Witajcie
Zachęcona wątkiem "małej".
Mam 37 lat, 13 lat małżeństwa, syn lat 7,5.
Może od razu rzucę swój problem, choć i tak wiem, że sama muszę go rozwiązać,
ale różne doświadczenia dużo dają do myślenia.
Mój mąż poinformował mnie, że zamierza odejść i się rozwieść rok temu.
Przeżyłam szok. Prosiłam, żebyśmy choć dla syna spróbowali się dogadać, iść
do specjalisty, a jeśli to nie pomoże dopiero wtedy się rozstali, ale nie
chciał - podjął decyzję i już.
Nie było między nami dobrze w ostatnich latach, ale też nie byliśmy złym
małżeństwem. To może idiotycznie brzmi, ale nie będę tu robiła wiwisekcji
małżeństwa.
Oczywiście miałam czas płaczu, wycia, nieprzespanych nocy, utraty apetytu,
myślenia tylko o jednym, poczucia winy. Poszłam sama do psychologa i jakoś
uporządkowałam swoje wnętrze. Zrozumiałam co było moją winą, a co jego.
On się wyprowadził. I teraz....nadal formalnie jesteśmy małżeństwem.
Ja nie chciałam składać papierów rozwodowych, bo wyszłam z założenia, ze
dlaczego ja mam jeździć do sądu (inne miasto) i organizować papiery, skoro
nie ja zainicjowałam tę sytuację. On za to doszedł do wniosku, że wystarczy
mu wyprowadzka, a jak się rozwiedzie będzie musiał płacić dużo większy
podatek (on zarabia dużo, ja mało).
W grę wchodzi rozwód bez orzekania o winie, bo choć mogłabym zrobić z
orzekaniem, uważam, że nie ma sensu na siłę zatrzymywać kogoś przy sobie.
Słyszałam też, że trudno mieć normalne stosunki z eks po takim "praniu
brudów" w sądzie. A chcę mieć w miarę normalne, bo mamy syna i nie chcę w
jakikolwiek sposób synowi dokładać naszych negatywnych emocji. Uważam, że już
i tak go skrzywdziliśmy wystarczająco.
Teraz nie wiem: czy wnosić o rozwód?
Dodam, że nie chcę już go za męża. Uważam, że oddzielnie będziemy szczęśliwsi
i może każde z nas ułoży sobie lepiej życie.
On zachowuje się w porządku wobec syna: daje niemałe pieniądze na niego,
zajmuje się nim w tygodniu i w co drugi weekend. Wiem, że może się to
zmienić, kiedy będzie z jakąś kobietą, ale na razie jest dobrze.
Boję się jednak, że gdyby doszedł do wniosku, że chce wrócić, a ja nie będę
chciała, przestanie być taki "w porządku". I tego się boję i dlatego myślę o
rozwodzie.
Nie wiem, czy nie wyraziłam tego chaotycznie.
dziękuję