Dodaj do ulubionych

Udało się!!!!!!

13.02.06, 07:52
Jeszcze nie wiem czy wierzyć... ale bardzo tego chcę. Słuchajcie: mój mąż
postanowił wrócić!!!! Chce byc z nami, chce spróbować jeszcze raz!!! I niech
mi ktoś powie, że nie było warto przepłakać cały tydzień, przebłagać go,
postarać się zapomnieć i wybaczyć zdradę... on naprawdę jest tego wart!!
Eeech!! Jestem taka szczęśliwa, choć jeszcze ogrom pracy przed nami (głównie
przede mną) - ale już nie będę sama!!
Dziękuję Wam wszystkim, że byliście ze mną!! smile))))))))))))))))))***********
Obserwuj wątek
    • bellima Re: Udało się!!!!!! 13.02.06, 08:48
      Życzę Ci wszystkiego najlepszego.

      Tylko to zdanie mnie co najmniej dziwi: "Jestem taka szczęśliwa, choć jeszcze
      ogrom pracy przed nami (głównie przede mną) - ale już nie będę sama!!"

      Nic dziwnego, ze mężowie zdradzaja beztrosko na prawo i lewo, jeśli żony winę za
      Jego zdrade biorą na siebie zwalniajac faceta z odpowiedzialności...
      • gutek1231 Re: Udało się!!!!!! 13.02.06, 09:58
        cieszę się razem z Tobą, jednak spójrz na to z większym dystansem.Moim zdaniem
        nie masz powodu do takiej euforii. Bellina ma rację! naucz się cenić samą
        siebie i poczytaj trochę o asertywności. Jednak z całego serca życzę Ci aby się
        naprawdę powiodło.
        • ak70 Re: Udało się!!!!!! 13.02.06, 10:33
          Ja nie biorę na siebie winy za zdradę, bo uważam, że zrobił mi (w zasadzie jej
          też) wielką krzywdę i on zdaje sobie z tego sprawę. Czuje sie winna, że nie
          potrafiłam temu zapobiec, że nie dałam mu w porę tego czego potrzebował i o
          czym starał sie mi - nie zawsze niestety wprost - powiedzieć. Dlatego walczyłam
          do upadłego... i wygrałam!!!! Mam nadzieję, że nam sie uda... bo oboje bardzo,
          bardzo tego chcemy.
          • tricolour Nic jeszcze nie wygrałaś... 13.02.06, 10:50
            ... a jak będziesz tak dalej myśleć, jak piszesz, to przegrana PEWNA.

            To czy Wam się udało okaże się za rok, ale nie dzisiaj... Na razie piszesz, że
            "Czuje sie winna, że nie potrafiłam temu zapobiec, że nie dałam mu w porę tego
            czego potrzebował" co jest infantylne, a może nawet głupie.

            W każdym razie życzę Ci sukcesu, ale nie wierzę weń.
            • ak70 Re: Nic jeszcze nie wygrałaś... 13.02.06, 13:03
              Oj, tri... jak zwykle obuchem w łeb... ale chyba taki Twój "urok"... trochę się
              już przyzwyczaiłam. Nie powiedziałam, że nam się udało, ale, że
              dostałam/dostaliśmy drugą szansę... możesz nie wierzyć, mnie wystarczy moja i
              jego wiara.
              Pozdrawiam smile)))*
            • gochaszcz Całkowicie się z Tobą zgadzam,poza tym kto... 23.02.06, 23:43
              powiedział,że winien jest ten,którego zdradzono?
              To czy się udało,okaże się rzeczywiście za jakiś czas.
              Z własnego doświadczenia wiem,że to nie jest proste,ze może być jeszcze
              gorzej.Zdarza się,że ktoś robi coś raz i nigdy więcej,ale bywa,że wraca do
              ,,nałogu"... Mimo wszystko życzę powodzenia w walce o normalność i
              podziwiam...ja nie umiałam...
          • gutek1231 Re: Udało się!!!!!! 13.02.06, 11:07
            Jeżeli czujesz się winna, że nie zapobiełaś zdradzie to pośrednio siebie też
            obwiniasz! dlatego napisałam ci o asretywności naucz się mówić: nie, to nie
            moja wina! Bo aktualnia w mojej ocenie postępowałaś na zasadzie: co ja zrobiłam
            źle, że ON odszedł, że poszukał innej? A to jest chyba nie tak. Gdzie podziała
            się jego odpowiedzialność za rodzinę, jego próba walki o Wasz związek / nawet
            jeżeli Ty nie byłaś ideałem/. Pogodziliście się i to jest na ten moment
            najważniejsze, jednak to Ty zostałaś skrzywdzona! okaż więc trochę sceptyzmu a
            może i egoizmu.
            • ak70 Re: Udało się!!!!!! 13.02.06, 13:07
              Tak, czuję się winna... on walczył o nasz związek niejednokrotnie mówiąc mi
              czego potrzebuje... mój błąd polegał na tym, że byłam zbyt pewna jego miłości i
              tego, że zawsze mi wybaczy. Kielich goryczy sie przelał...
              Chyba za długo byłam egoistką... dzięki Bogu, że jeszcze nie jest za późno.
              Masz racje, że fakt, iż pogodzilismy sie jest teraz najważniejszy.
              Dzięki za wszystkie słowa, jak zwykle dajecie mi do myślenia smile
              • gutek1231 Re: Udało się!!!!!! 13.02.06, 15:28
                W takim razie szczere gratulacje! trzymaj wszystko pod kontrolą i samokntrolą.
                Ponoć chcieć to znaczy móc. Ucałowania
    • gabriella21 Re: Udało się!!!!!! 15.02.06, 14:49
      Cieszę się, że wszystko Ci się układa i czujesz się szczęśliwa, tylko
      zastanawiam się co wpłynęło na zmianę decyzji Twojego męża, i czy rzeczywiście
      jesteś teraz szczęśliwa, czy można wymazać z pamięci to co się wydarzyło, czy
      nie dręczy Cię, że zawiódł, był z inną, ją dotykał i zapewniał, że kocha? Czy
      mu ufasz? Czy nie czujesz do niego wstrętu?
      • ak70 Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 07:36
        Gabriella... zadałaś mi pytania, które ja sobie też zadaję... jedno jest pewne:
        w moim odczuciu mogłam stracić coś wyjątkowego: szansę na normalną, szczęśliwą
        rodzinę, której nigdy nie miałam. Oczywiście, że mnie dręczy to o czym
        napisałaś i narazie nie jestem w stanie mu zaufać, mam jednak nadzieję, że to
        przyjdzie z czasem. Dlatego dużo rozmawiam z nim o niej - wiem to może wydać
        się śmieszne, ale chyba oboje mamy taką potrzebę, aby móc sie z tym uporać, a
        ja wolę wiedzieć szczegóły niż wyobrażać sobie nie wiadomo co... "Człowiek
        nigdy nie pozbędzie się tego o czym milczy" - i to jest święta prawda...
        • gabriella21 Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 08:13
          Cieszę się, że potrafisz tak rozsądnie myśleć, mam nadzieję, że dojdziecie do
          porozumienia i będziesz szczęśliwa i tego Ci życzę smile.
          Ale ostatnio pod wpływem wydarzeń w Twoim życiu rozmyślałam o swoim związku i
          zaczęłam się zastanawiać, jak bym się czuła gdyby jednak mój mąż wrócił,
          (chociaż też bardzo tego chcę) czy potrafiłabym zapomnieć, pstryknąć w palce i
          udać że nic się nie stało? Jak na niego patrzeć? Jak rozmawiać? A może to przez
          poczucie porażki chcę za wszelką cenę okazać się godna jego powrotu, tak jakby
          ten fakt miał podwyższyć moją wartość, (jednak jestem coś warta). Takie myśli
          ostatnio dręczą mnie nieustannie.
        • bellima Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 08:36
          ak70 napisała:

          > Dlatego dużo rozmawiam z nim o niej

          o niej?? czyli o czym? o szczegolach ich zwiazku?? o jej życiu? o jej upodobaniach?


          >- wiem to może wydać
          > się śmieszne, ale chyba oboje mamy taką potrzebę, aby móc sie z tym uporać, a
          > ja wolę wiedzieć szczegóły niż wyobrażać sobie nie wiadomo co... "Człowiek
          > nigdy nie pozbędzie się tego o czym milczy" - i to jest święta prawda...


          a "nadmierna ciekawość prowadzi do piekła" ...
          • swieta_1 Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 09:14
            o matko!! ak, Ty jesteś naprawde niesamowita! podziwiam. Nie potrafiłabym tak
            żyć. Zresztą wiem, ze swojego przykładu, że rozmowa z nim o niby byłej to tylko
            tyle że on chce jeszcze się nacieszyć choć rozmową, wrócić do wspomnienia
            dotykania tamtej. Brrrr, nigdy więcej, nie życzę sobie przechodzić przez takie
            piekło. Pozdrawiam i życzę Ci zapomnienia. Mnie się do dziś, jak sobie
            przypomnę, ciarki latają po plecach, a nie jestem z mężem.
          • ak70 Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 12:56
            tak bellima... o tym dlaczego i jak sie poznali, dlaczego chcieli sprobowac byc
            razem, co robili kiedy do niej pojechal... jakie smsy od niej dostawal i jakie
            jej wysylal.. wszystkie szczegóły ich związku mnie interesują! I wiecie
            dziewczyny co? Sama sie dziwię, że potrafię na to patrzeć tak z boku... w
            zasadzie kiedy o tym mi mówi to czuję się jakby opowiadał mi film, mówił o
            czymś co mnie bezpośrednio nie dotyczy... bardzo to dziwne, być może czas na
            mój ból wewnętrzny jeszcze nie nadszedł?
            • bellima Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 13:16
              ak70 napisała:

              > . bardzo to dziwne, być może czas na
              > mój ból wewnętrzny jeszcze nie nadszedł?

              obawiam sie ze to moze byc prawdą.
              zastanow się.
              po co te pytania? zeby miedzy wami bylo lepiej? to rozmawiajcie o Was a nie o niej!
              dla porownania? zebys zaczela sie zachowywac,postępowac, tak jak ona-ta lepsza
              ktorej on chcial? daj spokoj....
              nie wypytuj o szczegoly- bo moze wrocic rykoszetem od ciebie. a wtedy bedzie
              krucho. nie lepiej porozmawiac z mężem raz -zamknąć to co było, wyjaśnić co ma
              byc w przyszlosci czego oboje chcecie, i wygonic wreszcie te drugą z waszego
              związku??

              nie chcialabym byc zlym prorokiem,
              ale moja znajoma tak samo jak ty- męża ktory zdradzil(wydalo sie ale nie chcial
              odejsc) wypytywala lekko o szczegoly jego zwiazku z kochanką, on bezmyslnie
              opowiadal jej wszystkie te szczegoly ktore chciala poznac, kochanka byla czestym
              punktem ich rozmow, uznal ze to normalne, a ją to dotykalo coraz bardziej-
              poczatkowo wdzieczna, ze zostal po paru miesiącach zaczela go nienawidzic, jak
              uswiadomila sobie te wszystkie niewybredne "szczegóły" . zalowala ze o tym wie.
              a teraz?- teraz ona ma kochanka, a z mężem ma rodzine i dzieci i potworną
              niechęc do niego.


              • gutek1231 Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 13:29
                bellima masz zupełną rację! Dla mnie takie rozpatrywanie tamtej znajomości jest
                poprostu chore, to jest znęcanie się nad samym sobą. Wcześniej czy później
                takie opowieści zakiełkują czymś bardzo złym. I tu: 1. równaj do niej, 2. jak
                On mógł. Mogę wybaczyć zdradę, mogę starać się o zapomnienie, mogę odbudowywać
                nazs związek, mogę próbować być zalotna etc.etc.......całą masę innych głupotek
                ale po co mi wiedzieć jak im było ze sobą? nie wiem, nie rozumiem, nie znajduje
                żadnego logicznego uzasadnienia.
                • gabriella21 Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 13:42
                  Wydaje mi się, że obie macie rację. Ja chyba też nie chciałabym wiedzieć. Choć
                  nie ukrywam, że czasami jestem ciekawa jak mu z nią jest, czym go urzekła, co w
                  niej takiego zobaczył, czego mu brakowało. Ale obawiam się ze ta ciekawość
                  powoli zaczęła by rodzić złość, zazdrość. Nie wiem ak może jesteś inna, może na
                  Ciebie te rozmowy działają jak terapia, ale uważaj, żeby to nie obruciło się
                  przeciw Tobie, żeby kochanka Twojego męża nie była ciągle między Wami. A tak
                  notabene, co skłania Twojego męża do opowiadania Ci oniej, chyba nie jest taki
                  zbyt dyskretny. Może o Tobie też wszystkie szczegóły jej opowiadał...
                  • gutek1231 Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 15:32
                    Gabriello mogę Ci z własnego doświadczenia powiedzieć, że i ta zwykła ciekawośc
                    minie. Nienawiść to też uczucie /bywają związki, że jedeyne/, które pozwala
                    wytrwać przy drugiej osobie. Ale w normalnych warunkach to uczucie też wygasa i
                    kiedy wchodzi na jego miejsce obojętność- wtedy się czuje "jestem wolna".
    • nangaparbat3 Re: Udało się!!!!!! 16.02.06, 19:15
      A dla mnie najważniejsze jest to, że wybrał Ciebie, ze chce byc z Tobą - i Ty
      tego chcesz.
      Nie widze powodu, żeby mu nie zaufać, ani tym bardziej, zeby siebie i jego
      zadręczać.
      Nie musiał wracać, wrócił bo chciał, bo Ciebie wybrał.
      Podejrzliwość nigdy nic dobrego nie zbuduje, to tylko strach przed
      rozczarowaniem nie pozwala nam zaufać. Ale w ten sposób nie dajemy szansy ani
      sobie, ani temu drugiemu. Lepiej zaryzykować.
      • agniesia.g Re: Udało się!!!!!! 17.02.06, 20:25
        zycze sszczescia autorce postu

        ps. a moze to kochanka juz sie nim znudzila ?? Trzeba rozwazyc
        wszystkie "wersje" ...
        • yootrzenka Re: Udało się!!!!!! 17.02.06, 20:54
          Nie napiszę, że gratuluję Ci, że to Ty wygrałaś, bo tak naprawdę to jeszcze
          bardzo daleka droga do tego, żebyś czuła, że on tak naprawdę wrócił i będziecie
          to czuli oboje na 100%. Czytając Twoje posty otworzyły mi się baaaardzo szeroko
          oczy, bo to wszystko są moje słowa sprzed roku. On zdradził, najpierw ukrywał,
          potem już nie, potem się zastanawiał kogo wybrać i w końcu wrócił do domu.

          To, jak się zachowywałam w tamtym okresie, ile w sobie znalazłam siły i
          determinacji teraz jest dla mnie czymś niesamowitym. W życiu nie
          przypuszczałam, po pierwsze, że to mnie spotka, a po drugie, że po zdradzie
          będę tak walczyła, wysłuchiwała jego zwierzeń, czekała, a potem cieszyła się
          jak dziecko kiedy wrócił.

          Ale uwierz mi, że do dnia dzisiejszego nie jest mi łatwo zapomnieć, emocje już
          opadły, na wszystko patrzę z dystansem i jak czasami wracają te wszystkie
          wspomnienia to boli jak jasna cholera....

          Mimo wszystko jednak warto dawać drugą szansę. Trzymaj się i bądź dzielna, bo
          przed Tobą jeszcze wiele trudnych chwil.
          • ak70 Re: Udało się!!!!!! 18.02.06, 08:07
            yootrzenka... nawet nie wiesz jaka jestem Ci wdzięczna że to napisałaś! Pomimo
            całego szczęścia jakie odczuwam w związku z jego powrotem mam mnóstwo
            wątpliwości, o których pisałam ja i dziewczyny przed Tobą. Boje się czy
            potrafię zapomnieć, nie wiem czy faktycznie ma sens rozmowa o niej (choć on sam
            ostatnio mi powiedział, że ja wypytując go o nią nie pozwalam mu zapomnieć, a
            on bardzo tego chce, więc moje pytania i powroty do tematu wcale mu nie
            pomagają)... Twój przykład pokazał, że można,że warto, że da się... Długo
            zapominałaś? I czy Twój mąż jak wrócił to żałował zdrady czy powiedział, że
            zrobił to dla dzieci i będzie patrzył czy Ty sie zmienisz, aby było dobrze? Czy
            miałaś cały czas wrażenie, że nie możesz powiedziec tego co myślisz/czujesz, bo
            to go zdenerwuje i znowu będzie chciał odejść? Prosze napisz do mnia na maila
            gazetowego...
            Bellima, gabrielle... ja też nie wiem czy robie dobrze rozmawiając z nim o
            tym... pewnie macie rację i chyba przestanę, bo on sam mi powiedział, że to ja
            nie daję mu o niej zapomnieć. Ale Nan - moje słonko! - trzyma za mnie mocno
            kciuki i mówi, aby cieszyc sie z drugiej szansy... i tak robię! Dziękuję, że
            jesteście ze mną!
            • yootrzenka Re: Udało się!!!!!! 18.02.06, 18:42
              do ak - napisałam Ci megadługiego maila, ale nie wiem czy doszedł, były jakieś
              problemy, daj znać.

              A odpowiadając na Twoje pytania - nie zapomniałam i myślę, że to już zostanie
              na zawsze, z biegiem czasu boli coraz mniej, ale zostaje. Mój żałował,
              przepraszał, obiecywał, że teraz tylko ja, tylko dla mnie, wszystko, na zawsze
              i że wrócił do mnie, chociaż dzieci też były brane pod uwage w dużej mierze.
              Myślę, że zdrada partnera zmienia obie strony, trzeba wiedzieć co robić, żeby
              to się już nie powtórzyło. Jeżeli dałaś mu szansę, to musisz się uzbroić w
              cierpliwość, nie wpędzać go w poczucie winy, ale nie możesz też tłumić swoich
              reakcji, mów mu co czujesz i myślę, że nie możesz się bać, jeżeli w
              konsekwencji czegoś co Ty tylko powiesz on odejdzie.

              Wszystko się ułoży, zobaczysz, czas leczy ranysmile pozdrowienia
    • jeune-et-belle Re: Udało się!!!!!! 19.02.06, 02:32
      Ak, nie wiem, co rozumiesz pod stwierdzeniem "udalo sie". Ze wrocil fizycznie?
      Ale czy psychicznie tez do siebie wrociliscie?
      Ze kochanka juz nie jest miedzy wami? - A rozmowy o niej to co, jak myslisz?..
      Ze teraz wiecej o sobie wiecie? - A po co te szczegoly intymne o jego zwiazku,
      no po co, pytam?!
      Ze zostanie z Toba? - A czy jestes pewna, ze to nie chwilowa zagrywka lub np.
      odrzucenie przez kochanke sa tego przyczyna?
      Dajcie sobie okres proby, to jasne, ale nie wyrabiaj w nim wrazenia, ze juz
      znow Cie ma i wszystko gotowas zapomniec.
      Nad zwiazkiem pracujcie razem, powoli i rozwaznie, i - koniecznie! - bez
      kochanki miedzy Wami (w rozmowach...)
      I pamietaj: ostateczne decyzje jeszcze p r z e d Toba!
      Jestes wartosciowa, wrazliwa dziewczyna, cen sie, decyduj sama o swoim zyciu.
      Jest tylko Twoje.
      • ak70 Re: Udało się!!!!!! 20.02.06, 07:35
        Psychicznie powoli do siebie wracamy... maluteńkimi kroczkami ale do przodu -
        przynajmniej takie mam wrazenie. O niej już nie rozmawiamy... ostatnio włożył
        znów obrączkę - niby nic - ale dla mnie to sygnał, że myśli i wie, że na tym mi
        zależało.
        Nie wiem czy zostanie ze mną... ma dalekosiężne plany (za pół roku zrobimy
        to... a jak Piotrek pójdzie do gimnazjum (to dopiero za 4 lata) kupimy to...,
        itp.), więc myślę, że będzie się starał pomóc mi w terapii, że będzie ze mną
        chodził na terapię małżeńską, że postara się być dobrym ojcem... czy się uda i
        na jak długo starczy mu zapału - nie wiem... mam nadzieję, że będe wiedziała co
        i kiedy zrobić, aby sytuacja sprzed miesiąca nie powtórzyła się.
        Piszesz: decyduj sama o swoim życiu - kiedy ja nie potrafię! Zawsze ktoś
        decydował za mnie (chyba jedynie decyzje o wyborze męża podjęłam sama).. po
        prostu nie potrafię tego robić... jeszcze tak wiele musze sie nauczyć. Czasem
        czuję sie jak dziecko we mgle, które nie wie w jakim kierunku ma iść, aby nie
        trafić na skraj przepaści tylko do bezpiecznego domu.
        Jeune-et-belle dzęki za wszystkie słowa... postaram sie o nich pamiętać smile
        • emde74 Re: Udało się!!!!!! 24.02.06, 09:33
          zazdroszczę Ci i dlatego życzę powodzenia w budowaniu tego związku od nowa. Ja
          gdybym mogła, tak bym zrobiła. M.
          • ladyhawke12 Udało się!!!!!! 24.02.06, 09:37
            Cieszę się, że Ci sie udało, ja bym nie zaufała nigdy w życiu.
            • ak70 Re: Udało się!!!!!! 24.02.06, 11:21
              Ja przecież nie powiedziałam, że ufam! Do tego jeszcze daleka droga i będzie
              sie musiał postarac zdobyc moje zaufanie od nowa. On o tym wie... zapisałam nas
              na terapię małżeńską (zgodził się), startujemy (a w zasadzie wznawiamy, bo juz
              chodzilismy, tylko przerwaliśmy) w kwietniu. Być może obecność obcych,
              życzliwych i kompetentnych terapeutów pozwoli nam sobie wszystko poukładać,
              poradzić sobie z uczuciami - zwłaszcza tymi negatywnymi.
              Czy będę potrafiła zapomnieć? Nie wiem... bardzo dużo zależy od niego: jego
              zachowania, postawy, okazywania uczuc mnie i dzieciom... Ale mam nadzieję, że
              warto i że sie uda!
              Pozdrawiam
              • anja_pl Re: Udało się!!!!!! 24.02.06, 11:52
                źle, to on powinien znaleźć i zapisać was na terapię malżeńską, ty powinnaś
                poszukac terapii dla DDA. On nic nie robi, a ty podsuwasz mu wygodne i gotowe
                rozwiązania. Co to znaczy ,że się zgodził? To on powinien zabiegać, abyś Ty sie
                zodziła. Kobieto opanuj się, wygrałas bitwę, ale nie wygrałaś wojny. Nie wiem
                kiedy będziesz mogła powiedzieć,że wygrałaś wojnę.

                Zapomieć się nie da, wybaczyć tak...
                • ak70 Re: Udało się!!!!!! 24.02.06, 16:42
                  Anja masz rację... ale on NIE CHCIAŁ WRÓCIĆ! I gdybym ja nie zabiegała to teraz
                  czekałabym na 1 sprawe rozwodową, a on byłby z nią, a nie ze mną i dziećmi.
                  Zapisałam nas na terapię, bo gdyby on miał to zrobic to pewnie termin jeszcze
                  nie byłby wyznaczony (tak naprawdę to mnie bardziej na niej zależało niż jemu,
                  dobrze, że chce chodzić), a o terapie DDA też sie dowiedziałam przy okazji i
                  grupa bedzie niestety dopiero w październiku sad
                  On nie będzie zabiegał o mnie... JESZCZE nie... narazie musze ja, ale z upływem
                  czasu będę sie starała, aby to sie wyrównało. Narazie bardzo sie stara, w pocie
                  czoła pracuje codziennie przy urządzaniu naszego wynajętego mieszkania.
                  I postaram się w tym całym codziennym galimatiasie nie zgubić siebie smile
                  Pozdrawiam!
                  • kasiar74 Re: Udało się!!!!!! 25.02.06, 14:57
                    z własnego doświadczenia wiem że powrot i życie po nich sa bardzo trudne, więc
                    nie czas na fajerwerki
                    tak cy siak życzę wam szcześcia i żeby wam się ułożyło
                • scriptus Re: Udało się!!!!!! 25.02.06, 10:28
                  Ak, cieszę się, że Wam sie udało do siebie powrócić, dbajcie teraz o to,
                  pracujcie nad naprawą swojego związku. Uczył Marcin Marcina, sam sobie z tym
                  średnio daję radę, ale należę do tych, co chcą, a to pierwszy, ale niewyłączny
                  warunek sukcesu

                  Tym razem zgodzę się z Ak, żeby było dobrze, oboje muszą tego chcieć, ale
                  chociaż jedno o to zabiegać, często ludzie mają chwile porażki, zwątpienia i
                  gdyby nie wystarczały zabiegi chociaż jednej osoby, w takich chwilach
                  rozlatywałyby sie wszystkie związki. A jednak, niektóre trwają ;P
                  WSZYSCY miewają okresy zwątpienia, zachwiania i w takich chwilach utrzymanie
                  związku spada na drugą osobę, jeśli ta druga osoba w tym czasie przestanie
                  zabiegać, jest po związku.
                  Wiem, czasem się nie da wytrzymać, czasem źle sie bawimy, co sie kończy porażką
                  i kalectwem sad
              • amws Re: Udało się!!!!!! 15.03.06, 16:31
                ak - rozumiem Cie doskonale ....
                w czerwcu (nota bene na dzien ojca) dałam R szanse, jesteśmy razem do tej
                pory...
                i tez znam wszystkie szczegóły jego "związku" , wiem o nije wszystko
                (upoodbania tez wink i wiem, ze czasami to jest potrzebne, znac to wszystko, bo
                mi to pomogło...
                choc jest trudno, nie ufam nadal, jak on nie odbiera komorki, mam gesia skórke,
                ale jak widze jak mała woła "tata" i sie do niego przytula to... wiem, ze warto
                było, choc cholernie boli...... nadal boli, nie ma dnia bym nie myslała, nie
                rozwazała, sama czasami nie wiem jak to bedzie (sprawe rozwodowa zawiesiłam
                czyli lezy ad acta w sadzie) i czeka n amoja decyzjem, poczekam jeszcze troche..
                pozdrawaim i trzymam kciuki, jak chcesz napisz na priva

                pozdr Anna
                • to.ja.kas Re: Udało się!!!!!! 21.03.06, 12:20
                  AK, słyszę, że masz problem z mężem. Niestety tak jest, że mozna kogoś zmusić
                  litością, błaganiem do tego by został. Nie dałaś mu szansy na to by odszedł i
                  sprawdził czy Cie kocha. Wyżebrałaś jego obecność. I...to było do przewidzenia.
                  Wyślij go w diabły. Przestań oczekiwać i przestań się płaszczyć! Jak poczuje
                  stratę, może wróci. Jak nie wróci, nie warto było błagać by był. Chyba, że
                  zależy Ci tylko na obecności jego fizycznego ciała , a nie na miłości i
                  bliskości. Tego błaganiem i żebraniem o uczucia nie da sie załatwić. Pokaż, że
                  jesteś inna, silna, piękna i dasz sobie radę.

                  pozdrawiam i trzymam kciuki.
                  • ak70 Re: Udało się!!!!!! 22.03.06, 07:38
                    To.ja.kas... powoli do tego dojrzewam... on chciał, żebym sie zmieniła, ale nie
                    wiem czy ta zmiana ostetcznie przypadnie mu do gustu wink Ja sie juz zmieniam,
                    powoli, ale systematycznie, codziennie... i powiem Ci, że jemu to zawdzięczam,
                    bo obudził we mnie kobietę smile Teraz mi się chce iść na zakupy ciuchowe, na
                    solarium, na fitness... zmieniam się, staję sie bardziej niezależna i...
                    naprawdę zaczyna mi sie to podobać! smile Tak więc spokojnie... już teraz nie dam
                    sobie zrobić krzywdy... po numerze jaki mi wyciął w Dzień Kobiet (sms do niej)
                    chyba się... odkochałam!
                    Ściskam... smile
                    • to.ja.kas Re: Udało się!!!!!! 22.03.06, 11:18
                      Ak, nie wiem, czy powinnam Ci to powiedziec - ale gratuluję. Gratuluję
                      świadomości własnej kobiecości i siły. Przyjdzie czasem kryzys, wierz mi, ale
                      jeśli konsekwentnie będziesz się siebie uczyć i o siebie walczyć to dasz sobie
                      radę. To zabawne, że czasem musi dojść do rodzinnego dramatu by odkryć na nowo
                      w sobie potencjał. Ja też odkryłam to po odejściu od męża ( a właściwie chwilę
                      przed), po rozwodzie i gdy byłam przez jakiś czas sama. Nauczyło mnie to,
                      również tego, że łatwiej zakochać się w komś nowym, obudzić pożądanie do kogoś
                      nowego (to najczęsciej wogole nie wymaga wysiłku) niż niż do soby z którą
                      jesteśmy x czasu. Dlatego walczyc nalezy by nie zgasło, bo jak zgasnie to
                      najlepsze dmuchanie w ognisko ognia nie wznieci. Chyba, że cos tam jeszcze sie
                      tli. Ale jak nie...Nie wiem, jak on zareaguje na Twpją zmianę. Może znów się w
                      Tobie zakocha, a może wystraszy. Może marzy o dawnej AK, takiej jaką poznał
                      ileśtam lat temu , a najprawdopodobniej (skoro ten sms do niej, i smutek na
                      licu) marzy o niej. I tego bym nie zniosła!!!!! Marzy Ci się inna?!?!!!! To
                      poszoł won!!!!
                      Trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję , że okrzepniesz i...wkrótce wiosna,
                      więc wszystko może się zdarzyć. A już napewno będzie słońce, ptaki i ciepło i
                      spacery.

                      Jesteś z wawy? Znasz jakiś fajny fitnes, otwarty do bardzo poźna. Ostatnio nie
                      mogę zdążyć tyle pracuję smile
                      • ak70 Re: Udało się!!!!!! 22.03.06, 12:56
                        Nie jestem z Wawy... ic hyba się cieszę, bo chyba w takim wielkim mieście
                        łatwiej stracic swoja tożsamość.. łatwiej też o liczne pokusy i możliwości ich
                        urzeczywistnienia smile
                        Pozdrowienia z Kielc i... dzięki za dobre (i czasem ostre) słowo! smile*
                        • to.ja.kas Re: Udało się!!!!!! 22.03.06, 13:17
                          AK, kiedy czytam tak szczere i pełne nadzieji jak Twoje posty kobiet to szlag
                          mnie trafia bo wiem, daję 80% szans na to, że zostaną wykorzystane.
                          Przypominałaś mi ta determinacją siebie sprzed lat kilku.
                          Ale wiem, że jak jesteś mądra to dasz sobie radę.

                          Pozdrawiam
                          • afryka75 Re: Udało się!!!!!! 23.03.06, 09:43
                            Ak, czytam twoje wypowiedzi, i dochodzę do wniosku, ze po oszustwach męza
                            człowiek faktycznie już nie jest nigdy taki sam.
                            Ale to dobrze.
                            Bo pomiomo, ze walczy się o ten związek, próbuje się go naprawiać, to juz się
                            wie, ze istnieją inne rzeczy, ze trzeba pomyśleć czasem o sobie, a nie wszystko
                            dawać tylko temu związkowi.
                            Mi powrót męża nie wyszedł, ale wyszłam z tego silniejsza. Wiem, ze gdyby wtedy
                            nie wrócił, zamęczyłabym się z własnym zalem i wyrzutami sumienia. Ten powrót,
                            nadzieja, i znów kłamstwa i odejście nauczyły mnie dystansu do całej sprawy.
                            (ja też wybłagałam jego powrót...)
                            • to.ja.kas Re: Udało się!!!!!! 23.03.06, 10:22
                              Ja różnię się może tym, że nigdy nie błagałam o powrót, to ja odeszłam, ale
                              przez 7 lat błagałam o zmiany i dawałam kolejną "ostatnią " szansę. Mój mąż
                              mnie nie zdradzał, on był agresywny. Nauczyłam sie jaka jestem silna, jak
                              potrafie sobie dawać radę i CZEGO CHCĘ od mężczyzny z którym miałabym spędzić
                              życie. I nie ma już ostatnich szans. Są rzczy na które nie daję wogole kredytu.
                              Zdarza się i to jest koniec i nie ma okazji do powtórki. I naprawde cenię to
                              sobie. Jestem w końcu szczęśliwa.
                              • to.ja.kas Re: Udało się!!!!!! 23.03.06, 10:26
                                I to jest odpowiedź na drugą część nazwy forum...co dalej. Dalej może byc
                                pięknie, piękniej niż w związku. I ja jestem tego przykładem. smile Można się
                                śmiać i patrzeć w przyszłość bez obaw i można być szczęśliwym. Tylko trzeba
                                sobie dać szansę na zrzucenie tego jarzma jakim są wyrządzone nam krzywdy. To
                                nie zdrada zapomnieć o kimś kto nas zranił, zapomniał, skrzywdził, odszedł. A
                                często podświadomie tak to traktujemy. Lubimy być "Ci lepsi" i rozpamiętywać
                                naszą dobroć, Jego/jej świństwo i nurzać się w tym. Czasem trzeba dać sobie
                                kopa, czasem na siłe wyjść do ludzi. Ale ile światła potem w zyciu smile))
    • julka1800 Re: Udało się!!!!!! 23.03.06, 10:35
      bije od Ciebie dużo optymizmusmile oby tak wszystkim sie on udzielił smile
      Czy masz dziecko/dzieci?
      • julka1800 Re: do To.ja.kas 23.03.06, 10:36
        moj poprzedni wpis byl do ciebie...jakos dziwnie sie wkleił smile
        • to.ja.kas Re: do To.ja.kas 23.03.06, 10:49
          Bo jestem optymistką. Tak łatwiej smile)) Mam , córkę. Nastolatkę. Fajnie, 33
          lata i córka 14 lat. Więc jestem młoda i nie uwiązana i mam w domu dobra
          przyjaciółkę i młodość która odmładza i mnie. Czasem moja córka mówi do
          mnie "mamo, dorośnij " smile))))
          • julka1800 Re: do To.ja.kas 23.03.06, 11:14
            smile))
            • afryka75 Re: do To.ja.kas 23.03.06, 15:46
              Wspaniale! Chcę własnie myśleć tak, jak to.ja.kas smile
              Żeby sie nie zadręczać, nie pomstować w duchu, nie zgorzknieć, nie mieć
              pretensji do całego świata.
              Ale zwyczajnie się cieszyć z tego co jest smile
              • to.ja.kas Re: do To.ja.kas 23.03.06, 16:25
                Afryka, masz zadatki na pozostanie sobą. Co ja mówię?!?! Jakie zadatki. Jeśli w
                takim momencie zycia, gdy stoisz na zakręcie Ty masz w sobie tylemoptymizmu, to
                jestes wielka. Ja musiałam do tego dojrzeć. Ale kiedyś powiedziałam i to sie
                chyba sprawdza, że każda kobieta dla higieny psychicznej powinna się raz w
                życiu rozwieść. To oczywiście żart. Może taki cyniczny, bo sporo przeszłam. Ale
                ze wszystkiego można wyciągnąć naukę. Ja o wiele więcej wiem o sobie teraz niz
                wtedy. I wkońcu wiem, czego oczekuję od partnera, co mi sie podoba, co nie, na
                co juz NIGDY nie pozwolę. Ciągle , po każdym zdaniu wstawiaja mi sie uśmiechy,
                i ciągle je kasuje, bo kretyńsko by to wyglądało. Ale rzeczywiście od dłuzszego
                czasu taki mam nastrój. Na usmiechanie sie do siebie, ludzi, świata. Idziemy na
                kawę??smile
                • afryka75 Re: do To.ja.kas 23.03.06, 16:35
                  Na kawę? Z ogromną przyjemnoscią big_grin

                  Nie wiem, skąd się bierze mój optymizm, ale to w jakim jestem teraz nastroju
                  działa jak idealny znieczulacz. Pozwala zwyczajnie żyć smile Mam tylko nadzieję,
                  że to nie jest u mnie chwilowe.

                  • to.ja.kas Re: do To.ja.kas 23.03.06, 16:42
                    Afryka, nawet jak jest chwilowe, to jest to dowód na to, że umiesz w sobie ten
                    optymizm wzbudzić. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale to od nas zależy w dużej
                    mierze czy damy się rozłozyć życiu na łopatki. Tez mam od cholery problemów.
                    Np. w pracy...wrrrrr. Ale zaraz idę do domu, założę na nos moje różowe okulary,
                    zrobię zakupy i odpocznę Jutro znów będzie dzień. I znów będzie szansa na to by
                    coś ze swoim życiem zrobić. Mam nadzieję, że coś dobrego. Może kogoś spotkam ?
                    A może nie? Może pójdę z Tobą na kawę? Jeśli nie, to może za kilka dni ?
                    Afryka, może się pośmiejemy w miłym miejscu i ponabijamy z kotów? Czy to nie
                    jest fajna perspektywa? Dziś poznałam Ciebie. Super! Zaraz milej, bo to znaczy,
                    że ciągle są ludzie do których warto się uśmiechać. Jak w tej reklamie coca
                    coli. Proponuję wtorek smile))
                    • ak70 Re: do To.ja.kas 24.03.06, 10:44
                      Dziewczyny! To nie fair... umawiacie się na kawę a ja - samozwańczy założyciel
                      wątku - nie moge z Wami iść .... buuu.... to nie fair i już! Przynajmniej
                      pomyślcie trochę o mnie przy tej kawie co? Ploooosieeee... (jak mówi mój 2,5-
                      latek składając rączki, kiedy czegoś chce smile
                      Afryka - masz rację, że człowiek wychodzi z takich sytuacji silniejszy. Gdybym
                      błagając go o powrót wiedziała jaki numer mi wykręci kilka tygodni później...
                      chyba bym nie błagała... Wczoraj przeczytałam takie zdania w książce, którą
                      akurat czytam: "Z zaufaniem jest jak z sercem - kiedy raz przeżyje atak już na
                      zawsze pozostaje nadwrażliwe i niepewne". I myślę, że to prawda.
                      Pozdrawiam i życzę smacznej kawki w sympatycznym gronie smile
                      • to.ja.kas Re: do To.ja.kas 24.03.06, 10:49
                        Ak, może bywasz w stolycy???smile)) jak sie pojawisz, to spróbuj o tym nie
                        poinformować!!!!. Zawsze możesz ślubnego zostawic z pociechą (ami)i wpaść na
                        chwilę, porozmawiać, pośmiac się i wrócić silniejsza smile))
                        A może weźmiesz rodzinę. Niedługo w Łazienkach będzie pieknie, albo w Powsinie,
                        albo mozna iść na starówkę lub do Muzeum Powstania Warszawskiego. Polecam. A
                        potem halo, to gdzie ta pyszna kawa?".A jak wolisz herbate, to tez znam
                        magiczne miejsce smile
                        • kordonia Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:05
                          to.ja.kas napisała:

                          > Ak, może bywasz w stolycy???smile)) jak sie pojawisz, to spróbuj o tym nie
                          > poinformować!!!!. Zawsze możesz ślubnego zostawic z pociechą (ami)i wpaść na
                          > chwilę, porozmawiać, pośmiac się i wrócić silniejsza smile))
                          > A może weźmiesz rodzinę. Niedługo w Łazienkach będzie pieknie, albo w
                          Powsinie,
                          >
                          > albo mozna iść na starówkę lub do Muzeum Powstania Warszawskiego. Polecam. A
                          > potem halo, to gdzie ta pyszna kawa?".A jak wolisz herbate, to tez znam
                          > magiczne miejsce smile


                          W stolycy? [ikonka z wydłużoną miną]. Ja z gornej czesci mapy sad
                          To.ja.kas.- będziemy sobie we wtorek musiały zrobić wirtualną kawę wink
                          • to.ja.kas Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:07
                            szkoda , ze nie taka prawdziwa , aromatyczna.... Ale mam ochotę na kawkę
                          • afryka75 Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:11
                            No to wyzej to ja [ikonka zawstydzona z powodu pomyłki nicku wink]
                            • to.ja.kas Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:12
                              Afryka, to rzeczywiscie się znamy z forum o kotach smile)))
                              • afryka75 Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:17
                                to.ja.kas napisała:

                                > Afryka, to rzeczywiscie się znamy z forum o kotach smile)))



                                No tak, tyle, ze ja jestem juz zdemaskowana wink, ale nadal nie wiem, ktoś Ty wink
                                • to.ja.kas Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:18
                                  cathrine smile))
                                  • afryka75 Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:19
                                    I wszystko wiadomo big_grin
                                    Jaki to świat mały smile
                                    • to.ja.kas Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:20
                                      Afrykosmile)) Miło Cie widziec smile))))

                                      Pozdrawiam
                                    • jarkoni Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:23
                                      A co wy Panie na kawę jutro w stolycy? Dwie Panie i dwóch Panów?? smile
                                      • afryka75 Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:37
                                        Cóż za interesujaca propozycja smile Tylko jak ja mam się tam błyskawicznie
                                        przenieść? wink
                                        • jarkoni Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:51
                                          afryko, tam to znaczy gdzie? Łeee, skoro nikt nie jest ze stolycy, to skończy
                                          się na męskiej kawce sad
                                          • afryka75 Re: do To.ja.kas 24.03.06, 16:59
                                            No tam, czyli do Stolycy. Bo to dla mnie ździebko za daleko sad A szkoda....

                                            Ale! Męska kawka też może być pyszna smile
                                            • jarkoni Re: do To.ja.kas 24.03.06, 17:04
                                              To tylko ja niegramotny przestałem kojarzyć skąd kto jest...Wydawało mi się,że
                                              umawiałyście się z to.ja.kas na kawę w stolycy smile A męska kawa na pewno będzie
                                              pyszna...
                                              • to.ja.kas Re: do To.ja.kas 24.03.06, 22:18
                                                jarkoni, służe towarzystwem Jeno tylko we wtorek lub srode. Mam mały młyn do
                                                połowy maja w pracy. szlag mnie trafia.Jest po 22, a mnie scigaja telefony. Mam
                                                tego dosc!!!!!!!!!!!
                      • anja_pl Re: do ak70 24.03.06, 13:45
                        to nie będzie łatwe, długo jeszcze,
                        zaczęliście już terapię?
                        • ak70 Re: do ak70 25.03.06, 08:09
                          Anja... jeszcze nie. Startujemy 5 kwietnia... choć w zasadzie to dla nas nie
                          nowość, bo już chodziliśmy. Tyle, że wtedy mój mąż nie chciał zrozumieć... mam
                          nadzieję, że tym razem będzie inaczej smile
    • yashka Od pewnego czasu 26.03.06, 12:51
      czytam Twój wątek i z całej siły trzymam kciuki - żeby się Tobie udało i żeby
      to, co postanowisz okazało się jak najlepsze dla Ciebie. Przypomina mi się moja
      historia sprzed dwóch lat - rozstałam się z mężem (nie było co prawda
      tej "trzeciej", tylko ośmieliłam się pojechać na ślub mojej rodzonej siostry
      wbrew jego woli; po powrocie z wesela, kazał mi się spakować i wyprowadzić,
      żebym przemyślała różne sprawy i wróciła na jego warunkach). Pękłam po
      miesiącu, prawie na kolanach wróciłam do niego. Przez dwa tygodnie było dobrze,
      zaczęło się psuć, kiedy okazało się, że jestem w ciąży (nieplanowanej). Decyzja
      o odejściu od niego była najtrudniejszą decyzją w moim życiu. Odchorowałam to i
      skoncentrowałam się na maleństwie. A jutro pierwsza (i mam nadzieję ostatnia)
      rozprawa rozwodowa. Wierzę, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś - ja
      otrzymałam od losu najwspanialszy dar - dziecko, Ty może uświadomisz sobie, że
      jesteś piękna, silna i warta miłości. Życzę Tobie tego z całego serca i
      pozdrawiam
      • ak70 Re: Od pewnego czasu 27.03.06, 07:55
        Yashka - dziękuję! I trzymam za Ciebie kciuki na pierwszej (i życzę, aby
        ostatniej) sprawie. Napisz jak poszło...
        Ściskam!
        • yashka I już po :) 27.03.06, 11:08
          Denerwowałam się okropnie - najpierw utknęłam w gigantycznym korku i prawie
          wbiegłam zdyszana na salę smile Ale potoczyło się szybko - zasądzono rozwód bez
          orzekania o winie, przyznano alimenty, wszystko w miarę kulturalnie. Tylko
          troche przykro, że 5 lat związku i po półgodzinie ktoś Ci mówi, że to koniec smile
          Ja to odchorowałam juz rok temu, teraz mi ulżyło... Napisz AK, jak się Twoje
          sprawy układają, ja cały czas trzymam kciuki i pozdrawiam
          • ak70 Re: I już po :) 30.03.06, 08:12
            Gratulacje Wolna i Niezależna Kobieto! Fajnie, że poszło tak szybko,
            kulturalnie i w miarę bezboleśnie. Teraz możesz odetchnąć pełną piersią i
            zacząć nowe życie z maluszkiem. Powodzenia!
            U mnie narazie bez zmian... kiedy czytam początek tego wątku czuje tamte
            emocje... a teraz mam zupelnie inne odczucia! Chyba popełniłam błąd, ale może
            tak musiało byc, abym nabrała pewności i siły? Nie wiem... Coraz częściej i
            wyraźniej czuję, że z tej mąki juz chleba nie będzie... Poczekam jeszcze
            trochę, w środę zaczynamy terapię... może ona cos zmieni? Czy liczę na cud? Czy
            sie wydarzy? Narazie daję czas czasowi...
            • yashka Na pewno nie 30.03.06, 10:38
              popełniłaś błędu! Jeżeli Wam się uda, to wiadomo, a jeśli, jak piszesz, z tej
              mąki chleba nie będzie, to będziesz wiedziała, że zrobiłaś wszystko, co było w
              Twojej mocy! Życzę Wam, żebyście trafili do dobrego terapeuty - ja do takiego
              trafiłam, pozwolił mi spojrzeć na nasze problemy zupełnie pod innym kątem.
              Pewnie to by pomogło, gdyby mój eks kontynuował terapię (po jednym spotkaniu
              stwierdził, że terapia jest do niczego, bo terapeutka nie powiedziała, że to
              wszystko moja wina wink), a tak to chodziłam sama i nic z tego nie wyszło (jeśli
              chodzi o małżeństwo, bo jeśli chodzi o mnie, to nabrałam więcej pewności; no i
              wreszcie ktoś "łopatologicznie" mi powiedział, że nigdy wina nie leży tylko po
              jednej - mojej - stronie; uwierzyłam smile). Trzymaj się cieplutko i rośnij w
              siłę! Pozdrawiam
              • afryka75 Re: Na pewno nie 30.03.06, 12:57
                U mnie z terapią też było podobnie- ex stwierdził, ze ta pani psycholog jest do
                niczego, bo zasugerowała i jemu zmianę podejścia do naszego związku sad
                Yashka, ja też w to uwierzyłam. Że to nie tylko ja jestem tu winna smile A taka
                wiara bardzo dobrze robi smile
                Trzymajcie się dziewczyny!
                • vertigo5 Re: Na pewno nie 30.03.06, 13:08
                  A moja ex w ogóle nie zgodziła sie na terapię, ani jakiekolwiek spotkanie z
                  psychologiem...
                  • ak70 Re: Na pewno nie 31.03.06, 10:22
                    Vertigo - uważasz, że terapia u Was coś by zmieniła? Zastanów sie nad tym, bo
                    inaczej chyba wizja straconej szansy będzie Cię prześladować...
                    Yashka - masz rację... wydaje mi sie, że zrobilam WSZYSTKO co mogłam... choć
                    nierzadko zadaje sobie pytanie co powinnam zmienić, aby było ok? Jednak sęk w
                    tym, że niestety tylko ja zadaje sobie to pytanie i mam wrażenie, że tylko ja
                    dązę do poprawy... Dzisiaj na stole kartka od męża: "Przepraszam, że jestem i
                    burzę Ci wizję idealnej rodziny".. No i co Wy na to? Jak mam to rozumieć? I jak
                    to ugryźć? Czy to wołanie o pomoc? Czy ironia? Jasna cholera!!! Czemu to musi
                    być takie skomplikowane?
                    • to.ja.kas Re: Na pewno nie 31.03.06, 12:08
                      Ak, dawno nie byłam na forum. Wiesz co ja mysle? Nie gniewaj się. On czeka na
                      pozwolenie odejscia. Chce odejsc, ale boi sie tego co robiłaś ostatnio.
                      Sumienie. Nie chce płaczów, błagań, smsów i proszenia. To znaczy, ze JESZCZE
                      Was szanuje i Ciebie, bo stara się, ale to chyba wbrew temu czego pragnie.AK,
                      wez go za łep i na ta terapie, albo idz sama i zycze sily. Niech on się okresli
                      JASNO, nawet jakby miało boleć.Tak bardzo trzymam za Ciebie kciuki.
                      • ak70 Czeka mnie rozmowa... 31.03.06, 16:01
                        ... dzisiaj. Jeszcze nie wiem co mu powiem, jak to powiem i jaki będzie
                        efekt... boje się tej rozmowy. Ale powiem Ci, ze jestem gotowa na jego
                        odejście. Powiem mu to i jeśli jest tak jak mówisz to niedługo będe tu pisać
                        jako rozwódka. Ale mam nadzieję - coraz bardziej ze względu na dzieci - że do
                        tego nie dojdzie.
                        To.ja.kas - dzięki!!
                        • afryka75 Re: Czeka mnie rozmowa... 31.03.06, 22:48
                          Ak, też trzymam za Ciebie, za Was kciuki. Oby wszystko ułożyło się tak, jak ma
                          być...
                        • to.ja.kas Re: Czeka mnie rozmowa... 01.04.06, 10:32
                          AK, małżeństwo to instytucja która powinna istnieć ze względu na małżonków, nie
                          tylko na dzieci. Dzieci za jakis czas odejdą i co wtedy? Moja córa ma już 14
                          lat, zlecialo jak z bicza trzasł, bedzie ze mna jeszcze 4 - 6 lat? Ja bede
                          miała wtedy 40. I co wtedy miałabym zrobic z niekochanym małżonkiem tylko dla
                          dzieci (gdybym go miała) ???
                          Zycze powodzenia i trzymam kciuki.
                          Niech Ci sie wiedzie i napisz jak efekty rozmowy.
                          Szkoda, że Twój mąż to taki trochę tchórz. Obawiam się, że po ostatniej Waszej
                          akcji odchodzenia i odbijania , trudno będzie o szczerość, ale mam nadzieje AK,
                          że Ci się uda. Odbudować.....siebie, własne poczucie wartości, siłę, bez
                          względu na małżeństwo.
                          • ak70 Nie było rozmowy... 03.04.06, 08:04
                            ... ale był wspaniały weekend. Mąż wrócił w piątek bardzo późno z pracy (ok.
                            22, bo to ostatni dzień miesiąca - mieli inwentaryzację), przytulił sie i
                            powiedział, że jest bardzo zmęczony i marzył tylko o tym, aby wrócić do domu,
                            położyc się do łóżka i przytulić do mnie. Więc... rozmowy nie było. Ale w
                            sobotę pojechaliśmy na zakupy do hipermarketu i tam była okazja do poruszenia
                            trudnych tematów: półsłówkami, niby żartem, luźno rzuconymi zdaniami, aluzjami -
                            wiecie, takie tam gierki. Okazało się, że on żałuje tego co zrobił... że wie,
                            że ten sms wszystko zepsuł i jest na siebie wściekły o ta chwilę słabości.. że
                            nie myśli już o niej (tylko ja mu o niej przypominam)... że chce być z nami i
                            chce, aby nam sie udało, nie bierze pod uwagę, aby mogło byc inaczej. Wytknęłam
                            mu tez zachowanie w stosunku do dzieci, że nie szuka z nimi kontaktu, toleruje
                            ich obecność, wymaga, ale niczego ich nie uczy, nie poświęca im czasu. No to w
                            niedzielę zabrał małego na spacer (co prawda inicjatywa była moja, ale zgodził
                            się bez problemów), jak wróciliśmy z kościoła to zajął się nimi a ja mogłam sie
                            godzinke przespać (!), pozmywał stertę garów po obiedzie... ale najbardziej
                            zaskoczył mnie wieczorem. Siedzieliśmy w kuchni, a kiedy wybiła 21.37 wyszłam
                            do pokoju, zapaliłam świecę w oknie i uchyliłam je, aby słyszeć dzwony.
                            Popłakałam się i w ciszy odmawiałam modlitwę... przyszedł do mnie, objął mnie i
                            tak staliśmy w milczeniu wspominając Wielkiego Człowieka, który odszedł rok
                            temu. A w zeszłym roku płakałam w samotności... mój mąż był obok, ale duchowo
                            całe lata świetlne ode mnie. A wczoraj... po prostu zwykły gest.. nie wiem,
                            może jestem głupia, może naiwna... ale poczułam sie jakby mur między nami
                            zaczął pękać... mam nadzieję... i wiarę... i miłość, która powróci...
                            • anja_pl Była rozmowa 03.04.06, 10:17
                              i to bardzo dobra, trzymaj się ak
                              • to.ja.kas Re: Była rozmowa 03.04.06, 11:21
                                smile))) AK, jak ja lubię w takich przypadkach sie mylic wink))))
                                • amws Re: Była rozmowa 03.04.06, 11:57
                                  Ak, trzymam kciuki, nawet nie wiesz JAK BARDZO, bo ja juz zaczynam tracic
                                  nadzieję, chyba, ze właśnie Cud poprzez wstawiennictwo Wielkiego Człowieka JPII

                                  buziaki
                                  • ak70 Re: Była rozmowa 04.04.06, 07:34
                                    Amws... wiara czyni cuda! Wiem to na pewno, bo sprawdziłam i doświadczyłam.
                                    Jeśli cos nie jest nam dane to po prostu tego nie dostaniemy, ale zawsze potem
                                    okazuje się, że tak naprawdę nie było nam to potrzebne lub dla nas dobre. Nie
                                    wiem jak Wy, ale ja jestem zdania i wierze w to, że Stwórca wie, co dla nas
                                    najlepsze... czasem warto mu zaufać... Jego Głos w nas to nasza intuicja...
                                    Amws - trzymaj się!! Nie jesteś sama smile)**
                            • yashka AK, 05.04.06, 08:26
                              przywracasz mi wiarę smile)) Trzymaj się i powodzenia!
                              • ak70 Re: AK, 05.04.06, 08:40
                                Dziewczyny... dzisiaj idę na terapię. Mam stracha, ale i wielką nadzieję...
                                narazie jest ok, ale boję się, że do pierwszej różnicy zdań. Trzymajcie kciuki,
                                jutro opowiem Wam jak poszło!
                                • ladyhawke12 Re: AK, 05.04.06, 08:42
                                  trzymam ckiuki mocno i czekam na relacje po
                                  • afryka75 Re: AK, 05.04.06, 11:13
                                    Ja też trzymam kciuki. Oby wszystko układało się jak najlepiej.
                                    • yashka I ja 05.04.06, 13:16
                                      się przyłączam do trzymania kciuków smile)))
                                      • amws Re: I ja 05.04.06, 13:18
                                        daj znac ,koniecznie, jak bedziesz po
                                        • ak70 Re: Już po 06.04.06, 07:53
                                          No więc... byliśmy smile Jeszcze wychodząc z domu na terapię mąż zapytał: "a
                                          musimy tam w ogóle jechać?" Ale jak spojrzał na moją minę dodał "ok, ok, jak Ci
                                          ma to pomóc". No więc pojechaliśmy.
                                          Terapeuci od razu nas poznali, pan Piotr stwierdził "strasznie pani schudła",
                                          zapytali co sie działo od naszego ostatniego spotkania (byliśmy chyba w maju
                                          2005). Więc opowiedziałam, oczywiście skrótowo, bo jeszcze bardzo mnie boli.
                                          Porozmawialiśmy, oni zadawali pytania, słuchali, naprowadzali na wnioski,
                                          wyciągali od nas zeznania... a na koniec zapytali "to w zasadzie do czego teraz
                                          jesteśmy Państwu potrzebni?". Wyszło na to, że damy sobie rade i bez ich
                                          pomocy. Musze przyznać, że mąż podczas całego spotkania zachowywał sie ok,
                                          starał się być szczery, nie wybielał siebie, nie przypisywał mnie wszystkich
                                          win... sporo mówił. Oni mu wyraźnie powiedzieli (zresztą to samo co
                                          powiedziałam mu wcześniej ja), że jeśli pójdę w październiku na terapię DDA to
                                          będę bardzo potrzebować jego wsparcia i on będzie musiał mieć dużo siły, aby
                                          mnie wtedy podtrzymywać i znosić, bo to będzie dla mnie bardzo trudny czas.
                                          Kiedy po raz kolejny zapytali po co chcemy chodzić powiedziałam, że chciałabym,
                                          aby mój mąż nauczył się mówić o sobie, swoich uczuciach i nauczył sie słuchać i
                                          rozumiec co sie do niego mówi, a przede wszystkim zwracac uwage na uczucia i
                                          potrzeby innych (nie tylko moje dzieci też). Więc kolejne spotkanie mamy 26
                                          kwietnia smile
                                          Podsumowując: chyba jestem zadowolona. Narazie wygląda to tak jak sobie
                                          wyobrażałam i idzie we właściwym kierunku. Po spotkaniu mąż mnie przytulił i
                                          pozwolił mi się wypłakać na swoim ramieniu. Czy to nie jest pozytywna zmiana?
                                          Kiedys nawet by nie zauważył (lub udawał, że nie widzi) jak płaczę, a o
                                          przytuleniu w ogóle nie było mowy! Mam tylko nadzieje, że starczy mu zapału i
                                          nadal będzie sie chciał czegoś dowiedziec o sobie, cos w sobie zmienić (głównie
                                          myślenie, bo za tym juz pójdzie zachowanie). Dziękuję, że trzymałyście kciuki,
                                          poskutkowało!! Ja teraz będe trzymac za Was, aby ułożyło sie Wam jak najlepiej.
                                          A jak będziecie w Kielcach nawet przejazdem to niech mi się żadna nie waży
                                          zrobic tego po kryjomu i sie ze mną nie zobaczyć! wink**
                                          • yashka Bardzo się cieszę, 06.04.06, 08:18
                                            że wizyta u terapeuty tak się potoczyła! Wydaje mi się, że zrobiliście jakiś
                                            krok naprzód - tak trzymać! Pozdrawiam Cię gorąco i życzę wszystkiego
                                            najlepszego. A jak będziesz przejazdem w Poznaniu, to też zapraszam smile))
                                            • afryka75 Re: Bardzo się cieszę, 06.04.06, 15:38
                                              Ak, teżsię cieszę niesamowicie- widać, ze Twój mąż chyba naprawdę chce wszystko
                                              naprawić, ze się stara...
                                              Trzymam cały czas kciuki za Was.
                                          • emde74 Re: Już po 10.04.06, 11:36
                                            zazdroszczę Wam. jesteście odważni. ja już nawet nie liczę, że M się odważy na
                                            coś takiego. M.
                                            • ak70 Re: Już po 11.04.06, 08:29
                                              Moja droga EM! Nadzieja jest zawsze! Jeśli widzisz choć cień wątpliwości u
                                              niego - walcz! Jeśli uważasz, że warto... jeśli nie zgubisz siebie... powroty
                                              są dobre, ale nie za wszelką cenę... nie za cenę swojego ja - choćby trochę
                                              egoistycznego. Jeśli Ci zależy, jeśli jemu jeszcze ciut zależy - będzie ok!
                                              Pokaż mu, że chcesz spróbować, że się postarasz... ale on też musi się
                                              postarać! Terapia jest dobra, ale nie wystarczy... musicie CHCIEĆ - bez tego
                                              nie da rady. Trzymaj się, bądź mądra w podejmowaniu decyzji, pamiętaj, że nie
                                              jesteś sama smile*
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka