Dodaj do ulubionych

Prawda o alimentach

12.07.06, 11:01
jestem na rozdrożu związku i jak każda osoba w takiej sytuacji mam wiele
wątpliwości, rozterek i bojaźni. Piszę do osób, które już mają pewne sprawy
za sobą. Jakie są wysokości alimentów?, jaka jest prawda ?- mam dwoje dzieci
i boję się, że sobie nie poradzę.
Obserwuj wątek
    • tricolour Wysokość alimentów zależy... 12.07.06, 11:13
      ... przede wszystkim od potrzeb Twoich dzieci. Ty - jako prawny opiekun -
      wnioskujesz do sądu.
      • jagoda4444 Re: Wysokość alimentów zależy... 12.07.06, 11:45
        Rozumiem, że to ja wnioskuję - moje dzieci mają 16 i 13 lat (ja na razie
        jeszcze pracuję) Ale jak to wygląda w praktyce - ile może być najmniejsza
        wysokość alimentów na 1 dziecko? jak to wygląda w praktyce u Was?
        dziękuję za odpowiedzi i pozdrawiam
        • iva2 Re: Wysokość alimentów zależy... 12.07.06, 12:21
          najprostszy sposób...
          wylicz sobie ile potrzebujesz na utrzymanie dzieci, srednio miesięcznie wydatki
          na ciuchy, jedzenie, zajęcia dodatkowe, wakacje, jakies ekstra wydatki typu
          prezenty na urodziny, na święta, śr. czystości, chemia, 1/3 na dziecko koszty
          czynszu, gazu itp.
          wyliczona kwote na oboje dzieci dajmy na to 2000 zł łącznych wydatków dzilisz
          na połowe i wnosisz do sądu o 1000 zł alimentów, po 500 zł na każde dziecko.
          a to ile Sąd Ci przyna, tego nei wie nikt.
          ja moge jedynie Ci napisac, że wnosiłam o 800 zł na jedno dziecko (2,5 letnie
          wówczas) a dostałam 350 zł, przy czym ja poszlam na ugodę, nie chciało mi się
          walczyć.
          wyliczanki odnośnie alimentów swego czasu krązyły na Samodzielnej Mamie.
          Iva
          • polly_s Re: Wysokość alimentów zależy... 12.07.06, 14:59
            ja wnosiłam na mojego dziś 20-letniego syna (wtedy 14 lat) o 1300, wyliczenie
            kosztów zrobiłam na ok 2000 (jeśli chcesz, prześlę ci takie wyliczenie w
            excelu). Dostałam 600 - ojciec syna wykazał, że zarabia tylko 1200
            (dziennikarz), w rzeczywistości oczywiście więcej. Sąd uznał, że facet może sie
            trochę więcej postarać, a z drugiej strony, że "ambicje" dot. zaspokajania
            potrzeb dziecka trzeba dostosować do możliwości.
            W kosztach utrzymania liczyłam wszystko - tzn. co do jednej bułki (wiesz - 3
            bułki dziennie to 30 zł miesięcznie! - do dziś nie rozumiem, jakim cudem nasze
            dzieci żyją, dopiero wtedy zobaczyłam, ile naprawdę kosztują w "normalnych"
            warunkach, ubierane w sklepach a nie lumpeksach, itp.). 2000 wyszło mi bez
            jakichkolwiek ekstrawagancji. Pamiętaj tez np. o wydatkach na remonty mieszkania
            co kilka lat, nowe meble (dzieci rosną...), nowe sprzęty AGD (zużywają się, a
            dzieci też z nich korzystają).
            Sąd bierze pod uwagę
            - wyliczenie kosztów (w granicach rozsądku), przy czym upierdliwy sąd może żądać
            byś przedłożyła rachunki, co jest niewykonalne, oczywiście, poza opłatami za
            prąd/gaz/czynsz
            - Możliwości zarobkowe rodziców - m_o_ż_l_w_o_ś_c_i, a nie wykazane dochody
            - obowiązek alimentacyjny wg kodeksu rodzinnego to zarówno łożenie na utrzymanie
            jak i pełnienie opieki i wychowanie !(poszukaj ten paragraf, bo b. ważny)!. I
            Sąd może uznać, że jedno z rodziców wypełnia obowiązek alimentacyjny - w części
            lub całości - właśnie poprzez sprawowanie bezpośredniej opieki. I wcale zasada
            dzielenia kosztów równo na pół nie musi obowiązywać, o czym kobiety często
            zapominają lub nie wiedzą. Osoba, która zajmuje się dzieckiem 24 godziny na dobę
            z przerwą na kilka godzin w szkole np. ma mniejsze możliwości zarobkowe niż
            osoba niezależna, która wpada do dzieci raz na jakiś czas. Niby oczywiste, ale...
            • tricolour W sumie to jest ciekawe... 12.07.06, 19:40
              ... że dziecko bez ekstrawagancji kosztuje 2000zł. Rodzice pewnie też po dwa
              tysiące, dodatkowo czynsze, telefony, samochody...

              Wychodzi, że małżonkowie muszą zarabiać minimum po 4000 netto czyli po 8000
              brutto. Na pewno nie może to być standardem choć niektórych dotyczy na pewno.

              smile
            • z_mazur Re: Wysokość alimentów zależy... 13.07.06, 11:04
              Sorry
              Ale ja patrząc z punktu widzenia faceta to momentami szlag mnie trafia na takie
              wypowiedzi.
              Jak sprawowanie opieki może być traktowane jako spełnianie obowiązku
              alimentacyjnego?
              Znam wiele sytuacji gdy np. faceci płacą alimenty i jednocześnie starają się
              opiekowac jak najczęsciej dzieckiem.
              Dochodzi czasem do takich kuriozalnych sytuacji, że ojciec opiekuje się
              dzieckiem przez miesiąc wakacji i mało że nie dotaje od matki z tego tytułu ani
              złotówki ale jeszcze nawet za ten miesiac musi zapłacić alimenty, co często
              uniemożliwia mu spędzenie tego czasu w sposób, który umożliwiłby sprawienie
              dziecku jakiejś przyjemności.
              Sprawy alimentacyjne nie są proste i warto jednak byłoby patrzeć na nie w
              szerszym kontekście.
              • misbaskerwill Re: Wysokość alimentów zależy... 15.07.06, 16:01
                z_mazur napisał:

                > Sorry
                > Ale ja patrząc z punktu widzenia faceta to momentami szlag mnie trafia na
                >takie wypowiedzi.
                > Jak sprawowanie opieki może być traktowane jako spełnianie obowiązku
                > alimentacyjnego?

                Masz rację - czasem matki traktują faceta jako skarbonkę, niezdolną zaopiekować
                się synem, więc niech płacismile)
                Przynajmniej u mnie tak jest - w zamian za wysokie alimenty moja prawie-ex
                obiecała, że nie będzie już donosić na mojego ojca na policję i wyniesie się z
                jego mieszkania. No i nie będzie utrudniać mi "widzeń" z synem (jak to ona
                określa), ale zabieranie na choćby co 3 weekend lub tydzień wakacji -
                najwcześniej za 3-4 lata, bo "za mały jest"smile)
                A szkoda - bo po stokroć wolałbym się zająć własnym synem nie korzystając z
                ŻADNEGO jej wsparcia, niż i tak być zdanym na jej łaskę i dobry humor przy
                kontaktach z dzieckiem...

                Oczywiście, mój konkretny przypadek nie zmienia faktu, że często faceci płacą
                grosze na utrzymanie dziecka a największe zainteresowanie losem dziecka wyrażają
                w sądzie. Ech - czasem to im zazdroszczęsmile
              • chalsia Mazur 15.07.06, 23:17
                na macochach, nowej rodzinie i samodzielnej mamie ten temat łącznie osiągnąl z
                jakieś 300 postów. Poczytajk sobie, to może więcej zrozumiesz. I staraj się na
                to patrzec NIE JAKO FACET, ale jako rodzic (i najlepiej postaraj się postawić w
                sytuacji drugiej strony).
                Chalsia
              • nangaparbat3 do z mazur 15.07.06, 23:40
                Bądź łaskaw rozrożnic zajmowanie się dzieckiem podczas wakacji a na co dzień. W
                czasie wakacji opiekujacy sie rodzic z reguly jest na urlopie, więc dziecko nie
                utrudnia mu pracy. Na co dzień - im mlodsze dziecko, tym bardziej ogranicza
                mozliwości zarobkowania.

                • z_mazur Re: do z mazur 17.07.06, 00:24
                  Wszystko zależy od sytuacji.
                  To ja zostałem porzucony przez żonę i odseparowny w pewnym stopniu nie z
                  własnej woli od dziecka. Dla mnie każdy kontakt z dzieckiem (a chciałbym go
                  mieć jak najwięcej) to jednak utrudnienie. To nie jest tak że wracam z pracy do
                  domu i widzę córkę. Muszę się spakować w samochód, podjechać do niej, zabrać ją
                  gdzieś. I nie traktuję tego jako ciężaru albo wyrzeczenia za które należy mi
                  się jakaś nagroda tylko jako mój ojcowski obowiązek.
                  Chodzi mi o to, że pewne sprawy są czasami traktowne bardzo schematycznie, a
                  warto na nei patrzeć w szerszym kontekście.
    • kruszynka301 Re: Prawda o alimentach 12.07.06, 14:31
      My wysokość alimentów ustaliliśmy w sposób błyskawiczny:
      poszłam do sądu (sekretariatu), spytałam się, ile średnio sąd przyznaje na
      niemowlaka (córa miała wtedy miesiąc). Powiedziano mi, że około 200-400 zł.
      Uzgodniłam więc z eksem 300 zł, i tyle mi płaci co miesiąc (nie poszedł nawet
      do sądu sprawdzić, ale mnie raczej znał, więc wiedział, że nie zmyślamwink. Po
      roku, na rozprawie rozwodowej tylko potwierdziliśmy uzgodnioną kwotę.

      Najpierw spróbuj się porozumieć z eksem, ustalić wysokość - może uda się
      ominąć sąd. Musicie brać pod uwagę swoje zarobki, no i realnie podejść do
      kwoty.
      • ba_mala Re: Prawda o alimentach 12.07.06, 19:47
        U mnie bylo tez kulturalnie,byly maz sam zaproponowal pln500,i tyle dostaje na
        dziecko
        • polly_s Re: A propos ekstrawagancji :) 13.07.06, 01:35
          najbardziej ekstrawagancką (czytaj: najdroższą) pozycją w tym wyliczeniu był
          obóz 14 dniowy dla młodzieży - 1200 zł (czyli 100 na miesiąc, żeby uskładać).
          Drugą - nieco tańszy zimowy, krajowy wyjazd na narty - wtedy syn jeszcze jeździł
          trochę, potem z braku kasy musiał zrezygnować i już nie jeździ. Jak chodził do
          absolutnie średniego liceum, koledzy w klasie mieli co najmniej po 100 zł
          kieszonkowego na miesiąc(!?), on miał 20 - czyli jedno kino, ale bez pop cornu,
          o dziewczynie nie wspominając smile Para spodni dyndających w kroku - 180, par na
          rok - 2. Bluza niewiele mniej. Itd. Musi mieć? Nie musi. No i nie miał. Spodnie
          dostał od ...koleżanki, której się znudziły. Wstydził się? Pewnie tak.
          • agash4 Re: A propos ekstrawagancji :) 13.07.06, 04:02
            ja dostawalam przez 5 miesiecy (okres miedzy pierwsza a druga-ostatnia
            rozprawa) 800 zl miesiecznie, ostatnie 2 miesiace przed rozprawa po 400 zl
            miesiecznie. Sad zasadzil 350 miesiecznie. Zaleglosci sa za 14 miesiecy i az
            mnie sciska jak za jeden rok komornik sciagnal kase (oczywiscie kilkaset
            zlotych poszlo do komornika) potem dalam sie przekonac, zeby wycofac sprawe od
            komornika i teraz chyba trzeba powrocic do tematu. A uslyszalam, ze ex ma:
            mieszkanie 2 razy wieksze i nowe, laptopa nowego, samochod wart tyle co moje
            mieszkanie (kredyt) oraz firmowe ciuchy (ostatnio bluzka za 290 zl) i Levi's, i
            wakacje na Majorce byly. Ja mu nie zaluje, ale dziecko utrzymuje sama.
        • misbaskerwill Re: Prawda o alimentach 15.07.06, 15:50
          > U mnie bylo tez kulturalnie,byly maz sam zaproponowal pln500,i tyle dostaje na
          > dziecko

          A u mnie wczoraj zona zazadala min. 1000 zl (na jedno dziecko). A zaproponowane
          przeze mnie 600 zl to nawet na waciki nie starczasmile))
          • chalsia eeeeech, Panowie 15.07.06, 23:15
            czy Panowie wiedzą ile kosztuje opiekunka?
            Jesli matka pracuje 8 godz, dodając do tego minimalnie 1 godz na dojazdy -
            opiekunka minimalnie musi dziennie być przez 9 godzin.
            Po minimalnej stawce 6,5 zł/godz wychodzi miesięcznie ILE ???????
            To odejmijcie sobie teraz minimum 50% tej kwoty od alimentów i wtedy zobaczycie
            ile zostaje na WSZYSTKO pozostałe co dziecko zużywa i czego potrzebuje.
            Chalsia
            • misbaskerwill Re: eeeeech, Panie! 17.07.06, 11:51
              > Jesli matka pracuje 8 godz, dodając do tego minimalnie 1 godz na dojazdy -

              A jeśli matka "pracuje" 6 godz. (w tym czasie glownie pisze listy milosne,
              wychodzi na kawę do pobliskiej galerii lub biega do kochanka),a dojscie w 2
              strony zajmuje 10 minut???smile))
              I ona to nazywa pełnym etatem, choć to są studia doktoranckie, jak widać, bardzo
              rozrywkowe w jej przypadkusmile
              Ale to mój odosobniony przypadek. A ja jej oferowałem rozwód bez orzekania o
              winie... Oferowałem też przejęcie opieki nad dzieckiem, jak jej tak ciężko -
              miałaby więcej pieniędzy i czasu na facetów - ale ona wtedy zapiera się...
              Znalazłem jej mieszkanie 500 m dalej - zapłaciłem z góry - nawet go nie raczyła
              obejrzeć, tylko - należy mi się stały meldunek (tyle, że ja nie mam mieszkania
              gdzie bym ją mógł zameldować) no i czynsz nie wyżej niż do tej pory (a mieszka w
              mieszkaniu teścia, który, prosi ją o przeprowadzkę z ustną obietnicą
              niewymeldowywania - w zamian nasyła na niego policję i żąda wszystkiego na
              piśmie, ale tylko łącznie ze spełnieniem pozostałych warunków).
              Ja już nie wiem, czy ona jeszcze kocha to dziecko, czy tylko je wykorzystuje...
              Ale to mój odosobniony przypadek.
              Acha - obiecała "nie robić problemów przy rozwodzie".
              Czy mogę jej wierzyć?
              • anja_pl Re: eeeeech, Panie! 17.07.06, 12:35
                misbaskerwill napisał:

                > Czy mogę jej wierzyć?

                nie
            • tricolour No i co z tego, że opiekunka? 17.07.06, 17:25
              Ja zupełnie nie rozumiem co ta opiekunka ma do rzeczy? A może jeszcze dołozymy
              koszty prezentów dla kochanka (urodziny, imieniny, wspólne wyjścia do kin i
              teatrów).
              Jak ktoś chce opiekunki, to niech ją sobie sam opłaci, a nie żąda umieszczenia
              jej w budżecie byłego męża. Masz ciekawe pomysły, Chalsiu, na zagospodarowanie
              alimentów: czynsz, śmieci, opiekunka... są w pierwszej kolejności?
              • chalsia Re: No i co z tego, że opiekunka? 17.07.06, 17:34
                to nie moje pomysły, ale normalnie przez sądownictwo przyjęte zasady. A
                kolejność może być absolutnie dowolna.

                Co do opiekunki - co wolisz:
                - byłą żonę niepracującą ale zajmującą się małym dzieckiem a Ty łożysz wtedy na
                100% utrzymania dziecka (i być może także częściowo na utrzymanie byłej żony)
                - byłą żonę pracującą ale do opieki nad dzieckiem jest płatna opiekunka a Ty w
                ramach alimentów opłacasz ca. 50% opiekunki.
                Pamiętaj, ze nie każdy może skorzystać ze złobka lub przedszkola czy zdrowej i
                chętnej do pomocy babci. Opiekunka to nie jest widzi mi się Twojej eks, ale -
                gdy ona pracuje - konieczność wynikająca z faktu, ze jest dziecko.

                Nie odkręcaj kota ogonem - chodzi o koszty związane z dzieckiem.
                Chalsia
                • tricolour Dobre pytanie "co ja wolę"... 17.07.06, 17:50
                  ... szczególnie wtedy, gdy każda z możliwości zaczyna się od "byłą żonę...".

                  Otóż kiedys napisałem, że była żona nie obchodzi mnie do tego stopnia, że nawet
                  nie interesuje mnie, czy ma co jeść. Jej sprawa.
                  Może pracować i mieć opiekunkę , może nie pracować i nie mieć opiekunki - jej rzecz.

                  Wiesz - ja jestem typem dość zasadniczym i jeśli byłą żona nie radzi sobie z
                  własną pracą i opiekunkami, nie może znaleźć przedszkola lub żłobka i w ogóle ma
                  problemy ze śmieciami i czyszem, to może wcale nie powinna wychowywać dziecka,
                  bo wychowa jakąś niezdarę...

                  Przepraszam, ale mam dobry humor...

                  smile))
                  • chalsia Re: Dobre pytanie "co ja wolę"... 17.07.06, 18:03
                    to w takim razie mądralo, skoro matka taka niewydolna wychowawczo, wystąp do
                    sądu o przejęcie opieki nad dzieckiem. Sam się nim wtedy zajmij pracując. No i
                    oczywiście ściągnij od matki odpowiednie alimenty na dziecko.

                    Prostej rzeczy nie możesz pojąć - koszty wynikające z zapewnienia dziecku
                    opieki (jakakolwiek by nie była) nie są sprawą tylko jednego rodzica ale
                    obydwojga. I na całe szczęście - nic z tym zrobić nie możesz (oprócz oczywiście
                    zostania alimenciarzem).
                    Chalsia
                    • tricolour Wyobraź sobie... 17.07.06, 18:15
                      ... że nie zostanę alimenciarzem. Najzwyczajniej płacę alimenty w takiej
                      wysokości, że starcza na wszystko.
                      Matka mojego dziecka też nie jest niewydolna wychowawczo, a nawet dobrze sobie
                      radzi. Niczego z niej ściągał nie będę.

                      smile)
                      • chalsia Re: Wyobraź sobie... 17.07.06, 18:17
                        uffff, no to całe szczęście.
                        Chalsia
                        • tricolour No to też się cieszę... 17.07.06, 18:20
                          ... że doszliśmy do porozumienia, a nawet mówimy razem "ufff", co może
                          zastanawiające być...

                          smile)
                  • chalsia Re: Dobre pytanie "co ja wolę"... 17.07.06, 18:07
                    aaa - i czytaj ze zrozumieniem:
                    napisałam "nie może skorzystać ze złobka, przedszkola czy babci"
                    a nie "nie może znaleźć" (co czasami rzeczywiście znaczy że nie może znaleźć bo
                    ich fizycznie nie ma w sensownej okolicy od miejsca pracy czy zamieszkania).
                    Ty odnosisz to tylko do swojej sytuacji, ja piszę trochę bardziej ogólnie
                    (oczywiście też bazując na swoich i znajomych samodzielnych matek
                    doświadczeniach).

                    No i przecież Ty też możesz tego złobka/przedszkola itp. poszukać.
                    Chalsia
                    • tricolour Dodatkowo wyobraź sobie... 17.07.06, 18:19
                      .. że zazwyczaj odnoszę się do SWOJEJ sytuacji ponieważ jest to jedyna rzecz, o
                      którą umiem należycie dbać.

                      smile))
                  • magdalenkaaa78 Re: Dobre pytanie "co ja wolę"... 20.07.06, 14:41
                    nie staram się o alimanty. Jeszcze nie smile Ale czasem robię sobie takie
                    wyliczenie...
                    Wiesz, ubodło mnie to zdanie o szukaniu złobka. moje dziecko chodzi do złobka.
                    co dzień, na osiem godzin. do tego choruje - tydzień w żłobku, tydzień w domu.
                    Który pracodawca będzie chętnie puszczał pracownicę na zwolnienia? Nie mam w
                    tym mieście rodziny - mam teściową ( mieszka 100 metrów od złobka i nie
                    pracuje, ale nigdy nie zabiera jedynego wnuka choć godzinę wcześniej ) i teścia
                    ( od kiedy mi powiedział, że jestem niewychowaną dziwką bez urody, ambicji,
                    klasy, intelektu i wykształcenia , nota bebe wyższego ;-p nie utrzymuję z nim
                    kontaktu ) Policzmy koszt opiekunki. zarabiam , jak na to maisto, normalnie. 2
                    tygodnie to 10 dni, 90 godzin. razy 5 zł za godznię - 450 zł. Ja mam pensji
                    1000 zł. Z czynszem też mam problemy bo to drugie pol mojej pensji. Nie sądzę,
                    bym źle wychowywała dziecko.
                    Mąz w wypadku rozowdu proponuje mi 300 - 400 zł. I... uważam, ze to za mało.
                    Pozwolę mu odejść. Pozwolę mu nie placić na siebie. Ale... dlaczego wraz z jego
                    odejsciem ma się pogorszyć mojemu dziecku? On będzie wolny, bez zobowiązań, bez
                    uciązliwej ( ? ) opieki nad dzieckiem, bez codziennej rutyny i obowiązków. Mi
                    zostanie - praca - dom - dziecko. I tak w kolo. Czy to sprawiedliwe?
                    Powiesz - znajdź nianię i gdzieś wyskocz. Tylko... trudno znaleść nianię, ktora
                    podejmie się opieki nad chorym, autystycznym dzieckiem. dzieckiem, ktore w
                    kazdym tygodniu idzie do lekarza : endokrynologa, psychiatry, neurologa. Do
                    logopedy, neurologopedy, do pedagoga i psychologa, do terapeuty SI. Nie muszę
                    chyba nadmieniać, że większość tych terapeutów nie przyjmuje w ramach NFZ?
                    Powinnam nie pracować. Powinnam siedzieć w domu i ćwiczyć z dzieckiem 8 godzin
                    dziennie, 7 dni w tygodniu. pracować muszę. Musze zrobić obiad, uprać,
                    pozmywać. Muszę zająć się dzieckiem. Muszę w międzyczasie dokonczyć ostatni rok
                    studiów podypolomowych. Tym czasem mój mąż nie musi nic. I chce mi za to dać
                    parę złotych. tylko ja nie wiem, na co smile
                    • tricolour To bardzo przykry post... 20.07.06, 15:12
                      ... i trudno mi napisać coś sensownego poza tym, że może niepotrzebnie bierzesz
                      wszystko na swoje barki. Wasze dziecko ma też ojca, który może się nim zajmować
                      równie dużo i często, co Ty.

                      Nic nie piszesz o Twojej sytuacji, a z niej może wiele wyniknąć i dla Ciebie,
                      nie tylko dla dziecka. Np mąż jako winny może utrzymywać Ciebie... zastanów się
                      nad swoim położeniem, skonsultuj z prawnikiem i może pozbądź się myśli, że "On
                      będzie wolny, bez zobowiązań, bez uciązliwej ( ? ) opieki nad dzieckiem, bez
                      codziennej rutyny i obowiązków".

                      Twój mąż rozwodzi się z Tobą, ale wszystkie prawa i obowiązki względem dziecka
                      pozostają.
                      • chalsia Re: To bardzo przykry post... 20.07.06, 23:44
                        > Twój mąż rozwodzi się z Tobą, ale wszystkie prawa i obowiązki względem dziecka
                        > pozostają.

                        Pozostają w realu tylko prawa, obowiązki natomiast na papierze.
                        Niestety taka jest smutna rzeczywistość w większości przypadków.
                        Chalsia
                      • magdalenkaaa78 Re: To bardzo przykry post... 21.07.06, 10:33
                        Mhm, o ile wiem, to jeszcze się nie rozwodzi. Ale to nie istotne... wazne jest,
                        ze rozowdząc się ze mną, rozwiedzie się też z dzieckiem, z naszymi problemami,
                        naszymi obowiązkami. To już będzie moje dziecko, moje obowiązki, moje problemy.
                        I, wbrew pozorom, jestem w stanie zaakceptowac taki uklad, szczególnie, ze tak
                        naprawdę cały czas w nim zyję.
                        Mój mąż jest fajnym facetem. Róznym chłopakiem, swietnym kumplem, serdecznym
                        przyjacielem. jest tylko kiepskim ojcem, ktoremu wydawało się, że z dzieckiem
                        jest jak z pieskiem czy kotkiem - raz dziennie dać miskę, wyprowadzić na 5 min
                        i w przypływie chęci w roztargnieniu pogłaskać po główce.

                        Może się nim zajmować tyle co ja... Dobre. Może i może tylko... tylko że się
                        nie zajmuje, bo pomoc koledze przy kompie jest ważniejsza niż zabawa z
                        dzieckiem. Ale, jak już pisałam, to dobry kolega jest.
                        • magdalenkaaa78 Re: To bardzo przykry post... 21.07.06, 10:49
                          A najzabawnieszcze jest to, że mój ślubny zamiast cięzko pracowac to szpieguje
                          mnie po forach i przed chwilą wysłał mi mój wczorajszy post pytajac, kiedy się
                          rozwodzę smile
                          • tricolour Nie skarż się.... 21.07.06, 10:52
                            ... widziały gały, co brały...
                            • magdalenkaaa78 Re: Nie skarż się.... 21.07.06, 11:18
                              Bzdura. zadko czytam większe głupoty. Nigdy nie słyszałeś o tym, ze ludzie się
                              zmieniają, nagle zaczyjaną cenic coś innego, zmiejają się priorytety/ Ty tak
                              wszystko umiałeś przewidzieć?
                              I co to w ogóle znaczy: nie skarż się? odbierasz prawo wypowiedzi?
                              Ach, bo to wina kobiety,że związała się z nieodpowiednim mężczyzną i teraz
                              powinna w milczeniu ponosić konsekwencje swojej decyzji?

                              Wiesz, zaczynam myślec, że masz dziś okres.

                              I w ogóle co to znaczy: nie skarż się?
                            • egretta_alba Re: Nie skarż się.... 21.07.06, 13:35
                              Tri i wzajemnie, może przestaniesz pisać o swojej żonie, przecież wiedziały
                              gały itd... Na głowe upadłeś z takimi tekstami? No jak możesz?
    • wenezuela1 Poproszę o namiary na kalkulator, dziękuję. 14.07.06, 08:44
      • jagoda4444 Re: Poproszę o namiary na kalkulator, dziękuję. 14.07.06, 09:50
        Ja również bardzo proszę o namiary na ten kalkulator. Z góry dziękuję
      • maheda Jest jakiś kalulator?! 14.07.06, 10:42
        To ja BARDZO o te namiary proszę.
        Dziękuję.
        M.
        • ladyhawke12 Re: Jest jakiś kalulator?! 14.07.06, 10:46
          Ja tez
          • polly_s Re: Jest jakiś kalulator?! 14.07.06, 19:39
            dziewczyny, ja mam taka tabelę w excelu, wypełnioną już przeze mnie wg uznania
            mojego - moge Wam ją rozesłać, ale musicie mi dać trochę czasu, bo mało go mam.
            pozdr.
            • iwha Re: Jest jakiś kalulator?! 15.07.06, 09:52
              czy ja też mogłabym prosić?
    • der1974 Re: Prawda o alimentach 15.07.06, 00:29
      Ja płacę średnio 1600 zł na dwójkę kilkuletnich córek i nie marudzę, mimo że to
      żona odeszła do kogoś innego. Nie powiem, że to łatwe dla mnie jest (nie jest),
      ale trzeba rozdzielić swoje emocje do ex od potrzeb dzieci, które nie są
      niczemu winne. Tak mi się wydaję. Po prostu mam psi obowiązek na to zarobić. I
      staram się. Najwyżej sobie coś odpuszczę, albo klienci zapłacą i zapłaczą.
      Przeżyję jakoś. Nie mam innego wyjścia - tak uważam.
      • polly_s Re: Prawda o alimentach 15.07.06, 02:35
        der, a skąd Ty się wziąłeś?
      • tricolour To jesteś bardzo odpowiedzialnym ojcem. 15.07.06, 10:32
        I rzeczywiście chcesz zapewnić dzieciom odpowidni standard życia niezależnie od
        rozwodu.

        Osobiście uważam, że ponad 3000 zł na dwójkę dzieci to wyjątkowo dużo.
        • libra22 Re: To jesteś bardzo odpowiedzialnym ojcem. 15.07.06, 13:57
          Ja zrozumiałam to jako razem 1600 zł na obie.

          Z alimentami łącza się też spore emocje.
          Przynajmniej tak to odczuwam w moim przypadku. Na początku małżeństwa
          umówiliśmy się, że ja zostaję w pracy, w której zarabiam mniej, ale będę miała
          czas dla dziecka/dzieci, a on będzie zarabiał. Tak więc szkolił się, wyjeżdżał,
          douczał, a ja zapewniałam "zaplecze" domowe i opiekę nad dzieckiem. Kiedy więc
          postanowił odejść ( a do tego w tym czasie praca przyniosła efekt w postaci
          awansu i zwiększonej pensji) poczułam się jakoś oszukana w tym względzie ( nie
          rozważam w tym poście innych emocji z tym związanych). Tym bardziej, że
          usłyszałam, że "dziecko" nie straci finansowo na jego odejściu. To jest bzdurą,
          bo oczywiście, że stracił (alimenty to nie cała pensja we wspólnym garnuszku),
          a pewnie jeszcze straci, bo z czasem eks coraz mniej chętnie daje na dodatkowe
          rzeczy, co do których się umawialiśmy i pewnie ta tendencja się utrzyma.
          Ech - rozpisałam się, żeby pokazać ile emocji to budzi.
          Odrzucając żale początkowe nie mogę narzekać i tego nie robię, bo dostaję póki
          co bardzo wysokie alimenty, jak na warunki polskie, a na dodatek nie są
          sądowne, tylko między nami umówione.
          Więc mój eks potrafi zachować się porządnie, co doceniam (szczególnie czytając
          niektóre wypowiedzi tu).
      • chalsia Re: Prawda o alimentach 15.07.06, 23:33
        I Der chwała Ci za to. Przywraca to wiarę w ludzi.
        Mój eks gdy odszedł, owszem płacił dobrowolnie alimenty dla dziecka, ale już
        nie poczuwał się do jakiegokolwiek łożenia na utrzymanie domu i mnie - a byłam
        na wychowawczym z powodów związanych ze zdrowiem dziecka.
        Chalsia
    • der1974 Re: Prawda o alimentach 15.07.06, 23:27
      Dla wyjaśnienia - płacę 1600 na dwie córki. To jest pewna podstawa, jaką
      uzgodniliśmy, a reszta to już extra, jak zarobię.
      • jagoda4444 Re: Prawda o alimentach 17.07.06, 08:13
        Dzięki Wam wszystkim za wypowiedzi - dużo mi one pomogły. Dzisiaj przyjeżdża na
        rozmowę mój jeszcze ślubny. Tak chciałabym aby nas nie poniosły negatywne
        emocje. Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka