Dodaj do ulubionych

nowy z deprechą

20.03.06, 20:44
Witam wszystkich osamotnionych z przymusu sad

Mam niezła deprechę chociaż przez ostatnie dni/tygodnie starałem sie poukładać
sobie to wszystko w głowie.

Za pare lat trzydziestka (juz blisko), 6 lat małżeństwa. wydawałoby sie
szcześliwego. jak to w zyciu wzloty i upadki. wielka miłość. potem jakies
drobne problemy, zaczynając od braku zaintersowania seksem, wspólnym
spedzaniem czasu etc.

3 tygodnie temu pękła, wyrzuciła wszystko z siebie. dla mnie szok.
makabryczny. robimy liste rzeczy do zmian, niby zgadza sie. ja szczesliwy ze
udalo mi sie inaczej spojrzec na pewne rzeczy, ze teraz trzeba mocniej
popracowac, ze bedzie dobrze.

nie minal tydzien a tu pekla drugi raz. nie. wlasciwie to ona juz nic nie
chce. chce spokoju, ciszy, samotnosci.

staje na głowie, błagam, płaszcze się, płacze.... -> nie bierz mnie na litośc
mowi..

zimna, obca, oddalona.

w inny dzien da buzi, przytuli sie.

to chcesz cos jeszcze? to walczymy? robimy cos? - nie wiem.

potem okazuje sie ze od kilku tygodni organizuje sobie nowe mieszkanie. od
początku mnie zwodziła. po co to "nie wiem"? Nie mozna mi bylo zaoszczedzic
cierpienia?

Od wczoraj wiem, że jak bedzie tylko okazja to sie wyprowadza. Powiedzialem
ok. Juz nie walcze. Zabijam to w sobie. Na tym forum juz ktoś napisał: jest
taki moment w którym juz nic nie da się zrobić i trzeba wyjśc z twarzą, jak
mężczyzna, w spokoju zając się sobą.

nie potrafię tak bo KOCHAM kocham niemożliwie mocno. Dlatego cisne wszystko w
sobie, w dzień pracuje, wieczorem coś popije. i jestem sam. spie obok niej i
dreszczy dostaje.

jak tu sie odkochać jaknajszybciej?!? jak znieśc ten ból? jak sobie pomysle,
że tych cudownych ust, tego ciala, tych wlosow, piersi juz nigdy nie bedzie
przy mnie to dostaje takiego klocia w sercu, ze obiecuje sobie juz o tym nie
mysleć zanim jakiegoś zawału dostane...

teraz jestem na etapie nie myslec o milosci, pomyslec o sobie. ale tutaj
nastepny problem: stary, rozwodnik, bez niczego. zostanę samotny. ja, samotny.
ten facet który potrafi tak mocno kochac i dawac tyle milosci.

a ona? ona pracuje calymi dniami, wraca po 21, robi kariere. jestem balastem.
ona uświadomila sobie, ze chce byc sama, z enie chce zadnej rodziny, nigdy
zadnych dzieci.

a bylo nam tak cudonie. szkoda, ze teraz doszla do takich wnioskow. ona sobie
w spokoju odchodzi. nie widac po niej żadnych uczuc. a ja zostaje w krwawiącym
sercem... bez szans na przyszłośc...
Obserwuj wątek
    • mgrania Re: nowy z deprechą 20.03.06, 21:01
      Witaj nowy
      To, że boli to zrozumiałe w Twojej sytuacji, gdy kocha się bardzo , gorsze
      jest to , że będzie bolało jeszcze mocno i długo.
      Z czasem jednak będzie bolało coraz mniej, aż kiedyś sam dojdziesz do wniosku,
      ze wszystko dopiero przed Tobą.
      Życzliwa
      • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 20.03.06, 21:17
        nie.. nie.. nie moze dlugo.. to mnie zniszczy... szukam jakis sposobow na
        pozbycie sie tego balastu. zwazywszy ze jestem osoba bardzo uczuciowa to pewnie
        masz racje - bedzie dlugo.. ale musze zrobic wszystko zeby tak nie bylo... no
        przeciez nie stane w miejscu i sie nie zaplacze na smierc.

        najgorsze sa mysli o tym wszystkim co razem przeszlismy i o tym ze teraz ktos
        inny polozy lape na niej a ona z innym bedzie wzdychac... to mnie normalnie
        powala na ziemie...

        jak sie dowiedza moim rodzice to pewnie tez szok przezyja. jej pewnie cos
        podejrzewaja i pewnie sa super zadowoleni. ch**e. i jeszcze musi przyjsc dzien w
        ktorym pudelko po pudelku bedzie wywozic wszystko z mieszkania zabierajac przy
        okazji pol dobytku i wtedy to dopiero bedzie jazda nawet jak sie juz troche
        pozbieram.
        • samosia75 Re: nowy z deprechą 20.03.06, 21:34
          Witaj nowy.
          Porozmawiaj może ze Scripitusem. Chyba dużo was łączy. Pozdrawiam wirtualnie.
          • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 20.03.06, 21:50
            hmm. niesadze. czytalem jeden długi wątek. na szczescie ja nie mam dzieci. i nie
            moge dluzej tego ciagnac skoro ona mnie nie kocha. nie powiedziala tego, pewnie
            sie boi ale tak jest, to widać.

            wiec na pewno nie bede w tym trwal tylko bo kocham. kocham ale jednoczesnie nie
            dostaje milosci. szkoda siebie ciagle oszukiwac. ale oczywiscie bol jest ogromny.
          • jarkoni Re: nowy z deprechą 20.03.06, 21:51
            Samosiu, pomyslałem o tym samym...Że Scriptus miał podobnie, ale szybciej to
            tutaj napisałaś...
            • scriptus Re: nowy z deprechą 21.03.06, 14:04
              Nie wiem, jakie jest rozwiązanie Twojego problemu.
              Jeżeli Ona Cię nie kocha, albo nie wie, czy kocha, przestała kochać, to są
              fakty, na które masz niewielki wpływ, chociaż możesz stale o nią i jej miłość
              zabiegać.
              Ważniejsze jest, żebyś pokonał swoją niemoc, depresję. Stany depresyjne
              zmniejszają Twoje szanse na osiągnięcie czegokolwiek, w tym odzyskanie jej miłości.
              Jedyny sposób, to pogodzić się z tym wszystkim. Nie wiem, czy to trafione
              porównanie, ale w przypadku np. utraty kończyny jedni się załamują i popadają w
              depresję, drudzy starają się udowodnić sobie i innym, że nadal są
              pełnowartościowi i potrafią żyć niemal tak samo bez niej.
              • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:33
                Jak sobie pójdzie, przezyje depresje i się pozbieram to okej, nowe zycie, nowe
                perspektywy. Można sobie wciskać jakiś afirmacyjny kit.

                Tylko nie rozumiem dlaczego teraz mam byc silny i pokazać jej, że jej nie
                potrzebuje skoro to nieprawda i dlaczego teraz mam jej ułatwiać: "o, dobrze to
                przyjął, jest okej, to ja sobie odchodzę z czystym sumieniem. Nic mu nie będzie.
                uff, mogło być gorzej."
                • scriptus Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:56
                  Właśnie teraz masz być silny, kobiety nie lubią słabeuszy.
                  I nie masz jej pokazywać, że jej nie potrzebujesz, albo, że ona Ciebie nie
                  potrzebuje, wręcz przeciwnie. A jeśli chodzi o ułatwianie "o, dobrze to
                  przyjął", jeśli nie kocha, nie ma to dla niej żadnego znaczenia, nawet nie
                  będzie miała wyrzutów sumienia. Branie na litość, to kiepskie rozwiązanie i
                  nieskuteczne.
                  Weź się w garść chłopie.
                  Być może czas nadszedł na jakieś zmiany, jeśli ona chce robić jakąś karierę i
                  przeszkadza jej małżeństwo z Tobą, to może jakaś przyczyna leży po Twojej
                  stronie? Może nie tylko ona coś musi zrobić, ale i Ty? Z kapryśną i niedojrzałą
                  kobietą też da się żyć, ale trzeba umieć z nią postępować.
                  Nie znam Waszej sytuacji, ale jeżeli nadal mieszkacie razem, to macie jakąś
                  wspólną płaszczyznę. A to, że ona ma, czy potrzebuje osobnego mieszkania, co w
                  tym nadzwyczajnego? Czy np artyści nie mają swoich pracowni?
                  • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 16:47
                    Łatwo mówic... w jeden dzien jestem pozbierany, potem przychodzi zimna, smutna
                    noc i rano jestem całkowicie rozwalony bez checi do zycia.

                    Nie mozna odmowic sensu temu co napisales ale z wykonaniem nie jest juz tak
                    prosto. Ja sie wezme za siebie, stane na glowie, po mesku, bez uzalania
                    (przynajmniej na zewnatrz) itp. az do momentu jak przyjdzie czas kupna
                    mieszkania i wszystko zleci na mnie ze zwiekszona sila. A wtedy to juz totalna
                    załamka...
                    • scriptus Re: nowy z deprechą 21.03.06, 19:29
                      Tak trzymaj, weź się za siebie, po męsku, kryzysy będą przychodzić, ale za nie
                      też się weźmiesz po męsku. Chłopaki nie płaczą, nawet, gdy boli.
                      (nie martw się, ze mnie też żaden twardziel i często mam kryzysy, ale mam też
                      świadomość, że poddawanie sie kryzysom do niczego nie prowadzi, a często trzeba
                      potem ciężko odrabiać, co w czasie takiego kryzysu sie straciło, niech będzie,
                      że to chłodna kalkulacja)
                  • gochaszcz Przemyśl to co napisał Scriptus... 21.03.06, 18:07
                    ...takiej wiedzy nabywamy z wiekiem...
                    W pełni sie z tym zgadzam,że kobiety nie znoszą słabeszy i brania na litość.Ze
                    wszystkim sie zgadzam jako kobieta,może dodałabym tylko,ze z upływem lat wiemy
                    już czego chcemy od życia.może na nią też przyszedł czas?
                    Mężczyźni potrafią żyć w czterech ścianach zwanych domem,myślę,że dla kobiet
                    taki stan to powolne umieranie.Zdecydowanie potrzebujemy czegos więcej niż tylko
                    ,,męskich spodni" w domu.
                    • scriptus Re: Przemyśl to co napisał Scriptus... 21.03.06, 19:59
                      Tyle się mówi o równouprawnieniu....
                      Kobiety mają takie samo prawo mieć inicjatywę, coś zaproponować, a nie tylko
                      czekać, co wymyśli ich partner.
                      Mężczyźni nie ograniczają się do czterech ścian, zawsze coś mają, często coś
                      proponują, a kobiety są zmęczone, uważają, że to nudne, itd. A mężczyzna, pyta,
                      idziesz, nie idziesz, nie, to idzie sam, po iluś odmowach już nie proponuje, bo
                      po co? I jego Pani czuję sie opuszczona, zaniedbana. Panowie, nie ustawajcie,
                      zawsze proponujcie swoim Paniom udział w tym, co robicie... a Panie? dobrze by
                      było, żeby też miały jakieś swoje pomysły, przecież mogą być wspaniałe, wielu
                      facetów by poszło nawet na babski wieczorek, byle tylko być razem z Wami.
                      • gochaszcz Równouprawnienie... 22.03.06, 01:29
                        Bardziej odpowiada mi słowo partnerstwo od rownouprawnienia.
                        Inicjatywa pewnie związana jest z potrzebami,zdecydowanie nalezy do obu stron.
                        Co do tych czterech ścian to...mężczyźni lubią je mieć,natomiast przyjemności
                        niekoniecznie muszą być z nimi związane...
                        Padają męskie propozycje,zwykle nagle i to chyba czasem zniechęca,choć bywa i
                        urocze.Kiedy przytłacza nas nadmiar obowiązków,mamy prawo byc zmęczone, no chyba
                        że partner potrafi nas wyręczyć i wygospodarować w ten sposób czas dla siebie.
                        Zawsze myślałam,że mężczyxni dużo bardziej wolą wyjścia bez swoich połowic,bo to
                        wygodne, nikt im nie zrzędzi, nie liczy wypitych kieliszków itp.
                        Gorzej jak to my proponujemy wtedy dużo milej jest wyciągnąć się na kanapie i
                        stać władcą pilota...
                        Babski wieczorek jest marzeniem wielu facetów winkale z innych względów...żeby na
                        nim być, chętnie schowali by się w szafie...
                        Szkoda tylko,że jak coś proponujemy,to zwykle towarzystwo naszych znajomych nie
                        odpowiada naszym facetom...takie to błędne koło.Kto lubi słuchać,że ta jest taka
                        a tamten taki.Trudno też o kompromis kiedy lubi się inne fimy,albo ktoś woli
                        mecz od teatru.
                        Ale namawiam gorąco Kobiety,zabierajcie swoich facetow ze sobą,skoro oni tak
                        bardzo chcą być z nami...Nie wiem tylko,czy nie ogranicza się to do początkowej
                        fazie męskiej fascynacji nami...
                        Słyszałam,ze to kobiety chcą spędzać jak najwięcej czasu ze swoimi
                        mężczyznami...wszędzie razem, aż do znudzenia i ze takie ciągle przebywanie
                        razem, psuje związki.Chyba jednak ktoś się mylił...
    • md0512 Re: nowy z deprechą 20.03.06, 21:36
      Witaj smile

      Czas leczy rany - więc tego Ci teraz potrzeba.
      Płacz - to pomaga.
      Ale nie błagaj, nie proś, nie mów że kochasz. Nie pokazuj swojej słabości. Pozwól jej odejść, zerwij kontakt. Jak dojdzie do wniosku, że kocha - wróci. Jak nie wróci - nigdy nie kochała.
      • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 20.03.06, 22:00
        mieszkamy razem jeszcze - więc boli masakrycznie (mogla by nie chodzic z tymi
        cyckami na wierzchu) i bedzie jeszcze dlugo bolalo.

        juz nie prosze, nie blagam. zrozumialem. prosilem i blagalem jak myslałem, że to
        jest kryzys, że to jest rzecz do przejścia. jak zobaczyłem moja najukochańszą
        zimna, pusta, bez uczuć która spokojnie mówi: nie, to zrozumiałem. nie ma juz
        uczucia.

        nie, jak odejdzie juz nigdy nie wroci. zreszta mialbym ja wtedy przyjac?
        najpierw cierpie jak kretyn, gnije codziennie na nowo, a potem z otwartymi
        ramionami? no to nawet nie ma co isc z dyskusja w ta strone bo jak odejdzie to
        ostatecznie uswiadomi sobie, ze juz nie kocha i ze dobrze zrobila.

        a na razie to mieszkamy razem. ciekawe ile.. miesiac, dwa, trzy, pol roku. i jak
        tu teraz sie odizolować? jak zupełnie zobojetniec i zając sie pracą. jak
        przestac o niej myslec, jak przestac myslec o seksie. i to bynajmniej nie o
        mechanicznym pustym ruchaniu (to sie akurat da zalawtic za $).

        masakra.. deprecha mnie zzera. i ten stan z eniby jest okej. wszystko zostalo
        powiedziane. zyjemy dalej. dzien dobry, do widzenia. chcesz herbaty? idziemy spac?

        jezeli juz na prawde nie ma wyjscia to wolalbym zeby szybko dostala ten kredyt
        na mieszkanie i sie wyprowadziła. wtedy dopiero na prawde dostane tej prawdziwej
        deprechy, zaloby, smutku i zalu. ale tez od tego miejsca czas poleci do przodu.

        Dałem jej masakrycznie duzo miłości, czasami zawiodłem (kretyn) ale w zasadzie
        przez ostatnie lata nie dostałem nic. a teraz nóz w plecy.
        • ak70 Re: nowy z deprechą 21.03.06, 07:55
          Skądś to znam... ja walczyłam... pozornie wygrałam-on został. Ale patrząc na
          niego teraz codziennie kiedy nadal żyje obok mnie a nie ze mną, jak zimno i na
          dystans traktuje własnego syna... zastanawiam sie czy było warto...?
          Jesteś silny... ten ból minie jakis czas po jej odejściu... trzymaj się.
          • anja_pl do ak70 21.03.06, 10:56
            czy chodzicie razem na terapię? czy jemu na tym zależy? pamiętaj, on tez musi
            się starać, to ważne....
            • ak70 Re: do ak70 21.03.06, 11:01
              Anja... nie wiem... mówi co innego, robi co innego... jest zdystansowany,
              chłodny... niby pomaga, ale wieczorkiem zamiast żoną zajmuje sie TV... żadnych
              wspólnych przegadanych wieczorów, pocałunków, przytulania, ciepła... narazie
              daję radę, ale jak długo? Terapię mamy umówioną 5 kwietnia - to za 2 tygodnie!
              Tak wiele może się do tego czasu wydarzyć... mam wrażenie, że Bóg codziennie
              daje mi do zrozumienia, że zrobiłam źle. Ale dlaczego? Przecież przysięgałam
              przez Nim... chciałam dotrzymac słowa... juz nie rozumiem...
              • anja_pl Re: do ak70 21.03.06, 11:17
                może to jest tak, jak mindsailor napisała...
              • wpunkciewyjscia Re: do ak70 21.03.06, 15:23
                no właśnie. Dlatego jak juz jest za późno to nie chce dalej nadskakiwać, nie
                chce trzymac na siłe (chociaż serce by sie teraz zgodziło na każdą forme byle
                byc razem to rozum mówi, że to do niczego nie prowadzi). Jak juz nie ma szans to
                niech idzie. Z pewnościa tego nie wytrzymam ale cóż...

                dzisiaj zrobiłem sobie wolne, nie dałem rady się skupić na czymkolwiek, polazłem
                spać, pół dnia przespałem całkowicie przygnębiony. Od kilku dni właściwie nie
                jem - nie, nie jestem kretynem, nie głodze się komus na złość, po prostu nie
                jestem głodny. Jem jedną kanapke dziennie a i tą wpycham mocno na siłę aby cos
                zjeśc bo jeść trzeba...

                schudłem juz 9kg przez ostatnie tygodnie. nawet fajnie bo przez zimę za mocno
                przytyłem... ale mam nadzieje, mimo wszystko, że uda mi sie wrócic do jakiegos
                stanu normalności mozliwie szybko.

                Niby sobie wszystko powiedziałem, ustaliłem plan działania, przyszłośc, miałem
                skupić się na pracy to.. to na razie nic z tego nie wychodzi. To tylko puste
                słowa, które przegrywaja z moim organizmem... sad
      • mindsailor Re: nowy z deprechą 21.03.06, 10:00
        Jak dojdzie do wniosku, że kocha - wróci. Jak ni
        > e wróci - nigdy nie kochała.


        nie prawda! może juz nie będzie mogła wrócić
        • anja_pl Re: nowy z deprechą 21.03.06, 10:54
          prawda mindsailor, nie zawsze mozna wrócic i nie tylko dlatego, że związany
          jest ten ktoś z kims innym sad
          • mindsailor Re: nowy z deprechą 21.03.06, 11:12
            cieszę się, że mnie rozumieszsmile))
    • anja_pl Re: nowy z deprechą 21.03.06, 09:24
      znam to, u mnie inaczej, ale jednak podobnie:
      ja kocham, on nie
      i tez sie dowiedziałm tego nagle i niespodziewanie,

      trwa to juz długo, nie mieszkamuy razem 1,5 roku, ale ból nie minął, nauczyłam
      sie z tym bólem żyć, czasami jest mocniejszy, czasami słabszy, ciągle mnie
      boli, jak sie dowiaduję,że jedzie do niej,

      jesteś w tej dobrej sytuacji,że nie macie dzieci - nie będziesz jej musiał
      widzieć,
      jesteś w tej złej sytuacji, że nie macie dzieci - zostajesz sam,
    • julka1800 Re: nowy z deprechą 21.03.06, 10:09
      Sorry coś mi sie tu nie zgadza.
      Piszesz ze żona mówi kategorycznie NIE, że ona chce odejść, ze organizuje sobie
      nowe lokum i co ? a tymczasem chodzi cytuje "cyckami na wierzchu", pyta
      sie "chcesz herbaty?"
      To mi sie nie zgadza, moge sobie wyobrazić ze gdybym ja chciala odejśc od męża,
      nie pytalabym sie czy chce herbaty, na jego pytanie "chcesz herbaty" nic bym
      nie odpowiadala, i ogolnie gdy on bylby w domu ja wychodzilabym byleby tylko
      nie musiec przebywac z nim w czterach scianach razem! a juz na pewno NIE
      PARADOWALABYM w jego obecności niekompletnie ubrana!!

      Moze Twoja zone nie jest do konca pewna czego chce?
      • maheda Re: nowy z deprechą 21.03.06, 13:58
        Juleczko, mi się więcej nie zgadza. To również, ale w ogóle oprócz braku
        fizyczności, nie ma w postach Nowego np. żalu, że razem gdzieś nie pójdą, że
        razem czegoś nie obejrzą, że nie będzie miał się z kim podzielić tym, co
        przeżył, że nie będzie wysłuchiwał jej opowiadań - jest wyłącznie żal za
        utraconym wspaniałym ciałem.
        Jeśli widział w niej przede wszystkim ciało, a reszta była zbędnym dodatkiem -
        mogłabym zrozumieć oświadczenie o wyprowadzce i potem paradowanie półnago po
        domu, jako coś w rodzaju zemsty.
        Jeśli mój mąż po sześciu latach małżeństwa wszystkim opowiadałby, że nie jest w
        stanie znieść, że nie będzize spał koło moich części ciała i nie będzie mógł
        znieść, że ktoś ewentualnie położy na mnie łapę (nie wspominając o niczym
        więcej) - poczułabym, że zrobiłam słusznie, podejmując decyzję o rozstaniu.
        • anja_pl Re: nowy z deprechą 21.03.06, 14:02
          mądra z Ciebie kobieta, mahedo
          • maheda Re: nowy z deprechą 21.03.06, 14:36
            wink dostanę to na papierze?
            Człowiek głupcem się rodzi, głupcem żyje i głupcem umiera. Taka prawda.
        • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:28
          Oj spłycasz wszystko. To tylko raptem kilka moich postów z wielu lat zycia. Nie
          da się w kilku zdaniach opisać mojego żalu i rozpaczy. Poza tym jak zaczne
          wszystko wymieniać to znów zaczne sie nakręcac i nie będe w stanie nic zrobić.

          Akurat seks to nam od dawna źle szedł więc teoretycznie nie mogę tylko w ten
          sposób za nia tesknić.

          Oczywiście, że będzie mi żal wspólnych rozmów, wyjść, spierania sie na ciekawe
          tematy, wspónego gnoijenia polityków, itd. itd. wole nie wymieniać dalej...

          Nie oceniaj tak surowo po paru zdaniach smile
          • maheda Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:33
            Tylko o tym pisałeś, więc się do tego odniosłam.
            Poza tym - nie podoba mi się fakt, że o swoich teściach piszesz "ch**e".
            Niezależnie od wszystkiego - jeśli ją kochasz, to jak w ogóle możesz w ten
            sposób pisać (a nawet myśleć) o jej rodzicach?!
            Ja wyjątkowo nie lubię swojej byłej teściowej, nie podoba mi się Jej postawa,
            ani z czasów mojego małżeństwa, ani z czasu obecnego - w życiu jednak nie
            przyszłoby mi do głowy, żeby w ten sposób Ją czy mojego Eks-Teścia obrażać!!!
            • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:38
              oni są wszystkiemu winni, zawsze psuli nam związek, zawsze, zawsze, zawsze. To
              nie jest kwestia nielubienia, to kwestia nienawiści. Oczywiście teraz mozna
              dyskutować nad sensem tej nienawiści etc. tylko po co? To akurat nic nie zmieni.
              • maheda Re: nowy z deprechą 21.03.06, 18:11
                Zawsze - to najłatwiej jest zwalić na kogo innego.
                Jak dziecko - najłatwiej jest tupnąć nogą ze złością i stwierdzić, że wszystko
                jest czyjąś winą.
                • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 18:15
                  ja nie mówie, że to ich wina bo problemy byly gdzie indziej. ja mowie tylko, ze
                  zawsze robili problemy, zawsze przez nich byly klopoty, placz, zawsze cos
                  narobili i trzeba bylo po nich sprzatac. zawsze.
                  • maheda Re: nowy z deprechą 21.03.06, 18:22
                    W takim razie najpierw się zastanów, CO chcesz powiedzieć, a dopiero potem mów.
                    Powiedziałeś najpierw:
                    "oni są wszystkiemu winni, zawsze psuli nam związek, zawsze, zawsze, zawsze"
                    A teraz mówisz:
                    "ja nie mówie, że to ich wina bo problemy byly gdzie indziej."
                    No to psuli czy nie psuli?
                    Jeśli tak samo "jasno" komunikujesz w rozmowach z żoną - to w życiu się nie
                    porozumiecie. Powinieneś wiedzieć, co myślisz, czego chcesz - i najpierw
                    pomyśleć, a dopiero potem się odzywać - nawet, jeśli miałoby to przynosić
                    kilkuminutowe przerwy w rozmowie po każdym wypowiedzianym zdaniu.
                    U mnie też były płacze, problemy i kłopoty. Mimo to - nie wpadłabym na to, żeby
                    takim słowem określać rodziców mojego Eksa.
                    • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 18:36
                      tak, przepraszam, robie na komputerze kilka rzeczy na raz (praca, staram sie coś
                      zrobić) więc te mysli sa takie urywane i niespójne. Nie sadze abym tak rozmawiał
                      z zona. Zdecydowanie nie. Na ogól mam cos dokladnie przemyslanego i
                      opracowanego wink internet ma swoj dziwaczy sposob komunikacji i trudno podobnie w
                      'real life' wink

                      Co do tesciow: nie sa bezposrednio sprawcami problemow ale przez tyle lat
                      codziennie dorzucali cegielke a teraz zalatwiaja jej mieszkanie. i nie mow ze to
                      nie jest nacisk i namawianie do zakonczenia tego zwiazku?

                      Mówisz, że Ty bys nie nazwala tak. owszem. sa rozni ludzie i rozne sposoby
                      odreagowania. a co powiesz na tescia ganiajacego z siekiera po mieszkaniu
                      grozacego innym smiercia? co powiesz na to, ze dzwoni sie po policje a tydzien
                      pozniej cala rodzina wsiada na ciebie aby jednak odwolac zeznania bo oni sie juz
                      niby pogodzili? a co powiesz na to, ze tygodnie pozniej wszyscy udaja ze jest
                      okej, kochajaca rodzina, buzi buzi... nie potrafie zyc w takim zaklamaniu... a
                      oni od "siekiery" do "siekiery"...

                      ale zeszlismy calkowicie z tematu.. szkoda gadac o tesciach... obecnych mam
                      tragicznych a nowych pewnie juz nigdy nie bede mial. Nawet jakby sie szczescie
                      do mnie usmiechnelo to juz widze te docinki o rozwodniku, przegranym, looserze...
                      • maheda Re: nowy z deprechą 21.03.06, 19:05
                        Co do robienia naraz różnych rzeczy - przypuszczam, że spory odsetek ludzi tutaj
                        właśnie tak pisze na dorum - równocześnie pracując w kolejnych okienkach, czy
                        może po prostu rozmawiając/sprawdzając maile/surfując po necie. Najpierw pomyśl,
                        potem pisz - bo tutaj ocenia się posty, i do postów się odnosi, a nie do
                        człowieka żywego - bo takiego najczęściej nie znamy.
                        Co do teścia latającego z siekierą po mieszkaniu - jeśli tak Ci to przeszkadzało
                        (a nie jest to normalne), to trzeba było wziąć żonę i wyjechać z kraju, a
                        przynajmniej na drugi koniec Polski. Przypadki tego typu, jak opisujesz, znam z
                        niezbyt odległej mi rodziny - obyło się bez siekiery, ale różne narzędzia były w
                        ruchu - ponieważ agresorem był świeży mąż jednej z osób mieszkających w
                        prywatnym domu - rodzina zabroniła kategorycznie przyjazdów tego pana do domu,
                        pod groźbą złożenia doniesienia na policję - na zasadzie "jeśli żona chce, to
                        prosimy bardzo, może się wyprowadzić do męża". Oczywiście żona do męża się nie
                        wyprowadziła i mieszkają w różnych miastach. DAŁO się to jednak rozwiązać -
                        wystarczył jeden konkretny mężczyzna.
                        A co do mieszkania - mogą je kupować na wyraźną prośbę i życzenie córki.
      • afryka75 Re: nowy z deprechą 21.03.06, 14:52
        julka1800 napisała:

        > Sorry coś mi sie tu nie zgadza.
        > Piszesz ze żona mówi kategorycznie NIE, że ona chce odejść, ze organizuje
        sobie
        >
        > nowe lokum i co ? a tymczasem chodzi cytuje "cyckami na wierzchu", pyta
        > sie "chcesz herbaty?"
        > To mi sie nie zgadza, moge sobie wyobrazić ze gdybym ja chciala odejśc od
        męża,
        >
        > nie pytalabym sie czy chce herbaty, na jego pytanie "chcesz herbaty" nic bym
        > nie odpowiadala, i ogolnie gdy on bylby w domu ja wychodzilabym byleby tylko
        > nie musiec przebywac z nim w czterach scianach razem! a juz na pewno NIE
        > PARADOWALABYM w jego obecności niekompletnie ubrana!!
        >
        > Moze Twoja zone nie jest do konca pewna czego chce?

        Z drugiej strony, są tacy ludzie- mój ex, kiedy oznajmił, w sierpniu, ze mnie
        nie chce, też nie miał się zamiaru wyprowadzać. Tkwił w domu jako obcy
        człowiek, ale też pytał, czy chcę herbatę, też spacerował roznegliżowany, był
        uprzejmy itd.
        W ten sposób rozumiał kulturalne i bez klótni rozstawanie się.
        Ale ile mnie to kosztowąło zdrowia, to tylko ja sama wiem sad

        (Witam ponownie na forum, po pół roku przerwy smile )
        • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:47
          Dokładnie, całkowicie się podpisuje pod tym co napisałaś. Ona już wyprana z
          uczuc stara się byc miła i nie widzi jak ja cierpie. Chyba nawet tego nie
          rozumie. Ot zyje sobie dalej bo przeciez trzeba jakoś zyć.
          • afryka75 Re: nowy z deprechą 21.03.06, 23:10
            wpunkciewyjscia napisał:

            > Dokładnie, całkowicie się podpisuje pod tym co napisałaś. Ona już wyprana z
            > uczuc stara się byc miła i nie widzi jak ja cierpie. Chyba nawet tego nie
            > rozumie. Ot zyje sobie dalej bo przeciez trzeba jakoś zyć.

            Mój budował w ten sposób w swoich własnych oczach szlachetny wizerunek samego
            siebie.
            Bo przeciez lepiej odejśc w poczuciu, ze się zachowało "klasę", niż że było się
            zwykłą szują.
      • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:16
        ot po prostu chce miec spokój. nie każdy chce odchodzić z ogromna awanturą i
        znienawidzeniem obu stron. Mnie tez te gesty denerwują bo czasami daja jakieś
        złudzenie, że jest jeszcze nadzieja. Ale jak proponuje rozmowę to juz słyszę
        "znowu?". Mówię, że przecież ostatecznie nie powiedzieliśmy sobie cześć więc
        czas na jasna decyzje. Ale z tego zawsze wychodzi jakaś bezsensowna gadka.
        Wcześniej wziąłbym to za rozdarcie, problemem z podjęciem decyzji. Ale teraz
        mysle, że ona nie ma odwagi jasno powiedzieć, że to koniec, chociaż ja tyle razy
        prosiłem żeby sie jasno określiła. Chyba chce zwalić na mnie wine miec zupełny
        spokój.

        Ok, nie chce? Ok, niech odchodzi, poumieram w samotnosci z tesknoty do niej ale
        niech nie mowi, ze sama nie wie jednocześnie załatwiając sobie nowe zycie,
        organizujac wszystko, nieodzywajac sie, nie chcac podjac rozmowy. nic.

        walczyc? moge, pewnie, zrobie wszystko. ale mam już wrażenie, że to by było
        takie skakanie i przedluzanie mojej agonii sad bo ona tylko nie: wyjdzmy,
        wyjedzmy, zrobmy cos - nie, nie, nie...

        ps. co do tych "cycków" to jestem pewien, że to nieświadomie bo całe życie tak
        robiła: lata po mieszkaniu, ubiera sie godzine, robi tysiac innych rzeczy,
        prasuje, wszystko w biegu to i czasami niekompletnie ubrana. z pewnoscia nie
        jest to jakis sygnał do czegokolwiek sad

        piszesz:
        "Moze Twoja zone nie jest do konca pewna czego chce?"

        cos w tym jest, przynajmniej tym się zasłania, ale jednoczesnie j/w pisałem,
        wszystko już załatwia, rozmów nie chce prowadzić, zmian nie oczekuje.

        • julka1800 Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:22
          "rozmów nie chce prowadzić, zmian nie oczekuje"

          rozmów nie chce pewne! ona chce /byc moze/ czynów, a nie rozmów! czynów z
          Twojej strony facet, konkretnych czynów!
          A nie gedzenia tego samego kolejny raz.

          Zmian nie oczekuje? skad to wiesz?
          • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:43
            ok, możemy założyć taka wersję. chce czynów. to niech powie, języka nie ma?
            Jesteśmy w głebokim kryzysie a ona się bawi w gierki?

            Czyny? ok. Chcesz wyjsc? nie, pojedziemy gdzies? nie. Pogadac? nie.

            Jak masz jakieś pomysły na "czyny" to chętnie poczytam.
            • julka1800 Re: nowy z deprechą 21.03.06, 15:55
              zastanawialeś sie ze ona moze nie wiedzić jak Ci to powiedziec wprost
              dlatego "bawi sie w gierki" jak napisaleś.
              Jak siedzimy w glebokim kryzysie trudno nam rozsadnie myslec a jeszcze bardziej
              rozsadnie mowic.
              I ja nie mam gotowcow na Twoje czyny, gdybym miala jakiekolwiek nie bylabym
              moze rozwodką, Twoje malzenstwo Ty znasz zone.
              I nie atakuj jej bo jesli do niej zwracasz sie podobnie jak do mnie przed
              chwilą to z pewnościa nic z tego nie bedzie
              • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 16:43
                aargh.. odpisałem długiego posta i mi się wszystko zwiesiło sad

                w skrócie:
                nie zwróciłem się do Ciebie w żaden zły sposób(?!?). Jesli czyms uraziłem to
                przepraszam. Z pewnościa nie było to umyslne.

                Nie atakuje jej. Ona chce miec spokój i nie chce żadnych prób. Mogłaby sie
                przynajmniej okreslic, że to juz koniec żebym tak nie cierpiał myśląc, że jest
                jeszcze jakaś szansa. A tak to ona nawet w takiej sytuacji chce wygodnie z tego
                wyjść. teraz nie wiem nie wiem nie wiem a jak bedzie mieszkanko to w jeden dzień
                się dowie. Tym sposobem w spokoju przezyje sobie x czasu i sie wyprowadzi.

                Moge przejśc do czynów (jak wpadne o co może chodzić) ale obawiam się, że to
                będzie tylko dla jej świetego spokoju aby przeczekac ten czas wspólnego
                mieszkania a ja tylko narobie sobie nadzei a potem dostane jeszcze raz nozem w
                plecy. sad

                dzieki za mocne slowa. czasami potrzebne. niestety nie wszystko jest takie proste sad
                • julka1800 Re: nowy z deprechą 21.03.06, 16:55
                  hmmm ...w tym atakowaniu chodzilo mi o to ze byc moze w czasie rozmow z nia
                  tracisz cierpliwosc, naciskasz za bardzo, chcesz jednoznacznych odpowiedzi,
                  ktorych ona nie umie Ci dac. Moze to robisz niechcacy a ona to moze odebrac
                  jako atak

                  Mozliwe jest ze ona gra i bierze Cie na przeczekanie az upora sie z nowym
                  mieszkanie, mozliwe jest ze po prostu nie wie czego chce i zmiana Twojej
                  postawy przechylilaby szale in plus.

                  Czasami mocne slowa kogos z boku sa potrzebne i otwieraja nam oczy na to czego
                  sami tkwiac w calym tym galimatiasie nigdy bysmy nie zobaczyli.
                  • wpunkciewyjscia Re: nowy z deprechą 21.03.06, 17:04
                    masz racje. chce odpowiedzi. tak albo siak. nie potrafie inaczej. nie moge tez
                    zrozumiec jak nie mozna dac takiej prostej odpowiedzi. zawsze tez mozna
                    powiedziec "nie wiem ale sklaniam sie ku...". a takie 'nie wiem bo nie wiem bo
                    nie wiem' to dla mnie 'nie - ale boje sie powiedziec nie'.

                    i mam wrażenie ze to wszystko na przeczekanie. jak 2 tygodnie temu rozmawialismy
                    i wszystko poszlo w dobrym kierunku (jak myslalem) okazalo sie ze ona od razu
                    podjela kroki w sprawie mieszkania etc. Potem sie klocilismy o pewna rzecz,
                    zaczela mnie szantazowac, nie rozumialem dlaczego jej na tym zalezy. Dzien
                    pozniej sie okazalo: potrzebne do mieszkania. a wiec oszukiwala caly czas,
                    sciemniala, ja caly w skowronkach przystapiłem do programu naprawczego nie
                    wiedzac ze w tym czasie sa podejmowane decyzje zgola odmienne od tych jakie bym
                    chcial sad

                    to mnie dobilo. i dlatego teraz boje się, że to wszystko to tylko zaslona aby
                    jakos przeczekac. ja znow wyjde z siebie, wpompuje w siebie mase optymizmu a
                    potem znowu dostane taki cios ze sie nie pozbieram sad

                    ale nie mam wyjscia, zaryzykuje. najwyzej pozniej #$#@$$ szlag mnie trafi
                    zupelnie...
            • scriptus Mężczyźni są z marsa, kobiety ze snickersa... 21.03.06, 16:08
              Po prostu nie potraficie się porozumieć, dogadać, czytałem gdzieś, że mężczyźni
              i kobiety operują zupełnie różnymi pojęciami, a te same słowa mogą być zupełnie
              inaczej rozumiane. Mężczyźni mają inne potrzeby i oczekiwania od kobiet. W ogóle
              dziwne jest, że istnieja jakiekolwiek związki męsko - damskie, ale istnieją, co
              jest dowodem na to, że możliwa jest jakaś płaszczyzna wspólnego porozumienia.
              Tego trzeba szukać, samo z nieba nie spadnie.
        • gochaszcz Zyj każdym dniem... 21.03.06, 16:46
          Decyzji o odejściu, kupnie mieszkania,wyprowadzce nie podejmuje się pochopnie.
          Kobiety bardziej niż mężczyźni nie umieją życ w związkach,które im nie pasują. Z
          tego co zauważyłam, zwykle odchodzą do kogoś.Ale moze być też tak jak ze
          mną...może Twoja żona doszła do wniosku,że wyprowadzka pozwoli jej
          zrozumieć,czego chce. Tak sobie myślę,że to jest tak,że ludzie którzy żyją długo
          w związkach,niekoniecznie muszą się odnaleźć,kiedy zostają sami. Więc moze się
          okazać,że kiedy odejdzie,poczuje, że nie tego jej było trzeba.
          Na to tylko bym liczyła.
          Nikogo jednak nie da się zatrzymac na siłę,zmusić do miłości,mój własny
          sprawdzony sposób,żyć,otaczać się ludźmi,płakać tak by inni tego nie widzieli...
          Tak dobrze wyglądałam,ze to on zastanawiał się, co się takiego stało u mnie,a
          przecież to on odszedł do innej.Wrócił sam po 3 m-cach, ale już nigdy nie było
          tak jak wcześniej...nie jest...
          Podobną sytuację jak Ty miał mój porzyjaciel,przerabiałam ją razem z nim 2 lata
          temu,postępował dokładnie tak jak Ty.Jego żona zakochała się wtedy w jakims
          facecie przez internet i chciała odejść.
          Są razem, choć jak on sam twierdzi, nic przez ten czas się nie zmieniło,nadal
          jest chłodna,zresztą podobno taka właśnie jest z natury,a on ciepły, wrażliwy facet.
          Ostatnio popsuło się u nich,kiedy ona zaczęła lepiej zarabiać,robić karierę.Na
          kursie zwrócił na nia uwagę jakiś facet...Niby nie chciała odejść do nikogo,ale
          nie chciała też zostać.
          W ten sposób jakieś 3 m-ce temu znowu się zaczęło, dzielenie majątku, rozmowy o
          rozwodzie...on już nie przeżywał tego tak jak wcześniej.
          Uspokoiło się jednak,połączyło ich wspólne zauroczenie sportowym
          wozem,koniecznie chcą go kupić...pytanie tylko na jak długo...
          Nie rób tylko głupot,nie top smutków w butelce i nie zamykaj się w swojej
          skorupie...ciężko potem z niej wyjść,możesz mi wierzyć.
          Jesli potrafisz i ona Ci na to pozwala, ciesz się każdym dniem ,każdą chwilą
          spedzoną z nią...żyj tak jakby każdy kolejny dzień miał być ostatnim...
          Może zaskocz ją czymś,zrób coś czego by sie po Tobie nie spodziewała,a co
          jednocześnie sprawiłoby jej frajdę !!
          Powodzenia!!
          Kiedy czytam to co napisałeś to widzę tego mojego przyjaciela...
          • wpunkciewyjscia Re: Zyj każdym dniem... 21.03.06, 16:54
            dzieki. rzeczywiscie podobne sytuacje chociaz w mojej mam wrazenie, ze nie ma
            innego (moze jest jakis na widoku? ale jakiegos zwiazku chyba nie ma).

            Dlatego tez chcialbym aby jasno dala znac co chce: niech powie, ze juz chce w
            spokoju odejsc to nic nie powiem i dam jej robic co chce. Ale ta cala niepewnosc
            i ta manipulacja w momencie gdy czyni sie zupelnie cos innego mnie dobija.

            za to wątpie aby odeszła i zrozumiała, że to nie to. może sobie nawet tak
            pomyśleć (w co watpie) ale nie wróci. na pewno. to juz bedzie totalny koniec.
            • gochaszcz Re: Zyj każdym dniem... 21.03.06, 17:05
              Bywa,że doceniamy coś dopiero w momencie,kiedy to tracimy,więc moim zdaniem nic
              nie jest przesądzone jeszcze.Świadczy o tym również fakt,że chce jasno się
              oświadczyć, czego tak naprawdę chce.Jeśli nie ma innego, to w ten sposób
              zostawia chyba sobie furtkę,by w razie czego wrócić,ale nie robi tego, by Cię
              bardziej nie ranić.
              Tylko że na siłę nic nie da się zrobić,a odniesie to odwrotny skutek.
              Żona mojego przyjaciela też ma dość rozmów na ten temat,zachwouje się
              identycznie jak Twoja.
    • maziol Re: nowy z deprechą 07.04.06, 22:36
      Stary....rozumiem Cie ..mam to samo...bylem z dziewczyna 4 lata. Zostawila mnie
      dal faceta ktory jest 15 lat starszy. Wybaczylem kochalem przebaczylem wszystko,
      nic nie pomoglo. Caly problem polega na tym ze nie jestes w stanie wylaczyc
      uczucia wew. siebie. Ja bym chcial ze by byl taki przycisk "wylacz milosc".
      Niestety nie da sie. To chyba trzeba przeczekac... Kobiety maja w sobie cos
      takiego ze jak je naprawde kochasz to juz nie jestes atrakcyjny. Wstretne sa,
      wiem o tym czuje sie strasznie oszukany i wiem stary co czujesz. Juz po Tobie...
      Tak samo jak moja zalatwila mnie tak Twoja zalatwila Ciebie... musisz to
      przetrwac i tyle. Potem sie bedziesz z tego smial. Ja juz sie z jednej
      wyleczylem, teraz sie ciesze.

      Pozdrawiam
      maziol
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka