Dodaj do ulubionych

Poradźcie...

07.09.06, 14:25
Trafiłam tu przypadkiem szukając ogłoszeń o pracę. Siedzę sobie cichutko i
czytam Wasze wypowiedzi. Generalnie nie należę do rozwódek...jeszczesad I tak
sobie pomyślałam...jesteście doświadczeni, pewnie bardziej niż ja. Powiedźcie
mi jak uniknąć rozpadu małżeństwa? Kocham mojego męża ale jak patrzę na nasz
związek to ręce mi opadają. Niewiele nas łączy...chyba tylko wspólne
gospodarstwo domowe i córka...Mąż nie lubi ze mną rozmawiać, wychodzić
nigdzie...w zasadzie lubi tylko telewizję w domusad do niedawna walczyłam,
próbowałam rozmawiać, ale każda próba kończyła się awanturą. Zawsze
słyszałam, że wszystkie małżeństwa tak żyjąsad ale ja nie chcę tak żyć i nie
wiem co robić...z mojego punktu widzenia wszystko w naszym związku jest na
opak...z punktu widzenia mojego męża wszystko jest oksad(( I nie rozumie, że
nie czuję się już kobietą...że poprostu usychamsad
Obserwuj wątek
    • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 14:44
      Fajne pytanie... do rozwodnikow, 'jak ratowac malzenstwo'. Naprawde mi sie podoba.

      Wiesz, to pytanie jest bardzo trudne. Nie ma gotowych recept i zlotych srodkow. Za malo
      danych, zeby cos z sensem napisac.
      Moze tak... Kochasz meza, ale Wasz zwiazek sama oceniasz zle. Jaka miloscia wiec go
      kochasz, ze laczy Was tylko wspolne gospodarstwo domowe i dziecko? Slepa? To nie jest
      ironia, to jest moja obserwacja pewnych schematow zachowan.
      Oczwiscie "kocha sie pomimo czegos"... ale tez kocha sie za cos. Zdrowa zasada. Za co
      kochasz swojego meza? Za co on moze Cie kochac?
      Jakie macie wlasne, odrebne swiaty, ktore moga byc fascynujace dla drugiej strony?

      Wierze, ze usychasz. Kazda kobieta by uschnela... a niektore nawet sie zasuszaja na lata i tak
      im zycie mija.
      Napisze klasyke. Zajmij sie soba. Daj chwile odetchnac i sobie i jemu. Przestan na sile
      rozmawiac, analizowac, martwic sie zachowaniami pana przed telewizorem, czy raczej brakiem
      zachowan. Byc moze oboje tego potrzebujecie. Byc moze to jest sposob na odkrycie czegos
      nowego. Solo lub w parze.

      Czy kiedys lubiliscie ze soba rozmawiac? Jak bylo, gdy bylo dobrze?
      • moniamir Re: Poradz´cie... 07.09.06, 15:00
        Fajne pytanie... do rozwodnikow, 'jak ratowac malzenstwo'. ...masz wiele racji
        w tym co napisałaś, ale to rozwodnicy wiedzą najlepiej gdzie jest ta granica,
        kiedy nie warto już walczyć. Zapytałaś czy kiedyś było dobrze, czy
        rozmawialiśmy. Było bardzo dobrze. Rozumieliśmy się, potrafiliśmy razem się
        śmiać i spędzać rewelacyjnie czas. Ale to było kiedyś. Teraz mijamy się i tak
        płyną dni.
        "Zajmij sie soba. Daj chwile odetchnac i sobie i jemu. Przestan
        > na sile
        > rozmawiac, analizowac, martwic sie zachowaniami pana przed telewizorem, czy
        rac
        > zej brakiem
        > zachowan. Byc moze oboje tego potrzebujecie. Byc moze to jest sposob na
        odkryci
        > e czegos
        > nowego. Solo lub w parze".
        Robię tak od dawna. Niestety jedyne co odkrywam solo to coraz większa samotność:
        (. Pozdrawiam Cię serdecznie

        • tricolour No to może... 07.09.06, 15:04
          ... czas na myśl, że małżenstwo właśnie się kończy i czas na decyzję... co
          dalej. Można żyć obok siebie zupełnie samotnie, można się rozwieść (to nie
          zabija), a można próbować coś zrobić i ratować związek.

          Problem w tym, że do ratowania potrzeba dwojga.
        • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 15:14
          Mysle, ze kazdy ma swoja wlasna granice. Jedna sa blizej, inne dalej, regul brak.
          Jesli czujesz sie w tym zwiazku samotna, to pewnie jest to moment krytyczny. Jak mawiala
          moja prababka - "zwiazek jest po to, zeby nam w nim bylo lepiej niz bez zwiazku". Uwielbiam ta
          definicje, jest prosta, jak moja prababka i rownie madra. Bo kladzie nacisk na cos bardzo
          waznego (poza obowiazkiem, przysiega, zasadami etc....) na radosc z bycia z drugim
          czlowiekiem. A czasem obok niego. Ale mysle, ze fajny zwiazek powinien miec w sobie duzo
          radosci. Bo problemy to sa zawsze... i byly i beda i zawsze tez trzeba bedzie jakos
          'funkcjonowac w spoleczenstwie'.
          I jeszcze mysle, ze dla kobiet wykanczajacy jest brak czulosci i brak uwagi (to zreszta cechy,
          ktore czasem moga wkurzac mezczyzn - serwowane w nadmiarze badz w zlym momencie).
          Nie wiem, gdzie jest Twoja granica i tak naprawde nie wiem, jak 'nareperowac' malzenstwo i ile
          czasu na to poswiecic. Ale ta swiadomosc przychodzi intuicyjnie. Bedziesz wiedziala... albo tak
          Ci sie bedzie wydawalo.

          Czy powiedzialas kiedys swojemu mezowi, ze myslisz o rozwodzie?

          tez Cie serdecznie pozdrawiam



          • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 15:16
            Tri napisal bardzo wazna rzecz - do reperowania potrzeba pary. Sama nic nie zrobisz, to jest
            akurat rzecz bezdyskusyjna.
            • moniamir Re: Poradz´cie... 07.09.06, 15:27
              Dziękuję przede wszystkim za odzew z Twojej strony. Zapytałaś czy nie
              powiedziałam kiedyś mojemu o rozwodzie...w zasadzie w styczniu tego roku już
              był napisany pozew, bo miałam dośćsad(( Poprostu wszystko postawiłam na jedną
              kartę ( miałam dość kryzysu, który trwał prawie rok, spania u córki na łózku
              polowym, ciągłych kłótni ). Może wtedy było mi łatwiej, bo miałam dobrego
              przyjaciela ( naprawdę TYLKO PRZYJACIELA, który wspierał mnie ciepłym słowem ).
              Któregoś wieczoru poprostu ubrałam się i powiedziałam, że to koniec, że nie
              zależy mi itd. I wyszłam...a mój mąż zmienił się o 180 stopni. Wróciłam po
              kilku godzinach. I...przegadaliśmy całą noc, przepraszał i faktycznie zmienił
              się. Znów było super. Znowu poczułam się kobietą. Ale zmiana trwała dwa
              miesiącesad I znów wszystko wróciło do normysad(( wiesz co jest najgorsze dla
              mnie?sad że on nie chce porozmawiać, a ja nie rozumiem czemu tak się dziejesad a
              ja chciałabym tylko zrozumiećsad nie mam takich zarzutów, jak inne osoby na tym
              forum...nie pije, nie bije, wraca normalnie do domu...ale ten chłód mnie
              poprostu zabijasad((
              • tricolour To Twój facet ma komlet informacji... 07.09.06, 15:34
                ... że jest źle. Jest też leniem i liczy po cichu na to, że "się ułożyło" i znów
                nie trzeba dbać o związek...

                Ty też masz wszystko, by podejmować decyzję...
                • moniamir Re: To Twój facet ma komlet informacji... 07.09.06, 15:39
                  Wiesz. On właśnie dokładnie tak mówi "jakoś samo się ułoży". Mam poprostu
                  odczucie, że on musi czuć zagrożenie, żeby się staraćsad Ale ja nie widzę sensu
                  w takim życiu. Bo po co być z kimś, jesli trzeba dawać mu powody do strachu po
                  to, żeby poczuć się kochaną...
                  • tricolour No to skoro nie widzisz sensu... 07.09.06, 15:41
                    ... to nie ma sensu dalej się zastanawiać, co robić. Papiery do sądu, które w
                    OSTATECZNOSCI można wycofać. Ale w ostateczności, bo już wiesz, że Twój facet
                    potrafi "zmienić" się na kilka miesięcy.... i guzik.

                    Nic się samo nie ułoży.
                    • majka035 Re: No to skoro nie widzisz sensu... 07.09.06, 20:49
                      Witaj
                      U mnie tak sie zaczynało, tylko, że mój do telewizora brał piwo. Powiedział mi
                      niedawno, że przecież małżeństwo opiera sie tylko na liscie zakupów i
                      zdecydowaniu co jutro na obiad. Zanim podejmiesz decyzję co do dalszej
                      przyszłości zadaj w spokoju sobie jedno pytanie" Jak będzie wyglądało nasze
                      życie za 5 lat" i wtedy odpowiedz sobie i bedziesz wiedziała czy tego chcesz
                      czy nie. Ale jedno musisz wiedzieć z czasem człowiek opada z sił, kiedy widzi ,
                      że walka o cos jest nic nie warta. Pozdrawiam.
                      • moniamir Re: No to skoro nie widzisz sensu... 07.09.06, 22:10
                        Witaj. Domyślam się jak będzie wyglądac w przyszłości...cztery ściany...i
                        pustka. Myślę, że chyba to koniec. Tylko teraz muszę się z tym uporać i
                        poskładać swój świat. Pozdrawiam Cię serdecznie
                        P.S. Pozdrawiam Was wszystkich i dziękuję bardzo za wszystkie odpowiedzi. Nie
                        sądziłam, że w necie można spotkać tak miłych i normalnych ludzi...smile
              • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 15:56
                Reakcja na rozwod jest wlasciwie typowa - facet postawiony pod sciana, zbiera sie w sobie i
                przez moment jest sielanka. Tylko to nie jest rozwiazanie. Ciekawe tylko z jakiego powodu
                nastepuje tak nagla zmiana? Bo Cie kocha? Bo ma poukladany swiat i wygodna kanape i nie
                chce mu sie przenosic na inna, bo to wymaga energii? No wymaga. W sumie to zycie wymaga
                energii wiec trudno sie dziwic.
                Nie wiem, co Ci napisac. Wszystko bedzie teoria. Fakt, ze ' nie pije, nie bije i wraca do domu' to
                ciut przymalo na tworzenie fajnego zwiazku. Bo wtedy mozna by bylo brac slub z psem i tez by
                bylo ok. Taka prawda.
                Nie bede sie bawila w proroctwa i wymyslala, co jest nie tak z Twoim mezem. Jest duzym
                chlopcem wiec sam powienien powiedziec, co mu dolega. A jak nie chce, to nikt za niego nie
                zachce. Jest tez duza szansa, ze nic mu nie dolega tylko po prostu TAKI JEST. I w takim
                przypadku nie widze sensownego programu naprawczego, bo sie tylko sfrustrujecie oboje, a i tak
                nic z tego nie wyniknie. Z pewnoscia pojawia sie tu komentarze z porada 'terapii rodzinnej'. Moze
                to tez jest rozwiazanie, choc ja akurat to w ogole nie wierze, ale to nie mojej wiary tu potrzeba.

                Jesli dojdziesz do wniosku, ze zrobilas co moglas i nic sie nie zmienilo, to odejdz. Odejdz zanim
                zamienisz sie w jeczaca, sfrustrowana babe, ktora juz nie tylko nie kocha swojego meza, ale
                patrzec na niego nie moze. Nie masz zycia zapasowego. Ale szans na to jedno - fajne, to
                jeszcze troche masz.

                ps.
                Jak Cie to jakos pocieszy, to powiem Ci, ze ja z moim Ex rozmawialismy o wszystkim, bez
                konca i z wielka satysfakcja, a i tak nic z tego nie wyniknelo. Naprawde - regul nie ma.



                • athmos Re: Poradz´cie... 07.09.06, 16:12
                  > Nie wiem, co Ci napisac. Wszystko bedzie teoria. Fakt, ze ' nie pije, nie bije
                  > i wraca do domu' to > ciut przymalo na tworzenie fajnego zwiazku. Bo wtedy mozna
                  > by bylo brac slub z psem i tez by bylo ok. Taka prawda.

                  Zaraz, nie mialabys problemu, ze malzonek co miesiac przy pelni wylby do
                  Ksiezyca? wink))))))
                  • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 16:15
                    > Zaraz, nie mialabys problemu, ze malzonek co miesiac przy pelni wylby do
                    > Ksiezyca? wink))))))


                    Zaraz, a czy ja gdzies pisalam, ze to ma byc WILK?
                    A moze ja akurat gustuje w pinczerkach?
                    haha... i oto spelni sie moj najwiekszy koszmar - facet wzrostu siedzacego psa!!! Pinczerka w
                    dodatku, buuuuuuuuuuuuuuuuuuiuuuuuuuuuuuuu!
                    • athmos Re: Poradz´cie... 07.09.06, 16:19
                      A dlaczego od razu wilk? Ja mialem takiego husky co sasiadom nie dawal spac wink)

                      > haha... i oto spelni sie moj najwiekszy koszmar - facet wzrostu siedzacego psa!

                      Ale jesli mialby zielony garniturek z kapeluszem i czterolistna koniczyne to
                      bierz w ciemno. Oni tez dzban zlota po drugiej stronie teczy wink)))
                      • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 16:25
                        > A dlaczego od razu wilk? Ja mialem takiego husky co sasiadom nie dawal spac wink

                        Nie wybiegany byl... To zbrodnia. Powinni Cie podac do TPZ.

                        - - -
                        Przemyslalam z tym ksiezycem i pisze sprostowanie:
                        Nie, nie przeszkadzalo by mi, gdyby raz w miesiacu wyl do ksiezyca. Moj Ex wyl do roznych
                        dam*, czesciej niz raz w miesiacu i ja tego dlugo nie zauwazalam. Widac nie jestem bystra, jak
                        strumyk... Wiec wycie dowolnej rasy dam rade zniesc z godnoscia i humorem.

                        * choc byl wybiegany.

                        > Ale jesli mialby zielony garniturek z kapeluszem i czterolistna koniczyne to
                        > bierz w ciemno.

                        Jasne, wezme w ciemno i przy moim farcie to sie okaze krasnalem ogrodowym przecudnej
                        urody. Bo kosmite juz przerabialam.

                        • athmos Re: Poradz´cie... 07.09.06, 16:38
                          > Nie wybiegany byl... To zbrodnia. Powinni Cie podac do TPZ.

                          No, jezeli ogrod i spacery mu nie wystarczaly...
                          Moze byl po prostu niewyzyty smile

                          > Nie, nie przeszkadzalo by mi, gdyby raz w miesiacu wyl do ksiezyca. Moj Ex wyl
                          > do roznych dam*, czesciej niz raz w miesiacu i ja tego dlugo nie zauwazalam.
                          > Widac nie jestem bystra, jak strumyk.

                          W takim razie nie Ty jedna. smile

                          Z kosmitami jest taki problem, ze nie zawsze maja to co myslimy tam gdzie
                          myslimy smile)))))
                          • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 16:45
                            > No, jezeli ogrod i spacery mu nie wystarczaly...

                            Husky musi latac z wywieszonym jezorem, a nie spacerowac. Spacerologia nie lezy w naturze
                            tej rasy. Powaga.

                            > > Widac nie jestem bystra, jak strumyk.
                            > W takim razie nie Ty jedna. smile

                            Pewnie, ze nie. Z tych strumykow to juz by sie caly ocean spokojny zebral. A moze raczej
                            niespokojny.

                            > Z kosmitami jest taki problem, ze nie zawsze maja to co myslimy tam gdzie
                            > myslimy smile)))))

                            Tak siedze i czytam i czytam i mysle (sic!)... no i to magiczne zdanie jednak mnie przerasta. To
                            z ta moja bystroscia strumyka jest gorzej, niz podejrzewalam.
                            Ale bede strzelac: chodzi o antenke?

                            • athmos Re: Poradz´cie... 07.09.06, 17:05
                              > Husky musi latac z wywieszonym jezorem, a nie spacerowac. Spacerologia nie lezy
                              > w naturze tej rasy. Powaga.

                              Nie mam na mysli spaceru wielkomiejskiego. W szczerym polu. Jesli tam nie mogl
                              sie wyhasac, to sam juz nie wiem.

                              > Tak siedze i czytam i czytam i mysle (sic!)... no i to magiczne zdanie jednak
                              > mnie przerasta. To z ta moja bystroscia strumyka jest gorzej, niz
                              > podejrzewalam. Ale bede strzelac: chodzi o antenke?

                              Nie. O Serduszko!!!
                              • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 17:10
                                Ale skoro z 'kosmitami nigdy nic nie wiadomo' to nie ma wcale pewnosci, ze serduszko nie
                                moze byc umieszczone w antence, prawda?
                                Ewentulanie antenka w serduszku... ale to mi sie jakos z zastawka kojarzy.
                                Zreszta nie bede sie kosmicznie wymadrzac, bo juz dawno zakonczylam etap kosmity... i
                                latajacych talerzy. haha.
                                • athmos Re: Poradz´cie... 07.09.06, 17:31
                                  Ouch! U mnie na szczescie w domu do UFO nie doszlo.
                                  Ale byly inne numery, bo zdaje sie, ze moja byla kosmitka to byl robot, ktoremu
                                  ktos zapomnial wbudowac serduszko, ale za to miala przerost innych zwojow. smile

                                  Zartowalem sobie kiedys ze gdy sie zenilem, musialem nie zauwazyc jakichs znakow
                                  na niebie, komet, trzesien ziemi, morz wypelnionych krwia, itp...
                                  Ale tak naprawde to zdaje sie ze wiedzialem, tylko po prostu moim wyborem bylo
                                  tego nie zauwazac.
                                  • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 17:52
                                    > Ouch! U mnie na szczescie w domu do UFO nie doszlo.
                                    Zaluj, zaluj... w koncu nie kazdemu dane jest ogladac Uffffff...o
                                    Ale talerze lataly jednak tylko raz. Przedtem byla sielanka - potem wyladowalo UFO - a potem
                                    bylo nic. To znaczy Exmisja na inna planete... i to nawet nie planete Malego Ksiecia. Ot, takie
                                    typowe gwiezdne wojny.

                                    > Ale byly inne numery, bo zdaje sie, ze moja byla kosmitka to byl robot, ktoremu
                                    > ktos zapomnial wbudowac serduszko, ale za to miala przerost innych zwojow. smile
                                    Byc moze to podobny przypadek... chociaz nie. Moj kosmita nie tylko mial serduszlo, ale wrecz
                                    przerost miesnia sercowego, bo sporo mogl w nim pomiescic, haha. Oczywiscie to tylko moja
                                    wersja, bo jego jest zupelnie inna. Bardziej niewinna. I pewnie nawet prawdziwa, jesli ktos potrafi
                                    zrozumiec kosmitow.
                                    Najsmieszniejsze jest to, ze ten moj kosmita to dosc byl przyziemny, w sensie z ziemi, bo od
                                    chmurek to raczej bylam ja... paradoks jakis.

                                    > Zartowalem sobie kiedys ze gdy sie zenilem, musialem nie zauwazyc jakichs znako
                                    > w
                                    > na niebie, komet, trzesien ziemi, morz wypelnionych krwia, itp...
                                    No jak to? U mnie byly wylacznie trzesienia ziemi, spadajace gwiazdy (przed oczami) i latajace
                                    komety. Powaga.

                                    > Ale tak naprawde to zdaje sie ze wiedzialem, tylko po prostu moim wyborem bylo
                                    > tego nie zauwazac.
                                    No tak, mnie tez nikt do niczego nie zmuszal. Sama chcialam. I nawet nie zaluje. Cos za cos.




                                    • athmos Re: Poradz´cie... 07.09.06, 18:21
                                      Takie paradoksy czesto sie przydarzaja. Jedna mowi o chmurach a czyny robi
                                      calkiem przyziemne (tudziez naziemne i nawodne).
                                      Inny zajmuje sie sprawami przyziemnymi a jak przychodzi co do czego, okazuje sie
                                      ze zyl z glowa w chmurach. Samo zycie smile

                                      Sielanka u mnie tez byla. Dopiero potem sie dowiedzialem, ze nie tylko ze mna smile
                                      Ale masz slusznosc. Cos za cos.
                                      • phokara Re: Poradz´cie... 07.09.06, 18:27
                                        Coz, tak juz jest, ze najbardziej nas kreca nie reguly, lecz wyjatki od nich. Samo zycie (nie
                                        myslic z wegetacja). Ale wlasciwie nic wiecej nie jest nam potrzebne.

                                        > Sielanka u mnie tez byla. Dopiero potem sie dowiedzialem, ze nie tylko ze mna :
                                        > Ale masz slusznosc. Cos za cos.

                                        Tak. I mysle jeszcze, ze nigdy nie wolno zalowac milosci.


                                        • athmos Re: Poradz´cie... 07.09.06, 18:32
                                          Tez nie zaluje milosci. Zaluje jej utraty, ale jak sie okazalo, z ta osoba bylo
                                          to nieuniknione.
                                          Cholernie nie lubie marnotrawstwa wink
                                          • phokara Re: Poradz?cie... 07.09.06, 19:00
                                            > Cholernie nie lubie marnotrawstwa wink

                                            Jasne. Ale nie mozna byc skapym, tak z drugiej strony, haha.

                                            A zreszta mozna na to spojrzec inaczej - to nie jest nigdy czas marnotrawiony,
                                            bo jednak sporo doswiadczen sie zbiera po drodze. Tak sie zreszta mowi
                                            "czlowiek bogaty w doswiadczenia'. Ubodzy sa raczej ci bez. W koncu marazm jest
                                            gratis.

                                            I jeszcze jedna pozytywna refleksja. Ona mnie naszla tak z rok temu, czyli
                                            jeszcze w okresie dosc mocnej traumy, na swiezo. Ze jednak robie w zwiazkach
                                            pewien postep, tak patrzac na to od czasow licealnych. Kazdy nastepny jest
                                            dluzszy i fajniejszy. Teoretycznie z wyliczen wynika, ze ten po Ex to juz
                                            bedzie dozywocie (alez ujmujace okreslenie). No, chyba, ze bede zyla 100 lat,
                                            jak moja prababka. To wtedy nie wiem... ale z pewnoscia bede miala demencje,
                                            wiec zapomne.
                                            • athmos Re: Poradz?cie... 07.09.06, 19:25
                                              > Jasne. Ale nie mozna byc skapym, tak z drugiej strony, haha.

                                              Zgoda. Tylko aby udzielic komus jakiejs czesci swojego serduszka, trzeba je
                                              najpierw na te czesci pokroic. A przy nieumiejetnym obchodzeniu sie strony
                                              drugiej, jest to bardzo bolesna operacja smile)))

                                              > "czlowiek bogaty w doswiadczenia'. Ubodzy sa raczej ci bez.

                                              Ludzie mowia rozne rzeczy. Jedni mowia 'lepiej przegrac w milosci niz nigdy nie
                                              kochac', inni zas mowia 'no to najpierw sprobuj, a potem porownamy notatki.' smile
                                              Moze po prostu czlowiek z wiekiem jest troche mniej szalony. Moze by i nadal
                                              przenosil gory, ale wolalby, zeby te gory byly troche mniejsze... a najlepiej
                                              moze tylko pare kamieni smile

                                              Ja sobie to tlumacze inaczej. Jesli z moja eks wytrzymalem tak dlugo, to kazdy
                                              nastepny zwiazek bedzie jak zegluga po spokojnej tafli jeziora. Tyle, ze na
                                              razie lodka stoi w doku. Od czasu do czasu czlowiek na chwile wyplywa, ale to
                                              jakos wciaz nie to smile)))))
                                              • phokara Re: Poradz?cie... 07.09.06, 19:59
                                                > Zgoda. Tylko aby udzielic komus jakiejs czesci swojego serduszka, trzeba je
                                                > najpierw na te czesci pokroic.

                                                No niekoniecznie - mozna je oddac w calosci! Jak sie jest bardzo szczodrym,
                                                oczywiscie. Tylko jak potem tak zyc - bez serca? Tez trzeba komus zabrac. No i
                                                tak sie to wlasnie kreci.
                                                Chyba lepiej nic nie kroic tylko sie wymieniac po calosci. Tylko czasem, ktos
                                                nie chce zwrocic. I co?
                                                Z tymi sercami to gorzej niz z podzialem majatku.

                                                >A przy nieumiejetnym obchodzeniu sie strony
                                                > drugiej, jest to bardzo bolesna operacja smile)))
                                                Fakt. Ale to jak z kiepskim chirurgiem... wie sie PO operacji, a nie przed. Ale
                                                jak pacjent wciaz zyje, to ciagle jest szansa na wzorowe EKG.

                                                >Jedni mowia 'lepiej przegrac w milosci niz nigdy nie
                                                > kochac', inni zas mowia 'no to najpierw sprobuj, a potem porownamy notatki.'
                                                Kupuje ten tekst! Nie znalam.
                                                To znaczy nie kupuje, tylko bezczelnie zawlaszczam. Ale jest naprawde piekny.

                                                > Moze po prostu czlowiek z wiekiem jest troche mniej szalony. Moze by i nadal
                                                > przenosil gory, ale wolalby, zeby te gory byly troche mniejsze... a najlepiej
                                                > moze tylko pare kamieni smile

                                                Acha... i za chwile dojdziemy do 'Tragarza puchu".
                                                Mysle, ze zyciowe gory z wiekiem zmieniaja skale... na szczescie doly tez!
                                                Co do szalenstwa, to nie zauwazylam. Niestety. Widac nie o XXI wiek chodzi.

                                                > Ja sobie to tlumacze inaczej. Jesli z moja eks wytrzymalem tak dlugo, to >>>>
                                                >kazdy
                                                > nastepny zwiazek bedzie jak zegluga po spokojnej tafli jeziora. Tyle, ze na
                                                > razie lodka stoi w doku. Od czasu do czasu czlowiek na chwile wyplywa, ale to
                                                > jakos wciaz nie to smile)))))

                                                Prawda. Ale z faktu, ze nie kazdy rejs sie udaje, nie wynika jeszcze, ze
                                                zeglowanie jest bez sensu. Wlasnie ma sens. Tylko jeszcze trzeba zlapac wiatr w
                                                zagle. A niestety (i na szczescie tez) na czynniki meteorologiczne, zwane przez
                                                niektorych losowymi, wplywu sie nie ma.





                                                • athmos Re: Poradz?cie... 07.09.06, 20:39
                                                  > No niekoniecznie - mozna je oddac w calosci! Jak sie jest bardzo szczodrym,
                                                  > oczywiscie. Tylko jak potem tak zyc - bez serca? Tez trzeba komus zabrac. No i
                                                  > tak sie to wlasnie kreci.

                                                  No wlasnie. Tez to cwiczylem. Potem ledwo je odzyskalem, ale jakies takie
                                                  poszarpane, ze szrama w poprzek smile
                                                  Poza tym, w dzisiejszych czasach trudno od razu rozpoznac, czy w zamian
                                                  dostajesz prawdziwe serduszko, czy jakas podrobke 'made in Taiwan', ktore kazdy
                                                  moze kupic za $10 w Chinatown.

                                                  > Kupuje ten tekst! Nie znalam.
                                                  > To znaczy nie kupuje, tylko bezczelnie zawlaszczam.

                                                  Bardzo prosze. Nie uzurpuje sobie zadnych praw, odplatnych lub nieodplatnych
                                                  smile)))))

                                                  > Mysle, ze zyciowe gory z wiekiem zmieniaja skale... na szczescie doly tez!
                                                  > Co do szalenstwa, to nie zauwazylam. Niestety. Widac nie o XXI wiek chodzi.

                                                  Mam taka nadzieje. A tak w ogole, to czasem mi sie wydaje, ze urodzilem jakies
                                                  50-100 lat za pozno. Oczywiscie, gdybym sie urodzil 50-100 lat wczesniej,
                                                  zrozumialbym szybko swoja pomylke wink)))

                                                  > Prawda. Ale z faktu, ze nie kazdy rejs sie udaje, nie wynika jeszcze, ze
                                                  > zeglowanie jest bez sensu.

                                                  Alez wcale tego nie sugeruje. Tyle tylko, ze nim czlowiek uda sie w dluzszy
                                                  rejs, troche bardziej zwraca uwage na prognoze pogody. To juz nie te lata, nie
                                                  chcialoby sie znow wypasc za burte.

                                                  Pare razy sie okazalo ze trzeba bylo szybko wracac do portu. Hmmm... ale
                                                  przynajmniej czlowiek wie, ze lodka sie jeszcze na wodzie trzyma wink))
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 07.09.06, 20:57
                                                    > No wlasnie. Tez to cwiczylem. Potem ledwo je odzyskalem, ale jakies takie
                                                    > poszarpane, ze szrama w poprzek smile

                                                    No ta szrama to klopot. Moze sie zrosnie, haha? Zamiast dwoch komor serca
                                                    bedziesz mial jedna duza! I tak to lepsze niz tworzenie podstawowej komorki
                                                    spolecznej, ktora bywa, ze sie zmienia w komore gazowa.

                                                    > Poza tym, w dzisiejszych czasach trudno od razu rozpoznac, czy w zamian
                                                    > dostajesz prawdziwe serduszko, czy jakas podrobke 'made in Taiwan', ktore >>>
                                                    >kazdy
                                                    > moze kupic za $10 w Chinatown.

                                                    Na wybor czasow wplywu sie nie ma. Mozna byc w dzisiejszych czasach lekko
                                                    niedzisiejszym (nie chodzi mi o to, ze wczorajszym) i dawac rade.
                                                    A podrobki serca jednak mozna rozpoznac. Wlasciwie w kwestii serca to raczej
                                                    powinnam napisac 'podroby'.

                                                    >A tak w ogole, to czasem mi sie wydaje, ze urodzilem jakies
                                                    > 50-100 lat za pozno. Oczywiscie, gdybym sie urodzil 50-100 lat wczesniej,
                                                    > zrozumialbym szybko swoja pomylke wink)))

                                                    Kiedys zapytalam Exa (ktory jeszcze nim nie byl, oczywiscie), czy chcialby zyc
                                                    w innych czasach, dawno temu. On sie na mnie popatrzyl podejrzliwie i zapytal -
                                                    Ale z toba? Ja, ze oczywiscie i on wtedy kategorycznie zaprzeczyl, bo
                                                    powiedzial, ze ja glosze takie herezje, ze by mnie spalili na stosie. Gamon w
                                                    ogole nie zauwazyl, ze w ten prosty sposob moglby sie ode mnie uwolnic.
                                                    No ale pewnie cos w tym jest.
                                                    Choc nie chodzilo mi bynajmniej o sredniowiecze, bo to podejrzanie kryzysowe
                                                    czasy musza byc, obciazone jakims fatum. Moj Ex nawet nie osiagajac kryzysu
                                                    srednio-wiecza juz oszalal, a co by bylo potem. Strach sie bac.
                                                    Oczywiscie chodzilo mi o romantyzm, w sensie - nic nie robie tylko leze i
                                                    pachne, ewentualnie spiewam serenady przygrywajac sobie na lutni. Ale to
                                                    faktycznie bez sensu. Nie umiem przeciez grac na lutni.

                                                    > Pare razy sie okazalo ze trzeba bylo szybko wracac do portu. Hmmm... ale
                                                    > przynajmniej czlowiek wie, ze lodka sie jeszcze na wodzie trzyma wink))

                                                    Ale czego sie trzyma? Boi?
                                                    To zart. Jak sie lodka trzyma to spokojnie mozna zawsze poplynac w sina dal. A
                                                    nawet rozowa.

                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 07.09.06, 21:13
                                                    > No ta szrama to klopot. Moze sie zrosnie, haha? Zamiast dwoch komor serca
                                                    > bedziesz mial jedna duza! I tak to lepsze niz tworzenie podstawowej komorki
                                                    > spolecznej, ktora bywa, ze sie zmienia w komore gazowa.

                                                    Och, widze, ze az cala kapiesz optymizmem smile)
                                                    Juz po rozwodzie tez sobie tak myslalem, ze w koncu malzenstwo to instytucja, a
                                                    kto o zdrowym rozsadku chcialby byc dobrowolnie instytucjonalizowany?
                                                    Ale teraz sie nie zarzekam. Nie spiesze sie nigdzie, ale ktoz wie co niesie
                                                    przyszlosc?

                                                    > A podrobki serca jednak mozna rozpoznac. Wlasciwie w kwestii serca to raczej
                                                    > powinnam napisac 'podroby'.

                                                    Podroby to bardzo dobre okreslenie. A jeszcza jak zle przygotowane, moga byc
                                                    pomieszane z zolcia smile

                                                    > Kiedys zapytalam Exa (ktory jeszcze nim nie byl, oczywiscie), czy chcialby zyc
                                                    > w innych czasach, dawno temu.

                                                    To dla faceta jest straszne pytanie. Bo zeby nie wiem jak odpowiedzial, zawsze
                                                    mozna to przekrecic na jego niekorzysc. Stad i ta podejrzliwosc smile

                                                    > Ale czego sie trzyma? Boi?

                                                    Czegokolwiek. Ale jeszcze nie przecieka smile))))) - I tu juz sie robi temat
                                                    niebezpieczny smile))

                                                    > To zart. Jak sie lodka trzyma to spokojnie mozna zawsze poplynac w sina dal.

                                                    W sina to chyba bardzo bolesne. Choc sa tacy co i tak lubia smile
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 07.09.06, 21:39
                                                    > Och, widze, ze az cala kapiesz optymizmem smile)

                                                    O teraz to sie zestresowalam... Nie, nie mozesz tego WIDZIEC.

                                                    > Juz po rozwodzie tez sobie tak myslalem, ze w koncu malzenstwo to instytucja,
                                                    > kto o zdrowym rozsadku chcialby byc dobrowolnie instytucjonalizowany?
                                                    > Ale teraz sie nie zarzekam. Nie spiesze sie nigdzie, ale ktoz wie co niesie
                                                    > przyszlosc?

                                                    Z ta komora gazowa to byl zart. Powaga. Ja mam po prostu takie trudne poczucie
                                                    humoru. Nawet trudniejsze niz charakter. No. A tak szczerze to dzieki wrodzonej
                                                    ironii i dystansowi do samej siebie nie zwariowalam po tym wszystkim. To jednak
                                                    bardzo pomaga. Smiech jest doskonalym antidotum na zycie.
                                                    A co do przyszlosci to jestem jasnowidzem - w sensie jasno ja widze. Wiec sie
                                                    nie zarzekam. Kiedys tak sie zarzekalam, ze w zyciu z Exem nie bede. I prosze,
                                                    co sie stalo.

                                                    > Podroby to bardzo dobre okreslenie. A jeszcza jak zle przygotowane, moga byc
                                                    > pomieszane z zolcia smile
                                                    a fe. Zolc to bardzo nietwarzowy kolor.

                                                    > To dla faceta jest straszne pytanie. Bo zeby nie wiem jak odpowiedzial, >>>>>
                                                    >zawsze
                                                    > mozna to przekrecic na jego niekorzysc. Stad i ta podejrzliwosc smile

                                                    Mysle, ze ilosc strasznych dla facetow pytan mozna ciagnac w nieskonczonosc.
                                                    Ale coz jest strasznego akurat w tym to nie rozumiem. Czyzby obawa, ze nie
                                                    sprostaja konfrontacji z wizerunkiem rycerza? ha!

                                                    > Czegokolwiek. Ale jeszcze nie przecieka smile))))) - I tu juz sie robi temat
                                                    > niebezpieczny smile))

                                                    haha... No pewnie, zaraz od serca dojdziemy do problemow z prostata i w ogole.
                                                    Abstrakcja.
                                                    Ale wracajac do lodki, to ja zawsze mozna zaimpregnowac. Podobno.

                                                    > W sina to chyba bardzo bolesne. Choc sa tacy co i tak lubia smile
                                                    A moze jest jeszcze inne wytlumaczenie. Czasem trzeba sobie nabic sporo
                                                    siniakow, zeby docenic siedzenie na puchowej podusi. To nawet sensowny przyklad
                                                    - bo siniaki jak sie goja to bardzo ladnie rozowieja. I pewnie z ta dala jest
                                                    tak samo.




                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 07.09.06, 22:11
                                                    > O teraz to sie zestresowalam... Nie, nie mozesz tego WIDZIEC.

                                                    Samotnosc w sieci to abstrakcja smile Orwell tez cos tam pisal o monitorach w domu...
                                                    Ha ha. Ale sie nie stresuj, tym razem to ja zartowalem smile

                                                    > Z ta komora gazowa to byl zart. Powaga.

                                                    O, to jest tez piekny tekst.

                                                    > Ale coz jest strasznego akurat w tym to nie rozumiem. Czyzby obawa, ze nie
                                                    > sprostaja konfrontacji z wizerunkiem rycerza? ha!

                                                    Nie, tu raczej chodzi o to, ze w rekach nieodpowiedniej kobiety wizerunek
                                                    rycerza nie pozostaje i nie sposob sprostac konfrontacji. Bo zawsze wizerunek
                                                    mozna zmanipulowac tak, zeby biednemu giermkowi dopiec. smile (nie mylic z Gierkiem)

                                                    > haha... No pewnie, zaraz od serca dojdziemy do problemow z prostata i w ogole.
                                                    > Abstrakcja.

                                                    No wlasnie. Z tym to najlepiej isc na forum Fizjologia, jesli takowe istnieje smile

                                                    > Ale wracajac do lodki, to ja zawsze mozna zaimpregnowac.

                                                    Trzeba tylko caly czas pamietac o czym mowa, bo tu gdzie mieszkam,
                                                    'zaimpregnowac' (impregnate) znaczy cokolwiek zgola innego. Z taka impregnacja
                                                    lepiej poczekac az sie jest na pelnym morzu, z rozpostartymi zaglami i z wiatrem
                                                    a nie pod wiatr... smile

                                                    > A moze jest jeszcze inne wytlumaczenie. Czasem trzeba sobie nabic sporo
                                                    > siniakow, zeby docenic siedzenie na puchowej podusi.

                                                    Ajajaj... mojej eks sie kiedys wyrwalo po powrocie z podrozy sluzbowej, ze ma
                                                    siniaka na pupie. A potem sie okazalo, ze nie byla w podrozy sluzbowej smile)))

                                                    Ale rozumiem metafore.
                                                  • athmos Oooops... 07.09.06, 22:13
                                                    Wdarl mi sie chochlik.

                                                    Mialem powiedziec, ze w rekach nieodpowiedniej kobiety wizerunek
                                                    rycerza nie pozostaje NIEZMIENNY i nie sposob sprostac konfrontacji.
                                                  • phokara Re: Oooops... 07.09.06, 22:37
                                                    Po tylu latach z Exem jestem odporna na byle chochliki i zrozumialam wlasciwie.
                                                  • a.niech.to Re: Oooops... 09.09.06, 18:46
                                                    Masz rację. Normalne kobiety wiedzą, że rycerz ma zakuty łeb i spośród
                                                    rdzewiejącej stali wybiorą zwykłego faceta wraz z jego podrobami.
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 07.09.06, 22:35
                                                    > Samotnosc w sieci to abstrakcja smile Orwell tez cos tam pisal o monitorach w >>
                                                    >domu
                                                    > Ha ha. Ale sie nie stresuj, tym razem to ja zartowalem smile

                                                    Ok. Nie bede sie stresowac zartami. A nawet i Orwellem.


                                                    > Nie, tu raczej chodzi o to, ze w rekach nieodpowiedniej kobiety wizerunek
                                                    > rycerza nie pozostaje i nie sposob sprostac konfrontacji. Bo zawsze wizerunek
                                                    > mozna zmanipulowac tak, zeby biednemu giermkowi dopiec. smile (nie mylic z
                                                    Gierkie
                                                    > m)

                                                    Raczej nie jestem az tak pomylona, zeby pomylic epoki i funkcje.
                                                    Co do wizerunku, to mysle, ze w pewien sposob jest zawsze nierzeczywisty w
                                                    czyichs oczach. I nawet bede sie upierac, ze nie ma w tym nic zlego. Choc to
                                                    pewnie awangardowa teoria zwazywszy na fakt, ze w byle zabie widzialam ksiecia,
                                                    a rechocie - slyszalam smiech. I takie zwidy to osiem lat mialam.
                                                    Na szczescie jest lepiej i teraz widze tylko ropuchy i nawet, jak jezdza na
                                                    bialym rumaku, to juz sie nie dam nabrac. haha.

                                                    > Trzeba tylko caly czas pamietac o czym mowa, bo tu gdzie mieszkam,
                                                    > 'zaimpregnowac' (impregnate) znaczy cokolwiek zgola innego.

                                                    Tak sie podle sklada, ze znam drugie znaczenie tego slowa. Ono nawet poniekad
                                                    siedzi w temacie, choc totalnie zmienia interpretacje. Piekne.

                                                    >Z taka impregnacja
                                                    > lepiej poczekac az sie jest na pelnym morzu, z rozpostartymi zaglami i z >>>>
                                                    >wiatrem a nie pod wiatr... smile
                                                    No fakt... pod wiatr to bylaby totalna rozrzutnosc. W dodatku zgubna w
                                                    skutkach.

                                                    > Ajajaj... mojej eks sie kiedys wyrwalo po powrocie z podrozy sluzbowej, ze ma
                                                    > siniaka na pupie. A potem sie okazalo, ze nie byla w podrozy sluzbowej smile)))

                                                    Faktycznie podejrzane. Bo rzecza powszechnie wiadoma jest, ze siniaki na pupie
                                                    najczesciej sie nabija w podrozy sluzbowej wlasnie. Moj Ex byl tego wspanialym
                                                    przykladem.
                                                    Ale do licytacji na temat tekstow Exa to sie nawet nie zamierzam zglaszac. Bo
                                                    wygram ja z pewnoscia i zgarne puchar dla najwiekszej idiotki globu. Bez dwoch
                                                    zdan.

                                                    > Ale rozumiem metafore.

                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 07.09.06, 22:45
                                                    > Co do wizerunku, to mysle, ze w pewien sposob jest zawsze nierzeczywisty w
                                                    > czyichs oczach. I nawet bede sie upierac, ze nie ma w tym nic zlego.

                                                    Jak sie jest w porzadku wobec kogos, to mysle ze wizerunek rycerz morze byc
                                                    nawet nierzeczywisty, byleby pozostawal niezmienny. Bo nie ma nic gorszego, niz
                                                    gdy czlowiek stara sie dorownac jakiemus wizerunkowi i jest tuz tuz, a wtedy
                                                    okazuje sie, ze wizerunek sie wlasnie zmienil. smile

                                                    > Choc to
                                                    > pewnie awangardowa teoria zwazywszy na fakt, ze w byle zabie widzialam
                                                    > ksiecia, a rechocie - slyszalam smiech.

                                                    I dlatego rycerze przywykli, ze wystawia ich sie na pewna probe (ale nie na
                                                    pewna zgube)...

                                                    > No fakt... pod wiatr to bylaby totalna rozrzutnosc. W dodatku zgubna w
                                                    > skutkach.

                                                    A i po oczach mozna dostac odlamkami jak silniej zawieje smile)))

                                                    > Faktycznie podejrzane. Bo rzecza powszechnie wiadoma jest, ze siniaki na pupie
                                                    > najczesciej sie nabija w podrozy sluzbowej wlasnie. Moj Ex byl tego wspanialym
                                                    > przykladem.
                                                    > Ale do licytacji na temat tekstow Exa to sie nawet nie zamierzam zglaszac. Bo
                                                    > wygram ja z pewnoscia i zgarne puchar dla najwiekszej idiotki globu. Bez dwoch
                                                    > zdan.

                                                    A ja bynajmniej nie dlatego zeby sie licytowac. Tak mi sie po prostu nasunelo smile

                                                    A poza tym, zawsze moze sie znalezc wiekszy/a idiota/ka tak samo jak w kazdym
                                                    stawie predzej czy pozniej znajdzie sie wieksza ryba. Taka to juz kolej rzeczy.
                                                    Wazne, zebysmy sie juz na te liste nie musieli wpisywac po raz kolejny.
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 07.09.06, 23:14
                                                    >Bo nie ma nic gorszego, niz
                                                    > gdy czlowiek stara sie dorownac jakiemus wizerunkowi i jest tuz tuz, a wtedy
                                                    > okazuje sie, ze wizerunek sie wlasnie zmienil. smile

                                                    Jeszcze inaczej... Proby dorownania jakiemus wizerunkowi sa bez sensu.
                                                    Wystarczy byc. A zmiana wizerunku to calkiem inna sprawa. Najczesciej zwiazana
                                                    ze schylkiem milosci. Po prostu. A moze po trudnemu.

                                                    > I dlatego rycerze przywykli, ze wystawia ich sie na pewna probe (ale nie na
                                                    > pewna zgube)...

                                                    Jesli faktycznie rycerze do tego przywykli, to ja sie juz nie dziwie czemu mi
                                                    tak nie wychodzi. Zadnych prob im nie przygotowalam - ani ognia, ani wody... no
                                                    moze tylko glodu, haha. Ale juz wiem, ze trzeba, zeby sie czuli rycersko. Ok.
                                                    Doprawdy ta konwersacja staje sie dla mnie bezcennym zrodlem wiedzy!

                                                    > A i po oczach mozna dostac odlamkami jak silniej zawieje smile)))

                                                    Odlamkami???? Odlamkami czego... piany... to znaczy morskiej? O rety.

                                                    > A poza tym, zawsze moze sie znalezc wiekszy/a idiota/ka tak samo jak w kazdym
                                                    > stawie predzej czy pozniej znajdzie sie wieksza ryba. Taka to juz kolej >>>>>
                                                    >>rzeczy.
                                                    > Wazne, zebysmy sie juz na te liste nie musieli wpisywac po raz kolejny.

                                                    A ja mysle, ze wazniejsze jest, zeby tak strasznie sie nad tym nie zastanawiac.
                                                    Czy trafi sie na ta liste raz jeszcze, czy nie... Bo jak sie za duzo o tym
                                                    mysli, to podswiadomie czlowiek zaczyna sie 'asekurowac'. I to tez jest kanal,
                                                    bo na milosc sie trzeba otworzyc. Ona jest ponad nasze male, klaustrofobiczne
                                                    klapki w sercach.
                                                    No cos za cos.
                                                    Ale najpierw to trzeba w sobie wszystko ladnie zagoic, zeby juz 'nie miec Exa
                                                    pod paznokciami'.
                                                    I jedno jest pocieszajace - nigdy juz nie trafimy przeciez na takiego samego
                                                    partnera. Wiec przykladanie starych doswiadczen do nowego zwiazku nie
                                                    koniecznie ma sens.


                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 07.09.06, 23:30
                                                    > Jeszcze inaczej... Proby dorownania jakiemus wizerunkowi sa bez sensu.
                                                    > Wystarczy byc. A zmiana wizerunku to calkiem inna sprawa. Najczesciej zwiazana
                                                    > ze schylkiem milosci. Po prostu. A moze po trudnemu.

                                                    Moze nie calkiem. Do tego trzeba by bylo dwoch absolutnie do siebie pasujacych
                                                    ludzi. A to, choc statystycznie mozliwe, cholernie ciezko osiagnac.
                                                    Zawsze sa jakies nierownosci, ktore trzeba wygladzic, po obu stronach, bo
                                                    przeciez ma byc kompromis a nie ze kazdy ciagnie w swoja strone.
                                                    Nie mowie tu bynajmniej, zeby sie wywlekac srodkiem na zewnatrz - to juz bylby
                                                    masochizm. A w dodatku nieestetycznie smile

                                                    > Jesli faktycznie rycerze do tego przywykli, to ja sie juz nie dziwie czemu mi
                                                    > tak nie wychodzi. Zadnych prob im nie przygotowalam - ani ognia, ani wody...
                                                    > no moze tylko glodu, haha. Ale juz wiem, ze trzeba, zeby sie czuli rycersko.

                                                    Faceci czasem tak lubia smile) Wydaje mi sie, ze kobiety od czasu do czasu tez nie
                                                    maja nic przeciwko byciu taka dama z lutnia. Nie wszystkie - mam taka jedna
                                                    wyzwolona znajoma... wink))))

                                                    > Odlamkami???? Odlamkami czego... piany... to znaczy morskiej?

                                                    Czegokolwiek. Polamanego w drzazgi masztu...

                                                    > A ja mysle, ze wazniejsze jest, zeby tak strasznie sie nad tym nie zastanawiac.

                                                    Bron Boze. Mowilem tylko o fakcie. Jakby sie caly czas tym przejmowac, to
                                                    czlowiek nawet na kobiete nie spojrzy... smile

                                                    > Wiec przykladanie starych doswiadczen do nowego zwiazku nie
                                                    > koniecznie ma sens.

                                                    Tez zgoda. Nie nalezy uogolniac. Niemniej jednak, warto zapamietac pewne
                                                    niepokojace znaki... np. siniaki na pupie smile)))))))
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 07.09.06, 23:52
                                                    > Moze nie calkiem. Do tego trzeba by bylo dwoch absolutnie do siebie >>>>>>>>>
                                                    >pasujacych
                                                    > ludzi. A to, choc statystycznie mozliwe, cholernie ciezko osiagnac.

                                                    Na szczescie. Jestem zdeklarowana fanka przyciagania sie na zasadzie
                                                    przeciwienstw i dopelniania dwoch roznych swiatow. Nie bardzo wierze w jakies
                                                    pasujace do siebie idealnie osobniki, ktore swietnie wiedza, co mysla, jak
                                                    tylko na siebie popatrza. (czasem lepiej nie wiedziec! haha).
                                                    A tak serio to mysle, ze jesli zwiazek ma byc fajny i dlugi, to dobrze jest sie
                                                    moc dlugo odkrywac i zaskakiwac. Do tego potrzeba dwoch roznych planet, ktore
                                                    beda sie przyciagac ale nigdy nie stopia sie w jedno. Bo to jest po prostu
                                                    niemozliwe. Jednak moj idealizm jest mocno rozny od wizji platonskiej hybrydy.

                                                    > Zawsze sa jakies nierownosci, ktore trzeba wygladzic, po obu stronach, bo
                                                    > przeciez ma byc kompromis a nie ze kazdy ciagnie w swoja strone.

                                                    Nie trzeba nic wygladzac i odprasowywac. Ludzie sa najciekawsi wlasnie w
                                                    niedociagnieciach i niedoskonalosciach. Sa rozczulajace.
                                                    A pojecie kompromisu w zwiazku to jest jedna z bardziej przereklamowanych
                                                    bzdur, jaka slyszalam, ktora rodzi glownie frustracje i niewiele wiecej. Ale to
                                                    jest kontrowersyjna teoria wlasna, wynikajaca zapewne z faktu, ze duzo lepiej u
                                                    mnie z tolerancja niz odpornoscia na statystyczna nude.
                                                    Ale sie popisalam, no no.

                                                    > Faceci czasem tak lubia smile) Wydaje mi sie, ze kobiety od czasu do czasu tez >
                                                    >nie
                                                    > maja nic przeciwko byciu taka dama z lutnia. Nie wszystkie - mam taka jedna
                                                    > wyzwolona znajoma... wink))))\

                                                    Ja osobiscie marze o tym by byc dama z lutnia, a nie lutownica. Naprawde. I
                                                    wrecz uwielbiam romantyczne kiecki i insze kobiece cuda, choc niektorzy
                                                    twierdza, ze taki mundur maskujacy nic nie daje, bo musialabym nic nie mowic.
                                                    Ale jak juz mam byc kobieta wyzwolona to z wiezy. Wylacznie.

                                                    > Bron Boze. Mowilem tylko o fakcie. Jakby sie caly czas tym przejmowac, to
                                                    > czlowiek nawet na kobiete nie spojrzy... smile

                                                    Piekne rozroznienie na czlowieka i kobiete Ci wyszlo! haha...
                                                    Wiem, wiem, ja tez uwazam, ze kobieta to cos o wiele fajniejszego niz jakis tam
                                                    czlowiek!

                                                    > Tez zgoda. Nie nalezy uogolniac. Niemniej jednak, warto zapamietac pewne
                                                    > niepokojace znaki... np. siniaki na pupie smile)))))))

                                                    Acha... Co za szkoda, ze nie jestem pamietliwa.
                                                    Ale mam nadzieje, ze z tego powodu nie przezyje deja vu!

                                                    Bardzo przyjemnie mi sie rozprawia o dalach (mandalach?), masztach i siniakach,
                                                    ale musze rano powstac ku chwale korporacji i udac sie w delegacje (hahaha...
                                                    nie, nie przewiduje siniakow bynajmniej). Zatem grzecznie sie pozegnam.

                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 08.09.06, 00:14
                                                    > moc dlugo odkrywac i zaskakiwac. Do tego potrzeba dwoch roznych planet, ktore
                                                    > beda sie przyciagac ale nigdy nie stopia sie w jedno.

                                                    Ach, toz to byloby strasznie nudne, takie stopienie sie.

                                                    > Nie trzeba nic wygladzac i odprasowywac. Ludzie sa najciekawsi wlasnie w
                                                    > niedociagnieciach i niedoskonalosciach. Sa rozczulajace.
                                                    > A pojecie kompromisu w zwiazku to jest jedna z bardziej przereklamowanych
                                                    > bzdur, jaka slyszalam, ktora rodzi glownie frustracje i niewiele wiecej.

                                                    Hmmm... z niedociagnieciami zgoda, ale dalej juz daje opor. Jak tak kazdy sobie,
                                                    to bardzo latwo przekroczyc granice zaufania. A to do niczego dobrego nie
                                                    prowadzi. Mysle jednak, ze trzeba umiec wyczuc w drugim ten prog, ktorego
                                                    przekroczyc nie nalezy, i nie przekraczac go chocby nie wiem jak sie chcialo.

                                                    > Piekne rozroznienie na czlowieka i kobiete Ci wyszlo! haha...
                                                    > Wiem, wiem, ja tez uwazam, ze kobieta to cos o wiele fajniejszego niz jakis
                                                    > tam czlowiek!

                                                    Prosze tylko nie doczytywac sie tu zadnych podtekstow. smile Nie uchodzi...

                                                    > Bardzo przyjemnie mi sie rozprawia o dalach (mandalach?), masztach i
                                                    > siniakach, ale musze rano powstac ku chwale korporacji i udac sie w delegacje
                                                    > (hahaha...nie, nie przewiduje siniakow bynajmniej). Zatem grzecznie sie
                                                    > pozegnam.

                                                    ja tez juz sie bede zbieral do domu. Fajnie sie gaworzylo.
                                                    Dobrej nocy.
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 09.09.06, 16:56
                                                    > Hmmm... z niedociagnieciami zgoda, ale dalej juz daje opor. Jak tak kazdy >>>
                                                    > sobie to bardzo latwo przekroczyc granice zaufania. A to do niczego dobrego >
                                                    >nie prowadzi. Mysle jednak, ze trzeba umiec wyczuc w drugim ten prog, ktorego
                                                    > przekroczyc nie nalezy, i nie przekraczac go chocby nie wiem jak sie chcialo.

                                                    Kompromis nie oznacza, ze 'kazde sobie'. Oznacza wolnosc w realizowaniu
                                                    wlasnych pasji, bez poczucia winy, ze zaniedbuje sie druga osobe. Po prostu
                                                    wiem, ze czesto dwie strony ida na ustepstwa - i zadna nie jest szczesliwa. Bo
                                                    w efekcie kompromisu powstaje jakies takie cos, na ktore nikt nie mial
                                                    specjalnej ochoty, ale w imie kompromisu i 'zeby bylo sprawiedliwie' wybieramy
                                                    taka opcje. Trywializujac - ja chce jechac nad morze, on w gory, wiec wybieramy
                                                    zloty srodek i jedziemy do Lodzi. Potem sie tam snuja dwa frustraty wzorowo
                                                    trzymajac sie za raczki, ale myslami daleko od siebie - bo kazde w swoim
                                                    marzeniu. Po x latach takich dzialan, podswiadomie rodzi sie zal do partnera i
                                                    kumuluje negatywna energia.
                                                    Zdrowiej jest czasem odpuscic i pozwolic sobie na oddzielne dzialanie. Ja to
                                                    nazywam 'kibicowaniem'. Fajnie jest miec w tej drugiej osobie wiernego kibica i
                                                    fajnie jest samemu komus kibicowac - i to nie tylko wtedy, gdy nam to pasuje,
                                                    ale zawsze. Pewnie mam fiksa na tym punkcie, bo mielismy z Exem bardzo rozne
                                                    style funkcjonowania i jakos trzeba bylo ten problem spacyfikowac. I to wcale
                                                    nie oznacza, ze robilismy wszystko oddzielnie, ale staralismy sie, zeby zawsze
                                                    choc jedna strona miala cos na maxa i mogla sie tym cieszyc. Generalnie
                                                    dziala...
                                                    A kwestia zaufania, to juz inna bajka. Czasem sie zle konczy, ale to juz
                                                    wypadek losowy. Mysle, ze u mnie skonczyloby sie tak samo, nawet gdybym
                                                    przykula Exa do kaloryfera i zaminowala prog domu. Zdrada jest tylko kwestia
                                                    wyboru. A zawsze jak jest wybor to sie znajda i mozliwosci. Po prostu.
                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 09.09.06, 19:01
                                                    Zalezy co rozumiesz przez 'ustepstwa'. Ja nie mialem na mysli jakiejs wypadkowe dwoch osob, bo wtedy
                                                    wlasnie mamy taka 'wycieczke do Lodzi' (cudowna metafora!!!) smile))

                                                    Dla mnie kompromis oznacza raczej wyjazy raz w gory a raz nad morze. Zeby uszanowac zainteresowania
                                                    partnera. Kto wie, moze i mnie to zainteresuje? A w zamian przy innej okazji ja moge podzielic sie moimi
                                                    zainteresowaniami. Oczywiscie nic na sile...

                                                    To da Ci mozliwosc zarowno miec kibica raz, jak i samej kibicowac innym razem.
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 09.09.06, 19:22
                                                    athmos napisał:

                                                    > Zalezy co rozumiesz przez 'ustepstwa'. Ja nie mialem na mysli jakiejs
                                                    wypadkowe
                                                    > dwoch osob, bo wtedy
                                                    > wlasnie mamy taka 'wycieczke do Lodzi' (cudowna metafora!!!) smile))

                                                    Pewnie mam jakis problem z definicja slowa 'ustepstwo'. Nigdy nie mialam
                                                    poczucia, ze chodze w zwiazku na jakies ustepstwa (czy jeszcze lepiej
                                                    'poswiecam sie'...) zeby on mogl cos zrobic czy na odwrot. Ale to pewnie
                                                    wylacznie kwestia semantyki, niczego wiecej.
                                                    Moze po prostu nie lubie slowa kompromis. Jakies zle mam z tym skojarzenia nie
                                                    wiem czemu. Pewnie wylacznie dlatego, ze takie letnie cos z tego wychodzi, byle
                                                    jakie, a ja tak nie lubie.
                                                    Zreszta, tak szczerze, bardzo lubilam psaje mojego Exa choc ich kompletnie NIE
                                                    ROZUMIALAM. Ale nie wszystko trzeba rozumiec.

                                                    > Dla mnie kompromis oznacza raczej wyjazy raz w gory a raz nad morze. Zeby >>>
                                                    >uszanowac zainteresowania partnera. Kto wie, moze i mnie to zainteresuje? A w
                                                    >zamian przy innej okazji ja moge podzielic sie moimi zainteresowaniami. >>>>>>
                                                    >Oczywiscie nic na sile...

                                                    Nic na sile - zlota zasada. Bo jak na sile nad to morze sie pojedzie, to tylko
                                                    sztorm na miejscu bedzie ze zlosci. Przerabialam...
                                                    Ale z takim pojeciem kompromisu sie zgodze. Jedziesz raz tu raz tam, bez
                                                    naciskow, oczekiwania wzajemnosci (a bo teraz kolej na mnie) czy zgodnego
                                                    rachunku matematycznego. I wtedy jest ok... jak zawsze wtedy, gdy CHCESZ a nie
                                                    MUSISZ. Pewnie to roznie wyglada u roznych osob. Ja po prostu, jak cos musze to
                                                    mi sie z miejsca przestaje chciec... I jest klopot. Alergia na slowo 'musze'
                                                    wygenerowala nawet w naszym zwiazku uroczy tekst 'musisz chciec', haha. To
                                                    dopiero jest kompromis. Slowny.

                                                    > To da Ci mozliwosc zarowno miec kibica raz, jak i samej kibicowac innym >>>>>
                                                    > razem.

                                                    To bardzo wazne. Bo mamy w sobie naturalna potrzebe podziwiania (kogos) i bycia
                                                    podziwianymi. I to sie powinno w jakis sposob rownowazyc.


                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 09.09.06, 19:57
                                                    No to zdaje sie ze mamy jasnosc. Roznica tylko i wylacznie w semantyce.

                                                    Choc znalezienie tego zlotego srodka nie jest takie proste. Jakby bylo, nie byloby tylu rozwodow smile
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 09.09.06, 20:08
                                                    Nie ma jednego, zlotego srodka. Kazda para ma inny. A co najlepsze niektore nie
                                                    maja wcale i jakos swietnie im sie wiedzie.
                                                    Regul brak.
                                                    albo inaczej, jak to ktos madry kiedys powiedzial: to czlowiek ustanawia
                                                    reguly, ale milosc wie, kiedy je zlamac".
                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 09.09.06, 20:36
                                                    > Nie ma jednego, zlotego srodka.

                                                    Alez ja wcale nie mowie ze jest jakies jedno, uniwersalne panaceum. Kazdy musi znalezc swoj zloty
                                                    srodek. I to nie jest proste.

                                                    He he, wazne zeby sie nie przywyczaic do lamania, bo mozna potem z rozpedu zlamac i te reguly
                                                    ustanowione przez milosc smile

                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 09.09.06, 20:49
                                                    Panaceum na paca? Pacaneum...
                                                    Zartuje.
                                                    Nie ma srodka i regul tez nie ma.

                                                    Jak poznalam Exa, to obracal wszystkie panienki w zasiegu reki (no powiedzmy,
                                                    ze to sie nazywa reka). Ale nawet dzisiaj po tym wszystkim nie zakladam, ze
                                                    dalej 'z rozpedu' bedzie tak robil. Byc moze przy kims innym - nie. Strasznie
                                                    rozni jestesmy z kims (lub przy kims) innym. I chyba najwazniejsze jest, zeby
                                                    tak sobie dobrac partnera, zeby wydobywac dzieki niemu te jasne strony naszej
                                                    natury. Naiwnie wierze, ze kazdy czlowiek chce byc dobry. To sie jakos scisle
                                                    wiarze z potrzeba szczescia.

                                                    > ac i te reguly
                                                    > ustanowione przez milosc smile

                                                    Milosc, jako wyjatek nie ustanawia zadnych regul.

                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 09.09.06, 21:14
                                                    Dlaczego naiwnie? Moze nie kazdy, ale w koncu nie bedziemy sie wiazac z kims o kim myslimy, ze chce
                                                    byc zly. Milosc jest slepa, ale chyba nie az tak smile
                                                    Chyba, ze ktos jest masochista.

                                                    > Milosc, jako wyjatek nie ustanawia zadnych regul.

                                                    No, jesli je zmienia, to chyba ustanawia nowe, prawda? Bo przeciez nie mozna tak bez regul. Na dluzsza
                                                    mete, przynajmniej.
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 09.09.06, 21:30
                                                    > Dlaczego naiwnie? Moze nie kazdy, ale w koncu nie bedziemy sie wiazac z kims
                                                    >o kim myslimy, ze chce byc zly. Milosc jest slepa, ale chyba nie az tak smile
                                                    > Chyba, ze ktos jest masochista.

                                                    Nie o to mi chodzilo. Zawsze wiazac sie z kims, myslimy ze to wspanialy
                                                    czlowiek, ktory nas uszczesliwi i ktoremu my damy szczescie. Potem po latach
                                                    okazuje sie, ze... no wlasnie - ze co? Ze ajlawka odebrala nam totalnie rozum x
                                                    lat temu? To tylko po czesci prawda. Ze ten ktos sie zmienil? Mogl. Ale zmienil
                                                    sie tak PRZY NAS. W pewien sposob jestesmy odpowiedzialni za te nasze 'oswajane
                                                    zwierzatka'. Mozna powiedziec - byly dzikie i nic sie z nimi nie dalo zrobic,
                                                    albo jeszcze dodac, byc moze bylem niedobrym treserem (w cudzyslowie treserem,
                                                    oczywiscie). A pewnie i jedno i drugie. Mowiac prosciej - jakas wina lezy
                                                    zawsze po dwoch stronach. Niekoniecznie wina swiadoma.
                                                    Jeszcze posluze sie cytatem (uwielbiam go):
                                                    "Dobra kobieta i zla kobieta to zazwyczaj ta sama kobieta, tylko z kims innym"
                                                    Rozumiesz?

                                                    > No, jesli je zmienia, to chyba ustanawia nowe, prawda? Bo przeciez nie mozna
                                                    >tak bez regul. Na dluzsza mete, przynajmniej.

                                                    haha... strasznie mnie rozbroila mysl powyzej. Wietrze w tym perfidny podstep
                                                    scislego umyslu.
                                                    Powiem tak - nie wiem co to znaczy 'na dluzsza mete' ale ja juz troche zyje i
                                                    wydaje mi sie, ze jednak mozna. Powaga. To sie wtedy nazywa chyba 'wielka
                                                    improwizacja'... czy jakos tak, haha. I wcale sie od tego nie umiera. To znaczy
                                                    - nie tak od razu i przed smiercia.


                                                  • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 23:31
                                                    phokara napisała:

                                                    > ten ktos sie zmienil? Mogl. Ale zmienil
                                                    >
                                                    > sie tak PRZY NAS. W pewien sposob jestesmy odpowiedzialni za te
                                                    nasze 'oswajane
                                                    >
                                                    > zwierzatka'. Mozna powiedziec - byly dzikie i nic sie z nimi nie dalo zrobic,
                                                    > albo jeszcze dodac, byc moze bylem niedobrym treserem (w cudzyslowie
                                                    treserem,
                                                    > oczywiscie). A pewnie i jedno i drugie. Mowiac prosciej - jakas wina lezy
                                                    > zawsze po dwoch stronach. Niekoniecznie wina swiadoma.
                                                    Trudno byłoby zaprzeczyć.
                                                    > Jeszcze posluze sie cytatem (uwielbiam go):
                                                    > "Dobra kobieta i zla kobieta to zazwyczaj ta sama kobieta, tylko z kims innym"
                                                    > Rozumiesz?
                                                    Odpowiednio dla kilku nicków buduje się rożne osobowości i wypuszcza się je na
                                                    różne fora. Mnie się tak wydaje.
                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 10.09.06, 00:35
                                                    No nie wiem. Sa ludzie, ktorym wybitnie w tej kwestii nie idzie. Wezmy na przyklad moja eks. Pierwsze
                                                    malzenstwo rozpadlo sie bardzo szybko, miedzy innymi przez jej romans z takim jednym, z ktorym sie
                                                    spotykala przed slubem. Drugie malzenstwo, to ze mna, tez sie rozpadlo, miedzy innymi przez jej
                                                    mhm... z tymze osobnikiem i kilkoma innymi. Jednoczesnie, jak sama mi kiedys dawno temu wyznala,
                                                    ze na poczatku, z tymze osobnikiem nie wytrwala nawet tygodnia bez jakich skandali, ufo itp.
                                                    Pewnie, moznaby rzec, ze po prostu nie znalazla jeszcze wlasciwej osoby. Ale mozna tez rzec, ze taka
                                                    wlasciwa osoba po prostu nie istnieje.

                                                    Jest tez i takie powiedzenie:
                                                    "Mezczyzna zeni sie z kobieta majac nadzieje, ze sie ona nie zmieni, ale sie myli, zas kobieta wychodzi
                                                    za maz za mezczyzne majac nadzieje, ze on sie zmieni, ale tez sie myli."

                                                    > haha... strasznie mnie rozbroila mysl powyzej. Wietrze w tym perfidny podstep
                                                    > scislego umyslu.

                                                    Nie, az tak perfidny nie jestem wink
                                                    Ja chyba po prostu inaczej rozumie pojecie regul. Powiedzmy na przyklad, ze Iksinski w wyniku albo
                                                    rozmow, albo doswiadczen, rozumie, ze dla Iksinskiej cos jest bardzo wazne albo jest pewna bariera,
                                                    ktorej przekraczac nie powinien zeby nie ryzykowac zwiazku.
                                                    Pewnie, ze to nie bedzie jakas skodyfikowana regula, ale Iksinski, chocby nawet dla swietego spokoju,
                                                    tej reguly lamac nie powinien. Oczywiscie moze, ale wtedy musi sie liczyc z konsekwencjami wyboru.
                                                    To samo tyczy sie Iksinskiej.

                                                    Wielka improwizacja moze sie udac, jasne. W niektorych przypadkach. Ale obawiam sie, ze proza zycia
                                                    jest taka, ze latwiej ludzim ustalic jakies reguly i sie ich trzymac. Jak sie je zlamie, jest zle. Zreszta
                                                    mialem tego przyklad z moja eks i malym nie dalej jak wczoraj odnosnie wizytacji - i teraz mam orzech
                                                    do zgryzienia jak ten problem rozsuplac.
                                                  • phokara Re: Poradz?cie... 10.09.06, 01:31
                                                    > Pewnie, moznaby rzec, ze po prostu nie znalazla jeszcze wlasciwej osoby. Ale
                                                    > mozna tez rzec, ze taka
                                                    > wlasciwa osoba po prostu nie istnieje.
                                                    Wiesz, a ja mysle, ze to jest rowniez kwestia doroslosci. Jedni dojrzewaja
                                                    szybciej, inni ciut wolniej i nie bardzo ma sie na to wplyw. Poniekad
                                                    zachowanie Twojej Ex przerabialam... w okresie liceum. Powaga. Osobiscie dosc
                                                    pozno przedefiniowalam pojecie idealizmu, bo o rezygnacji to w ogole mowy nie
                                                    ma. Tozsamosc by mi sie rozpadla.
                                                    Tak szczerze, to ja doroslam dopiero w zwiazku z Exem. Bo poczatki byly trudne
                                                    i sama sobie musialam zadac pytanie, czy dam rade. Za duzo ryzykowalam, zeby
                                                    moc sobie pozwolic na przeuroczy kaprys niedojrzalosci i gowniarstwa. Po
                                                    prostu. I nagle sie okazuje, ze Twoje starania i dojrzala postawa nie
                                                    gwarantuja wcale sukcesu. Dzisiaj wydaje mi sie to juz oczywiste, ale dlugo nie
                                                    potrafilam tego pojac i sie z tym 'zaprzyjaznic'. Ba, bylam przekonana, ze
                                                    wiele mi w zyciu moze nie wyjsc i sie nie udac, ale nie milosc. Zarozumiale
                                                    myslalam, ze mam do tego talent i jak zastosuje wszelkie 'zlote srodki' w
                                                    trakcie wspolnego zycia to bedzie sielanka. I co? I pstro. Dlatego upieram sie,
                                                    ze naprawde regul nie ma.
                                                    BTW, pierwsze malzenstwo mojego Exa tez sie rozpadlo - powody takie same, jak u
                                                    Twojej Ex. Banal, kicz, powtarzalnosc scenariuszy... brazylijski serial. Ale
                                                    wciaz jest we mnie niezgoda na wydawanie jedynie slusznych, ogolnych sadow. Nie
                                                    wiem... Skadinad sama nie chcialabym, zeby ktos mi przypial latke - e, nie
                                                    wyszlo jej raz, to i drugi tez nie, w cholere z taka baba. To klaustrofobiczne
                                                    myslenie.

                                                    > Jest tez i takie powiedzenie:
                                                    > "Mezczyzna zeni sie z kobieta majac nadzieje, ze sie ona nie zmieni, ale sie
                                                    >myli, zas kobieta wychodzi
                                                    > za maz za mezczyzne majac nadzieje, ze on sie zmieni, ale tez sie myli."

                                                    Wiesz, jest w nim duzo prawdy, ale akurat mojego zwiazku ma sie to nijak. Nie
                                                    zakladalam, ze Ex sie zmieni (nie mowie tu o kochankach - bo to w ogole
                                                    wykasowalam ze swiadomosci, inaczej bym sie w to w zyciu nie wladowala), nie
                                                    chcialam tego. Zawsze powtarzam, ze bierzesz sobie kogos z calym
                                                    'dobrodziejstwem inwentarza' - w sensie z wadami rowniez. I sama sie niewiele
                                                    zmienilam przez te lata, a juz z pewnoscia nie zramolalam i nie zmienilam w
                                                    jeczaca kobiete-bluszcza. I tez nie dalo rady. A jak chcialam sie dowiedziec,
                                                    co bylo nie tak, ze pojawila sie jakas nowa dama, to Ex mi powiedzial, ze nic,
                                                    tylko, ze "sie przestrzelil" (to cytat). No i pieknie. Jeszcze dodam, ze moj Ex
                                                    do tej pory nie rozumie, czemu sie tak zaparlam, jak osiol i nie chce juz z nim
                                                    byc, skoro nic wielkiego sie nie stalo. Dramat totalny, bo jesli on do mnie
                                                    takie rzeczy mowi, to znaczy, ze przez osiem lat nie udalo mi sie mnie w ogole
                                                    poznac. I smieszne i straszne, jak w tym ruskim dowcipie.

                                                    Co do regul... zgadzam sie, ze one istnieja w kazdym zwiazku - pojawiaja sie
                                                    czesto podswiadomie. To troche tak, jak z pojeciem zdrady. Ile razy ten temat
                                                    pojawia sie na forum, jestem zdumiona, jak wiele roznych interpretacji ma to
                                                    slowo. Naprawde. Wlasciwie to nawet nie wiem czemu sie dziwie, skoro nawet z
                                                    wlasnym Exem nie moglam sie zgodzic co do definicji. Porazka.

                                                    > Wielka improwizacja moze sie udac, jasne. W niektorych przypadkach. Ale >>>>>
                                                    >obawiam sie, ze proza zycia jest taka, ze latwiej ludzim ustalic jakies reguly
                                                    >i sie ich trzymac.

                                                    Obawiam sie, ze jesli chodzi o proze zycia to mozesz miec racje. Ale nie wiem,
                                                    jak to sie ma do osob, ktorzy wola poezje zycia. Pewnie nijak.

                                                    > e zlamie, jest zle. Zreszta
                                                    > mialem tego przyklad z moja eks i malym nie dalej jak wczoraj odnosnie >>>>>>
                                                    >wizytacji - i teraz mam orzech
                                                    > do zgryzienia jak ten problem rozsuplac.

                                                    To troche inna kwestia. Bo pojawia sie konkretny problem, ktory trzeba
                                                    rozwiazac i do tego potrzebne sa reguly - jasne i precyzyjne. To jakby taka
                                                    proteza, ktora sie wstawia w puste miejsce po wypalonych uczuciach. Ono nigdy
                                                    nie jest puste - bo jest w nim pewnie jakis zal, zlosc, chec rywalizacji,
                                                    tysiace niedobrych impulsow. To wlasnie ten moment, gdy sie znowu tworzy
                                                    reguly, ktore kiedys zlamala milosc. Troche zawile pisze - ale tak sie konczy
                                                    mixowanie metafizyki z owa brutalna proza zycia.
                                                    Zgadzam sie, ze w przypadku 'wizytacji' (straszne slowo) wielka improwizacja
                                                    jest wielka bzdura. I pewnie na tym sie konczy moja madrosc w owym temacie.

                                                  • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 23:22
                                                    phokara napisała:

                                                    > najwazniejsze jest, zeby
                                                    > tak sobie dobrac partnera, zeby wydobywac dzieki niemu te jasne strony naszej
                                                    > natury.
                                                    Coś w tym jest. Tak potrafiłam obsobaczyć exa, jak nigdy i nikogo w życiu. On
                                                    we mnie to wyzwalał. Do dzisiaj się wstydzę przed sobą. Nie umiałam wyskoczyć
                                                    ze spirali (...). Pożytek z tego jeden, wiem, na co mnie stać.
                                                  • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 19:29
                                                    phokara napisała:

                                                    > Zdrowiej jest czasem odpuscic i pozwolic sobie na oddzielne dzialanie. Ja to
                                                    > nazywam 'kibicowaniem'. Fajnie jest miec w tej drugiej osobie wiernego kibica
                                                    i
                                                    >
                                                    > fajnie jest samemu komus kibicowac - i to nie tylko wtedy, gdy nam to pasuje,
                                                    > ale zawsze.
                                                    To wcale nie jest trudne, wystarczy umieć się cieszyć cudzą radością.
                                                    > Pewnie mam fiksa na tym punkcie, bo mielismy z Exem bardzo rozne
                                                    > style funkcjonowania i jakos trzeba bylo ten problem spacyfikowac. I to wcale
                                                    > nie oznacza, ze robilismy wszystko oddzielnie, ale staralismy sie, zeby
                                                    zawsze
                                                    > choc jedna strona miala cos na maxa i mogla sie tym cieszyc.
                                                    Gorzej, gdy przydział na zadowolenie ma tylko jedna strona. A już calkiem źle,
                                                    gdy kosztem pozostałych członków rodziny.
                                                    > A kwestia zaufania, to juz inna bajka. Czasem sie zle konczy, ale to juz
                                                    > wypadek losowy.
                                                    Dla mnie zaufanie jest tak naturalną rzeczą jak oddychanie czystym powietrzem.
                                                    Pozbawienie mnie tej swobody niesie w sobie coś upokarzającego. Wolę odejść niż
                                                    ciągnąć za sobą podejrzliwość, nie wspomnę o szpiegowaniu. Finito.
                                                    Nie piszę wyłącznie o sexie i nie przede wszystkim. Jakąś niezamierzoną wpadkę
                                                    delegacyjną pewnie bym bez trudu uniosła. Są znacznie ważniejsze obszary.
                                                    Finito.
                                                  • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 19:16
                                                    athmos napisał:

                                                    > Jak tak kazdy sobie
                                                    > ,
                                                    > to bardzo latwo przekroczyc granice zaufania. A to do niczego dobrego nie
                                                    > prowadzi. Mysle jednak, ze trzeba umiec wyczuc w drugim ten prog, ktorego
                                                    > przekroczyc nie nalezy, i nie przekraczac go chocby nie wiem jak sie chcialo.
                                                    Ludzie umieją mówić. Gdyby tak jeszcze rozmawiać, nie byłoby obawy o naruszenie
                                                    granic terytorium drugiej osoby. Mnie tam Tri poinformował, czego mam nie
                                                    tykać, przyjęłam do wiadomości i - jak sądzę - jest w porządku.
                                                  • athmos Re: Poradz?cie... 09.09.06, 20:12
                                                    a.niech.to napisała:

                                                    > Ludzie umieją mówić. Gdyby tak jeszcze rozmawiać, nie byłoby obawy o naruszenie
                                                    > granic terytorium drugiej osoby. Mnie tam Tri poinformował, czego mam nie
                                                    > tykać, przyjęłam do wiadomości i - jak sądzę - jest w porządku.

                                                    Nie wszyscy. Nie kazdy dorosl do tego i czuje sie na tyle pewnym siebie, zeby spokojnie rozmawiac.
                                                    Moja eks, na ten przyklad, nie cierpiala rozmow na temat naszego zwiazku. Miala taka ulubiona fraze,
                                                    ze nienawidzi objasniac wzajemnych stosunkow (nie mam tu na mysli seksu). Teraz sam juz nie jestem
                                                    pewien czego nie chciala bardziej, mowic co jej sie nie podabalo, czy uslyszec ze mnie tez cos nie
                                                    pasuje.
                                                  • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 19:12
                                                    phokara napisała:

                                                    > Nie bardzo wierze w jakies
                                                    > pasujace do siebie idealnie osobniki, ktore swietnie wiedza, co mysla, jak
                                                    > tylko na siebie popatrza.
                                                    Być dla kogoś przezroczystym to przerażająca wizja.
                                                    > Acha... Co za szkoda, ze nie jestem pamietliwa.
                                                    > Ale mam nadzieje, ze z tego powodu nie przezyje deja vu!
                                                    Różnie mówią o tej, no jak jej tam, Nadziei.
                                                  • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 19:04
                                                    phokara napisała:

                                                    > Jeszcze inaczej... Proby dorownania jakiemus wizerunkowi sa bez sensu.
                                                    > Wystarczy byc. A zmiana wizerunku to calkiem inna sprawa. Najczesciej
                                                    zwiazana
                                                    > ze schylkiem milosci.
                                                    Z tym nie mogę się zgodzić. To życie odziera z masek. Przychodzi moment, gdy
                                                    się okazuje, kto był człowiekiem, a kto ... . I to jest kres. Rozumiesz? Oprócz
                                                    miłości w romantycznym ujęciu są pozytywne walory związku: uczciwość,
                                                    lojalność, szacunek. Bez kwiatków - sratków da się dożyć aż do samej śmierci,
                                                    bez reszty życie staje się niemożliwe. Rozumiesz?
                                                  • pudeleczko_75 Re: Poradz?cie... 09.09.06, 19:08
                                                    Bez kwiatków - sratków da się dożyć aż do samej śmierci,

                                                    ale co to za życie! kwiatki mają być obok wszystkiego ineggo- dość zaniżania
                                                    wymagań!!!
                                                  • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 18:55
                                                    phokara napisała:

                                                    > Co do wizerunku, to mysle, ze w pewien sposob jest zawsze nierzeczywisty w
                                                    > czyichs oczach. I nawet bede sie upierac, ze nie ma w tym nic zlego. Choc to
                                                    > pewnie awangardowa teoria zwazywszy na fakt, ze w byle zabie widzialam
                                                    ksiecia,
                                                    >
                                                    > a rechocie - slyszalam smiech.
                                                    _Patrz od lepszej strony_ wskazanie do budowania długotrwałych, dobrych,
                                                    międzyludzkich związków. W takim podejściu tkwi tajemnica kobiet, które trwały
                                                    w oczarowaniu różnymi Gałczyńskimi czy Iwaszkiewiczami. Pomijam innych
                                                    pociotków.

                                                  • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 18:44
                                                    athmos napisał:

                                                    > > haha... No pewnie, zaraz od serca dojdziemy do problemow z prostata i w o
                                                    > gole.
                                                    > > Abstrakcja.
                                                    >
                                                    > No wlasnie. Z tym to najlepiej isc na forum Fizjologia, jesli takowe
                                                    istnieje :
                                                    Protest: prostata to też życie. Łódka, żaglówka, fregata - wybieram katamaran,
                                                    bo choć 0 efektu, najpewniej dotrze do portu.

                                    • a.niech.to Re: Poradz´cie... 09.09.06, 18:20
                                      phokara napisała:

                                      > No tak, mnie tez nikt do niczego nie zmuszal. Sama chcialam. I nawet nie
                                      zaluje
                                      > . Cos za cos.
                                      Rzeczywiście miałaś świadomość co dajesz a co otrzymujesz? Nie mogę tego
                                      powiedzieć o sobie. Żałować minionego czasu jest pozbawione sensu.
                                    • a.niech.to Re: Poradz´cie... 09.09.06, 18:24
                                      phokara napisała:

                                      > Najsmieszniejsze jest to, ze ten moj kosmita to dosc byl przyziemny, w sensie
                                      z
                                      > ziemi, bo od
                                      > chmurek to raczej bylam ja... paradoks jakis.
                                      U mnie następowała paradoksalna zamiana miejsc, w zależności od zapotrzebowania
                                      exa.
                                  • a.niech.to Re: Poradz´cie... 09.09.06, 18:15
                                    athmos napisał:

                                    > Zartowalem sobie kiedys ze gdy sie zenilem, musialem nie zauwazyc jakichs
                                    znako
                                    > w
                                    > na niebie, komet, trzesien ziemi, morz wypelnionych krwia, itp...
                                    > Ale tak naprawde to zdaje sie ze wiedzialem, tylko po prostu moim wyborem bylo
                                    > tego nie zauwazac.
                                    Nie Ty jeden, jest nas legion, armia. Banał, ale trochę lżej.
                                • a.niech.to Re: Poradz´cie... 09.09.06, 18:11
                                  phokara napisała:

                                  > Ale skoro z 'kosmitami nigdy nic nie wiadomo' to nie ma wcale pewnosci, ze
                                  serd
                                  > uszko nie
                                  > moze byc umieszczone w antence, prawda?
                                  Może, bije, łomoce.
                                  > Ewentulanie antenka w serduszku... ale to mi sie jakos z zastawka kojarzy.
                                  Niektóre modele tak mają, a innych nie doposażono z braku stosownego miejsca do
                                  montażu.
                                  > dawno zakonczylam etap kosmit
                                  > y... i
                                  > latajacych talerzy.
                                  Byle nie moje, jego mogą sobie szybować, schodzić lotem koszącym, pikować. TO
                                  JUŻ MNIE NIE DOTYCZY. Ulga.
                            • a.niech.to Re: Poradz´cie... 09.09.06, 18:05
                              phokara napisała:

                              Z tych strumykow to juz by sie caly ocean spokojny zebral. A mo
                              > ze raczej
                              > niespokojny.
                              Liczne strumyki kończą swój bieg wyłącznie w kałuży. Kudy im do oceanu, a
                              niechby i niespokojny.
                              > > Z kosmitami jest taki problem, ze nie zawsze maja to co myslimy tam gdzie
                              > > myslimy smile)))))
                              >
                              > Tak siedze i czytam i czytam i mysle (sic!)... no i to magiczne zdanie jednak
                              m
                              > nie przerasta. To
                              > z ta moja bystroscia strumyka jest gorzej, niz podejrzewalam.
                              > Ale bede strzelac: chodzi o antenke?
                              Jestem w domu. Dostał mi się wybrakowany model z potężną nadawczą, lecz bez
                              odbiorczej. I jak z takim na tych samych falach? Prototyp, cholera, prototyp.
                          • a.niech.to Re: Poradz´cie... 09.09.06, 17:59
                            athmos napisał:

                            > Z kosmitami jest taki problem, ze nie zawsze maja to co myslimy tam gdzie
                            > myslimy smile)))))
                            A tak w ogóle mają? Znam takiego jednego, co tylko mu się wydaje.

                            • athmos Re: Poradz´cie... 09.09.06, 19:07
                              > A tak w ogóle mają? Znam takiego jednego, co tylko mu się wydaje.

                              A to juz zupelnie indywidualny problem. Zarowno u kosmitow jak i kosmitek smile
                        • a.niech.to Re: Poradz´cie... 09.09.06, 17:56
                          Dobre, dobre te babskie ploty. Weekeend, sobota, wieczór,..., nie rozszerzam,
                          wpadłabym w dekonspirę. Jakby nie patrzeć - dobrze, aż mnie kusi, żeby
                          trzepnąć - świetnie.
                    • a.niech.to Re: Poradz´cie... 09.09.06, 17:53
                      phokara napisała:

                      > > Zaraz, nie mialabys problemu, ze malzonek co miesiac przy pelni wylby do
                      > > Ksiezyca? wink))))))
                      >
                      >
                      > Zaraz, a czy ja gdzies pisalam, ze to ma byc WILK?
                      > A moze ja akurat gustuje w pinczerkach?
                      A ja bym chciała mieć mieć kieszonkowego faceta...po prostu Calineczek. Po exie
                      robiłby za balsam dla mojej zaszczekanej duszy. Nie, żeby ex był większy od
                      siedzącego pinczerka, tego bym nie powiedziała, ale szczekał niezmordowanie za
                      całą psią sforę. Wciąż mam u uszach odgłosy jazgotu i to na fałszywą nutę.
                      Wciąż nie wiem, skąd miał tyle siły i niewyczerpanej ochoty do ujadania bez
                      końca, bez przerwy...
                      A taki maciupci, nieduży...Jakby co, za łeb i do kieszeni , potem trzask
                      eklera - koniec. Ciiiszaaa...
                      • phokara Re: Poradz?cie... 09.09.06, 18:08
                        A.niech.to!

                        Niniejszym (za pinczera-eklera) zostajesz wpisana na zaszczyta liste dam, ktore
                        na sztandarze naja haslo:
                        "Jestem wredna i nie dziwie sie, ze Ex ode mnie uciekl"!

                        gratulacje...
                        padlam ze smiechu.
                • 13monique_n Reakcja na rozwod (grozbe)... 07.09.06, 18:40
                  ... jak zwykle Pho, w samo sedno. Mnie juz ostatnio trzesa rozne niezyczliwe
                  uczucia, wobec tych, ktorzy mnie posadzaja o to, ze mieszkam z dziecmi osobno i
                  wszystkie te decyzje nielatwe to jest GROZBA, zeby Exa otrzezwic... i (sic!)
                  naprawic malzenstwo. Litosci! Malzenstwo pod grozba??? A mnie sie wydawalo, ze
                  z milosci... no, ale ja tez bustroscia strumykowi nie dorownuje wink
                  Pho, zdzwonimy sie po 21?
                  • phokara Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 07.09.06, 19:07
                    Ty juz Twojego Exa na tyle dlugo otrzezwialas, ze doprawdy mozesz sobie darowac
                    ryki stada baranow. Wlasciwie to bycie w takim gronie 'czarna owca' powinno Ci
                    schlebiac.
                    Powaga.

                    - - -
                    Czarna-blond owca? A to cudne.

                    >A mnie sie wydawalo, ze
                    > z milosci... no, ale ja tez bustroscia strumykowi nie dorownuje wink

                    Z milosci. Ale my jestesmy niereperowalne idealistki i mozemy sie mylic.
                    Zakladam taka opcje ale i tak sobie z niej nic nie robie.

                    bustrosc strumyka... czy to polaczenie biustu i bystrosci??? Hmmmm....

                    tak, zdzwonimy sie. W sensie, zadzwonie.

                    • 13monique_n Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 07.09.06, 21:47
                      phokara napisała:

                      > Ty juz Twojego Exa na tyle dlugo otrzezwialas, ze doprawdy mozesz sobie
                      >darowac ryki stada baranow. Wlasciwie to bycie w takim gronie 'czarna owca'
                      >powinno Ci schlebiac.
                      Skoro Tak mowisz smile)
                      > Czarna-blond owca? A to cudne.
                      big_grinDDDD Kupuje big_grinDDDDDDDD

                      > >A mnie sie wydawalo, ze
                      > > z milosci... no, ale ja tez bustroscia strumykowi nie dorownuje wink
                      >
                      > Z milosci. Ale my jestesmy niereperowalne idealistki i mozemy sie mylic.
                      > Zakladam taka opcje ale i tak sobie z niej nic nie robie.
                      >
                      > bustrosc strumyka... czy to polaczenie biustu i bystrosci??? Hmmmm....
                      Pomarzyc nie mozna ze mam i to i to???????
                      • phokara Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 07.09.06, 21:54
                        > > Czarna-blond owca? A to cudne.
                        > big_grinDDDD Kupuje big_grinDDDDDDDD

                        Za ile? hahaha...

                        > > bustrosc strumyka... czy to polaczenie biustu i bystrosci??? Hmmmm....
                        > Pomarzyc nie mozna ze mam i to i to???????

                        to nie marzenia... to rzeczywistosc!!!!
                        • 13monique_n Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 07.09.06, 22:10
                          phokara napisała:

                          > > > Czarna-blond owca? A to cudne.
                          > > big_grinDDDD Kupuje big_grinDDDDDDDD
                          >
                          > Za ile? hahaha...
                          BUtelka Jacusia na pomoscie w Darlowku, albo gdzie badz... albo 200 pierogow we
                          Wroclawiu kolo fontanny, w ktorej kapie sie Tri big_grinDD

                          >
                          > > > bustrosc strumyka... czy to polaczenie biustu i bystrosci??? Hmmmm.
                          > ...
                          > > Pomarzyc nie mozna ze mam i to i to???????
                          >
                          > to nie marzenia... to rzeczywistosc!!!!
                          Jaka rzeczywistosc??? mam publicznie podawac rozmiar...? wink umyslu ofc...
                          • phokara Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 07.09.06, 23:25
                            > Jaka rzeczywistosc??? mam publicznie podawac rozmiar...? wink umyslu ofc...

                            Nie mozna okreslic rozmiaru rzeczy nieistniejacych!
                            A co do tego innego rozmiaru, to nie musisz publicznie. Moja ciekawosc jest
                            zaspokojona, a inni to mnie nie interesuja.

                            ps.
                            To troche dziwnie zabrzmialo... No nie, nas w koncu stad wyrzuca!
                            • 13monique_n Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 08.09.06, 00:06
                              no tak, gdyby jeszcze tylko ten FH nam tak nie bruzdzil wink

                              Co do wyrzucenia, mow za siebie. W Tobie sie kocha dostojny OZ smile
                            • a.niech.to Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 09.09.06, 20:07
                              phokara napisała:

                              > No nie, nas w koncu stad wyrzuca!
                              Ciekawe dokąd?
                              Nigdy bym nie wyśniła, że osiądę wśród rozwodniczek i rozwodników.
                      • a.niech.to Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 09.09.06, 20:03
                        13monique_n napisała:

                        > > bustrosc strumyka... czy to polaczenie biustu i bystrosci??? Hmmmm....
                        > Pomarzyc nie mozna ze mam i to i to???????
                        Spójrz na życie realnie, unikniesz frustracji. Nie masz zupełnie niczego? Nie
                        fetyszyzujmy. Mój ex marzy o głupiej, a z czasem odnoszę korzyści z
                        niedopatrzenia natury. A poza tym posiadam wystarczająco, a czasem w nadmiarze.
                        • 13monique_n Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 09.09.06, 20:53
                          > > Pomarzyc nie mozna ze mam i to i to???????
                          > Spójrz na życie realnie, unikniesz frustracji.
                          Unikam frustracji. Tekst byl najczytelniejszy do Pho, bo ona mnie widziala i ze
                          mna gadala. Takie podsmiewanie sie z siebie ;-DDD

                          >
                    • a.niech.to Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 09.09.06, 19:56
                      phokara napisała:

                      > Ty juz Twojego Exa na tyle dlugo otrzezwialas, ze doprawdy mozesz sobie
                      darowac
                      >
                      > ryki stada baranow. Wlasciwie to bycie w takim gronie 'czarna owca' powinno
                      Ci
                      > schlebiac.
                      Ja się chyba poddam jakiejś psychoterapii. Ciągle mnie kusi, żeby tak...drobna
                      prowokacyjka, a cieszy. Opanowuję swoje zakusy. Tak chciałoby się po prostu
                      zrealizować swoje ochoty, a nie zawsze...wręcz bardzo rzadko... uchodzi. Ciśnie
                      mnie skóra nałożona przez czas i okoliczności. Stanowczo to nie jest normalne.
                      Panuję nad sobą, chociaż ten luzik mój własny, skorelowany z chwilą, porą
                      dnia... o kuźwa... kusi, popycha. No, wiem, czego mi nie potrzeba.
                      Ta pani u nas nie będzie... . Chwalić me własne ręce, nie muszę. Ostatecznie
                      lepiej być TĄ niż żadną.
                      > Ale my jestesmy niereperowalne idealistki i mozemy sie mylic.
                      > Zakladam taka opcje ale i tak sobie z niej nic nie robie.
                      Ktoś musi być wierny. Zaprzeczyć tym, którzy byli? Jesteśmy kroplą w strumieniu
                      płynącym do oceanu. Jest taki jeden strumień. Jest tylko Jeden.
                  • a.niech.to Re: Reakcja na rozwod (grozbe)... 09.09.06, 19:43
                    To to jeszcze nic... Powodkę można kupić. Dostałam w pysk aż świsło.
                • moniamir Re: Poradz´cie... 07.09.06, 22:34
                  Phokarasmile)) nie znam Cię, ale już Cię polubiłamsmile Dziękuję za te kilka mądrych
                  rad...naprawdę mi jakoś lepiej...wyrzuciłam to z siebie i jest mi lżej...mimo
                  że kolejny wieczór mija tak samo. Naprawdę cieszę się, że tu trafiłamsmile))
                  • tricolour Prawdą jest, że nie jestem Phokarą... 07.09.06, 22:43
                    ... i nawet nie chciałbym być (kolczyk w uchu to rzecz straszna - reszta może
                    byc)...
                    Co ja chciałem powiedzieć? ....
                    Pomimo tego radosnego faktu, że nią nie jestem też się cieszę, że możesz sobie
                    pogadać z "miłymi i normalnymi" ludźmi...

                    smile)
                    • moniamir Re: Prawdą jest, że nie jestem Phokarą... 07.09.06, 22:45
                      smile Ty też się przecież do nich zaliczaszsmile)) a co do kolczyka w uchu...jestem
                      ciekawa co sądzisz o kolczyku w pępku?smile)? tak z ciekawości pytam...
                      • tricolour Nie jestem tolerancyjny... 07.09.06, 22:48
                        ... i jeśli kobiety chcą nosić kolczyki w róznych częściach ciała, to ich
                        sprawa. Gdyby córka lub next chciała taki kolczyk, to wyraziłbym swoją negatywna
                        opinię.
                        • moniamir Re: Nie jestem tolerancyjny... 07.09.06, 22:53
                          smile Nie mówiłam o różnych częściach ciała tylko o pępkusmile No właśnie moja córcia
                          ( 10 latka ) przed chwilą męczyła mnie, czy mogłaby mieć kolczyka w pępkusmile))
                          bo jak to powiedziała "Doda ma"smile a tak na marginesie to myślę, że to nie tak,
                          że nie jesteś tolerancyjny...poprostu nie pdobają Ci się takie rzeczy.
                          Pozdrawiam Trismile
                          • tricolour Jak mi się mają podobać... 07.09.06, 23:01
                            ... kolczyki w pępku jeżeli kobiety, które mnie interesują, chowają pepki pod
                            róznymi ubraniami?
                            Co innego ucho, które ciągle jest widoczne i przez to doskonale nadaje sie do
                            noszenia ozdób. Pepek musi być odsłonięty, bo można było coś w nim zobaczyć...

                            To tak jak z tatuażem powyżej pośladków, na plecach, którego nie widzi ani osoba
                            nosząca, ani nikt inny prawie, bo miejsce dość intymne. Z bliska może zobaczyć
                            tylko facet. A wtedy kiedy facet jest blisko, to nie potrzebuje wzrów wymyslnych
                            i bardziej by mu sie przydała instrukcja "obsługi" w stylu:

                            Ein <<----->> Zwei

                            smile
                      • a.niech.to Re: Prawdą jest, że nie jestem Phokarą... 09.09.06, 20:08
                        Jak pępek to tylko z perłą.
                    • 13monique_n Re: Prawdą jest, że nie jestem Phokarą... 07.09.06, 22:45
                      Tri, a Ty z niezmiennie ustawionym raderkiem wylapujesz najlepsze kaski smile
                      (kąski znaczy....oj, Pho to była ten łakomy kąsek) big_grinDD
                      • 13monique_n Re: Prawdą jest, że nie jestem Phokarą..._poprawka 07.09.06, 22:47
                        oczywiscie mowa o RADARKU
                    • phokara Prawda jest, ze nie jestem Tricolourem... 07.09.06, 22:59
                      ... wredzioulem choc strasznie chcialabym byc, ale to bym sie musiala na
                      starcie urodzic mezczyzna, bo teraz to juz bym sie brzydzila (problem z
                      myleniem stron prawa-lewa i moglabym sobie cos uszkodzic).
                      Za pozno.

                      Pociesza mnie jednak fakt, ze nie jestem "milym i normalnym" czlowiekiem, a
                      jedynie prosta kobieta z kolczykiem w uchu, wiec na szczescie nie rozumiem nic
                      z tego co sama pisze, ze o innych nie wspomne.
                      Ach... ten bezcenny dar blondynizmu!
                      • 13monique_n Re: Prawda jest, ze nie jestem Tricolourem... 07.09.06, 23:01
                        Twierdzilas, ze za plucie herbatka z melisy kompik sie powinien zawiesic
                        (fee!), a czy plucie herbatka zielona z truskawka i zurawina jest zdrowsze, dla
                        kompika, ofc...

                        Pho... litosci!!!!!
                        • phokara Re: Prawda jest, ze nie jestem Tricolourem... 07.09.06, 23:28
                          > Pho... litosci!!!!!

                          Nie ma litosci!!!
                          Nie wtedy, gdy mam remont w domu!
                          • 13monique_n Re: Prawda jest, ze nie jestem Tricolourem... 07.09.06, 23:32
                            phokara napisała:

                            > > Pho... litosci!!!!!
                            >
                            > Nie ma litosci!!!
                            > Nie wtedy, gdy mam remont w domu!
                            Wanne odgruzuj!!!! A nie jakies krotochwile na "forumie" Ci w glowie wink)
                  • phokara Re: Poradz?cie... 07.09.06, 22:53
                    Monimir,
                    Najpierw na wesolo:
                    To taki piekny, klasyczny tekst 'podrywowy' - nie znam cie ale juz cie lubie!
                    A ja na to uroczo:
                    - Ale jak mnie poznasz, to ci przejdzie, frajerze! haha. To taki subtelny
                    kasownik na idiotow.

                    Ale to nie ma nic do rzeczy, moze tylko tyle, ze trzeba sie duzo smiac, bo
                    smiech jest absolutnie niezbedny do zycia. Powaga.
                    A tak serio - ja nie wiem czy daje madre rady. Staram sie ich specjalnie nie
                    dawac, bo tez sama ich nigdy nie slucham. Ale wierze, ze kazda madra baba ma w
                    sobie czujnik intuicyjny i jak otrzepie sie z zaklocen obcej fonii to go
                    uslyszy. I podejmie decyzje. I bedzie dobrze... bo jedyne, co moge z cala
                    odpowiedzialnoscia powiedziec, to ze kazda decyzja jest lepsza niz jej brak.
                    Najgorsze sa stany zawieszenia, one nas totalnie rozwalaja psychicznie i
                    odbieraja nam chec na cokolwiek. Paradoksalnie, jak juz wiadomo, co trzeba
                    oplakac, jaka kleske, jaka porazke - to sie to robi. I jest lepiej. Czesto tak
                    bardzo lepiej, ze az budzi to nasze duze zdziwienie.
                    Wiesz, ja tez kochalam Exa, jak mi sie rozwalil zwiazek. Bardzo. Ale nie moglam
                    juz sobie wyobrazic bycia z nim. I nie zaluje. Bolala, jak cholera. Ale juz nie
                    boli (moze czasem - to bardziej tesknota do dobrych wspomnien). I nie zaluje...
                    niczego. W pewien sposob pewnie jestem szczesciara, bo nie zaluje ani tych lat
                    z nim, ani ich konca. Takie jest zycie... i fajne jest takie, jakie jest.

                    Jak bedziesz miala dola, to pisz. To forum naprawde stawia na nogi. A czasem
                    kopie w tylek - ale zawsze w dobrych intencjach.

                    Trzymaj sie cieplo.




                    '
                    • moniamir Re: Poradz?cie... 07.09.06, 22:58
                      Dzięki Phosmile)) Jak coś, wiem gdzie "uderzać"smile)) Jakoś tak dziś przestałam czuć
                      się samotna. Może dzięki temu, że wreszcie "się otworzyłam"...
                      • 13monique_n Re: Poradz?cie... 07.09.06, 23:04
                        Moniamir...powiem Ci, ze mnie Pho ponad rok temu, tez ladnie postawila do
                        pionu. No, ja bylam nieco bardziej zaawansowana w odczuciach, przekonaniach,
                        blizsza decyzji... i dzieki temu Forum, z Pho na poczesnym miejscu nie
                        zwariowalam (hehehe, pewnie trudno byloby zwariowac bardziej, jak mi tu za
                        chwile moja karmiczna siostra walnie big_grinDDD) Trzymaj sie dziewczyno i pisz do
                        nas smile
                      • phokara Re: Poradz?cie... 07.09.06, 23:22
                        Otwieraczy ci u nas dostatek. Jak sie bedziesz zamykac i kisic we frustracjach,
                        to wal, jak w dym, bez pukania (sie w glowe).
                        Jutro mnie nie ma, bo bede sie 'integrowac w pieknych okolicznoscich przyrody'
                        (i brzydkich pogody) ale wroce w sobote i zrobie kontrol.

                        Zostawiam Cie w dobrych rekach (nie, to nie bylo o Tobie, Tri!).
                        Prosze sie trzymac. I nie puszczac (no chyba zeby byla bardzo atrakcyjna
                        okazja!)

                        p.
                        • tricolour :))) 07.09.06, 23:24
                          To skąd Ci przyszło do głowy mnie wspominać?

                          tongue_outP
                          • phokara Re: :))) 07.09.06, 23:31
                            > To skąd Ci przyszło do głowy mnie wspominać?
                            Wspominac? A to co, Ty juz nie zyjesz?
                            Nie oszukuj.

                            Jak widac, ja Cie mam w glowie caly czas, wiec nawet nie dziwi mnie, ze nic
                            innego sie tam nie miesci. Tylko boje sie z drugiej strony, ze to grozi
                            wodoglowiem. Cholera.
                            • 13monique_n Re: :))) 07.09.06, 23:33
                              > Jak widac, ja Cie mam w glowie caly czas, wiec nawet nie dziwi mnie, ze nic
                              > innego sie tam nie miesci. Tylko boje sie z drugiej strony, ze to grozi
                              > wodoglowiem. Cholera.
                              Woda z fontanny? tongue_outPP
                          • a.niech.to Re: :))) 09.09.06, 20:18
                            A czemu ja o Tobie pomyślałam, hę?
                      • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 20:15
                        Jak słyszę o forumowych ostrygach, to robi mi się miętko. Ciekawe czemu?
                    • a.niech.to Re: Poradz?cie... 09.09.06, 20:14
                      Ty głośno myślisz. To cenniejsze niż rady.
    • akacjax Re: Poradźcie... 07.09.06, 23:43
      Lodowate małżeństwo u Ciebie, a jak wygląda to u Twoich teściów?

      Granica-trwać, czy nie...czy można uniknąć rozpadu?
      Małżeństwo samo z siebie nie trwa w kipiąco-ożywczej miłości o ile nie jest w to włożona praca obu stron.
      Niewiedzących o tym można oświecać..czasem się udaje.

      Ważniejsze pytanie brzmi-czy jest wsparciem w trudnych chwilach..czy raczej wspiera tv?
      • moniamir Re: Poradźcie... 08.09.06, 08:22
        Tak to się chyba nazywa...lodowate małżeństwo. U moich Teściów...Teściowa
        własnie rok temu wyszła trzeci raz za mąż ( więc miłość kwitnie smile) a Teść jest
        po drugim rozwodzie. Tak wiec nie ma co porównywać.

        > Ważniejsze pytanie brzmi-czy jest wsparciem w trudnych chwilach..czy raczej
        wsp
        > iera tv?

        Raczej tv, no chyba że to On potrzebuje wsparcia.

        • phokara Re: Poradźcie... 09.09.06, 17:09
          ... telewizor potrzebuje wsparcia?
          Juz cos mi sie pomieszalo.

          Wywal ten telewizor.
          Albo tego meza.

          A tak w ogole to melduj sie tutaj zamiast zawieszac w domu i skakac po
          programach tv. Jak zaczniesz skakac na forum i klepac w komputer, to Twoj maz
          sobie pomysli, ze z pewnoscia masz kochanka i z miejsca sie ruszy z kanapy.
          Powaga.

          • moniamir Re: Poradźcie... 09.09.06, 22:11
            Witaj Pho. Melduję się choć mój humor jest okropny. Przepłakałam dwa dni i
            wyglądam jak upiór, a czuję się jeszcze gorzej. Jedno wiem napewno. To koniec
            tego beznadziejnego związku. Po pierwsze znam przyczynę ( panna o 10 lat
            młodsza ). Po drugie...no właśnie nawet nie wiem co chciałam napisaćsad Muszę
            się z tym uporać. Nawet nie wiem od czego zacząćsad Narazie przeprowadziłam się
            do córki ( do jej pokoju ) i znikamy we dwie z domu jak tylko możemysad A
            moj "cudowny mąż" patrzy na mnie z politowaniem. Pozdrawiam Cię serdecznie i
            jak się jakoś ogarnę to się odezwę.
            P. S. Teraz to powinnam zacząć nowy wątek " poradźcie jak się z tym uporać..."sad
            • phokara Re: Poradźcie... 09.09.06, 22:25
              Mozesz sie meldowac nawet w okropnym humorze. To jest dopiero wyzwanie
              stawiania do pionu! Powaga.
              I teraz tak...
              Wiesz, chcialam zapytac wczesniej, czy nie kryje sie za tym jakas inna dama.
              Ale sama wiem, ze tego sie nie wie. Ja tez nie wiedzialam. A potem nie moglam
              uwierzyc. A potem... no potem jakos sie musialam z tym zmierzyc. Bolalo. Ale
              juz nie boli... Pierwsza zasada - nie mysl, ze jestes beznadziejna i okropna,
              bo nie ma co sie porownywac do swiezego miesa. Nie wszyscy lubia tatara.
              Poczucie wlasnej wartosci na szczescie odrasta, ale lepiej zeby nie musialo, bo
              troche to trwa.
              Jak sie wlasciwie dowiedzialas? Powiedzial Ci (nieeee, nie wierze...).
              Sluchaj, takich przypadkow bylo na tym forum na tony. Nie jestes pierwsza i nie
              ostatnia. Z tego sie wychodzi - czasem na lepsza prosta niz z Exem. Nie pisze
              tego, zeby Cie pocieszyc - tylko stwierdzam fakt.
              I jedno tylko pytanie.
              Jak to Twoj maz 'patrzy na Ciebie z politowaniem'? Nie rozumiem.
              Litowac to sie trzeba nad takimi cieniasami, jak on.

              Jak chcesz to faktycznie zaloz nowy watek - tutaj juz niezle nasmiecilismy. Jak
              temat jest zbyt swiezy czy intymny, to mozesz tez napisac na priva.

              trzymaj sie kobieto i jak cos to pisz. Bo ja wiem, ze samej "ogarnac sie
              troche" to wcale nie jest tak latwo...
            • 13monique_n Re: Poradźcie... 10.09.06, 00:15
              Moniamir, dlaczego "jakas dama" w zyciu faceta objawia sie jego miloscia do tv.
              Pilot przyrasta mu do dloni... twarz umyj zimna woda, popraw makijaz i Ty patrz
              na "pana domu" z politowaniem. Jeszcze nadejdzie chwila, kiedy Ty radosna i
              usmiechnieta bedziesz dostawac smsy od juz wtedy Ex -"jak sie czujesz"?, albo
              cos w tym stylu - zajrzyj do watku Pho "ex.presja"... trzymaj sie, mocno i pisz.
          • moniamir Re: Poradźcie... 09.09.06, 22:13
            Wiesz. Najchętniej to bym go zabiłasad Za te kłamstwa. Jestem ciekawa od kiedy
            mnie rolujesad
            • phokara Re: Poradźcie... 09.09.06, 22:27
              Wiem.
              Za tandete, ktora wniosl w Twoje zycie. Swietnie to rozumiem.
              Ale nie staraj sie poznac odpowiedzi na kazde pytanie. To tak naprawde bez
              znaczenia.
              • moniamir Re: Poradźcie... 09.09.06, 22:46
                Wiem. Nie można poznać odpowiedzi na każde pytanie. Nawet nie chcę. A to bolisad
                Zwłaszcza że niewiele mam sobie do zarzucenia Phosad(( Może tylko to że za
                bardzo się starałamsad((((
                • akacjax Re: Poradźcie... 09.09.06, 23:05
                  Chcesz jak Penelopa czekać? Czy odpuscić sobie mało cierpiąc?
                  Jeżeli to drugie-myśl o sobie, nie o nim. Jeżeli to pierwsze...chyba polecam inne forum.
                  Boli, ale ja powtarzam-to jego wina, nie Twoja.
                  Negatywne uczucia wiążą mocniej-rozważ czy chcesz tego garba ciągnąć dalej.
                • a.niech.to Re: Poradźcie... 09.09.06, 23:47
                  Staraj się spojrzeć na siebie z jego perspektywy. Słuchaj, co do Ciebie mówi.
                  Jego postępowanie stanie się dla Ciebie bardziej czytelne. Zrozumiesz z grubsza
                  mechanizm, który doprowadził do nieszczęsnego zajścia. Doszukaj się swoich
                  zaniechań i przewinień wobec niego. Kiedy to przerobisz, powinno być Ci lżej.
                  Opieram się na własnym doświadczeniu.
                • phokara Re: Poradźcie... 10.09.06, 00:37
                  > Wiem. Nie można poznać odpowiedzi na każde pytanie. Nawet nie chcę. A to
                  bolisad
                  >
                  > Zwłaszcza że niewiele mam sobie do zarzucenia Phosad(( Może tylko to że za
                  > bardzo się starałamsad((((

                  Nie mozna sie starac 'za bardzo' - kazdy robi tak, jak czuje i zazwyczaj na
                  maxa, na ktorego go stac. Tez tak mialam. To byl blad - ale nie blad w ogole
                  tylko przy tym mezczyznie. A moze tez nie...
                  Wiesz, za duzo chcialabym Ci napisac, nie da sie z miejsca przejsc do wnioskow
                  ogolnych. Wiem, ze to zupelnie inny etap. Jak go przerabialam, to nie trafialo
                  do mnie nic. Po prostu nic. Wszyscy tylko klepali, ze czas... czas wszystko
                  zagoi. Myslalam, ze ich zamorduje. A dzisiaj wiem, ze mieli racje. Ale tego
                  czasu nie da sie przyspieszyc.
                  Powiem Ci, co teraz jest wazne. Rycz. Placz do bolu, do wycisniecia z siebie
                  ostatniej lzy. Niech to bedzie katharsis. Masz do tych lez, do tego bolu i tego
                  zalu pelne prawo. Postaraj sie wylac z siebie dwa duze jeziora, zeby nie zyc w
                  mzawce przez lata. To bez sensu.
                  Nie mysl, kto zawinil bardziej, gdzie lezy blad. Na to przyjdzie lepszy czas,
                  jak juz bedziesz potrafila spojrzec na wszystko z dystansu. Teraz nic madrego
                  nie wymyslisz. Teraz sie wyplacz, a potem zastanow sie czy chcesz byc z tym
                  facetem i czy jest szansa (i sens!) walczyc o to malzenstwo. Ja uwazam, ze nie,
                  ale to jest Twoja odpowiedz. Jak bedziesz wiedziala - pojdziemy dalej. Powoli,
                  coraz spokojniej. I tyle.
            • a.niech.to Re: Poradźcie... 09.09.06, 23:40
              Nie myśl o tym. Co to za różnica?
              • to.ja.kas Re: Poradźcie... 10.09.06, 00:42
                No i to jeszcze jeden dowód, ze jak intuicja nam mowi "skonczyc farse' to nie
                ma co za bardzo sie meczyc i dawac po raz kolejny ostatniej szansy. Jak czegos
                nie ma, to papier w sadzie tego nie ozywi. A olej faceta. mało tracisz bo i tak
                przez ostatnie lata on słuzył za dekoracje na kanapie. Jak zwolni kanape i
                pojdzie w cholere Ty sie bedziesz mogła wygodnie na niej polozyc.

                Pozdrawiam
                • phokara Moniamir... 10.09.06, 21:53
                  ... prosze sie zameldowac, w sensie dac znak zycia (nawet jesli Ci sie wydaje,
                  ze nie zyjesz)
                  p.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka