Dodaj do ulubionych

To ja się przedstawię:-)

30.03.06, 11:51
Witajciesmile
Zachęcona wątkiem "małej".
Mam 37 lat, 13 lat małżeństwa, syn lat 7,5.
Może od razu rzucę swój problem, choć i tak wiem, że sama muszę go rozwiązać,
ale różne doświadczenia dużo dają do myślenia.

Mój mąż poinformował mnie, że zamierza odejść i się rozwieść rok temu.
Przeżyłam szok. Prosiłam, żebyśmy choć dla syna spróbowali się dogadać, iść
do specjalisty, a jeśli to nie pomoże dopiero wtedy się rozstali, ale nie
chciał - podjął decyzję i już.
Nie było między nami dobrze w ostatnich latach, ale też nie byliśmy złym
małżeństwem. To może idiotycznie brzmi, ale nie będę tu robiła wiwisekcji
małżeństwa.
Oczywiście miałam czas płaczu, wycia, nieprzespanych nocy, utraty apetytu,
myślenia tylko o jednym, poczucia winy. Poszłam sama do psychologa i jakoś
uporządkowałam swoje wnętrze. Zrozumiałam co było moją winą, a co jego.

On się wyprowadził. I teraz....nadal formalnie jesteśmy małżeństwem.
Ja nie chciałam składać papierów rozwodowych, bo wyszłam z założenia, ze
dlaczego ja mam jeździć do sądu (inne miasto) i organizować papiery, skoro
nie ja zainicjowałam tę sytuację. On za to doszedł do wniosku, że wystarczy
mu wyprowadzka, a jak się rozwiedzie będzie musiał płacić dużo większy
podatek (on zarabia dużo, ja mało).
W grę wchodzi rozwód bez orzekania o winie, bo choć mogłabym zrobić z
orzekaniem, uważam, że nie ma sensu na siłę zatrzymywać kogoś przy sobie.
Słyszałam też, że trudno mieć normalne stosunki z eks po takim "praniu
brudów" w sądzie. A chcę mieć w miarę normalne, bo mamy syna i nie chcę w
jakikolwiek sposób synowi dokładać naszych negatywnych emocji. Uważam, że już
i tak go skrzywdziliśmy wystarczająco.

Teraz nie wiem: czy wnosić o rozwód?
Dodam, że nie chcę już go za męża. Uważam, że oddzielnie będziemy szczęśliwsi
i może każde z nas ułoży sobie lepiej życie.
On zachowuje się w porządku wobec syna: daje niemałe pieniądze na niego,
zajmuje się nim w tygodniu i w co drugi weekend. Wiem, że może się to
zmienić, kiedy będzie z jakąś kobietą, ale na razie jest dobrze.
Boję się jednak, że gdyby doszedł do wniosku, że chce wrócić, a ja nie będę
chciała, przestanie być taki "w porządku". I tego się boję i dlatego myślę o
rozwodzie.

Nie wiem, czy nie wyraziłam tego chaotycznie.
dziękujęsmile
Obserwuj wątek
    • yashka Witaj :) 30.03.06, 12:10
      Faktycznie, trudno cokolwiek poradzić Tobie w takiej sytuacji. mam nadzieję, że
      uda Ci się wybrać jak najlepsze rozwiązanie dla Ciebie i Twojego synka. Ja do
      decyzji o rozwodzie dojrzewałam ponad rok. Pomogło mi to o tyle, że już
      wcześniej się z tym uporałam (psychicznie rozwiodłam się już dawno), toteż
      sprawa w sądzie była formalnością (dla dobra dziecka i późniejszych kontaktów z
      eksem nie zdecydowałam się na orzekanie winy). Pozdrawiam Cię sewrdecznie!
    • ani_ta Re: To ja się przedstawię:-) 30.03.06, 14:27
      na twoim miejscu nic bym nie robiła, spokojnie czekała na rozwój sytuacji.
      Co nagle to po diable. Zawsze zdążysz się rozwieść.
    • vertigo5 Re: To ja się przedstawię:-) 30.03.06, 14:34
      A macie rozdzielność majątkową ??
      Wydaje mi się, że w takich sytuacjach jak choćby Twoja
      warto rzeczy załatwiać kompleksowo...
      Ale... moze decyzja o rozstaniu jest jeszcze odwracalna ?
      Pozdrawiam ciepło
      • libra22 Re: To ja się przedstawię:-) 30.03.06, 15:01
        W pozwie rozwodowym można od razu i podział majątku i rozdzielność ( z tego co
        się zorientowałam). Nie chcę mnożyć kosztów i załatwiać tego oddzielnie.
    • julka1800 Re: To ja się przedstawię:-) 30.03.06, 15:21
      witaj
      przeczytalem Twój watek, mamy synów w tym samych wieku, moj tez ma 7,5 lat.
      Poza tym juz nic sad no moze to ze obie jestesmy na tym samych forum...
      Pozdrawiam ciepło
      smile
    • anja_pl Re: To ja się przedstawię:-) 30.03.06, 16:10
      ja bym pozwoliła się dziać, tak jak to robię, z podatków rozliczam się osobno,
      mój mąż nie ma chęci pokazywania mi swoich dochodów, może to chodzi o
      alimenty ? wink
      ale jeśli miałoby dojśc do rozwodu, to jednak bym radziła z orzekaniem o winie,
      masz małe dziecko, zarabisz mniej niż mąż, będziesz mogła wystąpić o alimnety
      także na siebie, by więcej czasu spędzać z synem, a nie w pracy....
      teraz jest dobrze, ale jak piszesz to moze być kwestia czasu, dopóki będzie
      dobrze, najlepiej wszystko poukładać zanim coś się zmieni,
      a dobrze poukładane nie przeszkodzi w ponownym pojednaniu, jełśibyście kiedys
      do tego dojrzeli,
      a na sprawach o rozwód, sędzia najczęściej nalega na wykreślenie podziału
      majątku, sugerując założenie sprawy cywilnej,
      najlepiej wszystko to uporządkowac przed i wtedu sędzia tylko przyklepuje,
      • volvox2 Re: To ja się przedstawię:-) 31.03.06, 14:02
        Na jakiej podstawie Twoim zdaniem w przyszłości jej były miałby ewentualnie
        płacić na NIĄ alimenty?

        • libra22 Re: To ja się przedstawię:-) 31.03.06, 15:17
          Na podstwie orzeczenia o winie, w razie pogorszenia warunków życia mogłabym
          sądzić byłego o alimenty na mnie.
          Ale mi osobiście nie zależy. I tak nie chciałabym orzekania o winie. Koszt
          psychiczny moim zdaniem jest zbyt duży.
          • anja_pl Re: To ja się przedstawię:-) 31.03.06, 17:36
            ale może byście w sądzie sobie wszystko wyjaśniki i nigdy by juz to do Ciebie
            nie wracało, zamknęłabyś drzwi na zawsze
            • libra22 anju 31.03.06, 19:04
              Ja w zasadzie mam jasność co do sytuacji, a on nie chce mieć, więc sąd tu nie
              pomoże.
              Nie wydaje mi się, żeby była to instytucja dobra do wyjaśniania sobie, tylko do
              rozwiązania małżeństwa.

              Pozdrawiamsmile
              • libra22 Re: anju 31.03.06, 19:06
                Tzn może Cię źle zrozumiałam z tym wyjaśnieniem w sądzie.
                • anja_pl libra 31.03.06, 19:43
                  mi nie chodzi, żebyś sądowi wyjaśniała, ale że by przy pomocy powagi sądu mogła
                  zrozumieć, gdzie był błąd, wina i co ewentualnie na przyszłość, żeby było
                  lepiej,
                  żeby nie chodziły za Tobą myśli: a może... a gdyby... a dlaczego... itp.
                  wyjaśnienie sprawy do końca sobie pomoże zamknąć drzwi przeszłości, może to być
                  bolesne (na pewno jest bolesne), ale potem nie będzie Cie juz więcej męczyć,
                  aby ta druga strona również zrozumiała dlaczego, czasami trudno jest spojrzeć
                  sobie w twarz
                  • tricolour Moim zdaniem... 31.03.06, 20:04
                    ... do wyjaśniania, zrozumienia itp. służy psycholog. Tam jest miejsce na
                    opowieści godzinami.
                    Sąd ma orzec rozwód na podstawie przedstawionego materiału, a nie udzielać
                    terapii i porad.
                    • libra22 za długi post 31.03.06, 20:34
                      Mój pierwszy post był chyba za długismile
                      Ja już tam napisałam, że byłam u psychologa i ja już wiem co było winą,
                      problemem i co nie "zagrało" w naszym związku. Już mam "zamknięte te drzwi"smile
                      On nie, ale to już nie mój problem. Skoro nie chiał ani ze mną rozmawiać, choć
                      wielokroć o to prosiłam, "sprzedawałam" mu trochę, co terapeutka mówiła, ani
                      sam iść do jakiegoś specjalisty, nie nauczy go też niczego sąd. Zresztą - to
                      jest podstawa z terapii - nie mam wpływu na niego i jego sądy, myślę o sobie i
                      zmieniam siebie najwyżej.
                      • tricolour Jest OK... 31.03.06, 21:22
                        ... bo zdanie o psychologu pisałem do Anji, która w sądzie chce "sie dowiadywać"
                        spraw psychologicznych...
                        • libra22 :-) (n/t) 31.03.06, 21:29
                        • anja_pl Re: Jest OK...? 31.03.06, 21:32
                          tak to zrozumiałeś? bo nie o to mi chodziło...
                          muszę potrenować wysławianie się, hmm...
                          " ... chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa..."
                          moja polonistka już w liceum mówiła, że myślę za szybko i mówię za wolno,
                          chociaż są tacy, którzy twierdzą, że mówię za szybko i nie bardzo mnie
                          rozumieją wink
                          • tricolour Nic to... 31.03.06, 21:34
                            smile
    • hugi102 Re: To ja się przedstawię:-) 30.03.06, 19:05
      Jak nic trzeba się rozwieść. I nie ma na co czekać. Nie ma sensu sztucznie
      utrzymywać czegoś, czego nie ma. Nie wydaje mi się, żeby mężczyzna w wieku około
      40 lat podejmował decyzję o porzuceniu rodziny bez przemyślenia tego kroku.
      Decyzja o rozwodzie łatwa nie jest. Bo wszystko w nim jest odpychające, a nie
      widzimy, co dostajemy w zamian. Jest to pewność, że gdy ktoś z nami jest, to
      dlatego, że chce, a nie dlatego, że kiedyś chciał.
      Gdybyście ustalili jakiś konkretny termin separacji, to owszem - można czekać.
      Gdy ktoś podjął decyzję o odejści i jest Twoim mężem ze względów podatkowych, to
      czego można się spodziewać?
      Jeśli nie chcesz go za męża, to tym bardziej. Jest wysoce prawdopodobne, że
      teraz dogadasz się łatwiej, niż gdy będzie z jakąś nową babką. Wtedy już może
      nie być taki dobry. NIE CZEKAJ! Do stracenia nie masz nic. Czekanie Ciebie
      będzie kosztowało. I to niemało.
      Życzę szybkiej decyzji i stanowczości!
      • libra22 Re: To ja się przedstawię:-) 30.03.06, 19:32
        Ogólnie też mi się tak wydaje.
        On teraz mówi, że jak się rozwiodę to da mniej na syna, bo będzie przecież
        większy podatek musiał płacić.
        Z drugiej strony przyznaję, że przeraża mnie pisanie pozwu, składanie papierów,
        podział majątku itp. Trochę chyba uciekam od problemu.
        dziękuję za Wasze słowa
        • lizy Re: To ja się przedstawię:-) 30.03.06, 23:01
          Tez myslalam, ze te papiery, sady to bedzie przerazajace. Nic bardziej mylnego.
          Bol samego rozkladu jest znacznie wiekszy niz sprawy formalne. Po zalatwieniu
          sprawy poczujesz ulge i pewny grunt. Radze szybko uciac, bo facet sie rozmysli
          (szczegolnie jak pozna nowa babke , a ta zacznie mu "doradzac")

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka