jessica_36
10.07.16, 17:19
Postanowilam w koncu sie wygadac... Jestem od 13-tu lat mezatka, mamy dzieci. Chcialabym na samym poczatku podkreslic, ze nie jestem materialistka!!! Nigdy nie patrzylam na mezczyzn przez pryzmat tego ile maja lub nie maja... moze dlatego ze to ja sama zawsze bylam samowystarczalna, taka Zosia Samosia... ktora nie wie co to bezrobocie, ktora ma wsparcie ze strony rodzicow, dobry zawod itp. Moj M. - bardzo sympatyczny czlowiek, nie pije, jest dobry, ale jest jedno wielkie ALE ktore zaczyna mi bardzo przeszkadzac - ma nieustabilizowana sytuacje materialna, bywa, ze nagle traci prace i skazuje nas na wielotygodniowe zycie tylko z mojej pensji, albo robi jakies glupoty, gdzie traci kase, zupelnie jakby nie wiedzial do czego sluza pieniadze... Na dodatek ma rodzicow, ktorzy dzien w dzien wydzwaniaja do niego lub obarczaja go swoimi codziennymi problemami... Oni tez nieodpowiedzialni materialnie i ogolnie - jak dzieci... Nie raz chcialam odejsc ale zawsze mysle o dzieciach... One go uwielbiaja (z wzajemnoscia). Jego rodzice maja kontakt ZEROWY z naszymi dziecmi, nigdzie ich nie zapraszaja - totalny OLEW! Podczas gdy moi rodzice zawsze sie nimi interesowali, opiekowali jak musialam pracowac. Dodam, ze M. jest jedynakiem. Uwazam, ze to nie fair, ze ode mnie oczekuje sie, ze bede stawac na glowie, zarabiac, podczas gdy M. nie staje na wysokosci zadania... Mysle, ze jako samotna matka bede miala spokojniejsze zycie, nawet finansowo! Nikt nie bedzie mi robil dlugow, a sama spokojnie sobie poradze... Chcialabym zmienic swoje zycie na lepsze!!! Czy to ma sens??? Czy niezaradnosc zyciowa mezczyzny jest czestym powodem rozwodow?