Dodaj do ulubionych

dzieci swiadkami klotni

21.03.15, 21:18
Tkwie w chorym zwiazku(malzenstwie)... 3 miesiace spokoju i awantura... i tak w kolko...
Niby wiem co powinnam zrobic, ale sie boje, zbieram w sobie i wycofuje... bezsensu...
Dzis znow klotnia... krzyki... zamknelismy sie w kuchni- zeby dzieci nie slyszaly- ale one nagle staly obok... ja akurat wymachiwalam reka... starsza corka poplakala sie, ze mama bije tate... zenujace dla mnie... wystraszyla sie mnie... bala przez chwile...
Rycze juz kilka godzin- ja wyszlam na winna, ta gorsza, to mnie dzieci widzialy... tatus jest swiety...
Co robic?
Czuje, ze swoje zycie przegralam, ale jak zapewnic corkom spokojny dom?
Jestem zalamana...
Obserwuj wątek
    • altz Re: dzieci swiadkami klotni 21.03.15, 22:06
      pistacja76 napisała:
      > ja akurat wymachiwalam reka...

      Dobrze, że nie siekierką albo nożem.
      Popracuj nad sobą, przemyśl. Nawet jeśli się nie dogadacie, to lepsze kontakty wam się przydadzą choćby nawet po rozwodzie.

      Ja wiem, że to mąż sprowokował. smile I że jest spokojnie, dopóki nie przestaje słuchać i wykonywać polecenia. wink Kłótnia bywa budująca, jeśli coś z niej wynika, przyjmujecie jakiś kompromis i staracie się go przestrzegać, to nie jest nic strasznego ani wstydliwego.
      • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 10:27
        altz, wspolne zycie wiaze sie (rowniez) z wyrzucaniem smieci na wyrazna prosbe malzonki itd...a jak pan nie wspolpracuje to pania to wkurza to sobie rekami powymachwac musi....
        • altz Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 11:48
          pajak30 napisała:
          > altz, wspolne zycie wiaze sie (rowniez) z wyrzucaniem smieci na wyrazna prosbe
          > malzonki itd...a jak pan nie wspolpracuje to pania to wkurza to sobie rekami po
          > wymachwac musi....

          A to ciekawe. smile U mnie Jaśnie Panią wynoszenie śmieci przerastało, może zrobiła to w sumie z dwa razy i potraktowała to jako obrazę. smile Zresztą, wiele rzeczy ją przerastało.

          Pani musi machać łapami, możliwe że czasami musi przyłożyć? wink
          Dziwne, że tak łatwo pozwalamy na przemoc ze strony kobiet.
          Ja wierzę w interpretację dziecka. Autorka sobie pozwala na za wiele bijąc męża.
          To trzeba przepracować i nauczyć się reagować inaczej, nie tylko agresją. A nie wszystko musi być zrobione na tip-top. Oprócz wykonywania rozkazów, ludzie mają prawo do spokojnego życia.
          Ja nie lubię za dużo sprzątać, nie jest to moim sensem życia, ale jak widzę spory bałagan, to sam się biorę do roboty i przy tym potrafię uporządkować sprawy według ważności. Myślę, że większość osób ma podobnie. Jeśli ktoś nic nie robi, a tylko korzysta, to jest zwykłym trollem, a z trollami wystarczy się rozstać, biciem ich się nie zmieni.
          • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 14:01
            altz, a ty jestes ofiara przemocy? ja nie wiem, moze autorka nawet przyloila swojemu mezowi, ale moze juz nie trafialy do niego argumenty?pewnie jesli nawet dostal po twarzy to ucierpialo jedynie jego ego...a dzieci widzac taka scene beda mialy skrzywiony obraz tej sytuacji- mama bije tate, a biedny tata jest niewinny, bo on np. tylko smieci nie chcial wyrzucic...ja nie pochwalam przemocy, bo sama jestem ofiara...ludzie sie krzywdza z roznych powodow...zbrodnia w afekcie nie jest rownoznaczna ze zbrodnia z wyrachowania...
            • altz Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 14:22
              pajak30 napisała:
              > altz, a ty jestes ofiara przemocy?
              Ja nie jestem żadną ofiarą, ale przemoc została wobec mnie stosowana. Ofiarą jest moje dziecko, ale to już inny temat.

              > ja nie wiem, moze autorka nawet przyloila swojemu mezowi, ale moze juz nie trafialy
              > do niego argumenty?
              Przeczytaj kilka razy, co napisałaś, jeśli nadal uważasz. że to jest w porządku, to lecz się na głowę, bo tkwisz po uszy w chorych wyobrażeniach o związku.
              Mógłbym napisać w podobnych tonie: "mówił żonie kilka razy, ale nie słuchała, więc dał jej dwa razy w twarz i w końcu się dostosowała...". Tak już się nie podoba? Ale przecież to jest tak samo.
              Dorosłych się nie bije, dzieci też nie. Można zastosować siłę, gdy dziecko chce sobie coś zrobić czy innej osobie albo dorosły komuś innemu, ale w normalnych układach argument siły świadczy o braku argumentów albo sytuacji w której nas nie powinno być.

              > pewnie jesli nawet dostal po twarzy to ucierpialo jedynie jego ego...
              Wiem, mężczyzna jest podczłowiekiem.

              > a dzieci widzac taka scene beda mialy skrzywiony obraz tej sytuacji- mama bije tate,
              > a biedny tata jest niewinny, bo on np. tylko smieci nie chcial wyrzucic...
              Dzieci zobaczą prawdę, mama jest agresywna i trzeba się jej bać.

              > ja nie pochwalam przemocy
              Nie, wobec kobiet, tak, wobec mężczyzn.
              Nad dziećmi pewno jeszcze zastanawiasz? wink
              • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 23.03.15, 14:48
                jaki ty masz maly dystans do siebie altz....ja nie pochwalam przemocy w ogole
            • wasp20 Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 15:55
              "ja nie wiem, moze autorka nawet przyloila swojemu mezowi, ale moze juz nie trafialy do niego argumenty?pewnie jesli nawet dostal po twarzy to ucierpialo jedynie jego ego...a dzieci widzac taka scene beda mialy skrzywiony obraz tej sytuacji- mama bije tate, a biedny tata jest niewinny, bo on np. tylko smieci nie chcial wyrzucic..."

              A teraz zamień ją na niego i pomyśl czy napisałabyś to samo gdyby to tatuś wymachiwał rękami.
              Jakoś nie sądzę... Byłoby święte oburzenie, wszelkie możliwe bluzgi na faceta i obrona swiętej niewinności kobiety.
              Przemoc to przemoc. Ze strony kobiety jest DOKŁADNIE tak samo niedopuszczalna, oburzająca, obrzydliwa i zasługująca na potępienie oraz karę, jak przemoc ze strony mężczyzny. Tak samo.
            • heniek.8 Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 16:45
              > pewnie jesli nawet dostal po twarzy to ucierpialo jedynie jego ego...a dzieci widzac taka scene
              > beda mialy skrzywiony obraz tej sytuacji- mama bije tate, a biedny tata jest niewinny

              w takie rzeczy wierzysz i to publikujesz?
              długa droga przed Tobą
            • kami_hope Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 21:25
              Szokujace sa Twoje poglady Pajak30. Takie zachowanie jak autorka opisala jest nieakceptowalne. Bzdura totalna o "ucierpialym ego - jedynie"! Nigdy nie wiesz jak dalece czlowiek moze ucierpiec, to co dla Ciebie jest "jedynie", dla kogos moze byc o wiele wiecej. Nawet jesli komus bylo przykro, to juz znaczy, ze dane zachowanie bylo krzywdzace i jako takie nie powinno miec miejsca.
              Wiedz, ze osoba, ktora dokonuje danego aktu jest za niego odpowiedzialna, nikt inny.
              Mowimy tu o osobie, ktora traci kontrole nad soba. I ta osoba musi zadbac o ta wlasna kontrole. Moze isc do specjalisty po porade i ew. terapie. Takie problemy sie rozwiazuje (leczy), ale na pewno nie przez umniejszanie problemu lub wytlumaczenie, ze ktos inny byl winny.
              • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 23.03.15, 14:51
                tylko chcialam sprowokowac altza...nie mialam nic zlego na mysli...
                ja nie rozumiem, ze on twierdzi, ze dziecko prawde zobaczylo, bo weszlo w chwili kiedy mama "rekami wymachiwala" i dziecko sie jej boi...
                przeciez autorka nie napisala, ze stposuje przemoc wobez meza...
                • altz Re: dzieci swiadkami klotni 23.03.15, 19:06
                  pajak30 napisała:
                  > tylko chcialam sprowokowac altza...nie mialam nic zlego na mysli...
                  Wycofujesz się rakiem. Myślę, że pisałaś prawdę.

                  > ja nie rozumiem, ze on twierdzi, ze dziecko prawde zobaczylo, bo weszlo w chwil
                  > i kiedy mama "rekami wymachiwala" i dziecko sie jej boi...
                  > przeciez autorka nie napisala, ze stposuje przemoc wobez meza...
                  Autorka napisała wystarczająco, potrafię sobie wyobrazić takie sytuacje, znam to z życia.
                  Autorka stosuje przemoc wobec męża.
                  • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 23.03.15, 20:47
                    przestan altz nie mozna tego swierdzic, ze autorka to przemocowiec, a ja naipsalam prawde...
                    autorka pisze, ze ma teraz problem, bo dziecko sie jej boi, bo rekami wymachiwala, plakala cala noc i w ogole to faktycznie jest podliwcem pozbawionym uczuc...
                    ja nie wiem co jest miedzy autorka, a jej mezem i daleka jestem od wydawania wyrokow, czasem zazdroszcze np. polityka, ktorzy wiedza co jest dobre dla mnie, ciebie dla wszystkich ludzi np. ze aborcja czy eutanazja jest zla/dobra w zaleznosci od opcji, bo wydaje mi sie, ze na kazda sytuacje trzeba spojrzec indywidualnie, a nie przez pryzmat swoich doswiadczen...
                    ale mysl sobie co chcesz o mnie
                    • altz Re: dzieci swiadkami klotni 23.03.15, 21:12
                      pajak30 napisała:
                      > autorka pisze, ze ma teraz problem, bo dziecko sie jej boi, bo rekami wymachiwa
                      > la, plakala cala noc i w ogole to faktycznie jest podliwcem pozbawionym uczuc..
                      Dziecko słusznie się boi. Jak trochę podrośnie, to od matki też nie raz oberwie. Ale prędzej matka znajdzie inne metody. :-\

