Tytuł wątku mocno przewrotny, bo jak zwykle zamierzam smucić

Mam świadomość nieuniknionego i awizo na poczcie, na 90% pozew...
Mam w pamięci poprzednie Święta, gdzie nawet podczas życzeń żona wykręciła się
tak, by nie dać buzi, gdzie czułem, jak bardzo formalne są te życzenia.
Mając to w pamięci wiem, jakie będą te najbliższe Święta, ostatnie moje
Święta w gronie rodzinnym... chyba nigdy tak bardzo się nie szykowałem do
świąt. Nigdy tak bardzo nie myślałem o rodzinnej wigilii, o znaczeniu
wszystkich obrzędów i symboli...
Następne mogą być samotne, jeszce nie wiem gdzie, ale na pewno w obcym
mieszkaniu, nie wiem, czy ono będzie dla mnie domem, czy tylko miejscem do spania.
Mam pytanie do tych, co po rozwodzie przeżyli już samotnie Święta, co robić,
żeby to jakoś przeżyć? Wiem, że potem przyjdą dzieciaki i będzie fajnie choć
przez chwilę, ale w wigilię być samotnie, to dla mnie jeszcze niewyobrażalne.