Dodaj do ulubionych

Zdenerwowalam sie...

26.09.06, 15:27
Mam znajomego. Blizszy, dalszy, nieistotne. Ma zone. Zona chce sobie zycie
sama ukladac, bez Niego, Rok temu, mniej wiecej o tej porze chciala odejsc do
entego kochanka. Nie wypalilo, zostala. Przez pare m-cy bylo w miare dobrze.
W maju znowu sie popsulo. Teraz ewidentnie mowi o rozstaniu, rozwodzie i
zyciu osobno (ona z dziecmi, on sam). On walczy. Jak Don Kiszot z
wiatrakami... Wlasnie napisal, ze wczoraj byla rocznica slubu, kupil roze,
wino a Ona rozesmiala sie w Jemu w twarz i powiedziala, ze to chyba na
pozegnanie. Boze... I On mi pisze, ze jednak bedzie walczyl do konca. Do
ktorego konca???? W amerykanskich filmach horrory miewaja po 3 zakonczenia,
ale zamiast strachu wywoluja pusty smiech. O taki koniec Mu chodzi?
Zdenerwowalam sie.
Obserwuj wątek
    • pudeleczko_75 Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:31
      Crazy, oj szkoda chłopa...
      ja mam teraz to samo z koleżanką, mąż się w czwartek zamierza wyprowadzić, od
      roku ja gnębi psychicznie, zakochał sie w innej a ona walczy, robi wszystko
      zeby go zatrzymać - każda metodą...

      nie mogę tego oceniać, bo ja zrobiłam inaczej, ale cięzko jest patrzeć jak ktoś
      bliski się męczy. MOżna tylko wspierać i pomagać.
      • brzoza75 Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:36
        Crazy to tak jak Scriptus walczy, głęboko wierzy że mu się kiedyś uda...
        • phokara Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:43
          Crazy,
          swietnie Cie rozumiem. Powaga. Mnie tez zawsze telepie cholera, jak patrze na takie historie.
          Ale cos Ci powiem... Kazdy sam 'orze jak moze' i na nic sie zdaja wszelkie przyjacielskie
          dialogi. Wiem, bo przerabialam.
          Kazdy sam musi na wlasnym tylku poczuc, ze w ktoryms momencie dlugotrwala walka o
          uczucie przeradza sie w paniczna walke o godnosc. I to jest porazka.
          • phokara Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:46
            To w sumie bardzo smutne, ze ludzie walczacy o milosc staja sie karykatura samych siebie.
            • pudeleczko_75 Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:47
              to prawda.
              wtedy często ludzie robią rzeczy, których sobie nie wyobrażali, a na pewno nie
              siebie w takiej roli....
              • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:52
                Obserwowałam parę takich osób na śmierć zakochanych.
            • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:52
              Walka o miłośc to bzdura w samym założeniu.
          • semillla Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:49
            Swoją drogą to wytrwały ten znajomy;
            A jeżeli opowiada Tobie o reakcji żony na kwiaty i nie owija w bawełnę, i nadal
            twierdzi, ze będzie walczył to dla mnie to przypadek skrajny i chyba tylko, jak
            ktoś już wcześniej napisał, można pocieszać i tyle.
            Reasumując: Miłości chyba już nie ma, uczuia żona nie okazuje, zdradza go
            itd....
            To o co on walczy?
          • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:50
            phokara napisała:

            > Kazdy sam musi na wlasnym tylku poczuc, ze w ktoryms momencie dlugotrwala
            walka
            > o
            > uczucie przeradza sie w paniczna walke o godnosc. I to jest porazka.
            Bić się, aby zachować godność nazywasz porażką? Chyba Cię nie rozumiem. Zresztą
            zagadnienie jest niezwykle skomplikowane.
            • phokara Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:53
              > Bic´ sie˛, aby zachowac´ godnos´c´ nazywasz poraz˙ka˛?

              Nie - bic sie aby PRZYWROCIC godnosc jest porazka. Porazka czasu przeszlego.
              • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:55
                Teraz załapałam. Zgadza się.
        • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:48
          A mianowicie co zamierza osiągnąć? Psychologia mówi, że nakierowanie na
          osiągnięcie nierealistycznych celów prowadzi do głębokiej frustracji, a i
          choroba psychiczna się czai.
        • crazysoma Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:49
          Ja to rozumiem. Rozumiem, serio... Lubie tego faceta, bo jest wartosciowym
          czlowiekiem, dziecmi zajmuje sie jak malo kto (Zona lata glownie na imprezy)i
          jest mi Go szkoda (nie mam w tym zadnego interesu wlasnego). W sumie jestem
          jedyna osoba, ktora daje Mu jakies wsparcie, ale tym co zrobil wczoraj mnie
          dobil. Rozumiem to (trudno odciac sie od kogos, zyjac z tym kims pod jednym
          dachem), ale mnie rozwalil, no... To glupie, ze Ona smieje Mu sie w twarz,
          wyrzuca kolejne bukiety do kosza a On nie potrafi inaczej. Dlaczego? Moze
          psycholog Mu odpowie na to pytanie, bo wreszcie sie do takiego udal. Mam
          wrazenie, ze gdyby pozwolil Jej sie wyprowadzic, zyskalby chociaz jakis (Jej)
          szacunek a tak, to kaszana maksymalna... Ech, ide na druga czesc spaceru.
          • pudeleczko_75 Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:50
            wypisz wymaluj moja koleżanka.......
            mi jej żal strasznie, pomagam jej na tyle na ile umiem.
          • phokara Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:58
            >Mam
            > wrazenie, ze gdyby pozwolil Jej sie wyprowadzic, zyskalby chociaz jakis (Jej)
            > szacunek a tak, to kaszana maksymalna... Ech, ide na druga czesc spaceru.

            Masz racje. Facet sam sie pograza w jej oczach. Wszystkie dzialania przez niego
            podejmowane przynosza dokladnie odwrotny skutek. Ale wiesz co... ja ta kobiete tez rozumiem.
            No bo gdybym powiedziala, ze odchodze, a gosc by mi wyjechal z kwieciem i winem na
            rocznice slubu, to bym stracila do niego resztki sentymentu. Nie da sie isc przez zycie z kims,
            kto ci sie tak mocno wiesza na szyi tak kurczowo, ze to grozi uduszeniem. Po prostu.

            Ech... milego spaceru. Pogoda jest boska.


      • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:47
        pudeleczko_75 napisała:

        > ja mam teraz to samo z koleżanką, mąż się w czwartek zamierza wyprowadzić, od
        > roku ja gnębi psychicznie, zakochał sie w innej a ona walczy, robi wszystko
        > zeby go zatrzymać - każda metodą...
        Zwierzyła Ci się do czego potrzebuje go nadal w swoim życiu? Dziwne to jakieś.
        • pudeleczko_75 Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:49
          a.niech.to napisała:
          > Zwierzyła Ci się do czego potrzebuje go nadal w swoim życiu? Dziwne to
          jakieś.

          dlaczego dziwne, ona walczy o swoją miłość o małżeństwo. O to co dla niej jest
          nadrzedną wartością, mimo poniżenia i utraty samej siebie.....
          • nangaparbat3 Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:54
            Wyglada na to, ze jak jedno ze zwiazku chce odejść, to drugie automatycznie
            bedzie robić wszystko, by je zatrzymać. Tak jakby sama cheć odejścia była
            wystarczajacym impulsem.
            • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:57
              nangaparbat3 napisała:

              > Wyglada na to, ze jak jedno ze zwiazku chce odejść, to drugie automatycznie
              > bedzie robić wszystko, by je zatrzymać. Tak jakby sama cheć odejścia była
              > wystarczajacym impulsem.
              Taaa...Zakrawa to na idiotyzm przy całym szacunku dla zapętlonych ludzi.
              • nangaparbat3 Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 16:05
                Raczej bym powiedziała, ze odruch.
          • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 15:54
            To budzi współczucie.
    • weekenda Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 16:01
      A może on tak lubi??? to nie jest okrutny żart z mojej strony.

      Z tego co przeczytałam to jest to rodzaj przemocy. Tzn. ta babka ewidentnie
      znęca się nad nim. Upokarza go i rani. W takich związkach wytwarza się
      mechanizm kat-ofiara. I jedno i drugie nie może bez tego żyć... Straszne to ale
      tak jest. I tak to sobie będzie aż on w końcu dojrzy. Bo tamtej jest super! ma
      na kim wyładowywać swoje negatywy i jej jest świetnie! ona z tego nie
      zrezygnuje, nie ma mowy! Jeśli ktoś zrobi pierwszy ruch to on. Ale skoro dzieci
      są małe i on je kocha to pewnie jeszcze długo będą się kotłowac w tym sosie...

      Tyle z tego wywnioskowałam... szkoda mi faceta... kiedyś się ocknie i będzie
      walczył o spojrzenie sobie w oczy w lusterku...
      • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 16:12
        weekenda napisała:

        > szkoda mi faceta... kiedyś się ocknie i będzie
        > walczył o spojrzenie sobie w oczy w lusterku...
        Oby to zrobił jak najwcześniej. Jeśli nie jest emerytem, przed nim całe życie.
        Można wejść dwa razy do tej samej wody, lecz złowiona ryba nigdy nie będzie ta
        sama.
        • weekenda Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 16:14
          noooo... szczególnie, że tak wtórna rybka cuchnie jak mało co..........

          --
          W górach jest wszystko co kocham !!!
        • wiedziona mysle, ze nigdy sie nie ocknie... 26.09.06, 16:19
          np w moim "wypadku" tak bedzie do konca.
          Facet najwyrazniej wie, czego chce wink
          Zawsze bedzie dokuczal, krytykowal, wysmiewal.
          Milcze na ile to mozliwe majac wspolne dzieci,
          a on zawsze sie szwenda gdzies w tle
          (sms-y ublizajace, krytykujace)
          i pozory zewnetrzne roztacza pozytywnego mezczyzny.
          Jeszcze w zwiazku tak robil,
          np ciasto zrobil raz w zyciu,
          akurat przed duuuza impreza rodzinna...
          Wszyscy go podziwiali... smile)
          • weekenda Re: mysle, ze nigdy sie nie ocknie... 26.09.06, 16:27
            ... ex nasi=ex moi znajomi do dzisiaj nie wiedzą dlaczego uciekłam od tego
            fantastycznego faceta! od tej duszy towarzystwa! i w ogóle i w szczególe...
            zerwałam z nimi wszelkie kontakty...
            • wiedziona wykazalam sie zadziwiajaca slepota 26.09.06, 16:41
              i rozpedem
              obrony zwiazku...
              Ale jakiego zwiazku...????
              Przeciez ten zwiazek nie mial zadnego zwiazku ze zwiazkiem... wink)
            • a.niech.to Re: mysle, ze nigdy sie nie ocknie... 26.09.06, 16:53
              Nie pytali Cię o to, czy nie chciałaś powiedzieć?
    • julka1800 Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 16:38
      czyz kazdy z nas kiedyś nie walczył, każdy przy użyciu innej broni, ale
      walczyliscie chyba ??
      i każdy z nas ma swój koniec walki, czyli moment w którym sam stwierdzi ze nie
      moze juz zrobić NIC
      • weekenda Też walczyłam... 26.09.06, 16:46
        Jasne, że się walczy... spróbuję chronologicznie:
        płakałam
        prosiłam
        tłumaczyłam
        rozmawiałam (monologowałam znaczy)
        pisałam listy
        groziłam
        wrzeszczałam
        szantażowałam
        raz rzuciłam krzesłem
        złapałam noże w rękę... i tu stwierdziłam, że trzeba to skończyć... że
        najwyższy czas aby to skończyć
        uciekłam
        się rozwiodłam
        się leczę

        Nikomu nie zyczę takiej drogi... temu gościowi też nie. Lata z kwiatami tak jak
        ja z prośbami, łzami itd... ech życie życie.

        Ale pocieszające dla mnie, że nie tylko ja tak mam (miałam?) po sufitem...
        • wiedziona pozdrawiam :) 26.09.06, 16:51
          z oczywistych wzgledow jednoczenia sie w temacie bolu
          smile
          • a.niech.to Re: pozdrawiam :) 26.09.06, 16:57
            z oczywistych powodów nawinięcia na tym samym klębku
        • a.niech.to Re: Też walczyłam... 26.09.06, 16:56
          weekenda napisała:

          > Ale pocieszające dla mnie, że nie tylko ja tak mam (miałam?) po sufitem...
          Co to za pociecha być w stadzie baranów...?
          • weekenda Re: Też walczyłam... 26.09.06, 17:02
            a żebyś wiedziała, że właśnie pociecha. Wolę być w stadzie baranów (owiec?) niż
            żmij, larw, pluskiew, wilków, hien, sępów, modliszek czy innych wampirów...

            Z całym ogromnym szacunkiem do wszystkich animalsów!!!! kocham stworzenia i
            żałuję, że wszystkich anty-ludzi pokojarzono bądź co bądź niewinnymi
            zwierzakami...
            • a.niech.to Re: Też walczyłam... 26.09.06, 17:07
              weekenda napisała:

              > a żebyś wiedziała, że właśnie pociecha. Wolę być w stadzie baranów (owiec?)
              niż
              >
              > żmij, larw, pluskiew, wilków, hien, sępów, modliszek czy innych wampirów...
              Z tego punktu widzenia oczywiście masz rację. Mialam wielkie marzenie, że będę
              człowiekiem albo chociaż blisko.
        • julka1800 Re: Też walczyłam... 26.09.06, 16:58
          "Jasne, że się walczy... spróbuję chronologicznie:
          płakałam
          prosiłam
          tłumaczyłam
          rozmawiałam (monologowałam znaczy)
          pisałam listy
          groziłam
          wrzeszczałam
          szantażowałam
          raz rzuciłam krzesłem
          złapałam noże w rękę... i tu stwierdziłam, że trzeba to skończyć... że
          najwyższy czas aby to skończyć
          uciekłam
          się rozwiodłam
          się leczę"

          ja bez etapu krzesła i noża, no i oczywiscie bez ostatniego : juz sie
          wyleczyłam ! smile)))))))))


          • weekenda Re: Też walczyłam... 26.09.06, 17:04
            smile)) a wyobrażasz sobie mnie z nożami!?!?!? nagi instynkt przy mnie wysiada...
            oj mówię Ci - teraz już myslę i mówię o tym spokojnie ale wtedy... są takie
            upokorzenia i takie związane z tym emocje że strach.... i pomysleć, że mało
            brakowało a mogłabym sie znależć w jakiejś kronice kryminalnej...
            • a.niech.to Re: Też walczyłam... 26.09.06, 17:11
              Trzeba to przeżyć, żeby to zrozumieć. Tyle nawtykałam exowi i w jego języku,
              ile ze wszystkich ludzi nie doświadczył nikt inny. Nauczyłam się jego języka,
              nie pozostałam dłużna na ile mi pozwoliły warunki psychofizyczne. To była
              samoobrona.
              • weekenda Re: Też walczyłam... 26.09.06, 17:26
                a.niech.to napisała:

                > Trzeba to przeżyć, żeby to zrozumieć. Tyle nawtykałam exowi i w jego języku,
                > ile ze wszystkich ludzi nie doświadczył nikt inny. Nauczyłam się jego języka,
                > nie pozostałam dłużna na ile mi pozwoliły warunki psychofizyczne. To była
                > samoobrona.

                Świnta prawda... i dlatego jak słyszę, że ktoś tam pokonuje "kolejny etap
                wtajemniczenia" to ze strachem przypominam sobie tę moją "listę" i zastanawiam
                się czy dojdzie ten ktoś do następnej fazy czy nie i kiedy.....

                Crazy... Ty to wsio wydrukuj i daj temu chłopu do poczytania... może coś
                zajarzy...
                • a.niech.to Re: Też walczyłam... 26.09.06, 17:54
                  weekenda napisała:

                  > Crazy... Ty to wsio wydrukuj i daj temu chłopu do poczytania... może coś
                  > zajarzy...
                  Prawdopodobnie powiedziałby, że się tylko bronił przed agresją słowną i
                  fizyczną.
    • hicksowa Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 16:58
      Ile bym dała, żeby mój chciał tak jak ja chcę...
      Żeby choć trochę zawalczył o nas...
      • a.niech.to Re: Zdenerwowalam sie... 26.09.06, 17:12
        Jak sądzisz, dlaczego nie chce? Zrezygnował po pierwszym upadku?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka