/żony. Pamiętam w jaki dół wprawiło mnie to, kiedy psycholog o to mnie poprosił. Po prawej (za) wpisałem <miłość, rodzina>, po lewej - 100 rzeczy więcej. Psycholog zapytała mnie tylko, czy teraz to widzę. Nie docierało to do mnie kompletnie. Do czasu, kiedy po jakichś kilku miesiącach zacząłem uważniej i racjonalniej przyglądać się zachowaniu partnerki. Nie było już doła, rozum wziął górę.
          Myślę, że to pozwoliło mi też zdecydować o rozwodzie. Ona też się z tym męczyła, jest młodą osobą, która może ułożyć sobie życie na nowo. Czego naprawdę jej życzę, bo kiedyś była to śliczna, kochająca i czuła osoba. Mam nadzieję, ze potraktuje Nas jako eksperyment i będzie uważać z wyborem, ale to już zależy od niej.
          Także powracając do Ciebie - zagryź zęby, kiedy idzie się do lekarza na operację - po niej boli cały organizm. Psycholog to taki lekarz dusz. Nie oczekujmy, że kiedy zacznie coś wyciągać, wymagać zmian i przewartościowania będziemy tylko się uśmiechać i mówić jak jest dobrze.
          Naprawdę - życzę Wam powodzenia z całęgo serca.
          • anderikka Re: "Doły" w trakcie terapii 13.11.13, 08:30
            Najbardziej martwiły mnie te doły, jak wspominałam, skoro jednak i one, i ta dziwna nadwrażliwość są normalne (jak wszyscy piszą), to ok.
            My musieliśmy pójść razem, bo nie umiemy ze sobą rozmawiać, gdy w jakikolwiek sposób rozmowa zejdzie na przeszłość (co nie tylko od nas wychodzi - np. ktoś o coś zapyta, kogoś spotkamy itp.). I z tego, co wyciąga psycholog widać, że wzajemne żale są nagromadzone w takich ilościach, że wszystko po prostu nie może raz na jakiś czas nie wybuchać. Ale zaczynam widzieć, w jaki sposób rozmijaliśmy się w komunikacji. Mój wielki zarzut z czasu związku - brak ciepła ze strony eksa - psycholog „przestawił” w mojej głowie. Twierdzi, że eks okazywał wtedy ciepło/uczucie na wiele sposobów, tylko że tego nie widziałam. Gdy psycholog mi to pokazuje, sytuacja po sytuacji, czuję się nieciekawie (łagodne określenie). A do tego dochodzi fakt, że moje odejście wtedy to największy zarzut eksa, zaczyna mnie w jakimś sensie przerażać, w jaki sposób on to postrzegał i postrzega. Wszystko to ciężko „łyknąć” (a to tylko przykład), mimo że chcę to zrobić i że wiem, że jest to konieczne (i zresztą to też jest właśnie, o czym piszesz: że słuchanie o tym, co się stało, boli). Stąd moje doły. Uwierz, że nie sprawia mi różnicy, że eksowi też się dostaje.
            Nie wiem, dlaczego Wam się nie udało, domyślam się, że ogólnie była to niezgodność charakterów. Skoro jednak podjąłeś taką decyzję (do której pomogła Ci dojrzeć terapia, o ile dobrze wszystko rozumiem), to mam nadzieję, że tej decyzji nie żałowałeś i nie żałujesz.
            Za życzenie powodzenia dziękuję bardzo smile
            O powodzeniu będę mówić już wtedy, kiedy przestaną między nami latać iskry przy aluzjach czy wspomnieniach smile
            • kruku33 Re: "Doły" w trakcie terapii 14.11.13, 11:39
              < niezgodność charakterów>
              Wręcz przeciwnie. Mieliśmy bardzo podobne charaktery. Dumni, uparci i myślący, że druga strona ma zrobić tak jak pierwsza tego chce.
              Zabił nas brak komunikacji, pieknie to opisałaś - że widzisz rzeczy z innej perspektywy. Chciałem, żeby ona to zobaczyła/spróbowała zobaczyć również, ale zostałem pozbawiony tej opcji.
              Czy dobrze, czy źle - po prostu sie stalo.
              • anderikka Re: "Doły" w trakcie terapii 15.11.13, 13:56
                Kruku, widocznie zupełnie możliwa jest niezgodność przy podobnych charakterach.
                Właśnie, widzę z innej perspektywy, i chwilami czuję się jak zero. Już nawet - gdy ostatnio znów wpadłam w dół - eks powiedział mi, żebym spróbowała się trochę zdystansować.
                Inna sprawa: eks mnie w ogóle strasznie zaskakuje. Nigdy, nigdy bym się nie spodziewała po nim różnych rzeczy, które teraz dla nas robi. Czy to oznacza, że do moich wszystkich wad i błędów dochodzi to, że zupełnie nie potrafię oceniać ludzi? Bo nie umiem już znaleźć żadnej płaszczyzny między moim (od czasu rozstania i zaraz potem ciąży) całkowitym wykreśleniem eksa z mojego życia a tym, co robi i jak zachowuje się eks teraz. I to raczej nie może być tak, że eks tak się zmienił, bo doskonale przypomina mi się pewna rozmowa z przeszłości z moim tatą, który kiedyś powiedział mi, że może kiedyś zrozumiem, jaki skarb mam w zasięgu ręki.
                Okropnie ciężko to przełknąć.
                A do tego (i to jest to, o czym piszesz i Ty, i Tricolour) mam huśtawki w drugą stronę, np. spaceruję z synkiem przez park, i nagle ogarnia mnie taka euforia: przecież jest tak ładnie, słońce, kolorowe liście, piękna późna jesień, na pewno wszystko będzie dobrze… Śmieszy mnie to później. Chyba bardzo skuteczna jest ta moja terapia…
                • tricolour Napiszę Ci jeszcze raz... 15.11.13, 16:06
                  ... że będą chwile (u każdego poddającego się terapii są takie chwile), w których trudno spojrzeć w lustro. Że można aż tak bardzo różnić się w ocenie innych i siebie. Pisałem też, że trzeba z gruzów po starym świecie zbudować całe emocjonalne życie od nowa. OD NOWA. Można powiedzieć, że ze starego nie zostaje nic.

                  Nie jesteś zerem. Wręcz przeciwnie - uważam Cię za jedną z sensowniejszych osób to na forum, na którym piszę od ładnych kilku lat. Serio. Bo w kilkanaście dni zrobiłaś i przerobiłaś tyle, na ile inni zużywają lata lub wręcz odpuszczają, wystraszeni.

                  "nagle ogarnia mnie taka euforia: przecież jest tak ładnie, słońce, kolorowe liście, piękna późna jesień, na pewno wszystko będzie dobrze…" - potraktuj to jako energię (bo tak w istocie jest) na te gorsze chwile. Będzie dobrze, ale nie na pewno. Może będzie.
                  • anderikka Re: Napiszę Ci jeszcze raz... 16.11.13, 08:50
                    Tak, pamiętam, że mówiłeś o patrzeniu w lustro i budowaniu z gruzów.

                    Co do mnie - kompletnie mnie zaskoczyłeś. Nie wiem, co mam odpowiedzieć.

                    I czy ja rzeczywiście tyle przerobiłam? Czuję się raczej na początku drogi. Na co dzień staram się nie rozmyślać o tych dołach, dobrze, że mam obowiązki, pracę itp. Ale jak czasem wszystko do mnie dociera, to lepiej nie mówić. A eks zachowuje się z taką klasą… Ciągle mam przed oczami taką sytuację sprzed jakiegoś czasu -po tym, jak się dowiedział i gdy było już po badaniach: pojechaliśmy w trójkę w pewne miejsce i tak się przypadkowo złożyło, że było to w pobliżu jednego z miejsc pracy eksa („jednego z”, bo jego praca ma taki charakter). I eks nagle mówi, że podejdzie do recepcji i spyta o coś. Wziął małego na ręce i mówi „Idziemy”.
                    Wiedziałam wtedy, że o tym, że eks ma dziecko, wie tylko jego przyjaciel, a wiadomo, że każda recepcja wszędzie to siedlisko plotek itp.
                    No więc panie do eksa już z daleka „O, dzień dobry! I kogo pan nam tu niesie?”. A eks po prostu, że to jego synek, i czy ładny.
                    Miny pań nie da się opisać smile
                    Gdy je po chwili trochę „odmurowało”, to jedna mówi: Ale dlaczego pan nigdy nie wspomiał, , że pan ma dziecko?!!!” Eks na to, zupełnie się nie przejmując „Nie zawsze tak się da, pani (powiedzmy) Zdzisiu” I czy jest do niego jakaś korespondencja.
                    To już ja raczej przejmowałam się, stojąc obok, gdy patrzyły się na mnie, chociaż to nie moja praca i mnie nie znały. Eks powiedział im, w jakim wieku jest synek, jak ma na imię, i jeszcze coś tam, i poszliśmy.
                    To jest przykład sytuacji, która cały czas we mnie „pracuje” (i ma duży związek z tym, że chwilami czuję się jak zero - niby nie bezpośredni, ale myślę, że mnie rozumiesz).
    • tricolour Do terapii to u Ciebie jeszcze daleko... 11.11.13, 21:08
      ... na razie liznęłaś początki. Mówiąc inaczej, kinowo: na filmie jest się wtedy gdy się długo już ogląda film i wiadomo już o co chodzi, a nie reklamy przed nim.

      W każdym razie huśtawki to stan normalny. Od dołów, do chęci poślubienia terapeuty.

      A to, że zdarli z Ciebie warstwę ochronną, to bardzo dobrze: będziesz mogła zajrzeć do środka siebie samej. To dopiero będzie...

      Od siebie mogę dodać tyle, że terapia była dla mnie rozwaleniem starego świata w gruz. Trwało to z pół roku. Potem z tego budulca trzeba było zbudować coś nowego. Trwa, ile trzeba: u jednego z dwa lata, u drugiego pięć, u trzeciego nigdy się nie zbuduje. Bo żeby zbudować, to trzeba mieć z czego, czym i wiedzieć czego się chce.
      • anderikka Re: Do terapii to u Ciebie jeszcze daleko... 11.11.13, 21:34
        Wiem, że początki. Zawsze są jakieś początki.
        A z tym zaglądaniem w głąb... Po opisie przedziałów czasowych widać, że i Ty miałeś u siebie na co popatrzeć.
        Dwóch lat teraz sobie nie wyobrażam, ale jeśli trzeba będzie, to trudno.
        • tricolour Owszem, miałem... 11.11.13, 21:48
          ... tyle, że to zamierzchła historia. Jak sranie w pieluchę.
          • anderikka Re: Owszem, miałem... 12.11.13, 16:00
            Zatem tym bardziej nie rozumiem, dlaczego innych (np. mnie) stawiasz z góry na straconej pozycji.
            • tricolour Nie pisze do INNYCH... 12.11.13, 16:25
              ... na forum nie ma technicznej możliwości pisania do więcej osób niż jedna. Zatem do tych innych nie piszę, piszę do konkretnej osoby.

              Pisząc do Ciebie wcale nie stawiam Cię na straconej pozycji, na żadnej pozycji Cie nie stawiam. Mam wrażenie, że sama czytając moje posty stawiasz siebie na tej straconej pozycji, a to nie to samo. Zresztą właśnie po to rozpoczęłaś leczenie, by stawiać się w pozycji adekwatnej do wydarzeń, a nie jakiejś wyimaginowanej, oderwanej od rzeczywistości i na dodatek niekorzystnej.
              • anderikka Re: Nie pisze do INNYCH... 12.11.13, 16:46
                tricolour napisał:

                > Pisząc do Ciebie wcale nie stawiam Cię na straconej pozycji, na żadnej pozycji
                > Cie nie stawiam. Mam wrażenie, że sama czytając moje posty stawiasz siebie na t
                > ej straconej pozycji, a to nie to samo.

                Odniosłam zupełnie inne wrażenie, skoro jednak piszesz, że nie stawiasz, muszę (spróbować) przyjąć to do wiadomości.

                Zresztą właśnie po to rozpoczęłaś lecze
                > nie, by stawiać się w pozycji adekwatnej do wydarzeń, a nie jakiejś wyimaginowa
                > nej, oderwanej od rzeczywistości i na dodatek niekorzystnej.

                Owszem, staram się. A przy okazji zapewniam Cię, że nie głaszczę sama siebie po główce. I również nie narzekam.
      • kajda28 Re: Do terapii to u Ciebie jeszcze daleko... 11.11.13, 21:37
        Ja spokojniej przechodzę terapię, ze spotkania na spotkanie widzę jej dobry wpływ na mnie.
        Może dlatego jeszcze trochę na nią pochodzę, niedługo minie rok. Ostatnio sama zauważyłam że już dawno nie miałam dołów - a może to po prostu brak czasu, nowa praca.
        • anderikka Re: Do terapii to u Ciebie jeszcze daleko... 12.11.13, 16:06
          To zazdroszczę. Ja mam doły, mimo pracy, dziecka, dorabiania korepetycjami - czyli mimo ogólnego braku czasu.
    • xciekawax Re: "Doły" w trakcie terapii 12.11.13, 16:27
      Moim zdaniem gdy mamy zlamane serce zaczynamy inaczej myslec i czuc co do siebie i innych. Terapia to uczucie poglebia bo jestesmy zmuszeni duzo sie uczyc o sobie, naszych czynach i czym one byly zmotywowane.
      Rowniez zlamane serce albo wielka przykrosc w zyciu pozwala widziec w innych ludziach ich rozterki, i ich bol - czyli mamy wiecej empatji. A to bardzo wielki plus bo w pozniejszym zyciu choc serce sie zagoi - to przez te uczucia empatji stajemy sie jakby lepszymi ludzmi
      • anderikka Re: "Doły" w trakcie terapii 12.11.13, 16:57
        Ale to jest pięknie napisane... smile
        • xciekawax Re: "Doły" w trakcie terapii 13.11.13, 21:01
          dzieki. Osobiscie to przerobilam. Nie zaluje. smile
    • abecede1234 Re: "Doły" w trakcie terapii 15.11.13, 16:04
      anderikka napisała:

      > Czy wpadanie w nastrojowe „doły” w trakcie terapii to coś normalneg
      > o? Z trwającą od niedawna terapią wiąże się u mnie coś jeszcze: mam takie uczuc
      > ie, jakbym miała zdartą jakąś warstwę obronną (sorry, nie umiem tego dobrze wyj
      > aśnić) i wszystko dociera do mnie jakoś tak strasznie intensywnie. Staram się n
      > ad tym nie zastanawiać, tylko że nie bardzo mi wychodzi.
      > Z góry dzięki, jeśli ktoś zechce podzielić się swoimi wrażeniami.

      MAM DOKLADNIE TE SAME ODCZUCIA.CO DO JOTY..STARE METODY RADZENIA SOBIE Z PROBLEMAMI PRZESTALY DZIALAC, ZOBACZYLAM ICH BEZSENS I BEZCELOWOSC,TERAZ CZUJE SIE JAKBY KTOS MNIE ROZEBRAL DO NAGA I POSTAWIL W TLUMIE LUDZI, NAJMNIEJSZA RZECZ JEST W STANIE BOLESNIE MNIE ZRANIC..DO TEGO DOCHODZI FAKT,ZE SKLADAM WLASNIE POZEW ROZWODOWY (JEDNYM Z POWODOW MOJEJ TERAPII BYL 12 LETNI BARDZO TOKSYCZNY ZWIAZEK), MOMENTAMI CZUJE SIE TAK ZLE,ZE MYSLE ZE SIE POLOZE I JUZ NIE WSTANE..TAK JEST OD MIESIACA (TERAPIA TRWA PONAD ROK) I NA POCZATKU BYLA EUFORIA,ENERGIA..ALE DOPIERO PO ROKU DOGRZEBALAM SIE DO SWOICH NAJWEIKSZYCH TRAUM Z DZIECINSTWA,ZWIAZKU..BARDZO MNIE TO PRZYBILO,ALE CZUJE ZE W KONCU MUSZE TO PRZEZYC, KIEDYS TYLKO TLUMILAM BOL. TO JEST PODOBNO NORMALNE.BOLESNE JAK DIABLI ALE NORMALNE.I MODLE SIE ,BY KIEDYS OSIAGNAC SWOJ CEL-BYC NORMALNYM SZCZESLIWYM CZLOWIEKIEM.DLA SIEBIE,DLA MOICH COREK...
      • anderikka Re: "Doły" w trakcie terapii 16.11.13, 08:56
        Tak, "rozebranie do naga" to dobre określenie.
        Ja na szczęście przy małym dziecku nawet nie mogę pomyśleć o niewstawaniu itp. Właściwie to obowiązki dają mi energię do życia. No i myśl, że niektórym jestem potrzebna smile
        Spróbuj też myśleć w ten sposób, to pomaga.
    • anderikka Dziwna relacja - gubię się 18.11.13, 19:39
      Doły dołami, ale moja relacja z eksem zrobiła się kuriozalna. Przy tej częstotliwości widzenia się (co drugi dzień i częściej, kontakt telefoniczny codzienny) rozmawiamy wyłącznie na bieżące tematy. Gdy tylko rozmowa „otrze się” o jakikolwiek drażliwy wątek, natychmiast robi się cicho, bo i ja, i on nie chcemy sprzeczki - i cisza trwa bardzo długo, ewent. każde z nas mówi do dziecka. Cisza nie jest wroga, jest właściwie zupełnie neutralna. Ale to jest dziwaczne.
      Poza tym rozmawiamy jak znajomi, zachowujemy się jak życzliwi znajomi.
      Natomiast wieczorem, gdy mały już zasypia / śpi, a eks siedzi jeszcze przez jakiś czas, cisza ostatnio stała się normą. Do tego w powietrzu wisi coś, czego nie umiem określić (poza tym, że jestem chyba czuję, czego chciałby eks wink
      Tak więc sama gubię się, bo to wszystko ciężko mi uchwycić, i zupełnie nie wiem, w jakim kierunku to zmierza. Czy mam wyznaczyć jakieś granice? Do czego? Na czym w takiej sytuacji polega niebezpieczeństwo (jeśli jest jakieś)?
      • xciekawax Re: Dziwna relacja - gubię się 18.11.13, 20:01
        Pewnie nie jestem dobra osoba do radzenia w takich sytuacjiach ale mysle ze nie oczekuj od siebie zbyt duzo teraz. I nie spiesz sie z podejmowaniem zadnych decyzji, szczegolnie przyszlosciowych. Na razie obserwuj swoje emocjie. Zyj terazniejszoscia. "co nagle to po diable" smile Twoj ex pewnie przechodzi przez cos podobnego. Moze tez nie wie co to wszystko znaczy - czy macie byc "rodzina"? czy to znaczy ze moze znowu sie polaczycie?

        Najlepiej teraz nie podejmowac tych decyzji. I tez lepiej skoncentrowac sie na czyms innym. Wyjdzie wam to obydwom na zdrowie smile

        Aczkolwiek nie jestem ekspertem w tych sprawach.
        • anderikka Re: Dziwna relacja - gubię się 18.11.13, 20:26
          Myślę, że masz rację co do "obserwowania emocji", co do niepodejmowania decyzji o przyszłości oczywiście też - tyle że o tym ostatnim to akurat nie ma mowy, żadne z nas nawet się nad tym nie zastanawia.
          Problem polega na tym, jak żyć tą teraźniejszością w momentach, kiedy nie wiem, jak się zachować? Albo czy wyznaczyć jakieś granice, czy nie? Na przykład jak określić moment, gdy eks ma już wieczorem wyjść? Powiedzieć "Słuchaj, gdy mały zaśnie, masz wstać i wychodzić"? Albo: "Spotykamy się wyłącznie co drugi dzień"
          To będzie niewykonalne / sztuczne, z drugiej strony przy obecnej "spontaniczności" coś mi się wymyka.
      • tricolour Dziewczyno, za tydzień wylądujecie w łóżku... 18.11.13, 23:00
        ... jeśli wytrzymacie w ogóle ten tydzień. To jest dla mnie oczywiste od pierwszych Twoich postów kiedy pytałem czego chcesz.

        Ale warto się zastanowić, a może i porozmawiać, czy to jest odpowiedni moment na budowanie seksem związku - bo taki powinien być strategiczny cel: związek. Taktyczna przyjemność z seksu to marne osiągnięcie.
        • anderikka Re: Dziewczyno, za tydzień wylądujecie w łóżku... 19.11.13, 06:31
          Trafiłeś, że tego się (też) boję. Nie wiem tylko, w jaki sposób można było wiedzieć wcześniej, że do tego dojdzie.
          Moim zdaniem jest to absolutnie nieodpowiedni moment.
          PS. Co to jest "taktyczna przyjemność"? Czy mówisz o jakimś poligonie? wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka