... twierdził, że można zdobyć każdą kobietę, co zresztą udowadniał
skutecznie przez całe życie

))
Każdą?? Wielu mężczyzn próbuje to sprawdzić, lub napiszę inaczej, próbuje się
sprawdzić. Jedni idą na ilość, czyli na łatwiznę, drudzy w jakość, czyli bawi
je zdobywanie tylko tych "trudnych", bo co to za frajda mieć coś, co łatwo
przyszło. Może to o mnie i mojej najtrudniejszej do zdobycia własnej
żonie?

))
Ale nie o tym chciałem. Syndrom Casanovy dla mnie ma w sobie coś, co jest
przeciwieństwem jakiegokolwiek związku, kobieta "zdobyta" traci atrakcyjność,
staje się dla niego niewarta uwagi. Związek zaś zakłada długotrwałą
atrakcyjność partnerki, czy też partnera, bowiem sądzę, że te niemal
wszystkie rozważania można całkowicie symetrycznie odwrócić, jeśli chodzi o
płci. I tu doszedłem do tego, co mi przyszło dzisiaj rano do głowy i
spowodowało te wszystkie rozważania... czy czasem nie jest tak, że niektórzy
z nas, ludzi (przeważnie mężczyzn, ale także i kobiet), "zdobywając"
partnera, łącząc się z nim w związek, następnie traci dla niego
zainteresowanie i pragnie zdobywać nowego partnera ?? Ponieważ związek im w
tym przeszkadza, pragną go więc rozwiązać na różne sposoby...
To tylko takie moje przemyślenia

Mężczyzna Casanova, kobieta modliszka, to skrajności, ale ile z nas
doświadczyło , czy doświadcza postaw wynikających z tych skrajności?