Dodaj do ulubionych

Takie tam rozterki porozwodowe.

15.05.15, 10:26
Rozwiedliśmy się 1,5 roku temu. Dziecko, wtedy 3-letnie, zostało ze mną, a spotkania nie zostały uregulowane sądownie, lecz pozostawione do naszego dogadywania się. Z czasem ustalił się rytm, że ex prowadzi młodego dwa razy w tygodniu na zajęcia sportowe blisko domu, i jeśli nie ma nic ciekawszego w planach na weekend, to w jeden dzień weekendu wpada do nas się z młodym pobawić, co zajmuje mu 2-3 godziny. Powiedzmy, że taki weekend wypada mu średnio raz na miesiąc.
Nasz rozwód nastąpił w efekcie zdrady, a konkretnie stworzenia drugiego regularnego związku przez exa. Zreszta po tym jak go spakowałam i wystawiłam walizki za drzwi, ex podwinął ogon i pomaszerował do niej i nadal wspólnie mieszkają. Przedstawił ją swojej rodzinie, jeżdżą wspólnie na wakacje, normalne wspólne życie. I nic mi do niego.

Ale teraz się zaczęłam zastanawiać. Poszło o to, że do exa dotarły plotki jakobym była w ciąży. Jestem sama od rozwodu, chociaż ex chyba myśli, że się z kimś spotykam czy spotykałam, ale jakoś nie wnikał w temat. No w każdym razie zadzwonił z awanturą, że on nic o tym nie wie! Poinformowałam go, że moja ciąża to moja sprawa i nie mam powodu ani obowiązku go informować czy jestem czy nie jestem. On mi na to, że owszem mam obowiązek, bo wychowuję jego syna i moja ciąża będzie miała wpływ na życie jego syna i on ma prawo o tym wiedzieć.
Powiedziałam o tej rozmowie kilku osobom i wszystkie przyznały rację exowi. No na logikę owszem, ciężko się nie zgodzić, że moja ciąża czy nowy związek będą miały wpływ na życie naszego syna. Ale naprawdę to aż taka moralność Kalego w tym społeczeństwie? Ja mam mu składac raporty z mojego życia, w tym seksualnego, a on nie musi mnie o niczym informować? Jak dla mnie nie musi, nie interesuje mnie co i z kim robi. Ale zszokowało mnie myślenie, że jako iż zostałam z jego dzieckiem, to jestem zobowiązana do wtajemniczania go w moje prywatne i intymne sprawy.
Obserwuj wątek
    • altz Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 10:45
      Niech spada na drzewo. Nic nie musisz mówić, już minął czas, od którego byłby z automatu traktowany jak ojciec nowo narodzonego dziecka. Nie daj sobą rządzić, a jak będzie trzeba, to niech się spotyka z dzieckiem poza Twoim domem.
      Nie jesteś w swojej sytuacji wyjątkowa, kobiety też tak miewają.
      • ann.k Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 11:20
        Wiem, że kobiety tez tak miewają. Znam jedną, która po rozwodzie mieszka z exem, bo majątku jeszcze nie podzielili i regularnie przegląda mu komórkę. Tak na wszelki wypadek, jak mówi.

        Ale co do spotykania z dzieckiem poza naszym domem. Nie lubię kiedy on tu przychodzi, bo to nie jest jak u henia, że on robi za babysiterkę a ja śmigam na miasto. Siedzę karnie z nimi w domu i zajmuję się swoimi sprawami. Spotyka się u nas, bo boi się chyba reakcji syna na swoją kobietę i nie chce ich zapoznać (akurat nie mam nic przeciwko wink), na miasto mu szkoda prowadzić, bo mówi, że go nie stać na kino czy coś tam jak jest zimno czy deszcz, bo w ciepłe dni to jeszcze się udaje ich gdzieś wypchnąć do parku. No i przede wszystkim o młodego chodzi. Jemu bardzo zależy, żeby tata się z nim pobawił w jego domu, jego zabawkami. Był czas, że nie pozwalałam mu przychodzić, ale synowi bardzo zależało. On uwielbia budować z klocków Lego, a tego się nie da robić poza domem. Ale czasami sie zastanawiam czy troche sobie nie dałam wejść na głowę chcąc za wszelką cene utrzymać relacje ojca z synem, bo jeszcze jak nie mógł do nas przychodzić a była brzydka pogoda, to w ogóle sie nie spotykał.
        • altz Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 11:39
          ann.k napisała:
          > No i przede wszystkim o młodego chodzi. Jemu bardzo zależy, żeby tata się z nim pobawił w jego
          > domu, jego zabawkami. Był czas, że nie pozwalałam mu przychodzić, ale synowi bardzo zależało.
          > On uwielbia budować z klocków Lego, a tego się nie da robić poza domem.

          Pakujesz klocki i mogą budować gdziekolwiek. smile
          Ale rozumiem, że w tym momencie syn przestałby się z czasem spotykać z ojcem zupełnie, a Tobie na tym zależy ze względu na syna. Trudne wybory, niestety.
    • login.kochanie Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 10:47
      Czy on poinformował Cię w trakcie małżeństwa, że tworzy równoległy związek z inną kobieta, co miało i ma wpływ na życie waszego dziecka?
      • ann.k Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 11:02
        Oczywiście, że nie smile Tylko on nie uważa, że to miało wpływ na życie naszego dziecka. Co zresztą podkreślał jeszcze w sądzie, że owszem on był i jest z inną kobietą, ale on nie chce się rozwodzić, bo to nie jest dobre dla dziecka.
        • triss_merigold6 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 11:15
          Wzruszające.
          Nic nie musisz, aczkolwiek gdybyś w przyszłości miała plany zamieszkania z kimś, to będą one wpływać na dziecko.
        • pajak30 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 17:14
          ale on nie chce się rozwodzić, bo to nie jest dobre dla dziecka. - ale mieliscie sobie we czworke zamieszkac? co za palant, tez tak mialam eksio "chcial to przezyc", a ja mialam czekac....
    • login.kochanie Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 10:49
      nic nie musisz
    • pajak30 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 10:55
      co za bzdura, ann.k z czego ty masz sie niby tlumaczyc?znaczy sie on moze sobie zycie ukladac, a ty "bo wychowujesz jego dziecgko" musisz mu sie tlumaczyc, jestescie po rozwodzie i dla niego powinno byc wazne czy nie zaniedbujesz jego dziecka, a nie czy spodziewasz sie kolejnego...
      • ann.k Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 11:14
        pajak30 napisała:

        > dla niego powinno byc wazne czy nie zaniedbujesz jego dziecka, a nie czy spodziewasz sie kolejnego...

        Ale ja własnie myślę, że tędy poszło jego myślenie. Po pierwsze, że jego alimenty będą też pokrywały potrzeby drugiego dziecka (chociaż z wyroku wynika, że pokrywają ledwie 1/3 potrzeb pierwszego). Po drugie, że skoro pojawi się kolejne dziecko, to jego synowi się obniży stopa życiowa, bo te same pieniądze, które miałam na jedno dziecko, teraz będe musiała wydac na dwoje. Po trzecie, że mając dwoje nie będe mogła tyle czasu poświęcić pierwszemu, bo ten sam czas trzeba bedzie podzielić na dwa. No i po czwarte, to ja utrzymuję kontakty z rodzicami exa, zawożę im wnuka na wakacje (nie mieszkają w Polsce), dbam o relacje z jego rodziną. Rok temu mały był u nich miesiąc, który ja w połowie spędziłam z nimi a połowę młody był sam, podczas kiedy ex na urlop pojechał ze swoją panią do Hiszpanii, a przez ten miesiąc nie udało mu się pojechac do rodziców i syna. Więc z tego punktu widzenia on się martwi, że mając drugie dziecko, zaniedbam to pierwsze, bo znowu będzie musiał przejąć jakieś obowiązki z ojcostwem związane wink Od rozwodu musi te dwa razy w tygodniu poświęcić na zaprowadzenie na zajęcia sportowe, bo jak byśmy byli razem to ja bym musiała.
        • pajak30 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 17:09
          ann.k, ale czy w ogole czyjesz, ze powinnas sie czuc winna z powodu ciazy na niby?moze on chce ciebie kontrolowac?
          • ann.k Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 17:45
            Ponieważ nie jestem, to się nie czuję big_grin Ale przyznam, że wciąż jeszcze mam nadzieję na dzieci, więc wynikła sytuacja jest ciekawa z hipotetycznego punktu widzenia i jak by to było, jak by naprawdę było. Dla mnie jego pytanie było co najmniej nie na miejscu, ale późniejsze rozmowy z innymi osobami, w tym płci żeńskiej, twierdzące iż on ma rację, kazały mi się zastanowić, że może coś w tym jest. Ja nadal uważam, że nic i ex jest ostatnią osobą, do której bym poleciała z dobrą nowiną, chociaż i tak się dowie, ale własnie... Po prostu się dowie, a nie zostanie oficjalnie poinformowany. Dlatego postanowiłam was zapytać, w koncu tu też ludzie po rozwodach, a całkiem sporo przeżyło naprawdę nowy związek i kolejne dzieci.
            • zmeczona100 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 17:48
              Dla mnie jego pytanie było co na
              > jmniej nie na miejscu, ale późniejsze rozmowy z innymi osobami, w tym płci żeńs
              > kiej, twierdzące iż on ma rację, kazały mi się zastanowić, że może coś w tym je
              > st.

              No ja Cię proszę... Zmień towarzystwo big_grin

              PS Ja to bym tak szybko tej ciąży się nie pozbyła wink Wkręcałabym exa, pewnie nawet z poduszką na brzuchu wink
              • ann.k Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 18:04
                > No ja Cię proszę... Zmień towarzystwo big_grin

                Ja w ogóle ostatnio coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie mam ochoty na jakiekolwiek kontakty z dorosłymi wink Wszyscy się tylko rozwodzą, wzajemnie nienawidzą, grają w jakieś gierki czyje będzie bardziej, a potem do mnie jak do zlewu z tym przychodzą i wypluwają z siebie tony żalu i rozgoryczenia, a wszelkie porady kwitują, że nie po poradę przyszli, tylko się wyżalić. A mnie sie już ich nawet słuchać nie chce.

                A tak w ogóle to jedna z tych dziewczyn właśnie się dowiedziała, że jest w ciąży. Ale nie z tym, z którym by chciała, tylko z jakimś innym, z którym zaczęła się spotykać, żeby zapomnieć tamtym. Stwierdziła, że zamierza usunąć, bo z tym nie chce być, tamten drugi nie chce być z nią. Jak mi powiedziała, że mój ex ma rację, bo przecież chodzi też o jego dziecko, zapytałam czy ojciec jej dziecka wie, że zamierza je zabić. Odparła, że nie widzi związku.

                Albo mam jakiś radar wbudowany na pewien typ ludzi, albo już innych nie ma wink
            • cezi2 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 20:50
              Ja nadal uważam, że nic i ex jest ostatnią osobą, do której bym poleciała z
              > dobrą nowiną, chociaż i tak się dowie, ale własnie... Po prostu się dowie, a n
              > ie zostanie oficjalnie poinformowany.

              Jesli planujesz mieć dzieci kiedyś tam, oczywistym jest że nie musisz o tym informować swojego byłego o ewentualnej ciąży. Natomiast to jak to rozegrasz w kwestii informacji exa to już partia szachów. Osobiście uważam, że w dobrym tonie byłoby informację przekazać, że Wasze dziecko będzie mieć rodzeństwo. Poza tym ukrywanie tego faktu, może spowodować tok myślenia, że jest to ciąża niechciana, wstydliwa, itp. Z kolei dobrą nowiną....człowiek się dzieli.... czasami nawet z nieprzyjaciółmismile

              C.
    • tricolour Oboje macie i nie macie racji... 15.05.15, 11:30
      ... rzeczywiście Twoje życie uczuciowe i seksualne to Twoja wyłączna sprawa. Informowanie o tym byłoby wręcz nie na miejscu, bo co z taką informacją zrobić?

      Ale ciąża to już co innego ponieważ dla Waszego dziecka pojawia się rodzeństwo i - co tu ukrywać - konkurencja. Konkurencja emocjonalna bardzo wyraźna w pierwszych miesiącach gdy niemowlak jest tulony wręcz non stop, a drugie dziecko wyraźnie rzadziej. Zresztą nie wiadomo, czy Twój nowy facet w ogóle chciałby tulić i całować cudze dziecko na równi ze swoim. Innymi słowy: dzięcko większe może czuć, że poszło w odstawkę.

      Po drugie: finanse. Jest oczywiste, że będą one podporządkowane maluszkowi. Kiedy na dodatek alimenty nie są szczegółowo dogadane i przez obie strony akceptowane z zaufaniem, to pojawia sie podejrzenie, że z alimentów będzie opłacane drugie dziecko. Podejrzenie tym bardziej zasadne gdy matka nie jest w stałym, formalnym związku.

      Osobiście moge dodać tylko tyle, że o swoim nowym małżeństwie poinformowałem córkę na długo przed ślubem, poinformowałem też wtedy, że prawdopodobnie będzie rodzeństwo, a że córka regularnie uczestniczy w życiu więc była i na ślubie, i w trakcie ciąży, i na chrzcie... a mimo to jest zazdrosna. Teraz jakby mniej, ale spędza z nami znacznie więcej czasu...

      Więc to nie jest takie proste, że Twoja ciąża to wyłącznie Twoja sprawa.
      • triss_merigold6 Re: Oboje macie i nie macie racji... 15.05.15, 11:36
        Tri, ale autorka nawet z nikim się nie spotyka, ta hipotetyczna ciąża jest tylko plotką, czyjąś insynuacją.
        • tricolour Ale z byłym mężem rozmawia jakby była w ciąży... 15.05.15, 11:40
          ... przynajmniej tak to przedstawia.

          Zresztą pytanie było szersze więc odpowiadam, że owszem ciąża każdej ze stron zmiania sytuacje rodzinne obu stronom jednocześnie więc zainteresowanie jest zrozumiałe. Ale zainteresowanie, a nie awantury. Jednakże krótki czas po rozwodzie nie sprzyja spokojowi.
          • ann.k Re: Ale z byłym mężem rozmawia jakby była w ciąży 15.05.15, 15:10
            No nie, nie rozmawiam z nim jakbym była w ciąży. Ostatecznie mu powiedziałam, że nie jestem, ale początek rozmowy, telefon z atakiem w tonie: że jak ja nic nie wiem, nie skłaniał specjalnie do odpowiedzi w pierwszym odruchu: nie, kochanie, ktoś cię źle poinformował. Raczej do poinformowania go, że to chyba nie jest pytanie z jakim się dzwoni do byłej żony.
            Tak czy siak zgadzam się z tym co piszesz o emocjach i konkurencji, to wiadoma sprawa, chociaż dalej przyznajesz, że własnie... sam nie poinformowałeś o dzieciach, bo to sie nie działo w domu matki. To samo właśnie usłyszałam wczoraj od innych osób i zajechalo mi to mentalnością Kalego. Bo właśnie, jak chocby wspomniane alimenty, które zostaną obniżone. Albo inne zmiany życiowe, np tatus juz sie nie bedzie z tobą dziecko spotykał, bo nie ma czasu.

            O psie i obsikiwaniu to chyba najcelniejsze co opisuje moją relację z exem. Już dawno go uznałam za psa ogrodnika, jeszcze jak za czasów małżeńskich nie chciał ze mną sypiać, to na wzmiankę, że w koncu sobie znajdde kochanka, robił karczemne awantury, a potem wychodził do swojej kochanki.

            A co do alimentów, to akurat mamy sądownie zapisane. Włącznie z tym, że jego wkład jest niższy od mojego. Tylko, że on nie płaci ile powinien, to znaczy zazwyczaj płaci, ale już trzy razy zdarzyło mu się zapłacić mniej, bo on najpierw odklada dla siebie ile mu trzeba, a potem dopiero daje na dziecko. Więc jak mniej zarobi, to i mniej płaci.
      • zmeczona100 Re: Oboje macie i nie macie racji... 15.05.15, 13:16
        tricolour napisał:

        > ... rzeczywiście Twoje życie uczuciowe i seksualne to Twoja wyłączna sprawa. In
        > formowanie o tym byłoby wręcz nie na miejscu, bo co z taką informacją zrobić?
        >
        > Ale ciąża to już co innego ponieważ dla Waszego dziecka pojawia się rodzeństwo
        > i - co tu ukrywać - konkurencja

        Tri, a Ty kiedyś powiedziałeś swojej byłej żonie/nieżonie, że Wasza córka będzie miała rodzeństwo?
        • tricolour Nie, nie powiedziałem... 15.05.15, 14:17
          ... ponieważ konkurencja (w opisanym przeze mnie zakresie) dla mojej córki nie miała miejsca w domu matki więc informacja o rodzeństwie była jej - w mojej ocenie - zbędna. Zresztą ja z nią nie rozmawiam od lat, a to przeszkadza, by nagle zadzwonić z takim radosnym newsem. Szczególnie, że ona kiedyś sama chciała miec jeszcze jedno dziecko więc mogłem sobie wyobrazić, że news mógłby być jakoś bolesny. Szkoda kobiety.
          • zmeczona100 Re: Nie, nie powiedziałem... 15.05.15, 15:04
            tricolour napisał:

            > ... ponieważ konkurencja (w opisanym przeze mnie zakresie) dla mojej córki nie
            > miała miejsca w domu matki więc informacja o rodzeństwie była jej - w mojej oce
            > nie - zbędna.

            Przecież chodziło o konkurencję w domu jej ojca, więc niby jak miała być zbędna? Tu niezbędna, a tam- zbędna?
            • tricolour Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 15:29
              ... byś jakoś ogarnęła zmęczonym umysłem. Proszę:

              1. Dom matki. Mieszka tam sobie córka, matka zachodzi w ciążę, rodzi. Duża córka idzie w odstawkę, bo matka karmi po nocach i jest wykończona, tuli i całuje maluszka, jest na każde jego miauknięcie. Córka czuje się zaniedbana, bo najpeirw była w centrum uwagi, a teraz nie jest. Na dodatek trzeba podzilić dostępne pieniądze na większś ilośc luda.

              2. Dom ojca. Córka mieszka u matki. Matka nie karmi, śpi normalnie, w takim samym stopniu zajmuje się dwudziestoletnią córką, jak się zajmowała czyli matka żyje swoim życiem, a córka swoim. Kasa nie jest w żaden sposób zakłócona, bo u matki, "na zachodzie bez zmian", a ojciec nie ma potrzeby niczego zmieniać. Na dodatek ojciec jest świadomy, że ma dwoje dzieci, ale łatwo dzieli swój czas, bo z maluszkiem jest na codzień, a z dorosłą córką - jak poprzednio.

              Ogarnęła? Może trudne było? Powtórzyć, inaczej ująć?
              Zresztą możesz pokazac jak jest u Ciebie... wiesz może mnie czegoś nauczysz?
              • cezi2 Ad Vocem 15.05.15, 15:38
                tricolour napisał:

                > ... byś jakoś ogarnęła zmęczonym umysłem. Proszę:
                >
                > 1. Dom matki. Mieszka tam sobie córka, matka zachodzi w ciążę, rodzi. Duża córk
                > a idzie w odstawkę,

                Nie to, żebym sie wcinał, ale IMHO dwudziestoletnia córka ma swoje życie niezależnie od tego z kim i gdzie mieszka. To raz. Poza tym wcale nie musi iść w odstawkę, bo doskonale może pomóc przy maluszku. Z ochotą mniejszą lub większą odciążając umęczona matkę. Jest i czuje się mamie potrzebna. I myslę że dwudziestoletniej dziewczynie, naprawdę nie zależy, żeby mama poświęcała jej aż tyle uwagi. To raczej ona zwraca się do matki wtedy kiedy potrzebuje.
                • tricolour Re: Ad Vocem 15.05.15, 16:15
                  Powiedz to durnowatej która nie rozróżnia dziecka trzyletniego od dwudziestoletniej kobiety.
                  • zmeczona100 Re: Ad Vocem 15.05.15, 16:25
                    Najpierw pomyśl w takim razie, zanim wyślesz posta smile

                    Moje pytanie było proste- a że chciałes błysnąć odpowiedzią, to poraziłeś wręcz big_grin
                    • cezi2 Re: Ad Vocem 15.05.15, 17:42
                      Ale, że niby ja?
                      • zmeczona100 Re: Ad Vocem 15.05.15, 17:43
                        No coś Ty smile To do Tri było /drzewko/.
              • zmeczona100 Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 15:51
                Czyli to jest tak:
                1. Na do
                > datek ojciec jest świadomy, że ma dwoje dzieci, ale łatwo dzieli swój czas, bo
                > z maluszkiem jest na codzień, a z dorosłą córką - jak poprzednio.

                Czyli jeśli mieszka z matką, to po prostu matka po porodzie nie umie sobie dzielić czasu- i tu jest problem. I to z tego powodu matka ma informować byłego?? Ale że co? Żeby jej nauczył, jak to robić? Czy żeby mu oświadczyć, że teraz, oprócz matki, to córka będzie miała rodzeństwo, więc będzie miała dla ojca mniej czasu? Dziwne to jakieś. Skoro, jak piszesz, córka dorosła, to przecież z matką nie była na codzień i nie wymagała tulenia do snu.

                2. No w sumie racja. Była obcą osobą, więc ojca nie miała, więc nic się nie zmieni.

                Btw, a córka była wniebowzięta, jak się dowiedziała o tym, że ojciec będzie miał kolejnego potomka?
                • tricolour Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 16:13
                  Obcy to jest Twój syn dla swego ojca i ma to wymiar totalnego olania. Moja córka nie jest obca ale musisz tsk pisac bo inaczej zdechniesz gdy porównasz to ze swoją sytuacją. Rozumiem i nie współczuję bo sama schrzanilas sprawe zamieniajac ojcostwo na zlotowki i tablety.

                  Córka może będzie wniebowzieta gdy urodzi Mesjasza. Gdybyś nie sprzedala małżeństwo za pieniądze to byś o tym pamiętała. Córka jest zwyczsjnie zadowolona ale nie zawsze tak było.

                  Poza tym lawirujesz jak zeykle gdy wychodzisz na idiotke.
                  • zmeczona100 Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 16:23
                    No tak, za trudne pytania big_grin

                    Ja nie pytałam, czy córka będzie wniebowzięta, gdy urodzi się Mesjasz, ani czy jest teraz zadowolona; pytałam o to, czy była zadowolona, kiedy powzięła info o tym, że będzie mieć rodzeństwo big_grin

                    Ja lawiruję? No coś Ty, chyba nie czujesz się zagrożonym liderem??
                    • tricolour Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 16:33
                      Trudno powiedzieć o tyle że rozmawialiśmy na bieżąco. O moim narzeczenstwie z którego będzie małżeństwo i pewnie jakieś dzieci. To trwało lata wiec był czas na różne emocje. Ale gdy powiedziałem ze potomstwo w drodze zadowolenia nie widziałem co się z czasem zmieniło. Jutro jedziemy na wycieczkę we czwórkę.
                      • zmeczona100 Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 16:45
                        Właśnie mi się przypomniało, że pisałeś, że córka strzeliła potężnego focha, bo o tym, że będzie miała rodzeństwo dowiedziała się tuż przed porodem.
                        • tricolour Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 16:55
                          A mnie sie przypomniało ze pisalas ze maz cię zostawil gdy sie dowiedzial ze pracujesz dupa.
                          • zmeczona100 Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 16:58
                            A to mnie z kimś innym mylisz smile
                            • tricolour Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 17:04
                              Ebenfals.
                              • zmeczona100 Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 17:07
                                a nie przez dwa "l"?
                                • tricolour Przez dwa... 15.05.15, 18:07
                                  ... a Android podpowiedział przez jedno.

                                  Ale to mój Android... moj błąd.
                        • tricolour Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 17:03
                          Zmęczona. Przyjmij w końcu do wiadomości ze walką o alimenty spierdoliliscie życie dziecku.

                          I ze szukaniem analogii nie przywrocicie normalnosci swemu synowi. Żaden konkubent czy inny fiut nigdy nie zastąpi mu nawet najgorszego ojca.

                          Weź się ogarnij i pogadaj z byłym mężem.
                          • zmeczona100 Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 17:11
                            To chyba musi być bardzo męczące wymyślać sobie problemy dla innych i nimi żyć. Ogarnij się i zajmij swoim życiem smile
                            Lepszy mój konkubent jako ojciec dla mojego syna, niż Ty w roli obcego dla dziewczyny, którą kiedyś z jej matką powołałeś ją do życia smile
                            • tricolour Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 17:16
                              Nienawiść do exa za to co robi swojemu synowi zamieniasz na życzenie złego innym.

                              Jesteś albo chora albo masz szmaciarski charakter.
                              • zmeczona100 Re: Tobie trzeba powoli, skrupulatnie... 15.05.15, 17:20
                                O ja pierdykam big_grin Czy ja ci czegoś w ogóle życzę, a tym bardziej- złego?
                                Ale wiem, skąd ta "wiedza" - przecież obydwaj dokładnie tak samo postąpiliście smile
                                • tricolour Jednak nie tak samo... 15.05.15, 18:06
                                  ... co pokazuje historia, choć rozumiem, że dwa skurwysyny w Twoim życiu to lepiej niż jeden.
          • pajak30 Re: Nie, nie powiedziałem... 15.05.15, 17:19
            Szczególnie, że ona kiedyś sama chciała miec jeszcze jedno dziecko więc mogłem sobie wyobrazić, że news mógłby być jakoś bolesny. Szkoda kobiety.- tri normalnie sie wzruszylam, pieknie sie zatroszczyles o swoja eks wink
            • tricolour To szczere wzruszenie... 15.05.15, 18:09
              ... czy chcesz szydzić, że ktoś nie może mieć dzieci?
              • pajak30 Re: To szczere wzruszenie... 15.05.15, 20:09
                nie szydze, wzruszajaca jest twoja troska o kobiete, z ktora nie rozmawiasz...
    • wasp20 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 11:41
      Uważam, że Twoje życie osobiste to Twoja osobista sprawa i nikomu nic do tego. Ex jest exem, ojcem dziecka, ale na Twój temat nie musi wiedzieć nic. Liczy się czy wywiązujesz się z obowiązków wobec dziecka. Jeśli się wywiązujesz, od Twojego życia WARA.
      • tricolour No to mam pytanie... 15.05.15, 11:44
        .... (skoro wara, to wara) nagle dostajesz pozew o obniżenie alimentów do połowy lub do jednej czwartej, bo exmężowi urodziły się trojaczki i go nie stać na stare dziecko.

        Przyjmujesz obniżkę z milczeniem zrozumienia swojej nowej sytuacji?
        • wasp20 Re: No to mam pytanie... 15.05.15, 11:53
          Tri, napisałam chyba wyraźnie:
          "Liczy się czy wywiązujesz się z obowiązków wobec dziecka. Jeśli się wywiązujesz, od Twojego życia WARA"
          Ja jestem niepolityczna, ponieważ uważam, że po rozstaniu rodziców nie powinno być ŻADNYCH alimentów, tylko każde z rodziców powinno dziecko u siebie utrzymywać przez pół roku w sumie.
          A poziom tego utrzymania powinien być proporcjonalny do możliwości każdego rodzica. I nie widzę problemu w tym, że u jednego dziecko miałoby najnowsze gadżety i ciuchy od Armaniego, a u drugiego używane ubrania z allegro i ograniczony dostęp do wspólnego dla całej rodziny telewizora czy komputera. To też byłoby dla dziecka cennym doświadczeniem i nauczyło doceniać to, co ma.
          Są podstawowe potrzeby dziecka, które muszą być zaspokojone i nie ma dyskusji - wyżywienie, ubranie, mieszkanie, nauka i opieka zdrowotna.
          Jakby mi tatuś dziecka wyskoczył, że moje dziecko nie dostanie jeść albo nie dostanie książek do szkoły lub lekarstw, bo on ma nowe (WTF?) dziecko i na stare (?) go nie stać, to najprawdopodobniej (nie mówię, ze na 100% bo nie wiem) w sądzie walczyłabym do upadłego żeby mu odebrać prawa rodzicielskie, bo człowiek z takim podejściem na bycie rodzicem nie zasługuje.
          • tricolour Nowe, stare - dla rozróżnienia. 15.05.15, 12:00
            Może makabrycznie brzmi - no przyznaję.

            Ale sama w swojej wypowiedzi dajesz dowód na to, że nowe dziecko może wpływać na sytuację ogólną obu stron więc warto informować zawczasu.

            Tak uważam.
            • wasp20 Re: Nowe, stare - dla rozróżnienia. 15.05.15, 12:13
              Tri, to oczywiste, że jak się pojawia dziecko w rodzinie, obojętnie w jakim układzie, zmienia się dynamika i sposób dystrybucji dóbr.
              Ale posiadanie rodzeństwa, nawet przyrodniego, wg mnie jest wartością.
              Potrafię rozgraniczyć osobisty żal, że facet ma dziecko z kimś innym niż ze mną, a co za tym idzie świadomości, że MOJE dziecko będzie miało czegoś mniej - pieniędzy, uwagi Taty, a nawet mojej uwagi (wszak, mając pasierbów, doświadczam tego, bo nasze pieniądze, czas i uczucia rozdzielane są na 3) od świadomości, że posiadanie rodzeństwa jest dla mojego dziecka po prostu dobre.
              I gdyby mój mąż machnął sobie dzieciaczka z kimś innym jeszcze, przyjęłabym ten fakt jako trudny dla mnie, ale dla mojego dziecka nie do końca negatywny.
              I dopóki ojciec dziecka traktowałby wszystkie swoje dzieci na równi, nie miałabym się czego czepić.
              Co mi do tego ile on miałby dzieci po rozwodzie ze mną. Nie oczekiwałabym żadnych informacji tak długo, jak długo moje dziecko dostawało to, czego potrzebuje. Zaznaczam POTRZEBUJE, a nie ma fantazję dostać.
          • wawrzanka Re: No to mam pytanie... 16.05.15, 13:00
            wasp20 napisał(a):

            > Ja jestem niepolityczna, ponieważ uważam, że po rozstaniu rodziców nie powinno
            > być ŻADNYCH alimentów, tylko każde z rodziców powinno dziecko u siebie utrzymyw
            > ać przez pół roku w sumie.

            Przypomnij sobie siebie z czasów podstawówki. Chciałabyś przez całą podstawówkę (i potem też) nie mieć żadnego domu, tylko pomieszkiwać w dwóch domach oddalonych od siebie o 20 kilometrów?
            • altz Re: No to mam pytanie... 16.05.15, 15:02
              wawrzanka napisała:
              > Przypomnij sobie siebie z czasów podstawówki. Chciałabyś przez całą podstawówkę
              > (i potem też) nie mieć żadnego domu, tylko pomieszkiwać w dwóch domach oddalon
              > ych od siebie o 20 kilometrów?

              Jak to żadnego domu, skoro są aż dwa? big_grin Coś Ci logika nawala. wink
              Miałem taką sytuację i chwaliłem sobie, chociaż spięcia były, że jestem tam, a nie tu.
              Wiele dzieci ma taką sytuację, że ma fajnych dziadków, ciotki, wujków itd. i tam mieszkają, jak się coś w domu dzieje złego. To nie są rzadkie historie i szczęście, że te dzieci mają takie rodziny. Ciężko żyć z kimś agresywnym cały czas, a na przykład Twoje wypowiedzi w tym temacie są agresywne.
              • wawrzanka Re: No to mam pytanie... 16.05.15, 16:05
                To nie była odpowiedź, tylko pytanie i to wcale nie do ciebie Altzsmile
                Gdy byłam dzieckiem jeździłam oczywiście do babci. Na wakacje.
                Ale opieka naprzemienna nie na tym polega. Nie mówię, że to samo zło i na pewno w niektórych przypadkach taka opieka może się sprawdzić. Ale nie zawsze.
                To może jeszcze jedna agresywna "odpowiedź": czy starałeś się o opiekę naprzemienną?
                • altz Re: No to mam pytanie... 16.05.15, 17:43
                  wawrzanka napisała:
                  > To nie była odpowiedź, tylko pytanie i to wcale nie do ciebie
                  Ja tego tak nie zrozumiałem. Zrozumiałem za to, że dziecko posiadające dwa domy, jest przyrównywane do dziecka bezdomnego, a przecież rodzice tak funkcjonujący starają się, żeby dziecko wszędzie miało swój kąt.

                  > czy starałeś się o opiekę naprzemienną?
                  Nie. Starałem się o opiekę równoważną, ale przy braku chęci jakiejkolwiek współpracy z drugiej strony, odpuściłem.
                  • wawrzanka Re: No to mam pytanie... 17.05.15, 13:46
                    Aha, odpuściłeś. Rozumiem, że sąd powinien wysłać ci kwiaty i posłańca z wódką, który by cię wspierał, byś nie odpuszczał. Wtedy uznałbyś, że sądy nie dyskryminują ojców big_grin
                    • altz Re: No to mam pytanie... 17.05.15, 14:09
                      wawrzanka napisała:
                      > Aha, odpuściłeś. Rozumiem, że sąd powinien wysłać ci kwiaty i posłańca z wódką,
                      > który by cię wspierał, byś nie odpuszczał. Wtedy uznałbyś, że sądy nie dyskrym
                      > inują ojców big_grin

                      Następna lewitująca? smile Zejdź na ziemię!
                      Wiesz, że na opiekę równoważną czy naprzemienną wymagana jest zgoda obu stron? Inaczej sąd jej nie zatwierdzi, odda pełną opiekę matce (wyjątkowo ojcu, jeśli matka jest chora). To jest Polska, a nie Kanada, Szwecja czy inne cywilizowane kraje.
                      Myślę, że to wiesz, bo było o tym wiele razy.
                      Nie wiem, po co ta prowokacja z Twojej strony?
                      • wawrzanka Re: No to mam pytanie... 17.05.15, 18:34
                        Nie lubię takiego ględzenia. To ty tworzysz polską rzeczywistość, a nie szwedzką, czy kanadyjską. Tam się ojcowie inaczej zachowują to i system jest inny.
                        • altz Re: No to mam pytanie... 17.05.15, 19:12
                          wawrzanka napisała:
                          > Nie lubię takiego ględzenia. To ty tworzysz polską rzeczywistość, a nie szwedzk
                          > ą, czy kanadyjską. Tam się ojcowie inaczej zachowują to i system jest inny.

                          Ja tworzę prawo? :-o
                          • tricolour Oczywiście, że jesteś winny... 17.05.15, 19:38
                            ... szczególnie, gdy matka ma olewającego exa, ale nie ma odwagi mu tego powiedzieć i coś z tym zrobić. Wtedy każdy facet, który choć troszkę jest podobny do olewającego exa, staje się workiem treningowym.

                            Weź taką Zmęczoną, toż to klasyk klasyków: im bardziej ex olewa syna, tym ona bardziej go nienawidzi, ale nie chcąc nic zrobić z tą nienawiścią (bo trzeba ruszyć cztery litery), zamienia ją na agresję skierowaną na oślep.

                            Na takiej samej zasadzie Ty jesteś winny wadom systemu, bo jakaś matka ma olewającego ojca.
          • ann.k Re: No to mam pytanie... 18.05.15, 11:03
            wasp20 napisał(a):

            > Ja jestem niepolityczna, ponieważ uważam, że po rozstaniu rodziców nie powinno
            > być ŻADNYCH alimentów, tylko każde z rodziców powinno dziecko u siebie utrzymyw
            > ać przez pół roku w sumie.

            A co w sytuacji (nierzadkiej), kiedy to pan ucieka w nowy związek, bo posiadanie rodziny okazało się nie dla niego? Dziecko go irytuje, męczy, nie ma i nie miał ochoty się nadmiernie nim zajmować, czasem zaprowadzić do rodziny i znajomych, żeby się pochwalić. Panie też się podobno takie zdarzają, osobiście nie znam, ale wierzę, że istnieją. No i co z tymi ojcami, którzy na wieść o wyniku testu zareagowali propozycją usunięcia problemu? Tym wszystkim trzeba dzieci wpychać na siłę na pół roku?
            • tricolour Ja mam pomysł... 18.05.15, 11:44
              ... skoro interesują Cię te pytania, to załóż może wątek z prostym pytaniem: ile matek podczas rozwodu było skłonnych do opieki naprzemiennej, ale bez alimentów?

              Bo to jest sensowne pytanie. Pytanie o aborcję "wymuszoną" przez mężczyzn jest o tyle chybione, że kobiety nikogo nie pytają tylko same się skrobią twierdząc, że ich ciało, to ich sprawa. One nie chcą dziecka, to się skrobią bez pytania... a gdy facet nie chce, to masz już pytanie?

              Wiesz, ja mam pewność, że podczas rozwodu, to większość matek nie wyobraża sobie oddawać dzieci ojcu, a ojcu to pasuje, bo wiadomo, że dziecko odbiera święty spokój. Więc jest git. Taka niby umowa. Tylko potem matce samotne macierzyństwo zaczyna uwierać (i słusznie, bo facetowi uwierałoby od samego początku) więc szuka chętnego do wychowywania. I wtedy rzeczywiście ta jej ochota zaczyna przypominać wpychanie dzieciaka i pretensje, że ojciec nie chce.

              Oczywiście, że nie chce, bo skąd więź?
            • wasp20 Re: No to mam pytanie... 18.05.15, 11:59
              Ann.k, moje zdanie jest takie - forma wyjściowa to opieka naprzemienna - dla dziecka optymalna w sytuacji rozwodu, bo pozwala mieć dwoje rodziców. I nie ma co się zasłaniać opiniami psychologów, bo to są opinię polskich psychologów (o tym, że jedno centrum życiowe, itd), a w naszym kraju badania w tym zakresie przeprowadzone nie zostały, wiec na jakiej podstawie się wypowiadają, poza własnym widzimisię? Za to w Skandynawii badania są zrobione i mówią wyraźnie, że w sytuacji mało komfortowej, jaką jest rozwód, kontynuacja opieki obojga rodziców jest priorytetem i służy dobru dziecka.
              Dopiero wtedy, kiedy jedno z rodziców wykazuje wyraźną niechęć do sprawowania opieki należy przekazać całość odpowiedzialności drugiej stronie, a od rezygnującego z opieki zasądzić alimenty.
              I moje zdanie jest takie, że wysokość alimentów powinna być obliczana procentowo do zaangażowania osobistego, czyli im mniej opieki, tym wyższe alimenty i odwrotnie.
              I teraz pytanie - czy ktoś ma wyobrażenie o skali zjawiska polegającego na "odpuszczaniu" opieki przez matki w takiej sytuacji? Nie ma nikt. Obawiam się, że mogłoby się nagle okazać, że w sytuacji odgórnie narzuconej opieki naprzemiennej i braku alimentów, nagle okazałoby się, że zadziwiająco wiele matek nie kwapi się do sprawowania opieki. A jeszcze gdyby z takiej matki zdjęto odium społeczne... No... mogłoby być ciekawie. Bo w przeciwieństwie do Ciebie, znam całkiem sporo takich matek, którym dzieci przeszkadzały w "samorealizacji", lądowały po rodzinie, u ojca (który formalnie miał ograniczoną władzę), a pojawiały się w sytuacji, kiedy trzeba było pokazać się jaką się jest wspaniałą, troskliwą mamusią.
              I tak, mnie się to też nie mieści w głowie, że rodzic może tak się zachować.
    • celina1984 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 11:54
      Powiem Ci, ze nie jest to do kona takie oczywiste, ze ex nie powinien byc poinformowany. Moj ex poinformował mnie kiedy jego Pani spodziewała sie ich dziecka. Mogłam dzieki temu pomoc synowi odnaleźć sie w nowej sytuacji wspierać go.
      • wasp20 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 11:57
        A my nie informowaliśmy ex. My rozmawialiśmy z dziećmi. To dzieci mają kontakt z naszym dzieckiem, nie ex.
    • tricolour A z drugiej strony... 15.05.15, 12:06
      ... to można skorzystać z wyszukiwarki i odnaleźć dawny post Rybaka, który pięknie napisał o psach i obsikiwaniu terenu.

      Była żona, to taki obsikany teren, który pies traktuje jak swój. Gdy sie pojawi inny pies, to budzi się agresja, że sika na moje.

      Rybak ujął to celniej i z dużo większym polotem.
    • cezi2 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 12:45
      Witajcie!

      Nie było mnie na tym forum jakies 10 lat, ale szukałem jednej kwestii, trafiłem na wątek i pozwolę sobie wtrącić trzy grosze z mojej perspektywy:

      Tak naprawdę nie ma chyba znaczenia, czy sie powie swojemu byłemu/byłej o dziecku z nowym partnerem czy tez nie. Istotne jest to co się czuje. Ja np. o tym, że moja była będzie miała dziecko dowiedziałem się a w zasadzie dostrzegłem to na uroczystości pogrzebowej. Natomiast swojej byłej powiedziałem, że nasza córka będzie mieć rodzeństwo. Ale to nie najistotniejsze.
      Istotniejsze jest to, że z mojej perspektywy posiadanie rodzeństwa to wielki plus. Pomijam wynaturzenia, gdzie traktuje się dziecko, jako kolejne do spadku. Ale rodzeństwo będzie się wspierać kiedy nas (rodziców) zabraknie I nawet kiedy zobaczyłęm, że moja ex jest w ciąży to sie autentycznie ucieszyłem. I w ogóle nie myślałem w kategoriach, że moja córka będzie zaniedbywana, albo, że moje alimenty będą wykorzystywane na drugie dziecko. Takie myślenie tylko nakręca spiralę jakiegoś absurdu. I podobnie jest w mojej rodzinie. Jest nasze dziecko (siedmioletni syn) oraz dwunastoletnia córka z poprzedniego małżeństwa żony, którą jest również "naszym" dzieckiem , które się cieszy, że ma dwóch "tatów", bo jak czegos jeden nie potrafi to drugi to ogarnie. Nota bene biologiczny tata córki mojej żony, to świetny gość w kategoriach podejścia do córki i umiejętności umiejscowienia mnie w całej tej sytuacji, jako już nie rywala a bardziej partnera.

      Natomiast mało kto zwrócił uwagę na wstydliwą kwestię. Często tak się zdarza, że do swojej ex/exia pałamy mocną niechęcią, uważamy ich za toksycznych itd. Mnie też to nie ominęło niestety, co z perspektywy czasu było błędem. Ale emocje często są od nas silniejsze. Dlatego jeśli myslimy o kimś bardzo źle, że krzywdzi nasze dziecko, a pojawia sie kolejne, lub chociaż jest taka pogłoska, to zamiast kipieć gniewem, że ktoś z kimś się było ośmiela się poza MOJĄ WIEDZĄ, ZGODĄ, WOLĄ mieć dziecko, to może warto pomyśleć przewrotnie.....bardzo dobrze.....jak jest toksyczna.....a bedzie dwójka.......to toksyny się podzielą.
      Taka logikasmile

      Pzdr.

      Cezi
      • cezi2 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 12:47
        Lub "toksyczny" w ostatnim akapicie miałem dodać, ale chyba nie ma możliwości edycji.
        Przepraszam.

        C.
    • mis_niebieskooki Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 17:15
      Idąc tym tropem - jako że zajmujesz się dzieckiem na co dzień, to większość Twoich decyzji pewnie ma na nie jakiś wpływ. A - idąc dalej - ponieważ ojciec ma prawo do decydowania w sprawach dziecka, to .. - resztę dopowiedz sobie sama smile
    • m.a.l.a_syrenka Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 17:29
      Grzeczna jesteś, tak jakbyś każdemu chciała dogodzić...z wyjątkiem siebiesad
      Ja odpowiedziałabym coś w stylu "trzeba było pilnować mamusi zamiast paniusi, teraz mamusia wolna i robi co chcebig_grin "
      A poza tym dwojka chowa się lepiej niż jedno.
      Jeżeli pan tatuś będzie miał wątpliwości, czy nie marnotrawisz jego ciężkiej kasy, to proszę bardzo rachunki, ale tylko do wglądu kuratora albo sądu.>smile
      Na widzenia z dzieckiem żal mu pieniądze wydać na mieście? Co cię to obchodzi, to niech bierze klocki, dziecko do samochodu i do swojego apartamentu. Bo zauważ, że skoro ma wejściowe do twojego domu, to myśli, że do całego życia ma prawo. Jakoś ciebie z dzieckiem do swojego nie zaprasza.
      • ann.k Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 17:56
        E tam, ja się mam świetnie. Wg niektórych aż za dobrze, jak na rozwódkę i samotną matkę wink
        Tylko chwilowo z nikim nie mam ochoty ani potrzeby być. To chyba żaden grzech, że dobrze mi w pojedynkę.
        • m.a.l.a_syrenka Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 19:30
          A nie - to cofam. Się niepotrzebnie zapaliłamwink
    • wiosnaw Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 18:41
      ann.k napisała:
      > spotykam czy spotykałam, ale jakoś nie wnikał w temat. No w każdym razie zadzw
      > onił z awanturą, że on nic o tym nie wie! Poinformowałam go, że moja ciąża to m
      > oja sprawa i nie mam powodu ani obowiązku go informować czy jestem czy nie jest
      > em. On mi na to, że owszem mam obowiązek, bo wychowuję jego syna i moja ciąża b
      > ędzie miała wpływ na życie jego syna i on ma prawo o tym wiedzieć.

      Nie masz obowiązku go informować. Poza tym na Twoje życie, więc i życie jego dziecka, na co dzień wpływa mnóstwo innych czynników, miałabyś wciąż swoje życie roztrząsać pod kątem, co powiedzieć eksowi?

      Natomiast wcale nie zaskakuje mnie jego reakcja w sensie reakcji faceta smile zwłaszcza gdy sobie przypominam różne zagrania mojego wtedy eksa.
      Kiedyś np. zobaczył mnie, jak rozmawiam z kolegą z pracy (którego zresztą z widzenia znał); skomentował przy najbliższej okazji ironicznie "No, ty lubisz, jak się faceci ślinią do ciebie". Chyba nie muszę mówić, że żadnego ślinienia nie było, miała miejsce najzwyczajniejsza w świecie rozmowa. Do tego było ponad pół roku po rozwodzie, a sam eks miał już drugą od po-rozwodu panią.
      Gdy teraz czasem się z nim droczę, i pytam, o co mu chodziło, to udaje, że nie słyszy wink


    • heniek.8 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 19:46
      > Powiedziałam o tej rozmowie kilku osobom i wszystkie przyznały rację exowi.

      ja bym nie przyznał - np. mnie nie interesuje ew. ciąża mojej ex, owszem może to mieć wpływ na jej dyspozycyjność dla moich dzieci, konieczność poświęcenia im więcej mojej uwagi itp. ale wystarczy jak bym się dowiedział o ciąży wtedy gdy to będzie potrzebne.

      nie wiem też co się kryje pod "zadzwonił z awanturą" - może masz taki styl narracji, a to nie była awantura tylko zwykła upierdliwość związana z potrzebą kontrolowania - zresztą jakikolwiek z tych przypadków miał miejsce - nie tłumaczyłbym się na Twoim miejscu ze swoich stanów fizjologicznych, nawet i błogosławionych.
    • xciekawax Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 15.05.15, 22:43
      Moim skromnym zdaniem nie musisz go informowac o ciazy. On by Ciebie nie poinformowal. Ale nawet nie chodzi o niego - tylko ze Ty masz prawo do prywatnosci i zgadzam sie ze Twoje zycie prywatne nie powinno go obchodzic.
    • stasi1 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 16.05.15, 11:41
      Raczej nie miałabyś potrzeby go o tym informować. Zresztą co on by z tą informacją zrobił? Więc twoi znajomi są jacyś dziwni że popierają go w tej awanturze.
      Inna sprawa jak on załatwił sobie tą drugą kobietę skoro nie stać go na kino z synem?
    • froshka66 Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 16.05.15, 12:05
      Kiedy zamieszkałam z moim obecnym mężem po pewnym czasie związku "na odległość" i poinformowaliśmy rodzinę również o ślubie, to wybuchła bomba. Okazała się, ze całą rodzina jest przekonana, ze jestem w ciąży i oczekiwano de mnie tłumaczenia się (!) czy jestem czy nie i kiedy będzie termin i DLACZEGO bierzemy ślub.
      Na wszystkie pytania od całej rodziny, włącznie z córka narzeczonego odpowiadałam tylko tak:
      sprawa ciąży jest moją sprawa prywatna, nie będę na ten temat rozmawiać.
      Jedynie córka otrzymała odpowiedz:
      o naszym wspólnym dziecku decydujemy JEDYNIE we dwoje, każda ważna dla niej informacje przekażemy jej razem, wtedy kiedy uznamy, że jest to dla jej dobra .
      Zapewniamy, ze każda nasza decyzja zostanie podjęta z uwzględnieniem jej osoby i biorąc pod uwagę również jej dobro.

      Do dziś nikt nie wie czy w ciąży byłam czy poroniłam czy nie byłam... i nikt się nie dowie.
      Bo na tym etapie to nie była ich sprawa.
      • m.a.l.a_syrenka Re: Takie tam rozterki porozwodowe. 16.05.15, 12:31
        Jak ja brałam ślub, to też wszyscy myśleli, że wpadka. Potem, że usunęłam, bo brzuch nie chciał rosnąć. Co ci ludzie mają w głowach?
        W końcu znajoma położna nie wytrzymała i zapusciła sondę zawodowo, tak jakbym za chwilkę miała rodzić - że ona mi we wszystkim pomoże, poradzi, pokieruje do najlepszych specjalistów. Miałam ubawbig_grin
        Za to w pracy na wszelki wypadek nie przedłużyli mi umowy i tu już byłam lekko wnerwiona. Pomyślałam sobie "łaski bez" i znalazłam lepsze miejsce.tongue_out
        A co to będzie przy rozwodzie, ile zajęcia dla pleciuchów...
    • wiosnaw Kwestia emocji 17.05.15, 20:08
      Przeczytałam teraz cały wątek, także te wypowiedzi po moim wcześniejszym wpisie. Oczywiście nie zmieniam zdania, co do tego, że eks nie ma prawa wtrącać się w Twoje intymne sprawy - ale jeszcze coś takiego przyszło mi do głowy: że może to kwestia tego stosunkowo niedługiego czasu po rozwodzie, i stąd jego emocjonalna reakcja.
      I że często pewnie wszyscy dużo bardziej emocjonalnie reagujemy na różne info o eksach / eksiach, niż się chcemy przyznawać, nawet sami przed sobą. Ja złożyłam pozew, ale przecież pamiętam, jak mnie jakoś tak niemile zakłuło, gdy zaraz po rozwodzie dowiedziałam się, że mój eks-mąż z kimś z kimś mieszka i oficjalnie się pokazuje (po prostu nie było tak, że była to dla mnie obojętna wiadomość, wbrew wszelkiej logice oczywiście).
      Natomiast próbuję sobie wyobrazić jego reakcję wtedy, tj. np. pół roku czy rok po rozwodzie, że na wieść, że jestem z kimś w ciąży. Jestem pewna, że byłaby, jak u Ciebie, awantura, że on nic nie wie; do tego uwagi, że nie życzy sobie, żeby jego dziecko wychowywało się w nie wiadomo jakim związku, z nie wiadomo kim, że wniesie o opiekę i w ogóle zaraz dzwoni do adwokata, że jestem nieodpowiedzialna i tym podobne smile
      • ann.k Re: Kwestia emocji 17.05.15, 20:34
        No jeśli to by było emocjonalne, to by była mentalność Kalego do kwadratu big_grin Przecież to on cały czas jest w związku i mieszka z kimś. Rozumiałabym, że miałby prawo do emocji gdybyśmy się rozstali ot tak. Ale on nas porzucił. Nie wyprowadził się tylko dlatego, że mu było u mnie wygodniej, ale nie interesował się ani mną ani dzieckiem ani nawet domem. I jeszcze poniżał mnie na każdym kroku, obrażał, a na koniec powiedział, że ona jest ode mnie lepsza pod każdym względem.
        • wiosnaw Re: Kwestia emocji 17.05.15, 21:42
          Niektóre odczucia są niezależne od logiki, a tym bardziej od moralności, więc nie wiem, czy akurat to świadczy o mentalności Kalego Twojego eksa - a u facetów dochodzi jeszcze dodatkowo coś, co ktoś tu nazwał "obsikiwaniem terenu", no i dlatego miałaś awanturę smile
          • altz Re: Kwestia emocji 17.05.15, 21:55
            wiosnaw napisał(a):
            > a u facetów dochodzi jeszcze dodatkowo coś, co ktoś tu nazwał "obsikiwaniem terenu"

            Może dochodzić. smile Niewielka różnica, ale jednak. U kobiet też może i zdarza się nierzadko. smile
            Ja nie miałem takiej reakcji, gruba kreska, niech robi co chce i z kim chce, po rozprawie to dla mnie obca osoba, a w zasadzie to nawet już przed, zaraz po nieodwołalnym podjęciu decyzji z tamtej strony.
            • ann.k Re: Kwestia emocji 17.05.15, 22:35
              No ale rozumiem, że ludzie się rozstają i w chwili rozwodu, tzn. nowego startu oboje są sami. Wtedy bez względu na to kto dążył do rozstania, emocje i ukłucie... żalu, zazdrości.. no nie wiem, ale takie emocje, że jemu/jej się udało szybko kogoś znaleźć a mnie nie, byłyby jeszcze na miejscu.
              A ten mój jeszcze w ogóle twierdzi, że on się z tą swoją żenić nie zamierza, bo on się już z nikim żenić nie zamierza i dzieci też już nie chce mieć, ani z nią, ani z żadną. To akurat chwalebne patrząc na to ile daje "obecnemu" dziecku. Ale przy takim nastawieniu to ja już zupełnie nie czaję co by tu mogło mu wejść na emocje.
              • cezi2 Re: Kwestia emocji 17.05.15, 23:18
                A może kwestia leży w jego przekonaniu, że zostawiając Cię, nie będziesz w stanie ułożyć sobie życia z kimkolwiek, zwłaszcza, że rzekomo jesteś "gorsza we wszystkim" od "nowszego modelu". A tu skoro dziecko się ma pojawic to i nowe zycie u Ciebie. I to go zakłuło, a poniważ głupio było powiedzieć o tym wprost, dlatego przełozył to na fakt, iż Wasze dziecko ucierpi na tym że będzie miało rodzeństwo, co jest wierutną bzdurą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka