Dodaj do ulubionych

alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej

28.11.14, 18:53
Skoro już poszperałam w necie i wynalazłam zdanie prawnika to przytoczę poniżej , tym bardziej, ze w poprzednim poście najpewniej popełniłam błąd w średniej krajowej

Jako zasadę przyjmuje się w praktyce orzeczniczej, iż rodzice partycypują w kosztach utrzymania dziecka po równo, solidarnie, chyba że któraś ze stron ma istotne przeszkody ku temu, np. jest niepełnosprawna.

czyli trzeba udowodnić, że się nie umie zarobić na dziecko

www.zbigniewtetkowski.pl/interpretacje/czytaj/tag/obowiazek-alimentacyjny-rodzicow-wobec-dziecka/

cały wywód można streścić mniej więcej tak:
zasada jest taka rodzice utrzymują dziecko po równo,
za kasę i w osobistych staraniach
Jak się mało starasz to więcej płacisz, żeby się wyrównało.
Zakres „starań” dookoła dziecka zmienia się wraz z wiekiem dziecka

Nie ulega wątpliwości, że o tym, czy osobiste starania, o których stanowi art. 135 § 2 k.r.o. wyczerpują w całości lub w części obowiązek alimentacyjny, decydować będą okoliczności konkretnego stanu faktycznego. Główne znaczenie będzie miał stopień, w jakim dziecko wychowawczo absorbuje jedno z rodziców, co pozostaje w ścisłym związku z wiekiem dziecka i stanem jego zdrowia.

Jak mówimy o 18 osobie, która mieszka sama nie ma mowy o osobistych staraniach.
Rodzice mają obowiązek zapewnić kasę na uzasadnione potrzeby :

Usprawiedliwione potrzeby to termin niedookreślony, czyli wyrażenie nieostre – niezdefiniowane ustawowo. Jest ono analizowane każdorazowo stosownie do indywidualnie zaistniałej sytuacji. Przy jej ocenie należy uwzględnić jednak realne możliwości zaspokojenia przez uprawnionego jego własnych potrzeb tak materialnych, jak i niematerialnych. Są to zatem nie tylko potrzeby do zaspokojenia minimum egzystencji, lecz także potrzeby psychiczne, duchowe, w tym potrzeba zaspokajania własnych zainteresowań i uzdolnień.

Ale jak zarabiają powyżej średniej to mimo, że dziecko ma prawo do życia na tym samym poziomie to nie dotyczy to przejawów zbytku ( wczasów na Bali )

W obecnej praktyce orzeczniczej dla rodziców zarabiających powyżej średniej krajowej, wysokość alimentów nie zależy od dochodów - przyjmuje się, że uzasadnione potrzeby dziecka nie ulegają zmianie pomimo wzrostu dochodów któregoś z rodziców.

Zgodnie z utrwaloną w orzecznictwie zasadą dziecko ma prawo do równej stopy życiowej z rodzicami, bez względu na to, czy żyje wspólnie z nimi, czy oddzielnie. Ta reguła, ugruntowana tak w doktrynie, jak i w orzecznictwie, oznacza, że dzieci uprawnione są do takiego poziomu życia, jaki mają ich rodzice, co w zależności od sytuacji materialnej rodziców – z jednej strony prowadzi do obowiązku zaspokajania nawet wygórowanych potrzeb dzieci, z drugiej zaś skutkuje brakiem powinności zaspokajania części usprawiedliwionych nawet potrzeb, jeśli standard życia rodziców i ich warunki bytowe są bardzo niskie.
Wynika stąd, że rodzice powinni zapewnić dziecku warunki materialne odpowiadające tym, w jakich sami żyją. Zgodnie z wytycznymi Sądu Najwyższego z dnia 16 grudnia 1987 roku, III CZP 91/86, nie będzie to jednak dotyczyło potrzeb będących przejawem zbytku

O alimentacji świadczy również możliwość zarobkowa rodziców.

Skoro rodzic może zarobić to musi płacić tyle ile może zarobić, a nie ze nie płaci bo chwilowo jest bez pracy lub mu się zmniejszył dochód.

Ta współzależność obu czynników może na przykład sprawić, iż dwie osoby pozostające w niedostatku i w równym stopniu nim dotknięte, mające przy tym bardzo zbliżone potrzeby, będą w różnej wysokości wspomagane alimentami, jeżeli te będą pochodziły od dwóch różnych zobowiązanych o diametralnie odmiennych zarobkach i stanie majątkowym.

Jak dziecko ma potrzeby na 2000 PLN a rodzice mogą zarobić jeden 2000 a drugi 12 000 to będą płacić rożnie.

Jak dziecko ma potrzeby na 2000 PLN a rodzice mogą zarobić jeden 4000 a drugi 14 000 to nadal będą płacić po równo po 1000.
( w poprzednim poście był błąd w średniej krajowej)

Jak jeden z rodziców jest niepełnosprawny lub ma małe zdolności zarobkowe, bo nie wychodzi z odwyku, albo nie ma zawodu i poza lataniem na szmacie nie umie nic innego, to w tym szczególnym przypadku będzie płacił mniej jak to udowodni, ze nie umie zarobić więcej.

A dziecko powinno raczej ogarniętemu rodzicowi powiedzieć dziękuje.

Dla mnie ma sens.
jest ogólna zasada, a w szczególnych przypadkach jednego z rodziców nieudacznika lub niepełnosprawnego są uregulowane odstępstwa od tej zasady.

jak 12 latek ma alimenty zasadzone 450 PLN, bo pierdoła tata nie umie się ani zająć dzieckiem ani na nie zarobić,a potrzeby dziecka w kasie to ok 1200 to po 18 dziecko dostanie na konto 450 i juz bo tata nie ma większych możliwości zarobkowych, i do końca życia musi żyć z myślą , ze jego ex otrzymywała jego dziecko, bo on nieudacznik nie umiał.

jeżeli dziecko 12 lat ma alimenty 1500 a mama daje swoje starania i się wyrównuje , to w momencie kiedy dziecko ma 18 lat to dostaje 1500 na konto, np wyprowadza się z domu i jeżeli mama mówi - nie stać mnie na 1500 dla Ciebie bo możliwości zarobkowe mam 2000.
tez by mi było wstyd.
I to oznacza, że przez ostatnie lata alimenty mama dawała w większości w osobistych staraniach a dziecko finansowo utrzymywał EX bo mama skupiła się na lataniu na szmacie i poświęcaniu dla rodziny.
Obserwuj wątek
    • froshka66 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 28.11.14, 19:20
      BTW
      dla mnie jest dość znacząca różnica pomiędzy zdaniem :
      ojciec musi płacić więcej bo zarabia więcej
      a
      matka nie może płacić tyle co ojciec bo nie umie na połowę utrzymania swojego dziecka zarobić.

      jeżeli któraś z was nie umie zarobić tyle, że by zapłacić na połowę uzasadnionych potrzeb dziecka po 18 rz, to istotnie będzie płacić mniej.
      Ale to powód do chwały jakiś specjalny nie jest. Bo to oznacza, ze np przez ostatni rok nie wkładają c specjalnych starań o 17,5 letniego konia , był on na prawie wyłącznym utrzymaniu ojca.
      • blue_ania37 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 28.11.14, 19:32
        Nienawiść do alimentów można leczyćsmile
        Nawet się udaje.
        Dla mnie EOL.
        A
    • zmeczona100 Co to jest orzecznictwo -specjalnie dla Froshki :) 28.11.14, 19:33

      Orzecznictwo w praktyce sądowej to wyroki sądów apelacyjnych (czasami), a zazwyczaj Sądu Najwyższego, które wskazują kierunek orzekania w podobnych sprawach przez wszystkie sądy powszechne w Polsce.

      A nie to, co piszą sobie (lub ich aplikanci czy studenci prawa) na swoich stronach adwokaci.
    • zmeczona100 Orzecznictwo- link, specjalnie dla Froshki 28.11.14, 19:46
      Sądy Apelacyjne (okręgowe i rejonowe też- ale one nie stanowią odniesienia w orzecznictwie dla innych sądów):

      orzeczenia.ms.gov.pl/search/simple
      A tu Sąd Najwyższy:

      www.sn.pl/orzecznictwo/SitePages/Baza%20orzecze%C5%84.aspx
      Pa!
    • tricolour Wychodzi fajny wątek... 28.11.14, 22:03
      ... dwie jękoły są przeciw.

      Jedna miała dziewięć apelacji o alimenty, wygrała i chwali się ich wysokością. Druga do alimentów wlicza comiesięcznie stówę na modernizację komputera oraz drugą na kosmetyczkę choć tą kosmetyczkę to by syn chętnie dmuchnął ze stówę na komputer . Astronomicznych ilości masła, bułek oraz remontów pokoju syna nie wymieniam, bo jest nawet link. Też wygrała i się cieszy.

      Obie jękoły skorzystały z systemu, który się nazywa "uzasadnione potrzeby dziecka oraz możliwości alimentującego". Ale czas płynie więc nadchodzi, prędzej czy później, chwila gdy dzieci przyjdą do matek po kasę. Po kasę z portfela napełnianego pracą matki. Matki też będą rodzicami alimentującymi. I co?

      I xuj. Spieprzaj dziadu, jak mawiał klasyk spod brzozy. Teraz system już nie nazywa się tak jak wcześniej choć nic się w systemie nie zmieniło. Won, dzieciaczku. Mamusia nagle zaniemogła.
      • blue_ania37 Re: Wychodzi fajny wątek... 28.11.14, 22:13
        Badz precyzyjny nie wygrała a udowodniła, że dziecko nie kosztuje 500 zł.
        NIe uzasadniałam swojego wniosku na mozliwościach taty,
        Nie pisz o mnie bo guzik wieszsmile
      • zmeczona100 Re: Wychodzi fajny wątek... 28.11.14, 22:23
        Po kasę z portfela napełn
        > ianego pracą matki. Matki też będą rodzicami alimentującymi. I co?

        No i wyobraź sobie, że to nadal będzie z portfela ojca smile A nie z mojego smile
        Mało tego- jeszcze mi zostanie. I wcale nie tylko na waciki smile
        • karolana Re: Wychodzi fajny wątek... 30.11.14, 08:18
          Chwalisz się? Czym? Żenujący brak honoru. Żebractwo ubrane w koronki. Dla człowieka dorosłego, mającego dwie zdrowe ręce i odrobinę oleju w głowie takie postępowanie jest po prostu uwłaczające godności.
          Nie zazdroszczę. Brzydzi mnie to.
          Ale co kto lubi wink
          • triss_merigold6 Re: Wychodzi fajny wątek... 30.11.14, 09:30
            No to dlaczego utrzymujesz swojego partnera i jego dzieci do tego stopnia, że nawet na małżeństwo was nie stać?
            • celina1984 Re: Wychodzi fajny wątek... 30.11.14, 10:36
              A co ma piernik do wiatraka? Widze ze tu na forum panuje klub bab ktore zyja dniem wypłaty przelewu alimentacyjnego.
            • karolana Re: Wychodzi fajny wątek... 30.11.14, 12:44
              Triss a skąd Ty masz informacje że nas NIE STAĆ na małżeństwo? big_grin Stać nas. Ostatecznie kosztuje to całe 80 zł wink
              • triss_merigold6 Re: Wychodzi fajny wątek... 30.11.14, 14:32
                Czytuję forum Macochy pasjami.
                • karolana Re: Wychodzi fajny wątek... 30.11.14, 17:35
                  To przeczytaj Triss jeszcze raz smile bo nigdzie nie napisałam że nas nie stać na małżeństwo z tego powodu, że dokładam się do DZIECI mojega faceta. Poczytaj, bo gdzieś, całkiem niedawno, pisałam dlaczego nie bierzemy ślubu i dlaczego dokładam do dzieci. A jak przeczytasz, to wtedy komentuj moje życie wink
                  • zmeczona100 Re: Wychodzi fajny wątek... 01.12.14, 12:34
                    Nie czytuję forum macochowego, ale z tego, co kojarzę, to nie jesteście małżeństwem z tego powodu, że chłop nie nadaje się do niego, a trzymasz się jego gaci tylko dlatego, że nie potrafisz być sama, a masz to, czego pragniesz nad życie- tj. dzieci, dom, ogród i psa. Gdyby nie ten gość, to Twoje adoptowane dziecko nie miałoby rodzeństwa, bo Ty nie możesz mieć dzieci, no i nie miałabyś dzieci tego pana i jego ex. I dlatego rozbijasz rodzinę (dzieci pana i ich matka),bo masz patologiczną chęć posiadania dzieci. Karolana, jesteś i będziesz TYLKO macochą- matki nie zastąpisz, póki ona żywa.
                    • karolana Re: Wychodzi fajny wątek... 01.12.14, 13:12
                      zmeczona100 napisała:

                      > Nie czytuję forum macochowego, ale z tego, co kojarzę, to nie jesteście małżeńs
                      > twem z tego powodu, że chłop nie nadaje się do niego, a trzymasz się jego gaci
                      > tylko dlatego, że nie potrafisz być sama, a masz to, czego pragniesz nad życie-
                      > tj. dzieci, dom, ogród i psa. Gdyby nie ten gość, to Twoje adoptowane dziecko
                      > nie miałoby rodzeństwa, bo Ty nie możesz mieć dzieci, no i nie miałabyś dzieci
                      > tego pana i jego ex. I dlatego rozbijasz rodzinę (dzieci pana i ich matka),bo m
                      > asz patologiczną chęć posiadania dzieci. Karolana, jesteś i będziesz TYLKO maco
                      > chą- matki nie zastąpisz, póki ona żywa.

                      Dziękuję uprzejmie za diagnozę smile Lepiej się poczułaś dopierdoliwszy anonimowemu bytowi na forum? Myślisz, że jak coś takiego napiszesz to mnie zaboli, a stanie się prawdą objawioną? Oj biedna babo big_grin
                      Pominę wartość merytoryczną wypocin o rozbijaniu rodziny pt. dzieci i matka (jak w ogóle można rozbić taki układ jeśli normalnie funkcjonuje??), odniosę się do ostatniego zdania - ja JESTEM matką i nie muszę uskuteczniać swojej chęci na dzieciach chłopa.
                      No, chyba, że wg Ciebie matką jest tylko ta, która własnomacicznie urodziła dziecko?
                      Ale jeśli, to Twoje zdanie i Twój problem. A w kwestii nie-moich dzieci... bardzo życzyłabym sobie gdyby pani rodzicielka zaczęła być kimś więcej niż inkubatorem smile Na razie do matki jej baaaardzo daleko smile
                      • zmeczona100 Re: Wychodzi fajny wątek... 01.12.14, 13:20
                        No ja przepraszam- to Triss miała poczytać i dopiero po tym komentować twoje życie. Ja tam nie wiem, czy Triss przeczyta, czy nie, ale skoro Ty komentujesz moje życie, to ja robię to samo- doczytawszy to, co poleciłaś Triss smile

                        >Pominę wartość merytoryczną wypocin
                        > o rozbijaniu rodziny pt. dzieci i matka
                        > (jak w ogóle można rozbić taki układ jeśli normalnie funkcjonuje??)

                        > A w kwestii nie-moich dzieci...
                        > bardzo życzyłabym sobie gdyby pani
                        >rodzicielka zaczęła być kimś więcej niż inkubatorem

                        To się wyklucza smile
                        • karolana Re: Wychodzi fajny wątek... 01.12.14, 13:39
                          ale skoro Ty komentujesz moje życie, to ja robię to samo- doczytawszy to, co poleciłaś Triss smile

                          Twoje ŻYCIE? Czy Twoje podejście do ciągnięcia kasy od byłego męża?
                          Czy ja komentuję dlaczego jesteś w takim a nie innym związku? Dlaczego masz takie a nie inne ustalenia z dzieckiem? Czy komentuję co robisz ze swoim życiem i dopieprzam Ci w kontekście Twoich uczuć? Nie. A Ty usiłujesz to wobec mnie robić.
                          Tematem są uregulowania prawne oraz praktyka w kontekście alimentacji na dorosłe dzieci.
                          Triss z dupy całkiem przywaliła z moją sytuacją rodzinną? Po co? Nie wiem, doprawdy. Zabrakło argumentu ad rem? Nie wiem.
                          Ty pociągnęłaś dodatkowo nakładając mi jakąś gębę wrednego babsztyla, który kompensuje sobie pewne sprawy rozbijając rodzinę, tj. mamusię i dzieciaczki (och!!! jak czułe serce krwawi! co za niegodna istota chce oderwać dzieci od matczynego łona, by wypełnić swe puste, niespełnione życie! big_grin )
                          Możesz mi wyjaśnić jaki był Twój cel, poza nastąpieniem mi na odcisk? Nie udało się, bo potwierdziło to jedynie jakim rodzajem człowieka jesteś. Co wniosło do dyskusji?
                    • ingryd Kwintesencja podlosci 01.12.14, 23:02
                      BRAWO zmeczona, tym postem wygralas zlota palme festiwalu podlosci, chamstwa i nikczemnosci. Moje najgoretsze gratulacje, sadze zreszta ze ladnie bedzie to trofeum wygladalo posrod innych bo nie watpie, ze masz ich piekna kolekcje w personalnej gablotce.
                      Ufffff.......
                      • karolana Re: Kwintesencja podlosci 02.12.14, 08:29
                        Ingryd, nie tym, kolejnym smile A może jednym i drugim...
                        Jaki trzeba mieć poziom żeby wymyślać scenariusze zdarzeń i na podstawie swoich konfabulacji dokopywać mentalnie. Mnie tylko zastanawia po co?
                        Gdyby Zmęczona napisała od początku jak człowiek to, że razem z mężem harowała, a potem została bez niczego, dlatego wywalczyła alimenty, nikt by się nie doczepił, bo to jej prawo było. Ale zamiast sensownego wyjaśnienia pojawiły się teksty typu "ex mi płaci, mam na wakacje, a tobie gul skacze". Jeśli ktoś w ten sposób prowokuje, dlaczego dziwi się komentarzom? A już chamskie walenie na oślep we mnie na podstawie swoich domysłów co do mojej sytuacji oraz ignorowanie wyjaśnień z mojej strony po to tylko, by uparcie trzymać się swojej wydumanej wersji ...
                        Ja potrafię przyznać się do błędu w ocenie postępowania Zmęczonej i powiedzieć - faktycznie, jest inaczej niż mi się wydawało, przepraszam za niesłuszną ocenę Twojego postępowania.
                        Pytanie czy ona potrafi przyznać, że mnie źle oceniła i obraziła wymyślając historie o mnie i mojej rodzinie?
                        • triss_merigold6 Re: Kwintesencja podlosci 02.12.14, 08:54
                          No nie wiem czy tak do końca powymyślała...
                          Jak to szło? Kontaktów z rodziną obecnego partnera praktycznie nie utrzymujesz, bo dla nich eksiara jest matką ich wnuków; Twoja rodzina też Ci wsparcia w budowaniu patchworku nie fundowała.

                          Przypomnij, w jakim wieku były dzieci Twojego partnera kiedy Cię z nimi poznał? Roczek i 6 latek, zdaje się. Tak szybciutko po zrobieniu drugiego się pan zawinął, prawda? Trudno żeby rodzina była zachwycona.
                          Jaka ta matka by nie była, to jej facet - zakładam dobrowolnie - dwójkę strzelił. Jak to szło ze starszym? Z panią sypiał, zaszła w ciążę, a Tobie równolegle proponował związek.
                          Nawet nie możesz jej zarzucić, że 2x złośliwie wpadła, bo różnica wieku między dziećmi rozsądna.

                          Chroń mnie Panie od nadgorliwych bab, które desperacko wczepiają się w cudze dzieci.
                          • karolana Re: Kwintesencja podlosci 02.12.14, 09:16
                            No nie wiem czy tak do końca powymyślała...
                            Jak to szło? Kontaktów z rodziną obecnego partnera praktycznie nie utrzymujesz, bo dla nich eksiara jest matką ich wnuków; Twoja rodzina też Ci wsparcia w budowaniu patchworku nie fundowała.


                            Triss, po pierwsze, reakcja negatywna rodziny chłopa była na samym początku i trwała może pół roku. Była efektem kłamstw ex na mój temat. Kontakty z nimi aktualnie mam lepsze niż z własną rodziną, od ponad roku domagają się ślubu, łącznie z tym, że matka chłopa już zaplanowała, że przyjęcie odbędzie się u nich w domu. Na temat ex jeśli się wyrażają w ogóle to mało pochlebnie, a kiedy niedawno była poszukiwana u nich w związku z jakimiś długami, powiedzieli, że "ta pani" nie jest żadną rodziną. Jest to wynik tylko i wyłącznie działań tej kobiety, jej kłamstw i manipulacji. Ja nie mam z tym nic wspólnego, ponieważ przez ponad 2 lata odmawiałam w ogóle przychodzenia do rodziców mojego partnera. Sytuacja zmieniła się w momencie, kiedy pojawiło się moje dziecko, które dla nich stało się równie ważne, jak ich biologiczne wnuki. I dla mojego dziecka zaczęłam utrzymywać regularne kontakty z rodziną faceta.
                            Po drugie moja rodzina (a konkretnie rodzice, ponieważ cała reszta do chłopa nic nie ma) zawsze miała jakieś problemy z moimi wyborami, nie tylko uczuciowymi, ale ogólnie. Nigdy nie miałam super relacji z rodzicami i to osobna historia. Natomiast moi rodzice bardzo lubią dzieciaki chłopa, które mówią do nich "babciu" i "dziaku".

                            Przypomnij, w jakim wieku były dzieci Twojego partnera kiedy Cię z nimi poznał? Roczek i 6 latek, zdaje się. Tak szybciutko po zrobieniu drugiego się pan zawinął, prawda? Trudno żeby rodzina była zachwycona.

                            Dzieci chłopa znam (jeśli można tak powiedzieć, bo je widywałam) praktycznie od początku, ponieważ chłopa znam od daaaaaaaaaaawna, zanim jeszcze związał się był ze swoją ex. Wychowywaliśmy się praktycznie na jednym podwórku. Plus inne sprawy się działy. Zaistniałam w życiu tych dzieci jak starsze miało 6 a młodsze ok. 1,5, ale nie w związku ze związkiem z ich tatą.
                            jak napisałam wyżej, rodzina chłopa miała na mój temat informacje, które nic nie miały wspólnego z prawdą i dlatego ich początkowe nastawienie było jakie było. Dość szybko zostało to zweryfikowane i to nie ja zabiegałam o kontakty z nimi, ale oni o kontakty ze mną - zaproszenia na uroczystości rodzinne, święta, itp. A kiedy pojawiło się moje dziecko, mimo, że nie jest formalnie dzieckiem chłopa, zostało zaakceptowane przez jego rodziców szybciej, niż przez moich.

                            Jaka ta matka by nie była, to jej facet - zakładam dobrowolnie - dwójkę strzelił.

                            Zgadza się i dlatego zajmuje się dziećmi od samego początku, z kilkumiesięczną przerwą spowodowaną działaniami mamusi tych dzieci.

                            Jak to szło ze starszym? Z panią sypiał, zaszła w ciążę, a Tobie równolegle proponował związek.
                            Nawet nie możesz jej zarzucić, że 2x złośliwie wpadła, bo różnica wieku między dziećmi rozsądna.


                            A skąd te informacje? Bo nic takiego nie miało miejsca. Związek mnie proponował kiedy drugie dziecko miało 2 lata, a on wyprowadził się był od żony i mieszkał sam.

                            Tak więc, Triss, to jak z tym dowcipem:
                            - Czy to prawda, że pan Kowalski spadł z drabiny, kiedy remontował swoją kuchnię i złamał nogę?
                            - Tak, to wszystko prawda. Ale nie Kowalski, tylko Nowak, nie z drabiny, ale z krzesła, nie remontował swojej kuchni, ale łazienkę teściowej i nie złamał nogi tylko rękę.

                            Z fragmentów wypowiedzi pisanych w różnych okresach i w różnym stanie emocjonalnym tworzy się historia, która z rzeczywistą sytuacją ma naprawdę niewiele wspólnego.
                          • karolana Re: Kwintesencja podlosci 02.12.14, 09:31
                            Aha, co do "wpadki" - nie wiem, bo materacem nie byłam, ale pierwsze dziecko pojawiło się przed ślubem, a drugie w momencie, kiedy toczyły się rozmowy na temat rozwodu.
                            Informacja pierwsza jest faktem (najpierw urodziło się dziecko, a kilka miesięcy później był ślub), a informacja druga pochodzi od rodziców chłopa, jego przyjaciół oraz od samej ex, która kiedyś mi się na ten temat wygadała mailowo.
                            Dla mnie osobiście to nie są żadne argumenty, bo faceta nikt do kaloryfera nie przypiął, nie zgwałcił i nie przykładał lufy do głowy żeby doszło do ślubu. To były jego decyzje, za które sam odpowiada i których konsekwencje ponosi.
                            Jego relacje z byłą żoną pozostają między nimi dwojgiem i nikt poza nimi nie wie i nigdy się nie dowie jaka jest prawda, każde z nich ma swoją wersję.
                            Natomiast mnie interesują jego relacje z dziećmi, jego sposób zajmowania się dziećmi. I, niestety dla ex, nie można mu niczego zarzucić. Natomiast jej, owszem, wiele.
                            I po raz kolejny - nie ja "wczepiłam się" w ich dzieci, ale ich dzieci we mnie, zapewne kompensując sobie moją osobą deficyty w relacji z matką. To powinno pewnym osobom dać do myślenia. O ile te osoby myśleć chcą i potrafią.
                          • karolana Re: Kwintesencja podlosci 02.12.14, 09:53
                            I ostatnia myśl Triss (że też nie ma opcji edytowania postów) - odnośnie "wczepiania się" w dzieci. Skoro czytasz pasjami forum macoch, zobaczy proszę z jakiego powodu tam weszłam smile
                            Podpowiem - miałam problem z akceptacją starszego dziecka.
                            Młodsze było małe (miało jakieś 2,5 roku kiedy zaczęłam się z nim w miarę regularnie spotykać), takie dziecko akceptuje się instynktownie. Ale z zaakceptowaniem starszego dziecka miałam duży problem. Początkowo w ogóle nie chciałam z dziećmi utrzymywać kontaktu, stałam na stanowisku, że to jego dzieci i niech on się nimi zajmuje. Przez prawie rok nie uczestniczyłam w ich spotkaniach. Chłop zabierał dzieci na weekendy i popołudnia do swojego mieszkania. Wiele wysiłku kosztowało mnie zaakceptowanie dzieci i przyzwyczajenie się do ich obecności w moim domu, ale uznałam, że skoro mamy być razem, muszę się przełamać. Resztę zrobiły dzieci.
                            Poza tym w 2006 roku, czyli zanim jeszcze w ogóle myśl we mnie powstała o związku z moim aktualnym, rozpoczęłam procedurę adopcyjną jako osoba samotna, co przyniosło skutej w postaci mojego dziecka, które jest ze mną już trzeci rok (z 5, jakie mijają od kiedy mam regularny kontakt z dziećmi chłopa).
                            Więc bardzo proszę o zaniechanie fantazji na temat mojego stanu emocjonalnego. Z góry dziękuję.
          • zmeczona100 Re: Wychodzi fajny wątek... 01.12.14, 12:29
            karolana napisała:

            > Chwalisz się? Czym? Żenujący brak honoru. Żebractwo ubrane w koronki. Dla człow
            > ieka dorosłego, mającego dwie zdrowe ręce i odrobinę oleju w głowie takie postę
            > powanie jest po prostu uwłaczające godności.
            > Nie zazdroszczę. Brzydzi mnie to.
            > Ale co kto lubi wink

            Jestem dorosła, mam dwie ręce, nogi i głowę na karku i w niej olej, pracuję od pierwszego dnia po ukończeniu studiów, bez dnia na wychowawczym smile Moje roczne dochody mieszczą się jeszcze w I progu smile Mam wyłączną winę exa pana, a w związku z tym, że ex pan zarobkami znaaaaacznie przekracza I próg, to płaci na prawie dorosłego syna spooore alimenty, no i na mnie smile Może wg Twoich kryteriów nie mam honoru, ale za to mam możliwość odłożenia na przyszłość i życia na niezłym poziomie- nawet lepiej niż w małżeństwie smile Może Tobie by to uwłaczało, ale mi pozwala np. na całkiem sympatyczne wyjazdy do fajnych krajów na wypoczynek smile

            I co- skacze Ci gul?

            Z jaką łatwością zaglądasz i sięgasz do cudzych portfeli, obracasz cudzymi pieniędzmi, jakby Twoje były. Odteguj się od cudzych- będzie Ci łatwiej znosić inną sytuację finansową. A jesli uważasz, że pieniądze nie są potrzebne- to podeślę Ci mój nr rachunku, abyś mi je przelała- ja na pewno je wykorzystam smile
            • karolana Re: Wychodzi fajny wątek... 01.12.14, 13:04
              > I co- skacze Ci gul?

              Nie. Małgorzata Musierowicz pisała fajne książki. Może znasz Idę Sierpniową? Tam było bardzo sympatycznie podsumowane podejście do spraw materialnych smile
            • froshka66 Re: Wychodzi fajny wątek... 02.12.14, 10:20
              Jestem dorosła, mam dwie ręce, nogi i głowę na karku i w niej olej, pracuję od pierwszego dnia po ukończeniu studiów, bez dnia na wychowawczym
              moje roczne dochody mieszczą się jeszcze w I progu


              czyli ok 5000 netto/ miesiąc ( skoro "jeszcze sie mieszczą" )
              i dostajesz wysokie alimenty na syna oraz na siebie...

              przejdź do działu zakupów jakiejś dużej firmy. zaoszczedza miliony a ty zarobisz 3 x tyle.
              Taki geniusz nie może sie marnować

        • celina1984 Re: Wychodzi fajny wątek... 30.11.14, 10:34
          To co zmeczona napisała ostatecznie upewnia mnie ze na swiecie jest mnóstwo ex żyjących z alimentow swoich byłych. Ograniczona zmeczona jedynie potwerdza moja tezę licznych Nadużyć związanych z kwestia alimentow. Mam cicha nadzieje, ze jakis sędzia sadu rodzinnego przeczyta wpis zmeczonej i chociaz chwile pomyśli zanim przyzna absurdalna kwote alimentow takiej lafiryndzie jak ona. Wstyd.
          • zmeczona100 Re: Wychodzi fajny wątek... 01.12.14, 12:55
            Donieś do prokuratora smile
            Na sędziego big_grin
        • tricolour Wiem, że będzie z portfela exa... 30.11.14, 11:40
          ... przecież od pierwszego Twego postu, przed laty, piszę że kręcisz, kłamiesz i chcesz okraść exa. Wysokie alimenty obliczyłaś nie na zaspokojenie potrzeb syna tylko by się zemścić na mężu za to, że Cię zostawił. Od wręcz pierwszej chwili pisałem o Twoim złodziejstwie i zemście. Ty zaprzeczałaś... by niedawno napisać (cytuję z pamięci): nienawidziłam męża za to, co zrobił mnie, a teraz nienawidzę za to, co robi synowi (ślepnąc na własny w tym udział). Teraz też, po latach, przyznajesz się do złodziejstwa, które było widoczne od pierwszego wyliczenia alimentów. Zresztą nawet ta nieważność sakramentu obliczona była na zemstę, a nie na stwierdzenie stanu faktycznego, z którego może coś wynikać.

          Swoim nikczemnym zachowaniem odbierasz sobie prawo do jakiejkolwiek oceny cudzego zachowania ponieważ system wartości, którym posługujesz się w realnym życiu, to system - może i wykształconego, oczytanego, poważanego przez brak głębszej wiedzy - kłamcy, złodzieja, manipulanta, osoby żyjącej całe życie ze sponsoringu.
          • zmeczona100 Re: Wiem, że będzie z portfela exa... 01.12.14, 12:39
            Ależ Tri smile
            To doprawdy zastanawiające, że mając taką obsesję na punkcie mojego exa i jego alimentów na syna, pomijasz wymiar finansowy exa w postaci alimentów na mnie smile

            Rozumiem Karolanę czy Celineczkę, ale Ty, stary bywalec tego forum, pomijasz wyłączną winę exa w rozpadzie małżeństwa? To intrygujące- w sytuacji, gdy sam masz orzeczoną wyłączną winę za rozpad I małżeństwa; podobnie jak Aktualni Celineczki i Karolany smile

            Ta nieważność, o której wspominasz, to Twoja zemsta na twojej pierwszej katolickiej żonie, czy to jej zemsta na Tobie?
            • tricolour Orzeczenie winy nie ma nic do rzeczy... 01.12.14, 16:44
              ... orzeczenie winy zamyka sprawę małżeństwa. Koniec. Sąd orzekł winę, ludzie wyszli z sali i wspólna droga stała się dwiema różnymi drogami. Jeden winny, drugi niewinny. Jeden w prawo, drugi w lewo. Orzeczenie winy ma dla mnie rangę upadku podczas jazdy na nartach i jest pierwszym momentem w stawaniu na równe nogi.

              Ja piszę o tym, co później. Żeś niewinna żona, ale złodziejka i kłamca. Okradasz męża za pomocą kłamliwie "obliczonych" alimentów. Rozumiem, że robisz to - jak każdy złodziej - z chęci materialnego zysku. To jest oczywiste i nie musisz o tym pisać.

              Oczywiste jest też to, że nie wyjdziesz za mąż za obecnego partnera, bo stracisz alimenty na siebie. Jak byś nazwała takie postępowanie? Bo dla mnie to jest zwyczajna prostytucja. I o tym piszę od dawna.

              Więc reasumując: orzeczenie winy zakończyło moje tandetne zachowanie. Twoja historia porozwodowa, to prostytucja, złodziejstwo i kłamstwo. Moje szmaciarskie zachowanie się zakończyło, Ty szmaciarskie zachowanie umocowałaś w podwalinach nowego życia, jest ono jego integralną częścią, gruntem i wektorem przyszłości. Tak to zbudowałaś, że nie możesz już bez tandety żyć.

              PS. Nieważność sakramentalna ma dla mnie wymiar posiadania Prawa Jazdy, a te się posiada żeby jeździć. Można jeździć bez, ale konsekwencje "bez" mogą być uciążliwe. W moim rozumieniu "taniej" pod każdym względem wychodzi mi posiadanie Prawa Jazdy niż nieposiadanie.
              • froshka66 Re: Orzeczenie winy nie ma nic do rzeczy... 01.12.14, 16:52
                PS. Nieważność sakramentalna ma dla mnie wymiar posiadania Prawa Jazdy, a te się posiada żeby jeździć. Można jeździć bez, ale konsekwencje "bez" mogą być uciążliwe. W moim rozumieniu "taniej" pod każdym względem wychodzi mi posiadanie Prawa Jazdy niż nieposiadanie.

                i tu szczerze sie zdumiałam.

                do czego komuś może być potrzebne orzeczenie o nieważności małżeństwa i jakie przykre konsekwencje z tego tytułu mogą kogoś dotknąć w XXI wieku?

                uczciwie i grzecznie pisze, ze po prostu tego nie wiem.
                • tricolour Potrzebne jest do ślubu kościelnego... 01.12.14, 16:58
                  ... poza tym w XXI wieku nadal (przynajmniej w mojej okolicy) wyznaje się określony system wartości więc stwierdzenie nieważności było działaniem przemyślanym i celowym.
                  • froshka66 Re: Potrzebne jest do ślubu kościelnego... 01.12.14, 17:49
                    system wartości - to rozumiem, tylko porównanie do prawa jady - "jak nie masz to spotka cie kara"
                    - to jakoś do mnie nie trafiło.
              • zmeczona100 Re: Orzeczenie winy nie ma nic do rzeczy... 01.12.14, 22:52
                tricolour napisał:

                > ... orzeczenie winy zamyka sprawę małżeństwa. Koniec.

                Ależ odkrycie.

                Okradas
                > z męża za pomocą kłamliwie "obliczonych" alimentów.

                No cóż. Opiszę Ci, jak wygląda rozprawa w sądzie, bo zdaje się, że nigdy w takowej nie uczestniczyłeś smile
                Otóż każda strona przedstawia swoje stanowisko, a nastepnie musi to stanowisko udowodnić i uzasadnić smile Na sali sądowej jest m.in. sędzia, są ławnicy, no i oczywiście strona przeciwna najczęściej z profesjonalnym pełnomocnikiem smile

                No tyle osób oszukać, to dopiero wyczyn smile

                A Ty nawet nie wiesz, w jakiej wysokości alimenty dostaję, jakie koszty przedstawiłam, co na to pan tatus i sąd, za to wiesz, że jestem złodziejka i kłamca smile
                A niech Ci będzie- mnie od tego nie ubędzie smile


                ak byś nazwała takie postępowanie? Bo dla mnie to jest z
                > wyczajna prostytucja.

                Prostytucja to by była, gdyby mi Aktualny płacił, a nie ex smile

                > PS. Nieważność sakramentalna ma dla mnie wymiar posiadania Prawa Jazdy, a te si
                > ę posiada żeby jeździć. Można jeździć bez, ale konsekwencje "bez" mogą być ucią
                > żliwe.

                A dla mnie ma wymiar jedynie pewnego stwierdzenia określonego stanu.
                Nie zamierzam zmieniać tego, jak żyję teraz, z kim żyję, nie pójdę w Twoje ślady i nie będę robić kastingu na współmałżonka, bo to dopiero jest obciach. Dla mnie małżeństwo samo w sobie wartością nie jest- jest nią wtedy, gdy to małżeństwo zawierasz z konkretną osobą. A ta moja konkretna osoba stwierdzenia nie uzyska, bo podstaw nie ma nijakich. Pomijając zupełnie fakt oczywisty, że nie mam pędu do posiadania męża ani ślubnego, ani urzędowego smile A ślub urzędowy dla mnie ma takie samo znaczenie, jak żaden.
                • tricolour Kasting? 03.12.14, 18:04
                  No, trochę to był kasting. Co prawda nie w hotelu z udziałem stu nówek nie śmiganych, po których Niemiec płakał jak oddawał, ale fakt jest faktem: ustaliłem kryteria i szukałem żony. I odwrotnie.

                  Więc był kasting. A Ty co? Rzuciłaś się na pierwszego z ulicy? Nie było ważne czy wali od niego czy pachnie, czy to prymityw czy ogarnięty, czy damski bokser, czy biedak, co trafił na sukę od której odszedł z podkulonym ogonem? Nie miałaś żadnych kryteriów i brałaś pierwszego?

                  Coś Ci powiem, bo szydzę z tego Waszego partnerstwa: mnie by było wstyd, szlag by mnie trafiał gdybym dla własnego egoizmu wpędzał swoją kobietę w dyskomfort wynikający z braku możliwości związku sakramentalnego. To, że Ty kochasz swego faceta, to normalne, ale to, że on ma w dupie Twoje rozterki, to z niego jest xuj nie partner.

                  Dosłownie.
                  • karolana Re: Kasting? 03.12.14, 18:42
                    Tri ale rozumiesz, że nie dla każdego związek sakramentalny jest istotny? Można być ateistą lub protestantem (małżeństwo nie jest sakramentem). Poza tym to Zmeczona nie chce ślubu. Ma prawo. Powody nie są istotne, naprawdę.
                    • tricolour Nie mówimy o protestantach czy ateistach... 04.12.14, 00:21
                      ... tylko o katoliczce - jak Zmęczona sama o sobie mówi - która miała ślub kościelny, a potem stwierdzenie jego nieważności. Nie chodzi przy tym o pieniądze na te imprezy tylko o zaangażowanie w ich przeprowadzenie. I jeśli kogoś mentalnie stać, by całymi latami zaangażować się w proces o nieważność wcześniejszego ślubu, to znaczy, że sakrament jest dla niego ważny. Nie przez te dwa czy trzy tysiące na proces, bo to wydatek rangi kiepskiego laptopa, tylko o wykorzystanie własnych zasobów przez pięć lat.

                      A Zmęczona nie chce ślubu nie dlatego, że literalnie nie chce tylko dlatego, że nie może, bo żyje w związku z rozwodnikiem. Nie ma odwagi cywilnej, by się przyznać przed samą sobą, że pięć lat procesu psu na budę poszło przez związek, który nigdy nie będzie mógł być sakramentalny, choć ona sama jest gotowa na taki związek.

                      Innymi słowy: Zmęczona dokonała w życiu dwóch ważnych wyborów: wybrała katolicyzm jako swój system wartości oraz wybrała sobie faceta, który przeczy wyborowi katolicyzmu. Znalazła oczywiście "rozwiązanie" tej sprzeczności przez niechęć do szóstego przykazania. Do reszty ma już wielką chęć i nawet oczekuje, że inni również tak pałają.
                      • blue_ania37 Re: Nie mówimy o protestantach czy ateistach... 04.12.14, 00:42
                        Wzruszyłam się ja szczególnie Twoim podsumowaniem katolicyzmu przez Zmeczoną:0
                        Masz jakaś ambę na punkcie zwiazków nie katolickichsmile ciagle je umiejszasz i sprowadzasz do karty rowerowejsmile
                        Umiejszasz każdą kobietę ktora próbuje cos zrobić w swoim zyciu, chwaląc się swoim katolickim związkiem.
                        Jesteś ograniczony tak normalnie po ludzkusmile
                        • lampka_witoszowska Re: Nie mówimy o protestantach czy ateistach... 04.12.14, 07:04
                          Ania, bo ani Ty, ani ja nei rozumiemy, że proces unieważnienia przeprowadza się dla własnego spokoju ducha i dla zakończenia czegoś, co zakończyć wypada, a nie po to, by lecieć do następnego ślubu.
                          Co ciekawe, Ty o ile pamiętam, nie do końca jesteś zwolenniczką procesów katolickich o stwierdzenie nieważności ślubu - a rozumiesz więcej z tej religii niż najgłośniejsi jej wyznawcy - vide: przykład powyżej.
                          Ja wiem, że tak się zwykle dzieje - kto rozumie, nie musi nieustannie krzyczeć - ale wciąż mnie to zadziwia.
                          Pozdr smile
                          • lampka_witoszowska Re: a zamiast "że" powinno być "przecież". No. nt 04.12.14, 07:05

                          • tricolour Może rzeczywiście Ty unieważniałaś... 04.12.14, 21:21
                            ... swoje pierwsze małżeństwo (by oczywiście nie lecieć po drugie) i stąd nie potrafisz zrozumieć różnicy między unieważnianiem, a stwierdzeniem nieważności? Żarty na bok - warto wykonać wysiłek umysłowy i nie zmieniać znaczenia pojęć.

                            Owszem, stwierdzenie nieważności, to także spokój ducha. Tyle, że ten spokój jest guzik warty gdy zaraz jest zmącony (aż korci napisać "zmęczony") przez związek z rozwodnikiem, co przekreśla szanse na jakikolwiek życiowy sakrament i jest źródłem nieustannych protez, by jakoś ogarnąć wewnętrzne rozdarcie. Mamy tu takie kuriozalne przykłady.
                            • lampka_witoszowska Re: Może rzeczywiście Ty unieważniałaś... 07.12.14, 19:33
                              no - i tyle Twojego podejścia, Tri.

                              Twoja logika, Twoje pojmowanie sensu unieważniania - dotyczą Twojego życia, tylko Twojego. I tak, piszę w skrócie "unieważnienie" i każdy poza Tobą wie, o czym mowa. A skoro wiemy, o czym mowa, to miłosiernie daję Ci szansę kolejnego pastwienia się nad słownictwem, bo widzę, że rzeczowa dyskusja jest ponad Twoje siły - choć warto wykonać wysiłek umysłowy i zrozumieć sens bez bawienia się w niespełnionego nauczyciela języka polskiego, który woli dogryzać gimnazjalistom niż z nimi dyskutować.
                              Nic Ci do decyzji Zmęczonej. Nie chadzasz w jej butach, nie umrzesz za nią, nie wtrącasz się.
                              • tricolour Skoro KAŻDY WIE o czym mowa... 08.12.14, 00:05
                                ... to dlaczego jęczałaś gdy raz - pewnie przez przypadek - napisałem Twój nick, czy też sam zwrot, z małej litery? Przecież każdy wiedział, że jeśli piszę latami z wielkiej, to od jednego razu z małej korona z głowy nie spada, prawda? Po co był ten skowyt i jakieś durnowate teksty i to wtedy, gdy sama byłaś łaskawa - oraz kolejnym miłosierdziem skurwysyna - pisać do mnie celowo z małej całymi tygodniami? Mniejsza zresztą z tym...

                                No ale co z drugim akapitem? Jakoś zabrało odwagi się nim zająć? No wytłumacz, Krynico Mądrości, jak wygląda spokój duchowy osiągnięty na skutek unieważnienia małżeństwa gdy się katolik zwiąże z rozwodnikiem i unieważnienie może sobie w dupę wsadzić?

                                Jaki jest tego sens?
                                • karolana Re: Skoro KAŻDY WIE o czym mowa... 08.12.14, 08:18
                                  Tricolour, wybacz laikowi (wychowanej przez ateistow protestantce), ale nie masz poczucia, ze stwierdzanie niewaznosci malzenstwa to troche jak perfumowanie gowna? Zwlaszcza, kiedy owocem tego "niewaznie zawartego" malzenstwa sa dzieci, ktore zostaly ochrzczone, poszly na religie katolicka, zostaly dopuszczone do I Komunii, a potem do bierzmowania, ergo - wychowane na katolikow, dla ktorych pochodzenie z nieprawego loza jest faktem obciazajacym psychike (przynajmniej w teorii).
                                  Dla mnie to szczyt hipokryzji i swinstwo robione tym dzieciom wlasnie.
                                  Nie wiem jak mozna miec "spokojne sumienie", kiedy wrzuca sie wlasne dzieci w syf bycia bekartem.
                                  Nie zrozum mnie zle, dla mnie ogolnie sakramentalnosc malzenstwa jest sciema totalna i chwala Bogu, moje wyznanie uznaje rozwod za przejaw slabosci czlowieka, ale daje mu szanse na poprawe bez koniecznosci przekreslania calego poprzedniego zycia. Zwyczajnie nie rozumiem logiki tego przedsiewziecia.
                                  Dla mnie logicznym jest stwierdzenie, ze malzenstwo nie udalo sie. Z roznych powodow, zazwyczaj oboje za malo sie starali. Ale stwierdzenie, ze np. 15 lat mojego zycia nie istnialo? Dla mnie jakis matrix sad
                        • tricolour Oczywiste, że się wzruszyłaś... 04.12.14, 18:26
                          ... bo gdy okazało się, że Twoje zachowanie stoi w sprzeczności z wyznawanym katolicyzmem, to zamieniałaś katolicyzm na tłusty tyłek w dymie. W ten sposób masz łatwiej.

                          Ale w ten sposób masz też zaniżone poczucie własnej wartości, które odbierasz jako moje zmasowane ataki na kobiety i umniejszanie ich roli.
                          • blue_ania37 Re: Oczywiste, że się wzruszyłaś... 04.12.14, 18:56
                            tricolour napisał:

                            > ... bo gdy okazało się, że Twoje zachowanie stoi w sprzeczności z wyznawanym ka
                            > tolicyzmem, to zamieniałaś katolicyzm na tłusty tyłek w dymie. W ten sposób mas
                            > z łatwiej.
                            >
                            > Ale w ten sposób masz też zaniżone poczucie własnej wartości, które odbierasz j
                            > ako moje zmasowane ataki na kobiety i umniejszanie ich roli.

                            NIe masz pojęcia o mojej religii w przeciwienstwiedo twojej w której mnie wychowanosmile


                            Nic nie zamieniłam, ja wiele lat znam tych ludzi i dużo przeszłam aby stać się jedną z nich.
                            TY masz zanizone poczucie własnej wartości które musisz ciagle podkreslać, przez ustawiczne pisanie o nieważnożności sakramentu, swojej cudnej żonie i zapominaniu że inna wychowywała Twoją córkę, przez wyliczanie ilości lampek na osiedlu.
                            Ja uważałam, że mam ciężki rozwód bo zostałam wywalona z domu, ale ty musialeś przejść jakaś traumę na lata.
                            I na przyszłość , odwal się od mojej religilnojścismile
                            • tricolour Odwalę się na wieki... 04.12.14, 21:29
                              ... jak tylko buddystka wraz z agnostykiem, do spółki, przestaną dobrowolnie posyłać swe potomstwo na lekcje religii rzymskokatolickiej, które to posyłanie w ocenie rodziców niszczy psychikę dziecka przez celowe działanie rodziców, którzy wyczekują momentu aż skończy się religia szkolna, gdyż sami nie mogą przerwać swego dobrowolnego posyłania na rycie beretu, bo co ludzie powiedzą.

                              Zaiste, mam cudną żonę.
                              • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 04.12.14, 22:11
                                Nie agnostyk a ateista po apostazji.
                                Temu dziecku mniej burzy życia ta religia, brak religii jego tacie, a mi nie przeszkadza rysowanie krzyzy i wyklejanie kosciołów. Uwierz Tri mam w domu papierowy kościółsmile
                                Nie niszczę an jego zwyczajów i swoichsmile.
                                TY masz potrzębę w co drugim wątku podkreslać moje zwyczaje, które są nie istotne dla alimentów i rozmów na forum.
                                Dziecko ma aniołka w pokoju, ja ze spokojem podchodzę do komunii która nastąpi za dwa lata
                                Kadzideł nie palę, to nie mój styl, ani potrzeba.

                                Jak nie kumasz swoich wcześniejszych wyborów i nie umiesz wziać za nie odpowiedzialności to sorry.
                                NIe potrzebuję boga i paru biskupow i nie wiadomo kogo aby wiedzieć, ze poszłam do slubu swiadoma.
                                NIe umiejszam go pomimo innej religiismile mnie na to staćsmile
                                BYło to ważne i fajne wydarzenie.
                                NIe odwróciłam się od tamtego świata i alimenty maja tu najmniejszy wplyw.
                                To było moje zycie..
                                Czepiaj się protez, ale uwierz że można żyć po rozwodziesmile
                                Bez wiecznego biczowania, bez wiecznej walki o alimenty.
                                Przepraszam, że NASZE dziecko kosztuje.
                                MIałam złego męża ale w żadnym procencie nie przypomina Was, ma styl i kasę.
                                Styl i inna kasę mam ja.
                                A nasze dziecko spokójwink
                                Jeszcze ma moich rodziców i siostrę, rodzice katolicy siostra agnostyczkasmile
                                NIe masz pojęcia jak
                                • celina1984 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 07:47
                                  Chroń mnie Panie Boże przed takim mężem ktorego styl i klasa polega na wyrzucaniu dziecka i jego matki z domu na prosbe kochanki..... Brrrrr....
                                  • jesienna.nuta Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 11:33
                                    Ale za to wywalona na zbitą twarz żona z klasą wykopała mężowi z klasą piwonie z ogródka tudzież inne krzaczory, coby kochanica po nich nie hasała. Klasa, owszem, ale ZEROWA.
                                    • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 12:56
                                      jesienna.nuta napisała:

                                      > Ale za to wywalona na zbitą twarz żona z klasą wykopała mężowi z klasą piwonie
                                      > z ogródka tudzież inne krzaczory, coby kochanica po nich nie hasała. Klasa, ows
                                      > zem, ale ZEROWA.

                                      Misiasmile
                                      Kochanica tam nigdy nie mieszkała.
                                      Obecnie jest była już kochanicą.
                                      Wykopałam swoje piwonie 100 letnie dwa krzaczki ktore podarowałam Yomie,
                                      Zaczynam lubić nieobecną kochankę mężasmile
                                      A
                                      • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 13:25
                                        I jeszcze jedno, pomimo wywalenia jak to określaszsmile ja odeszłam stamtad na własnych warunkach i kiedy chciałam.
                                        Ale zamiast psioczyć na forach na neksiesmile wynajełm adwokatasmile.
                                        A mój były dom wynajmuje, świadomy faktu, że wrócić tam nie możesmile
                                        • zielona.wrona Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 13:43
                                          Oj Ania, Ania, zapomnialas juz co to byla za tragedia? Nie upiekszaj przeszlosci, bo prawda jest inna. Chlop chcial sie Ciebie za wszelka cene pozbyc a Ty trzymalas sie jego rekami i nogami. To pewnie przez ze kotlety, ktore chcialas smazyc. Nie widzialas swiatelka w tumelu i siedzialas w zimnie. Ty i twoj syn. Maly jeszcze wtedy. Jesli to byly Twoje warunki....Wykopalas krzaczki, zeby ex i nex nie mieli ladnie, Ryczalas wtedy, bo d.... Ci marzla i dziecku tez. Dzis wychwalasz exa, przebaczylas mu (???) bo sobie zwyczajnie kupil to przebaczenie. Kotlety przeciwko zlotowkom i wszelkie lzy sa zapomniane.
                                          • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 16:23
                                            NIe Wrona nie zapomniałam tej tragedi w życiu.
                                            Nie upiekszam przeszlości, była gówniana.
                                            NIe trzymałam się jej, musiałam ją wytrzymać, z różnych względów.
                                            Kczaczki wykopałam bo to były moje krzaczki przywizeione przez moją babcię spod wilna sto lat temu.
                                            I nie myslałm o neksiorce ale o moich wspomnieniach i korzeniach.
                                            Sorry ze wziełam ze swojego domu krzaczki przywiezione podczas wojny przez moją babcięsmile
                                            Dziecku dupa nie marzła, miałam kominek który powodował że łaziłam w podkoszulku.
                                            A za drewno zaplacili moi rodzicesmile
                                            Przebaczyłam mu,aby żyć lepiej, godniej.
                                            NIe zapomniałam, że jest jedyną osoba która zrozumie moje wybory religijne.
                                            NIe kupił sobie nic, on jest samy, samotny, zapamiętany na tym polu, a ja mam mlodego swoje pieniądze, i to ja mogę taam pojechać z głowa w chmurach.
                                            Zło przegrywa zawsze.
                                            NIe mam powodu kopać kogoś kto wywiazuje się z rzeczy zadanych przez sądwink a kogo będę traktować jako marnego, chociaż bardziej jako nieświadomegosmile
                                            To trzeba czasu, ale świadomoścismile
                                            • zielona.wrona Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 16:55
                                              Filozofia jest jak d.....Kazdy ma swoja.

                                              V Nie upiekszam przeszlości, była gówniana.
                                              > NIe trzymałam się jej, musiałam ją wytrzymać, z różnych względów.V

                                              A to juz jest hit hitow:
                                              Przebaczyłam mu,aby żyć lepiej, godniej.
                                              ???????????????????????????
                                              Jak mozna przebaczyc komus, kto wywali ciebie i ( przede wszystkim) dziecko na bruk, zostawi bez ciepla i dostepu do rzeczy? Zeby zyc godniej?
                                              No i kropeczka nad I;
                                              on jest samy, samotny, zapamiętany na tym polu, a ja mam m
                                              > lodego swoje pieniądze, i to ja mogę taam pojechać z głowa w chmurach.
                                              > Zło przegrywa zawsze.

                                              Pocieszasz sie, jak wiekszosc porzuconych kobiet. On nie jest samotny. jest moze SAM, ale ma wolnosc, pieniadze, ma szanse jeszcze na wszystko. Czego o 40 letniej kobiecie z dzieckiem powiedziec nie mozna. Zlo nie przegrywa zawsze. To jest tylko pobozne zyczenie. Przegrywa ZAWSZE kobieta. Tymbardziej z dzieckiem.
                                              Voila!
                                              • jesienna.nuta Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 17:33
                                                Brawo Wrona.
                                              • altz Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 19:58
                                                zielona.wrona napisał:
                                                > Zlo nie przegrywa zawsze. To jest tylko pobozne zyczenie. Przegrywa ZAWSZE kobieta.
                                                > Tymbardziej z dzieckiem.

                                                Bzdura!
                                              • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 20:32
                                                On ma kolo 40 stki, stracił rodzinę, dziecko, dobre imie.
                                                Jego szefowa nadal jest moją kumpela.
                                                Leczycz się trzeba
                                                • karolana Re: Odwalę się na wieki... 06.12.14, 09:17
                                                  On ma kolo 40 stki, stracił rodzinę, dziecko, dobre imie.
                                                  Jego szefowa nadal jest moją kumpela.


                                                  Aniu, facet koło 40, z pieniędzmi, dopiero zaczyna życie smile
                                                  Stracił rodzinę? Dziecko stracił? Przecież na własne życzenie nie chce się z dzieckiem zbyt często widywać. Czyli ani ta rodzina, ani to dziecko nie mają dla niego aż takiej wartości żeby rozpaczać po ich stracie. Wykpił się stosunkowo niewielkimi, jak na jego możliwości, pieniędzmi.
                                                  Dobre imię, tak, to coś może znaczyć. Ale za jakiś czas będzie po wszystkim, ludzie nie będą rozpamiętywać.
                                                  Jego szefowa nie musi być jego kumpelą, może być Twoją. Ale to jemu płaci, nie Tobie. I tak długo, jak długo on dobrze wykonuje swoją pracę, będzie mu płacić. Ludzie biznesu potrafią rozdzielić życie prywatne od zawodowego.
                                                  Poza tym, jeśli jest dobry w swoim fachu (widocznie jest, skoro tak dobrze zarabia), zawsze może zmienić szefową.
                                                  Fakt jest taki, że Twój ex ma wszystko przed sobą.
                                                  Jest jeszcze młody, ma pieniądze.
                                                  A to znaczy, że może mieć nową żonę, dużo młodszą od niego, a z nią nowe dziecko, nową rodzinę.
                                                  Ty oczywiście też możesz mieć nowego męża i nowe dziecko smile
                                                  Ale nie oszukuj się, że dla niego wszystko się skończyło i oto on teraz dokona dni swego żywota w zgryzocie i samotności smile
                                                  Zło nie zawsze przegrywa, a źli ludzie najczęściej żyją sobie spokojnie i szczęśliwie, mając wszystko, czego potrzebują.
                                                  Może w kolejnym wcieleniu kara go dopadnie wink
                                                  • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 06.12.14, 12:36
                                                    Zło zawsze przegywa, smile
                                                    Stracił kogoś kto go kochał ponad...
                                                    PIeniądze to nie wszystkosmile
                                                    A złe imie w firmie, pomimo dobrych umiejętności jest bzdurąsmile
                                                    żony mieć nie będzie, nie ten typ, dziecka też nie.
                                                    Ludzi złych dopada zmęczenie i zgryzotasmile
                                                    Tylko ten który przejdzie sam burzę rozwodowa, wygrywasmile
                                                  • altz Re: Odwalę się na wieki... 06.12.14, 12:51
                                                    blue_ania37 napisała:
                                                    > PIeniądze to nie wszystkosmile
                                                    > A złe imie w firmie, pomimo dobrych umiejętności jest bzdurąsmile
                                                    > żony mieć nie będzie, nie ten typ, dziecka też nie.

                                                    Ale wieszczenie złego! big_grin
                                                    Tylko, tak w życiu nie jest.
                                                    Szczerze, to mało kogo obchodzą czyjeś opowieści, ludzie łatwo się nudzą, raz wysłuchają, jak to było źle, drugi, a na drugi miesiąc nie chcą już tego słuchać. Bardzo łatwo wybaczają i zapominają, jeśli mają w tym interes.
                                                    Facet może nie mieć trwałych związków, ale dziecko może mieć zawsze, o ile wykonuje te śmieszne ruchy. wink
                                                  • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 06.12.14, 13:00
                                                    Broń Boże Altz, to tylko znajomośc kogoś, jego motywacji i chęci.
                                                    Nie życzę Nic Złego, tylko dobrego, bo stać mnie na tosmile
                                                    Jego szefowa widziala nie słuchałasmile
                                                    Na dziecko kolejne nie zdecyduje się na bank, tak jak jasmile jedno starczysmile
                                              • karolana Re: Odwalę się na wieki... 06.12.14, 09:20
                                                Przegrywa ZAWSZE kobieta. Tymbardziej z dzieckiem.
                                                Oj nie przesadzajmy. Ostatecznie wiele kobiet z dziećmi wchodzi w nowe związki, bardzo szczęśliwe i dostatnie. Znam kilka takich, które wymieniły przemocowców, alkoholików lub zwykłych dupków na facetów nie tylko spokojnych i kochających, ale jeszcze dość majętnych smile
                                          • jesienna.nuta Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 17:32
                                            No i doczytałam się, że ten eksio z klasą nawet czajnik zabrał mając w KLASIE fakt, że dzieciak w zimie nawet gorącej herbaty nie dostanie. Do bani z taką klasą.
                                • karolana Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 08:06
                                  ma styl i kasę

                                  I to, że ma kasę jest wyznacznikiem jego wartości jako ojca?
                                  Przepraszam, ale tak to zabrzmiało.
                                  Kiedy ma się kasę, łatwo mieć "styl".
                                  Mój chłop kiedy miał kasę (bo miał), też miał ten "styl". Jedno dziecko (to wymagające większego wysiłku, niesamoobsługowe) mieszkało z nim na stałe, na drugie dawał pieniądze plus brał do siebie kiedy tylko mógł (czytaj - kiedy mu pozwalano), opłacał zajęcia dodatkowe obojga, płacił rachunki za mieszkanie exi, kupował sprzęt do niej do domu, bo to było "dla dzieci", spłacił jej kredyt żeby nie zostawiać jej z rachunkami, żeby jej było lżej.
                                  Wtedy było OK. Dzieci miały spokój względny. Przestało być OK, kiedy stracił kasę. Wtedy rozpętało się piekło, które trwa od kilku lat.
                                  I nieważne jest, że ojciec zajmuje się dziećmi więcej niż matka, że nadal płaci za ich zajęcia, leczenie, rehabilitację.
                                  To nieważne, bo exia nie dostaje pieniążków do łapki, bo musi sama pracować na swoje rachunki (koszmar, jak ona to znosi!). Więc wg niej chłop już nie ma "stylu".
                                  Czy nie obawiasz się, że jeśli Twój ex z jakiegoś powodu straci kasę, straci też "styl"?
                                  Obracamy się ciągle wokół KASY. Jakby poza nią nie było nic, co ojciec może dać.
                                  Czasem jest to jedyne, co może. A czasem jest to akurat taka rzecz, której nie może, ale w zamian daje np. starania osobiste - zajmuje się dziećmi, biega do lekarza, siedzi z dziećmi kiedy są chore, wozi na zajęcia dodatkowe, itp. Czy to złe? Naganne? Czy to nie jest jego obowiązek, a zarazem wkład w wychowanie? Bo tak wynika z niektórych wypowiedzi. I to coś, czego ja zupełnie nie rozumiem.
                                  Dla niektórych ojciec jest w porządku tylko kiedy sypie pieniędzmi. Kij tam z opieką, ważne żeby portfelik był pełen. A gdzie w tym dziecko?
                                  Tak, dziecko kosztuje. Utrzymuję troje, to coś o tym wiem. Ale wiem, że dziecku bardziej zależy na fajnym spędzeniu czasu z rodzicami niż na markowych ciuchach. Dziecko nie potrzebuje iphone, w ogóle nie potrzebuje komórki tak naprawdę. Nie potrzebuje laptopa za 5 tysięcy. Nie potrzebuje wczasów na Wyspach Kanaryjskich. Potrzebuje być z rodzicami, rozmawiać z nimi.
                                  A tutaj ciągle wszystko przelicza się na monetę.
                                  Widzę co pieniądze robią z dziećmi. Nic dobrego. Widzę skutki braku czynnego udziału rodziców w wychowaniu, zapełniania pustego miejsca po ojcu lub matce gadżetami.
                                  Money will buy a pretty good dog
                                  but it won`t buy the wag of his tail
                                  • celina1984 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 08:23
                                    Ewidetnie dla Ani wyznacznikiem stylu i klasy jest kasa. Dla tej kasy gotowa jest zapomnieć,mze ex ja dręczył, ze wyrzucił z dzieckiem z domu, ze miał kochankę. Sa chyba osoby, ktorym odpowiada wepchnięcie w role ofiary. Moga bez przeszkód biadolić ile to obowiązków jest przy dziecku a jednoczesnie czuja wdzięczność do osoby ktora skazała je na taki los bo ta osoba daje KASĘ. Moze to niezbyt fortunne porównanie ale to troche podobne zachowanie jak psa przy budzie, ktory cały dzien jest uwiązany przez złego pana ale i tak cieszy sie jak głupi na widok pana i miski strawy. Trzeba sie troche bardziej szanować a ojciec to nie tylko kasa....

                                    • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 08:27
                                      Jesteście choresmile
                                      Chodziło mi tylko o to, ze w momencie kiedy zasądzono mu alimenty, nie klamal, nie ukrywał gosposi nie ukrywał zarobków, nie biegałsmile po forach aby się wyżyć i płaci terminowo w tym ma styl i klasę
                                      • celina1984 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 08:33
                                        Maj maz tez placi terminowo i niczego nie ukrywał a wrecz wszystko swojej ex zostawił, moj ex tez placi terminowo i nie wiem czy bedzie cokolwiek ukrywał na kolejnej rozprawie - podejrzewam ze byc moze bedzie ale tak naprawde pewności jak sie zachowa nie mam - wcale nie na tym polega styl i klasa faceta. A ja tak, faktycznie jestem chora mam grypę smile nie wiem dlaczego twk łatwo szastasz ocenami na forum a to ze ktos jest chory, a to ze ma obsesje....
                                      • celina1984 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 08:39
                                        Tak naprawde ukrycie zarobkow kiedy pracujesz na etacie jest w zasadzie nierealne. Sad zwraca sie o pity lub o zaświadczenia z zakładu pracy o wysokosci zarobkow. Zarobki ukryć mozesz jedynie na działaności lub w tzw czarnej strefie. Podobnie jest z majątkiem. Ksiegi wieczyste sa jawne w kazdym momencie mozna sprawdzic jakie kto ma nieruchomosci, sad moze zadać dostępu do kont bankowych. Dla kogos kto ma pieniadze nie ma szansy nie placenia alimentow. Wiec płacenie ich w terminie nie świadczy o klasie tylko o świadomości konsekwencji nie placenia. Gdyby to płacenie to była jedynie kwestia klasy to sadze ze okazałoby sie ze 99% płacących klasy nie ma. Pierwszy byłby moj maz ktory zacząłby natychmiast placic 50% zasądzonej kwoty smile
                                        • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:02
                                          Celina ustaw sobie na tym służbowym ipadzie język polski w ustawieniach to znajdziesz.
                                          Ipad raz zapamiętane słowo zapamięta i bedzie je płacił poprawnie.
                                          PO drugie zamiast siedzieć wiecznie na forum, od rana do nocy, proponuję znalezienie dodatkowej pracy która pozwoli Ci np na opłacenie adwokata w celu porady w sprawie alimentów.
                                          Ja zapisuję Cię do tych których nie będę widziała na forum, bo poziom Twojej chorej obsesji, beznadzeijności w podzwiganiu własnych wyborów życiowych powoduje że nie mam ochoty gadać.
                                          Już nie do usłyszenia.
                                          A
                                          • celina1984 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:07
                                            "iPad raz zapamiętane słowo zapamięta i bedzie je PŁACIŁ ponownie" mozesz mi wyjaśnić w jaki sposob iPad bedzie płacił o najmądrzejsza?
                                          • celina1984 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:10
                                            To ile siedzę na forum i czy mam potrzebę oraz czas na znalezienie dodatkowej pracy jest moja indywidualna sprawa. Ja nie wnikam w twoje pasozytowanie na byłym mezu wiec ty nie komentuj tego w jaki sposob jestem aktywna na forum. Moge pisac tu od rana do nocy a MIMO to w tym czasie zarabiac pieniadze. Jesli nie mieści ci sie to w głowie to Twoj problem kobieto. Na mojego syna zarabiam z nawiązka a na obce dzieci nie mam najmniejszego zamiaru.
                                      • karolana Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:02
                                        blue_ania37 napisała:

                                        > Jesteście choresmile

                                        Aniu, Ty znowu przez Wy. Panuj proszę nad słowami, bo ja Ciebie nie obrażam. Zadałam grzecznie pytanie, jeśli nie masz ochoty odpowiadać, nie musisz. Po co takie inwektywy?

                                        > Chodziło mi tylko o to, ze w momencie kiedy zasądzono mu alimenty, nie klamal,
                                        > nie ukrywał gosposi nie ukrywał zarobków, nie biegałsmile po forach aby się wyżyć
                                        > i płaci terminowo w tym ma styl i klasę

                                        Moja droga, w momencie zasądzania alimentów, mój chłop nie ukrywał niczego, (dlatego dostał relatywnie wysokie alimenty), nie kłamał, nadal zresztą nie ukrywa i nie kłamie na temat swoich zarobków, a tym bardziej nie biegał po forach. Ja wtedy też nie biegałam. Płacił terminowo, nawet pomimo tego, że w pewnym momencie (jakoś miesiąc-dwa po ustaleniu alimentów) ciężar opieki przesunięty został na niego (na nas). Płacił dopóki mógł, jednocześnie opiekując się dziećmi w większym stopniu niż matka, a także płacąc za wszystkie rzeczy dodatkowe (ubrania, zajęcia pozalekcyjne, opłaty szkolne, wycieczki, wyprawki, leczenie, rehabilitację, wakacje, itp). To się nazywa mieć styl i klasę, nie sądzisz?
                                        W pewnym momencie stracił możliwość płacenia alimentów, ale nadal wykonywał wszystkie pozostałe czynności. Miał do wyboru - zapłacić alimenty na konto mamusi albo zapłacić za zajęcia i leczenie dzieci.
                                        Gdyby matka z alimentów sama opłacała potrzebne rzeczy, płaciłby alimenty do tej pory i do głowy nie przyszłoby nikomu iść do sądu po obniżenie alimentów. Bo dzieci kosztują, dokładnie wiemy ile.
                                        Ale matka tego nie robiła. Wręcz przeciwnie, generowała zadłużenia tu i ówdzie kłamiąc, że dzieje się tak, ponieważ ex mąż nie płaci alimentów.
                                        Co byś, jako rodzic wybrała? Bo dla mnie (dla nas) sprawa jest prosta - liczą się dzieci, matka jest dorosła, ma obowiązek sama na siebie zarobić, a także zarobić na połowę utrzymania dzieci. To o dzieci ojciec ma się troszczyć, a nie o dobrostan ich matki.
                                        Dlatego też był wniosek o obniżenie, dlatego też moja (nasza) wściekłość, że tak nierówno traktuje się rodziców. Dlatego też moje żale na forum (chłop po forach nie biega nadal).
                                        Tak więc, Aniu szanowna, porównując klasę i styl ojców - Twojego ex i mojego aktualnego - stwierdzam, że Twój ex może mojemu chłopu co najwyżej buty czyścić.
                                        Miłego dnia.
                                        • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:11
                                          To niech czyścismile tylko to mój nie ma zadłużeń alimentacyjnych.
                                          Na ile sposobó można wiecznie pisać, że te mój chłoop to taki dzielny bo się dziećmi zajmuje.
                                          Dosyć tej męczcej dyskusji, która nie ma umiaru.
                                          • celina1984 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:16
                                            Dzis nie ma jutro moze miec. A to, ze ktos ma zadłużenia alimentacyjne nie czyni go gorszym człowiekiem. W zyciu bywa rożnie i nie ma nic "na zawsze". W to, ze cos jest na zawsze wierzą tylko małe dzieci.
                                          • celina1984 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:20
                                            Twoj nie ma zadłużeń alimentacyjnych super! Naprawde to gość z klasa. Tzn przepraszam, z kasą. Nie ma zadłużeń i nie ma kontaktu z dzieckiem. To ja wole takiego, który MA zadłużenia i kontakt ze dzieckiem. JEST OJCEM ślą nich a nie bankomatem. Jestes po prostu PUSTA.
                                          • karolana Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:22
                                            Aniu, Twój ex NA DZIŚ nie ma zadłużeń. Pożyjemy zobaczymy.
                                            Nie twierdzę, ze mój aktualny jest "dzielny". Piszę, że jest NORMALNYM OJCEM. Nic ponadto. Jego świńskim obowiązkiem jest zajmować się dziećmi i to robi - wywiązuje się z obowiązków. W przeciwieństwie do tatusiów, którzy kupują sobie święty spokój alimentami, zwłaszcza, kiedy te alimenty stanowią drobny ułamek posiadanych przez nich funduszy. Gdzie w tym dzieci?
                                            Poza tym co dzieciom do zadłużeń? Twoje dziecko odczuwa na codzień brak zadłużeń taty? Bo nie-moje zadłużeń nie odczuwają w ogóle. Za to spędzają czas z tatą.
                                            Dodatkowo zadłużenie chłopa, wyrokiem sądu, zostało znacząco zmniejszone. Niebawem zostaną zlikwidowane całkowicie, bo pieniądze SĄ na dzieci wydawane cały czas, w kwotach znacznie przekraczających zasądzone alimenty, kwestią czasu jest udowodnienie tego.
                                            Na dzień dzisiejszy to mamusia ma więcej do zwrotu tytułem nieprawnie pobranych zaliczek wink
                                          • karolana Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:37
                                            Ja mam takie pytanie, Aniu - czy Tobie korona z główki spadłaby, gdybyś przyznała - OK, chłop jako ojciec jest w porządku, bo najważniejsze są dzieci, a on o nie dba.
                                            Masz jakiś problem wewnętrzny z uznaniem, że jakiś facet może być po prostu dobrym rodzicem? Oraz, że niekoniecznie matka jest dobrym rodzicem? Czy może to taka solidarność między exiami każe Ci bronić obcej baby do ostatniej kropli krwi?
                                            Oczywiście odpowiadać nie musisz, może po prostu pomyśl sobie dlaczego tak zaciekle bronisz "honoru" jakiejś obcej baby i za wszelką cenę usiłujesz umniejszyć faceta (którego zresztą też nie znasz). Jakieś przeniesienie?
                                            Jeśli odpowiesz, proszę, bez obrażania, bo ja Cię nie atakuję.
                                            • blue_ania37 Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:41
                                              Ja nie mam żadnych problemów z uznaniem, że sa fajni ojcowie, złe matki.
                                              Ja tylko mam dosyć tych frustracji które wylewaja się tu co w drugim wpisie.
                                              Dzieci kosztuja jak w małżenstwie, jak i po rozwodzie. koniec
                                              • karolana Re: Odwalę się na wieki... 05.12.14, 09:42
                                                No cóż... Jeśli nie widzisz czego frustracja w konkretnych przypadkach dotyczy, nie ma sensu dalsza dyskusja smile
                                                Dziękuję za dotychczasową, pozdrawiam.
                      • karolana Re: Nie mówimy o protestantach czy ateistach... 04.12.14, 08:06
                        Nie mówimy o protestantach czy ateistach tylko o katoliczce - jak Zmęczona sama o sobie mówi - która miała ślub kościelny, a potem stwierdzenie jego nieważności.

                        OK, to mi jakoś umknęło. No to jest pewna niekonsekwencja, ale... może są okoliczności, o których nie wiemy? Weź pod uwagę, że na otwartym forum nie pisze się wszystkiego. Może są okoliczności, które na takie decyzje wpływają? Nie wiemy tego, prawda? Nie znamy ani Zmęczonej, ani jej partnera. I może nie warto snuć domysłów? Bo można kogoś skrzywdzić słowem, wiesz?
                    • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 07:49
                      Zmeczona nie chce ślubu bo utraciłaby wtedy prawo do alimentow od byłego - proste.
                      • karolana Re: Kasting? 04.12.14, 08:14
                        Zmeczona nie chce ślubu bo utraciłaby wtedy prawo do alimentow od byłego - proste.

                        Nawet jeśli, jest to powód tak samo dobry jak każdy inny.
                        Nie zrozum mnie źle, nie tłumaczę osoby, której nie znam. Jedynie chciałabym zwrócić uwagę, że każdy w życiu dokonuje wyborów takich, na jakie może sobie pozwolić.
                        Jeśli to, co Zmęczona pisała odnośnie powodów uzyskania alimentów na siebie jest prawdą, a zakładam, że tak, czyli, że ona przez lata harowała na wspólny sukces, a potem okazało się, że formalnie to sukces wyłącznie męża, który ją zostawił na lodzie, w dodatku w kiepskim zdrowi, to ja się nie dziwię, że wydębiła alimenty na siebie i nie chce ich tracić. Naprawdę się nie dziwię. Bo de facto to są także jej pieniądze i ona jedynie teraz korzysta z owoców własnej pracy.
                        Być może Zmęczona przeżywa podobne ambiwalentne stany jak ja? Z jednej strony chcąc czego, z drugiej wiedząc, że jest to zupełnie nierozsądne i może jej zaszkodzić? Nie wiem. Ale uważam, że tu nie ma sensu się czepiać.
                        • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 08:21
                          Sensu nie ma. Ja zanim zaczęłam pisac na tym forum, sądziłam ze jest to miejsce gdzie mozna uzyskac radę. Ze jesli ktos nie ma nic sensownego do powiedzenia, po prostu tego nie robi. Okazuje sie ze jest zupełnie inaczej. 95% ludzi jest tu po to zeby wylewać na obcych swoja żółć,oceniając zycie i postępowanie innych przez pryzmat wyrwanej z kontekstu sytuacji. W zyciu chyba nie zdarzyła mi sie podobna sytuacja. I tyle sprzeczności w ocenie innych.
                          • karolana Re: Kasting? 04.12.14, 08:46
                            Celinko, już gdzieś napisałam, że fora otwarte to emocjonalna kloaka wink Mnóstwo przypadkowych ludzi, o różny poziomie inteligencji, w tym emocjonalnej, o różnym poziomie wykształcenia, kultury, itd. Wchodzisz i taplasz się na własną odpowiedzialność, bo zawsze jest ryzyko, że ktoś sobie wymyśli Twoje życie na podstawie strzępków informacji. Przyznaję (ze wstydem niejakim), że mnie też zdarza się ocenić i to źle. Bywa. Nie ma sensu się przejmować
                            • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 08:53
                              Bo czlowiek po prostu daje sie czasem wkręcić w te maszynkę....
                              • karolana Re: Kasting? 04.12.14, 08:59
                                A bo ludzie som durne wink
                          • tricolour Re: Kasting? 04.12.14, 10:20
                            Nie przesadzaj. Jakiej rady oczekujesz?

                            Jesli dostajesz alimenty i jednocześnie utrzymujesz faceta placacego wysokie alimenty to nic Ci nie będzie pasowało. A dodatkowo jeśli obecny facet jest ubozszy od starego to problemy z radami są większe.

                            I jedyną radą może być rada zrobienia najpierw porządku z facetami. By obecny nie byl ciężarem a ex wybawieniem, bo to rodzi pomysl bys ich zamieniła.

                            Rozumiesz? Radzi się tylko wtedy gdy całość ma sens. A u Ciebie tego sensu jest nie za dużo.
                            • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 10:39
                              Nie obchodzi mnie czy ktos widzi w tym sens. Gdyby był w tym jakikolwiek SENS to nie pisałbym na forum i nie miała w ogole zadnych problemow. Nie widze sensu W alimentach 1 tys złotych od ojca ktory zarabia 14 tys i ma duzy majatek tak jak nie widze sensu alimentacji w wysokosci 3,5 tys od ojca ktory zarabia 5 tys i nie ma kompletnie nic. Wlasnie o to chodzi ze nie ma w tym LOGIKI. Niestety Ty jestes chyba przeciwny jakimkolwiek alimentom dla dzieci. Byłeś za kiedy pisałam ze kwota 3,5 tys jest za wysoka i jestes przeciw kiedyndzieciaki ze kwota 1 tys jest za mała. A ja Ci mowie, ze to,wszystko zalezy od okoliczności. I to tak jak rożne sa mozliwosci zarobkowe tak rożne sa potrzeby dziecka. I tyle. I o zadnych swoich problemach pisac na forum juz wiecej nie bede, bo to jest BEZ SENSU.
                              • karolana Re: Kasting? 04.12.14, 11:23
                                Ale to jest przelewanie z pustego w próżne.
                                Zgodnie z logiką, ojciec zarabiający 14 tys powinien płacić więcej, niż zarabiający niemal 1/3 tej kwoty.
                                Zgodnie z logiką ojciec zajmujący się dziećmi 1:2 w stosunku do matki nie powinien płacić więcej niż ten, który spędza z dziećmi 2 dni w miesiącu.
                                Zgodnie z logiką ojciec zajmujący się dziećmi 1:1 w stosunku do matki alimentów płacić nie powinien żadnych, chyba, że jako "składki" na potrzeby typu wyprawki, ubrania, zajęcia dodatkowe, na które już nie wykłada dodatkowych pieniędzy.
                                Zgodnie z logiką ojciec zajmujący się dziećmi 2:1 w stosunku do matki nie tylko nie powinien nic płacić, ale jeszcze powinien od tej matki kasę dostawać.
                                Tak mówi logika i zasada sprawiedliwości.
                                No i co? Jajco.
                                Bo w kwestiach spornych rozstrzyganych przez sąd ani logika, ani sprawiedliwość nie mają wielkiego znaczenia. Żeby nie było, nie tylko w sprawach rodzinnych, ostatnio miałam do czynienia w innej sprawie z sytuacją, przy której zaliczyłam szczękospad w zetknięciu z totalnym brakiem logiki i sprawiedliwości.
                                Tak można do końca świata. Są ludzie, którzy walczą z systemem (i może coś wywalczą) oraz tacy, którzy odpadają w przedbiegach, bo brak im wiedzy, samozaparcia, siły i funduszy, wsparcia.
                                Potem jest żal, poczucie krzywdy i rozgoryczenie, frustracje, które wylewane są np. na forum.
                                Doszukiwanie się sprawiedliwości czy logiki w orzeczeniach sądu, czyli w opiniach CZŁOWIEKA, który ma braki w wiedzy (czasem ogromne! trafił nam się prezes sądu, który nie zna ustawy o ustroju sądów!!), ograniczenia intelektualne oraz emocjonalne oraz doświadczenia osobiste, które wpływają na jego/jej ocenę faktów, jest naiwnością. To jest loteria. Trafi się na sędziego, któremu się chce myśleć, szukać, oceniać, dociekać, to będzie w miarę OK. Albo trafi się na sędziego, który ma "widzimisię",a każdą decyzję uzasadnia osobistym doświadczeniem i powołuje się na niezależną ocenę materiału dowodowego, i będzie ogólna dupa. Życie.
                                • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 12:24
                                  Owszem, nie mA sprawiedliwości. Tylko irytuje mnie kiedy ktos pisze ze moja sytuacja rodzinna to wynik moich wyborów. Nawet jesli tak jest to ja nie musze sie na to godzić. Tak jak Karola nie godziła sie na płacenie alimentow matce ktora na pol z ojcem zajmuje sie dziecmi. W koncu udało sie rodzinie Karolany udowodnic niesprawiedliwość tego świadczenia. I moja rodzina ma takie samo prawo walki z niesprawiedliwością i absurdem
                                  • karolana Re: Kasting? 04.12.14, 13:04
                                    Tylko irytuje mnie kiedy ktos pisze ze moja sytuacja rodzinna to wynik moich wyborów. Nawet jesli tak jest to ja nie musze sie na to godzić.

                                    Generalnie gdybyśmy wszyscy uznali, że nasze życiowe wybory, dokonywane w określonym momencie życia, kiedy mieliśmy określone dane i określoną świadomość, determinują nasze życie w sposób niemożliwy do zmiany, cóż... nie byłoby nas na forum Rozwód... i co dalej?. Wszyscy siedzielibyśmy grzecznie ze swoimi ex-mężami i ex-żonami starając się jakoś dopasować do sytuacji, którą przecież sami sobie stworzyliśmy poprzez swoje wybory wink
                              • tricolour Re: Kasting? 04.12.14, 12:00
                                No to jak długo nie zobaczysz że finanse są pochodną Twoich życiowych wyborów tak długo będzie łatanie krótkiej kolderki.
                                • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 12:16
                                  Życiowe wybory - na pewno ale to nie znaczy ze musze płynąc z prądem rzeki ktora mnie "poniosła" i akceptować absurdy.
                                  • karolana Re: Kasting? 04.12.14, 13:07
                                    Życiowe wybory - na pewno ale to nie znaczy ze musze płynąc z prądem rzeki ktora mnie "poniosła" i akceptować absurdy.

                                    Zgadza się smile
                                    Możesz wiele zrobić żeby zmienić swoją sytuację.
                                    Możecie starać się o zmianę wysokości alimentów.
                                    Facet może znaleźć dodatkową pracę.
                                    Ty możesz się z nim rozstać.
                                    Możesz podnieść alimenty na swoje dziecko.
                                    Każda opcja ma plusy i minusy, każda jest wyborem, każda ma swoje konsekwencje smile
                        • jesienna.nuta Re: Kasting? 04.12.14, 15:07
                          Nie, to nie jest dobry powód. To jest cwaniactwo i bezczelność.
                          • blue_ania37 Re: Kasting? 04.12.14, 16:14
                            Przerażajace jest dla mnie że tak zyjecie, tak się taplacie w życiu eksiów, neksiów.
                            Tyle sobie przypisujecie.
                            Zmieniacie zdanie, jak rzecz tyczy się WAS.
                            Zamiast pracować i zająć się życiem, siedzicie na forum ubolewając.
                            NIe chciałam rozwodu, chciałam, dom i robić kotlety nie wyszło, ale nigdy bym nie jaczyła na forum po 20 godziny na alimenty.
                            Na zle eksie i wysokość tychże jakich dumnych alimentówsmile
                            To sa Wasze wybory, ja jak poznam pana Arka który mi powie że jest rozwodnikiem i ma alimenty to będzie mój wybór, a wy zwalacie tą odpowiedzialność na eksie.
                            To orzecznictwosmile to jakiś wydruk ze strony interenetowej jakiegoś adwokaciny który potrzebuję zebrać klientów.
                            Orzecznictwa wydają sądy najwyższe, w najgorszym wypadku apelacyjne.
                            Marność i za dużo czasu na życie.
                            A
                            www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I
                            • karolana Re: Kasting? 04.12.14, 18:36
                              Aniu rozbawił mnie Twój post.
                              1. Piszesz WY. Czyli kto? Tak zbiorowo? Bez różnicowania sytuacji? Bo przecież każda nexia ma inną, jak każda exia ma inną.
                              2. Jęczymy na forum. A Ty nie jęczałaś? Przecież jęczałaś tylko na inny temat.
                              3. Nie pisz proszę co Ty BYŚ bo nie wiesz. Najpirrw spotkaj pana Arka i wejdź w relacje z nim. Poza tem pogadamy. Teraz możesz jedynie mówić co już zrobiłaś i ewentualnie dywagować co SĄDZISZ że zrobisz. Ale jak będzie guzik wiesz.
                              4. Nie wiem co inne nexie zwalają na exie, wiem co ja zwalam na "swoją" - jest pazerna, usiłuje sięgać do mojej kieszeni, wpieprza się w nasze życie i olewa swoje dzieci. I nie pisz że nie, bo jej nie znasz. Ty może jesteś inna, ale to babsko jest po prostu złym człowiekiem i krzywdzi innych, w tym dzieci. A dla mnie ktoś kto krzywdzi dzieci to śmieć i tyle. Masz odmienne zdanie?
                              5. Pracuję i żyję, inne jak sądzę też. Okresowa aktywność na forum nie przeczy realizacji swojego życia. Prawda?
                              • blue_ania37 Re: Kasting? 04.12.14, 19:02
                                karolana napisała:

                                > Aniu rozbawił mnie Twój post.
                                > 1. Piszesz WY. Czyli kto? Tak zbiorowo? Bez różnicowania sytuacji? Bo przecież
                                > każda nexia ma inną, jak każda exia ma inną.
                                > 2. Jęczymy na forum. A Ty nie jęczałaś? Przecież jęczałaś tylko na inny temat.
                                > 3. Nie pisz proszę co Ty BYŚ bo nie wiesz. Najpirrw spotkaj pana Arka i wejdź w
                                > relacje z nim. Poza tem pogadamy. Teraz możesz jedynie mówić co już zrobiłaś i
                                > ewentualnie dywagować co SĄDZISZ że zrobisz. Ale jak będzie guzik wiesz.
                                > 4. Nie wiem co inne nexie zwalają na exie, wiem co ja zwalam na "swoją" - jest
                                > pazerna, usiłuje sięgać do mojej kieszeni, wpieprza się w nasze życie i olewa s
                                > woje dzieci. I nie pisz że nie, bo jej nie znasz. Ty może jesteś inna, ale to b
                                > absko jest po prostu złym człowiekiem i krzywdzi innych, w tym dzieci. A dla mn
                                > ie ktoś kto krzywdzi dzieci to śmieć i tyle. Masz odmienne zdanie?
                                > 5. Pracuję i żyję, inne jak sądzę też. Okresowa aktywność na forum nie przeczy
                                > realizacji swojego życia. Prawda?

                                Okej masz rację, we wszystkim, i zyj w przekonaniu że eksia jest zla.
                                Ewentualnie proszę powiedzieć Celince, że też ma racjęsmile
                                Ja wolę swoję pracę, swoje dziecko niż mulenie tematu alimentów w 3, 4 wątkachsmile
                                • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 19:11
                                  Czy ktos moze wie czemu ta kobieta tak sie mnie czepia? Przeciez ja nic od niej nie chce.
                                • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 19:13
                                  Prawdopodobnie mam racje. Ty tego nie wiesz bo nie znasz drugiej strony medalu. Nie majac pełnego wachlarza doświadczeń nie jestes w stanie prawidłowo oceniać.
                                • karolana Re: Kasting? 04.12.14, 19:36
                                  > Okej masz rację, we wszystkim, i zyj w przekonaniu że eksia jest zla.

                                  Aniu to nie moje przekonanie ale fakt. To mały, chciwy, egoistyczny i emocjonalnie upośledzony człowiek. Źle mi z tym bo to matka nie-moich dzieci. Źle mi z tym bo to krzywdzi te dzieci, to co ona robi. Nie znasz jej, nie masz pojęcia co robiła i robi. A ja nie będę na publicznym podawać szczegółów. To tak jakbym ja Ci zarzuciła że niesprawiedliwie swojego ex oceniasz bo to na pewno wspaniały człowiek i na pewno był super mężem a te sprawy z rzekomą przemocą to ściema. Na chyba przyznasz że to nie byłoby w porządku.

                                  > Ewentualnie proszę powiedzieć Celince, że też ma rację

                                  A co mnie Wasze rozgrywki z Celiną?

                                  > Ja wolę swoję pracę, swoje dziecko niż mulenie tematu alimentów w 3, 4 wątkach

                                  A ile muliłaś na inne tematy? Co za różnica jaki temat?
                                  Poza tym chyba każdy z forumowiczów ma pracę i niemal każdy ma dzieci, co to za argumet?
                                  Jak ktos ma potrzebę niech muli nawet na 10 wątkach! Widocznie ma potrzebę.
                                  Ja jęczenie na dziś kończę.
                                  Lecę do dzieciarni, właśnie trening skończyli wink miłego wieczoru.
                            • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 19:15
                              Czemu ona stałe o sobie pisze? Przeciez nikt jej nie pyta o to. Po co o tych kotletach itd? Tak jakbyśmy my neksie/eksie wchodziły w,poprzednie związki i rodziły dzieci tak dla jaj a jedna Ania rodziła rozsądnie... Paranoja
                          • celina1984 Re: Kasting? 04.12.14, 16:36
                            Jesienna nuto ale co bo sie pogubiłam? smile
                            • jesienna.nuta No to, 05.12.14, 12:02
                              ... że Zmęczona żyje z jednym facetem na kocią łapę biorąc alimenty od innego.
                              To jest cwaniactwo i bezczelność. Dla nie nie do pojęcia.
                              Drzewko się przesunęło...
                              • karolana Re: No to, 05.12.14, 12:15
                                Zmęczona żyje z jednym facetem na kocią łapę biorąc alimenty od innego.
                                To jest cwaniactwo i bezczelność.


                                No czekaj, ale dlaczego? Tak serio.
                                Życie na "kocią łapę" może być podyktowane brakiem ciśnienia na ślub. Normalna sprawa, nie każdy chce ślubu.
                                Może być podyktowane niechęcią do ślubu po rozwodzie (bo się sparzyła mocno).
                                Może być też podyktowane przepisami, które uniemożliwiają w przypadku ślubu korzystanie a alimentów od ex.
                                Zmęczona wyjaśniła (a ja te wyjaśnienia przyjmuję, bo wiem, że takich sytuacji jest wiele), że te alimenty to wynik sytuacji, w której ona razem z mężem ciężko pracowała, a potem została przez niego pozostawiona. Facet zgarnął dorobek, który choć wspólnie wypracowany, formalnie był na niego. I zostawił żonę w chorobie.
                                Sprawiedliwe jest więc, by oddał jej to, co ona sama wypracowała.
                                Nie ma znaczenia czy ktokolwiek inny tak by postąpił, to jej prawo. Dlaczego ma z niego rezygnować?
                                Może Zmęczona musi dokonać wyboru - rozsądek i zabezpieczenie finansowe vs poryw serca i ślub.
                                Ja od dawna wybieram pierwszą opcję, nie spieszy mi się do zmiany, bo (być może) będzie to miało konsekwencje finansowe, na które nie chcę się narażać. Ani swojego dziecka. To też cwaniactwo? Czy logiczne myślenie?
                                Można oceniać i twierdzić, ze powinna unieść się honorem, olać alimenty i żyć jak jej serce dyktuje (zakładając, że serce dyktuje ślub). Tylko po co? Nie jesteśmy w jej butach i nie my ponosimy konsekwencje jej decyzji.
                                Ja w tym postępowaniu nie widzę niczego niewłaściwego. I jeśli Zmęczona jest w sytuacji takiej, że chciałaby ślubu, ale musi kalkulować na zimno, to musi codziennie mierzyć się z tym, a to łatwe nie jest. Nie jest sztuką dać się ponieść i postępować na zasadzie "jakoś to będzie". Sztuką jest myśleć trzeźwo i logicznie.
                                • celina1984 Re: No to, 05.12.14, 13:40
                                  Karolana to JEST cwaniactwo i bezczelność. Moze gdyby dotyczyło to kogos innego,mnie zmeczonej to zastanowiłabym sie czy te alimenty na nia sa uzasadnione czy nie. Ale sposob w jaki ona o tym pisze, radość z jaka wytyka innym ze ona ma kase sprawia, ze za grosz nie wierze ze alimenty w jej wypadku sa uzasadnione. Pomijajac juz jej charakter i podejście uwazam ze kazdy zdrowy, myślący czlowiek powinien sam na siebie zarobić.
                                • tricolour Masz rację... 05.12.14, 16:34
                                  ... jeśli jedynym kryterium powodzenia przedsięwzięcia jest wynik finansowy, to oczywiście i Zmęczona, i Ty macie rację.

                                  Ale w takim razie prostytutka, to taki sam dobry (albo i lepszy, bo bardziej dochodowy) zawód jak księgowa. Główna. A od takiej bibliotekarki czy pracownika naukowego - o niebo lepszy.

                                  I czemu te Niemry buntowały się gdy ichniejszy urząd pracy kierował bezrobotne do burdelu pod groźbą utraty zasiłku? Wszak i warsztat pracy każda odpowiedni miała (taki był argument - serio) i praca legalna, dochodowa...

                                  Reasumując: sztuka trzeźwego i logicznego spojrzenia na życie wyłącznie przez pryzmat pieniędzy prowadzi do wniosku, że najlepiej by było pobierać kasę od każdego faceta, który znalazł się odpowiednio blisko dupy. Tak by było dla portfela najlepiej.

                                  Ale użycie szerszej optyki prowadzi do wniosku, że to prostytucja.
                                • jesienna.nuta Re: No to, 05.12.14, 17:37
                                  Wybacz, Kar, ale nie zmienię zdania.
                                  Dla mnie OKROPNIE uwłaczająca jest sytuacja, kiedy pani żyje z panem biorąc kasę od innego pana. Naprawdę - dla mnie to kosmos. No i wolałabym nie mieć NIC WSPÓLNEGO z panem, który żyje ze Zmęczoną biorącą kasę od innego pana. Brudne to jakoś. Fuj.
    • celina1984 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 10:41
      Froshka a po co Ty sie męczysz z wrzucaniem sensownego orzecznictwa. Przeciez te baby to wcale nie obchodzi. Machają ogonami jak kundelki na widok comiesięcznego przelewu. To jedyna radość ich zycia. Przeciez cokolwiek napiszesz jakiekolwiek argumenty wrzucisz to jedna napisze Ci ze jej zazdrościsz jej alimentow a druga cierpi na ciasnoglowie i argumentów nie przyjmuje. Zreszta nie dziwie sie. Gdybym była tak nędznym robakiem jak zmeczona i tarzała sie z radości na myśl ze zyje z alimentow to pewnie tez bym nie chciala przyjmować argumentów.
      • froshka66 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 11:32
        własnie tez to do mnie doszło. smutne
    • froshka66 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 11:31
      Bez względu na to ile postów zostanie napisanych w duchu
      -„prad kosztuje123,50- a-nie 150 i-jakby dziecka-nie-było-to-bys- tez-swiatlo w–salonie- swiecila!”
      Ile wyzwisk:
      -„ty kłamco ! od 3 miesięcy nie ma vatenfalla tylko tauron wiec kłamiesz pisząc, ze masz faktury od vatenfalla! Kłamca! okradasz własne dziecko!”
      -Ty jesteś sama złodziejem , bo wisisz na konkubencie, a nawet na ślub cie nie stać
      -Jak takie mądre samodzielne 18 letnie, niech się samo utrzyma!!

      Co oprócz zmiany tematu niczego w kwestii zasadniczej nie wnosi.

      Większość kobiet uznaje alimenty jako wynagrodzenie ich krzywd a nie wkład ojca należny dziecku w opiekę nad nim.

      Tych które tego nie robią przekonywać nie trzeba, a reszty i tak się nie da.

      Dziecko pełnoletnie ma zgodnie z prawem dysponować alimentami na siebie i te matki które tego nie robią postępują niezgodnie z prawem.
      Nie ma co pisać więcej, bo nikogo nie przekonam.
      W tym co pisze jest pewnie ok 25 możliwości złapania mnie za słówka , interpunkcje, zarzucenia kłamstwa .itp.

      Gorsza informacja jest taka, że traktowanie alimentów inaczej niż jako rzeczy należnej dziecku a nie matce, odbije się w przyszłym życiu czkawka i to najczęściej na relacji matka – dziecko.
      Tych które to widzą przekonywać nie trzeba, a reszty i tak się nie da.
      • blue_ania37 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 12:37
        Jesteście chore traktujac alimenty jako wynagrodzenie kogokolwiek krzywd.
        Moje układy z byłym sa mowiac delikatniesmile sporadyczne.
        Ale nie traktuję jego pieniedzy na dziecko jako wynagrodzenie mi krzywd.
        Ma dziecko, ktore jada, uzywa prad, zuzywa ciuchy i pojawił się w jego zyciu na jego świadome dzialania.
        Nie macham ogonkiem jak dostaję alimenty ale idę kupić mieso na kotlety.
        Nie mam fioła na punkcie 18 stki mojego syna, ale jesli będzie się wtedy uczyć np w 3 klasie i przygotowywać się do matury nie mam zamiaru prosić o dołożenie z alimentów 100 zł na czynsz, jesli bedzie mieszkal samodzielnie może mnie i tatę pozwać o alimenty.
        Neksiorki mają fiola na punkcie alimentów które nie są na dzieci a na waciki, zaspokajaja nie wiadomo co a nie dziecko.
        Te same kobiety zgadzają się albo muszą akceptować dziecko raz na 2 tygodnie oburzone że chce jeśc ale przecież tyle płacimy!
        To chyba nie do wyleczenia.
        • froshka66 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 12:44
          "moja " next nigdy mi żadnych uwag nie robiła. lecz uważałam za stosowne, skoro dziecko będzie u nich w święta, żeby miało choć niewielki prezent dla obojga.

          ale jeśli będzie się wtedy uczyć np w 3 klasie i przygotowywać się do matury nie mam zamiaru prosić o dołożenie z alimentów 100 zł na czynsz

          i to jest własnie niezgodne z obowiązującym prawem w Polsce.
          Bo te alimenty będzie miał przelewane na swoje konto.
          • blue_ania37 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 12:58
            Zgodne z prawem obowiazującym że członek spóldzielni, części mieszkania itp...jest zmuszony płacić za mieszkanie.
            Robić prezenty neksi? jakieś chore
            Sorry mam inne poglady
            • froshka66 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 13:11
              Robić prezenty neksi? jakieś chore

              widocznie inaczej postrzegamy kulturę.
              Obca kobieta ma chęć dołożyć jakiś starań, żeby pobyty mojego i ojca dziecka w jego domu przebiegał miło i skoro niestety ojciec jest nienajlepszym kucharzem, to ona dba o to , żeby na talerzu mojego dziecka było coś dobrego.
              W tej sytuacji podstawowa kultura współżycia obcych sobie ludzi oraz chęć nauczenia tej kultury moje dziecko nakazuje mi wyposażyć kilkulatka w elegancki zestaw pierniczków i ciasteczek. Parę złotych za naukę dziecka PODSTAWOWEJ kultury wychodzi taniej niż korepetycje a przyniosło wiecej niz spodziewane efekty.
            • froshka66 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 13:32
              i powrócę do treści zasadniczej :

              Zgodne z prawem obowiazującym że członek spóldzielni, części mieszkania itp...jest zmuszony płacić za mieszkanie.

              zgodnie z prawem ów pełnoletni członek spółdzielni zmuszony jest płacić za mieszkanie z własnego konta, na które dostaje własne pieniądze przyznane jemu wyrokiem sądu
              • zielona.wrona Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 14:14
                Widzisz froshka66, niektore kobiety maja dzieci, zeby spelnic sie w macierzynstwie, wychowac nowego czlowieka i cieszyc sie tym. Niektore inne kobiety maja dziecko, zeby sie zabezpieczyc finansowo, bo same nic nie potrafia. W swoim czasie zlapaly meza na cokolwiek, potem dziecko i usiadly na laurach. Po latach maz sie zorientowal z kim ma do czynienia i poszedl sobie zabierajac SWOJE pieniadze. I te kobiety szlag trafia, ze taka partia, takie pieniadze poszly w sina dal. Jak uboga musi byc taka kobieta, ktora dostala alimenty na siebie i znich musi zyc. I z drugiej strony, jak bogaty musi byc zen ex maz. Jesli to prawda z tymi alimentami, bo pisac mozna duzo. I jaki to status spoleczny zyc z alimentow bylego meza. Naprawde nie ma sie czym chwalic. To chyba tak samo wazne spolecznie, jak zebranie pod supermarketem.
                Ponizej wszelkiej przecietnej. I nie dziwi potem, ze zwakly gest, jak podarunek dla nex jest dla tej, czy innej nie do przelkniecia. Prymityw po prostu. I nic tu nie pomoga alimenty w tysiacach. Klase sie ma, albo nie. Tego sie kupic nie da.
                Pozdrawiam Cie froshka66.
              • bramstenga Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 16:03
                > zgodnie z prawem ów pełnoletni członek spółdzielni zmuszony jest płacić za mieszkanie z własnego konta,

                Ale, jak mawiał Osioł w Shreku, "masz jakieś wsparcie?".
                Tłumacząc: jakiś przepis o konieczności opłacania czynszu w własnego konta mogłabym prosić?
                • tricolour A czy ja mógłbym prosić o przepis... 30.11.14, 16:38
                  ... nakazując podcierać dupę? KK, KRiO, Kodeks Drogowy, Rozkład Jazdy PKP?

                  Nie ma? Chodzisz obesrana?
                  • bramstenga Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 30.11.14, 16:52
                    > Nie ma? Chodzisz obesrana?


                    Masz jakiś problem, że nawiązujesz do ekskrementów w co drugim poście? Spróbuj poszukać pomocy u specjalisty, łatwiej będzie znaleźć rozmówcę. Ja w takim tonie konwersować nie zamierzam, nawet w takim bagnie, jakim jest Internet.
                    • tricolour Jaki dylemat, taka argumentacja... 30.11.14, 20:11
                      ... a gdy ktoś prosi o przepis prawny, który ma rozstrzygać dylemat żenująco niskiej rangi, to nawiązanie do nisko opuszczonych majtek ma głęboki sens.

                      Prawo nosi się w sobie ponieważ źródło prawa - rozsądek - powinno się mieć w sobie.
                  • blue_ania37 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 30.11.14, 16:57
                    Proponuję zrobić na przepis neksi Anismile
                    A poważnie to ja neksi nie mamsmile
                    Ale proszę tworzyć wątek dalejsmile
                    • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 30.11.14, 20:17
                      Aniu skoro nie masz nexi to skąd taka bulwersacja w temacie prezentu? Może jak będziesz miała nexię miła dla Twojego dziecka docenisz jej wkład i dostanie ona na święta upominek od Ciebie? Skąd wiesz że nie? Czy może nexia z założenia jest be?
                      • blue_ania37 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 30.11.14, 21:43
                        Bulwersacja? jakaś kojejna choroba?
                        NIe potrzębuję neksi ani moje dziecko, ma swoją mamę i tatę.
                        I nawet pan eksior to szanuje.
                        NIe przedstawiamy dziecku wujków i ciociów.
                        Neksia nie jest potrzebna mojemu dziecku do życia jeżeli pytasz.
                        On potrzebuję ewentualnie opieki i kasy na życie.
                        NIe przewiduję prezentów dla neksi w temacie młodego chyba że wybierze inaczej mlody - zaakceptuję
                        • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 08:52
                          NIe przedstawiamy dziecku wujków i ciociów.

                          Rozumiem, że wykluczasz stałe związki, zarówno swoje, jak i swojego ex męża? Czyli do końca życia będziecie oboje mieli jedynie przygodnych kochanków, którzy w żadnym przypadku nie zamieszkają z Wami?
                          • celina1984 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 09:01
                            Karolana a jaki jest sens pytania o to osoby, ktora nie ma pojecia o co jest pytana. Ania jest typem człowieka ktory uwaza, ze jesli cos jej sie nie przydarzyło to nie istnieje. Mozemy z Ania dyskutować o neksiach jak w jej zyciu sie ktos taki pojawi. Byc moze wtedy pojmie ze wazne jest zeby ta osoba miała dobre relacje z jej synem i ze obecności takiej osoby moze byc rowniez pozytywnym aspektem w zyciu jej dziecka, dziecka ktore nie ogłada zawsze samego taty i zawsze samej mamy. Nie ma sensu Ani tego tlumaczyc tak jak nie ma sensu tlumaczyc ze sady rodzinne wywyższają role matki i sa kompletnie głuche na starania ojca sprowadzając jego role do roli bankomatu co matkom nie zwykle sie podoba bo przynajmniej w finansowym aspekcie "dały exowi popalić" skoro juz wiecej zrobic nie moga.
                        • meniera33 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 08:57
                          Aniu, ale bierzesz pod uwagę fakt, że Twój mąż się w końcu poważnie zaangażuje? Niekoniecznie do końca życia będzie miał tylko "ciocie", może spotkać kobietę, z którą będzie chciał dzielić życie, mieszkanie, będzie chciał, żeby Wasz syn ją lubił.Może nawet da jej prawo do zaglądania do swojego i pośrednio Twojego portfela. To może się wydarzyć, a obecne ustalenia mogą się zmienić.
                          • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 09:01
                            No więc chyba Ania ani kilka innych nie dopuszczają takiej sytuacji smile
                            Same również zapewne nie dopuszczają myśli, że zwiążą się z kimś na poważnie, nie tylko będą się spotykać, ale też zamieszkać, może wziąć ślub, mieć dziecko smile To tylko świadczy o nieprzepracowanym jeszcze temacie rozstania wink
                        • celina1984 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 10:30
                          Moj M nie jest dla mojego syna żadnym wujkiem. Mowi mu po imieniu, grają razem w piłkę i oglądaja męskie filmy. Moj M zaraza mojego syna pasja do ćwiczeń i zdrowego trybu zycia. Kiedy moj syn wraca od taty do domu przytula sie najpierw do mnie a potem do swojego "przyszywanego taty" jak sam go nazywa. Wiec pisanie o przedstawianiu wujków i ciociow jest stereotypem i błędnym w założeniu myśleniu wynikającym z kompletnej znajomosci tematu i niechęci do zrozumienia ze i neks moze byc ważna osoba w zyciu MOJEGO dziecka
                      • triss_merigold6 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 30.11.14, 21:57
                        Od nadmiaru słodyczy może zemdlić. Mój eks ma jakąś koleżankę/partnerkę od dłuższego czasu, moje dziecko ją zna, ale w życiu nie pomyślałabym, że powinno kobiecie dawać jakiś prezent z okazji świąt. Dla ojca prezent pod choinkę ma zawsze, kupiony i zapakowany przeze mnie.
                        • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 09:10
                          Mój eks ma jakąś koleżankę/partnerkę od dłuższego czasu, moje dziecko ją zna, ale w życiu nie pomyślałabym, że powinno kobiecie dawać jakiś prezent z okazji świąt.

                          Po pierwsze, zastanawia mnie to jak bardzo wzbraniacie się (Ty, Ania, inne) przed myślą, że ex może mieć kogoś, kogo kocha, szanuje, z kim chce dzielić życie w każdym aspekcie i że ta kobieta stanowi(ć będzie) część życia Waszego dziecka.
                          Bo sorry, inaczej jest kiedy tatuś spotyka się z kimś i dziecko zna tę "koleżankę", a zupełnie inaczej, kiedy ta kobieta okresowo mieszka z Waszym dzieckiem, a co za tym idzie, staje się częścią, czasami bardzo ważną, życia tego dziecka. Nie mówiąc o tym, że współuczestniczy w opiece nad nim i jego wychowaniu. Czy Wam się to podoba, czy nie, takie są fakty.
                          I jeśli Wasze dziecko ma macochę, mniej lub bardziej formalną, która wrzuca jego brudne gacie do pralki, rozwiesza je potem, prasuje koszulki i spodnie, odrabia lekcje, chodzi na spacery, przygotowuje posiłki i pilnuje żeby dziecko było czyste, nakarmione i zadowolone, to chyba warto okiełznać swoje ego i dać jej do zrozumienia, że doceniacie.

                          Dla ojca prezent pod choinkę ma zawsze, kupiony i zapakowany przeze mnie.

                          Rozumiem, że Twoje dziecko nie ma jeszcze 7 lat i nie potrafi samo wybrać prezentu dla Taty?
                          • triss_merigold6 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:06
                            O ile wiem moje dziecko nie ma macochy, a jego ojciec z koleżanką nie mieszka. Niemniej, nie wnikam w szczegóły, bo tak niespecjalnie mnie to interesuje. Ponadto, nie nazwałabym weekendów 1-2 razy max w miesiącu okresowym mieszkaniem z dzieckiem. Częściej eks przyjeżdża do starszaka w tygodniu i np. odbiera go z treningów albo monitoruje odrabianie lekcji.

                            Syn ma 10 lat, ale ja znam lepiej preferencje literacko-muzyczne eksa i wybieram coś, co mu się spodoba na 99,9%. Prezent starszak daje sam.
                            • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:30
                              Triss, ale zobacz sama, że to są bardzo, bardzo indywidualne przypadki! Po pierwsze Ty masz sensowne podejście i nie wnikasz w życie exa, nie wypytujesz dziecka, nie opowiadasz bzdur o nowej partnerce exa. Jednym słowem - nie ma się do czego przyczepić wink
                              Po drugie Twój ex częściej jest u dziecka niż dziecko u ojca.
                              Ale co z sytuacją, kiedy dzieci spędzają nawet te kilka dni w miesiącu w mieszkaniu taty, w którym mieszka jego nowa partnerka? Przecież siłą rzeczy ta kobieta ma swój udział w wychowaniu dzieci, no nie ma innej opcji. Tak samo jak nowy partner mamy. I co, skakanie sobie do oczu, bo "ta baba/ten facet nie ma prawa dotykać MOICH dzieci?".
                              Ja szanownej ex nie trawię, uczucie jest silne i odwzajemnione tongue_out
                              Ale z każdej możliwej okazji (Dzień Matki, Walentynki, Boże Narodzenie, Wielkanoc, urodziny) przypominam dzieciom o prezencie dla mamy, pomagam im zrobić ten prezent (wychodzę z założenia, że większą wartość mają takie prezenty niż coś kupione w sklepie, zwłaszcza w przypadku dziecka). Panienka nawet często nie jest świadoma, że dostaje życzenia i prezenty tylko dzięki mnie, rozczula się nad tym, jak dzieci o niej pamiętają. I super, niech się czuje kochana, może będzie dla dzieci lepsza.
                              Nie rozumiem więc dlaczego taka jest alergiczna reakcja na samą myśl, że nowa partnerka ojca mogłaby dostać upominek na święta. Nie chodzi o to, że w Twoim konkretnie przypadku Ty nie dajesz, bo faktycznie, w tych układach to więzi z dzieckiem są raczej luźne. Ale chodzi o samą ideę. Co w niej takiego złego??? Tak poważnie pytam.
                              • celina1984 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:34
                                Dla mnie mobilizowanie syna do przygotowania choćby własnoręcznie prezentów dla taty i neksi uczy go przede wszystkim tego, ze idąc do nich np. Na Wigilie powinien tez obdarować bliskich sobie ludzi a nie tylko zostac obdarowanym. Uczy to go troski o drugiego człowieka. Nawet jesli to neksia. A szczegolnie jesli ta neksia jest mu przychylna. Nie chce zeby był roszczeniowy i tylko czekał az to jemu ktos cos da.
                              • triss_merigold6 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:35
                                Czekaj, ale Ty przypominasz dzieciom o prezentach i życzeniach dla ich własnej matki i organizujesz w/w. Aczkolwiek dziwi mnie dlaczego nie robi tego ojciec dzieci, tylko Ty go zastępujesz w tej kwestii organizacyjno-emocjonalnej. Jeśli chcesz wzajemności, to właściwym adresatem pragnienia jest Twój partner - on powinien swoim dzieciom przypominać.

                                Generalnie w samej idei nie widzę nic złego, w Twoim uzasadnieniu widzę - mam wrażenie - pomieszanie ról.
                                • zmeczona100 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:36
                                  No bo jak ma nie zastępować ojca, skoro on ma dwie lewe ręce....
                                  • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:54
                                    zmeczona100 01.12.14, 13:36
                                    No bo jak ma nie zastępować ojca, skoro on ma dwie lewe ręce....

                                    Nie przypominam sobie żebyśmy się znały i żebyś chłopa znała smile A skoro tak, bądź łaskawa nie mleć paszczą (czy tam paluchami) o ludziach, których nie znasz i guzik wiesz co potrafią a czego nie.
                                    Może Tobie gul skacze, że nie-moje dzieci mają TATĘ, a nie tylko comiesięczny przelew? Sądzę, że Twój syn bardzo chętnie zamieniłby kasę i swoją i Twoją na ojca, który jest naprawdę obecny w jego życiu smile
                                    A może jednak wolisz dla dziecka brzęczącą monetę zamiast taty?
                                    • zmeczona100 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 14:04
                                      Karolano, mój syn niedługo odbiera swój własny, pierwszy dowód osobisty, więc od lat sam kształtuje własne relacje ze swoim ojcem- i mi nic do tego smile
                                      • karolana Do Zmęczonej 01.12.14, 14:54
                                        No i gratuluję, ale to teraz, prawda? Nie wiem ile lat miał Twój syn w momencie Waszego rozwodu. Ale jeśli mniej niż 15-16 lat, cóż, tato był mu potrzebny nie jako figura retoryczna i stan konta. Tylko jako Tato. Nie-moje dzieci takiego Tatę przez duże T mają. A to ważniejsze milion razy niż przelewy na konto ich rodzicielki. Mają kogoś, kto zrobi wszystko dla nich, dla ich dobra (nie mylić z dawaniem wszystkiego). Taki jest dla swoich dzieci, taki jest dla mojego dziecka. To taki Tato, który przytuli, kiedy trzeba i opieprzy kiedy trzeba. Nie podnosi ręki, ale budzi respekt. Trzyma krótko, ale daje dużo swobody osobistej. Daje z siebie dużo i wymaga dużo. To taki Tato, jakiego powinno mieć każde dziecko na codzień. Moje dziecko ma. I nie-moje mają go niemal na codzień. Dokładnie przez 24 dni w miesiącu, bo nie widzą się z nim tylko przez 6 dni. Sądzisz, że gdyby Twój ex był takim tatą, ciągnęłabyś od niego kasę? Czy wg Ciebie mężczyzna to tylko taki, który sypie kasą? Widzisz, czasem trzeba coś wybrać. Chłop wybrał zajmowanie się dziećmi. Bo kiedy zarabiał pieniądze i płacił spore alimenty, one wsiąkały jak krew w piach w kieszeń exiary, a dzieci chodziły byle jak ubrane, z byle jakimi ocenami, w byle jakim stanie zdrowia. I oboje musieliśmy podjąć trudne decyzje - chłop, że staje się kurą domową, ma problemy z płaceniem alimentów, ALE, dzieci są zadbane, chodzą do lekarzy, dostają pomoc w nauce rehabilitację -, a ja czy z nim zostaję i zaczynam dokładać się do "cudzych dzieci" oraz narażam na ataki ze strony exiary.
                                        Gdyby nie stosunek dzieci do mnie (nie mój do nich, ale ich do mnie!), pewnie odeszłabym i zostawiłabym ten cyrk dawno temu.
                                        Ale dzieci mi zaufały, pokochały mnie. Wg Ciebie jestem TYLKO macochą. Ale one tak o mnie nie mówią. Mówią i pokazują coś zupełnie innego.
                                        Masz pojęcie jakie to trudne? Jaka to odpowiedzialność? Wyobrażasz sobie jak ciężko jest w takim układzie funkcjonować?
                                        Usiłujesz mi dowalić wmawiając, że to ja coś rozwalam. A wyobrażasz sobie swoje dziecko, które zamiast do Ciebie biegnie z problemem do swojej macochy? Bo dla mnie to niepojęte. Gdyby moje dziecko tak zrobiło, czułabym, że coś strasznie spieprzyłam w relacji z nim. Zastanów się przez chwilę, jakie muszą być relacje matka-dziecko żeby dziecko wolało rozmawiać z "obcą babą", żeby ją nazywało "mamą". Ja wiem co to znaczy i wiem, jakie to ma skutki dla psychiki tych dzieci. Więc nie bardzo mnie to cieszy.
                                        Wiesz jak ciężko jest patrzeć na dzieci, które niemal żebrzą o uwagę swojej matki? O jej ciepło, uczucie? Jak cholernie ciężko jest patrzeć jak ona manipuluje ich uczuciami, jak wciska im bzdury, przypisuje sobie wszystko to, co w rzeczywistości robił ich ojciec, a nawet ja, byle tylko wyjść na "dobrą mamusię" kiedy dupa jej się już pali? Wyobrażasz sobie sieczkę, jaką mają te dzieci w psychice? I teraz osoba, którą pokochały, której zaufały, odwraca się na pięcie i odchodzi. Bo przecież "to nie moje dzieci".
                                        Oceniasz, usiłujesz wdeptać w ziemię coś, nad czym nawet się nie zastanowiłaś, czego zrozumieniu nie poświęciłaś ułamka sekundy. A robisz to ponieważ? Stwarzam dla Ciebie jakieś zagrożenie? Przecież mnie nie znasz. Ja Ciebie nie znam. Wiem tylko tyle, że żyjesz sobie dostatnio za kasę ex męża i masz niemal dorosłego syna. A co Ty o mnie wiesz z tego, co napisałam?
                                        Że żyję z facetem, który ma porypaną ex, dwoje problemowych dzieci, w których wychowanie jestem mocno zaangażowana i notorycznie brakuje nam pieniędzy. Oraz, że nie jestem w stanie podjąć decyzji o ślubie, bo mam zastrzeżenia co do faceta pod tym względem oraz boję się wpływu jego ex na moje życie.
                                        A może są inne aspekty, o których nie piszę, bo nie widzę powodu? Może to we mnie jest coś, czego nie potrafię przeskoczyć po nieudanym pierwszym małżeństwie?
                                        To są podstawy żeby oceniać mnie i mojego partnera? Czy z faktu, że dzieci, ogólnie, są dla mnie priorytetem można wysnuć wnioski, jakie Ty wysnułaś? Ja bym się nie odważyła.
                                        Może Twój ex zrobił Ci krzywdę, którą tylko kasa może zrekompensować. Nie wiem. I Twoje prawo. Tylko chwalenie się tym ile dostaje się cudzych (sic!) pieniędzy jest... niskie strasznie. Jasne, chciałabym mieć więcej w portfelu. Chciałabym móc wziąć wszystkie dzieciaki i polecieć na jakąś ciepłą wyspę. Trudno, będzie znowu agro w lecie. Ale będziemy razem, jako rodzina. Naprawdę dla Ciebie to tak mało ważne, tak mało warte? Mieć rodzinę?
                                        Nie wiesz o mnie praktycznie nic. Nie wiesz jaki mam zawód, wykształcenie, ile zarabiam ja, ile mój partner, gdzie mieszkamy i jaki jest mój stan posiadania. Nie wiesz co widziałam, gdzie byłam, kogo znam, z kim wódkę piłam. Nie wiesz. Ale wyciągasz wnioski takie, jakie kilka razy napisałaś. Bo przeczytałaś, że dla mnie na pierwszym miejscu jest rodzina. Nie taka idealna, ale taka, jaką mam.
                                        Czujesz się lepsza ode mnie? Czujesz, że stoisz wyżej w hierarchii społecznej? Bo dostajesz kasę od byłego męża?
                                        Widzisz, gdybym się uparła, też mogłabym od mojego ex ciągnąć pieniążki. Mogłabym dostać rozwód z orzeczeniem o winie i alimenty na siebie. Miałam podstawy (pozamałżeńskie dziecko exa oraz mój stan zdrowia). Nawet przez chwilę o tym nie pomyślałam. 20 minut rozprawy i byłam wolna. To był mój wybór. Nie czuję się gorsza, bo dokonałam takiego wyboru. Jestem dumna z siebie, że potrafię sama zapewnić wszystko, czego potrzeba swojemu dziecku i sobie.
                                        Jestem dumna z tego, co osiągnęłam, bo niewiele jest osób, które byłyby w stanie dojść do tego, co ja. Jestem dumna z siebie i gul mi nie skacze, kiedy piszesz o swoich wakacjach. Każda z nas ma to, co dla niej ważne. Ty pieniądze, a ja rodzinę smile
                                        • zmeczona100 Re: Do Zmęczonej 01.12.14, 22:40
                                          Karolano. Czyż to nie było tak, że Twój aktualny to taki idealny zrobił się dopiero pod Twoim wpływem, bo wczesniej to nie był z niego taki tatuś roku? I nie było przypadkiem tak, że Twoi teściowie nie mieli nic do zarzucenia swojej synowej, także w sprawach wychowania ich wnuków, a wręcz odwrócili się od swego syna? Pisałam Ci kiedyś w innym wątku, abyś przestała odgrywać rolę matki roku, stawając na rzęsach, aby udowodnić wszystkim swoją wyższość nad tym, jak Ty to okresliłaś- inkubatorem.
                                          Pisałas też o tym, jak to ex Twojego aktualnego zaniedbała rehabilitację dziecka... No a gdzie był wtedy ten kochający tatuś?

                                          Powtórzę- nie zabieraj sobie cudzych dzieci tylko z takiego powodu, że sama ich urodzić nie możesz. Od wychowywania dzieci są rodzice, a Ty ładujesz się między wódkę i zakąskę, aby je zagarnąć dla siebie. I stworzyć sobie rodzinkę, przy okazji rozwalając rodzinkę, która tworzą dzieci z ich matką. Mnie to brzydzi- że ex ma sobie życie ułozyć, złapać chłopa i - w domysle- urodzić sobie nowe dzieci, no bo ona może, a Ty nie.

                                          > Tylko chwalenie się tym ile dostaje się
                                          >cudzych (sic!) pieniędzy jest... niskie strasznie.


                                          Nie, to nie są cudze pieniądze. na te pieniądze pracowalismy oboje przez prawie 20 lat związku. On- od szeregowego pracownika zaraz po studiach, poprzez awanse aż do chwili obecnej, gdy takich jak on jest tylko paru w Polsce. Ja- tym, że mógł to robić, bo ja miałam wszystko, dosłownie, na głowie- łącznie ze zmiana opon w samochodzie i zasmarkanym nosem u syna, pomijając zupełnie to, że ja kombinowałam, jak odebrać syna z przedszkola, koncząc pracę np. o 20-tej. Robiłam to, bo nie miałam wyjścia, a przede wszystkim dlatego, że skoro mówił, że "nie da się" inaczej, to ja wierzyłam, że tak jest. Tak samo, jak wierzyłam w zapewnienia, że ta jego praca zaowocuje nam na późniejsze lata, zapewni normalne, dostatnie życie, zwłaszcza starość. Bez żadnego wsparcia z jego strony, także (a zwłaszcza!) w trakcie choroby mojej i syna, nie miałam żadnych szans na skorzystanie z możliwości zawodowych, jakie wtedy realnie miałam. Bo one się wiązały tez z nieobecnością, wyjazdami. Ale cóż, coś za coś. Miało być i tak dobrze- bez moich wielkich awansów.
                                          Gdyby wraz ze mną żył, był mężem i ojcem, to dzisiaj może byłby w połowie tej drogi, którą pokonał, a ja- dwa razy dalej, niż jestem.
                                          Dlatego nie masz podstaw, aby twierdzic, że to są cudze pieniądze.
                                          A jeśli cudze- to weź zgłoś kradzież czy przywłaszczenie do prokuratury.
                                          • karolana Re: Do Zmęczonej 02.12.14, 06:31
                                            Zmeczona Ty jesteś zwyczajnie emocjonalnie ograniczona. Specjalnie dla Ciebie - to CHŁOP zajmował się dziećmi od ich urodzenia. Teściowie mieli zawsze zastrzeżenia co do jej opieki. Odwrócili się od niego ponieważ na skutek jego odejścia od baby dzieciom zrobiono piekło. Oraz ze względu na sposób w jaki to zrobił. Zaniedbania w rehabilitacji i leczeniu miały miejsce kiedy na skutek kłamstw tej baby w sądzie, także na mój temat, miał przez kilka miesięcy prawo widzieć swoje dzieci 2 dni w miesiącu w weekendy.
                                            Zmeczona pisałam do Ciebie jak do osoby. I na tym kończę. Miłego.
                                        • chalsia Re: Do Zmęczonej 06.12.14, 13:35
                                          Karolana, chapeu bas
                                      • tricolour Hehehehehe "nic mi do tego".... 01.12.14, 16:56
                                        ... a to ubaw... hehehehe....

                                        Kaczyńskiemu też nic do śmierci 96 osób.
                                • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:48
                                  > Czekaj, ale Ty przypominasz dzieciom o prezentach i życzeniach dla ich własnej
                                  > matki i organizujesz w/w. Aczkolwiek dziwi mnie dlaczego nie robi tego ojciec d
                                  > zieci, tylko Ty go zastępujesz w tej kwestii organizacyjno-emocjonalnej.

                                  Ehhhh dlaczego ja zawsze zakładam, że skoro piszę, że ojciec jest normalnym, prawdziwym, w pełnym tego słowa znaczenia ojcem, ludzie będą wiedzieli, że on TEŻ takie rzeczy robi, a raczej, że to ja TEŻ czasem takie rzeczy robię?
                                  Tylko że od ROBIENIA czegoś na prezent jestem ja, bo ja się po prostu takimi rzeczami zajmuję, a co za tym idzie, dopilnowanie wykonania (dania wraz z życzeniami) jest po mojej stronie. Chłop natomiast czasami daje dzieciom pieniądze na kwiaty dla matki, a czasem sam te kwiaty kupuje i daje dzieciakom żeby wręczyły mamusi.

                                  > Jeśli
                                  > chcesz wzajemności, to właściwym adresatem pragnienia jest Twój partner - on po
                                  > winien swoim dzieciom przypominać.

                                  Po pierwsze nie oczekuję od ex niczego poza tym żeby nie psuła i nie mieszała.
                                  Po drugie ojciec dzieciom przypomina o wszystkim co jest związane z ich matką.
                                  Po trzecie nie oczekuję od dzieci żeby pamiętały, bo wiem, że dzieci nie pamiętają same z siebie bardzo często o niczym, poza własnymi świętami wink
                                  Po czwarte, mój partner przypomina dzieciom (i swoim i mojemu) o życzeniach dla mnie, wyjątkiem jest Dzień Matki, ponieważ jest oficjalny zakaz składania mi w tym dniu życzeń przez nie-moje dzieci wink
                                • chalsia Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 06.12.14, 13:22
                                  Jeśli
                                  > chcesz wzajemności, to właściwym adresatem pragnienia jest Twój partner - on po
                                  > winien swoim dzieciom przypominać.

                                  o dokładnie TAK
                                  to ojciec de facto winien motywować dziecko do działania (kupno prezentu czy jego wykonanie) zarówno dla macochy, rodzeństwa przyrodniego czy matki
                          • chalsia Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 06.12.14, 13:03
                            > I jeśli Wasze dziecko ma macochę, mniej lub bardziej formalną, która wrzuca jeg
                            > o brudne gacie do pralki, rozwiesza je potem, prasuje koszulki i spodnie, odrab
                            > ia lekcje, chodzi na spacery, przygotowuje posiłki i pilnuje żeby dziecko było
                            > czyste, nakarmione i zadowolone, to chyba warto okiełznać swoje ego i dać jej d
                            > o zrozumienia, że doceniacie.

                            generalnie się zgadzam, jednak wyżej opisany przypadek mnie nie dotyczy
                            moje dziecko ma macochę, ale:
                            - po pierwsze ja nie wiem, czy powyższe czynności wykonuje ona czy eks,
                            - po drugie dziecko wraca do domu z brudnymi rzeczami do prania, lekcji u ojca z zasady nie odrabia, na spacery chodzą całą rodziną, więc pozostaje jedynie kwestia przygotowania drugiego dania (bo dziecko jedzie do ojca z własną zupą oraz jedzeniem na śniadania i kolacje z racji alergii), a to drugie danie jest szykowane nie tylko dla mojego dziecka, ale dla całej rodziny eksa, na dodatek eks sam dobrze gotuje,
                            - po trzecie macocha zajmowała się sprawami, którymi nie powinna była (np. ośmiolatkowi tłumaczyła temat alimentów - a od tego, żeby o tym mówić, jak i kiedy to akurat są rodzice), jak również przekazywała dziecku komunikaty typu "jak Ty będziesz/nie będziesz robić coś tam, to nie będę Cię zapraszała do swojego domu na weekendy"
                        • jesienna.nuta Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 12:03
                          Triss, a czy Twój syn dostaje prezenty od koleżanki/partnerki Twojego byłego męża?
                          • triss_merigold6 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:08
                            Bardzo sporadycznie i są to drobiazgi, coś słodkiego, jakiś gadżet reklamowy. Tak niezbyt to rejestruję, bo nie wypytuję, co i z kim konkretnie robił podczas weekendów u ojca. Starszak wraca zadowolony i ok, lata mi czy był z ojcem na obiedzie u babci, czy z ojcem i jego koleżanką w parku.
                            • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:22
                              . Tak niezbyt to rejestruję, bo nie wypytuję, co i z kim konkretnie robił podczas
                              weekendów u ojca. Starszak wraca zadowolony i ok, lata mi czy był z ojcem na obiedzie u babci, czy z ojcem i jego koleżanką w parku.


                              Bardzo zdrowe podejście smile
                            • jesienna.nuta Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:29
                              Nie sądzisz więc, aby ŁADNIE wyglądało, gdyby Twoje dziecko dało od święta Pani w prezencie jakiś drobiazg - np. namalowany przez siebie obrazek?
                              Dziecko nauczyłoby się szacunku nawet dla tych, którzy dobrze/obojętnie go traktują, ale są częścią jego rzeczywistości.
                              • triss_merigold6 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:49
                                Bardzo ładnie by wyglądało (aczkolwiek niekoniecznie obrazek wink ). I nie mam absolutnie nic przeciwko, żeby o takim symbolicznym geście względem koleżanki taty przypominał starszakowi jego ojciec.
                                • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 13:57
                                  Coś Ty, właśnie obrazek jest fajny! Nie-moje pasjami produkowały jakiś czas temu obrazki, które porozwieszane były po całym domu smile Niektóre były naprawdę....eeeeeeee... zastanawiające big_grin
                                  • jesienna.nuta Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 14:01
                                    Może jestem niesprawiedliwa, ale mówię to z pozycji - kiedyś - naiwnej i starającej się neksi, która nie doczekała się w przeszłości nawet symbolicznego prezentu. A teraz przestało mi na tym zależeć i jest mi z tym dobrze.
                                    • karolana Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 14:07
                                      Nie wiem jak to jest, nie dostać nigdy nic od dzieci, którym poświęcasz czas, uwagę, uczucia. Nie wiem, bo ja dostaję od nie-moich dzieci więcej, niż sama z siebie daję (kwestie finansowe pomijam, bo to oczywiste). Musi to być bardzo przybijające sad
                                    • triss_merigold6 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 14:08
                                      Toż Ci tłumaczę: nie mam nic do neksi, nawet nie wiem czy to stała koleżanka czy w ciągu kilku lat pojawiały się jakieś różne. Ojciec starszaka jest odpowiedzialny na tyle, że bez stresu posyłam do niego starszaka i wiem że zadba o obiad/podanie leków jeśli trzeba/czapkę/lekcje jeśli zeszyty spakuję/inne.
                                      Jeśli w co którymś wyjściu/weekendzie uczestniczy koleżanka to fajnie, ale to sprawa ojca dziecka, a nie moja. Jeśli ojciec dziecka uzna, że syn powinien jego przyjaciółkę/partnerkę obdarować czy złożyć jej życzenia, to super - niech mu przypomni, pójdzie z małolatem do kwiaciarni.
                                  • triss_merigold6 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 14:02
                                    Cokolwiek. W każdym razie ponieważ starszak kontakty z koleżanką taty ma wyłącznie przez tatę, to niech ojciec go w tym zakresie wychowuje.
                                • froshka66 Re: A czy ja mógłbym prosić o przepis... 01.12.14, 14:35
                                  żeby o takim symbolicznym geście względem koleżanki taty przypominał starszakowi jego ojciec.

                                  gdyby mój ex pamiętał o takich gestach, dobrze gotował i jeszcze parę innych rzeczy, to myślę, ze nie byłby moim ex, tylko obecnym

                                  Skoro wiem, ze mojego dziecka pewnych rzeczy nie nauczy tata ( bo nie umie, nie chce /niepotrzebne skreślić / inne wpisać) .
                                  I dlatego kiedy moje dziecko było małe, to ja przypominałam, o tym , ze na święta się idzie z drobiazgami do całej rodziny babci dziadka taty i taty partnerki Bo to tez rodzina.
                                  Bo istotniejszy dla mnie jest efekt w wychowaniu dziecka od stwierdzenia - twoja baba to se pamiętaj o prezentach dla niej.
                                  BTW - nie zdziwiłabym się gdyby wtedy dostała prezent od mojego syna a od partnera nie. Ale to już naprawdę nie mój problem smile
                • froshka66 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 00:19
                  Tłumacząc: jakiś przepis o konieczności opłacania czynszu w własnego konta mogłabym prosić?
                  tak jest przepis regulujący konieczność wpływ alimentów na konto / rece osoby pełnoletniej.

                  W przypadku uzyskania przez uprawnionego pełnoletności z zachowaniem prawa do dalszej alimentacji wypłata świadczenia może nastąpić wyłącznie do jego rąk.
                  • bramstenga Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 08:46
                    Nie pisałaś w tym momencie o alimentach, ale (dokładny cytat): "zgodnie z prawem ów pełnoletni członek spółdzielni zmuszony jest płacić za mieszkanie z własnego konta"

                    Otóż nie - nie ma obowiązku opłacania czynszu z własnego konta, ba - w ogóle nie ma obowiązku płacenia czynszu z konta. Trochę się w tej krucjacie zapędziłaś.
            • karolana Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 30.11.14, 14:32
              Oj Aniu jeszcze musisz duuużo przerobić w sobie złości, żalu i zawiści w stosunku do nexi smile
              Chore jest nie robienie prezentów nexiom cz y exiom. Chore jest dostrzeganie w tym problemu i "chorości".
              Ja tam co roku z dzieciami robię prezenty dla ich mamy smile A że ona się nie odwzajemnia... Cóż... Różnica klas wink
        • karolana Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 09:15
          Neksiorki mają fiola na punkcie alimentów

          Aniu, dlaczego uogólniasz??? Czy ja piszę, że exiary co do zasady są pazernymi, leniwymi babsztylami, które w sądzie kłamią jak z nut i olewają własne dzieci? Nie, piszę tak o konkretnych przypadkach. Może więc wyhamuj, co?
    • lampka_witoszowska Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 08:01
      jak są rozliczane starania własne rodziców?
      bo widzę, że pieniążki tak, rozliczymy co do grosza i ustalimy, które z rodziców POWINNO się wstydzić i za co, i na dodatek od jakiej wysokości wink - a co o staraniach własnych?

      z doświadczenia wiem, że chorobowe na dziecko skutkuje mniejszą wypłatą rodzica opiekującego się, a z kolei snucie się z dzieckiem po lekarzach/szpitalach/siedzenie w nocy nad gorączkującym to raczej "jeżdżeniem na szmacie" mało osób nazywa. Ot, ciekawostka w sumie - ale już dajmy spokój nazewnictwu, można szanować, można nie szanować, dowolnie, nie wnikajmy jak człowiek jest skonstruowany i nie rozsądzajmy moralności.
      Częstotliwość chorób dzieci można oczywiście uśrednić, dowolnie.

      To jakz tym wkładem własnym? jak jest rozliczany?
      • karolana Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 08:49
        z doświadczenia wiem, że chorobowe na dziecko skutkuje mniejszą wypłatą rodzica opiekującego się, a z kolei snucie się z dzieckiem po lekarzach/szpitalach/siedzenie w nocy nad gorączkującym to raczej "jeżdżeniem na szmacie" mało osób nazywa. Ot, ciekawostka w sumie - ale już dajmy spokój nazewnictwu, można szanować, można nie szanować, dowolnie, nie wnikajmy jak człowiek jest skonstruowany i nie rozsądzajmy moralności.
        Częstotliwość chorób dzieci można oczywiście uśrednić, dowolnie.


        O! I to jest coś, czego ja kompletnie nie ogarniam.
        Bo moje doświadczenia są takie, że jeśli dzieckiem chorym (choroby typu przeziębienie, angina, zapalenie oskrzeli - zdarzają się średnio 2 -3 razy do roku) rodzice zajmują się mniej więcej po połowie, ale już snuciem się po lekarzach i siedzeniem po szpitalach, itp. zajmuje się tylko ojciec (na co są dowody w postaci dokumentacji medycznej oraz zeznań świadków, jak również mamusia sama przyznaje, że się tym nie zajmuje, bo... musi pracować).
        Jednakże w oczach szanownej rodzicielki, a także w oczach szanownego sądu nie są to czynności, które:
        a) zwalniają od płacenia alimentów
        b) zmniejszają zdolności zarobkowe, co skutkować mogłoby zmniejszeniem wysokości alimentów.
        Ale tylko w przypadku ojca.
        Gdyż tym samym tchem wysoki sąd wypowiada się, że matka, ze względu na stan dzieci, nie jest w stanie osiągać wyższych dochodów, w związku z czym zasadne jest by otrzymywała alimenty na pokrycie kosztów utrzymania dziecka. A alimenty ma otrzymywać od ojca, który snuje się po lekarzach i kwitnie po szpitalach.
        W osobiste starania ojca nie wlicza się także czasu poświęcanego na rehabilitację oraz zajęcia pozalekcyjne, na które trzeba z dzieckiem pojechać i zapuścić tam korzenie na godzinę do półtorej.
        Ten sam sąd uznaje, że w przypadku matki jest to wkład alimentacyjny, bo matka powiedziała, że na takie zajęcia chodzi, choć chwilę wcześniej mówiła, że nie ma czasu i że zajmuje się tym wyłącznie ojciec.
        Tak więc, byłabym głęboko wdzięczna za podrzucenie pomysłu, w jaki sposób wyliczyć wartość osobistych starań ojca, bo zgadzam się w pełni, że jest bardzo nieuczciwe, kiedy na jednej osobie spoczywa praktycznie całość obowiązków dotyczących dzieci, zarówno finansowych, jak i niematerialnych. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy ta osoba ma ograniczone prawa rodzicielskie wink
        • lampka_witoszowska Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 09:49
          no, dokładnie. Bo o wysokości alimentów to się tu w każdym wątku pierniczy do upadłego - a o bieganinie wokół dzieci to się albo półgębkiem coś rzuci, albo i to nie.

          A sytuacja, jaką przedstawiasz - ciekawa smile ograniczone prawa i bieganina smile niemój przy ograniczonych prawach wojuje na śmierć i życie z każdą naszą wizytą w szpitalu czy u lekarza - a w pracy upojnie głosi, że dziecko zdrowe - co z kolei nei przeszkadza mu słać smsów: jak M.? to ja rozumiem - takie głupkowate działanie mierzy i w dziecko, i we mnie, konsekwencji się nei spodziewam po tym człowieku, ale i wiedziałam co robię prosząc sąd o ograniczenie mu praw.
          Ale ograniczyć i puszczać do lekarza?...
          to sobie przeczy.

          no, to raz pomówmy nie o ukochanych pieniążkach, ale o ukochanych dzieciach.
          No smile
          • celina1984 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 10:25
            Nie wiem o jakim trudzie mowa?zajmowanie sie moim dzieckiem uwazam za przywilej i radość . I wcale nie postrzegam tego jako jakikolwiek trud.
            • karolana Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 11:01
              Celina, zajmowanie się dzieckiem w sensie wydatku czasowo-energetycznego jest jakimś wysiłkiem. Przywilejem, niewątpliwie, radością też.
              Ale też pracą. Bo trzeba w lekcjach pomóc, na zajęcia zawieźć, do lekarza iść, czasem się wykłócić "o swoje", czasem do szkoły się przejść nie tylko na wywiadówki, ale i między nimi, czasem na zajęcia pozalekcyjne zawieźć, itd. To jest czas, to jest wysiłek. I kolorowo robi się, kiedy dzieci jest więcej niż jedno, a osób do obsługi tego mniej niż 2.
              Chyba, że ktoś "hoduje" dziecko, czyli daje dach nad głową, jedzenie i ciuchy, a dziecko siedzi non-stop przy komputerze, telewizji albo u kolegów.
              Wtedy fakt, zero stresu wink
            • lampka_witoszowska Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 11:09
              nie przemyslałaś wypowiedzi, trzeba przyznać.
              Czy logicznym jest, że radość z robienia czegokolwiek wyklucza trud?
              bo wiesz, co rano budzę się, jadę do fajnej pracy, która sprawia mi frajdę - i wracam zadowolona i zmęczona równocześnie. Ty tak nie masz?

              podobnie widzę zajmowanie się dzieckiem/dziećmi...

              Matka Teresa, będąc zadowolona z wykonywanej pracy, idąc Twoim tokiem myślenia, powinna być najbardziej wypoczętą osobą na świecie - itd., itd. Mam nadzieję, że widzisz, że ten tok myślenia nie ma sensu.

              a już całkowicie odwracając kota ogonem - płacenie alimentów również może być traktowane jako przywilej i radość.
              ... A nuż była żona/były mąż opiekujący się dzieckiem będzie zarabiać miliony i powiedzieć: słuchaj, alimenty sobie zachowaj, mnie to niepotrzebne, a ty lepszą wędlinkę sobie kupisz, tylko dzieciakom tego nie dawaj, sama zadbam - a i wakacje z dziećmi ci zafunduję, żebyś za twoje mizerne grosze butków nei brudziły w oszczanym piachu nadbałtyckim... czujesz?
              kwestia podejścia. I możliwej kastracji za pomocą pieniędzy.
              • celina1984 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 11:45
                Ok macie racje smile i lampka i karolana smile
            • chalsia Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 06.12.14, 13:05
              celina1984 napisała:

              > Nie wiem o jakim trudzie mowa?zajmowanie sie moim dzieckiem uwazam za przywile
              > j i radość . I wcale nie postrzegam tego jako jakikolwiek trud.

              ale to, że Ty czegoś nie widzisz czy nie rozumiesz, wcale nie oznacza, że tego nie ma, albo że inni odbierają to inaczej
              • celina1984 Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 06.12.14, 18:57
                Ale ja wcale tak nie twerdzie, ze tego nie ma. To jest wylacznie moje zdanie i wylacznie pisze o sobie
          • karolana Re: alimenty - orzecznictwo, na prośbę zmeczonej 01.12.14, 10:29
            Oj Lampka, bo i u nas ciekawie jest big_grin
            Sprawa wygląda tak, że panience się nie chce nic robić, a ograniczenie jest powodowane tylko i wyłącznie tym, że w takim układzie dzieci oficjalnie są pod jej opieką i ma ona prawo do alimentów. Podział faktycznej opieki pół na pół nie jest przesłanką do zniesienia alimentów w naszym kraju smile Bo sąd nam wyliczył, o czym pisałam, dzienną stawkę na dziecko. I zgodnie z tym wyliczeniem, nawet gdyby dzieci były z matką 1 dzień w miesiącu, ojciec ma obowiązek na ten dzień dostarczyć pieniążki wink
            Aktualnie system opieki wygląda tak, że dzieciaki są z nami co drugi weekend od piątku do poniedziałku, 2 pełne dni w tygodniu, i dwa dodatkowe popołudnia w godzinach 13-17 (zajęcia i rehabilitacja, załatwiamy my, płacimy my, jeździ chłop).
            A pomimo to formalnie głównym opiekunem jest matka (która, pomimo wielu informacji na piśmie - zaświadczenia, maile, smsy - nie zna nazwisk osób leczących dzieci, rehabilitujących dzieci, udzielających korepetycji, nie wie ile kosztują leki, nie wie kiedy są wizyty kontrolne, nigdy w życiu nie była na zajęciach z dziećmi), a ojciec ma władzę ograniczoną z art 107 tylko dlatego, że matka nie zgadza się na wspólną władzę rodzicielską, a w jej postępowaniu sąd nie dopatrzył się na tyle rażącego zaniedbania, by jej tę władzę ograniczyć.
            A ponieważ matka ma władzę i z niej korzysta, co jakiś czas nasze wysiłki są niweczone, bo wystarczy, że mamusi, która poczuje się niedowartościowana, coś odwali, dzieci tracą ciągłość zajęć albo nie dostają innej pomocy, której potrzebują i która im się należy.
            I tak się bujamy, a na szanowną lady bata nie ma, bo w sądzie to ona jest ciężko pracującą, harującą dla dzieci Matką Polką. W dodatku PORZUCONĄ. A jak porzuconą, noooo to wiadomo, facet to świnia wink
            Ogólnie stwierdzam, że o ile jeszcze mając ojca do dupy dzieci jakoś sobie poradzą jeśli matka jest w porządku, w odwrotnym przypadku dzieci mają przerypane sad Bo ojciec może być najlepszy na świecie i robić wszystko co trzeba, ale wystarczy, że mamusia wtrąci swoje 3 grosze i wszystko się wali. Nie ma woli w narodzie by przyznać, że niekoniecznie matka jest tym właściwym wyborem sad
            Powiem Ci, że gdyby było tak, że matka naprawdę zajmuje się sprawami dzieci, sama chłopa wykopałabym żeby zapieprzał na alimenty i płacił nie tylko duże ale i regularnie jak w zegarku.
            Bo przecież tak czy tak, kasa na dzieci idzie.
            Ale piany dostaję, kiedy wszystko kręci się wokół alimentów, kiedy słyszę, że mój chłop to taki i owaki, bo NIE PŁACI. A to, że zajmuje się dziećmi w takim zakresie nie ma żadnego znaczenia. Jakby jego jedyną wartością była kasa przelewana na konto ex!
            To gdzie jest dobro dzieci? W przelewach na mamusi konto czy w tym żeby miały zapewnione wszystkie potrzebne zajęcia i rzeczy?
            • celina1984 Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 10:47
              Dokładnie smile dobro dzieci wg niektórych mamuś wlasnie jest w przelewach od taty. To jest jedyne, czego niektóre mamy oczekują. Najgorszy tata jaki moze byc to taki, ktory po rozwodzie zajmuje sie dziecmi bo wtedy nie maja na co biadolić....
              • lampka_witoszowska Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 12:09
                Celinka, jak przyjmiesz, że głupota nie zależy od płci (ba, i nawet wieku), oraz że pobierający alimenty nei jest z założenia zły - to nowe horyzonty Ci się otworzą. Serio i bez kpiny.

                Biadolić po rozwodzie każdy uwielbia, jeśli inaczej nie daje rady zagłuszyć własnego sumienia.
                Ktoś - nieważne, mąż czy żona - pęka i jojczy. Często oboje.

                Alimenty też przerabiamy. Oboje zarabiamy nieźle, płacę niani za opiekę, żeby Młoda sama do szkoły się nei wybierała i nei siedziała godzinami na świetlicy - 10 godzin w sumie w szkole - ale to wg taty rozpusta. I dlaczego on ma się dokładać do rozpusty, skoro z raz na miesiąc zabiera dziecko na wycieczkę, a 2-3 razy popołudniami się spotyka!
                i można do uśmiechniętej śmierci pieprzyć takie głupoty, tylko po to, żeby móc mieć żal.
                • celina1984 Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 12:31
                  Ale ja naprawde nie wychodzę z założenia ze kazdy kto pobiera alimenty jest zly. Sama je dostaje na syna. Nie moge jedynie zaakceptować faktu gdy alimenty płacone w wysokich kwotach powodują niemożność ojca dzieci do samodzielnego utrzymania sie, szczególnie kiedy taki uczciwie na to pracuje i ani od alimentow animod faktu posiadania dzieci nie próbuje sie wykpić. Jestem jak najbardziej za tym zeby w sytuaćji wysokich zarobkow rodzica nie mieszkajacego z dziecmi pokrywał on większa czesc utrzymania dziecka. Ale krew mi sie burzy kiedy alimenty na dzieci zabierają 70% wynagrodzenia alimenciarza. Inaczej placi sie te 3,5 tys gdy zarabia sie 5 tys i inaczej gdy zarabia sie 10-12 tys
                  • jesienna.nuta Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 13:32
                    Celina, namów męża, żeby wystąpił o procentowe alimenty i po kłopocie.
                    • celina1984 Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 13:37
                      Brałam to pod uwage, ale podobno rzadko jest tak, ze sad w Polsce zgadza sie na to. W praktyce podobno jest to zupełnie nierealne.
                      • jesienna.nuta Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 13:58
                        Co Wam szkodzi spróbować? Twój mąż nie jest całkiem zdrowy więc nie ma perspektyw lepszej pracy i płacy na przyszłość, sąd weźmie to pod uwagę.
                      • chalsia Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 06.12.14, 13:26
                        celina1984 napisała:

                        > Brałam to pod uwage, ale podobno rzadko jest tak, ze sad w Polsce zgadza sie na
                        > to. W praktyce podobno jest to zupełnie nierealne.

                        piszesz o alimentach procentowych?

                        bzdura, że nierealne
                        sąd rozstrzyga w granicach pozwu, a po prostu ludzie NIE wnoszą o to w pozwach, bo się obawiają kombinatorstwa płatnika alimentów

                        była np. tu na forach gazety osoba, która miała alimenty procentowe i samodzielnie (bez prawnika) dwukrotnie wygrała apelacje by ich nie obniżać
                        • celina1984 Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 06.12.14, 19:01
                          Opieram sie jedynie na tym, co wyczytałam w necie. Nie jest to na pewno w 100% wiarygodne zródło ale innego nie mam. Podobno w praktyce takie alimenty sa rzadko orzekane. Gdyby maz wnosił o 40% na dwoje dzieci to procentowo jest sporo a kwotowo dałoby to około 2-2,5 tys to oznaczałoby to znaczne obnizenie kwoty alimentow na dzieci wiec mogłoby byc ciezko to przeforsować. Ale temat do przemyślenia na pewno.
                        • celina1984 Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 06.12.14, 19:09
                          www.eporady24.pl/procentowe_ustalenie_alimentow_czy_to_mozliwe,pytania,3,16,5137.html
                          Tu jest mowa o tym, ze takich alimentow juz sie nie zasądza...
                          • chalsia Alimenty % 07.12.14, 11:53
                            Celina, zamiast się opierać na jednej wypowiedzi z 2012 roku, niech Twój mąż idzie do sądu właściwego (tam gdzie sprawa by się odbywała) i zapyta o zasądzanie alimentów %.
              • jesienna.nuta Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 12:15
                To nie jest tak, że dorosłemu dzieciakowi OJCIEC będzie ZAWSZE płacił więcej niż matka, także w przypadku, kiedy ojciec będzie zarabiał więcej od matki dorosłego dziecka lub będzie miał większe zdolności zarobkowe od tejże.
                Ojciec może zażądać od dorosłego dziecka PRACY np. jako wolontariusz w hospicjum w celu udowodnienia, że młody dorosły człowiek ma poczucie odpowiedzialności społecznej, a nie jest tylko pasożytem. Poza tym ojciec od studiującego dorosłego dziecka może zażądać pokrywania własnych wydatków studenta i wzięcia KREDYTU na te studia.
                Ojciec studiującego dorosłego dziecka wcale nie musi dawać się nadal doić.
                • zmeczona100 Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 12:20
                  NIE WPROWADZAJ LUDZI W BŁĄD!
                  • karolana Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 12:29
                    Oj, no nie wprowadza tym razem smile A na pewno nie do końca. Mam wątpliwości co do kredytu, niemniej...
                    Kiedy dziecko osiąga wiek 18 lat, po pierwsze wszelkie rozliczenia alimentacyjne wobec dziecka są dokonywane z dzieckiem, po drugie jeśli dojna krowa, ups, ojciec, ma wątpliwości co do jakości kształcenia się przez potomka, może te wątpliwości zweryfikować i przedstawić w sądzie smile A ponieważ sąd w tym momencie nie ma do czynienia z uciemiężoną matką-Polką z uwieszonym na ręku drobiazgiem (obrazek kruszący najtwardsze sędziowskie serducha tongue_out ), lecz z dwojgiem DOROSŁYCH ludzi, z których jedna osoba wydaje ciężko zarobiony ojcowski grosz na chlanie piwska ... cóż... Sędziowie zupełnie inaczej patrzą na alimentację w stosunku do dorosłego obiboka wink
                    Biorąc pod uwagę, że w tym czasie ojca dopaść mogą już przypadłości wieku hmmm starszego... Różnie bywa, różniście wink
                    • celina1984 Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 12:37
                      PIĘKNIE napisane smile
                    • zmeczona100 Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 12:52
                      Wprowadza. To jest tylko jej czcze gadanie smile
                      Gdyby pisała o faktach, to podparłaby się orzecznictwem w tym zakresie smile
                      Gadać to sobie ona może smile
                      "Kształcenie" dla otrzymywania alimentów to zupełnie inna para kaloszy, niż kształcenie w celu zdobycia wykształcenia i zawodu smile

                      Macie z Celinką (i Tri) jakąś obsesję na tle wyimaginowanych rozliczeń między matką i dorosłym dzieckiem, otrzymującym alimenty smile Przy prowadzeniu wspólnego gospodarstwa nie ma miejsca na rozliczenia smile To tak, jakby mąż i żona wzajemnie się rozliczali smile Mam z synem oddzielne konto, na które wpływają nasze alimenty- z tego wydatkujemy na co dzień. Każde z nas ma własną kartę i nią płaci za wszelkie zakupy. Większe wydatki syna są z nim uzgadnianie, a właściwie- ze mną. Póki nie wyjedzie studiować za granicę, póty nie mają uzasadnienia jakiekolwiek rozliczenia. Później też nie będzie zresztą potrzeby- sam będzie miał konto i pieniądze do wyłącznej dyspozycji.
                      To nie mój wynalazek, tylko system przećwiczony przez wielu znajomych.
                      • karolana Re: Dobro dzieci jest wlasnie w przelewach 01.12.14, 13:18
                        Ja obsesji nijakiej nie mam smile Jedynie odnoszę się do wypowiedzi. A biorąc pod uwagę, że jeśli nadal będę w aktualnej konfiguracji rodzinnej, to raczej ja będę dbała o wykształcenie dzieciaków (do spółki z ich ojcem ofkors), a nie panienka, której jedyną zasługą było noszenie ich kilka miesięcy w macicy, bo ona ma centralnie w poważaniu jakie szkoły dzieci skończą i czy w ogóle skończą smile
                        Natomiast jeśli w konfiguracji nie będę, to już zupełny luz big_grin
                        Tak czy inaczej, problem rozliczeń między dorosłymi dziećmi a "mamusią" mnie nie będzie dotyczył. Zatem czysta teoria dla mnie smile
                    • jesienna.nuta do Karolany 01.12.14, 13:39
                      Podałam PRZYKŁAD córki mojego męża (wówczas studentki), której - po wielu JEJ (bardzo podłych wyskokach) - mąż udowodnił komercyjne i merkantylne podejście do życia oraz do własnego ojca, kompletny BRAK starań aby choć w minimalnej części starać się łożyć na własne utrzymanie oraz ZERO starań o kredyt na studia.
                      Efekt? 120 zł.mc. alimentów w miejsce dotychczasowych - astronomicznych.
                      • celina1984 Re: do Karolany 01.12.14, 13:41
                        Ile dziewczę miało wtedy lat?
                        • jesienna.nuta Re: do Karolany 01.12.14, 13:43
                          23.
                      • karolana Re: do Karolany 01.12.14, 13:50
                        Mam koleżankę, której mąż postąpił podobnie ze swoimi dorosłymi synami, nie dość tego, ponieważ zachorował bardzo poważnie (naprawdę poważnie), wystąpił o alimenty od nich wink
                        • jesienna.nuta Re: do Karolany 01.12.14, 14:03
                          Mój serdeczny przyjaciel pobiera przez komornika alimenty od swojego syna z pierwszego związku.
                          Strasznie smutna sytuacja.
                          • lampka_witoszowska Re: do Karolany 01.12.14, 14:13
                            wręcz żenująca.
                            • jesienna.nuta Re: do Karolany 01.12.14, 14:30
                              Smutna. Przyjaciel jest po wylewie niepełnosprawny, syn nie poczuwał się do pomocy, nowa pani odeszła (a co będzie się opiekować OBCYM).
                              • lampka_witoszowska Re: do Karolany 01.12.14, 18:18
                                są z reguły dwa powody, dla których dziecko się nie poczuwa - nie poczuwa się wobec kogokolwiek bliskiego, mamy, taty, żony, męża czy nawet dzieci - albo nie poczuwa się wobec rodzica, z którym nie miało dobrego kontaktu. Rodzice dość często krzywdzą. Inaczej, jak niechcący i potrafią to przyznać, a jeszcze inaczej, jak idą w zaparte i oczekują wdzięczności. Finansowej choćby.

                                Kompletnie nei interesuje mnie mój biologiczny ojciec. Zero kontaktu, zero bliskości. Wdzięczność za alimenty - hmmm... ok, jestem wdzięczna. Co nie znaczy, że będę szukała kontaktu i wykazywała zainteresowanie. Jak mnie poda o alimenty, będę płaciła.
                                I tez nie wykażę zainteresowania.
                                Oby tylko był zadowolony i spokojny. Zrobił, co umiał. A że mało umiał i mało się skupił na dziecku - trudno, nie do każdej roli jesteśmy gotowi. Czasem myślę o napisaniu mu listu, że kompletnie nie odczuwam żalu i może być całkowicie spokojny - mamy temat ładnie zamknięty - rozumiem, nie cierpię, jest ok. Ale - mam wrażenie, że mogłabym kompletnie nie trafić w jego uczucia. Bo go ni cholery nie znam - i może właśnie się skarży, że ma złe dziecko, które była żona nastawiła przeciw niemu i które nawet kartki na święta nie wyśle.
                                W sumie słałam przez 15 lat. To też mi przeszło.
                                Może nawet ma jakąś serdeczną przyjaciółkę, która go żałuje jak jest chory.
                                Różnie bywa w życiu. Nie ma sensu osądzać się nawzajem jak najsurowiej. To tylko objaw strachu przed konsekwencjami własnych głupich decyzji.
                                • karolana Re: do Karolany 01.12.14, 19:04
                                  Lampko piszesz bardzo mądrze i w pełni podzielam Twoje spostrzeżenia. Rodzice często nie dostrzegają, że robią dzieciom krzywdę, a potem są zdziwieni brakiem kontaktu i "niewdzięcznością".
                                  Dziecko jest jak skarbonka - to co włożysz to wyjmiesz. Jeśli nie nauczy się dziecka miłości, szacunku i szczodrości, tolerancji i wybaczania, nie dostanie się tego kiedy dziecko stanie się dorosłym.
                                • jesienna.nuta Lampko 03.12.14, 10:41
                                  Mój ojciec traktował mnie bardzo źle.
                                  Nie warto o tym mówić, bo po co, człowiek od wielu lat już nie żyje.
                                  I to MY zapewniliśmy ojcu godną opiekę i finansowanie do samej śmierci.
                                  Nie zrobiliśmy tego dla niego, ale z szacunku do samych siebie.

                                  Inaczej nie potrafię.

                                  Zresztą, gdyby córce mojego męża była potrzeba pomoc w naprawdę ekstremalnej sytuacji, także pomogłabym jej, choć jej nie lubię i jest mi obojętna.
                                  I choć wiem, że ONA dla MNIE palcem by nie kiwnęła, nawet gdybym nie miała co jeść.

                                  Są ludzie i sprzęty.
                                  Takie jest życie.
                                  • lampka_witoszowska Re: Lampko 03.12.14, 18:34
                                    a ja ludzi tak nie dzielę. I zwykle wkurza mnie łatwość osądzania, choć nie aż tak, by mi to szkodziło. Zdecydowanie od osądzania wolę asertywność: podejście zdewaluowane, które w pierwotnej formie miało oznaczać podejście: ja jestem ok i ty jesteś ok.

                                    Przyjmuję do wiadomości, że inaczej byś nie umiała. Ok. Tak masz.

                                    Ja mam inaczej.
                                    A - hmm, byłej pasierbicy? - pomogłabym, gdybym wiedziała, że potrzebuje. Bo ją lubię. I nie wnikam, czy wzajemnie, choć myślę, że tak, przynajmniej to okazywała i nazywała, wbrew temu, co mówi niemój - jej ojciec.

                                    O ile świat byłby lepszy, gdyby ludzie zamiast osądzać innych zajęli się robieniem tego, co uważają za tak po prostu dobre.
                                  • chalsia Re: Lampko 06.12.14, 14:02
                                    > tuacji, także pomogłabym jej, choć jej nie lubię i jest mi obojętna.

                                    absolutnie nie podważam, tego co w poście napisałaś o możliwości pomocy, jedynie chciałam zaznaczyć, że "nie lubię jej" całkowicie przeczy stwierdzeniu "jest mi obojętna"
                                    • jesienna.nuta Re: Lampko 06.12.14, 16:24
                                      Rzeczywiście. Trafna uwaga. Dziękuję.
                                      Poprawiam.
                                      Nie lubię córki mojego pana, a jej los jest mi obojętny.

                                      Teoretycznie.
                                      Bo - w razie katastrofy - pomogłabym jej. Ale nie dla niej. Dla siebie.
                                      • blue_ania37 Re: Lampko 06.12.14, 18:34
                                        co za człowieczeństwosmile
                                        • celina1984 Re: Lampko 06.12.14, 19:02
                                          Dokładnie Aniu bardzo trafnie - to jest wlasnie człowieczeństwo. Pomoc POMIMO WSZYSTKO a nie za cos.
                                          • jesienna.nuta Re: Lampko 07.12.14, 12:12
                                            Celino, ona tego i tak nie zrozumie. Ta kobieta ze złości nawet krzewy wykopała. Ja bym te rośliny zostawiła, po co narażać je na stres?
                                            • blue_ania37 Re: Lampko 07.12.14, 12:41
                                              Dalej wymyślaj swoją bajkę, Nuto.
                                              Nie muszę Ci się tłumaczyć ale proszę.
                                              Wykopałam piwonie, które były w mojej rodzinie od 100 lat.
                                              Przywiozła je moja prababcia z babcią z Wilna kiedy uciekały stamtąd.
                                              Były ważne ze względów sentymentalnych.
                                              I tyle.
                                              A
                                          • lampka_witoszowska Re: Lampko 07.12.14, 19:24
                                            i dlatego niektórzy ludzie domagają się od swoich dzieci opieki pomimo wyrządzonych im krzywd - a inni wiedzą, że jeśli chce się mieć dla dziecka znaczenie równe znaczeniu dalekiego sąsiada - to to można łatwo osiągnąć

                                            oceniać stopień człowieczeństwa i rywalizować w sensie: ja jestem lepszy - mogą tylko niedowartościowane dziunie. Oczekuję, że każdy, kto teraz czuje się niedowartościowaną dziunią, zwyczajnie się obrazi.
    • karolana Re: Kwintesencja podlosci 02.12.14, 08:54
      Celina tylko po co to robić? To jest forum, na którym KAŻDY dostał w dupę w taki czy inny sposób. Po co w ogóle pisać na forum skoro nie czyta się tego, na co się odpowiada? Czy chodzi o jakieś podbudowanie swojego ego? Jestem taka super, wszyscy to śmiecie? Nie znamy się w rzeczywistości, nie wiemy o sobie nic ponad to, co piszemy. Pisać można wiele to prawda. Ale przecież nie ma możliwości zweryfikowania tego. Czy nie lepiej, uczciwiej jest przyjąć, że to, co się czyta jest prawdą? Nie wiem po co Zmęczona wchodzi na forum. Wiem po co ja wchodzę - w poszukiwaniu informacji oraz żeby się wyżalić kiedy poziom mojej frustracji sięga zenitu wink Oraz, jak teraz, dla zabicia czasu w oczekiwaniu. Po co ktokolwiek ma się doszukiwać w moich postach czegoś, czego nie było, nie ma i nie będzie? A już kompletnie nie rozumiem po co ktoś ma mnie kopać po nerach za sytuację, w której nie uczestniczy, o której wie niewiele tak naprawdę, bo to, o czym piszę na forum otwartym to wierzchołek góry lodowej sad
      I jasne, przeciętnie zaangażowanej matce nie mieści się w głowie, że inna matka może być, oględnie mówiąc, do niczego jako matka. Mnie to również dziwi, bulwersuje, smuci.
      Ale przecież skoro są matki, które mordują dzieci, mogą być takie, które dzieci traktują instrumentalnie, prawda? W czym więc problem żeby uwierzyć, że nie-moim dzieciakom taka matka się trafiła? W czym problem żeby uwierzyć, że facet może mieć jako mąż/partner za uszami sporo, ale być świetnym, niemal idealnym ojcem? W czym problem żeby uwierzyć, że macocha autentycznie troszczy się o dobro dzieci i ta troska wcale nie wynika z chęci zawłaszczenia dzieci (przecież, do cholery, dziecko ma!), ale z tego, że dzieci są po prostu ważne. No w czym?
      • celina1984 Re: Kwintesencja podlosci 02.12.14, 09:02
        Nie wiem , sama zastanawiałam sie po co zmeczona wchodzi na forum. Zauważyłaś, ze wchodzi raz dziennie czasem rzadziej, wykpi większość postow, podważy ich wiarygodność a potem znika? Namiesza, nawkurza i sie zmywa. Moze trzeba przestać reagować po prostu. Ignorować.
    • blue_ania37 Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 09:23
      Jeżeli wychodzę za maz za pijaka, narkomana to podobno w regułce padają słowa że w dobrym i chorobie?
      To znaczy że mój maż jest chory, i mam prawo od niego odejść, ale to nie znaczy, że dany śslub jest nieważny
      • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 09:26
        Jeżeli wychodzę za maz za pijaka, narkomana to podobno w regułce padają słowa że w dobrym i chorobie?
        To znaczy że mój maż jest chory, i mam prawo od niego odejść, ale to nie znaczy, że dany śslub jest nieważny


        Dokladnie tak. A przynajmniej ja to tak rozumiem.
        • tricolour Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 09:42
          Nie. Sakrament ma być aktem woli. Człowiek chory nie ma wolnej woli.

          Chrobry zasadniczo wykluczają ważność sakramentu. No chyba że kobieta chce poślubić chorego i wszystko jest wiadome.
          • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 09:48
            Zdefiniuj pojecie choroby, ktora sprawia, ze czlowiek nie ma aktu woli.
          • blue_ania37 Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 09:52
            Czy Ty uważasz, że to że się jest narkomanem czy alkoholikiem wie się od poczatku choroby?
            Dochodzi się do tej wiedzy często latami.
            Nikt świadomie nie zapada na te choroby i osoba idaca do ślubu może nie mieć pojecia, że "ma" to w sobie.
            Poczytaj sobie Osiatynskiego pisarza, który pisze ksiażki m.in o jego drodze alkoholowej.
            W ten sam sposób moż by unieważnniać małżestwa bo nie mieli wiedzy że jedno ma chore serce.
            To już najbardziej chore myślenie.
            Ty się czepiasz o te wyrazy unieważnienie.
            Rozumiem, jak malżenstwo nie zostało skonsumowane.ale zyja ze soba 10 lat,wspolne dzieci i sie okazuje ze tego nie bylo.to bylo tylko nie wyszlo.
            • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 10:14
              Rozumiem, jak malżenstwo nie zostało skonsumowane.ale zyja ze soba 10 lat,wspolne dzieci i sie okazuje ze tego nie bylo.to bylo tylko nie wyszlo.

              I to jest wlasnie magia katolicyzmu smile Zawsze mozna miec "czyste konto" wink
              • tricolour Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 10:24
                Dla durnia to magia. Dla normalnego nie bo powod nieważności musi istnieć w momencie zawierania małżeństwa.
                • blue_ania37 Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 10:38
                  Tri czy Ty masz jakieś problemy ze sobą?
                  Używasz coraz bardziej niemiłego języka.
                  Nie musisz się zgadzać z poglądami innych, ale nie musisz pisać, że to dla durnia magia bo to nie jest jezyk miłości jaką nauczał Bóg.
                  Dostałeś w jeden policzek nastaw drugi, a Ty robisz zwykłę popelinę.A
                  • tricolour Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 11:17
                    To jak mam pisać? Od pierwszego postu piszę ze powód nieważności musi istnieć w chwili zawarcia związku małżeństwa jeśli ktoś ma ochotę na stwierdzenie nieważności. A tu nagle jako przykład jest 10 lat po ślubie i głupie docinki.

                    To z kim mam do czynienia?
                    • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 11:34
                      To z kim mam do czynienia?

                      Z kims, kto swojego osadu nie opiera na tym, cokosciol do wierzenia podaje.
                • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 11:28
                  Dla durnia to magia. Dla normalnego nie bo powod nieważności musi istnieć w mom
                  > encie zawierania małżeństwa.

                  Tri, za kazdym razem, kiedy nie wiesz co powiedziec, obrazasz interlokutora smile TY
                  opierasz swoj swiatopoglad na tym, co kosciol rzykskokatolicki do wierzenia podaje.
                  I uwazasz, ze wszyscy, ktorzy opieraja sie na czymkolwiek innym to durnie. No gratuluje smile
                  Moze dla Ciebie jest to oczywiste, bo Ty wierzysz w to, co Ci kosciol przekazuje. Ale jesli nie wierzysz, to juz przestaje byc logiczne i sensowne.
                  Na ten moment nie jestes w stanie wyjasnic w zaden sensowny sposob niespojnosci dotyczacych korelacji pomiedzy stwierdzeniem niewaznosci malzenstwa a statusem dzieci z takiego zwiazku.
                  Nie mozna byc troche w ciazy, a troche nie.
                  Jesli malzenstwa nie bylo, nie moze byc tez malzenskich dzieci z tego malzenstwa, bo go nie bylo.
                  I doskonale wiem, ze kosciol katolicki usiluje z tego aktualnie wybrnac. Przypomne Ci tylko, ze ten sam kosciol nie mial takich dylematow wczesniej i dzieci ze zwiazkow uniewaznionych traktowal na rowni z nieslubnymi. Zdanie zaczal zmieniac w obliczu ilosci "uniewaznionych" malzenstw.
                  A Ty sie zastanow co soba reprezentujesz zanim po raz kolejny wykazesz sie chamstwem wobec blizniego swego tongue_out
                  • tricolour Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 12:03
                    Bo nie ma żadnej korelacji ani niespojnosci. Status dziecka po orzeczonej nieważności małżeństwa rodziców jest aksjomatem. On nie wynika tak jak aksjomatem jest człowieczeństwo od poczęcia a nie od jakiegoś momentu od którego może wynikać.

                    Całość dopiero tworzy spójny system. Aksjomaty sa przyjmowane bez dowodu.
                    • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 12:10
                      Aksjomaty sa przyjmowane bez dowodu.

                      Aha, zgadza sie. Aksjomaty sa przyjmowane bez dowodu, w obrebie danej teorii wink
                      • tricolour Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 12:24
                        Matematyka fizyka chemia oraz kazda nauka ścisła ma u swych podstaw aksjomaty, bo gdzieś musi być początek.

                        Z uśmiechu wnosze ze dla Ciebie to czysta teoria.
                        • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 13:09
                          Tri, to nie wnoś, OK? Bo kiepsko Ci wychodzi.
                          Tak się składa, że moralność, zasady społeczne, zwłaszcza oparte na religii, to nie jest pojęcie ścisłe.
                          A jeśli jeszcze zaznajomimy się z ewolucją wszelkich idei powiązanych z religią, to dojdziemy do przekonania, że nasza wiara jest czymś tak ograniczonym do nas samych, że ocenianie już drugiego człowieka na podstawie naszych przekonań obarczone jest tak potężnym błędem, że nie jesteśmy w stanie dojść do żadnych obiektywnych i konstruktywnych wniosków. Nadążasz?
                          Widzisz, wychowanie przez ateistów ma ten plus, że nie nasiąkasz jednym, określonym wyznaniem i światopoglądem, ale raczej zaznajamiasz się z całą paletą. Nie uczyłam się "religii" (chociaż to też przez chwilę, dokładnie 2 lata, w czasach szkolnych, opcji etyki wtedy nie było), a raczej religioznawstwa. Dzięki temu wiem kilka rzeczy, które wiesz Ty, a także kilka innych, o których nie wiesz. Ewentualnie wiesz, ale nie dopuszczasz do siebie. I w przeciwieństwie do większości katolików przeczytała całą Biblię, od deski do deski. A także Katechizm.
                          Dziś kościół katolicki ma określone stanowisko dotyczące małżeństwa, życia ludzkiego.
                          Ale to nie jest stanowisko, które istniało od początku. Kościół katolicki dość precyzyjnie określił kiedyś czym jest małżeństwo, jakie są w nim role kobiety i mężczyzny, z jakich powodów można uznać to małżeństwo za nieważne. Wyliczył też czas, w którym to "coś", co rośnie w macicy zyskuje człowieczeństwo - czyli duszę. I nie był to moment poczęcia.
                          Świadomość ewolucji poglądów w kościele katolickim jest przesłanką do tego, by swoje opinie oparte na wierzeniach podanych przez kościół traktować z pewnym dystansem. A przynajmniej nie przekładać tych opinii na cała resztę ludzkości, która ten konkretny kościół ma dokładnie w poważaniu.
                          • blue_ania37 Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 13:20
                            Dokładnie Karolanasmile
                            żyjemy w Polsce w której jest silny wpływ na życie społeczne przez księży.
                            W zwizku z tym każdy kto m inne zdanie, jest traktowany jako wróg.Kościół katolicki ył zupełnie inny choćby 100 lat temu.
                            A Tri uważa że wszyscy nie mają racji bo ma taki przekaz od tego kraju.
                            A
                          • tricolour Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 14:13
                            Akurat Twoja historia to dowód na to że relatywizacja prowadzi donikąd. Że manie kosciola w dupie nie zostało niczym skompensowane ani ateistycznie ani inaczej.

                            Twój światopogląd nie może być wzorem ponieważ efekt jego stosowania jest nawet dla autora źródłem problemów, których sam nie potrafi rozwiązać.

                            Inaczej: to o czym piszesz nie znajduje w Tobie odbicia.
                            • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 14:29
                              tricolour napisał:

                              > Akurat Twoja historia to dowód na to że relatywizacja prowadzi donikąd. Że mani
                              > e kosciola w dupie nie zostało niczym skompensowane ani ateistycznie ani inacze
                              > j.
                              >
                              > Twój światopogląd nie może być wzorem ponieważ efekt jego stosowania jest nawet
                              > dla autora źródłem problemów, których sam nie potrafi rozwiązać.
                              >
                              > Inaczej: to o czym piszesz nie znajduje w Tobie odbicia.

                              A to do Ani czy do mnie? Bo drzewko już nie ogarnia big_grin
                              Nie tylko drzewko...
                              • tricolour Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 14:46
                                W zasadzie do Was obu.

                                A drzewa to nie widzę od drugiego wciecia bo taki prosty ten android. Nawet postow nie moge zatytulowac.

                                Wieczorem siade do normalnego komputera. Na razie.
                            • blue_ania37 Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 15:14
                              Kompletnie nie rozumiem Ciebie Tri w ostatniej wypowiedzi.
                              Co nie zostało skompensowane?
                              Jakie problemy?
                              Uwierz mi w jedno, że im dalej będąc od kościoła katolickiego, który w jedynej Polsce ma takie wzięcie tym mi lepiejsmile
                              A że nie zgodzę, że świadomie zawarty ślub z wieloletnim życiem i dziećmi można potem uznać za nieważny, ale dzieci tym nie są krzywdzone.
                              Możemy do jutra o przykazaniach, prawidłach.
                              Ale moja moralność nie pozwoliłaby mi na stwierdzanie nieważności ślubu z uwagi na dziecko.
                              Wystarczy, że moje dziecko w wieku 4 lat poznało słowo rozwód.
                              A
    • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 09:44
      Tricolour, wykazujesz sie totalnym brakiem logiki.
      Doskonale rozumiem na czym polega stwierdzenie niewaznosci malzenstwa, znam powody, dla ktorych mozna takie stwierdzenie uzyskac. Nie o tym pisalam. Pisalam o logice tego przedsiewziecia po kulkunastu latach zwiazku, zwlaszcza, jesli sa dzieci.
      Mowimy o katolikach. Tylko i wylacznie.
      Co osobe nie bedaca katolikiem obchodzi katolicka zasada dotyczaca bycia lub nie bekartem?
      Bekart to dziecka pochodzace ze zwiazku pozamalzenskiego. Jesli jestem katoliczka, nie biorac slubu koscielnego funduje swoim ewentualnym dzieciom status bekartow, poniewaz dla katolika slub cywilny jest calkowicie bez znaczenia i katolicy majacy jedynie slub cywilny zyja w permanentnym grzechu.
      Tak samo status bekartow funduje swoim dzieciom osoba, ktora stwierdza, ze malzenstwo zostalo zawarte niewaznie, czyli dzieci splodzone w trakcie trwania tego zwiazku nie sa dziecmi malzenskimi, poniewaz malzenstwa nie bylo, zatem, w ujeciu katolickim sa bekartami.
      Ty, stwierdzajac niewaznosc malzenstwa ze swoja ex zona, tym samym uznales, ze Waszego malzenstwa nigdy nie bylo, ze przez te wszystkie lata Waszego zwiazku zyliscie w grzechu popelniajac cudzolostwo, a Wasze dziecko jest dzieckiem pozamalzenskim, wiec bekartem.
      Czy rozumiesz o czym mowa?
      Co do wyboru - jesli ktos bierze slub z osoba chora, nie wiedzac o tej chorobie, to znaczy, ze jest idiota i bierze slub bez poznania drugiej osoby na tyle, by wejsc w zwiazek malzenski swiadomie.
      O takich sytuacjach mozna bylo mowic w czasach, kiedy ludzie zawierali zwiazki z kims obcym, bo rodziny zaaranzowaly malzenstwo. A nie w XX wieku, kiedy mozna czlowieka na tyle dobrze poznac, zeby wiedziec czy jest alokoholikiem, narkomane, czy lewusem z dlugami.
      A na pewno na stwierdzenie tego nie potrzeba kilkunastu lat i dorobienia sie dzieci.
      • tricolour Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 10:03
        Czyli nie masz wiedzy. Na dzieci nie przenoszą sie zadne konsekwencje decyzji malzenskich rodziców. Poczytaj kodeks kanoniczny..
        • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 10:11
          No i wlasnie podales przyklad totalnego braku logiki tego przedsiewziecia smile Skoro malzenstwo nie istnialo, dzieci nie moga byc dziecmi malzenskimi.
          A jesli dzieci jednak sa malzenskie, to malzenstwo instnialo, zatem stwierdzenie jego niewaznosci jest zwykla fikcja smile
          • tricolour Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 10:21
            Tak to jest brak logiki. Nazywa się on obroną słabszych.

            Gdybyś miała raka piersi to logiczne byłoby Cię ubić dla zachowania składek. Po co leczyc skoro i tak kiedyś umrzesz?

            Poza tym masz braki matematyczne. Małżeństwo i rodzicielstwo to nie sa relacje wzajemnie jednoznaczne.
            • karolana Re: Jeżeli nie masz wiedzy... 08.12.14, 11:30
              Poza tym masz braki matematyczne. Małżeństwo i rodzicielstwo to nie sa relacje wzajemnie jednoznaczne.

              Wg kosciola katolickiego jedyne dopuszczalne rodzicielstwo jest konsekwencja malzenstwa.
    • lampka_witoszowska Re: Pies jest rodzaju męskiego... 08.12.14, 11:53
      byłabym wielce usatysfakcjonowana, gdyby Twój realny, niestety, problem był jedynie moją imaginacją. Czego Tobie i sobie życzę, jeśli już mogę mieć choć jedno utopijne życzenie...

      "szmaciarskie"... Tri. Wyjdź z rynsztoka słownego smile Trzymam za to kciuki.
      • tricolour Z przyjemnością wyjdę... 08.12.14, 20:40
        ... jeśli biskup przestanie być pedofilem. Ale nie trzymam za to kciuków...

        Dla mnie rynsztokiem jest zachowanie biskupa, a nie sposób rozmowy adekwatny do adwersarza.
        • lampka_witoszowska Re: Z przyjemnością wyjdę... 09.12.14, 06:56
          o! ...znaczy, szczyt forumowej moralności usiłuje się usprawiedliwiać błędami innych?
          big_grinDD
          właśnie poległeś, misiu big_grin
          • tricolour Re: Z przyjemnością wyjdę... 09.12.14, 09:10
            Dla Ciebie mogę być zimnym i obrzydliwym trupem. Symetria jest zazwyczaj pożądana.

            Tym bardziej gdy biskup od śniadania lubi walić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka