cześć,
pomóżcie, bo. nie wiem co zrobić.
Jestem po rozwodzie 6 lat, córka ma 10 lat (5 klasa, poszła do szkoły jako 6 latka).
W wyroku rozwodowym sąd orzekł widzenia dziecka z ojcem 2 weekendy w miesiącu (sobota - niedziela) i wtorki od 15 do 18.
Przez pierwsze 3 lata po rozstaniu i ostatni rok - spotkania ojca z dzieckiem przebiegały masakrycznie - awantury, ustawianie dziecka przeciwko mnie, itp.
2 lata były względnego spokoju, tata się ożenił, żona zaszła w ciążę, urodziła, kolejne dziecko zajęło tatusia do roku i znów zaczęły się konflikty...
tato płaci alimenty (nie dobrowolnie - komornik)
Obecna żona po macierzyńskim zdecydowała się przejść na wychowawczy.
I chwała jej za to - gdyby nie to, że się zaczęła jazda.
W ubiegłym roku szkolnym zapisałam córkę na zajęcia z angielskiego, zajęcia odbywały się we wtorki o 17 (a więc tata tracił godzinę). W zamian za to zaproponowałam zmianę terminu spotkań. tata się zgodził na spotkania w środę. W środę zapisał ją do drużyny zuchowej. Zbiórki podobały się córce, ja się cieszyłam, że dziecko pożytecznie spędza czas. tata zabierał dziecko co najmniej 2 x w tygodniu, czasem częściej - imprezy harcerskie i zuchowe - fakt, nie na wszystkie się zgadzałam, ale to miało miejsce tylko wtedy, gdy miałyśmy już inne plany (tata informował zawsze w ostatniej chwili, raz nawet zdarzyło mu się napisać sms kilka godzin po spotkaniu zuchowym

)
Na wakacje tata zaproponował obóz zuchowy, jako że on zawiadywał zuchami. Że pomimo wcześniejszych innych ustaleń za imprezę zapłaciłam ja -to normalne, liczyłam się z tym, ale on nawet zażądał, bym zapłaciła za przejazd na obóz (osobna płatność) w kwocie dwukrotnie większej niż wymagana (a na obóc jechała córka jego żony z pierwszego małżeństwa).
skojerzenie miałam jedno

w marcu 2015 moja córka dużo chorowała - angina 10 dni, po kontroli lekarskiej, ze dziecko już jest zdrowe poszła do szkoły na 2 dni - i ostre zapalenie pęcherza. tata chciał ją zabrać mimo to - choć córka pisała mu sms i mówiła prze tel. , że jak jest chora, to woli zostać z mamą - wezwał policję tłumacząc dziecku, że on tego nie chce - ale prawnik mu każe.
Potem, w czerwcu - tata z żoną przeprowadzili z moją córką rozmowę na temat - jaka zła jest mama - przepija alimenty, oddała dziecko do żłobka, manipuleje dzieckiem itp. i padło pytanie - to z kim chcesz mieszkać - z mamą czy tatą? Córka powiedziała, ze ze mną. tata kazał dziecku obiecać, że nie powtórzy mi tej rozmowy.
oczywiście - objechałam byłego męża za to - wtedy on kazał się przepraszać córce za to, za go nakłamała i nie tylko on, ale również jego teść, i to nie byle kiedy, tylko podczas jej urodzin. Potem tata obraził się na dziecko, powiedział, ze za to nie zabierze jej na wakacje 9wcześniej córka z nim jeździła, pomimo tego, że wyrok tego nie określał), nie da obiecanego telewizora itp. Z obeitnicy się wywiązał. pomimo moich licznych pytań o wakacje - on ten temat do mnie pozostawił bez odpwoedzi.
dziesko spędziło wakacje ze mną - dużo była poza domem, było fajnie.
Potem zaczął się kolejny rok szkolny i znów zapisałam córkę na angielski - te same dni i do harcerzy - zgosnie z jej wiekiem - do harcerzy. A tata uparł się, że dziecko musi chodzić do zuchów, razem z córką jego żony. Moja córka tego nie chciała.
i zaczęła się jazda. tata nie będzie zaprowadzał córki na angielski.
Zaproponowałam inny termin widzeń z tatą, ale tata na to się nie zgodził. Dziecko ma chodzić we wtorki do niego i koniec. Kierowana dobrem dziecka pokazałam mu wała.
Jeśli tak, to nie będziesz we wtorki widywał się z dzieckiem, ale możesz zaproponować inne rozwiązanie. Podkreślę, że to szkoła językowa i nie miałam wpływu na godziny zajęć, które i dla mnie i córki nie są dogodne.
Minęło parę wtorków i tata podał mnie do sądu - ale nie o zmianę terminów widzeń, ale o grzywnę.
Za każde niezreazlizowane spotkanie chce, bym mu zapłaciła 500 zł
tych niezrealizowanych spotkań było sporo (całe wakacje i teraz kilka wtorków).
wiem, że sąd miarkuje karę, ale i tak (pomimo licznych dowodów na moje dobre chęci) liczę się z kara - która bezpośrednio uderzy także w moje dziecko.
byłam u prawnika, usłyszałam, że tak naprawdę nie mam wielu praw w tym zakresie - pomimo, że córka opowiada na ten temat w szkole - bez mojej zachęty, ale też i bez sprzeciwu - wolę, by dzieko nie zamykało się w sobie.
Córka jest najlepszą uczennicą w klasie i w grupie na angielskim.
Byłam u dzielnicowego (dziś były mąż uderzył moją matkę - ale za lekko, by policja pomimo wezwania się tym zajęła)
Okazało się, ze nie mam żadnej możliwości obrony. jak były mąż będzie robił awantury, to mogę go podać do sądu - udowadniać, a wcześniej za to zapłacić. Spytałam, co będzie, jak to ja będę robiła u niego na podwórku awantury - ja dostanę mandat. Dlaczego? bo on troszczy się o dziecko...
co postanowiłam - ze we wtorki córka nie będzie chodziła na lekscje angielskiego, bo tydzień jej obecności może mnie kosztować tyle, co rok nauki...
Że nie będę narażać nikogo z bliskich na to, że mogą dostać w zęby i nie będą mieli możliwości obrony (tak mi dziś powiedział policjant)
Córka, jak jej powiedziałam, że nie będzie uczestniczyć we wtorkowych zajęciach rozhisteryzowała się - nic dziwnego - wcześniej jej babcia dostała drzwiami, które kopnął jej tata, weszłyśmy do domu jak babcia płakała, nie dało się tego ukryć przed córką, była policja - interwencja ojca, a potem ja jej powiedziałam, że nie będzie chodzić na wtorkowe zajęcia, bo mnie na to nie stać i zadzwoniła do ojca. usłyszała, że babcię pobił dziadek (nieobecny w tym czasie, ale i tak by tego nie zrobił), że to moja wina, bo mogłam ją zapiać do innej grupy ...
Potem ex mąż zadzwonił do mnie - wyzwał mnie od ....
Jesteśmy patologiczną rodziną, choć oboje pracujemy na kierowniczych stanowiskach.
Nie mam pomysłu co dalej - ustąpiłam, dziecko skorzysta z połowy kursu angielskiego, chociaż płakała dziś córka i płakałam ja