Dodaj do ulubionych

Casanova...

01.09.06, 09:54
... twierdził, że można zdobyć każdą kobietę, co zresztą udowadniał
skutecznie przez całe życie smile))
Każdą?? Wielu mężczyzn próbuje to sprawdzić, lub napiszę inaczej, próbuje się
sprawdzić. Jedni idą na ilość, czyli na łatwiznę, drudzy w jakość, czyli bawi
je zdobywanie tylko tych "trudnych", bo co to za frajda mieć coś, co łatwo
przyszło. Może to o mnie i mojej najtrudniejszej do zdobycia własnej
żonie?smile))
Ale nie o tym chciałem. Syndrom Casanovy dla mnie ma w sobie coś, co jest
przeciwieństwem jakiegokolwiek związku, kobieta "zdobyta" traci atrakcyjność,
staje się dla niego niewarta uwagi. Związek zaś zakłada długotrwałą
atrakcyjność partnerki, czy też partnera, bowiem sądzę, że te niemal
wszystkie rozważania można całkowicie symetrycznie odwrócić, jeśli chodzi o
płci. I tu doszedłem do tego, co mi przyszło dzisiaj rano do głowy i
spowodowało te wszystkie rozważania... czy czasem nie jest tak, że niektórzy
z nas, ludzi (przeważnie mężczyzn, ale także i kobiet), "zdobywając"
partnera, łącząc się z nim w związek, następnie traci dla niego
zainteresowanie i pragnie zdobywać nowego partnera ?? Ponieważ związek im w
tym przeszkadza, pragną go więc rozwiązać na różne sposoby...

To tylko takie moje przemyślenia smile
Mężczyzna Casanova, kobieta modliszka, to skrajności, ale ile z nas
doświadczyło , czy doświadcza postaw wynikających z tych skrajności?
Obserwuj wątek
    • weekenda Re: Casanova... 01.09.06, 10:25
      Masz rację. Znam wiele osób, dla których zdobycie = dokonanie = szukanie nowej
      zdobyczy. Taką mają konstrukcję i nie są w stanie tego zmienić. To jest poza
      ich świadomością i silniejsze od rozumu, morale, norm itd. Panowie rzecz jasna
      przodują w tej statystyce ale znam jedną dziewczynę, która jest taką Casanovą w
      spódnicy.

      Zawsze mnie fascynował widok takiego uwodzenia. Jak potrafi zmienić się
      mężczyzna-Casanova kiedy w jego zasięgu pojawia się potencjalna zdobycz... Tak
      na szybko przyszło mi do głowy porównanie do jednego: gołębia, który pragnie
      zdobyć gołębiczkę. Siedziałam jednego razu z kumpelą i obserwowałyśmy takie
      działania: klata na wdechu do przodu, kręgosłup prosty, pełna elokwencja,
      rzekłbyś Wersal!, zgadywanie w mig potrzeb damy, proponowanie, usługiwanie... I
      to wszystko na oczach jeszcze aktualnej partnerki...

      Nie zgadzam się tylko z jednym Scriptusie: nie każda kobieta jest do zdobycia.
      Nie nie. To nie takie izi... smile
      • phokara Re: Casanova... 01.09.06, 10:33
        Alez oczywiscie, ze kazda kobieta jest do zdobycia. Tylko zalezy kto zdobywa. Nie ma takiej
        twierdzy co by sie opierala wszystkim rycerzom swiata.
        • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 10:39
          Pho, każdy facet jest wyjątkowy, tylko nie każdy o tym wie smile)))
          Żadna twierdza się nie oprze WSZYSTKIM rycerzom świata, ale są tacy rycerze,
          którym się nie oprze ŻADNA twierdza smile)))
          • phokara Re: Casanova... 01.09.06, 10:42
            > Pho, kaz˙dy facet jest wyja˛tkowy, tylko nie kaz˙dy o tym wie smile)))

            haha.... moim zdaniem jest DOKLADNIE ODWROTNIE!!!

            To troche tak, jak mysl, ze "kazda kobieta jest zajmujaca... pod warunkiem, ze sie nia ktos
            zajmie"!!!
            • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 10:46
              Dokładnie odwrotnie, czyli, żaden nie jest wyjątkowy, a każdy tak o sobie
              myśli... Oj, Pho, dołujesz mnie. Ale mam dowód na nieprawdziwość Twojej tezy.
              Co myślisz o Koperniku, Einsteinie i o Curie Skłodowskiej ??
        • 13monique_n Re: Casanova... 01.09.06, 10:53
          Pho, a Petra? (twierdza znaczy) Chyba nigdy nie zdobyta... big_grinDD
        • a.niech.to Re: Casanova... 01.09.06, 12:34
          phokara napisała:

          > Alez oczywiscie, ze kazda kobieta jest do zdobycia.
          z wyłączeniem tych, które się same oddają.
      • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 10:37
        weekenda napisała:
        ............................
        > Nie zgadzam się tylko z jednym Scriptusie: nie każda kobieta jest do
        zdobycia.
        > Nie nie. To nie takie izi... smile

        smile)) Trochę umyślnie przejaskrawiłem, żeby ładnie wyłożyć tę moją teorię. A z
        drugiej strony, bardzo spodobała mi się ta idea, skoro każda, to i moja żona,
        czemu zatem nie zostać "Casanovą od trudnych kobiet", a właściwie od tej
        jednej?? Ale, jak już napisałem, to tylko takie "ćwiczenie umysłu", rozważanie,
        co by było, gdyby było...
        Wiem, że nie każda kobieta jest do zdobycia.
        Wiem, że nie izi, ale "izi jest be", wyzwaniem są tylko rzeczy trudne, dla
        tych, co lubią łatwo, McDonaldy są na każdym rogu ulicy, a łatwe kobiety
        na "Pigalaku". Wejść na krawężnik każdy może, na wysoką górę już nie. Mount
        Everest jest na świecie tylko jedna. smile))))
        • phokara Re: Casanova... 01.09.06, 10:44
          >Mount
          > Everest jest na s´wiecie tylko jedna. smile))))

          Co za ulga, ze jeszcze zostaja inne osmiotysieczniki... ufff....
          • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 10:50
            Prawda, że ulga, a co by było, gdyby Don Kichot zmiennym był i poza Dulcyneą na
            inne księżniczki się porywał? W końcu księżniczek nie tak znowu wiele było.
            Całe Himalaje byłyby zdobyte i nie zostałoby już nic ciekawego do zdobycia smile)))
            • phokara Re: Casanova... 01.09.06, 11:09
              Scri... Ty sie musisz zdecydowac - Casanova czy Don Kichot!
              Z tego, co pamietam, to tego drugiego najbardziej krecily... wiatraki.
              Bo to byl (o)bledny rycerz.
              • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 11:39
                Don Kichot, to jakieś przeciwieństwo Casanowy, wiatraki zostawmy na boku, bo
                każdy facet ma jakieś pasje, ale z tego, co pamiętam, to ta Dulcynea, to była
                taka twierdza nie do zdobycia, zajęciem Don Kichota zaś było jej zdobywanie. Po
                jej zdobyciu Dulcynea przestanie być dla niego atrakcyjna, zatem chyba dobrze
                robi, że się nie daje zdobyć smile))
                • phokara Re: Casanova... 01.09.06, 11:51
                  Moim zdaniem ta opowiesc ma inne zakonczenie...
                  (o)bledny rycerz - w dodatku lekko opetany idealistycznym uczuciem do D. (nie 'do dupy - tylko
                  do Dulcynei, wyjasniam, zeby nie bylo!) tak dlugo bedzie zdobywal owa twierdze, az twierdza
                  stwierdzi, ze sie poddaje. Don Kichot zaslepiony swoimi zludnymi wyobrazeniami wciaz bedzie
                  widzial w niej atrakcyjna ksiezniczke, choc ona mu szyblo walkiem wybije ze lba i wiatraki i
                  szlajenie sie z kolegami po bezdrozach i jakies chore projekcje. Odtad nasz bohater bedzie mial
                  duzo wiecej zajec niz zdobywanie swej ukochanej, zas pojecie 'bledny rycerz' bedzie mozna
                  interpretowac, jako 'rycerz, ktory popelnil blad'.
                  haha.
                  • 13monique_n Re: Casanova... 01.09.06, 11:54
                    Pho, blagam!!! Oplulam monitor!!! (nie wspomne, ze to niehumatarne tak straszyc
                    Panow. Oni jacys plochliwi sie zrobili w dzisiejszych "sfenimizowanych czasach" big_grin)
                  • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 12:09
                    big_grinDDDDDDDDD
                    Właśnie o czymś takim napisałem przed chwilką w wątku : "Czy jesteście
                    bezkompromisowi w tych sprawach?"
                    O ile mężczyźni muszą coś zdobywać, to kobiety, jak już zostaną zdobyte, za cel
                    życia uznają spacyfikowanie najeźdźcy. Stąd to dążenie do szybkiego wybicia
                    wałkiem ze łba wiatraków i szlajania sie z kolegami po bezdrożach, tudzież
                    jakichś innych chorych projekcji. Jednak wartościowy Don Kichot traci na
                    wartości, jeżeli nie powalczy od czasu do czasu z wiatrakiem, a na pewno jest
                    niespełniony. Na pytanie "co ja z tego będę miała", odpowiedź "spełnionego
                    faceta", jednak na pytanie "po co", bezradnie rozłożę ręce, jeżeli nie
                    rozumiesz, dlaczego lepiej mieć spełnionego faceta, niż niespełnionego.
                    • ladyhawke12 Re: Casanova... 01.09.06, 12:21
                      Na tym forum jakos nie widze tabunów księżniczek które chca spacyfikować
                      rycerzy, raczej widzę księżniczki które znaja swoja wartość, i wiedzą czego
                      chcą, i nie koniecznie jest to rycerz, czy inny zdobywca. I tak trzymać
                      wszystkie księżniczki.
                      • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 12:47
                        Na tym forum nie ma też tych tabunów rycerzy, co poszli zdobywać inne
                        twierdze smile)) Jest natomiast na pewno parę samotnych księżniczek, które już
                        może niekoniecznie pragną oblężenia, ale na pewno dotkliwie odczuwają samotność
                        i inne problemy pojawiające się w nieobleganych twierdzach smile))).
                      • phokara Re: Casanova... 01.09.06, 12:49
                        No wlasnie... same niekoronowane ksiezniczki i ani jednej spiacej krolewny! A juz rycerza to w
                        ogole... Chyba trza bedzie siedmiu krasnali (ogrodowych) zatrudnic, albo co. Dobrze, ze choc
                        siedmiu... bo tacy malency. Moze jak stana jeden na drugiego, to jakos ich dojrze z tej mojej
                        szklanej wiezy.
                        hahaha....

                        ps.
                        Scri,
                        piszesz strasznie tendencyjnie. Ja osobiscie w zyciu nie czepialam sie pasji mojego Exa, wrecz
                        jestem zdania, ze jakby ich nie mial, to by mnie nie krecil, bo w ktoryms momencie bylby nudny
                        i przewidywalny do bolu. I to dziala w dwie strony oczywiscie. Partner musi miec swoj swiat,
                        zeby mogl nas fascynowac i zachwycac. Przyznaje sie bez bicia - chce rycerza (moze byc
                        bledny, obledny i oblakany) a nie 'poddanego' co mi kleczy u stop i ma walory osobowosciowe
                        starej, wysluzonej kanapy. Orgazmy to mozna miec na kanapie, ale z kanapa to juz
                        niekoniecznie.
                        • 13monique_n Re: Casanova... 01.09.06, 13:32
                          Phooooooooooooooooooooooo, kupuje!!!! To okreslenie "kanapy" big_grinDDD Blagam,
                          zlituj sie, ja MUSZE cos powaznego napisac i ciagle sie rozpraszam (o-bledna i w
                          dodatku nie rycerz ani nic) big_grin
                        • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 13:42
                          No cóż Pho, z faktu, że u nas na forum są same (chwalebne, mam nadzieję)
                          wyjątki, nie wynika, że nie ma reguły. Kobiety mają tendencję do wtrącania się
                          w "męskie" rozrywki, a mężczyźni do bagatelizowania i lekceważenia "kobiecych".
                          Dodam zbytecznie, ze to na pewno nie służy związkom między nimi.
                          Najlepiej zaś jest, jak poza "moimi" i "twoimi" są jeszcze "nasze" rozrywki.
                          A co do seksu z kanapą... cóż, mi też się kojarzy niezbyt zachęcająco. Lepiej
                          mieć bardziej pomysłowego rycerza, ale też i nadmiar ekstrawagancji tu może być
                          niezdrowy tongue_out
                          • phokara Re: Casanova... 01.09.06, 14:25
                            > No cóz˙ Pho, z faktu, z˙e u nas na forum sa˛ same (chwalebne, mam nadzieje˛)
                            > wyja˛tki, nie wynika, z˙e nie ma regu?y.

                            Z faktu, ze sa reguly nie wynika jeszcze, ze nie ma wyjatkow.
                            Po prostu Ty szukasz w zyciu regul, a ja wyjatkow. I nic w tym zdroznego, a wrecz oboje mamy
                            racje. Oczywiscie ja mam wieksza racje, bo to jest moja, mojsza a wrecz najmojsza racja,
                            prawda?

                            >Kobiety maja˛ tendencje˛ do wtra˛cania sie˛
                            > w "me˛skie" rozrywki, a me˛z˙czyz´ni do bagatelizowania i lekcewaz˙enia "kobiecych".

                            Bardzo, bardzo roznie z tym bywa. W ogole, jak dla mnie podejrzanie brzmia rozrywki kobiece i
                            meskie. Kojarzy mi sie z mysleniem, ze kobiety maja talent do haftu krzyzykowego, a fececi
                            wylacznie poimprezowego. Troche tendencyjne.

                            Ale w kwestii kanapy, to sie przecudnie zgadzamy. Az strach!
                            • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 14:53
                              phokara napisała:

                              .....>
                              > Ale w kwestii kanapy, to sie przecudnie zgadzamy. Az strach!

                              Zgoda buduje smile))))
                          • a.niech.to Re: Casanova... 02.09.06, 08:58
                            scriptus napisał:

                            > Najlepiej zaś jest, jak poza "moimi" i "twoimi" są jeszcze "nasze" rozrywki.
                            Nie może być inaczej, bo dom rodzinny to nie akademik lub hotel o
                            wieloosobowych pokojach.
    • der1974 Re: Casanova... 01.09.06, 22:57
      Za dużo filozofii jak dla mnie w Waszych rozważanich - chyba zbyt zmęczony
      jestem żeby to pojąć smile.
      Ale nasuwa mi się inne pytanie. A co jak łowca zamieni się niespodziewanie w
      ofiarę???? To jest dopiero pech. Pech jak sq....
      • scriptus Re: Casanova... 01.09.06, 23:40
        Cóż powiedzieć... nie wszyscy mogą mieć szczęście, bo by się wtedy nie nazywało
        szczęściem, tylko normalnością smile
        • a.niech.to Re: Casanova... 02.09.06, 09:04
          Byłoby pięknie: normalne szczęście... jak normalne życie.... Ech...Niech trochę
          Pan Bóg sypnie wszystkim rozwodnikom.
      • a.niech.to Re: Casanova... 02.09.06, 09:02
        der1974 napisał:

        > A co jak łowca zamieni się niespodziewanie w
        > ofiarę???? To jest dopiero pech. Pech jak sq....
        Kwestia czasu, myślę, że nikogo nie minie. Łysy Amorozo ma niewielkie szanse,
        żeby sobie coś wybrać, ale jeszcze zawsze może być zlapany przez osobę
        poszukującą wyjątków.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka