red_dead_semisweet
28.02.21, 23:34
Dobry wieczór. Kiedyś tu już byłam, pod innym nickiem. Minęło trochę czasu. Dopadła mnie depresja dziecka (sytuacja opanowana), potem moja i na koniec eksa (jest mu ciężko, jest sam, biedny, schorowany, itd , itp)Jak ostatni debil wciąż czuję, ze to moja wina i że powinnam mu jakiś pomóc - mimo że zostawił mnie dla sporo młodszej dziewczyny, która z czasem znalazła sobie kogoś nowego, a nasze dziecko mówiąc kolokwialnie olał. Szczegóły tego wszystkiego pominę, ale kosztowało mnie to kilka ładnych lat wyjętych z życiorysu. Obecna sytuacja jest następująca: mam 40 lat z dużym plusem, spore długi, mieszkanie w kredycie na wiele lat, słabą ale w miarę stabilną pracę i zero pomyslu na dalsze życie. Żyję z dnia na dzień, w zasadzie wegetuję, czekając na koniec . Rozwodu nie mam - zwyczajnie nie stać mnie, i też trochę się boję, że wylądujemy z młodą pod mostem (kredyt spłacam sama od wielu lat, ale mieszkanie oczywiście do podziału). Nie mam rodziny, do której mogłabym wrócić ani żadnego innego wsparcia. Zdaję sobie sprawę jak to brzmi. Specjalistów już przerobiłam,nie pomogło. Nie oczekuję porad życiowych. Chciałam Was tylko zapytać skąd wzięliście siłę na pozbieranie się 'do kupy' i do działania.