Dodaj do ulubionych

Sprobować czy to nie ma sensu???

19.03.14, 22:51
Witam,
Nie wiem czy piszę we właściwym forum, ale jako że podczytuje sobie tutaj regularnie to poradzę się wam.
Jak myslicie czy Warto Dać partnerowi/mężowi drugą szansę czy jak to mówią nie wchodzić drugi raz do tej samej rzeki...?
Powiem tak było szczęsliwe małżenstwo, przez wiele lat bez żadnych problemów, kłótnie jak to normalnie, ale bez większych poważniejszych kryzysów. Przyszło dziecko, zmiana miejsca zamieszkania a dokladnie powród do kraju z kilkuletniej emigracji, brak pracy problemy, kryzys w małżeńswie po drodze "roczny romans" z koleżanka z pracy. Jak się dowiedziałam wyrzuciłam go z domu, przez nastepne kilka miesiecy romans trwał aż do momentu mąż kochanki się nie dowiedział. Przygotowania do rozwodu, rozmowy, podzial majątku bez problemowy, alimenty też, opieka nad dzieckiem ze strony taty od połowy roku wykazuje większe zainetresowanie i zbudował naprawdę silna więż z dzieckiem.
I teraz ja sobie już ten rozdział zamknęłam bo nawet jak go wyrzuciłam z domu nie starał się, olał mnie z dzieckiem. Dopiero jak kochanka go kopła przejrzał na oczy. Wczesniej mówił, że zlożył pozew mimo to nie zlozyl. Powiedział ze nie mogł.
Teraz błaga mnie o szansę, nie chce rozwodu, mówi że mu bardzo zależy, że się zauroczył, że to było puste, że mógłby z nią być ale nie chce itd.
Ja już nie wiem co czuje. Sami wiecie rozwód sama mysł jest bolesna, i jest 1% zwątpienia.
Kiedyś było na prawdę super, ale kiedy naprawdę staliśmysię rodziną on zawiódł na całej lini, odrzucił mnie i dziecko dla niej. I teraz błaga, bo chcę tworzyc rodzinę, że bardzo żaluje, nigdy sobie tego nie wybaczy....Mowi ze zerwał kontakty, ze chce byc sprawdzany aby odbudować zaufanie.

Czy to jest warte jakiej kolwiek próby??
Czy to jest możliwe żeby było dobrze?
Macie jakieś doświadczenia a może znajomych którym się udało? Jestem w strasznej rozterce.
Obserwuj wątek
    • kami_hope Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 20.03.14, 01:17
      ankab92 napisała:
      > Ja już nie wiem co czuje.
      To ja bym Ci radzila zaczac od tego, rozpoznac wlasne uczucia, nazwac je, rozroznic od innych...

      > I teraz ja sobie już ten rozdział zamknęłam.
      Zamknelas. To zamknelas...

      Do otwarcia sprawy ponownie potrzebne bylyby jakies nowe fakty, ktore moglyby wplynac na zmiane pogladu. Czy zaistnialy takie fakty?
      Ja uwazam, ze okolicznosc zerwania relacji z kochanka nie ma znaczenia dla ponownego 'otwarcia sprawy'. Partner nie wnosi do zwiazku niczego nowego. To jemu osobiscie sie plany pochrzanily, czyli on ma osobisty problem. To nie znaczy, ze teraz Cie kocha itd. Ot, problemy facet ma i szuka rozwiazania na swoje rozczarowania. Ja bym powiedziala... to nie Twoj problem. Niech poniesie konsekwencje...
      A Ty tymczasem spokojnie pomysl sobie co czujesz i czego bys chciala. Pomysl, co sie w Tobie zmienilo po ostatnich doswiadczeniach. Byc moze, to zmienilo takze Twoje oczekiwania i wizje zwiazku jaki chcialabys stworzyc w przyszlosci?
      Daj sobie czas smile
    • mia17 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 20.03.14, 08:29
      wszystko jest kwestią tego, czy po tym, co zrobił będziesz mu w stanie kiedyś zaufać i czy będziesz mu w stanie wybaczyć. bez tych rzeczy dalszy związek nie ma szans na przetrwanie.
      jeśli jesteś w stanie zamknąć tamten rozdział i do niego nie wracać - to może warto spróbować. o ile oczywiście go kochasz i chcesz jego powrotu.
      ale na razie to chyba sama nie jesteś pewna swoich uczuć. napisałaś, że zamknęłaś tamten rozdział. zastanów się więc, czy chcesz go znowu otwierać.
    • triss_merigold6 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 20.03.14, 09:21
      A masz kogoś lepszego na oku? Jeśli nie, to spróbuj, co Ci szkodzi. Całkiem sporo było tutaj takich, co się z byłym próbowały zejść.
    • przeciez.wiem Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 20.03.14, 09:24
      Spróbować. Jak mówi stare porzekadło - lepiej żałować, że się spróbowało niż żałować, że się tego nie zrobiło...
    • igipigiel Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 20.03.14, 14:54
      Spróbować, zawalczyć.
      "Na dobre i na złe", złe już było, teraz może być dobrze, od Was to zależy.
    • xciekawax Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 20.03.14, 15:04
      Mi to wyglada na to ze facet chce bezpiecznego gniazdka bo z poprzedniego go wywalono. Chce oblizac swoje zranione ego i nie byc sam. A skoro krecilo go aby z Twojego gniazdka wylecieci - to jest tylko kwestjia czasu az powtorzy sie sytuacjia.

      Pomysl sobie ile razy ten czlowiek Cie oklamywal: czy myslis ze teraz, ten jeden raz mowi prawde? smiech na sali.

      Jezeli nawet jego kochanka go wykopala bo jej maz, ktorego zdradzala jest lepsza partia od Twojego meza - to po co takiego odpadka bys brala? Zaloze sie ze kity jej wciskal tez, az powiedziala Dosc!

      Tez mysle ze nie masz wyboru wielkiego. Jezeli go przyjmiesz z powrotem, to po tym wszystkim co zrobil Tobie i Twojej rodzinie - ani on ani ty nie bedziesz miala do Ciebie/siebie szacunku. No bo jak mozna z podniesiona glowa byc z czlowiekiem ktory wypiol sie na rodzine i tak was potraktowal? Nie mozna. Twoje poczucie wlasnej wartosci spadnie drastycznie w momencie jego przekroczenia progu z walizkami.

      Jeszcze jedno: jest tu pare ludzi ktorzy radza ci "sprobowac" ponownie bo "nic nie tracisz", albo "skoro nie masz nikogo innego ...." To nieprawda. Po pierwsze nie traca tylko Ci ktorzy daja takie rady. Ty tracisz duzo - od swojego swietego spokoju, po nerwy ze w kazdej chwili znowu ci numer wywinie, po niskie poczucie wlasnej wartosci, po zmarnowanie wlasnych lat zycia zamiast budowac swoje zycie (powiedzmy samemu albo z kims innym). Rowniez to bardzo martwiace jest ze nadal sa ludzie ktorzy mysla ze lepiej bylejakie portki w domu niz zadnych nie miec. Ale nawet nie bede tego komentowac bo to zalosne.

      Tak czy owak - nie widze niczego w twoim wpisie co by dawalo znak ze Twoj ex przeszedl jakas drastyczna metamorfoze. Po prostu jego ego teraz jest pokrzywdzone, jest sam i mu z tym zle. Jak go przyjmierz to jego ego sie podreperuje i wyfrunie ponownie.

      Bym nie wierzyla w jego zadne slowa. On to mowi bo chce dojsc do celu - aby zamieszkac w swoim cieplym domku. I zrobi (powie) wszystko aby dojsc do tego celu. To bardzo egoistyczne i wierz mi - ty nie jestes na liscie jego priorytetow. On jest na liscie swoich priorytetow. czym szybciej to zrozumiesz tym lepiej.



    • kasia3030 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 20.03.14, 20:43
      hej!!!mialam bardzo podobnie i dalam szanse teraz juz taka glupia nie jestem i sie rozwodze...nie wierze, ze ludzie moga sie zmienic jak juz raz zawiodl to moim zdaniem juz zawsze tak bedzie, ale Ty mozesz byc w innej sytuacji moze on zrozumial swoj blad...ja na Twoim miejscu pochopnych decyzji nie podjejabym, zaczekaj spokojnie i sama zobaczysz czy mu zalezy....
      • 3-mamuska Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 20.03.14, 21:04
        A życiu żadnego próbowania...

        Jak to nic nie traci ... Traci szacunek do samej siebie, czas i moze szanse na inny lepszy zwiazek.
        Młodsza sie nie staje, szkoda czasu na cos co nie wróży dobrze.

        Skok w bok, krótkotrwały romans ,tak mozna wybaczyć, miesiąc dwa zauroczenia głupoty , ale nie rok.
        Ile razy patrzył ci w oczy i kłamał, ile razy z nia sypiał gdy ty czekałas na niego?
        Nie to niechwilowe zauroczenie, mysle ze miał badzieje ze bedzie z tamta.
        Ona wróciła do męża i maz ja przyjął , to czemu ty masz nie przyjąć jego?
        Potrzebuje ciepłego gniazdka zanim znajdzie kogos innego.
        • ankab92 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 20.03.14, 21:53
          Dzieki dziewczyny, ja to wszystko wiem. Nie jestem juz taka naiwna jak bylam kiedyś i na pewno nie pozwole by znow mnie skrzywdzil.
          ciezko do widzę, przeciez gdyby nawet jakos wyszlo to potem byle kryzys, problem, kłótnia ta cala zdrada by wciaz wracala.

          Szkoda, ze nie mam nikogo na oku, bo wtedy widzialabym ze mozna sobie z kims nowym ulozyc zycie. Ale wiecie jak jest, wszyscy znajomi ktorych mam i ich znajomi sa zajeci.

          Moje wachania nie sa obsolutnie spowodowane faktem iz obawiam się ze zostane sama. Nie, tylko takie zycie nie wiemy co nas w zyciu czeka. Moze kiedyś bym kogos poznała i moze czegos by mi brakowalo, znow meza znam, wiem jak bylo kiedys ze bylo dobrze, ale za to po drodze zdarzylo się cos bardzo bolesnego więc ciezko bedzie ten zwiazek skleic.

          Dlatego chcialam sie podpytac czy macie takie przypadki u was w rodzinie?
          • argentusa Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 09:40
            Szkoda, ze nie mam nikogo na oku, bo wtedy widzialabym ze mozna sobie z kims no
            > wym ulozyc zycie. Ale wiecie jak jest, wszyscy znajomi ktorych mam i ich znajom
            > i sa zajeci.
            aja bym powiedziała, że całe szczęście, że nie masz nikogo na oku.
            Słowo daję, że to szczęście. bowiem masz niebywałą okazję sprawdzić czego naprawdę chcesz. a nie co pod ręką.
            A jak już zobaczysz, że bycie niesparowanym to nie tragedia, a nawet ma swoje dobre strony, to będziesz mogła spokojnie zdecydować. Albo otworzysz się na związek JAKIEGO chcesz, albo podziękujesz za życie we dwoje i pozostaniesz singlem.
            Bowiem na własnym przykładzie wiem, ze PRAWDZIWIE zadowolony z życia singiel ma naprawdę wiele szans na to by singlem przestać być. I to on wybiera opcję.
            Ar.
            ps. zadowolonego prawdziwie singla nie mylić z singlem, który udaje nawet przed sobą, że mu dobrze w singlostwie.
            • 3-mamuska Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 10:57
              W mojej rodzinie był taki przypadek:
              Zona odkryła romans w wakacje, natychmiastowa wyprowadzka męża, i wyjazd za granice.
              Zostawił ja bez środków do zycia ( pracowała ale wszystko szlo na opłaty)
              Z kochanka juz nie było tak pięknie gdy doszło do prania skarpetek ,i został sam.
              Próba ratowania związku nastąpiła w swieta maz zaprosił żonę i dzieci.
              Ale juz nie było co ratować.
              Szybki rozwód bardzo, zmiana w życiu o 180 stopni, 2 lata terapi.
              Wyjście ma prosta.
              Teraz kobieta ma nowego męża i nowe dzieci ,1 wspólne jedno partnera i swoje.
              I z tego co widze ze zdjeć jest kobieta bardzo szczęśliwa ma nowy dom rodzine, kiedy ja widze promienieje , a facet buja sie od jednej panienki do drugiej.
          • xciekawax Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 15:08
            Cos mi sie wydaje ze ty juz w sumie podjelas decyzjie o przebaczeniu - tylko szukasz tu jakiegos potwierdzenia ze cuda sie zdarzaja.

            W takim razie, jezeli juz do niego wrocisz ludzac sie tym co bylo wiele lat temu - dam ci jedna rade: tym razem zyj dla siebie. Ze jak za rok czy dwa czy za piec wywinie ci znowu ten sam numer - to nie bedziesz miala do siebie zalu ze zmarnowalas sobie nastepne lata zycia. Bo to bardzo boli, wiesz, ta swiadomosc ze to Twoj wybor byl gdy widzialas czerwone flagi.

            Ale z drugiej strony to byc moze odejdziesz jak bedziesz gotowa odejsc. Moze bedzie trudniej bo sie znowu wprowadzi i nie bedziesz mogla uzyc romansu w czasie rozwodu. Wkoncu jak wybaczylas zdrade to nie bedziesz mogla tym sie posluzyc. Teraz ten brak pozycia tez swietnie ci sluzy zeby dostac szybki rozwod. Z chwila gdy pan sie wprowadzi - wiez sie odnawia i tez nie bedziesz mogla tego uzyc.

            Juz sporo mieszkasz osobno, wiec napewno emocjie nieco opadly. To Twoj wybor. Nie spiesz sie do niczego. Co najwyzej dostaniesz wiecej prania, wiecej sprzatania no i ta mordke ktora cie oklamywala i miala gdzies przez te ostatnie lata. (a czy to byla pierwsza zdrada? - czy myslisz ze on by Tobie kiedykolwiek prawde powiedzial?). Rowniez pomysl sobie jak bedziesz sie czula gdy on powie ze idzie z kolega do baru. Czy bedziesz gryzla paznokcie czy on tam kogos nie podrywa przypadkiem? Po co to ci.

            A co z tych dobrych rzeczy?

        • igipigiel Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 11:29
          > A życiu żadnego próbowania...

          czyli żadnych nowych związków.

          > Jak to nic nie traci ... Traci szacunek do samej siebie, czas i moze szanse na
          > inny lepszy zwiazek.

          szacunek traci?? Bo podejmie wysiłek, bo spróbuje coś uratować?
          Ludzie przysięgają czy przyrzekają, że będą ze sobą na dobre i złe a potem okazuje się,
          że traci się szacunek dla siebie jak próbuje się tego dotrzymać. Dziwne rozumienie sad

          > Młodsza sie nie staje, szkoda czasu na cos co nie wróży dobrze.

          Czyli następny związek ma być oparty na fizycznej atrakcyjności.
          Złapać kogoś póki jestem jeszcze młoda i ładna?
          Wszystkiego najlepszego.

          > Skok w bok, krótkotrwały romans ,tak mozna wybaczyć, miesiąc dwa zauroczenia g
          > łupoty , ale nie rok.

          Nie znamy do końca faktów.
          Wybaczyć można wszystko.
          Takie coś może być nauczką na całe życie. Dla mnie było.

          > Ona wróciła do męża i maz ja przyjął , to czemu ty masz nie przyjąć jego?

          No właśnie dlaczego? Tamten mąż przyjął. Dla niego to też zapewne nie było łatwe.
          To nie jest łatwa droga, ale szacun dla każdego, kto próbuje.

          > Potrzebuje ciepłego gniazdka zanim znajdzie kogos innego.

          To dobrze, ze potrzebuje ciepłego gniazdka, ciepłe gniazdka są ok. Nie wiesz czy będzie szukał kogoś innego, ale masz łatwość rzucanie ciężkich oskarżeń. Ludzie robią błędy, ale też czasem się na nich uczą.
          • gustavo.fring Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 12:11
            igipigiel napisał:


            > > Jak to nic nie traci ... Traci szacunek do samej siebie, czas i moze szan
            > se na
            > > inny lepszy zwiazek.
            >
            > szacunek traci?? Bo podejmie wysiłek, bo spróbuje coś uratować?
            > Ludzie przysięgają czy przyrzekają, że będą ze sobą na dobre i złe a potem okaz
            > uje się,
            > że traci się szacunek dla siebie jak próbuje się tego dotrzymać. Dziwne rozumie
            > nie sad
            >

            Nie, to baby mają taką umiejętność obracania kota ogonem i okłamywania samej siebie.

            Skoro ją zdradzał, to znaczy że miał ją w d.pie. Tak, to jest takie proste. Gdyby chciał, to by sam to przerwał, wyjawił prawdę i wtedy można by liczyć na ew. dobre chęci. Czy tak zrobił? Oczywiście, że nie. Kontynuował z tamtą tak długo aż się dało, a jak dostał kopa to wymyśla bajeczki jak to kocha i jak to chce wrócić. No jakoś wcześniej nie chciał.

            Szacunek się traci dla siebie, jak się sobie takie ściemy wciska i w nie wierzy. To też jest takie proste.
            • igipigiel Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 13:38
              > Nie, to baby mają taką umiejętność obracania kota ogonem i okłamywania samej si
              > ebie.
              >
              > Skoro ją zdradzał, to znaczy że miał ją w d.pie. Tak, to jest takie proste.

              Nie, to nie musi być takie proste. Uczucia są rzadko takie proste.

              Gdy
              > by chciał, to by sam to przerwał, wyjawił prawdę i wtedy można by liczyć na ew.
              > dobre chęci. Czy tak zrobił? Oczywiście, że nie. Kontynuował z tamtą tak długo
              > aż się dało, a jak dostał kopa to wymyśla bajeczki jak to kocha i jak to chce
              > wrócić. No jakoś wcześniej nie chciał.

              Nie wiemy jak było. Nie wiemy co myślał, dlaczego tak się stało. Może chciał.
              Ludzie robią błędy. Czasem coś odbija, zdrady się zdarzają (co nie jest oczywiście usprawiedliwieniem).
              Ja nie mam podstaw przekreślać człowieka na podstawie kilku zdań na internecie. Zainteresowani znają się najlepiej. Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że taki związek na boku może być też bardzo bolesną nauczką dla osoby w to zaangażowaną i może pomóc zrozumieć zrozumieć co i kto jest najważniejszy. Czasem taka sytuacji jest trzeźwiąca.
              Każdy ma jakąś przeszłość. Ale to _przeszłość_. Nowy partner też pewnie będzie po jakimś związku, pewnie też komuś mówił, że to jest tym kimś na zawsze.

              Jeśli to kogoś interesuje, może to komuś pomoże: ja też niestety oszukiwałem moją żonę. Nie trwało to rok i ja to skończyłem, ale to bardziej zasługa dziwnego zbiegu okoliczności niż moja (mniejsza o szczegóły). Wiele bym dał za możliwość cofnięcia czasu i naprawienia tego wszystkiego.
              Żona mi wybaczyła i ciągle mnie chce i będę jej wdzięczny za to do końca życia.
              Ja sobie nie wybaczyłem.
              To wszystko nie było łatwe ani dla mnie ani dla mojej żony. Dla mnie sprawa skończyła się głęboką depresją, z której na szczęście chyba wychodzę.
              Nie bardzo potrafię wyjaśnić jak to się mogło stać. Słowo do słowa, spotkanie po spotkaniu. Próbowałem kończyć kilka razy, ale się nie umiałem. Tak, to fatalne i czuję się jak szmaciarz.
              Żona mnie kocha, byliśmy razem tyle lat, kiedyś przysięgaliśmy, że będziemy ze sobą na zawsze, na dobre i na złe i to okazało się dla niej (i dla mnie) najważniejsze. Myślę, że teraz będzie już tylko dobrze.
              • gustavo.fring Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 13:42
                igipigiel napisał:

                > Żona mnie kocha, byliśmy razem tyle lat, kiedyś przysięgaliśmy, że będziemy ze
                > sobą na zawsze, na dobre i na złe i to okazało się dla niej (i dla mnie) najważ
                > niejsze. Myślę, że teraz będzie już tylko dobrze.

                Prawie się rozpłakałem i uwierzyłem.

                Słowa to słowa. Gdybyś czasem miał ochotę powtórzyć akcję, to już wiesz, że żona takie historie łyka. Nie mówię że już teraz, ale wiesz, za rok czy dwa, no nic nie wiadomo.

                Albo się ma zasady w życiu, albo się ich nie ma. To jest wybór 0/1.
                • igipigiel Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 14:58
                  > Prawie się rozpłakałem i uwierzyłem.

                  To przykre.
                  Nie znasz mnie, nie znasz całej tej historii, nie znasz mojego małżeństwa. A jednak wyciągasz mocne wnioski, cóż sam sobie w ten sposób wystawiasz cenzurę.

                  > Słowa to słowa. Gdybyś czasem miał ochotę powtórzyć akcję, to już wiesz, że żon
                  > a takie historie łyka. Nie mówię że już teraz, ale wiesz, za rok czy dwa, no ni
                  > c nie wiadomo.

                  Jasne, wiesz lepiej. Nic nie wiesz o mnie, o nas, ale wiesz lepiej.

                  Za rok, dwa? Powiedz to mojemu znajomemu, który jest z żoną już ponad 10 lat po tym jak ona miała 0.5 roczny, namiętny romans i są szczęśliwi. Znajomy wiedział o tym romansie, czekał, prosił i wróciła. Bo ją kocha. Idź powiedz mu, że na pewno znowu go zdradzi, bo albo ma zasady albo ich się nie ma.


                  > Albo się ma zasady w życiu, albo się ich nie ma. To jest wybór 0/1.

                  Czy udało mi się spotkać kogoś, kto w życiu nie złamał zasad i nie zrobił niczego złego wink
                  To Ty gustavo.fring? Brawo smile

                  Nie, w życiu się popełnia błędy. I można się nauczyć na błędach.
                  Generalnie mam gdzieś co o mnie myślisz. Napisałem to tylko dlatego, bo pomyślałem, że może warto pokazać, że można. Może to komuś pomoże.
                  To jest forum o rozwodach. Zapewne wiele osób tutaj jest po rozwodach, więc będą przedstawiać określony punkt widzenia. Ale można inaczej. Można!
                  • 3-mamuska Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 22.03.14, 20:04
                    igipigiel napisał:

                    > > Prawie się rozpłakałem i uwierzyłem.
                    >
                    > To przykre.
                    > Nie znasz mnie, nie znasz całej tej historii, nie znasz mojego małżeństwa. A je
                    > dnak wyciągasz mocne wnioski, cóż sam sobie w ten sposób wystawiasz cenzurę.


                    Nie trzeba znac histori ani małżeństwa ani zdrady.

                    Nie układa sie to sie chodzisz separacje zgłasza i wtedy hulaj sobie do woli.
                    To ty podjąłeś decyzje o pójściu do lozka z inna kobieta, nikt ci do głowy pistoletu nie przykładał.

                    > Jasne, wiesz lepiej. Nic nie wiesz o mnie, o nas, ale wiesz lepiej.
                    >
                    > Za rok, dwa? Powiedz to mojemu znajomemu, który jest z żoną już ponad 10 lat po
                    > tym jak ona miała 0.5 roczny, namiętny romans i są szczęśliwi. Znajomy wiedzia
                    > ł o tym romansie, czekał, prosił i wróciła. Bo ją kocha. Idź powiedz mu, że na
                    > pewno znowu go zdradzi, bo albo ma zasady albo ich się nie ma.

                    Sorry ale facet nie ma za grosz szacunku, bo co innego wiedzieć czekać i przyjąć , ale prosić ?
                    > > Albo się ma zasady w życiu, albo się ich nie ma. To jest wybór 0/1.
                    >
                    > Czy udało mi się spotkać kogoś, kto w życiu nie złamał zasad i nie zrobił nicze
                    > go złego wink
                    > To Ty gustavo.fring? Brawo smile


                    Nie nikt nie jest perfekt ale tu rani sie osobe najważniejsza w życiu.
                    I co innego skok w bok pod wpływem chwili alkoholu a co innego regularne oklamywanie.
                    > Nie, w życiu się popełnia błędy. I można się nauczyć na błędach.
                    > Generalnie mam gdzieś co o mnie myślisz. Napisałem to tylko dlatego, bo pomyśla
                    > łem, że może warto pokazać, że można. Może to komuś pomoże.
                    > To jest forum o rozwodach. Zapewne wiele osób tutaj jest po rozwodach, więc będ
                    > ą przedstawiać określony punkt widzenia. Ale można inaczej. Można!
                    • igipigiel Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 23.03.14, 19:27
                      > Nie układa sie to sie chodzisz separacje zgłasza i wtedy hulaj sobie do woli.

                      Nie wiem czy zrozumiałem to zdanie.
                      U mnie się układało. I nie miałem zamiaru hulać, niczego nie planowałem.
                      Na krótki czas pozwoliłem pewnej znajomości się przerodzić w coś więcej.
                      Lubiliśmy się, współpracowaliśmy nad pewnym projektem i okazało się, że nie umiem skontrolować tej cienkiej granicy między przyjaźnią a czymś więcej.
                      Teraz już wiem jak to może być i nigdy nie pozwolę na nic więcej niż koleżeństwo.
                      Głównie w swoim własnym interesie, bo cała historia skończyła się dla mnie kiepsko i nie chcę przez coś takiego więcej przechodzić.

                      Poza tym NIE, jak się nie układa to się naprawia a nie zgłasza separacje.
                      Robi się tak, żeby się znowu zaczęło układać. To trochę trudniejsze niż wypisywać w internecie jaki to maż/żona była "toksyczna", a teraz nikt mało kto lubi się wysilać.

                      > To ty podjąłeś decyzje o pójściu do lozka z inna kobieta, nikt ci do głowy pist
                      > oletu nie przykładał.

                      Nie poszedłem do łóżka, ale to ma małe znaczenie.
                      To pewnie była tylko kwestia czasu, na szczęście wcześniej się skończyło.
                      Ja akurat miałem SZCZĘŚCIE bo stało się coś co mnie obudziło (to osobna historia, mniejsza o to), ale byłem wystarczająco daleko, żeby wiedzieć jak ciężko jest coś takiego przerwać.
                      To był stan jakiejś "choroby", zamroczenia, oszukiwania samego siebie (że nic się nie dzieje itp), były próby ustalania tzw. zasad (spotykajmy się, rozmawiajmy, ale nic więcej), które potem były łamane itd. Głupie słodycze ciężko jest rzucić, co dopiero towarzystwo młodej, atrakcyjnej kobiety, która twierdziła, że świata poza mną nie widzi. Szczęśliwi, którzy nie byli tak kuszeni.
                      A jak już przerwałem to ciężko to odchorowałem (tym razem bez cudzysłowu).
                      Usprawiedliwiam się? Chciałbym się usprawiedliwić przed samym sobą i przestać się katować, ale obawiam się, że to gówno zostanie ze mną na długo. A jak ktoś mi mówi, że zrobię to drugi raz i piętnasty, to nie wie co mówi. To już nawet nie chodzi o jakieś wzniosłe zasady. Chodzi o to, że ja nie chcę już przez to przechodzić, nie chcę się tak czuć jak ostatnie kilka miesięcy.
                      Mówiąc brutalnie: bilans zysków i strat jest grubo na minus sad
                      Jedyny zysk to, że teraz wiem, że moja żona jest najlepszą z żon. Może wcześniej nie byłem na 100 pewny, może coś tam siedziało. Nie jest to już ważne, było, nie powtórzy się.
                      • chalsia Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 24.03.14, 00:12
                        > Teraz już wiem jak to może być i nigdy nie pozwolę na nic więcej niż koleżeństw
                        > o.

                        nie trzeba wiedzieć jak to jest
                        wystarczy PO PROSTU pilnować tego, by nie wyjść poza koleżeństwo
                        a czy to jeszcze koleżeństwo czy już nie, też łatwo wyczuć zadając sobie pytanie, czy z osobą tej samej płci (o ile się nie ma skłonności innych niż hetero) zrobiłoby się to samo

                        suma summarum dokładnie sprowadza się to do posiadania i przestrzegania zasad
                      • chalsia Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 24.03.14, 00:14
                        > U mnie się układało. I nie miałem zamiaru hulać, niczego nie planowałem.
                        > Na krótki czas pozwoliłem pewnej znajomości się przerodzić w coś więcej.

                        ooo, no i jednak okazuje się, że zdrada WCALE NIE MUSI być wynikiem jakichś problemów małżeńskich
                      • luciva Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 24.03.14, 10:36
                        A ile czasu minęło ?
                        Skąd pewność, ze się nie powtórzy?
                • igipigiel Zasady 0/1 :D 21.03.14, 16:30
                  Tak a propos zasad 0/1. Pewnie większość tutaj brała ślub kościelny, który obowiązkowy nie jest.
                  A jak się bierze, to się przysięga. Tam jest "że cię nie opuszczę aż do śmierci". Nie ma "jeśli mnie nie zdradzisz". W przyrzeczeniu cywilnym jest "uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe". WSZYSTKO.
                  No, to jeśli ktoś ma ZASADY, to nie ma się nad czym zastanawiać.
                  • xciekawax Re: Zasady 0/1 :D 21.03.14, 17:25
                    z tego co mi wiadomo to w koscielnej przysiedze jest zaznacznik o wiernosci. Ta przysiega to kontrakt miedzy dwojem ludzi. Jezeli facet zlamal ta przysiege (ba, zlalal ja miliony razy - wypiol sie na zone i wlasne dziecko) to tego kontraktu (przysiegi) juz nie ma. Przysiega jest wtedy nie wazna.

                    Nie wiem czy usprawiedliwiasz tego faceta bo ma plemniki jak ty, czy dlatego ze tym chcesz usprawiedliwic wlasne czyny. To fajnie ze Twoja zona Ci wybaczyla. Ciesz sie i nos na recach. To nie znaczy ze kazdy facet tak postapi. Wiekszosc facetow widzac ze "nic sie nie stalo" bo przeciez po jakis tam marnych przeprosinach znalezli sie znow w swoim gniazdku - zaczynaja sie rozgladac za nowymi ptaszkami smile
                    • igipigiel Re: Zasady 0/1 :D 21.03.14, 17:45
                      > Jezeli facet zlamal ta przysiege
                      > (ba, zlalal ja miliony razy - wypiol sie na zone i wlasne dziecko) to tego kont
                      > raktu (przysiegi) juz nie ma. Przysiega jest wtedy nie wazna.

                      ROTLF. Jest pewien poziom po niżej, którego nie zejdę w polemice.

                      > Nie wiem czy usprawiedliwiasz tego faceta bo ma plemniki jak ty, czy dlatego ze
                      > tym chcesz usprawiedliwic wlasne czyny.

                      Nie chcę usprawiedliwiać. Mam świadomość tego co narobiłem.

                      To fajnie ze Twoja zona Ci wybaczyla.
                      > Ciesz sie i nos na recach.

                      tak właśnie mam zamiar robić.

                      To nie znaczy ze kazdy facet tak postapi. Wieksz
                      > osc facetow widzac ze "nic sie nie stalo" bo przeciez po jakis tam marnych prze
                      > prosinach znalezli sie znow w swoim gniazdku - zaczynaja sie rozgladac za nowym
                      > i ptaszkami smile

                      Skąd masz takie dane, że większość?
                      Przeczytałem pół internetu na ten temat, bo mnie bardzo mocno dotyczył i dlatego, że miałem mnóstwo wątpliwości. Wielu specjalistów (psychologów itp) uważa, że często takie problemy potrafią bardzo umocnić małżeństwo. Na pewno nie jest łatwo przez to przejść, ale to może otworzyć drogę do czegoś nowego. Trzeba mnóstwa wysiłku i nie jest to łatwe, ale może warto.
                      Ja mogę tylko powiedzieć, że kocham swoją żonę jak nigdy dotąd. Kto chce niech wierzy, kto nie chce, trudno. Może mąż autorki wątku będzie miał podobnie, tego NIKT z nas tutaj nie wie.
                      Nikogo nie bronię, nie znam człowieka, proszę tylko o nieszufladkowanie. Gadanie "kto raz zdradził, będzie zawsze", to zwykła bzdura.
                      Wszystko zależy od tych dwojga.
                      • gustavo.fring Re: Zasady 0/1 :D 21.03.14, 18:05
                        igipigiel napisał:


                        > Nikogo nie bronię, nie znam człowieka, proszę tylko o nieszufladkowanie. Gadani
                        > e "kto raz zdradził, będzie zawsze", to zwykła bzdura.

                        Ja Ci to przetłumaczę, ale tylko raz. Nie można ufać komuś, kto sam sobie nie ufa i wciska innym kit, "że jakoś tak samo się stało, nie wiem czemu". Skoro raz się samo stało, to może stać się i drugi albo piętnasty raz, a Ty dalej nie będziesz wiedział czemu. Dlatego nie można Ci ufać.

                        No chyba, co jak sądzę jest prawdą, dobrze wiesz dlaczego tak się stało. Nie chcesz mówić, twoja sprawa, mi to do niczego nie potrzebne. Może twoja żona uwierzyła w historyjkę "nie wiem dlaczego...", ale nikt bardziej rozsądny w nią nie wierzy.
                        • igipigiel Re: Zasady 0/1 :D 21.03.14, 20:24
                          na szczęście na twoim zaufaniu zupełnie mi nie zależy wink
                          A zaufanie osoby, na której mi zależy po prostu mam.
                          Nie wiem na czym polega twój problem i też nie bardzo mnie to interesuje.
                          Moja żona nie uwierzyła w żadną historyjkę. Ona mnie zrozumiała i pomogła przez to przejść.
                          Nie zrozumiesz tego.
                          • fasolina pigułka gwałtu?! 21.03.14, 21:48
                            "Nie wiem dlaczego.." kompletnie tego nie rozumiem? Wiesz, wiesz.. wiesz dobrze co ona miała a czego nie miała żona. To nie był jeden wybryk tylko cały ich ciąg więc albo się zafascynowałeś/zauroczyłeś/zakochałeś w kimś co miał to czego pragnąłeś ALBO faszerowali Cię tabletkami gwałtu i Ty po prostu "nie wiesz dlaczego.."

                            To co piszesz jest takie szlachetne i idealne. Prawie jak z amerykańskiego wyciskacza łez. Ale życie jest realne i to nie film. Zdradzasz bo coś jest na rzeczy a nie bo masz zaćmienie umysłu. Tak uważam ja. Nie zdradzałam męża ale gdybym to zrobiła to bym świetnie wiedziała dlaczego.
                            Natomiast nie mam zdania czy jak raz się zdradzi to prawdopodobieństwo, że znów to nastąpi jest wysokie. Może tak może nie. Na pewno zaufania, jak na początku, nigdy się już nie odbuduje.
                            • igipigiel Re: pigułka gwałtu?! 23.03.14, 20:30
                              fasolina napisał(a):

                              > "Nie wiem dlaczego.." kompletnie tego nie rozumiem? Wiesz, wiesz.. wiesz dobrze
                              > co ona miała a czego nie miała żona. To nie był jeden wybryk tylko cały ich ci
                              > ąg więc albo się zafascynowałeś/zauroczyłeś/zakochałeś w kimś co miał to czego
                              > pragnąłeś ALBO faszerowali Cię tabletkami gwałtu i Ty po prostu "nie wiesz dlac
                              > zego.."

                              Nie no, ja wiem, że się zakochałem/zafascynowałem/zauroczyłem (które najtrafniejsze nie jestem pewny). Ale ale nie wiem jak to się mogło stać. Opisałem to już gdzie indziej. Przeszło z przyjaźni nie wiedząc kiedy. Wniosek z tego może być taki, że jestem miękki, nie umiem wyznaczyć i utrzymać granicy, dlatego już nie będzie przyjaźni z kobietami.
                              Miała coś czego nie ma żona? E tam, wszystko to g... warte.


                              > To co piszesz jest takie szlachetne i idealne. Prawie jak z amerykańskiego wyci
                              > skacza łez. Ale życie jest realne i to nie film. Zdradzasz bo coś jest na rzecz
                              > y a nie bo masz zaćmienie umysłu. Tak uważam ja. Nie zdradzałam męża ale gdybym
                              > to zrobiła to bym świetnie wiedziała dlaczego.

                              Tu się widocznie różnimy.
                              Ale nie różnimy się tym, że PRZED tym jak to się stało też bylem przekonany, że gdybym zdradził, to bym wiedział dlaczego.

                              > Natomiast nie mam zdania czy jak raz się zdradzi to prawdopodobieństwo, że znów
                              > to nastąpi jest wysokie. Może tak może nie. Na pewno zaufania, jak na początku
                              > , nigdy się już nie odbuduje.

                              W takim razie moja żona dzięki Bogu jest wyjątkiem.
                          • gustavo.fring Re: Zasady 0/1 :D 21.03.14, 23:35
                            igipigiel napisał:

                            > Nie wiem na czym polega twój problem i też nie bardzo mnie to interesuje.

                            Mój i większości osób na tym forum, jak to określiłeś problem, polega na tym że jesteśmy bardzo wyczuleni na sprzedawanie kitu i ściem. Prawdopodobnie przez jakieś tam doświadczenia życiowe, bo wyobraź sobie ze swoją historyjką "sam nie wiem jak to się stało" nie jesteś wcale oryginalny, większość z osób na tym forum słyszała już tą super oryginalną historię w swoim życiu.

                            A skoro próbujesz sprzedawać takie ograne ściemy, no to nie dziw się, że mało kto akurat tutaj w nie wierzy.
                            • igipigiel Re: Zasady 0/1 :D 23.03.14, 19:47
                              a mnie się wydaje, że problem większości ludzi na tym forum polega na tym, że poszli określoną drogą (rozwodu) i teraz poświęcają dużo energii na to, żeby siebie i innych przekonać, że nie dało się inaczej, wszystko inne to kit itd.

                              Jakie to ma znaczenie czy wiem jak to się stało czy nie? Istotne jest, że się już nie stanie.
                              Głównie dla tego, że w sumie okazało się bardzo negatywne dla mnie samego.

                              Ty tak masz, że gdybyś wyczuł, że żona łatwo "łyka historyjki", to zdradzałbyś ile się da?
                              • hellraiserr igipigiel igi brzdąk 23.03.14, 20:02
                                igipigiel igi brzdąk
                          • xciekawax Re: Zasady 0/1 :D 24.03.14, 15:54
                            "Nie wiem na czym polega twój problem i też nie bardzo mnie to interesuje. "

                            Nie widze zeby dziewczyna mials problem (obiektywnie czytajac ten watek). Kobieta tylko ma inne zdanie i szczerze mowiac zgadzam sie z tym co mowi. Tylko dlatego ze dziewczyna nie mowi po Twojej mysli nie znaczy ze ma problem. Ale widac TY masz problem.
                  • hellraiserr Re: Zasady 0/1 :D 21.03.14, 23:26
                    Zasady są o kant pupy potłuc, nie żyjemy w średniwieczu!!!! Jest wiele chętnych i pięknych kobiet dlaczego się wiec ograniczać do jednej??? NIE MA SENSU!!!
                    • gustavo.fring Re: Zasady 0/1 :D 21.03.14, 23:32
                      Nie zrozumiałeś. Zasadą nie jest że nie możesz sobie sypiać co dzień z każdą kobietą, tylko to, że wypadało by mieć odwagę każdą z nich informować o tym, że masz takie właśnie zasady.

                      Jeśli tak właśnie robisz, to działasz zgodnie z zasadami i jesteś spoko gość.
                      • hellraiserr Re: Zasady 0/1 :D 21.03.14, 23:42
                        To są twoje zasady ja mam inne. nie mam zamiaru informować gąsek, chcą do łuzka, nie ma problemu!!!
                        • gustavo.fring Re: Zasady 0/1 :D 21.03.14, 23:48
                          No i gites. Nie chodzi o to, że masz się przed nimi chwalić że to np. jest 10-ta w tym miesiącu (a dopiero siódmy dzień miesiąca), tylko żebyś miał odwagę to powiedzieć, jak zapyta.

                          Bo masz odwagę, prawda?
                          • hellraiserr Re: Zasady 0/1 :D 22.03.14, 10:32
                            Oczywiście ze nie informuje i to nie jest kwestia odwagi. Chodzi o szpachlowanie, gdyby się dowiedziała, nic nie byłoby ze szpachlowania. A ze gaska sobie cos bredzie o układaniu zycia w swej slicznej glowce - jej sprawa.
                  • 3-mamuska Re: Zasady 0/1 :D 22.03.14, 20:06
                    igipigiel napisał:

                    > Tak a propos zasad 0/1. Pewnie większość tutaj brała ślub kościelny, który obow
                    > iązkowy nie jest.
                    > A jak się bierze, to się przysięga. Tam jest "że cię nie opuszczę aż do śmierci
                    > ". Nie ma "jeśli mnie nie zdradzisz". W przyrzeczeniu cywilnym jest "uczynię ws
                    > zystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe". WSZYSTKO.
                    > No, to jeśli ktoś ma ZASADY, to nie ma się nad czym zastanawiać.

                    A czyli robisz wszystko, zeby było zgodne i trwałe, zdradzasz tez zeby buło zgodne bo uczynisz wszystko .


                    Wlasnie trzeba zrobić wszystko zeby nie ranić drugiej osoby ....
                    Zdrada to najgorsze co mozna zrobić żonie/mężowi.
                    • igipigiel Re: Zasady 0/1 :D 23.03.14, 20:09
                      3-mamuska napisała:

                      > A czyli robisz wszystko, zeby było zgodne i trwałe, zdradzasz tez zeby buło zgo
                      > dne bo uczynisz wszystko .

                      Nie zdradzam. Można powiedzieć, że zdradzałem. Przez głupotę, sk.....stwo albo jeszcze przez coś innego. Żałuję, ciepię, nie powtórzy się.

                      > Wlasnie trzeba zrobić wszystko zeby nie ranić drugiej osoby ....

                      zgadza się, a jak się zrani, to spróbować naprawić.
                      A z drugiej strony spróbować wybaczyć.

                      > Zdrada to najgorsze co mozna zrobić żonie/mężowi.

                      Dla mnie, dla mojej żony, wielu innych osób są gorsze rzeczy: np zostawić, rozwieść się,
                      zniszczyć życie dzieciom.

                      • luciva Re: Zasady 0/1 :D 24.03.14, 10:34
                        A co powiedzialbys, gdyby żona nie wybaczyła Ci i odeszła?
                        Ciekawi mnie to, jakie byłoby Twoje spojrzenie.
                        • igipigiel Re: Zasady 0/1 :D 24.03.14, 14:17
                          > A co powiedzialbys, gdyby żona nie wybaczyła Ci i odeszła?

                          Błagałbym żeby wróciła. Zrobiłbym WSZYSTKO żeby wróciła. Gdyby się nie udało to nigdy bym sobie nie darował rozbicia rodziny.
                          Na szczęście tak się nie stało, to żona od początku zabiegała o to żebyśmy dalej byli razem,
                          to ona zawalczyła. Myślę, że to ma ogromny wpływ na to co teraz czuję do niej. Pokazała wielką miłość. Cudowna kobieta.
                          Myślę, że to jest kwestia jej miłości ale też dojrzałości, wiele w życiu widziała, sama sporo przeżyła. Ja potrzebowałem widać lekcji sad

                          W tej historii jest jeszcze drugie dno, wydarzenie, w które teraz z perspektywy czasu aż trudno mi uwierzyć. Wspominałem o tym już wcześniej jako o "zbiegu okoliczności" dzięki, któremu ja skończyłem mój romans/flitr czy jak to nazwać. Ja podsłuchałem pewną rozmowę mojej żony z jej znajomym, którą zupełnie opacznie zrozumiałem. Ubzdurałem sobie, że ona ma romans, że mnie zdradza. Potem okazało się, że to bzdura, chodziło o coś innego, jednak mi to wystarczyło żeby przeżyć ciężkie załamanie nerwowe zakończone kliniczną depresją. Myślę, że powiedzieć, że wiem jak "smakuje" zdrada też z drugiej strony, wiem jakie to może być cierpienie. Chyba wtedy wszystko mi się we łbie pomieszało: moje wyrzuty sumienia, zagrożenie rozbicia rodziny itp, to doprowadziło do naprawdę nieciekawego stanu.
                          Dlatego NIGDY nie chcę już o niczym takim słyszeć. Brrrrr sad
                          • altz Re: Zasady 0/1 :D 24.03.14, 17:16
                            igipigiel napisał:
                            > żona od początku zabiegała o to żebyśmy dalej byli razem, to ona zawalczyła.
                            > Myślę, że to ma ogromny wpływ na to co teraz czuję do niej. Pokazała wielką miłość.
                            > Cudowna kobieta.
                            (...)
                            > Myślę, że powiedzieć, że wiem jak "smakuje" zdrada też z drugiej strony, wiem jakie
                            > to może być cierpienie. Chyba wtedy wszystko mi się we łbie pomieszało: moje wyrzuty
                            > sumienia, zagrożenie rozbicia rodziny itp, to doprowadziło do naprawdę nieciekawego
                            > stanu.
                            > Dlatego NIGDY nie chcę już o niczym takim słyszeć. Brrrrr sad

                            Odczułeś emocje związane ze zdradą i zachowujesz się inaczej, bo przecież ona też by mogła to zrobić i to boli! big_grin
                            Źle piszesz o swoim zauroczeniu i tym samym o kobiecie, która na Ciebie zrobiła wrażenie. Mnie osobiście to się nie podoba. Teraz to nie jest żadna dojrzała postawa, tylko radość że się udało, jak u złodzieja samochodów, któremu się upiekło, a dochodzenie zostało umorzone. big_grin
                            jednym słowem, nie masz się czym chwalić. smile
                            • igipigiel Re: Zasady 0/1 :D 24.03.14, 17:35
                              > Odczułeś emocje związane ze zdradą i zachowujesz się inaczej, bo przecież ona t
                              > eż by mogła to zrobić i to boli! big_grin

                              no boli, a co w tym śmiesznego?

                              > Źle piszesz o swoim zauroczeniu i tym samym o kobiecie, która na Ciebie zrobiła
                              > wrażenie. Mnie osobiście to się nie podoba.

                              Twoje prawo, chociaż nie wiem co jest w tym złego. Obraziłem gdzieś tę kobietę?
                              Źle się o niej wyrażam? Jej też namieszałem w życiu, wiem o tym, chociaż mógłbym napisać,
                              że była dorosła i wiedziała co robi.

                              > Teraz to nie jest żadna dojrzała p
                              > ostawa, tylko radość że się udało, jak u złodzieja samochodów, któremu się upie
                              > kło, a dochodzenie zostało umorzone. big_grin

                              wymiękam, ręce opadły.
                              Co się UDAŁO???? Radość?? Niby z tego co zrobiłem??? Jest mniej więcej takie stopniowanie: minięcie się z prawdę, bzdura, totalna bzdrura, Twój post.
                              Dochodzenie???? Ty traktujesz swojego męża/żonę jako podejrzanego, sam(a) jesteś z dochodzeniówki?

                              > jednym słowem, nie masz się czym chwalić. smile

                              K%$#@%$, POKAŻ MI, DO CHOLERY, W KTÓRYM MIEJSCU SIĘ CHWALIŁEM CZYMKOLWIEK!!!!
                              (może poza wspaniałą żoną).
              • 3-mamuska Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 22.03.14, 19:58
                To wszystko nie było łatwe ani dla mnie ani dla mojej żony. Dla mnie sprawa skończyła się głęboką depresją, z której na szczęście chyba wychodzę.

                Zdradziłeś żonę, pokazałeś jej ze nie jest nic warta, nie warta milosci szacunku wierności i jeszcze miałeś depresje???
                Oj biedny misio z ciebie.

                Twoja zona podjęła taka decyzje jej sprawa moze i dobrze, jesli widzi skruchę poprawę.

                Tu pan złe kobietę potraktował dopóki kochanka go chciała nie miał zamiaru wracać do zony.... I mydle ze gdyby kochanka to ciągnęła nawet by o żonie nie pomyślał.
                • igipigiel Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 24.03.14, 14:31
                  > Zdradziłeś żonę, pokazałeś jej ze nie jest nic warta, nie warta milosci szacunk
                  > u wierności i jeszcze miałeś depresje???
                  > Oj biedny misio z ciebie.

                  Rozumiem, że twoje postrzeganie ogranicza się do tego, że romans/flirt to nic ponad przyjemności i zabawę, zero kosztów. Tak to może wyglądać, jednak psychika czasem płata figle. Wcześniej też bym w to nie uwierzył. To są bardzo silne emocje, nie wiem jak to działa, napisałem więcej o tym co się stało w innym poście parę chwil temu.
                  To chyba połączenie wyrzutów sumienia, strachu, tego całego zauroczenia i Bóg wie czego jeszcze. Sprzeczne, mocne siły. Mało męskie? Pewnie tak sad

                  > Tu pan złe kobietę potraktował dopóki kochanka go chciała nie miał zamiaru wrac
                  > ać do zony.... I mydle ze gdyby kochanka to ciągnęła nawet by o żonie nie pomyś
                  > lał.

                  może tak, może nie, tego nie wiemy.
                  Gdyby nie to, że coś mi się ubzdurało to też nie wiem jak u mnie by to się skończyło.
          • triss_merigold6 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 12:51
            Dobrze by było, gdyby owe próby nie były jednostronne.
            Nie da się ukryć, że łatwiej kogoś poznać jak człowiek młody i ładny. Im dłużej będzie sama, tym będzie jej trudniej.
            Pan wrócił, bo dostał kopa, a nie z własnej inicjatywy. I nie popełnił błędu, tylko miał długi romans.
            • hellraiserr Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 21.03.14, 23:23
              Można spróbować, ale musisz dojrzeć i nauczyć się czegos z tej sytuacji. Przede wszystkim powinnas dac mezowi wolność, wolność wychodzenia z domu kiedy chce i robienia na co ma ochote z kim ma ochote. Inaczej to nie ma sensu - jeśli chcesz być zazdrosna jedza.
    • koto.podobna Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 22.03.14, 09:13
      Nie, nie wracaj do tego, bez sensu. Zdradził i to oznacza koniec, nie dałabym facetowi drugiej szansy po czymś takim, absolutnie. No ale zrobisz jak będziesz uważała. Tylko zastanów się, czy nie szkoda Ci kolejnych kilku lat z tym człowiekiem - bo skoro zrobił kochanej kobiecie coś takiego, to wg mnie prędzej czy później zrobi to znowu...
      • ankab92 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 22.03.14, 13:16
        Dziękuje za wasze posty.

        Wiecie co to jest bardzo trudne i tak naprawde jeśli ktoś nie był w takiej sytuacji tak naprawdę może sobie gdybać, ale nie wiem jak to jest.
        Wydaje mi się, że jest kilka rodzajów zdrady:
        Skok w bok, bo jest zauroczenie cos nowego, bo w domu cos jest nie tak. Mimo, to nie uważam ze to jest sposób na kryzys w związku. A mysle, że ludzie mogą z takiego czegoś wziąć nauczkę,jakąś lekcje.I potem w przyszłości nie pozwolić na powtórzenie tego błędu.
        A są też tacy ludzie ze zdradzali , zdradzają i będą zdradzać.

        Ja z tego bolesnego wydarzenia w moim zyciu wzięłam ogromną lekcje. Zaczęłam myśleć o sobie. Poza moim dzieckiem, ja jestem dla siebie najważniejsza. Brzmi to egoistycznie, ale tak jest i już nigdy to się nie zmieni. I wiem ze wstępując w obojętnie jaki związek, facet nie będzie ważniejszy ode mnie, i wiem ze cokolwiek się stanie jestem silna i sobie poradzę.
        Powiem wam, ze zastanawiając się nad powrotem do męża nie kieruje się faktem, iż obawiam się ze zostane sama…Nie, bo już się tego przyzwyczaiłam, i nawet potrafie mowic ze jestem sama, gdzie kiedys przejmowalam się co sobie inni o mnie pomysla. Wiem cokolwiek się stanie ja sobie poradzę.

        Tylko jak sami wiecie zycie jest przewrotne…tego człowieka w jakis sposób znam. A mogę poznac kogos kto będzie dla mnie dobry, a nie będzie akceptowal dziecka. Może być roznie…
        Sa małżeństwa z rozsadku, z codziennymi walkami, klotniami, romansami i mimo to sa razem
        A czy zdrada która się przydarzyla raz i wezmie się z niej nauczke nie może stworzyc lepszego silniejszego związku???
        Ja daje sobie czas, nic na sile, ale to prawda założyłam ten watek bo chciałam usłyszeć opinie tych którzy przez to przeszli, probowali i wiedzą jak to jest.
        Bo gdybac można, ale jeśli tego nie przeżyliście nie jesteście w stanie zrozumiec.
        „tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono…” smutne ale prawdziwe sad

        • rakas3 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 22.03.14, 19:08
          Witam, czytam z zaciekawieniem, poniewaz mam podobny "problem", a własciwie zawirowanie w głowie. Jestem po rozwodzie. Maz zdradzał mnie około roku, zanim sie zorietnowałam. Gdy wyszło wszystko na jaw, nie chciał wracac. Rozwód. Ja przezylam to strasznie. Małe, 3 -letnie wowczas dziecko, ja bez rodziny, no i przede wszystkim bardzo kochałam exa. To była moja wielka miłość. Czemu zdradzał?? Znudziłam mu sie, znalazł dziewczyne 10 lat młodsza, znów zaczał sie bawic, szalec. W kazdym badz razie, rok po rozwodzie, znalazłam sobie przyjaciela. Jest nam całkiem dobrze razem. Na razie to randki, choc dziecko go akceptuje. Exowi niedawno rozpadł sie zwiazek... i co.. chce wracac. zapewnia , o swojej miłosci i głupocie..he he.. GRa na sentymentah, jak to było nam kiedys dobrze... Przypomina o wielkim uczuciu... A ja mam metlik coraz wiekszy. Randki mnie ciesza coraz mniej, bo mysle, o tym, co mowi ex... Dajcie mi kopa, zebym sie uspokoiła.
          • triss_merigold6 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 22.03.14, 21:20
            Uspokój się. Po co Ci eks.
            • fasolina Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 23.03.14, 08:40
              Eks to tak z wygody.
              Bo się znamy.
              Bo wiemy jak wyglądamy nago.
              Bo wiemy co lubimy a czego nie.
              Bo mamy wspólne wspomnienia.
              Bo tak łatwiej i wygodniej.

              Bez sensu. Też mi się czasem włączy syndrom ex ale po kilku doświadczeniach widzę, że nie ma możliwości pokochać po raz drugi. Te wszystkie odgrzewane kotlety/wchodzenie do tej samej rzeki itp. itd. jednak się sprawdzają. Chociaż na pewno są wyjątki potwierdzające regułę.

              Więc daje Ci/Wam kopa mocnego i spróbuj patrzeć w przyszłość a nie w przeszłość.
              • jaaga76 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 23.03.14, 10:44
                fasolina napisał(a):

                > Eks to tak z wygody.
                > Bo się znamy.
                > Bo wiemy jak wyglądamy nago.
                > Bo wiemy co lubimy a czego nie.
                > Bo mamy wspólne wspomnienia.
                > Bo tak łatwiej i wygodniej.
                >
                > Bez sensu. Też mi się czasem włączy syndrom ex ale po kilku doświadczeniach wid
                > zę, że nie ma możliwości pokochać po raz drugi. Te wszystkie odgrzewane kotlety
                > /wchodzenie do tej samej rzeki itp. itd. jednak się sprawdzają. Chociaż na pewn
                > o są wyjątki potwierdzające regułę.
                >
                > Więc daje Ci/Wam kopa mocnego i spróbuj patrzeć w przyszłość a nie w przeszłość
                > .

                Zgadzam się w 100%. Znam parę, która pobierała się i rozwodziła ze sobą 3 razy. Naprawdę. W końcu sędzia - po 3cim rozwodzie powiedział do "męża": proszę Pana, na świecie są też inne kobiety. smile
          • xciekawax Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 24.03.14, 16:20
            Wiesz, niektore kobiety sa masochistkami i zrobia wszystko aby znalesc sie w sytuacji gdzie beda w takich relacjiach. Dopiero wyzbycie sie tych checi masochistycznych moze Cie uwolnic.

            (wiem, bo sama tak mialam).

            Powiedz szczerze, gdyby Twoja kumpela Ci opowiedziala Ta historie, to co bys powiedziala do niej"?

            Przypomina mi to histrie mojego znajomego - Zdradzal swoja pierwsza zone, rozwiedli sie - maja dziecko. Ozenil sie potem z kims innym - (nie z pania od zdrady, ale nowa, nic nie winna dziewczyna). Z ta ma dwoje dzieci z kolei. Juz pare romansow mu przebaczyla, juz mieli sie rozchodzic, ale zawsze wpajal jak bardzo zaluje: , nawet firme na nia przepisal - caly majatek ( a majatek spory) - tak aby mu uwierzyla ze gdyby jeszcze raz tak zrobil to traci wszystko - i kase i zone. Takie cos naprawde robi wrazenie, nie?
            Wiec jest tak ze pan bardziej sie stara aby kolejne zdrady zataic (bo nie przestal). A tez powoli przenosi pieniadze z jednej firmy do swojej drugiej (ukrytej). - chyba na wszelki wypadek smile

            Chce tylko pokazac ze: tylko dlatego ze facet mowi o rodzinie, gra na sentymentach itd... to nie znaczy ze on tak mysli. Po prostu faceci tak gadaja aby osiagnac cel. a jego cel jest taki aby nie byc samemu teraz. Juz ci pokazal do czego jest zdolny, wiec brniecie w to znowu jest czysto masochistyczne. (moim zdaniem).

            Napewno bedzie Cie meczyc troche ta sytuacjia, ale na Twoim miejscu bym wybrala inwestowac swoj czas w nowy zwiazek. Bo wierze ze jezeli zakonczysz zwiazek, a z Ex nie wyjdzie - bedziesz sobie plula w twarz. A to jest bardzo nieprzyjemne uczucie.
            Wiec jezeli Twoj ex chcial abys ty na niego czekala az skonczy mu sie romans - niech on teraz poczeka i patrzy czy Tobie wyjdzie czy nie.

            Ja zainwestowalam w nowy zwiazek i dobrze na tym wyszlam.

            • rakas3 Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 25.03.14, 17:20
              Masz racje. Powiedziałabym koleżance, zeby dała szanse nowemu zwiazkowi. Moj przyjaciel to bardzo dobry człowiek, tez po przejsciach. Jestem nieufna z natury, ale jego i jego sytuacje znam od podszewki, to brat mojej znajomej. Jest nam bardzo dobrze, mamy podobne pasje, podobne poczucie humoru. Emocje w tym zwiazku tez coraz wieksze, oczywiscie jeszcze bez zadnych deklaracji, choc nie ukrywam, ze zalezy nam coraz bardziej.
              Obaw tez jest duzo. Ja mam dziecko, on dwoje. Boje sie tego najbardziej, ze to teraz randki, wszystko pieknie, a pozniej sie okaze, ze to nie dla mnie. Mam tu na mysli- połaczenie obu rodzin i wszelkie problemy z tym zwiazne. Jego ex tez do najmilszych nie nalezy i zatruwa mu troche zycie, choc to ona odeszła do innego. Z nowego zwiazku nic nie wyszło, wiec za bardzo jej sie nie podoba, ze innym sie uklada wink
              Moj ex to typ miłego przystojniaczka. Czarujacy, szarmancki, wie dokładnie, jak podejsc kobiety... Nagle znów stałam sie najpiekniejsza i najmadrzejsza kobieta na całym globie. Do tego syn. Ex chce naprawiac, zeby dziecko miało normalna rodzine.
              Jak tak to pisze, to widze, ze dzieki exowi obudziły sie leki zwiazane z przyszłoscia tego nowego zwiazku. Czy to dla mnie i czy sie uda...
              • xciekawax Re: Sprobować czy to nie ma sensu??? 25.03.14, 18:47
                Kazdy ma podobne obawy z nowym zwiazku (niezaleznie czy ma dzieci czy nie), bo to nieznane i nie zaklepane. Napewno Twoj nowy mezczyzna rowniez ma podobne obawy. Ale jezeli macie podobne priorytety to te przyszlosciowe problemy (a takie beda i z tym nowym i z ex jak i w kazdym innym nowym zwiazku) napewno rozwiazecie wspolnie. Kazdy zwiazek ma problemy i wszyscy jakos je rozwiazujemy lepiej czy gorzej. Wiec pracujcie nad komunikacjia jasna i juz smile
                Mysle ze zamiast zastanawiac sie i zamartwiac czyms co jeszcze sie nie wydarzylo powinnas skoncentrowac sie na "tu i teraz" i cieszyc sie tym co jest teraz. Bedac w nowym zwiazku mialam podobne mysli ale chodzilam na terapie i tam nauczylam sie "nie martwic sie na zapas". A czas mijal, i nic zlego sie nie wydarzalo, wiec te wszystkie obawy to bylo tylko marnowanie czasu. Ciesze sie ze przeszly mi takie mysli.

                A jezeli nie wyjdzie? no coz, jezeli nie sprobujesz to nigdy sie nie dowiesz. A mysle ze lepiej dac szanse komus kto ma jakies wartosci i jest fajny niz komus kto juz Ci pokazal na co go stac i kim jest.

                Moze zaakceptuj ze oczywiscie ze boisz sie nieznanego, ze to pewnie normalne mysli, ale nie pozwol aby te mysli przerosly radosc z nowego zwiazku. (no i miej oczy szeroko otwarte aby doceniac wartosc nowego partnera ale rowniez zeby popatrzec na nowego partnera bez rozowych okolarow)

                Gadanie exa zbyj. Tamtej tez trul ze najpiekniejsza itd... wiec po co sobie zaprzatac tym glowe. Daj sobie szanse z czlowiekiem ktory byc moze jest tego wart. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka