Dodaj do ulubionych

co z dziecmi????

12.01.05, 21:00
jestem w troche innym polozeniu niz wiekszosc z was. jestem corka
rozwodzacych sie wlasnie rodzicow. przeczytalam czesc waszych postow i
zastanawia mnie jak wasze dzieci przezyly to wszystko?? pytam nie bez powodu.
mam 16 - letnia siostre i nie ukrywam ze jest z nia w zwiazku ze zblizajacym
sie rozwodem sporo problemow. ojciec po raz kolejny wyprowadzil sie od nas i
tak jak juz bywalo kiedys manipuluje moja siostra ( wydzwania do niej, zali
sie, wyplakuje ). nie mam jak z nia rozmawiac. wlasnie krzyczy ze czuje sie
opuszczona, porzucona przez kazda ze stron, nieszczesliwa. ona by chciala
zeby ojciec wrocil, zeby bylo tak jak kiedys ( nie wiem ktore kiedys bo ja
juz dawno zapomnialam jak to jest jak sie ma normalna rodzine ). poradzcie
cos. jak traktowac dzieciaki, rodzenstwo??
Obserwuj wątek
    • viillemo Re: co z dziecmi???? 12.01.05, 22:20
      ...z miłością, zrozumieniem, ciepłem etc. To dla nich ogromna tragedia, większa
      niż dla rozwodzących sie dorosłych..., od nich także zalezy jak dziecko to
      przezyje...postępowanie Twojego ojca jest NIEDOPUSZCZALNE!!!! Nie powinien
      wciągąc w swój konflikt z żoną nastoletnią córkęsad( Tak jak ktoś tu napisał,
      rozwodza sie rodzice nie dzieci i trzeba dołożyć wszelkich starań, żeby
      zrozumiały, ze choć tatus nie kocha juz mamusi to nie oznacza to, że nie kocha,
      albo coś się zmieniło w jego stusunku do dzieci... No ale niestety to zalezy
      już od dojrzałości rodziców...sad(
    • ulala.v Re: co z dziecmi???? 13.01.05, 20:37
      ...moi rodzice rozeszli się, jak miałam 9 lat-zostałam z mamą i 6cioletnim
      bratem, jak miałam 12 zmarła moja mama... przez kilka dni po śmierci mamy
      byliśmy z bratem sami, raz przychodziła do nas koleżanka mamy, raz moja
      chrzestną itd., w końcu wprowadził się ojciec z nową wybranką swojego zycia i
      synem.... Przez 2 kolejne lata naprzemiennie mieszkała u nas ta kobieta i
      jeszcze jedna "przyjaciółka" mojego ojca. Końcem końców została ta pierwsza z
      dzieckiem-moim przyrodnim bratem (dziś 13 lat), swego czasu ta kobieta
      zamieniła nasze życie w piekło, mi załatwiła miejsce w ośrodku szkolno
      wychowawczym każąc wybierać ojcu między nią a mną (na szczęście nie doszło to
      do skutku). Były wieczne awantury, do dziś pamiętam jak ojciec po pijaku kazał
      mi po każdej kłótni kazał mi dzwonic do niej i prosić żeby wróciła... Z tą
      kobietą do dziś żyje i nie może się dogadać, są kłotnie, bójki, nie raz była u
      nas policja. Mówią, że są ze sobą ze względu na dziecko, ale patrząc po sobie
      myślę, że i dziecku byłoby lepiej gdyby mieszkało z jednym rodzicem ale miało
      spokój niż w takiej atmosferze... Ja dziś mam 24 lata, zszarpane emocje i
      kompletnie sobie w życiu nie radzę i sama pcham się ciągle w nowe kłopoty, a
      zludźmi dogadać się zupełnie nie potrafię...czy mam ich winić?...nie wiem...
      magia81, prosiłaś o radę....chyba nie potrafię Ci jej dać, jedyne co możesz
      zrobić, to dać siostrze jak najwięcej ciepła i postarać się, żeby czuła się
      dowartościowana i potrzebna...i może spróbować porozmawiać z ojcem i uświadomić
      mu co robi z psychiką dziecka... pozdrawiam cieplutko, jestem z Tobą
    • md0512 Re: co z dziecmi???? 14.01.05, 14:14
      Cześć !!

      Mam nieodparte wrażenie, że ojciec próbuje przeciągnąć Twoją siostrę na swoją
      stronę po to żeby upokorzyć matkę z którą się rozstaje. Czyli.. Twoja siostra
      będzie narzędziem do osiągnięcia konkretnego celu. Dla mnie to czyn godny
      potępienia. Nie wiem co zrobić, powiadomić sąd, rozpowiedzieć w rodzinie,
      porozmawiać z siostrą i z mamą...
    • jesiennapani Re: co z dziecmi???? 26.01.05, 13:28
      najlepiej byloby w tej sytuacji, gdyby siostra powiedziala ojcu,
      że kocha go tak samo jak mamę, że czuje się opuszczona, porzucona przez nich
      oboje, że juz nie ma sily wysłuchiwać jego żalow i placzow.
      Jesli zalezy mu na niej przestanie nią manipulować.
      Tylko czy siostra odwazy sie na taki krok? Czy odwazy sie poznać prawdę?
    • magia81 Re: co z dziecmi???? 27.01.05, 19:02
      szczerze powiedziawszy im dalej tym trudniej. nie pierwszy raz ojciec sie
      wyprowadzil z domu. jakos tak jest ze wszystkie rodzinne kataklizmy wiaza sie u
      mnie z bozym narodzeniem, niestety. chyba 3 lata temu wlasnie w boze narodzenie
      dowiedzialam sie od mamy ze ojciec (liczac od teraz ) 10 lat temu ja zdradzil
      (z kobieta ktora nazywala siebie przyjaciolka mojej mamy). podczas tamtych
      swiat ojciec wyprowadzil sie po raz pierwszy. moja siostra juz wtedy ciezko to
      przezyla. ja chyba za mocno wczulam sie w role mojej mamy - palalam checia
      zemsty za to ze nas zdradzil. juz tak nie mysle, ale mimo wszystko robi mi sie
      przykro na mysl ze chcial nas zostawic i zalozyc inna rodzine (takie mial
      plany). po dlugich pertraktacjach wrocil do domu (oczywiscie wszyscy mieli
      dolozyc wszelkich staran zeby sie ulozylo). od tamtej pory bywalo roznie.
      chociaz w jego podejsciu raczej niewiele sie zmienilo. chyba jeszcze raz czy
      dwa wyprowadzal sie z domu. ale to co sie stalo ostatnio to bylo jak spelnienie
      mojego najgorszego snu. wracalam wieczorem ze szkolnego wyjazdu. odebrala mnie
      zaplakana mama. powiedziala mi ze 'w domu doszlo do rekoczynow'.!?!?!? uderzyla
      go pierwsza, ale oddal jej ze znaczna nawiazka. doskonale ja rozumiem bo sama
      wiele razy chcialam rzucic mu sie do gardla (ciezko sie powstrzymac jak mowi
      sie komus o swoich uczuciach a on twierdzi ze to nie jest prawda albo ze sie
      przesadza, itp). pojechalysmy do chirurga, na policje (o dziwo wszyscy
      potraktowali moja mame odpowiednio do sytuacji, balam sie ze bedzie inaczej, w
      stylu 'zasluzyla'). w domu ojciec powiedzial mi ze nic mamie nie zrobil, ze
      sama sie skrzywdzila ?!?!. nastepnego dnia ruszyla 'machina rozwodowa'. w sumie
      to juz 3 tygodnie, bardzo dlugie i ciezkie tygodnie, najgorsze chyba dla mojej
      mamy. przez ten caly czas moja siostra (16 lat=trudny wiek dojrzewania + niezlu
      charakterek) co wieczor, kazdego dnia robi awantury w tonie 'zniszczyliscie mi
      zycie'. ma mocno histeryczna nature, moja mama ma podobne usposobienie jak
      siostra (na szczescie z histerii juz wyrosla) i bardzo ciezko im sie dogadac.
      czasem musze interweniowac.
      cos co jest dla mnie nie do pojecia to to, ze kilka dni po tym jak ojciec sie
      wyprowadzil mozna bylo sie z nim w miare normalnie dogadac, czyli sluchal,
      odpowiadal jak czlowiek.
      rozwod sam w sobie jest ciezkim przezyciem, a do tego jeszcze moja siostra
      wiecznie oskarzajaca i majaca pretensje. szczerze powiedziawszy boje sie ze
      jeszcze chwila i moja mama tego nie wytrzyma, fizycznie i psychicznie.
      do tego wszystkiego dochodza jeszcze watpliwosci odnosnie mojego przyszlego
      zycia. mowi sie ze dziewczyny (w szczegolnosci te ktore wychowywaly sie bez
      ojca) szukaja partnera podobnego do ojca. moj chlopak jest teraz strasznie
      biedny, przechodzi niezla 'lustracje'. za kazdym razem jak widze jakas ich
      wspolna ceche zastanawiam sie czy nie powinnam tej znajomosci zakonczyc
      (jestesmy razem 5 lat, obydwoje mamy po 24 lata).
      nie myslcie ze ze mnie mala egoistka. wspieram mame jak moge i jak umiem
      najlepiej, mimo ze czasem tez staje sie ofiara jej odreagowywania.
    • aniak04 Re: co z dziecmi???? 28.01.05, 22:47
      witaj, jestem dzieckiem z rozbitej rodziny tzn. rodzice rozwiedli się jak byłam
      mała (ok.10lat), powodem był alkohol i wieczne awantury, rękoczyny itd. do dziś
      to pamiętam. Dzieciństwa nie miałam łatwego ponieważ mieszkałam i mieszkam
      nadal w b.trudnych warunkach mieszkaniowych - brak ciepłej wody, gazu, co,
      łazienki itd., mama wiecznie w pracy - praktycznie wychowywała nas (mam dwie
      młodsze siostry) babcia. Mama znajdowała sobie tzw. przyjacieli, wujków i choć
      była wrogiem alkoholu jakoś tak się złożyło Ci wujkowie wprowadzali ją w "ten"
      świat i tak w dniu dzisiejszym jest alkoholiczką choć sama do tego się nie
      przyznaje. Obecnie mam 29lat, jestem w separacji z mężem alkoholikiem, mam
      dwóch synów których wychowuje sama i mieszkam z mamą alkoholiczką. Wesoło nie?
      Możnaby powiedzieć że życie jest do bani, ale po co. Mam swój rozum i mimo że
      wszyscy ostrzegali mnie przed takim właśnie życiem - ja je wybrałam , tak więc
      uważam że czego byś nie tłumaczyła siostrze, prosiła, błagała - ona i tak zrobi
      po swojemu. Możesz tylko ją wspierać, czuwać nad nią, ale ty za nią życia nie
      przeżyjesz i nic na to nie poradzisz.
      Co do sytuacji Twojej mamy - proponuję aby poszukała instytucji w której
      mogłaby uzyskać wsparcie, pomoc psychiczną np. na początek do Centrum Praw
      Kobiet - tam jej udzielą porady gdzie ma się zwrócić. Ty nie możesz być jej
      jedyną podporą bo to nie Twoja rola, ty także potrzebujesz pomocy
      psychologicznej bo może się zdarzyć - oby tak nie było - że w przyszłości
      zaczniesz się obwiniać za to że nie udzieliłaś jej odpowiedniego wsparcia,
      pomocy itd.
      Myślę że do ojca nie dotrą żadne argumenty ponieważ jak sama widzisz on ich nie
      przyjmuje. Co do relacji z nim nie mogę nic poradzić bo nie znam na tyle
      sytuacji. Proponuję obojętność.
      Trzymam za Was kciuki, szukajcie dla siebie fachowej pomocy
      • viillemo Re: co z dziecmi???? 29.01.05, 21:02
        wiesz co aniak04?????????? jesteś strasznie mądra...smile) mam tyle samo lat co
        Ty, ale chyba nie umiałabym, na pewno nie umiałabym, tak mądrze napisac jak
        TYsmile) Pozdrawiam serdeczniesmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka