prowise
03.05.18, 20:50
Zaczynam powoli wpadać w depresje. W tej chwili już widzę ze po rozwodzie będzie u mnie tragedia. Długi weekend majowy bez rodziny, puste mieszkanie. Pustka, upiorna cisza. Ranek taki ze nie widzi się sensu wstawać bo niby po co i dla kogo, skoro dzieci nie ma, i nie ma paliwa które pcha do codziennego zycia i daje cel temu wstawaniu, pracy i wszystkiemu? Płakać sie chce, wyć. Z trudem powstrzymuje sie aby robiąc sobie śniadanie nie walnąć talerzem o podłogę i w bezsilnosci i żalu nie rozbic kubka z kawą - coś do czego do tej pory nigdy nie byłem zdolny.
Rozwód oczywiście ulży jeśli chodzi o awantury ze strony zony. Ale bilans całkowity nie będzie dodatni. Wydawało mi sie do tej pory ze rozwód dla obojga z nas da te same nieprzyjemności, ze jakoś dojdziemy do porozumienia - w koncu mamy pare calkiem fajnych lat przezyc, to jest cos co wydawalo mi sie jest najmocniejszym spoiwem. Ale teraz wygląda na to ze to tylko mnie to tak dotknie, ze tylko mnie zawali sie mój swiat, wyrwie z pamięci 15 lat zycia razem połową mnie samego. gdyby nie było dzieci to daloby sie to pewnie wytrzymac. Nie umiem juz sie usmiechac do nich wiedząc ze bedziemy mieszkac oddzielnie bo w oczach lzy mi sie zbierają