facetka_w_rajtuzach
28.02.15, 22:39
To będzie długie, ale proszę o pomoc.
6 lat temu mąż wyrzucił mnie z 2 dzieci (w tym jedno z pierwszego małżeństwa) z domu. Na szczęście – miałam co ze sobą zrobić – wróciłam do rodziców. To był ciężki okres (brak pracy i pieniędzy, ciężki rozwód, który początkowo przypominał „Proces” Kafki. Ale wszystko skończyło się dobrze – dostałam pracę (zgodną z kwalifikacjami, więc dobrze płatną), udowodniłam przed sądem, że nie jestem dziwką i alkoholiczką i wygrałam prawo do opieki nad córką.
Teraz, po 5 latach od rozwodu – jestem zadowolona z życia, mieszkam z rodzicami – ale nie z przyczyn finansowych. Po prostu rodzice pomagają mi w opiece nad dziećmi (18 i 10 lat), Jestem samodzielna finansowo, pracuję na wysokim stanowisku, jestem atrakcyjna. Nie jestem w nikim w stałym związku i nie zamierzam być (przynajmniej na razie ). Dużo czasu poświęcam dzieciom, mam z nimi świetny kontakt. Dbam o edukację dzieci i o to, by były samodzielne i jak najlepiej przygotowane do dorosłego życia. Dzieci świetnie się uczą, nie są rozpuszczone. Nauczyciele i osoby postronne chwalą je i mówią, że to świetne dzieciaki, gratulują mi sposobu wychowania.
Problem tkwi w byłym drugim mężu. Wydaje mi się, że nie chciał rozpadu małżeństwa, że chciał tylko mnie sobie jeszcze bardziej podporządkować (straciłam pracę i on zaczął mnie traktować jak śmiecia. Nie dawałam się, to zmienił zamki w drzwiach jak byłam odebrać córkę z przedszkola. Wielokrotnie mi mówił, że wrócę do niego na kolanach. Nie wróciłam...)
Od rozstania były daje mi popalić, wykorzystując przy tym dziecko.
Przykład – postanowiłam, że córka pójdzie do szkoły jako 6 – latka. Rok wcześniej poinformowałam o tym jej ojca. Mówił, że to dobra decyzja, że mała jest zdolna. Zapisałam ją do szkoły (z jego pełną aprobatą, ale wyrażoną tylko ustnie. Było kilka rozmów na ten temat telefonicznych i jedna face to face. Dziecko zaczęło rok szkolny, a były już 2 września poszedł do szkoły i powiedział, że zrobiłam to bez jego zgody i żądał cofnięcia córki do przedszkola. Potem, pisał podania do szkoły, że córkę ze szkoły odbiera jej starszy brat – wtedy uczeń ostatniej klasy gimnazjum. Sugerował również, że brat krzywdzi córkę. Na szczęście córka poszła do szkoły, do której chodził starszy syn – znają mnie i moje dzieci nauczyciele i dyrekcja szkoły, więc szkoła mnie wspiera.
Zdarzyła się sytuacja, że ojciec porwał na dziecku rajtuzki, tylko po to, by pokazywać wszystkim, że źle ubrałam dziecko.
Normalnie – patologia.
Cały czas były tarcia, ja wtedy nie odpowiadałam na zaczepki i zachowywałam się biernie, mając nadzieję, że w końcu się były uspokoi.
Metoda nie przyniosła skutku...
Doszło do sytuacji, że ex nie pozwalał dziecku wejść do domu jak ją odwiózł, bo nie ja otworzyłam drzwi. Mała zaczęła go kopać i płakać. Jak wyszłam, to były chciał mnie uderzyć, ale zaraz wyskoczył mój brat, więc się zatrzymał.
Po tym, gdy przyszedł po córkę do szkoły w dzień wyznaczony wyrokiem, mała odmówiła pójścia do ojca i opowiedziała, co się stało. Tata obiecał nauczycielom i dziecku, że się uspokoi. I zapadł błogi spokój. Ex przestał szaleć, realizował kontakty zgodnie z wyrokiem, przestał wyzywać moich rodziców i mnie. w międzyczasie się ożenił, kupił dom i urodziło mu się dziecko. Miał więc zajęcie i się uspokoił.
Córka się wyciszyła i była szczęśliwym dzieckiem.
Jakiś czas temu, zaczęły się znów ataki na nas. Napastliwe zachowanie, mącenie córce w głowie, obraźliwe smsy, nieprawdziwe zarzuty. Byłego chyba znudziło zwyczajne życie i szuka dodatkowej podniety. Ja tym razem nie jestem bierna, bo nauczona doświadczeniem widzę, że to tylko go nakręca.
Rzecz w tym, że córka bardzo to przeżywa i nie radzi sobie z emocjami. Albo płacze, albo się kłoci z nami. Większość czasu jest nieszczęśliwa. Pytałam jej, czy wolałaby mieszkać z tatą, albo częściej się z nim widywać. Nie chce, takie pytania ją denerwują. Ja nie pytam o ojca, bo wtedy bardzo się denerwuje, sama – po kilku dniach od spotkania z tatą opowiada, że ojciec wypytuje co u nas w domu się dzieje i każdą wypowiedź bardzo niepochlebnie komentuje. I puentuje to tak, że on lepiej zająłby się córką i ją ode mnie zabierze. To powoduje u małej duży stres. Bywa, że przyjeżdża od ojca i płacze dopóki nie uśnie.
Mała chce widywać się z ojcem, więc ja nie wiem co robić. Jakby nie chciała, to umiałabym to przeprowadzić. Ona się strasznie męczy, jest inteligentnym, emocjonalnym dzieckiem. Jest rozchwiana emocjonalnie, a ja nie potrafię sobie z tym poradzić. Ojciec mówi jej, że on lepiej zająłby się nią niż ja. Mała żyje w stresie, że tak się może stać (już raz uciekałyśmy przed tymczasowym przyznaniem opieki ojcu (do wyjaśnienia sprawy), bo ja jestem dziwką i alkoholiczką – ukrywałyśmy się przez 2 –ce. Ostatni pretekst odebrania mi córki podanej przez byłego męża był fakt zakupu kurtki w wyprzedaży, a przedostatnim – to, że dziecko nie spakowało książki od plastyki, w przedprzedostanim, że w weekendy chodzimy na spacery ścieżką rowerową, co jest niebezpieczne.
Dziś tata przyjechał po córkę, choć to mój weekend. Zaskoczona mówię, że coś mu się pomyliło. Postraszył policją (standard) i pojechał. Do córki napisał sms, że JA ZMIENIŁAM ZDANIE i przez to nie może jej wziąć do sali zabaw...
Jestem bezsilna.
Proszę o propozycje rozwiązania tej sprawy – jedno jest pewne – nie zrobię nic przeciw dziecku, a ona chce widywać się z ojcem.