figur_ka 01.04.05, 14:41 poinformowaną" o stanie małzeństwa jest kochanka.......hahaha Czy to nie paradoks ?.........One "najlepiej wiedzą", czy mąż śpi w tym samym pokoju co zona, czy ze sobą rozmawiają, co ich łączy , a co dzieli....... itd., itp. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
figur_ka Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 14:55 lisis napisała: > przeciez ma wiadomosci z pierwszej reki! __________________________________________________- a moze z czego innego? Odpowiedz Link
lisis Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 15:00 a, no tak. reka nie mowi niestety, wiadomosci sa z czulych slowek szeptanych do uszka, ewentualnie z ckliwych opowiesci przy drinku o skomplikowanym zyciu w bardzo nieudanym malzenstwie z bardzo nieudana zona (wskazane jest uronic kilka lez) Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 14:46 podobnie jak expertami od problemów małżeńskich sa duchowni Odpowiedz Link
lisis Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 14:48 i moja 70 letnia ciocia ktora nigdy nie wyszla za mąz) czest mi tlumaczy zawile sprawy malzenstwa ) Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 14:49 teoretycy i idealiści...strzez mnie panie... Odpowiedz Link
czekolada72 Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 16:29 Tzw "stare panny" sa takze osobami najkompetentniejszymi w kwestii wychowywania dzieci ) Odpowiedz Link
poczta301 Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 14:57 dobrze i konkretnie trafione pozdrawiam Odpowiedz Link
figur_ka Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 15:11 One wiedzą tylko to co powie im kochanek....kupią kazdą bzdurę, kazde kłamstwo...na tej podstawie budują sobie obraz jego małżeństwa...planują swoje zycie, marzenia, przyszłość. Odpowiedz Link
dobrydzien Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 16:47 Hm a jednak wie dużo, jest w jakimś okresie życia Jego najbliższą osobą i nie ma co tutaj się oszukiwać... wyjścia są dwa albo facet ma odwagę odejść albo się boi i zostaje mówiąc zonie że jednak ona to jest to ... żałosne a Figurka cała w skowronkach jaka ta kochanka głupiutka... Odpowiedz Link
lisis Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 16:50 czesto ostatnią osobą ktora sie dowiaduje ze jej malzenstwo sie rozpada jest zona. to czy sie rozpadnie do konca to inna sprawa... Odpowiedz Link
clio11 Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 16:55 O, biedne, zdradzane żony! O, wredne, podstępne, głupie kochanki! O, biedni, bezwolni, łatwowierni mężczyźni! Zaiste, gdyby tak było w rzeczywistości, świat byłby mniej skomplikowany... Odpowiedz Link
dobrydzien Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 16:56 w sumie żona wychodzi na tym fatalnie w każdej opcji po dłuższym romansie jak mąż odejdzie czy zostanie i tak wiadomo, że jej nie kocha Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 18:07 "w sumie żona wychodzi na tym fatalnie w każdej opcji" absolutnie się nie zgadzam - żona wychodzi zwykle najlepiej - po paru miesiącach ciężkich (to każda z nas przeżywała), w efekcie pozbywamy się zdradzającego małżonka - niech inna się z nim męczy, a same mamy szansę zacząć nowe życie bez balastu poczucia winy za rozpad związku. Uważam, że na zdradzie eksa wyszłam najlepiej z całej zainteresowanej trójki. Odpowiedz Link
figur_ka Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 17:05 lisis napisała: > czesto ostatnią osobą ktora sie dowiaduje ze jej malzenstwo sie rozpada jest > zona. to czy sie rozpadnie do konca to inna sprawa... ____________________________________________________________ Albo mąż Odpowiedz Link
figur_ka Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 16:59 dobrydzien napisała: > Hm a jednak wie dużo, jest w jakimś okresie życia Jego najbliższą osobą i nie > ma co tutaj się oszukiwać... > wyjścia są dwa albo facet ma odwagę odejść albo się boi i zostaje mówiąc zonie że jednak ona to jest to ... żałosne > a Figurka cała w skowronkach jaka ta kochanka głupiutka... _____________________________________________________________________________ Wie tyle ile powie jej facet..... a czy to co mówi jest PRAWDĄ , całą prawdą i tylko prawdą? hahahaha A ile przemilczy? A kto się oszukuje......chyba kochanka.......czeka,wierzy, łudzi się i co w 99% zostaje sama..... Odpowiedz Link
dobrydzien Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 17:07 no nie zawsze, kiedyś pisałam Tobie o forach dla szczęsliwych mężatek jaką niewątpliwie jesteś... masz okropne kompleksy przez swojego wspanialego męża a nie przez jego kochankę, każda historia jest inna choc podobna nie ma sensu pluć jadem na kochanki, wybaczyłaś Twoja sprawa jesli Tobie mówił CAŁĄ prawdę związek bez miłości przynajmniej dla mnie nie ma sensu pilnuj lepiej męza bo znowu jakaś naiwna Go upoluje Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 18:20 jeszcze chwila i zaczna sie rękoczyny...czy aby warto psuc sobie humor w tak wspaniałe popołudnie???chodźmy gdzieś na piwo Odpowiedz Link
scrivo Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 19:05 Vino marki Vitae, czerwone wytrawne z Toskanii, paskudo jedna. Odpowiedz Link
kasiar74 Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 19:24 tak ale kurcze jesli facet mota kochanek ze nie zyje z żona a jest inaczej to przepraszam czyja to jest wina?? nawinej kochanki czy wrednego jak pies faceta? Odpowiedz Link
scrivo Re: Osobą " najlepiej 01.04.05, 19:28 "biedny misiaczek" po prostu chce brać pełnymi łapkami z garnuszka, i tu skubnąć i tam polizać. wygodnictwo, tchórzostwo, brak odpowiedzialności...nazwijcie to jak chcecie ale wiekszość facetów taka jest, choć znam wyjatki (lub zdaje mi się że znam). Odpowiedz Link
tricolour Już kiedyś o tym pisałem... 01.04.05, 21:53 ... ale powrócę do tematu: Otóż facet, uciekająć od małżonki, nie spotyka kosmity, czegoś nadzwyczajnego tylko inną kobietę. Wiem, że Wam bardzo trudno pogodzić się z tym, że inna jest w jakis sposób "lepsza" od Was, rzuconych kobiet. Stąd takie wieszanie psów na nas, wrednych facetach. Na nic to, bo my swoje wiemy... i wolimy inne Panie Moje słowa można potraktować serio, a le i można z przymrużeniem oka ) Odpowiedz Link
kasiar74 Re: Już kiedyś o tym pisałem... 01.04.05, 22:46 eee po prostu są niezbyt przyzwici faceci i kobiety i tyle Odpowiedz Link
marta.sama Re: Już kiedyś o tym pisałem... 01.04.05, 22:49 tricolour napisał: > Wiem, że Wam bardzo trudno pogodzić się z tym, że inna jest w jakis > sposób "lepsza" od Was, rzuconych kobiet. Ja WIEM, ze nie jest lepsza, jest po prostu inna. Wszystko moze sie znudzic. I wielu z panów nie rzuca zony, bo nie moze z nia wytrzymac, tylko chce miec obie. Nie zrezygnowac z zadnej zabawki. Decyzje podejmuje dopiero pod presja jednej, albo drugiej. Ja zapytalam gdy na chwile sie rozstali: "co bylo zle, ze szukales gdzie indziej?" Uslyszalam: nie bylo zle, nie szukalem - samo wyszlo. A ze dobrze znam moja nastepczynie, bo zadbala o kontakt ze mna, zeby miec informacje na biezaco - to wiem, ze nie "samo wyszlo" tylko ona bardzo sie o to postarala, wiedzac ode mnie, ze u nas nie jest zle. Ktos, kto ma jakas moralnosc po prostu by odpuscil, ale ona poszla na calosc - zostawila swoje dziecko i moj biedny maz czuje sie wobec niej winny, bo tak cierpi bez dziecka biedactwo. Bleee Odpowiedz Link
kasiar74 Re: Już kiedyś o tym pisałem... 01.04.05, 23:28 marta oni sa siebie warci i niech sobie razem sciemniaja i sie oszukuja Odpowiedz Link
scrivo Re: Już kiedyś o tym pisałem... 02.04.05, 00:31 ja byłam tzw. kochanką. przez kilka miesięcy, dopóki faktom nie stało się zadość. nie całkiem tak to wygląda jak dzdiewczyny piszecie, ale byc moze trzeba swoje przeżyć by zrozumieć ( uprasza sie o szacunek dla mojej siwzny) Odpowiedz Link
tricolour Szkoda... 02.04.05, 01:03 ... że negatywna ocena innych przychodzi łatwiej niż krytyka samego siebie... Bo stwierdzenie, że "oni sa siebie warci i niech sobie razem sciemniaja i sie oszukuja" jest własnie negatywną oceną... i chyba nieprawdziwą. Przecież ten nic nie warty facet jeszcze niedawno był mężem. I co? Tak nagle się stoczył? Dziewczyny, uprasza sie o więcej racjonalizmu )) Odpowiedz Link
kasiar74 Re: Szkoda... 02.04.05, 08:42 tri może był zwyczajnie dwulicowy?? wybacz ale mężczyzna który jest tak dwulicowy żeby zyć sobie i działac na dwa fronty i wybiera łatwe życie z kochanką nawet jesli żona dała mu szanse i zostawia także 3 dzieci to dla mnie nie jest człowiek wart uwagi szkoda w ogóle zawracania sobie głowy Marty czemu on tak postępuje nic nie zmieni teraz gdybanie czemu on się tak zachował a szczególnie nie pomoże to Marcie. Są tacy ludzie którzy wydają się być fanjny, normalni ale gdzieś tam w srodku zwykła zgnilizna. Szkoda tylko ze czasami trzeba lat zeby sie o tym przekonac. Tri jesli czytasz posty to zastanow sie jakim trzeba byc człowiekiem zeby złozyc taki pozew jaki złozył mąż Marty. To o nim nie świadczy dobrze. Ona wychowuje sama 3 dzieci a on po prostu uciekł, nie wspiera jej w wychowaniu. To są fakty do ktorych nic nie trzeba dodawac. Podziwim os samego początku Marte która jest niesamowice dzielna i wspaniale sobie radzi w tej ciezkiej sytuacji. I nie wiem czemu mam uwazać że kurcze jej wkrotce eks maż jest ok? Odpowiedz Link
tricolour Re: Szkoda... 02.04.05, 11:34 Też uważam, że facet zachowuje sie podle i skrajnie nieodpowiedzialnie. Właściwie, to brakuje mi słów, by to nawet opisać. Nie zdziwię się, jak dzieci - kiedy dorosną - dadzą takiem "ojcu" w nos. Niech chodzi z podbitym okiem ku uciesze widzów... )) Prawdę mówiąc, to nie wiem, jaki pozew złożył mąż Marty. Jeżeli jest on nieprawdziwy, naciągany, to można taki pozew obrócić przeciw niemu. Dlaczego wrednego faceta nie skonfrontować z rzeczywistością jaką sam kreuje? Że zostawia żonę z trójką dzeci i zmyka do innej, bo tak łatwiej. A dlaczego ma być mu łatwiej, kiedy żonie i dzieciom jest trudniej? Pewnych Waszych - drogie Panie - zachowań nie rozumiem. Jesteście pokrzywdzone i stać Was tylko na złorzeczenie na ex i użalanie się nad sobą? Ten właśnie rozdzwięk - między trudną sytuacją, jaka niewątpliwie Was dotyka, a pewną biernością wobec sprawcy tej sytuacji - powoduje, że pisze dość krytyczne posty. Być może ciężar całej sprawy jest tak duży, że już nie chcecie dalej się w tym babrać... Lepszy spokój niż walka. Ale co to za spokój, który objawia się krytyką nie tylko Waszych mężów, ale facetów w ogóle. Potraficie swoje dzieci wychować prawidłowo, kiedy pozostaje w Was tyle bólu? Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Szkoda... 02.04.05, 12:29 bardzo dobrze postawiona kwestia Tri... postawa typu: niech sie to wreszcie skończy, obojetnie jak byleby sie skończyło, charakteryzuje sporo tutejszych pisaczy rozumiem... przeżycia związane z rozpadem małżeństwa, utrata osoby, na której wspierało sie zycie przez ileś tam lat, perspektywa samotności i solowego użerania się z rzeczywistością, i jeszcze przyszłośc dzieci..to może zniechęcic do walki o swoje dobre imie, o szacunek, o mozliwośc chodzenia z podniesiona głową, gdy najchętniej człek schowałby sie w jakim kąciku i wył.... ALE TAK NIE WOLNO!!! jesteśmy ludźmi należy nas traktować własnie jak ludzi, a nie sprzęty domowe czy nawet bydło, mamy obowiązki ale mamy równiez prawa i jesli z nich rezygnujemy w imie świętego spokoju, to nie dziwmy się że ex traktuje nas tak jak własnie potraktował... i jeszcze jedno...słychac w postach tęsknote za znalezieniem odpowiedniego partnera na dalsze życie...a jak to zrobić mając poparta własnym doswiadczniem ogólnie fatalną opinie o osobnikach płci przeciwnej??? toz to paranoja... a najlepsze w tym wszystkim jest to, że najchętniej zaczelibyśmy życie raz jeszcze i z tym samym osobnikiem...prawda jak byłoby fajnie cofnąc czas??? Odpowiedz Link
india8 Re: Szkoda... 02.04.05, 12:56 oj, bezecny, mów za siebie piszesz: a najlepsze w tym wszystkim jest to, że najchętniej zaczelibyśmy życie raz > jeszcze i z tym samym osobnikiem...prawda jak byłoby fajnie cofnąc czas??? ja to widzę inaczej może wiemy co było nie tak - z nimi i z nami ja już nie chciałabym teraz cofać czasu, bo ludzi sie nie zmieni (niezależnie od stanu samoświadomości) mam za to nadzieję, że na tej wiedzy uda się zbudowac coś lepszego głębszego i bardziej dojrzałego od tego oglądania się za siebie już Ci się chyba głowa na stałe odkręciła... Odpowiedz Link
scrivo Re: Szkoda... 02.04.05, 13:08 no i nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki. nie cofnęłabym czasu za żadne słowa bo nie mam pewności czy nie stałoby sie to samo. zgadzam się z indią że warto na doświadczeniu budowac cos nowego i właśnie to robię. staram się zachowywać pamięc własnych potknięć, jestem mądrzejsza o to, co już przeżyłam ale i tak pewnie jeszcze niejeden błąd popełnię. z góry sobie wybaczam, nie jestem nieomylna a w poczuciu leku przed winą i karą już żyć nie chcę. Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Szkoda... 02.04.05, 13:13 ale z reszta postu sie zgadzasz??? a ten akapit z którym dyskutujesz nie dotyczy mnie...to wniosek z kilku niedawnych rozmów o TYM, KTÓRY ODCHODZI.... Odpowiedz Link
scrivo Re: india, 02.04.05, 13:50 przytulam cię obiema łapami choć sfatygowane nieco w tej chwili bo przesadzam kwiaty doniczkowe, nie przesadzając w dosypywaniu nawozów. i cos jeszcze dodam: to ja odeszłam i jestem z kims nowym związana. to eksik wpadł w rozpacz, stracił z tej męki pracę,obwiniał juz nie tylko mnie, ta podłą, tylko wszystkie kobiety świata. do tej pory obrabia mi cztery litery gdzie może. nie płacił za nic, nawet za chleb który kupowałam. to trwało półtora roku i wykończyło mnie finansowo. teraz mieszka u, i na koszt, jakiejś damy serca swego, dzieci nie dostają grosza, sama placę wszystki świadczenia za mieszkanie które, niestety, jest jego własnością. sprzedał samochód i kasę wziął dla siebie... ach...dużo by pisac jeszcze ale... nie chce go już o nic winic, nieczego nie roztrząsam i nie rozpatruję. ide każdego dnia do przodu choć garb mi juz rośnie. i nadal przyjaźnie patrzę na innych panów bo wierzę, że każdy zasługuje na szczęście. to tylko kwestia spotkania właściwego partnera o podobnym systemie wartości. zło jest subiektywne, zależy z której strony spogląda się. a czasem jeszcze, zastanawiam się - co złego było we mnie, że tak potoczyły się losy naszego zwiazku? bo szukamy prawdy na drugim końcu a ona zbyt często jest bardzo blisko nas samych. Odpowiedz Link
india8 Re: india, 02.04.05, 14:06 widzisz scrivo, w odróżnieniu od wielu dziewczyn na forum, nie mam komfortu psioczenia z czystym sercem na mojego męża nie wiem wprawdzie jak bedzie dalej, ale na razie schrzanił jedno - zostawił nas ale w tej sytuacji stara się zachowywac sensownie dlatego zastanawiam się nad tym samym, o czym piszesz: to tylko kwestia spotkania właściwego partnera o podobnym systemie wartości może tamten był właściwy wtedy, a teraz właściwy będzie zupełnie inny strasznie to brzmi, ale może tak właśnie jest i jeszcze jedno - to chyba miłosz: "lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy sie kamieniach...", może własnie o to chodzi - czynniki obiektywne wpływają na nas zbyt mocno człowiek pozostaje taki sam, ale jego reakcje, obwarowane tysiącem małych i dużych życiowych spraw i decyzji, nigdy nie są tak do końca wolne i samodzielne kurcze, może ja się na kalwinizm przerzucę... Odpowiedz Link
kasiar74 Re: Szkoda... 02.04.05, 19:36 tri zaraz zaraz o co walczyć???? nie rozumiemy się chyba ja nie pisze żeby na kogoś złorzeczyć wrecz przeciwnie uwawżam ze nalezy najpierw sie uwalnic z żalu, rozgorycznia żeby moc iśc dalej dlatego uwazam ze nie ma sensu tak naprawde roztrzasanie dlaczego ktos był nie fair to nic nie zmieni ale i tak nie rozumiem o co ma toczyc sie niby walka? Odpowiedz Link
tricolour He he... 02.04.05, 19:44 ... znów musiałem używac linijki, żeby wiedzieć do której wypowiedzi jest Twój post.... Chodziło mi nie "o co" walczyć tylko "z kim". A tak naprawdę, żeby właśnie NIE WALCZYĆ. Nie złorzeczyć, nie obwiniać podłych kochanek, niewiernych mężów i nie uogólniać swoich przeżyć na wszystkie żywe stworzenia. Jak było się w związku i ten związek się rozpadł, to jest sie WSPÓŁWINNYM. I jest to bardzo fajna perspektywa, bo oznacza, że mamy wpływ na to, co sie dzieje wokół nas ))) Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: He he... 02.04.05, 19:58 tri, ale właściwie po jaką cholerę czuć się współwinnym? Dla mnie najlepsze są najprostsze rozwiązania - powiedzieć sobie "bo on złym człowiekiem był", i nie zaprzątać sobie głowy współwiną (inaczej mówiąc - odrzucić wyrzuty sumienia, bo nie dość, że byłam zdradzana, to jeszcze mam analizować, w którym miejscu popełniłam błąd)!! Wybacz, ale dokopywanie się winy w sobie nie poprawi sytuacji, może tylko pogorszyć - a przecież kobieta zdradzona i porzucona bez tego jest kłębkiem nerwów. Pamiętam zresztą, że początkowo obie (tzn ja i neksia) miałyśmy wyrzuty sumienia (ona - że rozbiła małżeństwo, ja - że widocznie nie jestem tak dobrą żoną), a tymczasem sprawca całego zamieszania (eks) nie miał żadnych rozterek...... więc - po co roztrząsać winę/niewinę? Szkoda czasu. Najlepiej odciąć się od poprzedniego związku i zacząć szukać nowego, lepszego. Odpowiedz Link
tricolour Hm... 02.04.05, 20:04 Masz ochotę na nowy związek, tak na wariata? Poprzedni się nie udał, to co mi tam... bedzie nowy... jak sie nowy nie uda, to bedzie jeszcze nowszy? Żadnego myślenia, zastanawiania się... Mnie sie taki pomysł nie podoba i nie chciałbym wiązać sie z kobietami, które tak postępują... Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: Hm... 02.04.05, 20:16 jeśli chodzi o mnie, to w nowym (szczęśliwym) związku jestem od 4 lat. ludzie są bardzo różni, więc myślenie typu co jednemu zrobiłam żle, drugiemu zrobię dobrze, prowadzi donikąd. najważniejsze jest, aby od początku być sobą, i zaakceptować partnera takim, jakim jest. patrząc na siebie iznajomych, będących już w kolejnych związkach stwierdzam z całą stanowczością, że zachowuja się dokładnie tak samo, jak w pierwszych, nieudanych małżeństwach. Jedyną różnicą jest lepszy dobór połówki, która ich "wady" akceptuje. Odpowiedz Link
tricolour Mamy zatem... 02.04.05, 20:20 ... rózne sposoby patrzenia na tą sprawę. No i dobrze... Odpowiedz Link
kasiar74 Re: He he... 02.04.05, 20:01 tak tą teorie juz przedyskutowalismy przy okazji watku czy wina zawsze lezy po srodku wiem jak było u mnie wiem też że sa zwiazki kiedy ktos ewidnentnie zawinił co nie oznacza ze trzeba z nim walczyc Odpowiedz Link
figur_ka Wracając do tematu 02.04.05, 14:15 Czy osoba trzecia moze wiedzieć co tak naprawdę dzieje się w czterech ścianach domu między męzem a zoną? Zawsze otrzyma SUBIEKTYWNĄ wersje tylko jednej strony. Pozdrawiam nieszczęśliwą kochankę ukrywajaca się pod nickiem dobry_dzien Odpowiedz Link
tricolour Re: Wracając do tematu 02.04.05, 16:07 Uważasz, że "osoba trzecia" powinna zostać uświadomiona przez oboje małżonków, co się dzieje w małżeństwie? Jakoś nie widzę tej szczerości wobec obcej i zagrażającej osoby... ))) Odpowiedz Link
biedroneczka33 Kochanka...hm... 02.04.05, 15:31 no wlasnie a kogo mozna nazwac kochanka ? Cyz sa jakies kryteria ? ,czy sam seks wystarczy ? A pozatym wydaje mi sie ze mezczyni nie mowia o wszystkim kochanka ( bo dla mnie to slowo pasuje raczej tylko do zwiazku lub nawet przelotnej przygody opartej tylko na seksie )..raczej komus komu potrafia zaufac i znalezc u jej boku zrozumienie ..jak to mowia ...sama przyjazn a ze jest w niej doza seksu ..hm... ???? Moze nie nam to oceniac? Odpowiedz Link
tricolour Tak sobie myślę... 02.04.05, 15:55 ... i wydaje mi się, że nikogo nie nazwałbym "kochanką". Jakoś mi to strasznie obco brzmi... O swojej "nowej" kobiecie mówiłbym pewnie po imieniu. No bo jak inaczej? "Kochanka" brzmi strasznie przedmiotowo... Odpowiedz Link
czekolada72 Re: Tak sobie myślę... 02.04.05, 21:11 Faktycznie, przedmoitowo.... zwlaszcza, ze swojego czasu do kocherow byl dodawany byl taki uchwyt Odpowiedz Link
anja_pl Re: Tak sobie myślę... 02.04.05, 21:36 czekolada72 napisała: > Faktycznie, przedmoitowo.... zwlaszcza, ze swojego czasu do kocherow byl > dodawany byl taki uchwyt chyba to się dziwka nazywało Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Tak sobie myślę... 02.04.05, 22:12 gdzies kiedys trafiłem na dyskusje o róznicy miedzy dziwką a ku... wniosek byl mniej więcej taki, że obie robia to samo tylko dziwka nie bierze za to pieniędzy Odpowiedz Link
anja_pl Re: Tak sobie myślę... 02.04.05, 22:21 to mnie zaskoczyłeś, nie wiedziałam, myślałam, że to jedno i to samo, całe życie się człowiek uczy ... i jak tu sztywno trzymać się wątku ? no jak ? żyłabym w niewiedzy Odpowiedz Link
tricolour To poważa róznica... 02.04.05, 22:27 Bo dziwka to zawód, a ku... to charakter. Sa też tacy, co twierdzą odwrotnie... Ludzie są naprawdę różni... ))) Odpowiedz Link
anja_pl Re: To poważa róznica... 02.04.05, 22:35 nie rozumiem, pogubiłam się dziwka to zawód a nie bierze za swoją pracę pieniędzy? a ku... to charakter a pieniądze bierze? hmmm... Odpowiedz Link
bezecnymen Re: To poważa róznica... 02.04.05, 22:48 to co napisałem, nie jest jedynym mozliwym wytlumaczeniem,a w sumie nie chodzi przeciez o nazewnictwo tylko o fakt, który sam w sobie jest ehm ehm powiedzmy..ehm bezecny Odpowiedz Link
dr.holliday Re: Tak sobie myślę... 02.04.05, 22:28 ale nie ma jak wiedziec ze maz na dziwiki chodzi nie? coz musi miec za wspaniala zone Odpowiedz Link
dr.holliday Re: Tak sobie myślę... 02.04.05, 22:46 trafilam tu przez przypadek ale tu ciekawie no tak mi moj byly powiedzial, ze gdybym byla 'dobra' to by go do studentek nie ciagnelo brzydze sie az, bleee Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Tak sobie myślę... 02.04.05, 22:50 powiedz mu wobec tego, że jego studenci bija go na głowę Odpowiedz Link