Witam .Moze zaczne od tego bo mimo ze minely 2 dni jestem w szoku skolowana i swiat mi sie zawalil.Czuje sie jak zuzyta szmata i zabawka nikomu nie potrzebna...
Mam 34 lata dlugo bylam samotna matka z niepelnosprawnym dzieckiem i jakies 6 lat temu poznalam meza .Na poczatku byl9a to przyjazn i zawiazywanie relacji jego ze mna i synem a dopiero potem milosc.Pobralismy sie z jego inicjatywy bo ja balam sie ze nie da rady psychicznie i bedzie chcial uciec(moj syn ma autyzm i inne neurologiczne choroby wiec to ciezko zyc )On zapewnial mnie ze to sie dla niego nie liczy ze nas kocha ze wszystkimi wadami i zaletami a zycie we 2 jest latwiejsze i szczesliwsze.Swoimi czynami udowodnil mi ze z nim osiagne to co szukalam w zyciu spokoj i stabilizacje oraz ze znalazlam prawdziwego ojca dla mego syna.Stale zapewnial mnie ze nas kocha i szanuje ,dbal o nas itd .On tez nie byl idealem(jest nie pijacym alkoholikiem od 7 lat)Zylo nam sie dobrze i ukladalo ;maz czesto wyjezdzal bo pracuje w wojsku (ale i to mi pasowalo nawet jesli wracal po jakims czasie bylam pewna ze spi u tesciowej a tam noze odpoczywal psychicznie bo czasem moj mlody byl meczacy)Caly czas a jestesmy 3 lata po slubie zapewnial o milosci itd ufalam mu i moglam zawsze polegac az do tamtego dnia...Od pewnego czasu zaczelam chorowac czeka mnie nawet operacja(jakis duze mam torbiele w zatokach)Zaczela mi sie tez odnawiac choroba stawow .Cieszylam sie ze nie bede przez to przechodzic znow sama

a tu nagle 2 dni temu ...Maz wrocil z pracy jakis dziwny bez slowa oddal klucze zabral 4 reklamowki swych rzeczy i stwierdzil ze juz dlugo sie nam nie uklada i czas sie rozstac bo jest nieszczesliwy.Na pytania dlaczego odparl ze wie ze jest ch.. tak ma juz i motal sie w wymowkach.Zostawil mnie bez srodkow do zycia bez wyjasnien z tekstem ze 3 lata zmarnowal tylko ze mna i nie daje rady bo ja ciagle cos od niego chce.Dowiedzialam sie ze nasz dom to nie dom byl bo mu sie nie milo wracalo do niego(tylko ze on ostatnio rzadko w nim bywal a jak byl to siedzial przy telefonie w WC)Nagle zaczal chciec miec dzieci i stwierdzil ze czas sie rozstac bo ja ich mu nie dam(tylko ze za nim bralismy slub to sam on mowil ze nie chce bo ma zle geny i nie chce )Wszystko nagle co robilam bylo zle a ja taka niedobra jestem...Zostawil mnie po awanturze przy synu nie liczyl sie z naszymi uczuciami i jeszcze zagrozil ze nic nie bedzie placil na dom bo juz z nami nie mieszka i mam zerwac z nim wszelki kontakt.
Przepraszam ze dlugo ale nawet nie mam komu sie wygadac i nadal jestem w szoku.Jednego dnia moj cudowny swiat i szczescie runelo.Spac nie moge stale mysle co zrobilam i nie wiem .Z dnia na dzien .Glupia jeszcze tego dnia ugotowalam mu jego ulubiony obiad.Zostalam znow sama z niepokojem i depresja zyje tylko mysla ze znowu ktos sie zabawil mymi uczuciami i rzucil w kat jak lalke(jestem dzieckiemDDA)Trzymam sie tylko dla syna ale i tak opanowac emocji nie umiem.Stale pytam dlaczego ...i mysle ze to przez to ze chora zaczelam sie robic i znalazl sobie lepszy model bez wad i dzieci ale przeciez wiedzial w co sie pakuje...
On chce rozwodu a ja nie wiem co chce po tym jak mnie potraktowal nie chce juz byc razem tzn nie widze sie w roli zony co sie boi i czeka aby maz jej nie porzucil.Mam mieszane uczucia bo nawet go przyjacielem nie moge teraz nazwac a jeszcze 2 dni wczesniej zapewnial ze kocha snulismy plany na przyszle lato jak urzadzimy dzialke....
Zalamana jestem Dziekuje wszystkim co dotrwali do konca mej chaotycznej opowisci .