crazysoma
26.09.06, 15:27
Mam znajomego. Blizszy, dalszy, nieistotne. Ma zone. Zona chce sobie zycie
sama ukladac, bez Niego, Rok temu, mniej wiecej o tej porze chciala odejsc do
entego kochanka. Nie wypalilo, zostala. Przez pare m-cy bylo w miare dobrze.
W maju znowu sie popsulo. Teraz ewidentnie mowi o rozstaniu, rozwodzie i
zyciu osobno (ona z dziecmi, on sam). On walczy. Jak Don Kiszot z
wiatrakami... Wlasnie napisal, ze wczoraj byla rocznica slubu, kupil roze,
wino a Ona rozesmiala sie w Jemu w twarz i powiedziala, ze to chyba na
pozegnanie. Boze... I On mi pisze, ze jednak bedzie walczyl do konca. Do
ktorego konca???? W amerykanskich filmach horrory miewaja po 3 zakonczenia,
ale zamiast strachu wywoluja pusty smiech. O taki koniec Mu chodzi?
Zdenerwowalam sie.