ann.k
15.05.15, 10:26
Rozwiedliśmy się 1,5 roku temu. Dziecko, wtedy 3-letnie, zostało ze mną, a spotkania nie zostały uregulowane sądownie, lecz pozostawione do naszego dogadywania się. Z czasem ustalił się rytm, że ex prowadzi młodego dwa razy w tygodniu na zajęcia sportowe blisko domu, i jeśli nie ma nic ciekawszego w planach na weekend, to w jeden dzień weekendu wpada do nas się z młodym pobawić, co zajmuje mu 2-3 godziny. Powiedzmy, że taki weekend wypada mu średnio raz na miesiąc.
Nasz rozwód nastąpił w efekcie zdrady, a konkretnie stworzenia drugiego regularnego związku przez exa. Zreszta po tym jak go spakowałam i wystawiłam walizki za drzwi, ex podwinął ogon i pomaszerował do niej i nadal wspólnie mieszkają. Przedstawił ją swojej rodzinie, jeżdżą wspólnie na wakacje, normalne wspólne życie. I nic mi do niego.
Ale teraz się zaczęłam zastanawiać. Poszło o to, że do exa dotarły plotki jakobym była w ciąży. Jestem sama od rozwodu, chociaż ex chyba myśli, że się z kimś spotykam czy spotykałam, ale jakoś nie wnikał w temat. No w każdym razie zadzwonił z awanturą, że on nic o tym nie wie! Poinformowałam go, że moja ciąża to moja sprawa i nie mam powodu ani obowiązku go informować czy jestem czy nie jestem. On mi na to, że owszem mam obowiązek, bo wychowuję jego syna i moja ciąża będzie miała wpływ na życie jego syna i on ma prawo o tym wiedzieć.
Powiedziałam o tej rozmowie kilku osobom i wszystkie przyznały rację exowi. No na logikę owszem, ciężko się nie zgodzić, że moja ciąża czy nowy związek będą miały wpływ na życie naszego syna. Ale naprawdę to aż taka moralność Kalego w tym społeczeństwie? Ja mam mu składac raporty z mojego życia, w tym seksualnego, a on nie musi mnie o niczym informować? Jak dla mnie nie musi, nie interesuje mnie co i z kim robi. Ale zszokowało mnie myślenie, że jako iż zostałam z jego dzieckiem, to jestem zobowiązana do wtajemniczania go w moje prywatne i intymne sprawy.