Dodaj do ulubionych

Jak bez niego zyc dalej?

28.10.04, 16:13
Jestem tu nowa. Pisalam na innych forach i mimo wielkiego wsparcia chyba
tamte osoby nie do konca mnie moga zrozumiec.
Jestem ta porzucona, 3 miesiace temu maz powiedzial ze chce rozwodu. Sprawa w
toku, teraz czekam na termin pierwszej rozprawy.
Nasze malzenstwo bylo trudne, ale kochalam mojego meza. I nadal kocham, tylko
teraz uswiadamiam sobie ze nie potrafilam czesto mu tego okazac, mam do
siebie pretensje o wszytko. Poczucie winy mnie zabija. Chodze do psychiatry,
ktory faszeruje mnie antydepresantami. A ja czuje sie z dnia na dzien gorzej.
Czeka mnie przeprowadzka do innego miasta (wracam w swoje rodzinne strony),
szukanie nowej pracy (bo dotad pracowalam w firmie meza). Boje sie potwornie
tych zmian, samotnosci, boje sie ze sobie nie poradze bo bylam mocno
uzalezniona od meza, boje sie zycia. Zaluje ze nie zdecydowalam sie na
dziecko wczesniej (kiedy ja chcialam on juz myslal o rozwodzie) i juz
tesknie. Moj maz byl we wszystkich myslach i planach i teraz mam pustke. Nie
chce mi sie juz nawet zyc tak sie boje. Nie wiem jak sobie poradzic z tym
bolem. Poradzcie cos
Obserwuj wątek
    • cma1 Re: Jak bez niego zyc dalej? 28.10.04, 21:04
      czeka cie trudny okres. wspolczuje. 3 miesiace to bardzo niewiele.
      powiem ci co ja zrobilam. bo bylam w sytuacji podobnej. o tyle tylko
      trudniejszej, ze ze mna zostala dwojka dzieci i kupa dlugow. a moj maz
      afiszowal sie z 17latka, zakochal sie ... a ze mieszkam w niewielkiej
      miejcowosci, wiec mozesz sobie wyobrazic ludzkie gadanie i pokazywanie palcami.
      czulam sie podobnie jak ty. nie moglam spac, schudlam 13 kg w niecaly miesiac.
      w koncu podjelam decyzje. ze sobie poradze, ze mnie facet nie zniszczy. i
      powoli, powolutku zaczelam dawac dobie rade.
      przyznaje, ze dlugo czekalam, az maz moj sie opamieta i do domu wroci. nie
      wrocil...
      zyje bez niego od 6 i pol roku. i nie narzekam. w koncu dotarlo do mnie, ze ten
      facet mnie ograniczal. gdybysmy byli malzenstwem pewnie nie siedzialabym teraz
      przy kompie. dlaczego? bo nie mialabym komputera! i wielu innych rzeczy i nie
      poznalabym tylu nowych ludzi.
      czas.... tylko czas moze ci pomoc. frazes jak cholera, ale sprawdzony.
      pozdrawiam, trzymaj sie i nie daj sie!!!!
      jak chcesz mozesz do mnie napisacsmile
      • mazi27 Re: Jak bez niego zyc dalej? 28.10.04, 22:22
        Cma dziekuje, ale jak z dnia na dzien po prostu powiedziec ze teraz bedzie
        inaczej? Ze koniec placzu, udreki i cierpienia? Zamiast zyskiwac sily ja trace
        te resztki ktore mam. Ja nawet nie moge zarzucic mezowi zdrady. Bylo zle, mam
        gleboka depresje i czulam sie niezrozumiana przez niego, za bardzo jest
        finansowo uzalezniony od swoich rodzicow, jego matka od poczatku traktowala
        mnie jak rywalke i osobe ktora zabrala jej ukochanego syna jedynaka. On mial
        tez pretensje ze mnie ciagnie do moich rodzicow (300 km) a mnie tam ciagnelo bo
        tu z nim czulam sie samotna. Takie bledne kolo. I chociaz pretensji bylo
        mnostwo to tak naprawde to byly sprawy do rozwiazania. Nawet teraz moglabym
        zrobic wszystko zeby miec mojego meza przy sobie. Ogarnia mnie paniczny strach
        przed pustym, obcym mieszkaniem, przed samotnoscia, nie bede miala do kogo
        otworzyc ust, nie bede miala z kim pojsc np. do kina, nie bede miala komu
        wyplakac sie w rekaw i nie przytule sie przed snem do cieplego meskiego
        ramienia. Wiem ze trzeba czasu ale ja mam dosc juz teraz zycia, a jeszcze nie
        bylam w sadzie (tego sie boje tez bardzo).
        I tak bardzo zaluje ze nie mamy dziecka. Moze by wtedy nie wystapil o rozwod?
        Moze by mnie nadal kochal? Moze nawet gdybysmy sie rozstali to z tesknoty za
        dzieckiem zeszlibysmy sie? On jest rodzinny, domator i moze tym bym go przy
        sobie zatrzymala? Mam do siebie zal o to. Moglam nie pytac tylko po prostu
        wpasc. I bede gdybac co by bylo gdbyby. Jak mam przestac go kochac kiedy mam
        pzrzed oczami tylko to co bylo dobre?
        • skorpion44 Re: Jak bez niego zyc dalej? 29.10.04, 00:26
          Nie łam się! Ale przede wszystkim odrzuć natychmiast te antydepresy, bo pędzisz
          się w straszne kłopoty. Myśl trzeźwo - a te leki otępiają! No chyba, że po to
          się leczysz, żeby dostać od niego alimenty - jest taka opcja, że poprzez ten
          stan rzeczy rozchorowałaś się. Poza tym po co muisz sie wyprowadzać -
          podzielcie majątek i zacznij życie od nowa. To teraz tak wygląda, za parę lat
          wszystko się odmieni. Wcale nie jesteś na straconej pozycji. Poza tym pomyśl,
          że inni też miewają kłopoty. Chcesz wiedzieć - proszę bardzo: w ciągu 5 lat
          straciłem na zawsze 2 córki, ojca, odeszła żona, rozwód i wszelkie "atrakcje" z
          tym związane, zmiana pracy - totalna rewolucja. Sam nie wiem, jak udało mi się
          to przeżyć. Być może mam silną psychikę - nie topiłem smutków w alkoholu i
          lekami... Może można się uodpornić - jedno jest pewne! Życie to nie jest bajka -
          często daję w dupę. A ty musisz odetchnąć i żyć dalej. Nigdy nie jest tak źle,
          żeby nie mogło być gorzej. Jeśli tylko zdrowa będziesz - dasz sobie radę.
          • cma1 Re: Jak bez niego zyc dalej? 29.10.04, 15:51
            jak powiedziec sobie, ze bedzie lepiej? hmmm, to nie takie proste. powiem ci co
            ja robilam: stawalam przed lustrem, usmiechalam sie do siebie, albo porobowalam
            sie usmiechnac, czulam sie prz tym idiotycznie i mowilam glosno patrzac sobie w
            oczy: przestan sie zadreczac!!! ulozysz sobie zycie od nowa, dasz rade, silna
            jestes! takie sobie afirmacje wymyslalam i powtarzalam je. przy sprzataniu,
            przy myciu naczyn, na spacerze. jak nie bylo kolo mnie nikogo mruczalam
            polglosem. jak blisko byly dzieci powtarzalam to wszystko w myslach. to bylo
            jak mantra. i zostalo mi to do dzis. jak mam problem wystarczy, ze sobie
            powtorze pare razy, ze dam sobie rade i juz spokojniesza jestem...
            nie skupiaj sie na tym, ze ci zle!!! postaraj sie znalezc w ciagu dnia jakies
            rzeczy, ktore beda ci mile!!

            a co do samotnosci... musisz sie najpierw uporac ze soba. jest taka stara
            prawda: do ludzi usmiechnietych i szczesliwych garna sie inni ludzie. tacy,
            ktorzy chca sie w cieple usmiechu ogrzac choc przez chwile. wiec musisz nauczyc
            sie usmiechac. znow podam ci przyklad z wlasnego zycia. mam kilkoro przyjaciol.
            takich ludzi, ktorym w rekaw moge sie wyplakac, kiedy mi zle. ale nie obnosze
            sie ze swoim smutkiem. bo ludzi tak naprawde nie obchodzi, ze jest nam
            ciezko... szukaja sensacji. czegos, o czym mogliby poplotkowac.
            a do kina czy na spacer zawsze mozna sie wybrac z przyjaciolka, albo ekipa z
            pracy, albo ze znajomymi. ja tak robie. i prawde mowiac jakos nie narzekam na
            samotnosc. no, moze czasami, wieczorem, kiedy chcialabym sie do kogos
            przytulic. ale to wliczylam w koszta.

            nastepna sprawa: dziecko. mylisz sie myslac, ze dziecko zalatwiloby sprawe!!!!
            posiadanie dziecka wcale nie przeszkadzaloby twojemu mezowi sie z toba
            rozwiesc. byloby ci trudniej. bo samotne macierzynstwo to nie miod. a po
            drugie pomysl o ewentualnej szarpaninie o wzgledy dziecka. piszesz cos o
            paskudnej tesciowej. nie masz gwarancji, ze nie probowalaby ci mieszac w
            wychowaniu dziecka.
            uwazam, ze los dal ci druga szanse. skorzystaj z niej...

            i jeszcze jedno. skorpion ma racje z tymi prochami. to nie jest dobra rzecz.
            one pomoga ci tylko na chwile. na chwile przygasza bol, ale problemu nie
            rozwiaza. musisz uporac sie z tym sama...
            pozdrawiamsmile

            i pozdrawiam skorpiona, myslalam, ze juz tu nie bedziesz zagladal. milo mi, ze
            sie mylilamsmile
            • mazi27 Re: Jak bez niego zyc dalej? 29.10.04, 18:31
              Cma i Skorpion, dziekuje smile
              Wiele osob mnie wspiera, ale wiadomo kto sam nie przezyl ten nie zrozumie. I te
              pocieszenia takie mdle sie wydaja, "bedzie dobrze" ...itp jakos im nie wierze.
              Ale Wy piszecie to tak zdecydowanie, tak pewnie. Moze masz racje z tymi
              dziecmi? Pewnei masz, bo masz dzieci. A usmiech? Jeszce nie umiem. Kidys
              sprobuje. Narazie czuej tylko bol.
              • cma1 Re: Jak bez niego zyc dalej? 29.10.04, 21:49
                nie mow kiedys.... sprobuj dzis wieczorem.
                po co tracic czas???
                pozdrawiamsmile
                • skorpion44 Re: Jak bez niego zyc dalej? 29.10.04, 23:02
                  MIło słyszeć - CMA1. Tak sobie czytam te posty i widzę istotną róznice pomiedzy
                  romantycznymi, uduchowionymi radami kobiet i szorstkimi moimi. Pewnie tak musi
                  być... Struktura psychiki kobiety jest bardziej skomplikowana niż faceta. Ja
                  wolę proste rozwiązania. Pozdrówki
                  • cma1 Re: Jak bez niego zyc dalej? 30.10.04, 11:41
                    struktura psychiki kobiet bardziej skomplikowana? znaczy, ze co? ze my bardziej
                    wrazliwe jestesmy? to mozliwe... ale wierze, ze w facetach tez odrobina
                    wrazliwosci drzemie.
                    bo prostsze rozwiazanie, a moze najprostsze zabrzmialoby: "wezcie sie do
                    cholery w garsc i zacznijcie zycie od nowa".
                    pozdrawiamsmile
                    • skorpion44 Re: Jak bez niego zyc dalej? 30.10.04, 13:07
                      Dokładnie TAK! Może nie każdy facet tak rozumiej jak ja??? Jarek chyba nie...
                      Spotkało mnie już w życiu wiele i może uodporniło mnie to na tyle, że nawet
                      śmierci się nie boje, traktuje jako kolejny etap w "życiu człowieka". Fakt że
                      ostatni sad Wiem jedno - mimo wszystko szkoda będzie mi opuścić ten świat, ale
                      na to już chyba wpływu mieć nie będę. Dlatego wyznaję zasadę - ciesz się każdym
                      dniem, jakby to miał być twój ostatni.
                      • cma1 Re: Jak bez niego zyc dalej? 30.10.04, 14:37
                        piszesz, ze wiele cie spotkalo. w domysle: wiele sie nauczylem. wiem, ze za
                        taka nauke sie placi. i to slono. ale ty az taka cene, zeby sie smierci nie
                        bac?
                        wiem, ze smierc to kolejny, ostani etap w zyciu. i kazdego to spotyka. tak
                        rozsadnie to wiem. jednak nie mysle o tym. nie na codzien. od swieta tez nie.
                        chyba ten temat mnie przeraza.
                        • skorpion44 Re: Jak bez niego zyc dalej? 30.10.04, 21:28
                          CMA1 - nie wiem, ile masz lat, ale z pewnością 20-30. Pamietam, jakby to było
                          wczoraj, kiedy kończyłem 18, kończyłem studia, pierwsza praca, małżenstwo,
                          narodziny dzieci... To jak mgnienie oka! Potem pierwszy szok i pytanie -
                          dlaczego mnie to spotkało, właśnie MNIE. Dziecko niepełnosprawne z chorobą
                          genetyczną, która niechybnie prowadzi do śmierci. Śmierć drugiej 8-letniej była
                          totalnym zaskoczeniem - leczona przez lekarzy na alergie, a nie potrafili
                          rozpozanć białaczki. Rok potem jak grom z jasnego nieba spada na mnie
                          informacja, że jest ktoś lepszy... przede wszystkim w kwestii finansów (nie
                          moje stwierdzenie - oficjane stanowisko strony drugiej) Jednocześnie nagła
                          śmierć ojca. Potem utarczki sądowe przez 2 lata i śmierć w wieku 16-lat tej
                          chorej córki. CZy sądzisz, że po tym wszystkim można się z tym wszystkim
                          oswoić? A może uodpornić? Jedno jest pewne - kolejne lata, które mi jeszcze
                          zostały przemkną jak te co minely. Dlatego jestem zwolennikiem podejmowania
                          zdecydowanych działań, jeśli układ jest chory. Stawianie instytucji małżeństwa
                          jako coś świętego już dawno stało się przeżytkiem. Ludzie przysięgają
                          uroczyście przed ołtarzem wierność i uczciwość nic sobie z tego nie robiąc
                          dalej. Powstaje pytanie wynikające z rozsądku - czy jest sens trawać w takiej
                          przysiędze i męczyć się, jak to bywało przed laty? Jeśli ktoś decyduje się na
                          składanie takich przysiąg, to powinien ich dotrzymywać, albo po prostu tego nie
                          robić. Może więc lepiej żyć w związku partnerskim? Jest to pewna forma
                          narzeczeństwa, a nie od dziś wiadomo, że jest to najlepszy okres w zyciu 2
                          ludzi. Po ślubie - jakby nagle obojgu przestało na drugim zależeć, wytwarza się
                          pewna forma walki o zajęcie pozycji strategicznych, kto kim będzie kierował
                          etc. Jeżeli jedna ze stron osiągnie swój cel - dalsze życie staje się nudne.
                          Człowiek stworzony jest do tego, aby coś zdobywać, osiągać - marzenia zawsze są
                          piękniejsze niż osiągniety cel. W związku partnerskim (hetero-dla jasności smile)
                          możliwość nagłego odejścia drugiego z partnerów powoduje, że taka niepewność
                          sprawia dbałość i czułość dla drugiej osoby. CMA1 - śmierć może przerażać, ale
                          niestety każdy z nas rodzi się z wyrokiem śmierci... rodzisz się i już wiesz,
                          że to cię czeka. Dlatego jestem zwolennikiem afirmacji życia, oczywiście bez
                          szaleństw anormalnych smile Alem się napisał... A temat - chyba trochę na
                          czasie... Pozdrówki
                          • kama01 Re: Jak bez niego zyc dalej? 31.10.04, 01:27
                            mam nadzieję, że teraz jesteś szczęśliwy
                            pozdrawiam
                            • skorpion44 Re: Jak bez niego zyc dalej? 31.10.04, 18:36
                              Pojęcie szczęścia jest bardzo subiektywne - zależy czego się od życia oczekuje.
                              Czego ja oczekuje, czego pragnę? Po tym co przeżyłem - pewnej
                              stabilizacji, "bycia" z kimś, kto nadaje na podobnej częstotliwości, jak ja. I
                              chyba udało mi się znaleźć taką osobę... Piszę chyba, bo nigdy nie masz 100%
                              pewności. Ale każdy wspólny dzień potwierdza trafność naszej decyzji. Od
                              pewnego czasu mieszkamy razem, a to jest najlepszy sprawdzian, czy 2 osoby będą
                              potrafiły zrozumieć innych i pozwolić na samorealizację się. Jak na razie - OK.
                              Miałem nawet kiedyś taki pomysł, który w naszym katolickim kraju nie miałby
                              szansy na oficjalną realizację, aby zbudować "wioskę" dla narzczonych, w której
                              zamieszkiwali by przez np.6 miesięcy, dzieląc radości i smutki. Dopiero potem
                              mieliby pełne spektrum wad i zalet drugiej osoby. Niektórzy tak robią... Ale
                              moze to jakis pomysł alternatywny dla kursów przedmałzenskich?
                          • jarkoni Re: Jak bez niego zyc dalej? 31.10.04, 05:44
                            Skorpion, nie było mnie tydzień, wyjechałem...Czytam co napisałeś i ech..Jesteś
                            mądrym facetem, czuję, że moje problemy to nic...To w ogóle nie są
                            problemy..Jestem rozbity i myślę co dalej, ale wiem, że się pozbieram i będzie
                            ok...To tylko głupi fragment życia..Napiszę więcej jak się wyśpię
                            trochę..Pozdrawiam bardzo serdecznie
                            • skorpion44 Re: Jak bez niego zyc dalej? 31.10.04, 19:29
                              Jarku! Zeby cie pocieszyć, zeby sie juz nie martwił co dalej napisze ci, co
                              dalej dzialo sie z mną. Te trdune chwile z mojego zyciorysu juz znasz. Pewnie
                              miałbym co opowiadać w "Rozmowach w toku" u Ewy Drzyzgi przez cały program. Nie
                              ukrywam, że kiedy "była" odeszła ode mnie - czułem się oszukany, rozbity,
                              zarzekałem się, że już nigdy nie uwierze żadnej kobiecie. Trudno chyba się mi
                              dziwić w takiej sytuacji. Bardzo idealistycznie podchodziłem do życia. Ze
                              zdziwieniem odbierałem realia w pracy zupelnie nie przystajace do moich
                              wyobrazen. Podobnie traktowałem swego rodzaju umowę, jaką jest przysięga
                              małżeńska. Dlatego trudno było mi zrozumieć jak można ją złamać. Minęło 6-7
                              miesięcy i chyba z nadmiaru czasu trafiłem do internetu. To były początki
                              CZATów. Czat na Onecie nie wyglądał jak dziś - totalny "śmietnik". Internet był
                              dostepny dla osób niezle usytuowanych lub interesujących sie tym z racji pracy.
                              Wysokie koszty pobytu w sieci i cena modemu znacznie ograniczała dostep. Toteż
                              w pokojach czatu przebywalo po 5-10 osób. Tam poznałem wiele osób-także kobiet.
                              Pełne spectrum - od nimfomanek, po ciekawe osobowości. Wśród nich była również
                              tak, z którą dziś jestem. Po 4 miesiącach rozmów, potem juz za pośrednictwem
                              GG, wreszcie spotkaliśmy się. Ze względu na dośc znaczną odległość nas dzialącą
                              (ponad 100km), spotykalismy się wyłącznie w weekendy. Po roku byliśmy już
                              zmęczeni tymi ciągłymi podróżami. Tygodnie dłużyły się strasznie, a tesknota
                              nas zżerała. Pracowaliśmy na tych samych falach - podobne poglądy na otaczający
                              nas świat, polityczne. Akceptacja obojga przez Rodziny. Dobitnym przykładem na
                              to, jak jednakowo myslimy był zakup pierwszych prezentów gwiazdkowych. Nie
                              konsultowalismy się wcale, co chcielismy, nie określaliśmy w żaden sposób co to
                              ma być i za ile. Kupowaliśmy w róznych miastach i sklepach. Kiedy otworzyłem
                              swoje pudełeczko, pomyślałem przez chwile, że otworzyłem to dla niej...
                              Długopis marki "Parker", tego samego koloru, ten sam model - róznił się tylko
                              odcieniem koloru. Wybuchneliśmy śmiechem - ale jakże wymowne to było. Jedno
                              tylko budziło nasze obawy - niewielka różnica wzrostu... na jej korzyść. Jest
                              osobą jak na kobietę bardzo wysoką - no i niestety mój 3 cm niedobór to dla
                              kobiety pewien "obciach". Jak tu się pokazać w towarzystwie z takim kurduplem w
                              tle. Dziś ten kompleks mamy już za sobą i chyba jest nam ze sobą dobrze. Mówie,
                              chyba, bo nie mogę mówić za nas obojga. Nie braliśmy ślubu - ale jesteśmy po
                              oficjalnych zaręczynach, bez wyznaczonej daty ślubu. Pewnie to kiedyś uczynimy,
                              ale nie chcemy zniszczyć czegoś, co jest OK. Bardzo duża doza zaufania,
                              zrozumienie dla drugiej osoby, nie ograniczamy sobie swobody. Jednak nie
                              nadużywamy tego w żaden sposób. Czasem trochę się na siebie gniewamy, ale nie
                              potrafimy wytrwać w tym gniewie długo. To zwykle ja wyciągam pierwszy dłoń, co
                              nie znaczy, że czuje się winny. Jestem facetem - a to zobowiązuje! Czasem mówi,
                              że ze mną nie można się nawet porządnie pokłocić... Mówię wtedy, żeby
                              wyciągnęła jakieś stare talerze które można potłuc, to na życzenie cos
                              wykombinuje... smile Jestem przekonany, że wreszcie znalazłem właściwą osobę. TY
                              JARKU pewnie też taką spotkasz. Oczywiście nie ma określonego schematu -
                              niekoniecznie w sposób podobny do mojego, aczkolwiek to coraz powszechniesza
                              metoda poznawania ludzi. Jesli już - to uprzedzam, że nic na "łapu capu".
                              Poczujesz to sam, jeśli trafisz właściwie. Aha - i nie testuj każdej znajomości
                              w "tradycyjny męski sposób". Sam się zdziwisz, że "psyche" idzie bardzo w parze
                              z "fizis". Jedno jest pewne - działać musisz... jak pisałem wcześniej - męczysz
                              także swoją żonę.
                          • cma1 Re: Jak bez niego zyc dalej? 31.10.04, 11:02
                            bardzo mnie poruszyles swoim postem, skorpionie. czulam sie jakbym dostala
                            obuchem przez glowe. bo po pierwsze strasznie cie zycie doswiadczylo. i
                            wspolczuje i jestem pelna podziwu, ze jestes i radzisz sobie, ba! jestes gotow
                            pomagac i dawac rady innym, ciut w zyciu pogubionym. jestem pod wrazeniem!
                            zapytujesz czy mozna sie z tym oswoic. nie mozna! uodpornic? chyba tak, bo
                            inaczej nie mozna byloby zyc. to moje zdanie.
                            a po drugie, poruszyles temat zwiazku dwojga ludzi i zasad jakie moga, powinny
                            w takim zwiazku panowac. moje zdanie na temat malzenstwa jest bardzo podobne.
                            zwykly kawalek papieru nie grawantuje milosci, wiernosci i szacunku do konca
                            zycia. stabilizacji tez nie. i lepiej sie rozstac niz trwac w chorym ukladzie.
                            znam to z autopsji, bo moi rodzice tak wlasnie zyja od kilkudziesieciu lat.
                            a zwiazki partnerskie? jakie sa? czy malzenstwo moze zyc w zwiazku patrnerskim?
                            chyba tak... na czym on, znaczy taki zwiazek polega? ze dzieli sie obowiazkami
                            rowno po polowie? przyznaje, nie spotkalam nikogo, kto zylby w 100% zwiazku
                            partnerskim.

                            idealny bylby uklad gdyby kazda osoba dawala tyle ile potrafi tej drugiej. bo
                            analizy, kto dostal wiecej, kto wiecej zyskal sa poczatkiem jak napisales
                            zajmowania strategicznych pozycji. wiem, utopia... ale jesli kiedys spotkam
                            kogos, kto tak wlasnie bedzie patrzyl na zycie, to....smile

                            a propos mojego wieku. moze moje wypowiedzi wydaja sie niedojrzale czy
                            infantylne, czy naiwne, ale mam 35 lat i wiele w zyciu widzialam...

                            kama01 mysle, ze skorpiona nalezaloby zapytac czy teraz spokojny jest.
                            szczesliwy to chyba za duzo powiedziane.

                            pozdrawiamsmile
                            • kama01 Re: Jak bez niego zyc dalej? 31.10.04, 14:04
                              ćma, uważasz, że skorpion nie może być już szczęśliwy? szczęście ma różne
                              oblicza....
                              • anula36 Do skorpiona 31.10.04, 14:18
                                Chcialam tylko powiedziec ze jestes bardzo silnym facetem, zycze ci zeby
                                nastepne 44 lata ukladaly sie juz tylko po twojej mysli.
                                Pozdrawiam,Anula
                                • cma1 Re: Do skorpiona 31.10.04, 15:07
                                  kama01 jasne, ze moze!! ale nie sadze czy jest!
                                  pozdrawiamsmile
                                  • anula36 Re: Do skorpiona 31.10.04, 15:25
                                    a jest jakas skala oceniania poczucia szczescia blizniego?
                                    • skorpion44 Re: Do skorpiona 31.10.04, 17:48
                                      Dziękuje Wam serdecznie za wszystkie posty skierowane do mnie i mam nadzieje,
                                      że Jarek, tworca tego forum nie poczuje się odstawiony na bocznice. Specyficzny
                                      to czas, szczególny w moim przypadku. Odwiedzanie grobów przywraca wspomnienia.
                                      Nie uciekam od nich - bo to czesc mojego zycia.
                                • skorpion44 Re: Do skorpiona 31.10.04, 18:23
                                  Dzieki Anula! Mam taką nadzieję, że "karta wreszcie się odróci" i resztę życia
                                  nie będę musiał przeżywać tak trudnych chwil. Właśnie wczoraj rozpocząłem
                                  następne 44, mam nadzieje smile, lata życia. Twój post był więc jak życzenia
                                  urodzinowe.
                            • skorpion44 Re: Jak bez niego zyc dalej? 31.10.04, 20:42
                              Niewątpliwe zycie ma jedną zaletę - jest niepowtarzalne. Nie ma reguł, które
                              określają, kto z kim będzie szczęsliwy. Pewnie życie pod szablon byłoby nudne.
                              Czy dzielenie sie obowiązkami 50/50% to gwarancja szczęsliwego życia? Chyba też
                              nie. Wiązałoby się to z określeniem jakie obowiązki domowe jakie mają
                              znaczenie. To tak jak obecnie w służbie zdrowia - ile warta jest dana operacja
                              czy zabieg. Samo określenie jakichś czynności jako obowiązki budzi wewnętrzny
                              bunt. No ale jak sprawić, by to co robimy dla domu odbierane było z
                              przyjemnością? Piszesz, że nie znasz nikogo, kto by żył w takim związku - już
                              znasz... Jesteśmy właściwie w stanie narzeczeństwa bez określonej daty ślubu.
                              Nie będę ci opisywał tej historii, zrobiłem to w innym poscie, bodaj dla Jarka.
                              Rozumiemy się wzajemnie i dajemy sobie dużo swobody - i o dziwo, żadne z nas
                              jej nie nadużywa. Z pewnością u podłoża tego jest uczucie, może pewna
                              dojrzałość, która przychodziz wiekiem... A propos - nawiązujac do twego wieku,
                              nie sugerowałem, że twoje posty są infantylne - mam nadzieję, że tak tego nie
                              odebralaś. Jasną rzeczą jest jednak, że każdy rok życia przynosi nowe
                              doświadczenia i nowe spojrzenie na świat. Z pewnościa pamietasz, jak go
                              odbieralas gdy mialas 20 lat... Na pytanie czy jestem szczesliwy? TAK - jestem
                              spokojny... Jeśli chodzi o mój związek - szczęsliwy i spokojny. Jeśli chodzi o
                              całość życia - to z pewnościa pewien niedosyt, pustka. Jednym z celów życia
                              jest wszak radość wynikająca z posiadania dzieci... Jeszcze trudniej się to
                              przeżywa, kiedy były i już ich nie ma.
                            • jarkoni Re: można kochać bez papierka? 04.11.04, 21:15
                              cma1 bardzo mnie poruszyłaś..To był temat naszej ostatniej rozmowy..Tzn ja że
                              jeśli ludzie sie naprawdę kochają to papierek jest bzdurą..Nie mówiłrem, ze go
                              nie chcę..Usłyszałem że dla niej to kluczowa kwestia..I ja to akceptuję i
                              wierzę że dla niej ten papierek to gwarancja domu pełnego ciepła..Ja juz raz
                              podpisywałem papierek i wiem, ze nie..Ale kocham Ją i skoro to wazne to tak
                              chcę..Ona z kolei ucieka bo rozwód nie tak szybko jak myslała..I takie to
                              zycie. rozwodzę sie dla kobiety,która mnie zostawia..ech..Skorpion ma swoje
                              zdanie na ten temat, czyli "twardym trza byc nie mietkim" i hmmm ma rację, ma
                              swoje doświadczenia..A ja prosty i głupi i kocham i czekam i walczę..Chcę
                              stabilizacji ech
                              • skorpion44 Re: można kochać bez papierka? 05.11.04, 11:59
                                No mała korekta - kiedy trzeba twardy, ale także czasem trochę romantyczny i
                                uczuciowy. Kobiety generalnie cenią facetów zdecydowanych i męskich,
                                potrfiących podejmować szybkie i trafne decyzje. Odrobinę elegancji, choć
                                podobno meżczyzna nie musi być piekny - wystarczy, że ma piekny GEST. Nie ma
                                prostej recepty na szczęście... Ty takiej szukasz! Z jedną osobą będziesz
                                rozumiał się bez słów, z inną choćbyś ją kochał nad życie nie znajdziesz
                                porozumienia. Ale kiedy znajdziesz tą wlaściwą, to już będziesz wiedział, że to
                                własnie TA. To że kochasz, to jesteś głupi? NIE... Ja "kocham" Sandrę Bullock i
                                co z tego - żebym nie wiem jak walczył i czekał nic z tego nie bedzie... Ulokuj
                                uczucia właściwie. Poczytaj moich postów z 31.10 i wyciągnij na "trzeźwo"
                                wnioski. Reszta przyjdzie sama... A walkę pozostaw żołnierzom w Iraku. Jak już
                                znajdziesz ta właściwą, to po prostu dbaj o to, aby twoja Pani nie zadała sobie
                                nigdy pytania: "A na co właściwie jest mi on potrzebny?"
    • mickey.mouse Re: Jak bez niego zyc dalej? 17.11.04, 03:16
      Coz, tak bywa ze zalujemy poniewczasie iz wczesniej nie potrafilismy okazywac
      tego co czujemy, ale teraz nie mozesz juz nic zrobic. Dlatego postaraj sie
      dostrzec pozytywne strony zycia bez niego i autentycznie cieszyc sie nimi. To
      pomaga.
    • mazi27 Re: Jak bez niego zyc dalej? 17.11.04, 09:43
      Wszystko sie zmienia, moj maz pokazuje teraz nowe oblicze i drwi, poniza mnia,
      zada abym sie wyniosla z jego mieszkania. A o wszystkim co sie dzieje u nas, co
      ja mowi i robie informuje swoja matka. Faktem jest ze zawsze znala szczegoly
      naszego pozycia bo synek jej o wszystkim mowil.On doprowadzil mnie juz do
      takiego stanu ze antydepresanty nie daja rady. Od jutra zaczynam terapie
      grupowa, moze cos zmieni. A jesli on nie przestanie mnie ponizac oskarze go o
      znecanie sie, bo dluzej tak nie wytrzymam.
      • anula36 Re: Jak bez niego zyc dalej? 17.11.04, 09:56
        nie tyle on cie doprowadzil co sama sie doprowadzilas- nie masz za grosz
        instynktu samozachowawczego- od dreczyciela sie ucieka, anie trzyma go kurczowo.
        w tej sytuacji w ktorej tkwisz- mieszkanie wciaz z prawie bylym mezem terapia
        moze byc fajna rozrywka ale nie pomoze.
        To tak jakbys chodzila na zajecia AA a wracajac popijala caly wieczor drineczki.
        • mohawek Re: Jak bez niego zyc dalej? 19.11.04, 14:35
          dokładnie! teraz widzisz co z niego za czlowiek. Nie trzymaj się kurczowo kogoś
          kto cię poniża, bo będziesz pogłebiała swój stan. Musisz trzeźwo na to
          spojrzeć. Po męsku jak mówi Skorpion. Zobacz ilu ludziom się udało. Czemu ma
          być z tobą inaczej!!
          Myślenie pozytywne! Tego się trzymaj. I wyprowadź sie od niego! Lepiej już wam
          wspólnie nie będzie.
          Pozdrawiam Zosia
          • mazi27 Re: Jak bez niego zyc dalej? 19.11.04, 18:20
            Szukam czegos do wynajecia, ale albo ceny mnie powalaja albo pokoje na spolke z
            kims obcym, albo speluna (chyba na to ostatnie mnie bedzie stac). Teraz choroba
            mojej mamy bardziej mnie zaprzata i martwi, niz ten pacan. Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka