amws
18.05.05, 13:01
moje dziecko (dzis konczy 11 m-cy) od niedzieli miało bardzo wysoką gorączke
(w nocy około 37,7 st, w dzien nie ponizej 38), zadzwonilam do jeszcze-męża
by powiedziec o stanie małej.... do dzis (środa) go nie było, nie przyszedl
nawet na moment, by ja zobaczyc :o( a konczy prace codzeinnie przed 14...
wiecie co to znaczy, małe rozpalone, rozgorączkowane ciałko i bezsilnosc
moja, jej płacz i marudzenie, i niejedzenie i osłabienie i noce czuwania przy
łóżeczku....a zarazm jeszce większa (jeśli może byc większa) miłość do niej i
radość,ze mam ja, najwspanialsza i najukochańszą...
dzis juz jest lepiej, to była prawdopodobnie tzw. "trzydniowka", ale czy tak
mozna, czy to jest ojciec? który twierdzi oczywiscie, ze coreczka jest
najwazniejsza... hehehe
nie rozumiem jak można nie byc przy chorym dziecku, nie chceic choc przez
moment zobaczyc, a jescze niedawno twierdził, ze chce wrocic.... żałosne
tak musialam się wygadac, pożalic i juz....