To znowu ja...

23.10.05, 23:54
Od mojego pierwszego postu (coś w stylu: odszedł trzy tygodnie temu) minęło
trochę czasu.
Czasem tu do Was zaglądam, ale...

W pierwszej chwili Forum pomogło mi pozbierać się "do kupy", zacząć żyć na
własny rachunek - wygadać, wypisać myśli.

Każdy człowiek ma rację. Swoją rację. Nikt nie ma prawa krzywdzić swoich
bliskich, ale czasem krzywdzi.
Nikt nigdy nie zrozumie do końca drugiego człowieka, więc jak jest możliwy
związek dwojga ludzi...

Jutro mija pierwszy rok mojej samotności. Nie tylko mojej, ale także Dzieci -
jak czas pokazał, nie było podręcznikowo: "opuszczam mamę, a nie Was".
Jednak ich opuścił.
    • bezecnymen Re: To znowu ja... 24.10.05, 08:48
      witaj Martosmiletylko nie wiem, czy powinienem się cieszyć... z Twojego postu
      wynika, że niestety układa Ci się nienajlepiejsad
      to co piszesz o kontaktach exia z dziećmi to niestety smutna prawidłowość, choć
      jak we wszystkim bywają wyjątki... zwykle facet odchodzący do innej kobiety
      coraz rzadziej kontaktuje się nie tylko z byłą żoną ale także ze swoimi jak by
      nie było dziećmi, więzi słabną i nawet gdy się spotkają, nie bardzo wiedzą co
      ze sobą robić...
      czy w tej stolycy naprawde brak porządnych facetów? co to za miasto do cholery?!
      pozdrawim cieplutkosmile
      • brzoza75 Re: To znowu ja... 24.10.05, 09:00
        witajcie, następują pewne prawidłowości w postępowaniu mężczyzn, np. zabiorę na
        weekend, do kina, do centrum zabaw, a potem 3 tygodnie ciszy i ewentualnie
        tylko na niedzielę, dziecko wraca z zabawką i jest szczęśliwe bo dostało
        ulubionego konika pony i obietnice bez pokrycia, nie ważne, czy są jeszcze
        prawdziwi ojcowie? okazuje się że tak, znam parę przypadków tu w stolicy i
        patrzę z podziwem, ja sama miałam "okazję"- choć to złe określenie, związać się
        kilka miesięcy temu z mężczyzną, który byłby ojcem i kimś na kim mogłabym się
        oprzeć, ale uciekłam od tego, świadomie, za świeże to wszystko i nie jestem
        jeszcze gotowa.
        • sun_woman Re: To znowu ja... 24.10.05, 10:20
          brzoza75 napisała:

          czy są jeszcze
          > prawdziwi ojcowie?

          są, nawet o byłych mężach coś dobrego można powiedzieć. to znaczy byłym moim smile
          dzieci mają dwa domy, w jednym ojca, w drugim matkę, spędzają z nami w sumie
          prawie tyle samo czasu, jak same to niedawno stwierdziły.
    • madii77 Re: To znowu ja... 24.10.05, 09:39
      Witaj Martosmile


      To jak napisał Bezecny jest prawdą..."jakaś smutna prawidłowość"..i ona też
      mnie dotyczy... to najsmutniejsze, teraz pokazac dzieciom ,ze nadal je
      kochają, odwracają sięod nich...pochłonięci udoskonalaniem najrózniejszych
      rozrywek.....lub tak jak Mój ..lansując się na maxa...hihi
      Mój Wielce Szanowny Mąż wczoraj przyszedł do córki na godzinkę w tym chyba
      bardziej przyszedł na Tv niż do dziecka...
      smutno mi się zrobiło...
      A w stolicy..?? chyba brak jest facetów, ale takich "normalnych"

      zresztą... to dyskusja na inny wątek.. nie każdego faceta stać na związek z
      kobietą, która samotnie wychowuje dzieci... boją się, czy brak im odwagi..??

      co zresztą doświadczyłam ...

      Marta 3maj się cieplutko

      Pozdrawiam
      Madii


      • pan_incognito Re: To znowu ja... 24.10.05, 11:00
        A czy to dziwne, że nie każdego faceta stać na związek z kobietą, która już ma
        dziecko? Pewnie każdy (nie tylko facet) wolałby wychowywać swoje własne
        dziecko. Prosta sprawa, chcąc mieć dziecko chciałbym być dla niego ojcem. Nie
        chodzi o bzdurne przekazywanie własnych genów czy potwierdzenie
        własnej "męskości". To kwestia tysiąca przyziemnych i codziennych spraw, które
        wiążą się z tym, że jest się dla dziecka ojcem, a nie hmm... no właściwie nie
        wiadomo kim.

        Pewnie łatwiej jest zaakceptować cudze dziecko facetowi, który już ma swoje. Do
        tego potrzebna jest większa dojrzałość, większe doświadczenie życiowe.

        ps. Marta oby za kolejny rok samotny nick był już tylko wspomnieniem.

        ps1. Faceci w stolicy są dokładnie tacy sami jak w Gdańsku, Krakowie czy
        Wrocławiu. Znaków szczególnych brak. Kretynów nie więcej niż gdzie indziej,
        normalnych nie mniej. Wyjątkiem jest to co się dzieje na ulicach, statystyczny
        warszawiak płci męskiej wsiadając do auta wyłącza humanitarne odruchy i
        zamienia się w skrzyżowanie człowieka pierwotnego, japońskiego kamikadze i
        wyścigowego charta. Ale to stan przejściowy.
    • czekolada72 Re: To znowu ja... 24.10.05, 11:54
      Marto, wiesz, mojego rozstania minelo duzo wiecej, rozstania nieoficjalnego, i
      przez ten czas bylam az za bardzo swiadoma tego, ze gdy tylko ex dostanie
      rozwod - natychmiast straci (a w ogole to zainteresowal sie w momencie zlozenia
      pozwu rozwodowego wink ) zainteresowanie Małą (no wlasciwie natolatka, wiec i
      relacje dziecko-rodzice sa juzinnne niz gdyby milala lat 3, 5, 8 np), a i
      panienka przestanie patrzec laskawym okiem na tekntakty.

      No i wszystko sie zgadza! 12 wrzesnia stalam sie rozwodka - konatktyjuz byly
      rzadsze i coraz wiecej awantur, ok 1 X uprawomocnil sie wyrok - Mała w
      pazdzierniku spedzila sob i niedz u ojca w atmosferze awantur i obrazy.
    • julka1800 Re: To znowu ja... 24.10.05, 13:23
      Marto,
      smutne to co napisałas

      gdzies przeczytałam ze tylko "zbite" w młodości dzieci krzywdzą innych, czy to
      prawda? czyzby wszyscy ktorzy w dorosłym zyciu krzywdzą innych "dostawali"
      tylko to w dziecinstwie?
      ...

      • brzoza75 Re: To znowu ja... 24.10.05, 14:26
        nie wiem czy wszyscy...nie wiem czy to pocieszenie ale brat mojego eks ma na
        koncie jeszcze gorsze występki...wychowanie?...sama nie wiem...
    • kasiar74 Re: To znowu ja... 24.10.05, 15:20
      marto ...cóż zycie to jest czasem dziwka
    • kasia9873 Re: To znowu ja... 24.10.05, 21:56
      Marto! To przykre co piszesz.
      Też przez to przechodziłam i dalej to przechodzę. Już kilka razy pisałam na tym
      forum, że mój były mąż wogóle nie interesuje się naszą córką. Nie widział jej
      kilka lat. Takiego dokonał wyboru.
      A ja? Już nie walczę, już nie skamlę, żeby może choć raz na jakiś czas łaskawie
      ją odwiedził. Pogodziłam się z tym.
      W zamian staram się, aby córka miała w miarę normalne dzieciństwo (choć bardzo
      boję się, że ten brak ojca negatywnie wpłynie na jej późniejsze relacje z
      mężczyznami). Nie ma ojca, ale ma dziadków. Zresztą moi teściowie okazali się
      wspaniałymi ludźmi i jak tylko mogą pomagają mi w opiece nad małą.
      Nie czujemy się samotne czy opuszczone.A ja nie czuję się osobą pokrzywdzoną
      przez los. Tak ułożyło mi się życie i przyjęłam to. Staram się odnajdywać
      pozytywy w kazdym najmniejszym drobiazgu, w każdym nadchodzącym dniu.

      A córce mówię, że tata ją kocha, ale z różnych względów nie przychodzi.
      Czy ją oszukuję? Chyba nie. Gdy dorośnie może sama zechce z nim porozmawiać i
      sama dokona oceny.
    • gad_forumowy Re: To znowu ja... 25.10.05, 01:07
      Sprawdź @ gazetowy wink
    • gotyma Re: To znowu ja... 25.10.05, 08:23
      martus!!! kochana!!! jak sie ciesze, ze dalas znak zycia!!! wiem, ze jestes
      silna kobitka i poradzisz sobie! te mysli wstretne szczegolnie w taka pogode
      nas niszcza, ale dasz rade, wiem. a jezeli chodzi o ojca dzieci, nie wiesz
      nawet czy tak nie bedzie dla nich lepiej. ja w wakacje oddalam ex dzieci na 3
      tygodnie, nawet nalegalam na to by dzieci miely z nim kontakt. mialy cudowne
      wakacje, najpierw objazd po rodzince, pokazowka, jaki to cudowny tatus, potem
      kreta, a po powrocie ex postanowil, ze zabierze mi dzieci, bo przeciez ja sie
      nie nadaje. skonczylo sie bijatyka pod szkola cory, policja itd... cora
      zostala u mnie, a syn wyprowadzil sie do ojca. tylko, ze po dwoch tygodniach
      kochany tatus odwiozl synka bez slowa wyjasnienia pod moj dom i przepadl.
      ciekawe czy jeszcze zyje? chociaz po co mi to wiedziec... a moj syn sie miota,
      dojezdza ode mnie na inny koniec miasta do szkoly, ktora wybral tatus i czeka.
      mam nadzieje, ze tatus juz sie nie pojawi. po co taki tatus! tylko nerwy
      zszargane. nawet grosza alimentow nie zaplacil, a jezdzi samochodem terenowym,
      ma piekny dom i jest bardzo dumny z siebie. ej marto, przemysl, czy tatus
      wiecej szkod nie narobi.
      ps. mapisz do mnie na priv. mieszkam juz blizej, moze znow na dobre wino sie
      umowimy? a moze i india sie odezwie?
Pełna wersja