Dodaj do ulubionych

Przeczytałem dwa artykuły....

12.06.06, 13:03
Konflikty między dziećmi a drugą żoną
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3396274.html
Jestem drugą żoną
kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,56001,2153437.html
Przeczytałem dwa artykuły. Przeczytałem i pomyślałem. Wiele osób, w tym także
w jakimś sensie moja żona sugerowało mi już, że należałoby w moim przypadku
rozwiązać małżeństwo, które na pewno do udanych nie należy i na nowo układać
sobie życie.
Pomijając inne powody mające wpływ na decyzję o utrzymaniu małżeństwa, jak np.
religijne, wychowanie dzieci, itd, lub jego rozwiązaniu - to powodem może być
chęć stworzenia nowego związku, zdrowych relacji emocjonalnych z partnerką,
czy w ogóle posiadaniu jakiejś partnerki na starość, zobaczyłem kolejne
problemy, czy zagadnienia, z których sobie nie za bardzo dotąd zdawałem
sprawę. Konkluzja tych przemyśleń nie jest zbyt optymistyczna, chyba lepiej
być żonanatym singlem, ze wszystkimi z tym związanymi problemami, jak
samotność, brak relacji emocjonalnych i fizycznych z kobietą, niż wplątać się
w nowy związek, dać serce innej kobiecie, a w zamian zyskać mnóstwo
problemów, nowe fochy ze strony jeszcze jednej kobiety i dodatkowo swoich
dzieci, które jak dotąd fochowate nie są. Ech.... chyba lepiej iść na ryby, na
piwo, poczytać jakąś książkę i tolerować fochy tylko jednej żony. Spokój ma
też swoją cenę, a także wartość.
Obserwuj wątek
    • misbaskerwill Re: odpowiem Ci dokładnie... 12.06.06, 13:51
      ...za dziesięć latsmile
      Na razie wybrałem bycie singlem, miast bycia obłudnym mężem obłudnej żony...
      I do kościoła też z nią już nie pójdę (na razie w ogóle przestałem, zwłaszcza
      jak ona dostała rozgrzeszenie, a ja pewnie nie dostanę, bo jestem zły skoro chcę
      się rozwieść).
      Właśnie - artykuł na onecie z "ozonu":
      wiadomosci.onet.pl/1340537,240,1,1,kioskart.html
      - jeszcze jeden powód by zostać przy żonie - można dostawać sakramenta i xiądz
      Cię lubismile)))
      • phokara Faceci - jestescie beznadziejni!!! 12.06.06, 14:05
        Nie zgadzam sie!!! Nie zgadzam sie, bo mnie to doluje i rodzi we mnie mysli samobojcze.
        Najlepiej Wam w zyciu wychodzi jeczenie i projekcja czarnych scenariuszy. Jest zle - ale moze
        byc przeciez jeszcze gorzej! O rety - to juz niech bedzie zle, wlasciwie to jest nawet dobrze, jak
        jest tak zle... przynajmniej wiadomo, jak jest.
        Scri... przechodzisz samego siebie. Dostajesz zolta kartke. Jeszcze jedna i bedziesz musial
        dolaczyc do naszej druzyny pilkarskiej i biegac bez sensu po boisku, zmeczysz sie tylko,
        spocisz, skompromitujesz i dostaniesz lomot od kibicow. Tak za kare. Znaczy za pesymizm.

        • 13monique_n Re: Faceci - jestescie beznadziejni!!! 12.06.06, 15:35
          Masz racje Pho!!!! Tez sie nie zgadzam teza, ze lepiej sie znikim nie wiazac,
          bo... (tu wpisac dowolny powod). Ex, no jeszcze nawet nieformalny Ex, spotyka
          sie z kims. I nasze dzieci widuja te kobiete, zreszta, znaja ja z przeszlosci. I
          nikt nie stroi fochow, a juz na pewno nie dzieci. Zas sadzac po ich
          opowiesciach, tez nie czuja sie "zle widziane". Wiec to nie calkiem prawda.
          Jesli spotkam faceta i on ma dzieci, to stane na glowie, aby w miare lagodnie i
          stopniowo te dzieci sobie zjednac. Nie zajme miejsca ich mamy, bo to jest juz
          okreslone, ale moge byc zyczliwym doroslym. A to naprawde duzo. I dobra
          podstawa, by budowac.
          A i moje dzieci programowo nastawiam pozytywnie do tego, ze "tata ma prawo
          ulozyc sobie zycie" i byc szczesliwy. I dobre relacje z ojcem nie ucierpia,
          jesli sa dobre wczesniej, podobnie nowa partnerka zostanie zaakceptowana. Zatem,
          Pho - sluszna uwaga o czarnych scenariuszach. Tym bardziej, ze cholery maja
          cechy samospelniajacej sie przepowiedni big_grinDDD
          • to.ja.kas Re: Faceci - jestescie beznadziejni!!! 12.06.06, 15:39
            Kruszynka kiedys napisała (tak mi sie wydaje), ze poznała swojego Obecnego na
            takim forum. Tydzień zajęło im przekonanie sie, ze chca byc ze soba, tworza
            teraz wspaniałą rodzine. Jak czytam obecnych tu panów to jasna cholera mnie
            bierze. Nic tylko malkontenctwo, gnuśnienie psychiczne i jęczenie jakioie te
            kobiety sa złe a zycie podłe.
            Drodzy Panowie zło i głupota nie jest przypisana do żadnej płci. Obie maja za
            uszami. A cechy te rozkładają sie w populacji po równo !!!!!!
            Zamiast siedzieć i jęczeć i pisać, jakie zycie jest okrutne, może na randkę
            byście się umówili. I nie musi to oznaczać zaraz ślubu i gromadki dzieci, ale
            czas spedzony milej niz na siedzeniu przed telewizorem, tudzież przed kompem i
            narzekanie, że wokół zadnych fajnych kobiet !!!!!!!
            • phokara Re: Faceci - jestescie beznadziejni!!! 12.06.06, 16:04
              Tragedyja GrExia - streszczenie

              Ex: Buuuu.... buuuuuuu....buuuuuuu....
              Jestem taki biedny, nikt mnie nie kocha ... buuu....
              swiat jest przeciwko mnie, buuuuu...

              - No dobrze, to zrob cos z tym.
              - Buuuu, ale nie wiem co... buuuuu.... Co mam zrobic? Wez mi powiedz, buuuu....
              - No a czego chcesz?
              - Nie wiem, buuuuu....
              - A czego nie chcesz?
              - Nie wiem, buuuuuu.... Wez mi powiedz.
              - Skad mam wiedziec? Zrob tak, zeby ci bylo dobrze, zebys byl szczesliwy

              Narrator: Ex znajduje sobie kochanke i jest szczesliwy. Albo tylko nam sie tak wydaje...

              - Buuu.... jestem taki biedny, taki nieszczesliwy... buuu.... Moje zycie jest okropne, buuuuu....
              Nikt mnie nie kocha, buuu...

              chor grecki (z offu): Alez kochaja cie DWIE kobiety!!! Dwie na raz.
              - Buuuu....??? Tylko dwie???? Buuuu, jestem pechowcem, wszyscy maja lepiej... buuuu....

              Narrator - Ex znajduje sobie kochanke numer 2 vel kobiete numer 3. Jest zadowolony... chyba?

              - Buuuu... jestes podla! Buuuu ja chce wrocic do domuuuuuu, kazdy ma prawo do bledow,
              buuu.... jestes kobieta mojego zycia!

              Chor grecki (z offu): ... jedna z wielu, jedna z wielu!

              - buuuu, buuuu, buuuuuuu..... (echo - wyciszenie)

              ***
              A zamiast glupi siedziec i jeczec, moglby se chlopak znalezc kobiete numer 3 lub 4 lub 77.
              Ale on bedzie do konca swiata siedzial i 'nie wiedzial' i robil buuuuu. Dlaczego?
              BO TAK LUBI!


              • to.ja.kas Re: Faceci - jestescie beznadziejni!!! 12.06.06, 16:09
                Pho....spadłam z krzesła smile)))
                • phokara Re: Faceci - jestescie beznadziejni!!! 12.06.06, 16:21
                  Przezyjesz, haha.
                  Ja tak spadalam z krzesla przez rok. A dzisiaj nawet siniaka nie ma.
                  • scriptus Kij w mrowisko 12.06.06, 18:41
                    Pho, jestem pod wrażeniem.
                    Jednak ja nie narzekam na niemożność znalezienia kobiety, jako takiej, w końcu
                    stanowią one ponad 50% populacji. Poważnie traktuję fakt, że jestem żonaty i nie
                    szukam partnerek do niczego więcej, niż takie tam pogaduchy.
                    Wbrew temu, co mówią forumowi koledzy, myślę, że znalezienie partnerki nie
                    stanowi żadnego problemu. To kwestia czasu. Ilość czasu zależy tylko od tego, do
                    czego ma być ta partnerka i czy się umie szukać tego, czego się chce. Taką,
                    która chciałaby iść do tylko łóżka, można znaleźć na telefon, dzwonisz, masz, w
                    pół godziny.... Taką, która chciałaby iść na kolację, w pół dnia, wystarczy
                    upatrzeć sobie, trochę poczarować i jest, co niektóre z radością zjedzą nawet
                    śniadanie. Taką, która by się nam podobała, którą można by pokochać, dzień, dwa.
                    Taką, która chciałaby wyjść za mąż, pewnie w trzy - cztery dni, wystarczy trochę
                    poklikać myszką, albo dobrać coś spośród tych, które lubią śniadania. Taką,
                    która umie prasować, w miesiąc. Taką, która chciałaby nas pokochać, w dwa
                    miesiące. Taką, z którą można pójść do teatru, kina, wspólnie spędzać czas, mieć
                    o czym porozmawiać, miała interesującą dla nas osobowość, w trzy cztery miesiące
                    bez problemu, myślę, że to nie jest długo. Jadnak graniczy z cudem znalezienie
                    takiej, która zachowałaby te swoje zalety, dla których ją poznaliśmy, dłużej,
                    niż przez trzykrotność czasu, przez jaki jej szukaliśmy.... Cóż, kobieta zmienną
                    jest, przypadkową i kapryśną istotą.
                    tongue_out
                    • tricolour To w takim razie.... 12.06.06, 19:53
                      ... o cssssoooo chodzi??
                    • 13monique_n Scriptusie, znalezienie kobiety.... 12.06.06, 19:55
                      ....ktora zachowalaby zalety, co wiecej rozwinela je w czasie trwania zwiazku,
                      zalezy od Szukajacego. Bo kiedys tutaj i Pho, i to.ja.kas pisaly, ze zwiazek ma
                      rozwijac obydwoje partnerow (nie znaczy to zmieniac przenicowujac, bo to
                      niemozliwe), ale wlasnie stymulowac do rozwijania sie. Wtedo obydwoje sa wciaz
                      tazy sami i wciaz nowi w swoim zwiazku. smile)))
                      • scriptus Re: Scriptusie, znalezienie kobiety.... 13.06.06, 08:06
                        Moniko, jestem w ślepym zaułku, mój związek, to kompletna fikcja. Nie ma w nim
                        już nic, czego oczekujemy od małżeństwa. Już się nawet nie spodziewam, że ona
                        coś ode mnie weźmie, czy mi da. Nie mam na myśli rzeczy materialnych, bo jednak
                        dom, jako taki funkcjonuje, robię zakupy, sprzątamy, choć ostatnio ona
                        podkreśla, że "każdy swoje", kiedy "wejdę na jej teren", to ostentacyjnie
                        sprząta jeszcze raz... Jak przyniosę kwiatki, to je owszem, wstawi do wazonu,
                        ale kiedy próbuję pocałować w policzek, czy w usta, to albo zimna, nie ruszy się
                        albo się skrzywi i odsunie. Jestem chyba masochistą, bo chciaz to boli,
                        powtarzam codziennie... Kiedy próbuję powiedziec coś ciepłego, słowa wpadają w
                        zimną otchłań, a pragnę chociaż ciepłego słowa, odrobiny zainteresowania,
                        uśmiech skierowany do mnie... tak, chcę czegoś... nie tylko chcę dać, ale i
                        otrzymać. Nie myślę już nawet o seksie, to dla mnie zaczęła być całkowita
                        abstrakcja.
                        W tym, co ostatnio piszę, jest na pewno sporo goryczy, zwłaszcza ostatniobywam
                        zgryźliwy. Ja naprawdę lubię i szanuję kobiety. Zdecydowanie wolę towarzystwo
                        kobiet od męskiego. Jestem przekonany, że gdybym zaczął szukać, to bez trudu
                        znalazłbym wartościową i fajną dziewczynę. Inną wartościową i fajną dziewczynę,
                        bo moja żona też jest fajna i wartościowa.... jest, czy była, czy się
                        zmieniła... chyba się bardzo zmieniła, nie wiem... Jednak nie szukam innej, mam
                        jedną i ją ciągle jeszcze kocham... Mam do niej żal, bo to ona mnie odtrąca. Nie
                        piszę, że ja jej niczym nie skrzywdziłem, z pewnością ma swoje powody, jednak ja
                        ich nie rozumiem. I właśnie to, że nie rozumiem sprawia, że chociaż wiem, że
                        można byc szczęśliwym w związku, odrzucam myśli o możliwości budowy
                        jakiegokolwiek innego związku, ze strachu, że może mnie spotkać dokładnie to
                        samo. Jak ktoś raz włoży rękę do wrzątku, to potem nie włoży nawet do zimnej
                        wody. Zresztą, te całe rozważania są bezprzedmiotowe, jestem żonaty. Jakkolwiek
                        kobiety w moim otoczeniu się do mnie uśmiechają i są dla mnie miłe, ale to tylko
                        cukiereczki, przyjemne, ale moc leczniczą ma dla mnie tylko uśmiech tej jednej,
                        więc choruję sad
                        • to.ja.kas Re: Scriptusie, znalezienie kobiety.... 13.06.06, 08:17
                          Scri...wiec skoro tak strasznie ją kochasz i nie zamierzasz nic z tym
                          robic....to cierp. Ty wiesz jak ona zareaguje, Ona zareaguje tak jak chce i jak
                          reagowała dotąd, Ty nie zrobisz NIC, żadnego ultimatum, żadnego ruchu, nawet
                          zazdrości nie wzbudzisz.

                          Zachowujecie sie jak banda rozkapryszonych, obrazonych dzieci. I tylko żal mi
                          Waszego potomstwa. Żal, bo sama w takim domu mieszkałam. Flaki mi sie wywracały
                          jak na to patrzyłam. Potem majac 18 lat uciekłam z tej lodówy i wpałam jak
                          śliwka w kompot.
                          I do tej pory jak patrze na sztucznie utrzymywane małżeństwo moich rodziców to
                          biorą mnie mdłości. Od dziecka chciałam miec NORMALNĄ rodzinę. Nie PEŁNĄ, ale
                          NORMALNĄ !!! Chciałam by sie rozwiedli, by każde znalazło sobie kogoś i by w
                          końcu byli szczęśliwi. Co Ty z Żoną fundujesz swoim dzieciom? Jaki wzór? I ile
                          one za to zapłacą??? Tylko One będą to wiedzieć.
                          • akacjax Hej Scri! 13.06.06, 08:36
                            Obserwuję od dawna i niesystematyczniesmile Twoje posty.
                            I widze falę: najpierw-Scri zakochany, a odtrącony, ale nic to. Potem Scri próbujący oddalić się-ale tylko na odległość pozwalającą szybko wrócić w razie wołania.
                            Potem Scri wręcz gotowy do rozwodu(pozornie), potem Scri załamany groźbą rozwodu, potem Scri w uldze, że nic takiego nie zaszło.I na nowo Scri próbujacy oddalić się....i co dalej?
                            Ma racje to.ja.kas Ty sobie radzisz w swoim bólu, ale syn na pewno ma zamęt w głowie. Każde dziecko chce by rodzina była rodziną, a rodzice razem. Twierdzisz, że to żona nie chce-czy ona rozumie, co funduje synowi?

                            A może -tu wracam do swojej pierwotnej myśli-jest po prostu chora-może tarczyca na początek, może depresja...itd.
                            Jej postawa jest tak dalece niejasna, że aż budzi podejrzenia-albo kogoś ma, a Ciebie sprytnie wykorzystuje nieszcząc syna, albo jest chora i to jest niezależne od niej. A wystarczyłyby dobre leki by zmienić jej postawę.
                            Nie piszę tego bez powodu, obserwuję podobny przypadek-zachowań od obojętności do normalności-wyregulowany przez leki tarczycowe i antydepresyjne.
                            Pozostaję w wierze (i podziwie) w Twoją nieustanną miłość do żony i prawdziwość postów.
                        • marizka62 Re: Scriptusie, znalezienie kobiety.... 16.06.06, 15:33
                          A może by tak wspólnie z żoną wybrać się do psycholaoga,poradni
                          rodzinnej,wyrzucić żale,może pomoże?
                          • scriptus Re: Scriptusie, znalezienie kobiety.... 16.06.06, 16:09
                            marizka62 napisała:

                            > A może by tak wspólnie z żoną wybrać się do psycholaoga,poradni
                            > rodzinnej,wyrzucić żale,może pomoże?

                            była taka próba
                    • 1madzia Re: Scri... 12.06.06, 20:35
                      nie wiem, co jadłeś, co piłeś, ale na zdrowie to Ci nie wyszło...
                      • 13monique_n Re: Scri... 12.06.06, 21:17
                        big_grinDDDD No wiecie co...??!!! Az tak optymistyczne wpisy na tym forum??? Jak
                        mozecie z powaznych spraw sie tak nabijac...? wink)))))
                      • scriptus Re: Scri... 12.06.06, 22:31
                        Nic nie piłem Madziu, jestem zdrów, troszkę się tu wyzłośliwiam nad niektórymi
                        Panami, i tyle, mam nadzieję, że wybaczą w jakiejś tam perspektywie czasu big_grinDDD
    • der1974 Re: Przeczytałem dwa artykuły.... 13.06.06, 08:41
      Artykuł z wysokich obcasów też czytałem i podobał mi się. Nawet go sobie gdzieś
      schowałem. A co do buuu - to ja tak buczałem prawie dwa lata i oczywiście
      dostawałem po łbie od małżonki. Jakimś cudem zaprzestałem ostatnimi dwoma
      miesiącami. I jest mi dobrze. A żona chociaż odchodzi, kupiła mieszkanie i
      dostała wymarzony samochód na szczęśliwą mi nie wygląda. Powiem, że nawet już
      mnie to nie ekscytuje, że zaczyna żałować swoich decyzji. Wczoraj sobie
      napisałem pozew o rozwód (mówię Wam jakie to zabawne, piszesz sobie te pozwy
      dla innych i spoko, ale z własnym to już człowiek 10x się zastanowi) i jakoś
      nieźle mi jest.

      Ale do kolejnej pani to mi się wcale a wcale nie spieszy smileAle być żonatym
      singlem??? Nieeeeee. Boję się samotności jak cholera, ale mam przekonanie, że
      lepiej będzie mi samemu, niż z małżonką.
      • brzoza75 Re: Przeczytałem dwa artykuły.... 13.06.06, 09:10
        ja napiszę tylko jedno mamy to forum po to aby pisać o wszystkim,
        każdy z nas ma gorsze lub lepsze dni, niektórzy ujawniają się dopiero kiedy
        złożą papiery do sądu, przed sprawą, gasimy wtedy większe lub mniejsze pożary,
        a scriptus, scriptusie może i ja dalej żyłabym nadzieją gdyby mój mąż się nie
        wyprowadził, mądre słowa bycie żonatym singlem, byłam i znam różnicę teraz i
        wtedy, ale powoli bo czas leczy rany ale cholernie długo.
      • phokara Nikt mi nie bedzie mowil, jak mam zyc.... 13.06.06, 11:21
        ... bo nikt za mnie nie umrze.

        To takie cudne motto na poczatek. Kazdy ma jakis swoj pomysl na zycie albo nie ma, ale i tak
        innym nic do tego. Czasem, jak czytam niektore wpisy... nie rozumiem ich. Po prostu nie jest to
        moja wizja zycia - akceptuje ja, ale jej nie rozumiem. Przyznaje sie bez bicia.

        Niedawno minal rok odkad jestem na tym forum. Wszyscy, ktorzy mnie pamietaja niejako 'od
        poczatku' wiedza, ze zaczelo sie od czolgania i wylewania lez a wrecz totalnej histerii. No i sie
        tak wyhisteryzowalam przez pare miesiecy - do dna, a potem zaczelo byc lepiej.
        Moja historia jest podobna do wielu Waszych historii, jest tak samo banalna i kiczowata,
        schematyczna do bolu, co wcale nie sprawia, ze staje sie przez to latwiejsza i prostsza do
        zaakceptowania. Nie, bo to jest MOJA historia. Wlasciwie rozni sie przede wszystkim tym, ze
        zostala rozegrana blyskawicznie. Nie bylo tkwienia latami w zimnym zwiazku, nie bylo
        wiekszych przeszkod po drodze, nie bylo rutyny dobijajacej dzien po dniu. Byla nagla gilotyna i
        bach. Musialam odpowiedziec sobie na pytanie ' co dalej'?. Sama. Bo facet, ktorego (wtedy)
        bardzo kochalam okazal sie kompletnym gowniarzem, ktory potrafil sie tylko bujac w prawo i w
        lewo. Troche sie tak z nim pobujalam na tej emocjonalnej hustawce, a ktoregos dnia dotarlo do
        mnie, ze przebujam tak reszte zycia. Bede zmuszona do podejmowania decyzji (bo on nie wie),
        bede zmuszona do wiecznej opieki nad prawie 40-letnim chlopcem, ktory nawet nie umie sie
        bawic, bo nie wie w co. I zdecydowalam... choc wcale nie lubie decydowac i ponosic
        konsekwencji swoich decyzji. Malo kto to lubi.
        I dzisiaj mysle sobie jedno - najtrudniejsze jest wlasnie podjecie decyzji. I nigdy nie jest ona
        dobra czy zla. Ona jest albo jej nie ma.
        Taplanie sie w tym samym martwym punkcie swojego zycia nie jest decyzja. A bez niej nie
        bedzie zadnego 'co dalej'.


        • jarkoni Re: Nikt mi nie bedzie mowil, jak mam zyc.... 13.06.06, 16:11
          Niczego nie skomentuję, ale hmmmm moja ukochana Lady P. się odezwała smile Lepiej
          powiedz jak Ci się wiedzie bez siniaka po upadku z krzesła smile
          • phokara Re: Nikt mi nie bedzie mowil, jak mam zyc.... 13.06.06, 16:29
            (roz)wiedzie mi sie swietnie. Po prostu nabijam sobie siniaki z innych powodow, haha....
            A zycie jest piekne.
      • misbaskerwill Re: Der... 13.06.06, 14:53
        der1974 napisał:
        > Artykuł z wysokich obcasów też czytałem i podobał mi się. Nawet go sobie > Ale
        do kolejnej pani to mi się wcale a wcale nie spieszy smileAle być żonatym
        > singlem??? Nieeeeee. Boję się samotności jak cholera, ale mam przekonanie, że
        > lepiej będzie mi samemu, niż z małżonką.
        Podpisuję się pod powyższym obiema rękami.
        A może dałbyś się wyciągnąć na piwo i męskie pogaduchy, skoro też zamierzasz być
        singlem???smile))
    • 1madzia Re: Każdy dochodzi do celu własną drogą 13.06.06, 12:41
      Myślę Scri, że każdy ma prawo do czasu i sposobu rozwiązywania swoich
      problemów, zgodnie z samym sobą: swoją osobowością, motywacją, lękami....
      Ja dojrzewałam do decyzji roztania z moim jeszcze-mężem przez ostatnie 8 lat.
      Długo... Widocznie tyle potrzebowałam i nawet nie żałuję, że tak długo.
      Dlatego uważam, że masz prawo nie chcieć rozwodu, przeżywać to na swój sposób,
      bo ani rozwód ani trwanie w tym związku nie da Ci zadowolenia. Przynajmniej na
      razie. Może jeszcze wszystko dobrze ułoży się między Wami i będziesz szczęśliwy
      albo dojrzejesz do decyzji rozstania się z żoną i uznasz to za dobre
      rozwiązanie.
      Życzę Ci wytrwałości w dążeniu do celu, bez względu na to, jaki on jest.
      smile
      • scriptus Re: Każdy dochodzi do celu własną drogą 13.06.06, 13:58
        Masz rację Madziu, ja mam jasno postawiony cel i priorytety, określoną drogę
        niestety, szczęścia nie widać nawet na horyzoncie. Stąd moje frustracje. Na tym
        forum nie szukam odpowiedzi , co mam robić, tylko raczej, jak przetrwać te
        wszystkie doły i zyskać wiedzę, jak postępować, gdyby się "zaczęło w sądzie"
        • 374.4w Re: Każdy dochodzi do celu własną drogą 16.06.06, 17:27
          już dawno doszłam do wniosku, że zbyt duża wiedza i umiejetności przeszkadzają w
          życiu. Scriprusie, gdybyś nie umiał czytać, nie przeczytałbyś owych dwóch
          artykułów i o ile Twój umysł był by spokojniejszywink)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka