Dodaj do ulubionych

Po urlopie

22.08.14, 16:56
Gdy tu pisałam przed wyjazdem na urlop, czułam, że eks jest za bardzo ugodowy i że coś kombinuje. I czułam dobrze, jak sie okazało.
Otóż co zrobił eks (po tym, jak w czerwcu kategorycznie odmówiłam wspólnego wyjazdu z
nim): on po prostu pewnego dnia w połowie mojego urlopu stanął we własnej osobie przede mną! He he, sama chciałabym mieć gdzieś uwieczniony mój wyraz twarzy w tym momencie...

Najpierw byłam wściekła. Później pomyślałam, że najlepsze, co mogę zrobić, to zaakceptować tę sytuację i spróbować urządzić wszystko najlepiej, jak się da. Zwłaszcza ze względu na dziecko - bo synek, gdy zobaczył tatę, cieszył się niesamowicie. Dodatkowo mój były aż tryskał chęcią do wszelakiej ugody, był przemiły i zgadzał się na wszystko.

Najśmieszniejsze, że ten tydzień z eksem wyszedł w sumie nie denerwująco (dla mnie), a dla synka wręcz super, bo tata postarał się o wszelkie możliwe atrakcje, wprawdzie niektóre trochę kontrowersyjne, np. przejażdżka szybką łodzią motorową - wg mnie to niezbyt dobry pomysł dla trzylatka - ale poświęcał czas dziecku i np. nie telefonował do nikogo z pracy, nie używał laptopa ani tableta itd.

A ja po prawie dwóch tygodniach od powrotu, mimo że wpadłam w rytm pracy, codzienności itd. jestem jakaś... rozwalona psychicznie. Dotyczy to tylko mnie osobiście, bo - chcę to podkreślić- relacja ojca i dziecka bardzo mnie cieszy. Myślę, że chodzi o całość: po prostu wiem, że eks próbuje powrotu, na razie bardzo subtelnie i nieoficjalnie, i czuję, że mogę nie wiedzieć, co zrobić, gdy przyjdzie co do czego.
Jednocześnie wiem, że życie to nie serial, i nie wierzę w to, że nagle wszystko zrobiłoby się cacy, i np. tata nie wróciłby do nałogu pracoholizmu albo że nie zaczęlibyśmy wywlekać sobie brudów, i w ogóle nie wiem, jak byśmy ze sobą rozmawiali. Z drugiej strony... chciało mi się ryczeć ze wzruszenia za każdym razem, kiedy na nich patrzyłam i w oczach dziecka widziałam tę fascynację tatą - ryczeć na myśl, że nie jesteśmy rodziną, oczywiście.
Straciłam punkt oparcia - czy to jakiś normalny przejściowy stan? Czy jestem egoistką, czy czegoś nie rozumiem, nie dostrzegam? (tylko o to pytam, nie pytam, co robić, bo to byłoby dziecinne)
Obserwuj wątek
    • heniek.8 Re: Po urlopie 22.08.14, 21:19
      moim zdaniem nie masz za bardzo pomysłu co z sobą zrobić skoro masz takie wahania ( w sensie nie co jutro tylko przez następne 20 lat), jeżeli stary spróbuje powrotu i serce Ci podyktuje TAK to spoko tylko się nie żeńcie, zamiast tego ustalcie z cyniczną precyzją szczegóły i żyjcie długo i szczęśliwie
      • fujara12 Re: Po urlopie 22.08.14, 22:00
        Nie będę komentował, ale..............
        A nie mówiłem ?
        Fochy do kieszeni i szkoda marnować zdrowia na wojny.
        Pracoholik to też człowiek, a poza tym też ma uczucia o które inni rozrywkowi go nie posądzają.
        A jaki jest twój stosunek do taty dziecka ?
        • heniek.8 Re: Po urlopie 22.08.14, 22:41
          aha fujara jest jedna mała sprawa skoro już tak gadamy smile
          kilka razy zauważyłem że piszesz że nie ma słowa "przemocowiec" w słowniku
          no to powiedz mi jeżeli oczywiście znajdziesz czas na to - skąd się biorą słowa w słowniku?
          • fujara12 Re: Po urlopie 23.08.14, 08:58
            Jak zauważyłeś są słowniki języka Polskiego, słownik wyrazów obcych, słownik wyrazów bliskoznacznych,
            Pan Miodek mówi też o mowie potocznej, wulgaryzmach, slangach,
            Mówi o klimatach regionalnych.
            Powstało wiele słów które jako naleciałości są adoptowane do języka rodzimego.
            Jest też stare określenie jak "włoszczyzna" mówiące o adoptowaniu słów obcych na rodzimy grunt.
            Są też określenia "niewykształciuchów" które siłą powtarzania non stop stają się "potoczne"

            Jednym słowem, zamiera w polakach wola posiadania i używania "Polszczyzny".
            Zaczynamy mówić nie po Polsku, tylko po Polskiemu smile

            Podobnie rzecz się ma z używaniem powiedzonek na poparcie swojego stanowiska.
            N.p.
            "Nie wchodzi się drugi raz do tej samej rzeki"
            Co oznacza że rzeka zmieniła się ze względu na upływ czasu, nurt wody i nie jest w tym miejscu taka sama o 1 sekundę wcześniej.
            Wszystko ulega zmianie, nawet nastawienie człowieka po fakcie do zaistniałych okoliczności.

            Ci którzy twierdzą że powroty są niemożliwe, to właśnie ci niereformowalni.......sad
            Bo oni siedzą w swoim zakompleksionym świecie i nie chcą się zmienić.
            Chcą zemst, kasy, upodlenia przeciwnika................
            A gdzie sportowe "fair play" ?
            Gdzie obowiązują pewne reguły i zasady.

            Zresztą sam fakt rozwodu świadczy że te zasady były złamane. sad
            Są pewne odstępstwa od reguł. Drobne, ale dopuszczalne.
            Wszystko zależy czy zachowujemy zasady i reguły gry od początku do końca,
            czy zmieniamy je w trakcie gry, BO TAK NAM JEST WYGODNIEJ

            Spójrz na autorkę topiku.
            Ślub. Dziecko. Rozwód.
            Powód ?
            Mąż pracoholik.
            Czy to przed ślubem jej przeszkadzało ?
            W myśl zasady "widziały gały co brały" przyjęła reguły gry.
            W trakcie zaczęła je zmieniać.
            Efekt - Rozwód.
            Czy to jest kobieta która potrafi kochać, być wierna, wspierać w potrzebie ?

            Nie.
            To ona dyktuje warunki. Nie daje szansy dziecku. Odbiera mu to co dziecko najbardziej potrzebuje. Zbiera dziecku rodzinę.
            Ona sobie poszuka ktosia, który jej będzie jadł z ręki.
            Dziecko dla niej to tylko karta przetargowa.
            Mąż ? Były czy następny to też przedmiot z jej kolekcji.

            No cóż. Kobieta to dziwny stwór. Z partnerem nie pogada, ale mu tyłek obrobi z obcymi osobami.
            A facet ?
            Która kobieta będzie się z nim liczyła.

            Podobno na forach rozwodników bywają większości kobiety.
            Przecież tyle samo jest rozwodników co i rozwódek.
            Dlaczego to one a nie oni siedzą tu i "jojczą" ?
            Bo one w dalszym ciągu wiedzą że coś źle zrobiły, ale nie przyznają się do własnego błędu.
            "Duma i honor" im nie pozwala na to.
            A właśnie taka postawa wskazuje na brak honoru i "fałszywą dumę".

            Czy ja lubię rozwodników ?

            Uważam ich za chore osoby, które odmawiają leczenia w początkowym stadium zakażenia.
            Gdy człowiek nie chce się leczyć umiera.
            Każdy rozwód to śmierć rodziny.
            Śmierć rodziny, to dla każdego normalnego człowieka to umieranie samego siebie.
            Ale czy kobieta to normalny człowiek ?
            • fujara12 Re: Po urlopie 23.08.14, 09:06
              A wracając do pytania autorki. - Czy jesteś egoistką ?
              Tak. Jesteś. Postawiłaś na szali wartość i egoizm.
              Rozwodem zyskałaś ci egoizm. Wartość straciłaś.

              I wyjątkowo, więcej już nie wejdę na żaden twój topik.
              Przysięgam.
              Ja nie łamię reguł gry.
              Pozdrawiam i życzę Ci tego czego sobie sama życzysz.smile
              • izka-witamina Re: Po urlopie 23.08.14, 10:04
                Ja może patrzę przez pryzmat własnego błędu. Ale wydaje mi się że masz szansę naprawić coś co sama zepsułaś. Nie żałuj błędów. Żałuj tylko tego co mogłaś zrobić dobrego, ale nie zrobiłaś. Nie zmarnuj szansy jaką macie przed sobą. Co czujesz do niego tak w głębi serca. Czy jest to uczucie tylko z nim związane, czy tylko ten obraz ojca z synem tak cię wzrusza.
                Jeżeli jednak to o niego chodzi, to nie wiem co ty jeszcze robisz na tym forum smile
                Życie mamy tylko jedno, szansę na naprawieniu błędów każdy dostaje od życia. Twój mąż tęskni za swoją rodziną, a ty nie ?
              • wiosnaw Re: Po urlopie 23.08.14, 11:56
                fujara12 napisał:
                > I wyjątkowo, więcej już nie wejdę na żaden twój topik.

                Nie wierzę wink
              • heniek.8 Re: Po urlopie 23.08.14, 16:05
                > I wyjątkowo, więcej już nie wejdę na żaden twój topik.
                > Przysięgam.

                myślę fujaro że to można podciągnąć pod bierną agresję.

                odzywasz się = czynna agresja
                nie odzywasz się = bierna agresja

                jak zobaczę że nie komentujesz wpisów to zgłaszam znęcanie się psychiczne nad forumowiczkami smile
            • heksa_2 adaptacja to nie adopcja 23.08.14, 10:15
              Fujaro, czasem warto zajrzeć dosłownika, zanim się wysmaży jakiś elaboratwink :
              portalwiedzy.onet.pl/139917,,,,adaptacja_a_adopcja,haslo.html
      • wiosnaw Re: Po urlopie 23.08.14, 11:54
        heniek.8 napisał:
        > moim zdaniem nie masz za bardzo pomysłu co z sobą zrobić skoro masz takie wahan
        > ia ( w sensie nie co jutro tylko przez następne 20 lat)

        O jakim pomyśle mówisz? Pracuję, może nie zarabiam fantastycznie, ale wystarczająco, żeby być niezależną, poza tym lubię moją pracę - i w tym sensie nowego pomysłu na życie nie potrzebuję.
        A może brak pomysłu na życie rozumiesz tu jako brak chłopa pod moim dachem? smile Tylko że jeżeli jesteś rozwodnikiem, to powinieneś wiedzieć, że do nowego ustatkowania się rozwodnikom się nie śpieszy - wręcz można mówić o awersji.

        jeżeli stary spróbuje
        > powrotu i serce Ci podyktuje TAK to spoko tylko się nie żeńcie, zamiast tego us
        > talcie z cyniczną precyzją szczegóły i żyjcie długo i szczęśliwie

        Co do żeniaczki - jak wyżej smile Co do powrotu - na razie po prostu nie ogarniam, co sama myślę i czuję, to główny problem.
        • heniek.8 Re: Po urlopie 23.08.14, 16:02
          > O jakim pomyśle mówisz? Pracuję, może nie zarabiam fantastycznie, ale wystarcza
          > jąco, żeby być niezależną, poza tym lubię moją pracę - i w tym sensie nowego po
          > mysłu na życie nie potrzebuję.

          no ale rozwiodłaś się bo myślałaś że będzie Ci lepiej, a tu się okazuje że wcale lepiej nie jest?
          pomysł na siebie - nie chodzi o chłopa pod dachem, tylko o zagospodarowanie odzyskanej wolności tak żeby życie dawało większą satysfakcję niż przed.
          • wiosnaw Re: Po urlopie 23.08.14, 19:21
            heniek.8 napisał:
            > no ale rozwiodłaś się bo myślałaś że będzie Ci lepiej, a tu się okazuje że wcal
            > e lepiej nie jest?
            > pomysł na siebie - nie chodzi o chłopa pod dachem, tylko o zagospodarowanie odz
            > yskanej wolności tak żeby życie dawało większą satysfakcję niż przed.

            Ale chyba każdy rozwodzi się po to, żeby było lepiej, to jasne chyba? I każdy sobie to „lepiej” inaczej definiuje, i wg tego postępuje. Ja np. wiedziałam, że rezygnuję z finansowego komfortu i że mój poziom życia wręcz spadnie, ważniejsze było dla mnie „lepiej” pod innymi względami. Odzyskaną wolność naprawdę potrafiłam zagospodarować (jak to nazywasz) bardzo dobrze.

            Tylko że życie jest nieprzewidywalne, niestety. I np. tak jak ojciec dzieckiem kiedyś praktycznie się nie zajmował (bo nigdy nie miał czasu) i nie miał z nim żadnej więzi, to potem, o ironio od rozwodu właśnie, tj. tym samym od 2 roku życia synka mniej więcej, zaczął się między nimi nawiązywać kontakt. A ostatnio można mówić wręcz o fascynacji dziecka ojcem (ze strony ojca o uczuciu na pewno), co na wyjeździe można było zaobserwować.
            I sam nawet pobyt nad morzem od momentu przyjazdu taty był dla dziecka atrakcyjniejszy, bo to był normalnie kalejdoskop rozrywek ze statkami i motorówkami włącznie - a to są rzeczy na które mnie zwyczajnie nie stać albo też zwyczajnie nie miałabym na nie siły (jak np. na półtoragodzinne pedałowanie w dużym gokarcie).
            No to w tym sensie na przykład nie jest mi „lepiej”, bo widzę, że więź jest / wytworzyła się, a synek taty nie ma na co dzień sad
            • heniek.8 Re: Po urlopie 23.08.14, 19:52
              piszesz w pierwszym poście że straciłaś punkt oparcia czy coś tam no właśnie o co chodzi.
              są dwie sprawy:
              1) więź ojciec - syn
              2) więź Ty - stary *
              * przy czym siła więzi może być zerowa albo ujemna smile

              ad 1) to chyba nie ma co dyskutować, stary pomyślał trochę i chce uczestniczyć w życiu dziecka i to dobrze dla wszystkich - czy tu straciłaś punkt oparcia? - chyba nie

              ad 2) to może tutaj straciłaś punkt oparcia bo na coś liczysz ( dobrze zarabiający pracoholik nawet jeśli nie przytula codziennie, to jednak stwarza lepsze warunki niż przemocowy-alkoholik-hazardzista-himalaista którego też nigdy nie ma w domu a pożytku zeń żadnego smile
              • wiosnaw Re: Po urlopie 24.08.14, 10:44
                heniek.8 napisał:
                > ad 1) to chyba nie ma co dyskutować, stary pomyślał trochę i chce uczestniczyć
                > w życiu dziecka i to dobrze dla wszystkich - czy tu straciłaś punkt oparcia? -
                > chyba nie
                >
                > ad 2) to może tutaj straciłaś punkt oparcia bo na coś liczysz ( dobrze zarabiaj
                > ący pracoholik nawet jeśli nie przytula codziennie, to jednak stwarza lepsze wa
                > runki niż przemocowy-alkoholik-hazardzista-himalaista którego też nigdy nie ma
                > w domu a pożytku zeń żadnego smile

                ad.1
                Dotychczas miałam w głowie poukładany obraz, ja nie miałam męża, a dziecko nie miało ojca. Czyli: męża prawie nie było w domu (a gdy był, też zajmował się pracą).
                Dziecko, mimo że autentycznie cieszył się na jego narodziny, było dla niego czymś zbędnym. Normalnie miało się wrażenie, że facet myślał, że urodzi się rozumny dzieciak na poziomie sześciolatka, tyle że wielkości noworodka hehe. Denerwował go jego płacz, potem gdy synek zaczął chodzić, denerwowało go, że trzeba dzieciaka bezustannie pilnować, że nic nie zrobi sam, że domaga się zainteresowania, że np. nie możemy spokojnie we dwójkę wypić kawy na śniadanie.
                Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek z własnej potrzeby wziął synka na rękę albo pobawił się z nim albo w ogóle zainicjował jakikolwiek kontakt, choćby dotyk - pilnował go, bo o to prosiłam, gdy np. musiałam zrobić coś innego, iść do łazienki itp. I dodam, że przecież dotyczyło to tylko niewielu dni, kiedy był w domu w dzień, czyli np. weekendów/świąt, bo z reguły dziecko już albo jeszcze spało, gdy tatuś pojawiał się w domu - więc często trafiało się, że przez 5 dni z rzędu dziecka w ogóle nie widział.

                Wtedy nie zabierałam dziecku ojca, bo go nie miał. Teraz aż rwie się do taty, zwłaszcza po tych wakacjach, wciąż pyta o niego, chce dzwonić… A co do mojego eksa: sam chce kontaktu z synkiem, we wszystkich jego gestach, po całym zachowaniu widać, że go uwielbia wręcz.
                Heniek, rozumiesz już?

                ad.2
                Ten punkt miałby zastosowanie, gdybym najpierw miała męża przemocowca/ alkoholika itd., więc pracoholikiem może byłabym zachwycona smile
                A tymczasem miałam 22 lata, malutkie dziecko i chciałam mieć męża choć wieczorami albo w weekend w domu, pogadać z nim, pójść na spacer.
                I żeby nie było, że unikam odpowiedzi: nie wyobrażam sobie powrotu do wcześniejszego modelu życia, czyli z mężem, którego nie ma.
                Ale to nie zmienia faktu, że uporządkowany obraz się posypał.

                PS. Czemu „stary”? On ma 31 lat. Nawet gdy go poznałam, a jest sześć lat starszy ode mnie, nie myślałam „stary”, tylko że dojrzały raczej smile

            • izka-witamina Re: Po urlopie 23.08.14, 20:00
              Kiedyś moja mama zaraz po rozwodzie powiedziała mi że będę żałować swoich nieprzemyślanych decyzji. Stwierdziła że albo byłam niedorosła gdy brałam ślub, albo nie przemyślałam decyzji o rozwodzie. Powiedziała mi że ona przez 40 lat małżeństwa miała czasem pod górkę. Czasem było to z powodu ojca, a później z mojego i mojej siostry.
              Nigdy w życiu człowiek nie ma spokoju. Zawsze o coś musi walczyć i wydrapywać pazurami.
              Nawet okruch uczucia od partnera. Mój ojciec jest mrukiem, takim milczkiem. Mało mówi, mało się uśmiecha. Ale gdy potrzeba było wsparcia, potrafił gestem ręki gdy przytulał dać tyle ciepła.
              Moja mama uświadomiła mi że małżeństwo to nie ciągłe mizianie i mówienie słodkich słówek.
              Gdy po latach jest więź pomiędzy partnerami, przyjaźń i co tylko człowiek może sobie wyobrazić, to na pewno jest to coś więcej niż kochanie. Pamiętam gdy mama była w szpitalu, to ojciec siedział przy jej łóżku przez kilka dni non stop. Był zarośnięty i niewyspany, ale siedział przy niej jak wierny pies.
              To zapamiętałam. I przypomniało mi się gdy już po rozwodzie ponownie zaczęliśmy z mężem przebąkiwać o powrocie do siebie. Właściwie to ja zaczęłam. Przecież o rozwód to ja wystąpiłam. Mama zapytała czy ta decyzja została przeze mnie na pewno przemyślana. Czy wiem na pewno że chcę z nim być razem. Bo gdy za chwilę coś pójdzie nie tak to krzywda dla dziecka będzie jeszcze większa niż w tej chwili.
              Powiedziałam jej tylko że ja kocham Maćka i wiem, że nie jest to poryw chwili. teraz wiem, że rozwód był jednak głupotą. Nieprzemyślanym impulsem. Bo tak naprawdę to myśl tylko zakiełkowała i poszłam za ciosem siłą rozpędu. Nakręciłam się i złożyłam pozew. Potem do rozprawy żyłam tym co będzie na rozprawie. Bałam się pytań, szczegółów. A tu 20 minut i po temacie. Tak naprawdę dopiero gdy ten papierek dostałam na rękę zaczęły mnie nachodzić wątpliwości. Ludzie mówią że tylko krowa nie zmienia poglądów.
              Ja wcale nie żałuję. Mąż pracuje i tak długo. Ale wraca koło 20. Zawsze jest czas żeby z dzieckiem się pobawić, opowie bajkę na dobranoc. Przykryje kołderką i trzyma ją za rękę.
              Potem dopiero wraca do mnie i wiem że mam rodzinę.
              Ja wiem co straciłam przez rozwód. I wiem co zyskałam ponownie. O dziecku nie wspomnę.
              W soboty i niedzielę cały czas bawią się razem. Zakupy w marketach. Wracają obładowani zakupami. Najwięcej zabawek i ciuszków dla dziecka. Zapominają o innych towarach.
              Mieli kupić mleko, a kupili lalki. Mieli kupić banany, a przynieśli wspaniałe ubranko dla małej.
              A ja tylko się cieszę. Po prostu jestem szczęśliwa.
              • mozambique Re: Po urlopie 25.08.14, 10:32
                iza - to bardzo budujące i wspierajace ten twój post
                ze mozan polenic blad zyciowy , zdac sobie z niego sprawe i go naprawic

                no ale nie tutaj, nie na forach gdzie pzresiaduja kobiety
                na tym forum rozwódki , a na innych - mezatki czy singileki zeżarłyby cię za takie "odkręcenie" sprawy
    • inna_nowa_ja Re: Po urlopie 25.08.14, 14:50
      moim zdaniem kochasz swojego eksa. Dopóki nie spróbujesz nie dowiesz się czy podjęta przez ciebie decyzja byla słuszna.
      Ja nie żałuję że daliśmy sobie z eksiem szanse bo utwierdziłam sie w słuszności swojej decyzji.
      Generalnie ciesz się, że synek ma albo zaczyna mieć fajne kontakty z tatąsmile
      • wiosnaw Re: Po urlopie 25.08.14, 18:04
        Uważam, że po przejściach rozwodowych często trudno jest zdefiniować słowo „kocham”. Na pewno kochałam eksa na początku znajomości i małżeństwa, a potem różne rzeczy tę miłość zabiły.
        A teraz? Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jego diametralną zmianą w stosunku do dziecka (po prostu o 180 stopni na przestrzeni roku), więc w konsekwencji cieplej o nim myślę. Czy to coś znaczy, nie wiem, bo tak czy inaczej priorytety w życiu / doborze potencjalnych partnerów całkiem mi się pozmieniały smile
        PS. Dziwne jest wrażenie, które ostatnio odnoszę: że w „zabiciu miłości” negatywny stosunek eksa do dziecka miał chyba większa rolę, niż mi się wydawało.
    • xciekawax Re: Po urlopie 25.08.14, 17:00
      tak, naplyw emocji napewno jest, ale zdaj sobie sprawe ze nie musisz zadnych decyzji podejmowac, lub ustosunkowywac sie w jakikolwiek sposob na reakcjie ex. Niech on sobie robi tak jak uwaza - Ty NIC NIE MUSISZ. czyli nie musisz sobie wyrabiac opini, nie musisz myslec co bedzie gdy.... Jestes wolnym czlowiekiem, masz czas, do niczego ci pospiech niepotrzebny.

      Co nagle to po diable smile
      • wiosnaw Re: Po urlopie 25.08.14, 18:16
        Przez ponad rok wprawdzie ćwiczyłam przy eksie asertywność, ale nie opanowałam tego całkiem - więc JA NIC NIE MUSZĘ jest idealnym hasłem smile Kupię sobie koszulkę z takim napisem albo będę wyobrażała sobie, że ją mam na sobie smile
        • altz Re: Po urlopie 25.08.14, 18:53
          wiosnaw napisał(a):
          > JA NIC NIE MUSZĘ jest idealnym hasłem smile Kupię sobie koszul
          > kę z takim napisem albo będę wyobrażała sobie, że ją mam na sobie smile

          Każdy coś musi, choćby zarabiać na dzieci.
          • wiosnaw Re: Po urlopie 25.08.14, 20:13
            altz napisał:
            > Każdy coś musi, choćby zarabiać na dzieci.

            Altz, ale to dotyczy tylko relacji mojej i eksa jako rozwiedzionych osób.
            • fujara12 Re: Po urlopie 26.08.14, 13:29
              Ze względu na osobisty wrogi stosunek moderatora do mojej skromnej osoby zmuszony jestem złamać dane słowo.
              Zadam ci tylko jedno pytanie.

              Czy nie uważasz że jednak twój rozwód był błędem ?
              Być może zastosowałaś Bardzo silny argument na odkrycie uroku męża/
              On był, jest i będzie taki sam. Jak na początku, tak i do końca życia.
              To tylko ty zobaczyłaś go bez kurtyny.
              Dostrzegłaś coś, czego nie chciałaś widzieć.
              Ale za błąd jednej osoby, płaci niestety jeszcze parę osób.
              • fujara12 Re: Po urlopie 26.08.14, 15:50
                " wiosnaw 25.08.14, 18:16
                Przez ponad rok wprawdzie ćwiczyłam przy eksie asertywność, ale nie opanowałam tego całkiem - więc JA NIC NIE MUSZĘ jest idealnym hasłem smile Kupię sobie koszulkę z takim napisem albo będę wyobrażała sobie, że ją mam na sobie smile "


                Nic nie musisz.
                Nie musisz jeść.
                Nie musisz oddychać.
                Nie musisz wspominać.
                Nie musisz pisać na forum.
                Nie musisz myśleć cały czas o ex-mężu.

                A cały czas to wszystko robisz.


                Więc dlaczego myślisz ciągle o mężu nie jak o byłym, a jak o człowieku który jest w twoim życiu ?
                • wiosnaw Re: Po urlopie 26.08.14, 19:02
                  Nie myślę ciągle, to, że na tym forum pojawiam się z problemami związanymi z rozwodem czy siłą rzeczy byłym mężem, tego nie oznacza!

                  A jak ty sobie wyobrażasz brak kontaktów czy eksa "nieobecność w moim życiu" przy 3-letnim dziecku, które ze mną mieszka, a z ojcem też np. rozmawia czasem przez telefon?
              • wiosnaw Re: Po urlopie 26.08.14, 18:58
                fujara12 napisał:
                > Czy nie uważasz że jednak twój rozwód był błędem ?

                Wtedy nie był, ale rzeczy zmieniają się po czasie, a bywa też i tak, że ludzie, bez zrobienia "ostrych cięć" nie dojrzeliby / nie zrozumieli czegoś. Która z tych sytuacji dotyczy mnie, i czy w ogóle, za wcześnie jest jeszcze mówić.

                > Być może zastosowałaś Bardzo silny argument na odkrycie uroku męża/
                > On był, jest i będzie taki sam. Jak na początku, tak i do końca życia.
                > To tylko ty zobaczyłaś go bez kurtyny.
                > Dostrzegłaś coś, czego nie chciałaś widzieć.

                Sorry, ale zupełnie nie wiem, o co ci tu chodzi.

                • fujara12 Re: Po urlopie 26.08.14, 20:25
                  Przepraszam za sformułowanie, ale całe twoje małżeństwo widzę jak w krzywym zwierciadle.
                  Ślepy z niemową.
                  On nie dostrzegał uroków i przyjemności bycia ojcem i posiadania dziecka,
                  Ty nie dostrzegałaś tych cech u męża. (ciepło ojca, tęsknota za dzieckiem)
                  Nie bronię go.
                  Pisałaś że w domu był gościem (hotelowym), to też moje określenie.
                  Miał świadomość posiadania rodziny, żony, dziecka, tego wszystkiego co się domem nazywa.

                  Po rozwodzie obydwoje dostaliście MŁOTEM PNEUMATYCZNYM PO GŁOWIE.
                  On zobaczył co stracił.
                  Ty zobaczyłaś co mu odebrałaś.

                  To wcale nie tak, że on chciał być wolny i swobodny.
                  Miał ustawione priorytety na "Głowę rodziny", taką maszynkę do zarabiania kasy, a reszta jakoś się ułoży.
                  Tobie na początku układ nie przeszkadzał.
                  Nawał obowiązków przy dziecku, własna praca zawodowa, brak wyręki w podstawowym życiu rodziny.
                  I nagle uderza cię świadomość, że właściwie niby jesteś mężatką, a tak naprawdę jesteś osamotniona w całym działaniu.
                  Nie byłaś sama, ani samotna, zostałaś tylko jedyna do ciągnięcia całego kieratu domowego.
                  Ale pomyliło ci się samotność we dwoje, z nieobecnością partnera.
                  Podjęłaś decyzję o rozwodzie wychodząc z założenia, że skoro jego nie ma w czynnym życiu, więc możesz się bez niego obejść, jako samotna rozwódka.

                  Dlatego napisałem że to był błąd.
                  Co ty z tym wszystkim zrobisz, to tylko i wyłącznie twoja sprawa.
                  Jak ja widzę ten temat ?
                  Zabrakło rozmów. O wszystkim. O pierdołach, O ciuchach, twojej bieliźnie intymnej.
                  Zabrakło pokazów że jesteś atrakcyjna i konieczna w jego życiu.
                  Zabrakło pokazania mu że dziecko jest jego częścią.
                  Uświadomienia mu że ten jego potomek to mały człowiek, który wyrośnie na jego następcę.
                  Na kogoś, kto jest mu bliski niż nikt inny na świecie.

                  Dla niego maluch, który raczkuje i nie mówi, był jak kukiełka z nierealnego świata.
                  Dla kobiety dziecko jest czymś naturalnym.
                  Przecież przez 9 miesięcy to ona dawała mu życie.
                  Czuła jego puls i bicie serca.
                  Ona karmiła go piersią, czuła wyrzynające się ząbki.
                  To matka czuwała nad jego zdrowiem.
                  A ojciec ?
                  Jaki on miał w tym udział.
                  Ile obowiązków mu przydzielałaś przy dziecku ?

                  Rozwód.
                  Odebrałaś mu to co miał. Dom, żonę, dziecko.
                  Wizyty okresowe przez godzinę czy dwie to na pewno nie świadomość że dziecko jest w domu,
                  w jego domu.

                  Formalnie w obliczu prawa, tak jak większość pań tu wypisuje staliście się tylko wolnymi osobami. Stanu wolnego.
                  Ale nie jesteście sobie obcymi
                  Czy naprawdę on jest dla ciebie obcy ?

                  Dlatego na przekór wszystkim i wszystkiemu, uważam że cały ten twój rozwód był błedem.
                  Błędem który można naprawić,
                  Wystarczy jeden gest, jedno słowo, jedno spojrzenie.
                  Tylko jeden dotyk.
                  • fujara12 Re: Po urlopie 26.08.14, 20:37
                    Przypomnij sobie moje wpisy w temacie "oferta.... nic nie rozumiem"
                    Przypomnij sobie jak jechałaś na mnie tam.
                    Tu "rozmawiasz ze mną".
                    Ja nie zmieniłem swojego słownictwa, ani poglądów na temat rozwodów.
                    To TY zaczynasz inaczej odbierać to co do Ciebie piszę.
                    Zwracasz uwagę na sens i znaczenie priorytetów.
                    To świadczy, że myślisz intensywnie o całości.
                    Piszesz że nie cały czas. NIEPRAWDA.
                    Cytat z pierwszego akapitu:
                    "A ja po prawie dwóch tygodniach od powrotu, mimo że wpadłam w rytm pracy, codzienności itd. jestem jakaś... rozwalona psychicznie. Dotyczy to tylko mnie osobiście, bo - chcę to podkreślić- relacja ojca i dziecka bardzo mnie cieszy. Myślę, że chodzi o całość: po prostu wiem, że eks próbuje powrotu, na razie bardzo subtelnie i nieoficjalnie, i czuję, że mogę nie wiedzieć, co zrobić, gdy przyjdzie co do czego. "

                    Chyba nie muszę pisać więcej komentarzy.
                    Dlatego powtarzam jeszcze raz.
                    Masz świadomość popełnienia błędu.
                    Pozdrawiam. Przemyśl, prześpij się z tematem.
                    Zastanów się czy za pół roku coś się nie odmieni.
                    Bo lepiej nie robić komuś nadziei, niż drugi raz strzelić mu w plecy.
                    Wtedy już trupa nie da się reanimować.
                    Ale każdemu należy się druga szansa, Tobie też.
                    A w szczególności dziecku.
                    Bo chyba ono jest tu najważniejsze nie nasz egoizm smile
                    • wiosnaw Re: Po urlopie 28.08.14, 11:24
                      Słownictwo to akurat zmieniłeś, mam Ci przypomnieć używane przez Ciebie epitety?
                      Napisałeś (jak widać się zdarza) coś sensownego, to i odpowiedziałam.

                      Co do forum.gazeta.pl/forum/w,24087,153164464,153317103,Re_Po_urlopie.html
                      to owszem, utrafiłeś z tym czy owym.


                      > Ale każdemu należy się druga szansa, Tobie też.
                      > A w szczególności dziecku.
                      > Bo chyba ono jest tu najważniejsze nie nasz egoizm smile

                      Wiem. Myślę, że umiem wyczuć, czy - i co, i jak - da się zrobić.
                      • fujara12 Re: Po urlopie 28.08.14, 13:21
                        Tak szczerze, to naprawdę nie zmieniłem się ani na jotę.
                        Moze "epitetów" jest mniej, ale całość pozostaje niezmieniona.
                        Tylko popatrz na coś innego.
                        Moje epitety zaczęły się od momentu deptania mi po odciskach.
                        Wcześniej to nie miało miejsca.
                        Zostałem sprowokowany i odpowiadałem w tym samym tonie.
                        \
                        Ale do rzeczy, czyli Ad rem jak mawiali starożytni rzymianie.

                        Macie szansę reanimować Trupa w Szafie jak pisałem w takim topiku.
                        Zawarłem tam swój punkt widzenia.
                        Potraktuj sprawę rozwodu jako coś co już stało się faktem.
                        Popatrz na to z perspektywy.
                        Nie pod wpływem emocji widząc relacje Tatuś - Dziecko.
                        W ten sposób powstaje ponowne popełnianie błędu.
                        Popatrz na to analizując swoje uczucia do męża.
                        Impuls do rozwodu był tylko iskrą zapalną w pobliżu dynamitu.
                        Piardło i po ptokach.
                        Teraz masz możliwość zweryfikowania swojego uczucia do męża z taką "zimną kalkulacją"
                        Rozliczenie zysków i strat.
                        Kto i ile stracił.
                        Ty, mąż no i oczywiście dziecko.
                        Co dalej ?
                        Nie wiem. To nie moje małżeństwo i nie moja rodzina.
                        Ja o swoją dbam, staram się.
                        W związku z obowiązkami finansowym cały ciężar utrzymania spada na mnie.
                        Prowadzę własny biznesik i niestety nie ma mnie w domu od świtu do nocy.
                        Wiem że pieniędzmi nie załatwia się wszystkich potrzeb, ale bez tej kasy trudno być szczęśliwym.
                        O tym akurat się przekonałaś namacalnie na własnej skórze.
                        Ale za to Niedziela, będzie dla nas.smile Tak jak w piosence.
                        Coś za coś. Nie ma nic za darmo.

                        Czy warto zaczynać od nowa ?
                        To już ty powinnaś widzieć najlepiej.
                        A tak po prawdzie...........
                        Opowiem anegdotę o Carycy Katarzynie.
                        Lubiła się seksić, dużo i często.
                        Doszło do tego, że za drzwiami komnaty stała kolejka pułków huzarów.
                        Wśród nich był jeden "ostry" który miał i warunki i możliwości.
                        Klauzula zakładała, który nie wyrobi 10 razy temu ucinają głowę.
                        No i ten huzar dostrzega że Caryca ściera kreski na ścianie po każdym numerku.
                        Miał na liczniku już ze 30.
                        Ale na ścianie jest 15 kresek.
                        ZDENERWOWAŁ SIĘ I STARŁ WSZYSTKO DO CZYSTA.
                        Mówi do Carycy: Dobra, Wasza Cesarska Mość, Zaczynamy od nowa.smile

                        Nie namawiam do zawodów w ilości.
                        Mam na myśli oddzielenie tamtego okresu grubą krechą.
                        Zacznijcie od nowa.
                        Umówcie się co do waszych potrzeb, życzeń, zapotrzebowań i obowiązków.
                        Zacznijcie mówić o uczuciach.
                        Reszta sama wyjdzie w praniu.

                        I nie słuchaj podpowiedzi.
                        Nie sugeruj się tym co ja piszę.
                        Pomyśl samodzielnie. Bez pomocy.
                        Podejrzewam że w decyzji o rozwodzie ktoś usłużny pomagał ci wytrwale.
                        Ale to już będzie inna bajka.
                        Twoja.
                        • fujara12 Re: Po urlopie 28.08.14, 15:59
                          Jeszcze jedno wpadło mi do głowy, żeby nie uleciało....
                          piszesz:
                          "Uważam, że po przejściach rozwodowych często trudno jest zdefiniować słowo „kocham”. Na pewno kochałam eksa na początku znajomości i małżeństwa, a potem różne rzeczy tę miłość zabiły. "
                          Moja droga. Prawdziwej miłości nie zabija egoizm.
                          Gdy się kogoś kocha, to egoizm nie ma nic do powiedzenia.

                          Pisałem w którymś topiku tak:
                          Nie byłaś samotna, ani sama.
                          Byłaś w sytuacji takiej jak kobieta której mąż jest kierowcą Tira,, albo pracuje za granicą i pojawia sie okazjonalnie co pół roku.
                          Czy uważasz że w takich przypadkach miłość umiera, zanika ?

                          Kobieto, ogarnij się. Tu właśnie przez ciebie przemawiał czysty egoizm.

                          Wmawiasz wszystkim i sobie że to był efekt postępowania męża.
                          To co się stało, a więc rozwód, to tylko i wyłącznie twoja wina i osobista porażka.Wyszłaś z założenia że w małżeństwie bez obecności męża w domu,
                          czy po rozwodzie jesteś w tej samej sytuacji.
                          Tylko z mniejszą kasą.

                          Kobiety o których pisałem, też powinny wnosić o rozwód, bo męża nie ma w domu.

                          Wpadł ci pierścionek do wanienki w której kąpałaś dziecko.
                          Wylałaś razem z dzieckiem całą wodę i pierścionka nie było.
                          Bo spadł ci do kieszonki.
                          Masz więc pierścionek, tylko gdzie jest dziecko ?
                          • wiosnaw Re: Po urlopie 29.08.14, 15:36
                            > Wmawiasz wszystkim i sobie że to był efekt postępowania męża.
                            > To co się stało, a więc rozwód, to tylko i wyłącznie twoja wina i osobista pora
                            > żka.Wyszłaś z założenia że w małżeństwie bez obecności męża w domu,
                            > czy po rozwodzie jesteś w tej samej sytuacji.
                            > Tylko z mniejszą kasą.
                            >
                            > Kobiety o których pisałem, też powinny wnosić o rozwód, bo męża nie ma w domu.
                            >
                            > Wpadł ci pierścionek do wanienki w której kąpałaś dziecko.
                            > Wylałaś razem z dzieckiem całą wodę i pierścionka nie było.
                            > Bo spadł ci do kieszonki.
                            > Masz więc pierścionek, tylko gdzie jest dziecko ?

                            Znowu zacząłeś mnie pouczać. Wiesz, ja jednak nie mam siły do Ciebie...
                            • fujara12 Re: Po urlopie 29.08.14, 17:35
                              Sorry. smile
                              Nie odbieraj tego osobiście jako pouczanie.
                              Taki mam styl wypowiedzi.
                              Czy za każdym razem mam pisać: "Taki jest mój punkt widzenia"
                              • wiosnaw Re: Po urlopie 01.09.14, 15:00
                                Miałam rację, że uwielbiasz moje wątki wink
                                • fujara12 Czy uwielbiam ? 01.09.14, 15:24
                                  To wcale tak nie wygląda jak widać z perspektywy.
                                  Nie znam Ciebie, ani twojej rodziny. Więc mówienie o uwielbieniu, to lekka przesada.
                                  Będąc facetem, wiem na pewno, że to twój mąż Cię uwielbia. Uwielbia też być ze swoim synem.
                                  A ja ? No cóż. Mogę tylko darzyć Cię sympatią.
                                  Te słowa które pisałem do Ciebie, wcale nie były nasączone złośliwością, ani próbą pouczania.
                                  Wręcz przeciwnie. Z czystej sympatii do osoby która w którymś momencie zgubiła orientacje w terenie. ( I to właśnie moim zdaniem ) Być może sprawa jest bardziej skomplikowana.
                                  Ale z danych podanych przez Ciebie przebija to co odczytałem.
                                  Facet nie szuka podtekstów i drugiego dna. Nie szuka ukrytych zamiarów.
                                  Odbiera wprost informacje jakie dostaje na tacy. Kobieta doszukuje się czegoś, domyśla, przypuszcza......
                                  Powstaje potem cały galimatias.
                                  Wiem jedno. Zrobiłaś coś co zaważyło na życiu kilku osób. Masz tego świadomość.
                                  A ja ? No cóż. Ja zapytałbym otwarcie. Co dalej ? Jak wybrnąć z czegoś co już się stało.
                                  Jak naprawić. Czy w ogóle jest co naprawiać.
                                  Nie siedzę w Twojej głowie i w Twoim sercu.
                                  Wystarczy zadać sobie pytanie. " co do niego czujesz ?".
                                  Nie patrz z rozrzewnieniem na jego kontakt z synem. Pozostaną sobie bliscy. Na przekór wszystkiemu co się stało.
                                  Pytanie jest inne. Czy On jest ci bliski ?
                                  Czy gra warta była tej świeczki ?
                                  I tyle z mojego uwielbienia Twoich wątków. smile
                                  • wiosnaw Re: Czy uwielbiam ? 03.09.14, 10:15
                                    To było przenośnie z mojej strony.

                                    Tak, "mąż" mnie uwielbia wink tylko przez półtora roku był na mnie obrażony i komunikację między nami postawił na głowie. A propos "męża" - on mówi czasem, że dalej nim jest, bo mamy ślub kościelny.

                                    Co do reszty: spoko, Fujara, poradzę sobie smile
                                    • fujara12 Pouczać już nie będę. 03.09.14, 14:51
                                      A dziwisz mu się ?
                                      Facet miał za punkt honoru zapewnić byt rodzinie.
                                      To że stało się to jego głównym celem i pomylił priorytety to inna sprawa.
                                      Może po prostu wpadł w nałóg pracoholizmu, co czasem się zdarza.
                                      Ale tobie zabrakło wiary w siebie, w niego. W jego intencje.

                                      Gdyby moja żona złożyła pozew o rozwód przyjąłbym to jako jej zdradę naszym wspólnym przyrzeczeniom. Tego co sobie nawzajem obiecywaliśmy.
                                      Jeżeli brak czułego dotyku, bliskości byłby dla niej powodem do rozwodu, to czy jej ta "miłość" o której mówiła byłaby prawdziwa ?
                                      Ja w takiej sytuacji obraziłbym się na nią "śmiertelnie" !!!!
                                      Bo z jednej strony ja wypruwam sobie flaki żeby zarobić kasę na dom, na rodzinę, nawet na zbytek, a z drugiej strony za to wszystko dostaję kopniaka w dupsko.
                                      Ja poświęciłem swój czas, ograniczyłem kontakt z dziećmi. Nie mam radości z oglądania ich zabaw, słuchania ich śmiechów. Mam to tylko w soboty i niedziele. A reszta czasu umyka mi pomiędzy palcami.
                                      Tracę więcej niż moja żona.
                                      Teraz wyobraź sobie, że moja żona wnosi o rozwód i zabiera mi te okruchy rodziny jakie mam na ten czas. Zabiera mi wszystko. Marzenia, złudzenia, radość i oparcie jakie w niej pokładałem.
                                      Jak mam się czuć ? Jak mam ją traktować ? Co mam jej powiedzieć gdy ona uznaje wszytko za zwykłą wymówkę ?
                                      Przecież sama wiesz najlepiej co dla Ciebie jest warte uczucie faceta który Ci tego nie mówi co 5 minut.
                                      Ile dla Ciebie jest wart mąż i ojciec twojego dziecka, jego uczucie i jego ból ?
                                      NIC.

                                      A jak się ja mam czuć w sytuacji która by mnie spotkała ?
                                      Chybabym zabił babę i poszedł siedzieć. To pierwszy odruch zranionego faceta.
                                      Tak ja bym to wszystko czuł, odbierał i robił.
                                      Ale na szczęście moja żona jest bardziej wyrozumiał.
                                      Może jej miłość jest prawdziwa. Nie wymuszona. Nie kupiona. Tylko prawdziwa, szczera.
                                      Czego i tobie życzę.
                                      Szczerego i prawdziwego uczucia. Miłości, a nie nienawiści.
                                      Przepraszam. Nie pouczam. Składam tylko szczere życzenia z czystej sympatii.
                                      Pewnie jesteś ciekawa dlaczego się Ciebie uczepiłem jak rzep psiego ogona.
                                      Szczerze ?

                                      Bo coś dostrzegłem w tych twoich postach. Coś co przebija na kilometry.
                                      Żal ? Być może. Zawsze jest możliwość wyprostowania pokręconego życia.
                                      Błędy popełniamy zawsze. Ja, Ty, moja żona, Twój mąż. Nie unikniemy błędów.
                                      Ale możemy je naprawiać. Gdy tylko jest na to wola i ochota.

                                      Czytam te fora rozwodników i zastanawiam się dlaczego ?
                                      Dlaczego sami ludzie nie potrafią sobie poradzić ze swoim życiem i wolą żeby sąd za nich podejmował decyzję ?
                                      Dlaczego ludzie dają się Czasem podpuścić znajomym i ulegają ich sugestii zamiast pójść za głosem własnego serca i rozumu ?
                                      Dlaczego ludzie nie walczą z własnymi słabościami ?
                                      Dlaczego nie chcą kochać ?
                                      Dlaczego czasem egoizm wygrywa z uczuciem ?

                                      A teraz znikam na bardzo długo. Po prostu wyjeżdżamy daleko i chyba już nie wrócimy.
                                      My razem. Żona, dzieci i ja.
                                      Dlatego żegnam. życzę więcej wiosny w twoim życiu.
                                      Wiosna, to słowo nadziei, może dlatego zwróciłem uwagę na te topiki ?
                                      To nietypowy nick, nie taki jak innych. Tamci są pozbawieni szczerości i otwartości.
                                      Ty wybrałaś nick pełen nadziei na lepsze jutro.
                                      Spełnij tę swoją nadzieję smile
                                      • wiosnaw Re: Pouczać już nie będę. 10.09.14, 08:41
                                        Oj, Fujara, niby nie pouczasz, ale pytasz i odpowiadasz za mnie: „Ile dla Ciebie jest wart mąż i ojciec twojego dziecka, jego uczucie i jego ból ? NIC.”
                                        Ale za życzenia dziękuję.
                                        Udanego wyjazdu!

                                        PS. Domyślam się, że tam gdzie wyjeżdżasz, nie ma internetu wink
                                    • fujara12 Re: Czy uwielbiam ? 03.09.14, 14:54
                                      A propos "męża" - on mówi czasem, że d
                                      > alej nim jest, bo mamy ślub kościelny.


                                      Byłem na takim jednym spotkaniu i usłyszałem ciekawą tezę od człowieka który jest osobą niewierzącą. Twierdził on mianowicie że w Polsce oficjalnie jest dozwolone i prawnie dopuszczalne wielożeństwo. Wszyscy patrzyli na niego zaciekawieni i czekali na jego uzasadnienie.
                                      - Zgodnie z podpisanym przez Polskę i Watykan konkordatem dopuszcza się zawieranie małżeństw tylko w kościele. Wszystkie formalności są uznawane przez państwo i w USC wszystko ma moc prawną. Po czasie następuje rozwód pary. Odbywa się on w świeckiej instytucji zwanej sądem. Po kilku miesiącach czy latach jedna z osób po rozwodzie zawiera drugi związek małżeńki już w USC, ponieważ nie ma unieważnienia ślubu kościelnego.
                                      Ale rozpatrując konsekwencje prawne związane z konkordatem, ta osoba pozostaje w dalszym czasie w związku małżeńskim z pierwszym partnerem.
                                      Za powyżsy stan rzeczy winę ponosi pańtwo. To ono łamie prawo i zezwala na bigamię, a wiec życie w dwóch związkach małżeńskich.
                                      Taka opcja nie istnieje gdy po rozwodzie cywilnym uzyskuje się unieważnienie małżeństwa przez kurię biskupią.
                                      Zgodnie ze słowami przysięgi kościelnej: " Co Bóg złączył, niechaj człowiek nie waży się rozłaczać". Tak wiec ten kazus i kanon są łamane. I to w obliczu litery prawa.
                                      Pan który wypowiedział te słowa jest osobą naprawdę niewierzącą. Jako ateista jest całkowicie pozbawiony jakichkolwiek pobudek religijnych.
                                      Ale jako człowiek prawy, ( a za takiego go uważam ) wyraził swoje oburzenie na jawne pogwałcenie prawa nie tylko ludzkiego, ale też i Boskiego.
                                      Jako człowiek niewierzący, nie krytykuje ludzi wierzących. Uważa że wiara pozwala ludziom być silniszymi i uczciwszymi. Wiara narzuca im pewne kanony i zmusza do przestrzegania 10 przykazań. Bo te przykazania mają w sobie wiele z uczciwości i przyzwoitości. Wiara nakazuje i zakazuje pewnych kroków które są naganne.
                                      Wiec dlaczego państwo nie tylko toleruje łamanie zasad praworządności, ale wręcz zezwala i pochwala takie praktyki.
                                      Ten pan nazwał to hipokryzją, fałszem i obłudą.
                                      Ciekawe co Ty na to ?

                                      Zegnam Serdecznie i nawet ciepło smile
                                      • heniek.8 Re: Czy uwielbiam ? 03.09.14, 18:06
                                        moim zdaniem mieszasz tu dwa porządki, o czcigodny
                                        rozumiem że kościół występuje tu w roli "dealera" czyli sprzedaje produkt państwa pośrednicząc w zawarciu umowy. mamy na razie małżeństwo w świetle prawa kościelnego i cywilnego.
                                        te sprawy się nie przenikają - ich charakter jest różny - podobieństwo polega tylko na tym że kościół przesyła dokumenty które zostały wyprodukowane przy spełnieniu pewnych wymagań.

                                        ale jeżeli człowiek się rozwiedzie w USC i ponownie tam ożeni (aż mną wstrząsa na samą myśl o tym smile ) to z punktu widzenia prawa cywilnego zerwał jedną umowę i podpisał inną i nie jest bigamistą, ale to drugie małżeństwo nie przenika do prawa kanonicznego. (zresztą zapewne i pierwsze też nie - tzn. jak weźmiesz ślub w USC to urząd przesyła papiery do kościoła?)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka