kimini
16.04.06, 02:03
wlasciwie rozstalismy sie jakies dwa tygodnie temu, mamy teraz kryzys, nie
dalo sie juz wytrzymac, myslalam, ze potrzebujemy czasu aby sobie wszystko
przemyslec. Nie spodziewalam sie tylko, ze maz tak szybko to zrobi, ze nawet
nie zawalczy. Jestesmy poltora roku po slubie, miesiac po slubie on mnie
uderzyl po pijaku i zglosil sie na terapie. W osrodku stwierdzili, ze jest
alkoholikiem, zaczal leczenie. Dla mnie. Nie pil rok. Teraz od stycznia
wrocil do picia, twierdzac, ze cala ta diagnoza to pomylka, ze on nigdy nie
byl uzalezniony, tylko nie panowal nad soba. A teraz panuje. Zostalam wtedy z
nim i mialo byc tak, ze ja mu ufam, ze on pije kiedy chce a ja nie zglaszam
zastrzezen. Nie umiem jednak tak zyc, codziennie zastanawiam sie, czy dzisiaj
wroci do domu, czy pojdzie z kolegami pic. On twierdzi, ze tym, ze nie upija
sie codziennie udowadnia mi, ze nie jest alkoholikiem (moglby przeciez to
robic a tego nie chce, laskawca). Chcialam, zeby nie pil, tlumczylam, ze po
tym wszystkim co sie dzialo jak pil, po klotniach, awanturach, scysjach, po
jego leczeniu, ktore tez poczatkowo zle znosil nigdy nie bede miec poczucia
bezpieczenstwa jesli bedzie pil. Dodam, ze wraca pijany w nocy dwa - trzy
razy w tygodniu, czasem tylko podpity, ale jak wychodzi to nigdy nie konczy
na dwoch piwach. Postawilam sprawe na ostrzu noza. Powiedzial, ze mnie
rozumie, ale ze sie myle, ze od dawan czul sie nieszczesliwy, bo caly czas
usiluje go zmieniac a on ma 27 lat i juz sie nie zmieni. I ze to juz koniec,
ze przeprasza, ze tak wyszlo, ale to pewne.
Wiem, ze kiedys mi przejdzie, wiem, ze taki zwiazek nie ma sensu, ale mam
wrazenie, ze serce mi peknie, ze zaraz umre. Zastanawiam sie, co ze mna jest
nie tak, ze kiedys walczyl o mnie i dla mnie sie staral a teraz odpuszcza.
Jak cos takiego przezyc?
Jeszcze trzy tygodnie temu bylismy razem na imieninach mojej babci i
opowiadal wszystkim jak bardzo czeka na premie bo chcialby zabrac mnie na
wycieczke do wymarzonego Rzymu, a teraz nawet nie zawalczy
Jak pogodzic sie z tym, ze osoby, za ktora wyszlam za maz nie ma, moze nigdy
nie bylo?
Czytajac to forum czuje sie troche lepiej, bo widze, ze takie rzeczy sie
zdazaja, ze nie tylko mnie spotykaja i ze swiat sie nie konczy
chociaz mam wrazenie, ze zaraz sie udusze