Dodaj do ulubionych

jestem przed:(

06.06.05, 15:50
dziń dobry,
właśnie się dowiedziałam, że za trzy tygodnie mam pierwszą rozprawę. jak to
wygląda, o co pyta sędzia, ile trwa rozprawa? mam juz takiego stresa, że mi
żołądek wykręcasad
aha, rozwód jest z mojej winy
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: jestem przed:( 06.06.05, 16:38
      gratuluję cywilnej odwagi:0 ale niestety nie współczujętongue_out ale do rzeczy:
      kilkanaście minut to trwa, otrzymasz pozew, sędzia zapyta powoda o parę spraw z
      pozwu a potem twoja kolej, masz przedstawić odp. na zarzuty powoda, jeśli
      zgadzasz się z nimi, to będzie szybko i druga rozprawa nie będzie wiele dłuższa
      mam jednak pytanie zasadnicze, a sądzę że to zaciekawi wszystkich na forum:
      jak do tego doszło??? jesteś tutaj pierwszą kobietą, która przyznaje, że rozwód
      jest z jej winy...bardzom ciekaw...
      • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 09:57
        jak do tego doszło...
        hmmm, zwykły romans, nie ma się czym chwalić. historia, jakich wiele wokół.
        tylko mi na początku wydawało się, że jest wyjątkowa, inna, niesamowita. jako
        młoda mężatka zauroczyłam się, zakochałam, straciłam głowę dla innego. po kilku
        miesiącach spotkań z innym, zostawiłam mieszkanie, męża, pokłóciłam się z
        rodziną. zostawiłam wszystklo dla niego. po prostu zgłupiałam.
        nie chcę odpowiadać na zarzuty, będę potwierdzać. w końcu to wszystko prawda.
        nie wiem, jak ułoży się z tą moją miłością zycia, jak o nim myślałam, ale
        rozwód i tak biorę. nawet gdybym chciała, nie potrafię wrócić, naprawiać. nie
        umiemsad nie da się tego wszystkiego cofnąć, zapomnieć, wymazać z pamięci. ja
        bynajmniej nie potrafię.
        co do męża - idealny partner, idealny mąż, kochanek. daje wszystko, czego
        kobieta chce w związku - bezpieczeństwo, opiekuńczość, stabilność, bezgraniczną
        miłość i zaufanie. dużo miłości, bardzo dużo, aż chyba za dużo. ja nie
        potrafiłam go kochać, jak on mnie. nie oddałam się cała w tym małżeństwie, tak
        myśle.
        • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 10:20
          jestem pod wrażeniem.
          gdyby mój ex tak zrobił, tzn. powiedział "sory, spieprzyłem" i się po prostu
          wyprowadził, ciągle miałabym dla niego szacunek. a tak... kłamstwa, wypierania
          się w żywe oczy nigdy mu nie wybaczę.
          • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 10:38
            a ja nie mogę wybaczyć sobiesad nie mogę patrzeć sobie w twarzsad a mężowi to juz
            zupełniesad
        • bezecnymen uwaga mężowie! 07.06.05, 18:34
          jak widać nie należy żony kochać zbyt mocno...a już na pewno tego okazywać zbyt
          często i otwarcie....
          założe się że tego typu zwierzenia mógłby napisać równie dobrze jakiś pan,
          którey odchodzi w sina dal...bo...jak to się mówi? aha:p dusi się jej
          miłością smile
          • mindsailor Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 08:13
            pudło!!! nikt mnie nie dusił miłościąsmile
            • bezecnymen Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 08:15
              sama napisałaś, że kochał cię zbyt mocno,a ty nie potrafiłaś dać mu tego
              samego...
              • mindsailor Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 08:19
                bo tak było. ale mnie nie dusiła ta miłość. wiem tylko, że ja nie potrafiłam go
                kochać tak mocno, jak powinnam, tak jak on mnie.
                • bezecnymen Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 08:21
                  za to dałas to innemu, który jakoś nie kwapi się, by z tego w pełni
                  korzystać...masz dylemat...
                  • mindsailor Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 08:25
                    właśnie... bo w tym cały jest ambaras...
                    dylematu to właściwie nie mam. ma problemsad
                    • bezecnymen Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 08:28
                      cos mi sie zdaje, że nowemu było lepiej jak poprzednio..cichy ustronny kącik
                      dla was dwojga a w tle życie z poprzednimi partnerami...chyba sie deczko
                      pospieszyłaś z decyzją...
                      • mindsailor Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 08:32
                        to on naciskał, to on pierwszy rozstał się z żoną, to od niego wyszedł pomysł
                        bycia razem. tto on naciskał na mieszkanie razem, na układanie sobie razem
                        życia. a ja z czym sie niby pospieszyłam? z rozwodem? i tak muszę przez to
                        przejśc i tak. z nim, czy bez niego, nie ma znaczenia.
                        • bezecnymen Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 09:57
                          naciskał...ale jakoś przestał??
                          • mindsailor Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 10:03
                            ano jakoś tak...
                            ma, co chciał, a gdy teraz trzeba iść za ciosem, to się boi...
                            • bezecnymen Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 10:06
                              no to pechowo ulokowałaś uczucie kobieto...
                              może nie boi się ale po prostu mu się odechciewa pomału
                              • mindsailor Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 10:10
                                nie sądzę.
                                namawia mnie na dziecko, na przeprowadzkę. nie wygląda, jakby mu się
                                odechciewało.
                                a Ty jesteś po rozwodzie? jak to wygląda u Ciebie?
                                • bezecnymen Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 10:16
                                  zamaist zrozumiec lepiej rozumiem coraz mniej...co to za facet???
                                  a co do mnie to musiałbym pisac kopię..nie bardzo mi sie chce..moja sytuacja
                                  jest na początku wątku pt. nic nadzwyczajnego, gdzieś w lutym, ale jesli jestes
                                  w pracy to sobie daruj czytanie:p to naprawdę nic nadzwyczajnegobig_grin
                                  • mindsailor Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 10:21
                                    wszystkie historie to nic nadzwyczajnego, okazuje się, że są typowe, jak bułki
                                    z masłemsmile poczytam sobie)
                                    pytasz, co to za facet. to znaczy?
                                    • bezecnymen Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 10:25
                                      to znaczy że nie rozumiem, jak on sobie to wasze wspólne życie wyobraża...czy
                                      tylko jako wspólne mieszkanie? ty w nim czekająca aż on ew. kiedyś tam
                                      weźmie/dostanie rozwód?
                                      • mindsailor Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 10:32
                                        własnie ja tak samo zaczynam to rozumieć. aha, ale jeszcze dziecko by chciał.
                                        czyli ja z dzieckiem mam czekac, aż on zacznie mi ufać? paranoja!!!
                                        próbuję go tłumaczyć, że też nie jest mu lekko, że jest zamknięty w sobie, że
                                        też to przeżywa. Ale do jasnej anielki, ile to już trwa!!! mieszkamy razem pół
                                        roku, od roku nie jestem z mężem. a on sie boi!!!
                                        • anybody1 Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 10:37
                                          no tak, ale z drugiej strony, sama piszesz że "szukasz" męża, że mąż jest
                                          wspaniały itd., że nie jesteś pewna czego chcesz. tak szczerze - czy sama sobie
                                          byś zaufała?
                                          • mindsailor Re: uwaga mężowie! 08.06.05, 10:50
                                            i tu jest znowu koło zamkniete.
                                            ja chyba szukam stabilizacji za wszelką cenę, barkuje mi tego. jestem sama, bez
                                            rodziny, przyjaciół. czuje się jak baletnica na cienkiej lini, nad przepaścią.
                                            i chyba tęsknię za mężem w sensie bezpieczeństwa, które dawał. on się boi
                                            zaufać mi do końca, ja to widzę i uciekam od niego (odsuwam się uczuciowo,
                                            odpycham go), jak ja uciekam, on tez się cofa. i tak w kółkosad
                                      • mindsailor BEZECNYMEN!!! 08.06.05, 11:18
                                        przeczytałam Twój post z lutego i z jednym się zgadzam w 100%:

                                        "najgorsze jest to, że podejmując decyzje nie możemy przewidziec wszystkich
                                        konsekwencji, nie wiemy, czy podejmując przeciwną zrobimy lepiej czy gorzej, a
                                        tu decydowac trzeba!!! TERAZ, ZARAZ, JUŻ, nie podejmowac decyzji z kolei to
                                        jeszcze gorsze rozwiązanie...i bądź tu mądry...."

                                        a mój obecny partner nie rozumie chyba, że najgorsze, to tkwić w zawieszeniu!!!
                                        • jarkoni Re: BEZECNYMEN!!! 08.06.05, 15:36
                                          To moje niedawne odkrycie: nie ma nic gorszego niż stagnacja i tkwienie w
                                          zawieszeniu, szczególnie jeśli ma się jakieś zamierzenia, plany życiowe, jakieś
                                          ogólne wyobrażenie własnej przyszłości...U mnie to się przekłada na małą
                                          stagnację w pracy również, czyli odkładanie spraw na później np. Totalny brak
                                          zapału do pracy..Lekko pochyła równia wtedy zaczyna się robić...
                                          PS Miałem własnie załozyć wątek o stagnacji i nic_nie_chceniu...
                                          • bezecnymen Kaziu!!! 08.06.05, 17:01
                                            zakochaj się big_grinDDDDDDDD
                                            zaraz Ci się zachce jarkoni rozmaitych bezecności, a to z kolei wymaga
                                            działania...oj działania tongue_out
                                            • jarkoni Re: Kaziu!!! 08.06.05, 18:31
                                              noooooo racja smile Kaziu Kaziu Kaziu zakochaj się......Hmmmm: Kochać, jak to
                                              łatwo powiedzieć.....kochać...tylko to, więcej nic....bo miiłośc....Ech...
                                              PS Sam się zakochaj Wujku Dobra Rado.....Motyla noga smile)
                                              • bezecnymen Re: Kaziu!!! 08.06.05, 19:06
                                                hmmmmmmm czego i Tobie życzę...aliści..coś się ze mną dzieje w tej
                                                kwestiibig_grinDDDDDD
    • clio11 Re: jestem przed:( 06.06.05, 17:31
      Też gratuluję. Odwagi, oczywiściewink)
      Tylko patrzeć tu Plathess'a. Oj, zbierze Ci się, uważaj. Żeby nie było iż Cię
      nikt nie ostrzegał, hihi.

      • jarkoni Re: jestem przed:( 06.06.05, 20:22
        Też już oczekuję Plathessa smile)
        A rozprawa kilka minut, zastanów się zanim coś powiesz, bo protokółowane...
        • akacjax Re: jestem przed:( 06.06.05, 23:45
          A czego nie należy mówić-zwłaszcza jak sprawa z jej winy?
          No chyba, że chce to obalić.
          • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 10:40
            nie chcę nic obalać. nawet się nie zastanawiam, co powiedzieć. kłamać nie lubię
            i nie potrafię. powiem po prostu jak było, jak rozpieprzyłam dobre małżeństwo.
            może bez szczegółów, jak się da, bo nie chcę jeszcze bardziej wbijać noża w
            serducho męża
        • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 10:40
          prawdę, a co mam powiedzieć? jak najbardziej ogólnie, jak sie da
          • clio11 Re: jestem przed:( 07.06.05, 10:44
            Jeśli nie ma w tym zamęcie żadnej winy Twojego męża, jeśli tak uważasz, to
            faktycznie oszczędź mu szczegółów. Mam nadzieję, że nie trafi się na rozprawie
            jakiś dociekliwy sędzia lub sędzina. Sprawa wszak ewidentnie prosta.
            Czy to Ty składasz pozew, czy mąż?
            • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 10:52
              mąż
    • czekolada72 Re: jestem przed:( 07.06.05, 10:52
      Tak samo ja Anybody - gdy by moj ex postawil sprawe jasno i uczciwie, gdyby
      chociaz w tej sprawie zachowal odrobine honoru - mysle, ze jakos latwiej bym
      przez to wszystko przeszla, tzn docenilabym naprawde to, ze sie przyznal, ze
      ma jakas tam resztke klasy....

      Jezeli sie ze wszystkom zgadzasz i nie macie dzieci - to prawdopodobnie bedzie
      szybko i sprawnie.Chyba ze w ostatniej chwili malzonek uznalby, ze Cie kocha i
      nie chce dac Ci rozwodu - to wtedy moze byc problem.
      • clio11 Re: jestem przed:( 07.06.05, 10:58
        Cóż... Gadaj prawdę, będzie szybciej.
        A co na to ten "drugi"? Jak relacje z nim?
        • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 12:11
          i tu zaczynają się schody.
          nie potrafię tego opisać w kilku słowach. dobry, opiekuńczy, zakochany, lekki
          wariat, ale pozytywny, taki, jak lubię. tylko, że straszny egoista, wyliczony,
          wykalkulowany. nawet nie chodzi o pieniądze, o uczucia. zamkniety, jesli
          rozmawiamy o rozwodzie, o wspólnym byciu. niby duzo gada, ale na gadaniu zawsze
          się kończy. niby wie, jak to powinno wyglądać, że wszystko razem budujemy,
          wszystko jest wspólne, ale no właśnie. ALE. egoista i tyle, a ja nie potrafię
          być na drugiem planie.
          dużo by o tym pisac
          • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 14:25
            wiesz co, nie byłabym taka pewna do końca tego egoizmu.
            postaw się na jego miejscu: wie że masz męża, że wracałaś od niego prosto do
            męża, że łączą Cię z mężem wspólne wspomnienia, lata spędzone razem. może
            trudno jest mu uwierzyć że rzeczywiście przekreślasz to wszystko dla niego, że
            już nic nie czujesz do swojego męża i że już go nie kochasz.
            ja wcale się nie dziwię że zbudował sobie blokadę. może się to zmieni po
            rozwodzie.
            zresztą piszę to na podstawie własnego doświadczenia. jak mój ex już się
            wyniósł, zaczęłam się spotykać z pewnym panem. wszystko szlag trafił właśnie
            dlatego że nie potrafił uwierzyć że już nie myślę o mężu.
            • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 14:29
              dodam jeszcze że ten pan winił się za rozpad mojego małżeństwa, mimo że to się
              zaczęło jak małżeństwo już się rozpadło. wydawało mu się że może byśmy się
              zeszli gdyby nie on. to zupełnie nie była prawda, pozew był już dawno złożony,
              ale on to sobie wbił do głowy i koniec.
              dowiedziałam sie o tym że tak myślał całkiem niedawno.
              • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 14:40
                ja już nie wiem, czy ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać? kiedyś taka
                sytuacja wydawała mi się absurdalna, aby dwoje ludzie nie mogło sie
                porozumieć!!!
                i ni dał sobie przetłumaczyć, że i tak Twoje małżeństwo by się rozpadło?
                • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:16
                  niestety. dusił to w sobie, nie zdradził się ani słowem. a mnie nie przyszło do
                  głowy że może tak myśleć, bo przecież już dawno było po wszystkim.
                  • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:23
                    dziwny jest ten świat... naprawdęsad szkoda Ci tego związku?
                    a mój mężczyzna mnie wyciąga dzis na oglądanie mieszkania. niby wspólnego, ale
                    co do konkretów, to sie nie dowiedziałam nicsad eee tamsad
                    • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:28
                      szczerze? nie szkoda. za świeżo byłam po rozwodzie żeby wiedzieć co czuję na
                      prawdę.
            • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 14:37
              tylko, że on tez ma żonę. czyli przeżywa, to samo co ja.
              ja oczekiwałam od niego decyzji co do rozwodów (mojego i jego), bycia razem,
              planów na przyszłośc. oczekiwałam tego, co ja zrobiłam - decyzja i działanie.
              żeby chociaz chcial o tym rozmawiać. ale nie. z rozwodem zwlekał, bo, jak sam
              mówił, bał się , że ja zrezygnuję. co do wspólnego bycia razem - owszem, bardzo
              chce, mówi, że jestem kobietą, jakiej szukał i takie tam bla bla. tylko co do
              faktów, działania, to jakoś nie bardzo mu wychodzisad ja mam sprawę już termin
              na rozprawę, a on nawet wniosku nie złożył. i co ja mam o tym myśleć???
              chcemy/chcieliśmy, nie wiem jeszcze jak to sprecyzować, kupić mieszkanie. on ma
              pieniądze i chce, aby mieszkanie było jego. a ja chcę coś budować razem, nawet
              wziąść razem kredyt, byle ten nowy dom był nasz. nie chcę mieszkać u niegosad
              skoro razem, to razem. nie chodzi o pieniądze, tylko zasady budowania nowego
              związku, rozumiesz? bo on właśnie tego nie rozumie.
              wczoraj powiedział, że nie tyle harował, aby... i tu się zająknął, wyszedł na
              spotkanie, a jak wrócił i pytałam o konkluzję jego wywodu, powiedział, że nie
              pamięta, o co chodziło. moim zdaniem: harował tyle lat, ma pieniądze i chce,
              aby wszstko było jego. ok, rozumiem go, tylko, że ja nie chcę być w takim
              związku, gdzie jest moje-twoje.
              • dobrydzien Re: jestem przed:( 07.06.05, 14:54
                Cześć,
                pomyśl że Twój nowy facet przeżywa takie same piekło jak Ty. Starajcie się
                wzajemnie wspierać a nie dołować. Wstrzymajcie wszystkie powazniejsze decyzje
                dotyczące Waszego związku do czasu gdy będziecie już "po".

                Nie nalegaj na jego rozwód to tylko jego decyzja, nie zawsze jest tak jak byśmy
                chcieli.
                Zajmij sie sobą i swoim zyciem daj mu czas.

                powodzenia
                • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:11
                  wiem. naprawdę wiem. ale, jak słyszę cos takiego, że on nie wie, czy ja sie nie
                  wyniose za dwa dni, czy nie zrezygnuję, bo nie wytrzymam, to mnie szlag
                  trafia!!! wszystko dla niego zostawiłam, więc chcialabym tego samego od niego.
                  teraz to już chyba nie czas na asekurację i myślenie o sobie.
                  staram się nie meczyć go z tem rozwodem i poukładaniem spraw, ale chciałbym
                  wiedzieć, na czym stoję. chcialbym wiedzieć, w którą stronę iść. brakuje mi
                  poczucia stabilizacji, perspektyw
                  • dobrydzien Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:22
                    Nie mów zrobiłam dla Ciebie tyle i tyle zró to samo, miłość to nie handel
                    wymienny. Wiem , wiem to emocje ale chciałabym byś zauważyła jak postępujesz.
                    Jesli będziesz tak bardzo go obciążać nie wytrzyma, nikt nie wytrzyma.
                    Nie będzie dla Ciebie oparciem bo sam go potrzebuje

                    Rozwodzisz się dla siebie.
                    Nie panikuj

                    Na poczucie stabilazacji trzeba będzie jeszcze czasu, czy z Tym człowiekiem czy
                    bez niego.
                    Każda historia jest inna
                    powodzenia
                    • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:28
                      emocje mnie ponoszą, masz racjęsad
                      obojgu nam jest ciężko. a z tym, ile ja dla niego, tyle on dla mnie , to nie
                      zupełnie tak. tylko, że jak dajesz cały czas, a nie dostajesz w zamian nic, to
                      czujesz się wystrychnięta na dudka, prawda???
                      • dobrydzien Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:47

                        Spokojnie na siłę nie popchniesz go do działania, rozwodzisz tylko dlatego że
                        jesteś z nim czy dlatego że nie kochasz męża ? Czy dlatego że było Ci zle i
                        chcesz zmienić swe zycie ?

                        Wiem, że ci trudno i to jest bolesne ale możesz liczyć tylko na siebie.

                        Nie krzycz że chcesz jego rozwodu niech to będzie tylko jego świadoma, spokojna
                        decyzja , nie bierz na siebie więcej niz potrzeba.
                        • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:51
                          ja nie zrozumiałam tego w ten sposób że mindsailor popycha go do działania.
                          odebrałam to raczej jako trzeźwą ocenę sytuacji. i czuje się po prostu w jakiś
                          sposób oszukana. i moim zdaniem ma rację.
                          dobrze myslę?
                          • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:55
                            dobrze, tak napisałam. tak się czujęsad
                            daję wszystko, zostawiam wszystko dla niego, a on nicsad asekurant cholernysad
                        • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:54
                          nie chcę go zmuszać, tylko myślałam, że sam się ruszy, podejmie męską decyzję.
                          ostatnio w nerwach powiedziałam, że potrezbuje faceta z jajami, a nie takiego,
                          który boi sie konsekwencji decyzji. ja go nie chcę zmuszać i nie zmuszam. tylko
                          mnie szlag trafia, że to takie ciele!!! a nie wygląda.
                          rozwodzę się, bo chce zacząć życie od nowa, rozwodzę się dla niego. żeby nie
                          on, żeby nie to wszystko, byłabym z mężęm i zylibyśmy długo i sczęsliwie. i
                          dlatego mam żal za jego niezdecydowaniesad
                          • bezecnymen Re: jestem przed:( 07.06.05, 18:43
                            popatrz jaki niewdzięcznik...ty dla niego wszystko a on tylko mieszkanie chce
                            kupic...
                            • anja_pl Re: jestem przed:( 07.06.05, 22:06
                              taaaaaak kupic, ale na siebie, dla siebie...
                              a Ona zamieszka tam, z Nim, może...
                              bezecny to nie takie proste, ma prawo kobieta czegoś oczekiwać konkretnego, a
                              nie tylko obietnic...
                    • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:36
                      nie do końca się z Tobą zgadzam. jest tak samo odpowiedzialny za wszystkie
                      zmiany w jej życiu jak ona. ma prawo żadać od niego pewnego poświęcenia. a
                      facet wyraźnie chce miec wszystko, z niczego nie chce zrezygnowac dopóki nie
                      dostanie gwarancji.
                      • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:45
                        tez tak to rozumiem. odpowiedzialnośc to tutaj kluczowe słowo. a on
                        najwyraźniej chce zgarnąć wszystko, po minimalnym wysiłku ze swojej strony,
                        żadnych działań, żadnego ryzyka.
                  • bezecnymen Re: jestem przed:( 07.06.05, 18:41
                    tak tak...nieczego nie wymagaj, nie naciskaj...jeszcze się zbiesi i
                    ucieknie...i co wtedy zrobisz??
              • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:14
                o kurcze... następny asekurant... no to rzeczywiście nie wesoło, wygląda na to,
                że możesz liczyć tylko na siebie.
                ale na pewno dasz sobie radę, tego Ci życzę smile
                • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:21
                  dam, damsmile)
      • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 11:08
        on mnie kocha, wiem to. ale on wie, że nie może się to skończyć inaczej, jak
        rozwodem. ja nie potrafię wrócićsad za dużo się wydarzyło, nie umiem zapomnieć,
        nie umiem spojrzeć mu prosto w oczy
        • clio11 Re: jestem przed:( 07.06.05, 12:24
          Trochę mam mętlik-kocha kto? I kto jest tym egoistą? Mąż czy ten drugi?
          • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 12:32
            mąż kocha i ten drugi kocha. a egoistą jest ten drugi. i dlatego nam się nie
            układasad
            wiedziałam, że coś sknocę w opisiesad
            • clio11 Re: jestem przed:( 07.06.05, 13:13
              Masz szanse, siły, ochotę wyjechać gdzieś? Żeby zacząć od nowa? Daleko od obu?
              • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 13:15
                mam szansę, siłę. ochotę nie bardzo.
                nie chcę dopuścić do siebie uczucia żalu, że zmarnowałam dobre małżeństwo, że
                spieprzyłam mężowi życie, a z drugim nie moge się dogadać. po prostu zachowałam
                się jak głupia, naiwna ci...
                • clio11 Re: jestem przed:( 07.06.05, 13:57
                  Powiedz (tu: napisz)-co to da? Skoro stało się, jak się stało-musisz przez to
                  przejść z jak najmniejszym uszczerbkiem dla Twojego psychicznego zdrowia.
                  Podziwiam Twoją szczerość. Myslę, że byłabyś zdziwiona wiedząc, ile kobiet ma
                  za sobą tego typu przejścia. Tylko one miały więcej szczęścia od Ciebie i po
                  prostu nikt się o tym nie dowiedział.
                  W sądzie-szczerość (oczywiście do pewnych granic, by nie ranić męża), poważne
                  podejście do słów sędzi. Nie czas na pokutę i posypywanie głowy popiołem. To
                  już niczego nie zmieni. Życzę Ci, byś znalazła spokój. Jest Ci teraz potrzebny.
                  Nie wyrzuty sumienia i włosienica.
                  • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 14:14
                    nic nie da i dlatego mówię (piszę), że nie chcę wpaść w rozpacz, żale, wyrzuty
                    sumienia itd. wiem, że nie jestem jedyna, która ma takie przygody za sobą.
                    tylko, że ja jestem za sczera, za ufna, za impulsywna. i chyba zbyt głupia i
                    niedojrzała, niestetysad
                    nie chciałabym tylko na rozprawie zrobić większej przykrości mężowi.
                    co do spokoju, nawet nie masz pojęcia, jak mi potrzeba. tymbardziej, ze nie mam
                    wsparcia ani od rodziny, ani od przyjaciół. partner niby mnie rozumie, ale sam
                    się mota ze sobą
                    • clio11 Re: jestem przed:( 07.06.05, 14:46
                      Nie masz wsparcia, bo już wystawili Ci cenzurkę. Ciekawe, że ci, którzy nie
                      doświadczyli czegoś takiego, mają taką niesłychaną łatwość w osądzaniu innych.
                      Cóż, współczuję w takim razie. Takie sytuacje uzmysławiają najdobitniej, ile
                      warta była przyjaźń czy rodzinne więzi. Każdy popełnia błędy. Nikt nie jest od
                      nich wolny. Przyjaciele są ponoć jak anioły-pomagają wstać, kiedy się
                      potkniesz. Tych, którzy się odsunęli nie żałuj wobec tego. I już.
                      • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 14:54
                        najgorsze, że odsunęła się moja mamasad co ja z nią miałam!!! Boże!!! nie życzę
                        najgorszemu wrogowi!!!!
                        do tej pory trzyma stronę męża, a ze mną zerwała kontakt. ale to też dłuzsza
                        sprawa, nie da się tak w kilku zdaniachsad
                    • kotkamru Re: jestem przed:( 07.06.05, 14:56
                      o rany, mindsailor, jak czytam Twoją historię to się momentami zastanawiam jak
                      możliwe jest takie podobieństwo losów? mnie też przytrafiło się coś takiego, i
                      myślę ,że clio ma rację,że jeszcze mnóstwo innych kobiet, u mnie było jednak
                      tak,że mąż nie wiedział o tym drugim, podejrzewał jedynie, a potem zaczął
                      traktowac mnie jak śmiecia, choć już wcześniej nie było różowo i miałam mu
                      wiele do zarzucenia; tymczasem ten drugi też nie spieszy się z rozwodem, a ja
                      już czekam na swoją rozprawę, paranoja jakaś....
                      mam jedno pytanie do Ciebie : żałujesz tego co zrobiłaś, kochasz jeszcze męża?
                      pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, naprawdę...
                      • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:09
                        życie jest dziwne, co? nigdy nie pomyślałabym, że wpakuje się w taką hecę!!!
                        co do męża, to nie jest takie proste (jak wszystko inne, jak wiesz). brakuje mi
                        stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa, poczucia bycia razem na dobre i złe.
                        brakuje mi tego zaufania, które on mi dawał. nie wiem, czy go kocham.
                        czy żałuję? czasem aż za bardzosad
                        a Ty jak sobie radzisz?
                        • kotkamru Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:24
                          Nie radzę sobie wcale chyba sad, mój facet,który wydawał mi się objawieniem,
                          pojawił się w moim życiu, w momencie gdy małżeństwo przeżywało kryzys,
                          zakochałam się i postanowiłam wszystko zmienić, zostawić męża i dawne życie,
                          kłopoty, porażki.Ten nowy jest super, ale to nie to samo, brak tych wspólnych
                          lat, poczucia przynależności, dodatkowo mieszkamy dalekjo od siebie, widujemy
                          się rzadko, on mówi o przyszłości ale nie wykonuje ruchów aby rozwiązać swoją
                          sytuację osobistą/dość skomplikowaną/. Teraz wydaje mi się,że miłość to przede
                          wszystkim wybór i wierność wyborowi.Gdybym mogła cofnąc czas, chyba nie
                          zrobiłabym tego drugi raz.Chociaż dzięki nowej miłości przezyłam cudowne
                          chwile, poczucie porozumienia , spełnienia. W tym samym czasie mąż zupełnie nie
                          walczył o nasz związek, gdy się wyprowadziłam odpuścił temat a teraz traktuje
                          mnie skandalicznie, nic tego nie usprawiedliwia.Więc mam teraz poczucie ,że
                          kocham kogoś z przeszłości, kogo teraz już nie ma, jest zimny, złośliwy, obcy
                          człowiek. Tak, tak bo kocham jeszcze...
                          Czy to znaczy,że kocham dwóch? Chyba tak sad.
                          Do tego odsunęli się przyjaciele, najbliższa przyjaciółka potepiła, nikt nie
                          szuka kontaktu....to mnie załamuje.Moja rodzina jest przy mnie, to wiele dla
                          mnie znaczy.Ale przyjaciół i dawnego życia żal...
                          Ściskam
                          • jarkoni Re: jestem przed:( 08.06.05, 15:53
                            mindsailor i kotkamru, nie wiem czy mój post trafi w odpowiedni schodek topiku,
                            czy znajdzie się bez sensu gdzieś poza bezpośrednim tematem...
                            Czytam wszystko uważnie i hmmm ja chyba jestem "końcem waszej historii"...
                            Związałem się z kimś przed rozpoczęciem kroków rozwodowych, zwlekałem z róznych
                            powodów, jakiś chaos w głowie, brak pewności, też żal za utraconymi wspólnymi
                            latami, wspólnymi przyjaciółmi, chłodnym ale jednak spokojnym i ustabilizowanym
                            zyciem...I kiedy zacząłem już rozwód moja nowa "miłość" zostawiła mnie mówiąc,
                            że nie wierzy już ani w mój rozwód ani we wspólną przyszłość...W jej opinii ja
                            byłem mało zdecydowany, ale uWAGA: w mojej opinii ona zbyt mało wspierająca bym
                            bez namysłu rzucił się na nową głęboką wodę... Pomyślcie o tym..
                        • dobrydzien Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:25
                          Jeśli kochasz męża to powinnaś zastanowić się czy nie wstrzymać rozwodu, jesli
                          nie jesteś pewna to bardzo żle.

                          Powinnaś być pewna tego co robisz
                          • kotkamru Re: jestem przed:( 07.06.05, 15:28
                            ale to już niczego nie zmieni, nie kłóciliśmy się z powodu braku uczucia,
                            wprost przeciwnie , kochaliśmy się, ale inne sprawy uniemożliwiały bycie
                            razem / jego rodzinka /, a teraz on mnie juz nie chce
                            • clio11 Re: jestem przed:( 07.06.05, 16:04
                              Chce, nie chce-łatwo powiedzieć...Sam wiesz, że to nie jest do końca takie
                              proste. Jako ludzie dorośli dokonujemy wyborów. Założycielka tego wątku ponosi
                              konsekwencje swojego zauroczenia. Tobie się udało części uniknąć, choć nie
                              jestem wcale pewna, która z Was ma bardziej skomplikowaną sytuację. Odnoszę
                              wrażenie, Kotko, że jednak Ty. Ona ma przed sobą jeszcze "tylko" rozwód a potem
                              może prostować swoje sprawy. Ty zaś jesteś w patowej sytuacji biedulo.
                              • kotkamru Re: jestem przed:( 07.06.05, 17:02
                                och Clio, masz rację jestem trochę w patowej sytuacji, jestem taka smutna i
                                rozdarta, mąż nie walczył, więc chyba nie był tak naprawdę zaangażowany,choć
                                twierdził, że kocha bardzo, a ja go naprawdę bardzo kochałam i wiele mu dałam i
                                poświęciłam, ale nie żałuję, choć teraz w zamian otrzymuję chłód, obelgi....
                                cóż, pewnych rzeczy nie mogłam znieść i musiałam przerwać pewne sprawy, które
                                paliły jak wrzód, przecięłam go, więc teraz boli, ale chyba jest i ulga,
                                chociaż przemieszana ze łzami i żalem, boże jakie to wszystko skomplikowane
                      • atisek Re: jestem przed:( 07.06.05, 16:03
                        cześć
                        jestem tu nowa, też po przejsciach jak Wy i wiecie co, naszła mnie taka myśl
                        jak łatwo ludzie podejmują dziś decyzję o tym, żeby się rozstać, żeby sie
                        poddać, zeby nie walczyć, nie spróbować ratować. ładuja sie w nowe związki z
                        nadzieją, ze ten to dopiero bedzie udany, szczęśliwy i zupełnie inny, a jak
                        życie pokazuje jest całkiem odwrotnie. a moze jednak warto spróbować ???
                        • akacjax Re: jestem przed:( 07.06.05, 16:31
                          A ile należy próbować i mieć nadzieję, że będzie lepiej?
                          Trudno wyważyć, ja za długo liczyłam, że to wszystko się sklei, ja widziałam
                          szanse....i co? Złożyłam dziś pozew. Jestem pewna, że próbowałam i nie pomogło-
                          żałuję, że tak długo łudziłam się. Wiem, że to jedyne rozwiązanie, a i tak mi
                          smutno.
                          • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 16:37
                            a ja czasem myślę, że moja decyzja była za pochopna. mam mętlik w głowiesad
                            targają mną emocje a to nie wróży dobrzesad
                            • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 16:40
                              a jak Twój mąż to widzi? próbował ratować? czy odpuścił zupełnie?
                              myślisz że umiałby Ci wybaczyć i zapomnieć?
                              • mindsailor Re: jestem przed:( 07.06.05, 16:43
                                mąż? walczył i jeszcze walczy. jeszcze cały czas ma nadzieję.
                                on był/jest niesamowity, zrobiłby dla mnie wszytko. jak sam powiedział, jestem
                                dla niego wszystkim. powiedział mi kiedyś, jakieś dwa tygodnie temu, że to
                                nieważne, że można zacząć od nowa, że on tego nie traktuje jak zdrady. ot,
                                zrobiłam błąd, który jeszcze można naprawić. tylko, że ja nie potrafię wrócić,
                                nie jestem w stanie. wolę odejść sama, ale z honorem. nie moglabym być z nim.
                                za wiele się stało.
                                • anybody1 Re: jestem przed:( 07.06.05, 17:03
                                  szkoda... nie możesz przecież nic robić wbrew sobie.
                                  może minie trochę czasu i poczujesz że mogłabyś jednak jeszcze z nim być.
                                  zobaczysz.
                                  • atisek czy warto próbować? 08.06.05, 12:03
                                    myslę, że nie należy łączyc tych dwóch rzeczy honor i miłość. honorem jest
                                    odejść ? a czy honorowa była zdrada, złamanie danego kiedyś komu słowa ? miłość
                                    potrafi wybaczać. nie zapomnieć ale wybaczyć. być może Ty nie potrafisz sobie
                                    wybaczyć i tu tkwi problem ....
                                    • anybody1 Re: czy warto próbować? 08.06.05, 12:17
                                      zgadzam się. nie ma nic głupszego jak unoszenie się honorem w miłości.
                                    • mindsailor Re: czy warto próbować? 08.06.05, 12:23
                                      nie potrafię wybaczyć sobie. a honor? może nie chcę bardziej upakarzać męża. po
                                      co mu taka żona?
                                      • atisek Re: czy warto próbować? 08.06.05, 13:46
                                        jeśli chce wybaczyć i jest w stanie to zrobić to byc może uczucie upokorzenia
                                        już mineło. jesteś w o wiele lepszej sytuacji od niego. to on chce Cię
                                        zatrzymać mimo wszystko. gdybys sie zdecydowała spóbować i okazałoby sie
                                        później że nic by z tego nie wyszło, łatwo mogałbyś się wykręcić - w końcu to
                                        on chciał abyś została - czyż to nie komfortowa sytuacja ?
                                      • anybody1 Re: czy warto próbować? 08.06.05, 14:06
                                        to brzmi dla mnie jak wymówka. i to mało przekonujaca.
                                        ktoś już pisał wcześniej że powinnaś uwolnić męża i to dobra rada.
                                • jarkoni Re: jestem przed:( 08.06.05, 16:00
                                  mindsailor czytam i gubię się...Mąż kocha ciągle i chce wybaczyć i zacząć od
                                  poczatku ale złożył pozew rozwodowy z orzeczeniem Twojej winy???? Czegoś tu nie
                                  rozumiem....
                                  • hela74 Re: jestem przed:( 08.06.05, 21:43
                                    Racja Jarkoni, też tego nie rozumiem
                                  • mindsailor Re: jestem przed:( 09.06.05, 08:10
                                    jak na mój mały mózdżek, to on miał już dośc czekania na mnie, dość właśnie tej
                                    stagnacji, o której piszecie. chciał coś zrobić, aby juz nie czekać.a czeka i
                                    taksad
            • bezecnymen najwyraźniej 07.06.05, 18:48
              sama nie wiesz czego chcesz...zostawiłaś kochającego faceta z pełnym wachlarzem
              zalet, a teraz narzekasz na tego który takowych nie posiada...było siedzieć w
              domu...
              • mindsailor Re: najwyraźniej 07.06.05, 22:33
                jedynie tu napisałeś cos sensownego. masz rację, chyba do końca nie wiem, czego
                chcę. ale jakbyś miał tyle za soba, tez nie byłoby Ci łatwo. wierz misad
                • bezecnymen Re: najwyraźniej 07.06.05, 23:23
                  nie zamierzam się z Tobą licytować, kto wiecej i bardziej tragicznie żył...
                  złamałaś życie facetowi, który Cie kocha... masz pretensje do nowego, że nie
                  spełnia twoich oczekiwań, że się nie deklaruje, że nie rozpoczął kroków
                  rozwodowych... a spytałaś go przed odejściem od poprzednika, czy on chce się z
                  Tobą związać? czy chce byś odeszła od tamtego i była z nim na wieki wieków amen?
                  a zadałaś sobie pytanie czy on nie zastanawia się, czy Ty, skoro za porywem
                  serca odeszłaś od kochającego męża, nie zrobisz tego jemu, gdy kolejny supermen
                  wpadnie Ci w oko?
                  wybacz ale na kilometr Twoja postawa zalatuje egoizmem z czystej postaci...Ja,
                  Moje życie, Moje szczęście, a reszta niech robi co chce byle mnie dobrze było
                  • mindsailor Re: najwyraźniej 08.06.05, 08:08
                    co do mojego M., to było odwrotnie - to on mnie namawiał do bycia razem, to ja
                    słyszałam od niego deklaracje związku do końca zycia i pytania, czy zostawię
                    dla niego męża. to on mnie przekonuwał, że jest między nami to coś. a to, że
                    moze się bać, że go zostawię, jak męża... może podświadomie tak mysli, nie wiem
                    tego
                    • bezecnymen Re: najwyraźniej 08.06.05, 08:13
                      nie wiem, czy się orientujesz, jak niektórzy faceci rozumieją okreslenie..bycie
                      razem, tudzież.. zostawienie męża...ale niechta, przyjmijmy, że wyraził się
                      jednoznacznie... kości zostały rzucone, raczej nie wypadły 3 szóstki...i co
                      zamierzasz robić w tej sytuacji?
                      • mindsailor Re: najwyraźniej 08.06.05, 08:18
                        zaufac i czekać. a Ty co byś zrobił na moim miejscu?
                        teraz wygląda to tak, że ja mówię co drugi dzień, że to nie ma sensu, że
                        potrzebuję bezpieczeństwa, że się wyprowadzam, on z kolei po takich moich
                        wywodach sam pewnie nie wie, na czym stoi, i jest jeszcze dalej od podjęcia
                        jakiejkolwiek decyzji. a skoro on nie podejmuje działań, ja znowu chcę sie
                        wynosić... i tak w kółko. błędne koło. nie wiem, jak z tego wyjśćsad
                        chyba tylko zaufać raz jeszcze.
                        • bezecnymen Re: najwyraźniej 08.06.05, 08:23
                          może jednak wróć do męża? zaszalałaś, może pora się ustatkować?
                          • mindsailor Re: najwyraźniej 08.06.05, 08:26
                            ale ja się chcę z nim ustatkować!!! jest mi z nim dobrze!
                            o powrocie do męża pisałam gdzieś wyżej. nie mogę, nie chcę, nie potrafię.
                            • bezecnymen Re: najwyraźniej 08.06.05, 08:29
                              zdaje się, że pisałaś też, że to on złożył pozew..dlaczego nie Ty??
                              • mindsailor Re: najwyraźniej 08.06.05, 08:35
                                mój mąz złożył pozew, tak, to prawda.
                                bo ja czekałam, aż pierwszy złoży mój partner, bo czekałam, aż to on pierwszy
                                wykona ten ruch. i tak pewnie byśmy sobie czekali...on na mnie, ja na niegosad
                                on się bał, że ja nie złoże, ja - że on. dwoje asekurantów, co? nie mam juz
                                czasem siły na to wszystkosad
                            • akacjax Re: najwyraźniej 08.06.05, 08:33
                              To musisz wyraźnie powiedzieć mu jak Ty rozumiesz stabilizację.
                              Istnieje też ryzyko, że jeżeli facet zdecyduje się na rozwód, to po odzyskaniu
                              wolności nie będzie chciał jej szybko stracić. Nie dostaniesz gwarancji od
                              niego. Z drugiej strony, czy na pewno nie kochasz swojego mężą?
                              • mindsailor Re: najwyraźniej 08.06.05, 08:37
                                mówię to cały czas!!! już mi się, rzygać za przeproszeniem chce od tego mojego
                                gadania!!! co do wiązania się slubem, to mie tez na razie nie to w głowie.
                                jeszcze nie tak szybko.
                                czy kocham? nie wiem...
              • anybody1 Re: najwyraźniej 08.06.05, 09:18
                tylko czekałam aż sie tu pojawią panowie i wybuchnie burza smile jesteście
                przewidywalni moi drodzy smile
                postarajcie się o troszkę obiektywizmu, co? smile
                • mindsailor Re: najwyraźniej 08.06.05, 09:22
                  łatwo się ocenia z boku. ja tez zawsze miłałam receptę i dużo krytyki na
                  potkniecia innychsad
                  • bezecnymen Re: najwyraźniej 08.06.05, 10:01
                    mnie nie tak łatwo...a mojej oceny tu jeszcze nie ma..na razie badam sprawę..i
                    nie wiem czy w ogóle dokonam jakiejś oceny...nie siedzę na forum by się nad
                    kimś znęcać, chce tylko zrozumieć, jaka jest sytuacja mindsailor i co ona
                    zamierza
                    • mindsailor Re: najwyraźniej 08.06.05, 10:09
                      wiesz, przez ostatni czas tyle się nade mną znęcano, że ocena kogoś obcego, jak
                      Ty nie zrobi na mnie wrażenia. jednak miło, że nie od razu rzucasz kamieniemsmile
                      ja też próbuję zrozumieć, bardziej od strony męskiej, jego strony.
    • akacjax Mindsailor: 07.06.05, 16:02
      Było wygodnie przy mężu, ale, czy szczęśliwie? Gratuluję odwagi, nie sztuka
      jest zmieniać, gdy się zawali, sztuką jest być sobą, szukać swojego szczęścia.
      A czy my kobiety w tym szukaniu nie jesteśmy zbyt łatwowierne, czy nie ulegamy
      iluzji? Czy nastepnego faceta zbyt nie idealizujemy? A potem jakaś gorycz?
      Emocje, uniesienia, zauroczenie, wierzymy, że będzie cudnie, a jest jak jest.
      Normalnie. Poza tym Ty odchodzisz ze związku dla innego, a on, może wolałby
      zaczekać z tym wiązaniem się ponownym? Z różnych względów. I wcale nie znaczy
      to, że Cię przestał kochać.
      A w ogóle, czy to prawdziwa miłość można sprawdzić dopiero, gdy pojawia się
      zwykła, szara codzienność.
      Liczy się to, czego Ty naprawdę chcesz.
      • mindsailor Re: Mindsailor: 07.06.05, 16:39
        odpiszę z domu, bo zaraz zmykamsmile
      • mindsailor Re: Mindsailor: 08.06.05, 08:12
        mi teraz jest normalnie i jest dobrze. odchodząc, nie spodziewałam się
        fajerwerków i zabawy przez cały czas. taka normalność i codzienność we dwoje to
        jest to, czego chciałam. jest tak, jak byc powinno. tylko brakuje mi
        stabilizacji, brakuje stąpania po twardym gruncie. ale macie rację, na to
        trzeba czasu.
    • plathess Z punktu widzenia męża 07.06.05, 19:59
      Jezu, czytam jaka dzielna ona, kochana niemal, bo się przyznaje się do tego, że
      to ona jest winna. Fakt faktem, że przyznanie się kobiety do tego, że to ona
      jest tą złą, to rzecz jeszcze mniej spotykana niż uczciwość u polityków, ale to
      jeszcze nie powód by się podniecać jej wspaniałą postawą!
      Łachy ladaca nie robi.
      Ona nie ma siły spojrzeć mężowi w oczy. A ciekawe, czy ten mąż ma ochotę by ona
      to robiła, czy on w ogóle by się zgodził na jej powrót? O to się nikt nie
      martwi. No bo jak kochał prawdziwie to wybaczy kobiecie tylko dlatego że jest
      taki kochany, bo on jest mężczyzną a ona kobietą, dlatego JEJ wolno więce?!
      Nie, nie!~
      W życiu 'takiej' by z powrotem nie przyjął.


      PS. Oby tamten dał jej kopa. Moje ciche życzenie i mini-marzenie.
      • mindsailor Re: Z punktu widzenia męża 08.06.05, 08:27
        zwolennik teorii zbrodni i kary? to muszę Cię pocieszyć, że dostałam już kopa
        za swoje postępowanie. i to takiego, że nikomu nie życzę.
        • bezecnymen Re: Z punktu widzenia męża 08.06.05, 08:31
          zdaniem mojego zacnego przedmówcy powinnaś cierpieć do końca życia tongue_out
          • mindsailor Re: Z punktu widzenia męża 08.06.05, 08:39
            będę cierpieć do końca. straciłam dziecko, tego się nie zapomina
            • bezecnymen Re: Z punktu widzenia męża 08.06.05, 10:04
              sad
              jak to?
              ono zostało z ojcem czy może.....
              • mindsailor Re: Z punktu widzenia męża 08.06.05, 10:11
                poroniłamsad
                ojcem był obecny partner
                • bezecnymen bez komentarza... 08.06.05, 10:21
                • plathess Re: Z punktu widzenia męża 08.06.05, 19:45
                  mindsailor napisała:

                  > poroniłamsad
                  > ojcem był obecny partner




                  Farciarz z niego.
                  • scriptus Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 08:06
                    Plathess, to było wstrętne.
                    Poronienie, to jedna z najgorszych rzeczy, jaka może się przytrafić kobiecie, a
                    ojciec dziecka, jeżeli to nie łajdak, też to przeżywa, zwłaszcza, jeżeli
                    oczekują na dziecko RAZEM. Nie wiem, czy kiedykolwiek przyłożyłeś ucho do
                    brzucha Twojej ciężarnej partnerki i próbowałeś "rozmawiać" z Twoim dzieckiem.
                    Poronienie, to jak śmierć tego dziecka, nigdy go nie zobaczysz, nawet nie będzie
                    miało grobu, często nie ma nawet imienia. Jeśli czekałeś, kochałeś, będzie
                    bolało do końca życia, jak strata każdej innej bliskiej osoby.

                    Ja , jeśli chodzi o stosunek do małżeństwa, nie jestem "człowiekiem
                    współczesnym", pragnę wierzyć w świętość i nierozerwalność związku małżeńskiego,
                    w to, że jest to na dobre i na złe, do końca życia... dla niektórych to
                    dyrdymały, ale ja postępuję według tej zasady. Za mało mam wiedzy i
                    doświadczenia, żeby potępiać ludzi, którzy postępują inaczej, rozwodzą się, ale
                    na pewno nie podzielam takiej postawy, nie pochwalam tego, niezależnie od tego,
                    ile kto ma racji. Wiem, że są różni łajdacy, stosujący wobec partnerek (czasem
                    bywa odwrotnie) przemoc fizyczną , psychiczną, maltretują, znęcają się. Dlatego,
                    nie potępiam, ale też nie pochwalam ani nie popieram ludzi rozwodzących się.
                    Nigdy nie powiem komuś - to był łajdak (łajdaczka), dobrze, że sie rozwiodłaś
                    (-łeś). Po prostu, powstrzymam się od osądu...
                    • iwona304 Re: Scriptus - plathess 10.06.05, 13:09
                      Masz rację, ten człowiek nie dośc, że jest złośliwy i bezmyślny, to jeszcze
                      okrutny.
                      Tak przeciwny aborcji i zabijaniu, a potrafi napisać, że poronienie to dla
                      kogokolwiek fart.

                      To wstrętne, niepojęte, okrutne.

                      Ale radziłam juz założyc mu blokadę, bo z każdego forum juz go przepędzają.
                      • mindsailor Re: Scriptus - plathess 10.06.05, 13:15
                        wystarczy go ignorować i nie dać się prowokowaćsmile
                        • anybody1 Re: Scriptus - plathess 10.06.05, 13:26
                          może to nie będzie popularne co napiszę, ale moim zdaniem ma prawo powiedzieć
                          co myśli. rzeczywiście ma CIĘŻKI sposób wypowiadania myśli, jest cyniczny i
                          zgorzkniały. ale to co pisze nie jest głupie, przerysowane i bardzo czarno-
                          białe, ale sporo w tym tzw. prawdy prosto z mostu.
                          pomijając oczywiście kwestię "miał farta że poroniła", co jest okrutne i
                          poniżej pasa.
                          • mindsailor Re: Scriptus - plathess 10.06.05, 13:28
                            dlatego ja nie wchodzę z nim w takie dyskusje.
        • jarkoni Re: Z punktu widzenia męża 08.06.05, 16:12
          mindsailor, Twój kop jest jeszcze połowiczny, mnie poza rozwodem z mojej winy
          dodatkowo zostawiła ta dla której się rozwodziłem...Nie uwierzysz, ale ten dół
          z mułem jest głębszy niż sobie wyobrażasz...Czego Ci nie życzę...I dobrze, że z
          mężem nie macie dzieci
          • mindsailor Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 08:20
            a dalczego, jesli można zapytać? tez nie mogłeś się zdecydować? jak było u
            Ciebie?
            może on tez się boi, że weźmie rozwód, a mi sie odwidzi?
            • jarkoni Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 10:17
              właśnie...może tego się właśnie obawia..
              • mindsailor Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 10:33
                ja się też boję, ale działam. idę za ciosem. skoro się powidziało "a"...
                • jarkoni Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 10:40
                  masz absolutną rację...
                  1. Twoje zdecydowanie pomoże mu podjąć decyzję, i niezależnie od tego czy na
                  tak, czy na nie...Ale przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz..
                  2. Jeśli się wystraszy, że Ty tak na poważnie i że już masz dosyć czekania i
                  pustych obietnic..i być może odejdzie..To wtedy masz wolne ręce, koniec
                  dylematów wszelakich..I początek nowego życia
                  • mindsailor Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 10:56
                    na jego zdecydowanie to już nie liczę. gdy spakowałm się pierwszy raz, był
                    płacz z jego strony, że kocha, że jestem dla niego wszystkim, że dla mnie
                    podzielił majatek z żoną (bo to chyba dla niego najważniejsze - stracił
                    pieniądze!!!)itp. ugięłam sie, powiedziałam, że czekam w takim razie na ruch z
                    jego strony, że teraz on ma odbić piłeczkę. i co? nic. spakowałam się po raz
                    drugi (do teraz), znowu płacz, znowu, że "ja cię kocham". i znowu nic nie robi.
                    tylko mówi, mówi, mówi. że "trzeba wziąść rozwód", że "musimy sobie poukładać
                    zycie", "rozpisać sprawy majątkowe" (to a'propos propozycji kupna wspólnie
                    mieszkania). a mi sie juz nawet nie chce rozmwiać. ile można? tymbardziej, że
                    dopiero sie budzi, gdy ja mam spakowane walizki. sam nigdy nic nie zrobisad
                    • jarkoni Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 11:06
                      No to masz w miarę klarowną sytuację...Kupuj mieszkanie i przeprowadzaj się,
                      zaproś znajomych na parapetówę i patrz jak sytuacja się rozwinie..Czy on zrobi
                      krok rozwodowy i będzie chciał się wprowadzić...A może Ty na rozprawie
                      pojednawczej porozumiesz się z mężem...A może pojawi się w Twoim życiu ktoś
                      nowy.. Dużo tych "może"..
                      PS A gdzie teraz mieszkasz? Z mężem pewnie nie, z obecnym też chyba nie..
                      • mindsailor Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 11:11
                        to mnie postawi na nogi, jak myslę. bo najważniesza jest teraz dla mnie
                        stabilność, pewność, że na czymś konkretnym stoję. a nie mżonki i obiecanki-
                        cacanki.
                        ps. z mężem nie mieszkam juz rok. przez pół roku wynajmowałam mieszkanie, teraz
                        mieszkam u niegosad
                        • jarkoni Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 11:31
                          jak to mieszkasz u niego???? A jego żona w takim razie gdzie mieszka? Chyba się
                          trochę pogubiłem..
                          • mindsailor Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 12:06
                            jego żona wyprowadziła się ponad rok temu. teraz kupiła sobie mieszkanie.
                            ja wyprowadziłam się od męża rok temu, do stycznia mieszkałam w wynajmowanym
                            mieszkaniu, od stycznia u niego.
                            • jarkoni Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 12:25
                              i już wszystko jasne...
                              • mindsailor Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 12:29
                                czyli co? z męskiego punktu widzenia?smile))
                                dla mnie nie ma tu nic jasnegosad
                    • bezecnymen a własnie!!! 09.06.05, 11:23
                      a jaka o tej całej awanturze arabskiej jest opinia jego aktualnie prawnej
                      małżonki? może warto by kobiecie podpowiedzieć, że mąż ją zdradza, i wtedy
                      szybko się problem jego rozwodu rozwiążesmile
                      • mindsailor Re: a własnie!!! 09.06.05, 12:10
                        juz wyjaśniam:
                        jak pisałam jarkoniemu, żona wyprowadziła się od niego ponad roku temu, jakis
                        miesiąc temu kupiła sobie mieszkanie. wie od poczatku, że on kogoś ma (czyli
                        mnie), wie tez, że mieszkamy razem u niego.
                        ona chce się rozwodzić, ale uważa (i słusznie zresztą), że to on powinien
                        załatwiać od strony formalnej.
      • anybody1 Re: Z punktu widzenia męża 08.06.05, 14:36
        rzeczywiście zastanawia mnie jedna rzecz... bo (powinieneś czytać uważniej smile
        mąż deklaruje że chce jej powrotu. tylko że człowiek, któremu świat wali się na
        głowę, inaczej postrzega rzeczywistość. może teraz chce na siłę zatrzymać
        przeszłość, wydaje mu się że wszystko wybaczy i że może być jak dfawniej, a za
        jakiś czas, jak już będzie w stanie logicznie myśleć, może się okazać że sobie
        nie radzi ze świadomością tego co zrobiła. no bo przecież już nigdy nie byłoby
        jak dawniej.
        • plathess Re: Z punktu widzenia męża 08.06.05, 19:48
          anybody1 napisała:

          > rzeczywiście zastanawia mnie jedna rzecz... bo (powinieneś czytać uważniej smile
          > mąż deklaruje że chce jej powrotu. tylko że człowiek, któremu świat wali się na
          >
          > głowę, inaczej postrzega rzeczywistość. może teraz chce na siłę zatrzymać
          > przeszłość, wydaje mu się że wszystko wybaczy i że może być jak dfawniej, a za
          > jakiś czas, jak już będzie w stanie logicznie myśleć, może się okazać że sobie
          > nie radzi ze świadomością tego co zrobiła. no bo przecież już nigdy nie byłoby
          > jak dawniej.




          Chce nie chce. Pytanie, czy jest w stanie żyć z nią po tym wszystkim i cieszyć
          nią. Bo o zaufaniu nie może być mowy. To nie był przypadkowy seks z jakąś
          prostytutką przy autostradzie. To jest zdrada pełną gębą.
          • anybody1 Re: Z punktu widzenia męża 09.06.05, 09:54
            dokładnie tak. ja też uważam że to największa zdrada z możliwych i że nie można
            o tym zapomnieć. wcześniej czy później ta pamięć i brak zaufania zatruje
            wszystko.
            kierując się tym o czym piszesz, nie dałam mężowi szansy.
    • gosiaas25 Re: jestem przed:( 07.06.05, 20:08
      Pozwól mu odejść
      przecierpieć, przeboleć, zapomnieć
      nie karm go wizją uczciwej Ciebie, nawet w zdradzie,
      nei zachowuj twarzy, choć wiem, że Ci to potrzebne, że to ratuję część Ciebie
      jaką znałaś
      uwolnij go, to jedyna rzecz jaką możesz zrobić
      wiem, że to brzmi okropnie...
      • anja_pl Re: jestem przed:( 07.06.05, 22:17
        gosiaas25 napisała:

        > ...
        > uwolnij go, to jedyna rzecz jaką możesz zrobić
        > wiem, że to brzmi okropnie...
        >
        nie da się uwolnic, On już nigdy nie zapomni sad
        zawsze będzie w Jego sercu, do końca Jego życia...
        tak to jest porąbane...
        wiem, sama tak mam ... sad
      • anybody1 Re: jestem przed:( 08.06.05, 09:22
        coś w tym jest... gdyby mój ex zachował się tak jak powinien, dużo dłużej
        zajęłoby mi otrząśnięcie się z tego. byłoby czego żałować...
      • mindsailor Re: jestem przed:( 08.06.05, 09:27
        ale jak???
        • maciek19651 Re: jestem przed:( 08.06.05, 10:11
          Czesc,

          Mindsailor, wiem, ze nie jest Ci latwo.
          Musze Ci jednak powiedziec, ze mozesz popelnic wielki blad decydujac sie na
          rozwod.

          Ja pozwolilem odejsc pierwszej zonie, bo myslalem, ze jej nie kocham.
          Niestety, nie odwzajemnialem jej uczucia i ona nie potrafila sobie z tym
          poradzic.
          Odeszla, ja sie powtornie ozenilem i po pewnym czasie dotarlo do pustej
          czaszki, jak bardzo sie pomylilem.
          Uswiadomilem sobie jak malo zrobilem, aby uratowac cos, co mimo wzlotow i
          upadkow opieralo sie na szczerym uczuciu.

          Ty tez sie przekonasz, ze kochasz swojego meza, ale wtedy moze byc za pozno.
          Zwlaszcza, jezeli to co przezywasz z nowym partnerem juz teraz rodzi obawy i
          poczatki rozczarowania.

          Stracisz prawdziwa, najpiekniejsza milosc, tylko dlatego, ze jakas duma, wstyd,
          czy co tam jeszcze nie pozwala Ci sie ugiac.
          Nie mozesz spojrzec mu w oczy? Mysle, ze za pare lat, kiedy zdecydujesz sie
          definitywnie zniszczyc to co zbudowaliscie, zaczniesz poszukiwac tego
          spojrzenia. Chodzac po ulicy bedziesz liczyc, ze go gdzies spotkasz za rogiem i
          ze znowu wszystko bedzie jak dawniej. Ale nie bedzie. On nie bedzie wiecznie
          czekal, pozostanie mu wielka wyrwa w sercu, ale bedzie musial isc do przodu. A
          Ty moze poukladasz sobie moze zycie z nowym, moze z innym, moze z nikim... ale
          i tak pewnego dnia zrozumiesz, ze stracilas cos wspanialego, ze nic nie
          zyskalas odrzucajac uczucie meza.

          Sprobuj, mimo wszystkich zwiazanych z tym trudnosci, poukladac sprawy z mezem.
          Z tego co mowisz bardzo Cie kocha i jest gotow przebaczyc. Pokaz mu, ze
          zasluzylas na taki gest i docen to, co Ci oferuje. Kazdy nastepny facet bedzie
          dla Ciebie tylko proba poukladania zycia, ustatkowania i poprawy swojego
          wizerunku w oczach innych. Ale obawiam sie, ze nie bedziesz bardziej szczesliwa.

          Mysle, ze wielu z nas chcialoby czasem cofnac czas. Czesto za pozno dochodzimy
          do wniosku, ze zmarnowalismy szanse.
          Czesto nie zauwazamy sygnalow, za szybko sie poddajemy i liczac na odmiane losu
          przewracamy swoj swiat do gory nogami... jednak nie zawsze to jest ta wlasciwa
          droga...

          I jeszcze jedno.
          Pamietaj, ze jezeli decydujesz sie na rozwod, to robisz to dla siebie.
          Nie dla nowego. Jak cos pojdzie nie tak, bedziesz jego obwiniac o swoja decyzje.
          Zrob to, jezeli jestes pewna, ze chcesz na zawsz pozegnac sie z mezem.

          Powodzenia
          Maciek

          • mindsailor Re: jestem przed:( 08.06.05, 10:19
            Cześć Maćku,
            dziękuję Ci za ten list. Jakbyś czytał w moich myślachsmile
            Ja juz go szukam, wypartuje za każdym rogiem, zerkam łapczywie na skrzynkę
            mailową, na telefon. I boję się, jak on odejdzie, bo wtedy będzie za późno na
            cokolwiek. A duma, honor i przyznanie się do błędu... to nie dla mnie.
            Wszyscy dookoło mówią, że on sobie poradzi, że nie mam co panikować, że
            przesadzam. Ale ja go znam, wiem, że takie uczucie, jakie dał mi mąż zdarza się
            raz na sto lat! Własnie takie szczere, bez liczenia, bez rachowania, takie
            proste i prawdziwe.
            Ale ja nie potrafię!!!
            • maciek19651 Re: jestem przed:( 08.06.05, 11:02
              No coz.
              Nikt nie moze podjac decyzji za Ciebie.
              Maz tez Cie na sile do niczego nie zmusi.

              Zrob tak, jak mowi Ci serce. Nie glowa.
              Ona czasem zaczyna wariowac z przepelnienia roznymi myslami...

              Maciek
              • mindsailor Re: jestem przed:( 08.06.05, 11:05
                moja właśnie wariujesad
              • jarkoni Re: jestem przed:( 08.06.05, 16:16
                Maciek masz dużo racji...Pisałem już, ze chaos w głowie i chęć zachowania
                resztek honoru to może zły doradca...
          • kotkamru Re: jestem przed:( 08.06.05, 10:51
            Maciek,

            ja też podobnie jak Mindsailor dziękuję za twoją wypowiedź.Jest mądra i duzo w
            niej prawdy, ja też czekam na sygnał, znak od męża, ale on mnie kompletnie
            zlekceważył, a gdyby zawalczył o nasze małżeństwo pewnie nie rozwodzilibyśmy
            się dziś. No cóż pewnie masz rację,że każdy następny związek będzie tylko próbą
            poukładania sobie życia na nowo, po tym jak to co było w nim najważniejsze
            runęło.
            Pozdrawiam Ciebie i wszystkich zagubionych w podobnych sytuacjach....
    • dobrydzien Re: jestem przed:( 08.06.05, 10:44
      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i coraz trudniej jest zrozumieć bohaterów.

      Mindsailor żyjesz trochę poza rzeczywistością, we własnym świecie gdzie wszyscy
      szaleńczo Cię kochają i zrobią dla Ciebie wszystko.
      Traktujesz facetów bardzo przedmiotowo liczy się tylko Ja.

      Twoja nowa miłość nie jest twardzielem gotowym na szalenstwa z miłośći ( na
      forum jest wiele historii w których faceci potrafili dokonać wyboru i podjąć
      decyzję ) jeśli go kochasz to przyjmij go takiego jakim jest a nie zmieniaj do
      swych wyobrażeń.
      Mówisz, że mąz wciąż czeka ale to chyba on zdecywał się na rozwód, nieprawdaż ?
      Rzeczywistośc jest trochę inna niz myslisz.

      Spokojnie wszystko przemysl, znajdz siebie, może jakiś wyjazd na przemyslenia.

      Nie ma nic złego w poszukiwaniu siebie tylko nie wolno się okłamywać.
      powodzenia
      • mindsailor Re: jestem przed:( 08.06.05, 10:58
        a co niby miał robić mąż? czekać na mnie w nieskończoność? miał byc przywiązany
        do nadziei, że wrócę jak pies zostawiony w lesie? chce to uciąć, jak mi
        powiedział. chce juz nie czekać na mnie, nie tęsknić. broni sie przezde mną. i
        dobrze, że złożył ten pozew, bo ja nie wiem, czy dała bym radęsad
        a szaleńczo kocha mnie mąż,a nie wszyscy. to wiem.
        nie chcę zmieniać partnera, kocham go takim, jaki jest, ale ciężko mi
        zrozumieć jego zachowanie.
        • bezecnymen Re: jestem przed:( 08.06.05, 14:57
          wiesz co? przyprowadź go na forum..może my z niego coś konkretnego wydusimy smile
          • miawalles Re: jestem przed:( 08.06.05, 15:22
            bardzo chętniesmile)
            ale, przy całym szacunku dla Szanownego Grona Rozwodowych Forumowiczów,
            podejrzewam, że nic by z tego nie wyszło. bo zamknieta ci to bestia i nie skora
            do uzewnętrznień. a jeszcze przyznac sie do kłopotów, do tego, że sam sie
            gubi...? co to, to niestety niesad
            • jarkoni Re: jestem przed:( 08.06.05, 16:19
              może wystarczy, że poczyta....Bezecny plan: podać mężowi link do wątku...
            • bezecnymen Re: jestem przed:( 08.06.05, 16:59
              a kto to napisał? czy to mindsailor w nowej kreacji czy ktoś nowy, kto zna exa
              rzeczonej, albo onże sam osobą własną??...... ja tu zwariuję niebawemtongue_out
              • jarkoni Re: jestem przed:( 08.06.05, 18:43
                mój pomysł jest całkiem całkiem....Niech zakochany mąż poczyta i rzuci się z
                kwiatami....owiniętymi w podarty pozew.... A tak bez żartów, mindsailor, a co
                gdyby naprawdę tak zrobił? Może byłoby nijako przez miesiąc albo nawet
                rok...Ale potem ech...Nie warto?
                • mindsailor Re: jestem przed:( 09.06.05, 08:13
                • mindsailor Re: jestem przed:( 09.06.05, 08:16
                  nie, to se ne wrótisad ja nie umiem.
                  najlepiej byłoby pozwolić mu odejść, jak ktoś radził. zerwać raz na zawsze, a
                  nie takie kurczowe trzymanie - ja jego, on nadziei, że może jeszcze wrócęsad
                  ostatnio mi napisał, że nie mam sie co stresowac tym sądem, bo to przeciez
                  sprawa pojednawcza i wszystko zależy od nas...
            • mindsailor Re: jestem przed:( 09.06.05, 08:17
              a to kto? dobry duszek???wink
              może żona? hehehesmile
        • hela74 Re: jestem przed:( 08.06.05, 21:56
          niewiele juz z tego rozumiem sad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka