rozbita28
08.10.17, 22:00
Wyję z bólu. Powiedział ze nie mam go prosić blagac. Ze nie zmieni zdania. Ze probowal tyle razy i nie ma już siły walczyć dalej. A ja błagam go na kolanach żeby wrócił. Po trzech strasznych nocach spakowalam wszystko. Wszystko i przeprowadziłem się do mamy. Zabrałam nasze wspolne dziecko i moje z pierwszego małżeństwa, o które tak walczylismy.
I został sam w naszym domu a ja pisze do niego, jadę po bandzie błagalam by zmienił zdanie i dał nami jeszcze szansę.
Znamy się 20 lat. Przyjaznilismy od zawsze. A po latach, powiedzieliśmy sobie prawdę ze nie możemy żyć bez siebie. Spakowalam w jeden dzień moje dotychczasowe życie. Odeszłam od męża którego nie kochalam i z 1.5 rocznym dzieckiem zaczęliśmy nowe życie. Po czterech latach zdecydowaliśmy się na wspolne dziecko. Bo kochaliśmy się absolutnie. Ale przez cały ten czas walczyliśmy o wychowanie Mlodego. Bo dzieciak trudny a ja malpią miłością rozpuścić i pozwoliłam rządzić w domu. Dałam mu wolna rękę na wychowanie. Ale jego pruskie metody mnie przerażały. I zamiast pozwolić mu na wychowanie twarda ręką ciągle podważylam jego metody.
Mieliśmy kryzys w maju. Zdecydował ze odchodzi bo 100 razy go zawiodłam. Bo obiecując ze się dostosuje nadal przeszkadzałam. Pomimo tego że efekty były wyraźne i Młody zmienił się bardzo. Wrócił wtedy bo chciał ratować rodzinę. A teraz odchodzi bo nie ma już siły kolejny raz walczyć. Ze mną bo ja się nie zmienię i choć obiecuje to i tak w końcu nie wytrzymuje i odpuszczam Młodemu.
Jestem roztrzaskana. Jadę na środkach uspokajcatch i autopilocie. Mam od 1.10 nowa prace, na okres próbny. Cholernie ważną bo wreszcie odbijam się od dna. A nie mogę wstać z łóżka. Wyję z bólu i błagam go o powrót.
Pisałam już kiedyś na forum Wychowanie z pytaniem o psychologa dziecięcego bo bylismy w rozsypce. Znalazłam taka ktora pochwaliła jego metody. I kazała mnie się podporządkować bo to mądry facet jest. I walczyłam ze sobą patrząc na wyjącego Mlodego który miał karę bo nie zdążył z kolacja i wyleciał na klatkę żeby skończyć bułkę. A że chciało mu się sikać to sikał po nogach bo nie został wpuszczony dopoki nie zjadl. I sto takich sytuacji było. A mnie matce serce się kroiło.
I teraz on odchodzi bo nie widzi senauka walczyć. Ze mną. Uwielbia Młodego. Kocha swoją córkę i odchodzi. Chce mi ją odebrać bo ja nie potrafię wychować dziecka i ona nie bedzie wychowywac sie w domu gdzie ma najgorsze wzorce brata. Jedyne co wynegocjowałam to tydzień na tydzień. Nie wiem co robić.
Wszyscy nasi znajomi się ode mnie odseparowali. Całą jego rodzina jest przeciwko mnie. Pozostaje mi blagac go nadal bo nie chce pozwolić żeby dzieci wychowtrwały sie w rozbitej rodzinie. Wiem co mówię bo rozwod moich rodziców to dla mnie trauma.
Jak ja mam go odzyskać? Jest miłością mojego życia. I nie wyobrazam sobie zycia bez niego.