wiosnaw
22.08.14, 16:56
Gdy tu pisałam przed wyjazdem na urlop, czułam, że eks jest za bardzo ugodowy i że coś kombinuje. I czułam dobrze, jak sie okazało.
Otóż co zrobił eks (po tym, jak w czerwcu kategorycznie odmówiłam wspólnego wyjazdu z
nim): on po prostu pewnego dnia w połowie mojego urlopu stanął we własnej osobie przede mną! He he, sama chciałabym mieć gdzieś uwieczniony mój wyraz twarzy w tym momencie...
Najpierw byłam wściekła. Później pomyślałam, że najlepsze, co mogę zrobić, to zaakceptować tę sytuację i spróbować urządzić wszystko najlepiej, jak się da. Zwłaszcza ze względu na dziecko - bo synek, gdy zobaczył tatę, cieszył się niesamowicie. Dodatkowo mój były aż tryskał chęcią do wszelakiej ugody, był przemiły i zgadzał się na wszystko.
Najśmieszniejsze, że ten tydzień z eksem wyszedł w sumie nie denerwująco (dla mnie), a dla synka wręcz super, bo tata postarał się o wszelkie możliwe atrakcje, wprawdzie niektóre trochę kontrowersyjne, np. przejażdżka szybką łodzią motorową - wg mnie to niezbyt dobry pomysł dla trzylatka - ale poświęcał czas dziecku i np. nie telefonował do nikogo z pracy, nie używał laptopa ani tableta itd.
A ja po prawie dwóch tygodniach od powrotu, mimo że wpadłam w rytm pracy, codzienności itd. jestem jakaś... rozwalona psychicznie. Dotyczy to tylko mnie osobiście, bo - chcę to podkreślić- relacja ojca i dziecka bardzo mnie cieszy. Myślę, że chodzi o całość: po prostu wiem, że eks próbuje powrotu, na razie bardzo subtelnie i nieoficjalnie, i czuję, że mogę nie wiedzieć, co zrobić, gdy przyjdzie co do czego.
Jednocześnie wiem, że życie to nie serial, i nie wierzę w to, że nagle wszystko zrobiłoby się cacy, i np. tata nie wróciłby do nałogu pracoholizmu albo że nie zaczęlibyśmy wywlekać sobie brudów, i w ogóle nie wiem, jak byśmy ze sobą rozmawiali. Z drugiej strony... chciało mi się ryczeć ze wzruszenia za każdym razem, kiedy na nich patrzyłam i w oczach dziecka widziałam tę fascynację tatą - ryczeć na myśl, że nie jesteśmy rodziną, oczywiście.
Straciłam punkt oparcia - czy to jakiś normalny przejściowy stan? Czy jestem egoistką, czy czegoś nie rozumiem, nie dostrzegam? (tylko o to pytam, nie pytam, co robić, bo to byłoby dziecinne)