                      > ale mysl sobie co chcesz o mnie
                      Myślę, że ktoś, kto przeszedł taką trudną szkołę życia z przemocą, o takich sprawach nie żartuje, a jeśli już, to po kilkudziesięciu latach.
                      • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 08:08
                        macie racje, przemoc to przemoc i nigdy nei jest sposobem na porozumienie. Na wyładowanie frustracji bywa. I powinna być zawsze punktem zwrotnym - albo rozwód, albo terapia, zależy, czego oboje oczekują. Ale przyzwolenia nei powinno być.
                        Niemniej weźcie pod uwagę jeszcze jedno - kobiety standardowo są traktowane jako bardziej emocjonalne, więc mniej odpowiedzialne za szał. To jeden błąd myślenia tradycyjnego. I nieco zwalnia kobietę z odpowiedzialności za podniesienie ręki.
                        Druga rzecz - chłop sprowokowany wyjdzie, trzaśnie drzwiami i się upije.
                        A kobieta? jaki ma repertuar? sięga po najłatwiejsze. Bo przecież nie pieprznie drzwiami tak, żeby z zawiasów poleciały. Jest cicha i nie robi hałasu, bo hałaśliwe kobiety są uważane zq wulgarne. Nicht so? A powinna być głośna, trzasnąć drzwiami i pójść na spacer. Albo do knajpy. Albo do przyjaciółki.
                        I trzecia rzecz, jaką jednak trzeba brać pod uwagę - jderzyć z niemocy czy uderzyć, żeby wytresować. Owszem, ani jedno, ani drugie nie powinno być akceptowalne. Przy czym - jak uderzy kobieta, ważąca 50-60 kg, to jednak jest rożnica niż jak uderzy dwa razy cięższy mężczyzna. Dłonią - a pięścią. Różnica jest - co z kolei niczego nie usprawiedliwia, ale tłumaczy, dlaczego zwykle przemoc ze strony mężczyzny jest groźniejsza w skutkach.

                        I to mówi lampka, która święta nie jest pomimo, że przemocy nei pochwala w żadnym wydaniu.
                      • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 11:53
                        altz, a ja mysle, ze kazdy jest inny i nie mozna wszystkich oceniac jedna miara...mnie nie zostalo juz nic wiecej tylko sie smiac z siebie i calego bagna, w ktorym jestem nadal i niestety nie moge nic z tym zrobic...
                        przemoc jest zla globalnie, ale jesli jest choc jedna osoba na calym swiecie, ktora sie jej nie dopuscila to urosna mi skrzydla...
                        • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 12:19
                          Pająk, co dokładnie znaczy, że nei jesteś w stanie zrobić nic z bagnem, w którym jesteś?
                          • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 12:32
                            lampka jak napisze to chyba bede mniej anonimowa...a ex wie, ze pisze na forum, ale nie wie na ktorym...a musialabym napisac bardzo szczegolowo, zeby to wszystko ogarnac...
                            • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 14:46
                              Pająk, nie wymiękaj. Bagno masz po to, jak każdy, żeby z niego wyłazić.
                              A że wlazłaś? każdy wlazł kiedyś.
                              Możesz mówić, że musisz w tym tkwić - co brzmi beznadziejnie bezsensownie i nielogicznie - a możesz zacząć szukać sposobów, by wyjść. I wyjdziesz. O ile nie przykujesz się do tego gadaniną "muszę w tym tkwić". Dupa tam musisz. Nie musisz. Musisz za to wyjść i żyć godnie i dobrze. Dla własnej przyjemności, bo życie nie jest dane za karę.
                              • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 15:20
                                szukam wyjscia, ale gdzie tylko staram sie otworzyc jakies drzwi to slysze, ze sie nie da, ale masz racje nie powinnam myslec, ze musze "tkwic"...a moze ja lubie czuc sie ofiara tego typka?ale tez nie do konca, bo nawet ja czasem pokazuje mu "srodkowy palec" (taka przenosnia), ale to wywoluje w nim agresje, bo jakto "smiec sie zbuntowal"...
                                • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 18:23
                                  fajnie, wiesz w takim razie, nad czym dobrze by było popracować.
                                  Wielu ludzi jest nieszczęśliwych i kompletnie nie wiedzą, z jakiego powodu - zwykle obwiniają innych i tak im czas upływa do śmierci.

                                  Odcinaj się. Wyobrażaj sobie, jak chcesz zyć - w sensie, nie co i kogo mieć przy sobie, ale jaka być w środku. To wspaniała praca - choć wydaje się mniej ciekawa od ognistego romansu. Wydaje się. a poza tym można mieć jedno i drugie wink
                        • wiosnaw Re: dzieci swiadkami klotni 25.03.15, 18:02
                          Pająk, zasmuciło mnie to, co napisałaś... Ale nie powinnaś tak myśleć, staraj się przynajmniej. Trzymaj się!
                          • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 27.03.15, 16:31
                            wiosna, dam rade, choc nie jest to latwe jak eksio pode mna dziury kopie...
    • pajak30 Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 10:25
      tak jak altz napisal postarajcie sie nad soba panowac wypracowac kompromis, moze terapia dla par, jesli sie nie dogadacie tak globalnie to popracujecie nad spokojnym rozstaniem...
    • wasp20 Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 17:14
      Hmmmm... A ja to jestem ciekawa zdania Twojego męża.
      Bo z tego co piszesz wynika tyle, że masz dość swojego małżeństwa i szukasz pretekstu żeby się z niego ulotnić, zabierając przy okazji dzieci (alimenty?). Awantura (kłótnia) raz na 3 miesiące jest takim dramatem?
      No nie wiem...
      • kami_hope Re: dzieci swiadkami klotni 22.03.15, 21:32
        Stalo sie dla niej dramatem w tym momencie, bo... miala swiadkow swojego zachowania. Dzieci plakaly. I teraz, jesli to zdarzenie autorki niewiele nauczy i nie przyjzy sie samej sobie, to niestety, przewiduje eskalacje problemu. I zgadzam sie z Toba Wasp20, ze autorka moze szukac uzasadnienia dla poddania swojego malzenstwa. Nie wspomniala o potrzebie naprawy relacji z mezem i potrzebie zapanowania nad wlasna frustracja/agresja.
    • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 08:14
      brniesz w ślepy zaułek. Albo zmienisz swoje podejście, albo dzieci będą miały wspomnienia lejących się rodziców. Chłop uderzony w końcu nei wytrzyma i odda. Niekoniecznie staniesz się wtedy niewinną ofiarą.

      Po rozstaniu może być tak, że będziesz frustracje - których przybędzie - wyładowywała na dzieciach.
      Zmień podejście - przemoc jest zła. Każda przemoc. I jako człowiek myślący i dorosły nie masz prawa jej stosować.

      Choć niektórzy dają sobie przyzwolenie na obronę - jeśli sami zostaną uderzeni albo ktoś z ich bliskich. Ale to do rozpatrzenia później, po tym, jak przyswoisz, że nie masz prawa do przemocy. Ani jako słabsza, ani jako mniej myśląca, ani jako kobieta. Jesteś człowiekiem i to zobowiązuje.
      • xciekawax Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 14:58
        autorka poplacze, poplacze, i jej przejda wyrzuty sumienia. I za pare miesiecy znowu nie wytrzyma.
        • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 24.03.15, 18:25
          bardzo prawdopodobny scenariusz
          niestety
    • pistacja76 do wszystkich 24.03.15, 23:30
      Bardzo dziekuje za wszystkie wpisy... niektore naprawde mnie przerazily...
      Nie uderzylam meza, ale przeciez podnioslam reke, moglam to zrobic, moze bym zrobila gdybym nie uslyszala jak mowi: DZIECI
      Macie racje, szybko mozna mnie wyprowadzic z rownowagi, ale to nie do konca tak, ze to ja jestem winna... Jestem cholerykiem, szybko wpadam w szal- rownie szybko zapominam. Nie usprawiedliwiam sie. Ktos napisal, ze zapomne o wyrzutach sumienia do czasu kolejnej awantury- wystraszylam sie. Moze rzeczywiscie jest ze mna jakis problem? Bo tak jak napisalam jest spokoj, nawet sielanka, a potem bez powodu potyczki slowne, klotnia, awantura... I tak co kilka miesiecy...
      Ktos napisal, ze z klotni co 3-4 miesiace robie afere, no nie wiem... to nie sa wg mnie jakies tam zwykle klotnie, niestety...
      Atmosfera w domu juz na drugi dzien normalna- rodzice sie kochaja, caly czas spedzamy wspolnie z dziecmi- przykladna rodzina gdy ktos stoi z boku... ale w Corce na pewno cos peklo, moze stracila poczucie bezpieczenstwa, ktore powinnismy jej dac? Nienawidze siebie za to.
      Zle jest to, ze dla mnie wszystko musi byc albo czarne albo biale... albo euforia, albo zalamanie i chce palic mosty.
      Moze ktoras z Was ma podobny problem? Co robic?
      • potwor_z_piccadilly Re: do wszystkich 25.03.15, 08:02
        pistacja76 napisała:

        > Nie uderzylam meza, ale przeciez podnioslam reke, moglam to zrobic,
        > Macie racje, szybko mozna mnie wyprowadzic z rownowagi, ale to nie do konca tak
        > , ze to ja jestem winna... Jestem cholerykiem, szybko wpadam w szal- rownie szy
        > bko zapominam

        Do końca nie jesteś winna?
        Bo nastroje masz zmienne?
        Kochana, u Was czegoś zabrakło. Wy zamiast zbudować swój świat, taki Wasz, tylko na Wasz użytek, sztancą się otaczacie. Wzorcami z gazet, mody, trendów i radami tzw. autorytetów. Nie uzgadniacie razem co jest Wam potrzebne do zgodnego życia, a co waszego, lub w Was jest konfliktogenne i powinno się to wypierdzielić na śmietnik.
        Z zakładaniem rodziny, jest jak z przeprowadzką do nowego mieszkania. Przed nią siadasz i planujesz, co zabierasz ze sobą na nowe, a co wywalasz, bo te klamoty nowe mieszkanie zagracać tylko będą. Wy widocznie tego nie zrobiliście i dziś potykacie się o te rupiecie raz słabiej, raz mocniej, a nawet tak mocno, że któreś z Was słyszy, KURWA MAĆ, DOSYĆ.
        Ty nie potrzebujesz psychologa. Ty masz najlepszego psychologa jakiego można sobie tylko wymarzyć. Ty masz dzieci. One widzą wszystko i ich reakcje na Wasze domowe poczynania, są dla Was najlepszą szkołą i najlepszym drogowskazem na Wasze jutro. Rozmawiajcie z nimi, szczerze, a sądzę, że łez troszkę uronicie. One też są członkami Waszej rodziny i to pełnoprawnymi, których nie powinno się zamykać gdy ich rodzicom zachcianka przyszła o psie gówno łby sobie urywać.
        W końcu kto powiedział, ze król jest nagi. Kto się zdobył na szczerość.

        Na Twoich nerwów ukojenie, piosenkę mam dla Ciebie
        www.youtube.com/watch?v=W2vAcLn3I_8
        Pozdrowienia Wam ślę.
        Dacie radę, wierzę w to.


      • wasp20 Re: do wszystkich 25.03.15, 13:43
        Zle jest to, ze dla mnie wszystko musi byc albo czarne albo biale... albo euforia, albo zalamanie i chce palic mosty.

        Miałam tak. Może gdzieś w środku nadal mam. Tylko nad tym panuję.
        Terapia. Po prostu. Indywidualna, każdego z Was, a potem wspólna.
        Ja pisałam, że awantura co 3-4 miesiące to nie tragedia. Bo nie.
        My z mężem mamy natury choleryczne oboje.
        Czasem wybuchamy. Oboje. Ale nie jest to dla mnie powód do ucieczki. Na początku był. Ale mam mądrego męża smile Kiedyś, kiedy płakałam, że nie nadaję się do związku, bo... brak pozytywnych wzorców, bo jestem wybuchowa, bo tylko się krzywdzimy, wziął mnie za rękę i powiedział, że kocha mnie nawet, kiedy na niego krzyczę. I nawet wtedy, kiedy on krzyczy na mnie. I że damy sobie radę, bo się kochamy i budujemy razem coś dobrego.
        A potem poszliśmy na terapię. Oboje pokaleczeni, oboje po przejściach.
        Nie jest idealnie spokojnie i nie będzie. Nie w tym biegu, stresie jaki mamy oboje.
        Ale dajemy sobie prawo do tego, by mieć zły humor, nawet podnieść głos (nigdy rękę!).
        I nie jest to powód do rozstania, jedynie do pracy nad sobą. Bo jeśli jest krzyk, są emocje. A jeśli są emocje, trzeba je uporządkować.
        Z córką porozmawiać. Przeprosić za to, czego była świadkiem. Wyjaśnić, że rodzice czasem popełniają błędy, ale widzą, że to były błędy i chcą naprawić.
        I pokazać, że naprawiacie.
        Nie jest wstydem upaść. Wstydem jest pozostać na kolanach i obwiniać za to innych. Tak myślę.
        Powodzenia.
        • xciekawax Re: do wszystkich 25.03.15, 14:36
          "Zle jest to, ze dla mnie wszystko musi byc albo czarne albo biale... albo euforia, albo zalamanie i chce palic mosty."

          Wasp20, dobrze napisane.
          Ja tez polecam terapie. Taka wybuchowosc nie jest niczym normalnym i charakter tego nie usprawiedliwia. To nie jest tak ze czlowiek wybuchnie, powie pare rzeczy przykrych i na drugi dzien nikt tego nie pamieta. Moze partner udawac ze nie pamieta dla swietego spokoju, ale zapewniam ze pamieta. W dodatku uwazam ze ze z kazda taka awantura troche milosci sie zabija, i tak po latach takiego zycia tej milosci jest mniej i mniej a serce okrywa sie coraz wieksza skorupa. i to dotyczy obydwojga partnerow i dzieci.

          O tym jak przemoc w domu zmienia psychike dziecka - NA CALE ZYCIE - nawet nie bede wspominac. Bo o tym ksiazki sa napisane przez madrzejszych ludzi. Ale niech autorka ma swiadomosc ze teraz ksztaltuje sie charakter dziecka i jak ono bedzie reagowac na pewne problemy przez cale zycie. A tak z boku wspomne: - zamykac drzwi do kuchni aby nie krzyczec przy dziecku jest w sumie smieszne. Niech autorka poprosi meza aby powrzeszczal sam w kuchni - a ona niech stanie za drzwiami i niech poslucha czy slychac. Slychac? slychac! wiec dziecko tez slyszy.

          Terapia zdecydowanie moze pomoc autorce nie tylko w kontrolowaniu emocji, ale tez nauczy rozwiazywac problemy slownie. Bo ta potrzeba awantur skas sie wziela (moze wrzozec rodzinny autorki). Byc moze autorka zle sie czuje bez awantury i co pare miesiecy jej tego brakuje aby poczuc silne emocjie. Te emocjie mozna sobie zapewnic w inny sposob. adrenalina to adrenalina.
          • potwor_z_piccadilly Re: do wszystkich 25.03.15, 18:44
            xciekawax napisała:

            > Terapia zdecydowanie moze pomoc autorce nie tylko w kontrolowaniu emocji, ale t
            > ez nauczy rozwiazywac problemy slownie. Bo ta potrzeba awantur skas sie wziela
            > (moze wrzozec rodzinny autorki). Byc moze autorka zle sie czuje bez awantury i
            > co pare miesiecy jej tego brakuje aby poczuc silne emocjie.

            A co ta terapia ma leczyć? Wyimaginowane wzorce rodzinne, środowiskowe? Czy inne niby od niej niezależne cechy jej charakteru?
            Te zsyłki na terapie są przeważnie ucieczką od podejmowania decyzji przez samych siebie. Załóżmy, że Twój partner lubuje sie w kolekcjonowaniu suszonych psich gówien. Ty się wściekasz, on się broni, że ma prawo, że lubi i co robić?
            1 - On na terapie, bo pozbył się zbiorów.
            2 - Ty na terapię, byś zaakceptowała dziwactwo.
            3 - Wy na terapię, bo ble, ble, ble.
            4 - Po prostu, on świństwo wywala z domu motywowany swoją wewnętrzną potrzebą życia tak, by inni przez niego nie płakali. Proste? Proste dla ludzi potrafiących, chcących, pielęgnować uczucia wyższe. Trudne, dla ludzi z przerośniętymi ambicjami, takimi co to "ten kosz, to wszystko moje, moje". I ci by kosz ten zachować, tę kolekcję psich gówien, u "specjalistów" okrężnych dróg szukają i przeważnie znajdują, tylko następne gówna do kolekcji.
            Droga pani, tu o kwestie ambicjonalne chodzi, o, z przyczyn ambicjonalnych pownoszony do związku badziew się tną i dla tego badziewia, związek swój zarzynają.

            • wasp20 Re: do wszystkich 25.03.15, 18:55
              Jak Ci nawala serce idziesz do kardiologa.
              Jak Ci nawalają oczy idziesz do okulisty.
              Czy może leczysz się samodzielnie?
              Jakoś nie sądzę.
              Zatem kiedy nawala Ci psychika powinno się iść do psychologa.
              Robienie z dzieci psychoterapeutów, jak padło wcześniej, jest niepoważne bo to obciąża te dzieci, a tego rodzic nie ma prawa robić.
              Nie lubisz psychologów? Twoja sprawa. Ale nie zmienia to faktu że pomagają wielu ludziom. A sam fakt pójścia na terapię jest przełomem i oznacza, że problem jest rozpoznsny. A to połowa sukcesu.
              Poza tym wzorce rodzinne nie są wyimaginowane. Są rzeczywiste. Czy Ci się to podoba, czy nie.
              • potwor_z_piccadilly Re: do wszystkich 25.03.15, 22:01
                wasp20 napisał(a):

                > Robienie z dzieci psychoterapeutów, jak padło wcześniej, jest niepoważne bo to
                > obciąża te dzieci, a tego rodzic nie ma prawa robić.

                A chryje domowe nie obciążają. Rodzice kołki na głowach sobie ciosają, a dzieciaczki radośnie w rączki klaszczą?
                Nie pisałem o terapiach w sensie terapii profesjonalnej. Pisałem o terapii ciepłem domowego ogniska i dzieci uśmiechem.
                Nie rozumiesz mnie, bo duszy Ci brakuje. Jedno co przez Ciebie przemawia, to bezrefleksyjne, podręcznikowe instrukcje obsługi.


                > Nie lubisz psychologów? Twoja sprawa. Ale nie zmienia to faktu że pomagają wiel
                > u ludziom.

                Psychologów przybywa i rozwodów przybywa.
                Ciekawe, bo to inaczej jak kiedyś. Psychologów nie było, a związki trwały.
                Może kiedyś ludzie byli mniej ambitni?
                Może nie psycholog im podpowiadał jak mają żyć, a sami to odgadywali?

                > Poza tym wzorce rodzinne nie są wyimaginowane. Są rzeczywiste. Czy Ci się to po
                > doba, czy nie.

                Nie no, tu to racja. Przecież my wszyscy z matrixa jesteśmy, szablon przykładamy i wszystko gra.
                Czy tak?
                • lampka_witoszowska Re: do wszystkich 26.03.15, 12:40
                  psychologów przybywa, bo ludzie są coraz bardziej świadomi, że ze swoimi ułomnościami można coś robić, jesli się oczywiście chce. Kiedyś zakonników zaczęli zastępować prawdziwi lekarze, wyedukowani - o zgrozo - na grzesznym krajaniu zwłok. Imaginujesz sobie?

                  Można też jęczeć na forum, że terapie są złe złe złe, a do tego okrasić wypowiedź stwierdzeniem: bo tobie duszy brakuje. Jak dla mnie sygnał alarmowy, być podumała przez moment, czego tobie brakuje. Empatii? Wrażliwości?
                • wasp20 Re: do wszystkich 27.03.15, 08:20
                  Ja nie wiem co ludzie mają z obrażaniem tych, którzy myślą inaczej.
                  potwor_z_piccadilly napisał:
                  Nie rozumiesz mnie, bo duszy Ci brakuje. Jedno co przez Ciebie przemawia, to bezrefleksyjne, podręcznikowe instrukcje obsługi.
                  To jest chamski tekst, zdajesz sobie sprawę?
                  Czy ja Ci chłopie ubliżyłam? Czy ja pisałam o Twoich wyimaginowanych deficytach emocjonalnych? Bo sobie nie przypominam.

                  Ciekawe, bo to inaczej jak kiedyś. Psychologów nie było, a związki trwały.

                  Argument z cyklu "kobiety kiedyś studiów nie miały, a wiedziały jak dzieci wychować, a teraz, panie dzieju, wykształci się jedna z drugą, a o gotowaniu, sprzątaniu i zmienianiu pieluch nic nie wie, panie, a jak koszulę mężowi prasuje, to zawsze jakąś zmarszczkę zostawi"

                  Może kiedyś ludzie byli mniej ambitni?
                  Może nie psycholog im podpowiadał jak mają żyć, a sami to odgadywali?


                  A może się nie dogadywali tylko trwali? Ja nie zauważyłam żeby w pokoleniu moich rodziców i dziadków (oni nie korzystali z terapii), związki były takie kolorowe. Tak samo się żarli między sobą i kaleczyli psychikę dzieci. Że trwali w związku, że nie było rozwodów? Też mi sukces. Osobne sypialnie, wieczne awantury, zdrady na "turnusach w sanatorium". No faktycznie, wspaniałe małżeństwa tongue_out

                  Czy tak?
                  Nie. Ale dyskusja sensu pozbawiona. Ty WIESZ jak jest. Cała reszta to bzdura, a poza tym kiedyś było lepiej big_grin
                  • lampka_witoszowska Re: do wszystkich 27.03.15, 10:23
                    a w czasach jaskiniowych trwały jeszcze bardziej, nawet bez wyjeżdżania "do wód", jeśli małżonek nie pasował smile
                    kwestia ekonomii i organizacji.

                    A jak dać czlowiekowi jeść i względne poczucie bezpieczeństwa, to mu się zachce miłości, im doskonalszej, tym lepiej. I wysilać się nei chce - ale to akurat zasada minimalizacji energii, która obowiązuje i atomy, i planety. Co dopiero człowieka.
                    • lampka_witoszowska Re: do wszystkich 27.03.15, 10:25
                      kurczę, żony musiały do wód jeździć, a mężowi wystarczało przelecieć pół wsi. No, jak nic, łatwiej chłopu. Cholerny patriarchat.
          • heniek.8 Re: do wszystkich 25.03.15, 18:57
            mądrze piszesz smile mam podobne obserwacje, np. o tym że te wszystkie zranienia gdzieś zostają i mają wpływ na jakość relacji
            chociaż wg mnie terapia, zakładając że by zadziałała, może być gwóździem do trumny takiego chorego związku. bo zakładam że przynajmniej jedna, a prawdopodobie dwie osoby w takim małżeństwie pochodzą z dysunkcyjnych rodzin i zachowują się w sposób dysfunkcyjny.
            i gdyby w ramach terapii zaczęli odkrywać prawdziwe "ja" i prawdziwe "ty" i relacje między nimi, to mogłoby się okazać że dobrali się na zasadzie dwojga poczwarek o zaniżonej wartości, a kiedy przemieniają się w motyle, okazuje się że już wyrośli z tego związku i widzą co w nim było chorego.
            a szczególnie jeżeli jedna strona zakłada, że terapia jest po to żeby dostosować drugą stronę do swoich oczekiwań.
            • xciekawax Re: do wszystkich 26.03.15, 14:43
              obiektywnie patrzac chyba lepiej aby obie osoby byly zdrowe i zyly oddzielnie niz zeby obydwoje zyly w toksycznym zwiazku.

              I zapomnialam dodac, ale moze byc tak ze ze to zachowanie jej meza doprowadza ja do granic wytrzymalosci i gdyby byla sama lub z kims innym - ona by sie tak nie zachowywala. (lub odwrotnie - jej zachowanie prowokuje jej meza aby cos mowil/robil aby wywolac u niej silne emocjie). Tak czy owak - awantury nie rozwiarza tego tylko obydwoje przywykna do tego i beda potrzebowali coraz to wiekszych bodzcow aby wywolac podobne emocjie. Co za tym idzie - beda sie krzywdzic coraz bardziej. Dlatego mysle ze czasami lepiej isc na indywidualna terapie - bo zamiast tkwic w takim zwiazku - trzeba sie zastanowic nad swoim zachowaniem i przyszloscia (nie zawsze z tym czlowiekiem)
            • flower82 Re: do wszystkich 28.03.15, 09:21
              Możesz to rozwinąć bardziej, nie pisząc ogólnikami tylko. Zakładam, iż wiesz to ze swojego doświadczenia, ja mam podobne. Najlepiej napisz na priv.
    • molly_wither Re: dzieci swiadkami klotni 25.03.15, 18:21
      Spokojny dom? A jaki to? Nie przesadzaj.Dzieci musza widziec,jak sie rodzice kloca i jak godza.
      pistacja76 napisała:

      > Tkwie w chorym zwiazku(malzenstwie)... 3 miesiace spokoju i awantura... i tak w
      > kolko...
      > Niby wiem co powinnam zrobic, ale sie boje, zbieram w sobie i wycofuje... bezse
      > nsu...
      > Dzis znow klotnia... krzyki... zamknelismy sie w kuchni- zeby dzieci nie slysza
      > ly- ale one nagle staly obok... ja akurat wymachiwalam reka... starsza corka po
      > plakala sie, ze mama bije tate... zenujace dla mnie... wystraszyla sie mnie...
      > bala przez chwile...
      > Rycze juz kilka godzin- ja wyszlam na winna, ta gorsza, to mnie dzieci widzialy
      > ... tatus jest swiety...
      > Co robic?
      > Czuje, ze swoje zycie przegralam, ale jak zapewnic corkom spokojny dom?
      > Jestem zalamana...
      • potwor_z_piccadilly Re: dzieci swiadkami klotni 25.03.15, 18:57
        molly_wither napisał(a):

        > Spokojny dom? A jaki to?

        Wolnostojący, zamieszkały przez ludzi, którzy ponad trzydzieści lat ze sobą żyją nawet bez jednej sprzeczki.

        Nie przesadzaj.Dzieci musza widziec,jak sie rodzice kl
        > oca i jak godza.

        No taaaak, niech się uczą zgodnie z zasadą, czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał.
        Następny unik, by odpowiedzialność za swoje błędy, na, no przecież to normalne, zwalić.
        Po ilu rozwodach jesteś?

        • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 26.03.15, 12:44
          wszyscy jesteśmy po 15stu.

          big_grin
          • potwor_z_piccadilly Re: dzieci swiadkami klotni 26.03.15, 15:44
            lampka_witoszowska napisała:

            > wszyscy jesteśmy po 15stu.

            To lepiej niż po stu.

            • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 26.03.15, 20:24
              niekoniecznie, to może oznaczać 75 nieszczęśliwych związków bez rozwiązania formalnego...
              • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 26.03.15, 20:24
                85 smile
                • potwor_z_piccadilly Re: dzieci swiadkami klotni 26.03.15, 22:33
                  lampka_witoszowska napisała:

                  > 85 smile

                  Po sprawiedliwości, to od tych 85 trzeba odjąć miłe chwile i jeszcze parę współczynników.
                  Chwil tych radosnych powinno być dużo, a że dużo, to ich w punktach nie wymienię. Założę tylko, że było ich tak coś na 65% całych pożyciów, czyli od 85 odejmiemy 53,95 co daje 31,05 rozwodu. Jeszcze tylko współczynnik ewentualnej skruchy złoczyńcy, który określimy na 11 i współczynnik wzdychającego, pałającego chęcią amatora na zagospodarowanie wolnego towaru. Tu umawiamy się na 20.
                  I co nam z tych rachunków wynika?
                  0,05 rozwodu.
                  No i o co ta cała awantura?
                  Tak na ucho. Żonka w sanatorium, a ja z kotem. Kot abstynent.
                  Tak, że wybacz.
                  Nie kotu, to gadzina bura.
                  • lampka_witoszowska Re: dzieci swiadkami klotni 27.03.15, 10:18
                    big_grin
                    nieeee, to na łebka miało być smile
                    choć czasowo trudno wyrobić.

                    statystyki porzuć, szkoda zdrowia i glowy.

                    Żony nieobecnej chwilowo nie mam, za to dziecię przerabia wirusa intensywnie, 40 st goraczki i pełen repertuar. Takżętego, rozumiem wewnętrzne niewygody smile
                    oby do powrotu ukochanej smile
                    Idę pić kolejną kawę, bo z nóg lecę.
                  • molly_wither Re: dzieci swiadkami klotni 27.03.15, 19:12
                    A ty sie upijasz ze szczescia,ze starej nie ma i bredzisz na forach.

                    potwor_z_piccadilly napisał:

                    > lampka_witoszowska napisała:
                    >
                    > > 85 smile
                    >
                    > Po sprawiedliwości, to od tych 85 trzeba odjąć miłe chwile i jeszcze parę współ
                    > czynników.
                    > Chwil tych radosnych powinno być dużo, a że dużo, to ich w punktach nie wymieni
                    > ę. Założę tylko, że było ich tak coś na 65% całych pożyciów, czyli od 85 odejmi
                    > emy 53,95 co daje 31,05 rozwodu. Jeszcze tylko współczynnik ewentualnej skruchy
                    > złoczyńcy, który określimy na 11 i współczynnik wzdychającego, pałającego chęc
                    > ią amatora na zagospodarowanie wolnego towaru. Tu umawiamy się na 20.
                    > I co nam z tych rachunków wynika?
                    > 0,05 rozwodu.
                    > No i o co ta cała awantura?
                    > Tak na ucho. Żonka w sanatorium, a ja z kotem. Kot abstynent.
                    > Tak, że wybacz.
                    > Nie kotu, to gadzina bura.
            • molly_wither Re: dzieci swiadkami klotni 27.03.15, 19:11
              Bredzenia c.d.
              potwor_z_piccadilly napisał:

              > lampka_witoszowska napisała:
              >
              > > wszyscy jesteśmy po 15stu.
              >
              > To lepiej niż po stu.
              >
        • molly_wither Re: dzieci swiadkami klotni 27.03.15, 19:11
          Jezu,ale brednie. Jestem 25 lat po slubie.

          potwor_z_piccadilly napisał:

          > molly_wither napisał(a):
          >
          > > Spokojny dom? A jaki to?
          >
          > Wolnostojący, zamieszkały przez ludzi, którzy ponad trzydzieści lat ze sobą żyj
          > ą nawet bez jednej sprzeczki.
          >
          > Nie przesadzaj.Dzieci musza widziec,jak sie rodzice kl
          > > oca i jak godza.
          >
          > No taaaak, niech się uczą zgodnie z zasadą, czego Jaś się nie nauczył, tego Jan
          > nie będzie umiał.
          > Następny unik, by odpowiedzialność za swoje błędy, na, no przecież to normalne,
          > zwalić.
          > Po ilu rozwodach jesteś?
          >
          • potwor_z_piccadilly Re: dzieci swiadkami klotni 27.03.15, 20:51
            molly_wither napisał(a):

            > Moje sygnaturki są często dłuższe niż wypowiedzi, więc skończyłam z nimi.

            Nie wiem jak Twój były z Tobą skończył, ale ja, skończyłbym bluesikiem, przykładowo tym

            Gdy moje serce zaczyna bić jak młotem
            A moje oczy wypełniają się łzami
            Gdy moje serce zaczyna bić jak młotem
            A moje oczy wypełniają się łzami
            Wiesz, że zaledwie nie ma cię 24 godziny, kotku
            A ja czuję jakby nie było cię milion lat

            Teraz, nawet jeśli cię męczę, kochanie
            Wiesz, że nie chcę cię skrzywdzić
            Teraz, nawet jeśli cię męczę, kochanie,
            Bóg wie, że nie chcę cię skrzywdzić
            Wiesz, że jestem tylko chłopakiem ze wsi
            I wiesz, że dorastałem na farmie z uprawą bawełny

            Oh, dajesz mi tyle problemów, kotku
            Kochanie, nie wiem co mam robić
            Oh, dajesz mi tyle problemów, kotku.
            Kochanie, nie wiem, nie wiem co mam robić
            Nie mam nic, nie mam już nic, kochanie
            Kochanie, to koniec i ty jesteś za to odpowiedzialna
            www.youtube.com/watch?v=S6FHDweI3PQ

            I wierz mi, zważywszy na Twoją, że tak powiem, manierę zastępowania słów sygnaturkami, to z mojej strony koniec, stałby się faktem się w tri miga.

            Pozdrawiam i życzę miło spędzonych chwil na forum, które jakimś dziwnym trafem nie nosi nazwy, dam stowarzyszenie wzajemnego poklepywania się po plecach.

            Ps. blues, tak sobie wybrany, podoba mi się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka