Postanowiłam się przywitać. Poczułam się zobowiązana, ponieważ odczuwam pewną......nieuczciwość. Otóż bez Waszej ( uczestników forum) zgody i wiedzy czerpałam garściami z Waszych doświadczeń, przemyśleń, wniosków. Wczytywałam się we wszelkie dyskusje, wzajemne połajanki

, oceny, komentarze. W zasadzie to jakbym była tajnym agentem....ale do rzeczy.... dołączam do grona rozwodników.
Nie jestem ani zrozpaczona, ani niepewna , ani wątpiąca.....no, może troszkę. od dnia, w którym podjęłam tę decyzję czuję niesamowitą lekkość na duszy. Tak, jakbym do tej pory jechała na hamulcu, a teraz już mam nawet jedynkę

. Zeby nie było, tak zupełnie lajtowo to nie jest. W środku gdzieś tam przebija się strach - o ciąg dalszy mojego zycia, nie, że w pojedynkę, ale brak pracy, emerytury itp., za to ugoda, na którą się zgodziłam, zapewniająca mi kupno małego mieszkanka i jakiś mały zapas na przeżycie 2-3 lat. A, i możliwości pracy nikłe, wręcz żadne, ze względu na wiek oraz tzw brak doświadczenia zawodowego. Tak, byłam piętnowaną tu panią domu, kurą domowa, wychowującą 3 dzieci , w tym jedno nieuleczalnie chore. szpital był moim drugim domem. Nie usprawiedliwiam się, ale tylko tak pisze a propos tego, ze bardzo dużo tu niestety, łatwych ocen, ze np. kobietom się nie chce pracować, tylko kasa im w głowie, bez brania pod uwagę różnych, bardzo indywidualnych sytuacji. Zrezygnowałam z orzekania o winie, chociaz mam ją chyba jak w banku. Przede mną ostatnia rozprawa. Przyszły były ma, krótko mówiąc, przerąbane, wobec dowodów, swiadków, nawet jego własnych, którzy okazali się nieziemsko głupi. Ale to, co mi oferuje, mimo swiadomości, ze mnie oszukuje, mnie zadowala. Nie stracę kolejnych lat na walkę o podział. Każdy kolejny dzień walki to dzień stracony. Na to mnie nie stać. Ale też mam świadomość, że ta sytuacja dotyczy tylko mnie i rozumiem te osoby, które walczą do upadłego. Ja muszę jeszcze powalczyć z poczuciem krzywdy, z odpowiedzialności za nią mój przyszły były się pięknie wymiksował, rzucając mi ochłap finansowy, który podjęłam. Będzie miał w papierach czysto, tzn bez orzekania o winie.......ale cóż, jak tu wyczytałam, spokój nie ma ceny

. Muszę tę swoją pomarańczkę pięknie chronić, bo nadwrężona nieco

Pozdrawiam wszystkie rozwodowo udręczone dusze.
Wlaściwie to poza dzień dobry chcę powiedzieć, po wczytaniu się w wątek o cytatach/Lennonie, że ja nie szukam, nie chcę być drugą połówka pomarańczy. To głupie. Dotarło do mnie. Ja jestem całą, piękną pomarańczą.